Dodaj do ulubionych

Parkingowe s-v:)

03.03.17, 12:24
Wątek lajtowysmile

Jaka wg Was jest minimalna odległość, którą powinno się zachować pomiędzy dwoma zaparkowanymi prostopadle samochodami? A maksymalna odległość?

Do takiej refleksji zmusiła mnie poranna sytuacja: jadę z córką na zajęcia, jadę wzdłuż zaparkowanych prostopadle do jezdni samochodów. Na końcu rzędu samochodów widać kilka wolnych miejsc. Przede mną jedzie jeszcze jedno auto, które też parkuje. Parkuję za tym autem, obok mnie zostaje jeszcze trochę miejsca i dalej stoi kolejne auto (i parking się kończy). Widzę, że po lewej tego miejsca niewiele, ale może jakieś mniejsze auto się wciśnie - więc wycofuję i jeszcze bardziej przytulam się do auta z prawej. Z niego właśnie wysiada kobitka - i wyskakuje do mnie z pretensją, że "ledwo drzwi mogła otworzyć" (no, szeroko ich otworzyć by się w tym układzie nie dało, ale spokojnie wysiadła - tym bardziej, że ani nie musiała wyciągać dziecka, ani nie była większych gabarytów). To tłumaczę spokojnie, że zaparkowałam jak zaparkowałam, żeby jeszcze ktoś mógł się tu zmieścić - bo miejsc mało. A poza tym odjeżdżam za godzinę, więc sobie spokojnie wsiądzie.

Jak wychodziłam, to widziałam, że jakiś samochód próbował wjechać na to zostawione przeze mnie miejsce - ale zrezygnował (duży suv). Jak wróciłyśmy do auta po zajęciach, to na wolnym miejscu stało jakieś mniejsze auto - przy czym odległość od niego do moich drzwi była mniejsza, niż od mojego samochodu do drzwi tej zdenerwowanej pani. Udało mi się wejść, córka też wlazła (siedzi za miejscem kierowcy).

No ale z drugiej strony - może jednak jest jakaś odległość, która absolutnie jest już za mała? Bo z drugiej strony - niektórzy wyciągają z samochodu dzieci w nosidełkach albo sami mają większe gabaryty. Ile miejsca powinno się zostawiać? Minimalnie i maksymalnie - bo jednak samochody poparkowane metr od siebie też potrafią irytować, jeśli miejsc do parkowania jest mało.

--
trzecipasazer.wordpress.com/
Edytor zaawansowany
  • iwles 03.03.17, 12:30

    w trosce o siebie staram się parkować tak, zeby ktoś wsiadając/wysiadając nie porysował mojego samochodu.

    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • joanna_poz 03.03.17, 13:23
    stosuję dokładnie to samo kryteriumsmile
    tak zeby nie porysowali mojego.
  • ina_nova 03.03.17, 15:45
    Sąsiedzi z bloku obok również mają taką zasadę i robią absolutnie wszystko, aby z każdej strony auta zostawić po 1,5m wolnej przestrzeni, zabierając tym samy jedno całe miejsce parkingowe na otwieranie drzwi na całą ich szerokość.

    --
    „Każdy facet boi sie tego, że po ślubie dziewczyna zetnie włosy,
    przybierze na wadze i przestanie dawać mu dupy"
  • klerjeser 03.03.17, 12:32
    Odległość powinna umożliwiać bezproblemowe opuszczenie auta lub wejście do niego. Bez gimnastyki.

    Źle sformułowałas pytanie. Auta stojące obok siebie są zaparkowane równolegle, prostopadle jest wtedy kiedy jedno auto stoi z maską skierowana w kierunku boku drugiego auta.

    Usytuowanie względem ulicy jest tu drugorzedna sprawą.
  • agata_abbott 03.03.17, 12:35
    No właśnie, ale jak zmierzyć to "bezproblemowe" opuszczenie auta - w cm ? smile

    A co do sformułowania - napisałam, że prostopadle do jezdni, czyli równolegle do siebie. Nie widziałam parkingu, na którym samochody parkowane byłyby masowo prostopadle do siebie, a mimo wszystko mówi się o parkowaniu prostopadłym - czy się mylę? smile

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • issa-a 03.03.17, 17:34
    >co do sformułowania - napisałam, że prostopadle do jezdni, czyli równolegle do siebie. Nie widziałam parkingu, na którym samochody parkowane byłyby masowo prostopadle do siebie, a mimo wszystko mówi się o parkowaniu prostopadłym - czy się mylę? smile

    moim zdanie dosyć niejasno napisałaś, sama się przez chwile zastanawiałam, o co chodzi.
    Są parkingi np. mój podziemny czy przed centrami handlowymi, gdzie samochody mają wyznaczone miejsca raz tak, a raz siak. Wykorzystuje sie każde wolne miejsce, po prostu.
    Samochód parkujący w garażu, obok mnie, parkuje właśnie prostopadle do mojego samochodu.
    Jesli samochody parkują "prostopadle do jezdni" to zwykle jest to zatoka (nie znam innego przypadku) i wtedy raczej mówi się o zatoce a nie prostopadłym parkowaniu.
  • agata_abbott 03.03.17, 21:26
    No, to w takim razie była zatoka. Długa, na kilkadziesiąt samochodówwink

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • magic.marker 03.03.17, 21:55
    Agata, parkujesz przy Kinowej? suspicious tongue_out

    --
    Nie mam dzieci. Ale emama jest tak często linkowana na głównej, że podejrzewam inspirujące dyskusje albo totalną naparzankę. To postanowiłam zajrzeć.
  • agata_abbott 03.03.17, 23:37
    A nietongue_out smile

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • magic.marker 03.03.17, 23:40
    big_grin najdłuższa widziana przeze mnie zatoka parkingowa w mieście wink

    --
    Nie mam dzieci. Ale emama jest tak często linkowana na głównej, że podejrzewam inspirujące dyskusje albo totalną naparzankę. To postanowiłam zajrzeć.
  • mika_p 03.03.17, 12:38
    Dobrze sformułowała, tylko nietypowo smile manewr nazywa się parkowanie prostopadłe

    --
    Jeśli estry są pochodnymi węglowodorów, to czy węglowodory są całkami z estrów? (za bash.org)
  • magic.marker 03.03.17, 12:45
    Trudno ocenić ile kto potrzebuje minimalnie miejsca żeby wysiąść wink
    Jak parkuję to staram się ustawiać tak, żeby kierowca miał możliwość otwarcia drzwi chociaż do połowy. Na oko oczywiście.
    Mnie osobiście wystarczy tyle, żebym się choćby wyslizgnęła zza kierowicy. Radość z dostępnego miejsca przysłania mi trudy wink
    Chyba, że muszę kota wytaszczyć, wtedy szukam miejsca tak, żeby mi było wygodnie.

