Dodaj do ulubionych

Szkoła to nasz zbiorowy obowiązek, nieprawda...

04.11.16, 10:32
że pojadę ironicznym cytatem z Musierowiczowej.
Mam wrażenie, że Musierowiczowa uważała, że szkoła jest dla ucznia, a nie odwrotnie, i że czasami wagary są ważniejsze od lekcji.
I ja też tak uważam. I dlatego usprawiedliwiam wagary, o których wiem (chyba że to ucieczka przed klasówką, a nie ogólne zmęczenie materiału), nie zmuszam do udziału w "życiu szkoły", jeśli dzieć nie chce (mnie zmuszano do chodzenia na szkolne dyskoteki!), zabieram dziecko z lekcji w trakcie roku szkolnego ze względu na fajny wyjazd, ba, raz w miesiącu planowo opuszczamy jedną plastykę, bo w tym czasie są genialne zajęcia w Muzeum Narodowym, i w ogóle przedkładam zajęcia dodatkowe nad szkołę.
Dzieciowi nie przeszkadza to w rośnięciu na bardzo odpowiedzialną i zorganizowaną osobę.
Ale może kształcę przyszłego leniwego pracownika, który nie przyjdzie do pracy, bo mu się nie chce?

--
Tam, gdzie inni widzą problemy, ja widzę rozwiązania.
Edytor zaawansowany
  • stacie_o 04.11.16, 10:35
    U Musierowicz, myślę, takie traktowanie szkoły dotyczyło tego, co jej nie pasuje. Czyli po (przysposobienia obronnego), gadek Pieroga, czytania Nałkowskiej. Na to co jej pasuje, czyli Mickiewicz wielkim poetą był i inne takie itp gnałaby swoich bohaterów aż miło.

    --
    lady-z-gaga: Szydło nosi swoje broszki jak order Lenina - nie przejmuje się, czy pasują, czy nie.
  • cauliflowerpl 04.11.16, 11:26
    Mama? smile
    Nie boj zaby, nigdy nawet nie spoznilam sie do pracy wink A i po 15 godzin potrafie pracowac jak trzeba.

    P.S: kiedys trafilam na forun dotyczace Musierowicz a stamtad na Ksiege Gosci na jej stronie (juz chyba nie istnieje, a na pewno zniknely cytowane wpisy). I szczerze zdziwilam sie, jaka to antypatyczna baba surprised
  • cauliflowerpl 04.11.16, 12:01
    O!
    dzidka.pinger.pl/m/15132270
  • kaz_nodzieja 04.11.16, 15:49
    Dlatego staram się nie szukać szczególnie prywatnych informacji o ulubionych aktorach, aktorkach czy pisarzach. Najczęściej bowiem w życiu prywatnym cały ich urok gaśnie i okazują się niemytymi chamami, prostakami czy ludźmi pogardzającymi innymi, z muchami w nosie.
  • agusiah 05.11.16, 09:12
    Oooo, ależ mi się smutno zrobiło. Trza, żeby święte były. Szkoda...
  • mid.week 04.11.16, 11:36
    Tez tak mam. Pilnuję żeby dziecko było na sprawdzianach i zapowiedzianych kartkówkach. Szkoła to narzędzie do uzyskania wykształcenia (nie zawsze wiedzy) a nie sekta. Nie lubi i nie chce chodzic na apele itp więc nie bierze w nich udziału.
  • esme83 04.11.16, 11:39
    Moja mama taka była i - stety lub niestety - wyrosłam na wolnego ducha, który zdecydowanie preferuje zadaniowy system pracy, pracę zdalną itd. Raz miałam możliwość podjęcia pracy od-do, takiej, w której się siedzi niezależnie od tego, czy jest praca czy nie, i to (plus sprzeczne polecenia przełożonych, ale bez przesady, w zasadzie w granicach normy) było dla mnie tak męczące, że zrezygnowałam przed końcem okresu próbnego, mimo że obiektywnie patrząc pracy było o wiele mniej niż w systemie, w którym pracuję teraz.

    Tak że tego smile zależy, jakie masz wobec córki oczekiwania smile
  • kanga_roo 04.11.16, 12:09
    a ja uważam, że tak, szkoła to obowiązek dziecka.
    jakoś łatwiej się funkcjonuje i znosi pewne niedogodności, kiedy właściwie ustawi się priorytety. nauka jest właśnie takim priorytetem. niestety (a może stety), nie stać mnie na edukację domową, dziecko jest dzieckiem i nie do końca wie, co w kwestii edukacji jest dla niego najlepsze, a szkoła, do której chodzą moje dzieci jest OK (jeśli coś w niej nie jest OK, próbuję to zmienić, czasem się udaje).
    więc nie uważam, żeby pozostawienie dziecku swobody w kwestii uczęszczania - lub nie - do szkoły było dobrym pomysłem.
    natomiast trzymam rękę na pulsie, to znaczy pilnuję, żeby materiał zanadto się nie zmęczył, nie zmuszam do zajęć dodatkowych (tylko zachęcam i obsługuję logistycznie), trochę kontroluję i przypominam o terminach różnych szkolnych spraw.
    uważam, że tak samo ważne jest nauczenie dziecka dotrzymywania zobowiązań jak i odpuszczania, kiedy mamy dość. ale odpuszczania, a nie migania się. nie wyobrażam sobie, żeby dziecko regularnie opuszczało lekcje (btw, ile jest lekcji plastyki w tygodniu? u nas jedna) bo gdzieśtam są ciekawe eventy.
  • an.16 04.11.16, 14:50
    Do pracy przyjdzie, ale będzie uważał, że gdzieś tam, gdzie go nie ma jest o wiele fajniej. A mama mu usprawiedliwienia nie napisze.
  • yamilca197 04.11.16, 15:11
    Prace trzeba wykonac bez wzgledu na to czy sie ja wykonuje od do czyli w narzuconym z gory czasie czy przez kogis czy przez siebie.

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • sayyida 04.11.16, 15:39
    I co w związku z tym? Ja też czasem uważam, że o wiele fajniej jest leżeć z książką w łóżku, a nie klepać w klawiaturę w pracy. Mimo to przychodzę do pracy... ale czasami biorę jeden dzień urlopu, ba, czasem wykorzystuję urlop na żądanie - i wcale nie dlatego, że muszę pilnie coś załatwić, tylko mam lenia. Ja mogę mieć lenia, a dziecko nie?

    --
    Tam, gdzie inni widzą problemy, ja widzę rozwiązania.
  • yamilca197 04.11.16, 17:34
    Od lezenia na sofie,ogladania tv,spacerowania itp jest czas po lekcjach, weekendy i wakacje.

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 3-mamuska 05.11.16, 13:27
    sayyida napisała:

    > I co w związku z tym? Ja też czasem uważam, że o wiele fajniej jest leżeć z ksi
    > ążką w łóżku, a nie klepać w klawiaturę w pracy. Mimo to przychodzę do pracy...
    > ale czasami biorę jeden dzień urlopu, ba, czasem wykorzystuję urlop na żądanie
    > - i wcale nie dlatego, że muszę pilnie coś załatwić, tylko mam lenia. Ja mogę
    > mieć lenia, a dziecko nie?
    >

    A ktoś w pracy musi odbębnić twoja robotę bo ty masz lenia.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • sayyida 06.11.16, 10:17
    Dopóki robie to w ramach KP nikomu nic do tego, na co przeznaczam swój urlop. Inni pracownicy tez miewają urlopy i ja wtedy pracuje za nich. I nie, nie musimy się bardzo sztywno trzymać planu urlopowego.

    --
    Tam, gdzie inni widzą problemy, ja widzę rozwiązania.
  • kaz_nodzieja 04.11.16, 15:53
    Nie ma takiego przełożenia. Znam osobę, którą rodzice zmuszali do chodzenia do szkoły i tylko choroba i to taka z gorączką czy wyraźnymi symptomami była usprawiedliwieniem, ewentualnie wydarzenie rangi pogrzeb w rodzinie. Osoba ta miała jedną z najwyższych frekwencji w szkole bo rzadko chorowała, nigdy też nie spóźniała.
    Jak tylko została spuszczona ze smyczy (dorosłość) robiła dokładnie odwrotnie, wyjątkowo nieobowiązkowa, nieznosząca rannego wstawania, korzystająca ile wlezie z możliwości olania danego obowiązku jeżeli tylko taka się pojawiła okazja. Szkołę wspomina z dreszczem i obrzydzeniem.
  • cauliflowerpl 04.11.16, 17:05
    Jeśli ktoś w pracy myśli, że to jest najfajniejsze miejsce z możliwych, w których mógłby się w danej chwili znajdować, to trzeba go wysłać do poradni zdrowia psychicznego (nie liczę artystów).
  • z_lasu 04.11.16, 18:11
    big_grin Zgadzam się.
  • yamilca197 04.11.16, 15:07
    Szkola to obowiazek, no tak to jest. Gdybysmy sie uczyli domowo to nadal bylby to obowiazek i nadal trzeba by bylo tak to traktowac zeby sie konkrernych rzeczy nauczyc. Takze nawet uczac sie algebry czy ulamkow na plazy nie mozna w tym czasie budowac zamku z piasku czy plywac
    Wagary - a co to do jest? Nie wiem co mialabo dziecko robic na wagarach? Nie widze sensu,odbieram bardzo negatywnie.


    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • sayyida 04.11.16, 15:36
    Jak to, co się robi na wagarach? Leży się bykiem przed TV albo siedzi przed kompem, albo idzie na długi spacer z psem/również wagarującą przyjaciółką, bo pogoda jest piękna. Pozwalam średnio raz na miesiąc, zwłaszcza jak widzę, że odporność dziecku siada i zaraz mi zachoruje. Ale warunek jest taki, że wiem o wagarach PRZED wagarami, a nie dowiaduję się ze szkoły.
    Szkoła w jakiejś formie jest konieczna, bo konieczne jest opanowanie pewnego zasobu wiedzy i umiejętności, nie uważam jednak, żeby to musiało być zawsze od-do i w konkretnym miejscu i czasie, vide przykład z plastyką. Jeśli moje dziecko ma wiedzieć, jakie bywają rodzaje perspektywy, to wolę, żeby uczyło się o tym na lekcji muzealnej w galerii sztuki, a nie z malutkich reprodukcji w podręczniku.
    Szkoła jest też miejscem stosunkowo mało efektywnym, czasami więc lepiej jest zrobić w domu w godzinę to, co zajmuje sześć lekcji, a pozostały czas wykorzystać na nieróbstwo.

    --
    Tam, gdzie inni widzą problemy, ja widzę rozwiązania.
  • kawka74 04.11.16, 16:00
    Wypisz wymaluj edukacja domowa, ewentualnie szkoła demokratyczna, gdzie kręcą się jacyś nauczyciele. W zasadzie nikt nic nie musi - poza egzaminami co najmniej raz w roku.

    --
    'Donosi się, iż karczmarz Haitke (ulica Freta) przechowuje głowę ściętego przed kilku laty na szafocie przestępcy Grzymały. [..] pokazuje głowę Grzymały licznym odwiedzającym [...]' (1823)
  • paniusiapobuleczki 04.11.16, 16:28
    Raz na miesiąc? To nieźle, zrozumiałbym raz w semestrze.
  • yamilca197 04.11.16, 16:29
    Na spacery,lezenie na sofie i ogladanie tv i inne przyjemnosci jest czas po zajeciach w szkole, w weekend, w czasie wakacji.

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • yuka12 05.11.16, 12:30
    W czasie lezenia na plazy czy spacerow po lesie mozna sie wiecej nauczyc niz podczas niekiedy kilku godzin w brytyjskiej szkole. Zwlaszcza ze w czasem zamiast zajec uczniowie np. ogladali film rysunkowy, grali w rozne gry (ale nie edukacyjne) na tabletach czy chodzili na spedy szkolne tzw. assembly. Jak mozna efektywniej wykorzystac 6.5 godziny nauki widze w nowej szkole syna.
    Wracajac do spacerow czy tv- wszystko zalezy, jak jest to zorganizowane. Podczas spacerow z dziecmi odkrywamy przyrode, powiazania i wplyw czlowieka. Tv moze oznaczac program o zwierzetach, Bylo sobie zycie czy filmiki z YT z doswiadczeniami chemicznymi smile. Lezenie na plazy to sprawdzenie wplywu morza na linie brzegowa, sens chronienia wydm i poznawanie zwierzat morskich.
    Zdecydowanie sporo wiadomosci, prawda?

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • yamilca197 05.11.16, 13:10
    Wiesz yuka, nie wiem czasem jak i czy wogole komnetowac twoje wpisy. Jednak napisze,wagary zazwyczaj nie sa okazja do nauki, albo rzadko kiedy sa, uczen lezac nie sofie nie oglada edukacyjnych filmow a oglupiajacy chlam, gra na komp w oglupiajace gry a nie programuje, a na plazy nie mysli o zwierzetach ani ich nie widzi. I zeby poobserwowac linie brzegowa nie trzeba wagarow,mozna to zrobic nl w trakcie wycieczki weekendowej.
    Wikszosc wagarowiczow nie robi niczego pozytywnego, to jest zwyczajnie zmarnowany czas a dobrze jesli tylkp tyle a nie gorsze rzeczy.


    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • black.emma 06.11.16, 11:51
    Kiepska szkole wybrałaś dziecku, skoro leżenie przed tv jest bardziej wartościowe
  • praca.zawodowa 04.11.16, 15:09
    Uwazam, ze rodzice, ktorych dzieci nie spelniaja obowiazku szkolnego nie powinni dostawac 500 zl.
  • molik28 04.11.16, 15:13
    A dlaczego? Mniej wtedy jędzą, czy mniej buty zdzierają?
  • praca.zawodowa 04.11.16, 15:23
    Uczen ma iles tam godzin nieusprawiedliwionych, o ktorych rodzic dowiedzial sie od szkoly. Okazuje sie ze dziecko regularnie wagaruje. Na to rodzic - "skoro ma to wplynac na ocene z zachowania, to ja mu te wszystkie nieobecnosci usprawiedliwiam". I wszystko juz w porzo.

    Nie w porzo !

    Matka PROSI o usprawiedliwienie. Wychowawca moze te nieobecnosc usprawiedliwić nieobecność lub nie.

    Ja bym wagarow nie usprawiedliwiala jako nauczyciel. To niesprawiedliwe wzgledem innych dzieci.
  • cosmetic.wipes 04.11.16, 15:36
    Moje dziecko ma "ustawowe" prawo do wagarów w wymiarze dwóch dni na semestr.
    Oznacza to, ze dziecko zgłasza niechęć pójścia do szkoły, a ja na drugi dzień usprawiedliwiam nieobecność. I nauczyciel może mnie cmoknąć.

    Te system obowiazywał również moje starsze dziecko, które bez problemu i bez korków zdało mature, dostało się na państwową uczelnię techniczną i radzi sobie świetnie. Bez pomocy mamusi, gdyż albowiem mieszka osobno.

    --
    Rząd nie ciąża, usunąć go można.
  • cosmetic.wipes 04.11.16, 15:37
    Aha, żeby cie serce nie bolało - nie dostaję ani jednego pińceta tongue_out

    --
    "Twój penis - nasza sprawa. Nie będzie sobie jeden z drugim narzędziem demograficznym swobodnie zarządzał." by gama2003
  • paniusiapobuleczki 04.11.16, 16:30
    I nauczyciel może mnie cmoknąć
    Ale po co takie agresywne zakończenie?
  • 45rtg 04.11.16, 16:34
    paniusiapobuleczki napisała:

    > I nauczyciel może mnie cmoknąć
    > Ale po co takie agresywne zakończenie?

    Jak to, po co? Żeby se nie myśleli.
  • yamilca197 04.11.16, 17:24
    paniusiapobuleczki napisała:

    > I nauczyciel może mnie cmoknąć
    > Ale po co takie agresywne zakończenie?

    Zeby zaakcentowac pogarde dla nauczycieli i pokazac kto tu rzadzi.
    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • cosmetic.wipes 04.11.16, 20:26
    Po to, żeby było wiadomo, że ja nie proszę o usprawiedliwienie, tylko wyjaśniam dlaczego dziecka nie było i informuję, że o tym wiem. Więc nauczyciel nie ma marginesu do własnej interpretacji.

    --
    "Twój penis - nasza sprawa. Nie będzie sobie jeden z drugim narzędziem demograficznym swobodnie zarządzał." by gama2003
  • paniusiapobuleczki 04.11.16, 21:10
    Ależ ja rozumiem co chciałaś przez to powiedzieć, pytam się tylko dlaczego tak agresywnie.
  • cosmetic.wipes 04.11.16, 21:12
    Agresywnie by było gdybym użyła słów uważanych za obelżywe. "Cmoknąć" brzmi wręcz pieszczotliwie tongue_out

