Dodaj do ulubionych

samobójstwa sławnych ludzi

07.08.17, 18:07
Jak sądzicie, jakie zwykle są tego przyczyny? Mają o wiele mniej życiowych trudności niż przeciętny człowiek - bezpieczeństwo finansowe, brak problemów z pracą, w przypadku problemów w realcjach też łatwiej im znaleźć nowego partnera życiowego, dużo lepszy dostęp do wszelkich terapii, psychologów i psychiatrów w przypadku depresji, a jednak... Przyznam, że śmierć Chrisa Cornella i Chestera Benningtona mocno mnie zaskoczyła.
Edytor zaawansowany
  • 07.08.17, 18:12
    Depresja niestety nie wybiera. Mozna miec super udane zycie, kasy pod korek a mimo to cale zycie zmagac sie z myslami samobojczymi. Mysle, ze zarowno Chris jak i Chester mieli po prostu dosc. Straszna strata.

    --
    "...jej problemem byl rasizm, z tym ze chodzilo o bullying, bo jesli rasizm to musieliby jej dokuczac ciemnoskorzy." by Najma78
  • 07.08.17, 18:12
    Ja tak miałam z Robbinem Williamsem, ale tam ponoć w tle był jeszcze parkinson, oprócz depresji.
  • 07.08.17, 18:14
    * Robinem
  • 08.08.17, 17:48
    Historia Robin Wiliamsa to jak ta z filmu z Juliann Moore Still Alice. Z tym,że bohaterce to się nie udało.

    --
    <*>
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • 07.08.17, 18:12
    Depresja.

    O samobójstwach Janów Kowalskich i Kaś Nowak nie przeczytasz w prasie. Zwykli ludzie też chorują i też popełniają samobójstwa.
  • 07.08.17, 18:21
    jak najbardziej rozumiem, że depresja - tylko, że oni mają dużo większe możliwości wyleczenia się z niej niż przeciętny człowiek. Mają dostęp do najlepszych lekarzy i terapii. Mogą odpocząć, zrobić sobie wolne na leczenie np., co w przypadku przeciętnego Kowalskiego, zagrożonego utratą pracy/dochodów, umęczonego kolejkami na NFZ, już nie wygląda tak różowo.
  • 07.08.17, 18:34
    Niekiedy depresji i mysli samobojczych nie da sie wyleczyc, nawet jesli sie ma dostep do najlepszych lekarzy, nie na wszystkich leki dzialaja. Wbrew temu co sie mogloby wydawac, bogaci nie maja dostepu do jakichs innych lekow niz przecietny zjadacz chleba.

    --
    "Polacy to jedna z najbardziej nietolerancyjnych, niesolidarnych i zawistnych narodowości, jakie poznałam na emigracji." by Rosapulchra-0
  • 07.08.17, 18:44
    No ale jednak proporcje samobójstw wśród sławnych, bogatych i utalentowanych w porównaniu z samobójstwami Kowalskich są wyższe a powinny być niższe gdyby to była tylko kwestia depresji.
  • 07.08.17, 18:48
    >>>> No ale jednak proporcje samobójstw wśród sławnych, bogatych i utalentowanych w porównaniu z samobójstwami Kowalskich są wyższe

    ??? Skad masz takie dane? Wg WHO smiercia samobojcza ginie co roku na swiecie ok. 800 tys. ludzi. Ilu wsrod nich wg Ciebie slawnych i bogatych?

    --
    "Polacy to jedna z najbardziej nietolerancyjnych, niesolidarnych i zawistnych narodowości, jakie poznałam na emigracji." by Rosapulchra-0
  • 07.08.17, 19:01
    No fakt, nie mam oficjalnych statystyk, ale zrób sobie eksperyment, weź losowo wybierz grupę wybitnych artystów że show business, powiedzmy ze stu, urodzonych w określonym przedziale lat i określonym kraju (najlepiej USA bo duże) i z tego samego przedziału ludzi weź sobie ba przykład podobną liczbę polityków i porównaj ilu z nich z każdej grupy odebrało sobie życie.
  • 08.08.17, 23:55
    Z politykami to chyba suabo trafiłaś.
  • 07.08.17, 19:10
    > Wg WHO smiercia samobojcza ginie co roku na swiecie ok. 800 tys. ludzi.

    naprawde prawie milion ludzi, czy przejezyczenie?


    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • 08.08.17, 00:22
    Taką liczbę podaje WHO, niestety sad

    --
    "Ale dwoch poprzednich kierowcow nie zginelo. Zdazylo wyhamowac. Wiec skoro zdazylo wyhamowac to az tak wielkiego zagrozenia nie bylo." - Nathasha, o kierowcy, ktory zginal w płomieniach w wyniku blokady zastawionej przez imigrantów w Calais.
  • 08.08.17, 00:22
    Taką liczbę podaje WHO, niestety sad

    --
    "Lekarz czy naukowiec nie musi od razu publikacji wydawać, żeby być wiarygodny." by bian-ca
  • 07.08.17, 18:48
    I, owszem, w Stanach (wszyscy wymienieni w wątku powyżej mieszkali w Stanach) ludzie zamożni mają dostęp do leczenia o którym zwykli zjadacze chleba mogą tylko pomarzyć. Wielu z nich o jakimkolwiek leczeniu może w ogóle tylko pomarzyć.
  • 07.08.17, 18:53
    >>> ludzie zamożni mają dostęp do leczenia o którym zwykli zjadacze chleba mogą tylko pomarzyć

    czyli jakiego?

    --
    "Polacy to jedna z najbardziej nietolerancyjnych, niesolidarnych i zawistnych narodowości, jakie poznałam na emigracji." by Rosapulchra-0
  • 07.08.17, 18:58
    JAKIEGOKOLWIEK. Zaznaczyłam że mówię o Stanach, bo tam żyli ci artyści. Ty żyjesz pod kamieniem i kiedy wiesz jak wygląda dostęp (koszt) do opieki zdrowotnej w USA? A myślałam że wszystko wiesz.
  • 07.08.17, 19:02
    "nie wiesz" miało być
  • 07.08.17, 19:13
    Przykłady różnych artystów pokazują,że niestety złośliwe choróbsko jest niebywale złośliwe nawet jeśli masz portfel pełen pieniędzy i zapewnioną opiekę medyczną na najwyższym poziomie. Niestety nie wszystko da się kupić i zdrowie do takich przymiotów należy. Przekonał się o tym niestety chociażby Patrick Swayze i wielu innych. Jesteśmy śmiertelni i gwiazdy też są zwykłymi ludźmi, tak naprawdę - choroba nie wybiera, a na PEWNYM poziomie wszyscy jesteśmy tacy sami.Każdego może trafić cholera, więc sorry ale Twój argument jest od czapy.

    --
    "Nie ma niczego w umyśle, co nie istniałoby w zmysłach."
  • 07.08.17, 19:32
    Wiesz, ale to że zamożna osoba ma większe szanse dostać się do dobrego lekarza (czy też do lekarza w ogóle) jest prawdą. Oczywiście w kwestii nowotworów jest tak, jak napisałaś, tutaj pieniądze niczego nie załatwią. Natomiast pieniądze i kontakty mogą być pomocne w leczeniu depresji czy uzależnień właśnie dlatego, że pomagają zorganizować terapię, o ile chory chce na nią pójść. Nie trzeba czekać miesiącami na wizytę z NFZ, gdzie terapeuta może okazać się taki sobie, tylko można pójść do wybranego, dobrego terapeuty. Czyli jest plus na wejściu, który - znowu - nie gwarantuje sukcesu, ale jednak coś tam ułatwia.
  • 07.08.17, 20:06
    Depresja jest wbrew pozorom trudną w leczeniu chorobą. Trudno dobrać odpowiednie leki. To co pomaga jednemu pacjentowi może być zabójcze dla drugiego. Dlatego zdarza się, że pacjenci popełniają samobójstwo prosto po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego. Lekarzom się wydaje, że dobrze dobrali leki, a w rzeczywistości pacjent kłamie, że jest mu lepiej, bo na nowych lekach dostał powera by wcielić w życie plany samobójcze.
    Leczenie depresji to nie jest kwestia pieniędzy.
  • 07.08.17, 20:09
    Nie pisałam o samym leczeniu, tylko o dostaniu się do lekarza - jeśli masz pieniądze, to poniekąd łatwiej ci zrobić ten pierwszy krok i masz większe szanse, że trafisz do dobrego lekarza, a nie przypadkowego, który może okazać się różny.
  • 07.08.17, 20:32
    Ech, mając kasę też możesz się "bujać" po lekarzach i długo szukać dobrego - bo musisz znaleźć lekarza, który będzie odpowiadał Twoim potrzebom. i takiego, który po prostu będzie dopasowany do CIEBIE, mówiąc wprost smile)) . To nie jest proste. Lekarze lecza też róznymi rodzajami terapii,trzeba umieć je dobrać do pacjenta, a Ty praktycznie w ogóle nie wiesz jaka będzie dobra dla Ciebie - przetestujesz parę takich, które nie pomogą (a mogą też zaszkodzić), niepotrzebnie wydasz pieniądze i poczujesz się jak "królik doświadczalny".

