Dodaj do ulubionych

Depresja poporodowa, depresja

11.02.17, 21:38
wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Skatowany-poltoramiesieczny-chlopiec-zmarl-w-szpitalu-Rodzice-zatrzymani,wid,18699705,wiadomosc.html?src01=6a4c8&src02=facebook_wiadomosci&ticaid=1189be&_ticrsn=5

Okropna tragedia, dziecko straciło życie. I tragedia matki, którą ktoś miał w d.pie. Gdzie była rodzina tej kobiety, kto pozwolił jej opiekować się dzieckiem? Dwukrotna niedoszła samobójczyni i małe dziecko, to się prosiło o problemy.
Ale zaraz, kobieta ma nie utyskiwać i nie użalać się nad sobą.

Jestem zła. Czuję okropną złość widząc totalną ignorancję u niektórych ludzi w temacie depresji. Brak zrozumienia.
Najlepsza rada na depresję to "wziąć się w garść" i "nie użalać nad sobą, inni mają gorzej".

Cudne niektóre komentarze typu "śmierć su*e" itp albo "ja nie miałam depresji, więc czemu inni mieli by mieć, bez przesady".


Ulało mi się.
Edytor zaawansowany
  • adriana.la.cerva 11.02.17, 21:43
    Moja wlasna, rodzona matka uwaza ze depresja poporodowa to wymysl i fanaberia. Szczesliwie mnie to ominelo ale co by bylo gdybym zachorowala na depresje poporodowa ? Nawet nie mialabym oparcia we wlasnej matce, najblizszej rodzinie.
  • kokoryczko 11.02.17, 21:50
    w mojej własnej rodzinie spotkałam się z podobnym podejściem. Jeden członek dalszej rodziny zaniechał terapii poważnej choroby, poza tym ma stwierdzoną depresję. Mimo to część rodziny się zastanawia dlaczego tamtej osoba nie zależy na leczeniu choroby. A depresja była pierwsza. No, ale "jak to?" No k..., jak grochem o ścianę.
  • adriana.la.cerva 11.02.17, 21:59
    Tez mam poczucie, ze choroby psychiczne sa bagatelizowane przez spoleczenstwo. Znowu sie odwolam do moich starych - dla nich choroby psychotyczne np. schizofrenia to po prostu ktos dostal zajoba, a w depresji najlepiej wziac sie w garsc. I niby mamy 21 wiek.
  • redheadfreaq 11.02.17, 22:04
    Dlatego ja przestałam się hamować i otwarcie mówię o swoich przeżyciach z depresją. Trudno, najwyżej ktoś mnie uzna za ekshibicjonistkę albo doczepi łatkę wariatki - trudno, mam to gdzieś - ale inna osoba może przyjmie do wiadomości, że nie, depresja to nie wybór, nie moda, nie poza i nie próba zwrócenia uwagi. Że może być, jak w powyższym przykładzie śmiertelna, i to nie tylko dla osoby nią dotkniętej.

    --
    - On twierdzi, że ją kocha. (granatowe_tulipany)
    - twierdzi, twierdzi. To sie rymuje z "pierdzi", ale poza tym nic naprawde nie znaczy.(minor.revisions)
  • adriana.la.cerva 11.02.17, 22:07
    Alez oczywiscie, tak samo uwazam jak Ty, malo tego od wrzesnia jade na antydepresantach. Wiec rowniez mowie glosno o depresji.
  • piepe 11.02.17, 23:46
    adriana.la.cerva napisał(a):

    > Tez mam poczucie, ze choroby psychiczne sa bagatelizowane przez spoleczenstwo.

    Tylko przez pokolenie naszych rodziców. Spróbuj zapisać dziecko do psychiatry - terminy podobne jak do endokrynologa, czyli kilkumiesięczne od 3 wzwyż. Nasze pokolenie nie ma z tym problemu.
  • redheadfreaq 11.02.17, 23:51
    Bardzo bym chciała, żeby tak było - niestety, dla wielu osób w moim wieku (rocznik '85) i młodszych depresja to nadal synonim chandry, braku motywacji lub celu w życiu. Nie dalej niż miesiąc temu znajomy znajomego chwalił się, że "wyleczył się z depresji", bo, uwaga, "po prostu zaczął robić to co lubi bez oglądania się na innych". Fakt, świadomość jest większa, ale do ideału sporo brakuje uncertain

    --
    - On twierdzi, że ją kocha. (granatowe_tulipany)
    - twierdzi, twierdzi. To sie rymuje z "pierdzi", ale poza tym nic naprawde nie znaczy.(minor.revisions)
  • larrisa 12.02.17, 07:56
    Słowo depresje jest nadużywane, podobnie zresztą jak nerwica. Ktoś jest trzy dni smutny i już ma depresję, ktoś się denerwuje przed badaniami - nerwica. Stąd może i ludzie zaczynają wierzyć, że wystarczy zacząć ćwiczyć, albo pojechać na wczasy do spa, albo zająć czymś głowę typu intensywna praca i już nie ma depresji.
  • kfugktru23 12.02.17, 08:57
    Bo jedno słowo odpowiada za poważną chorobę i złe samopoczucie. To tak jakby bolała cię głowa a ty mówisz że masz guza mózgu.
  • kalina_lin 12.02.17, 09:27
    Podobnie schizofrenia - używana np. w dyskusjach jako synonim niespójności poglądów.
  • claudel6 13.02.17, 21:47
    depresję trzeba przejść, żeby wiedzieć, że to nie jakaś tam chandra.
  • kkalipso 11.02.17, 21:52
    Rodziny mogła nie dopuszczać do siebie (to ostatnio modne) raczej -Gdzie był mąż?!


    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • wuika 11.02.17, 22:09
    Moja własna matka, w czasie, kiedy na lekach antydepresyjnych byłam raptem od miesiąca czy dwóch, na wieść o tym, że Robin Williams popełnił samobójstwo, stwierdziła, że na depresję to 'chorują' ludzie, którym się w dupach z nadmiaru dobra poprzewracało. Przy czym teoretycznie mnie w powrocie do zdrowia psychicznego bardzo wspierała. Cholernie ciężko pojąć ciężkość depresji dopóki nie doprowadza do tak oczywistych skutków jak czyjaś śmierć czy zupełne poddanie się (typu tygodniami człowiek nie wstaje z łóżka). Tylko ktoś marudzi, użala się nad sobą, roztkliwia się, a inni tylko powinni mu przypomnieć, że nie ma tak źle i powinien się ogarnąć.

