Dodaj do ulubionych

Opieka-pomoc rodziców wycieczki szkolne

21.09.17, 10:57
Ciekawa jestem jak wygląda sytuacja w klasach Waszych pociech.
U nas jest problemem znalezienie chętnych rodziców do dodatkowej opieki nad klasą w czasie wyjścia na wycieczkę do teatru czy wystawę w czasie roku szkolnego. Nie dziwię się zresztą, jeśli dwoje rodziców pracuje to trudno brać urlop na takie wyjście, zwłaszcza jeśli do pokrycia opieki nad dzieckiem, dziećmi jest wiele innych dni w okresie świąt i innych ferii. Jeśli nie mamy blisko dziadków to trudno to zorganizować.
Wyjść w ciągu roku szkolnego jest sporo. Przyznam że u nas mocno pomagają niepracujące mamy ale i one mają dość. Myślę że szkoła jest niedostosowana do realiów życia w wielkim mieście albo mamy za mało wolnegowink
Po prostu brakuje wolnego i czasu dla dzieci po południu a co jeśli dodamy że szkoła chce pomocy w czasie godzin pracy. Co myślicie?

Edytor zaawansowany
  • 21.09.17, 11:04
    A co możemy myśleć niby?
    Ja nie pracuję, więc przez kilkanaście lat jeździłam jako opieka, ze mną jeszcze jedna, dwie mamy. Wystarczy, że są dwie osoby, które mają czas i opieka zapewniona.
    Nigdy nie traktowałam tego na zasadzie "szkoła wymaga". Szkoła prosi, a ja mam możliwość prośbę spełnić. Lubię dzieciaki, to jeżdżenie nigdy nie było, problemem domowy "grafik" przez lata miałam ustawiony na "wtorek - basen" i w momencie gdy najmłodsze na basen przestało chodzić, to mam za dużo czasu smile

    I uwierz żadna niepracująca matka ani nauczycielka nie wymagają, żeby ktoś się zwalniał z pracy - wszak wychowawczyni też się nie zwalnia, żeby ze swoim jechać. Pretensje są najwyżej kierowane do innych niepracujących - ale też niekoniecznie, bo czasami lepiej pewnych rodziców do dzieci nie dopuszczać.
  • 21.09.17, 11:17
    Po prostu jest problem a nie że szkoła ode mnie wymaga. U nas ilość niepracujących mam jest znikoma, ostatnio chyba 1.
    Po prostu nie ma komu chodzić, są prośby mailowe i nikt się nie zgłasza, dlatego widzę problem systemowy.
  • 21.09.17, 11:59
    trzeba ustalic liste takich wyjsc i obstawic dyzury rodziców, jak raz na 3 lata przypadnie tobi eto wezmiesz to wolne, najgozej ze to z reguły nei jest tak rozwiazane tylko jezdza te mamy co moga, jezdza nawet chetnie ale patrza na te inne jak na wyrodne matki bo nigdy nei były jako opieka

    --
    Szczęście to nie tylko to, co los daje, ale i to, czego nie zabiera.
  • 21.09.17, 11:16
    U nas jest cyrk co roku. U nas nie ma bezrobotnych rodziców są albo pracujący (czyli muszą brać urlop) albo mamy na macierzyńskim (czyli muszą zalatwiać nianię).

    Osobiście jestem zirytowana tą sytuacją. Już mnie na zebraniu wychowawczyni przyciskała do ściany, że w zeszlym roku nie byłam na żadnej wycieczce i w tym roku koniecznelie muszę jechać. Mam jeszcze małe dziecko, praktycznie caly urlop wykorzystany na wakacyjną opiekę. Urlop, który mi pozostał mam co do dnia wyliczony do końca roku na wolne pracy żłobka. Mąż to samo: trzyma urlop na 2 tygodni ferii zimowych. Skad do jasnej anielki mamy jeszcze brać dni wolne na wycieczki, kino, teatr i inne cuda na kiju wymyślone przez aktywną nauczycielkę?