    --
    Nie mam dzieci. Ale emama jest tak często linkowana na głównej, że podejrzewam inspirujące dyskusje albo totalną naparzankę. To postanowiłam zajrzeć.
  • wiosennaburza1 03.03.17, 12:46
    jeśli da się swobodnie otworzyć drzwi i wyjść - samochód obok zaparkował prawidłowo. przykro mi, nie znoszę osób które parkują tuż obok mojego auta ; tak blisko że mam problem z wypięciem dziecka z fotelika. nie i jeszcze raz nie. mało miejsc parkingowych to nie powód aby ryzykować uszkodzenie cudzego auta.
    ps. nawet nie zliczę, ile razy mieliśmy wgniecione drzwi pod marketami przez te wszystkie lata. a ostatnio jakiś mondzioł na parkingu pod galerią handlową porysował mi lusterko. właśnie miał mało miejsca obok - ale się wcisnąłsad
  • agata_abbott 03.03.17, 13:21
    Hej, ale ja nie piszę o rysowaniu komuś drzwi czy lusterek. Można stanąć obok, blisko, a mimo to nikomu nic nie porysować.
    Sama mam dziecko, które wypinam/przypinam do fotelika i znam ten bólsmile Ale z drugiej strony - największa rzeźnia parkingowa, jaką przeżywam codziennie (dwa razy dziennie w zasadzie), ma miejsce koło przedszkola - wszyscy tam wysiadają z dziećmi, miejsc jest malutko, więc auta parkują na centymetry - inaczej się po prostu nie da. I jakby tam ktoś stanął na środku, zostawiając po metr odległości z każdej strony, to by było średnio fajne. A tyle mniej więcej trzeba zostawić, żeby swobodnie otworzyć drzwi.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • wiosennaburza1 03.03.17, 18:45
    nie, dla mnie ciasnota i malutko miejsca to nie jest wyższa konieczność. też bywam w takich miejscach, często parkuję dalej, na uliczce obok itp. mam wrażenie ( nie odnośnie Twoich wypowiedzi) że niektórzy ludzie mają wielki problem przejścia kilkuset metrów. wcisną się, zablokują kogoś - ale obcasików nie zedrą. wystarczy popatrzeć czasem przed centrami handlowymi. na dalszych literkach ( miejsca parkingowe) pusto a matołki parkują na drodze - byle bliżej wejścia. ble.
    a wracając do tematu: mieszkałam kiedyś w blokowisku, miejsc parkingowych dużo za mało - a mimo to nikt nikomu kuku nie robił. stawało się równo, w odległości od pojazdu obok, jak nie było miejsca to się szukało pod blokiem obok.
  • agata_abbott 03.03.17, 21:25
    No akurat z chodzeniem nie mam problem, ale są takie miejsca, że po prostu krążysz i krążysz i miejsca nie znajdziesz. Kiedyś np. pojechałam do laboratorium na Pragę (do słynnego "Felixa", co to próbki na pasożyty badasmile), i serio, krążyłam po blokowisku chyba przez 40 minut, w promieniu pewnie 1km od "celu" - i nie zaparkowałam. Ostatnio - próbowałam dojechać do lekarza (który terminy ma zajęte 4 miesiące wprzód) do Atrium - i też robiłam wielkie kółko wokół celu, pół godziny jeździłam i nie zaparkowałam - wizyta przepadła.

    W centrach handlowych mogę stanąć na samym końcu, nie robi mi różnicy. Natomiast tam nie rozumiem czegoś innego (bo miejsca są wymalowane, więc co najwyżej ktoś stanie na linii) - po jakiego grzyba ludzie potrafią stanąć na jakiejś wysepce/na miejscu dla niepełnosprawnych/dla miejscu dla ciężarnych/połową auta na drodze - skoro 100m dalej jest pełno wolnych miejsc?

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • turzyca 03.03.17, 22:16
    >Ostatnio - próbowałam dojechać do lekarza (który terminy ma zajęte 4 miesiące wprzód) do Atrium - i też robiłam wielkie kółko wokół celu, pół godziny jeździłam i nie zaparkowałam - wizyta przepadła.

    Musze sobie zapisac Twoj post i podsuwac ludziom, ktorzy sie dziwia, ze zrezygnowalam z samochodu, bo przeciez samochodem szybciej.
    Pod samo Atrium podjezdzaja i tramwaje i autobusy, jest naprawde swietnie skomunikowane. Laboratorium tez ma przystanek pod budynkiem.

    Przy czym nie mowie, ze wszyscy powinni zrezygnowac z samochodu, np. swietnie rozumiem, ze w Waszym wypadku przebodzcowanie w pelnym autobusie moze spowodowac powazne problemy u dziecka, ale to niedowierzanie, ze komunikacja miejska moze byc szybciej mimo ze czas przejazdu samochodem jest krotszy, czasem bywa dosc uciazliwe.