    --
    Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
  • capa_negra 11.02.17, 22:19
    Bo nikt kto nie choruje na depresję nie wie czasami ile wysiłku kosztuje wstanie do pracy i że oprócz tego człowiek nie jest w stanie nic zrobić i są dni?? tygodnie??? gdy cieszy się, że się myje. I to wszystko udaje się tylko dlatego, że bierze się leki. Dopuszczają do siebie myśl, że jesteś chory wtedy gdy zapadniesz się w sobie i np. przestajesz wstawać i jeść, albo gdy wydarzy się jakieś nieszczęście, ale wtedy dostajesz łatkę wariata

    --
    A weź ty takie rady zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek
  • thank_you 12.02.17, 08:36
    Robin Williams cierpiał na demencję z ciałami Lewy'ego, nie na depresję.

    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • kaz_nodzieja 11.02.17, 22:44
    Współczuję matce. Posiadanie syna to wielka tragedia.

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • thea19 11.02.17, 23:30
    lecz sie na noi bo na glowe juz za pozno. jak teoretycznie zajdziesz w ciaze to usuniesz po usg polowkowym jesli bedzie chlopiec? czy po porodzie oddasz do okna?
  • danaide 12.02.17, 06:06
    Kaznodzieja, Ty sobie jaja robisz, a jak tylko pochwalisz się, że urodziłeś/aś dziecko masz jak w banku donos do MOPS, bo któraś ematka nie zdzierży. I weź się wybroń, że z tego nicka piszecie zmianowo.
  • danaide 12.02.17, 06:07
    Matka, która wrzuciła dziecko do Bałtyku też była chora.
    wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/366987,matka-dziewczynki-utopionej-przy-molo-w-sopocie-mialam-jej-dosc.html
  • kaz_nodzieja 12.02.17, 10:15
    Pamiętam, długo się starała o to dziecko, trochę dziwne. Może wtedy była zdrowa?

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • asia_i_p 12.02.17, 10:44
    Długa walka o zajście w ciążę jest jednym z czynników sprzyjających wystąpieniu depresji poporodowej.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • larrisa 12.02.17, 07:52
    Skąd wiesz, czy nikt jej nie okazał zrozumienia? Depresja nie znika od zrozumienia, czasem nie znika mimo leków. Trzeba by odbierać dzieci matkom chorującym na depresję, bądź ustanowić przy nich 24 godzinny nadzór, wtedy masz dopiero pewność, że dziecku nic się nie stanie.
  • asia_i_p 12.02.17, 08:24
    Nie.
    Trzeba im pomagać i tworzyć taką atmosferę, żeby się nie bały iść do psychiatry (ja się bałam i wstydziłam). A psychiatra będzie umiał rozpoznać, czy chodzi o depresję poporodową, niedobrą dla dziecka o tyle, że matka wchodzi z nim w za słabe interakcje, co może wpływać na jego rozwój emocjonalny, czy o wyraźnie dla dziecka niebezpieczną psychozę poporodową, o którą najwyraźniej chodziło tutaj.

    Oglądałam kiedyś program BBC o depresji poporodowej, o jakimś specjalnym oddziale opieki dziennej, gdzie matki z depresją uczyli opieki nad dzieckiem, pomagali nawiązać więź. Zapamiętałam kobietę, która w pierwszych tygodniach życia dziecka modliła się, żeby umarło na śmierć łóżeczkową - w momencie nagrywania programu była ciepłą i kochającą mamą roczniaka.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • larrisa 12.02.17, 09:20
    asia_i_p napisała:

    > Nie.
    > Trzeba im pomagać i tworzyć taką atmosferę, żeby się nie bały iść do psychiatry
    > (ja się bałam i wstydziłam).

    Ale kogo się wstydziłaś? Ktoś cię wytykał palcami, dogadywał? Rodzina, znajomi, sąsiedzi? Co konkretnie się działo, że się bałaś i wstydziłaś?

  • asia_i_p 12.02.17, 09:26
    Najłatwiej było anonimowo, więc zaczęłam od czytania, nawet jeszcze nie pisania, wątków na Niemowlaku, gdzie dziewczyny miały takie same problemy. Poczytałam odpowiedzi i doszłam do wniosku, że jeżeli pójdę do psychiatry i opowiem, co czuję, to na mur beton odbiorą mi dziecko.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • blue_meerkat 12.02.17, 09:45
    Zgaduje ze np pseudotroski podszytej poczuciem wyzszosci, poczucia bycia zla matka, komentarzy w stylu ' ale co z toba jest nie tak?', zlosci/niedowierzanua ze mozna byc w 'takim stanie' majac dziecko, poczucia bycia gorsza od innych, stygmy spolecznej, niecheci innych kobiet, 'sama tego chcialas', leku czy mozna brac leki karmiac piersia, czy nie uzaleznia, leku co inni powiedza jak dowiedza sie ze zalujesz decyzji i najchetniej oddalabys dzuecko, ze boisz sie ze zrobisz mu krzywde bo szlag cie trafia jak placze (po raz kolejny- ulamek promila prawdopodobienstwa ze matka stanie sie zagrozeniem dla dziecka z powodu depresjii). Do tego ciaza i porod ma tendencje do 'wyciagania' przeszlych traum zwlaszcza u kobiet ktore doznaly przemocy fizycznej, psychicznej a przede wszystkum seksualnej, gdzie jednym z problemow jest poczucie wstydu i odpowiedzialnosci za przemoc. Wyliczac dalej?
  • larrisa 12.02.17, 09:57
    No nie wiem, nie chcę zgadywać, dlatego pytam autorki. Bo w rzeczywistości jest też tak, że ten wstyd i lęk jest bardziej we własnej głowie, niż w otoczeniu. Nie zawsze, ale tak też bywa.
  • asia_i_p 12.02.17, 10:36
    To, co w głowie, nie bierze się znikąd. Podejście, że matkę ma zalać fala miłości na sam widok dziecka jest wpisane w kulturę, a to kultura ustawia, co dzieje się w głowie.

