Dodaj do ulubionych

12-latka i koleżanki - długie i w punktach

17.02.17, 15:50
1) Czy ingerujecie w zapraszanie koleżanek do domu, lub spotkania z koleżankami po szkole? Córka się umówiła z koleżanką, żeby wpadła po południu, miała tylko jej potwierdzić telefonicznie, o której będzie w domu. Potem córka dzwoniła do niej, ale tamta miała wyłączony telefon, więc padło, żebym to ja dzwoniła do jej mamy. To nie pierwsza taka sytuacja. Różnie już bywało i dziewczyny miały między sobą różne układy, więc stoję na stanowisku, że jakby jej zależało, to by ten telefon włączyła. Albo nie może przyjść i odebrać telefonu, albo nie chce...
2) Czy w tym wieku dziewczynki się już przyjaźnią bardziej na stałe? Córka ma teoretycznie przyjaciółkę, która chyba nią trochę manipuluje. Tzn. twierdzi, że córka jest jej najlepszą przyjaciółką, a potrafi przyjść do szkoły i się do niej nie odezwać. Ostatnio spotkał ją mały wypadek (gdzieś tam sie potłukła) i obdzwoniła wszystkie dziewczyny z klasy z płaczem, że ma rozbitą głowę, a do córki nawet smsa nie wysłała. Jak się spotkały przypadkiem poza szkołą, jak córka szła z kolegą, to koledze zdała relację, a córkę zignorowała. A teraz wydzwania, że chce zeszyty pożyczyć, bo nie było jej w szkole. Córka to przeżywa, szczególnie, że naprawdę tej dziewczynce uwierzyła, kupiła jej ze swojego kieszonkowego specjalny breloczek.

3) Nie wiem co to tym myśleć, ja w tym wieku miałam jedną dobrą koleżankę na podwórku, w klasie z nikim się nie trzymałam - jakoś nie miałam potrzeby, zresztą do tej pory nie jestem towarzyska. Córka wręcz przeciwnie... Mam wrażenie, że to jej zależy, ona to przeżywa, a tym dziewczynom to zwisa i powiewa. Z jednej strony tłumaczę, ze to za wcześnie na stałe przyjaźnie, z drugiej, że szkoła to tylko etap w życiu, że życie jest gdzie indziej (ma kilka fajnych koleżanek z zajęć pozalekcyjnych, ale siłą rzeczy słabiej się tam znają). Mam wrażenie, że cały świat kręci się wokół tych koleżanek, nawet jak rozmawiamy o szkole, to najważniejsze jest co która powiedziała, a nie stopnie, sprawdziany, czy nauczyciele.
Edytor zaawansowany
  • 17.02.17, 16:02
    Ad. telefon. Z mojego doświadczenia wynika, że telefon służy po to, żeby z niego dzwonić/ pisać na messendżeże. Nie po to, żeby go odbierać. Dzwonię do mamy.
    Ad. przyjaźń na stałe: nie nadążam za kłótniami i koteriami w 6d. Dotyczy to w równym stopniu chłopców, jak i dziewcząt. Łzy i obrazy do końca życia (czyt. maks do końca ostatniej lekcji) są na porządku dziennym.
    Ad. świat się kręci wokół koleżanek - no bo po to się właśnie chodzi do szkoły. A ty myślałaś, że żeby się uczyć? Nauka to taki zbędny dodatek do życia towarzyskiego.

    Wspieram w budowaniu znajomości (wyprawienie większych urodzin czy wspólne pieczenie pizzy bez okazji, kiedy jesteśmy nowi w klasie), wysłuchuję aktywnie, kto co powiedział ("i jak ty się z tym czujesz?"), reagowałam, kiedy działa się ewidentna krzywda (zagramy w piłkę, jak przyniesiesz po coli dla każdego - to na początku podstawówki, teraz już dziecko zasertywniało), ale poza tym nie wnikam - towarzystwo znam, rodziców znam mniej-więcej, widocznej patologii tam nie ma.

    --
    Tam, gdzie inni widzą problemy, ja widzę rozwiązania.
  • 17.02.17, 16:08
    Tak, wiem, że w tym wieku koleżanki są najważniejsze. Ale nawet jak się nic nie dzieje, to córka zawsze musi przeanalizować co kto powiedział, co miał na sobie, jak spojrzał, jak fuknął i na kogo. Wręcz zaczyna opowieść od "dziś mi nic takiego nie zrobiły". Chodzi mi o porównanie z reakcjami innych dziewczynek - czy wszystkie to tak przeżywają.
  • 17.02.17, 16:15
    Przeżywają i dziewczynki, i chłopcy. Intensywnie, bo w tym wieku wszystko jest intensywne.
    Ale jak "dziś nic mi takiego nie zrobiły" to bym się zmartwiła i zaczęła zastanawiać. Ale nie wiem, w jakim kierunku bym poszła. Bo z jednej strony takie skupienie się na sobie (i interpretowanie każdej sytuacji na swoją niekorzyść - to na pewno mnie dotyczy, na pewno ja jestem głupia, na pewno chciały mi dopiec) jest zupełnie normalne w tym wieku, a z drugiej szkoda dzieciaka.
    Może wzmocniłabym kontakty z tymi dzieciakami z zajęć dodatkowych, może spróbowałabym zasugerować jakiś wolontariat, albo skupiła się na wzmacnianiu i podkreślaniu tego, co w dzieciaku dobre.
    Nie wiem, jak się buduje poczucie własnej wartości u nastolatka. Spróbowałabym poczytać albo pogadać z kimś mądrym.

    --
    Tam, gdzie inni widzą problemy, ja widzę rozwiązania.
  • 17.02.17, 16:09
    Jak miałam 12 lat to świat kręcił się wokół koleżanek i szkolnego życia towarzyskiego, sprawdziany i lekcje były gdzieś obok.
  • 17.02.17, 16:14
    triss_merigold6 napisała:

    > Jak miałam 12 lat to świat kręcił się wokół koleżanek i szkolnego życia towarzy
    > skiego, sprawdziany i lekcje były gdzieś obok.

    U mnie było tak samo, i te analizy która której co powiedziała, albo nie powiedziała i dlaczego. Koszmar. Dobrze, że moja Mama się nie wtrącała. Ale przyznaję, że najtrwalsze, sprawdzone, ponad czterdziestoletnie przyjaźnie mam właśnie z tamtego okresu smile
  • 17.02.17, 16:18
    Ja też, najtrwalsze przyjaźnie mam z okresu 12-15 lat i potem jak poznawalam ludzi ok. 20 roku życia.
  • 17.02.17, 16:22
    Moja córka, 11latka, też ma taką bliską przyjaciółkę z deka drama queen i z tendencją do monopolizowania uwagi, więc to raczej w normie w tym wieku. Dłuższych niż jedno popołudnie obraz jeszcze nie było, ale dwie właśnie takie parogodzinne były. Tyle, że moje dziecko jest bezlitośnie racjonalne, widać, że trochę jej przykro, ale wzrusza ramionami i zajmuje się czymś innym, aż sprawa się wyjaśni.

    Nic nie tłumacz, nie ingeruj, przytul, kiedy smutno, daj się wygadać i tyle. W sumie wcale nie musi być za wcześnie na stałe przyjaźnie, znam stałe przyjaźnie datujące się od podstawówki.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • 17.02.17, 16:39
    1) Nigdy bym nie zadzwoniła do mamy koleżanki. Moja córka jak się rozmyśla, niestety wyłącza telefon. Nie ingeruję, bo mnie to nie obchodzi.
    2) Na stałe nie na stałe. Niby ma ciągle jakąś BFF, ale (mamy ferie) przedwczoraj na miasto wyszła z X. Wczoraj z Y. A dziś z Z. A jutro będą X, Y i inne litery alfabetu włóczyły się po mieście, więc...
    3 ) Ja też raczej z wszystkimi trzymałam, bliżej lub dalej. Nie szukałam BFF wink I tylko znajomi są ważni w tym wieku. Nie rodzice, nie szkoła. wink
  • 17.02.17, 21:42
    " Moja córka jak się rozmyśla, niestety wyłącza telefon. Nie ingeruję, bo mnie to nie obchodzi." To może pora żeby zaczęło cię obchodzić, pora na naukę, że takie zachowanie jest niegrzeczne.

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • 19.02.17, 10:10
    wioskowy jesteś głupek.
    to oczywiste, że jak się nie chcesz z kimś kontaktować to nie odbierasz od niego telefonu.
    sama robię dokładnie tak samo.
  • 17.02.17, 22:27
    Corka lat 12 nie odwołuje spotkania w cywilizowany sposób ( np. SMS ) jak się rozmysla, tylko wyłącza telefon a mamusia o tym wie i ma to w odwloku... no super...
  • 17.02.17, 22:31
    A szkoda, bo kultura osobista i słowność dziecka powinny Cię obchodzić.
    Dzisiaj 12-letnia Marysia wyłącza telefon, bo zlewa koleżankę, za 10 lat Maria wyłączy telefon, bo będzie zlewać szefa, który będzie wydzwaniał, dlaczego nie przyszła do pracy tongue_out.
  • 17.02.17, 22:53
    Dokładnie, a w tzw międzyczasie Marysia się na swoim zachowaniu przejedzie, w liceum koleżanki nie odpuszcza takich akcji. A Marysia nie będzie wiedziała czemu się czepiają, bo przecież zawsze tak robiła.
  • 17.02.17, 17:25
    Oczywiście, że dzwonię do mam koleżanek.
    Więcej - najbliższe psiapsółki mojej córki mają MÓJ telefon i zdarza się im dzwonić do mnie.

    Bo telefon dzieci najczęściej jest wyciszony, zostawiony w plecaku, lub rozładowany.
    I tak - służy do smsów. Lub mesangera u syna.

    Przyjaciółki są najważniejsze.
    "Wiesz mamo, nawet lubię chodzić do szkoły, jakbym nie chodziła to by było strasznie nudno, bo bym się nie mogła spotykać z koleżankami".
    Ma jedna główna, kilka ulubionych, takie co nie lubi i takie, co są jej obojętne. Ma tez takie, które by się z nią chciały bliżej przyjaźnić, a ona nie chce. Jest zapraszana na większość urodzin, sama zaprasza prawie wszystkich, wszyscy przychodzą.

    Serio sądzisz, ze dla 12 latki ważni są nauczyciele i lekcje?? Znaczy - jak już omówi, co u koleżanek, to czasem coś wspomni o nauczycielach :p

    Zawsze mogą do niej dzieci przychodzić - i analogicznie wolno jej chodzić. Rodzice często mają z tym problem, nie puszczają (bo coś..), nie lubią zapraszać. Koleżanki wprost mówią do mnie, że zazdroszczą mojej córce, bo zawsze może iść i do tego ma brata, co jej nie bije wink

    Jak sobie narobią tostów, to siadam z nimi w kuchni i słucham, co opowiadają. To fascynujące przeżycie smile

    Ma też koleżanki z zajęć dodatkowych, zwykle przywozi jakieś telefony z obozów, ale te znajomości raczej się urywają.


    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • 17.02.17, 19:10
    Moja ma kolezanki w klasie, a nie przyjaciolki, bo jak sama mowi to sciema.Gada z kazdym, jednych woli bardziej innych mniej, ale nikim nie gardzi.
    Co do przyjazni, czasem przychodzi ze szkoly i opowiada-wiesz mamo a i b to niby przyjaciolki, a kloca sie ze soba, nie chca razem siedziec itp.

    Im mniej deklaracji przyjazni, tym mniej rozczarowan smile

    Przez kilka lat obserwowalam piekna zdawaloby sie przyjazn dziewczynek od klasy 3 do 6, papuzki nierozlaczne, wszedzie razem i tylko one dwie, z nikim innym sie nie zadawaly.Niektorzy sie tym zachwycali, ja bylam sceptyczna.Na wyjazdach klasowych rozmawialy ew. z chlopcami, inne dziewczyny ich nie interesowaly.Az poszly do gimnazjum, innego niz reszta i stal sie dramat, Jedna bardziej rozrywkowa znalazla sobie inne towarzystwo,ma chlopaka; druga zostala na lodzie.W szkole ma kolezanki, ale juz w swojej wsi nie, kiedys ona "gardzila" innymi, teraz one maja ja w odwloku.

    --
    "Może była żona ma podobne poglądy i widząc, że stara się zrobić coś dobrego dla kraju na jakiś czas odpuściła temat?"

    Nie wierze, ze to mogla napisac mama

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.