    --
    Dzenderowy potfur A.D. 1904
  • agata_abbott 03.03.17, 23:36
    Turzyca: z tym się zgadzam, zasadniczo do Centrum jeżdżę metrem/tramwajem/autobusem. Szczególnie, że szybciej, no i za parking się nie płacismile Ale tego dnia byłam w wyjątkowym niedoczasie - córka się wcześniej rozchorowała, udało mi się ustrzelić wizytę u pediatry (w placówce przy Przyokopowej), wcześniej miałam tą dawno umówioną wizytę u specjalisty - w Atrium. Nie było innej opcji, musiałyśmy pojechać obie, i to pojechać autem właśnie (gdybym była sama, mogłabym jeszcze skorzystać z Ubera, ale z dzieckiem "fotelikowym" to w ogóle nie ma sensu, bo na taksówkę z fotelikiem czeka się sto lat i płaci jak za prywatny helikopter co najmniejsmile). Nie mogłam zostawić samochodu bardzo daleko od lekarza, bo byśmy i tak nie zdążyły.
    A co do córki i komunikacji miejskiej - ona akurat uwielbiawink tyle, że przemieszczanie się z nią w ten sposób po mieście trwa bardzo długo (wszystko jest ciekawe, przemieszczamy się w losowo wybranych kierunkach i musimy robić masę postojówsmile)

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • sacea 03.03.17, 13:09
    byłam w 9-miesiącu, pod galerią zaparkowałam na miejscu dla kobiet w ciąży i z dziećmi (znaczek), od strony kierowcy ktoś zaparkował tak blisko, że nie byłam nawet w stanie podejść do drzwi (czyli wejść między samochody) - i to to było stanowczo za blisko

    poszłam do informacji z prośba o wywołanie kierowcy samochodu o nr .... pan przyszedł, przeprosił, powiedział, że zwyczajnie po ludzku nie pomyślał
  • vi_san 03.03.17, 13:19
    Odległość powinna być taka, żeby móc w miarę spokojnie otworzyć drzwi i wysiąść, oraz np. wypiąć dzieci z fotelika na tylnym siedzeniu, wyjąć stamtąd kota w transporterze itp. Czyli mimo niewielkiego parkingu NIE PARKUJEMY "drzwi w drzwi". Nie da się określić ściśle w centymetrach ile by to było.
    W twoim przypadku - ok, ty dałaś radę, córka tez jakoś tam się "wskrobała". A gdyby miała lat trzy i pół i jeszcze musiałabyś ją "wpiąć" w fotelik? Albo gdybyś akurat podjechała do lecznicy odebrać kota po operacji? Albo psa, dużego, którego takoż, w szelkach należy "wpiąć w "gniazdo" pasów bezpieczeństwa [mój owczarek niemiecki tak właśnie podróżował - na tylnej kanapie, w szelkach "zapiętych" jak pas bezpieczeństwa]? Co byś zrobiła? Wyjeżdżasz z dzieckiem "luzem" na ulicę i stajesz, blokując ruch, żeby dziecko/zwierzę wpiąć w pasy? Jedziesz do domu beztrosko mając w zadku, że dziecko/zwierzak nie zapięte? Czekasz, aż debil mniejszym autem łaskawie wróci, odjedzie i dopiero wówczas zapinasz dziecku/zwierzakowi pas i odjeżdżasz?
    Oczywiście, wyskakiwanie z pretensją - jest niegrzeczne i tyle. ale też nie wiemy na ile "wyskoczyła", a na ile po prostu zwróciła uwagę, że zaparkowałaś ryzykownie blisko? Być może właśnie ONA miała za godzinkę wrócić z małym dzieckiem lub zwierzakiem i z góry wyobraziła sobie ekwilibrystykę, jaką będzie zmuszona uprawiać przez twoją "uprzejmość"?
    Sama miałam taką sytuację - parking koło lecznicy weterynaryjnej, z której korzystaliśmy z naszym psem - zwykle chodziliśmy pieszo, ale tym razem od razu po szczepieniu pupila planowaliśmy wyjazd za miasto. Ok, zaparkowaliśmy, miejsc wolnych sporo [powiedzmy 4 - 5]. Weszliśmy do kliniki. Trochę to trwało, bo okres szczepienny, kilka zwierząt w kolejce... I kiedy wyszliśmy, właśnie okazało się, ze jakiś "uprzejmy" kretyn zaparkował tuż przy nas - oczywiście po to, żeby z drugiej strony zostawić więcej miejsca dla innych. No, ale stanął tak, że ja jakoś się wślizgnęłam za kierownicę, bom kurdupel, ale już mój mąż, słusznego wzrostu i słusznej postury - za Chiny Ludowe z Koreą na dodatek by nie dał rady! Szczęście też, że było to na parkingu - placyku, więc po prostu wtarabaniłam się za kierownicę, wyjechałam, zatrzymałam, dopiero wtedy wpuściliśmy do auta psa, wpięliśmy go w pasy, mąż usiadł za kierownica, ja obok i pojechaliśmy. Ale nader, nader ciepło myśleliśmy o "życzliwym" kretynie, który obok nas stanął...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • agata_abbott 03.03.17, 13:41
    Toteż pytam o cmsmile Bo dla mnie odległość, którą pani zostawiłam, była jednak dosyć spora - szczególnie, że parkowałam kiedy ona miała te drzwi otwarte, więc nie dałoby się podjechać bliżej.

    A córka ma właśnie prawie 4 lata, muszę ją przypinać. Udało mi się to zrobić w drodze powrotnej - pomimo mniejszej odległości.

    Moje filozoficzne rozważania na ten temat spowodowane są tym, że jednak pojęcie "w miarę spokojnie" jest względne - bo ja spokojnie sobie przy takiej odległości wsiądę, przypnę też dziecko, ale mam świadomość, że jakby była w nosidełku, albo gdyby stojący koło mnie samochód był w istocie samochodem osoby na wózku - no to już byłby problem. Ale nie każdy pakuje dziecko w nosidełku (stąd też np. pod centrami handlowymi miejsca "specjalne"). Zakładam więc, że jeżeli parkuję w takiej odległości, w jakiej są wymalowane miejsca w centrach handlowych (w sensie - w jakiej odległości tam stoją samochody, jeżeli każdy zaparkuje na środku), to zostawiam odpowiednią ilość miejsca - a jeśli ktoś się nie zmieści (bo "nosidełko"), no to jest to wypadek losowy - więc "przepraszam za kłopot, już się przesuwam". Dobrze kombinuję? smile

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • iwles 03.03.17, 13:46

    trzeba jeszcze zwrócić uwagę, czy otwierając drzwi nie zahaczy o nasze lusterko, bo wtedy szerokość otwieranych drzwi jest mniejsza i można uszkodzić lusterko. Czasami wystarczy przesunąć się (jak się da) kilka centymetrów do tyłu.