    Plus rzeczywiście nie ma edukacji na temat depresji poporodowej. Nie wiedziałam, że jestem w grupie ryzyka, bo to były takie nieoczywiste czynniki - wczesna utrata matki (a jakie ma znaczenie, co stało się 12 lat wcześniej?), problemy z zajściem w ciążę (to na zdrowy rozsądek powinno być na odwrót, prawda?), poczucie niestabilności finansowej (tylko tu się nie zdziwiłam). W ogóle nie trafiałam na artykuły, które dawałyby ten trójstopniowy podział - baby blues - depresja - psychoza, baby blues było mylone z depresją, depresja z psychozą, więc na przemian myślałam, że mam standard i że należy mnie zamknąć w psychiatryku.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • blue_meerkat 13.02.17, 19:14
    Czytam wlasnie komentarze w watku obok na temat ksiazki - poziom niewazny- o depresji popotodowej i maciezynstwie i licze komentarze typu ' nie rozumiem, glupia baba bylo nie rodzic, chciala to ma, wymysla problemy ja po porodzie chodzilam w skowronkach'. Bo jest ich sporo. Wiem ze probka niereprezentatywna, ale wspierania i zrozumienia to tam duzo nie widze.
  • memphis90 13.02.17, 20:30
    Chyba nie zrozumiałas nic z sąsiedniej dyskusji, bo tam wyraźnie pisałam,że wątek depresyjny jest jedynym brzmiącymi wiarygodnie. Niewiarygodne są inne wątki.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • blue_meerkat 12.02.17, 08:15
    Boze co za koszmarny tytul artykulu, jakbym jakis Fakt czytala. Teraz wiekszosc czytajacych zapamieta matki z depresja jako potencjalne morderczynie, a kobiety ktore moglyby sie leczyc beda w dalszym ciagu unikac mowienia o tym jak sie czuja. Nie widze jak ten artykul ma pomoc tym kobietom oprocz stygmatyzowania depresji, obawa o skrzywdzenie dziecka to czesto jeden z glownych symptomow, jaki promil kobiet tak sie zachowa! Jak gonia za sensacja napisali by o przemocy domowej wobec kobiet i dzieci, o wiele bardziej powszechnej.
  • asia_i_p 12.02.17, 08:35
    Przede wszystkim artykuł powinien był wyraźnie zaznaczyć, że chodziło o psychozę poporodową, a nie depresję poporodową. To jest co innego, ma mniejszą częstotliwość występowania. Depresja poporodowa to około 10% kobiet (nie zwykłe baby blues, bo to dotyka ponad połowę), psychoza poporodowa około 0,1%. Przy psychozie poporodowej są objawy przypominające schizofrenię - zaburzony ogląd rzeczywistości, zwłaszcza podejrzliwość wobec otoczenia, omamy, podobno kobiety często słyszą głosy, każące zrobić krzywdę dziecku - słyszałam, jak jakaś kobieta opowiadała, że próbowała się zabić, żeby nie skrzywdzić dziecka, te dwie próby samobójcze w przypadku tej matki to mogło być coś podobnego. Ona powinna być leczona w szpitalu przy takim nasileniu choroby, potem powinna mieć profesjonalną psychologiczną pomoc w nawiązaniu więzi z dzieckiem.

    Jak te dwie rzeczy się miesza i do tego jeszcze dorzuca baby blues, to potem nawet kobiety z rodziny uśmiechają się pobłażliwie "też tak miałam, przeszło po tygodniu" i kobieta coraz bardziej się zamyka, bo skoro jej nie przechodzi, to widać jest potworem.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • blue_meerkat 12.02.17, 08:54
    Dokladnie.
  • lauren6 12.02.17, 09:34
    O to, to.

    Pani pewnie zostanie uznana za niepoczytalną w momencie popełniania zabójstwa. Pytanie kto faktycznie zawinił.
    - czy lekarze ją źle leczyli (mój wpis poniżej)
    - czy rodzina faktycznie uznała próby samobójcze za fanaberie poporodowe, nie zawiozła jej do szpitala, nie szukała pomocy.
    Ta kobieta nie powinna była "być na wolności", a już na pewno opiekować się dzieckiem! I ktoś za to powinien odpowiedzieć.

    Odnośnie komentarzy na onetach - wielkie zdziwienie, że większość społeczeństwa to idioci suspicious
  • memphis90 13.02.17, 20:32
    Ja się zastanawiam jakim cudem pani po - podobno- dwóch próbach samobójczych nie była na oddziale psychiatrycznym...?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • claudel6 13.02.17, 22:09
    mi sie też wydaje, że to nie depresja, a raczej jakaś psychoza.
  • lauren6 12.02.17, 08:22
    Raczej wina lekarzy. Po 2 próbach samobójczych pani powinna być zamknięta w szpitalu, gdzie dobraliby jej odpowiednie leki. Przy tak ciężkiej depresji dobór leków to jest metoda prób i błędów, czyli lecząc ją w warunkach domowych eksperymentowano na niej i jej dziecku. Jak się eksperyment skończył, widać.
  • angeka2 12.02.17, 13:46
    Może nie była u lekarzy, może rodzina ratowała ją z tych prób samobójczych i wymuszała obietnicę, że już nigdy przenigdy..
  • memphis90 13.02.17, 20:35
    Ale skąd wiesz, że była u lekarzy? Skąd wiesz, że dostawała jakiekolwiek leki? Skąd wiesz, że na niej eksperymentowania? I skąd wiesz, że w ogóle miała depresję, skoro na razie jedyne info to tabloidowe "mogła mieć"?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • tully.makker 14.02.17, 09:40
    Seriously uwazasz, ze osoba, ktora ma za soba 2 proby samobojcze jest zdrowa?

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • mozambique 14.02.17, 12:44
    ty mialaś jedną. Czyli jestes chora

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • drinkit 12.02.17, 08:40
    Wg mnie jest slaba edukacja w tym zakresie. Dla starszego pokolenia depresja z reguly jest jakas abstrakcyjna i wydumana choroba, niektorzy chodzili z tym do ksiedza. Ja nigdy na szczescie sie nie spotkalam z depresja na zywo, znam to z literatury i chociaz rozumiem kaliber i powage sytuacji, to rowniez jest to dla mnie abstrakcyjne (wlasnie przez brak obcowania live). Wiec przede wszystkim edukacja, ludziom ciezko sobie to wszystko zwizualizowac.
  • klamkas 12.02.17, 10:36
    Co cię dziwi, jak nawet położne w szpitalu mają takie podejście? Ja w trakcie ciąży się leczyłam, miałam konsultacje psychiatryczną już w szpitalu (prywatną, żeby nie było), nawet gdybym chciała karmić, to nie mogłabym, bo od razu zaczęłam brać leki, których w ciąży brać nie mogłam i to co usłyszałam od jednej z położnych nadawałoby się na złożenie skargi i zrobienie afery w mediach...

    Słaba edukacja, nadużywanie słowa depresja, traktowanie chorób i zaburzeń psychicznych jako powodu do wstydu i jak fanaberii tych, co im się w tyłku poprzewracało, fatalny dostęp do opieki psychiatrycznej i psychologicznej... No i inna rzecz - na siłę nie da się pomóc komuś, kto się nie chce leczyć (no, w bardzo określonych przypadkach się da).
  • asia_i_p 12.02.17, 10:39
    No i w tym by się dało - bo po próbie samobójczej się da. A i skłanianie ludzi do leczenia wyglądałoby inaczej, gdyby nie takie położne jak ta, na którą trafiłaś. Nie mówiąc już o innych położnych, które nie mówią nic - którą z was podczas wizyty patronażowej położna pytała o objawy depresji poporodowej?

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • lauren6 12.02.17, 10:51
    > to co usłyszałam od jednej z położnych nadawałoby się na złożenie skargi i zrobienie afery w mediach...

    Dziwię się, że tego nie zrobiłaś. Takie zachowanie należy tępić. Potem nie ma co się dziwić, że tego pokroju osoby nadal pracują w służbie zdrowia, skoro każda ma ważniejsze rzeczy na głowie, niż składanie skargi na osobę, która je poniżyła.
  • klamkas 12.02.17, 11:05
    Yyy... no właśnie... nie miałam ważniejszych rzeczy na głowie, byłam CHORA.
  • avocado6 12.02.17, 10:49
    W mojej szkole rodzenia było o tym sporo. Faceci dostali nawet listę objawów z przykazem żeby kontrolować po porodzie sytuację.
  • turzyca 12.02.17, 11:25
    Starszym, ktorzy leca z haslem, ze kiedys depresji nie bylo, bo ludzie nie mieli na nia czasu, przypominam o kuzynce Wandzi, ktora rzucila sie pod pociag i jej bracie, ktory sie zapil. Praktycznie w kazdej rodzinie gdzies sa takie opowiesci, ja mam talent do sluchania, wiec ludzie mi opowiadaja, ze kuzyna wychowala jego babcia, bo jego matka sobie nie radzila, ze jakas kuzynka nigdy za maz nie wyszla mimo duzego posagu, bo taka smetna byla, ze wujek mial wielki talent, ale jakos nic nie robil, siedzial godzinami w swoim pokoju i nie wychodzil, a w zasadzie wszyscy maja opowiesc o kims, kto strasznie, strasznie pil, mimo ze niby mu sie ukladalo, mial piekna i sympatyczna zone, zdrowe dzieci, sam tez byl zdrowy i mial niezly fach. W paskudnym zachodnim spoleczenstwie dostalby na te wyjaca dusze male tableteczki, jedna dziennie, wycie duszy by ucichlo i moglby normalnie funkcjonowac, a nie probowalby przepic chalupy i stracic zawodu.

    Jedna rzecz sie zmienila - nastala samotnosc w macierzynstwie. Ile kobiet mowi, ze nawet nia ma jak sie umyc, zanim maz z pracy nie wroci i nie wezmie dziecka na rece? Tego wczesniej faktycznie wczesniej nie bylo, bo zylo sie bardziej w gromadzie, ktos te matke od bezustannej opieki uwalnial. I moze to jest rozpasanie wspolczesnych matek, ale mam wrazenie, ze zadne pampersy, podgrzewacze i pralki automatyczne nie rownowaza tej potwornej samotnosci.

    Btw. niemieckie miejskie matki maja na to odpowiedz, robi sie spotkania matek z dziecmi zwane Krabbelgruppe, wczesniej organizowana wylacznie we wlasnym zakresie, obecnie dofinansowane zreszta czesto przez gminy. Bo to pozwala na lepsze wsparcie, inne matki szybciej zauwaza, ze kolezanka odstaje mocno od reszty i potrzebuje odciazenia, a moze i wizyty u lekarza.

    --
    "Zaproszenie wykonane jest z białego gładkiego papieru i ma zaokrąglone rogi. Na rzeczenie Klienta rogi mogą pozostać ostre."
  • melancho_lia 12.02.17, 11:40
    Depresja to fanaberia. Depresja to lenistwo i ksiezniczkowanie. Jak masz fajne dzieci, męża, dom, nie masz kłopotów to nie możesz miec depresji. Depresja to nie choroba, o taki rak to jest choroba. Nudzi ci sie i bzdurzysz o depresji.
    Takie komentarze się słyszy. Dlatego wiele osób nie pójdzie po pomoc, nie poprosi.
    W mniejszych miejscowosciach od razu łatkę wariata przypną i obgadają.
    W większy miescie łatwiej bo i więcej lekarzy i wieksza anonimowość.
    Z ta samotnością to prawda jest. Masz być idealna i ze wszystkim sobie radzić sama bo w końcu jestes MATKĄ. Matka nie ma prawa odpocząć i prosić o pomoc. Ma zasuwać.
  • turzyca 12.02.17, 14:28
    >Depresja to nie choroba, o taki rak to jest choroba.

    No skoro tak mowisz, to cukrzyca tez nie choroba. Powiesz cioci Krysi, zeby przestala sie wyglupiac i kluc? I w ogole moglaby zaczac normalnie jesc, a nie jakies tam jednostki chlebowe.
    Jak to? Bo i cukrzyca i depresja to zaburzenia wydzielania jakichs tam substancji. I tak jak ciocia Krysia nie moze sie wziac w garsc i zaczac wydzielac insuline, tak Kasia nie moze nagle zaczac wytwarzac wiecej serotoniny.


    --
    Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach
  • claudel6 13.02.17, 22:17
    turzyca, przecież to ironia była. cytaty. doczytałas do końca?
  • turzyca 13.02.17, 22:43
    Zalapalam ironie, powinnam byla dopisac cos w stylu "na takie hasla odpowiedz moze byc np. taka"
    To z cukrzyca calkiem niezle dziala, o ile ktos rozumie wage dobrego prowadzenia cukrzycy, np. dlatego ze ma cukrzyka w rodzinie.


    --
    "Mój sąsiad uczy się grać na klarnecie, teraz już mu to jakoś wychodzi, ale wcześniej byłam przekonana, że to jakiś dziwne zwierze wydaje odgłosy godowe. " by Mondovi
  • claudel6 13.02.17, 22:16
    ja miałam "szczęście" zachorować na depresję zagranicą. konkretnie w Wlk. Brytanii. lekarz pierwszego kontaktu, jak tylko mnie zobaczył, to zrobił ten "depresyjny" test i od ręki wystawił receptę. i kazał przyjść za miesiąc. potem byłam monitorowana, jak się czuję, czy się poprawia. rok brałam leki.
  • kiddy 12.02.17, 21:08
    Dokładnie. O tej potwornej samotności prawie się nie mówi. A jak się czuje kobieta, która całymi dniami jest w domu SAMA. Wyjście do sklepu czy lekarza to nie jest życie społeczne. Do tego niemowlęta i małe dzieci są bardzo dużym obciążeniem, bo wymagają stałej, nieprzerwanej opieki. Mycie się, jedzenie czy gotowanie obiadu w akompaniamencie krzyczącego malucha, który nie daje się normalnie odłożyć jest potwornie stresujące. A ludzkie dzieci z natury nie lubią być odkładane, tak się ewolucyjnie przystosowane. To jest bardzo trudna sytuacja, o tym należy mówić i należy szukać rozwiązań problemu, bo dramatów będzie więcej. A od tego dzieci nie przybędzie.
  • kaz_nodzieja 13.02.17, 14:49
    A to też zależy czy jest ogólnie towarzyska czy raczej introwertyczna.

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • kiddy 13.02.17, 14:55
    Nie, bo nawet introwertyczka długo nie wytrzyma CAŁYCH dni spędzanych samotnie. Całych to jest 10-12 godzin, kiedy nie masz nikogo dorosłego, do kogo możesz otworzyć buzię. 10-12 godzin, gdy z małym dzieckiem lub dziećmi jesteś całkiem sama, a one potrzebują pomocy ze wszystkim i ciągle. 10-12 godzin w ciągłym czuwaniu, bez niczyjej pomocy, bez możliwości zrobienia przerwy.
  • kaz_nodzieja 13.02.17, 15:02
    Wiele matek tak funkcjonuje. Mąż w pracy, z dojazdami to często właśnie 10 godzin wychodzi. Dziadkowie w innym mieście, a nie daj Bóg sami potrzebujący pomocy (kobiety coraz później zachodzą w ciążę), więc nie można na nich liczyć. Koleżanki już odchowały własne dzieci, nie siedzą na macierzyńskim więc w tygodniu też nie mają czasu się spotkać itd.

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • kiddy 13.02.17, 15:07
    No i o tym trzeba mówić, bo to nie jest a i naturalne, ani zdrowe, dla nikogo.
  • mozambique 13.02.17, 15:23
    i ta swiadomość ze nie możesz nawet za przeproszneiem spokojnie sie ... załątwić , jesli maluch juz jest kontaktowy i akurat nie śpi

    a takei ząbkowanie albo kolki trwajace miesiąc powiedzmy - mogą taką osamotnioną matke łącno zaprowadzic prosto do psychiatryka

    bez konca bede powtarzać ze uniemozlwianie snu jest uznwane przez KOnwencje genewska za tortury , i to te z tych gorszych. Zosatwiona sama sobie matka noworodka (bez zadnego wsparcia osób trzecich) , przy trudnym egzemplarzu moze spać max 2-3 godziny dziennie , rzadko kiedy jednym ciągiem , czasami sa to wylacznie dzremki po 15 min wybudzane rykiem dziecka ( nie wiadomo co gorsze dla organizmu) . DO tego dodaj karmienie piersią , wycieńczenie ciążą i porodem i swiadomosc ze jestes JEDYNA do opieik nad dzieckiem i szybko mozna sie wycieńczyc

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • kkalipso 13.02.17, 18:39
    Dziwne rzeczy prawisz ....
    Większość matek jednak lubi tę samotność a jak masz dziecko na stanie to 10 godz. mija w trymiga.
    Samotność jest okropna jeśli wiesz że nie możesz polegać na rodzinie/znajomych że nie masz kogoś takiego a nie że nie odwiedzają/nie przychodzą nie przesiadują na kawkach. Ja to widzę z zupełnie innej strony. Jest nadmiar wiadomość. Wstajesz pijesz kawę (kakao/zbożową) i zasiadasz do kompa a tam.- Kryśka na nartach. Zośka ma nowego gacha. Kasia właśnie nowym dyplomem się chwali a jej mąż nowe auto kupił. I weź tu kurde żyj. Kobieta która jest zmęczona może niezbyt ogarnięta życiowo, z kłopotami czy to małżeńskimi czy to finansowymi nie poradzi sobie z tym że jej życie się zmieniło, ot jesteśmy tylko ludźmi. Jak dla mnie podstawową rzeczą jest życie swoim życiem a teraz tego nie ma podglądujemy innych i na dobre to nam nie wychodzi (niestety) bo tam w kompie wszyscy są idealni albo patologia nic po środku. Po Twoich postach pomyślałam że macierzyństwo to horrortongue_out Gdybym nie miała dzieci to bym się przestraszyła nie dziwne że młode matki się naczytają a potem wmówią jakie to nieszczęście własne dziecko wychować. Temat dobrze się sprzedaje jak widać.

    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • kkalipso 13.02.17, 18:43
    A dodaj jeszcze te wszystkie skajpy, komunikatory, fb, ja w domu nigdy nie jestem samatongue_out Żeby popisać w spokoju na ematce trzeba się kryć najczęściejsad

    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • kiddy 13.02.17, 20:19
    Komunikatory i portale społecznościowe to nie jest kontakt z drugim człowiekiem. No nie jest, przykro mi. Nie znam żadnej młodej mamy, która lubi być stale sama. Większość szuka bezpośredniego kontaktu z ludźmi, jak się tylko da. Macierzyństwo to nie jest koszmar, izolacja i poczucie, że jest się zwyczajnie przeciążonym - owszem.
  • kkalipso 13.02.17, 21:00
    Jednak jest i to dla wielu, ja jak i większość zabieganych kobiet (niekoniecznie dzieciatych) od lat wolimy na co dzień pogadać online niż tracić czas spotykając się gdzieś pośrodku miasta, stojąc w korkach i patrzeć na zegarek bo 22 dochodzi sorki chyba ściemniasz bo nie wierzę że nie wiesz jak szybko dzień ucieka nawet singlom w tych czasach.

    Izolacja?! Od czego niby tak WAŻNEGO że własne nowo narodzone dziecko nie rekompensuje? Chyba zbyt dużo filmów się dzisiejsze matki naoglądałybig_grin dodaj j.w. fb/nk/instagram. Albo faktycznie życie prywatne z własnym mężem wieje nudą albo problemami. Cóż jeszcze 20 lat temu można było współczuć w naszych czasach to jednak dzieci planowane więc skąd takie zaskoczenie że maleństwo trzeba odchować i zaszyć się w domu na jakiś czas.


    Przeciążonym-piszesz.
    Każdy uśmiech/szczęście dziecka na tyle sprawia radości że nie wiem o czym mówisz. Wolę inwestować mój czas i miłość w coś co jest warte tego choćbym miała żałować niż ganiać za utopią czyt. praca z której cię wywalą kiedy zajdzie potrzeba, pseudo przyjaciele którzy zdradzą przy byle pretekście itd.itp.




    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • kiddy 13.02.17, 21:57
    Moje pytanie: ile masz dzieci i jakie mają charaktery? Przepraszam, ale to, jak piszesz, wskazuje, że niewiele o dzieciach wiesz i niewiele przeszłaś.
    Izolacja od ludzi, droga kkalipso. Człowiek jest istota społeczną i potrzebuje więzi oraz relacji na różnym poziomie. Mówiąc wprost, mało która kobieta będzie szczęśliwa WYŁĄCZNIE w roli matki, szczególnie gdy całymi dniami siedzi w domu sama z dzieckiem i nie ma nawet z kim porozmawiać twarzą w twarz. Nie bez powodu izolacja jest formą kary. Odcięcie od innych ludzi powoduje zmiany w psychice. Nie wierzę, że tego nie wiesz.
  • kkalipso 13.02.17, 22:44
    kiddy napisała:

    > Moje pytanie: ile masz dzieci i jakie mają charaktery? Przepraszam, ale to, jak
    > piszesz, wskazuje, że niewiele o dzieciach wiesz i niewiele przeszłaś.

    Dwóję mam.

    >Izolacja od ludzi, droga kkalipso. Człowiek jest istota społeczną i potrzebuje
    > więzi oraz relacji na różnym poziomie.

    Od kiedy to matki są izolowane od społeczeństwa? Ktoś je w domach zamyka?

    >Mówiąc wprost, mało która kobieta będzie
    > szczęśliwa WYŁĄCZNIE w roli matki, szczególnie gdy całymi dniami siedzi w domu
    > sama z dzieckiem i nie ma nawet z kim porozmawiać twarzą w twarz.

    Przy nawet bardzo satysfakcjonującej pracy taki krótki epizod jak odchowanie dziecka to pikuś dla dojrzałej gotowej na wyzwania kobiety wiec mi tu nie pitol o nieszczęśliwych matkach bo to najczęściej przyczyna innych niepowodzeń a nie kwestia wychowania potomstwa. Wręcz dobra jest taka przerwa żeby zobaczyć czego się chce w życiu. Taki sprawdzian. Mylisz i wprowadzasz w błąd bo nie mowa tu o kobietach które na dobre zrezygnowały z życia zawodowego a ledwo odchowują swoje pierworodne .... a Ty robisz z nich nieszczęśliwe kosmitki.


    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • kiddy 13.02.17, 23:09
    To ty pitolisz, piszesz jakieś idealistyczne bzdury, brakuje jeszcze tęczy i jednorożców. Właśnie przez takie podejście, jak twoje ("jak to? to takie cudowny czas z maluszkiem!"), kobiety wstydzą się depresji, w którą popadają, gdy siedzą same całymi dniami, obciążone opieką nad dziećmi. Można zaprzeczać emocjom, problemom, tworzyć jakieś mity. Tylko po co?
    A co do izolacji, to nie udawaj, że nie wiesz, o czym piszę. Nikogo nie trzeba zamknąć na klucz w domu, żeby czuł się odizolowany i samotny. Wystarczy, że rodzina jest daleko, koleżanki pracują, dzieci chorują i nie jest się uziemionym w domu.
  • kkalipso 14.02.17, 00:19
    Nic mi nie wiadomo o żadnych tęczach i jednorożcach sama sobie dopowiadasz, staram się jak mogę być obiektywna choć mi na tym etapie życia nie dużo trzebasmile Każ nam, nie wiem takim jak ja się zamknąć się, bo przecież piszemy jakieś idealistyczne bzdury a każda matka przechodzi katorgę wychowując dzieckobig_grin Pomieszało ci się wszystko, wrzucanie do jednego wora robi większą krzywdę niż pojedyncza historia każdego z osobna. A Tobie chyba na tym zależy.

    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • kiddy 14.02.17, 06:49
    Ty obiektywna? Dobry żart. Nic nikomu nie każę, to ty masz taką wizję, że jak tobie jest dobrze, to wszystkim innym też i problemy nie istnieją. Czekam tylko na nieśmiertelne "to po co ci dzieci" tongue_out . Szkoda strzępić języka.
  • kaz_nodzieja 14.02.17, 08:43
    Pisze normalnie. Posiadanie zdrowego dziecka w dzisiejszych czasach to nie katorga, choć jak wszystko na Tym świecie minusy ma.

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • isa_bella1 14.02.17, 00:20
    No ale kkalipso sama się chwaliła ze jej dzieci od poczatku przesypiaja cale noce wiec to jednak inna bajka. Nie ma co porównywac.
  • la_mujer75 13.02.17, 16:47
    Dokładnie. Jak urodziłam Starszego to prawie zewsząd słyszałam, jak mam dobrze. No, bo przecież pieluchy jednorazowe, sami mieszkamy bez innych (czytaj: teściowych itd). A ja byłam na granicy załamania. I byłam totalnie sama z tym wszystkim. Mąż radośnie leciał do roboty, po pracy- miał wymówkę- rozwijał własną firmę, więc nie mógł mi pomóc, a w nocy musiał się wyspać, prawda ? Moja własna matka wpadała na 15 minut (akurat jak właśnie zasypiał) i radośnie stwierdzała: "O co ci chodzi ? Przecież śpi. Sama idź spać. Och, jak ty masz dobrze, nawet sama o tym nie wiesz. Gdybym ja miała takie warunki w młodości, jak ty". A ja cierpiałam i byłam bliska obłędu z braku snu i z poczucia, że coś jest nie tak z dzieckiem.
    Trafił mi się "trudny egzemplarz" (nadwrażliwość dotykowa, słuchowa, przykrótkie wędzidełko, więc źle łapał pierś, za mało było pokarmu, co zjadł, to i tak mu się ulało, bo miał refluks- to wszystko wyszło wiele lat później ). I wszyscy wmawiali mi, że coś źle robię, bo to niemożliwe aby dziecko spało w cyklach po 20 minut, budziło się i wpadało w wielogodzinne histerie (jego rekord wynosił od 22 wieczorem do 4 rano non stop płaczu, może i dłużej ryczał, ale ja zasnęłam obok niego, bo już nie dawałam rady- to był już VI tydzień "takiej zabawy").
    Ryczał tak, że po miesiącu dostał przepukliny pachwinowej - więc miałam prikaz od lekarza nie dopuszczać do płaczu, czyli nosiłam od rana do nocy (po kilku miesiącach robiłam bez wysiłku 50 męskich pompek- tak miałam wyrobione ręce). Karmiłam piersią non stop (bo był ciągłe głodny, nic dziwnego skoro miałam mało pokarmu, a i tak większość mu się ulewała). Wszyscy (no prawie) naciskali, że muszę karmić przynajmniej do 6 miesięcy. Dziecko nie rosło, nie przybierało na wadze, ale lekarze problemu nie widzieli. Gdy miał 4 miesiące trafiłam na dobrą lekarz, kazała zacząć dokarmiać (plus jeszcze jakieś antyrefluksowe lekarstwo) - dziecko wreszcie szczęśliwe, bo nażarte. A ja zaczęłam wychodzić na prostą.

    Nikt z moich bliskich (mam na myśli męża i rodzoną matkę) nie zdał tego egzaminu sad Mąż był totalnym d u p kiem (sam po latach się przyznał), a moja matka... to inna historia.
    Byłam sama (większość znajomych jeszcze nie dzieciata, więc w ogóle patrzyli na mnie jak na wariatkę, że np. wyłączam telefon stacjonarny w czasie kiedy dziecko śpi, a jego budził każdy dźwięk i wpadał w te swoje wielogodzinne histerie). Siedziałam od rana do nocy w domu (syn urodził się na początku listopada ), spacery to było piekło (nie spał tylko ryczał, bo go denerwowały dźwięki - potem odkryłam, że dobrze śpi na balkonie - 10 piętro - dźwięki do niego docierały ograniczone). I nikt tego nie widział, a ja nie raz byłam bliska zrobienia krzywdy własnemu dziecku. Nie przesadzam.

    Miałam wrażenie, że trafiłam do jakiegoś piekła i już nigdy nie odzyskam swojego życia. I miałam ciągle wyrzuty sumienia, że co ze mnie za niedobra matka, jak nie potrafię zadbać o swoje własne dziecko. I mam problem pokochać to ryczące non stop stworzonko, które nawet w moich ramionach jest nieszczęśliwe.
    Koszmarny okres w moim życiu. I tak sobie myślałam, że moja matka, gdy mnie urodziła miała swoją matkę do pomocy (po porodzie przeprowadziła się do niej), a babcia totalnie sfiksowała na moim punkcie. Do rodzinnych opowieści przeszły historie, jak moja matka budziła się w nocy, jednym okiem rejestrując, jak babcia szykuje mleko dla mnie, podgrzewając przy okazji oliwkę, co by była cieplutka jak mnie będzie smarowała po przewijaniu. Ja w tym czasie sobie słodko spałam, a babcia już trzymała wartę. Moja matka bez wyrzutów sumienia, przewracała się na drugi bok i spała sobie radośnie do oporu. A babcia czuwała, nosiła, przewijała. Nie mówiąc o tym, że ja byłam idealnym noworodkiem, niemowlęciem.
    A ja przez pierwsze 4 miesiące nie wiedziałam co to sen, jak można spokojnie pójść się wysikać, jak można bez nerwów wziąć prysznic, jak można w spokoju umyć zęby, jak można zjeść... Gdybym miała chociaż jedną osobę do pomocy, może nie wspominałabym tego, jak traumy.
    P.S. mój młodszy syn - to bajka i dopiero przy nim poznała smak radości wczesnego macierzyństwa, ale on był zdrowym, radosnym dzieckiem, które spało, jak pan bóg przykazał, jadł, przybierał na wadze, śmiał się do mnie. Obu synów kocham tak samo mocno, czasami jednak wydaje mnie się, że mocniej tego Starszego...Może mu wynagradzam początki, a może to, że po latach okazało się, że ma ZA i jest ciągle dla mnie "trudniejszym przypadkiem" ?
  • claudel6 13.02.17, 22:42
    la_mujer, Twoje dziecko płakało z głodu. czemu nie zaczęłaś wcześniej dokarmiać MM? nie widziałaś tego? czemu dałaś sobie wmówić, ze ktoś wie lepiej niż Ty?
  • kiddy 13.02.17, 23:14
    Możesz dać spokój? To zawsze jest wina matki, zawsze. Jak nie karmi wyłącznie piersią, to źle, bo laktacja, bo cenny pokarm, bo więź, bo odporność. Jak chce podawać wyłącznie pierś, to też źle, bo może dziecko nie dojada, bo nie zauważyła. Bo jak to, matka nie wie? Sęk w tym, że kobieta w początkach macierzyństwa jest często niepewna, zagubiona, krucha, nie ma wiedzy i doświadczenia, bo i skąd. Bardzo łatwo jest w takiej sytuacji wmówić jej, że ktoś tam wie lepiej od niej samej.
  • turzyca 14.02.17, 00:10
    >Sęk w tym, że kobieta w początkach macierzyństwa jest często niepewna, zagubiona, krucha, nie ma wiedzy i doświadczenia, bo i skąd. Bardzo łatwo jest w takiej sytuacji wmówić jej, że ktoś tam wie lepiej od niej samej.

    I to jest skladowa tej samotnosci, o ktorej pisalam. Jak rozmawialam z matka mojego chlopa, to ona wspominala, ze w tym samym domu mieszkala jej starsza przyrodnia siostra, wiec tak miedzy 12 a 18 rokiem zycia byla mniej lub bardziej zaangazowana w opieke nad trzema noworodkami. I jak urodzila swoje to w ogole sie nie zastanawiala nad tym, jak sie opiekowac dzieckiem, czy dziecko sie dobrze przystawia, bo ona to widziala i umiala bez trudu ocenic. Ale mowila tez, ze wsrod matek rowiesnikow jej dzieci juz pojawily sie takie, ktore takich doswiadczen nie mialy i wlasny noworodek byl pierwszym, jakim sie opiekowaly. I ze sie baly. I ze stad tamto ich parcie do grup wsparcia (a Niemcy ogolnie maja tendencje do takich cyklicznych spotkan). A spotkanie z innymi matkami na zywo daje mozliwosc zobaczenia, jak to jest naprawde, czy to nasze wlasne dziecko jakos odstaje, czy moze jest zupelnie w normie i wszystkie dzieci sa takimi samymi malpiatkami. Po godzinie zabaw, przy herbacie, gdy kazda dzieli sie watpliwosciami i zadaje pytania jakos latwiej dosc do tych pytan bardzo powaznych.

    A od tesciowej nauczylam sie jeszcze, zeby starac sie zajrzec do znajomych swiezych matek, np. zaproponowac, ze skoro sie idzie na zakupy, to sie zrobi i dla tejze matki czy podrzucic po prostu cos ugotowanego. Nawet jak mam roboty po kokardke to i tak mam wiecej sil niz matka w pologu, a ugotowanie jednej porcji wiecej to zaden wyczyn.

    --
    "Zaproszenie wykonane jest z białego gładkiego papieru i ma zaokrąglone rogi. Na rzeczenie Klienta rogi mogą pozostać ostre."
  • claudel6 13.02.17, 22:12
    to jest bardzo dobry pomysł takie grupy spotakniowe. podoba mi się.
  • turzyca 13.02.17, 22:47
    Mnie tez. smile I dlatego pisze, mysle, ze pomysl wart rozreklamowania.


    --
    Entropia i chaos dnia codziennego
  • redheadfreaq 14.02.17, 08:29
    Też o tym wczoraj pomyślałam. Kiedyś wokół młodej matki była "wioska" - czytałam niedawno (za cholerę nie mogę teraz znaleźć źródła), że po narodzinach dziecka kobieta miała do pomocy, nawet takiej na chwilę, pod hasłem "masz tu gar zupy i tuzin jajek", albo "potrzymam ją przez chwilę" około OŚMIU innych kobiet. Żywych, fizycznie obecnych, nie przez komunikator. A teraz? Moja matka jest na poły niepełnosprawna i mieszka na drugim końcu miasta, siostry nie mam, teściowie 200 kilometrów dalej, a poza tym zobaczcie, jaki jest trend - matka ma być samodzielna, o pomoc proszą tylko melepety, przecież jest pralka i zmywarka! Tyle, że nie widziałam jeszcze pralki z funkcją tulenia noworodka, kiedy matka na ostatnich nogach próbuje wziąć prysznic. Moja córka urodzi się za około 2 miesiące, a ja, szczerze powiedziawszy, zaczynam się bać.

    --
    - On twierdzi, że ją kocha. (granatowe_tulipany)
    - twierdzi, twierdzi. To sie rymuje z "pierdzi", ale poza tym nic naprawde nie znaczy.(minor.revisions)
  • kiddy 14.02.17, 13:15
    Red, nie nastawiaj się tak, nie ma sensu. Stres w ciąży nie jest wskazany. Bbędzie pewnie normalnie, czyli trochę niedośpisz, trochę się poszarpiesz z karmieniem, trochę popłaczesz. A może trafi ci się taki egzemplarz jak mój syn, który uwielbiał spać, spał w nocy tylko z przerwami na karmienie, w dzień miał drzemki po 2-3 godziny, nic go nie wybudzało, wystrzał armatni też nie dałby rady wink . Córka jest inna, to fakt, na szczęście syn chodzi do przedszkola, z jednym daję radę wink . Mogę ci dać jedną radę: słuchaj siebie. Ja wiem, że to brzmi strasznie banalnie, ale naprawdę rodzice szybko uczą się swoich dzieci i zwykle wiedzą, co robić, żeby maluchy były spokojne i zadowolone. Nie słuchaj innych, słuchaj siebie, chcesz, to noś, nie chcesz, to odkładaj do łóżeczka; jak chcesz, to karm piersią, jak nie, to podaj mleko modyfikowane; jak chcesz, to śpij z dzieckiem, jak nie, to niech małe śpi w łóżeczku; itd. Rób tak, żeby wam OBOJGU było dobrze, bo ty ciągniesz ten wózek i musisz być w formie, a nie padać na twarz, bo nowe trendy na forum/blogach parentingowych/szkołach rodzenia mówią, że (wstaw dowolne).
  • redheadfreaq 14.02.17, 13:32
    Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało, że się nastawiam - po prostu mam obawy i zawczasu wolę zastanowić się nad potencjalnymi rozwiązaniami. Z góry zakładam jedynie to, co proponujesz - czyli absolutny tumiwisizm, jeżeli chodzi o złote rady i przymus bycia idealną w jakimkolwiek zakresie. Oczywiście szalenie ucieszę się, jeśli moje dziecię zechce spać w kawałkach dłuższych, niż 15-minutowe, ale zakładam, że co najmniej kilka pierwszych tygodni spędzę w łóżku, z młodą w roli wisiorka u cycka. Będę całkiem zadowolona, jeżeli pozwoli mi przy okazji czytać wink

    --
    - On twierdzi, że ją kocha. (granatowe_tulipany)
    - twierdzi, twierdzi. To sie rymuje z "pierdzi", ale poza tym nic naprawde nie znaczy.(minor.revisions)
  • dorotek83 14.02.17, 13:23
    Kiddy dobrze Ci pisze. Ja miałam moment, że przestałam w nocy budzić męża aby podał mi córkę, bo on biedny do pracy idzie i musi się wyspać. Zaćmienie mi przeszło jak ze zmęczenia potknęłam się o własne nogi niosąc córkę.
    I jeszcze jedno, nie rób wszystkiego sama, proś o pomoc i wahaj się korzystać z pomocy innych.
    Nie wszystko musisz robić sama.
    I nie nastawiaj się, że będzie źle, będzie dobrze
  • turzyca 14.02.17, 17:16
    >Moja matka jest na poły niepełnosprawna i mieszka na drugim końcu miasta, siostry nie mam, teściowie 200 kilometrów dalej,

    A zauwazylas, ze uzywasz slowa "wioska", a nie "klan"? To wlasnie dlatego ze wcale nie chodzi krewnych, to chodzi o roznych ludzi, ktorzy mieszkaja wzglednie w poblizu. Na pewno masz juz podstawe wioski, teraz sobie tylko to uswiadom i nastaw na jej uzywanie. Naprawde dla wielu osob podrzucenie Ci gotowego posilku, zrobienie zakupow czy wpadniecie na kwadrans i potrzymanie Ci dziecka, to nie problem. Jesli masz w okolicy matki nieco starszych dzieci, to moze wzielyby Twoje dziecko na spacer, gdy ida ze swoim na plac zabaw? Slusznie sie obawiasz wyzwania, ale skup sie na szukaniu wyjsc z sytuacji.

    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • kozica111 13.02.17, 15:27
    Bardzo mi szkoda tej dziewczyny.

    Pierwsze 3 msc życia mojego dziecka wspominam jako koszmar, jako nieustanną torturę dźwięku i braku snu.Można od tego zwariować i nawet wahania hormonów nie są niezbędne.
    Większość kobiet wytrzyma, co 1000 nie...

  • thaures 13.02.17, 19:01
    Ja pierwsze 7 miesięcy tak wspominam. Oboje z mężem się bronilismy, gdy mały miał 6 tyg. 2 dni roznicy, przed samym wyjściem na swoją obronę mąż powiedział, że bo się mnie zostawić z dzieckiem. Ja wprawdzie nie miałam morderczych myśli, ale dziecko chętnie bym wtedy oddała potrzebujacym
  • muchy_w_nosie 13.02.17, 19:00
    Ja miałam depreche albo coś na kształt, miałam ochotę zabić syna, rzucić nim żeby się już zamknął i się nie darł, oczywiście po chwili wpadałam w rozpacz jak ja tak mogę myśleć! Szczęśliwie syn żyje. Mój syn jest z rocznika "małej Madzi". Strasznie współczułam Kasi póki nie wyszło na jaw że z premedytacją córkę zabiła.
  • memphis90 13.02.17, 20:24
    W artykule jest "mogła mieć depresję " i "miała próbować odebrać sobie zycie". Jak było naprawdę to się dopiero okaże. Bo z drugiej strony to przecież b. wygodny wykręt dla śliskiego kocyka..... Chociaż walenie dzieckiem o podłogę bardziej pod psychozę poporodową popada.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.