Dodaj do ulubionych

Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami...

29.05.17, 01:18
No właśnie, w ramach "wybiegania dzieciaków" zabrałam młodzież na tydzień do moich rodziców na wieś. Ja sama bo jestem jeszcze na macierzyńskim a mąż teraz akurat urlopu nie miał jak wziąć. No wiec ja sama na wsi z dziećmi (rodzice użyczyli dom i ogród i trochę pomagali ale raczej potomstwo miałam na swojej głowie, ale sama się na to pisałam), a mąż tydzień sam w domu. I w sumie dla mnie spoko, niech chłop odpocznie, nie mam nic przeciwko.gdies tam wyszedł, coś tam sobie robił, wraca o 16 z pracy i popołudnia miał dla siebie. Prosiłam tylko żeby w weekend ogarnął mieszkanie tak żebym po powrocie nie musiała zaczynać od sprzatania (ja bo od jutra znowu mąż w pracy a ja sama z dzieciakami w domu).
No i wróciliśmy o 18 po trasie ponad 400 km, styrani a męża w domu nie ma. Spoko, pobiegł do sklepu bo nie kupil pieczywa No i w ostatniej chwili nadrabiał. W domu krzesła na stole, stolik na kanapie - myl przed chwila podłogi. No dobra, mył to znaczy ze sprzątnął. Łapie krzesła żeby starszy młodszej na głowę nie zrzucił i ustawiam wszystko. W korytarzu pierwsze co widzę to sterta pościeli do prania bo zdjął pościel chwile przed wyjściem do sklepu. Zdjął, nowej nie założył, brudnej nie upral wiec mam trzy komplety pościeli do założenia zanim uśpimy dzieciaki. No dobra. Niech tam, nie będę się złościć o pościel.
W łazience wszystko poprzestawianie (kosz na pranie w małej toalecie zamiast w łazience, dywanik gdzieś schowany, kocia kuweta rozłożona - zaczął sprzątać i nie skończył). Mop pełny wody stoi przy drzwiach, raczkująca córka prawie wylała, ale ok, złapałam. Gdziekolwiek nie wejdę to widać ze było sprzątane ale nie sprzątnięto do końca... suszarka na naczynia rozkręcona. dzieciaki głodne, trzeba się rozpakować a mąż mówi ze idzie robić kolacje bo miał nam przygotować żarcie wcześniej ale nie zdarzył. I robił sałatkę przez godzinę. Wczoraj jak dzwonił to mówił ze zrobi coś fajnego na nasz przyjazd. Zanim zrobił to ja już dzieci nakarmiłam resztkami z lodówki - No kurde głodne były. Ja tez.
wczoraj wieczorem jak gadaliśmy na Skypie to pytałam czy dał radę sprzątnąć No to mi pokazał ze ma cały salon zawalony jakimiś papierami. Bo porządki zrobił przez tydzień ale w dokumentach w szafie. Ale ze spokojna głowa bo przecież zdarzy zabim wrócimy.
A, jeszcze prosiłam żeby mi przymierzył w sklepie obok nas fotelik rowerowy do mojego roweru (żebym mogła przez net zamówić). Nie pojechał bo zapomniał.
Siedzę w wannie i jakaś taka wkurzona jestem. Tłumacze sobie sama ze fajnie ze zrobił cokolwiek i żeby się nie czepiać tylko cieszyć ze wróciłam po tygodniu do męża... No tylko ze nadal jestem wkurzona. Ech...
Musiałam się pożalić żeby nie czepiać się już tak na noc...
Obserwuj wątek
    • magic.marker Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 01:26
      Po prostu mąż założył nader optymistycznie, że zdąży. Ze wszystkim.
      Próbował ale nie zdążył. Overoptimism to się nazywa. Nie wiem, czy wyleczalne.
      Kiedyś w podobnej sytuacji szlag mnie jasny trafił i jeden mebel w domu nie przeżył wink
      Mogę Ci napisać jedynie, że rozumiem ale rady żadnej nie mam.

      --
      Nie mam dzieci. Ale emama jest tak często linkowana na głównej, że podejrzewam inspirujące dyskusje albo totalną naparzankę. To postanowiłam zajrzeć.
      • bi_scotti Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 01:33
        Kobiety maja sklonnosc do perfekcjonizmu tudziez do przeswiadczenia, ze zeby bylo posprzatane to musi byc posprzatane wedlug ich standardow. Tez tak mialam. Z tego sie wyrasta, im szybciej, tym mniej stresu dla wszystkich w rodzinie! Wanna jest OK. Kieliszek wina czy hot chocolate tez jest OK. A tak przy okazji to jak moze zmeczyc 400 km drogi? Szliscie piechota? Relax! Cheers.
        • nightdream Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 01:40
          Może zmęczyć bo to było 400 km z 3 latkiem i 7 miesieczniakiem. Mamo siku, mamo kupę, mamo jeść, aaaaa (mamo jesc w wykonaniu młodszej), mamo buta nie mogę zdjąć, mamo chce założyć buta. Do tego rano pakowaliśmy auto (puzzle xxl czyli jak wcisnąć tonę toreb, rower, wozek do jednego bagażnika - nie jestem w tym dobra, gimnastykowalam się). A u nas upał którego nie znoszę i mnie meczy. Nawet w klimatyzowanym aucie.
            • girasole01 Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 02:28
              Wiesz, w zależności od drogi 400 km pokonuje się w od 3 do 8 godzin. Nawet zakładając autostradę i 3 godziny, "short ride" to nie jest. Owszem, jest to doświadczenie wielu matek i myślę, że dla wielu rodziców samotna kilkugodzinna podróż z małymi dziećmi jest koszmarem. No chyba że się jedzie w nocy i dzieci śpią, ale w przypadku autorki tak nie było.
              • ichi51e Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 16:56
                Bez przesady. Raj to nie jest ale tez nie tragedia. Czy mozwa o komunikacji zbiorowej? W tym przesiadce na pks? 7 ms to jeszcze nie lazi a 3 latka czyms tam w pociagu zajmiesz. Samochodem to juz w ogole wydaje mi sie nieproblemowo.
                Driga tu najmiejszy problem - watkodajka po prostu zmeczona po calym tygodniu i jeszcze drodze. Zaskakujace jest ze odleglosc nie ma takiego znaczenia jak inne czynniki - marudnosc dzieci cierpliwosc wspolpasazerow atrakcje w zbiorkomie...najedzenie dzieci... zdarzylo mi sie leciec z dzieciakiem 9h i super bylo bo spal cala droge. I zdarzylo mi sie klac cala droge do Gory Kalwarii.

                --
                wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
            • fogito Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 07:03
              Serio Bi_scotti? Taki to niby lajcik? W Polsce nie ma pieciopasmowych autostrad. Kultura jazdy jest niższa. Ja jadąc sama 200 km jestem zwykle wykończona, bo cały czas w największym skupieniu, czy mi jakiś głupek z tylu nie podjeżdża albo nie wskakuje przed maskę wyprzedzając. Podróżowanie z dziecmi to zawsze stres. Bagatelizujesz wysiłek matki, który jest ewidentny i usprawiedliwiasz rozmemlanie dorosłego mężczyzny, który nie wiedziec czemu nie był w stanie ogarnąć mieszkania przez kilka dni. Czy on jest niepełnosprawny umysłowo, ze należy mu to wybaczyć i z kieliszkiem wina udac, ze wszystko ok? Taki tok myślenia jest kiepski. Facet sie nie sprawdził po raz kolejny zapewne. Roznioslabym gada na wejściu. Dla mnie to porażka na całej lini. Z takim facetem to lepiej samej...
            • milka_milka Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 07:31
              400 km to nie jest krótka trasa i tyle.