    W sumie to nie zazdroszczę ani jednym, ani drugim. Trudno być pacjentem, ale też trudno być lekarzem.

    --
    "Nie ma niczego w umyśle, co nie istniałoby w zmysłach."
  • 07.08.17, 20:33
    Naprawdę podziwiam dobrych psychologów.

    --
    "Nie ma niczego w umyśle, co nie istniałoby w zmysłach."
  • 07.08.17, 20:37
    Zdaję sobie z tego sprawę. Chodzi mi o to, że mając pieniądze łatwiej jest zacząć. A co dalej, to już wypadkowa różnych czynników.
  • 07.08.17, 20:51
    regina-phalange napisała:

    > Zdaję sobie z tego sprawę. Chodzi mi o to, że mając pieniądze łatwiej jest zacząć.

    Na pewno tak, jednak do zaczęcia terapii nie są potrzebne aż tak duże pieniądze, o jakich mowa w przypadku gwiazd. Więc ten czynnik nie jest aż tak decydujący.
    Jest decydujący, jak zarabiasz 1500 zł miesięcznie. Ale jak zarabiasz 4000 zł, czy 40 000 zł miesięcznie - to już nie ma aż takiego znaczenia. Przy psychoterapii, oczywiście.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 08.08.17, 19:58
    Z tym sie nie zgodze.
    Sama sie bujalam z moja depresja przez ladnych pare lat. Depresja, PTSD, i jak stwierdzila ostatnia terapeutka, syndrom dziecka alkoholika, choc moj ojciec alkoholikiem nie byl, ale podobne objawy wystapily.
    Zeby sie dostac od razu na terapie..nalezy zadzwonic po karetke ze zamierza sie odebrac sobie zycie. Wtedy zabiora do szpitala psychiatrycznego (nie bylam i nie zamierzam).
    Przy normalnym postepowaniu idzie sie do swojego rodzinnego, ktory skierowuje do psychiatry, psychologa czy terapeuty. Po probie odebrania sobie zycia -zlamalam mezowi kciuk, kiedy usilowal odebrac mi tabletki nasenne, czekalam trzy miesiace na spotkanie z psychiatra. Kolejne wizyty byly co miesiac. Przy bardzo dobrym ubezpieczeniu zdrowotnym meza, pod ktore jestem podpieta.
    Dostalam od niego recepte na antydepresant, ktory mi pomagal, a ktory dostalam od rodzinnego (probki, na ktorych bylam 6 tygodni. Zwykle potzrebne sa 3-4 tygodnie aby antydepresant niejako wysycil organizm i zaczal dzialac).
    Przy bardzo dobrym ubezpieczeniu zdrowotnym, jak pisalam, ktore placilo czesc za leki, nasza odplatnosc wynosila 1200$. Tak. Nie pomylilam zer. Nie wykupilam, b po prostu nie stac nas na wyskakiwanie co miesiac z sumy wiekszej niz nasz kredyt na dom i rachunki za elektrycznosc razem wziete.
    Napisalm do niego mejla (tak zdecydowal, zeby kontakt byl , jak to okreslil , w kazdej chwili, ze ow lek jest za drogi. Wypisal inny, ktory na mnie nie dziala. I ktorego nazwe mial w danych od lekarza rodzinnego, z ktorym przeszlam kiluletnia terapie,w yprobowujac rozne antydepresanty. Po kolejnym mejlu sie wkurzyl i wypisal cos innego, po czym mialam zwiekszona depresje i nasilone mysli samobojcze. Tez bylo w dokumentach.
    Po kolejnych trzech miesiacach przestalam do niego chodzic i pisac. Stwierdzilam, ze tak naprawde ma moje zdrowie gdzies, jesli przepisuje leki , ktore juz mialam i ktore nie dzialaly, co dla mnie oznacza ze nawet sie z moja historia choroby nie zapoznal.
    Poprzednia lekarz psychiatra i psycholog stwierdzila, ze na pewno pozcatki depresji sa w moim dziecinswie. Po przerobieniu z nia i dziecinstwa i pierwszego malzenstwa, po ktorym wlasnie dostalam nasilenia depresji i PTSD i powtarzaniu tego samego w kolko i w kolko, bo pytala o to samo (nie robila notatek? Nie czytala przed sesja? stwierdzilam, ze szkoda pieniedzy i terapie przerwalam. Po okolo roku.Po kazdej sesji bylam w tak bardzo obnizonym nastroju, ze maz mnie pilnowal, zebym sobie czegos nie zrobila. Bo tak dzialalo na mnie powtarzanie i przedzieranie sie przez najgorsze wspomnienia w kolko i w kolko.
    I jestem w tym samym punkcie co na poczatku. I podejrzewam, ze gdybysmy mieli mniej pieniedzy, byloby jescze gorzej. Byloby nie 3 miesiace czekania na pierwsza wizyte, ale 6.8 lub dluzej.

    --
    Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
  • 08.08.17, 20:10
    hamerykanka napisała:

    > Z tym sie nie zgodze.
    > Sama sie bujalam z moja depresja przez ladnych pare lat. Depresja, PTSD, i jak
    > stwierdzila ostatnia terapeutka, syndrom dziecka alkoholika,
    > I jestem w tym samym punkcie co na poczatku. I podejrzewam, ze gdybysmy mieli
    > mniej pieniedzy, byloby jescze gorzej. Byloby nie 3 miesiace czekania na pierwsza wizyte,
    > ale 6.8 lub dluzej.

    W żadnym razie nie podważam tego, że pieniądze się przydają do terapii, sama musiałam kalkulować, czy wydać na terapię, czy na co innego w danym miesiącu.
    Ale pisałam o warunkach polskich, wydaje mi się, że to trochę inaczej wygląda niż u Ciebie, poza tym leki nie kosztują tu (chyba?) aż tak wiele.
    Wiem, ile kosztuje psychoterapia - średnio od 80 zł (grupowa) do 120 zł (indywidualna), raz na tydzień, czyli max. 500 zł miesięcznie. Przy zarobkach 4000 zł, nawet jeśli dochodzi do tego farmakoterapia, z reguły można sobie już na nią pozwolić.
    Oczywiście, że 4000 zł to kwota umowna, ale bardziej chodziło o to, co potem napisały też morgen_stern i minor.revisions - że od pewnego poziomu finansowego traci znaczenie, jak dużo masz pieniędzy.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 08.08.17, 20:57
    Napławdę przeciętny Polak może sobie z reguły pozwolić na wydatek rzędu 500 zł miesięcznie (plus koszty dojazdu plus koszty psychiatry i leków jeśli niezbędne) co miesiąc? Czyli sześć do dziesięciu tysięcy rocznie? Ochuyałaś?
  • 08.08.17, 21:15
    minor.revisions napisała:

    > Napławdę przeciętny Polak może sobie z reguły pozwolić na wydatek rzędu 500 zł
    > miesięcznie (plus koszty dojazdu plus koszty psychiatry i leków jeśli niezbędne) co miesiąc?

    Przeciętny Polak zarabia 4000 zł?
    A jeśli nawet - to nie kwotę tu chodzi, niech będzie 6000 zł miesięcznie.
    Chodziło przede wszystkim o to, że od pewnego poziomu - od tego, od którego zaczyna Cię być stać na terapię - nie ma większego znaczenia, czy zarabiasz jeszcze więcej, bo niekoniecznie kupisz sobie lepszą terapię i lepszego terapeutę.

    (na terapię jeździłam komunikacją miejską, na bilet miesięczny, tak w ogóle. Nie ja jedna).

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 09.08.17, 00:38
    No właśnie nie zarabia 4000 ani tym bardziej 6000,więc pisanie o tym jako o umownych polskich warunkach to lekka kpina.
  • 09.08.17, 09:55
    minor.revisions napisała:

    > No właśnie nie zarabia 4000 ani tym bardziej 6000,więc pisanie o tym jako o
    > umownych polskich warunkach to lekka kpina.

    No jest.
    Ale pokaż mi proszę konkretnie, w którym miejscu podałam je jako "umowne polskie warunki"?

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 08.08.17, 22:33
    W tym sek, ze leki psychotropowe typu antydepresanty praktycznie nie sa refundowane.Albo sa refundowane, ale te starszej generacji i generyczne. Mam np przed soba fiszke od antydepresantow, ktore poglebily moja depresje: Duloxetine Dr 30 mg. Cena 463,99$. Ile my zaplacilismy-5.30$
    Buspirone 10 mg- cena 32.99. Zaplacilismy 81 centow.

    Srodki przeciwlekowe, jak Clonazepam, ktory dostalam na napady paniki, od tegoz pana psychiatry od przypisywania drogich lub niedzialajacych na mnie lekow, lek ktory podaje sie dla otepienia pacjentow w szpitalach psychiatrycznych; 36.99. Zaplacilismy 35 centow. Ale to dzieki dobremu ubezpieczeniu.
    Za Xanax place mniej niz dolara za miesieczny zapas.

