Dodaj do ulubionych

Nowe życie po 40...

  • run_away83 26.04.16, 11:44
    Powtórzę coś, co napisałam już w poprzednim twoim wątku: ja cię nie będę przekonywać że koniecznie powinnaś się rozwieść i uciąć kontakty, bo widzę alternatywę: wymuszenie na facecie by się zdiagnozował i zaczął terapię. I takie ultimatum powinnaś postawić: albo pan przyjmuje do wiadomości, że w aktualnej kondycji psychicznej jest niekompatybilny z funkcjonowaniem w związku i rodzinie, zaczyna inwestować czas i energię w naprostowanie swojej zwichnętej osobowości i RAZEM pracujecie nad tym, żeby z waszej relacji wyewoluowało coś sensownego i wartościowego; albo się żegnacie. Tkwienie w takiej relacji, jaka jest między wami w tej chwili, rujnuje życie całej waszej trójce.

    Jak postawisz przed mężem wybór: terapia i wspólna praca nad związkiem albo definitywne rozstanie, wszyscy jesteście w sytuacji win-win: oba możliwe scenariusze rozwoju zdarzeń są korzystne, zarówno dla ciebie i waszej córki, jak dla niego (bo jemu ta popaprana relacja też robi kuku).

    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ® Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • aagnes 26.04.16, 11:44
    Mam tylko jedno jedyne pytanie: DLACZEGO uwazasz, ze koniecznie musisz byc z jakims facetem. no dlaczego??

    dlaczego znane mi i calkiem fajne kobiety dostaja absolutnie malpiego rozumu przy osobnikach plci meskiej, dlaczego kobieta jest w stanie zniesc wszystko zeby tylko faceta zatrzymac, dlaczego pozwalalaja czesto na to, zeby ich dzieci uczestniczyly w calkowitej patologii byleby tylko zatrzymac faceta??
    naprawde nie pisze tutaj o jakims egzotycznym przypadku, tylko wrecz regule.
    codziennie modle sie glownie o to, zeby moja corka nigdy przenigdy nie byla kims takim, zeby znala swoja wartosc, zeby otrzymala doskonale wyksztalcenie pozwalajace jej na bycie niezalezna wspaniala dziewczyna,
    serdecznie wspolczuje wszystkim wam, ktore uwazacie, ze bez misiaczka u boku niewiele znaczycie, tym, ktore pozwolily sie tak stlamsic i uzaleznic finansowo, ze teraz bez misiaczka i jego portfela nie sa w stanie isc po chleb do biedronki.
    do autorki watku - wez wreszcie siebie i swoja corke pod pache i idz swoja droga bez tej kuli u nogi jaka jest mąż/niemąż

    --
    Jeśli przechodzisz przez piekło nie zatrzymuj się.
    Winston Churchill
  • triss_merigold6 26.04.16, 11:47
    Kocianna nie jest zależna od męża ani finansowo, ani mieszkaniowo.
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 12:01
    A nie ma kogoś w realu który by jej "przetłumaczył" to i owo?
  • mozambique 26.04.16, 12:46
    sugerujesz oklep?

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 12:48
    Nie, ale konkretną rozmowę z kimś realnym, a normalnym.
  • princesswhitewolf 26.04.16, 16:29
    to forum. tu takich nie ma <zart>

    --
    *ktora
  • princess_yo_yo 26.04.16, 11:57
    "Skoro mam być całkiem sama - w obawie przed popaprańcami - albo sama, ale ze znanym mi osobnikiem w pobliżu, na którego mimo wszystkich jego ograniczeń mogę liczyć, którego wad nie muszę się uczyć na nowo, i z którym się nie kochamy, ale się przynajmniej lubimy - to wolę ten drugi wariant. Bez motylków i fajerwerków - ale umówmy się, kto je ma po 15 latach związku?"

    terapia powinna ci uswiadomic jak ograniczajace jest przeswiadczenie o binarnym falszywym wyborze. wrocilabym do terapeuty, mozesz sie nauczyc umiejetnosci ktore ci pomoga w takich sytuacjach i zobaczyc troche wiecej niz wybor miedzy dwiema alternatywami z ktorych zadna nam na prawde nie pasuje.
  • pade 26.04.16, 11:57
    Ponieważ to ja ostatnio pytałam o rozwód i pisałam o współuzależnieniu czuję się wywołana przez Ciebie Kocianno do tablicy.
    Jedna terapia nie załatwia wszystkiego, zwłaszcza, że tamta dotyczyła innego celu.
    Ja też kiedyś byłam przekonana, ze na miłość trzeba zasłużyć. Wszyscy moim faceci przed mężem byli w pewnym ułamku procenta popaprani i tylko jakiś instynkt samozachowawczy (intuicja) uchronił mnie przed katastrofą. Rodzice, zwłaszcza mama wymagali ode mnie tak dużo, że musiałam to później odreagować nie wymagając od siebie niczego.
    Z mężem przeżywaliśmy wzloty i upadki oraz jeden potężny, dwuletni kryzys. Wyszliśmy z tego zwycięsko bo każde poukładało sobie w głowie co trzeba przy odpowiedniej pomocy. Była też ogromna determinacja z mojej strony i oddanie ze strony męża. Gdyby nie prezentował takiej postawy, pisałabym ten post jako rozwódka.
    Nic, co piszesz Kocianno nie jest mi obce, wszystkiego w mniejszym lub większym stopniu doświadczyłam. Rozumiem też Twój lęk przed radykalną zmianą. I życie wg zasady "lepszy wróbel w garści".
    Powyższe nie zmienia faktu, że gdybym widziała, że zachowanie mojego męża, czy moje, czy też nasza relacja źle wpływa na dzieci powzięłabym radykalne kroki. Mniej radykalne już czyniłam.
    Wiem o czym mówię. Stąd tyle moich gorzkich słów pod Twoim adresem dotyczących Twojej córki.
    Nie wiem czy jestem szczęściarą czy nie, ale mój mąż kocha mnie bezwarunkowo i jest mi bezgranicznie oddany, po 19 latach małżeństwa. Tak, bezwarunkowo, nie mam poczucia, że muszę się postarać o cokolwiek. Nie muszę mieć makijażu, szpilek czy seksownej bielizny, żeby usłyszeć słowa zachwytu, nie muszę gotować trzydaniowego obiadu, sama zajmować się dziećmi i domem, żeby usłyszeć "cieszę się, że jesteś ze mną". Nie muszę robić doktoratu ani przynosić do domu bóg wie jakiej pensji, żeby być szanowaną i docenioną.
    Tak jest teraz. A jeszcze kilka lat temu uważałam, że muszę (wstaw dowolne). Nie muszę, mogę chcieć albo nie. To muszę było w mojej głowie. Po 40stce zaczęłam nowe życiesmile
    To przykład na to, ze nie wszystkie związki są nieszczęśliwe i można się zmienić po 40-stce.
    ps. mam czasem motylki


    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • beatrycja.30 26.04.16, 12:35
    pade, byłaś na terapii czy sama sobie to wszystko poukładałaś w głowie?
    Czy mąż faktycznie czegoś od ciebie wymagał czy tylko tobie się tak wydawało?
  • pade 26.04.16, 13:06
    Wydawało mi sięsmile Tzn, miałam wdrukowany głos mamy, ze nic w życiu nie jest za darmo, na wszystko trzeba zapracować, pokorne cielę dwie matki ssie, umiesz liczyć licz na siebie, POWINNAM....itd.
    Przeszłam terapię i solidnie pracowałam nad sobą samodzielnie.


