Dodaj do ulubionych

Nic nie robi w szkole....

21.04.17, 12:54
Zmuszacie do pracy takie dziecko czy olewacie skoro dobrze się uczy.
Na razie klasa 2 więc się zastanawiam co będzie dalej.
Syn-bardzo inteligentny, uzdolniony matematycznie. Jedyne w co angażuje się w szkole to matematyka-chociaż ta też tylko do pewnego stopnia jaki mu pasuje, bardziej wf i informatyka.
Ma wywalone na szkolne obowiązki, nie odrobi zadania, nie przygotuje się do sprawdzianu, nie zabierze zeszytu albo nie będzie go prowadził-dopóki nie musiwink Zadanie dodatkowe?-nie ma szans, po co robić koro nieobowiązkowe...Ja mam dosyć pilnowania ale jak nie będziemy tego robić to nie będzie robił nic po prostu. Niespecjalnie będzie to miało przełożenie na oceny, bo owszem złapie kilka minusów czy pał za brak zadania czy nieznajomość wierszyka, słówek-po to żeby złapać oceny bardzo dobre i celujące z innych prac czy wygrać konkursy. Zresztą nawet jakby miało to oceny go nie motywują.


--
Sygnaturka się zgubiła....
Edytor zaawansowany
  • 21.04.17, 12:58
    Gdybym to ja wiedziała, to bym zastosowała. Ale nie wiem...

    --
    lady-z-gaga: Szydło nosi swoje broszki jak order Lenina - nie przejmuje się, czy pasują, czy nie.
  • 21.04.17, 12:59
    Aha, gdy miałam syna w 2 klasie, słyszałam, że zaczekaj, dorośnie i zrozumie, może się zmieni.
    Nie zmienił wink

    --
    - Poproszę 2 bilety normalne na "Smoleńsk"
    - Na "Smoleńsk" nie ma normalnych. By caraway
  • 23.04.17, 11:49
    Moja się też nie zmieniła.
    6 klasa.
    Na szkołę ma wywalone.
  • 21.04.17, 12:58
    Ja bym pilnowała. Bała bym się, że na razie owszem, może i nadąża, ale za chwilę może przestać i nawet te kilka minusów może być znaczące.
    2 klasa podstawówki rozumiem, nie gimnazjum? Chyba jest jeszcze czas na wyrobienie nawyku, czy tam poczucia obowiązku.
  • 21.04.17, 12:59
    Czy jednak gimnazjum skoro mowa o informatyce?
  • 21.04.17, 13:01
    nie podstawówka-przepraszam zajęcia komputerowe to się nazywa

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.04.17, 13:03
    No to bym - nazwijmy to - zmuszała. Także i siebie bym zmuszała, żeby pilnować, bo do przyjemności to nie należy, że człowiek po robocie zamiast sobie netflixa odpalić (tfu... przepraszam... Kanta otworzyć) to musi przy lekcjach siadać, no ale pilnowałabym...
  • 22.04.17, 18:11
    He, he ja tak mam. Zamiast sobie o zarzadzaniu kosztami poczytac czy etyce w ksiegowosci (egzaminy tuz tuz), ja sobie ematke czytam smile.
    Ale juz sie poprawiam, bo czasu na nauke mam rzeczywiscie bardzo malo sad.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • 21.04.17, 12:59
    Zmuszam (choć bez przesady), żeby wyrobić nawyk systematyczności. Zresztą, później przyjdzie trudniejszy materiał i taki nawyk się przyda, bo mało które dziecko jest zdolne ze wszystkiego.
  • 21.04.17, 13:03
    zmuszam, pilnuje. Potem może być jeszcze gorzej, niech ma świadomość obowiązków i systematyczności w nauce.
  • 21.04.17, 13:04
    zwariowałabym, gdybym musiała tak pilnować.
    Znaczy dałabym dziecku szansę nauczki na jego własnych zaniechaniach.
    2 klasa to nie jest żadna nauka, przeciętnie rozgarnięte dziecko będzie miało dobre oceny bez przygotowań, bo to oczywiste oczywistości o świecie. Więc teraz bym odpuściła, a naukę konieczności przysiądnięcia fałdów zostawiła na 5-6 klasę, gdy jednak olanie zajrzenia do podręcznika będzie częściej wychodziło na jaw.


    --
    Szanowny Prezydencie!
    Błogosławione łono, które Ciebie nosiło, i piersi, które ssałeś.
  • 21.04.17, 13:08
    Znasz jakieś dziecko, które stając się nastolatkiem stałoby się bardziej obowiązkowe niż w pierwszych klasach? Mi nie było dane poznać takiego egzemplarzawink
  • 21.04.17, 13:20
    mamma_2012 napisała:

    > Znasz jakieś dziecko, które stając się nastolatkiem stałoby się bardziej obowią
    > zkowe niż w pierwszych klasach? Mi nie było dane poznać takiego egzemplarzawink

    znam masę dzieci, które w podstawówce przy lekcjach spędzały w porywach co najwyżej pół godziny dziennie (i poniżej czwórek w ocenach nie schodziły), a na wyższych stopniach edukacji nie miały większych problemów z zauważeniem i zaakceptowaniem tego, że odtąd (bardzo) dobre oceny wymagają większego wysiłku.



    --
    Szanowny Prezydencie!
    Błogosławione łono, które Ciebie nosiło, i piersi, które ssałeś.
  • 21.04.17, 13:25
    Nie o czas poświęcany na naukę mi chodziło, a o obowiązkowość, systematyczność.
  • 21.04.17, 13:28
    więc sobie do mojego posta wyżej dodaj jeszcze, że te dzieci były nieobowiązkowe i niesytsystematyczne.
    Reszta bez zmian.
    Teraz jasne, czy ci coś jeszcze dopisać?


    --
    Marszałek Senatu, Stanisław Karczewski, zaapelował do najbogatszych Polaków by powstrzymali się od korzystania z programu "Rodzina 500+"[...] Dopytywany o to znaczy, że ktoś jest bogaty odparł, że nie zastanawiał się na tym. To ktoś taki, kto zarabia dużo więcej ode mnie, powiedział.
  • 21.04.17, 14:23
    Mamma, ja jestem przykładem, a co?

    --
    Ci z was, którzy myślą, że wiedzą wszystko, są bardzo irytujący dla tych z nas, którzy rzeczywiście wszystko wiedzą. /Agatha Christie/
  • 21.04.17, 14:38
    Ale Ciebie nie poznałam, a napisałam, że ja nie spotkałam takiego egzemplarzawink
    Ja natomiast, podobnie jak syn Sloneczka, miałam w szkole bardzo lekko, nie nauczyłam się systematyczności i obowiązkowości, nie wyrosłam z tego i do dziś utrudnia mi to życie.
  • 21.04.17, 15:23
    To naprawdę trzeba się tego uczyć od pacholęcia, bo inaczej kaszana?
    Wiesz co, do tej pory, jakbyś chciała, to byś się już nauczyła.
  • 21.04.17, 15:32
    Są rzeczy, których łatwiej nauczyć się w dzieciństwie.
  • 21.04.17, 14:37
    ale ja nie wiem czy jest sens demonizowac systematycznosc.
    nigdy systematyczna nie byłam i jakos przeszłam przez system edukacyjny bez problemów.


    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 21.04.17, 14:47
    Bo da się. Ja też przeszłam, ale sporo dodatkowych stresów i zerwanych nocy mnie to na którymś etapie kosztowało. Niestety widzę, że córka idzie tą samą drogą i też życia jej to nie ułatwia. Dlatego bogatsza o doświadczenia z drugiego dziecka będę bardziej pilnowaćwink
  • 21.04.17, 14:11
    mamma_2012 napisała:

    > Znasz jakieś dziecko, które stając się nastolatkiem stałoby się bardziej obowią
    > zkowe niż w pierwszych klasach? Mi nie było dane poznać takiego egzemplarzawink

    Dokładnie mamma male dzieci to pikus i je jest łatwo zmotywowac ale takie niezależnie myslace jednostki w wieku 13-16 lat znacznie trudniej wiec nie wróżę sukcesow z takim podejsciem do nauki na dalszych etapach edukacji.
    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie smile
  • 21.04.17, 19:45
    Moi dwaj starsi synowie 🙂... Dwa zdolne lenie - co z tego, że goniłam i pilnowałam jak potrafili siedzieć i patrzeć na książkę a wierszyka się nie nauczyć bo nie... Zmieniło im się pod koniec gimnazjum. Starszy maturę zrobił lekkim twistem na poziomie 95%, młodszy gimnazjum kończył z paskiem - teraz dalej olewa a stopnie ma dobre...

    --
    Punkt G istnieje ! Kobiety maja go na końcu słowa
    SHOPPING smile
  • 22.04.17, 17:05
    mamma_2012 napisała:

    > Znasz jakieś dziecko, które stając się nastolatkiem stałoby się bardziej obowią
    > zkowe niż w pierwszych klasach?

    Owszem, mój syn osobisty. Pol roku przed maturą przeszedł tę cudowną metamorfozę, a na studiach to już przegina z obowiazkowoscią.


    --
    niepokalaność przebiśniegów jest faktem
    natura brzydzi się dogmatem jak nikt
  • 22.04.17, 18:33
    A jak niedawno pisałam, że mój prywatny czteroletni Dziubdziuś postanowił zrobić skok rozwojowy z czterolatków do końca programu pierwszej klasy to nie było entuzjazmuwink
  • 24.04.17, 08:32
    smile
  • 21.04.17, 13:07
    W moim odczuciu, pierwsze klasy są nie po to, żeby dziecko się czegoś nauczyło, bo to jest taka wiedza, z którą zdecydowana większość dzieci już do szkoły przychodzi. Te pierwsze klasy są raczej po to, żeby dziecko nauczyło się obowiązkowości, współpracy w grupie, planowania działań, nauki, pilnowania swoich spraw, samodyscypliny etc. Więc jeśli dziecko nie nabywa/nie chce nabywać tych umiejętności to ja bym pomagała mu w tej nauce.
  • 22.04.17, 17:39
    Ale utopia big_grin
  • 22.04.17, 17:42
    za słownikiem:

    utopia
    1. «zamiar niemożliwy do urzeczywistnienia»
    2. «ideał społeczeństwa szczęśliwego; też: ideologia postulująca stworzenie takiego społeczeństwa»
    3. «gatunek dydaktycznej literatury fantastycznej przedstawiający życie idealnej społeczności»

    Jesteś pewna, że właśnie tego słowa chciałaś użyć?
  • 21.04.17, 13:12
    Mam drugoklasistę (7,5 roku) i pilnuję, przypominam, zachęcam, tłumaczę, czasem przymuszam.... Wiem, że to baaardzo czaso i energochłonne dla matki, ale to nadal małe dziecko. Na tyle jednak duże, że moim zdaniem powinno już zacząć wyrabiać sobie pewne nawyki szkolne dotyczące np. Obowiązkowości, systematyczności, dokładności... Jak dana jednostka potrzebuje do tego wsparcia rodziców, to cóż... nie zawsze rodzicielstwo jest miłe, łatwe i przyjemne. Ja wyznaję zasadę "czym skoróbka w młodości nasiąknie..." Zagryzam więc zęby i nie odpuszczam.
  • 21.04.17, 13:17
    Pilnowałabym. Nie po to aby miał lepsze wyniki, tylko po to aby nauczyć dziecko obowiązkowości jako posłuszeństwa i konieczności wywiązywania się z obowiązków.
  • 21.04.17, 14:08
    jeziorowa napisała:

    > wyznaję zasadę "czym skoróbka w młodości nasiąknie..." Zagryzam więc zęby i nie odpuszczam.

    chyba twoja mama odpuściła


    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • 21.04.17, 14:33
    Ok, masz plus 10 punktów do "zajebistości"😝
  • 24.04.17, 07:19
    To nie chodzi o pomoc, bo tą dostaje w kwestiach których jest taka potrzeba. On wie, że ma np. zadanie domowe doskonale tylko mu się nie chce go robić. To nie jest tak, że czasami zapomni, nie rozumie i potrzebuje wyjaśnienia, nie robi z premedytacją. Przez godzinę dyskutuje, ściemnia, awanturuje się po to żeby spedzic przy lekcjach 5 minut.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 07:40
    A co robisz jak mu się nie chce sprzątnąć pokoju czy wynieść śmieci? W końcu to też tylko nudne obowiązki.
    Przypomniało mi się zasada jaką kiedyś wprowadziłam, kiedy córka wszystko zostawiała na ostatnią chwilę, a potem kumulacja dezorganizowała nam np. niedzielny wieczór. Po szkole x minut musiało być poświęconych szkole, skoro tak, to już się poświęcała i napisała wypracowanie na kolejny dzień, popracowała na dłuższym projektem. Jak zupełnie nic nie było to zawsze zostawała nauka dodatkowych słówek z języka.
    Wyznacz może pół godziny, które zawsze jest czasem na przygotowanie się do szkoły. Jeżeli będzie twierdził, że nic nie ma, to podrzuć dodatkowe zadanie, książkę popularnonaukową czy cokolwiek.
  • 24.04.17, 08:16
    Jak nie wykonuje swoich obowiązków domowych to nie korzysta z przyjemności i ma mniejsze kieszonkowe.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.04.17, 13:17
    To bardzo inteligentne dzieci są w zwolnione z obowiązku prowadzenia zeszytów, uczenia się wierszyków i reszty szkolnych powinności?
    Niestety obowiązkowość i zaangażowanie w naukę są najwyższe w pierwszych klasach, potem inne rzeczy coraz bardziej zaprzątają im głowy, czyli lepiej nie będzie.
    Pracowałabym nad poprawą sytuacji. Jeżeli nie ma wewnętrznej motywacji, zewnętrzna w postaci ocen nie działa, to pokombinuj z tym, na czym mu zależy.
    Materiał w pierwszych klasach jest łatwy dla większości dzieci, to bardzo rozleniwia.
  • 21.04.17, 13:53
    Widzisz wiersza czy piosenki w domu się nie uczył, po dwójce odpytanych dzieci zaliczał na najwyższą ocenę. Pani się po jakimś czasie zorientowała, ze musi być dopytywany jako pierwszy żeby wiedzieć czy w domu swój czas łaskawie poświecił na nauczenie się czy aby nie, no więc teraz młody uczy się na przerwie przed lekcją jeśli nie przypilnuje żeby zrobił to w domu...
    Zeszytu nie prowadził przez pól roku, nie przeszkadzało mu to w posiadaniu samych 5 i 6 z angielskiego...zanim nauczyciel się zorientował oczywiście, ze go nie prowadzi...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.04.17, 13:54
    a i o to rozleniwianie właśnie mi chodzi-wszystko przychodzi mu bardzo łatwo-teraz...na tym etapie...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.04.17, 14:07
    Powiem szczerze ze niw rozumiem co nauczyciel robi skoro przez pol roku sie nie zorientowal ze uczen zeszytu nie prowadzi

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 21.04.17, 15:23
    córka mojej koleżanki nie umiała czytać, za to miała świetną pamięć. Udawała, że czyta. Nauczycielka wyłapała dopiero przy dłuższych tekstach.
  • 22.04.17, 18:07
    Ja dałam radę z rosyjskim przez 6 lat, nie znając cyrylicy 😀

    --
    Jarozbaw - nasz narodowy manneken PiS.
  • 24.04.17, 10:50
    Musiałaś mieć b. zaangażowanych i bystrych nauczycieli wink

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • 21.04.17, 14:10
    Jak wielu innym dzieciom, a potem jest słynna czwarta klasa, gdzie materiał wcale nie jest jakiś wyjątkowo trudny, tylko sama wiedza z lekcji wielu przestaje wystarczać i procentuje systematyczność.
  • 21.04.17, 15:13
    W klasach 1-3 to akurat łatwo wytłumaczalne, większość rzeczy robi się albo w ćwiczeniach, albo w kartach pracy.

    --
    użytkowniczka 18lipcowa3 o chorym dziecku: to cos tak pogardliwego jak na twoje dziecko ''dziecko'' a nie dziecko rosemary"
  • 21.04.17, 14:05
    Muszę przyznać, że strasznie dziwnie to brzmi.
    Nie bardzo wyobrażam sobie po czym nauczyciel poznał kiedy uczył się wiersza. Akurat nie ma obowiązku poświęcenia x czasu na naukę wiersza tylko trzeba go znać.
    Ty też przez pół roku nie zauważyłaś, że nie ma zeszytu? Nauczyciel nie zauważył, że nie pisze na lekcji, nie sprawdzał prac domowych czy zeszytu (przecież w młodszych klasach po reguła).
    Ktoś już napisał, że w młodszych klasach niewiele trzeba, żeby lecieć na 5/6, ważne jest żeby dzieci nauczyły się też innych rzeczy. Malucha łatwiej jest kontrolować i zmienić zachowania, z nastolatkiem nie pójdzie tak lekko, ja na Twoim miejscu, wykorzystałabym ten czas.

  • 21.04.17, 14:22
    Masz więc odpowiedź - zdolności to jedno, a szczęście - drugie. Gdyby nie miał nierozgarniętego trochę nauczyciela z angielskiego, miałby znacznie słabsze oceny. Gdyby nie dzieci, które poświęciły czas na naukę wiersza, miałby też słabszą ocenę. Właśnie dlatego należałoby jednak skupić się na tej systematyczności.
  • 21.04.17, 15:06
    ani nauczyciel ani ty się nie zorientowałaś, że dziecko nie ma zeszytu do angielskiego przez pół roku? Jak to jest możliwe?
    Jak to jest możliwe, że wy jako rodzice albo ty jako matka (bo nie znam twojej sytuacji rodzinnej) nie wiecie, czy dziecko ma zadany wiersz do nauczenia na pamięć? Nie macie elektronicznego dziennika? Nie sprawdzasz dziecku zeszytów? Hmm, dziwne to.
    A co twoje dziecko robi w czasie wolnym, w domu?
  • 21.04.17, 17:42
    mamy dziennik elektroniczny. nie sa tam zapusywane zadania domowr. owszem spradzamy zeszyty i cwiczenia i jak zadanie zapisza to je zrobi jak nie... to wrozka nie jestem podobnie z angielskim nie siedze na lekcji i nir wiem co na niej robia. skoro prze pol roku dzicko nie ma minusa paly ani zadnej uwagi i same 5 ii 6 To niby skad mam wiedziec ze cos nie gra

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.04.17, 18:26
    Ale to widzisz jakiś problem czy nie? Bo ja już nie wiem.
    Wierszy jednak się uczy na 6, zeszytu chyba nie używali przez cały semestr.
    Piszesz, że inteligentny, poczytaj o tym co jest potrzebne, żeby dziecko zdolne odniosło sukces w jakiejś dziedzinie. Sam sprawny procesor to dużo za mało, bo tylko pozwala być dobrym uczniem bez pracy.
    Interesuje go informatyka, ale coś robi w tym kierunku, czy ta informatyczna pasja to gry?
  • 24.04.17, 07:23
    Widzę problem w podejściu do obowiązków szkolnych. Młody najchętniej nie robił by nic i o ile to luzik teraz to nie bedze tak różowo za kilka lat.
    Kwestia czy się obudzi za te kilka lat jak będzie potrzeba czy nie. Czy nasze jojczenie teraz cokolwiek zmieni czy wręcz przeciwnie...


    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 07:45
    A jak pozostałe obowiązki? Wywiązuje się? Co robisz jak ich nie wypełnia? Też tylko jojczysz?
  • 24.04.17, 08:09
    Róznie, zależy ale tak zwykle musimy jojczyc żeby zrobił.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.04.17, 13:34
    Jesli oceny go nie motywuja to musicie znalezc inny motywator. Najlatwiej chyba pokazywac jak sie nauka w szkole na praktyke przeklada....

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 21.04.17, 14:03
    Jego motywuje duza powierzchnia do biegania big_grin

    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie smile
  • 21.04.17, 14:30
    Może nie zmuszam, ale pilnuję i przypominam. Mój syn miał do pewnego czasu podobny stosunek, odrabia lekcje, ale poza tym, to nie wiele go interesuje, tylko w piłkę by kopał. Ale ostatnio był konkurs matematyczny dla klas drugich, wszystkie dzieci brały w tym udział. Syn przechodził kolejne etapy i widać było, że coraz bardziej mu zależy, by wypaść dobrze. W końcu wygrał ten konkurs, był dumny i blady. Zasmakował sukcesu, teraz sam się zgłosił do innego konkursu, widzę, że się zaczął bardziej przykładać. Tak samo było z angielskiego, na początku nic nie musiał i nic nie trzeba było robić. Raz przypilnowałam, żeby sobie powtórzył do sprawdzianu, dostał 6 i teraz już sam się pilnuje, bo to tak "fajnie dostawać same szóśtki". Uważam, że trzeba motywować do pracy, a jak z pracy przychodzą efekty, nagrody, dziecko się czuje docenione, to będzie miało większe ambicje.
  • 21.04.17, 14:31
    Nie znam żadnego dziecka, które na skutek ślęczenie przy nim, pilnowania i zaganiania do nauki stałoby się bardziej obowiązkowe i systematyczne. I bez wyrzutów sumienia co wieczór odpalam netflixa albo oddaję ulubionej lekturze. Dzieci musza się ogarnąć same i tyle. Zawsze mogę poprosić o pomoc, ale ja za nimi nie biegam. I dlaczego 2 klasista miałby się systematycznie uczyć czy przygotowywać? Przecież to jeszcze nie ten etap, a w teorie o "wdrożeniu" absolutnie nie wierzę.
  • 21.04.17, 15:39
    >Nie znam żadnego dziecka, które na skutek ślęczenie przy nim, pilnowania i zaganiania do nauki stałoby się bardziej >obowiązkowe i systematyczne.

    Bo to raczej trzeba wyuczyć prawidłowych nawyków. Tak jak codzienna kąpiel czy minimum trzykrotne w ciągu dnia szczotkowanie zębów. Albo nawyków prawidłowego żywienia.
    Trzeba dziecko nauczyć, ze po powrocie ze szkoły jest posiłek i krótki odpoczynek. Potem należy przygotować miejsce pracy, potrzebne sprzęty czy materiały. Że należy sprawdzać z planem lekcji i librusem, co należy przygotować na następny dzień. Że po każdej lekcji języka obcego należy danego dnia powtórzyć sobie nowe słówka, a po matematyce nowe wzory (albo tabliczkę mnożenia), sprawdzić jaka lektura jest następnie do przeczytania i zaplanować wizytę w bibliotece. Że należy wieczorem spakować plecak/tornister, wyciągnąć śniadaniówkę, sprawdzić czy piszą wszystkie pióra czy kredki są naostrzone a ubranie na w-f czyste. Za każde wykazanie samodzielności w tym względzie należy dziecko nagradzać (pochwałą, "jesteś już bardzo duży i odpowiedzialny więc możesz już sam..." i tu wstawiamy coś na czym dziecku zależy). Należy wskazywać jak taka samodyscyplina wpływa na wyniki w nauce czy oszczędzanie czasu (odrobiłeś już sprawnie wszystkie lekcje więc masz więcej czasu na komputer/rower/basen z tatą etc). Może pokazywać- zobacz- Zosia nie zadbała wcześniej o wypożyczenie lektury i nie przeczytała jej na czas i teraz ma problemy a ty postąpiłeś inaczej i nie musisz dodatkowo zaliczać lektury itp. Możemy też pokazywać ułatwiające techniki na zapamiętanie, co samo w sobie jest dobrą zabawą. Możemy uczyć, jeśli dziecko ma z tym problemy, ze ważne informacje zapisujemy np w kalendarzu albo na tablicy zawieszonej na ścianie. Tych pomysłów na uczenie samodyscypliny i organizacji pracy oraz obowiązkowości jest mnóstwo, zależy od tego z czym dane dziecko ma problem.
  • 21.04.17, 18:16
    livia.kalina

    "Bo to raczej trzeba wyuczyć prawidłowych nawyków."
    Wow. Przeczytałam Twoj post kilku profesjonalistom z fajnymi karierami i też stwierdzili, że to brzmi jak koszmar. Wszystko śmiertelnie nudne i sztampowe. Powtarzać sobie wzory po matematyce, hihi, będzie z niego świetny matematyk.

    A co do postu startowego - Twoje dziecko wydaje się nie mieć w szkole żadnych wyzwań. Może jest zdolne, może szybko się rozwinęło, może miało super start z domu i przedszkola. Nieważne. Na Twoim miejscu zapewniła bym dziecku wyzwania poza szkołą - intelektualne, niekoniecznie wyprzedzające materiał, ale obok. Wiążące się z koniecznością włożenia jakiejś pracy na jego poziomie. Oczywiście szkoła też by mogła zróżnicować zadania, aby każde dziecko miało wyzwania, ale z tym często trudno.

  • 21.04.17, 18:27
    >Wow. Przeczytałam Twoj post kilku profesjonalistom z fajnymi karierami i też stwierdzili, że to brzmi jak koszmar.
    Ach ci profesjonaliści ze świetnymi karierami z cuchnącymi oddechami, lepiący sie od brudu bo wyrobione prawidłowe nawyki higieny są takie nuuudne i sztampowe...wink
  • 21.04.17, 18:35
    Co ma wspólnego:
    "Trzeba dziecko nauczyć, ze po powrocie ze szkoły jest posiłek i krótki odpoczynek. Potem należy przygotować miejsce pracy, potrzebne sprzęty czy materiały. Że należy sprawdzać z planem lekcji i librusem, co należy przygotować na następny dzień. Że po każdej lekcji języka obcego należy danego dnia powtórzyć sobie nowe słówka, a po matematyce nowe wzory (albo tabliczkę mnożenia), sprawdzić jaka lektura jest następnie do przeczytania i zaplanować wizytę w bibliotece. Że należy wieczorem spakować plecak/tornister, wyciągnąć śniadaniówkę, sprawdzić czy piszą wszystkie pióra czy kredki są naostrzone a ubranie na w-f czyste. Za każde wykazanie samodzielności w tym względzie należy dziecko nagradzać (pochwałą, "jesteś już bardzo duży i odpowiedzialny więc możesz już sam..." i tu wstawiamy coś na czym dziecku zależy). Należy wskazywać jak taka samodyscyplina wpływa na wyniki w nauce czy oszczędzanie czasu (odrobiłeś już sprawnie wszystkie lekcje więc masz więcej czasu na komputer/rower/basen z tatą etc)."

    z higieną? To raczej tresura i zabijanie wszelkiej pasji i radości z nauki. Śmiejesz się z moich profesjonalistów, ale dlatego się zapytałam, że ten post wydał mi się tak dziwny, że aż chciałam się upewnić co myślą o tym inni.
    To po prostu nie jest sposób na wychowanie intelektualne dziecka. Nietóre dzieci będą robiły to co napisałaś same z siebie i fajnie, to ich sposób pracy. Ale wiele osób tak zdecydowanie nie pracuje. Dziecko autorki zdaje się też nie. I dla nich to byłby koszmar.

    A poza tym uczenie obowiązkowości na rzeczach zbędnych też nie ma zbyt dużo sensu.
  • 21.04.17, 19:07
    Odrobienie pracy domowej, przygotowanie do zajęć, prowadzenie zeszytów to nie są rzeczy zbędne dla drugoklasisty.
  • 21.04.17, 19:26
    Akurat wiadomo, że prace domowe w tym wieku są zbędne. Zresztą po co mu prace domowe z materiału który już ma dobrze opanowany. Zeszyt ma być pomocą dla ucznia. Ponieważ wszystko jest za proste, on tej pomocy nie potrzebuje.

    Ja nie mówię, że to co zostało opisane w wątku jest dobre. Ale problemem nie jest brak systematyczności tylko brak wyzwań dla dziecka. To, że oceny go nie motywują to nic dziwnego, mało które dziecko motywują.
  • 21.04.17, 19:38
    Dla wielu dzieci nauka w klasach I-III nie jest wyzwaniem intelektualnym, przeciętne, zadbane edukacyjnie dziecko jest w pierwszych latach prymusem. Ale bycie prymusem nie zwalnia z obowiązków.
    Ale nawet pomijając to, to dla tego chłopca wyzwania intelektualne w postaci dodatkowych zajęć czy prac domowych też nie są atrakcyjne.
  • 21.04.17, 20:10
    No jednak nie wszystkie dzieci są prymusami. A te które są to mają właśnie problem, bo szkoła im nic nie oferuje. A dla rozwoju dziecka to nie jest dobre, jak przez trzy lata wszystko jest za łatwe.

    Ale po co są te obowiązki? Czego uczy dziecko wymaganie tej sztuki dla sztuki?
    Wg mnie nic dobrego.
  • 21.04.17, 20:22
    >Ale po co są te obowiązki? Czego uczy dziecko wymaganie tej sztuki dla sztuki?
    Wg mnie nic dobrego.

    Bo wżyciu nie da się robić tylko tego, na co ma się ochotę. Więcej - zdecydowana większość ludzkości więcej czasu MUSI poświęcać na obowiązki niż przyjemności, żeby przeżyć. Jak się Jaś nie nauczy samodyscypliny to jako Jan będzie tylko szukał jelenia, którego będzie mógł wykorzystać albo zginie.
  • 21.04.17, 20:37
    "Bo wżyciu nie da się robić tylko tego, na co ma się ochotę. Więcej - zdecydowana większość ludzkości więcej czasu MUSI poświęcać na obowiązki niż przyjemności, żeby przeżyć."

    Dziecko chodzi codziennie do szkoły. Uczy się wszystkiego co mu każą. Spędza czas z ludzmi z którymi musi. Czy to nie jest już wystarczająca dawka obowiązków? Nawet bez zeszytów i prac domowych? A dzieci nie są takie głupie. Dziecko nie chce wykonywać zbędnych obowiązków, ale przeważnie doskonale rozumie, że jedzenie trzeba kupić, ugotować, a pranie uprać. I to są prawdziwe obowiązki - od których coś zależy, z jakiegoś powodu są ważne. Wtedy rzeczywiście robi się je mimo, że się tego nie lubi.
  • 21.04.17, 21:01
    Oglądałam kiedyś na Discovery program o badaniach naukowych dotyczących tego, co jest największym gwarantem powodzenia (sukcesu) i szczęścia w życiu, w szerokim tego słowa znaczeniu. To były badania międzynarodowe, pod kierownictwem badaczy z Australii albo Nowej Zelandii. Obejmowały kilkadziesiąt (sic!) lat i dotyczyły tysięcy osób z całego świata. Krótko mówiąc- badano kilkulatki, ich cechy i predyspozycje oraz uzdolnienia (różne) a po 20 (albo więcej latach) sprawdzano szczegółowo, jak im się wiedzie w życiu. Przy czym sukces był definiowany jako powodzenie na różnych polach- zawodowym, rodzinnym, środowiskowym, osiągniętej harmonii i szczęściu w życiu. W śród badanych zaleźli się mordercy, czekający na wyroki w więzieniach, znani artyści, jednostki wybitne, genialne, jak i zupełnie zwykłe przeciętne. Badane osoby pochodziły z różnych środowisk, żeby wykluczyć czynnik pochodzenia. Wynik był taki, ze sukces i zadowolenie w życiu osiągała ta grupa ludzi, która już w bardzo młodym wieku cechowała sie umiejętnością samokontroli i dyscypliny i cechę tę na przestrzeni lat rozwijała.

    Ten nieco przydługi wstęp był o tym, jakie cechy warto w dziecku rozwijać lub pomóc je w sobie odnaleźć. Jeśli dziecko w szkole robi wszystko - odrobi lekcje, przygotuje to, co ma mieć przygotowane na następny dzień, umie się samozdyscyplinować, zrezygnować z przyjemności na rzecz obowiązku to oczywiście tego w domu powtarzać nie trzeba.

    > Czy to nie jest już wystarczająca dawka obowiązków? Nawet bez zeszytów i prac domowych?

    Jeśli dziecko będzie chciało być w przyszłości architektem to sam genialny pomysł na projekt nie wystarczy- potrzebne są żmudne obliczenia, staranne rysunki i dopatrzenie milionów nudnych szczegółów, bez których jednakże najgenialniejszy projekt będzie bezużyteczny.

    I tak zupełnie na koniec- mam w rodzinie, bardzo bliskiej fajnego siedemnastolatka. Bardzo bystry chłopak. Prawie zawsze nie musiał robić nic, żeby być ze wszystkiego najlepszym. A jak czegoś brakowało to uroda i niewątpliwy urok osobisty zasłaniał pewne braki. Z czasem trzeba było już zacząć coś robić, ale "on przecież nigdy nie musiał i było dobrze..." więc mama pożyczała z biblioteki lektury i przynosiła do domu. Czasami czytała na głos. Wypracowanie od czasu do czasu tez napisała no i pisała zwolnienia ze szkoły jak biedaczek nie mógł wstać albo sobie za późno przypomniał, co trzeba było do szkoły na dany dzień przygotować.

    Teraz jest dramat. Jest w wymarzonym technikum ale już mu powiedzieli, ze nie ma w nim żadnych szans. O studiach "dla wybitnie uzdolnionych" nawet wspominać nie będę.
  • 21.04.17, 22:19
    "I tak zupełnie na koniec- mam w rodzinie, bardzo bliskiej fajnego siedemnastolatka. Bardzo bystry chłopak. Prawie zawsze nie musiał robić nic, żeby być ze wszystkiego najlepszym."

    Ja też już kończę, ale jeszcze odpiszę, bo się z tym co napisałaś zgadzam. Sytuacja, że nic nie robi i jest najlepszy jest bardzo zła. Dlatego bez przerwy pisałam w tym wątku o wyzwaniach. Uważam tylko, że zmuszanie go do rzeczy których nie potrzebuje aby się uczyć, nie rozwinie w nim obowiązkowości, a wręcz przeciwnie.

    Samodyscyplina (grit) jest bardzo modna teraz w amerykańskiej literaturze pedagogiczej. Dyskusji na ten temat jest sporo, zdania są różne. Na pewno brak samokontroli w sensie zachować agresywnych itd. nie wróży dobrze. Chyba tym się różnimy, że ja uważam, że tych pozytywnych cech charakteru nie da rozwijać się w próżni. Czyli jak dla mnie dziecko musi naprawdę zmierzyć się z czymś trudnym, aby rozwijać przezwyciężanie trudności, znosić porażki itd.

    Zresztą może wcale nie jest tak źle u autorki, bo dziecko bierze udział w konkursach, zawodach - przecież nikt nie byłby w stanie go do tego zmusić wbrew woli. Pewnie czasem wygrywa, czasem przegrywa, jakoś się do nich przygotowuje? Na tym bym budowała, a nie na tych nieszczęsnych zeszytach i pracach domowych.
  • 22.04.17, 12:00
    Czyli uznajemy, że niektórzy są stworzeni do wyższych celów niż prowadzenie zeszytów czy pamiętanie o przeniesieniu fletu?
    Sama pisałam, że nieważne kiedy uczy się wiersza, skoro potrafi go powiedziec (tajemnicą pozostaje dla mnie jak dowiedział się o tym nauczyciel).
    Z punktu widzenie nauczyciela też nie jest ważne czy do klasówki uczył się 5 na przerwie czy cały wieczór. Z punktu widzenia rodzica martwiłoby mnie natomiast, że moje zdolne podobno dziecko, nie jest ciekawe świata, nie chce się rozwijać i wystarczy mu bycie dobrym wśród przeciętniaków i ja (inni może inaczej) pracowałabym nad poszerzeniem zainteresowań lub bardziej intensywnym rozwijaniem tych wąskich, bo dla mnie ważny jest postęp względem siebie.

  • 21.04.17, 20:21
    szeera napisała:

    > To raczej tresura i zabijanie wszelkiej pasji i radości z nauki.

    Nie zgodzę się. Livia.kalina napisała świetny post, wskazując na czynności przydatne chyba każdemu. Fakt, zapisane wyglądają jak koszmar i tresura, ale w praktyce to są świetne rozwiązania, nie mające nic z koszmarem wspólnego. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Kreatywność i pasja dziecka nie ucierpi, kiedy to dziecko nauczy się sprzątać biurko. Chyba, że kładzie się nacisk wyłącznie na sprzątanie tego biurka, a podejrzewam, że nie o to chodziło Livii.kalinie. Sprzątanie, systematyczność w nauce, ogarnięcie prostych rzeczy - powinno dziać się "obok" rozwijania kreatywności, a nie "zamiast".
  • 21.04.17, 20:26
    Dziękuję za docenieniesmile

    Oczywiście, że ogarnięcie biurka w tym wieku to zajmuje w okolicach kilku, kilkunastu sekund. Ważne, żeby pokazać, że trzeba samemu o tym pomyśleć, zaplanować. Żeby dziecko w przyszłości nie oczekiwało, ze ktoś zrobi za nie, pomyśli, wyprzedzi, zaplanuje. Że ono jest tylko "do wyższych celów" a cały świat w koło ogarnia się sam.
  • 21.04.17, 20:41
    Ok, ale jest bardzo wielu ludzi którzy nigdy swojego biurka nie ogarną. Nie wiem, czy uważają, że są do wyższych celów, ale inni im za ich pracę dużo płacą. I co z tego?

    Przy chłopcu którego opisuje autorka to raczej bym dbała o jego rozwój społeczny, kontakty z innymi dziećmi, a nie martwiła się systematycznością i sprzątaniem biurka.
  • 21.04.17, 21:08
    tu nie chodzi o "sprzątanie" ale o "planowanie". O myślenie perspektywiczne oraz o umiejętność samodyscypliny czyli zrezygnowanie z przyjemności na rzecz obowiązku.

    >Ok, ale jest bardzo wielu ludzi którzy nigdy swojego biurka nie ogarną.
    To biurko jest symboliczne. W przypadku kierowcy to będzie myślenie, żeby dzień przed kursem nie pić alkoholu, a w przypadku fizyka, który będzie badał własności materiałów w niskich temperaturach, żeby pamiętać żeby dzień wcześniej zamówić ciekły azot do laboratorium.
  • 21.04.17, 18:47
    Zanim zostanie się świetnym matematykiem musi się nauczyć wzorów, bo raczej sobie na szybko na teście nie wyprowadzi, wyuczyć nudnych dat i dopływów rzek, bo bez tego nie skończy się szkoły i pozostanie kariera matematyka samouka.
    Olewanie szkolnych spraw to jeszcze nie przejaw geniuszu, zwłaszcza, że unika ich na rzecz typowych przyjemności, a nie ku chwale nauki.
  • 21.04.17, 19:04
    "Zanim zostanie się świetnym matematykiem musi się nauczyć wzorów, bo raczej sobie na szybko na teście nie wyprowadzi, wyuczyć nudnych dat i dopływów rzek, bo bez tego nie skończy się szkoły i pozostanie kariera matematyka samouka."

    No ale dziecko autorki akurat uczy się wszystkiego czego szkoła wymaga. Nie robi tego tylko zgodnie z rytuałem jaki wyobrażają sobie rodzice i nauczyciele - cierpienie na twarzy i ślęczenie nad zeszytem. A powtarzanie wzorów jako sposób pracy nad matematyką pokazuje niezrozumienie czym jest matematyka. Niezależnie w jakim stopniu uznamy, że dziecko ma te wzory znać na pamięć. Wyraźnie napisałam, że nie mam pojęcia czy dziecko jest ponadprzeciętnie zdolne czy nie. Na pewno szkoła jest dla niego za łatwa. Szkoła nie umie nic z tym zrobić, więc muszą rodzice. Ja proponuję więcej wyzwań pozaszkolnych, wy proponujecie cisnąć dziecko aby spędzało więcej czasu nad za łatwym dla niego materiałem.
  • 21.04.17, 19:16
    To są dwie różne rzeczy. Nauczenie się wiersza, prowadzenie zeszytów, pamiętanie o pracach domowych to nie wyzwania intelektualne, a nudne szkolne obowiązki. Zresztą dziecko nie szuka wyzwań intelektualnych, nie chce chodzić na dodatkowe zajęcia, nie spędza czasu szukając wyzwań intelektualnych, koncentruje się na przyjemnościach.
  • 21.04.17, 19:31
    Nie wiemy chyba czy dziecko szuka wyzwań. Może już się nauczył, że nauka to tylko szkoła, a to jest coś nudnego i niewartego zachodu. Autorka zdaje się pisała "wf i informatyka". To nie brzmi źle.

    Nudne obowiązki szkolne powinny mieć jakiś cel. Jak mają cel tylko zanudzić, to są raczej zbędne.
  • 21.04.17, 19:44
    Brzmi albo nie brzmi. Matki 90% chłopców w tym wieku powiedzą, że ich dzieci interesuje sport i informatyka (czytaj bieganie i komputery, z naciskiem na gry i inne takie). A tu mama nie pisze, że dziecko olewa sprawy szkolne, bo ma liczne pasje i z treningu pędzi na trening, potem na robotykę, a w domu tylko programuje.
  • 21.04.17, 20:05
    No ale (chyba) autorka nigdzie w wątku nie pisze, że syn chodził: na kółko matematyczne, ale się znudził, na robotykę ale nie chciał i na programowanie ale wolał siedzieć w domu. A treningi porzucił. Autorka napisała tylko, że dziecko nie chce robić prac domowych które nie są obowiązkowe. Co nic nam nie mówi, bo nie wiemy jakie te prace nawet są. A żeczywiście warto zapytać, czy dziecko miało okazję kiedykolwiek robić coś ciekawego z dziećmi na jego poziomie? Ta grupa jest bardzo ważna w tym wieku. I jeśli na takim np. kółku matematycznym będzie potrzebował mieć notatki to wtedy założy zeszyt. Albo zacznie myśleć nad problemami z kółka w domu. Ale na pewno ktoś dziecku musi dać taką szansę. On jest zdecydowanie za mały żeby sam rozwijał pasje, jakiekolwiek są.
  • 21.04.17, 20:13
    sory mam problem z zasiegiem na telef. i odpowiedziamu. syn chodzi na zajecia dla dzieci zdolnych. ma IPN z matematyku. chodzi na zajecia dodatkowe. odnosi sukcesy spirtowe i szkolne . martwi mnie podejsciebrak systrematycznosci kombinowanie robienie najmniejszym kosztem

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.04.17, 20:19
    O dzięki, że piszesz, bo my już wymyślamy tu alternatywne historie smile

    Ja bym się przypatrzyła, czy do tych zajęć dodatkowych ma lepsze podejście. Czy motywuje go konkurs, przygotowania do niego? Kombinowanie, robienie jak najmniejszym kosztem to bardzo ekonomiczna strategia (w każdym razie w ramach reguł). Na pewno bardzo przydatna z matematyki. Co do systematyczności, czy on jej kiedykolwiek potrzebował? Czy dawał sobie i tak radę bez? Może spróbować jak chcesz, jeśli będzie miał np. kangura, pogadać z nim czy chciałby zrobić ileśtam zadań. Więc żeby zdążyć musi robić po 3 dziennie (np.) Jeśli on sam sobie takie wyzwanie postawi to patrz co będzie dalej. Jeśli wogóle czegoś takiego nie chce to też ok smile A co mówią nauczyciele od IPN? Od treningów? Może oni widzą więcej?
  • 24.04.17, 07:33
    Zajęcia dodatkowe uwielbia-matematykę bardzo. IPN ma z pedagog szkolną która z kolei jego uwielbia - chociaż to nie jest spokojne dziecko a wręcz przeciwnie-daje często popalićwink
    Jednak najważniejsze na świecie są zajęcia/treningi sportowe i dla nich zrezygnuje nawet z matematyki.
    Wkurza mnie podejście. Nie robi na nim wrażenia pała, minus , nie przegotowanie. Sam z siebie nie widzi potrzeby poprawy, znowu muszę stać nad nim i jojczyć żeby łaskawie to zrobił..


    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 07:36
    >nie przegotowanie.
    cudnie wyszłosmile nieprzygotowanie oczywiście

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 07:51
    Skoro dla trenigów zrezygnuje z matematyki, którą, jak piszesz uznaje za przyjemność, to dla treningów poświęci 10 minut na lekcje. Wykorzystaj to. Porozmawiaj z nim, że najpierw obowiązki, a potem przyjemności i zamiast jojczyć wprowadź jasne zasady.
  • 24.04.17, 08:11
    Nie idzie na trening jeśli lekcje są niezrobione ale czy to dobra droga czy ciągłe gadanie, pilnowanie, kontrolowanie, karanie nie wywoła skutku odwrotnego w przyszłości...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 08:36
    Twój syn nie ma motywacji wewnętrznej do nauki, nie działa też na niego to, co ma w repertuarze szkoła.
    Pozostaje Wasza praca. Opuszczanie treningów nie działa na niego? Widać aż tak bardzo mu nie zależy.
    Nie ma sensu ciągle gadać wciąż powtarzając to samo. Kontrola dziecka, które oszukuje jest potrzebna, chyba, że chcesz, żeby wierzył, że jest taki cwany, że może łatwo manipulować dorosłymi.
    Siadłbym z nim i ustaliła jasne zasady i zamiast truć dziecku tylko bym się do nich odwoływała. Minimum w sensie odrabiania prac domowych, pamiętania co trzeba przynieść, powtórzenia do klasówki to x treningów. Jeżeli będzie robił coś poza to minimum pomyślałabym o nagrodzie.
    I na tym etapie sprawdzałabym zeszyty, odpytywała i była w kontakcie z wychowawcą. Z czasem, kiedy się wdroży odpuszczałabym.
    Może trener pomoże?
  • 24.04.17, 08:51
    On tych treningów z powodu nieprzygotowania opuścił w tym roku raptem dwa- odcinanie treningu czy przyjemności działa ale chodzi mi właśnie o to, że ja stoję nad nim, gadam, sprawdzam, grożę niepójściem na trening, do kina, na trampoliny, produkuję się i on w końcu to co musi to zrobi-ale to wszystko musi się odbyć żeby łaskawie zrobił zadanie domowe które zajmuje mu 5 minut a ja mam już tego dosyć.
    Będzie manipulował dorosłymi bez mrugnięcia okiem, wykorzysta każ najmniejsza niekonsekwencję-to tego typu dziecko niestety. Systemy nagrodowe i owszem działają ale chciał ciągle więcej i robił łaskę ze zrobienia czegokolwiek bez nagrody więc uznałam, ze ejdnka nie tedy droga bo sa obowiązki które po prostu musi wykonywać chce czy nie chce a nie dla nagrody...mam ochote olać gadanie, sprawdzanie czy ma coś zadane, pilnowanie żeby odrobił ale wtedy nie bedzie robił juz nic kompletnie a konsekwencje obawiam się na tym etapie nie beda bolesne a n następnym juz moga byc zbyt duże...
    To ogólnie bardzo lubiany dzieciak, wiele rzeczy w szkole uchodzi mu na sucho, bo to takie dziecko które potrafi oczarwoac dorosłego a wielu nauczycieli isę na to łapie i odpuszcza mu drobniejsze niedoskonałości w postaci braku zadnia/zeszyty, itp z uwagi na te ważniejsze wyniki i umiejętności a on korzysta...często nauczyciele nam mówią na poczatku, ze ejstesmy zbyt surowi a dopiero później przyznaja rację, ze z nim tak trzeba neistety i nie można popuścić na centymetr..tak jak pan od angielskeigo-był w cięzkim sozku jak się okazało, ze młody nie prowadzi zeszytu, nie dorabia zadań, i trzeba go sprawdzać na bieżąco a młody, odrobił raz, drugi a potem skoro pan nie sprawdzał to stwierdził, ze wysilać się nie bedzie bo po co...no i nie prowadził az wpadl, potem cały weekend zamiast przyjemności nadrabiał...ale żeby zmienił podejście to już nie bardzo bo akurat na angielskim najbardziej kombinuje bo pan najrzadziej sprawdza i kontroluje..


    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 09:08
    Ale gadanie jest niepotrzebne. Ty gadasz, on liczy na to, że Cię przegada i tak mija czas.
    Krótka piłka, nie przestrzegasz zasad, ponosisz konsekwencje. A podstawowa zasada jest taka, że przyjemności są dla tych, którzy wypełniają swoje obowiązki.
    Z oszukiwaniem walczyłabym stanowczo, bo teraz jest mały i na drobnych rzeczach uczy się, że to świetny sposób na rodziców, ale za chwilę będzie starszy i oszustwa będą dotyczyły innych, poważniejszych spraw.
    Zainterweniujesz dopiero jak się dowiesz, że zamiast na nudne lekcje idzie na boisko albo do kwoty za wycieczkę dodał sobie 20 zł, żeby pójść z kolegami do kina?
  • 24.04.17, 10:42
    > Krótka piłka, nie przestrzegasz zasad, ponosisz konsekwencje.A podstawowa zasada jest taka, że przyjemności są dla tych, którzy wypełniają swoje obowiązki.
    Generalnie się zgadzam ale sprowadza się to tylko do karania(bo o konsekwencjach to jednak tu nie ma mowy, bo te wyciąga nauczyciel w szkole. Mimo kombinowania, olewania i nic nie robienia młody odnosi sukcesy, ma ogólnie bardzo dobre wyniki w nauce i tak dostaje szóstki , wygrywa konkursy lub ma znaczące w nim miejsca a jednocześnie olewa pracę domową i nie uczy się słówek, ani nie powtarza materiału w domu jak akurat nie dopilnujemy lub zakombinuje i stąd takie a nie inne rozkminy czy się denerwować,pilnować , sprawdzać zeszyty i ćwiczenia, walczyc i grozić czy pozwolić na nic nierobienie i konsekwencje szkolne.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 11:18
    A jakie są naturalne konsekwencje oszukiwania rodziców i nauczycieli? W takim razie umów się z nim, że może nic nie robić pod warunkiem, że przyjdzie i Ci powie, że jest to do zrobienia. Niech tylko ponosi konsekwencje kłamstw.
    Jednak z jakiegoś powodu zaniedbywanie obowiązków domowych nie ogranicza się u Was do konsekwencji w postaci bałaganu w pokoju czy konieczności znoszenia smrodu niewyniesionych śmieci. Za to stosujesz kary.
    A czy trzeba walczyć i się awanturować? Można na spokojnie pokazać, że każdy ma obowiązki i co się stanie jeżeli nie będziemy ich wypełniać. Ty się zobowiązałaś do wożenia dziecka na treningi, możesz pokazać jakie będą konsekwencje sytuacji, kiedy Ty olejesz swoje obowiązki.
    Zastanów się jeszcze dla kogo szkolne konsekwencje będą poważniejsze. Dla Ciebie czy dla niego. W którymś momencie staniesz przed konsekwencją rozmowy z nauczycielami "Pani Słonko, co się u Państwa dzieje, dziecko nie ma prac domowych, nie prowadzi zeszytów, nie przynosi materiałów"
  • 24.04.17, 11:38
    >Jednak z jakiegoś powodu zaniedbywanie obowiązków domowych nie ogranicza się u Was do konsekwencji w postaci
    bałaganu w pokoju czy konieczności znoszenia smrodu niewyniesionych śmieci. Za to stosujesz kary.
    ja nie piszę o konsekwencjach naturalnych, bo konsekwencją naturalną nienauczenia się słówek będzie przecież ich nieznajomość i tyle....
    Piszę o karaniu drugi raz za coś za co został już poniósł konsekwencje w szkole(tak zdaję sobie sprawę, że tymi się nie przejmuje i to stanowi duży problem), piszę o karaniu za coś co na chwile obecną nie ma przełożenia na całokształt nauki i ocen z tejże bo ja ciągle pilnuję, czepiam się, grożę, karzę za "pierdoły" czy przez to nie tracą na znaczeniu sukcesy a te przecież są i to nie małe?
    Z drugiej strony martwię się, ze nie będzie nic robił już kompletnie co się dobije w późniejszych klasach na nim. Chociaż może jak wtedy oceny będą mieć większą wartość(teraz jest na koniec i tak opisowa i on o tym doskonale wie)
    Trudno mi to wypośrodkować.




    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 11:57
    To nie jest kara, bo oceny nie służą do karania, a przynajmniej nie jest to ich podstawowa funkcja. Ocena opisuje poziom opanowania materiału. Dostaje informację, że nie nauczył się słówek, ale przecież on o tym wie. Nic ta informacja w jego życiu nie zmienia.
    Oczywiście, zrobisz co uważasz, ale z boku wygląda to tak, że nie masz nad nim kontroli, więc odpuszczasz zamiast odzyskać wpływ na dziecko. I nie chodzi tylko o te szkolne sprawy, ale np. o to, że Was oszukuje.
    Poszperaj ile na forum było historii zaczynających się, że to bardzo inteligentne dziecko, w pierwszych klasach uczyło siię świetnie, a teraz (tu następuje opis problemu)
  • 24.04.17, 12:00

    Tylko, że ja właśnie nie odpuszczam i cały czas go kontroluję w porozumieniu zresztą z wychowawcą, który ściśle ze mną współpracuje i to mnie męczy i tego mam dosyć...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 12:29
    Skoro obecne metody nie działają zmień metody. "Synku męczą mnie te dyskusje. Jest 16.00, za dwie godziny jest trening. Wyjdziemy, kiedy pokażesz mi zeszyty i spakowany plecak". I idziesz na godzinę do swoich zajęć. Do czego tu są potrzebne dyskusje czy Twoja obecność skoro z lekcjami radzi sobie sam?
    Jeśli jest roztrzepany dodatkowo poprosilabym wychowawcę o pomoc w przekazywaniu informacji co skontrolować.
    Nie zrobi, nie wściekasz się, nie trujesz tylko nie jedziesz. Kino, zoo, podwórko dokładnie tak samo, wychodzicie jak wszystko jest zrobione. Bez nerwów, bez krytkowania, bez popędzania. Jak się powścieka to trudno.
    Jeżeli zepnie się i będzie się starał, nie będzie słabych ocen, minusów doceniasz pochwałą i ewentualnie jakąś dodatkową nagrodą.
  • 24.04.17, 13:36
    Przetrawię, pomyślę bo inaczej zwariuję chybawink-mam cały tydzień, bo młody pojechał dzisiaj na zielona szkołę...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.04.17, 20:28
    >martwi mnie podejsciebrak systrematycznosci kombinowanie robienie najmniejszym kosztem
    Moim zdaniem to jest taki wiek, że to jest zupełnie normalne, że on JESZCZE tego nie umie. Źle będzie jak się tego wielu nie wykorzysta na naukę dobrych nawyków.
  • 21.04.17, 20:30
    To musisz rozstrzygnąć czy zależy ci na pozytywnych ocenach, czyli dobrych wynikach na tle dzieci, które są mniej zdolne lub bardziej zaniedbane, czy na tym, żeby robił postępy względem siebie.
    Ja jestem wyjątkowo ostrożna, bo nie jedno widziałam, np. dziecko z jednym z najwyższych IQ jakie widziałam poznałam, kiedy trafiało do ośrodka socjoterapii po dwóch powtórzeniach klas.
    Wy musicie podjąć decyzję czy jesteście gotowi zaryzykować i może to potem ładnie wyglądać w biografii noblisty, ale możecie też pluć sobie w brodę, że fajnie się zapowiadał, a nie wyszło.
  • 24.04.17, 07:44
    Ja mam w nosie oceny generalnie. On nie musi odnosić wielkich sukcesów. Chodzi mi o to żeby miał jakiekolwiek poczucie obowiązku. Boję się że teraz jak nic nie będzie musiał robić to nie ogranie się w klasach starszych ale tez boję się, ze stojąc ciągle nad nim efekt też może wcale pozytywny nie być, bo nie nauczy go to pracy i systematyczności tylko jeszcze większego kombinowania jak obejść system.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.04.17, 14:44
    Nie mam wywalone, bo przyjdzie klasa 4 i będzie zgarniał jedynki i wówczas zostanie zdolnym ale leniwym. Mam ten sam problem tylko że syn ma 5,5 lat i kończy zerówkę - za rok będzie znowu w zerówce. Teraz staram się nadrabiać braki, bo ma spore do kolegów którzy mają już dziś 7 lat, ale wiem że syn jest przy nich jeszcze przedszkolakiem.
  • 21.04.17, 16:32
    W 1-3 bym pilnowała, bo to nie musi być kwestia charakteru tylko brak dobrych nawyków. Program w pewnym momencie dogania zdolności i jeśli dziecko nie jest nauczone pracy, to się gubi.

    --
    Moja siostrzenica do myszy uratowanej przed kotem: "Nie bój się nas, myszko, my jesteśmy człowiekami. Nie zjemy cię, bo jesteś obrzydliwa".
  • 21.04.17, 16:33
    Mam szostoklasiste, ktory ma bardzo dobre oceny ze sprawdzianow i trojki , nawet z minusem za zeszyty.
    Pisze malo- za malo.
    Z historii i przyrody wkleja notatki pisane na kompie ( nie kopiuj wklej tylko opracowuje z bogatej literatury)
    Z matmy ma trzy z minusem za zeszyt. Powinien pisac, ale....nie lubisad
    Ze sprawdzianow ma szostki, bo robi wszystkie najtrudniejsze zadania.
    Byl zachecany, pilnowany a efekt jest jaki jest.
    Tak samo bylo z jego starszym bratem. Brat zle nie skonczyl, jest dobrym studentem. Inny starszy brat- gdy mu zalezalo na ocenie przepisywal zeszyty od wszystkomajacych w zeszytach koleżanek.

    --
    olaromanska.blox.pl/html
  • 21.04.17, 17:45
    Syn-bardzo inteligentny, - Ma wywalone na szkolne obowiązki, nie odrobi zadania, nie przygotuje się do sprawdzianu, nie zabierze zeszytu albo nie będzie go prowadził-dopóki nie musiwink Zadanie dodatkowe?-nie ma szans, po co robić koro nieobowiązkowe...Ja mam dosyć pilnowania ale jak nie będziemy tego robić to nie będzie robił nic po prostu.


    jestes pewna że inteligentny?

    --
    Akurat w wypadku mężczyzn twierdzenie, że coś tam mają bardzo przemyślane, to idealizacja tej płci.- by Triss
  • 24.04.17, 07:44
    no mam to nawet na piśmiewink

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.04.17, 17:57
    Mój tak miał.. i ma do dziś a niedługo kończy gimnazjum.

    W klasach I-III nie robił NIC, bo wszystko potrafił wcześniej. Prace domowe - na lekcji (pod warunkiem, ze pani sprawdzała, bo jak nie, to nie robił).
    W IV - zdziwił się, ze lektury trzeba czytać, oraz że tekst z ramki w książce jest istotny. Korzystał głównie z tego, co się nauczył na lekcji. Jak nauczyciele dobrze tłumaczył - umiał, jak nie- to nie. Matematycznie zawsze zdolny. Nuczył się nieźle pisać.

    Świetnie rozwiązuje testy, bo potrafi wydedukować odpowiedź z pytań. Doskonała pamięć. Średnia - 4 , nabijana informatyka i w-f em. Testy na koniec VI klasy - dwa razy max i polski 87 %.

    W gimnazjum podobnie. Uczy się nieco więcej, bo np, nie pozwalam mu grać na komputerze, póki nie opowie mi rozdziału z historii. Ale potrzeba mu 10 minut nauki, żeby mieć 4 z każdej klasówki. rzadko tyle poświęca...

    Porzucić go nie porzucę wink, zmusić do lekcji - już nie dam rady, zresztą szkoda mi czasu i energii na szarpaninę. Będzie sobie musiał radzić sam, a ja spokojnie czekam, aż mu się obudzi motywacja smile
    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • 21.04.17, 18:24
    Zmuszałabym i pilnowała, bo jak zacznie się prawdziwa nauka, to sobie nie poradzi, co z tego, że uzdolnione w konkretnym kierunku.
  • 23.04.17, 11:57
    Dlaczego wyrokujesz? Moze mu starczy 30min przed sprawdzianem - czym bedzie draznic kujonow big_grin (moj własny przypadek)
  • 21.04.17, 19:45
    Chyba cię zmartwię. Są dzieci, które są pracowite, ambitne, choć nauka lekko im nie przychodzi ale ciężką pracą potrafią się realizować. Są dzieci, które nie dość że ambitne, pracowite to i są jeszcze zdolne, a są i takie, które są zdolne, mają potencjał niestety za grosz ambicji i motywacji. Ta trzecia kategoria dzieci albo dorośnie i zacznie się kiedyś starać, albo niestety wyrośnie na przeciętniaków. Niestety mój starszy syn i zapewne twój też należy właśnie do tej kategorii. Póki dziecko samo nie znajdzie w sobie chęci do nauki, żeby skały srały nie zmotywujesz go.

    --
    "Wycinka drzew jest po to, by po reformie Zalewskiej nauka nie poszła w las" TVN24
  • 21.04.17, 21:08
    big_grin big_grin jakbym czytala o moim 8 latku w 2 klasie big_grin big_grin
    Mój 8 latek ma wywalone na wszystkich i wszystko. Pania totalnie olewa. Pytany nie odpowiada bo taki ma kaprys.
    Nie slucha nauczycieli. Mogą sobie gadac a on to ma w powazaniu.
    Na lekcji np. robia zadanie 1 i 2 a młody robi np. 3 i 4 bo taki ma kaprys.
    Dzis np. zarobil pierwsza 1 w tym semestrze z polskiego bo nie chciało mu się odpowiadać na pytanie pani na czym polega segregacja smieci big_grin
    Oceny ma ogolnie bardzo dobre. Jest kumaty i lapie szybko.
    Do odrabiania zadań trzeba go zmusic. Odrobi na odpieprz się.
    Ale już o czytanie 15 min dziennie w domu jest wojna polaczona z tornadem i zamykaniem okien żeby ludzie nie słyszeli.
    Nienawidzi czytac
  • 21.04.17, 21:15
    Byłaś z nim w PPP?
  • 23.04.17, 10:40
    A po co ? Bo czytac nie lubi? I czasem pani nie slucha i rozrabia ? A ty masz 8 latka idealnego ? Ktory zachowuje naj naj i nie buntuje ? O ile wogole dzieci posiadasz big_grin
  • 23.04.17, 11:33
    Opisałaś dziecko, które "ma wywalone na wszystko", robi to, co chce, "bo taki ma kaprys", lekceważy nauczycieli, "bo mu się nie chciało odpowiadać", "mogą sobie gadać, a on to ma w poważaniu" itd., a jednocześnie dodajesz, że jest inteligentny. Stąd przypuszczenie, że może potrzebować pomocy w PPP. To nie był atak z mojej strony, powiedziałabym raczej, że wybrałam bardziej optymistyczną wersję. Być może jest zwyczajnie niewychowanym dzieckiem, ale nie zakładałam tego, bo nie znam matki, która z taką radością pisałaby o złym zachowaniu własnego dziecka. Może popełniłam błąd w założeniu.

    Tak, mam syna, choć starszego. Nie, nie jest idealny, ale nigdy tak się nie zachowywał.
  • 23.04.17, 16:39
    Akurat jego zachowanie pozostawie ocenie wychowawcy i jej propozycja podejscia do niego a nie ematkom na forum. Ja tylko odpisuje autorce watku ze tez mam takiego 8 latka i zbednych komentarzy od innych i dobrych rad nie potrzebuję. Jak bede potrzebowac to pojde do odpowiednich miejsc a nie na ematke bo tu raczej dobrych rad nie uzyskal tylko zrownanie z gownem..
  • 21.04.17, 21:24
    chwalisz się czy żalisz? wink
  • 21.04.17, 23:30
    Przykro mi to pisać, ale z tego opisu wynika, że syn nie mieści się w szeroko pojętej normie rozwojowej.
  • 21.04.17, 23:44
    Moze nie umie to nienawidzi. Dla mnie to dziecko zanurzone olcia i nie wiem z czego się tak cieszysz.

    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie smile
  • 22.04.17, 00:36
    Moj syn tez mial taki etap. Po roku nauki z inna nauczycielka, ktora miala kilka "ale", ale ogolnie nie widziala zadnych problemow, doskonale sobie z synem radzila i mial u niej wysokie noty, lacznie z ocena z zachowania. Pozniej trafil do innego wychowawcy, ktory skarzyl sie na jego zachowanie z niektorymi cechami jak powyzej (czyli ten etap). W kolejnej klasie byl pod skrzydlami pani, ktora nie miala zadnych "ale" i zadnych problemow. Wiec dla jednych nauczycieli mial zachowanie na granicy zaburzonego, a u innych byl fajnym, inteligentnym, tylko czasem nieco rozgadanym i pomyslowym uczniem. To samo dziecko- zupelnie inne oceny, inne zachowanie, ale czy tylko zalezne od niego?

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • 23.04.17, 10:36
    Czytac umie wiec spoko. Zdrowie psychiczne super.
    Nie on jeden czytac nie lubi. Jedni pochlaniaja ksiazki jak mole a inni ich nie lubia czytac. To jakis problem ? Ja tez czytac nie lubie.
    Czytanie lektur to byl dla mnie koszmar. Nigdy zadnej nie przeczytalam do konca.

    Nie on jedyny w klasie czytac nie lubi.
    PPP tez nie wymaga. Wiec luzik. E matka ma dzieci idealne ? Chyba tylko na ematce big_grin big_grin
  • 23.04.17, 11:50
    Ematka ma geniuszy. Wszak definiuje siebie przez sukces swoich dzieci wiec logiczne, ze ematka jako kobieta luksusowa i z pelnym sukcesem nie moze miec zwyklego dziubdziusia big_grin
  • 23.04.17, 12:43
    Serio 8 latek nie odpowiada na pytania nauczycieli i robi co chce na lekcjach i Ciebie to nie martwi?
    Co innego marudzić przy odrabianiu lekcji czy nauce a co innego tak olewać dokładnie wszystko i wręcz zachowywać się bezczelnie w stosunku do nauczycieli.
    Co bedzie dalej?!
    I co nauczycie na to?



    --
    Aniołek (5.X.2009)
    Oleńka
    Antos
  • 23.04.17, 17:19
    Wiesz gdyby tak bylo non stop dzien w dzien i do tego problemy z nauka to by mnie martwilo. Ale to nie jest codzienne takie zachowanie. To sa sporadyczne dni. Przyklad z olewka nauczycielki i brakiem odp zdazyl sie 1 raz. Jest to klasa dzieci ktore zostaly przez rzad zmuszone do pojscia do szkoly w wieku lat 6 (rocznik 2009) i nikt nie pytal nas o zdanie a z odraczaniem byl wtedy cyrk na kolkach i nawet prywatnie za kilka stow byl problem. W klasie jest wiekszosc dzieci z konca roku ktore jeszcze lat 6 nie mialy. W klasie jest 18 chlopcow i 7 dziewczyn wiec chlopcy robia popisowe jeden przed drugim.
    Moj mlody przewaznie sie popisuje takim zachowaniem bo mysli ze to bedzie smieszne.
    Narazie wychowawczyni stosuje metode sadzania takich gagatkow w osobnej lawce pojedynczo jako kara. I to dziala na czas osobnego siedzenia. Stosuje metode tlumaczenia rozmawiania. W domu ta sama metoda. Moze naszej winy tez w tym jest troche. Moze trzeba stosowac wieksza dyscypline.....
    Jesli wychowawczyni zasugeruje ze jest potrzebna pomoc w ppp to sie pojdzie. Narazie tego nie wymaga. Jest kumaty, oceny bardzo dobre, wszystko szybko lapie tylko go nosi i czasem sie popisuje np razem z innym kolega. Czasami ktoremus "odbija"
    Zadania robi tylko trzeba go zagonic, czytac potrafi choc nie lubi wiec zawsze jest lament o codziennie 15 minutowe czytanie. Tylko jest uparty.
  • 22.04.17, 00:08
    myslalam ze chdzi o 2 klase liceum? Bo to ze 7 latek a w odwloku prace domowe, sprawdziany i nietrafiaja do niego argumenty o zdobyciu zawodu to raczej normalne i swiadczy raczej o zdrowiu psychicznym. Oczywiscie ze malemu dziecku trzeba przypominac
    ps psychologowie od lat i to nie bez powodu zalecaja by w pierwszych klasach nie bylo ocen, sprawdzianow a nauka odbywala sie w szkole a nie w domu, jak widac do polskich nauczycieli to zupelnie nie trafia, mimo ze takie sa wlasnie zalecenia kuratoriow.
  • 22.04.17, 00:12
    To prawda, ze sie u nas za duzo zadaje od najmlodszych lat.

    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie smile
  • 22.04.17, 00:25
    Zmuszalam i zmuszam. Bo sama inteligencja na pewnym etapie juz nie wystarcza, a przyzwyczajenie do mniej czy bardziej systematycznej pracy zostaje. Nie pisze na podstawie scenariusza ale z wlasnego ciezko wypracowanego ukladu z synem. Ktory na tescie inteligencji kognitywnej dostal 98%, ale z ktorym trzeba sie natrudzic (nawet i pol godziny gadania, napominania i w koncu przymusu), zeby zrobil prace domowa (1-2 minut!), po czym musi sie codziennie mu przypominac, zeby ja oddal. I zeby wzial stroj na wf, i zeby poszedl ok. 21.00 spac i mogl rano o 7.45 wstac do szkoly (co oznacza nieustanne przypominanie i wpychanie do lozka wieczorem i regularne kilkakrotne budzenie i wypychanie z lozka rano). Tak samo z ubieraniem, sniadaniem, kolacja, wieczornym myciem i wieloma, wieloma sprawami. Wiec bez systematycznosci, pilnowania czasu i zmuszania do wykonywania roznych czynnosci (w tym nauki) mialabym w domu totalnego lenia, brudasa i nieuka z wysokim ilorazem inteligencji smile.


    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • 24.04.17, 07:49
    O rany jakbym o swoim czytała. Godzinna akcja z nakłonieniem do odrobienia lekcji czy nauczenia się słówek a potem 5 minut pracy i załatwione...i tak codziennie praktycznie...wykańcza mnie to po prostu....

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 22.04.17, 13:07
    U mnie podobnie. Nie chce mu się pisać bo nie lubi. Ale matematykę, w-f i zajęcia komputerowe mógłby mieć cały czas. Czasami wraca do domu z zadaniem - nie chce mu się robić. Ale do wspólnego grania, wyjścia na plac czy korzystanie z komputera to jest pierwszy. W tedy nie pozwalam i tłumaczę, że najpierw lekcje. I często mu to powtarzam, że najpierw praca/obowiązki a potem przyjemności tłumacząc na naszym przykładzie - najpierw pracujemy a dopiero potem, jak jest czas odpoczywamy robiąc to, co lubimy.
    Był taki okres czasu, że po dwóch tygodniach przyniósł ćwiczenia - wcześniej twierdził, że zapominał albo kłamał, że nic nie było zadane. 22 strony A4, które robił w ten sam dzień. Siedział częściowo sam, częściowo ze mną, częściowo z mężem i robił je kilka godzin (do ok. 22:30). Z płaczem, fochem ale zrobił. Na drugi dzień miał na rano, więc był zmęczony i niewyspany. Pamięta to i teraz pilnuje się, żeby tego nie powtórzyć.
    Ja pilnuję, dużo mówię i tłumaczę, czasem wracam do tego jak kiedyś np. odłożył na ostatnią chwilę zadanie domowe a potem z wielką łaską je odrobił a następnym razem zrobił je szybko i od ręki i miał spokój na cały weekend - sam potwierdza, że lepiej zrobić od razu i mieć z głowy.
    Nie wszystko daję radę upilnować i pamiętać, nie wszystko on zapisuje (czasem celowo) a potem nie pamięta. Dziennika elektronicznego nie mamy, czasami jak są wątpliwości to porostu dzwonię do wychowawcy z zapytaniem.
    Nie jest łatwo a chciałabym pewne wzorce/nawyki wypracować, by na przyszłość było mu łatwiej. Ale czy to się uda - nie mam pojęcia.
  • 24.04.17, 07:52
    >Nie wszystko daję radę upilnować i pamiętać, nie wszystko on zapisuje (czasem celowo) a potem nie pamięta.
    dokładnie tak to wygląda, co my z wychowawczynią coś uradzimy to wykombinuje jak to obejść..."zgubi" zeszyt, powie, ze Pani zebrała żebym nie zobaczyła, że coś jest do zrobienia....odwali na kolanie na przerwie albo wcale, pałą czy minusem nie przejmie się kompletnie, będzie wciskać, ze sprawdzianu ze słówek nie można poprawić bo myślał, ze nie każę się ich nauczyć....no po prostu jakaś porażka....

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 08:01
    To nie jest obchodzenie systemu, to jest oszustwo.
    Uczynił sobie z oszukiwania dorosłych sposób na ułatwienie dostępu do przyjemności, a wy (nauczycielka i Ty) nie możecie sobie z tym poradzić.
  • 24.04.17, 08:12
    Chyba jednak możemy-na razie...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 21:20
    U nas też tak jest, wymaga to dużej kontroli, pilnowania, pamiętania.. Meczące to jest ale jakbym odpuściła to by nic nie robił. Gubi zeszyt, albo mówi, że pani zabrała a w rzeczywistości celowo zostawił w szkole. Czasem nie zapisze zadania domowego, powie że nic nie ma a na drugi dzień przynosi zeszyt z pieczątką brak zadania domowego. Czasem chowa ćwiczenia/zeszyty w dziwne miejsca jak np. kosz z zabawkami, który stoi w klasie. Nie zaznacza zadań bo myślał, że będzie pamiętał a potem twierdzi, że zapomniał a taki był pewien, że spamięta...
    Teraz bardziej na luzie do tego podchodzę i psychologicznie - mówię, że jest mi przykro, że znowu okłamał, że zawiodłam się.
  • 22.04.17, 17:43
    No, mój ma to samo. Generalnie przestałam przypominać itp. Czekam na rozwój wydarzeń. Jak na razie złapał jakieś minusy za brak pracy plastycznej bo mu się nie chciało narysować, za brak kleju itp. Z nauką nie ma problemu, 90% pamięta z lekcji. W domu praktycznie się nie uczy w ogóle - bo i w sumie czego? Wierszyki jak na razie zapamiętuje po 2 powtórzeniach. Nie mam za co się czepiać jeśli chodzi o oceny, bo jak odpuściłam to nawet z dyktand mu podskoczyły stopnie.
    Przyjdzie czas to albo się zmobilizuje albo będzie w czarnej d...
  • 22.04.17, 21:45
    Jakbym o moim synu czytała...
    Nie uczy się wogóle,na wszelkie konkursy idzie z marszu i zajmuje zwykle pierwsze miejsca lub zostaje laureatem (alfik humanistyczny).
    Zadania odrabia w szkole,do domu przynosi czasem jakies dodatkowe karty pracy czy prace na plastykę.
    U nas działa jedynie wizja zakazu treningów piłkarskich ,wie że jeśli nałapie minusów za brak zadania to zawieszamy treningi.Narazie działa.
    A z wierszami jest identycznie,tylko nasza wychowawczyni nie wnika kiedy i gdzie się nauczył.

    --
    Aniołek (5.X.2009)
    Oleńka
    Antos
  • 23.04.17, 11:45
    No na mojego nie dziala wizja zawieszania czegokolwiek. Wzrusza ramionami, idzie do wyra i czyta ksiazke. A ksiazek mu przeciez nie zabronie smile
    Zobaczymy co bedzie dalej. Przykrecic srube zawsze zdaze.
  • 23.04.17, 11:47
    Mlody ma moją ceche - tylko motywacja wewnętrzna jest w stanie zmusic go do dzialania. Przynajmniej jest odporny na wplywy innych smile (na moje na razie nie, ale pewnie zacznie jak mu testosteron strzeli)
  • 24.04.17, 08:02
    >A z wierszami jest identycznie,tylko nasza wychowawczyni nie wnika kiedy i gdzie się nauczył.

    Mój się wsypał jak odpowiadał po chłopcu który pomylił zwrotkiwink
    Potem był już pytany jako pierwszy, no ale znowu Pani przyłapała, ze zamiast iść na obiad na przerwie uczy się wiersza.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 24.04.17, 08:43
    Tego akurat nie rozumiem. Co kogo obchodzi kiedy uczył się wiersza, czy przed salą uczy się od zera czy tylko powtarza.
    W zasadzie jeżeli z klasówek dostawałby 5/6 to też nie powinno nikogo obchodzić kiedy się nauczył. Tylko tu, jako rodzicowi, szkoda byłoby mi, że nie próbuje dowiedzieć się więcej i spoczywa na laurach i próbowałabym coś z tym zrobić.
  • 24.04.17, 09:09
    Nauczycielka wie, że skoro uczył się na przerwie, lekcjach tzn. ze my nie wiedzieliśmy ze ma to zadane, czyli naściemniał coś i nie robił nic w domu.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 25.04.17, 09:34
    czyli naściemniał coś i nie robił nic w domu

    Czyli nauczycielki (i, nie daj Boże, Waszym) zdaniem zadanie domowe nie jest po to, żeby się czegoś nauczyć, tylko żeby odpowiednio ciężko i długo się naharować i nie mieć za wiele czasu ze swojego życia dla siebie?
    Prawdę mówiąc, nie tylko nie rozumiem takiego podejścia, ale wyjątkowo mnie ono wkurza. Nauczycielka ma prawo wymagać pamięciowego opanowania wiersza, natomiast nie, nie ma prawa oceniać recytacji gorzej wyłącznie dlatego, że dowiedziała się, iż w przeciwieństwie do Jasia, Marysi i Zenka Krzyś nie poświęcił na to dwóch godzin, tylko piętnaście minut. Dotyczy to wszystkich pozostałych zadań domowych. Naprawdę uwierzyłaś w to, że jak nie jest ciężko, to się efekt nie liczy? O_O

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • 25.04.17, 09:49
    Moim zdaniem akurat zadania domowe w ogóle nie są do szczęścia dzieciom potrzebne i jestem ogromną zwolenniczka ich braku. No ale niestety...
    Wychowawczyni syna wie, że sprawdzamy czy zadanie jest zrobione i jak młody zadania nie ma to po prostu nakombinował i nakłamał i to jest problem, nie chodzi o to, że ma się uczyć 2 godziny a nie 5 minut.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 25.04.17, 10:02
    No ale serio uważacie, że on "ma się uczyć" niezależnie od tego, co umie? Ja naprawdę bym dała spokój, jeśli syn wie, co się na lekcji dzieje, na pytania nauczyciela odpowiada z sensem, wywołany do odpowiedzi mówi na temat, zadania pisemne zdąża zrobić zanim są zbierane do oceny. Naprawdę nie masz w domu i zagrodzie niczego do roboty, co mogłabyś dziecku zaproponować/kazać robić z pożytkiem dla niego i/lub rodziny, skoro twierdzi, że do szkoły ma już wszystko gotowe?
    Naprawdę, szkoła to narzędzie, a nie jakaś oś prawdziwego życia. Oczywiście, narzędzie na tyle istotne na przyszłość, że jeśli dziecko potrzebuje czasu na odrobienie lekcji/przygotowanie się do sprawdzianu/zrobienie projektu, to czas ten powinno dostać w pierwszym rzędzie i rodzic nie powinien mieć podejścia, że jak dziecko wypełni obowiązki X, Y i Z to ewentualnie potem może sobie matematykę odrabiać, jeśli oczywiście nie jest zbyt późno (choć mam wrażenie, że takie podejście, gdyby zastosowano je masowo, pomogłoby wielu nauczycielom, zwłaszcza wczesnoszkolnym, zweryfikować to i owo w ich poglądzie na świat i życie). Ale jeśli dziecko na pytane - "masz wszystko na jutro odrobione i spakowane?" odpowiada "tak" i, co istotne, generalnie w szkole sobie radzi, to niechże resztę życia spędza na jakichś normalnych, pożytecznych i/lub przyjemnych aktywnościach, a nie nad debatą, jak bardzo jeszcze powinno być uciemiężone, by się liczyło, że pracuje nad lekcjami.
    Będzie miał w starszych klasach więcej i trudniejszego materiału, to sam zobaczy, że musi siedzieć więcej i systematyczniej. Albo i nie, bo może jest zdolny na tyle, że go później dopadnie. Albo i wcale. Jakby nie było, nie słyszałam, żeby ktoś matury nie zdał/studiów nie skończył/pracy nie mógł znaleźć, bo w klasach I-III za mało serca wkładał w szlaczki i nie angażował się emocjonalnie w rozwiązywanie zadań, na które rzucał okiem i wynik wpisywał, podczas gdy koledzy właśnie dochodzili do przeczytania pierwszego zdania polecenia.

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • 25.04.17, 10:23
    Iwoniaw to jest tak, że młody jak nie będzie musiał nie będzie robił nic kompletnie i boję się co będzie dalej jak będzie trudniej i jednak robić coś trzeba będzie. Jednocześnie właśnie czy jest sens walczyć jak tak naprawdę dobrze się uczy-boję się, ze sami go tym zniechęcimy...wkurza mnie to, ze nie ma w ogóle potrzeby, poczucia obowiązku, ma po prostu wywalone, od półtora roku sam z siebie nigdy nie zrobił nic, nie przejął się żadną uwagą, pałą, minusem, nie miał zamiaru poprawić jak wszytskie inne dzieci którym coś nie poszło czy czegoś zapomniały, po prostu w ogole takimi bzdurami się nie przejmuje...
    Nie jest szczególnie ciemiężony, codziennie ma wybrane przez siebie zajęcia dodatkowe, biega po podwórku, zmuszony odrabia te zadania w 5 minut, nie uczy sie w zasadzie dłużej, wszystko mu przychodzi łatwo.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 25.04.17, 10:43
    Co będzie, to zobaczysz. Może się ogarnie, a może i nie. To tylko podejście do zadań szkolnych czy w domu też ma w nosie, czy się potyka o nieuprzątnięte graty? Skupiłabym się na prawdziwym życiu i wymaganiu, żeby w domu funkcjonował poprawnie i miał coraz więcej odpowiednich do wieku obowiązków, bo to jest realna rzeczywistość, a w szkole przecież daje sobie radę. Być może kiedyś zatęskni do samych piątek, na które go stać, a być może będzie miał wywalone - nie traktuj tego jako oceny Ciebie jako matki. Ma zdawać do kolejnej klasy i nie dokonywać wybryków, które spowodują, że Cię będą wzywać do szkoły. Oraz uczyć się różnych rzeczy - żeby nie być matołem, nie żeby zaliczyć sprawdzian na 6. To jest zdrowsze podejście i bardziej procentujące niż walka z dzieckiem, żeby poświęcało czas na coś, co już i tak umie. Wymogłabym tylko, żeby pakował i nosił potrzebne rzeczy, żeby nie dostawał tych minusów za darmo. A zadania niech robi w takim trybie, w jakim chce.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • 23.04.17, 12:03
    cieszylabym sie, ze mam inteligentne dziecko, dalabym pare rad jak sie nie wpakowac w klopoty jesli dotyczy to pie...k, co do wazniejszych kwestii pozwolilabym uczyc sie na bledach.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.