    Srodki przeciwbolowe typu Hydrocodone-za 20 sztuk bodajze 3$. Znajomy, ktory nie ma ubezpieczenia zdrowotnego z racji ze go nie stac, po wypadku i chronicznych bolach kregoslupa kupuje na czarnym rynku po 5$ za pigulke i stara sie brac, jak juz naprawde nie moze wytrzymac z bolu. Robi dachy.
    ma tez depresje, ale sie nie leczy-bo go nie stac ani na wizyty u lekarza ( moja pani psychiatra/psycholog wymagala dwoch wizyt tygodniowo, pokrywanych w polowie przez ubezpieczalnie. Nas wizyta kosztowala 50$ za sesje godzinna, czyli 400$ miesiecznie, nie liczac dojazdu i lekow przez nia przepisanych.



    --
    Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
  • 09.08.17, 10:09
    hamerykanka napisała:

    > W tym sek, ze leki psychotropowe typu antydepresanty praktycznie nie sa
    > refundowane. Albo sa refundowane, ale te starszej generacji i generyczne.
    > Za Xanax place mniej niz dolara za miesieczny zapas.

    Tu jest chyba nieco inaczej - sprawdziłam ceny leków wymienionych w sąsiednim wątku o depresji, a także dość popularnej Asentry - każdy z nich kosztuje średnio 20-30 zł za miesiąc (bez refundacji, którą ma większość Polaków), przy założeniu, że bierze się dwa z nich - to nie jest szalona kwota.
    Droższe jest leczenie np. migreny, bo jedna tabletka kosztuje ok. 8-20 zł. Albo farmakoterapia alkoholizmu, bo to ponad 200 zł miesięcznie.

    Jeszcze raz podkreślę - nigdy i nigdzie nie powiedziałam, że leczenie jest tanie i każdego na nie stać. Na farmakoterapię stać niemal każdego, na psychoterapię już niestety nie, oczywiście jest psychoterapia na NFZ, ale terminy są odległe, często niedogodne.

    Natomiast cały czas chodzi mi o to, że jeśli już ktoś osiąga próg finansowy, za którym stać go na takie leczenie, to nie ma większego znaczenia, czy przekracza ten próg dwukrotnie, czy dziesięciokrotnie, czy stukrotnie - bo ma małe szanse kupić lepszego terapeutę czy lepszą terapię - a wręcz pojawiają się dodatkowe zagrożenia, wspomniane m. in. niżej przez claudel - nieograniczony dostęp do niebezpiecznych leków, czy terapie w klinikach po 200 tys. $ miesięcznie, gdzie naprawdę niekoniecznie mają na względzie przede wszystkim dobro pacjentów, a raczej ich kasę.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 09.08.17, 08:10
    Bardzo Ci współczuję. Mam nadzieję, że odnalazłaś mimo wszystko jednak jakąś radość w życiu.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 08.08.17, 23:48
    Z 4000 bym polemizowala, jest różnica.
  • 08.08.17, 21:02
    Tylko że te samobójstwa to zazwyczaj popełniają frontmani a nie perkusiści i basiści z ich zespołów, więc to nie tylko kwestia tego że depresja nie wybiera bo jakby nie wybierała to by to było jakoś równiej rozłożone.
  • 07.08.17, 20:23
    No jasne, ale szczerze? Wg mnie bez sensu jest dokonywać porównań między człowiekiem, który zarabia 2 tysiące złotych miesięcznie a gwiazdą, która może dostać takie minimum za jedno pojawienie się na imprezie. Zawsze ktoś będzie się czuł obrażony,a nie daj Boże wywiąże się dyskusja, że dlaczego niektórym więcej wolno. Niezbyt ładnie mówiąc "Byt określa świadomość" i tak dalej - jak ktoś ma mnóstwo kasy, to jasne że przynajmniej tego typu problemy go omijają,że nie musi czekać w kolejce na NFZ, ale to tylko teoretycznie ,bo on tak samo jak ten człowiek, który musi swoje wysiedzieć w kolejkach i wyczekać 'terminy", może się dowiedzieć że mimo opieki dobrego specjalisty, zostało mu tylko kilka miesięcy życia i medycyna pozostaje oporna/bezradna w odniesieniu do jego przypadku. Nie zauważyłam,aby gwiazdy jakoś SZCZEGÓLNIE lepiej znosiły choroby niż inni ludzie - może mają większy komfort pod pewnymi względami, ale punktem wyjściowym są jednak finalnie siły życiowe i odporność naszego organizmu, a choroba potrafi wyniszczyć i powalić każdego jednakowo. Mało to gwiazd pochłonął nowotwór? Bez sensu jest robić z jakiejś gwiazd pół - boga, który wszystko może.

    A co do właściwego tematu depresji, myśli samobójczych,itd. i powiązaniem tego z komfortem życia, jaki zapewniają nam niezłe zasoby finansowe, to...Znam ludzi, którym pieniędzy naprawdę nie brakuje, a i tak nie umieją sobie poradzić z depresją i skłonnościami samobójczymi i nigdy nie są szczęśliwi. Znam gościa, który chodził do wielu terapeutów, na których nie każdego stać i niespecjalnie mu tu pomogło, dalej jest pogrążony w depresji. Przeceniasz trochę wartość "dobrobytu" i jego wpływu na jakość naszego życia, a zwłaszcza dobrostanu psychicznego. Wg mnie najważniejsze są generalnie geny - to co dostaliśmy w "spadku" od naszych przodków i czasami niestety ten bogaty "spadek" to może być ponure "dziedzictwo" I co? Nikt nie jest winien temu, że dostał taki a nie inny komplet genów, bo jakby mógł to pewnie by sobie wybrał lepsze,nie?Bez obrazy dla czyichkolwiek przodków,oczywiście... Jak to powiedział kaznodzieja, a to mi się akurat spodobało: "Nie ma sensu czuć się głupio czy źle, obwiniać siebie albo innych, że się jest skwaśniałym, kiedy tak samo skwaśniały był nasz ojciec,dziadek czy inna ciotka. Liczą się geny, wola życia i instynkt przetrwania, a te wpływają na nasze postrzeganie rzeczywistości i umiejętności radzenia sobie z nią - analizy rożnych sytuacji, radzenia sobie z trudnościami, podnoszenia się z porażek,itd..Jasne, że warunki zewnętrzne na nas wpływają - ludzie, z którymi i obok których żyjemy, nasze sukcesy, pośrednio również takie warunki naturalne, jak chociażby klimat (ludzie mieszkający w obszarze śródziemnomorskim naprawdę sprawiają wrażenie bardziej pogodnych, mimo tego że dotyka ich bieda), jednak każdy ma pewien "trzon", który własnie pozostaje niezmienny (w uproszczeniu powiedzmy, że będzie to pesymistyczna osobowość) i to wszystko, co na niego wpływa, raczej nieznacznie go zmieni, bo rdzeń jest jaki jest i prawie nic go nie ruszy.

    --
    "Nie ma niczego w umyśle, co nie istniałoby w zmysłach."
  • 07.08.17, 20:51
    >
    może się dowiedzieć że mimo opieki dobrego specjalisty, zostało mu tylko kilka miesięcy życia i medycyna pozostaje oporna/bezradna w odniesieniu do jego przypadku. Nie zauważyłam,aby gwiazdy jakoś SZCZEGÓLNIE lepiej znosiły choroby niż inni ludzie - może mają większy komfort pod pewnymi względami, ale punktem wyjściowym są jednak finalnie siły życiowe i odporność naszego organizmu, a choroba potrafi wyniszczyć i powalić każdego jednakowo. Mało to gwiazd pochłonął nowotwór?

    No każdego COŚ TAM prędzej czy później pochłonie, ale jednak rzadko się słyszy o stosunkowo młodych gwiazdach, takich 25-55 lat, których pochłonął nowotwór czy tam powikłania po grypie. Jednak ich stać na profilaktykę, na lekarzy którzy pilnują ich zdrowia, na badania, które wykrywają różne swinstwem na wczesnym etapie, nie mówiąc o tym, że jak już taki celebrytów trafi do szpitala to personel jakoś bardziej koło niego skacze bo gdyby wyjechał nogami do przodu to dla szpitala to gorszy PR.
  • 07.08.17, 22:37
    > Nie trzeba cze
    > kać miesiącami na wizytę z NFZ, gdzie terapeuta może okazać się taki sobie, tyl
    > ko można pójść do wybranego, dobrego terapeuty.

    Najwyraźniej kontakt z terapeutą nie ma żadnego znaczenia, niezależnie od tego, czy ten terapeuta jest dobry czy nie. Daje się zauważyć ciekawa analogia - staruszka z XIX-wiecznej wsi uważała, że na wszystko pomoże ksiądz, nowoczesna Europejka uważa, że na wszystko pomoże terapeuta. Sytuacje w których nie pomógł łatwo wyjaśnić - bo to był zły terapeuta. A powinien być "dobry, wybrany". Zatem mielibyśmy spory popyt na nową profesję - specjalisty od wyszukiwania odpowiedniego terapeuty dla konkretnego pacjenta. Tylko uważajcie - taki specjalista nie może być byle jaki, tylko "dobry, wybrany".
  • 08.08.17, 08:34
    To prawda. Mają możliwości, których zwykły człowiek nie ogarnia. Po śmierci Georga Michaela przeczytałam, że leczył się w szwajcarskiej klinice, gdzie miesiąc terapii kosztuje 200 tys. funtów. Pieniądze nie są oczywiście gwarancją sukcesu, ale miał możliwości o których inni nawet nie marzą. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, co może mi zaoferować terapeuta za takie pieniądze. Jak widać, bez gwarancji powodzenia.
  • 08.08.17, 11:02
    >>>>> Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, co może mi zaoferować terapeuta za takie pieniądze. Jak widać, bez gwarancji powodzenia.

    To samo co każdy inny dobry terapeuta. Czyli niewiele. Nawet terapia CBT nie sprawi że pacjent przestanie miec myśli samobójcze, najwyżej nauczy się z nimi żyć. Niektórzy mają po prostu dosyć takiego życia.

    --
    "Lekarz czy naukowiec nie musi od razu publikacji wydawać, żeby być wiarygodny." by bian-ca
  • 07.08.17, 18:50
    Wez tez pod uwage ze to sa glownie artysci (roznego profilu). A artysci to z reguly maja balagan w glowie.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 07.08.17, 23:28
    dziennik-niecodziennik napisała:

    > artysci to z reguly maja balagan w glowie.

    Zabrzmialo bardzo condescending uncertain Czy tak mialo byc? Prawde mowiac, znajac wielu artystow roznych dziedzin, w zadnym wypadku nie moge sie zgodzic z tym "balaganem w glowie". Owszem, to sa ludzie nietuzinkowi, czesto wyraznie wyprzedzajacy swoja epoke ale zedecydowanie jak najbardziej "poukladani" w swoich teoriach, poszukiwaniach, methods, ideach etc. Na pewno jednak sa bardziej wrazliwi na bodzce z naszego swiata, bardziej "namacalnie" odbieraja to, nad czym wiekszosc z nas potrafi po prostu przejsc do porzadku dziennego. Niemniej, "balaganem w glowie" nigdy w zyciu nie odwazylabym sie tej wrazliwosci nazwac! Cheers.

    --
    w polsce zona naczelnika panstwa jest kot
    by nalesniku on may 30, 2017
  • 08.08.17, 22:39
    Nie chodzilo mi w zaden sposob o umniejszanie intelektom artystow. Balagan w glowie to dla mnie wlasnie taka niestandardowa wrazliwosc, nieszablonowy odbior swiata, to te demony i anioly, ktore siedza w duszy i myslach.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 07.08.17, 19:40
    ale oczekiwania otoczenia też są dużo większe, wiele osób sławnych właśnie z tym sobie nie radzi.
  • 07.08.17, 20:25
    To prawda. Britney Spears sfiksowała - przez wielu uważana za głupią, a już chyba przez większość za "pustaka" nie poradziła sobie z sukcesem. Show - business przemielił ją na wskroś i w sumie od wielu lat próbuje wyjść na prostą z róznymi efektami, często niestety bez sukcesu...Mnie nie dziwi, że sobie nie radzi.

    --
    "Nie ma niczego w umyśle, co nie istniałoby w zmysłach."
  • 07.08.17, 20:25
    mokka39 napisała:

    > jak najbardziej rozumiem, że depresja - tylko, że oni mają dużo większe możliwości
    > wyleczenia się z niej niż przeciętny człowiek.

    Niby tak. Jednak tak też jest, że ze sławą często wiążą się pieniądze, a do pieniędzy lgną niekoniecznie uczciwi ludzie. Albo po prostu interesowni.
    Więc po pierwsze - mogą pacjenta po prostu "doić", a po drugie - wydaje się, że te osoby są często cholernie samotne, bo nigdy nie mają pewności, czy ludzie są z nimi ze względu na nich, czy ze względu na ich kasę i profity, jakie spływają ze sławy.
    Przykładem wzorcowym wydaje się tutaj Michael Jackson.

    O.K., akurat przykłady, które podałaś w założycielskim poście, nie potwierdzają w pełni tego, co napisałam, ale już argument o łatwości znalezienia nowych partnerów, czy lekarzy i specjalistów jak najbardziej.

    I jeszcze jedno, co mi się wydaje - przy depresji często występuje niskie poczucie wartości. Kiedy dotyczy ono osoby publicznej, znanej i podziwianej, może ono być jeszcze dotkliwsze przez poczucie, że "kiedyś się wyda, że jestem nic nie wart...". I spodziewasz się, że może się to stać w każdej chwili, więc cały czas żyjesz w napięciu.
    W dodatku praca artysty podlega ciągłej, nieustannej ocenie, i jeśli nawet zdarzyło Ci się zdobyć uznanie, to każde potknięcie będzie oceniane na bieżąco - "jesteś tak dobry, jak Twój ostatni wypust".
    Wyobraź sobie - całe życie pracujesz w taki sposób, że nigdy nie masz pewności, że to, co akurat robisz, okaże się dobre. CAŁE ŻYCIE.
    Jak sobie to kiedyś uświadomiłam, to rozbolał mnie brzuch. Więc zaczęłam się dziwić, że nie wszyscy artyści mają depresję, tak naprawdę.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 07.08.17, 23:38
    mokka39 napisała:

    > jak najbardziej rozumiem, że depresja - tylko, że oni mają dużo większe możliwo
    > ści wyleczenia się z niej niż przeciętny człowiek. Mają dostęp do najlepszych l
    > ekarzy i terapii. Mogą odpocząć, zrobić sobie wolne na leczenie np., co w przyp
    > adku przeciętnego Kowalskiego, zagrożonego utratą pracy/dochodów, umęczonego ko
    > lejkami na NFZ, już nie wygląda tak różowo.


    Tak tylko ze często tacy ludzie sa samotni, oglądałam kiedys program ze często takie osoby boja sie ze kazdy chce od nich kasy, ze nie lubi/kocha ich a ich pieniądze, przez to cieżko im zaufać i otoczyć sie przyjaznymi ludźmi. (Mniej wiecej tak to tłumaczyli)

    Co z tego ze maja dostęp do najlepszych lekarzy.
    W leczeniu wazne jest cos wiecej niz dobry lekarz i leki.
    Poza tym co lekarz zrobi ? Wypełni pustkę zmini ich zycie?
    Jak człowiek sam nie zrobi nic to lekarz nie pomoże. Oczywiście na początku leki sa wazne, ale jeśli depresja dopada nas przez nasze zycie dołuje to lekarz nie wyleczy.

    Sa tez ludzie który nie sa podatni na leczenie terapie.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 07.08.17, 18:17
    Mają o wiele więcej trudności niż przeciętny człowiek, bo cokolwiek w ich życiu się wydarza, natychmiast trafia na czołówki. To jest megaobciążenie. Poza tym depresja nie wybiera, a to śmiertelna choroba.
  • 07.08.17, 18:17
    Wiele z tych osób jest dodatkowo uzależnionych od różnych substancji, to lub depresja a czasami jedno połączone z drugim i kończy sie tak a nie inaczej.
  • 07.08.17, 18:53
    Wydaje mi się że osoby "z duszą" są wrażliwe i yeoretycznie nie dla nich tlum fanów, dziennikarzy, itp. Chyba każda dorastając miała koleżankę piszącą pamiętniki, wiersze z cudnym głosem, zakochującą się bezpamietnie w facecie do ktorego nawet słowa nie wypowiedziała i teraz ... wyobraźcie sobie, że takie osoby stają się bardzo sławne. Nie radzily sobie z emocjami od dziecka a teraz patrzą na nie miliony.
  • 07.08.17, 19:13
    Coś w tym jest smile

    --
    "Nie ma niczego w umyśle, co nie istniałoby w zmysłach."
  • 08.08.17, 23:52
    Raczej te nasze eteryczne koleżanki z podstawowki nie wystepowaly jednocześnie u Disneya, a tu o tego typu drodze zawodowej w showbiznesie mowa. Konsekwentna ciężka praca od baaardzo młodych lat.
  • 07.08.17, 18:58
    "sławni ludzie" zwykle mają mocno rozhuśtaną psychikę czyli są mocno labilni emocjonalnie. Jesli jeszcze ćpaja lub chlają to juz w ogóle nie myślą racjonalnie.
    Mnie "troszkę" poruszyło samobójstwo Edwarda Żentary (tego z Siekierazady, Ekstradycji też), szczególnie sposob, w jaki to zrobil. Podciął sobie żyły podudzi.
  • 07.08.17, 19:37
    Ta "emocjonalność" na wysokich strunach to chyba podstawowa cecha każdego artysty smile Na pewno wśród nich przynajmniej połowa, a może 3/4 ma takie problemy, a nie sorry...może nie z automatu problemy, ale prawie na pewno SKŁONNOŚĆ - są wrażliwi po prostu, być może trochę bardziej od "zwykłych" śmiertelników.Gdyby nie byli wrażliwi, to nie mogliby tworzyć. System naczyń połączonych wg mnie, bo wrażliwość wyzwala chęć/potrzebę tworzenia, ale też do konkretnych zawodów ciągną ludzie o określonych cechach i określonych...skłonnościach.Myślę, że właśnie uciekanie (tak, to jest chyba rodzaj ucieczki) w różne odłamy działań artystycznych daje takim osobom możliwość uwolnienia tej specyficznej energii i spożytkowania jej w jakiś pozytywny sposób w postaci dzieł muzycznych, filmowych,itd. , zamiast pesymistycznego "pogrążania się w sobie". Niestety słabość charakteru jednak często zwycięża i nie da się złapać właściwego balansu - więc jest i satysfakcjonujący etap tworzenia oraz cieszenia się z sukcesów i "doły" z pogrążaniem się w nałogach i używkach.

    Wystarczy spojrzeć choćby na ludzi występujących często w roli komików - Rowan Atkinson, filmowy Jaś Fasola jest podobno w rzeczywistości osoba bardzo ponurą. Mistrz humoru Jim Carey od wielu lat boryka się z depresją.

    --
    "Nie ma niczego w umyśle, co nie istniałoby w zmysłach."
  • 08.08.17, 08:51
    "Żandarm" z Saint Tropez również się borykał (zmarł na coś innego).

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 07.08.17, 19:06
    Wszystko co piszesz jest prawdą, ale... tak jak piszą wszyscy poniżej: "Depresja nie wybiera", każdy może zachorować i nawet posiadanie grubej forsy, wilii z basenem, życia pełnego szampana i podróży, nie gwarantuje szczęścia. Poza tym co tu dużo gadać - Kowalski nigdy nie rozumie, że można nie chcieć żyć, nie mając kredytu na karku, kosztów leczenia jakiejś niespodziewanej choroby np. czy innych wydatków, które "spadają z nieba",ale cóż...Kaliber problemów jest inny, ale bycie sławnym i znanym problemów tych ludzi nie pozbawia. Są to po prostu inny problemy i też się od nich żyć odechciewa - życie pod ciągłym obstrzałem, fałszywość relacji międzyludzkich kiedy jest się znanym i bogatym, kręcenie się wokół rożnych "życzliwych" którzy nie wiadomo czego szukają dopóki nie zrobią nas w jajo, no i też uwikłanie w różne relacje zawodowe, które są nie do uniknięcia - konieczność wywiązywania się z kontraktów, możliwość zostania oszukanym przez różnych współpracowników czy menadżera, złamania kariery poprzez oczernianie? To mało? Ci ludzie są praktycznie non - stop narażeni na okropny stres - wcale bym nie powiedziała, że mają dużo łatwiej od zwykłych śmiertelników. Każdy z nich tak samo doświadcza zawodów na polu uczuciowym czy zawodowym, ma problemy ze znalezieniem partnera czy utrzymaniem związku oraz standardowe problemy z dziećmi, które ma każdy inny człowiek.Dołóż do tego trudne dzieciństwo i skomplikowane relacje z rodzicami i nie widzę różnicy.Może tylko śpi trochę spokojniej, kiedy ma się pełne konto, ale co z tego - za tym pełnym kontem zawsze stoją sznurem ci i owi. A choroba może dotknąć każdego i każdego pewnie boli w podobny sposób.Ci ludzie sporo płaca za takie życie, to nie jest tylko przyjemna zabawa pod palmami, w oceanie, czy w pianie szampana w wannie tongue_out...Odpowiedź,że pewnie bardziej znośnie jest chorować na depresję spoglądając w błękitne niebo nad oceanem, pominę milczeniem. Można być nieszczęśliwym w każdym miejscu na Ziemi, bo to nie do końca jest zależne od warunków zewnętrznych, które choć robią swoje, to jednak nie wpływają na to, co mamy w głowie - często niestety "w genach".

    Spójrz na Johnny'ego Deppa - kiedyś uwielbiany, dzisiaj ma coraz gorszą prasę, podobno bankrutuje i pogrąża się w nałogach. Na szczęśliwego nie wygląda w ogóle.

    Z naszego podwórka Zbigniew Wodecki chociażby - może nie do końca adekwatny przykład, ale ukazuje jak życie na wysokich obrotach i duże obciążenie (łożenie pieniędzy na rodzinę, i prawdopodobnie bycie jedynym "żywicielem" rodziny) wpływa na nasze zdrowie/siły życiowe.

    --
    "Nie ma niczego w umyśle, co nie istniałoby w zmysłach."
  • 07.08.17, 19:16
    No przecież jego dzieci są od dwóch dekad dorosłe i zarabiają na siebie od dawna.
  • 07.08.17, 19:25
    Kto na siebie zarabia? Dzieci Wodeckiego? Ty chyba na jakiejś innej planecie żyjesz.
  • 07.08.17, 19:38
    Gdzieś czytałam, że sporo wykładał na rodzinę, pomagał dzieciom,itd. Nie sądzę, aby to była nieprawda.

    --
    "Nie ma niczego w umyśle, co nie istniałoby w zmysłach."
  • 07.08.17, 20:08
    No skoro go stać to pomagał, jak wielu rodziców, ale to przecież dorośli, pracujący ludzie a nie banda przedszkolaków którzy bez jego pomocy nie mieliby czego do ust włożyć.
  • 07.08.17, 21:20
    Przykro mi, masz bardzo mała wiedzę o jego rodzinie, dzieciach, wnukach i kto kogo utrzymywał. Oraz założyłaś blednie, ze dzieci pracowały i utrzymywały sie, bo wręcz odwrotnie - jawne oczekiwanie na kasę jako rekompensata nieobecności w domu przez całe życie i przekazywanie takiej filozofii dzieciom (wnukom), czyli szkoła nieważna - kasa dziadka ustawi cię na całe życie.
  • 07.08.17, 21:33
    To straszne, nie wiem jak sobie z rzekomym brakiem tej wiedzy poradzę.
  • 07.08.17, 20:02
    > Kto na siebie zarabia? Dzieci Wodeckiego? Ty chyba na jakiejś innej planecie żyjesz.

    Rly?

    akademiamultiart.pl/wykladowcy/katarzyna-wodecka-stubbs/

    Syn z tego co piszą jest fizjiterapeutą.
  • 07.08.17, 19:18
    Mysle ze zycie na swieczniku jest jednak ich przeklenstwem, a nie dobrodziejstwem. To co ze maja mnostwo pieniedzy, skoro zyja w ciaglej niepewnosci, kim sa dla innych. Ci ludzie sa z reguly niezwykle samotni, bo ci ktorzy ich otaczaja, bardzo czesto maja w tym interes, a nie troske.
    Zawsze zadziwialo mnie ze tak duzo ludzi chcialoby byc slawnymi i bogatymi.
  • 07.08.17, 19:33
    No. Ja chciałabym być tylko bogata i to tak umiarkowanie. wink
  • 07.08.17, 19:44
    Z bogactwem bym sobie pewnie poradziła, lepiej czy gorzej, ale jednak wink, ze sławą - szczerze wątpię.
  • 07.08.17, 23:42
    Ja bardzo umiarkowanie, wrecz moglabym podpadac pod kategorie zamozni.
    Rozmawialam ostatnio ze znajoma z serii bogatych. I jej duzym dylematem zwiazanym z ludzmi jest to, kto ja naprawde lubi, a kto czegos oczekuje. I tego juz bym nie chciala w zyciu towarzyskim doswiadczac.
  • 08.08.17, 09:05
    To czemu nie zrezygnuja z zycia na swieczniku ?big_grin
  • 08.08.17, 11:18
    Niektórzy rezygnują. Niejeden się wycofał z życia publicznego, jeśli mógł sobie na to pozwolić. Problem tylko w tym, że oni muszą też z czegoś żyć plus nierzadko wielu ludzi na nich żeruje (vide casus Houston), a ci, dla których artyści są maszynkami do robienia pieniędzy, prędzej ich zrujnują w procesach niż pozwolą im odejść.
  • 08.08.17, 11:24
    Oszczędności to może nie mieć kasjerka. A nie wielka gwiazda.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 08.08.17, 11:32
    Kazek, poczytaj sobie, jak wiele wielkich gwiazd było/jest bankrutami.
  • 08.08.17, 11:34
    Kto im kazał hulać zamiast odkładać? Tak, każde pieniądze można wydać.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 08.08.17, 15:18
    Bycie bankrutem w Stanach oznacza że zostają umorzone twoje długi a nie że w jednej koszulinie lądujesz na bruku.
  • 08.08.17, 12:09
    Moga zyc z kasy w Biedronce.
    A z tymi procesami tez bym nie przesadzala.
    Podpisuja kontrakty, jak inni umowe o prace-ich co Nie zal?
  • 08.08.17, 12:58
    Nie chodzi o to, czy żal, czy nie żal, chociaż jestem głęboko przekonana, że przeciętny korposzczur może o niebo łatwiej wymiksować się z umowy o pracę niż artysta z kontraktu na grube pieniądze. Chodzi zwyczajnie o to, że w wielu przypadkach to nie jest tak hop-siup zejść sobie ze sceny. I tu nie chodzi tylko o same zobowiązania zawodowe, ale też o wielką presję.
  • 08.08.17, 13:45
    Ja bym powiedziała, że odwrotnie. Korposzczur musi się martwić czy znajdzie następną pracę, czy będzie miał za co spłacić kredyt itp. Nad umowami podpisywanymi przez gwiazdy czuwa sztab prawników, poza tym, nawet jeśli zerwanie kontraktu dużo go kosztowało, to najwyżej kupi jedną rezydencję mniej czy sprzeda jeden z pięciu domów, nie będzie to całkowita katastrofa. A co do popularności, to Chris Cornell mówił w jakimś wywiadzie, że dobrze mu się mieszkało we Francji, bo tam był słabo rozpoznawalny i w zasadzie mógł być prawie anonimowy - czyli da się sławy też jakoś uniknąć.
  • 08.08.17, 13:56
    mokka39 napisała:

    > A co do popularności, to Chris Cornell mówił w jakimś wywiadzie, że dobrze mu się
    > mieszkało we Francji, bo tam był słabo rozpoznawalny i w zasadzie mógł być prawie anonimowy

    Czyli musiał "uciekać z domu", żeby w miarę normalnie żyć? Nie każdy dobrze to zniesie.
    Wszystkie Twoje pytania i argumenty krążą wokół spraw materialnych, technicznych, wokół "rzeczy" - a tu chodzi o emocje, z którymi trudno sobie poradzić. Nie o kwestie mieszkaniowe czy finansowe, z którymi trzeba się borykać, tylko o uczucia.

    I podstawowa sprawa - depresja to choroba, która nie potrzebuje "powodu". W sensie, że nie musi kogoś spotkać trudność czy nieszczęście, żeby zapadł na depresję. W zasadzie od tego trzeba zacząć i nie dziwić się, że "przecież ktoś nie miał w ogóle powodów, żeby chorować na depresję". Dlatego to tak wredne choróbsko.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 08.08.17, 14:20
    Ech, bo życie w dużej mierze składa się właśnie ze spraw technicznych i finansowych. I te kwestie właśnie mogą być bardzo obciążające w przypadku depresji, gdzie jednym z głównych objawów jest brak energii. Myślę, że to duża ulga wiedzieć, że nie musisz się zajmować sprzątaniem, załatwianiem spraw, naprawianiem itp. gdy nie masz na to siły.
  • 08.08.17, 14:29
    mokka39 napisała:

    > Myślę, że to duża ulga wiedzieć, że nie musisz się zajmować sprzątaniem,
    > załatwianiem spraw, naprawianiem itp. gdy nie masz na to siły.

    Obawiam się, że wtedy przychodzą inne zmartwienia, że to nie działa na zasadzie, że "jest zmartwienie, albo go nie ma", tylko raczej "czym teraz głowa będzie się martwić?", co bywa o wiele gorsze, bo o ile sprzątanie i załatwianie spraw jest jakimś konkretem, czymś namacalnym, o tyle, kiedy konkretów zabraknie, lęgną się horrory trudne do uchwycenia, a z takimi o wiele trudniej sobie poradzić.

    Czyli nie jest problemem, że coś wpada do dziury w głowie, tylko fakt, że dziura tam jest. A czym się ją napełni - to już zależy od okoliczności. Ale dziura będzie tak samo głęboka i dotkliwa.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 08.08.17, 14:44
    Ale musisz wychodzić do wiwatujących tłumów z uśmiechem na twarzy. Ich nie interesuje, czy masz na to siły, czy nie. Dla Amy Winehouse fakt, że nie musiała zajmować się sprzątaniem, raczej nie był ulgą, zwłaszcza gdy wypychano ją na scenę wtedy, gdy była już naprawdę w tragicznym stanie. Marilyn też nie musiała niczego wokół siebie załatwiać za bardzo.
  • 08.08.17, 14:48
    sumire napisała:

    > Dla Amy Winehouse fakt, że nie musiała zajmować się sprzątaniem, raczej nie był ulgą

    Przypomniało mi się, że mówiła, że jej marzeniem było zostać dobrą żydowską mamą - zajmować się domem i dziećmi jak należy, na tym się skupiać.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 08.08.17, 14:49
    Pracując w obsłudze klienta i ogólnie w usługach też musisz mieć wieczny uśmiech na twarzy, a w dodatku jeszcze znosić ewentualne niezadowolenie, połajanki klientów i szefa, a korzyści z tego nieporównanie mniejsze niż z bycia gwiazdą.
  • 08.08.17, 14:57
    A jakie korzyści z bycia gwiazdą ma takowa w życiu pozagrobowym, opuściwszy ten świat jako całkiem młoda osoba?...
  • 08.08.17, 15:04
    mokka39 napisała:

    > Pracując w obsłudze klienta i ogólnie w usługach też musisz mieć wieczny uśmiech
    > na twarzy, a w dodatku jeszcze znosić ewentualne niezadowolenie, połajanki
    > klientów i szefa, a korzyści z tego nieporównanie mniejsze niż z bycia gwiazdą.

    Ale przynajmniej w teorii, gdzieś w świadomości możesz mieć to, że jak już przestaniesz znosić, to pieprzniesz to wszystko w cholerę.
    I ta świadomość może dotyczyć zarówno pracownika BOKu, jak i gwiazdy.

    Natomiast jak czujesz się w potrzasku, czyli albo:

    - nie możesz rzucić roboty na kasie, gdzie Cię mobbingują, bo w promieniu 70 km nie ma żadnej innej, a kredyt i 3 dzieci na karku;

    - nie możesz wyjechać do Francji/Kanady/na Wyspy Szczęśliwe - bo masz na miejscu zobowiązania, których nie możesz rzucić,

    to mechanizm jest ten sam. I to najczęściej nie zależy w ogóle od zewnętrznych okoliczności, tylko od tego, czy widzisz, czujesz sens.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 08.08.17, 18:05
    Wielka presja ale tez i wielkie nagrody/pieniadze/zaszczyty.
    Wychodzi podobnie -ale jakos Lepiej byc slawnym.i bogatym.
  • 07.08.17, 19:47
    Najbardziej poruszają mnie te "spektakularne", np. smierć reżysera Marcina Wrony w trakcie festiwalu filmowego, albo Włocha Luigi Tenco w trakcie festiwalu piosenki w Sanremo. Czyli właściwie w trakcie zbierania owacji (mniejszych bądź większych) za swoją pracę oraz potwierdzania swojej wartości ....
  • 07.08.17, 20:04
    W d...ach im się przewraca, za przeproszeniem.
    Większość tych sławnych samobójstw to prochy i narkotyki. Nadmiar kasy doprowadza do błędnego koła: prochy- depresja- prochy-depresja.
    Mnie imponują takie gwiazdy jak Dave Gahan z Depeche Mode, który po dwóch czy tam ilu próbach samobójczych wyszedł na prostą, wziął ten cały bagaż sławy i narkotyków na klatę i stara się normalnie żyć dla swoich dzieci.
  • 07.08.17, 20:14
    To pokazuje bardzo smutną prawdę: sława, bogactwo, prestiż nie dają prawdziwego szczęścia, jak to się może wielu ludziom wydawać. Śmieszne są takie teksty:miał wszystko a i tak się zabił. Gdyby miał wszystko czego potrzebuje to może i by sobie poradził z depresją i innymi problemami.
  • 07.08.17, 20:32
    niu13 napisał(a):

    > Mnie imponują takie gwiazdy jak Dave Gahan z Depeche Mode, który po dwóch czy
    > tam ilu próbach samobójczych wyszedł na prostą

    Imponuje Ci, bo miał więcej szczęścia niż ci, którym się próby powiodły?
    Oczywiście jest chwalebne i godne najwyższego podziwu to, że poradził sobie z problemem i troszczy się teraz o dzieci i rodzinę, jednak to w dużym stopniu kwestia szczęścia, że nie był dość skuteczny podczas próby samobójczej.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 07.08.17, 20:56
    No tak, ale po tych dwóch próbach jednak mógł przemyśleć metodę i wiedząc co nie zadziałało wybrać sposób który jest bardziej fool proof i zrobić to raz a dobrze. A jednak się ogarnął.
  • 07.08.17, 21:03
    minor.revisions napisała:

    > No tak, ale po tych dwóch próbach jednak mógł przemyśleć metodę i wiedząc co
    > nie zadziałało wybrać sposób który jest bardziej fool proof i zrobić to raz a dobrze.

    Oczywiście, choć z drugiej strony zastanawiam się, na ile "przytomnie" robi się taką próbę. A może te nieudane nie są nieudane bez powodu?
    Różne są teorie na ten temat.

    > A jednak się ogarnął.

    I jak pisałam - chwała mu za to, jak każdemu, kto sobie poradził z jakimkolwiek nałogiem i teraz stara się żyć normalnie.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 07.08.17, 21:05
    Nie ma cudów: w końcu mu dobrano dobre leki i okiełznano chorobę. Inni mieli mniej szczęścia w leczeniu. Depresja to choroba, której nie da się pokonać samą silną wolą.
  • 07.08.17, 21:21
    Oczywiście że tak, chodziło mi tylko o to że to nie tylko łut szczęscia że poprzednie próby się nie powiodły sprawił, że facet wciąż żyje i tworzy.
  • 07.08.17, 21:44
    Podobno jak ktoś chce naprawdę skończyć z sobą, to zawsze mu się uda. Najbardziej przeraża mnie przypadek Sylvii Plath, która - wzorowa żona i matka- wsadziła głowę do piekarnika. Skutecznie.
  • 07.08.17, 20:35
    mae224 napisał(a):

    > Najbardziej poruszają mnie te "spektakularne", np. smierć reżysera Marcina Wron
    > y w trakcie festiwalu filmowego, albo Włocha Luigi Tenco w trakcie festiwalu pi
    > osenki w Sanremo. Czyli właściwie w trakcie zbierania owacji (mniejszych bądź w
    > iększych) za swoją pracę oraz potwierdzania swojej wartości ....

    Chciałam wspomnieć o Marcinie Wronie - wg mnie wręcz zagadkowa śmierć. Chciałabym mieć nadzieję, że nie przyczyniły się do niej osoby trzecie.




    --
    "Nie ma niczego w umyśle, co nie istniałoby w zmysłach."
  • 07.08.17, 20:48
    nolus napisała:

    > Chciałam wspomnieć o Marcinie Wronie - wg mnie wręcz zagadkowa śmierć.
    > Chciałabym mieć nadzieję, że nie przyczyniły się do niej osoby trzecie.

    Jak czytałam wywiad z jego ojcem, to to jest, za przeproszeniem, tak popieprzony człowiek, taki egotyk i narcyz, że jestem skłonna uwierzyć w każde zaburzenie, jakie mógł mieć Marcin Wrona po wychowaniu przez takiego człowieka sad
    Wywiad z nim po śmierci syna był po prostu wstrząsający.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 07.08.17, 21:42
    Możesz podlinkować? Chętnie poczytam. Nienawidzę popieprzonych ojczulków.
  • 07.08.17, 22:20
    niu13 napisał(a):

    > Możesz podlinkować? Chętnie poczytam. Nienawidzę popieprzonych ojczulków.

    Nie mogę teraz znaleźć sad
    Jego ojciec to Stefan Wrona, znany w środowisku bioenergoterapeuta, o nim Marcin zrobił film "Człowiek magnes".
    Generalnie - nie wierzy w samobójstwo, syna zabiła mafia, ale nic więcej nie powie.
    Wywiad był dodatkowo ohydny przez to, że trudno było oprzeć się wrażeniu, że tato się lansuje korzystając z każdej okazji - także tej.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 07.08.17, 22:35
    To mi trochę przypomina wywiad z Agatą Passent po śmierci Osieckiej. 20 lat minęło, a ja ciągle pamiętam to wrażenie, jak ten posąg, ten symbol, ta gwiazda polskiej poezji, spada z piedestału z wielkim hukiem. Wtedy zrozumiałam, że obraz ludzi kreowany przez media nijak się ma do rzeczywistości, oraz, że niektórzy mają jeszcze bardziej przerąbane z rodzicami niż ja.
  • 07.08.17, 22:39
    niu13 napisał(a):

    > To mi trochę przypomina wywiad z Agatą Passent po śmierci Osieckiej.
    > 20 lat minęło, a ja ciągle pamiętam to wrażenie, jak ten posąg, ten symbol,
    > ta gwiazda polskiej poezji, spada z piedestału z wielkim hukiem.

    To prawda, ja niestety pamiętam, że byłam wtedy na takim etapie, że byłam zniesmaczona, że można tak nieładnie mówić o takiej wspaniałej artystce. I o własnej matce. Bo o mamusi wolno tylko dobrze...
    No byłam w szoku, to prawda.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 08.08.17, 12:48
    ola_dom napisała:

    .
    >
    > To prawda, ja niestety pamiętam, że byłam wtedy na takim etapie, że byłam znies
    > maczona, że można tak nieładnie mówić o takiej wspaniałej artystce. I o własnej
    > matce. Bo o mamusi wolno tylko dobrze...
    > No byłam w szoku, to prawda.


    Miałam podobniesad I jeszcze po książce Magdaleny Dygat, córki Dygata i pasierbicy Kaliny J. Też myślałam wtedy, a fe... Co się dziwić skoro moja babcia kazała swojemu wnukowi zapraszać na ślub jego ojca, który się z nim sądził o alimenty (jakieś 300zl). Jak się ma taki przekaż wdrukowany z domu...
    >
  • 08.08.17, 12:51
    black_magic_women napisała:

    > Jak się ma taki przekaż wdrukowany z domu...

    Ano właśnie...uncertain

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 07.08.17, 20:20
    Coz... jest takie podejrzenie ze ten sam czynnik ktory wynosi na szczyt jest tez przyczyna upadku - nie kazdy chce i umie byc w swietle reflektorow a ci co to lubia zdarza sie ze doswiadczaja tez zjazdow. Taki tam bipolar.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 07.08.17, 20:57
    O ile brak pieniedzy jest czynnikiem ryzyka zaburzen psychicznych, duza ilosc pieniedzy nie przeklada sie niestety automatycznie na 100% zdrowie psychiczne. Tak samo jak nie daje pewnosci zdrowia wiek, uroda, wyksztalcenie, wyznanie etc.
  • 07.08.17, 21:19
    ale, oczywiscie, lepiej być piekną młodą i bogatą niz brzydką, starą i biedną.
    Osobiście tez tak bym wolała.
    Nawet zaburzenie psychiczne, przy dużej ilosci pieniędzy, jest jakos łatwiejsze do ogarniecia. A na pewno nie gorzej.
    Tak, że tego....durna dyskusja, w tych kategoriach.
  • 08.08.17, 08:47
    Każda choroba jest lżejsza w przypadku osób bogatych. Po prostu odchodzi wiele innych problemów z którymi oprócz choroby muszą się borykać inni chorzy.
    W Polsce choćby szybszy dostęp do specjalisty.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 07.08.17, 21:47
    Może dlatego, że mogą?
    Mam nadzieję, że nie zdradzę za dużo, ale ma którejś sesji terapii grupowej, samotna matka trójki dzieci powiedziała, że działa jak automat: musi dzieci wychować, bo jak jej zabraknie, to pójdą do DD, a ona sama tam była i do tego noe chce dopuścić. Gdyby nie dzieci, juz by jej tu nie było,

    --
    lady-z-gaga: Szydło nosi swoje broszki jak order Lenina - nie przejmuje się, czy pasują, czy nie.
  • 07.08.17, 23:16
    Moja kuzynka w dół straszny wpadła. Z zewnątrz nic złego się nie działo - rodzina, dobra praca, pieniądze, zaledwie 40 lat. Na psychozę to wyglądało. Żegnała się ze światem. A potem okazało się, że niezdiagnozowana tarczyca.Wróciła do formy.
    Ponieważ z tarczycą też się borykam, wiem, że tak może być. Paskudne uczucie przy dużej niedoczynności - nie masz siły na życie.
  • 08.08.17, 08:46
    Miałam kiedyś pewne wykłady z pielęgniarką, która wspomniała, że kiedyś pracowała na oddziale chorych na anoreksję.
    Twierdziła, że były tam prawie wyłącznie dziewczyny z tzw. dobrych domów, często jedynaczki.
    Nie było tam dziewczyn z biedniejszych domów, z rodzin wielodzietnych itp.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 08.08.17, 20:06
    Przez pierwsze 3 lata życia mojej córki to była moja motywacja - choć w DD jako żywo nie byłam. Rozumiem tę kobietę świetnie. Potem jakoś jakoś powoli przestałam mieć czarne myśli, choć i tak uważam, że do człowieka pogodnego wciąż mi daleko.

    --
    Run before you can walk
  • 09.08.17, 08:06
    A musisz być pogodna? Całkowicie wystarczy jeśli jesteś przyzwoitym człowiekiem, uczciwie pracującym.
    Ludzie pogodni wcale nie są lepsi od ponurych. Wprost przeciwnie, często są głupsi i bardziej życiowo naiwni.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 07.08.17, 23:31
    Nie chce mi się czytać całego wątku, więc być może już ktoś to napisał. Doszłam do hasła "depresja nie wybiera".
    A i owszem wybiera.
    Ogromny odsetek samobójstw jest wśród alkoholików, podejrzewam, że wśród uzależnionych od narkotyków też, bo to podobny mechanizm (ja się spotkałam z badaniami alkoholików akurat). A większość aktorów i celebrytów, zwłaszcza amerykańskich wink od lat, często młodzieńczych, zmaga się z alkoholizmem i innymi uzależnieniami. Zwłaszcza alkoholizm rządzi.
  • 07.08.17, 23:40
    Po raz kolejny polecam naprawde bardzo dobra ksiazke Miriam Toews "All My Puny Sorrows" (sorry, nie mam pojecia czy byla tlumaczona na polski a jesli tak to pod jakim tytulem zostala wydana) napisana po samobojczej smierci jej siostry, Marjorie. Wszyscy jestesmy bardzo vulnerable wobec tego, co sami mamy w swoich glowach, duszach ... Life.

    --
    w polsce zona naczelnika panstwa jest kot
    by nalesniku on may 30, 2017
  • 08.08.17, 00:33
    >>>>Ogromny odsetek samobójstw jest wśród alkoholików, podejrzewam, że wśród uzależnionych od narkotyków też, bo to podobny mechanizm (ja się spotkałam z badaniami alkoholików akurat)

    Szczęśliwi ludzie raczej nie sięgają po narkotyki i nie uzależniają się od alkoholu. Wiec może jednak mylisz przyczynę że skutkiem...?

    --
    "pasywną agresję wobec twoich wypowiedzi stosuję najzupełniej świadomie" by Sumire
  • 08.08.17, 08:40
    Niekoniecznie. Po narkotyki często sięga się z ciekawości, czasem pod presją grupy rówieśniczej, a nie dlatego, że ciężko ma się w życiu.
    Ci co naprawdę mają ciężko w życiu po narkotyk nie sięgną bo nie będzie ich nawet stać.
    Dawno temu, w czasach nastolęctwa czytałam książkę o uzależnieniach wśród młodych ludzi. Kobieta, którą ją pisała wspomniała (zapamiętałam to), że rzadko zdarza się by młodzi ludzie sięgnęli po narkotyk i uzależnili się z powodu faktycznie traum, trudnego życia. Podała przykład jednego przykładu (jako właśnie wyjątku) takiej dziewczyny, która miała okropnych rodziców, była też molestowana i narkotykami próbowała to zagłuszyć. Cała reszta przypadków uzależnienia to raczej w typie "wziął/wzięła z ciekawości na imprezie i trafiło na psychikę podatną na uzależnienie lub na tyle często te okazje się powtarzały, że doszło do uzależnienia".


    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 08.08.17, 09:27
    To może jeszcze napisz dlaczego ulegają presji grupy. Robią to,bo chcą być częścią grupy, chcą być akceptowani, chcą przynależeć. Osobom z wysokim poczuciem własnej wartości nie jest potrzebna walidacja grupy, żeby poczuć się dobrze, więc nie muszą przyłączać się do ryzykownych zachowań, których ta grupa wymaga, żeby się do niej wkupić. Mogą powiedzieć "nie", bo nie boją się wykluczenia.
    O ile spróbowanie narkotyków może się brać z ciekawości, to wpadnięcie w nałóg rzadko na taką przyczynę.

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • 08.08.17, 09:58
    evee1 napisała:

    > O ile spróbowanie narkotyków może się brać z ciekawości, to wpadnięcie w nałóg rzadko na taką przyczynę.

    Otóż to.

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 08.08.17, 11:27
    >robią to,bo chcą być częścią grupy, chcą być akceptowani, chcą przynależeć.

    Każdy w pewnym wieku (nastoletnim) chce przynależeć.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 08.08.17, 14:54
    Zapewne, ale istotne jest to jaka "grupa" nastolatkowi zapewni to poczucie przynależności. Nie musi to być przecież miejscowy gang czy grupa szkolnych księżniczek.

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • 08.08.17, 08:56
    myślę że aby zostać artystą trzeba mieć szczególną konstrukcję psychiczną, na pewno sporą zewnątrzsterowalność - poczucie wartości zależy od tego jak się wypadnie, jak zareaguje publiczność. to na pewno cecha predysponująca do depresji. może i nie mają problemów finansowych, ale mają inne problemy których zwykli śmiertelnicy nie mają.

    --
    Obrzeży pochwy nie pokazuje się na dzień dobry.[beataj1]
  • 08.08.17, 09:54
    Niektórzy stanowczo przeceniają wpływ posiadania pieniędzy na poziom szczęścia. Robiono kiedyś badania na ten temat i do pewnej kwoty zarobków rocznych (w dolarach, badania były robione w USA) poziom poczucia szczęścia i zadowolenia z życia był z tymi zarobkami skorelowany. Powyżej pewnego pułapu, nie jakiegoś zawrotnego, niestety nie pamiętam sumy, przestało to mieć jakikolwiek wpływ na poczucie szczęśliwości i satysfakcji. Miliony rosły, ale nie miało to już żadnego znaczenia.
    To banał, ale naprawdę pieniądze nie sprawią, że twoje problemy się rozwiążą. Kupowanie daje chwilowego kopa, jak wyrzut cukru, ale potem następuje dół smile
  • 08.08.17, 11:26
    Ja mogę być królikiem doświadczalnym. Niech dadzą mi milion i jeśli po roku stwierdzę, że nie jestem zadowolona oddam wszystko.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 08.08.17, 15:13
    Morgen DO PEWNEGO POZIOMU (65 czy 75 tysięcy dolców rocznie na osobę) BYŁ SKORELOWANY. To banał, ale pieniądze rozwiązują wiele problemów. Po prostu od pewnego poziomu stać cię na ich rozwiązanie niezależnie od tego czy zarabiasz 70 klocków czy 700. I to nie chodzi nawet o samą kasę w tym wypadku ale też o drobiazgi w stylu jeśli tyle zarabiasz to prawie na pewno masz ubezpieczenie zdrowotne.
  • 08.08.17, 12:53
    Zanosi się niestety na to, że Sinead O' Connor może być następna. U niej to psychoza maniakalno- depresyjna.
  • 08.08.17, 19:38
    Zupełnie jakby na potwierdzenie tez tego wątku.
  • 08.08.17, 21:16
    To zupełnie niechcący, bo ja się nie zgadzam z tezami pierwszego postu.
  • 08.08.17, 14:22
    depresja to najczęściej oficjalny powód podany gawiedzi...

    a za tą depresją schowane silne uzeleżnienie od narkotyków, wódy i leków, najczęściej jednocześnie. do tego szemrani lekarze, szemrane terapie, i jest to co jest.

    czy każdy jan kowalski zachlany po korek ze śmiertelną dawką promili we krwi i zeszły na marskość/obwieszony na sznurze ostatecznie był chory na depresję?
  • 08.08.17, 15:09
    Też masz rację.
    A najgorzej, że przez takie podejście depresja kojarzy się z "przewróceniem się komuś w głowie" bo przecież bogaty, piękny i sławny to co mu brakowało?
    To tak jak każdy niegrzeczny, źle wychowany i nadpobudliwy bachor ma teraz ZA, a przez taką łatkę cierpią osoby naprawdę mające to zaburzenie.

    --
    Zbanowanie Rikiego to skandal. Precz z cenzurą na forum e-mama!
  • 08.08.17, 15:44
    A w silne uzależnienie wpada się, bo?...
  • 08.08.17, 17:59
    bo się nie ma hamulców,
    reszta to bajania dla pikających serduszek?
  • 08.08.17, 18:22
    Tak, generalnie zaburzenia psychiczne to bajania dla pikających serduszek.
  • 08.08.17, 19:08
    sumire napisała:

    > Tak, generalnie zaburzenia psychiczne to bajania dla pikających serduszek.

    No a jak? Trzeba było "spiąć dupę" i "wziąć się w garść", proste - nie?

    --
    Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam!
    (by Jan Tomaszewski)
  • 08.08.17, 15:32
    lepszy dostęp do leczenia... tia.

    no Cornell się leczył. albo raczej "leczył". był wyleczonym narkomanem, uzależnionym od Ativanu, leku przeciwlękowego. teraz po czasie wiemy, że brał go garściami, żeby sobie poradzić z depresją. a Ativan w za dużych dawkach powoduje myśli samobójcze.

    Bennigtona chyba przez całe życia ścigały demony z porąbanego dzieciństwa.
  • 08.08.17, 15:36
    to m.in. bogactwo sprawiło, że Cornell miał nieograniczony dostęp do leku, który powinien być wydawany pod ścisłą kontrolą lekarza w ograniczonych ilościach. prywatni lekarze gwiazd wypisują recepty na zamówienie, co sobie tylko dusza artysty zamarzy i ile sobie zamarzy.
    czy Michael Jackson umarł z biedy? no nie było to samobójstwo, ale ten sam problem - przedawkowanie leków.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.