    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • aagnes 29.04.16, 12:20
    ze nic w życiu nie jest za darmo, na wszystko trzeba zapracować, pokorne cielę dwie matki ssie, umiesz liczyć licz na siebie,

    w sumie ze wszystkim sie zgadzam tongue_out

    --
    Jeśli przechodzisz przez piekło nie zatrzymuj się.
    Winston Churchill
  • pade 04.05.16, 10:45
    ja teżsmile
    tylko wiesz, ja np. zdanie "umiesz liczyć licz na siebie" rozumiałam jako: zawsze musisz sobie poradzić sama, nie proś innych o pomoc...

    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • kocianna 26.04.16, 12:07
    Właśnie ułożyłam sobie w głowie rozmowę z terapeutką zapisującą na pierwsze spotkanie w Al-anon:
    - Mój mąż nie pije, nie bije, nie ćpa, ma prawdopodobnie ZA i zmusza mnie do sprzątania, kiedy mam chlew, i zależy mu, żebym zrobiła podyplomówkę, bo powinnam się rozwijać, i znalazła lepszą pracę, bo w tej jestem niedoceniana. Potrzebuję grupy wsparcia, żeby od niego odejść.

    Zabrzmiało nieco idiotycznie.

    A o dziecku w tym wątku nie ma nic, bo albo moje dziecko ma swoje pół roku aniołka (funkcjonuje w cyklach półrocznych od zawsze), albo minął jej stres przeprowadzkowo-nowoklasowy, albo pomogło, że wyprowadziłyśmy się od męża i ojca, albo jednak faktycznie moja terapia odniosła skutek m.in. w tej dziedzinie, bo nadal jestem matką nieidealną, ale znacznie lepszą, niż byłam. W każdym razie problemów wychowawczych nie mam obecnie ŻADNYCH, nie licząc zamiłowania do syfiarstwa, odziedziczonego po mnie. Tfu tfu odpukać.

    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • princess_yo_yo 26.04.16, 12:13
    dlaczego uwazasz ze to brzmi idiotycznie? dla mnie to brzmi na zasadzie maz to i tamto, na tym mu zalezy, tego chce, do tego mnie zmusza. pierwszym pytaniem terapeuty w tym kontekscie powinno pewnie byc a czego ty chcesz, na czym tobie zalezy. jak doszukac sie znowu swojego ja?
  • quilte 26.04.16, 12:24
    >dlaczego uwazasz ze to brzmi idiotycznie? dla mnie to brzmi na zasadzie maz to i tamto, na tym mu zalezy, tego chce, do tego mnie zmusza. pierwszym pytaniem terapeuty w tym kontekscie powinno pewnie byc a czego ty chcesz, na czym tobie zalezy. jak doszukac sie znowu swojego ja?

    Dokładnie. Mąż nie może zmuszać cię do sprzątania, możesz sobie mieć chlew, jeśli lubisz smile Możesz się nie rozwijać, jeśli nie masz ochoty, możesz zostać w tej pracy, jeśli tak ci się podoba, możesz nawet czuć się doceniana, gdy on myśli, że doceniana nie jesteś. On ci mebluje życie zgodnie ze SWOIMI wyobrażeniami i tak, to jest problem i wcale nie brzmi idiotycznie.
  • ola_dom 26.04.16, 12:14
    kocianna napisała:

    > Właśnie ułożyłam sobie w głowie rozmowę z terapeutką zapisującą na pierwsze spotkanie w Al-anon:
    > - Mój mąż nie pije, nie bije, nie ćpa, ma prawdopodobnie ZA i zmusza mnie do sprzątania, kiedy
    > mam chlew, i zależy mu, żebym zrobiła podyplomówkę, bo powinnam się rozwijać, i znalazła
    > lepszą pracę, bo w tej jestem niedoceniana. Potrzebuję grupy wsparcia, żeby od niego odejść.

    Brawo, idzie Ci świetnie smile

    A w drugą stronę też tak zgrabnie umiesz? Jakbyś się tak trochę postarała?

    Aha - właściwie dlaczego wyprowadziłaś się od takiego przyzwoitego, motywującego i wspierającego męża? To kompletnie niezrozumiałe?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • asia_i_p 26.04.16, 12:26
    Żadna prawda nie jest idiotyczna.
    To jest punkt wyjścia, teraz zostaje pytanie, dlaczego to cię unieszczęśliwia, czego potrzebujesz?


    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • princess_yo_yo 26.04.16, 13:21
    www.amazon.co.uk/This-Love-Why-Feel-Insecure-ebook/dp/B009TIWZNY?ie=UTF8&btkr=1&ref_=dp-kindle-redirect

    jesli czytasz po angielsku to moze tak ksiazka ci pomoze z perspektywa. pewnie sa tez tlumaczenia, bardzo sensowna analiza z odpowiednia liczba przykladow. troche standardowe szufladkowanie jesli chodzi o powody zachowan ale moze sie przydac.
  • afro.ninja 26.04.16, 14:17

    Jesli chcesz z nim byc, on i ty powinniscie siebie akceptowac. Ktos kto ma fisia na punkcie porzadku, moze nie wytrzymac z kims, kto nie ma takiego fisia. I odwrotnie.
    Nie sadze bys miala w domu kile i mogile, raczej masz zaburzonego meza. Maz powinien isc na terapie, a jesli nie chce isc, to znaczy, ze chce miec nad toba kontrola w zwiazku. Dlatego mowi ci o rozwoju i jakis szkolach. Pamietam co wypisywalas o swoim mezu, nie, on nie jest normalny. To raczej ty z tej opowiastki o swoim zyciu na emamie, wychodzisz wlasnie jako wspoluzalezniona.
    Jesli dobrze ci bez meza, to sie od niego odetnij, tak jak wtedy, kiedy wyjechalas.
  • edelstein 26.04.16, 14:24
    Ojp a ty dalej swoje.To sa te wady?bo w swoich watkach opisywalas szczegolowo Problemy z mezem.Nagle znikly?
    Twoj stary jest wariatem i podtrzymuje to zdanie.