    --
    Sukces: gdy masz 4 lata - nie lejesz w majtki, gdy masz 12 - masz wielu kumpli, 20 - uprawiasz seks, 40 - dużo zarabiasz, 60 - uprawiasz seks, 70 - masz wielu kumpli, 80 - nie lejesz w majtki.
  • paniusiapobuleczki 04.11.16, 21:39
    Myślę, że takie pieszczoty są nie na miejscu. Domyślam się, że żądasz traktowania swojego dziecka i siebie z szacunkiem, nie widzisz natomiast nic złego w lekceważeniu nauczyciela. Może tego nie wiesz, ale nauczyciele mają w nosie co napiszesz w tym usprawiedliwieniu. Naprawdę nikogo nie obchodzi i nie ma czasu interesować się czy nieobecność była spowodowana lenistwem, kolejnym pogrzebem czy przeziębieniem. Twoje dziecko, twoja sprawa dopóki nieobecności nie mają wpływu na wyniki w nauce a ty nie czepiasz się, ze pani źle uczy.
  • sayyida 04.11.16, 15:47
    Mnie wisi i powiewa ocena zachowania. Do czego ona jest potrzebna?
    Jednak, jak już wspomniałam, o wagarach dowiaduję się od dziecka przed wagarami. I zazwyczaj piszę wtedy "proszę o zwolnienie dziecka z lekcji... w dniu...", a nie usprawiedliwiam nieznane mi nieobecności za cały semestr na ostatnim zebraniu. Trudno zresztą w dobie powszechnego dostępu do e-dzienników nie wiedzieć o nieobecnościach dziecka.

    --
    Tam, gdzie inni widzą problemy, ja widzę rozwiązania.
  • sayyida 04.11.16, 15:44
    A dużo jest takich? Jeśli dziecko ma 50+1 proc. obecności na wszystkich lekcjach, to obowiązek szkolny spełnia...

    --
    Tam, gdzie inni widzą problemy, ja widzę rozwiązania.
  • praca.zawodowa 05.11.16, 09:48
    No i powinno dostac tylko 250 zl.
  • 45rtg 04.11.16, 16:31
    sayyida napisała:

    > Dzieciowi nie przeszkadza to w rośnięciu na bardzo odpowiedzialną i zorganizowa
    > ną osobę.

    Okłamuj się dalej.
  • lokitty 04.11.16, 18:23
    Bez złośliwości, ale to chyba autorki był wątek o bałaganie, zalegających rzeczach do prania itp., bo dziecko może sobie decydować, kiedy i jak co zrobi, a za złe decyzje po prostu poniesie życiowe konsekwencje. Tylko, że już tam było widać, że dziecko nie radzi sobie z tym decydowaniem i nadmiar swobody je przerasta, co skutkuje m.in. ogólnym chlewem.

    --
    Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
    Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.
  • sayyida 04.11.16, 18:41
    Tez miałam ogólny chlew, wyrosłam dobrze po trzydziestce z niego. A do szkoły mogłam nie iść wyłącznie z gorączka powyżej 38. Bo obowiązek ponad wszystko. Przez długi czas z tej obowiązkowości korzystali moi zwierzchnicy, kiedy trzeba było zrobić za kogoś robotę albo wziąć dyżur w Wigilię wieczorem...

    --
    Tam, gdzie inni widzą problemy, ja widzę rozwiązania.
  • lokitty 04.11.16, 20:05
    Zrozum, że nie chcę być złośliwa i wyciągać Ci stare wątki. Po prostu już w tamtym uderzyło mnie i nie tylko mnie, że obarczasz dziecko swobodą decydowania i ponoszenia konsekwencji ponad jego miarę. I w przypadku porządków domowych je to przerasta. Moje z kolei nie idzie do szkoły przy wirusie z ogólnym rozbiciem, zapchanym nosem, zmęczeniem, nie potrzeba mega gorączki. Ale nauczyłam je pewnych zasad porządkowania rzeczy i nie ma bajzlu. Jak trzeba ogarnąć"cały pokój" albo lekcje po 2 tygodniach ciężkiej infekcji to zdecydowanie mówię, za co wziąć się najpierw, żeby było szybko i sprawnie. Dzieci nie są wrodzonymi flejami. Często nie są tak super zorganizowane, jak dorosłym się wydaje i stąd bajzel albo kolekcja jedynek. Wolę pokazać, jak się organizować, niż rzucać na głęboką wodę i przyglądać się rano, że 10-latka nie ma świeżych gaci albo nic nie odrobione.

    --
    Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
    Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.
  • bistian 04.11.16, 20:45
    Według mnie, szkoła jest obowiązkiem dziecka. Ale, szkoła nie ma prawa zabierać dziecku całego czasu, dziecko ma prawo do własnego życia. Praca po 60 godzin tygodniowo za 1800 zł miesięcznie jest przegięciem. Tak samo przegięciem jest wymaganie od dziecka nauki dodatkowej przez 5 godzin poza nauką w szkole, a wymaga się jednego i drugiego, stąd sprzeciw, całkiem zrozumiały.
  • yuka12 05.11.16, 12:21
    Znam sporo dzieci majacych edukacje domowa. Sa nawet organizacje, ktore szkola rodzicow, zapewniaja podreczniki i pomagaja w przygotowaniach do egzaminow zaliczeniowych na koniec roku. Niektore z tych osob dostaja sie potem na normalne studia wyzsze. Wiec szkola jako taka nie jest niezbedna w procesie nauczania ale raczej odpowiednie nauczanie smile.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • yuka12 05.11.16, 12:16
    Mnie sie smiac z nacisku na frekwencje w szkolach w UK. Ze niby tyle a tyle godzin opuszczonych to gorsze wyniki w nauce itp. Przez wiekszosc szkolnego zycia opuszczalam mnostwo godzin ze wzgledu na choroby, ze dwa razy wyjechalam podczas roku szkolnego do sanatorium (za kazdym razem na dwa miesiace) i jakos i podstawowke skonczylam, i liceum, i studia, i jestem chwalona za rzetelny stosunek do pracy.
    Zreszta z punktualnoscia tez bywalam na bakier smile.
    Uwazam, ze szkola jest tylko narzedziem do zdobycia wiedzy, jednym z narzedzi, a jej plusem jest mozliwosc systematycznego poglebiania tej wiedzy i dyscyplinowanie, zeby chcialo sie to robic. Oraz oczywiscie kwestie spoleczne czyli kontakt z innymi dzieci. Ponad wszystko jednak jest wazniejsza chec do nauki, do zdobywania wiedzy, potrzeba wiedzenia wiecej. Tego ani szkola, ani rodzice, ani 100% frekwencja nie zalatwia, a bez tego mozna co najwyzej zostac kujonem.
    Z dwojki moich dzieci jedno ma niemal 100% chodzenie do szkoly, drugie okolo 90% i zadne z tego powodu nie jest ani lepsze ani gorsze w szkole z tego powodu. O ich sukcesach szkolnych decyduja ich indywidualne predyspozycje.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • yuka12 05.11.16, 12:18
    "Smiac mi sie chce" powinno byc.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • yamilca197 05.11.16, 13:20
    Problem jest w tym ze dla wielu im nizsza frewkencja w szkole tym slabsze wyniki w nauce i to nie jest wymysl a udowdnione fakty. To ze niewielkiemu procentowi uczniow opuszczenie 10% zajec nie zaszkodzi nie oznacza ze nie zaszkodzi calej reszcie. W uk nauka odbywa sie przede wszystkim w szkole,dlategl frekwencja jest wazna,i prawo w uk daje mozliwosc homeschooling wiec jesli ktos ma problemy z tym ze szkola wymaga nie opuszczania zajec i nie spozniania sie to moze skorzystac z drugiej opcji. Jednak zawsze znajda sie rodzice,ktorzy z opcji homeschooling nie skorzystaja ale beda stawac okoniem i robic dzieciom wakacje w czasie zajec w szkole.

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • memphis90 05.11.16, 13:58
    A nie było tak przypadkiem NIEPRAWDAŻŻŻŻŻ? "Nieprawda" zupełnie zmienia sens wypowiedzi...
    A p. Musierowicz w pogardzie miała przysposobienie obronne, za to wszystkich uczniów najchętniej umieściłaby na obowiązkowych lekcjach greki i łaciny. Kto nie rzuca cytacikami z myślicieli ten natychmiast zyskuje jakieś prześmiewcze nazwisko typu Kopeć, sugerujące, że jest ćwierćinteligentem, któremu daleko do zacnych Borejków.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • sayyida 06.11.16, 10:11
    Mam wrażenie, że Pierog mówił bez ż, i było to zaplanowane przez autorkę.
    Ja się z Musierowicz zgadzam w sprawie symbolicznego po ws łacina. CZASAMI czas spędzony w szkole jest zmarnowany bardziej, niż czas na wagarach. Nie przeczę, że mądrze prowadzone po bywa przydatne, ale nie znam nikogo, kto miałby to mądrze prowadzone...

    --
    Tam, gdzie inni widzą problemy, ja widzę rozwiązania.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka