Dodaj do ulubionych

Drogie babcie

26.08.17, 22:12
Jak chcecie wnuki, to wychowujcie dzieci tak, by chciały dzieci.

Nie jestem ematką w kontekście posiadania potomka. Wczesna ciąża, to był koszmar. Dzieci, to coś, co zmienia twoje wygodne, naukowo-karierowe życie i ma się je jakoś tak pobocznie. Podobno. Moje obie babcie były niesamowitymi kobietami, które robiły cały ten helikopter i wnuczce przekazały "nie wychodź za mąż". Rodzicielka ukochana raczej podobnie. No i po latach słyszę lekkie w moim wypadku, a twarde w wypadku męża "a kiedy wnuki". Nosz jak chcecie wnuki, to wychowujcie dzieci tak, by się tych wnuków nie obawiały conajmniej jak Hiroszimy.
Z drugiej strony moja feministyczna dusza wrzeszczy, że dzieciaki, to jednak psują kobiecie, a nie facetowi i odwalcie się ode mnie. Ja robię fajne rzeczy.
Z trzeciej moje geny są fajne i mogłyby przejść dalej. Niegłupie potomki nie są złe.
Co robić, jak żyć?

--
Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
Edytor zaawansowany
  • 26.08.17, 22:22
    Jeśli w ogóle targają Tobą wątpliwości to daj sobie spokój. Dzieci zmieniają bardzo dużo. Przede wszystkim stajesz się niewolnikiem tego układu. Musisz być odpowiedzialna, musisz zapewnić dzieciom jakieś godziwe warunki i przyszłość. Musisz...Nie masz żadnych opcji "b". Życie staje się podporządkowane małolatom. Jeśli czujesz się spełniona w układzie, który masz teraz, nie zmieniaj tego : )
  • 26.08.17, 23:18
    Teraz mówisz jak mąż z którym się raczej zgadzam gdyby nie punkt 3. Mam fajne geny, jestem niegłupia, stać mnie. Z tego co widzę on ma identyczne ale. Dzieć, to problem i trochę projekt. Oboje pracujemy w projektach, ale to tyyyyle zmienia. Moja prawie dała radę, ale zawaliła karierę, męża mać nie zawaliła kariery, ale trochę wychowanie. Podejrzewam, że moi nigdy takich dylematów nie mieli. Pojawia się potomek, to my swoje z uwzględnieniem takiego, ale nie poddajemy życia na tarczy. Da się tak dzisiaj?

    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
  • 26.08.17, 23:25
    Da się, choć potrzebna jest dobra organizacja i mocne, rzeczywiście partnerskie wspieranie się obojga małżonków.
  • 27.08.17, 18:21
    Tak ale trzeba chciec.


    --
    __________________
    -----------
    .......
    ,,
  • 27.08.17, 18:40
    Jesli uwazasz dziecko za problem i projekt, to daj sobie spokoj smile Nie jestem zlosliwa. Na twoim miejscu z takim podejsciem i takimi pogladami powaznie bym sie obawiala depresji poporodowej.
    Jak chce sie dziecka, to sie chce, a nie sie wylicza i kalkuluje, jak ten projekt zrobic i problem rozwiazac. Oczywiscie jest to pewne uproszczenie, bo warto przeliczyc swoje mozliwosci finansowe.
  • 26.08.17, 22:29
    Zwalasz winę na babciesmile
  • 26.08.17, 22:29
    nie tęsknię do wnuków.
    Ba, gdybym była młodsza i sama miala sie teraz decydować na dzieci to mowie zdecydowane nie. Nie w tej Polsce, nie w tym swiecie, nie w tych warunkach.
    I nie ze względu na siebie i swoja wygodę tylko ze wzgledu na swoje potencjalne dzieci. Nie widze w tym niepewnym świecie, pełnym zagrozeń, ich przyszłości i spokojnego życia. Przeciwnie. Nie chciałabym dla nich cierpienia i rozterek, depresji.
    Niczego nie wpajałam swoim synom ale oni chyba sami nie "nie czuja woli bożej", choc są juz w wieku poborowym.
    Nie mam zamiaru ich popędzac.
    I całe szczęście, że są "w tym wieku" i jakos udało im sie w miare wejść w dorosłe zycie.
    Nie zazdroszczę przyszłym (mlodym) pokoleniom.
  • 26.08.17, 23:06
    issa-a napisała:

    > nie tęsknię do wnuków.

    Same here smile Z trojki moich dzieci tak naprawde potencjalnym rodzicem jest wylacznie moja Najstarsza, rocznik '84. Czy ona i jej maz sie zdecyduja na dziecko/dzieci, to naprawde jest wylacznie ich sprawa - ani ja, ani moj maz nie mam zadnego parcia na bycie babcia i dziadkiem, nigdy tez nie rzucamy zadnymi "sugestiami" smile Tesciowie mojej corki, owszem, napomkneli juz podobno pare razy, ze czekaja na "good news" (hmmm ...) ale to jest stara, amerykanska rodzina z tradycjami wiec nalezy im wybaczyc tongue_out Ja tak bardziej naiwnie i przyziemnie to bym chciala zeby cala moja trojka byla szczesliwa w takim wymiarze w jakim jest to humanly possible. Zeby byli w stanie spelniac swoje marzenia (chocby i okrojone), zeby sie czuli kochani i umieli kochac swoich najblizszych, zeby swiat i ludzie nigdy ich nie nudzili, nie meczyli. A czy przy okazji beda jakies "wnuki" to juz naprawde nie moja decyzja. Aczkolwiek jesli sie pojawia to pokocham jak swoje big_grin Bi_scotcie serce duze jest wink Cheers.

    --
    w polsce zona naczelnika panstwa jest kot
    by nalesniku on may 30, 2017
  • 27.08.17, 09:41
    Podobnie. Nie wyobrażam sobie zycia bez mojego syna. Z drugiej strony, kiedy otwieram rano gazety czasami myślę "po co to wszystko"

    A bardziej optymistycznie - sama mam dziecko dzięki, poniekąd, Kanadzie (pozdrowienia dla bi-scotti). Tam się nauczyłam, że jeżeli od czasu do czasu dziecko zje na obiad kanapkę albo jogurt to nie umrze od tego, a wdawać się w dyskusję z dwulatkiem warto dla ciekawszych tematów.
  • 26.08.17, 22:36
    Fajną książkę ostatnio czytałam o takim wewnętrznym ścieraniu się racji: pisarka, samodzielna kobieta myśli o macierzyństwie. To "Czarne mleko" Elis Safak, wbrew opisom książki nie jest tam tak wiele o depresji poporodowej a bardzo dużo o takich dylematach, o których piszesz. W tej książce pada takie mniej więcej stwierdzenie: jeśli będziesz miała dziecko, to będziesz zazdrościła bezdzietnym. Jeśli nie będziesz go miała - będziesz zazdrościła tym, którzy je mają.
    Każda z tych sytuacji ma swoje blaski i cienie. Mogę Ci tylko doradzić, żebyś w żadnym wypadku nie oglądała się na rodzinę i jej oczekiwania (że chcieliby mieć wnuki i coś tam Wam biadolą). To powinna być decyzja tylko Twoja i Twojego męża, wypływająca tylko z Was samych i z Waszych oczekiwań względem życia.
  • 26.08.17, 22:37
    Elif Safak oczywiście
  • 26.08.17, 23:15
    fil.lo napisał(a):

    Mogę Ci tylko doradzić, żebyś w
    > żadnym wypadku nie oglądała się na rodzinę i jej oczekiwania (że chcieliby mie
    > ć wnuki i coś tam Wam biadolą). To powinna być decyzja tylko Twoja i Twojego mę
    > ża, wypływająca tylko z Was samych i z Waszych oczekiwań względem życia.

    Amen. Tak i tylko tak.
    Natomiast rodzinie sprezentuj film pt "Zrobmy sobie wnuka" i niech sie glowia, co chcialas im dac do zrozumienia smile
  • 26.08.17, 23:12
    Ja jestem zdania że przynajmniej jedno dziecko dobrze jest mieć (no dla mnie wspaniale, ale tu nie o tym). Przez te głupie dylematy mieć albo nie mieć wiele kobiet traci czas, i po co?! Dzieci szybko rosną usamodzielniają się, jeśli wychowują się w szczęśliwym związku i para ma dobrą sytuację finansową to naprawę można w sumie trudu macierzyństwa nie odczuć. Zresztą dzieci to nie tylko "problem" ale i wielkie szczęście i radość. Wolałabym się poświęcić, zaharować jednak być też matką niż mieć święty spokój i wracać do pustego domu. Największa karierowiczka kobieta naukowiec znana tu i tam, adoptowała dziewczynkę, po latach jej mąż zmarł w wieku 60 l. została jej tylko ona i praca dla której poświęciła całe życie. Dziś to najbardziej szczęśliwe kobiety jakie znam, dbają o siebie wspierają, kochają ...gdyby jej nie miała to nie wiem. Zresztą sama to powtarza. Praca to tylko praca.
    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • 26.08.17, 23:29
    Jestem podobnego. Mam na tyle wysokie zdanie o sobie, że przekazałabym genotypwink
    Mam nadzieję, że dzieci rosną szybciej niż ja się starzeje. Finansowo i miejscowo się zepnę. Boję się, że to wszystko zostanie na mnie. Ja, kariera, dzieć i małż (kochany, obrotny, ale taki niedodzieci).
    Gdyby mać nie uczyła "umiesz liczyć, licz na siebie", to pewnie nie byłoby problemu, a tak jest kalkulacja.

    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
  • 26.08.17, 23:45
    Ja rozumiem twoje obawy ale nie taki "diabeł" strasznysmile Kilku rzeczy w życiu żałuję ale na pewno nie dzieci. A drugie to wpadka.

    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • 26.08.17, 23:53
    Jedno czego się nauczyłam, to niczego nie żałować. Mam swoje górki i padołki i one stworzyły mnie. Ale to raczej powiewy i przypadki, a dzieć, to decyzja w tym przypadku świadoma. Pewnie pierwsza na tyle poważna. Pal licho przeprowadzki, zmiany pracy, profilów i wszystkiego. Raczej chciałabym wiedzieć, że istnieje moje życie trochę obok ewentualnego potomka. Takie bardziej moje niż "wszystko dla dziecia".

    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
  • 27.08.17, 10:03
    Tego nigdy nie przewidzisz.
    Moje dziecko - z bólem serca miało od małego być z nianią, większe w żłobku państwowym, a ja miałam wrócić natychmiast do pracy, bo inaczej groziło mi, że z głosu zdechnę (wtedy macierzyński był krótszy o wiele). Urodziłam wcześniaka z wadą serca, którego trzeba było zabrać na rehabilitację 4 x w tygodniu, w dodatku mega chorowitego (a wtedy jeszcze "hartowałam" zgodnie ze wszystkimi regułami sztuki, wystarczyło, żeby ktoś sobie mocniej kichnął niedaleko dziecka, żeby miało od razu infekcję z gorączką i tak bez przerwy, jesień i zima to było nieustające pasmo zachorowań od pierwszego do piątego roku życia).
    Mnóstwo rzeczy po prostu mi zdrowo yebło na dobre kilka lat wtedy.

    --
    Run before you can walk
  • 27.08.17, 07:32
    I dobrze Cię uczyła, bo jakim facet będzie ojcem i jak się sprawdzi w partnerstwie przy wychowywaniu dziecka, to się dowiesz dopiero, jak sprawdzisz. A jak się okaże, że nie jest tak różowo, jak miało być, to może wyjść na to, że że trzy lata masz totalnie wycięte z życiorysu, a kolejnych kilka też całkiem porządnie musisz inwestować nie w siebie, a w dziecko. Jak się w tym odnajdziesz, to kolejnya sprawa. Własne życie w jakimś rozsądnym wymiarze, to chyba dopiero nastolatki pozwalają odzyskać jak widzę u tych, które już do tego wieku dzieci dobrnęły.
  • 27.08.17, 07:35
    W sensie u matek...
  • 27.08.17, 08:34
    to może wyjść na to, że że trzy
    > lata masz totalnie wycięte z życiorysu, a kolejnych kilka też całkiem porządni
    > e musisz inwestować nie w siebie, a w dziecko. J

    I tu wstepuje bardzo silna, choc jedna z niewielu, zalet życia w rodzinie wielopokoleniowej.
    Wyobraźcie sobie, że w domu żyje nie para rodziców, ale 4 dorosłe, kochające osoby, z których w dodatku połowa jest na emeryturze. Juz za mojego dzieciństwa w mieście był to układ nieczęsty, ale pod względem opieki nadz dziećmi - cudowny.
  • 27.08.17, 08:10
    Nie to, że chcę namieszać ale niestety zdarza się tak, że pomimo fajnego genotypu rodziców...dziecko niekoniecznie jest takie jak byśmy chcieli..I co wtedy? Poświęcisz całkiem karierę?
  • 28.08.17, 10:20
    Jak widzę słowo 'małż' mam ochotę strzelać z kałacha

    --
    "Demokracja" na ematce - ban na IP za poglądy.
  • 28.08.17, 10:48
    "Ja, kariera, dzieć i małż (kochany, obrotny, ale taki niedodzieci)."

    mąż może być niedodzieci cudzych, ze swoim jest jednak inaczej wink

    "Gdyby mać nie uczyła "umiesz liczyć, licz na siebie", to pewnie nie byłoby problemu, a tak jest kalkulacja. "

    mnie tez tak uczyła, a dziecko mam. chcesz miec - działaj, nie chcesz i masz wątpliwosci - poczekaj.
    chociaz tak naprawde nigdy nie ma dobrego czasu na dziecko. wiec to czekanie niczego nie zmieni big_grin

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 26.08.17, 23:42
    kkalipso napisała:

    > Ja jestem zdania że przynajmniej jedno dziecko dobrze jest mieć

    W sumie tez jestem tego zdania ale nie zakladam, ze np. moja corka tez takie ma czy miec "powinna". To jest dorosla kobieta smile I jej maz tez dorosly facet. Nie zamierzam dzielic sie z nimi tym moim zdaniem, bo w zadnym wypadku nie chcialabym aby uznali to za moje wkraczanie w ich prywatnosc. Co mialam przekazac moim dzieciom/mojej corce, to przekazalam. Teraz jest czas zniw wink Decisions are theirs smile
    Podobnie podchodze do wszystkich znanych mi mlodych kobiet, ktore werbalizuja swoje dylamaty w temacie rozmnazania sie. Moge (ewentualnie!) explain moje motywy posiadania najpierw jednego a wkoncu trojki dzieci. Jesli ktokolwiek chcialby sluchac wink Ale ja za nikogo zycia nie przezyje wiec i kwestia cudzych decyzji zdecydowanie nie jest moja. Life.

    --
    w polsce zona naczelnika panstwa jest kot
    by nalesniku on may 30, 2017
  • 26.08.17, 23:47
    Lubię jak wyrażasz swoje zdanie bismile

    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
  • 27.08.17, 00:04
    Masz absolutną rację, nie wypada nawet pytać bo czasem para może i pragnie tych dzieci a nie wychodzi. Sama strasznie się denerwowałam kiedy ludzie w różnym wieku od koleżanek po ciotki pytały kiedy i kiedy, ale któregoś dnia zapytała mnie o to osoba którą bardzo szanuję, i lubię i jakoś nie poczułam się z tym źle tylko w końcu sama sobie zadałam to pytanie (przed którym tyle czasu uciekałam) - No dlaczego! Na co ja tak naprawdę czekam i zwlekam, po co ... Czas ucieka. Ja tu nie mówię że ktoś coś powinien jednak zaręczy/ślub to taki znak dla rodziny że para decyduje się na wspólne życie i potomków.

    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • 27.08.17, 08:21
    Jesli jedyną motywacją do rodzenia dziecka ma byc przekazanie własnych, wspaniałych genów, to lepiej sobie odpuścić. A nuż dziecko urodzi się mniej idealne, niż matka - jaki los je czeka?
  • 27.08.17, 09:17
    Dokładnie. Ja tam też myślałam, że z mężem "wyprodukujemy" takie idealne dzieci... Oboje inteligentni, mąż przystojny, wysoki, o sobie skromnie zamilczę wink I co ? Jeden ma ZA (skąd mogłam wiedzieć, że mój ojciec go ma? ), dysleksje i wiele innych problemów, nie występujących u nikogo w rodzinie, a Młodszy syn "dostał" (znów po moim ojcu) problemy z oczami.
    I żaden z nich nie jest tak przystojny (przynajmniej na razie), jak ich rodzice smile Ja - typ południowy z urody, mąż typ nordycki- a dzieciaki takie "mieszańce" - ani bruneci ani blondyni. Na wysokich też się nie zapowiadają ! Żadne cuda wink
    Większość naszych znajomi ma (przynajmniej w tej chwili) "bardziej udane"* dzieci, jeżeli zrobić takie porównanie wink
    I tak czasem sobie po cichu z mężem gadamy,że oni chyba dostali akurat to, co najsłabsze z puli genów, którymi oboje dysponowaliśmy, np. ja mam piękne włosy (po swoim ojcu - ma teraz 64 lata- nadal bujna czupryna, z daleka jeszcze sprawia wrażenie bruneta), mąż ma słabe i wcześnie zaczął je tracić - żaden z nich "nie wziął" moich włosów sad Mąż wysportowany, ja byłam przeciętna, Starszy totalna lebiega, Młodszy też na sportowca się nie zapowiada, itd.
    Nie wolno się nastawiać, że dzieci będą idealne, bo różnie bywa. Zresztą - nikt nie jest idealny, prawda?
    Oczywiście, że kocham ich najbardziej na świecie i absolutnie "nie zamieniłabym" ich na inne.

    * moje za to są "idealne" pod innymi względami - wrażliwe (nawet ten z ZA), dobrze wychowane, grzeczne, uczynne i mam nadzieję, że wyrosną na dobrych i mądrych ludzi.
  • 27.08.17, 09:53
    Coś takiego przeżyłam wink. Dziecko-wcześniak, na początku mega problemy zdrowotne, rehabilitacja, potem zaburzenia SI. Co do szkoły, aż się śmieję w duchu, bo u mnie w rodzinie były same wczesnoszkolne geniuszki, czytate i pisate przed ukończeniem 5 lat, z bdb od góry do dołu. Córka, ambitnie posłana do szkoły jako 6-latka, miała problemy z czytaniem, okazało się, że jest z ryzyka dysleksji, najpierw nie umiałam jej w ogóle pomóc (szkoła też nie, żeby było śmieszniej). Po prostu, poza własną klasą szkolną XX lat wcześniej nie miałam żadnego kontaktu z dziećmi ze specyficznymi trudnościami w nauce. I było to dla mnie ogromne, smutne zdziwienie. Na szczęście dla niej (i dla mnie) to wszystko szybko dość się wyprostowało i to bardzo pozytywnie - ale łatwo i fajnie jej nie było wtedy. Szkoły zresztą nigdy specjalnie nie lubiła i chyba już nie polubi.

    --
    Run before you can walk
  • 27.08.17, 10:35
    Ja tam też z rodziny, gdzie co jedno to mądrzejsze dziecko - plus ambitne, pracowite same z siebie. Mąż to był leń, ale ten zdolny. A tu szok ! Bo moje ani takie zdolne (no, dobra, część można wytłumaczyć ich problemami zdrowotnymi) ani pracowite same z siebie. I co ? Mam włosy sobie wyrwać ? Nie, zaciskam zęby (kurcze, kształt zębów mają po mnie, ale obaj wada zgryzu i słaba kość po mężu) i pracuję nad nimi ! A miało być taaaak pięknie .......
  • 27.08.17, 09:48
    No właśnie, a co jak geny będą po teściowej? big_grin big_grin big_grin

    --
    Run before you can walk
  • 28.08.17, 12:36
    Chciałabym! Teściowa nawet mądrzejsza od męża! Jak będzie po dziadkach, to też supersuspicious

    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
  • 27.08.17, 18:46
    Zdecydowanie. Jesli juz przed poczeciem ma sie takie zalozenia i wymagania, to lepiej dac sobie spokoj.
  • 27.08.17, 08:33
    Ja z kolei wahającym się odradzam. Po pierwsze dlatego, że ja zawsze wiedziałam, że chcę mieć dziecko. I skoro to było moim największym marzeniem, to łatwiej było znieść niedogodności (ale zbyt dużo ich nie było). Będąc bezdzietna zazdrościłam matkom, ale mając dziecko nigdy przenigdy nie pozazdrościłam bezdzietnym. Po drugie jeśli nie urodzisz i będziesz żałowała - to cierpisz tylko Ty, a jeśli urodzisz i żałujesz, to oprócz Ciebie, cierpi jeszcze dziecko. Zwlekanie nie uważam za takie złe, bo jednak z upływem czasu niektórzy dojrzewają, poza tym w tym czasie można robić to wszystko, czego potem nie będzie można (wyjazdy, imprezy) i się tym nawet przesycić.
    Co do wnuków to mam takie zdanie, że trzeba w tej kwestii wyluzować, bo to już jest coś na co się ma mały wpływ. Możemy decydować kiedy mamy dzieci i ile, ale to i tak nam nie daje żadnej gwarancji w kwestii wnuków. Znam rodzinę, gdzie jest pięcioro wnucząt od syna jedynaka i taką, w której jest tylko jedno wnuczę przy trzech córkach. Jak ktoś się wcześnie zorientuje, że chce mieć wnuki, to lepiej sobie jeszcze samemu sprawić dziecko last minute tuż przed menopauząsmile
  • 27.08.17, 10:06
    Jak tylko o przekazanie fajnych genow chodzi to moze machnijcie sobie dzieciaka i oddajcie go do adopcji? Wilk bedzie syty i owca cala.
  • 27.08.17, 10:16
    Opisalas to wszystko dość dziecinnie, jesteś dorosła, a na babcie się oglądasz?! Dylematy trochę z pupy, dziecko to nie projekt, to po prostu człowiek.
  • 28.08.17, 12:40
    Oglądam się na wychowanie. Wychowanie ma bardzo, bardzo duży wpływ na człowieka. Ja zostałam wychowana (zapewne nie naumyślnie) przez grono kobiet, które niespecjalnie marzyły o byciu matkami polkami i nie starały się tego ukrywać. Mam przez to częściowo wbite ich priorytety i o ile za ich czasów dzieci się po prostu miało, to za naszych jest to już wybór. Wybór, którego coraz więcej kobiet nie chce podjąć. Uważasz, że to nie jest problem?

    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
  • 28.08.17, 13:27
    Uważam, że problemem jest nadmiar myślenia i rozbuchany przymus przewidywania wszystkich możliwych okoliczności.
  • 27.08.17, 10:17
    Wiesz co, przepraszam Cię, ale jak czytam takie wpisy, że pula genów, że projekt, że terminy, że organizacja, że ... to mi się śmiać chce. Dziecko to nie android, nie da się zaprogramować płci, inteligencji, wyglądu, odporności na choroby... jeszcze się nie da. Nikt Ci nie da gwarancji, że potomek odziedziczy super geny po Was, a jak jednak po dziadkach?, a jak się akurat skumulują te niezbyt fajne?, a jak dojdzie do jakiejś mało korzystnej kumulacji?, albo nie daj Borze, coś się połączy nie tak? Reklamacji nikt nie przyjmuje. Zawsze też super zdrowe, mądre i piękne dziecko może się 'zepsuć', wypadki się zdarzają uncertain
    I owszem, dzieci to nie produkcja taśmowa, rozsądek, planowanie, rozpatrywanie sytuacji własnej i partnera pod różnymi kątami jak najbardziej tak, ale Twoje rozkminy mnie śmieszą albo i trwożą uncertain
    Czy dziecko wywraca świat do góry nogami? Tak. I choć może się trafić egzemplarz promocyjny to jednak nigdy już nie będzie tak, jak przed, zmiany są nieuniknione i lepiej się nastawić na większe niż mniejsze trzęsienie ziemi, lepiej być miło zaskoczonym niż rozczarowanym wink
    Powodzenia Ci życzę i decyzji wypływającej z serca, jakkolwiek patetycznie to brzmi.
  • 27.08.17, 11:06
    mnie dziecko w karierze naukowej jakos nie przeszkadzalo, z mala odbywalam kilka stazy zagranicznych, jak trzeba bylo to i w Polsce i zagranica pracowalam z dzieckiem bawiacym sie w laboratorium. Maz tez bardzo intensywnie pracowal, a prace mial mocno wyjazdowa. A wcale nie jestesmy jakos super dobrze zorganizowanymi osobami. Wiec nie do konca rozumiem te dylematy kariera albo dziecko.
  • 27.08.17, 11:21
    Moje dwuletnie, trzyletnie dziecko nie dawało nawet przez godzinkę spokojnie usiąść i coś potłumaczyć... Pracowałam w nocy, każda praca oddana w dzień miała pełno przepuszczonych błędów. Tylko klientów traciłam. Nie wiem, jak matki to robią, że umieją się wyłączyć i pracować z dzieckiem przy boku tak, jakby go nie było. Dla mnie przez ileś lat to był koszmarny problem. A to pić, a to jeść, a to zabawka się zepsuła i tak w koło macieju. A ja się błyskawicznie rozpraszałam przy tym.

    --
    Run before you can walk
  • 27.08.17, 11:27
    Przeżyłam to samo kiedy po macierzyńskim pozwolono mi pracować "z domu" prze rok. Wytrzymałam parę miesięcy. Dziecko "wrednie" chciało jeść kiedy akurat dzwonił ważny telefon itd smile
  • 27.08.17, 14:08
    Tak, "wrednie" zawsze wtedy jadło, budziło się albo chciało kupę big_grin big_grin big_grin.

    --
    Run before you can walk
  • 27.08.17, 14:12
    Coś mi się przypomniało, ostatnio byłam na spotkaniu z Leszkiem Talko i opowiadał o źródłach pomysłu na książki o Pitu i Kudłatej. Wszystko zaczęło się od tego, że Talkowie próbowali pogodzić swój wolny zawód z pracą z domu... I za cholerę się nie dało. Pitu budził ojca regularnie o 4:30 i chciał, żeby tak ze 2 godzinki toczyć między sobą piłeczkę po dywanie. Oczywiście, kiedy na moment potem znowu zasnął, ojciec nie miał siły już zajmować się pisaniem, tylko chciał np. wykąpać się, zjeść śniadanie, zdrzemnąć. No i jak już się zdrzemnął, to Pitu znowu się budził... Pierwsza książka powstała z desperacji wink.

    --
    Run before you can walk
  • 27.08.17, 14:15
    ja tez po nocach przy tak malym dziecku pracowalam, choc musze powiedziec, ze dziecko zabrane do biura potrafilo sie zachowac, w domu juz nie bardzo wink Maz natomiast przy tym samym dziecku potrafil jedna reka ukladac klocki i "chodzic" laleczka a w drugiej rece trzymac ksiazke i uczyc sie do egzaminu. I jeszcze je zdawal celujaco big_grin A to nie jest typ majacy podzielna uwage. Ja natomiast potrafilam co najwyzej zasnac z laleczka w reku po zarwanej nocce.
  • 27.08.17, 14:18
    To też chyba istotna kwestia - podzielność uwagi. Ja mam wyjątkowo niepodzielną uwagę i już samo myślenie np. o kilku zleceniach naraz przyprawia mnie o ciężki stres albo o czymś zapominam. Nigdy nie umiałam z uśmiechem jednocześnie zabawiać dziecko, gotować, rozmawiać przez telefon i uczyć się czegoś/pracować - tak przykładowo.

    --
    Run before you can walk
  • 27.08.17, 14:38
    z tego co ja zaobserwowalam, to sa rozne rodzaje podzielnosci uwagi. Ja moge zabawiac, gotowac, gadac przez telefon, sprzatac itp. jednoczesnie. Ale juz czytac/wykonywac prace myslowa nie moge. Maz natomiast nie potrafi wykonywac kilku czynnosci okolodomowych jednoczesnie (ot najprostrze - jednoczesnie gotowac i sprzatac i zabawiac dziecko) ale juz czytac i zabawiac mu wychodzi, albo (dla mnie totalnie niezrozmiale) czytac i ogladac film przy jednoczesnie gadajacym dziecku.
  • 27.08.17, 17:19
    To ja nie mam niestety najmniejszej nawet podzielności big_grin.

    --
    Run before you can walk
  • 27.08.17, 14:44
    zlababa35 napisała:

    Nie wiem, jak matki to ro
    > bią, że umieją się wyłączyć i pracować z dzieckiem przy boku tak, jakby go nie
    > było. Dla mnie przez ileś lat to był koszmarny problem. A to pić, a to jeść, a
    > to zabawka się zepsuła i tak w koło macieju. A ja się błyskawicznie rozpraszała
    > m przy tym.
    >

    bo w 90% to wcale nie jest zasluga matki, tylko kwestia tego, ze dostala dziecko z promocji. moj starszy syn od urodzenia byl malo wymagajacy. oczywiscie, chwile trwalo, zanim sie ogarnelam, bo dziecko jednak wywraca swiat do gory nogami, ale po kilku tygodniach wszystko chodzilo niemal jak w zegarku i nie raz zastanawialam sie, skad te matki maja tyle problemow. ze starszym synem bez problemu moglam zalatwic wszystkie potrzebne sprawy, zabrac go wszedzie i wszedzie pojechac. w domu, nawet jako niemowle, potrafil i 2 godz. bawic sie sam. pierwsze 3 lata jego zycia, to byla istna sielanka. mialam spokojne, bezproblemowe, wesole dziecko. pozniej urodzil sie mlodszy i dowiedzialam sie, skad matki maja problemy big_grin

    przy mlodszym synu najwyrazniej promocji juz nie bylo, bo nie bylam w stanie zostawic go nawet na kilka minut. z pierwszego roku jego zycia pamietam glownie to, ze plakal, ja go wciaz nosilam, nawet do ubikacji szlam z dzieckiem na reku i zadna ze znanych mi metod na niego nie dzialala. setki razy zastanawialam sie, czy faktycznie zapomnialam kompletnie wszystko z czasow niemowlecych starszego, czy jestem za glupia, zeby oragnac dwoje dzieci. dopiero, gdy moja mama powiedziala mi, ze wychowala nas siedmioro, ale gdyby choc jedno bylo takie, jak moj mlodszy, to by zwariowala, przestalam obwiniac siebie.

    dzieci sa rozne i nie zawsze "biora" od nas tylko to co najlepsze wink
  • 27.08.17, 11:26
    Naprawdę, wyobraźnie nie pozwala Ci na pomyślenie o innych ścieżkach zawodowych niż kariera naukowa?wink
  • 27.08.17, 11:41
    A moja 'kariera' naukowa wcale z dzieckiem u boku nie idzie tak łatwo. Muszę się nieźle wysilić, naplanować i nasiedzieć w nocy, żeby coś z siebie wyprodukować. To tak dla równowagi wink
  • 27.08.17, 17:12
    pozwala ale o tej wlasnie 'sciezce' autorka pisala, i ja laczylam z wychowywaniem dziecka. Trudny byl pierwszy roku gdy nie moglismy sie wyspac pozniej, troche z pomoca nian i babci juz bylo ok, od 3 roku w przedszkolu i przez jakis czas poza Polska. To naprawde zalezy tez bardzo od dziecka. Corka jako male dziecko byla bardzo malo problemowa, dopiero jako pozna nastolatka dla nam niezle kosc wink
  • 27.08.17, 17:21
    Ano właśnie, zależy. Moja była takim high need baby, że jak miała ok. 8 miesięcy, to już miałam bardzo zaawansowana tachykardię i migotanie przedsionków, z przemęczenia i totalnego niewyspania, jedno, co z tego było na plus, to półroczne zwolnienie lekarskie od kardiologa.

    --
    Run before you can walk
  • 27.08.17, 14:18
    najwazniejsze juz przeanalizowalas - ogolne warunki finansowe, lokalowe. Reszta to rozkminy bez sensu. Co teraz nie zaplanujesz, to zycie z dzieckiem przyniesie i tak cos innego.
  • 27.08.17, 17:54
    Moja mama dzieci uwielbia. Nie będę się rozwodzić nad tym, jaką była matką gdy miałam lat mniej i więcej, po prostu była fantastyczna, z olbrzymimi pokładami cierpliwości. Nigdy nie narzekała, że macierzyństwo to zło.

    A ja dzieci mieć nie chcę, bo ich zwyczajnie nie trawię.
    Geny też mam fajne, wyginą sobie razem ze mną i interesuje mnie tylko to, żeby stało się to względnie późno, bo jakoś tak kocham to moje (bezdzietne) życie wink

    Jak nie masz ochoty to nie masz ochoty. Z brakiem ochoty się nie dyskutuje. Brzmi znajomo? wink
  • 27.08.17, 18:35
    Warto przeczytać: www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,150462,22020087,zalujac-macierzynstwa-popelnilam-trzy-fatalne-bledy-w-moim.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_wysokieobcasy&disableRedirects=true
  • 27.08.17, 19:02
    Pytanie ile macie lat, jak po 40 -stce to faktycznie już się wam nie powinno zmienić jak po 30 -stce to:-ha, ha, ha, ha .... prosze nie zakładać bzdurnych watkow, bo za 3 lata okaże się że znowu same forumowe wpadki. .. bo ja nigdy nie chcialam .... ble, ble, ble
  • 27.08.17, 19:06
    Jestes chyba dorosla kobieta, samodzielna i nie jestes, jak mniemam, na utrzymaniu rodzicow. Dlatego nie rozumiem, czemu ciezar odpowiedzialnosci za swoja decyzje przerzucasz na swoja mame i babcie? Dziecka albo sie chce, albo nie. Jak nie chcesz, to wez to na klate i przestan sie zastanawiac.
    Poza tym:
    - co jesli dziecko nie odziedziczy twoich cudownych genow, tylko mniej cudowne geny kogos tam z rodziny meza?
    - co jesli nie wszystko pojdzie jak powinno i dziecko bedzie miec jakies specjalne potrzeby, jak chocny dieta dla alergika, czy koniecznosc rehabilitacji? Nie wspominam juz celowo o gorszych sytuacjach.
    - co jesli dziecko bedzie trudne w obsludze, bedzie kolkowac, plakac i wymagac ciaglej uwagi?
    - co jesli nie spelni oczekiwan?
    - co jesli maz sie okaze malo zaangazowanym ojcem?
    - co jesli przez dziecko stracisz prace?
    Lista potencjalnych zagrozen jest dosc dluga. Dlatego gdybym sie tak wahala jak ty, nie zdecydowalabym sie na dzieci.
  • 28.08.17, 10:11
    No dobra, jak nie chcesz to nie miej, bo nie ma co się zmuszać. Jednak chciałam zauważyć, że pomiędzy "jestem wolna i bezdzietna" a "mam dzieci i jestem uwalona po pachy z nimi" jest jeszcze taka wdzięczna opcja jak np. jedno dziecko, które nie jest jakimś tam kosmicznym obciążeniem logistycznym (przy dwójce rodziców). Wiadomo że życie się zmienia, ale da się z niego sporo obronić.
  • 28.08.17, 10:16
    Chciałam autorkę pocieszyć, żeby nie traciła nadziei, że jeszcze się jej odmieni.
    W ciągu ostatniego niewiele ponad roku taka odmiana dotknęła trzy wydawałoby się zadeklarowane stare panny z mojej rodziny, dziewczęta zdecydowanie nie wiośniane już. Jedna po raz pierwszy spotyka się z kimś na stałe, druga niedawno powiła a trzecia usilnie się stara o dziecko.
  • 28.08.17, 11:16
    Kiedyś ludzie nie bali się mieć dzieci...pamiętaj ze mieli ich duzo. Teraz podchodzi się do tego jak do projektu a nie jak do człowieka. Ok. Jest trudno. Czasami bardzo ale jak pisała kkalipso ja nie chciałabym wracać do pustego domu...ba twierdzę teraz nawet ze i z jedym dzieckiem rodzina jak dla mnie jest niepełna. Poza tym znam taką co się niemowlętami brzydziła a teraz zakochana w córce...
  • 28.08.17, 11:36
    I jeszcze jak to powiedziała znajoma...z jedym dzieckiem bądź bez niego na pewno będziesz miała wygodniejsze życie...ale czy spokojniejsze? Tego nie przewidzisz...poza tym takiej miłosci ,bezwarunkowej niestety nie zaznasz do momentu pojawienia się dziecka.
  • 28.08.17, 12:12
    Co do miłości bezwarunkowej, to można zawsze wziąć psa wink.

    --
    Run before you can walk
  • 28.08.17, 12:00
    Ogolnie rzecz biorac to sama sie waham bo jestem juz w wieku, w ktorym nie ma na co czekac. Ale psychicznie nie daje rady bo moja matka wprawdzie dzieci chciala ale urodzily sie jej nie takie jakie chciala. Po pierwsze matka byla w mlodosci kobieta bardzo piekna i sadze, ze do konca zycia nie wybaczy sobie (ani mnie i siostrze), ze ta urode odziedziczylysmy. Nie moze sie pogodzic z wlasnym starzeniem sie, nie moze sie pogodzic z sukcesami wlasnych dzieci i spedza czas na rozkminianiu czego to ona by w zyciu nie osiagnela gdyby nie dzieci.

    Cale zycie miala do nas pretensje, ze jestesmy "nie takie" czyli z jednej strony za ladne a z drugiej za brzydkie, zdolne ale leniwe, glupie itd. Z jej slow wynikalo, ze macierzynstwo to jest kara boska za grzechy w poprzednim wcieleniu, siedem plag egipskich i w ogole ogromne nieszczescie.

    Tak wiec do trzydziestki w ogole dzieci miec nie chcialam i bylam stuprocentowo pewna, ze zadnych dzieci miec nie bede a jak wpadne to usune. Potem uznalam, ze jak wpadne to trudno ale dam rade wychowac a teraz sie zastanawiam czy nie zdecydowac sie swiadomie. Zmiana zaszla pod wplywem obserwacji dzieci w rodzinie meza - tam dzieci sa ogromna radoscia i kazdy nowy czlonek rodziny to ogromne szczescie. I tak jak obserwuje, bo aktualnie sa juz kolejne dzieci, przekroj od 1 do 15 lat, w sumie 12 sztuk, to zadna z tych kobiet nie traktuje tego jako dopustu, nieszczescia czy ciezkiej katorgi.

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • 28.08.17, 12:06
    No moze cos w tym jest jak nas wychowują i jaki mamy przekaz nt potomstwa. Kiedys ludzie tego nie rozkminiali i dzieci były naturalna cz.malzenstwa. I na bank kobiety miały trudniej...męzowie nie pomagali,pampersów nie było...frania i gotowanie pieluch i heja...w tym kontekscie w du... nam sie poprzewracało smile
  • 28.08.17, 12:11
    No właśnie mama black_sally, zapewne jeszcze pamiętająca franię i pieluchy tetrowe, tak skutecznie rozkminiała, że jej córka do dziś dzień nie chce mieć dzieci wink.

    --
    Run before you can walk
  • 28.08.17, 12:25
    Kiedys nie bylo powszechnie dostepnej i skutecznej antykoncepcji, procz ogolnej "szklanki wody zamiast".

    Kobiety zas mialy z pewnymi rzeczami trudniej a z innymi latwiej. Za czasow mojej prababki, ktora urodzila szesnascioro a przezylo do doroslosci 10 sztuk, nie bylo pampersow ale moja prababka nie musiala pracowac zaowodo, zeby splacic kredyt na trzydziesci lat. Miala podworko, ogrod, pole i zwierzyne i dzieci byly jej potrzebne wlasnie do tego. Nikt nie wymlagal od niej, zeby posylala dzieci na zajecia dodatkowe i dobrze bylo jak skonczyly podstawowke. Akurat czesc nie skonczyla bo wybuchla wojna. Moja babcia miala tylko dwojke dzieci i byl to jej swiadomy wybor, na tle sasiadek, ktore mialy 3 do 6 sztuk. Pracowala zawodowo jako krawcowa plus ogarniala gospodarstwo rolne i robila jeszcze zlecenia typu proporczyki czy czapeczki na rozne partyjne eventy. Byla zarobiona od rana do nocy i sensem jej zycia bylo kupienie cieplej odziezy i butow na zime oraz przezycie zimy. Wiec cale lato zapitala z dziadkiem przy sadzeniu i zbieraniu, zniwach, sianokosach i wykopkach, przerabiala owoce na setki sloikow konfitur, robila ogorki kiszone i kisila beczke kapusty, w sobote piekla chleb, robila wlasny ser, kiebasy i wedliny. Dodatkowo cieszyla sie jak okazyjnie kupila sobie belke materialu i wystarczylo go na uszycie dwoch sukienek dla siebie, paru ubranek dla corki oraz garsonke dla soltysowej. Za garsonke dostala rower i kota i uwazala, ze to szczyt szczescia.
    Moja wlasna matka pracowala na etacie w sklepie, jak rodzila dzieci to miala trzy lata urlopu wychowaczego i wiedziala, ze po trzech latach do pracy sobie wroci. Wiec machela sobie dwojke rok po roku i siedziala w domu w sumie 4 lata. Ojciec pracowal, ona nie musiala ciagnac malych dzieci do przedszkola, jesli dala klapsa to nikt nie nasylal na nia policji. Nie miala wprawdzie pampersowani sloiczkow ale miala czas. Jak chciala to szla na spacer, jak nie to dawala klocki. Nikt nie wymagal od niej bycia idealna matka. Przemoc psychniczna jako pojecienie istnialo.

    Obecnie kobieta ma w jednej strony rozwijac sie, robic kariere zeby nie wisiec na mezu. Z drugiej strony powinna dzieci urodzic, wrocic do pracy, byc dobrym pracownkiem i przy tym wszystkiem ma miec czas dla dzieci, gotowac eko zupki, uzywac wielorazowych eko pieluch i najlepiej wielorazowych podpasek przy tym, poconajmniej dwoch porodach powinna byc nadalszczupla i zadbana bo jak taka nie jets to pewnie objadala sie w ciazy i nie smarowala sie kremem na rozstepy oraz nie cwiczyla z Lewandowska.

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • 28.08.17, 12:45
    >Zmiana zaszla pod wplywem obserwacji dzieci w rodzinie meza - tam dzieci sa ogromna radoscia i kazdy nowy czlonek rodziny to ogromne szczescie.

    tak, tak, trawa w ogródku sąsiada zawsze jest zieleńsza.
    Skąd ty wiesz, jak te kobiety przeżywaja swoje macierzyństwo i małżeństwo, w domowym zaciszu?
  • 28.08.17, 17:30
    Ale to widac. I one tez narzekaja. Jedna urodzila rok temu trzecie dziecko i narzeka, ze jest ciezko bo dzieci sa male 4 lata , 2.5 i 1 rok wiec sama loistyka jest trudna,do tego bywa, ze choruja, bywa ze sa mrudne. A i tak sie zastanawia nad czwartym bo sumie ma 39 lat i niby dlaczego nie. To niesa ludzie majacy dzieci z przymusu rodziny. Maja dzieci bo chca je miec. Kazdy miewa problemy ale poniewaz tylko dwie osoby rodzily przed trzydziestka, to sa to raczej decyzje swiadome, przemyslane i wiekszosc z tych ludzi wie, ze trzeba przebolec te pierwsze lata kiedy dzieci sa male i wymagaja uwagi. Teraz za juz w rodzinie wczesne nastolatki i ich rodzice uwazaja, ze jest znacznie latwie bo dzieci samodzielne, mozna dluzej posiedziec, nie trzeba sie wciaz zajmowac maluchami.

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • 28.08.17, 13:31
    Czyli mieścisz się w normie, jak 99% tych które najpierw nie chciały, potem się wahały, a potem już zdecydowanie chciały mieć dzieci.
  • 28.08.17, 17:25
    Nadal nie jestem przekonana do tego projektu tongue_out

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.