    --
    "...Du weißt noch nicht einmal genau, wie sie heißen.Während sie sich über dich schon ihre Mäuler zerreißen...Lass die Leute reden und hör einfach nicht hin.Die meisten Leute haben ja gar nichts Böses im Sinn.Es ist ihr eintöniges Leben, was sie quält.Und der Tag wird interessanter,wenn man Märchen erzählt..."
  • gama2003 26.04.16, 14:25
    No to brzmi tak, że dziwi decyzja wyprowadzki i mimo wszystko separacji. Ale rozwinięcie tematu sprzątania -przychodzi nocą, budzi nas, odkurza nie zważając na nasz sen i ciszę nocną dla sąsiadów, bo MUSI kompulsywnie sprzątać itd, brzmi już zupełnie inaczej. Prowokuje zapytanie czemu się na to zgadzasz, czy to ZA, skoro diagnoza to tylko prawdopodobnie.
    Ubrałaś teraz problem w zupełnie sympatyczną dla wizerunku pana otoczkę. To czemu jest źle ?
  • gama2003 26.04.16, 14:35
    I jeszcze jedno, Ty go nawykowo usprawiedliwiasz. Najpierw wątek, o numerze, który wywinął, czy wywija. Potem kolejny, nie nie nie, on nie jest taki zły. Jak zdanie z Twojej sygnaturki - on nie jest winny, on jest inny. Ale w wątkach wybielających - inny znaczy lepszy. Jak powyżej, sarkastycznie, zapisujesz się na terapię bo mąż chce porządku kiedy Ty masz chlew ( Ty gorsza, on chce lepiej), on chce awansu, Ty nie chcesz podyplomówki ( Ty głupsza, mniej ambitba, on mistrz i geniusz). Wkurzam się, bo polubiłam Cię forumowo a Ty wypierasz wszystkimi czterema łapami ogrom swojego problemu. Jakbyś się bała przypisać mężowi jakiekolwiek wady.
  • nowel1 26.04.16, 12:13
    Kocianno, podstawa to wiedza, co jest dla Ciebie najważniejsze.
    I moim zdaniem to terapia powinna Ci dać - umiejętność dotarcia do tej wiedzy w sobie.
    Jeśli najważniejszy dla Ciebie jest związek z mężczyzną, którego wady znasz i nie wydają Ci się one dyskwalifikujące - to sprawa jest jasna i nie ma o czym dyskutowac.
    Jeśli jednak powoduje Tobą lęk przed samotnością, mimo że tak naprawdę i tak żyjesz w pojedynkę - szkoda Twojego życia.
    "Nowe życie" po 40 jest możliwe. Chcesz moją historię? Małżeństwo przez kilkanaście lat, coraz bardziej się sypiące, coraz bardziej manipulacyjne, raniace zachowania mojego męża i 6 lat, których potrzebowałam, żeby zdecydować o rozwodzie. 2 synów. W chwili rozstania miałam 41 lat.
    To było 7 lat temu.
    Teraz? Nigdy nie myślałam, że moje życie może się aż tak bardzo zmienić na lepsze - a zawsze, mimo wszystko, uważałam je za dobre. Nowa pasja, nowi przyjaciele. I nie nowe związki sa w tym najważniejsze - były 2 czy 3 krótkotrwałe, teraz od 2 lat jest w moim życiu ważny mężczyzna, ale nie żyjemy razem, a w 2 innych krajach. Nigdy nie żałowałam swojej decyzji; czasem myślałam jedynie, że za długo czekałam aż "coś się zmieni" ( co nie znaczy, że w tym czekaniu byłam bierna).
  • asia_i_p 26.04.16, 12:22
    A może nie myśl na razie o kolejnym? Może się zastanów, czy nie wolałabyś być sama? Wiem, że język pisany nie oddaje wszystkiego, ale najszczęśliwiej brzmiałaś, kiedy byłaś sama z córką.

    Nie czerp pociechy z tego, że wszystkie związki w twoim otoczeniu są mniej czy bardziej nieszczęśliwe, bo to strasznie smutne. Można być szczęśliwym. I samemu, i z kimś. Nie zabieraj sobie szansy na szczęście.

    I - jeszcze jedno - zastanów się, czy na pewno nie naciągasz rzeczywistości, bo rozwód jest dla ciebie nie do przyjęcia z przyczyn religijnych. Może się tylko tego u ciebie dopatruję, bo ja bym tak robiła, ale weź to pod uwagę.

    Trzymaj się i jednak nie zgadzaj się na zastój. Masz być coraz szczęśliwsza, masz być szczęśliwa, masz na samą myśl o następnym dniu się uśmiechać. To jest normalny stan. Jakbym cię miała pod ręką, to bym cię przytuliła. smile Trzymaj się i nie stawiaj jeszcze kropki, nie pisz tak, jakby już całe twoje życie się rozegrało, a reszta to był dopisek przy końcu ostatniego rozdziału.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • mozambique 26.04.16, 12:49
    Masz być coraz szczęśliwsza, masz być szczęśliwa, masz na samą myśl o następnym dniu się uśmiechać. "

    a co jak nie bedzie ? do psychiatryka ?

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • asia_i_p 26.04.16, 12:57
    Brać pod uwagę, że w życiu trzeba i można coś zmienić?
    Przecież to nie jest tak, że ona jest pod ścianą, nie musi jak Viktor Frankl w obozie koncentracyjnym na siłę wyszukiwać jasnych momentów i sensu życia w cierpieniu. Jest młoda, zdrowa, inteligentna, wykształcona, samodzielna i zorganizowana. Zawodowo i życiowo świetnie sobie radzi. Ma opcje. Rezygnacja jako sposób na szczęście jest dobra, kiedy się wyczerpie inne możliwości.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • princess_yo_yo 26.04.16, 13:14
    jak najbardziej, tylko bez presji szczescia wink natomiast przekonanie ze jak najbardziej szczescie sie kociannie nalezy / zasluguje na nie jak kazdy inny czlowiek jest tutaj potrzebne i tego mozna sie nauczyc.
  • isa_bella1 26.04.16, 12:32
    A mnie się podoba ze jestes szczera i jak widac potrafisz wybaczac. Nie zapomnij wybaczyc sobie nawet to ze taka jestes i kochaj i szanuj sie dziewczyno. Powodzenia.
  • julita165 26.04.16, 13:23
    Tak jak w wielu poprzednich wpisach już Ci napisano - nie koncentruj się tak bardzo na facecie/facetach, z fajnym facetem jest super ale bez beznadziejnego faceta jeszcze lepiej smile
  • 7dosia 26.04.16, 13:47
    Odkąd czytam to forum, co drugi wątek utwierdza mnie w przekonaniu, że dominującą cechą dzisiejszych kobiet jest całkowity brak poczucia własnej wartości i zadowalanie się byle czym. Jest to tym bardziej śmieszne, że współczesna propaganda tyle mówi o wyzwoleniu kobiet i możliwościach jakie to wyzwolenie daje, a jak przychodzi co do czego, to okazuje się że wokół same cierpiące niewolnice. I czemu wy się tak boicie tego islamu? Będzie tak samo nieszczęśliwe, tyle że w burce he hesmile
  • mozambique 26.04.16, 13:58
    a tam niewoolnice , smile niemalo jest tez zwykłych puszczalskich co to mnożą sie seryjnie byle gdzie i z byle kim , naparwde dlaeko nie trzeba szukać

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • morgen_stern 26.04.16, 14:23
    Ale ty jesteś prymitywna. Obstawiam, że chaos w sposobie wypowiadania się dokładnie odzwierciedla chaos w twojej głowie.
  • mozambique 27.04.16, 10:40
    o proszę, przez przypadek trafiłam w twój przykład ? super , widze ze sumienie sie odezwało

    w mojej glowie jest akurat pruski porządek , w przeceiwienistwie do paru forumek co zgrwyają swięte Cecylie z narcyzami a zyją ( one a przede wszystkim ich dzieci ) w emocjonalnym bagnie , od portek do portek, od kochanka do kochanka , od jednego wujka dla dzieci do drugiego , moze byc i psychol, moze byc i zdradzacz, co tam , i i śa bardzo z siebei dumne ,
    tylko dzieci szkoda na ale kt bys ie dziecmi przejmował, w koncu to matka ma byc szczęsliwa , nie ?