    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • vi_san 03.03.17, 14:00
    W pierwszym poście napisałaś nieprecyzyjnie, że dałaś rade wejść i córka też - toż córka mogłaby mieć np. lat osiem, albo wręcz piętnaście i sama ogarnąć zapięcie pasa...
    Podkreśliłam - nie twierdzę, że zaparkowałaś "źle" czy za blisko. Twierdzę tylko, że wielu kierowców "uprzejmie" zostawiających więcej miejsca kolejnym parkingowiczom - robi to kompletnie bez pomyślunku o już "zaparkowanych" - vide opisana przeze mnie sytuacja koło weterynarza. A co, gdybym była wówczas sama z psem? Powinnam go, zapewne przywiązać do jakiegoś drzewa, sama wyjechać, zatrzymać, zamknąć auto, podejść po psa, otworzyć auto itd..? A gdyby to nie był parking - placyk, a właśnie przy ulicy, do parkowania równolegle do innych aut a prostopadle [bądź na skos] względem jezdni? Co powinnam zrobić wówczas, z takim "uprzejmiaczkiem"? I jak powinnam wówczas rozwiązać sytuację? Bo miałabym problem "kozy, wilka i kapusty"... Duży pies, niemożność zajęcia miejsca w samochodzie i ulica za zderzakiem... Ja bym zapewne [w przypadku psa] zwierzę wpuściła na tylne siedzenie [pies był super spokojny, lubiący jazdę, więc na bank po prostu by się położył i z zadowoleniem czekał na przejażdżkę], odjechała i poszukała miejsca, gdzie można stanąć i spokojnie "uporządkować" sytuację z pasami. ale w przypadku dziecka? Zwłaszcza małego, któremu czort wie co do główki strzeli?
    Jeśli są wymalowane miejsca i stajesz mniej więcej na środku - to zostawiasz w miarę prawidłową odległość od aut podobnie zaparkowanych z obu stron = parkujesz prawidłowo.
    A co ma zrobić taka matka z nosidełkiem i niemowlakiem, która przyszła do swojego auta w pięć minut po twoim odejściu i nie może wsiąść, bo ty wrócisz za godzinę/półtorej/dwie, po zajęciach/zakupach/co tam sobie zaplanowałaś? Powinna czekać, bo "wypadek losowy"? Z furią na siłę otworzyć swoje drzwi obijając twoje auto i mamrocząc pod nosem inwektywy pod adresem bezmyślnej idiotki/bezmyślnego idioty? Co byś jej poradziła?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • agata_abbott 03.03.17, 14:34
    No ale chodzi mi o to, że nie jestem w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji - w miejscu, gdzie jest mało miejsca nie da się stawać tak, żeby wszyscy mogli jak najszerzej otworzyć drzwi, a nie jestem też jasnowidzem, żeby wiedzieć, kto stoi koło mnie i czy akurat nie będzie miał problemu. "Wypadek losowy" - to dla mnie taka sytuacja, w której obie osoby zrobiły coś teoretycznie prawidłowo, ale jednak jedna strona ma w takiej sytuacji problem - wtedy ja jako ten, który stanął bliżej, usłużnie się usuwam i przepraszam za zamieszanie (tudzież, jak w sytuacji Sacei - przybiegam wezwana przez obsługę - i przepraszam), ale też nie czuję się jednak winna zamieszania - i nie spodziewam się w takiej sytuacji żadnych wyzwisk/porysowanego samochodu/wyrzutów. Ot - tak bywa.


    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • vi_san 03.03.17, 14:45
    No i fajnie, tylko ja zadałam ci KONKRETNE pytanie. Co powinna zrobić matka z niemowlakiem w nosidełku w sytuacji: parking przy ulicy, samochody parkują równolegle do siebie a prostopadle[lub skośnie] do ulicy, kiedy z uprzejmości dla potencjalnego kolejnego parkingowicza zaparkowałaś tak, że ona nie może bezpiecznie ulokować swojego dziecka w swoim aucie i odjechać? Na parkingu ulicznym, więc wezwanie przez "obsługę" do przestawienia w grę nie wchodzi. A rzeczona matka nie wie czy poszłaś na moment odebrać swoje dziecko z pobliskiego przedszkola, czy siedzisz u również pobliskiego fryzjera na trwałej i farbowaniu. Co byś w takiej sytuacji poradziła?
    Podkreślam - parkując na środku "wyznaczonego miejsca" - parkujesz prawidłowo i zostawiasz dość miejsca sąsiadom. Jeśli parkujesz "przy linii", żeby zostawić miejsce, bo jeszcze ktoś "się wciśnie" - już nie parkujesz prawidłowo i nie zostawiasz dość miejsca.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • agata_abbott 03.03.17, 15:35
    A ja Ci zadaję pytanie - czy matka z dzieckiem w nosidełku jest w stanie je wsadzić do samochodu, jeśli miejsca są wymalowane, a wszystkiei samochody stoją prawidłowo? Bo z mojego doświadczenia wynika, że nie.

