Dodaj do ulubionych

Problematyczny uczeń w klasie. Rady praktyczne?

17.09.17, 10:43
Tytułem wstępu:
Odnośnie wątków dotyczących trudnych dzieci w klasach ematkowego potomstwa (ostatnio - wątek Triss) - nurtuje mnie pytanie do osób uważających, że dziecku zaniedbanemu wychowawczo należy pomóc i nie jest dobrą drogą usuwanie ich z klasy.
Rozumiem, że wypowiadają się z pozycji osób mających już doświadczenie, a nie tylko teoretyzują.
Zakładając, że szkoła zareagowała na problem, dziecko jest pod opieką psychologa/pedagoga, nauczyciel również współpracuje.
Jak to wyglądało od Waszej strony, zanim praca szkoły nad dzieckiem zaczęła przynosić efekty? Bo przecież zmiana zachowania to nie jest taka z dnia na dzień...

Jak Wasze dzieci znosiły trudne zachowania problematycznego ucznia -typu drobne rękoczyny, wulgarne odzywki, zakłócanie lekcji itp?
Co mówiłyście dzieciom, gdy przychodziły zniechęcone ze szkoły "bo znowu Jaś coś tam coś tam?

Pytanie do osób, które zetknęły się z tym problemem w praktyce. Jak pomagałyście swoim dzieciom mierzyć się z tym problemem?
Edytor zaawansowany
  • 17.09.17, 11:10
    1.Informuję zarówno dziecko, że ma prawo się bronić. Podobnie jak i informuję szkołę, że skoro akceptują takie zachowanie u jednego dziecka - to musi akceptować to, że inni nie chcą robić za worek treningowy i się bronią.

    2.W sytuacji, gdzie szkoła faworyzuje jedno dziecko i po "dupie" obrywa to broniące - każdy incydent zgłaszam na piśmie do dyrektora ( z wiadomością do kuratorium ) i na policję i do MOPSU, że rodzice X i szkoła, nie radzą sobie z dzieckiem i przydałoby się nimi zająć.
    3.Jeżeli obrażenia są poważniejsze ( w klasie do której chodziła córka znajomych - takie dziecko potrafiło wbić innemu dziecku w rękę ołówek - skończyło się na pogotowiu, albo walić głową jakiegoś dziecka w kaloryfer ), robię obdukcję i zakładam sprawę w sądzie dyrekcji i rodzicom problematycznego dziecka.

    Miałam dużo szczęścia, że w szkołach moich dzieci wystarczył punkt 1. Moi znajomi zastosowali punkt 3 i rodzice nazwijmy to eufemistycznie "problematycznego" dziecka podpisali papiery ze zgodą na nauczanie indywidualne ( co wcześniej było nie do wymuszenia ) - odetchnęła cała klasa.
  • 17.09.17, 11:12
    W momencie w którym nie działały rady typu: ignoruj, nie zwracaj uwagi, nie daj się sprowokować, a wdrożenie rad typu oddaj ściągało sankcje na dziecko, najpierw kazałam omijać łukiem jak psią kupę, a potem zmieniłam dziecku klasę. Nie będę kopać się z koniem.

    Z tego co wiem jest to droga, którą przechodzi większość rodziców mających nieszczęście zetknąć się z takim osobnikiem w klasie. Znam też ileś przypadków zmiany szkoły, oczywiście nie przez problematycznego ucznia tylko wkurzeni i bezradni rodzice tych normalnych przenosili swoje dzieci.
  • 17.09.17, 11:18
    Rada dla dziecka - omijaj jak największym łukiem.

    Szkoła usiłowała zareagować na problem, tylko że rozmowy z bardzo zdemoralizowanym uczniem i zajęcia ucznia z pedagogiem szkolnym były zupełnie nieskuteczne. Innych działań szkoła nie podejmowała. (rozmawiałam z pedagogiem, powiedziałam mu o innych możliwościach, ale on ewidentnie bał się podejmowania jakichkolwiek innych działań) Wychowawczyni klasy bardzo subtelne reagowała na wybryki. Ot, taka mimoza się trafiła. Problemów w klasie było coraz więcej.
    Przeniosłam swoje dziecko do innej klasy.
    Nie tylko ja.
    Uważam, że prawa mają nie tylko uczniowie z problemami. Inne dzieci mają prawo czuć się w szkole bezpiecznie.

    Po 2 latach klasa przestała istnieć, chociaż dyrekcja szkoły kierowała do niej wszystkie dzieci, które przenosiły się z innych szkół
  • 17.09.17, 11:26
    Z doświadczenia - absolutnie kluczowa jest postawa dyrekcji.
    Jeśli dyrekcja stosuje spychotechnikę, a wychowawcy klasy przekazuje, że ma sobie "jakoś" poradzić, to problem ciągnie się od zebrania do zebrania, od doraźnej interwencji do doraźnej interwencji wk...nych rodziców.
  • 17.09.17, 11:41
    Z mojego doświadczenia, a w klasie syna były problemy z uczniami, którzy stosowali przemoc, skończyło się, gdy klasa dostała nowego wychowawcę, który reagował od razu na zgłoszenia od rodziców i uczniów, i ich nie bagatelizował. Wcześniej wychowawcą klasy była kobieta, która eskalowała problemy i nie potrafiła sobie poradzić.

    A syn wiedział, że zawsze zareaguje, że nie zostawię go samego, ma sprawy zgłaszać mnie, nauczycielom itd. Ale jak piszę wyżej, udało się, gdy zmienił się wychowawca, który umiał sobie poradzić z takimi sytuacjami, uczniami i rodzicami.
  • 17.09.17, 12:05
    No dobrze, ale konkretnie. Co oznacza, że nie zostawisz go samego?
    Czyli jednego dnia zostanie zastosowana przemoc, drugiego znowu i co dalej?
    Jakiej konkretnie pomocy udzieliłaś synowi? Jak reagowałaś - czyli nie zostawiałaś go samego?
    Czy tylko sama swiadomość Twojej reakcji synowi wystarczyła?

    A gdyby nauczyciel nie został zmieniony?
  • 17.09.17, 12:16
    Nie zostawiam samego czyli idę do szkoły i domagam się działań. U nas było sporo rodziców zgłaszających podobne sprawy, było zebranie z wszystkimi rodzicami, przyszli także rodzice problemowych chłopców. Były zajęcia z psychologami, pedagogami itd. Wszystko na nasz rodziców wniosek.
    Wiem jedno, podstawa to nauczyciele, którzy chcą rozwiązać problem, a nie pozbyć się problematycznego ucznia. Zmieniła się dyrekcja, wychowawca i problem zniknął.

    Niestety, w większości szkół kończy się tak, że uczeń zmienia szkołę. A problem nie znika.
  • 17.09.17, 12:20
    To zakłada współpracę problemowych dzieci. Co w sytuacji, kiedy mają oni wywalone na współpracę?
  • 17.09.17, 12:22
    Rodziców problemowych dzieci, oczywiście.
  • 17.09.17, 12:26
    Patrząc na to jak to zadziałało w klasie syna, wynika z tego, wychowawca potrafił do takich dzieciaków dotrzeć. Nie wiem jak, ale ci wcześniej problematyczni uczniowie nadal chodzą i teraz się dogadują.
  • 17.09.17, 12:13
    Jak konkretnie ów nowy wychowawca reagował?
  • 17.09.17, 12:22
    Od razu reagował na zgłoszenie przemocy. Rozmawiał z uczniami, stosował przewidziane regulaminem kary itd. Mój syn był ofiarą, nie sprawcą. Wiem, że po zdarzeniu, pytał go często czy wszystko w porządku, czy nie ma dalszych ekscesów.
    Wzywał też rodziców. Jeden z uczniów po całej akcji nie dostał świadectwa z paskiem, bo miał obniżone sprawowanie.
    Poprzednia wychowawczyni na pewno nie zdecydowałaby się na takie coś.
  • 17.09.17, 12:25
    Takie działania zakładają współpracę rodziców problemowych dzieci. Repertuar regulaminowych kar w wypadkach notorycznej agresji, zagrażaniu innym i dezorganizacji lekcji też się w pewnym momencie kończy.
    Kobieto, nie rozmawiajmy o braku świadectwa z paskiem, tylko o rasowych patolach, którzy i tak by żadnego świadectwa z paskiem nie mieli, bo nie uczą się dobrze (niezależnie od zachowania).
  • 17.09.17, 12:37
    Chcesz udowadniać, że lepiej być gnębionym przez dobrze uczącego się ucznia? Co za różnica dla ofiary?
    Kolejny raz, bo widzę że nie trafia. Istotna jest reakcja natychmiastowa. Poprzednia wychowawczyni nie reagowała, albo robiła to z opóźnieniem. Albo pozwalała na olewanie sprawy i powtarzała jak mantrę, no ja nie mogę nic zrobić.
    Ten wychowawca jednak zadziałał i jest inaczej.








  • 17.09.17, 12:50
    Raczej chodzi o to, że na tym etapie edukacji dobre wyniki w szkole to głównie efekt odpowiednich warunków w domu. Dzieci nawet niegłupie, ale pozbawione normalnych warunków domowych i wychowujące się w patologicznym środowisku nie mają szans na wysokie noty, czy świadectwa z wyróżnieniem. Zatem jeśli piszesz o gnębiącym innych uczniu z tak dobrymi ocenami, to oznacza, że rodzice mogą przynajmniej stwarzać pozory współpracy. Patologiczna rodzina nie będzie współpracować bo im to zwyczajnie obojętne.
  • 17.09.17, 13:04
    Ci rodzice na początku też nie chcieli współpracować. A to nie byl jedyny uczeń, który stosował przemoc.
  • 17.09.17, 12:17
    Nalezy byc empatyczna i nie robic nic.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • 17.09.17, 17:00
    nasz przypadek był inny, bo szkoła zamiatała sprawę pod dywan, ewentualne działania były doraźne i nieskuteczne;
    natomiast wyobrażam sobie, że jeśli ze strony placówki jest chęć pracy, to taka praca powinna obejmować wszystkie dzieci; na etapie, kiedy jeszcze próbowalam prowadzić dialog ze szkołą, wychowawczyni z pedagogiem pięknie opowiadały, jakie to mają niesamowite metody naprawcze, tłumaczyły, że to wymaga czasu, ale stawiając na szali swoje doświadczenie obiecywały pozytywne zakończenie;
    niestety, kierunek był odwrotny, agresorzy bawili się coraz lepiej, więc zdecydowaliśmy o zmianie szkoły;


    --
    5/4 Polaków nie zna się na ułamkach!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.