Dodaj do ulubionych

Pierwszy samochód

10.03.17, 13:06
Zdałamsmile) łatwo nie było, wynik pozytywny okupiony potem gigantyczną migreną, ale za kilka dni plastikowa przepustka do wolności będzie gotowa do odebrania. Egzaminator na do widzenia powiedział mi, żebym koniecznie jeździła, bo jeżdżę ( jak na osobę bez doświadczenia) bardzo fajnie. W domu samochód jest ale nie ukrywam, że boję się nim jeździć, bo raz, że to służbowy męża, dwa, sporych gabarytów ( na jazdach doszkalających jeździłam HundaiemI20), trzy - prawie nowy ( 9 mies), raczej z droższych ( jak na polskie warunki, rzecz jasnasmile co dla młodego kierowcy niekoniecznie jest plusem.
Zaczęlismy się zastanawiać nad kupnem czegoś dla mnie i tu pojawiają się pierwsze schody - co wybrać? Nie ukrywam, że finansowo raczej nie jesteśmy na obecną chwilę w stanie kupic nowego/prawie nowego. No dobra, aby obyć się bez kredytu to możemy nabyć cos do max 10.000, więc delikatnie mówiąc, szału nie ma. Ostatecznie niewielki kredyt wchodzi w grę, ale czy jest sens? Po konsultacjach z rodzina i przyjaciółmi każdy radzi co innego:
-kupić nieduży, miejski samochód (typu renault clio lub peugot 206), taki 10-12 letni, pojeździc ze dwa lata, poobcierac go bez żalu i kupić cos lepszego,
-to, co wyżej, ale w starszej wersji ( za max 4-5 tys),
- to, co wyżej, ale w wersji combi - bo duży bezpieczniejszy
-zainwestować w coś niedużego, ale nie tak mocno przechodzonego ( max 4-6 lat) bo stary samochód będzie się psuł, a i jeśli jeździłam nowym pojazdem, to i przesiąść się na grata będzie mi ciężko.
- poki co nie kupować, wyjść na prostą finansowo, na razie brać jazdy raz na jakiś czas żeby nie wyjść z wprawy, potem ewentualnie cos kupić lub zacząć jeździć od czasu do czasu służbowym męża ( głos pojedynczy).
Fakt, samochód nie jest mi potrzebny na JUŻ, na pewno byłoby mi łatwiej pod wieloma kwestiami, ale nie ma co demonizować, bez codziennego dostępu do moich osobistych czterech kółek spokojnie poradzimy sobie tylko z samochodem męża ( i z nim jako kierowcą). Dodam, że mąż bardziej jednak się skłania do zakupu czegos dla mnie, niż miałby mi uzyczac swojego ( który tez nie tak do końca jest jego). Trochę mi szkoda odłożyć prawko do szuflady i nie jeździć - wiele wysiłku ( i kasy) kosztowało mnie zrobienie prawka i teraz te wszystkie umiejętności miałyby mi przepaść? Co byście zrobiły na moim miejscu?
Edytor zaawansowany
  • cauliflowerpl 10.03.17, 13:19
    Jesli finansowo aktualnie stoicie kiepsko, a auto nie jest niezbedne, to poczekalabym, a jazdy wykupila dopiero po zakupie. Skoro nauczylas sie jezdzic od zera w ilestam godzin (nie wiem ile teraz jest obowiazkowych, "za moich czasow" bylo ledwie 20), to przypomnisz sobie tym bardziej wykupujac ich o wiele mniej.
    Samochod nawet nieuzywany kosztuje: przeglad, ubezpieczenie...
  • zielonazoe 10.03.17, 14:14
    No trochę mi to jednak zajęło, nie poszło tak gładkouncertain Obowiązkowo jest 30 godzin, ale po tym egzaminu nie zdałam, kolejne jazdy, potem rok przerwy - przeprowadzka i obowiązki z tym związane - wróciłam do jazd, kolejne jazdy, dopiero egzamin.
  • cauliflowerpl 10.03.17, 14:20
    Ja tez mialam przerwe. Kurs, oblalam egzamin, pokloclam sie z ojcem big_grin olalam sprawe na dwa lata i wrocilam do tematu pod wplywem serialu Rodzina Zastepcza big_grin
    Po przerwie wykupilam chyba 20 godzin... i zdalam.
    Potem jezdzilam z mama na prawym fotelu, ale nie jakos szczegolnie duzo.
  • rorzrzutny 10.03.17, 13:24
    > - poki co nie kupować, wyjść na prostą finansowo, na razie brać jazdy raz na ja
    > kiś czas żeby nie wyjść z wprawy, potem ewentualnie cos kupić lub zacząć jeździ
    > ć od czasu do czasu służbowym męża ( głos pojedynczy).

    Przy wyborze tego wariantu - nie możesz wozić męża tym służbowym samochodem, kiedy będziecie jeździć gdzieś razem? To oczywiście zależy też od tego, jak mąż zachowywałby się na prawym fotelu. Czy by wydzierżył. suspicious

    Kiedy ja zrobiłem prawo jazdy (druga kl. LO), rodzony ojciec zapowiedział mi, że zacznę jeździć sam rodzinnym samochodem dopiero po przejechaniu 20 000 km z nim jako pasażerem na prawym fotelu. (I żeby było w dzień i w nocy, w upale, w deszczu, we mgle, na lodzie.) Tak też się stało, a ja z niecierpliwości prowadziłem dzienniczek ze zliczeniem łącznego dystansu. big_grin
    I wcale nie żałuję, że tak się stało. smile

    --
    Peter and I never really argue, do we?
  • bi_scotti 10.03.17, 13:44
    rorzrzutny napisał(a):
    >
    > Kiedy ja zrobiłem prawo jazdy (druga kl. LO), rodzony ojciec zapowiedział mi, ż
    > e zacznę jeździć sam rodzinnym samochodem dopiero po przejechaniu 20 000 km z n
    > im jako pasażerem na prawym fotelu. (I żeby było w dzień i w nocy, w upale, w d
    > eszczu, we mgle, na lodzie.) Tak też się stało, a ja z niecierpliwości prowadzi
    > łem dzienniczek ze zliczeniem łącznego dystansu. big_grin

    Co kraj to obyczaj wink No i co rodzic to inne oczekiwania big_grin Gdy moja Najstarsza a potem moj Najmlodszy mieli juz zdane przepisy (u nas zdaje sie przepisy po czym wolno jezdzic z doswiadczonym kierowca przez rok, potem zdaje sie pierwszy etap jazdy, po kolejnym roku jazda na highway i to juz wtedy ta "plena wolnosc", o ktorej pisze autorka watku), wozili mnie wszedzie. Gdziekolwiek nie jechalam, najpierw corka potem Najmlodszy byli moimi szoferami (tylko bialych rekawiczek im brakowalo wink). Bylam pasazerem extraordinaire - nie jestem nerwowa, zachowuje cool nawet gdy mlody kierowca ... well ... moglby jechac/parkowac lepiej. Jednoczesnie uwazam, ze jesli mlody kierowca ma sie uczyc przez patrzenie na doswiadczonego kierowce to ten doswiadczony powinien byc wylacznie w postaci professional trainer, zdecydowanie nie rodzic, ktos z rodzenstwa czy sasiad wink Czy tego chcemy, czy nie, szczegolnie ci z nas, ktorzy jezdza duzo, mamy swoje nawyki, nie zawsze najbardziej prawidlowe i nie ma co udawac, ze sie samemu nie robi bledow. Lepiej zeby mlodzi nie uczyli sie na bledach taty czy mamy smile Nic nie ujmujac Twojemu tacie, podejrzewam, ze i jemu zdarzaly sie zachowania na drodze, ktore nie bylby polecane do nasladowania. Dlatego ja uwazam, ze opcja mlodego kierowcy jezdzacego pod krytycznym acz zyczliwym okiem doswiadczonego kierowcy, ktory nie krzyczy i nie histeryzuje ale zapodaje tzw. constructive criticism jest jednak bardziej skuteczna. Przynajmniej eliminuje przekazywanie tych samych zlych nawykow z pokolenia na pokolenie wink
    Ogolnie to ja uwazam, ze po prostu trzeba jezdzic. Jezdzic, jezdzic i jeszcze raz jezdzic. W kazdych warunkach, roznymi autami, na roznych drogach. There is no other way, eh smile Cheers.
  • jak_matrioszka 10.03.17, 14:20
    Rozrzutny byl uczony przez ojca dokladnie tak, jak Ty uczylas swoje dzieci: rozrzutny prowadzil, ojciec siedzial jako pasazer. "Co kraj to obyczaj wink No i co rodzic to inne oczekiwania" - jakie to rozne obyczaje i oczekiwania masz na mysli, skoro odwolujesz sie do jego postu?
  • bi_scotti 10.03.17, 14:27
    surprised No wiec wyglada na to, ze nalezy mi sie ematczyne upomnienie "czytaj ze zrozumieniem!" - dzieki Matrioszka! Jakos tak to przeczytalam, ze tata prowadzil a Rozrzutny siedzial na tym prawym siedzeniu i patrzyl. No excuse - bede czytac uwazniej, bede czytac uwazniej, bede czytac uwazniej ... Promise wink Cheers.
  • zielonazoe 10.03.17, 14:18
    Ha, ha, nie wiem, czy by to wytrzymał, prawo jazdy ma już 22 lata i dosłownie jedną stłuczkę na sumieniu, i to też wiele lat temu. Od czasu, kiedy zaczęłam uczyć się jeździć, wiele razy słyszałam : "no zdaj już w końcu ten egzamin to nareszcie będę mógł się napic piwa". Od czasu, jak zdałam - cisza na ten tematwink)
    Myslę, że gdybym miała już jakie takie obycie za kółkiem to w końcu dałby mi prowadzic, ale tak od razu oboje mamy opory...
  • lauren6 10.03.17, 13:25
    Nie jeździć służbowym męża, bo będziesz tylko dodatkowo się stresować i robić błędy. Kupić używane miejskie auto do 10 tyś. Jakiegoś azjatę, broń boże peugeota, citroena czy inny shit, bo naprawy zeżrą wam drugie 10 000 zł. Nauczysz się jeździć to pomyslisz jakie kolejne auto jest Ci potrzebne.
  • zielonazoe 10.03.17, 14:22
    Własnie tego stresu się bojęsad Co z tego, że na jazdach próbnych szło mi całkiem nieźle, a egazminator pogratulował mi dobrej dynamiki jazdy? Kierowca ze mnie jeszcze żadenuncertain Inaczej jest jezdzic z instruktorem i w razie czego wiedzieć, że w odpowiednim momencie naciśnie na hamulec ( nawet jeśli nie zdarzało się to za często), a inaczej wsiąść w nie swój samochód za ponad 100 tys, do tego w wersji combi...
  • heca7 10.03.17, 16:05
    Nie brać samochodu od męża żeby stres nie zjadal tylko kupić swój i jeździć bo inaczej prawko pójdzie do szuflady. Nie musi być duży ale na takiego za 5 tys bym się nie pisała. Będzie się ciągle psul i stał w warsztacie.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • sky.83 10.03.17, 15:39
    W sumie to cieszy mnie, że masz taką opinię o francuskiej motoryzacji, bo inni ludzie to podchwycą i za bezcen kupię sobie mało używange np. Peugeota 508 lub Citroena C5 które przewyższają w wielu dziedzinach swoich japońskich czy niemieckich konkurentów. Były posiadacz dwóch Hond, obecnie Puegeot 308 SW smile
  • sundry 10.03.17, 16:09
    Ja jeżdżę tym samym Peugeotem od 12 lat, bez żadnej awarii smile

    --
    "Kiedy Puchacz i Kicia wyruszyli w rejs życia|W zgrabnej łódce groszkowozielonej|Wzięli z sobą parówki,duży zapas gotówki|I słój miodu z nalepką The Honey". (Edward Lear)
    http://img1.jurko.net/avatar_1410.gif
  • capa_negra 10.03.17, 23:56
    Mam 2 citroeny picasso w domu starą i nową c4 i bardzo je kocham bo sprawują się super, ale służbową toyotę też wink

    Kup kobieto sobie samochód na jaki aktualnie cię stać i jeździj, jeździj, jeździj - ja z łezką w oku wspominam espero które mieliśmy od salonu, a jego zywot zakończyli dzwonem. Jedną służbową toyotę też skasowałam. Nie wsiadaj w drogie auto bo będziesz sr... żarem ( chyba, że dopiszą cie jako kierowcę i jak walniesz dzwona to mąż zapłaci tylko określoną kwotę - u mnie to 500 zł więc za darmoszkę wink ) i jeździj, bo z prawkiem w szufladzie to wiesz.... wtórny analfbetyzm

    --
    A weź ty takie rady zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek
  • peonka 11.03.17, 15:54
    Zgadzam się, że kupić używane miejskie auto. Niekoniecznie kombi, tu akurat zasada że większe to bezpieczniejsze się nie do końca sprawdza, za to trudniej się parkuje.
    Ja duzo jeździłam francuskimi samochodami i nie sądzę, żeby były bardziej awaryjne od innych. Mój pierwszy samochód to Peugeot 106 z 1995 roku, sprzedałam go znajomemu i wiem, że jeszcze jeździ wink

    --
    www.siepomaga.pl/kotbandziorek
  • madame_edith 10.03.17, 13:27
    Ja bym na Waszym miejscu kupiła samochód ok 7-8 letni, ale na pewno nie jakieś miejskie maleństwo tylko samochód wygodny i większy. Nie jakąś piewrszą ligę, może Astre III, czy coś podobnego, aby finansowo miało to sens. Tak, aby nie był starociem i jednak jeździł, oraz żebyś nabyła umiejętności jazdy/parkowania normalnym samochodem. Inaczej się męża samochodem się dalej będziesz bać, bo duży i nie będziesz go czuła.
  • joanna_poz 10.03.17, 13:33
    pierwszy moj samochód to była Twoja opcja nr 1 - czyli tani Fiat Punto, chyba 8 letni, nie pamiętam ile kosztowal, z 6-7 tys?
    własnie na zasadzie, nauczyć się jeżdzić, a nie będzie żal, jak go porysuję czy obtłukę.

    chyba po 2 latach sprzedałam i zmieniłam na lepszy i nowszy.
  • zielonazoe 10.03.17, 14:23
    Poki co tez ku tej opcji się skłaniamysmile
  • fifiriffi 10.03.17, 13:42
    kup samochód, którego nie bedzie cię łapała migrena jak go gdzieś obetrzesz, lub nim smile
    No ja co prawda tego nie rozumiem, zawsze jeżdziłam duzymi i uważam,że albo kierownice sie czuje, albo nie.
    Jesli rozkminiasz czy duzy, bo bezpieczniejszy(?) czy mały, to radzę kupić tego clio
    Nikt ci nie zagwarantuje że nowe auto psuć sie nie bedzie, a jak już sie popsuje, to naprawa bedzie cie kosztowała tyle to kupno małego do ocierania smile
    takie reno, to i części ma tanie i mechanik w razie wu z ciebie nie zedrze.
    Chociaż nie wiem, czy francuz ma tanie części. No np opel ma.Taka corsa z 2010r może np?

    --
    "jest ujowo, ale stabilnie..."
  • niu13 10.03.17, 13:50
    Gratuluję prawa jazdy!

    Polecam Ci nasz ostatni hit rodzinny- opel meriva. Nigdy nie mieliśmy równie dobrego samochodu w porównywalnie niskiej cenie. Jest to samochód doskonały dla początkującego kierowcy, bo intuicyjny w prowadzeniu, prosty jak budowa cepa (Niemcy jak coś wymyślą to to naprawdę nie posiada żadnych zbędnych elementów), a co najważniejsze- super łatwy do manewrowania, bo krótki i zwrotny. Do tego mało pali, jest cichy, super wygodny i praktycznie bezawaryjny. Czego chcieć więcej!
  • magic.marker 10.03.17, 14:07
    Niu, a to meriva ma tylne drzwi w drugą stronę otwierane? suspicious
    Jak one się sprawują w ekploatacji? Wygodne to rozwiązanie?

    --
    Nie mam dzieci. Ale emama jest tak często linkowana na głównej, że podejrzewam inspirujące dyskusje albo totalną naparzankę. To postanowiłam zajrzeć.
  • niu13 10.03.17, 14:24
    Co? Może nowszy model, mój jest z 2008 r i drzwi ma normalne. Nie wiem, jak ten nowy.
  • magic.marker 10.03.17, 14:28
    Nienormalne drzwi obowiązują gdzieś od ok. 2010. To masz ostatniego z normalnymi wink

    --
    Nie mam dzieci. Ale emama jest tak często linkowana na głównej, że podejrzewam inspirujące dyskusje albo totalną naparzankę. To postanowiłam zajrzeć.
  • zielonazoe 10.03.17, 14:25
    A dziękujęsmile
  • niu13 10.03.17, 16:00
    Dodajmy, że to te normalne chodzą w cenach jakich oczekuje autorka, bo nowsze są dużo droższe
  • premeda 10.03.17, 16:11
    Tanie części to raczej fiaty, francuskie to raczej z tych droższych. Spokojnie jakąś Hondę czy Toyotę też można brać pod uwagę te się nie psują. Choć umówmy się, że to raczej kwestia trafienia dobrego egzemplarza, przy tej cenie.

    --
    Dolny Śląsk dobrowolnie odda się pod zabór, najlepiej niemiecki.
  • niu13 10.03.17, 23:04
    No chyba, że ktoś załapie się na toyotę starlet, która przestała być produkowana ze względu na totalną bezawaryjność
  • fifiriffi 10.03.17, 23:12
    fiaty wcale takich tanich części nie mają smile
    Francuskie tez nie bardzo.
    Honda na pewno ma tanie i opel.

    --
    "jest ujowo, ale stabilnie..."
  • premeda 11.03.17, 06:26
    Ej no części do fiatów są sporo tańsze niż do hondy.

    --
    Dolny Śląsk dobrowolnie odda się pod zabór, najlepiej niemiecki.
  • hermenegilda_zenia 10.03.17, 13:48
    Poszłabym w wynajem długoterminowy, płacisz miesięcznie wiec nie trzeba wykładać gotówki od razu, dostajesz nowy samochód - z tego co widać to w przypadku małych samochodów kwoty od 600 pln. Takie rozwiązanie oferuje większość producentów samochodów - szukaj nazw typu easy drive, lease and drive itp. Jak nie chcesz sie zobowiązać na lata, to ja wynajelabym na 2-3 miesiące auto, zeby nabrać wprawy a potem już jeździła samochodem męża.
  • madami 10.03.17, 13:48
    Ja bym kupiła, właśnie po to by jeździć, właśnie małe, miejskie auto, ekonomiczne za sumę na jaką cię stać.
  • magic.marker 10.03.17, 14:05
    Przede wszystkim sprawdzić czy w razie kolizji/obtarcia "służbowym męża" nie jest wyłączane ubezpieczenie. Oraz czy nie grożą mu konsekwencje za udostępnianie pojazdu osobom trzecim.
    Ja bym kupiła coś kilkuletniego taniego w eksploatacji i częściach wink na tzw. dobicie. Trudno, uczenie się gratisowe nie jest.
    Weź też pod uwagę, że jako świeży kierowca będziesz miała mex. stawki OC/AC.
    Tylko IMHO lepiej uczyć się na większym niż mniejszym. Ale jeśli wybierzesz mniejszy - zobacz czy w przewidzianym budżecie smarta znajdziesz. Pali malutko, zaparkujesz wszędzie, jest mega zwrotny. Tylko nie ma bagażnika za bardzo wink
    Powodzenia!

    --
    Nie mam dzieci. Ale emama jest tak często linkowana na głównej, że podejrzewam inspirujące dyskusje albo totalną naparzankę. To postanowiłam zajrzeć.
  • zielonazoe 10.03.17, 14:28
    Akurat smarta nie rozważałam, to ja obstaję przy czymś mniejszym bo tylko czymś takim jeździłam ( może to być złudne wrażenie, że jest łatwiej). Mąz też mówi, że powinnam jak najszybciej zacząc jeździć żeby zacząc sobie wyrabiać historie przy ubezpieczeniu, w razie, gdybym w przyszłości chcaiła cos lepszego
  • magic.marker 10.03.17, 14:32
    Ale mniejszego od smarta to już nie ma wink Łatwiej jest, bo mniej miejsca potrzebujesz. Trudniej jest potem, jak się przesiadasz do na ten przykład vana/suva.
    Mąż ma rację z jeżdzeniem od razu.
    W sumie pomysły z nieco przechodzonym oplem są bardzo do rzeczy. Popatrz co Ci się w budżecie mieści.


    --
    Nie mam dzieci. Ale emama jest tak często linkowana na głównej, że podejrzewam inspirujące dyskusje albo totalną naparzankę. To postanowiłam zajrzeć.
  • premeda 10.03.17, 16:34
    Z tym przesiadaniem się na vana/suva to też różnie bywa. Jak wsiadłam pierwszy raz do Espaca nie odczułam różnicy, nawet z Transitem tak nie miałam, wsiadłam i od razu cofnęłam i to z przyczepą. Miłość od pierwszego wlezienia do auta 😘 Nie chciałam wysiadać. Za to z Dusterem miałam problem z wyczuciem gabarytów i z Jumperem też. Najgorzej wspominam Cougara, mam do niego za krótkie nogi, nawet przy maksymalnym ułożeniu fotela.

    --
    Dolny Śląsk dobrowolnie odda się pod zabór, najlepiej niemiecki.
  • magic.marker 10.03.17, 21:23
    A z czego się przesiadłaś? suspicious Bo ze smarta na s-maxa różnicę odczułam, w długości i zawracaniu wink
    Espace to cudowony samochód, gdyby nie francuz to bym kupiła tongue_out
    Może to jak czujesz samochód nawet nieznany, to kwestia lusterek? Wielkości, kształtu? Ja tak miałam z Combo - zaskakująco łatwy do manewrowania.
    Cougar to taki Ford sportowszy? Ze sportowszych to tylko alfę 156 prowadziłam. Przyjemne doświadczenie.
    A najgorsze? Mercedes S500 z okolic roku 2000. Tragedia. Zupełnie go nie mogłam wyczuć. Na szofera najwyraźniej się nie nadaję wink


    --
    Nie mam dzieci. Ale emama jest tak często linkowana na głównej, że podejrzewam inspirujące dyskusje albo totalną naparzankę. To postanowiłam zajrzeć.
  • premeda 11.03.17, 06:39
    Dusterem to zaraz po Espace jeździłam, więc nie powinno być wrażenia, a było 😀 Espace zresztą był bardzo udanym zakupem, zarobił na siebie ze 20 razy i się nie psuje, bo został w rodzinie. Jakieś tam drobne usterki owszem były ale auto jest użytkowane jako dostawcze, więc ma prawo. Do tego był kupiony za jakieś grosze. Chłopak co nam go sprzedawał żartował, że on dobrze posłuży, bo kupił go na handel, a wtedy podobno dobrze trafiał. No i się sprawdziło.

    --
    Dolny Śląsk dobrowolnie odda się pod zabór, najlepiej niemiecki.
  • jak_matrioszka 10.03.17, 14:09
    Nie znam przepisow, wiec najpierw bym sprawdzila ile kosztuje naprawa stluczki autem sluzbowyn kiedy Ty prowadzisz - czy ubezpieczenie obejmuje dowolnego kierowce, czyli czy maz moze legalnie pozyczac wlasnosc pracodawcy innym osobom do uzytku prywatnego.
    U nas corka niedawno sie zastanawiala co kupic, stanelo na ok. 10-letnim niewielkim aucie, tak zeby nie zal bylo jak sie przytrze, a po 2+ latach, w zaleznosci od kondycji finansowej, potrzeb i stanu auta moze szukac nastepcy.
    Jak ja zrobilam prawko, to stac mnie bylo na uzywanego malucha i to kupilam, ale wiecej km i czesciej jezdzilam cudzymi autami, gabarytowo i moca silnika duzo wiekszymi, i osobiscie nie rozumiem tego toku myslenia (ze najpierw mniejszy, oraz ze przez pierwsze dwa lata napewno przynajmniej raz przytrze/rozbije). Sobie kupilabym to na co mnie stac i jest mi potrzebne, bo dla mnie auto to nie inwestycja zwrotna tylko wiekszy przedmiot uzytkowy.
  • ludborka 10.03.17, 14:20
    Jak zrobiłam prawo jazdy dostałam malucha. Mój tata mi powiedział, że jak się tym nauczę jeździć, to później poradzę sobie z każdym autem.
  • ludborka 10.03.17, 14:21
    Urwało mi.
    Na początku im gorzej, tym lepiej smile
  • tol8 10.03.17, 15:17
    Czym jeździcie na wakacje? Bo może to auto i do tego będzie potrzebne, wtedy większe lepsze.
    Jak nie, to kup sobie punto, corsę itp. Części i naprawy taniutkie, palą mało i są wygodne

    --
    W weekendy ematka staje się matką.
  • premeda 10.03.17, 16:02
    Oczywiście,że kupić auto dla siebie i jeździć, jeździć jak najwięcej. Nawet gdy jedziesz z mężem to brać swoje auto i robić za kierowcę. W kwocie do 10-tys. można kupić fajne auto, da się wybrać markę, która się psuje. I nie brałabym kombi, w miastach raczej nie ma nadmiaru miejsc do parkowania, a prędkości też nie są ogromne, żeby kwestia bezpieczeństwa spędzała sen z powiek.

    --
    Dolny Śląsk dobrowolnie odda się pod zabór, najlepiej niemiecki.
  • regego 10.03.17, 22:41
    Ja mam prawko od sierpnia i z mężem postanowiliśmy kupić mi coś małego (to w 100% mój pomysł) i taniego w eksploatacji (części to mąż). Po wielu przepychankach między sobą stanęło na fokusie zwanym fiordem. 5tysięcy samochód 1,5 tysia zrobienie w nim w zasadzie wszystkiego co ważne do bezpiecznej jazdy ( hamulce, olej itp.) Jeżdżę codziennie i uwielbiam go, jak jadę sama to z nim gadam big_grin ot mój samochód, jeżdżę ze świadomością że jak w coś walne trudno, że jak przytre trudno i dzięki temu luzowi odpykać wink niczego fiorda nie tknęła czego nie powinna wink wiem że za rok, dwa wymienię na coś lepszego ( no chyba że nie będę mogła się z nim rozstać - słucha mnie i wiele błędów wybaczył)
  • regego 11.03.17, 08:35
    Dodam jeszcze że ważne są papiery bo nawet starsze auto ale z dokumentami z przebiegiem naprawdę nie musi być gruchotem. U nas zupełnie przypadkiem trafił się samochód kupiony w salonie u mnie w mieście, dodatkowo Pan wykładowca na uczelni był skrupulatny i serwisował samochód w warsztacie Forda więc mamy wgląd co się z nim działo, wszystko jest udokumentowane przebieg po numerach VIN zgadza się.
  • inguszetia_2006 10.03.17, 23:43
    Witam
    Kupić szybko coś taniego. Musisz jeździć, praktykować. Co wybrać? Popytaj mechaników, co jest tanie w naprawie i mało pali. Co do obcierania bez żalu - nie nastawiaj się na to;-P Żal będzie, będzie. OC tanieje za bezszkodową jazdę.
    Pzdr.
    Ing
  • piepe 11.03.17, 00:05
    Gratulacje. Kup to, na co Ciebie - kobietę - stać. Na co jesteś sama w stanie zarobić, bez męża, tatusia i teściowej. Wtedy największy rzęch będzie super.
  • jola-kotka 11.03.17, 00:40
    Male auto to porazka zawsze. A pierwsze powinno byc duze,wysokie wtedy jest bezpieczne,nissan patrol krotki nawet jak bedzie teoretycznie stary to jest sto razy lepszy niz kazda osobowka za ta kase. Dlugie sa wspaniale ale za te pieniadze nie kupisz. Tych samochodow nie kupuje sie produkowanych po 1998 bo tp juz badziew jest. Patrol jak wino im starszy tym lepszy.
  • milamala 12.03.17, 22:46
    jola-kotka napisał(a):

    > Male auto to porazka zawsze. A pierwsze powinno byc duze,wysokie wtedy jest bez
    > pieczne,nissan patrol krotki nawet jak bedzie teoretycznie stary to jest sto ra
    > zy lepszy niz kazda osobowka za ta kase. Dlugie sa wspaniale ale za te pieniadz
    > e nie kupisz. Tych samochodow nie kupuje sie produkowanych po 1998 bo tp juz ba
    > dziew jest. Patrol jak wino im starszy tym lepszy.

    Czemu maly to porazka. Mialam maly i calkiem mi dobrze sluzyl.
    Duzy wysoki jest super, ale odpowiednio drozszy. A dziewczyne nie stac narazie.
    Zaden stary samochod nie jest lepszy. Samochod to nie wino.
  • wielki_uscisk 11.03.17, 04:19
    Zakładam mniejszy rozmiar / użytkowanie w ruchu miejskim - polecam tylko silniki benzynowe (filtry DPF w dieslach są kosztownymi pomyłkami).

    Z niezawodnych:
    Toyota Yaris/Corolla/Auris
    Honda Jazz/Civic (do 2006 tańsza)
    Kia Picanto (Kia ma 7-letnią gwarancję, i w UK jest ona przenoszona na nowego właściciela)
    Hyundai i10/i20 (Hyundai ma 5-letnią gwarancję, o dziwo i20 mają o wiele lepszą renomę niż i10)
    Nissan Micra (k11 czyli do 2001) - super bezawaryjne autko, w 1.4l to rakieta mała (w UK 90% dostawców żarcia jeździ nimi)

    Inne małe (o których niewiele wiem, a owe marki trzymają cenę):
    Audi A2 (ma bazę swoich psychofanów) - całe z aluminium i nie rdzewieje, i nawet z jakimś 10 lat młodszym Polo wygrał jakieś rankingi pod względem udogodnień i rozwiązań
    VW Lupo/Polo

    a z tańszych ("nie żal"):
    Daewoo Matiz (Chevrolet Spark)
    Fiat Punto/Panda
    Ford Fiesta/Ka
    Opel Corsa

    Generalnie (jak już się zdecydujesz na model) - odrobić zadanie domowe: fora i internet.
    Zawsze dzwonić i rozmawiać ze sprzedawcami (zawsze lepiej na telefonie złapać nieprzygotowanego niż na wizycie słuchać przemyślanych bajek): pytać o powód sprzedaży, dowody serwisowania (oryginalne rachunki), ostatni serwis, datę przeglądu, ostatnią naprawę, skąd kupił, itp. Oglądać uważnie książkę serwisową (takie same pieczątki z jednego miejsca? jeden tusz? jeden długopis? Odejść)

    Ważniejsze chyba jest od kogo kupujesz - czy jest 1-szym właścicielem pojazdu, jak długo posiadał auto, itp.

    Patrzeć na wytarcia świadczące o długim użytkowaniu: kierownica, dźwigienki przełączników na kolumnie, siedzenia, uchwyty drzwi - czy odpowiadają przebiegowi w km.
  • wiotka_trzpiotka 11.03.17, 09:41
    po zdaniu prawka (a byłam w okolicach 30.) miałam własnie micrę k11. Poobijana z każdej strony, więc obtarcia mnie nie ruszały. Kosztowała 3K pln, pojeździłam 2 lata, sprzedałam za 2200pln, do dziś wspominam z sentymentem. Na niej nauczyłam się tak naprawdę jeżdzić. Polecam takie rozwiązanie

    --
    dobra poza jest lepsza niż żałosne bycie sobą- Twardoch Bociąga
  • wielki_uscisk 11.03.17, 15:22
    wiotka_trzpiotka napisała:

    > miałam własnie micrę k11. Poobijana z każdej strony, więc obtarcia mnie
    > nie ruszały. Kosztowała 3K pln, pojeździłam 2 lata, sprzedałam za 2200pln,
    > do dziś wspominam z sentymentem.
    > Na niej nauczyłam się tak naprawdę jeżdzić. Polecam

    K12 (2002 i wyżej) to ładniejszy kształt ale nie była montowana w Japonii, i zbierała obrzydliwe opinie: po K11 sporo ludzi kupiło je, mając nadzieję na podobną bezawaryjność... i się przejechało (nomen omen).

    W UK dziś się mówi, że flota dostawców tejkełejów przesiada się z K11 na Yarisy, na forach maniaków motoryzacji istnieją wątki pt. Is there a better run around than a 1.0l Micra k11?, a opinie znawców Micr(ów?) mówią np. "Oby nowa Micra była tak dobra, jak jej poprzedniki złe" (od 2002, K12 i wyżej chyba były montowane gdzieś indziej, i pisze się o standardach Trzeciego Świata).
  • basiastel 12.03.17, 18:45
    Uważam, że wcale nie potrzebujesz dodatkowych jazd. Ja po zrobieniu prawa jazdy samochód kupiłam dopiero gdzieś po 4 latach. Musiałam nim przyjechać z Pragi na Żoliborz, wiec wsiadłam i przyjechałam, choć szczerze mówiąc dojechałam ciut spocona z wrażenia. Ale już po tygodniu popylałam po całej Warszawie.
    Czytałam kiedyś, że warto sobie pierwsze samodzielne jazdy zaplanować na niedzielę o godz. 5 rano na przykład. Ulice są puste i można się z nimi oswoić, a potem przesuwać te jazdy na późniejszą porę o godzinę. Stopniowo oswoisz się z coraz większym ruchem.
  • nangaparbat3 12.03.17, 20:33
    Kup mały, ale sprawny. Polecam yariskę, bardzo przyjemnie się prowadzi i stosunkowo odporna na stłuczki.
    W każdym razie jak już masz to prawo jazdy, powinnaś jeździć, zaczynasz od jeżdżenia do pracy, codziennie tą samą trasą, wyrobisz sobie różne samochodowe odruchy, potem zaczniesz się wypuszczać w inne miejsca.
    Powodzenia smile

    --
    "Nie będzie nas Grecja demokracji uczyć!"
  • milamala 12.03.17, 22:42
    Po pierwsze lepiej odrazu jezdzic, po drugie kup jakis maly, nie wazne jaki model byle nie stary, zeby sie nie psul. Nie wiem skad przy wspolczesnych samochodach panuja przesady, ze ten to jest lepszy niz inny. Ja jezdzilam przecietnymi samochodami ale prawie nowkami Kia Picanto (moj pierwszy) teraz seat Ibiza i zaden sie nie psuje (odupkac).Nie o marke chodzi a o to czy w miare nowy i bezwypadkowy, noi oczywiscie nie jakis pechowy egzemplarz. Nie zakladaj, ze go poobijasz. Niby czemu. Ja nigdy zadnego (odpukac) samochodu nie poobijalam. Da sie.
  • claudel6 12.03.17, 23:14
    moim zdaniem: koniecznie kupić i jeździć. jakąs taniochę. do tego służbowego męża będziesz bała się wsiąść. żeby nabrać pewności siebie trzeba jeździć często, jeśli teraz zrobisz sobie przerwę, to będziesz psychicznie zaczynała od zera.
  • skarolina 12.03.17, 23:16
    Ja zdecydowanie jestem z opcji "kupić i jeździć". Jak się nie jeździ, to się człowiek zaczyna bać, więc lepiej kupić coś, czego nie będzie szkoda w razie czego odrapać.

    Jak chcesz połączyć nieduże z wrażeniem dużego, to przyjrzyj się oplowi agili albo suzuki wagon R+ - drogie toto nie jest, wysokie, w środku przestronne, jednocześnie krótkie i świetnie się mieści tam, gdzie duże samochody nie zaparkują smile


    --
    "To jest tylko smutne miasteczko, ono sobie kiedyś pojedzie" - W.Młynarski

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.