    Co ja w takiej sytuacji robiłam - matką z dzieckiem w nosidełku będąc - starałam się wybierać takie miejsce, żeby przynajmniej z jednej strony mieć tego miejsca więcej - czyli pierwsze/ostatnie na parkingu, albo takie koło jakiegoś drzewa (na parkingu w stylu: trzy miejsca - drzewo - trzy miejsca), albo koło słupa (to na parkingach w ch). Nie pamiętam, żebym miała ze wsadzeniem dziecka problem. Jak jeździliśmy w trójkę, to byliśmy bardziej "elastyczni" - zawsze jedno się wcisnęło i wyjechało, a drugie poczekało z dzieckiem.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • babcia.stefa 03.03.17, 15:40
    No właśnie - jak się staje idealnie na środku standardowego miejsca parkingowego, to w większości przypadków nie da się swobodnie otworzyć drzwi na oścież. A zostawienie miejsca niesymetrycznie spowoduje, że z drugiej strony ktoś już w ogóle nie wsiądzie/nie wysiądzie.
  • vi_san 03.03.17, 15:55
    Nie chodzi wszak o otwieranie drzwi "na oścież". Chodzi o pozostawienie wystarczającej ilości miejsca, żeby dało się np. umieścić na tylnym siedzeniu nosidełko z dzieckiem i zapiąć pas - do tego nie potrzeba otwierać drzwi na całą szerokość za zwyczaj. I przy autach zaparkowanych poprawnie, centralnie na wyznaczonym miejscu - zwykle nie ma problemu. Problemy się zaczynają właśnie, gdy ktoś parkuje skośnie [pomimo namalowanych linii], albo przy skraju wyznaczonego miejsca itp.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • vi_san 03.03.17, 15:51
    Oczywiście, że na logikę starasz się wybierać takie miejsca gdzie trochę więcej tego miejsca jest. Ale nie zawsze się da.
    I zaskoczę cię - owszem, jeśli samochody są zaparkowane prawidłowo - w większości przypadków bez specjalnej ekwilibrystyki da się wsiąść, nawet z dziecięcym nosidełkiem. Może nie "swobodnie i na luzie" - ale się da. Natomiast taka uprzejma pańcia, bądź paniuś [bo to nie od płci zależne], które parkuje tuż przy drzwiach, żeby zostawić więcej miejsca, bo może na parkingu zaprojektowanym dla trzech aut [wymalowane miejsca] da się wcisnąć czwarte - kompletnie to uniemożliwia.
    I ponawiam pytanie - co byś poradziła matce niemowlaka w nosidełku w opisanej sytuacji, kiedy "uprzejmie" zostawiłaś komuś więcej miejsca, jej uniemożliwiając odjazd? Podkreślam - mowa o sytuacji, w której gdybyś zaparkowała na środku zaplanowanego miejsca - kobieta dałaby radę zapakować malucha i mogłaby odjechać, a przez twoją "uprzejmość"... Właśnie: co powinna? Czekać do miłego czort wie kiedy, aż ci się zachce wrócić? Wezwać straż miejską z laweta i cie odholować - skoro nie umiesz parkować? Poprosić przechodzących akurat obok kiboli, żeby twoje auto ci "przeparkowali"? Proszę o KONKRETNĄ odpowiedź!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • agata_abbott 03.03.17, 21:19
    Vi_san: trochę dorabiasz teorię do mojego zachowania - nigdzie nie napisałam, że staram się zmieścić więcej samochodów tam, gdzie są wymalowane linie. Ale - pytam, ile tego miejsca - w cm - powinno być zostawione, żeby wszyscy się pomieścili, w miejscu, gdzie linii nie ma (a w takim parkowałam dzisiaj). Wiem, że zostawiłam tyle miejsca, że da się wsiąść i wysiąść, ale nie da się otworzyć drzwi na oścież. Nie piszę o chamskim zachowaniu, kiedy samochód stawiany jest tak, że nie da się przecisnąć.

    A skoro tak dopytujesz (napastliwiesmile), to odpowiem: jeśli ja mogę wsiąść, ale dziecka w nosidełku już nie upchnę, to zostawiam dziecko na chodniku przed autem (i utrzymuję kontakt wzrokowy), wsiadam, cofam kawałek, żeby odsłonić któreś z drzwi. Wysiadam, montuję dziecko, wsiadam, wyjeżdżam. Nie trwa to kwadransa, nawet, jeżeli ulica jest wąska, ja tarasuję przejazd i ktoś czeka, no to "wypadek losowy" - uprzejmie przepraszam za niedogodności, ale też nie czuję się jakoś specjalnie winna zatarasowania połowy ulicy.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • vi_san 03.03.17, 21:55
    Nie jestem napastliwa, po prostu usiłuję uzyskać odpowiedź - logiczną, konkretną i na temat.
    W pierwszym poście odpisałam ci wyraźnie, że nie sprawdzałam z centymetrem krawieckim ile to jest "odpowiednio", ale tyle, żeby dało się nie tylko "normalnie" wsiąść - bez przeciskania między autami, ale i właśnie umieścić z tyłu nosidełko z dzieckiem czy transporter z kotem.
    Acha. Czyli nosidełko z niemowlakiem zostawiasz na chodniku, na który nasza wszechkulturalna młódź pluje, pieski i kotki załatwiają co popadnie, narażając je na to, że ewentualny rowerzysta, który ma w zadku dorosłych i widocznych pieszych ci dziecko stratuje [tak, tacy rowerzyści to nie pojedyncze przypadki!], sama wycofujesz auto, że jego kuper blokuje ulicę, wysiadasz [podkreślę, wciąż blokując przejazd ulicą], idziesz po dziecko, mając nadzieję, że w między czasie nikt nie zadzwonił po gliny, że matka z pierzem zamiast mózgu porzuciła dziecko, montujesz je w aucie, a ci co chcą jechać? A furda z nimi, ty wiesz lepiej... Nie życzyłabym ci, w takich okolicznościach, zupełnie serio - żeby zad twojego auta zablokował np. karetkę na sygnale... A za to jak najbardziej, żeby policjantów na służbie - jakbyś z wyjścia wróciła o kilka stówek mandatu lżejsza, to może byś zaczęła myśleć nie tylko o sobie?
    I podkreślę, bo najwyraźniej czytanie ze zrozumieniem idzie ci kiepsko - pisałam już, że NIGDZIE NIE TWIERDZIŁAM, że zaparkowałaś źle czy w sposób uniemożliwiający pani cokolwiek! A żeby umieścić na tylnym siedzeniu nosidełko z dzieckiem - wcale nie potrzeba otwierać drzwi na całą szerokość - taka prawda. Skoro zostawiłaś dość miejsca, by mogła nie wycierając twojego samochodu swoim płaszczem dostać się do swojego - to i nie ma o czym mówić - bo zaparkowałaś prawidłowo.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • memphis90 03.03.17, 22:29
    Ale problemy wymyślasz -tak, tak, dziecko porzucone na chodniku, policja wezwana do porzucenia, blokowanie karetki i jeszcze wypadek drogowy... Najlepiej, żeby obok samochodu były 2 miejsca parkingowe wolne uncertain

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • vi_san 03.03.17, 23:22
    Serio, przyszło by ci do głowy zostawić na chodniku niemowlę w nosidełku, a samej pójść sobie przestawiać auto? Agata sama powiedziała, że wyjeżdża kuprem swego auta na pół jezdni = blokuje ruch na tejże. A jezdnie mają to do siebie, że jeżdżą nimi różne pojazdy, w tym i uprzywilejowane. I pozostaje tylko mieć nadzieję, że to by była karetka a nie konwój pani premier czy ministra... tongue_out O wypadku nie pisałam nic, ale owszem, wyjeżdżając sobie na pół jezdni, po czym spokojnie zostawiając tak auto, przenosząc dziecko, itd - Agata STWARZA zagrożenie wypadkowe. Nie muszą być dwa miejsca wolne - wystarczy stawać tak, by kierowca sąsiedniego auta mógł bez fatygi i ekwilibrystyki zająć miejsce w swoim aucie [wraz z pasażerami] i odjechać dokąd chce.
    I, owszem, gdybym zobaczyła takie jak Agata opisała postępowanie jakiejś kobiety co najmniej oceniłabym ją jako ciężko upośledzoną, a nie wykluczone, że zawiadomiłabym policję - bo cholera wie co jeszcze "mądrego" może zrobić osoba, która przepisy ruchu drogowego zna w stopniu uwłaczającym jej egzaminatorom...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • agata_abbott 03.03.17, 23:29
    Wymyślasz problemysmile

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • turzyca 03.03.17, 22:30
    Alternatywa jest taka, ze wkladasz nosidelko z opuszczonym palakiem do samochodu niejako nogami do przodu, to jest najmniejszy wymiar, jaki ono ma, i wystarczy Ci szczelina, wsiadasz z dzieckiem do samochodu, ustawiasz nosidelko twarza do przodu, wkladasz dziecko i albo przejezdzasz tych 20 cm, zeby otworzyc szerzej drzwi, albo przypinasz dziecko kleczac na fotelu kierowcy. Jesli nie jestes w wysokiej ciazy, to dajesz rade.

    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • vi_san 03.03.17, 23:27
    I to jest rozwiązanie w miarę bezpieczne i logiczne. Acz sądzę, że przekładając nosidełko, dziecko i zapinając pasy klęcząc na fotelu kierowcy nader ciepło i życzliwie myślisz o tym, kto przyblokował ci drzwiczki, żeby "może ktoś jeszcze małym autkiem się zmieścił"... Bo ja bym na pewno bardzo ciepło i barwnie... big_grin

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • agata_abbott 03.03.17, 23:25
    1. Nie kładę dziecka twarzą na chodniku, ale siedzi w nosidełku. Dzieciaka w nosidełku imho dużo łatwiej gdziekolwiek na moment zostawić - w przeciwieństwie do dwulatka na przykład.
    2. Dziecko stawiam w takim miejscu, żeby nikt na nie nie wlazł/wjechał przypadkowo.
    3. Cofnięcie zajmuje mi może 15 sekund.
    4. Zapakowanie dziecka i przypięcie - ze dwie minuty?
    5. Wątpię, żeby w tym czasie ktoś zdążył zawołać policję - a nawet jeśli, to wątpię, żeby zdążyła przyjechać. Jeśli przyjedzie zanim odjadę - będę autentycznie pod wrażeniem.
    6. Zdarzało mi się blokować na chwilę przejazd - np. wyjeżdżając z miejsca parkingowego - i nie wiem, jakoś nikt w tym czasie nie zaczynał się pieklić. A jakbym jeszcze pomachała komuś dzieckiem z nosidełkiem - to już w ogóle. Nie wiem, może ludzie są sobie życzliwsi i bardziej tolerancyjni w miejscach, gdzie się trudno parkuje? wink

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • iwles 03.03.17, 22:53
    No oki, jesli naprawde pytasz o cm, to wg mnie powinno byc minimum 70 cm.

    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • premeda 03.03.17, 15:13
    No ale przecież statystyczna ematka musi jeździć suvem (a dzieciata to już obowiązkowo) bo bezpieczniej. A później płacz, że miejsca parkingowe za małe. Coś za coś, albo małe miejskie autko, albo ekwilibrystyka przy wysiadaniu.

    --
    Dolny Śląsk dobrowolnie odda się pod zabór, najlepiej niemiecki.
  • magic.marker 03.03.17, 18:47
    Albo samochód z przesuwanymi drzwiami.
    Genialny wynalazek wink

    --
    Nie mam dzieci. Ale emama jest tak często linkowana na głównej, że podejrzewam inspirujące dyskusje albo totalną naparzankę. To postanowiłam zajrzeć.
  • memphis90 03.03.17, 22:27
    >a bym zapewne [w przypadku psa] zwierzę wpuściła na tylne siedzenie [pies był super spokojny, lubiący jazdę, więc na >bank po prostu by się położył i z zadowoleniem czekał na przejażdżkę], odjechała i poszukała miejsca, gdzie można stanąć i >spokojnie "uporządkować" sytuację z pasami. ale w przypadku dziecka? Zwłaszcza małego, któremu czort wie co do >główki >strzeli?
    Ale wymyślasz uncertain Jak nie masz miejsca, to wychylasz się między siedzeniami (siedząc na fotelu kierowcy) i zapinasz psa/dziecko/kogokolwiek na siedzeniu tylnym.

    >Jeśli są wymalowane miejsca i stajesz mniej więcej na środku - to zostawiasz w miarę prawidłową odległość od aut >podobnie zaparkowanych z obu stron = parkujesz prawidłowo.
    Otóż to. Natomiast przy takim właśnie ustawieniu z reguły nie wsadzisz fotelika i nie wepniesz wielkiego psa, bo w miastach miejsca parkingowe są wąskie.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • agata_abbott 03.03.17, 23:28
    > Otóż to. Natomiast przy takim właśnie ustawieniu z reguły nie wsadzisz fotelika i nie wepniesz wielkiego psa, bo w miastach miejsca parkingowe są wąskie.

    O właśnie! Jak parkowałam w CH i byłam z nosidełkiem, to nigdy nie udało mi się go wstawić z tej strony, z której stało inne auto - nawet, jeśli oba były dobrze zaparkowane. Stąd też się wzięły specjalne miejsca parkingowe dla "matek z dziećmi" (bo zakładam jednak, że nie dlatego, że kobieta zasadniczo potrzebuje więcej miejsca, bo nie umie parkować:/).

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 1matka-polka 03.03.17, 13:30
    Minimalna odległość, to jest taka, że osoba średniej tuszy da radę wsiąść do swojego samochodu przynajmniej z jednej strony. Miejsca w mieście mało, trzeba się ścieśniać. Samochód traktuję użytkowo, i mam w nosie jakieś wgniecenia i zadrapania. Planuję kupić sobie samochód typu citroen kaktus, szkoda, że taki mały wybór na rynku.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?
    Fryderyk Nietzsche
  • 1matka-polka 03.03.17, 13:32
    https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/_KVktkpTURBXy9lYzdkMWZlOTU0YzZiNGQ5YzM2NjY1NmVhNjk1ZWJhYy5qcGeSlQLNAmwAwsOVAgDNAljCww
    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?
    Fryderyk Nietzsche
  • agata_abbott 03.03.17, 13:44
    Nie, nie! W moim osobistym rankingu jest to jeden z najbrzydszych samochodów. Jeśli nie najbrzydszysmile Zawsze jak go zobaczę, to się zastanawiam, dlaczego ktoś coś takiego kupił. Te boki wyglądają, jakby ktoś je obił taką pikowaną narzutą....smile

    A samochód traktuję bardzo podobnie (chociaż nigdy nie zarysowałamsmile). Inna sprawa, że dopiero niedawno załapałam, po co samochody mają takie plastikowe listwy wzdłuż bokówwink

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 1matka-polka 03.03.17, 13:49
    Mnie się bardzo podoba ta guma na około.
    Ja swojego samochodu też nie rysuję, to inni mi rysują. Na parkingach w galeriach handlowych, to notoryczne. Nie umieją się zmieścić w te wąskie miejsca parkingowe, bidulki.

    --
    Religia powstała, gdy pierwszy oszust spotkał pierwszego głupca.
    Mark Twain
  • agata_abbott 03.03.17, 14:26
    wink

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • jesienna.nuta 03.03.17, 13:48
    Do furii doprowadzają mnie auta parkujące zbyt blisko mnie, tak, że muszę się przeciskać, a najlepiej, jakbym wsiadała przez bagażnik. Mój mąż ma prawie 2 m wzrostu i też musi mieć szansę na swobodne otwarcie drzwi.

    --
    http://emots.yetihehe.com/1/kotek.gif
  • 1matka-polka 03.03.17, 13:49
    Zawsze może wsiąść tylko kierowca, wyjechać i dopiero wpuścić pasażera.

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?
    Fryderyk Nietzsche
  • iwles 03.03.17, 13:54

    niby tak, ale jeśli wyjechanie z miejsca parkingowego jest jednocześnie wjechaniem bezpośrednio na ulicę, w dodatku ruchliwą, to zatrzymanie się, żeby wsiedli pozostali pasażerowie (i jeszcze załadowali torby z zakupami) spowoduje wstrzymanie całego ruchu.

    Nie mówiąc o tym, że jest to np. jeden rodzic z małym dzieckiem, które musi zapiąć w foteliku, wtedy się nie da zostawić dziecka, wyjechać, i wrócić po dziecko wink


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • 1matka-polka 03.03.17, 13:57
    Życie wink

    --
    Religia powstała, gdy pierwszy oszust spotkał pierwszego głupca.
    Mark Twain
  • skarolina 03.03.17, 13:55
    No właśnie, jeśli widzę, że między dwoma samochodami zaparkowanymi w tą samą stronę jest nie za dużo miejsca, to parkuję odwrotnie (tyłem, jeśli oni wjechali przodem, albo przodem, jeśli oni wjechali tyłem) i wtedy staję bardzo blisko tego samochodu, z którym sąsiaduję drzwiami pasażera. Staram się tylko sprawdzić, czy tam czasem nie ma fotelika, bo wtedy faktycznie przerąbane, dziecka nie zostawi się samego na parkingu, żeby wsiadło po wyjechaniu z ciasnego miejsca.

    --
    "To jest tylko smutne miasteczko, ono sobie kiedyś pojedzie" - W.Młynarski
  • mozambique 03.03.17, 14:21
    miejsce na otwarcie drzwi

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • premeda 03.03.17, 14:57
    W sumie zostawiam miejsce tak, żeby ktoś mógł wysiąść ale nie na tyle, żeby można było szeroko drzwi otworzyć. Tak samo są wyznaczane linie na parkingach, owszem samochód się zmieści, wysiąść się da ale bez rozmachu.

    --
    Dolny Śląsk dobrowolnie odda się pod zabór, najlepiej niemiecki.
  • jatojagodnik 03.03.17, 15:04
    ostatnio na parkingu pewien postronny pan zwrócił mi uwagę, e zaparkowałam za blisko stojącego wcześniej samochodu. Ale na parkingu były bardo wyraźnie narysowane linie pomiędzy miejscami postojowymi i ja stanęłam na środku swojego, a ten inny samochód stał poza wyznaczoną linią. Więc olałam problem. Niech się gimnastykuje skoro krzywo zaparkował.
  • issa-a 03.03.17, 17:24
    nigdy nie staję na wcisk, wolę pojechać nawet 100m dalej i zaparkować tak, żeby nie porysowali mojego samochodu. Nawet czasem specjalnie staję dalej tak, żeby nikt na wcisk koło mnie nie zaparkował, jesli przypadek podobny do twpjego.
    Już mam porysowane drzwi, nawet jedno małe wgniecenie od obcych drzwi. No i raz mi zaprzyjaźniony mechanik klajstrował wielka białę rysę, której sama sobie absolutnie nie zrobiłam.
    Od tej pory jestem egoistką.
    W rysowaniu innych samochodów szczególnie lubują się się kierowcy samochodow służbowych, im wisi bo to "i tak nie ich".
    A poza tym może kobieta mogła wysiąść na wcisa ale nie pomyslałaś, że może będzie wracała z zakupami i juz wsiąść będzie jej trudno?
    Też nie lubię takkich kierowców jak ty.
  • agata_abbott 03.03.17, 21:31
    Ale tam nie było żadnych sklepów - parkowała pod strzeżonym osiedlem, na którym jest kilka punktów usługowych/biur (ale nie sklepów). Ja po godzinie do samochodu wróciłam i odjechałam - i udało mi się wpakować do fotelika dziecko, mimo, że miałam zostawione z drugiej strony mniej miejsca niż ta pani. Więc pani spokojnie wsiadłaby do samochodu, nawet, jeśli mój ciągle by tam stał (poza tym, napisałam, że jak parkowałam, to ona miała drzwi otwarte). Więc pytanie, ile to jest "za blisko" - bo dla pani to najwyraźniej było wtedy, kiedy nie mogła drzwi otworzyć na oścież.

    I to naprawdę nie byłaby kwestia 100 m tylko raczej 1km. Z czterolatką. I w ogóle w wielu miejscach, w których parkuję, to jest właśnie bardziej kwestia 1km niż 100m.

    I nigdy nikomu nie porysowałam samochodu. Swojego też nie. Magiasmile

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • issa-a 03.03.17, 23:41
    >ale tam nie było żadnych sklepów - parkowała pod strzeżonym osiedlem, na którym jest kilka punktów usługowych/biur

    a jakie to ma znaczenie? pani równie dobrze, mogła wynieść coś gabarytowego z punktu usługowego, mogła zabierać dużą pakę z mieszkania na osiedlu strzeżonym.
    Mozliwe, że pani nie miała racji. Ale faktem jest, że sama przyznajesz, iz specjalnie zaparkaowałaś tak, żeby zostawić wązskie miejsce z drugiej strony. Miejsce na tyle wąskie, że tylko mały samochód wszedł tam na ścisk. To sa twoje słowa.

    >I nigdy nikomu nie porysowałam samochodu. Swojego też nie. Magiasmile

    wierzę. Ale jednak wiele osób nie zawraca sobie głowy takimi duperalami bo mają szrot albo samochód służbowy i im wszystko jedno. A ty na twarzy (szybie) nie masz napisane "otwieram drzwi ostrożnie i nikomu jego samochodu nie uszkodzę".
  • jak_matrioszka 03.03.17, 22:07
    Trzeba bylo zaparkowac blizej auta z lewej, na tyle blisko, zebys dala rade otworzyc drzwi i wysiasc. Pani z prawej by sie Ciebie nie czepiala, Ty bys miala dylemat z glowy, same zyski.
  • memphis90 03.03.17, 22:37
    Ja staję tak, żeby się zmieścić w namalowanych liniach. Jak komuś jest za ciasno, to niech gania na skargę do urzędu miasta, że za wąskie miejca postojowe wyznaczają. Do szału doprowadzają mnie ci, którzy MUSZĄ zatarasowac skosem trzy miejsca, bo jedno im za mało - dodam, że tam, gdzie parkuję, miejsca postojowe są towarem wybitnie deficytowym.

    Raz, przyznaję, raz się złośliwie wcisnęłam tuż obok samochodu obok. Tak, że kierowca musiał wsiadać zapewne drzwiami pasażera. Cóż, JA się w moje linie zmieściłam, pośrodku stałam. Innych wolnych miejsc już nie było. Tamto auto zahaczało o 3 miejca parkingowe. Po powrocie znalazłam karteczkę za wycieraczką "proszę nie parkować tak blisko, bo nie można wsiąść". Żałowałam, że nie mogę odwdzięczyć się liścikiem "to proszę nauczyć się parkować na jednym miejscu postojowym"...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • danaide 03.03.17, 23:55
    To ja się wykażę brakiem s-v. Mieszkam w centrum Wawy, miejsc często brak. Zaparkuję wszędzie gdzie się da. Porysowana nie jestem chyba tylko od spodu więc mam idealnie niestresującą mnie sytuację - czyli wyskakane na obicia. Staram się, by wszyscy mogli wejść i wyjść, choć niewykluczone, że czasem na wcisk. Natomiast pasjami wkurzają mnie ludzie, którzy parkują na dwóch miejscach parkingowych. I potrafię zastawić na 10 cm drzwi kierowcy, który od strony pasażera zostawi sobie solidną przestrzeń. Przyda mu się ta przestrzeń, gdy będzie wracał i wsiadał.

    Sytuację podobną do Twojej kiedyś miałam, musiałam zaparkować, chodziłam wtedy o kulach. Wjechałam w miejsce zostawiając mało miejsca dla wychodzących (i dla mnie też, ale miejsce było). Zaatakowała mnie stojąca obok kobita (stojąca nieco z rozmachem). W samochodzie były jej dzieci i matka, którą najbardziej dotykało moje parkowanie, a która pochodziła do całej sytuacji bardzo koncyliacyjnie. Ewidentnie jakiejś matce coś się musiało ulać, więc lała aż miło. Oberwał od niej nawet samozwańczy parkingowy, który trzymał moją stronę. Na szczęście pojawiła się elegancka babka z beemką czy inną limuzynką i powiedziała mi, że zaraz wyjeżdża i będę mogła zaparkować na jej miejscu.
    Czyli - dzień jak co dzień w Wawie;P

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka