Dodaj do ulubionych

Fotki z dzikimi zwierzetami

11.05.17, 14:02
Wczoraj przeglądałam fejsa i po raz wtóry rzuciło mi się w oczy zdjęcie kobiety z dzikimi zwierzętami. Tym razem były to orangutany w Indonezji. Dwa młode zwierzaki przebrane w jakieś głupie stroje, ku uciesze durnych turystów. Przypomnijmy ze mówimy o gatunku silnie zagrożonym wyginięciem. Wcześniej widziałam juz podobne zdjęcia ze słoniami i dzikimi kotami nafaszerowanymi jakimś narkotykiem.
Czyż to możliwe, by wykształcone osoby, mające kasę i lubiące podróże i prawdopodobnie kochające zwierzęta tzn. wszelkie pieski i kotki, były aż takimi ignorantami w kwestii ochrony zagrożonych gatunków? Równie idiotyczne są te wszystkie lajki po tymi zdjęciami i komcie w stylu "och, jakie słodkie", "najchętniej zabrałabym go do domu". Jakoś nikt nie słyszał o tym, by zdobyć takiego orangutana na szoł dla turystów trzeba zabić jego matkę? To samo dotyczy słoni, które wożą spasionych zachodnich turystów. Są tak spokojne, bo jako młode zaznały ogromnego bólu od oprawców.
Jeśli ktoś przeczytał w całości, to dziękuje.
Ulało mi się.
Edytor zaawansowany
  • 11.05.17, 14:06
    Masz rację. Mnie dodatkowo przerażają delfinaria.
  • 11.05.17, 14:08
    a mnie cyrki sad


    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • 11.05.17, 14:35
    Mnie też to mierzi i delfinaria również i cyrki i trzymanie psów ras o gęstym futrze w mieszkaniach.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • 11.05.17, 15:11
    Upsss... czy mam mojego mopsa wywalić do budy?
  • 11.05.17, 15:21
    mops i gęste futro ????? OJP

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • 11.05.17, 15:24
    Wydaje mi sie, ze chodzi raczej o takie rasy jak np. alaskan malamut.
  • 11.05.17, 19:10
    Masz podhalana, którego nazywasz mopsem? Albo owczarka kaukaskiego?

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • 12.05.17, 10:17
    muchywnosie pewnie nie kojarzy ze tu chdozi o psy z sierscia i podszerstkiem

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • 11.05.17, 14:53
    Masz rację i dlatego też od podobnych "atrakcji" trzymam się zawsze z daleka. Podobnie zresztą jak od cyrków ze zwierzętami, do których nie tylko w życiu nie zabrałam dzieci, ale zindoktrynowałam je już w przedszkolu, że to zło i znęcanie się nad zwierzętami, co ochoczo propagowały wśród rówieśników. Których rodzice nierzadko byli tym (propagowaniem poglądu znaczy) oburzeni zresztą.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • 11.05.17, 15:18
    Oczywiście dotyczy to zarówno cyrków jak i delfinariów. Niedawno musiałam przebukowac hotel w Dubaju, bo dowiedziałam sie, ze do atrakcji należy również delfinarium. Moj syn był trochę smutny, ale uważam, ze szybko zrozumiał na czym polega problem takich miejsc. Mąż uważa, ze mam kompletne skrzywienie na tym punkcie, ale chciałabym, aby te gatunki były turystyczny boom.
  • 12.05.17, 07:26
    mąż ma rację, masz hopla

    polecam delfinarium w tureckim Kusadasi i w San Diego big_grin

    --
    "W niektórych społecznościach matka ma prawo bezkarnie zabić swoje dziecko o ile nie ukończyło drugiego roku życia. Jakoś specjalnie się nie dziwię"...kaz_nodzieja o niemowlętach
  • 11.05.17, 15:15
    Mam te same odczucia odnosnie Tajlanfii i swiatyni tygrysow. Ludzie ogolnie wege eko itd. Jaki to slodkie!

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 11.05.17, 19:32
    Mam fotki z dzikimi zwierzętami, ale to są naprawdę dzikie zwierzęta żyjące wolno w sawannie, które były uprzejme podejść dość blisko do tych dziwnych ludzkich stworzeń jeżdżących w blaszakachwink.
    Natomiast głaskanie czy pojenie otumanionych tygrysów (które już rzygają tym mlekiem) czy innych dzikich zwierząt, bujanie się na trąbie słonia albo głaskanie na wpół wyciągniętych z basenu delfinów budzi mój niesmak. Zawsze sobie wtedy myślę, jak jesteś takim chojrakiem to podejdź do dzikiego zwierzęcia w naturze, a nie realizuj swój idiotyczny plan pt. a bo ja chcę.
    Już się spotkałam z tłumaczeniami, że ludzie idą do delfinarium, bo skoro zapłacili za bilety, to chcą przecież zobaczyć i podotykać delfiny, a jaką mają gwarancję, że na pełnym oceanie je spotkają, albo delfiny będą miały ochotę z nimi popływać?
    Egoizm i 'a bo ja chcę' ponad wszystko. A to że delfiny przeżywają koszmar mają głęboko w odwłoku. Mierzi mnie to.

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/sf/he/nft5/Ky4yVSK9CRyAFlaKQA.jpg
  • 11.05.17, 19:52
    Jakoś nikt nie słyszał o tym, by zdobyć takiego orangutana na szoł dla turystów trzeba zabić jego matkę?

    Ja, jak dotąd, nie. "Młody orangutan" to szerokie pojęcie. Mógł być podrośnięty i już od matki oddalony.
  • 11.05.17, 20:36
    Istnieją organizacje zajmujące się ratowaniem orangutanow po wypadaniu dżungli na plantacje palmowe i takich, które trafiły do ludzi, którzy zwyczajnie trzymają je w koszmarnych warunkach, np. klatce 2m sześciennych bez światła i jedzenia odpowiedniego dla tego gatunku. Jednak po rekonwalescencji lub odchowaniu małpy są wpuszczane na wolność, w miejsca, gdzie dżungla jest jeszcze niezagrożona. Jedli chcesz dowiedzieć się jak to działa możesz wejść na stronę: www.internationalanimalrescue.org

    Nie twierdzę też, że wszyscy muszą wiedzieć jak to działa, jednak jadąc do tak egzotycznego kraju powinniśmy się chyba czegoś o nim dowiedzieć.
    Ludzie nie trafiają tam raczej przypadkowo? Wystarczy tylko odrobinę dobrej woli.
  • 12.05.17, 01:05
    Nie twierdzę też, że wszyscy muszą wiedzieć jak to działa, jednak jadąc do tak egzotycznego kraju powinniśmy się chyba czegoś o nim dowiedzieć.

    No toteż się dowiadujemy. Jaka waluta, na co trzeba się zaszczepić... Nie, nie dowiadujemy się wszystkiego o tysiącu miejscowych zjawisk, bo zwyczajnie nie przyjdzie nam to do głowy.

    Ludzie nie trafiają tam raczej przypadkowo?

    "O, tam ciepło, a jeszcze nie byliśmy, to jedziemy!" Naprawdę? Nieprzypadkowo? Sami wyrafinowani globtroterzy?

    Wystarczy tylko odrobinę dobrej woli.



  • 11.05.17, 20:06
    Bo taki głupi turysta myśli ze zwierzątko zostało znalezione/uratowane porzucone przez matkę i trzeba pomoc.
    Albo brak świadomości, przemyśleń.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 11.05.17, 21:13
    zgadzam się, też mnie to mierzi, niestety spotykane jest dość często, wcale nie tylko w egzotycznych zamorskich krajach sad

    --
    In God we trust, everybody else pays cash
  • 11.05.17, 21:33
    mam podobne zdanie, do dzis stoi mi przed czyma scena z Phuket, przy drodze do swiatyni Wielkiiego Buddy widzialam oszalala ze strachu slonica miatajaca sie w kilku metrowej betonowej zgrodzie, uwiazana za noge na metrowym lancuchu, jej przerazone kilku miesieczne sloniatko i stado rozbawionych, usiechnietych turystow fotografujacych sie z ta 'urocza' para. Ta droga slynie z takich atrakcji jest tam wiele miejsc z 'monkye show', 'snake show' w poblizu jest tez 'tygrys rehabilitation center' gdzie zwierzeta sa po prostu torturowane ku uciesze turystow. Bradzo nie polecam i ostrzegam, nie zatrzymujcie sie, tam nie kupujcie tych 'atrakcji'.
    ps jezeli chcemy zobaczyc orangutany to mozna to zrobic w bezpieczny sposob i sprzyjajacy ich ochronie np na Borneo w jednym z Parkow Narodowym w centrach rehabilitacji zwierzat gdzie w ramach programow Unesco probuje sie przywracac naturze osierocone i okalecone zwierzeta. Zwierzeta oglada z duzej odlglosci, w czasie spaceru po dzungli, w czasie ich dokarmiania (po wypuszczeniu na wolnosc jeszcze przez jakis czas same przychodza na platformy z jedzeniem), turysci sa caly czas je pod okiem rangersow, ktorzy opowiadaja o programie i uratowanych zwierzetach.
  • 11.05.17, 21:51
    Internet pełen jest informacji na ten temat. Tu opisano cały proceder ze słoniami www.national-geographic.pl/traveler/ciemna-strona-tajskiej-turystyki-przejazdzka-na-sloniu-nie-dziekuje
    Niedawno na portalu tanie loty widziałam zdjęcie słonia masującego turystów na Phuket.
    Czuję ogromną bezradność widząc takie rzeczy.
  • 12.05.17, 08:22
    A i tak znajdzie się "iluś tam" co to uważają "Skoro zapłaciłam/zapłaciłem za bilet, to chce pooglądać nie gdzieś tam z daleka, a móc dotknąć dzikiego zwierza! Bo wydałam/wydałem moje pieniążki i mi się należy! A po co marnować czas na słuchanie jakiegoś głupka, i popatrzenie na małpy z odległości, skoro "obok" mogę pomacać taką małpę, dać jej banana itp?"...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 12.05.17, 09:28
    Wbrew pozorom mozemy jednak cos zrobic. Np w Indiach w Radistanie pod wplywem naciskow miedzynarodowych organizacji spowodowano ze slonie pracuja wozac turystow tylko kilka godzin rannych, nie mozna ich kaleczyc, malowac, nie moga wozic wiecej niz dwie ososby etc. Kazdy kto nie przestrzega tego prawa placi bardzo wysoka grzywne. Wiec gdy widzimy nieetyczne zachowania w stosunku do zwierzat reagujmy - kazda taka kropla bedzie drazyc skale ludzkiej obojetnosci na los zwierzat.
  • 12.05.17, 11:04
    Jest to niestety smutne. Ja mam fotke z koala, ale te "miski" ogolnie lubia sie przytulac. Dwa, ze tutejsze zoo-a (liczba mnoga) odwalaja naprawde duza prace edukacyjna, maja zwierzece szpitale, mocno rozwinieta siec wolontariuszy (ktorzy czesto matkuja jakims dzikim sierotom we wlasnych domach, z wlasnych srodkow, dostajac fachowe wsparcie i szkolenia), maja szpitale dla zwierzat, prowadza programy uzdrowieniowe. Przykladowo diably tasmanskie na wolnosci masowo choruja na nowotwor pyszczka, nikt nie wie dlaczego, obawia sie, ze niedlugo wygina. W Poludniowej Australii jest specjalne sanktuarium, gdzie prowadzi sie rozrod zdrowych osobnikow.
    Aha, jezdzilam tez ogladac wieloryby, ale nie wolno sie do nich zblizac na odleglosc dwudziestu bodajze metrow (same czasami blizej podplywaja), no i to jest na dziko, na trasie ich wedrowek.

    --
    obrazy, malunki i nie tylko

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.