Dodaj do ulubionych

Niezapomniana miłość

17.07.17, 18:54
Drogie E-mamy, ponieważ czytam Was często i wiem, że są tutaj mądre i fajne babeczki, to prosiłabym o wyrażenie Waszego zdania. Temat trudny, no ale może jakieś macie ze słyszenia choćby podobne historie. Jest sobie pan i pani, nie znają się aż nadto długo, ale rozumieją, mają podobne opinie na niektóre tematy, rozmawia się fajnie. Pani byłaby skłonna może w niedalekiej przyszłości na bliższą znajomość, ale...Pan ok 20 lat temu stracił pierwszą miłość w wypadku, którego był świadkiem. Dziewczyna zmarła mu na rękach. Do tej pory nie miał i nie ma nikogo, jak kiedyś powiedział "nie chcę nikogo", "nie szukałem, może nawet nie potrafię szukać". Pan żyje wspomnieniami, podkreśla, że to był Jego najukochańszy skarb. Opisywał dokładnie ten wypadek, pamięta co do minuty to straszne wydarzenie. Każdy z nas jest inny, może jak faktycznie spotkają się dwie połówki jabłka, to nie liczy się przeszłość i o niej się zapomina. Obawa jest spora, czy jeśli tym dwojgu udałoby się do siebie zbliżyć, czy nie będzie ta mroczna historia między nimi ciągnąć się przez całe życie. tego nie wie nikt, ale jestem ciekawa Waszego zdania, bo ja nie do końca wiedziałabym co zrobić? Dla mnie to jedno pamiętać, a nie żyć cały czas dawnymi wspomnieniami, skoro to nie wróci. Z góry dziękuję za wypowiedzismile
Edytor zaawansowany
  • 17.07.17, 19:02
    Mój sąsiad sprzed lat, mocno starszy, nigdy sue nie ożenił. Nigdy tez nue był w związku. Tylko raz. Miał narzeczona, kilka lat razem. Gdy wybuchła wojna, ona zgłosiła się do pracuje szpitalu jako sanitariuszka. Tam zaraziła się tyfusem i zmarła. On o niej mówił zawsze z wielkim uczuciem. I smutkiem. Nosił przez lata płaszcz, który ona mu podarowała. To chyba nazywa sie miłość

    --
    Na podstawie uczonych wloskich przekonano sie o kulistosci ziemi
  • 17.07.17, 19:10
    Konwalko- przypomniało mi się, pan ma do tej pory bluzę, którą miała ta dziewczyna kiedy będąc u niego przemokła i ona jej pożyczyłsad
  • 17.07.17, 19:04
    Pan jest nienadający się do związku.

    --
    niepokalaność przebiśniegów jest faktem
    natura brzydzi się dogmatem jak nikt
  • 17.07.17, 19:05
    Wczoraj slyszalam odrobine podobna historie, starsza pani stracila meza w wieku 38 lat i tak to bylo bolesne, nigdy nikogo nie chciala. Miala propozycje, nawet majac dwojke dzieci, ale w jedynym przypadku kiedy brala to powaznie zazadala zachowania swojego nazwiska. I to chyba przesadzilo, ona nigdy nie odcielaby sie od pierwszego meza. Zostala sama i nie jest nieszczesliwa. Moim zdaniem zwiazek z Twojego postu nie ma szans, bo pani walczy z duchem, te walke b trudno wygrac.
  • 17.07.17, 19:15
    Dziewczyny, pewnie tylko pozazdrościć takich uczuć od bliskiej osoby, ale tym żyjącym naturalnie. Pan jako młody chłopak przeżył tą straszną sytuację. Szkoda tylko, że jako dojrzały facet, świetny i wrażliwy człowiek, oczytany, na stanowisku tak się katuje.sad Podziwiałabym taką osobę, która chciałaby zastąpić w tym układzie zmarłą.
  • 17.07.17, 19:22
    Ja bym chyba wspolczula. Trzeba bardzo kochac albo chciec takiego zwiazku zeby zniesc ciagle wyzszosc ducha nad soba. Ducha ktorego juz nie mozna skonfrontowac z rzeczywistoscia. Gdybym byla przyjaciolka tej pani powiedzialabym zeby uciekala. Chyba ze np bardzo chce malzenstwa, dzieci, to ostatni dzwonek, kto wie, moze pan pod wplywem dzieci sie zmieni, choc szczerze watpie.
  • 17.07.17, 19:29
    nathasha napisała:

    > Ja bym chyba wspolczula. Trzeba bardzo kochac albo chciec takiego zwiazku zeby
    > zniesc ciagle wyzszosc ducha nad soba. Ducha ktorego juz nie mozna skonfrontowa
    > c z rzeczywistoscia. Gdybym byla przyjaciolka tej pani powiedzialabym zeby ucie
    > kala. Chyba ze np bardzo chce malzenstwa, dzieci, to ostatni dzwonek, kto wie,
    > moze pan pod wplywem dzieci sie zmieni, choc szczerze watpie.
    Według mojego zdania, to ze się udałoby jest mniej prawdopodobne, a cena ewentualnego powodzenia w sprawie nie warta chyba ciężaru, który trzeba byłoby najpierw wnieść jako "wkład".
  • 17.07.17, 20:46
    Myślę, ze to nie tylko kwestia uczucia. Gdyby odeszła też by bolało, ale pewnie by zapomniał. Tu mamy tragiczną śmierć, młodość, wspolne plany i pewnie żadnego kryzysu w związku. To trochę życie nie tyle miłością co wyobrażeniem tej miłości, życiem, którego nie było. Plus pielęgnowanie w sobie tak straty. Pan nie wejdzie w nowy związek. On ciągle jest w związku z tą zmarłą dziewczyną. Szkoda go.
  • 18.07.17, 01:11
    wujenkateklazeskotnik napisał(a):

    > Dziewczyny, pewnie tylko pozazdrościć takich uczuć od bliskiej osoby, ale tym ż
    > yjącym naturalnie. Pan jako młody chłopak przeżył tą straszną sytuację. Szkoda
    > tylko, że jako dojrzały facet, świetny i wrażliwy człowiek, oczytany, na stanow
    > isku tak się katuje.sad Podziwiałabym taką osobę, która chciałaby zastąpić w tym
    > układzie zmarłą.


    Niestety powiem wam, ze taka strata najgorsza.
    Pan jako młodzik zakochany nie widział wad partnerki i zyje wspomniami.
    Nie zna co to było by zycie na codzień wady zalety.

    Mysle ze duzo czasu musiało by upłynąć i pani musiała by byc bardzo cierpliwa zeby cos z tego wyszło.

    Moze powoli "wkraść" sie w jego zycie. Ale nie walczyć z miłością jego do zmarłej.
    A pozkazc mu ze moze byc szczęśliwy majac ja w pamieci i sercu ,robic początkowo troszkę miejsca. A potem wiecej i wiecej...
    Ale No pani musiałby sie wykazać, jak sie jej chce moze spobowac na zasadzie przyjaźni. I kroczek po kroczku.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 17.07.17, 19:13
    Myślę że to trochę zastępczy problem, bo taka dawną miłość niesłychanie łatwo idealizować.
    Może dlatego że nie doszła jeszcze do etapu powyżej romantycznych wizji, "jak ona słodko pluje" a może dlatego , że z czasem przeszłość się idealizuje.
    Widocznie tym osobom tak wygodniej żyć.
  • 17.07.17, 19:23
    Ja to w ogóle jestem daleka od idealizowania takich uczuć i stawiania ich wyżej od miłości "przeżytej", czyli wciąż trwającej lub takiej, która nie zakończyła się śmiercią. To oczywiście bardzo wzruszające, trudne, bolesne, ale trwanie w takiej miłości przez długie lata lub nawet całe życie i niedopuszczanie myśli, że jest życie poza nią to nie jest zdrowa sytuacja. Śmierć jest częścią życia, jakby nie była bolesna, żałoba kiedyś mija, a życie toczy się dalej. Tu jakby ktoś został w zawieszeniu między żałobą a normalnym życiem, nie przeszedł tej drogi. To się nadaje do leczenia porządną terapią, a nie do zachwytów. No chyba że ktoś faktycznie nie odczuwa żadnej potrzeby wiązania się z kimkolwiek i życie w pojedynkę sprawia mu satysfakcję, ale nie sądzę, by takie przypadki były szczególnie liczne. Zdrowy psychicznie człowiek potrzebuje drugiego człowieka, jego bliskości, uczucia, wsparcia i nikt nie jest samotną wyspą, jak to się ładnie mówi.
  • 18.07.17, 01:22
    To oczywiście bardzo wzruszające, trudne, bolesne, ale trwanie w takiej miłości przez długie lata lub nawet całe życie i niedopuszczanie myśli, że jest życie poza nią to nie jest zdrowa sytuacja. Śmierć jest częścią życia, jakby nie była bolesna, żałoba kiedyś mija, a życie toczy się dalej. Tu jakby ktoś został w zawieszeniu między żałobą a normalnym życiem, nie przeszedł tej drogi. To się nadaje do leczenia porządną terapią, a nie do zachwytów.

    Tak to wie dorosły dojrzały człowiek, pan nie miał możliwości dojrzeć, bo stracił cos co sie nie rozwinęło.
    Moze nie chciec drugiego zwiazku bo z biegiem lat sie oswoił z samotnością.
    Albo boi sie kolejnej straty nie śmierci a rostania.
    Moze tak przecierpiał ze ma wrażenie ze kolejnej porażki nie przeżyje.
    Rownoczesnie był bardzo młody i nie zalazł prawdziwego życia z nia.
    I ma obraz romantycznej miłości i drugiej takiej nie spotka.

    Przeczytaj wątek o matkach, sa osoby które jak sie dobiorą to na całe zycie i czesc kobiet nie szuka drugiego meza.
    Po śmierci pierwszego.
    Nie zawsze to jest brak dojrzałości czy problem do lecznia a świadomy wybor.

    Tak samo jak po starcie dziecka nie rodzisz kolejnego zeby wyplenić pustkę.
    Czy zastąpić zmarłe nowym.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 18.07.17, 10:20
    W kwestii porządnej terapii żałoby:

    naglesami.org.pl/

    Ale to Warszawa a nie wiemy, gdzie pan.

    --
    kuchniapsakuby.blox.pl/
    www.gwiazdanadziei.pl/pomoc_tomek
  • 18.07.17, 01:14
    Możliwe jest tez ze pan boi sie kolejnej starty.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 17.07.17, 19:21
    Jeśli pan po takim czasie nie przepracował żałoby, to już pewnie nigdy nie nastąpi. Chyba pielęgnuje to w sobie, zamiast usiłować otworzyć się na życie i innych ludzi, kobiety.
    Nie chciałabym dźwigać ciężaru wspomnień i porównywania do tej zmarłej dziewczyny.


    --
    - Mamo, a Kacper mi gryzie kredki!
    - Zabierz mu!
    - Oddawaj, ty morderco kredek!
  • 17.07.17, 19:25
    zona_mi napisała:

    > Jeśli pan po takim czasie nie przepracował żałoby, to już pewnie nigdy nie nast
    > ąpi. Chyba pielęgnuje to w sobie, zamiast usiłować otworzyć się na życie i inny
    > ch ludzi, kobiety.
    > Nie chciałabym dźwigać ciężaru wspomnień i porównywania do tej zmarłej dziewczy
    > ny.
    >
    >
    Ja się tak zastanawiam, że to długo, prawie 20 lat. Może Jemu tak wygodnie żyć tymi wspomnieniami...Ale Jego 2-ga połówka musiałaby psychicznie być nie do zdarcia, walka/rywalizacja z nieboszczkąsad
  • 17.07.17, 19:30
    Otóż to.
    Ludzie po siedmiu latach pukają się głowę (poza obchodzącymi miesiączki), a co dopiero po dwudziestu...
    Nie, nie podjęłabym się walczyć o takiego pamiętliwca, nie wygrałabym ze zmarłą.

    I czym innym jest pamięć i nawet ogromna miłość, która może nie minąć, a czym innym gloryfikowanie osoby zmarłej i niedopuszczanie do siebie innych. To wydaje mi się trochę chore.

    --
    - Mamo, a Kacper mi gryzie kredki!
    - Zabierz mu!
    - Oddawaj, ty morderco kredek!
  • 17.07.17, 20:17
    Chyba, ze to jest odruch obronny - pan nie pozwala sobie i innym na nawiązanie zażyłości mogącej przerodzić sie w coś więcej, bo boi sie kolejnej ewentualnej straty.
  • 17.07.17, 20:50
    Ale tyle lat!
    To albo pomaga mu w niekonieczności konfrontowania się z życiem, albo też ciąży, a nie wie jak zdjąć z pleców - tak, czy siak, wysłałabym go do fachowca.


    --
    - Mamo, a Kacper mi gryzie kredki!
    - Zabierz mu!
    - Oddawaj, ty morderco kredek!
  • 17.07.17, 19:25
    Pan nie rokuje na zwiazek jesli wyraznie deklaruje, ze nie chce nikogo.
    Ponadto gdyby nawet doszlo do zaciesnienia znajomosci, bylo by to tylko dla pani zrodlo frustracji, bo nigdy w zyciu nie dorowna wyidealizowanemu przez czas wizerunkowi zmarlej.
    Szkoda czasu
  • 17.07.17, 19:36
    Wiedziałam, że mogę liczyć na Wasze opiniesmile Jest mi bardzo miło. Trochę nie wiedziałam jak podejść do tematu i co poradzić, bo dla mnie to nie jest jakoś do wyobrażenia. Utwierdziłyście mnie w przekonaniu, że takie zachowania nie są normą. Fajne z Was kobietkismile
  • 17.07.17, 19:39
    Nie ciesz się tak... 3smile

    Ciekawe jak to wygląda z perspektywy tego człowieka.
    Czy on naprawdę przesadza, czy tylko po prostu pamięta.
    A może to pani jest przewrażliwiona i nawet niewielka uwaga czy wspomnienie o tamtej - przeszkadza jej, wyolbrzymia to? wink


    --
    - Mamo, a Kacper mi gryzie kredki!
    - Zabierz mu!
    - Oddawaj, ty morderco kredek!
  • 17.07.17, 19:55
    Bo w tym układzie tym starajacym się powinien być ten facet. Przekonującym w zamiarach i uczuciach. Dawna miłość w sercu, tak bywa, ale otwarcie na nowe.
    Tak, jak udało się pokochać nową osobę Bieniukowi, czy mężowi Agaty Mróz. Żyją dalej i układają sobie życie z własnej inicjatywy i potrzeby.
  • 17.07.17, 20:03
    gama2003 napisała:

    > Bo w tym układzie tym starajacym się powinien być ten facet. Przekonującym w za
    > miarach i uczuciach. Dawna miłość w sercu, tak bywa, ale otwarcie na nowe.
    > Tak, jak udało się pokochać nową osobę Bieniukowi, czy mężowi Agaty Mróz. Żyją
    > dalej i układają sobie życie z własnej inicjatywy i potrzeby.

    Idealne przykłady na to jak można i jak być powinno. I to w obu wypadkach jest znacznie krótszy czas. Może niektórzy kochają tylko raz? Tak sobie myślę.
  • 17.07.17, 20:13
    gama2003 napisała:

    > Bo w tym układzie tym starajacym się powinien być ten facet.

    Powinien? Dlaczego? Kobieta nie może się stara o mężczyznę?
    Tylko, w świetle tego, co dopisała autorka wątku, że on wałkuje temat nieustannie, to w ogóle do kitu jest.

    --
    - Mamo, a Kacper mi gryzie kredki!
    - Zabierz mu!
    - Oddawaj, ty morderco kredek!
  • 18.07.17, 01:34
    zona_mi napisała:

    > gama2003 napisała:
    >
    > > Bo w tym układzie tym starajacym się powinien być ten facet.
    >
    > Powinien? Dlaczego? Kobieta nie może się stara o mężczyznę?
    > Tylko, w świetle tego, co dopisała autorka wątku, że on wałkuje temat nieustann
    > ie, to w ogóle do kitu jest.
    >

    Widzisz myślałam tak ja ty ze to facet powinn sie starać i wogole.
    Moja kuzynka wystawała sie tak o faceta.
    Se myslam idiotka bedzie zebrać o uczucie.

    A facet miał bardzo ciężkie małżeństwo zone waritke lekko szalona.
    Potrafiła rzucić w niego gorącym żelazkiem , czy zupa z wrząca zupa.
    Koszmar... niby biegu nie wierze facetom.
    Ale ... gdy w ko ci wykończony chłop anioł o rozwód.
    I sie rozwodl z żona.to miał ledwo 30 i ciężkie przejścia.
    Powiedział ze zadnej babach wiecej.
    Poznali sie ona sie starała i starała, polazala mu ze nie jest z nim dla szmalu, (miał firmę kupe kasy, tamtej było ciegle mało)
    Ze jest spokoju zrównoważona, ze konflikty rozwiązuje rozmowa.
    Udowodniła mu ze nie każda kobieta jest jak jego żona.
    Starała sie on długo moze ze 3 lat. Zanim on oficjalnie przyznał ze sa razem (troche bal sie chyba byłej zony) dom który wybudował juz po rozwodzie , przepisał synowi bo tamta doprowadziła do tego zeby to zrobił.
    Wybudowali razem drugi dla nich i ich dzieci i do tego syn nie ma prawa.
    Ale gdybym sie cos stało to nie wiem czy ona by nie chciała łapy położyć.
    No w każdym razie czasem tak bywa ze drugiej osobie trzeba pokazać ze da sie ze nie wszyscy sa tacy sami. Bo przez bol i cierpienie tracimy rozeznanie i zaufanie.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 18.07.17, 10:01
    Miałam na myśli, w tym konkretnym przypadku.
    Nie chodzi o brak równouprawnienia a czytelne sygnały, że jest gotów na nowy związek, że pociąga go ta nowa kobieta, że chce się zaangażować. Że ma bagaż wspomnień, ale chce nowej relacji.
    Jak później opisała autorka, tu tego nie ma, pan jest monotematyczny, może to jego tarcza. Moim zdaniem nic z tego nowego związku nie będzie, bo ten mężczyzna zafiksował się w żałobie i nie chce tego zmienić.
  • 17.07.17, 19:57
    Z tego co mi wiadomo, pan przy każdym prawie spotkaniu "wyciąga" stare dzieje. Także chyba o przewrażliwieniu pani nie ma mowy. Rozumiem raz niech powie, niech się wyżali, ale tak często? Niewyobrażalne.
  • 18.07.17, 01:45
    wujenkateklazeskotnik napisał(a):

    > Z tego co mi wiadomo, pan przy każdym prawie spotkaniu "wyciąga" stare dzieje.
    > Także chyba o przewrażliwieniu pani nie ma mowy. Rozumiem raz niech powie, niec
    > h się wyżali, ale tak często? Niewyobrażalne.


    A możliwe ze pan tego potrzebuje, i np. Słów takich ze wiem ze ja kochasz, stram sie rozumieć nigdy nie bede próbował jej zastąpić. Ale myślisz zeby chciała zebys był
    Sam? Ze chciałbyś zebys biegu wiecej nie zaznał miłości, mysle ze kochając cie, chciałby zebys był szczęśliwy. To ze bedziesz ze mna nie oznacza ze o niej zapomnisz , ze przestanie byc dla ciebie wazna. Wiem ze bedziesz o niej myslal ...i cos w ten deseń ...
    Moze do tej pory wszystkie panny uciekały, nie chciało im sie wysłuchać zrozumieć, moze chciały zeby o niej zapomniał.
    Nie trafił na zadna ktora zrozumiałby ...

    Ktoś mi kiedys powiedział ze najgorsza rzeczą dla ludzi w żłobie jest to ze otocznie ucieka od tematu, nie pozwala sie wygadać bo musisz zapomnieć zycie toczy sie dalej.
    Po jakis czasie udają ze osoby zmarłej jakby nigdy nie było, a przeciez ona istniała.
    Rodzina ma wspomnienia o zmarłym.

    Mam akurat obi osobę w ciężkiej żałobie po starcie dziecka.
    I wracamy rozmawiay o tym dziecku , nikt nie milknie nie ucieka od tematu.
    Rozmwiamy o zwykłych sprawach i matka mowi bo z x było podobnie, i normalnie ciągniemy rozmowę dalej, istniał był żył sa wspomniania.
    Moze te lata do tylu ,ludzie wlasnie nie pozwolili mu roztrząsać tematu.
    I dlatego on utknął w przeszłości. I nie przeszedł żałoby.
    Bo słyszał musisz zapomnieć... a dla niego była to największa w życiu tragedia.
    Nieprzepracowana ciegnie sie...


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 17.07.17, 19:58
    Idealizuje się taki związek i najgorsze, że nie ma jak go sprawdzić, więc wygrana z mitem jest bardzo trudna.
    Ja kiedyś rozstałam się z chłopakiem i też go sobie w jakiś tam sposób idealizowalam. Spotykaliśmy się w przelocie, było wszystko ok i pomnik rósł. Aż po latach spotkaliśmy się na dłużej i okazało się, że ideał sięgnął bruku... Od razu mi się lepiej zaczęło żyć smile
  • 17.07.17, 19:43
    Dziewczyny maja racje, ale spróbować może....może seks zmieni sytuacje

    --
    olaromanska.blox.pl/html
  • 17.07.17, 19:55
    bei napisała:

    > Dziewczyny maja racje, ale spróbować może....może seks zmieni sytuacje
    >
    Też mi to przeszło przez myśl, tylko, że ja brałabym pod uwagę, to że można uczuciowo się wkopać (w jej wypadku). Ryzyko jak dla mnie zbyt duże.
  • 17.07.17, 21:36
    wujenkateklazeskotnik napisał(a):

    > Dziewczyny maja racje, ale spróbować może....może seks zmieni sytuacje
    > Też mi to przeszło przez myśl, tylko, że ja brałabym pod uwagę, to że można ucz
    > uciowo się wkopać (w jej wypadku). Ryzyko jak dla mnie zbyt duże.

    Nie nie próbować. Troje w łóżku to za dużo. Moja koleżanka była w podobnym związku - i nie dała rady rywalizować z duchem zmarłej.
    Znajoma po śmierci narzeczonego fajna, ładna i do rzeczy dziewczyna też się zasuszyła jako stara panna. Każdy ma wybór co zrobi ze swoim życiem. Jedni się po tragedii podnoszą inni wolą życie spędzić z duchem - jest niewymagający, można go sobie idealizować do woli tak, że każdy w porównaniu prędzej czy później odpadnie a przy okazji można wieść cierpiętnicze życie pełne poświęceń - niektórym to odpowiada i podnosi ich wartość w ich oczach.
  • 17.07.17, 23:17
    Cóz, znam 2 przypadki takiej niezakończonej miłości. Z tym, że obie panie żyją i mają się dobrze. Ot po prostu panie rzuciły męża, który się z tym nie może pogodzić. Obie dla innego. Obaj znani mi panowie twierdzą, ze panie były miłością ich życia i gdyby zechciały wrócić przyjęliby je bez słowa. Obaj wchodzą w związki, ale bez zaangażowania z ich strony, jeden nawet ma dziecko, drugi z inną kobietą nie chce. Uważam, że zwodzą tamte dziewczyny, choć muszę przyznać, że ten dzieciaty, dziecko bardzo kocha.
  • 18.07.17, 01:21
    Ktosia juz najtrafniej podsumowala - pan jest w zwiazku. Trwalym i wieloletnim. Kazda inna kobieta bedzie tylko dodatkiem, "ta trzecia", kims na boku.
  • 18.07.17, 08:08
    Pewnie raczej nic z tego nie będzie. Mnie aż ciarki przechodzą, brrr
  • 18.07.17, 08:50
    Czy to streszczenie filmu "Piramida strachu" (Young Sherlock Holmes")?wink
    Myślę, że to możliwe, pierwsza miłość niesie ze sobą emocje tak potężne, że odciska na człowieku piętno na całe życie. Różnie się to potem układa: zostajemy razem i miłość ewoluuje; rozstajemy się i... no właśnie, idealizujemy wybranka przez długie lata.
    Miałam 15 lat, kiedy zakochałam się na zabój, na amen, na śmierć i życie. Trwało to ze 4 lata, aż dotarło do mnie, że nie jesteśmy dla siebie. Uwierzycie, że do dziś, gdy go spotykam, oblewam się rumieńcem, a ręce mi drżą jak cukrzykowi na głodzie? Ja już to wiem: że nie był idealny, że wcale do siebie nie pasowaliśmy, a jednak...

    "Na każdym miejscu i o każdej dobie,
    Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,
    Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
    Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił."

    Bo taka to jest ta pierwsza miłość, że - czy chcemy, czy nie - zabiera nam na zawsze cząstkę duszy.
  • 18.07.17, 09:49
    Nie ma co nakręcać ochów achów i egzaltacji na temat pana. Fakty są takie, że pan jest w związku "wirtualnym" i ma świetną strategię/wymówkę by nie nowe panie się koło niego kręciły a on nie musiał z nimi być.
    Do tego pan który od 20 lat nie miał życia seksualnego(?) niespecjalnie rokuje na jakikolwiek związek.

    Pytanie jest więc- jak porypana musi być dziewczyna która wyrywa się by się w związek z takim kimś wkręcić?
    Zasadą w poznawaniu się wszak jest : jeśli facet zaczyna od opowiadania w szczegółach o byłej - to spieprzaj jak najdalej od niego bo szkoda czasu.
  • 18.07.17, 10:05
    Ja jestem z tych, które spodziewają się, że to facet będzie o mnie zabiegał, a nie ja będę musiała nieustannie mierzyć się z jakąś konkurencją. Szczególnie, jak konkurencja jest nieżywa i w związku z tym z zasady jest idealna i niedościgniona.
    Albo gość przestałby mnie raczyć rzewną historią sprzed 20 lat albo nie miałby u mnie szans.


    --
    'To są bardzo poważne zarzuty!!! [Oh, czyli to nie ty?] O nie, ja, ja! Tylko mówię, że to są bardzo poważne zarzuty.' by król Julian
  • 18.07.17, 10:26
    Ja znam sytuację gdy pierwsza niezapomniana miłość niestety przeżyła, ale ze względu na konflikty itd. rozstali się (ślubu jeszcze nie mieli).
    Pan ożenił się, skonstruował dwójkę udanych dzieci plus jedno poza małżeństwem (ale nie z tą Panią). I po niecałych 20 latach małżeństwa wyprowadził się do owej "miłości".
    Gdy minęło "9 i pół tygodnia" (no może kilka miesięcy więcej) Pani podziękowała Panu za współpracę i wrócił do żony i legalnych dzieci z podkulonym ogonem jak wiejski Burek.

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • 18.07.17, 10:33
    Ja takze, lubie jak mezczyzna o mnie zabiega, dba, lubie swiadomosc ze jestem najwazniejsza osoba w jego zyciu. Z opisanym panem moglabym sie ewentualnie zaprzyjaznic, wysluchac po raz setny jego opowiesci o zmarlej, ale z warunkiem wzajemnosci, tzn. on tez wysluchuje moich wynurzen, ktore byc moze go srednio obchodza smile.
    Ale zwiazek z kims takim, w ogole zwiazek we troje, to juz nie dla mnie. Nie lubie sie dzielic
  • 18.07.17, 10:23
    Pan jest neurotykiem, do związku raczej się nie nadaje, chyba że jesteś ostatnia i nikt inny Cię nie chce.
    P.s. Te Skotniki koło Sidziny?

    --
    Sport to nie jest zdrowie."Ja się kiedyś nabawiłam urazu kręgosłupa, którego konsekwencje odczuwam do dziś na zajęciach...uwaga....zdrowy kręgosłup!" Saszanasza
  • 18.07.17, 12:16
    kaz_nodzieja napisało:

    > Pan jest neurotykiem, do związku raczej się nie nadaje, chyba że jesteś ostatni
    > a i nikt inny Cię nie chce.
    > P.s. Te Skotniki koło Sidziny?
    >

    Możesz być spokojne, ja mam od dawna męża.
    Jak jesteś ciekawe, które to Skotniki to możesz sprawdzićbig_grin
    Dla mnie ważny jest smak barszczu czerwonego Krakowski kredens z tej właśnie receptury wujenki Tekli.
  • 18.07.17, 10:45
    ten pan nie jest wolny i tyle. a ze zmarłą nie da się konkurować i pana niejako wyhaczyć. smutna historia, ale taki pan musi najpierw zakończyć swój związek i dopiero szukać następnego. a nie zakończy np. przy pomocy terapeuty bo nie odczuwa takiej potrzeby. aktualna Pani może utrzymywać luźną znajomość na poziomie miłego spędzania czasu i kategorycznie nie dawać się wplątać w kult zmarłej.
  • 18.07.17, 11:15
    moze nie mial z kim tego przepracować, moze musi sie wygadać, ja tak mam jak wygadam problem to maleje sa takei tematy których nie chce nikomu zdradzac i takei niewygadane niestety wciaz we mnei siedza. Zatem moze jak juz opowie ten wypadek i ta strate 3 razy ze szczegółami to zamknie rozdział


    --
    <*>
    http://emotikona.pl/emotikony/pic/ludek-pa-pa.gif
  • 18.07.17, 12:12
    20 lat i jeszcze nie przepracowal? Szkoda czasu na pana, dziewczyna moze stracic kilka lat i nic z tego nie miec.
    Szkoda czasu, zycia i energii. Mysle ze panu bardziej przydalby sie zimny prysznic, kilka rzeczowych komunikatow nt. sytuacji w ktorej byl, wypadku, straty oraz pokazania mu ze marnuje sobie zycie rozpamietujac kilka lat czy miesiecy spedzonych z kims z kogo pewnie juz same kosci zostaly, choc to raczej nie ze strony potencjalnej narzeczonej, ale siostry, kuzyna, przyjaciela, rzeczowa rozmowa z krotkim przekazem.
  • 18.07.17, 13:43
    w sumie jakos mi uciekło ze to 20 lat, no to jednak pół zycia - za długo, nawet jesli wynikało z nieprzepracowania to weszło w nawyk

    --
    <*>
    http://emotikona.pl/emotikony/pic/ludek-pa-pa.gif

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.