Dodaj do ulubionych

Babcia kiedyś, babcia dziś

23.08.17, 11:48
Stojąc w kolejce w sklepie usłyszałam rozmowę klienta przede mną ze sprzedawczynią. Na pytanie, jak dzieci spędzają wakacje odparł, że były u dziadków, ale chciały wrócić, bo roboty za dużo,w domu nie ma wielu obowiązków, a babcia ciągle każe coś robić.
No cóż, moje dzieci mają identycznie, jeszcze jak jadą ze mną, to ja stanowię bufor między nimi a babcią, jak jadą sami to mają dość. Narzuta ma być równo, talerzyki w szafce, szklanka w zlewie nie ma prawa leżeć dłużej niż 2 minuty, buty równo, plecy proste, po 18 kuchnia zamknięta.
Wczoraj rozmawiałam z koleżanką, pytam, czy dzieci do jej mamy nie jadą - nie, bo się nudzą i babcia im plewić każe.

Dla nas babcia to było wytchnienie, babcia zrobiła, podała, nic niemal nie wymagała, nie pilnowała godzin snu, pór posiłków, zawsze można było wszystko. Jak trzeba było coś robić, to wynagradzała ulubionymi daniami, a nawet kasą na lody. Babcia zawsze uważała że się dobrze uczymy i była z dumna, każda decyzja była przyjęta ze zrozumieniem.
Z tego co wiem większość moich rówieśników miała podobnie, wakacje u babci to był luz, babcia na co dzień to były smakołyki i krycie przed rodzicami.


Uważałam, że to normalne, wnuki traktuje się inaczej, lepiej. A tu wychodzi na to, że to nie kwestia wnuków, tylko pokolenia. Pokolenie naszych dziadków było liberalne, może dzięki wojennym przeżyciom i trudnym latom powojennym chcieli żeby choć wnukom było dobrze, rodziców zaś ostre i przekonane o wyższości zimnego chowu, teraz znów są inne trendy.

Macie podobne spostrzeżenia?
Czy akurat w okolicy dziadkowie groźni?
Dodam, że dotyczy to obecnych dziadków w wieku od około 70 lat.

Edytor zaawansowany
  • 23.08.17, 12:01
    moje dzieci w tym roku z jednymi dziadkami nie widziały się w ogóle (i nie mają czego raczej żałować) a u drugich zabawili aż na 3 noce i szybko wyjechały.
    w domu się przyznały, że nie miały nic do rooboty a dziadek nie chciał im nawet telewizji użyczyć na discovery science i histrysmile
    tylko zaborczo oglądał lekkoatletykę z londynu. (w domu dzieci nie oglądają już tv, korzystamy tylko z neta i youtuba)

    a babcia miała wyrzuty sumienia, że to przez nią że zabierała ich co dzień na apel jasnogórski (tymczasem dzieci nawet o tym mi nie wspomniały)
  • 23.08.17, 12:09
    o nieee. Moja teściowa to wnukom niestety pozwala i to za dużo. Zawsze jej powtarzam,że jak trzeba to krótko.
    Moja mama mówi, że nie ma co robić przy moich chłopakach , jak są u niej. Starszak był 2 tyg u niej sam, to mówi,że czuła sie jakby wcale wnuka na wakacjach nie miała. Ogarniał po sobie wszystko dookoła.Aż sie zdziwiłam big_grin

    No, mój ojciec i mój teść, to już by raczej byli z tych co to tę narzutę będą pilnować, żeby równo była.

    Tv nie ma sprawy, mogą oglądać, nie mam jakiejś schizy.I własnie moje z dziadkiem oglądały zmagania w Londynie. Siedziały do późna i oglądały.Od tego są wakacje, żeby robiły na co mają ochotę. W granicach rozsądku oczywiście smile


    --
    "Gdyby idiota wiedział, że jest idiotą, to automatycznie przestałby być idiotą".
  • 23.08.17, 12:10
    * dziadkowie wczesna 60tka

    --
    "Gdyby idiota wiedział, że jest idiotą, to automatycznie przestałby być idiotą".
  • 23.08.17, 12:11
    Dziadka co prawda nigdy nie znalem, ale pamietam, ze do babci lubilem chodzic i bylo jak piszesz.
    Luz, jedzenie / picie kiedy chce. Mniej musialem, moglem wiecej- na glowe pragne wierzyc nie wlazilem.
    Ale to do pewnego czasu.
    Od pewnego momentu (12? 13? no 14 to max) - co prawda nadal luz, nadal nic nie musialem ale... nudzilem sie tam po prostu. Nie bardzo bylo co robic. Wiec potem skojarzenie to troche ze nudy, jesli na dluzej, tak juz za nastolatkostwa.

    I mysle, ze te nudy aktualne tak kiedys jak i teraz. Moze teraz wystepuja szybciej?
  • 23.08.17, 12:11
    Ja miałam luz u dziadków czyli wszystko podane, zachcianki spełnione, żadnych wymogów i obowiązków. Moje dziecko to samo, pełen luz, żadnych obowiązków. Tylko, że za mojego dzieciństwa nie było takiego, nieograniczonego dostępu do słodyczy, bajek w tv itp. jak teraz. I ja wiem, że moje dziecko u babci zasypia przed telewizorem (w dzień też ogląda ile chce, przy jedzeniu itp.), je dużo słodyczy i nie jestem z tego powodu zadowolona.
  • 23.08.17, 12:14
    Nie ma żadnych różnic. Zależy od człowieka. Moja już dawno nieżyjąca babcia była bardzo surowa, dlatego nie byłam z nią związana emocjonalnie. Zimny i strasznie bezwzględny jest mój brat. Czasem tu na forum spotykam wypowiedzi świadczące o sporym chłodzie emocjonalnym. Ludzie byli, są i będą różni.
  • 23.08.17, 12:18
    Miałam tylko jedną babcię. Dogadzała mi

    Moje dzieci do niedawna miały 4 dziadków. Żadne z nich nic od nich nie wymagało. Ja popychałam do pewnych czynności, pomocy itd. Jedna z babć czasem prosiła wnuki o coś, czego już sama nie umiała wykonać (przeniesienie czegoś np), ale drobiazgi nieuciążliwe

    --
    misiedlakazdego.blox.pl/html
  • 23.08.17, 12:21
    Proste. Te babcie są teraz wladcze, które kiedyś były rozpuszczane przez swoje matki (czyli te "nasze" dobrowolne babcie).
    Lub na odwrót.

    --
    cndnvn
  • 23.08.17, 12:22
    Mnie mama do babci na cale lato wysylala, teraz ja moge tak moje dziecko do niej wyslac. Baze do porownan mam wiec dobra.
    Ja u babci siedzialam w domu, moja z babcia jezdzi po kraju.
    Mnie babcia wysylala na przymusowe msze w przymusowych strojach, moje dziecko chodzi w czym lubi i tam gdzie jej sie moze spodobac (teatr dla dzieci, muzeum dostosowane do wieku, parki rozrywki).
    Ja dostalam sledzia, mimo iz babcie uprzedzono ze nie powinna nawet probowac. Uczciwie przyznam ze babcia sledzia dala mi tylko raz, bo obrzygalam nim ksiedza i na tym sie probowanie skonczylo. Moje na stolowce moga ominac to, czego naprawde nie lubia, albo zamowic cos, co jedza.
    Ja do babci jechalam bo wyboru nie bylo, wiec nie wiem czy chcialam, moje poki male to bardzo chca, Mloda nie chciala jako 14-15 latka, Mlodsza jeszcze nie dorosla do tego wieku.
  • 23.08.17, 12:27
    TV nie da sie porownac, bo jak ja bylam dzieckiem, to dobranocka byla 10minut, a teraz jest 10 dzieciecych stacji caly dzien. I kilka aparatow TV w domu, wszystkie w kolorze (kiedys byly czarno-biale), o ipadach i telefonach z internetem nie wspominajac.
  • 23.08.17, 12:25
    IMO kwestia nie pokolenia, tylko charakteru danej osoby.
    BTW kuchnia zamknięta po 18 to jakiś horror.
  • 23.08.17, 12:28
    Moze babcia sie odchudza?
  • 23.08.17, 12:51
    To niech odchudza siebie, a nie dzieciaki.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 23.08.17, 12:29
    Mój syn ma u babci taką labę, że po powrocie tydzień do pionu go stawiam.

    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • 23.08.17, 12:32
    Też mi się wydaje, że kwestia charakteru. Moje obie babcie były różne od siebie jak ogień i woda. Jedna własnie taka wymarzona, łagodna, kochająca, akceptująca. Niestety wcześnie zmarła (wcześnie dla mnie, bo była już po siedemdziesiątce). Druga zamknięta w sobie, surowa, zasadnicza. Dbała o mnie, ale okazywała mało uczucia. Kiedy się do niej przytulałam spontanicznie, jak to dziecko, nie bardzo wiedziała co począć. Tak została wychowana i tak samo wychowała swoje dzieci - troskliwie, to znaczy wszystko im zapewniano, ale surowo i chłodno. Podobno wobec wnuków i tak się trochę przełamała, ale niestety taką ją zapamiętałam.
    IMO twoja teoria nie do końca się sprawdza.
  • 23.08.17, 12:46
    A babcia to Aspergera miec nie mogla? Tyle ematek ma, po kims to dziedzicza. Moja jedna babcia tez miala ograniczona zdolnosc odczuwania empatii, moja mama bardziej do dziadka podobna, ale ja znow po babci dziedzicze i pewnych zachowan ucze sie na sile. Dziedzicze genetycznie po babci, ktora widywalam zadko, a do tej u ktorej mieszkalam nie jestem charakterologicznie podobna.
  • 23.08.17, 12:58
    o właśnie .Tak jak pisze morgen... Jedna moja babcia to ... no dawała kasę, to fakt.Ale nie miała tego czegoś, co druga. Mama mojej mamy. Wspominam do dzisiaj te wakacje... Ona paliła papierosa, ja "kartkę z kalendarza".Ona piła kawę, to mi robiła zbożówkę... Oglądała tv, a ja jej włosy na wałki zawijałam. Chociaż bolało jak cholera pewnie, znosiła dzielnie. Pamiętam do dzisiaj jak była ze mnie dumna, jak sama jako 6latka przeczytałam jej coś tam w gazecie smile
    Babcia pieli w ogródku, a ja na kocu siedzę i sie bawię, obok stara wanna z wodą big_grin Niestety babcia zmarła kiedy byłam chyba w 3klasie.... więc .


    --
    "Gdyby idiota wiedział, że jest idiotą, to automatycznie przestałby być idiotą".
  • 23.08.17, 13:04
    Nie miała, bo jak się zdenerwowała to robiła się nagle bardzo emocjonalna big_grin
  • 23.08.17, 12:41
    serio u babci po 18tej kęsa chleba nie dadzą ?
    babcia pruskiego chowu ?

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • 23.08.17, 14:20
    Pewnie chodzi o to, ze babcia nie gotuje po 18. U mnie kuchnia tez jest zamknięta. Po 19. Dzieciaki i tak idą za godzinę czy półtorej spać.

    --
    __________________
    -----------
    .......
    ,,
  • 23.08.17, 12:50
    No nie wiem. Dziadkowie z obu stron (wiekowo 66-69) wnuki rozpieszczaja ile moga.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 23.08.17, 12:54
    No cóż, moje dzieci mają identycznie, jeszcze jak jadą ze mną, to ja stanowię
    > bufor między nimi a babcią, jak jadą sami to mają dość. Narzuta ma być równo, t
    > alerzyki w szafce, szklanka w zlewie nie ma prawa leżeć dłużej niż 2 minuty, bu
    > ty równo, plecy proste, po 18 kuchnia zamknięta.
    > Wczoraj rozmawiałam z koleżanką, pytam, czy dzieci do jej mamy nie jadą - nie,
    > bo się nudzą i babcia im plewić każe.
    >
    > Dla nas babcia to było wytchnienie, babcia zrobiła, podała, nic niemal nie wyma
    > gała, nie pilnowała godzin snu, pór posiłków, zawsze można było wszystko. Jak t
    > rzeba było coś robić, to wynagradzała ulubionymi daniami, a nawet kasą na lody.
    > Babcia zawsze uważała że się dobrze uczymy i była z dumna, każda decyzja była
    > przyjęta ze zrozumieniem.
    > Z tego co wiem większość moich rówieśników miała podobnie, wakacje u babci to b
    > ył luz, babcia na co dzień to były smakołyki i krycie przed rodzicami.


    Mam identyczne wspomnienia związane z labą u babci. Obserwacje z musztrowania wnuków przez babcie współczesne (musztrowania zwłaszcza "w porównaniu") też. Poglądów dzieci osobistych w kwestii spędzania wakacji u babci bez rodziców nie mam okazji słuchać, gdyż ich babcie i dziadkowie (wszyscy czworo żyjący i nie wymagający pomocy, wiadomo, z jakimś tam dolegliwościami, ale samobieżni, samodzielnie prowadzący auto etc.) są zajęci i/lub "nie mają siły" na zajmowanie się wnukami (w wieku szkolnym, zdrowymi na ciele i umyśle i generalnie samoobsługowymi w kontekście ubrania się odpowiednio do warunków, zrobienia sobie śniadania, bez problemu zostającymi w domu na jakiś czas w razie konieczności, wykonującymi proste czynności domowe). Czy muszę dodawać, że zarówno ja, jak i mąż wszystkie _całe_ wakacje i ferie, za wyjątkiem tych tygodni, które spędzaliśmy na wyjazdach zorganizowanych (wczasy, obozy, kolonie) spędzaliśmy u dziadków (tych rozpuszczających nas i zapewniających najfajniejsze wspomnienia)? big_grin

    Tak, też uważam, że to kwestia w dużym stopniu pokoleniowa (bo dużo moich znajomych czy koleżanek ma identycznie). Cóż, dzieci kontakt z dziadkami mają (w naszym przypadku) dobry i nawet częsty, ale takiej więzi jak ja z moimi to mieć nie mają i nie będą na 100% Czy to dobrze, czy źle? Moim zdaniem obie strony coś tu tracą, niestety (dla dzieci niestety, bo dziadkowie sami wybierają).


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • 23.08.17, 13:00
    To chyba kwestia mentalności, a nie pokolenia. Część dzieciństwa spędziłam na wsi i widziałam, jak niektórzy rodzice uważali, że wakacje to czas na odpoczynek i bieganie po łące, a niektórzy, że dzieciaka należy zaprząc do plewienia, grabienia siana, posyłek na odległość 2-3 km. I ci sami rodzice są pewnie teraz tymi dziadkami - niektórzy powiedzą "weź sobie kocyk, idź do ogrodu", a niektórzy "tu masz farbę, pomaluj płot i bramę".
  • 23.08.17, 13:04
    ja u jednych dziadków miałam luz blues, druga babcia była surowsza i bardziej wymagająca
    moja mama (córka tej drugiej babci) niby rozpieszcza moje dzieci, ale przy tym wymaga i czepia się drobnostek, typu właśnie ustawianie butów i ogólnie na punkcie porządku ma raczej bzika, ja do tego nie przywiązuje takiej wagi, np. nie widzę sensu sprzątania wieczorem wszystkich zabawek z ogrodu po to żeby je wyciągać następnego dnia rano
  • 23.08.17, 13:19
    Mam zupełnie inne doświadczenia, babcie i dziadkowie moich dzieci (lat 70 wszyscy) rozpuszczają je jak dziadowskie bicze, od lat to robią bo moje dzieci są już spore. Dzieci maja organizowane atrakcje, szczególnie u teściów, bo oni nie pracują od lat, nagotowane aż nadto oczywiście wyłącznie to co lubią dzieci, spanie z dziadkami, kładzenie się do snu o której popadnie, do dzieci zapraszani są goście i dla nich organizowane są imprezki. WSzystko dzieje się z inicjatywy dziadków i na ich zaproszenie, dzieci ich kochają, a ja wolę na wszystko nei patrzeć. Po powrocie dzieci muszę odchudzać. To jest super, póki dziadkowie mają chęć i energię to nie mam zamiaru się wtrącać, dzieci sprzątają po sobie, pomagają w kuchni, latają po zakupy i potrafią się same sobą zająć więc nie wykorzystują sytuacji na maksa.
    Dzieci mają i tak na codzień dryl więc rozkoszne dzieciństwo chociaż w wakacje, takie ja miałam po części jest wg mnie super. U mnie jedna babcia stawiała granice, ale ponieważ pracowała wiec z dziadkiem szaleliśmy pod jej nieobecność.
  • 23.08.17, 13:40
    jdylag75 napisała:

    > Dzieci mają i tak na codzień dryl więc rozkoszne dzieciństwo chociaż w wakacje,
    > takie ja miałam po części jest wg mnie super.

    I pewnie w tym problem. Z lektury forum wnioskuję, że dziubdziusie ematki na co dzień nie mają obowiązków, każdy pyłek spod stóp mamusia usuwa , a umycie szklanki u babci przekracza ich możliwości ...
  • 23.08.17, 14:08
    chyba nie do konca zrozumialaś.
    szczegolnie godne uwagi wydaje sie zdanie poprzedniczki "Dzieci mają i tak na codzień dryl więc rozkoszne dzieciństwo chociaż w wakacje, takie ja miałam po części jest wg mnie super".
    Aaa, i babcie TEŻ miewaja zmywarki, nie trzeba latac z każdą szklaneczka do zlewu.
  • 23.08.17, 14:20
    To chyba nie kwestia przekraczania możliwości, tylko raczej innego stylu życia.
    Nie wiem jak inne, ale moje dzieci protestują nie przeciwko konkretnym czynnościom takim jak chodzenia na zakupy, rąbanie drewna, czy koszenie, tylko przeciw takim, których w domu nie muszą - choćby wymienione powyżej zbieranie zabawek, czy ustawianie pod linijkę krzeseł w ogrodzie, jak wiadomo, że będą się bawić/siadać jutro.

  • 23.08.17, 17:36
    Nie rozumiem jaki problem i kto go ma.

  • 23.08.17, 14:02
    >Dodam, że dotyczy to obecnych dziadków w wieku od około 70 lat

    babcia moich dzieci ma obecnie 80 lat. Byla taka, jak piszesz w drugim przykladzie, czyli wnuki (same chlopaki, moje i szwagierki) niczego nie musieli robic i babcia im dogadzala na wszelkie mozliwe sposoby. Dzis wnuki 20+.
    Natomiast ja mialam babcie, no, druga żone dziadka więc taka "babcocha", i tak, jak ona przećwiczyla mnie i brata, to nie życze nikomu.
  • 23.08.17, 15:51
    i tak, jak ona przećwiczyla mnie i brata, to nie życze nikomu.

    jakieś przykłady? i co na to dziadek?
  • 23.08.17, 16:19
    dziadek? dziadek chyba "z nerw" popijał i nie za bardzo kojarzył/bylo mu wszystko jedno.
    A "babcocha"? no, taki tylko przyklad. Ona zaadoptowała dziecko (niemowle), jako, ze sama dzieci miec nie mogla. Dzis podejrzewam, że to była, wcześniej, nieudolna aborcja, wykonana przez "babke" (te lata, wojenne).
    I kiedys brat niechcący przyciąl adpotownej córce, kilka lat mlodszej od nas, paluszek w drzwiach. Wtedy babka wsadziła palec brata w drzwi i go tam zatrzasnela, żeby bratu pokazać, jak to bolało. Tyle, ze brat nie zrobił tego specjalnie, tamto to był wypadek, a w wykonaniu babki to była, nie wiem, złośliwośc? połączona z sadyzmem?
    I takich przykladow było wiele. Mysmy jej sie bali, zwyczajnie.
    Niestety, bylismy tam (z bratem) przez cały rok szkolny (kilka razy) bo dziadkowie, ze strony ojca, mieszkali -set km od nas i matka (rozwiedziona) zostawiała nas tam, płacąc zresztą koszty utrzymania, żeby trochę ulżyc sobie.
    Ojciec (syn owego dziadka) w ogóle nie placil alimentow.
  • 23.08.17, 14:26
    Ja akurat mam bardzo podobne doświadczenia. Nas praktycznie wychowywala babcia, w domu spalismy głowie lub wypelnialismy obowiązki, odkurzanie, mycie toalety itp itd co tydzień, jakoś nie pamiętam nigdy rodziców przy tych czynnościach. Z kolei u babci po szkole był obiad i relaks. Wakacje też głównie z babcią.
    Teraz jako dziadkowie moi rodzice są beznadziejni, nie dość że nie mają w ogóle cierpliwości i zrozumienia (moja matka obrazala się na moją dwuletnią córkę np i długo chowala uraze a syna w podobnym wieku nazywała zwierzęciem bo płakał). Byli ch... jako rodzice i są ch... dziadkami.
    Na szczęście tesciowie już są inni ale i tak mąż twierdzi, że w dzieciństwie to babcia i dziadek głównie o nich dbali. Może to takie leniwe pokolenie, praca czekała zawsze, żłobki, przedszkola bez walki, wczasy i te sprawy. My od zawsze musimy rywalizować i podwójnie się starać, szczególnie ci z wyżu jak ja.
  • 23.08.17, 15:53
    Byli ch... jako rodzice i są ch... dziadkami.

    oj, czasem mam podobne spostrzeżenia u swoich, co gorsza teściowie nie lepsi, na co dzień babcia mojego męża była do garów i dzieci a na wakacje - mąż był wysyłany do drugiej babci(też kochanej)
  • 23.08.17, 14:40
    Większość wakacji spędzałam u dziadków na wsi. I codziennie sporo pracowałam - rano sprzątałam w domu, potem plewiłam ogródek, przyganiałam i czasem doiłam krowy, pomagałam w gotowaniu, pracowałam w polu. Ale miałam też czas na zabawę - źle nie było tongue_out
    Ale moja dwa lata młodsza siostra nie pracowała prawie w ogóle - ona bardzo nie chciała, a dziadkowie jej nie gonili do roboty bo i tak ja wszystko ogarniałam. Więc zależy i od dziadków i od dzieci.
  • 23.08.17, 14:49
    Moja mama 60+ mogłaby być matką mojej córki i mają bardzo fajne relacje, chociaż już przed babcią trzeba trochę ukrywać, bo jest skrajną panikarą. Ich wspólne wakacje to raczej podróże gdzieś po świecie, a nie robienie dżemu. Drudzy jej dziadkowie umarli długo przed jej urodzeniem.
    Syn bywa u moich rodziców na cały dzień kilka razy w roku (4-5), więc trudno o obowiązki, bo to zbyt rzadko i on jest jeszcze mały.
    U drugich dziadków też nic nie musi, bo wpada raz w tygodniu, ale tylko na kilka godzin.
  • 23.08.17, 15:10
    Moja mama i tesciowa sa z rozpuszczajacych. Moja babcia ze strony taty to byla cigla musztra z niebalaganieniem i sprzataniem po sobie. Babacia ze strony mamy to samo tyle ze w bialych rekawiczkach. Moim zdaniem to zalezy od czlowieka nie od pokolenia

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 23.08.17, 15:23
    kwestia osobnicza, a nie pokoleniowa. Miałam dwie babcie, jedna ciepła, spokojna kobieta. Pracy, jak to na wsi, było od groma, ale babcia przytuliła, dała niespodziewanie dobre jabłko, przytulała, a wieczorem przy przyszywaniu guzików potrafiła wyczarować sukienkę dla lali. U drugiej nic się nie robiło, bo sama oganiała, ale była (jest) bardzo nerwowa i np mówiła dzieci dziś wam zrobię budyń. A my cali w strachu. Oznaczało to bowiem, że a) albo babcia będzie przez godzinę szukać mąki ziemniaczanej i płakać, że nie może znaleźć albo a1) pójdzie do sklepu po mąkę i po powrocie przez godzinę będzie mówić jak bardzo się zmęczyła i jaki gorąc i sobie rady dać nie może, b) będzie nerwowo wąchać mleko i pytać każdego czy nie zepsute, c) będzie narzekać, że coś się nie gotuje i dorzucać drwa do pieca, d) narzekać jak gorąco, e) przypali mleko i budyń będzie ze swądkiem, f) będzie lamentować jakie niewdzięczne wnuczyska, bo nie dość, że nic nie robią, to jeszcze budyniu nie zjadły. I nie, nie mogliśmy zrobić sobie tego budyniu same, bo nie wolno było nam wchodzić do kuchni, bo zepsujemy, zniszczymy, albo będziemy się plątać i babcię denerwować.
    Zgadnij do której babci wolałam jeździć?

    --
    There is no way that one should take a rap song as the Queen's English. by Hot Licks
  • 23.08.17, 15:30
    Zależy od charakteru, a nie "czasów".

    Ostatnio byli u nas na weekend znajomi z 7-letnią wnuczką. Była godzina 8.00, wszyscy na luzie snuliśmy się w piżamach nie mając konkretnych planów na przedpołudnie, bo lało. No i znajoma wyciągnęła siłą małą z łóżka, chociaż ta wyraźnie miała ochotę jeszcze pospać. Tylko i wyłącznie w imię zasady "kto to widział, żeby spać do TAKIEJ godziny". Różne są zboczenia wink. Mała była tym biedniejsza, że my córki (16-letniej) wcale nie zamierzaliśmy budzić i ciężko było jej zrozumieć, że jedna spać może, a druga nie. Różne ludzie mają zboczenia wink.
  • 23.08.17, 15:36
    Hehehe, Andaba też budziła swoje dzieci, bo za długo spały, a najmłodsze spało.

    --
    Gratylukr inyeligentnego inaczej meza. U mnie za taki tejst dostalby po psyku. Zawsze tak mkwi o kobietach w tym o tobie? Co za geniusz.Wy Key niektórych matek mnie zaskakują ale Ty chyba pisałaś o nim i jego dziwnych zachowaniach więc wszystko możliwe. bergamotka77
  • 23.08.17, 15:41
    Koszmar. Ja nawet jestem w stanie zrozumieć coś takiego w ciągu roku szkolnego, żeby dziecko się za bardzo w weekendy nie wybijało z rytmu dobowego przez inne pory snu, ale w wakacje?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.