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • ola_dom 27.04.16, 10:49
    mozambique napisała:

    > o proszę, przez przypadek trafiłam w twój przykład ? super , widze ze sumienie
    > sie odezwało

    Czy ja wiem, czy sumienie...?
    Naprawdę trudno się czyta Twoje posty - o czymkolwiek i w jakimkolwiek wątku - mało kto sadzi aż tyle byków, literówek, i nawet sama nie wiem czego i jak to nazwać, ale łagodnie rzecz ujmując - bałagan w postach, jak rzadko się zdarza uncertain
    Więc analogia nasuwa się sama.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • morgen_stern 27.04.16, 10:51
    Tak, trafiłaś jak łysy grzywką o parapet wink Oprócz chamówy, bełkotliwości wypowiedzi i sraczki umysłowej widzę jeszcze jeden twój problem - masz manię pisania o czymś, o czym nie masz zielonego pojęcia lub namiętnego perorowania w tematach, w których słabo się orientujesz, w tym wątku też to widać.

    --
    Kiedys zaczelam zaczelam cztytac ksiazke (kryminal) with ktorej byl opossum bardot okrutnej zbrodni, zrobilo might Siemens niedobrze I przestalam cztytac, ksiazke just nie ruszylam / najma78
  • mozambique 27.04.16, 15:13
    czyli trafiłam idealnie - tak plujesz żółcią ze to muszą być osobiste wyrzuty sumienia


    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • bi_scotti 26.04.16, 14:25
    Poniewaz gleboko wierze w sile przykladu "wynoszonego z domu", zwyczajnie bym sie na Twoim miejscu bala, ze moja corka powtorzy schemat ukladu jaki Ty, Kocianna i Twoj maz macie/budujecie. A to nie wydaje sie byc dobry uklad. Wiec ja osobiscie, jako jakas tam forma matkipolki "dla dobra dziecka" wymiksowalabym sie z ukladu, ktorego wlasnemu dziecku nie zycze na jego dorosle zycie. Bo ona ten crazy cyrk powtorzy a tego to juz nie bedziesz mogla naprawic uncertain Naprawic mozesz swoj ... poki jest jeszcze czas. Good luck!
  • edelstein 26.04.16, 14:27
    big_grin

    --
    "...Du weißt noch nicht einmal genau, wie sie heißen.Während sie sich über dich schon ihre Mäuler zerreißen...Lass die Leute reden und hör einfach nicht hin.Die meisten Leute haben ja gar nichts Böses im Sinn.Es ist ihr eintöniges Leben, was sie quält.Und der Tag wird interessanter,wenn man Märchen erzählt..."
  • princesswhitewolf 26.04.16, 16:53
    jakby tak glebiej pogrzebac to okazaloby sie ze kazdy czlowiek na swiecie ma takie czy inne problemy zyciowe w zwiazkach bo NIKT ale to NIKT nie jest bez wad. Trzymanie swoich dzieci pod kloszem i szukanie idealnych partnerow powoduje dopiero nieszczescia. Jeszcze wieksze wtracanie sie w to jaki to modelem dzieci podazaja i narzucanie jakim powinny.

    Wrzuccie na luz. Kocianna nie jest jakims hardcorowym przypadkiem. Sa zwiazki z mordobiciem, uzaleznieniami od alkoholu i narkotykow, hazardu itd itp.

    Masa Dulskich udaje ze tego nie ma ale sorry Kocianna to pikus.smile

    --
    *ktora
  • pade 26.04.16, 17:00
    Jakie typowe, czarno-białe myślenie...

    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • mid.week 26.04.16, 14:41
    Skoro mam być całkiem sama - w obawie przed popaprańcami - albo sama, ale ze znanym mi osobnikiem w pobliżu, na którego mimo wszystkich jego ograniczeń mogę liczyć, którego wad nie muszę się uczyć na nowo, i z którym się nie kochamy, ale się przynajmniej lubimy - to wolę ten drugi wariant.

    IMO powinnaś pobyć całkiem sama, nie dlatego że nikogo akurat nie ma i jestes na to skazana, ale dlatego żeby dojśc ze sobą do ładu i składu. Zrozumieć własne potrzeby, nauczyć się szacunku do własnego ja. Polubić czas spędzany w swoim własnym towarzystwie i dopiero bez balastu strachu przed samotnością zabrać się za szukanie bratniej duszy. Wymaga odwagi, ale musisz być odważna skoro potrafisz się tak otworzyć przed forum i wystawić na krytykę. Cokolwiek zdecydujesz zyczę ci powodzenia i ułożenia sobie zycia tak aby ci w nim było najwygodniej jak to tylko możliwe. Powodzenia wink
  • jola-kotka 26.04.16, 15:05
    Zmieniajac nika uciekniesz od przeszlosci? Nie,bo ona to TY. Twoje bledy,sukcesy,porazki. To nic nie da nie pomoze ci. Przyjdziesz tutaj jako pani x i co dalej? Skoro jestes tu piszesz nie o du... marynie a o swoich realnych problemach,to jest ci to potrzebne,pomaga ci w jakis sposob,czesto pewnie niezrozumialy dla innych. Przyjdziesz i o czym bedziesz pisac ? Gdzie wywleczesz z siebie to co cie boli? Myslisz ze w realu nikt ci nic nie wypomni? wypomni tylko to bedzie jeszcze bardziej bolalo.
    Tutaj masz jakas historie,pewnie przeciwnikow i zwolennikow,swojego nika,ktos kto zna twoja przeszlosc moze ci pomoc,nawet jak zaboli to czesto te rady,nie sa glupie. Zastanow sie czy dobrze robisz,czy w realu masz kogos komu na tyle mozesz zaufac i powiedziec mu to co piszesz na forum w stu procentach bez konsekwencji ,czy zostaniesz z tym wszystkim sama w obawie,ze ta szczerosc obróci sie przeciwko tobie. Bedziesz to, co teraz tu mozesz napisac dusic w sobie a to nie pomaga. Jesli napiszesz pod innym nikiem w obrebie tematow ktore do tej pory poruszalas zostaniesz zidentyfikowana,chyba gorsza sytuacja od obecnej.
    Nie wierze,ze prawda jest to co piszesz o innych zwiazkach w twoim otoczeniu,moim zdaniem tak interpretujesz rzeczywistosc aby dalej bez wyrzutow tkwic w tym w czym tkwisz. Jestes bardzo nieszczesliwa,potrzebujesz nowego spojrzenia na swiat,na dluzsza mete wiem banal zaraz tak napisza ale nie da sie zyc z kims kogo sie nie kocha i odwrotnie i byc szczesliwym. Oczywiscie mozna sobie to szczescie wmawiac az do momentu kiedy sama w nie uwierzysz. Tylko czy tak chcesz spedzic reszte zycia? Jeszcze wszystko przed toba nie masz 80 lat a nawet wtedy nadal bedziesz zaslugiwac na szczescie. Nie zamykaj sie,nie tlumacz sobie,ze inni itd. To jest twoje zycie i tylko Ty sama mozesz sprawic ze bedzie lepsze,szczesliwe. To w czym teraz jestes to toksyczny uklad ktory coraz bardziej cie zatruwa,pomimo tego,ze do konca nie zdajesz sobie z tego sprawy. Chcesz za wszelka cene utrzymywac,ze tak jest lepiej,bo wszystko inne zle. Nic z tego za jakis czas bedziesz jeszcze bardziej cierpiec. Z mojej strony cokolwiek nie postanowisz to zycze ci,zeby bylo fajnie,zebys wyszla na prosta i to slonce jeszcze nie raz zaswiecilo w twoim zyciu. Pozdrawiam.
  • amsterdama 26.04.16, 15:56
    Kocianna, nie zmieniaj nicka. Bardzo Cię lubię i zawsze, kiedy tu zaglądam, czytam Twoje wątki.
  • rosapulchra-0 04.05.16, 12:15
    Zgadzam się. I na twoim miejscu poszukałabym pracy za granicą, bo tam funkcjonowałaś bardzo dobrze.

    --
    (..)wątek o Korze jest doskonałym papierkiem lakmusowym rzekomej zamożności ematek.(..) a co najbardziej szokujące - (..) dosię - krezuskę, kosmiczną specjalistkę od-sobie-tylko-wiadomych-projektów, władczynię londyńskich umysłów, dla której świat to za mało (..)by Conena
  • princesswhitewolf 26.04.16, 16:24
    >Bo ja, cholera, nie znam, a co gorsza, wszystkie związki w moim otoczeniu są mniej lub bardziej nieszczęśliwe.

    a ja znam pare dobrych malzenstw. 3 sa w mojej rodzinie w tym i moja siostra. Dlatego mowie o rodzinie bo tych ludzi i ich relacje bardzo dobrze znam i wiem ze to nie jest pozerstwo.

    >że znacie przypadki współuzależnionych, które zaczęły zupełnie nowe życie po 40.

    nie rozumiem pojecia "nowe zycie". Jakie nowe? ciagle to samo. Tylko sama albo z innym facetem. Moja przyjaciolka niedawno poznala dzieki mnie mojego kumpla samotnego ojca. Zaczyna sie dobry zwiazek. Nowe zycie bedziesz miala w nastepnym wcieleniu

    --
    *ktora
  • zottarella 26.04.16, 16:28
    Wiesz co jest najgorsze w Twojej historii? Że nie kochasz własnej córki, a przynajmniej nie tyle co faceta, którego posiadanie za wszelka cenę jest ważniejsze niż dobro dziecka.
  • rosapulchra-0 04.05.16, 12:16
    zottarella napisała:

    > Wiesz co jest najgorsze w Twojej historii? Że nie kochasz własnej córki, a przy
    > najmniej nie tyle co faceta, którego posiadanie za wszelka cenę jest ważniejsze
    > niż dobro dziecka.

    Jak możesz coś takiego pisać? Na jakiej podstawie? Znasz je osobiście?
    --
    (..)wątek o Korze jest doskonałym papierkiem lakmusowym rzekomej zamożności ematek.(..) a co najbardziej szokujące - (..) dosię - krezuskę, kosmiczną specjalistkę od-sobie-tylko-wiadomych-projektów, władczynię londyńskich umysłów, dla której świat to za mało (..)by Conena
  • kotradykcja 26.04.16, 16:32
    Zanim przeczytam inne komentarze, napiszę, że rozumiem Cię bardzo dobrze.
    I jedyne co mogę "doradzić" to rób tak aby Tobie było jak najlepiej. To Twoje życie.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • bei 26.04.16, 17:16
    Przyznam, ze nie sledzilam Twojej historii, nic nie wiem o Twoich klopotach.
    Ale znam swoja historie- pierwszy powazny zwiazek i od piczatku swiadomosc, ze nie powinnismy byc razem. Ale tak bardzo chcialam udowodnic ze moj wybor byl dobry.
    Nie byl, a po rozejsciu nie wierzylam, ze spotkam kogos, kto nie bedzie mnie ranil i nie bede przez niego plakac.
    Spotkalam po latach- tuz przed czterdziestka. Spotkalam tak pozno, bo nie szukalam.
    Od 15 lat jestem szczesliwa. Zapraszam do nas, bedziesz mogla uwierzyc, ze istnieja szczesliwe zwiazkismile
    Nawet juz nie pytam, czy juz nic nie mozna u Was naprawic, bo skoro chcecie ze soba byc, to jest taka nadzieja. Na poczatek kup " dochodzac do TAK"
    Odbierz poczte

    --
    olaromanska.blox.pl/html
  • undoo 27.04.16, 00:36
    napisz, jak chcesz pogadac smile
  • kocianna 27.04.16, 11:55
    Tadam. To teraz proszę o wsparcie Warszawianki, które mogą być w temacie:
    gdzie w stolicy znajdę grupę dla współuzależnionych NIE od substancji psychoaktywnych?
    Bo na razie mnie odsyłają z miejsca na miejsce.

    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • pade 27.04.16, 13:54
    Nie jestem warszawianką, ale podpowiem, ze to wcale nie musi być terapia dla współ- czy uzależnionych.

    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • yoma 27.04.16, 13:56
    A coś ty się uparła na WSPÓŁuzależnienie?

    --
    PT Pisięta: niniejszy post nie stanowi zamachu na życie prezesa.
  • kocianna 27.04.16, 15:07
    Bo osoby współuzależnione i w toksycznych związkach (uzależnione od partnera) mają podobne cechy i podobne deficyty i stosuje się wobec nich te same metody terapeutyczne.

    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • ola_dom 27.04.16, 15:09
    kocianna napisała:

    > Bo osoby współuzależnione i w toksycznych związkach (uzależnione od partnera)
    > mają podobne cechy i podobne deficyty i stosuje się wobec nich te same metody terapeutyczne.

    A jak nie znajdziesz stosownej grupy dla współuzależnionych nie od substancji, to innej terapii nie bierzesz w ogóle pod uwagę?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • pade 27.04.16, 15:29
    A nie obawiasz się,że w takiej grupie, złożonej z żon alkoholików, narkomanów i hazardzistów, możesz dojść do wniosku, że Twój problem jest błahy?

    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • kocianna 27.04.16, 15:43
    Do grup żon alkoholików i hazardzistów nie chcą mnie przyjąć nawet przez telefon - tzn. nawet umówić na pierwszą konsultację. Indywidualną terapię przeszłam, dużo już wiem, choć niewiele jeszcze umiem. Chcę poczuć, że ktoś "ma tak samo", chcę wspólnoty i wsparcia.

    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • pade 27.04.16, 15:45
    www.google.pl/webhp?sourceid=chrome-instant&ion=1&espv=2&ie=UTF-8#q=grupa%20wsparcia%20kobiet%20kochaj%C4%85cych%20za%20bardzo%20warszawa
    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • kocianna 27.04.16, 16:06
    OK, jestem blondynką. Dzięki.

    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • pade 27.04.16, 16:10
    smile

    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • potulnalwica 27.04.16, 22:17
    Kocianna, na Dolnej 42 jest terapia poznawczo-behawioralna grupowa do której, wydaje mi się, bardzo byś pasowała. Jedyny minus- trwa 3 miesiące po 5 godzin od poniedziałku do piątku. Zrobiłam trzy tygodnie i musiałam przerwać ze względów zawodowych. Może się tam spotkamy na "turnusie letnim"? Polecam grupę prowadzoną przez Laurę Stysiak.
  • pulcino3 27.04.16, 15:18
    A ja myślę, że się rozwiedziesz, to tylko kwestia czasu.
    Gdyby pan kocian cię porzucił,miałabyś łatwiejszą sytuację. On by się odczepił,a ty byś sobie dalej cierpiała z tym, że to dla twojego dobra a i tak z czasem by ci przeszło suspicious
    Także moja rada : ty się kociana módl, żeby on sobie inną znalazł, nawet nie wiesz jak twoje życie nabrało by barw, bez tego balastu.

    --
    ................................................................
    Uprzejmość tak mało kosztuje, a tak wiele można za nią kupić.
  • 18lipcowa3 27.04.16, 19:59
    Brak słow. Niereformowalny typ z Ciebie. Totalnie wspolczuje spapranego zycia, tego że nie poznałaś jak to jest być kochaną kobietą w związku z normalnym facete, a twoja córka kochanym dzieckiem.
    Pozostaje życzyć by to twój mąz znalazł babę, tylko nie wiem czy jakiejkolwiek kobiecie aż tak źle życze?
    No ale w sumie, twoja córka bardziej skorzysta więc tak- życzę.

    --
    Akurat w wypadku mężczyzn twierdzenie, że coś tam mają bardzo przemyślane, to idealizacja tej płci.- by Triss
  • fusun1804 28.04.16, 13:31
    Prosze o podlinkowanie wątków Kocianny w których pisała o tym związku.
    ( sama w takim tkwię )
  • kocianna 28.04.16, 13:41
    Kocianna się nie zgadza. Kto zna historię, ten zna, inni niech korzystają z wyszukiwarki albo pytają samą Kociannę.

    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • fusun1804 28.04.16, 14:50
    Droga Kocianno, bardzo chciałabym przeczytać Twoje watki , to co Ty sama napisałaś i to co mądre forumowiczki Ci odpisały.
    Tak, mogę skorzystać z wyszukiwarki. Juz skorzystałam tylko wyświetliło mi sie kilkanaście wątków w których Ty rownież zabierałas głos, rownież na inne tematy. A mnie chodzi tylko o to co Ciebie dotyczy.
    Zaznaczam ze nie chce Ci dokopać. Przeszłam przez to samo co Ty, przez ten sam koszmar i podobnie do Ciebie jestem obecnie w " rozkroku życiowym ".
  • ada1214 29.04.16, 12:47
    Kocianna, jestes fascynujacym przypadkiem.
    Chcialabym aby kiedys jakis psycholog z prawdziwego zdarzenia zrobil studium Twojego przypadku.
    Jestes z jednej strony osoba, ktora ma mnostwo atutow: jestes inteligentna, masz dobra prace (chyba?), jestes odwazna, oczytana, samodzielna, umiesz jasno komunikowac swoje granice (przynajmniej tu na forum). Swiat moglby lezec u Twoich stop, gdybys tylko zechciala (no, prawie).
    A jednoczesnie jestes gotowa buty lizac takiemu nicponiowi jak Twoj maz.
    JA tego nie ogarniam.
  • kropka_a 29.04.16, 13:29
    Kocianno, nie znam dokładnie Twojej historii, Twoich problemów.
    Powiem Ci, że zazdroszczę Ci możliwosci wyprowadzenia się i innych, rozumiem też dylematy (religia).
    Ja mam poczucie własnej wartosci, wiem czego nie stoleruję i nie chcę tkwić - związku,małzeństwa którego nie można nazwać związkiem, w którym nie ma NIC w ŻADNEJ sferze. Najgorsze, że druga strona umywa ręce, postawiła mnie w takiej sytuacji i nie określi się!!! co doprowadza mnie do szału i to ja muszę podjąć decyzję. On naprawiać nie chce. Więc już wszystko jasne. Założę chyba wątek, bo bardzo potrzebuję wsparcia i w ogóle...
    Wiem, że głową muru nie przebiję, sama atmosfery sobie nie zbuduję, nie stworzę, próbowałam wszystkiego, zawsze wyciągnięta ręka, chęć współpracy, propozycje pomocy (dla obojga też)- 0- "odpowiedzią" było tylko milczenie lub wzruszenie ramion. Zero komunikacji, kontaktu, wrogość, lekceważenie, itd. - nie, nikt nie będzie mnie tak traktował. Aż relacja upadła.
    Przepraszam za swój wtręt w Twój wątek.
    Dziewczyny potrzebuję Waszej pomocy, podzielenia się dośw, wsparcia, spojrzenia Waszym okiem .
    Będę bardzo wdzięczna.

    Kocianno- trzymaj się!
  • pade 04.05.16, 10:04
    załóż osobny wątek

    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • pade 04.05.16, 11:22
    Kropka_a, dopiero weszłam na pocztę.
    Wchodzę na gazetową raz w tygodniu, stąd opóźnienia w odpisywaniu, przepraszamsmile

    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • kocianna 29.04.16, 14:29
    Ależ tu nie ma nic fascynującego.
    Po prostu można od kołyski człowiekowi wmawiać, że jest do niczego. Czwórka z matmy - a czemu nie piątka, przecież cię stać. Finalistka olimpiady centralnej, indeks w kieszeni - szkoda, że nie laureatka, byłby większy wybór uczelni przecież. Ukończony kierunek na UW, o który wówczas biło się 10 osób na miejsce - "szkoła sekretarek". Zarobki na poziomie 10k - co te śmieciówki warte. Stała umowa - za mało zarabiasz. Awans - czemu nie kierownicze, nie doceniają cię, zmień pracę. Wyjazd zagraniczny - łeee, czemu nie na Zachód.

    Ale jak się postarasz trochę bardziej, to cię zaszczycę uśmiechem.

    Wiesz, że naprawdę można w to uwierzyć, kiedy ci WSZYSCY dookoła tak powtarzają?
    Znajdujesz faceta - jak świata poza tobą nie widzi, to na bank coś z nim nie tak, bo przecież taką beznadziejną tobą nikt się nie zainteresuje. Nawet nie patrzysz na takich facetów, szukasz ofiary losu do zaopiekowania się. Bo ofiara cię doceni.
    A ofiara powtarza to samo, co mamusia z tatusiem, bo pewnie sam z identycznej rodziny pochodzi.

    A potem terapeuta mówi ci, że to wszystko jest nieprawda, i długo i z mozołem uczysz się czegoś innego, niż uczono cię przez 40 lat, jako ta drama queen piszesz wątki na forum, bo zmagasz się ze sobą, i całe szczęście, że to forum znasz i że akurat antydepresanty działały, bo niektóre rady są takie, że tylko iść się powiesić, a niektóre forumki nie rozumieją, że zmiana to proces.
    Ale z drugiej strony dostajesz miłe maile i wsparcie.

    I zaczynasz rozumieć, że nie rozwiedziesz się, żeby Cię Triss szanowała i Pade była z Ciebie dumna, tylko - jeśli ewentualnie to zrobisz - to tylko dla siebie. Ale zdanie Triss, Pade i innych to taki fajny inny punkt widzenia, na który byś czasem nie wpadła, i który jest wart rozważenia nawet jeśli kompletnie się z nim nie zgadzasz.

    I idziesz sobie z forum, dziękując pięknie wszystkim jego użytkowniczkom za pomoc i za kopniaki, bo za dużo już przez 12 lat powiedziałaś.

    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • ada1214 29.04.16, 14:54
    kocianna napisała:

    > Ależ tu nie ma nic fascynującego.
    > Po prostu można od kołyski człowiekowi wmawiać, że jest do niczego


    Alez ja ten mechanizm znam i nie o samym mechanizmie pisze.
    Notabene, znakomita wiekszosc nas, naszych rowiesnikow byla wychowywana w duchu "wynies, przynies, pozamiataj". Na forum zycie rodzinne z wielka regularnoscia pojawiaja sie watki o toksycznych rodzicach. Wiec nie o to mi chodzi, ze wychowanie.

    Gdy mowie, ze jestes fascynujacym przypadkiem, mam na mysli troche dalej. Nie jestes prosta baba ze wsi, ktora sobie z tych ww opisanych mechanizmow nie zdaje sprawy. Nie jestes zbyt malo inteligentna, zeby wiedziec, ze uczucia jakie zywisz do Twojego meza sa zbudowane na zludzeniach. Nie jestes osoba, ktora o psychologicznych zaleznosciach nic nie wie.
    A przeciez nawet proste, niewyksztalcone i bez zawodu baby ze wsi potrafia niekiedy powiedziec: basta!
    Wiec jak to jest, ze Ty, majac tyle asow w rekawie, podpierajac sie solidna wiedza teoretyczna(ksiazki, a rowniez forum) i praktyczna (dluga terapia) dalej tkwisz w emocjonalnym bagnie?
    Wlasnie to mnie fascynuje.
    Na czym polega ten wielki feler u Ciebie, bo nie jest nim tylko wychowanie. Wychowanie takie jak Twoje, jak powiadam, zaliczyla wiekszosc osob z naszego pokolenia. A jednak pozostajesz ewenementem.
  • kocianna 29.04.16, 15:15
    A ja nadal uważam, że to bardzo proste. To jak alkoholizm - w uzależnienie popadają lekarze, księża, psychologowie, terapeuci - ludzie, którzy z racji wykształcenia świetnie znają mechanizmy i uwarunkowania.
    Mam asy, mam wiedzę, terapia to przecież tylko początek drogi, na której jeszcze wiele razy się potknę czy pogubię. A bez wsparcia z zewnątrz to by mi w ogóle żadna wiedza nie pomogła.

    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • ada1214 29.04.16, 15:30
    To jak alkoholizm - w uzależnienie popa
    > dają lekarze, księża, psychologowie, terapeuci - ludzie, którzy z racji wykszta
    > łcenia świetnie znają mechanizmy i uwarunkowania.

    Sa tez np. lekarze, ktorzy kopca jak lokomotywa, mimo ze lepiej niz ktokolwiek inny wiedza o szkodliwosci palenia. Wniosek: tak naprawde to lubia, a zdrowie nie jest dla nich priorytetem. W tym kierunku plyna moje wnioski odnosnie Ciebie, droga Kocianno. Niestety.
  • kocianna 29.04.16, 15:50
    Upraszczasz.

    Powiedz heroiniście, żeby przestał ćpać. A, nie, on tak naprawdę lubi, życie nie jest dla niego priorytetem.
    I - kiedyś to już pisałam - znacie urywki sytuacji ze słów jednej, nie do końca normalnej, a czasem mocno dramatyzującej strony. Nawet jeśli całość układa się spójnie i smutnie, to niekoniecznie jest to obraz obiektywny.
    Choć czasami, to prawda, z zewnątrz widać zdecydowanie lepiej, niż od środka.

    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • triss_merigold6 29.04.16, 15:58
    Heroiniście najpierw robi się odwyk fizyczny, a potem terapię.
  • ada1214 29.04.16, 16:17
    Oczywiscie, ze upraszczam. W przeciwnym razie nie moglabym zawrzec w dwoch zdaniach.
    Jednak zdanie kluczowe podtrzymuje: pozbycie sie tego balastu uzaleznienia NIE jest dla Ciebie priorytetem (co bynajmniej nie znaczy, ze nie masz tego na celu; to sa, zauwaz, dwie rozne sprawy) w przeciwnym razie nie dzialalabys tak ospale, jak dzialasz.
    NAwet w drobnych spawach to widac: niby szukasz kontaktu do poradni dla wspoluzaleznionych, ale po zaledwie kilku wykonanych telefonach juz wyraznie Ci sie nie chce- skoro piszesz "podajcie jakies namiary". Sygnalizujesz "Wam sie moze chce bardziej niz mnie" Gdyby Ci zalezalo NAPRAWDE, dzwonilabys az do skutku.
  • pade 04.05.16, 10:42
    Wow, wreszcie się spierasz, konfrontujeszsmile
    Zawsze mnie to dziwiło i wkurzało jednocześnie. Wrzucałaś temat i znikałaś z wątku.
    Wiesz co Kocianno, sądzę, że w Twoim przypadku wielkim sukcesem będzie nie rozwód a wyjście z tego współuzależnienia, w którym tkwisz. Zrozumienie, że jesteś wartościowa taka jak jesteś. Nie przez to, że odnosisz sukcesy a dlatego, że jesteś fajnym człowiekiem. Dalszym krokiem będzie świadomość, że powinnaś o siebie zadbać, zatroszczyć się i pokochać siebie. Bo przykazanie: Będziesz miłował bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO, mówi o tym, że trzeba kochać innych TAK SAMO jak siebie, a nie bardziej. A co to oznacza? Oznacza, ze wiesz gdzie są Twoje granice i nie pozwalasz ich przekraczać. Nie ulegasz dla świętego spokoju. Wiesz czego nie chcesz i o tym mówisz. To jest na początku ważniejsze niż wiedzieć czego się chce. Akceptujesz swoją ciemną stronę, bo każdy ją ma, ale widzisz też jasną. Jesteś w równowadze. Nie wymagasz od siebie więcej niż od innych, odrzucasz chory perfekcjonizm, nie narzucasz sobie tempa, nie podwyższasz non stop poprzeczek. Nie pozwalasz na siebie wywierać presji (kajam się). Dajesz sobie czas. Traktujesz się jak rekonwalescenta kiedy masz słabszy dzień, kiedy się potkniesz i przewrócisz. Troszczysz się o siebie tak, jak matka o dziecko. Nie opieprzasz się w myślach na okrągło, doceniasz to, co Ci się udało i wyciągasz wnioski z tego, co nie wyszło. Po prostu, przesuwasz punkt ciężkości z innych na siebie.
    To są podstawy, których warto się nauczyć. Pewna swojej wartości matka, nie pozwalająca sobie wchodzić na głowę to skarb dla dziecka. Jak już w tym okrzepniesz sama zdecydujesz co dalejsmile
    ps. to prawda, ze zmiana to proces. mnie to zajęło prawie trzy lata...

    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • kocianna 04.05.16, 11:58
    To są lekcje, które odrobiłam i przerobiłam. Wymagają ciągłego powtarzania, bo przecież te stare koleiny są taaaaaakie wygodne i ciągle się w nie wpada. Wpadłam, napisałam na e-matce, ktoś użył klucza - "granice", przypomniało mi się i wylazłam na właściwą ścieżkę.

    Co do zakładania wątków i opuszczania ich - ja ich wcale nie opuszczam. Ja w nich nie piszę, bo musiałabym się coraz bardziej odsłaniać, bronić, tłumaczyć, wchodzić w szczegóły - a ja tego nie chcę, i tak jestem zbyt ekshibicjonistyczna. Nawet opinie oparte na zbyt daleko posuniętej interpretacji sporo mi dają - "aaa, to tak to można rozumieć". Więc czytam bardzo, bardzo uważnie.

    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • pade 04.05.16, 12:27
    "To są lekcje, które odrobiłam i przerobiłam."
    Aha. Niestety na forum tego nie widać.
    maila masz

    --
    "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala
    Czy ten , co mówić o tym nie pozwala?"
    C.K.Norwid
  • triss_merigold6 29.04.16, 15:51
    Jeżeli chodzi o alkoholizm i inne uzależnienia, to znacznie gorzej poddają się terapii kobiety, a najgorszą grupę stanowią kobiety wykształcone i - nie daj Boże - oczytane w psychologii i poradnikach. Mają najbardziej i najsprawniej rozbudowane systemy zaprzeczeń i racjonalizacji.
  • ada1214 29.04.16, 16:46
    triss_merigold6 napisała:

    > Jeżeli chodzi o alkoholizm i inne uzależnienia, to znacznie gorzej poddają się
    > terapii kobiety, a najgorszą grupę stanowią kobiety wykształcone i - nie daj Bo
    > że - oczytane w psychologii i poradnikach. Mają najbardziej i najsprawniej rozb
    > udowane systemy zaprzeczeń i racjonalizacji

    nie znam statystyk, ale ja tego nie kupuje, Triss. Uwazam, ze wszystko jest kwestia motywacji. O ile nie wchodza w gre kwestie somatyczne (dlatego przyklad alkoholizmu uwazam za nietrafiony, bo tu wchodza w gre dwa rodzaje uzaleznienia: psychiczne (dobrze mi na haju) i fizyczne (biologiczne zmiany w mozgu, wydrenowanie organizmu na skutek alkoholu itp). Zwykle jest tak, ze wchodzenie na wyzsze poziomy intelektualne (czyli np. wyksztalcenie, oczytanie) idzie w parze ze wzrostem wrazliwosci; z kolei wieksza wrazliwosc otwiera droge nazwijmy to nierownowadze afektywnej- stad moze korelacja miedzy wyksztalceniem a uzaleznieniem.
    Ale jak mowie, IMO kluczowa jest odpowiednia motywacja to raz, a dwa- stare porzekadlo glosi, ze jesli wciaz robisz cos w ten sam sposob, to bedziesz miec dokladnie ten sam efekt. Jesli wiec Kociannie terapie, ksiazki i porady forum zbytnio nie zmotywowaly, to chyba pora zmienic strategie, bo ta dziala slabo lub wcale. Kto powiedzial, ze jedynym sposobem na wzmocnienie poczucia wlasnej wartosci jest kozetka u psychoterapeuty?
  • rosapulchra-0 04.05.16, 12:23
    [qoute]A potem terapeuta mówi ci, że to wszystko jest nieprawda, i długo i z mozołem uczysz się czegoś innego, niż uczono cię przez 40 lat, jako ta drama queen piszesz wątki na forum, bo zmagasz się ze sobą, i całe szczęście, że to forum znasz i że akurat antydepresanty działały, bo niektóre rady są takie, że tylko iść się powiesić, a niektóre forumki nie rozumieją, że zmiana to proces.
    Ale z drugiej strony dostajesz miłe maile i wsparcie.

    I zaczynasz rozumieć, że nie rozwiedziesz się, żeby Cię Triss szanowała i Pade była z Ciebie dumna, tylko - jeśli ewentualnie to zrobisz - to tylko dla siebie. Ale zdanie Triss, Pade i innych to taki fajny inny punkt widzenia, na który byś czasem nie wpadła, i który jest wart rozważenia nawet jeśli kompletnie się z nim nie zgadzasz.

    I idziesz sobie z forum, dziękując pięknie wszystkim jego użytkowniczkom za pomoc i za kopniaki, bo za dużo już przez 12 lat powiedziałaś.[/quote]



    Naprawdę zależy ci na szacunku takich osób, jak tris? shock
    Bądź sobą, mierz sobą i żyj dla siebie!

    --
    kolpiku (..)jesteś za to typowym przedstawicielem zaściankowej mentalności, która to chodzi ze święconką do kościoła i je żur na śniadanie i nie może pojąć że można inaczej. by Najma
  • zuleyka.z.talgaru 04.05.16, 09:12
    Kocianna. Ty musisz odnaleźć swoją wewnętrzną kobiete. W sudetach jest miejsce z cudowną babeczką, która potrafi pomóc. Tak mi się nasunęło bo właśnie u nich majówkę spędziliśmy.
    Dopóki nie zrozumiesz jak silną potrafisz być bez kuli u nogi w postaci obecnego męża, to nic się nie zmieni.

    Życzę Ci powodzenia, wiem, że to trudne. Ale jesteś kobietą, masz wewnętrzną siłę i moc o jakiej się panom nie śniło - pamiętaj o tym. Dbaj o siebie i córkę.
  • mozambique 04.05.16, 11:23
    o rany - Biegnącą z Wilkami zajeżdża smile

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • zuleyka.z.talgaru 04.05.16, 13:30
    Może trochę. Ta książka to solidne badania, więc bym jej nie deprecjonowała.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka