Dodaj do ulubionych

Masz dziecko, siedzisz w domu

13.04.17, 16:31
Na fali wątków: własnego, ale i kolejnego już, o niewpuszczaniu dzieci do restauracji w USA (i Polsce).

Zacznę od impresji: film Felliniego, "Roma". Scena na ciasnej ulicy (tramwaj niemal przemyka między gęsto ustawionymi stolikami). Gorący wieczór. Wszędzie restauracyjki, ludzie schodzą na kolację wprost z domów. Z całą rodziną. Głośno, gwarno. Bardzo głośno. Bardzo gwarno.

Siedziałam w domu z dzieckiem latami. Nie miałam innej opcji więc czasem odważyłam się zrobić wyłom. Nie chciałam lądować tylko w kinie na seansie dla matek, tylko w kawiarni dla dzieci. Ja też chciałam odpocząć od dzieci (z dzieckiem u boku) smile Czasem odważyłam się wychnąć. Dwa razy wyszłam z 3-4 letnim dzieckiem na Sylwestra do niedużego klubu. Zero problemów. Poszłyśmy na jakiś koncert do klubu. Perkusista miał dwulatka, dwulatek siadł na chwilkę przy perkusji, pobębnił, dostał owacyjne brawa. Parę razy byłam na jakimś wieczorze autorskim w księgarniokawiarni. Mała oglądała książki, kolorowała swoje obrazki. Niedawno wyskoczyłam z córką i koleżanką wieczorem, w sobotę. Cudem trafiłyśmy nie tylko dwa krzesła, ale i piłkarzyki (spokojnie, był drugi stół, najczęściej wolny, nie popsułyśmy wieczoru wszystkim zainteresowanym).

Najczęściej jednak siedziałam w domu. Piątek, świątek. Słuchając odgłosów zabaw w każdy weekend (zwłaszcza w porze letniej). Mając w sobie surowy głos matek w stylu triss - masz dziecko, siedzisz w domu.

Gdzie i jak dzieci mają się nauczyć bycia wśród ludzi jak nie wychodząc do ludzi?
(Nie wszyscy mają wielkie rodziny...)
Edytor zaawansowany
  • 13.04.17, 16:34
    Mnie nie o to chodziło, żeby siedzieć w domu. Mnie chodziło raczej o to, że jak są knajpki z kącikiem malucha i przewijakiem, to fajnie, że są takie strefy dla dorosłych. Są seanse typu Multi-baby-kino (nie wiem, czy jeszcze są), gdzie światło nie było do końca wygaszane, były akcesoria dziecięce, to fajnie, że są miejsca, gdzie możesz od tych dzieciaków odpocząć. Są zajęcia sportowe dla mam z dziećmi, są tylko dla babek. I że fajnie, że z restauracjami też tak jest.

    --
    Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego...
  • 13.04.17, 18:05
    Ja wiem, że nie o to by matki w domu siedziały. Ale ja po dwóch latach chodzenia głównie do dzieciowych miejsc też byłam nimi zmęczonasmile Czemu mam np. iść do knajpy tylko w niedzielę i tylko do tej z określonym kącikiem. Ja mam ochotę na knajpkę w czwartek i to tę z menu XYZ!
    Itp.
    (Tytułem przykładu. Nie rozbijałam się przesadnie po knajpach. Poszłam raz, dziecko wzgardziło pomidorówką z menu dziecięcego za... 18 zł? Uznałam, że mnie nie stać na takie atrakcje i poczekam aż dziecko dorośnie na tyle, by docenić fakt wyjścia na fajne jedzenie. Poczekałam 4 lata.)
  • 13.04.17, 18:11
    Nie, nie, mnie nie chodzi o to, żeby dzielić miejsca na dzieciowe i niedzieciowe. Chodzi o to, żeby obok dziecięcych i uniwersalnych były też nisze . Nie chcę zlikwidować tych ogólnodostępnych.

    --
    Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego...
  • 13.04.17, 16:35
    Dziecko socjalizuje się przez kontakt z innymi ludźmi. Ale nie wtedy, kiedy się je puszcza samopas, żeby robiło, co mu się żywnie podoba i nie wtedy, kiedy obraża się, a wręcz oburza na ludzi, którzy zwracają takiemu dziecku/lub rodzicowi uwagę.
  • 13.04.17, 16:37
    Chodzę z 2,5 latkiem- spokojnego usposobienia co prawda - w zasadzie wszędzie, do restauracji, kawiarni, do kina ( seanse dziecięce) do lekarza jak nie mam kogo poprosić o pomoc ; nie pamiętam żeby robił jakieś niestworzone jazdy opisywane na forum, nie biega nie.piszczy, jedzeniem nie pluje
  • 13.04.17, 16:39
    Nic nie rozumiem. Jeśli te wyjścia okazywały się fajne, to po co siedziałaś w domu?
    Ja wychodziłam tyle, ile chciałam. Pilnowałam, żeby dziecko nikomu nie przeszkadzało i tyle. Ale nie wszędzie da się iść z dzieckiem, to oczywiste.
    Do kogo masz pretensje? (Bo wyraźnie masz)

    --
    Fajna książka dla dzieciaka
  • 13.04.17, 17:34
    Siedziałam, bo nie zawsze i wszędzie się da. Bo też szanowałam ograniczenia mojego dziecka, moje, potrzeby innych.
    Ale ten głos jest. Mój własny ojciec jakiś czas temu zrugał mnie za to, że o 20stej umówiłam się z moją matką w kawiarni (blisko noclegu mojej mamy) - z dzieckiem.
    Pamiętam, że w kawiarni uciszano raz moją matkę i mnie, nie moje dziecko...big_grin

    Dziwię się, że ktoś może całkiem świadomie, sam żyjąc Wawie, powiedzieć samotnej matce i samotnemu człowiekowi: siedź w domu. To jakiś rodzaj sadyzmu jest?

    PS. A tak przy okazji, bo nie mam odpowiedzi w innym wątku: gotowa masa kajmakowa nie musi być dwie godziny podgrzewana w zamkniętej puszce?
  • 13.04.17, 17:37
    A ty sie przejmujesz tym ci bzdurzy triss? Serio?

    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 13.04.17, 17:47
    Ja w ogóle przejmuję się tym co mówią ludzie.
  • 13.04.17, 17:55
    Po co?

    --
    Kółka się kręcą?
  • 13.04.17, 18:01
    Taki mam rys psychologiczny. Mogę próbować się nie przejmować, ale to niestety zawsze jest stosunek aktywny. Nigdy cudowne, bierne wdupiemanie.
  • 13.04.17, 19:26
    Imponuje mi twoja szczerość bo zazwyczaj ludzie pozuja (lub naprawdę są ) na 'ojtamojtam-.
  • 13.04.17, 20:06
    Chyba moja głupota...big_grin

    Co mi da nieszczerość? Ja się nic nie dowiem, matki takie jak ja też nic się nie dowiedzą...
    Wszystkich puzzli do układanki i tak nie dałam.
  • 13.04.17, 18:43
    A co Cię obchodzi, co ktoś mówi, jeśli Twoje dziecko lubi takie wyjścia i zachowuje się adekwatnie do miejsca? Nie rozumiem...
  • 14.04.17, 06:35
    Masa kajmakowa: wstawiasz mleko w puszce słodzone do wysokiego garnka. Woda musi zakrywać puszkę całkowicie podczas całego gotowania. Gotujesz 2-3 godziny. U mnie dwie to zawsze za mało. Lepiej bliżej 3.
  • 14.04.17, 08:46
    Ale ona pyta o gotową mase kajmakowa wink

    Nie. Nie musi byc podgrxewana ani minuty. Otwierasz puszke przyniesiona ze sklepu i masz. Niektorzy wkladaja puszke na cheile do wrzatku zeby masa byla nardziej plynna.

  • 13.04.17, 16:44
    Alez jak najbardziej powinny byc wsrod ludzi ale lilosci nie wszedzie i nie zawsze. Sa ludzie, ktorzy chca pobyc w miejscach gdzie nie ma gwaru,halasu w wykonaniu dzieci i tez maja do tego prawo. Czy naprawde wszedzie musza byc dzieci i kazdy w kazdym momencie musi pragnac ich towarzystwa?
    Ja mam dwoje i dla higieny psychicznej musze czasem pobyc sama, wyjsc sama, pobyc tylko w miejscach gdzie ich nie ma. Tez nie mam rodziny pod reka.


    --
    Podwojne standardy jest to niesprawiedliwe stosowanie odmiennych zasad w podobnych do siebie sytuacjach.
  • 13.04.17, 16:50
    Zwariowałaś? Przejmujesz się tekstami Triss i dlatego nie wychodzisz z dzieckiem z domu?
  • 13.04.17, 21:30
    Takie trujki potrafia 'umilic' zycie, szczegolnie ludziom, ktorzy szanuja innych.
  • 13.04.17, 23:52
    Niby trujki ale jak znam zycie ojciec po prostu wyrazil zdziwienie ze ktos ciagnie dziecko o 20 do knajpy gdy normalnie dzieci o tej porze spia (tak bylo przynajmniej w czasach ojcostwa mego ojca) mowi sie "ziuta chodzi spac o 24" i zapomina o calej sprawie a nie rozkminia.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 14.04.17, 18:16
    Potwierdzam: nie znasz życiasmile
  • 14.04.17, 18:22
    Powtórzę: idź do roboty, nie będziesz musiała wyszukiwać sobie pretekstów do wyjścia z domu i uzupełnisz deficyt kontaktów społecznych + przestaniesz wisieć na dziecku. Jesteś starą babą a nie dojrzewającym dziewczątkiem i masz dziecko w wieku szkolnym, a nie chorowitego przedszkolaka.
  • 14.04.17, 21:29
    Lol znam tak samo jak ty big_grindd

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 13.04.17, 16:55
    Prawdę mówiąc nie jestem w stanie zrozumieć, skąd bierze się jakikolwiek problem z wychodzeniem z dziećmi/strefami dla dorosłych. Naprawdę mogą być i takie i takie miejsca. Dla mnie przebywanie obecnie z moim dzieckiem w knajpie to kara za grzechy, bo w domu jest mi znacznie łatwiej nad nią zapanować, ale czasem też wygodniej jest się tak umówić ze znajomymi i owszem, chcę mieć knajpy, do których mogę zabrać wiercidupę. Ale chcę też mieć knajpy, do których mogę iść odpocząć od wszystkich dzieci świata. I nie widzę żadnych przeszkód, żeby wszystkie te potrzeby były spełnione ku radości właścicieli takich i siakich lokali gastronomicznych. Sprawy typu spotkania autorskie to po prostu kwestia płynna, w niektórych przestrzeniach łatwo jest przyjać ludzi z dziećmi na takie wydarzenie, a w innych to będzie mordęga dla wszystkich, i tyle.

    --
    Sherlockiana - blog o SH

    Forum Sherlock Holmes
  • 13.04.17, 16:56
    Od zawsze bywałam z dziećmi w różnych miejscach, włącznie z imprezami z głośną muzyką i tańcami.
    Kluczem do sukcesu jest nie dopuszczenie do sytuacji, gdzie odbierałabym dziecko zachowujące się jak moje, jako uciążliwe.
    Czasem sam fakt, że ludzie widzą, że się starasz wystarczy, miałam mnóstwo sympatycznych sytuacji, gdzie ludzie np. widząc, że chcę wyjść, bo dziecko zaczyna marudzić np. zaczynali zabawiać je, wykonywali inne miłe gesty.
    Nie akceptowałam ganiania po lokalach, gdzie wszyscy siedzą w ciszy, nie zostawialiśmy po sobie śmieci czy brudnego fotelika.
    Da się w miarę normalnie funkcjonować z dziećmi bez bycia uciążliwym dla otoczenia.
  • 13.04.17, 16:58
    A gdyby jakieś miejsce było np. 10 czy 16+ to oczywiście nie byłby to problem (no może gdyby nie był jedynym w mieściewink )
  • 13.04.17, 17:00
    Byłam z dzieckiem w domu 1,5 roku, potem wróciłam do pracy. Z tego okresu, przebywania z dzieckiem 24 h na dobę, przypomina mi sie potrzeba oderwania, odetchnięcia od dziecka, wyjścia gdzieś czasem bez niego. Wolałam spotkac się z z koleżanką na kawie, a nie w piaskownicy.
    Rozumiem, że zabieranie dziecka wszędzie ze sobą wynika z konieczności (brak kogoś kto może odciążyć), ale dla mnie to namiastka prawdziwego odpoczynku i zabawy. Mówię o zabawie dla dorosłych, bo klocki oczywiście można wszędzie układać i kolorowanki kolorować.
  • 13.04.17, 17:08
    Chodzę z moim 5.5 parkiem prawie wszędzie. Właściwie od urodzenia. Omijam chyba tylko kluby nocne, filmy dla dorosłych. Nie przypominam sobie żeby mi gdzieś urządził scenę. Ale ja też szanuje jego ograniczenia i możliwości. Jeżeli idziemy do restauracji to jemy i wychodzimy a nie umawiamy się z towarzystwem na ploty i drinkowanie oczekując od dziecka ze Bedzie 5h siedział cicho..
  • 13.04.17, 18:37
    O właśnie o to mi chodziło. Wychodziłam z synem, teraz wychodzimy z dziećmi, jeździmy, zwiedzamy ale biorąc pod uwagę możliwości i ograniczenia dzieci. Nie chodziłam z dzieckiem na filmy dla dorosłych ani na przedstawienia dla dorosłych.
  • 13.04.17, 17:35
    Matko bosko to tego trzeba sie uczyc? Dziecko ktore nie pojdzie do nocnego klubu jako dorosly bedzie mialo bariere psychiczna "no bo ja nigdy nie bylem?" Lol.
    Jako dziecko bywalam tylko i rodziny na jokosc mojego zycia kulturalnego i publicznego negatywniw to nie wplynelo.
    Niepotrzebnie unikalas "spotkan dla matek" tak tak wiadomo matki niegodne tylko o zupach i kupach...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 13.04.17, 17:57
    Skąd wiesz, że unikałam? Nie unikałam. Ale co z tego, że mając np. 3letnie dziecko idziesz na spotkanie dla matek z dziećmi rocznymi - bo głównie takie chodzą. To już inny świat jestbig_grin Potem idziesz na spotkanie, co tam, projekt cały, dla samotnych matek i osamotnionych w małżeństwie - i okazuje się, że to inne drogi, inne schematy.
    Itd.

    To że zostałam matką nie znaczy, że przestałam być człowiekiem. Że nie mam potrzeby np. pójścia na inny film niż oferowany w ramach seansu dla matek (choć i tak miałam kupę szczęścia - w Wawie nie dość, że są seansy w Multikinie, to jeszcze jedno Multikino miało seansy dodatkowe, z kinem bardziej ambitnym, a swoje filmy konsekwentnie pokazuje też Gutek, więc nie jest źle). Teatry pojawiły się dużo później - moje dziecko miało jakieś 3 lata gdy pojawiła się inicjatywa opiekowania się dziećmi (chyba 4+) podczas wybranych spektakli. Tak naprawdę te zmiany zachodziły na moich oczach. Myślę, że wymusiło je pokolenie 30+, pokolenie 40+ i starsze dalej by usadzało matki w domach.
  • 13.04.17, 18:08
    Ale to nie jest wina świata, że masz/miałaś trudności z wyjściem na film "inny niż preferowany w ramach seansu dla matek". Świat robi co może, ale nie jest w stanie zaspokoic każdej potrzeby joa czy danaide. A Ty nawet jeżeli dostaniesz możliwośc pójścia do kina z dzieckiem, to też źle, bo chciałaś inny film.
  • 13.04.17, 18:19
    >To że zostałam matką nie znaczy, że przestałam być człowiekiem.

    ja ciebie jak najbardziej rozumiem bo sama siedzialam z dziećmi przez 5 lat, na urlopach wychowawczych. I miałam szczerze dosyć.
    Jednak rozumiem też innych ludzi, ktorzy nie muszą spedzac swojego wolnego czasu w towarzystwie popiskiwania, czy wrzeszczcego dziecięcia. Oni też nie przestali być ludźmi i mają prawo do swojego wolnego czasu, swojego relaksu i swoich spotkań z bliskimi. W tym np. z inną matką małego dziecka, która właśnie chce odpocząć od obowiązkow macierzyńskich i poszła z mężem do knajpy. A tam zonk! inny mały krzykacz, który się socjalizuje.
  • 13.04.17, 21:19
    No ale co z tego? Myslisz sobie - uff dzieki bogu to nie moje - wyrazy wspolczucia he heszki wink i tyle

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 13.04.17, 22:15
    >No ale co z tego? Myslisz sobie - uff dzieki bogu to nie moje - wyrazy wspolczucia he heszki wink i tyle

    no, ja raczej mysle "q...a, znowu wrzask'
    Czyli, "nie każdy jest taki jak ja" czyli ty, ichi51e.
    Mnie by strasznie wpieniało, że przyszłam odpocząć od dziecięcego wrzasku a tu znowu dzieciecy wrzask. I to, że obcy, tym gorzej, bo swojego "nie zabilabym" a obce jestem w stanie, w tej sytuacji.
    Jednym słowem to co zawsze, NIE KAŻDY JEST TAKI JAK JA i trzeba o tym pamiętać. Inni ludzie moga inaczej reagować na mojego dziubdziusia. I na inne sprawy też zresztą
  • 13.04.17, 18:43
    Ja tam zostawiam w klubie na godziny jak musze na wernisaz :p takam wyrodna big_grin

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 13.04.17, 18:47
    No, ale chcesz chodzić z 7-latką na filmy dla widowni 15+? Zamęczysz i zanudzisz dzieciaka prawdopodobnie, i nie trzeba tu żadnych rozkminek, żeby sobie to uświadomić.
  • 13.04.17, 19:34
    Na Wstydzie z Fassbinderem była jako dwulatka, bo dawali na seansie dla mam. W scenie rzezi akurat była obok to ją na pięć minut przytuliłam buzią do mniewink
    Moja sytuacja obecna nie jest przedmiotem dyskusji. Jak jest, wiem tylko ja. Piszę jak było. Jak krępowały mnie krytyczne, trissopodobne głosy. Oraz że w wielu wypadkach moje lęki były na wyrost. Poszłam to tu to tam - i było ok.

    I tylko nie wiem czemu te głosy są tak głośne i zakrzykują te przyjazne..,
  • 13.04.17, 19:46
    Ale to na forum albo wśród jakichś nadętych matron wink. Jeśli dzieci zachowują się stosownie do sytuacji, to zazwyczaj nikt się na nie ni uskarża. Jeśli dzieci nie marudzą, że idą do klubu na koncert, to jeszcze lepiej wink.
  • 14.04.17, 11:50
    A wyobrażasz sobie, że 18 lat temu nie było żadnych klubików, seansów dla dzieci, kącików dla dzieci w restauracjach, bibliotekach? Ba, równych chodników nie było, a czysty piasek w piaskownicy, jeśli takowa była to był luksus.
    Sorry, muszę to napisać. Młodym matkom w du.pach się poprzewracało. Totalnie.

    ps. Danaide, ja rozumiem, że przejmujesz się wszystkim co ktoś mówi, buntujesz się przeciwko temu co Ci nie pasuje- to jest typowe dla emocjonalności wczesnego nastolatka. Zatrzymałaś się na pewnym etapie i jeszcze nie dojrzałaś psychicznie do wieku metrykalnego. Nie wszyscy dojrzewają, to prawda. Ale Ci co mają dzieci powinni jednak. Choćby po to, żeby zrozumieć, że zawsze będą ludzie, którzy będą mieli odmienne zdanie od Twojego i to wcale nie oznacza, że trzeba się temu zdaniu podporządkować. Nie oznacza też, że trzeba się przeciwko niemu zbuntować. Że trzeba się przez to samookreślać. Przez ten bunt.
    Poszukaj dobrego terapeuty, nie psychologa tylko terapeuty. Nie wierzę, że w Warszawie takowego nie ma.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 12:01
    Młodym matkom w du.pach się poprzewracało. Totalnie

    Wiesz, to tak jakby napisać, że feministkom się poprzewracało w dupach, bo przecież kobiety mają już prawo głosu w wyborach, więc co nam trujecie o jakimś seksiźmie czy nierównościach płacowych.
    Klubiki i kąciki to nie żadne luksusy tylko dążenie do normalności.

    --
    Dobre decyzje są wynikiem doświadczenia. Doświadczenie jest wynikiem złych decyzji.
  • 14.04.17, 12:29
    Wkurza mnie to marudzenie, po prostu. Ale niektórzy tak mają: "wszystko źle". Albo:"mało, za mało".

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 20:51
    Tak tylko zauwaz ze watkodajka nie narzeka ze kluby malucha ma beznadziejne tylko ze ludzie sie dziwili jak ciagnela dziecko do knajpy o 20

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 14.04.17, 21:07
    Ja się dziwię, że się NIE dziwili, w tych niesłychanie rzadkich momentach, gdy się jednak zdecydowałam zaciągnąć - na koncert (w klubie chyba jeden przez wiele lat, w plenerze częściej) czy w Sylwestra.

    I się dziwie, że nie próbowałam częściej, nauczona pozytywnym doświadczeniem i świadoma, że mam w sumie dobrze zachowujące się w miejscach publicznych dziecko.
  • 14.04.17, 21:11
    Ja to tak bardziej ogólnie napisałam, ale faktycznie, podpięłam się pod Danaide i mogło zabrzmieć stricte personalnie.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 18:29
    pade napisała:

    > A wyobrażasz sobie, że 18 lat temu nie było żadnych (...)
    > Sorry, muszę to napisać. Młodym matkom w du.pach się poprzewracało. Totalnie.

    Nigdy nie byłam młodą matką. Od razu zrobiłam się stara. Więc to nie do mnie.
    18, 20 czy 30 lat temu było po prostu inaczej. Sądzisz, że przez to było lepiej? No cóż, moja matka, z mężem w częstych delegacjach, przez pierwsze 10 lat z dziećmi siedziała na prochach.
    Widać niedaleko pada jabłko od jabłoni. Ale jak szukam alternatywy dla prochów - alternatywy w formie choćby ersatzu bycia wśród ludzi - to słyszę, że w dupie mi się poprzewracało. To znaczy, nie mi. Tylko tym młodym.

    > Choćby po to, żeby zrozumieć, że zawsze będą ludzie, którz
    > y będą mieli odmienne zdanie od Twojego i to wcale nie oznacza, że trzeba się t
    > emu zdaniu podporządkować. Nie oznacza też, że trzeba się przeciwko niemu zbunt
    > ować. Że trzeba się przez to samookreślać. Przez ten bunt.

    Ładne, ale dla mnie dalej mętne. Podporządkowywałam się długo - źle. Zbuntowałam się (nie dlatego, że chciałam się zbuntować - po prostu doszłam do ściany podporządkowania) - źle. Jak piszę, że robię swoje, to issa czyta to, że pewnie łażę z bachorem mordodrącym po świecie i nic sobie z tego nie robię.

    I taka to proszę Ciebie rozmowa na ematce...
  • 14.04.17, 18:32
    Po co szukasz ersatzu bycia wśród ludzi? Nie możesz po prostu wśród nich i z nimi być?
  • 14.04.17, 19:01
    To znaczy wśród kogo i z kim?

    Dam Ci przykład: jak zaczęłam pisać na samodzielnej jedna forumka napisała: no jak, nie masz żadnych koleżanek, dziwna jesteś, przecież wychodzi się na podwórko i od razu wiadomo, która jest samotna matka!

    A co jak nie ma podwórka, tylko są parki miejskie, i nie, nie wiadomo, która jest samotna matka, pomijając fakt, że nawet nie wiadomo, która to matka, a która niematka?

    Mam ograniczone, bardzo ograniczone grono. Właściwie nie mam. Czasem ktoś się ze mną zaznajomi. Przetrwa lub nie. Mam jedną koleżankę, może przyjaciółkę, od ok. 20 lat (z przerwami), którą chyba jakoś obchodzę.
  • 14.04.17, 19:05
    Nie rozumiem dlaczego nie miałabyś poznać w parku miejskim jakiejś mężatki. Jest jakieś prawo nakazujące samotnym poznawania wyłącznie samotnych?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 21:15
    Nie.. tylko vox populi.
  • 14.04.17, 22:44
    Jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 19:06
    Czasem ktoś się ze mną zaznajomi.

    Ktoś ze mną... A Ty z kimś?

    Przetrwa lub nie

    Jeżeli odpowiedzialność za przetrwanie nalezy tylko do "kogoś" a Ty tylko przyjmujesz lub odrzucasz zainteresowanie, to raczej nie przetrwa
  • 14.04.17, 21:21
    W punkt.
  • 14.04.17, 18:33
    Dla mnie kiedyś było gorzej, teraz jest lepiej. Ale to w sumie ma znaczenie tylko dla mnie.
    To co Issa czyta, ma znaczenie dla Issy, a dla Ciebie co ma znaczenie? To, co każda ematka napisze? Przecież tego nie da się pogodzić.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 18:35
    A tak w ogóle to mnie nie zrozumiałaś. Nie miałam na myśli "młodym się poprzewracało bo chcą być wśród ludzi".
    Miałam na myśli "mają tyle możliwości, dużo więcej niż było kiedyś i nadal im za mało".
    Poza tym nie uważam Cię za młodziutką matkę, sorrysmile

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 18:37
    To nie szukaj zastępstwa bycia wśród ludzi tylko bądź wśród nich, bo będzie Ci tak ciągle klepać na głowę. Masz świadomość, że musisz sobie znajdywać powody i preteksty do wychodzenia. To co inni ludzie z dziećmi robią rozrywkowo dla Ciebie jest szukaniem kontaktów społecznych.
  • 14.04.17, 18:53
    Co dość oczywiste zmorą wszelkich prac były dla mnie relacje interpersonalne.

    Joa ma rację. Odnoszę sporo korzyści psychologicznych z obecnej sytuacji. Kilka niedogodności, które na razie nie przewyższyły korzyści. Największą korzyścią jest to, że nie muszę już przebywać wśród ludzi, z którymi nie mogę się porozumieć dłużej niż jest to niezbędne. Po prostu byłam długo za długo. Widać pieniądze nie potrafią zrównoważyć braku dobrostanu.
  • 14.04.17, 18:59
    To pomyśl o córce. Jaki wzorzec daje matka totalny nierób, która musi chodzić po kawiarniach i koncertach, żeby móc się do kogoś odezwać w realu?
  • 14.04.17, 19:11
    Wróćmy do zasadniczej kwestii: czy zajmowanie się dzieckiem i domem to jest praca?

    Czy jeśli dziecko jest zdrowe i nie trzeba go przewracać by nie dostało odleżyn, rehabilitować i jeździć z nim do lekarzy to cała reszta się nie liczy i to nie jest praca?

    Gdy kończyłam studia, w moim mieście uniwersyteckim odbył się feministyczny zlot. Dwa dni "dyskursu", "pi-si", odczytów, projekcji i debat. Pod koniec drugiego dnia jakiś panel narzekał jak to praca kobiet nie jest doceniana. Wstałam i powiedziałam, że nie wiem o co chodzi. Powiedziałam tak, bo znałam zapisy KRiO - na papierze nie wyglądało to źle. Na moje nieszczęście poparł mnie chłopak z prawicowej gazety więc dowiedziałam się, że nie jestem feministką i - no, w skrócie, mogę siadać.

    To, że nikt nie szanuje mojej pracy nie znaczy, że ja też muszę jej nie szanować.
    To, że nikt mojej pracy nie chce pracą nazwać, nie znaczy, że ja też muszę nazywać to misją, macierzyństwem, powołaniem itp. zwrotami świadczącymi o tym, że jest to, jakkolwiek bardziej wzniosłe tym niemniej całkowicie kontrproduktywne.
    Pochodzę z rodziny, w której moja wartość zależała wyłącznie od ilości i jakości wykonanej pracy.
    Kończąc studia i nie mając pracy, ot tak, na zawołanie - byłam dla mojej matki nikim.
    Rodząc dziecko i tracąc etat - stałam się dla mojego ojca nikim.

    No, mogę znaleźć pracę, faceta - i co? Wtedy będę KIMŚ?
    Znów?
    Jak wtedy?
  • 14.04.17, 19:14
    Wtedy nie będziesz miała czasu na durne rozkminy.
    Nie, wykonywanie codziennych czynności wokół siebie i JEDNEGO własnego zdrowego dziecka, które znaczną część dnia spędza w placówkach to nie jest praca, a przynajmniej nie taka za którą ktoś Ci zapłaci i będzie bił brawo. To część życia, normalna, banalna, standardowa.
    Nie wykonujesz pracy tylko opieprzasz się w domu na cudzy koszt.
  • 14.04.17, 19:17
    Nawet wiem na czyj big_grin

    Nie oczekuję zapłaty ani braw.
    Chciałabym tylko nie czuć się już winna, że być może zapracowałam na tę wolność.
    A może po prostu mi się poszczęściło. Choć cena była cholernie wysoka.
  • 14.04.17, 19:20
    Ty nie jesteś wolna.
  • 14.04.17, 19:35
    Każdy jest na tyle wolny, na ile się za takiego uważa. smile
  • 14.04.17, 19:38
    I na ile jest w stanie cieszyc się tą wolnoscią.
  • 14.04.17, 19:54
    Wklejam tu, bo tekst mi uciekł.

    Miałam 25 lat i byłam teoretyczką - byłam pewna, że praca kobiet jest doceniana (np. poprzez równy udział w majątku małżeńskim osoby "niepracującej" czyli wychowującej dzieci, teoretyczne zapisy o równym udziale rodziców w wychowywaniu dzieci i odzwierciedleniu tego przy alimentach...).

    Po prostu pracuję wtedy gdy część z Was być może odpoczywa, bo pomaga Wam rodzina itp. Ba, część z Was zwyczajnie odpoczywa w pracy. I jeszcze Wam za to płacą (np. ta od bich plis, praca jej psychikę ratuje). Pracujecie by opłacić dziecku kolonie - ja nie pracuję, zabieram ją na wakacje, pracę opiekunów wykonuję osobiście. Itpd.

    Nie pracuję, bo nie chcę się prosić o wolną godzinę, o wolny dzień, wolne cokolwiek: bo dziecko chore, bo ja chora, bo wakacje, bo ferie, bo święta... Wątki praca a dzieci? Tu urywam, tu opłacam, tu mąż, tu ja, tu moja matka, tu jego ojciec - jednym słowem ekwilibrystyka.
    Dziewczyny pisały, że chcę liczyć na innych. Wprost przeciwnie. Wiem, że mogę liczyć tylko na siebie.
  • 14.04.17, 19:17
    To jest praca. Też ją wykonywałam oprócz pracy zawodowej. Ale w tej dyskusji ważniejsze jest czym jest czas wolny, który mamy po wykonaniu tych prac domowych (których ubywa wraz z wiekiem dziecka). Ze wszystkich Twoich wypowiedzi bije niezadowolenie z czasu wolnego który masz. Czy taka andaba na przykład non-stop wysłuchuje "idź do pracy" ? Nie, bo ona jest zadowolona z pracy w domu, nie czuje się bezradna w kontakcie z drugim człowiekiem, nie ma pretensji do świata.
  • 14.04.17, 19:21
    Kropka też nie ma pretensji do świata i ludzi, nie narzeka na relacje społeczne i deficyt kontaktów - tak żeby oddać sprawiedliwość niepracującym zawodowo.
  • 14.04.17, 19:27
    Jeszcze więcej pewnie by się znalazło.
  • 14.04.17, 19:37
    Każdy ma swoją historię. Wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi byłam w jednym domu/szkole/pracy z kropką czy andabą.
  • 14.04.17, 19:39
    Tak - każdy ma swoją historię. O Tobie wiemy tylko to co napiszesz.
  • 14.04.17, 19:45
    I naprawdę nie chodzi o to, żeby Ziucie podobał się Twój styl życia i Twoje wybory. Chodzi "tylko" o to, żeby:

    -podobał się Tobie
    -nie odbijał się negatywnie na córce (także w dłuższej perspektywie)
    -był jakis plan na przyszłość. Nie musisz pisać z czego się utrzymujesz - ważne, żebyś Ty wiedziała jak bedziesz się utrzymywać kiedy córka dorośnie. I fajnie by było, żeby to nie było kosztem tych co nie maja tak "fajnego życia" i pracują zawodowo.

    Tylko tyle i aż tyle.
  • 14.04.17, 19:34
    Żadna praca nie pomogła mi w kontaktach społecznych tak, jak pomogło mi wiszenie na forach albo kursy dla "młodych" (sorry, triss, znów uzurpacja) rodziców organizowane przez m. st. Warszawa.
    Dziękuję!

    Ale e-kasia też musiała się tłumaczyć, co?
    Piszecie "idź do pracy" tym, którym z jakichś powodów piszecie. Nie wiem jakich.
  • 14.04.17, 21:33
    No ale co z tego ze pisza? Niektorzy ludzie sobie zycia bez pracy nie wyobrazaja. Ich sprawa

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 14.04.17, 19:30
    Panel narzekał, że praca kobiet nie jest doceniana. Ty tego nie zrozumiałaś. Tzn. uważałaś, że jest doceniana czy wręcz przeciwnie?
    Zajmowanie się sobą gdy dziecko jest w szkole to nie jest praca. Zajmowanie się wtedy domem - to jest praca. Opieka nad dzieckiem po szkole, wychowywanie go ect to jest praca. Czyli - praca to wykonywanie czynności, za które ludzie są skłonni zapłacić, żeby ich nie wykonywać/kiedy nie mogą/nie chcą/nie mają umiejętności.
    Polemizujesz z definiowaniem człowieka poprzez pracę, tak?
    Ja też z tym często polemizuję. Głównie w necie, bo w realu spotykam się z niedowierzaniem jak można w ogóle na ten temat dyskutować. Moim zdaniem praca ma sens gdy jest wartością. Czyli np. robię coś konstruktywnego, przysługuję się innym, jestem potrzebna, zarabiam pieniądze, żeby dołożyć do wspólnego budżetu, czyli mam swój wkład.
    Nie ma sensu jeśli pracuję bo "co ludzie powiedzą". Czyli budżet nie wymaga mojego wkładu, praca jest bezmyślna, odtwórcza, nie ma dla mnie żadnej wartości, boję się opinii innych.
    Powyższe "definicje" nie oznaczają, że uważam trzeba/nie trzeba w życiu pracować. Tak dla zasady. To są raczej warunki, które uwzględniam przy podejmowaniu czy zmianie pracy, albo rezygnacji z niej.
    Mam wrażenie Danaide, że Ty właśnie nie pracujesz dla zasady, żeby IM pokazać (może mamie), żeby się zbuntować, żeby być przeciwko.
    Nie chcesz być definiowana przez brak pracy ale nie masz takiej odporności, siły w sobie, żeby Cię opinie innych nie obchodziły. Przeanalizowałabym sobie to na Twoim miejscu.


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 19:53
    Miałam 25 lat i byłam teoretyczką - byłam pewna, że praca kobiet jest doceniana (np. poprzez równy udział w majątku małżeńskim osoby "niepracującej" czyli wychowującej dzieci, teoretyczne zapisy o równym udziale rodziców w wychowywaniu dzieci i odzwierciedleniu tego przy alimentach...).

    Po prostu pracuję wtedy gdy część z Was być może odpoczywa, bo pomaga Wam rodzina itp. Ba, część z Was zwyczajnie odpoczywa w pracy. I jeszcze Wam za to płacą (np. ta od bich plis, praca jej psychikę ratuje). Pracujecie by opłacić dziecku kolonie - ja nie pracuję, zabieram ją na wakacje, pracę opiekunów wykonuję osobiście. Itpd.

    Nie pracuję, bo nie chcę się prosić o wolną godzinę, o wolny dzień, wolne cokolwiek: bo dziecko chore, bo ja chora, bo wakacje, bo ferie, bo święta... Wątki praca a dzieci? Tu urywam, tu opłacam, tu mąż, tu ja, tu moja matka, tu jego ojciec - jednym słowem ekwilibrystyka.
    Dziewczyny pisały, że nie chcę liczyć na innych. Wprost przeciwnie. Wiem, że mogę liczyć tylko na siebie.
  • 14.04.17, 19:57
    Po piewrsze nie pisz, że możesz liczyc tylko na siebie skoro sama przyznajesz, że od rodziców masz mieszkanie /mieszkasz wich mieszkaniu itd. Zakłądam, że gdybyś wygrała w totolotka , to nie musiałabys od nich przyjmować takiej pomocy. To, że możesz sobie pozwolić na ograniczenie pracy tylko do tej domowej świadczy o tym, że MASZ NA KOGO LICZYĆ, ale kompletnie tego nie doceniasz.

    Po drugie - nikt tutaj nie kwestionuje tego, że praca w domu to też praca.

    Po trzecie - Nie wydajesz się zadowolona ze swojego życia i swoich wyborów.
  • 14.04.17, 20:00
    BTW - to jest własnie ciekawe (a nie sam fakt, że nie pracujesz) - brak pracy zawodowej i utrzymywanie siebie i dziecka BEZ NIKOGO, NA KOGO MOŻNA LICZYĆ?
  • 14.04.17, 20:25
    1. Podobnie jak zakładam, że gdyby nie mieszkanie nie dokonałabym tez pewnych wyborów życiowych. Na przykład praca za minimalną pensję - bo mnie stać, bo przecież nie muszę płacić kredytu.
    Każdy kij ma dwa końce.
    Tak, moja matka jest jako takim gwarantem zostawienia mnie w spokoju przez ojca.
    2. Really?
    3. Trauma tak działa. A Ty jesteś zadowolona z popełnionych błędów?
    (I tu ematki się rzucą: więc nazywasz córkę błędem?)
    Ech...
  • 14.04.17, 20:29
    danaide - wszytsko wskazuje na to, że masz na kogo liczyć.

    Jeżeli doświadczyłaś jakiejś traumy - to pomoc terapeuty i byc może nawet tych niechcianych tabletek jest wskazana. Robienie z niej kapitału daleko Cię nie zaprowadzi.
  • 14.04.17, 20:02
    Słabo to brzmi.
    Nie pracujesz bo nie chcesz się prosić. Czyli nie chcesz być zależna. No cóż, jesteś zależna, tylko w inny sposób, powiedziałabym, że masz nawet mniejszą kontrolę niż Ci co pracują u kogoś.
    Możesz liczyć tylko na siebie to bzdura. Liczysz na rodziców (mieszkanie) i ojca dziecka (alimenty). Mogłabyś liczyć na innych, tych obcych, gdybyś zechciała. Ale nie chcesz, bo o relację trzeba dbać, a przecież Ciebie tego nie nauczono.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 20:16
    Czyli taka niebanalność na krzywy ryj (cudzy koszt).
    Pani jest 40+, miała oceany czasu, żeby samodzielnie nauczyć się dbać o relacje niezależnie od przekazu domowego. Teraz nie uczy dbania o relacje córkę i hoduje kolejnego klienta rozlicznych terapii.
  • 14.04.17, 20:27
    Ty hodujesz żmijkę podobną do Ciebie?
  • 14.04.17, 20:34
    Co Wy z tą oryginalnością/niebanalnością?
  • 14.04.17, 20:35
    Bo sprawiasz wrażenie jakby bardzo Tobie zależało na takich okresleniach. Ale może się mylę.
  • 14.04.17, 20:40
    Ja też tak myślę Joa.


    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 20:46
    Pade, poczytaj sobie życie rodzinne!
    Niebanalny/oryginalny to najprostsze wyjaśnienie swoich poczynań jakie mają ludzie zanim poznają taki termin jak DDA/DDD smile
  • 14.04.17, 20:52
    Doskonale wiesz, że tam bywałam.
    Silenie się na osobę niebanalną to zwykłe pozerstwo.
    Danaide wybacz, jak dla mnie komplikujesz wszystko niemiłosiernie po to by ukryć coś, co z boku jest bardzo czytelne.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 20:59
    Wiem i wiem, że lubiłam Cię czytać. Czasem coś do mnie trafiało.
    Naprawdę sądzisz, że próbuję coś ukryć - poza rzeczami o których nie mówię, może brak ich do ogólnego obrazu, ale o pewnych rzeczach po prostu tu nie piszę.
    Choć w paru miejscach napisałam coś między wierszami, ale to się nie przebiło, może i lepiej.


  • 14.04.17, 21:04
    Nie tyle przed forum, co jest całkowicie zrozumiałe, co przed samą sobą.
    Chcesz coś zmienić w życiu czy chcesz je analizować?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 21:33
    A da się jedno bez drugiego?
    Chociaż już się chyba naanalizowałam, ŻR wliczywszy.
  • 14.04.17, 22:35
    To nie jest odpowiedź. Nie możesz tak wprost? Chcę coś zmienić. Jak to zrobić? Jak nawiązywać i dbać o relacje? Jak dobrze czuć się wśród ludzi? Jak zaakceptować siebie?
    Skoro się naanalizowałaś, to zrób sobie przerwę. Zadaj sobie pytanie i poczekaj aż odpowie Ci intuicja. A potem działaj.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 20:28
    Fakt. Nie sypiałam z szefami, więc jak przyszło co do czego mogłam pakować manatki.
  • 14.04.17, 20:30
    Sugerujesz , że bez spania z szefami nie ma pracy?
  • 14.04.17, 20:35
    Ja do dziś nie wiem za co mnie zwolniono.
  • 14.04.17, 20:39
    To po co piszesz o spaniu z szefem?

    p.s. Nie masz wypowiedzenia z podaniem przyczyn?
  • 14.04.17, 20:44
    Podano mi wiele przyczyn.
    Bardzo wiele.
    Za wiele, by nie popaść w absurd.
  • 14.04.17, 20:46
    Podano mi wiele przyczyn.
    Bardzo wiele.


    I ty nie wiesz dlaczego?
  • 14.04.17, 20:48
    p.s. Jesteś chyba bardzo niesprawiedliwa w stosunku do ludzi - na nikogo nie możesz liczyć, pracę straciłaś, bo nie przespałas się z szefem, wszyscy mają Ci coś za złe, nawet okulista....
  • 14.04.17, 20:51
    Joa, dlaczego tak bardzo zależy Ci na ratowaniu mnie?
  • 14.04.17, 20:58
    Zależy mi tak samo jak na ratowaniu każdego obcego człowieka - nie mniej , nie więcej. W tym Twojej córki.
    Może też osobiste doświadczenia - co prawda moja rodzicielka była ogarnieta zawodowo, ale też nic jej nie zadowalało i "wszyscy byli źli" - wiem jakie to jest toksyczne dla otoczenia.
  • 14.04.17, 23:16
    Iiii tam niesprawiedliwa.
    Taki typ czlowieka, jak moja babcia. Toksyczny do bolu, niszczy wszystko co moze, ale ona przeciez niewinna! To zly swiat sie na nia uwzial!...
    Danaide, idz to przepracuj. Szczerze radze.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 14.04.17, 20:50
    Jeden podałam: przydadzą Ci się pieniądzesmile Jeśli coś, co nie jest niezgodne z prawem jest powodem albo coś co nie jest prawdą jest powodem... to równie dobrze wszystko może być powodem, prawda?
  • 14.04.17, 20:52
    Na wymówieniu podali Ci informacje "z dniem..... zwalniamy X, bo przydadzą się jej pieniądze"?
  • 14.04.17, 21:00
    W uzasadnieniu.
  • 14.04.17, 20:44
    A co to za różnica za co, to było ileś lat temu. Miliony ludzi przeżyło w którymś momencie zwolnienie z pracy i znakomita wiekszość prędzej czy później znalazła zatrudnienie kolejny raz i kolejny.
  • 14.04.17, 20:52
    Zatem należę do nieznakomitej mniejszości.
    Jak sama zauważyłaś, są i tacy.
  • 14.04.17, 21:27
    No tragedia big_grinDD dziecko sie pewnie ze wstydu pali ze matka samiast na kasie po muzeach sie szlaja...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 14.04.17, 21:32
    O, to chyba komplement big_grin
    Skoro już tak siedzę w tym TKMaxx to chociaż złożyłam tam CV. No answer... sad
  • 14.04.17, 21:32
    Problem, że matka jakoś mało zadowolona się wydaje z tego "szlajania po muzeach"
  • 14.04.17, 21:38
    No właśnie dlaczego?
  • 14.04.17, 21:38
    Wyrzuty sumienia z powodu takiego obrotu spraw?
  • 14.04.17, 22:42
    Z jakiego takiego?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 22:56
    Takiego, który nigdy nie był moim celem, bo był niezgodny z wyznawanymi przez moją rodzinę, a co idzie przez mnie, wartościami.
  • 14.04.17, 22:56
    a co za tym idzie - przeze mnie

    rezonans już w czerwcuwink
  • 14.04.17, 22:58
    Ha! W choroby też uciekam?

    No dobra, czy ja już mogę prosić o powolne wygaszenie tego wątku?
  • 15.04.17, 00:04
    Rozmawiasz z asmarabis?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 15.04.17, 05:46
    Co ma system wartości Twojej rodziny do Twojego życia i do odczuwania zadowolenia z niego? I co nigdy nie było Twoim celem?
  • 14.04.17, 21:39
    No wlasnie chyba zmeczenie materialu ja dopadlo. Trzeba sobie hobby znalezc. Ja tam sie zastanawiam tylko co by sie stalo jakby meza szlag trafil - jej corka nie jest jedynym beneficjentem majatku bo pan zdaje sie ma rodzine. Co wtedy z rodzicam sie przeprosi?
    Czemu skladasz cv w tkmaxx? Przeciez ty jestes lingwistka zajmij sie jakas fajna praca naukowa jak nie potrzebujesz kasy i masz duzo czasu.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 14.04.17, 21:45
    Jaki mąż? Jaka rodzina? Z jakimi rodzicami kto się ma przepraszać?
    Jaki majątek? Mieszkanie na kredyt?
    Nie jestem lingwistką. Języki trochę znam praktycznie bez papierów.
  • 14.04.17, 21:47
    No to moze studia? Jak masz czas to nie ma co go marnowac a zawsze to jest usta do kogo otworzyc. Anpapier zawsze sie przyda. ..

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 14.04.17, 22:41
    No właśnie. Można robić masę rzeczy. Zająć się sobą w terapii (na NFZ jeśli kasy brak), skorzystać z bezpłatnych warsztatów (albo nisko płatnych), zająć się wolontariatem, nauczyć języka lub go doszlifować, postażować bezpłatnie/płatnie na część etatu, nauczyć się tańczyć lub śpiewać, wiele można. Jak się chce.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 22:52
    Odstostunkuj się pade.
    O śmierci mam gadać? O operacji?

    Święta idą.
  • 14.04.17, 23:53
    Co????
    Kobieto o co Ci chodzi?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 23:58
    Wychodzi na to ze mysli zechora jest i boi sie ze umrze.
    Autorko, myslalas co wtedy z corka?

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 14.04.17, 19:00
    A nie pomyślałaś o tym, że może masz zbyt duże oczekiwania w stosunku do ludzi? Wymagasz, żeby spełniali każde Twoje oczekiwanie, a jak nie to "spadaj". Praca to nie tylko pieniądze. To także nauka, że ta wredna Ziuta jako jedyna pomogła komus w kryzysowej sytuacji, że nudny Wiesio ma fascynujące hobby, że najserdeczniejsza koleżanka może Ciebe równo ochrzanić i pozostać serdeczną koleżanką?
  • 14.04.17, 19:02
    Tego się nauczyłam na życiu rodzinnymwink
  • 14.04.17, 19:02
    W życiu też...
  • 14.04.17, 19:02
    Praca to też ubezpieczenie i podstawa do przyszłych roszczeń wobec ZUS lub innej państwowej instytucji.
  • 14.04.17, 19:12
    Naprawdę, myślisz, że jestem aż tak głupia?
  • 14.04.17, 19:14
    Tak, właśnie tak myślę.
  • 14.04.17, 19:14
    Więc nie myśl za wiele.
  • 14.04.17, 19:18
    Masz jakiś pomysł na przyszłe źródło dochodów czy, po ustaniu źródełka alimentacyjnego na córkę, zamierzasz płynnie przejść na rentę z powodu nieustającej depresji czy na co tam zbierasz kwity?
  • 14.04.17, 21:40
    Cynicznie - spadek?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 14.04.17, 21:45
    Romantycznie ; Best Marigold Hotel?
  • 14.04.17, 21:47
    Ok. tylko wtedy trudno mówić, że nie ma na kogo liczyć, bo ktos jej ten spadek zostawi , nie przebimba go, nie wyda na siebie, przekaże w testamencie, a jeżeli ustawowo to nie "wydziedziczy" itd.
  • 14.04.17, 21:52
    Zatem mamy nadal dwie opcje - albo mam na kogo liczyć albo już zostałam wydziedziczona, a majątek jest przebimbywanysmile
    Zakłady otwarte!
  • 14.04.17, 21:57
    Oczywiście, że możesz próbować obracać wszystko w żart, kpinę....
    Możesz też pisać "wiem z kim mam do czynienia"

    Twoje życie. Życzę, żebyś w koncu czerpała z niego radość. Ze wzgledu na Twoje dziecko.
  • 14.04.17, 22:01
    Wszystko popsułaś!
    Ojciec już mnie wydziedziczył.

    Też bym sobie tego życzyła. Teraz już nawet udaje mi się uśmiechać.
  • 14.04.17, 19:02
    Czy nie masz wrażenie, że pieczołowicie i z oddaniem pielęgnujesz każda krzywdę, każdą niedogodnośc losu, każdy błąd innego człowieka?
  • 14.04.17, 19:07
    I analizujesz każdą opinię, każdy wyraz twarzy, każdy gest?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 19:14
    Owszem. Zwłaszcza wyraz twarzy ematki piszącej te słowa big_grin
  • 14.04.17, 19:33
    No i co wywnioskowałaś?

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 14.04.17, 20:01
    Że nie wiem jak robić emotkę facepalm.
  • 14.04.17, 20:04
    Spytaj Rosę.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 13.04.17, 19:34
    I to jest właśnie książkowe obalenie mitu "dziecko nic nie zmienia", owszem zmienia i to wszystko. Nikt nie każe ci siedzieć w domu, ale niestety mając dziecko musisz przyjąć do wiadomości, że z dwulatkiem wszędzie nie pójdziesz. Marzy ci się film dla dorosłych, czy drink w klubie dla dorosłych, zatrudnij nianię, skoro nie masz nikogo życzliwego do opieki nad dzieckiem.

    odnoszę wrażenie, że masz pretensje do dziecka, że cię ogranicza i do całego świata, że nie chyli czoła i nie ułatwia życia samotnej matce, zamiast mieć do siebie i swojego partnera, że zwyczajnie nie nadajecie się na rodziców (czytałam twoje inne wątki i tak właśnie uważam, oboje jesteście beznadziejnymi rodzicami).
  • 13.04.17, 19:38
    Ano zmienia. I ogranicza, a przynajmniej zmusza do organizowania opieki jeśli chce się spędzić czas bez dziecka. Taki lajf.
  • 13.04.17, 19:52
    Brzmi to ciut lepiej niż: masz dziecko, siedzisz w domu - nie uważasz?
  • 14.04.17, 11:51
    Lepiej brzmi ale czy coś zmienia?
    Traktowanie dosłownie i do siebie wszystkiego co ludzie mówią może prowadzić do zaburzeń psychicznych, serio.

    --
    Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
  • 13.04.17, 19:51
    To Twoja opinia. Ja mam inną.
    Choćby taką, że zważywszy na to z jakiego pułapu startowałam, mogło być o wiele gorzej.
  • 13.04.17, 17:53
    >Gdzie i jak dzieci mają się nauczyć bycia wśród ludzi jak nie wychodząc do ludzi?

    moje dzieci uczyly się, np. wychodzac do piaskownicy czy na place zabaw, do ogrodka jordanowskiego czy przy spotkaniach rodzinnych.
    Twoja propozycja przypomina Misia, który biedny pyta "gdzie młodzi ludzie maja nabierać doświadczenia".
    No, jakos nikomu nie podoba się sposob zdobywania wiedzy Miska.
    Myslę, że narzucanie innym swojego malego dziecka tez może się nie spodobac, szczególnie, ze dziś dzieci nie sa wychowywane" a obcy też uwagi zwrócić nie mogą bo zaraz obraza.
    A Włosi i inne poludniowe kraje (np. Hiszpanie) całkowicie inaczej traktują dzieci, rodzine i zycie towarzsykie, ktore toczy się na ulicy (w pubach) a nie w domach. U nas jest inaczej.
    Naucz dzieci odpowiedniego zachowania i nie bedzie problemu z wychodzeniem "do ludzi".
  • 13.04.17, 18:07
    >Twoja propozycja przypomina Misia, który biedny pyta "gdzie młodzi ludzie maja nabierać doświadczenia".
    No, jakos nikomu nie podoba się sposob zdobywania wiedzy Miska.

    big_grin big_grin big_grin
  • 13.04.17, 19:30
    Ty masz swoje doświadczenia, ja swoje.
  • 13.04.17, 21:54
    >Ty masz swoje doświadczenia, ja swoje.

    na to akurat chyba nic dziwnego. A juz szczególnie tu.
    Taka malutka różnica, to nie ja mam problem z wprowadzaniem dzieci w świat, tylko TY pytasz.
    Ja nie pytałam innych, jak zsocjalizować swoje dzieci. I nikt nigdy nie skarżył się na ich zachowanie, przeciwnie.
  • 13.04.17, 22:09
    Na zachowanie mojej też nie. Jeden wypadek, ale to akurat w knajpie typowo dzieciowej - więc się nie liczy?

    Ja nie pytam. Ja przedstawiam problem w formie pytania.
    Ale pytam nie tylko o dzieci. Pytam też o matki.
    Inna sprawa, że pytania pytaniami, odpowiedzi odpowiedziami, a ja powolutku uczę się robić swoje bez względu na to co kto powie. Nawet jeśli się to nie podoba, bo większość tak nie robi.
  • 13.04.17, 22:14
    Nawet jeśli się to nie podoba, bo większość tak nie robi.

    Czego większośc nie robi?
  • 13.04.17, 22:22
    Nie chodzi do kina za dnia, bo wieczorem nie jest to możliwe.
  • 13.04.17, 22:26
    I naprawdę myślisz, że kogos obchodzi czy chodzisz do kina rano czy wieczorem? Ludzie nie zwracają uwagi na takie rzeczy.
  • 14.04.17, 18:30
    Dlaczego zatem tyle osób interesuje się faktem czy chodzę do pracy?
  • 14.04.17, 18:34
    Dlatego, że z Twoich postów bije krzyk o kontakt z ludźmi. I więź, ale trudno o więź bez kontaktu.
  • 14.04.17, 18:40
    To jest proste. Laska nie pracuje od chwili urodzenia dziecka, z rodziną ma kontakt zerwany, faceta nie ma. Od lat jest tylko ona i to nieszczęsne dziecko i szukanie kontaktów w taki sposób, w jaki z nudów robią matki na macierzyńskim (czyli jak dziecko jest malutkie).
  • 13.04.17, 22:31
    no, widzisz, a ja jednak nigdy nie staralam sie "robić swoje bez względu na to co kto powie".
    Tyle, że ja stara szkola jestem bo mój pierworodny ma 28 lat.
    I zawsze wychowywałam dzieci tak, jak wydawało mi się to słuszne, jak ja się zachowywałam, jak chciałabym żeby inni zachowywali się przy mnie. Kilka razy uslyszalam, że dzieci "sa dobrze ulozone" (wychowawca na koloniach) albo wyrażone zdziwienie, że "mieszkania nie rozniosly" (to w rodzinie), jakby normą było, że dzieci "roznoszą". Przyznam, że mnie sama zdziwiło zdziwienie, pt "to teraz dzieci sie nie wychowuje?"
    Tak, że wiesz... ja byłam uczona, ze nie tylko czubek mojego nosa jest najważnieszy. Tak tez uczyłam moje dzieci. Ale nie jestem przekonana czy to było słuszne, wystarczy poczytać chocby to forum, że o innych aspektach wspólczesnego życia nie wspomnę. Ciezko te moje dzieciaki będa miały, nie potrafiąc przepychac się łokciami i nie majac zakodowanego wdupiemania innych.
  • 14.04.17, 18:34
    Na wypowiedziach niedookreślonych bardzo daleko można płynąć... Chyba popłynęłaś za daleko. Vide up. (Albo down.)
  • 14.04.17, 18:35
    W ogóle długo można płynąć, na czymkolwiek..prawda, danaide?wink
  • 14.04.17, 00:10
    Masz problemy, które nadają się do przepracowania u psychologa, masz też problemy wychowawcze. Tymczasem stosujesz coś w rodzaju mechanizmu obronnego, nazywając te swoje problemy oryginalnością i byciem nie-taką-jak-wszystkie, chodzeniem pod prąd. Problemy nie przestaną być problemami tylko dlatego, że przedstawisz je w ładnym opakowaniu i oryginalnie nazwane.
  • 13.04.17, 17:54
    Sa dzieci które rewelacyjnie odnajdują sie przy takich wyjściach.Zajmują sie sobą, są relatywnie cicho.Mniejszy kłopot też z dzieckiem "wrzaskunem" tutaj rodzic zazwyczaj czuje sie zobligowany szybko zareagować.
    Najgorsze są tzw "dzieci okupanci" to dzieci teoretycznie grzeczne ale ich upierdlwosc psuje cała przyjemność z wyjścia, przyjemnosć osób postronnych bo rodzice najczęściej udają ze nie widzą co sie dzieje i korzystają z chwili wytchnienia kosztem osób postronnych.Dziecko okupant wybiera sobie ofiarę, zazwyczaj zaczyna sie od kopania w krzesło takiego biedaka, potem nurkowanie pod stołem, następnie uporczywe wpatrywanie sie z przekrzywianiem głowy i wysyłaniem słodkich uśmiechów.Ofiara stara sie ignorować ale gdzie tam, dziecko podchodzi i zaczyna pokazywać potrawy na talerzu z teatralnym szeptem " a cio to?" mama z oddali udaje reakcję "Kasiu daj panu spokój, ale z ulga odwraca sie do koleżanki by kontynuować dialog wink
  • 13.04.17, 18:00
    Dziecko okupant czy dziecko zakładnik świątecznie nakrytego stołu?
    Moja krzeseł nigdy nie kopała. Ale też miała prawo poruszać się w określonej przestrzeni. Np. kawiarnia dla dorosłych - ale przed nią fontanna (z takich co nie da się do nich wpaść) czy wspomniana księgarniokawiarnia.
  • 13.04.17, 18:05
    Dlatego nie ma jednej sytuacji wszystko zależy od czasu, miejsca i dziecka a także postawy rodziców.
  • 14.04.17, 09:04
    Nie wydaje mi się, żebyś chciała coś zrozumieć. Nikt nie odbiera dzieciom praw, ale inni też mają swoje prawa. Pracuję z dziećmi, w domu mam swoje, jak wychodzę popołudniu lub wieczorem np. do kawiarni, chciałabym pobyć bez dzieci. Wielu ludzi ma takie odczucia, kultura osobista nie pozwala im głośno pewnych rzeczy wypowiedzieć.
    I żeby nie było...wychodziłam z małym dzieckiem w różne miejsca, jak widziałam, że jest niegrzeczne, opuszczałam lokal. I robiłam to raczej w ciągu dnia, nie wieczorami. Uważam, że nie we wszystkie miejsca trzeba ciągnąć dwulatka, choć rozumiem samotność matki na wychowawczym i jej głód doznańsmile
  • 14.04.17, 18:36
    Po prostu nie wydaje mi się, by przykład nasiadówki rodzinnej był adekwatny. Zwyczajnie - nie mamy okazji w takich imprezach uczestniczyć. Co robi córka podczas nasiadówek u ojca nie wiem.
  • 13.04.17, 17:55
    Skąd ten pomysł???
  • 13.04.17, 18:06
    Jestem na macierzyńskim (ma się ku końcowi), dziecko zabieram ze sobą w wiele miejsc - muzea, kawiarnie, restauracje, ale i urzędy, zdarzyły mi się też spotkania zawodowe (mam taki zawód, że dorabiam sobie na umowy zlecenia). Wieczorne wyjścia są dla mnie, więc w domu z dzieckiem zostaje wówczas mąż. Od samego początku nie zamierzałam kisić się w domu więcej niż to konieczne, oczywiście miałam w pierwszym rzędzie na uwadze dobro i potrzeby dziecka, więc wszystko stosownie do jego wieku i możliwości. Uwaga, dzieciak w całym swoim zyciu był może 3 razy w galerii handlowej, i to dlatego że nie miałam go z kim zostawić. Nie uznaję tego jako rozrywkę, inaczej niż spora część społeczeństwa.
    W restauracjach zwykle są krzesełka dla dzieci i dla mnie to znak, ze dzieciaki są mile widziane. Fochów niczyich nie zanotowałam, ale i nie zwracam specjalnie na to uwagi, wszak niemowlę, które trochę pisknie czy upuści chrupka nie zniszczy nikomu dnia, a uczyć się funkcjonowac w społeczeństwie musi.
    Ostatnio byłam z dzieckiem kilka dni we Włoszech. Przekonałam się, że uśmiech i akceptacja dzieci w przestrzeni publicznej WSZĘDZIE naprawdę ułatwia życie.

  • 13.04.17, 18:13
    jak już z nim idziesz: żeby nie biegało pomiędzy stolikami, nie przeszkadzało innym, nie wrzeszczało i nie wywalało jedzenia naokoło.
    A jak nie możesz/nie umiesz/nie chcesz zapanować, to nie wychodź z dzieckiem tylko sama - na pewno znajdziesz wśród lokalnych uczennic/studentek nianię na jeden wieczór.
    Albo idź do małpiego gaju.

    Co tu do zrozumienia więcej?

    --
    http://webczat.pl/img//pipe.gif
  • 13.04.17, 18:33
    Ja naleze do frakcji - z dzieckim da sie niemal wszedzie isc, czasem potrzebny jest jakis kompromis ale w zasadzie wszedzie gdzie chcialam isc, szlam z dzieckiem, podrozowalam, zwiedzalam. Z jedzeniem w restauracjach slabo bylo, ale i na to znalazlam sposob. Moje dziecko jednak nie latalo jak dzikie, nie przeszkadzalo, bylo w miare latwe do ogarniecia w przestrzeni publicznej, dobrze sypialo w wozku.
    Z tego co pamietam, to chyba dwa razy trafilam na miejsca, gdzie mnie poinformowano, ze z dziecmi nie wpuszczaja. Nie czulam sie tym urazona, nie to nie, tez bedac bezdzietna wolalam miejsca bez dzieci.
    Moje dziecko mialo krotki etap okropnych zachowan w wieku ok. 1,5 -2 l i wtedy po kazdym wyjsciu do sklepu wracalam wkurzona i mowilam, ze nigdy wiecej nie ide z dzieckiem. Niestety najczesciej wyboru nie mialam no i tez mialam dylemat, ze gdzies sie dziecko nauczyc obycia musi. Nauczylo sie na okolicznych sklepach, nie mam w poblizu rodziny, wtedy nie mialam odwagi isc gdzies dalej.
    Ale to byl krotki etap.
  • 13.04.17, 18:52
    Hm... jednak widzę sporo miejsc - atrakcyjnych dla mnie - w które dziecka/dzieci nie zabiorę. Kluby nocne, puby wieczorem, spotkania towarzyskie w celach alkoholowych, teatr wieczorem, elegancka kolacja, rajd konny itp. Weźmy ten ostatni przykład, nie zabiorę sześciolatki w teren nawet na godzinę więc jak chcę pojeździć, a jestem z młodszą sama to muszę zorganizować jej opiekę.
  • 13.04.17, 19:18
    Pewnie to tez zalezy od tego co matka sama lubi - ja nie lubie nocnych klubow i alkoholowych imprez, a teatr czy opera wieczorem to dla mnie miejsce, gdzie mozna isc z dzieckiem. Moim.
  • 13.04.17, 19:24
    Ja lubię. Nie wezmę dzieci na spektakl dla dorosłych w Syrenie czy Buffo, zresztą na niektóre przedstawienia masz ograniczenia wiekowe. Z dziećmi byłam w Buffo na "Piotrusiu Panie", z nastolatkiem idę po świętach na "Zemstę" w Polskim, ale nie wezmę dzieci na "Białą bluzkę" w Och Teatrze.
  • 14.04.17, 09:07
    Teatr i opera z dzieckiem? Wieczorny spektakl? To chyba żart.
    Niestety, ludzie za bilety płacą kupę kasy, między innymi po to, żeby w spokoju i komforcie obejrzeć spektakl.
  • 14.04.17, 23:52
    A skad wnioski, ze kazde dzecko zakloca spokoj?
  • 13.04.17, 18:41
    Sorki, ale im więcej Cię czytam, tym bardziej mam wrażenie, że źródło Twoich wszelkich problemów stanowisz przede wszystkim Ty sama.
  • 13.04.17, 18:42
    >Gdzie i jak dzieci mają się nauczyć bycia wśród ludzi jak nie wychodząc do ludzi?
    (Nie wszyscy mają wielkie rodziny...)

    "Rodzina- bliscy znajomi - dalsi znajomi - obcy" - tak widzę krąg ludzi wybranych, aby pełnic rolę obiektow edukacyjnych dla cudzych dzieci smile wychodzenie z bliższego kręgu(rodzina) w dalszy (miejsca publiczne, przeznaczone raczej dla dorosłych) może odbywac się szybko lub wolniej, to zależy od dziecka i talentow pedagogizznych jego rodzicow. Inaczej mowiąc - nie ma przeszkod, aby dziecko mało uciążliwe zabierać wszędzie, ale jesli należy do tych trudnych i rozbrykanych, wtedy etap siedzenia w domu trwa dłużej. Tak czy inaczej, każde dziecko podrasta i nie ma co robić tragedii z tego, że jest się na pewien czas pozbawionym rozrywek ludzi bezdzietnych.
  • 13.04.17, 19:02
    Słuchaj, to jest proste. Jeśli masz z kim zostawić małe dziecko to zostawiasz, jeśli nie - wychodzisz w miejsca, które dziecko toleruje albo zostajesz w domu lub zmieniasz wybrane miejsce na inne. Nie ma co rozkminiać.

    Nie wezmę 6-latki ani nawet 12-latka na jazdę w teren, zwłaszcza taki, gdzie są zwierzęta i konie mogą się spłoszyć, bo to dla słabo jeżdżących dzieci zbyt niebezpieczne. Co oznacza, że - jeśli jestem z dziećmi sama - bujam się po ujeżdżalni albo organizuję opiekę i dopiero jadę. Teraz jak byłam zimą w Bieszczadach z przyjemnością nawaliłabym się bimbrem z lokalesami w Tarnawie czy Wołosatem, ale sorry - nie wzięłabym ze sobą młodszej na taką okoliczność więc wieczory spędzałam stacjonarnie i bez aktywności towarzyskich.
  • 13.04.17, 19:03
    To ja mam albo kupe szczescia, albo autyzm, bo nigdy nie zauwazylam, zeby komus przeszkadzaly moje dzieci. Od 10 lat sie z nimi wlucze po roznych miejscach. Od 5 ruku zycia moje dzieci dostaja 2-3 razy w roku wejsciowki do Carnegie Hall ze szkoly (cale pietro jest przeznaczone dla dzieci z rodzicami). Wiekszosc dzieci (napewno ok setki) zachowuje sie super. Problemy robia dorosli : KOMORKI!!!! i zdarzaja sie jednostki przynoszace jedzenie w foliowych torebkach.
    Muzea zawsze sa pelne dzieci. Nikt z tego powodu sie nie boczy, wprost przeciwnie :sa organizowane specjalne spotkania tylko dla dzieci, zeby dzieciaki przyciagnac. Po to zeby od malego wychowywac i oswajac z zyciem doroslych, ale przede wszystkim zeby zarobic. Wszyscy wiedza, ze dorosli nawiecej kasy wydaja nie na siebie, ale na dzieci i zwierzeta.
    O restauracjach nawet nie bede pisac, bo naprawde nie wiem o co chodzi.
    Do kasyna nawet mozna dzieci przyprowadzac, aby tylko maszyn nie dotykaly.
    Do lekarza- nigdy nie bylo problemu, do prawnikow tak samo. Do sadu? specjalnie wzielam, zeby mogly zobaczyc jak i co...

    Za bardzo sie przejmujesz, albo nie potrafilas wychowac swoich dzieci,tak zeby moc pojsc w miesce publiczne wymagajace odpowiedniego zachowania.
  • 13.04.17, 19:06
    Dżisas, nie rozumiecie. Nie chodzi jej o te muzea, czy filharmonię z programem dla dzieci, czy restauracje tylko o to, że wychodząc gdziekolwiek zawsze musi zabrać ze sobą córkę, bo nie ma jej z kim zostawić ergo czuje się uwiązana.
  • 13.04.17, 19:14
    To niech sobie wezmie nianke jak chce wyjsc bez dziecka. Tak, dziecko to zobowiazanie na lata, ale czy ktos obiecywal, ze jest inaczej?
  • 13.04.17, 19:15
    "Na fali wątków: własnego, ale i kolejnego już, o niewpuszczaniu dzieci do restauracji"
    ...
    "Mając w sobie surowy głos matek w stylu triss - masz dziecko, siedzisz w domu. "

    Naprawde? Mozna to inaczej zrozumiec?
  • 13.04.17, 19:20
    Nie odpowiadam za jej urojenia.
    Masz dziecko + jesteś samotną matką + nie masz nikogo do opieki nad dzieckiem = uwiązanie do dziecka.
    Ja akurat chodziłam ze starszym i chodzimy z dziećmi do kawiarni czy restauracji. Nie późnym wieczorem i nie na długie nasiadówki towarzyskie, ale nie ograniczamy się do McDonalda czy KFC po drodze nad morze.
  • 13.04.17, 19:26
    Ja nie odpowiadam za Twoje manipulacje. Zbierasz moja wypowiedzi na przestrzeni lat i lepisz w jedną osobę. Czy to że będąc dzieckiem w różowej sukience, które raz zrobiło w majtki oznacza, że jesteś teraz dzidzią piernik nietrzymającą moczu?
  • 13.04.17, 19:31
    Hmm moze inaczej bym to wszystko widziala , jakbym byla samotna matka, bez pola manewru, ale naprawde moje dzieci nie sa dla mnie kula u nogi. Naprawde lubie z nimi bywac wszedzie.

    >Nie późnym wieczorem i nie na długie nasiadówki towarzyskie

    Ja ze swoimi bywam. Na weselach do bialego rana tez. Ale prawda jest , ze mam zawsze kogos pod reka jak potrzebuje pomocy. Nie domyslilam sie , ze watek ma w podtekscie samotna mame.
  • 13.04.17, 19:56
    Wesele to akurat luzik - to spotkanie rodzinne, moja czterolatka tanczyla z innymi dzieciakami do 2 w nocy i byla obrazona, ze juz wychodzimy. A ja mialam juz dosc.
  • 14.04.17, 09:10
    Ale po co? Pytam poważnie? Wesela do białego rana to nie imprezy dla dzieci.
    Co do nasiadówek towarzyskich, kulturalny znajomy nie zwróci uwagi, że wolałby pogadać bez dzieci (chyba nie każdy temat nadaje się dla dziecka?), ale da się to odczuć?
  • 14.04.17, 19:29
    >Ale po co? Pytam poważnie? Wesela do białego rana to nie imprezy dla dzieci.

    Nie dla dzieci? Na weselach bywam bardzo czesto (robie zdjecia) i nie spotkalam sie z weselami bez dzieci. To czy dzieci zostaja do pozna zalezy od rodzicow i dzieci. Z pewnoscia sa niektore dzieci zostawiane z niankami, czy znajomymi, ale to nie jest regula. Jest to zazwyczaj sprawa indywidualna, a nie nakaz z gory.

    >kulturalny znajomy nie zwróci uwagi, że wolałby pogadać bez dzieci

    Dlaczego nie ? Jezeli jest kulturalny to chyba potrafilby to zrobic taktownie.

    Dziwne wymuszone problemy, wedlug mnie.
  • 13.04.17, 19:16
    Mówisz o rzeczach, które nie są na Twoje rozumienie, bo nigdy czegoś takiego nie doświadczyłaś.
    Po co więc o tym mówisz?
    Tak, wychodzenie, nawet z dzieckiem daje mi choćby tę namiastkę wolności i przynależności. Mam się za to dać ukamieniować?
  • 14.04.17, 09:13
    To zrozumiałe. Wszystkie matki się tak czują. Ale zrozum drugą stronę.
    Mało popularne stwierdzenie - macierzyństwo nieraz tak strasznie ogranicza, że brak tchu. Niestety, trzeba się przyzwyczaić. Poczekać aż dzieciak urośnie. Jeszcze mniej popularne stwierdzenie: niektóre kobiety nie decydują się na drugie dziecko, ponieważ nie chcą powtarzać tego stanu "ubezwłasnowolnienia i uwiązania", który wiąże się z posiadaniem małego dziecka.
  • 13.04.17, 19:17
    >Dżisas, nie rozumiecie. Nie chodzi jej o te muzea, czy filharmonię z programem dla dzieci, czy restauracje tylko o to, że wychodząc gdziekolwiek zawsze musi zabrać ze sobą córkę, bo nie ma jej z kim zostawić ergo czuje się uwiązana.

    Tez tak to widze - danaide ma dziecko i zal do swiata, ze je ma. I zal do faceta, ze odszedl i ja z tym dzieckiem zostawil. I caly problem to "Dziecko uniemozliwia rozrywki". Owszem, z dzieckiem traci sie czesc rozrywek (w zamian dziecko wnosi inne wartosci). Ale na Boga, zycie nie polega na samych rozrywkach. Dziecko nie uniemozliwia budowania swojej pozycji w pracy czy kariery. Dziecko nie uniemozliwia posiadania kregu przyjaciol i nawiazywania przyjazni. Dziecko nie uniemozliwia zalozenia nowej rodziny. Z dzieckiem czy bez kiedys trzeba wydoroslec.
  • 13.04.17, 19:21
    A dostałaś kiedyś wypodzienie z pracy, w którym było napisane: jest Pani samotną matką, więc zwolnienie z pracy jest dla Pani dobra, bo przydadzą się Pani pieniądze z odprawy?

    Wy macie swoje historie, ja swoją.
  • 13.04.17, 19:21
    Wypowiedzenie
  • 13.04.17, 19:27
    Nie, nigdy mój stan cywilny czy rodzinny nie był istotny w pracy. Nawet jak pracowałam mając regularnie dyżury, które mogły skończyć się o 22, a mogły o 4 rano.
  • 13.04.17, 19:27
    Jak w planach bylo zwolnienie to nawet jakbys byla mezatka to by cie zwolnili, tylko powod mniej durny by musieli wymyslec. Rozejrzyj sie wokolo ile kobiet dostaje wypowiedzenie zaraz po powrocie z macierzynskiego. Matki malych dzieci sa generalnie uznawane za gorsze pracownice.
  • 13.04.17, 19:56
    Dostałam, bo jako matka samotna i w ogóle matka miałam stać się o wiele mniej dyspozycyjna niż przedtem. Z przyjemnością zainkasowałam odprawę. Wcześniej wszystkie możliwe zwolnienia i opieki na rehabilitowanego wcześniaka. Urlop wypoczynkowy za 2 lata, kiedy mi go nie udzielano. Odpoczęłam. Wydałam odprawę. I zaczęłam robić to, co lubię, żadna małpa szefowa nie stoi mi nad głową wink.
  • 13.04.17, 20:34
    Donaide, Triss ma racje. Poprostu czas wziac sie za robote. Pojsc do pracy. Przykra sprawa i widac, ze unikasz tego wszelkimi sposobami, ale bez tego sie nie obedzie. Nie ma innej drogi. Jak nie masz pracy, to 8 godzin dziennie poswiecac szukaniu pracy i doksztalcaniu sie. Zaczac zarabiac na siebie a nie dac sie utrzymywac rodzicom, do ktorych masz mase pretensji i zali i wciaz tkwisz w tej niezdrowej zaleznosci. Sa jacy sa, inni nie beda bo nie potrafia, dobrze to zrozumiec w wieku 40 lat. Jak Ci dorzuca jakas kase, to git, ale to nie oni powinni Cie utrzymywac. Pogratulowac exowi nowego zwiazku, odpimpac sie od jego ukladu z dzieckiem, dzielic z nim koszty utrzymania dziecka. Przestac sie skupiac na dziecku calymi dniami bo to dla niego tez nic dobrego. W ogole mniej filozofowac, wiecej robic. Jak pojdziesz do pracy - wziac fajna nianie na godziny i w tych godzinach robic to, na co masz ochote. Na przyklad chodzic na randki.

    Narazie to to dziecko ma nieszczesliwa matke, dla ktorej jest ciezarem, jednoczesnie ta matka nie ma zadnego innego zajecia, niz to dziecko. Za to ma wyrzuty do dziecka, wlasnych rodzicow, ojca dziecka i calego swiata.

    A jesli to jest jakas ciezka depresja, i nie potrafisz wziac sie do roboty to zostaje psychiatra i jakies tabletki na poczatek. Ewentualnie dodatkowo psychoterapia. W przeciwnym razie pociagniesz tak nastepne 40 lat.



  • 13.04.17, 21:06
    A nerwica może być? Ciężka? Z fobią społeczną?
    Od razu mi lepiejbig_grin
  • 13.04.17, 21:20
    >A nerwica może być? Ciężka? Z fobią społeczną? Od razu mi lepiejbig_grin

    Owszem, moze. Moze byc tez i zwykle lenistwo. To akurat jest najmniej wazne w tym wszystkim. Czlowiek zaczyna droge w tym punkcie, w ktorym zaczyna. Wazne jest, zeby przyjal do wiadomosci, ze jest tam, gdzie jest, i zaczal dazyc do tego, co chce osiagnac. Zaden sarkazm tu nie pomoze. Chowanie glowy w piasek tez nie.
  • 14.04.17, 09:17
    Psychiatria górą, syntetyczna serotonina działa cuda.
  • 14.04.17, 09:15
    Musisz jednak zrobić plan na przyszłość. Każdy ma swoją historię, raczej o najtrudniejszych i najsmutniejszych rzeczach nie rozpisuje się na forum. Możesz się zapieklić w swoim żalu i hołubić swoje problemy albo spróbować je ogarnąć.
  • 13.04.17, 19:22
    PS. Po co mi nowa rodzina? Starej coś dolega?
  • 13.04.17, 19:30
    Ciagle sie skarzysz, ze samotnosc ci doskwiera.
  • 13.04.17, 19:39
    To że potrzebuję wymiany myśli z dorosłymi ludźmi nie oznacza, że jestem gotowa na bycie pod jednym dachem z jakimkolwiek mężczyzną.
    Lesbijką nie jestem, szkoda, o ileż moje życie byłoby prostsze...
    sad
  • 13.04.17, 19:46
    Ale doskwiera ci samotne macierzynstwo. A niesamotne to wlasnie zycie z facetem.
  • 13.04.17, 19:54
    big_grin big_grin big_grin
  • 13.04.17, 19:49
    To że potrzebuję wymiany myśli z dorosłymi ludźmi nie oznacza,

    A czy masz pewnośc, że to dziecka utrudnia Ci wymianę myśli z dorosłymi ludźmi?
  • 13.04.17, 20:03
    A czy Ty nie zauważyłaś zmiany traktowania Cię przez otoczenie po tym jak urodziłaś dziecko?

    Generalnie ładnie to ujęła moja siostra, też samotna matka: po tym jak urodzisz dziecko żaden facet do Ciebie nie podejdzie, bo wszyscy uważają, że jak masz dziecko to i masz męża.

    (Na forum podobnież - lek na samotność: mężczyzna...)

    PS Czy ktoś może mi odpowiedzieć co z tym kajmakiem? Czy puszkę z kajmakiem się otwiera czy gotuje jak mleko?
    Podejrzewam, że to pierwsze.
  • 13.04.17, 20:19
    Jak kupujesz gotową masę kajmakową w puszce, to jej w ogóle nie gotujesz, jest juz gotowa, IMO, mi nie smakuje. Wolę mleko skondensowane słodzone gotować te 3 godziny, jest znacznie smaczniejsze.

    Jak chcesz opcję wypasioną, to kupujesz prawdziwe krówki odrobina masełka i śmietanki 30 i gotujesz aż się rozpuszczą, trzeba bardzo uważać, żeby nie przypalić.
  • 13.04.17, 21:20
    Prawdziwe krówki? Od kilku lat nie widziałam krówki innej niż na syropie gluk-fruk. Może za rok spróbuję ze skondensowanym albo z masą bonne maman. A może opanuję sernik?
    Slowly but steadily...
  • 14.04.17, 12:27
    Ja kupuję krówki opatowskie IMO są bardzo dobre.
  • 13.04.17, 20:55
    Jak chcesz z kims dziecko wspplnie wychowywac to jakie masz inne opcje jesli lesbijka nie jestes?

    Mleko slodzone skondensowane gotuje sie w puszce, puszka zamknieta, wstawiasz do gara z woda i gotujesz 3 godz. I robi sie kajmak. Puszke otwierasz po wystygnieciu a stygnie dlugo, najlepiej ugotowac wieczorem i otworzyc na drugi dzien.
  • 13.04.17, 21:04
    Ja chcę dziecko wspólnie wychowywać? Nieeee... po przemyśleniu za i przeciw... Tak naprawdę odejściu jej ojca towarzyszył szok, ale i ulga - wreszcie nie muszę nic z nikim uzgadniać!
    (Myślałam, że związek na tym polega, że jak kupuję dziecku paczkę bodziaków to muszę uzgodnić wzór z eksem. A potem płacę z własnej karty. W moim domu o pieniądzach się nie mówiło, a kobieta miała być samodzielna i niezależna.)

    Dzięki. Mnie w ogóle kupny kajmak nie smakuje, ale to nie mnie ma smakowaćwink
    Jakoś nie mogę się przyzwyczaić do "mnie".
  • 13.04.17, 21:14
    A no ok, jak doszlas do ciekawszych wnioskow, najwyrazniej nie jestem na biezaco z twoimi przemysleniami. W zyciu nie uzgodnilam zakupow ubraniowych dziecka z jego ojcem.
    Ten gotowany kajmak jest calkiem dobry, za slodki tylko ale moze mozna czegos dodac zeby odslodzic?
  • 13.04.17, 21:27
    No cóż, dla mnie 9 miesięcy życia z jej ojcem to było coś w rodzaju eksperymentu społecznego z cyklu: jak Danaide wyobraża sobie życie w przykładnym stadle małżeńskim... Nawet nie pytam ile ematek facet zapędził do posługi małzeńskiej po 6 tygodniach od porodu, bo żona kolegi była sprawna po 6 tygodniach, w ogóle najczęściej po 6 tygodniach...

    Czy ja się skarżę? Czy tylko opowiadam nieśmieszne dowcipy?

    Dorzuciłam ciemny dżem. Córka zachwycona (no, musiałyśmy spróbować). Zrobię sobie w święta potężną sałatkę jarzynową...
  • 13.04.17, 21:40
    Dla wiekszosci par wspolne zycie to eksperyment, docieranie sie i kompromisy. Jednym sie eksperyment udaje a innym nie.

    Odslodzil cos ten dzem? Ja myslalam o dodaniu czegos neutralnego lub soku z cytryny zeby zabic slodycz.
  • 13.04.17, 22:11
    Powiem szczerze, ta masa to takie @#$%^, że obie teraz planujemy jedzenie mazurka przy jednoczesnym zeskrobywaniu choćby części.
    Ale wygląda ładniebig_grin
  • 14.04.17, 00:08
    Rowniez nie uzgadnialam big_grin ale wolalam jak on ze mna uzgadnial bo ubranka ktore mi sie nie podobaly szybko ginely...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 14.04.17, 09:18
    Ja tam nie przepadam za mężczyznami. Nigdy nie byłam samotna sama ze sobą.
  • 14.04.17, 00:03
    Btw ile lat ma to dziecko ze tak utrudnia? Przeciez to nastolatka juz chyba...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 13.04.17, 19:23
    No ale odpowiedzia jest np klub malucha na godziny

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 13.04.17, 19:43
    W cenie opiekunki, ale jest. Tak, dziwna sprawa. Znalazłam jeden, blisko, w dobrej dzielnicy, krótko po tym jak zostałam sama z dzieckiem i... wypadło mi to z głowy... Jako rozwiązanie, jako miejsce na mapie, które znalazłam. Chyba przez stres. Przypomniałam sobie jak mała poszła do przedszkolasmile
  • 13.04.17, 19:46
    Symptomatyczne.
  • 13.04.17, 19:54
    ?
  • 13.04.17, 20:04
    Wiesz, gdybyś pamiętała o tym miejscu, może mogłabyś wyjść gdzieś sama? I co wtedy?

    Może lepiej zapomnieć i "siedzieć w domu z dzieckiem", bo świat taki wrogi.
  • 13.04.17, 20:11
    Ale ja naprawdę niemal codziennie wychodziłam. Moje dziecko koło 2,5 roku ogłosiło strajk! Wyszło na to, że nie może się nigdy spokojnie w domu pobawić. I zaczęłam więcej bywać w domu. Ale wkrótce zaczęło się przedszkole więc najgorszy koszmar - tak, to był koszmar, mam sobie prawo tak to nazwać, czy to się triss podoba czy nie - skończył się.

    Tyle że miałam wcześniej swój świat, taki na odreagowanie rzeczywistości - nie, nie używkowy bynajmniej - i to się urwało.
  • 13.04.17, 20:20
    Masz jakąś fobię na moim punkcie?
    Samotnie z dzieckiem przez 3 lata i bez odskoczni w postaci kawałka własnego życia każdy dostanie na głowę - nigdy tego nie negowałam, wręcz przeciwnie.
    Dorośli ludzie najczęściej po posłaniu dziecka do przedszkola (lub wcześniej) podejmują jakąś pracę, wychodzą z domu rano, wracają po południu i nie mają czasu na zastanawianie się dokąd pójść w środku dnia (do bufetu firmowego albo najbliższej Biedronki w ciągu półgodzinnej przerwy). Ty musiałaś/musisz wynajdywać sobie preteksty i powody do wyjścia z domu, a na dłuższą metę to depresyjne.
  • 13.04.17, 20:42
    A to fakt, autorki dziecko już chyba do szkoły poszło z tego co kojarzę, skoro przez cały czas nie pracuje, tylko siedzi w chałupie na utrzymaniu rodziców, to nie dziwię się, że jej na dekiel padło. Szkoda tylko, że traktuje córkę jako przyczynę wszystkich swoich nieszczęść, ograniczeń i porażek, bo to na tym biednym dziecku w przyszłości się odbije.
  • 13.04.17, 20:51
    No dobra, ozdabiałyśmy mazurki więc nie wiem - która z Was pierwsza walnęła, że jestem na utrzymaniu rodziców?
    Przyznaję, mieszkanie jest ich. Ale już rachunki i podatki płacę ja.
  • 13.04.17, 23:41
    Zaciekawiłaś mnie- skoro nie pracujesz, to skad masz pieniadze na te rachunki i podatki? Alimenty na córkę, czy jesteś rentierką?
  • 13.04.17, 20:57
    Nie na Twoim - na punkcie ferowanych przez Ciebie na publicznym forum poglądów.
    Do tego manipulujesz. A może po prostu masz problem z subsumpcją faktów. Nie wiesz, pytaj, nie twórz bytów równoległych.
  • 13.04.17, 19:48
    I to jest faktyczny problem, a nie to, że jakaś wyimaginowana osoba krzywo spojrzy, bo dziecko poszło z mamą do operetki czy na koncert jazzowy wink.
  • 13.04.17, 19:19
    A, to już jest Twoja interpretacja. Zmęczenie dziecka nie jest jednoznaczne z brakiem dobrego zachowania.

    Co kraj to obyczaj.
    Tak, masz szczęście.

    Spotykałam się z uwagami ze strony lekarzy, że przychodzę z dzieckiem. Fakt, może 2-4%. Faktem jest, że to się nie miało prawa zdarzyć nawet w promilu. Nikt nie chodzi z dzieckiem do własnego lekarza dla zabawy.
  • 13.04.17, 19:46
    >A, to już jest Twoja interpretacja. Zmęczenie dziecka nie jest jednoznaczne z brakiem dobrego zachowania.

    Tylko to nie zdarza sie na tyle czesto i intensywnie, zeby sobie nie dac z tym rady? Moze to u ciebie sie poteguje, bo i ty jestes wtedy zmeczona i sfrustrowana pod koniec dnia? Wtedy naprawde lepiej juz siedziec w domu... no co innego mozna wtedy zrobic, wziac tabletki upokajace? Zapewne nie. Niestety sa w zyciu sytuacje bez wyjscia i im szybciej sie czlowiek z nimi pogodzi, tym mniej cierpi.
  • 13.04.17, 19:55
    W sensie: ze zmęczonym nie wychodziłam.
  • 14.04.17, 00:19
    3 na 100 lekarzy przez 10 (?) lat narzekalo ze dzieciak siedzi? Spokojnie mozna zalozycze na buca trafilas a nie ze jest to zmowa przeciwko dzieciom w przestrzeni publicznej

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 13.04.17, 19:29
    Nie o to chodzi zeby z dzieckiem siedzieć w domu.
    Ale jeśli dziecko dokazuje jest męczące, upierdliwe hałaśliwe to trzeba uszanować publiczna przestrzeń.
    Zmienić dziecku otocznie, dostosować czas, jeśli głodne czy zmęczone lub ominąć godziny szczytu dopóki dziecko nie na tyle kumaty zeby dać rade wysiedzieć.


    Ostatnio sytuacja z knajpki polskiej ,miejsce dostosowane do dzieci.
    Zabawki przewijak, właścicielka dzieciaki kocha, czasem ponosi malucha ,żeby rodzice mogło zjesc jeśli jest mało ludzi.
    Była rodzinka z około 1.5 chłopcem.
    Dzieciak darł sie okrutnie, ale nie mamusia siedziała /troche stała przy stoliku , bo ona przyszła do restauracji i kazdy ma byc tolerancyjny. Niedziele tłok mały był zmęczony , tarł oczy, wystarczyło wyjsc przejście sie z nim , czy wsadzić do auta i tato mógł pojeździć z nim, potem przełożyć do wózka lub wynieść w fotelikiem. Albo wymienić sie przy śpiącym w aucie dziecku.
    Wszyscy sie oglądali spoglądali po sobie, nawet właściciela poszła spytać czy moze pomoc.
    Ale nie ,bo ona bedzie spędzić czas z rodzina przekrzykiwali sie w tej rozmowie przez płacz dziecka.
    Byli ze starsza corka i jakaś kobieta, starsza babcia czy ciocia lub znajoma.
    Zero tolerancji, ja niestety musiałam wyjsc z młodym, nasze danie zabraliśmy do domu.

    I my wychodzimy z nim gdzie sie da jestesmy po to we dwójkę zeby sie wymienić czy ogarnąć młodego.
    Jeśli dla niego jest sytuacja trudna jest upierdliwy dla otocznia wychodzimy.
    Bo on sie denerwuje ja inni po co w imie czego?

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 13.04.17, 19:37
    Nie znam. Raz w tygodniu jestesmy na obiedzie w knajpie. Najczęściej mexicana albo wloska na winogradach. Obsluga zawsze zauwaza brak ktotegos z dzieci.
    Poza tym ciagniemy je wszedzie. Jak przeszkadzaja, wychodzimy na zmiane.
    Dzieki temu nasz 11 latek i 8 latka potrafia sami złożyć kulturalnie zamówienie w restauracji, poprosic o dodatkowy talerz / serwetki / wode itp.
    Natomiast dbamy o komfort reszty ludzi i nie pozwalamy na glosne zachowanie, bieganie po sali, płacz.
  • 13.04.17, 20:46
    a nie chodziłaś do pracy zwyczajnie?

    --
    Akurat w wypadku mężczyzn twierdzenie, że coś tam mają bardzo przemyślane, to idealizacja tej płci.- by Triss
  • 13.04.17, 20:59
    Przed urodzeniem dziecka? Jasne, że chodziłam. Latami.
  • 13.04.17, 21:06
    Ale dziecko urodziłaś ładnych parę lat temu. To nie jest niemowlak, nawet nie przedszkolak tylko dziewczynka w wieku szkolnym. Tu na forum jest sporo kobiet, które same wychowywały lub wychowują dzieci i chyba wszystkie pracują więc Twoje niebycie w związku nie jest żadnym ewenementem, to nic nadzwyczajnego. Wszystkie też w pewnym momencie musiały przyjąć do wiadomości, że są w jakis sposób uwiązane i nie mogą sobie pozwolić na zupełnie swobodne życie towarzyskie.
  • 13.04.17, 21:46
    pytam o PO? PO urodzeniu ?

    --
    Akurat w wypadku mężczyzn twierdzenie, że coś tam mają bardzo przemyślane, to idealizacja tej płci.- by Triss
  • 13.04.17, 22:00
    Czy zajmowanie się dzieckiem to jest praca i dlaczego nie?
  • 13.04.17, 22:01
    ale masz na myśli zajmowanie się nim kiedy jest w przedszkolu/szkole?
  • 13.04.17, 22:13
    8 godzin pracy, 8 godzin odpoczynku, 8 godzin snu - postulaty robotnicze nas nie dotyczą?
  • 13.04.17, 22:18
    Nie, nie słyszałam o 8 godzinach odpoczynku dziennie codziennie.

    Naprawdę nie wiesz czego dotyczyły postulaty robotnicze? smile Jeżeli nie, to Ci tłumacze - 8h pracy zawodowej, 8 na sen i 8 na dojazdy, prace w domu, zajmowanie się dziecmi jeżeli są i odpoczynek.

  • 13.04.17, 22:20
    I naprawdę Wam to odpowiada?
  • 13.04.17, 22:22
    Tak, zdecydowanie. Daje wolność, ale wiem, że nie każdy lubi.
  • 13.04.17, 22:24
    Widzę że przez roztargnienie zapomniałaś o takim prozaicznym, w sumie mało istotnym, aspekcie pracy jakim jest dostarczanie środków do życia smile
    Tak odpowiada mi. Z tym, że ja pracuję marne 5 h. I płacą mi za to.
  • 14.04.17, 07:26
    bicz pliss ,to mi psychike ratuje

    --
    Akurat w wypadku mężczyzn twierdzenie, że coś tam mają bardzo przemyślane, to idealizacja tej płci.- by Triss
  • 14.04.17, 09:23
    Zejdź ma Ziemię, świat nie jest idelalny, a kobieto w ogóle jest gorzej.
  • 13.04.17, 22:18
    Idę niedawna do lekarza. Lekarz: co pani robi? (Co go to @##$% obchodzi?! To jakieś obowiązkowa formuła konwersacji?). Zajmuję się dzieckiem - grzecznie odpowiadam. A gdzie jest teraz dziecko? - pyta. W szkole - mówię jak na spowiedzi. To co pani teraz robi? - denerwuje się? Zajmuję się sobą - znów grzecznie odpowiadam. Lekarz nie pyta o nic więcej. Pielęgniarka próbuje ukryć uśmiech.

    Dobrej nocy. Jutro zajmuję się dwójką dzieci, jeśli to Was jakoś uspokoi. Wątpię, ale może, może... wink
  • 14.04.17, 07:55
    sie nie dziwie ze sie z ciebie smieja


    --
    Akurat w wypadku mężczyzn twierdzenie, że coś tam mają bardzo przemyślane, to idealizacja tej płci.- by Triss
  • 14.04.17, 08:23
    Skoro odpowiadasz jak wariatka to nic dziwnego, że nie traktują Cię poważnie.
    Chcesz leczyć depresję czy co tam masz w głowie? Pytania o to czym się zajmujesz (jak spędzasz czas), jakie masz interakcje z ludźmi są uzasadnione.
    I nie, zajmowanie się zdrowym dzieckiem w wieku szkolnym nie jest tożsame ani równoważne z pracą zawodową.
  • 14.04.17, 09:31
    chyba ze sie homeschooluje suspicious


    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 14.04.17, 18:44
    Pytanie zadał okulista. Niech spyta czy ile czasu spędzam siedząc przed monitorem/czytając/czy mam zajęcie nadwyrężające wzrok. Dla mnie takie gadki są nieczytelne, nie wiem czemu służą.
  • 14.04.17, 18:47
    to juz skłam ze pracujesz, dzizas zeby sobie wstydu nie robić

    --
    Akurat w wypadku mężczyzn twierdzenie, że coś tam mają bardzo przemyślane, to idealizacja tej płci.- by Triss
  • 14.04.17, 18:49
    big_grin
  • 14.04.17, 23:36
    Autystka jestes czy jak?...

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 14.04.17, 23:36
    Doprawdy, jak z kazdym tak rozmawiasz jak z tym lekarzem, lub tak jak piszesz na forum, to sie nie dziwie ze masz problemy z kontaktami miedzyludzkimi.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 14.04.17, 07:25
    no nie . nie jest to praca

    --
    Akurat w wypadku mężczyzn twierdzenie, że coś tam mają bardzo przemyślane, to idealizacja tej płci.- by Triss
  • 14.04.17, 07:30
    Moze dla kogos jest? Ile ja razy slysze ze komus sie babcia dzieckiem zajmuje i "caly czas wierszyki spacerki prace plasyczne i cuda wianki" gdyby ktos tak sie dzieckiem zajomawl to owszem bylaby to praca a dzieciak pewnie by tego psychicznie nie wytrzymal big_grin ale nie znam nikogo tylko zawsze slysze o tej mitycznej babci (eks nauczycielce przewaznie)

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 14.04.17, 09:22
    Wydaje mi się, e teraz to Ty naginasz fakty. Owszem, jest to praca, ale dla większości - równoległa z pracą zawodową.
  • 14.04.17, 18:46
    Dla ojca mojego dziecka nie jest.
    Dla wielu ojców nie jest.
    Dla wielu sądów nie jest.

    I wygląda na to, że dla wielu ematek również nie, zatem nie dziwmy się ani ojcom, ani sądom.
  • 14.04.17, 18:48
    Nie manipuluj. To jest praca i nikt temu nie zaprzecza. Natomiast żaden "robotnik", do których się odwoływałaś, nie postulował 8 h dziennie na odpoczynek.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.