              --
              Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
            • z_lasu Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 07:33
              400 km po polskich drogach bez małych dzieci czyli bez postojów to jest ok. 6-7h jazdy. Poza autostradami średnia prędkość to 60-70 km/h. Z małymi dziećmi to jest horror nawet gdy jadą dwie osoby i kierowca nie musi zajmować się dziećmi. Szczerze mówiąc ja bym się nie odważyła jechać w taką trasę sama z dwójką tak małych dzieci.
                      • default Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 12:51
                        volta2 napisała:

                        > siódemką się jeździ o wielel lepiej niż autostradą przez jakieś pół polski obja
                        > zdem.

                        Do tej pory też wychodziłam z tego założenia i na swoje coroczne majowe wczasy nadmorskie jeździłam siódemką. Remonty po drodze do przeżycia, korków nie generują, trasa przyjemna, sporo odcinków ekspresowych.
                        Ale w tym roku utknęłam za Nowym Dworem Gdańskim w koszmarnym korku (budowa drogi, nieustanny ruch wywrotek i zatrzymywanie ruchu, by im umożliwić wjazd i wyjazd z budowy), wydłużyło nam to podróż o godzinę i zmęczyło na tyle, że z powrotem pojechałam autostradą. Aczkolwiek tylko do Torunia, w Lubiczu zjechałam na dziesiątkę (do Płońska i do siódemki).
                        Jednak jechanie prawie do Łodzi, by dojechać do Warszawy faktycznie wydaje mi się absurdalne smile No i nie tanie... (za kawałek Gdańsk-Toruń zapłaciłam ponad 27 zł).
                        • ga-ti Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 30.05.17, 07:34
                          Jeżdżę czasem tą trasą (odcinkami) i aż się boję, co będzie w wakacje. Tam na określonych odcinkach zawsze są korki, ale jeśli z remontami nie skończą choć trochę to czarno to widzę latem. Pewnie, że autostrada jest nieporęczna wink nadrabia się drogi, płacić trzeba (ale tylko za odcinek Gdańsk - Toruń, później za darmo, jak na razie), stać na bramkach, ale jeśli się jedzie dalej, do Trójmiasta, czy na wybrzeże to warto przemyśleć. Wystarczy, że będą stać ci, co do Krynicy i okolic jadą.
                          Według mnie powinno się w mediach nagłaśniać, pokazywać jak siódemka wygląda, bo to, co było rok temu się pogorszyło.
            • kawka74 Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 08:49
              Moja córka miała taki przyjemny okres w życiu, że nie była w stanie usiedzieć w foteliku, nie znosiła unieruchomienia i darła się cały czas, następnie zasypiała na chwilę z wyczerpania, po czym zabawa zaczynała się od nowa. Dzień czy noc - nie miało to znaczenia. Mogę więc sobie spokojnie wyobrazić, że wątkodajka po 400 km z dwójką dzieci, które ciągle brzęczą, może być wykończona i wolałaby położyć się do łóżka zamiast je ścielić.
              Nie traktuj faceta jak debila, miał tylko posprzątać, a nie postawić nową chałupę.

              --
              'Donosi się, że pewien Bucki [...] przebiera się prawie każdej nocy w mundur administracji Newachowicza i pod taką ochroną przemyca wódkę przez warszawskie rogatki'. (1824)
            • babcia.stefa Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 08:52
              Tu jest Polska, nawet jeśli jedziesz autostradą, jest to dość męczące. Autostrady rzadko miewają więcej niż 2 pasy, więc masz nieustanne kombinowanie z wyprzedzaniem TIR-ów i uciekaniem przed nagle objawiającym Ci się na zderzaku psycholami tnącymi 200 km/h albo hamowanie, bo ledwo wlokące się cichocienko postanowiło właśnie wyprzedzić i wjechało Ci przed maskę. Do tego dochodzą stosunkowo często bramki i remonty.

              Przejechaliśmy wczoraj 200 km w jedną stronę i tyle samo z powrotem, prawie całość autostradą. Ruch był gigantyczny, bo pierwszy ciepły weekend i wszyscy wylegli, na A4 są co kawałek remonty, więc pod Gliwicami staliśmy pół godziny w korku, a potem kolejne 20 minut na bramkach na zjeździe. Z circa 3 h pobytem w miejscu docelowym trwało to cały dzień.
            • semihora Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 09:40
              Taaa... Też bym była zmęczona po 400 km. Czasem nawet po 100 jestem, bo dziecko daje w kość. Fajnie, że ty byś się nie zmęczyła, szczerze gratulujemy ociekania zajebi...ością, ale nie gadaj bzdur o short ride i tym, że nie ma prawa być to męczące.

              --
              Nie przejmuj się, nie ma tu nic gorszego niż my sami.
            • panterarei Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 09:55
              czepiasz się dziewczyny, że śmie być zmęczona, po drodze z małymi dziećmi ale to, że panu mężu się nie chciało posprzątać jest już ok, co?Bo przecież kobieta ma być wołem roboczym i nie narzekać, a mąż może być ćwokiem, co mu się uroczo zapomni ogarnąć. Mężczyźnie oczywiście wolno więcej.. po tygodniu słomianego wdowieństwa pana, rewelka. Mój małżonek też miewa takie akcje, zazwyczaj NIE jestem miła. Bardzo niemiła jestem.

              --
              "Natenczas onegdaj azaliż plwasz waść do strawy pozostawionej w holu?"
              • iwoniaw Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 11:21
                panterarei napisała:

                > czepiasz się dziewczyny, że śmie być zmęczona, po drodze z małymi dziećmi ale t
                > o, że panu mężu się nie chciało posprzątać jest już ok, co?


                Otóż to - dawno mnie tak nic nie zdumiało na tym forum jak post bi_scotti powyżej - takiego poziomu to nawet co bystrzejsze trolle się wystrzegają, bo czują, że to byłaby przesada, a tu stała forumka i to ze, zdawać by się mogło, jakimś tam doświadczeniem życiowym... uncertain

                Tak, kilkugodzinna podróż z małymi dziećmi najczęściej jest męcząca - wystarczy musieć samodzielnie ogarniać logistykę w warunkach niecodziennych. Tu jeszcze dodatkowo autorka była kierowcą, więc musiała się skupiać na samej trasie (która, jak słusznie napisano powyżej, najprawdopodobniej nie składała się z jazdy autostradą na tempomacie, tylko wymagała koncentracji i uważności przez x czasu).
                Usprawiedliwianie w tych okolicznościach dorosłego pełnosprawnego chłopa, który przez kilka dni nie był w stanie tak ułożyć sobie grafiku, żeby nie rozgrzebywać piętnastu rzeczy za pięć dwunasta - mimo że nikt mu się pod nogami nie plątał, nie ograniczał go w żaden sposób np. co do kolejności wykonywania czynności (z których większość zresztą mógł wykonać natychmiast po odjeździe rodziny, zakończyć temat i o nim zapomnieć) jest tym bardziej kuriozalne, im bardziej autorce się serwuje komentarze typu "przesadzasz".

                Autorko wątku - rozumiem Twe odczucia, jest to ten rodzaj bezmyślności i lekceważenia, którego nie potrafię ani nie chcę tłumaczyć. Czarę na pewno by w moim przypadku przelało, że nie ma nawet gotowej karmy dla zdrożonych wędrowców, już pal sześć reszta (choć nie zachwyca oczywiście).


                --
                'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
                'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
                • nenia1 Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 11:58
                  iwoniaw napisała:

                  > Otóż to - dawno mnie tak nic nie zdumiało na tym forum jak post bi_scotti powyż
                  > ej - takiego poziomu to nawet co bystrzejsze trolle się wystrzegają, bo czują,
                  > że to byłaby przesada, a tu stała forumka i to ze, zdawać by się mogło, jakimś
                  > tam doświadczeniem życiowym... uncertain

                  Naprawdę? Ja to chyba jednak jestem cholernie wyrozumiała big_grin

                  Wystarczy przecież, że bi scotti pokonuje często znacznie większe trasy, dla mnie samej 8 godzin jazdy to zwykła rutyna, bo robię dość często autem długie trasy, jestem przyzwyczajona, więc jak mi ktoś mówi, że gdzieś tam się jedzie 3, 4 godziny to myślę sobie - o to całkiem szybko, czuję się zmęczona powyżej 10 godzin, a optymalnie dla mnie to 8, staram się tak planować trasę, żeby dłużej nie jechać smile
                  Wsiadłyście ja tą bi_scotti jakby co najmniej obraziła wasze matki, a dziewczyna pewnie mówi, ze swojego doświadczenia, ot i cała tajemnica.
                  • iwoniaw Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 14:41
                    Naprawdę? Ja to chyba jednak jestem cholernie wyrozumiała big_grin

                    No najwyraźniej jesteś - ja oczekuję, że gdy przyjeżdżam gdziekolwiek zapowiedziana (a już tym bardziej do własnego domu i męża), to czeka mnie świeży posiłek, mam możliwość rozprostowania nóg, a na podłodze nie kłębią się wiadra z brudami na przemian z niewypraną pościelą. Tym bardziej, jeśli przybywam z dziećmi, które trzeba nakarmić i położyć spać - spodziewam się, że nie będę musiała w tym celu dopiero wyciągać powłoczek na pościel z szaf, a kolacji szykować od zera. Zwłaszcza, jeśli oczekującym nas jest rodzony ojciec tychże dzieci, który zapewne wie, ile mają lat i jak wyglądają ich aktualne potrzeby.

                    Powiem więcej - gdy to ja jestem w domu, a mąż przyjeżdża "z drogi", staram się mu zapewnić to samo, czego ja bym oczekiwała dla siebie w tej sytuacji, a nie witać go w rozmemłanej chałupie z listą rzeczy, które musi najpierw wykonać, zanim się da radę umyć i coś zjeść. Uważam, że to minimum szacunku i dbałości o drugiego człowieka, z którym ponoć dobrowolnie się dzieli życie.


                    --
                    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
                    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
                    • nenia1 Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 16:53
                      Przeczytałaś tylko pierwsze zdanie, czy więcej? Bo ja w tym fragmencie wypowiedzi odnosiłam się do bi_scotti.
                      Co do reszty, owszem miło jest, gdy wraca się do posprzątanego domu i kuchni pachnącej domowym ciastem i pieczenią, pytanie tylko czy warto aż tak przeżywać, gdy tak się nie stanie. Co mnie dziwi to z jednej strony wkurzenie, agresja i złość, ileż tu buńczucznych wypowiedzi, forumek, które od razu by się rozwodziły, a z drugiej oświadczenie autorki, że nawet o tym mężowi nie pisnęła. Mnie takie postawy męczą, bo widzę je dość często, ludzie nie potrafią rozmawiać, nakręcają się, robią miny, fochy, obrażają się zamiast po prostu porozmawiać.

                      Kolejną sprawą jest stwierdzenie, że ona tak ogromnie harowała, podczas gdy on miał wakacje. Jakoś dziwnie jestem pewna, że gdyby pojawił się wątek "współczuję matkom dwójki dzieci, muszą padać na pysk ze zmęczenia" 90% kobiet mających dwoje dzieci dowodziło by jak to super mieć dwoje dzieci i że to układ optymalny. Facet codziennie chodzi do pracy, po pracy zajmuje się dziećmi, w weekendy sprząta razem z żoną. To nie jest jakiś śmierdzący leń, który nic nie robi. Więc jedno potknięcie można wybaczyć, a jak czytam reakcji żony po powrocie do domu, bo wiadro stało i poszewki nie założone, a na dodatek jakiś kosz w innym miejscu niż zwykle, to mam wrażenie jakby teściowa na inspekcję wpadła.
                • 3-mamuska Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 13:14
                  iwoniaw napisała:

                  > panterarei napisała:
                  >
                  > > czepiasz się dziewczyny, że śmie być zmęczona, po drodze z małymi dziećmi
                  > ale t
                  > > o, że panu mężu się nie chciało posprzątać jest już ok, co?

                  >
                  > Otóż to - dawno mnie tak nic nie zdumiało na tym forum jak post bi_scotti powyż
                  > ej - takiego poziomu to nawet co bystrzejsze trolle się wystrzegają, bo czują,
                  > że to byłaby przesada, a tu stała forumka i to ze, zdawać by się mogło, jakimś
                  > tam doświadczeniem życiowym... uncertain
                  >
                  > Tak, kilkugodzinna podróż z małymi dziećmi najczęściej jest męcząca - wystarczy
                  > musieć samodzielnie ogarniać logistykę w warunkach niecodziennych. Tu jeszcze
                  > dodatkowo autorka była kierowcą, więc musiała się skupiać na samej trasie (któr
                  > a, jak słusznie napisano powyżej, najprawdopodobniej nie składała się z jazdy a
                  > utostradą na tempomacie, tylko wymagała koncentracji i uważności przez x czasu)
                  > .
                  > Usprawiedliwianie w tych okolicznościach dorosłego pełnosprawnego chłopa, który
                  > przez kilka dni nie był w stanie tak ułożyć sobie grafiku, żeby nie rozgrzebyw
                  > ać piętnastu rzeczy za pięć dwunasta - mimo że nikt mu się pod nogami nie pląta
                  > ł, nie ograniczał go w żaden sposób np. co do kolejności wykonywania czynności
                  > (z których większość zresztą mógł wykonać natychmiast po odjeździe rodziny, zak
                  > ończyć temat i o nim zapomnieć) jest tym bardziej kuriozalne, im bardziej autor
                  > ce się serwuje komentarze typu "przesadzasz".
                  >
                  >
                  Ale nikt jej nie zmuszał do tego zeby tam jechac.
                  Co innego gdyby u rodziny odpowczywala , to ok bo zajęło sie mam tato młodsza siostra, i odsapnie.
                  Ona pojechała wybiegać dzieci i dać mężowi czas , sama tyrając na "obcym terenie" i drogi z dziećmi. I wraca i nerwy bo nie jest jak ona chce.
                  Sorry dla mnie dziwne podejście.
                  W tamta stronę zmęczona nie była?
                  Nie chodzi tu o faceta ale moze warto przemyśleć swoje działanie na rzecz innych i nie miec pretensji pozniej.
                  Jeszcze wróciła i nakarmiła dzieci, i ubrała pościł po co??? Wyręczyła znow faceta który potem nie umie ogarnąć.



                  --
                  -----------------
                  Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
                  • iwoniaw Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 13:57
                    Ale nikt jej nie zmuszał do tego zeby tam jechac.

                    Ależ oczywiście, głupia baba, sama sobie winna. Pewnie jeszcze w nocy śpi i jej się przez to robota zbiera. uncertain


                    --
                    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
                    • daisy Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 14:51
                      Zabiłabym faceta, utopiła w pomyjach z wiadra, a miskę z sałatką rozbiłabym na głowie. Nienawidzę takiego rozmemłania i olewania, to jest zwyczajnie wstrętne lekceważenie. Tzw. gó...aną robotę tępię bez litości, bo kryje się za nią wyłącznie lenistwo, również umysłowe.

                      --
                      Fajna książka dla dzieciaka
            • pruszynkaaa Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 17:34
              Bi, 400 km w Polsce a 400 km w CA to uwierz mi, zupełnie inne 400 km
              . W CA masz 5 pasów autostrady w jednym kierunku bez bramek gdzie musis uiścić opłatę za korzystanie. A Pl norma są autostrady 2-3 pasmowe, o ile w ogóle są... No i natężenie ruchu. Wierzę w 100% że Ona po tych 400 km była wykończona bo my po 200km w Polsce byliśmy czasami ledwo żywi.
          • bi_scotti Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 14:15
            cauliflowerpl napisała:

            > O, bi_scotti, dawno po polskich drogach nie jechalas kilkaset kilometrow big_grin Te
            > traume sie moze w koncu zapomina, ale trwa to znacznie dluzej niz zapominanie b
            > oli porodowych, podejrzewam.

            OK, zacznijmy od tego, ze ja w PL bywam srednio 2 razy w roku i jezdze po kraju roznymi srodkami lokomocji, lacznie z rented cars, wiec tzw. "swoje wiem" na temat polskich drog i tych lepszych, i tych gorszych. Po drugie, nie tworzmy mitow na temat jakosci jazdy w Kanadzie. Drog jest malo, traffic w miastach i ich okolicach bywa (codziennie!) horrendalny, jeszcze mi sie w zadnym kraju europejskim (lacznie z PL) nie udalo zaliczyc niczego porownywalnego, co wylacznie zle swiadczy o drogach w moim kraju tudziez o tym, ze auto wciaz dla wielu jest tu bogiem i takie sa tego skutki. To temat na inny watek, tu tylko chce zaznaczyc, ze opcje jazdy 20 km przez 2 godziny zaliczam srednio raz na 2 tygodnie a przy lekkim deszczu, czy nie daj boze sniegu ... sky is the limit, eh suspicious Dzieci mam troje, roznice wieku pomiedzy Najstarsza i Srednim 3 lata, potem po 4 Najmlodszy. Zasady jazdy byly zawsze proste i nonnegotiable: stajemy obowiazkowo w 2 przypadkach: auto potrzebuje fuel, kierowca (ja) potrzebuje siku. Wszystkie inne powody - do negocjacji. W samochodzie nie jemy, pijamy tylko wode, bo nikt nie lubi jezdzic w usyfionym aucie. Dzieci maja zabawki i sie z dziecmi rozmawia. Gdy krzycza, to krzycza, zawsze mozna wlaczyc glosniej muzyke jak wrzask zaczyna przeszkadzac. I tyle. Zaden magic. Jezeli celem jest dojechanie w miare szybko z punktu A do punktu B, nie ma opcji, ze ulegamy placzom i histeriom. Co innego gdy podroz jest w celu stawania, zwiedzania, ogladania etc. Wtedy to zupelnie inna historia. I jeszcze cos na temat jazdy w aucie bez A/C. Kwestia planowania: wyjezdzamy przed switem kiedy jest najchlodniej zeby pokonac ile sie da kilometrow do jakiejs 11:00/12:00 kiedy zaczyna byc naprawde nieprzyjemnie, najgorsze na podroze bez A/C sa popoludnia! Jesli nie ma innej opcji i trzeba jechac po poludniu, trzeba zadbac o to zeby auto stalo przez caly dzien w cieniu z uchylonymi oknami zeby sie jak najmniej nagrzalo, najlepsza jest oczywiscie opcja underground parking ale nie zawsze mozliwa. I jeszcze o standardach kobiet i mezczyzn w kwestii sprzatania, opieki nad dziecmi, robienia zakupow i innych codziennych obowiazkow. Te standardy najczesciej sie od siebie roznia, co wcale nie znaczy, ze standardy oczekiwane przez kobiety sa jedynie sluszne i ze facet musi (!!!) sprzatac, robic zakupy, prac, bawic sie z dziecmi, przewijac, prasowac ... zgodnie z modelem swojej zony. Ani owa zona, ani ow maz nie maja monopolu na jedynie sluszne sposoby i efekty wykonywania tych czynnosci. Kazdemu przeszkadza co innego, kazdy ma troche inna wizje czegos tam. I zamiast dostawac piany na ustach, ze nie jest "po mojemu" warto sie zastanowic nad sama soba dlaczego owo "po mojemu" ma byc tak obiektywnie (!!!) lepsze niz wedlug jego standartow.
            Polecam stoicyzm. Zarowno gdy sie pokonuje jakakolwiek odleglosc w aucie z dziecmi jak i gdy sie ocenia dzialanosc domowo-obowiazkowa partnera. To bardzo pomaga zachowac radosc zycia! Na dlugie lata ... Cheers.
            • rulsanka Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 14:22
              "Jezeli celem jest dojechanie w miare szybko z punktu A do punktu B, nie ma opcji, ze ulegamy placzom i histeriom"

              Ale to jest chore! Komfort dzieci też się liczy, to są LUDZIE a nie radyjko. Jeżeli dziecko wpada w histerię z przemęczenia jazdą, to należy się zatrzymać i dać mu odpocząć.

              "Gdy krzycza, to krzycza, zawsze mozna wlaczyc glosniej muzyke jak wrzask zaczyna przeszkadzac"

              I to też jest chore i nie wmawiaj nikomu, że jazda z rozwrzeszczanymi dzieciakami + głośną muzyką nie daje w kość. Owszem, zaliczyłam, bo był taki moment, że widać, że żaden odpoczynek już nie pomoże i trzeba po prostu jechać. Ale jest to koszmar.

              Jazda 400km w Polsce z małymi dziećmi to około 6-7 godzin.
            • iwoniaw Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 14:28
              I jeszcze o standardach kobiet
              > i mezczyzn w kwestii sprzatania, opieki nad dziecmi, robienia zakupow i innych
              > codziennych obowiazkow. Te standardy najczesciej sie od siebie roznia, co wcale
              > nie znaczy, ze standardy oczekiwane przez kobiety sa jedynie sluszne i ze face
              > t musi (!!!) sprzatac, robic zakupy, prac, bawic sie z dziecmi, przewijac, pras
              > owac ... zgodnie z modelem swojej zony. Ani owa zona, ani ow maz nie maja monop
              > olu na jedynie sluszne sposoby i efekty wykonywania tych czynnosci.



              Nie ma to jak odwracać kota ogonem, prawda? Ciekawe, gdzie doczytałaś, że ktoś żądał od męża wykonania jakiejkolwiek czynności w określony sposób albo nie pasował mu standard wykonanej czynności.

              Zasady jazdy byly zawsze proste i nonnegotiable: stajemy obowiazkowo w
              > 2 przypadkach: auto potrzebuje fuel, kierowca (ja) potrzebuje siku. Wszystkie
              > inne powody - do negocjacji. W samochodzie nie jemy, pijamy tylko wode, bo nikt
              > nie lubi jezdzic w usyfionym aucie. Dzieci maja zabawki i sie z dziecmi rozmaw
              > ia. Gdy krzycza, to krzycza, zawsze mozna wlaczyc glosniej muzyke jak wrzask za
              > czyna przeszkadzac. I tyle. Zaden magic. Jezeli celem jest dojechanie w miare s
              > zybko z punktu A do punktu B, nie ma opcji, ze ulegamy placzom i histeriom.


              Tak, tak. Choroba lokomocyjna, chęć skorzystania z toalety przez kogoś innego niż kierowca, przedłużanie się podróży przez np. korek i fakt, że dzieci (w tym malutkie) robią się głodne to wszak takie nic nie znaczące szczegóły, które można zignorować i pogłośnić muzykę uncertain

              Polecam stoicyzm. Zarowno gdy sie pokonuje jakakolwiek odleglosc w aucie z dzie
              > cmi jak i gdy sie ocenia dzialanosc domowo-obowiazkowa partnera. To bardzo poma
              > ga zachowac radosc zycia!


              Tak, na pewno przyjmowanie bez słowa kompletnego lekceważenia i zwalania na siebie obowiązków, których wykonanie _zadeklarował_ wcześniej partner, jest bardzo stoickie i byłaby to prawdziwa radość życia, gdyby autorka wątku, zamiast zakasać rękawy z chwilą wejścia w domowe progi i natknięcia się na chaos pozwoliła potomstwu paść ze zmęczenia i głodu na tej stercie brudnych poszewek wśród wiader z pomyjami, a sama udała się do najbliższego hotelu, najlepiej z restauracją serwującą ciepłe kolacje... No sorry, tu nie chodziło tylko o wygodę czy standardy porządkowe żony, ale o podejście męża do całego domu i rodziny.



              --
              "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
              • panterarei Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 14:57
                No co Ty, Biscotti tu promuje stoicyzm a la rodzina Borejków. Mąż ma prawo mieć wszystko w dupie, a baba sama sobie winna, że zmęczona po podróży i jeszcze się głupio czepia, zamiast zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Mąż w międzyczasie, jak ona będzie sprzątać i gotować może umilać jej życie łacińskimi cytatami... tudzież pierdzielenie o standardach, jakby kobieta robiła test białej rękawiczki, a nie chciała jedynie zastać dom po powrocie w takim stanie jak go zostawiła. Cóż liczenie się z potrzebami najbliższej rodziny jest zaiste mało stoickie, niestety jak kobita ma dwójkę małych dzieci na głowie, to nie ma wyjścia, chyba, że chce mieć opiekę społeczną na głowie.

                --
                "Natenczas onegdaj azaliż plwasz waść do strawy pozostawionej w holu?"
            • pade Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 16:14
              bi_scotti napisała:

              > cauliflowerpl napisała:
              >
              > > O, bi_scotti, dawno po polskich drogach nie jechalas kilkaset kilometrow
              > big_grin Te
              > > traume sie moze w koncu zapomina, ale trwa to znacznie dluzej niz zapomin
              > anie b
              > > oli porodowych, podejrzewam.
              >
              > OK, zacznijmy od tego, ze ja w PL bywam srednio 2 razy w roku i jezdze po kraju
              > roznymi srodkami lokomocji, lacznie z rented cars, wiec tzw. "swoje wiem" na t
              > emat polskich drog i tych lepszych, i tych gorszych. Po drugie, nie tworzmy mit
              > ow na temat jakosci jazdy w Kanadzie. Drog jest malo, traffic w miastach i ich
              > okolicach bywa (codziennie!) horrendalny, jeszcze mi sie w zadnym kraju europej
              > skim (lacznie z PL) nie udalo zaliczyc niczego porownywalnego, co wylacznie zle
              > swiadczy o drogach w moim kraju tudziez o tym, ze auto wciaz dla wielu jest tu
              > bogiem i takie sa tego skutki. To temat na inny watek, tu tylko chce zaznaczyc
              > , ze opcje jazdy 20 km przez 2 godziny zaliczam srednio raz na 2 tygodnie a prz
              > y lekkim deszczu, czy nie daj boze sniegu ... sky is the limit, eh suspicious Dziec
              > i mam troje, roznice wieku pomiedzy Najstarsza i Srednim 3 lata, potem po 4 Naj
              > mlodszy. Zasady jazdy byly zawsze proste i nonnegotiable: stajemy obowiazkowo w
              > 2 przypadkach: auto potrzebuje fuel, kierowca (ja) potrzebuje siku. Wszystkie
              > inne powody - do negocjacji.

              Matko boska, nie chciałabym z Tobą jeździć, za żadne skarby

              W samochodzie nie jemy, pijamy tylko wode, bo nikt
              > nie lubi jezdzic w usyfionym aucie. Dzieci maja zabawki i sie z dziecmi rozmaw
              > ia.

              Kto rozmawia, kierowca???

              Gdy krzycza, to krzycza, zawsze mozna wlaczyc glosniej muzyke jak wrzask za
              > czyna przeszkadzac.

              Jechałaś sama z dwójką wrzeszczących dzieci, podgłosiłaś radio i jechałaś dalej?

              I tyle. Zaden magic.
              Jezeli celem jest dojechanie w miare s
              > zybko z punktu A do punktu B, nie ma opcji, ze ulegamy placzom i histeriom.

              Straciłam do Ciebie całą sympatię.

              Co
              > innego gdy podroz jest w celu stawania, zwiedzania, ogladania etc. Wtedy to zup
              > elnie inna historia. I jeszcze cos na temat jazdy w aucie bez A/C. Kwestia plan
              > owania: wyjezdzamy przed switem kiedy jest najchlodniej zeby pokonac ile sie da
              > kilometrow do jakiejs 11:00/12:00 kiedy zaczyna byc naprawde nieprzyjemnie, na
              > jgorsze na podroze bez A/C sa popoludnia! Jesli nie ma innej opcji i trzeba jec
              > hac po poludniu, trzeba zadbac o to zeby auto stalo przez caly dzien w cieniu z
              > uchylonymi oknami zeby sie jak najmniej nagrzalo, najlepsza jest oczywiscie op
              > cja underground parking ale nie zawsze mozliwa. I jeszcze o standardach kobiet
              > i mezczyzn w kwestii sprzatania, opieki nad dziecmi, robienia zakupow i innych
              > codziennych obowiazkow. Te standardy najczesciej sie od siebie roznia, co wcale
              > nie znaczy, ze standardy oczekiwane przez kobiety sa jedynie sluszne i ze face
              > t musi (!!!) sprzatac, robic zakupy, prac, bawic sie z dziecmi, przewijac, pras
              > owac ... zgodnie z modelem swojej zony. Ani owa zona, ani ow maz nie maja monop
              > olu na jedynie sluszne sposoby i efekty wykonywania tych czynnosci. Kazdemu prz
              > eszkadza co innego, kazdy ma troche inna wizje czegos tam.

              NO WŁAŚNIE. Każdy ma inne standardy, inną wizję...
              Inną wytrzymałość na płacz, zmęczenie, hałas, nieporządek. Ale o tym to już zapomniałaś.

              I zamiast dostawac p
              > iany na ustach, ze nie jest "po mojemu" warto sie zastanowic nad sama soba dlac
              > zego owo "po mojemu" ma byc tak obiektywnie (!!!) lepsze niz wedlug jego standa
              > rtow.
              > Polecam stoicyzm. Zarowno gdy sie pokonuje jakakolwiek odleglosc w aucie z dzie
              > cmi jak i gdy sie ocenia dzialanosc domowo-obowiazkowa partnera. To bardzo poma
              > ga zachowac radosc zycia! Na dlugie lata ... Cheers.

              Autorka nie czepiła się, że mąż ŹLE posprzątał, tylko, że NIE dokończył sprzątania, NIE zajął się rowerem, NIE zmienił pościeli, NIE przygotował posiłku.
              Czyli NIE ZROBIŁ, a nie miał inny standard sprzątania.
              A jej dzieci są INNE niż Twoje, autorka jest INNA niż Ty.

              Ganisz autorkę za to, że ma inne standardy niż Ty.
              --
              Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
            • fogito Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 17:05
              Ciekawa opcja z ignorowaniem wrzasku siedmiomiesiecznego dziecka w aucie, ktore moze sie własna ślina w takim wypadku zakrztusic. Och jak mnie rozczulają tego typu rady. Cos jak opcja amerykańska - dziecko to nie człowiek, a jego komfort nie jest ważny, ileż ja sie tego w Ameryce naoglądałam. Ważny natomiast jest komfort misia rysia i uwagi na temat gooownianej jakości jego sprzątania należy zachować dla siebie, bo a nuz misio Rysio odejdzie i co wtedy. No co...? No dramat panie dzieju...
            • agni71 Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 17:08
              bi_scotti napisała:
              Wiesz, ja tez jestem z natury trochę żandarm i u mnie niektóre zasady jazdy są podobne (do picia woda, nie jemy w zasadzie w samochodzie, choć dopuszczalne sa wyjątki), ale chyba nie chciałabym z tobą podróżować, bo:

              Zasady jazdy byly zawsze proste i nonnegotiable: stajemy obowiazkowo w
              > 2 przypadkach: auto potrzebuje fuel, kierowca (ja) potrzebuje siku.

              Czyli rodzina może się posikać i zarzygać, ale kierowca się nie zatrzyma, bo sam nie potrzebuje?


              Wszystkie
              > inne powody - do negocjacji. W samochodzie nie jemy, pijamy tylko wode, bo nikt
              > nie lubi jezdzic w usyfionym aucie. Dzieci maja zabawki i sie z dziecmi rozmaw
              > ia. Gdy krzycza, to krzycza, zawsze mozna wlaczyc glosniej muzyke jak wrzask za
              > czyna przeszkadzac. I tyle. Zaden magic. Jezeli celem jest dojechanie w miare s
              > zybko z punktu A do punktu B, nie ma opcji, ze ulegamy placzom i histeriom.

              Ok, czasem jednak zatrzymac sie trzeba, choćby dlatego, że taki 7-miesięczniak wrzeszczy raczej nie z histerii, a dlatego, że jest głodny albo ufajdany. Dziecko może miec potrzebę skorzystania z toalety lub cierpieć na chorobę lokomocyjną.

              I jeszcze o standardach kobiet
              > i mezczyzn w kwestii sprzatania, opieki nad dziecmi, robienia zakupow i innych
              > codziennych obowiazkow.

              Ale tu nie chodzi o standardy, bo problem nie był w tym, że podłoga była niedokładnie odkurzona, czy kurze niewytarte na półkach. Tu problemem było, że wszystko było zaczęte, nic niedokończone. Wiadro z brudną wodą w mieszkaniu, gdzie mieszka raczkujący niemowlak i dziecko kilkuletnie to nie drobne niedociągnięcie, tylko potencjalny spory problem. Itd.

              Te standardy najczesciej sie od siebie roznia, co wcale
              > nie znaczy, ze standardy oczekiwane przez kobiety sa jedynie sluszne i ze face
              > t musi (!!!) sprzatac, robic zakupy, prac, bawic sie z dziecmi, przewijac, pras
              > owac ... zgodnie z modelem swojej zony.

              Ale w ogóle można oczekiwac, że będzie wykonywał te czynności, czy jest ponad to?

              Ani owa zona, ani ow maz nie maja monop
              > olu na jedynie sluszne sposoby i efekty wykonywania tych czynnosci.

              Efektem sprzątania ma być ... posprzątany dom, czyż nie?

              Kazdemu prz
              > eszkadza co innego, kazdy ma troche inna wizje czegos tam. I zamiast dostawac p
              > iany na ustach, ze nie jest "po mojemu" warto sie zastanowic nad sama soba dlac
              > zego owo "po mojemu" ma byc tak obiektywnie (!!!) lepsze niz wedlug jego standa
              > rtow.

              Nad czym tu się zastanawiać? Ma byc sprzątnięte, ma byc czysto, ma byc bezpiecznie dla dzieci. A czy mąż uzywa mopa czy sprząta ścierą, to juz jego sprawa.

            • ichi51e Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 17:11
              Ja sie z biscotti zgadzam - nie wyobrazam sobie jazdy w tempie spacerowym z postajami na siku spacerki nie wiadomo co. Staje sie jak ktos chce siku ten ktos sika i dalej w droge. Zaznaczam jednak ze nigdy nie mialam ani choroby loko ani nikt z osob z ktorymi jechalam nie mial. Co daje 10 min postoj przy drodze po za tym ze podroz sie wydluza? Dziecku puszcza sie plyte z bajka albo spiewa sie piosenke i spi. Kurcze moje chyba jakies niedocenione przeze mnie - albo wytrenowane po zbiorkomie tez wdzieczne losowi ze tym razem luksus i autko a nie 3 pksy...

              --
              wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
              • pade Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 17:13
                I nie miałaś dziecka wyjącego w aucie, albo dwojga dzieci, i nie miałaś problemów z krążeniem, albo z kolanami, albo z kręgosłupem.
                Po prostu, obie z Bi_scotti macie słabą wyobraźnię.

                --
                Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy. Oskar Wilde
                • iwoniaw Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 17:23
                  To jest w sumie aż śmieszne, że zawsze ale to zawsze w wątkach, w których ktoś śmie pisnąć, że coś było dla niego męczące/irytujące/ciężkie, musi pojawić się bohaterka, która wszak sama samiuteńka jako jedyny kierowca potrafiła jeździć po kilkaset km z gromadą niemowląt na pokładzie i nie była taką lamerką, żeby czuć się zmęczona czy robić, nie daj Boże, jakieś postoje opóźniające. Nie, ona wysiadała po takiej podróży świeża i żwawa, jeszcze po przyjeździe jedną ręką nakarmiła potomstwo przygotowanym w kwadrans od podstaw pięciodaniowym obiadem, drugą zrzucając mimochodem do piwnicy trzy tony węgla. I zamiast się czepiać niestoicko męża o jakieś głupoty w rodzaju zapleśniałej kuwety, jeszcze go pochwaliła, że chałupa stoi i niczego nie podpalił ani nic nie wybuchło podczas jej nieobecności. big_grin



                  --
                  Ignorantia non est argumentum
                • taki-sobie-nick Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 20:21
                  pade napisała:

                  > I nie miałaś dziecka wyjącego w aucie, albo dwojga dzieci, i nie miałaś problem
                  > ów z krążeniem, albo z kolanami, albo z kręgosłupem.

                  Ja się zastanawiam, czy wy naprawdę musicie jeździć na te majówki.

                  Zważywszy problemy generowane przez dzieci, prościej byłoby chyba pójść do parku albo pojechać do najbliszego miejsca wypoczynku, do 50 km od miejsca zamieszkania.
                • semihora Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 21:43
                  pade napisała:

                  > I nie miałaś dziecka wyjącego w aucie, albo dwojga dzieci, i nie miałaś problem
                  > ów z krążeniem, albo z kolanami, albo z kręgosłupem.
                  > Po prostu, obie z Bi_scotti macie słabą wyobraźnię.
                  >


                  Otóż to. Słaba wyobraźnia i niepohamowany pęd do przekonywania, że to one mają rację. A już pomysł, żeby dziecko zagłuszyć muzyką - patologia (że się posłużę forumowym hasłem).

                  --
                  Zawsze znajdą się Eskimosi, którzy wypracują dla mieszkańców Konga Belgijskiego wskazówki zachowywania się w czas olbrzymich upałów.
              • little_fish Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 17:43
                No nie każde śpi kilka godzin w aucie, zwlaszcza w dzień. Dwójka dzieci generuje wIęcej halasu i problemów niż jedno. A każde dziecko jest inne. - mój starszak nie miał żadnych problemów z jazdą (poza chorobą lokomocyjną), młodszy od mniej więcej 6 mca do ponad roku byl strasznie upierdliwym pasażerem. Wymagał śpiewu i animacji. Nie odważyłabym się chyba na samodzielną kilkugodzinną jadę z nim.
            • undoo Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 20:14
              Nastepnym razem, jak mi dziecko w samochodzie zwymiotuje, to zaczne negocjowac postoj na posprzatanie.

              Druga rzecz - troche wiecej empatii, bo ty juz naprawde zapomnialas jak to jest miec male dzieci. Z kilkumiesiecznym dzieckiem sie nie da dyskutowac, jesli ma pelna pieluche i czuje dyskomfort.

              Dlaczego nie jestes w stanie zrozumiec zmeczenia zalozycielki watku? Ma do niego swiete prawo. To sa jej odczucia i uczucia. Chciala sie wygadac, ma do tego prawo, od tego jest to forum. Potrzebowala wirtualnego poglaskania, czy jest w tym cos zlego?

              To nie bylo zaproszenie do licytacji, co w twojej opinii jest wysilkiem i co powinien maz robic, a co nie. Dziewczyna zmeczona, zawiedziona i smutna. Dalo ci cos pojechanie po niej? Mnie jest jej zwyczajnie zal. Zdarzyla sie malo przyjemna sytuacja, najblizsza osoba nawalila, trzeba wesprzec.
        • miedzymorze Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 13:05
          Jeśli jest zaczęte i niedokonczone to nie jest posprzątane, i nie chodzi tu o perfekcjonizm tylko o zdrowy rozsądek i kwant empatii wobec osoby która będzie prosto z drogi z dwójką dzieciaków. I raczej chciałaby przekazać dzieci drugiej osobie, która miala od nich TYDZIEŃ odpoczynku i samej odpocząć, a nie mieć oczy dookoła głowy z powodu niedokończonego sprzątania. Słabe, ze ty z empatycznego aktywu forum jesteś na to taka ślepa ;>
          Owszem, nie jest to powód do awantury, ale do wyraźnego powiedzenia, że chyba nie tak się umawialiśmy i że jest się z tego powodu wkurzonym/rozczarowanym/czy jakie tam sa najmocniejsze odczucia. Żeby potem nie było 'nic nie mówiłaś, to myślałem że jest OK'.
          pozdr,
          mi

      • nightdream Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 01:36
        No właśnie ja go znam wiec mu tak po trochu przypominałam - weź wstaw pościel do prania wcześniej bo przyjedziemy z praniem to żeby się nie zebrało. I tak dalej... on zawsze ma czas na wszystko.
        Teraz widzę ze w jednej szafie całej zrobił porządki - poprzestawiał półki, coś tam wywalił. A z drugiej szafy mi coś na głowę spadło bo tam schował wielka torbę "rzeczy do przejrzenia" z tej pierwszej szafy uncertain żeby nie wywalać beze mnie. I teraz do rzeczy z drugiej się nie dostanę zanim nie przejrzę. Matko, słabo mi...
        • magic.marker Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 01:57
          Wiesz, no ja to znam. Ale nic poza powiedzeniem: zrób proszę tylko A, B i C (np. zmień pościel, odkurz, umyj podłogi czy co tam uważam za najwżniejsze) mi nie przychodzi do głowy. Zmieni się sam to się zmieni, czynniki zewnętrzne już raczej nie wpłyną...

          --
          Nie mam dzieci. Ale emama jest tak często linkowana na głównej, że podejrzewam inspirujące dyskusje albo totalną naparzankę. To postanowiłam zajrzeć.
        • taki-sobie-nick Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 20:24
          nightdream napisała:

          > No właśnie ja go znam wiec mu tak po trochu przypominałam

          Zrób mu grafik: pranie pościeli - WTOREK, oblekanie nowej pościeli - WTOREK, mycie kuwety - ŚRODA, robienie żarcia - ZACZYNAMY CO NAJMNIEJ PIĘĆ GODZIN PRZED NASZYM PRZYJAZDEM.

          Może się powoli rozwinie.

          Aha, "wtorek" oznacza także "finalizujemy daną czynność we wtorek".
    • olazdaleka Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 02:05
      Moj na szczescie juz ex pare lat temu. Zostal w domu z kotem na 5 dni. Ja z trojka dzieci z wizyta u rodziny. Wrocilismy i malo co nie dostalam zawalu/ zwymiotowalam. Kuchnia zapuszczona, brudne naczynia, jedzenie porozwalane po wszystkich powierzchniach plaskich. Kuweta pelna, na szczescie w pralni, gdzie mam plytki na podlodze. Cala podloga zas.ana.
      Ubikacja ta samo, syf. Chlop 45 lat.
      • 3-mamuska Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 02:52
        A po co zmieniał pościel jak was nie było? Dobrze ze zapisz sie tutaj i nie zaczynasz od awantury.
        W sumie niezłe, jak łazienka czysta w kuchni brak garów.
        Nie masz stery jego ciuchów do prania.
        Wody nie wylał bo moze miał jeszcze cos dokończyć.Doceń ze sie starał, złe czas wyliczył.
        Zdarza sie nikt nie jest idealny.

        Umył podłogę czekając az wyschnie skoczył do sklepu.
        Po powrocie pewnie postawiłby krzesła i wylał ta wodę.
        I dokończył kuwetę.


        --
        -----------------
        Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
        • goodnightmoon Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 04:41
          No właśnie, w twojej wypowiedzi najważniejszy jest ten dodatek BY.
          Wszystko by zrobił, no ale tak naprawdę to nie zrobił nic. Ani jedzenia dla rodziny, ani skończonych porządków. Sierota, która nie umie zaplanować i zorganizować czasu.

          Rozumiem żal autorki, nie lubię takich ludzi, odkładających na ostatnią chwilę.

          --
          In vino veritas in aqua sanitas
          • 3-mamuska Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 13:06
            goodnightmoon napisała:

            > No właśnie, w twojej wypowiedzi najważniejszy jest ten dodatek BY.
            > Wszystko by zrobił, no ale tak naprawdę to nie zrobił nic. Ani jedzenia dla rod
            > ziny, ani skończonych porządków. Sierota, która nie umie zaplanować i zorganizo
            > wać czasu.
            >
            > Rozumiem żal autorki, nie lubię takich ludzi, odkładających na ostatnią chwilę.
            >
            >
            Ja tez rozumiem, ale krzesła stolik czekały az podłoga wyschnie.(?)
            Mógł rozwalić sie na kanapie i czekać, a poszedł do sklepu. Wykorzystując czas.
            Poza tym nie wiemy czemu on nie zdążył na czas moze miał powod?

            Mysle ze tak było nie chciał łazić po mokrym wiec skoczył do sklepu.
            Postawieni krzeseł, wylanie wody, ogarnięcie kuwety to 15 minut i założenie nowej pościli.
            Potem cos do jedzenia. I juz a noże dzieczyna przyjechała wcześniej niz zaplanował/ona wcześniej mowila.
            Duzo czynników mogło zawinić.

            Jeśli facet nie robi porządków codziennie bo "siedząca" w domu żona ogarnia to sie nie dziewie ze nie ogarnął na czas.



            --
            -----------------
            Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
        • nightdream Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 08:24
          Ano miał zmienić bo akurat wypadła pora zmiany pościeli i chciałam żeby zrobił to on skoro siedział sam. Łatwiej jest zrobić takie rzeczy jak nie biega dwójka dzieci dookoła. To był element naszej umowy - on ma wakacje, ale sprząta i ogarnia mój rower. Tak żebym nie musiała pop peronie robić tego ja, chociaż raz.
    • issa-a Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 03:08
      odnoszę niejasne wrażenie, że przez tydzień nie da sie nadrobic zaległości kilkuletnich, co najmniej.
      Trzeba męża wdrażać na co dzień a nie czekać na cud po 7 dniach.
      A jesli się nie wdraża to nie oczekiwac tychze cudow.
      I nie, nie jestem idealna, moj mąż z tych 'cięzkich" egzemplarzy (teściowa siedziała w domu i ogarniała wszystko) ale ja nie oczekiwałam owych cudów wiec nie byłam specjalnie "jakas taka wkurzona".
      Po latach pracy nad męzem doszłam do jakichs sukcesow ale to lata pracy, pani...
      A szczerze to...przez tydzień nieobecnosci nie trzeba robić "nie wiem jakich porządków".
      Ja rozumiem przez miesiac, ale tydzień!!
      No, to mozna by miec żal do chłopa, że zakupów nie zrobił ale o zmiane pościeli??? to akurat właśnie w tym tygodniu trzeba było to zrobić?! i uprać?!
      Trzeba było poprosić tylko o zrobienie zakupow a nie jakies dziwaczne porzadki, to nie miałabys poprzestawianych rzeczy i gołej poscieli.
      No, albo przyzwyczajać go na co dzień do podobnych porządków, wtedy wiedziałby jak robic to szybko i sprawnie.
      • nightdream Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 08:32
        Ale ale! Ja o te dziwaczne porządki nie prosiłam! Ja prosiłam o zwykle regularne sprzątanie - takie które u nas odbywa się co tydzień (albo jest rozłożone na tygodniu bo sama sprzątam na raty) - odkurzenie, umycie podłóg, sprzątnięcie łazienki i kuchni. Nic ekstremalnego i wszystko w czym mąż bierze udział.
        Nie chodzi ze on nie umie bo umie i ja to wiem. Nawet umie lepiej niż ja bo jest dokładniejszy. Chodzi o to ze on się nie wyrabia. Nigdy nic na czas.
        Przykład: jeśli sprzątam łazienkę ja - robię to w godzinę. Mówimy o takim zwykłym sprzątnięciu, nie o szorowania płytek czy myciu okien. Mój mąż robi to w 3h, wszystko jest wywalone a on siedzi na wannie i czyta etykiety: "ty nie używaj tego szamponu bo on ma parabeny!".
        Posciel zmieniamy często ze względu na dzieciaki - tu ktoś siknie, tu uleje, tu obslini. No i kot jest który teraz strasznie klaczy. Wiec chciałam z dzieciakami wrócić do nieobslinionego i nieoklaczonego mieszkania. W sumie się udało ale zabrakło ostatniego elementu - sprzatniecia po sprzątaniu...
        (Już mi generalnie złość przeszła wink
        • jemeade Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 08:40
          Moje sprzątanie wygląda tak jak twojego męża. Tydzień bez dzieci spędziłabym na przyjemnościach i ostatniego dnia ratowała sytuację i też pewnie na coś zabrakłoby mi czasu. Nie wyobrażam sobie, żeby mnie za to mąż rozjeżdżał na wejściu, czy wręczał instrukcje sprzątania.
              • nightdream Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 20:31
                A nie czepiałam się wczoraj bo wczoraj bym zrobiła awanturę. Dziś pogadaliśmy na spokojnie i trochę w żartach wytknęłam mu ze chyba za wcześnie przyjechaliśmy. Zgodził się ze mną ze myślał ze się wyrobi i się nie wyrobił. Ot.
                Dzięki temu ze wczoraj wylałam wkurzenie tu a nie mężowi na głowę - dziś spokojnie się pośmialiśmy i mąż obiecał ze następnym razem sprzątnie w piątek wink
                • taki-sobie-nick Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 20:36
                  nightdream napisała:

                  > A nie czepiałam się wczoraj bo wczoraj bym zrobiła awanturę. Dziś pogadaliśmy n
                  > a spokojnie i trochę w żartach wytknęłam mu ze chyba za wcześnie przyjechaliśmy
                  > . Zgodził się ze mną ze myślał ze się wyrobi i się nie wyrobił. Ot.
                  > Dzięki temu ze wczoraj wylałam wkurzenie tu a nie mężowi na głowę - dziś spokoj
                  > nie się pośmialiśmy i mąż obiecał ze następnym razem sprzątnie w piątek wink

                  Forum ostoją trwałości małżeństwa. tongue_out
                • wielki_uscisk Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 20:42
                  nightdream napisała:

                  > A nie czepiałam się wczoraj bo wczoraj bym zrobiła awanturę. Dziś pogadaliśmy
                  > na spokojnie i trochę w żartach wytknęłam mu ze chyba za wcześnie przyjechaliśmy

                  Mam nadzieję tylko, że uświadomiłaś mu, jak blisko wczoraj był od mega-grandy - że jest szczęściarzem, że udało mu się tego uniknąć? smile

                  > Dzięki temu ze wczoraj wylałam wkurzenie tu a nie mężowi na głowę - dziś
                  > spokojnie się pośmialiśmy i mąż obiecał ze następnym razem sprzątnie w piątek wink

                  Mam nadzieję, że tylko tej rozmowy za bardzo nie przylukrowałaś - bo obiecanki-cacanki, a małżonce radość...
          • z_lasu Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 09:20
            Ale jemu nie zabrakło czasu na "coś", jemu zabrakło czasu na wszystko.

            > Nie wyobrażam sobie, żeby mnie za to mąż rozjeżdżał na wejściu,

            Być może Twój mąż nie byłby wkurzony, bo byłoby mu wszystko jedno, kiedy TY to posprzątasz. U autorki problem polega na tym, że teraz to spadnie na nią. Gdyby Twój mąż wiedział, że Ty następnego dnia spokojnie sobie pojedziesz do pracy, a on zostanie z całą tą rozpierduchą i dwójką maleńkich dzieci to pewnie by się wkurzył. Już nie mówiąc, że autorka po powrocie nie bardzo miała czym szybko nakarmić dzieci, a żeby położyć się spać, to musiała najpierw założyć 3 komplety pościeli - już samo to by wystarczyło, żeby się wściec.
                • iwoniaw Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 11:30
                  Autorka napisała wprost dlaczego przy dwójce dzieci w tym wieku nie może być te
                  > go typu rozpierduchy nawet przez 15 minut.


                  Amen. Na raty mąż mógł sobie sprzątać przez te kilka dni, gdy był sam - słowa by mu nikt nie powiedział, gdyby zostawiał np. na wpół zmienioną pościel i szedł do pracy czy latał do sklepu nie uprzątnąwszy wiadra z mopem z widoku.
                  Dorosły człowiek wiedząc, że drugi przyjedzie po kilku godzinach za kółkiem połączonych z opieką nad małymi dziećmi (również zmęczonymi i wymagającymi po przyjeździe umycia, nakarmienia i położenia spać w czystej pościeli), przygotowuje przynajmniej to minimum - warunki do spożycia kolacji (z jedzeniem włącznie) i udania się na spoczynek bez konieczności przewracania w tym celu połowy mieszkania i przeznaczenia na to godziny albo i więcej.


                  --
                  "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
          • girasole01 Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 29.05.17, 14:41
            "Nie wyobrażam sobie, żeby mnie za to mąż rozjeżdżał na wejściu, czy wręczał instrukcje sprzątania."
            Ale za to wyobrażasz sobie, że Twój mąż wraca wieczorem z samotnego wyjazdu z dziećmi i po powrocie zabiera się za samodzielne przygotowanie dzieciom kolacji i samodzielne ścielenie im łóżek? Kosmos jakiś dla mnie...
          • issa-a Re: Po tygodniu wracam do domu z dzieciakami... 30.05.17, 00:55
            >Tydzień bez dzieci spędziłabym na przyjemnościach i ostatniego dnia ratowała sytuację i też pewnie na coś zabrakłoby mi czasu.

            kiedy moje dzieci wyjeżdżały np. z mezem, na ryby (chłopaki) i miałam tydzień wolnego to najpierw 3-4 dni ODPOCZYWAŁAM po obowiązkach matki a dopiero potem zbieralam się do sprzątania.
            I tak, najczęściej zostawał ostatni dzien.
            Bo wcześniej cały czas odpoczywałam, odkladając o jeden dzień sprzątanie, którego mialam po dziurki na co dzień.