    Może niech pani napisze do tego jakże prorodzinnego rządu, żeby rodzice dostawali extra dni urlopu, bo szkola nie zatrudnia opiekunów. Ja nie jestem czarodziejką by z 26 dni urlopu wyczarować 27 lub 28.
  • 21.09.17, 11:22
    Lauren, może ja jestem przeczulona, ale dostaję szału na słowo "bezrobotna" w kontekście kobiet.
    Bezrobotny to osoba niepracująca, gotowa podjąć się pracy, zarejestrowana w urzędzie pracy.
    Matka dziecka szkolnego, która nie spełnia powyższych kryteriów, to osoba niepracująca zawodowo lub gospodyni domowa.
  • 21.09.17, 13:35
    No litości, a za matki pracujące obowiązki domowe robią krasnoludki? Czy może mam o sobie mówić "mama na dwóch etatach"?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 21.09.17, 16:08
    Mów sobie jak chcesz.
    Jednak w dwóch miejscach nie dasz rady być i jak ty jesteś w pracy to z twoimi dziećmi użera się świetliczanka, babcia lub niania. Możesz je nazywać krasnoludkami.


    Osoba niepracująca zawodowo, to nie musi być osoba bezrobotna, zajrzyj sobie do słownika.


  • 21.09.17, 16:19
    "Użera" wiesz co ja za to płacę całkiem niezłe podatki, mam dość tej darmówy. Czasem zwróć uwagę na zabarwienie swojej wypowiedzi.
    Mogę nie płacić i wezmę prywatną szkołe? Tak wiem nie mogę nie płacić a jeszcze Ty i inne uważają że robią za darmo przysługę w postaci świetlicy czy "darmowej" szkoly. Ja płacę podatki, wymagam i wychowuje podatnika, a państwo ciągle odpłaca bylejakością bo za darmo. Podobnie z NFZ, tutaj nie korzystam a płacę na Medicover.
  • 21.09.17, 16:33
    Ciii, już, już, spokojnie. Złość piękności szkodzi.
    "Zajmuje" będzie ok?
    Resztę pominę litościwie milczeniem.
  • 21.09.17, 11:22
    Pózniej nie płaczcie, że dzieci nigdzie nie chodzą. Coś za coś.
  • 21.09.17, 11:41
    Nie "coś za coś", tylko w tym wypadku trudno nie zgodzić się z autorką wątku - skoro szkoła wpisuje sobie w plany wychowawcze i edukacyjne również wyjścia/wycieczki poza szkołę, to powinna mieć zatrudnionych ludzi, którzy będą sprawowali opiekę nad uczniami zgodnie z obowiązującymi przepisami.

    Oczywiście, w naszych szkołach wszyscy są przyzwyczajeni "od zawsze" łatania takich potrzeb (i nie tylko takich zresztą) wolontariatem rodziców - i wszystko pięknie do momentu, gdy w danej klasie chętni i mogący są. Ale jeśli ich nie ma, to co? Kto ma mieć wyrzuty sumienia i z jakiego właściwie powodu?
    I tak, w klasach moich dzieci zawsze były i nadal są osoby, które albo nie pracują zawodowo, albo mają na tyle elastyczny czas pracy/pracę na zmiany, że dają radę - ale to jest tak naprawdę szczęśliwy dla szkoły splot okoliczności, który traktuje ona jako normę i niemal obowiązek. I dopóki ktoś chce i może, wszystko super. Sama chodziłam/jeździłam wielokrotnie na basen, wycieczki czy inne wyjścia - z własnej woli i chęci wsparcia szkoły/wychowawczyni. Natomiast nie widzę opcji, że ktoś mnie "przypiera do ściany" hasłami, że "w tamtym roku ja nie byłam jako opieka". No heloł. Nawet jeśli to nie brak możliwości, a wyłącznie niechęć to ruszenia tyłka, to co w związku z tym? Tak, uważam, że szkoła (generalnie, w sensie systemowym) nie ma prawa żądać od nikogo wolontariatu, nawet jeśli ten ktoś całymi dniami leży i pachnie. A rodzic posyłający dziecko do szkoły ma, owszem, pewne obowiązki (np. zapewnienie temuż dziecku przyborów, posłanie go punktualnie, zapoznawanie się z komunikatami via dziennik el. itd.), ale nie należy do nich sprawowanie opieki nad klasą podczas wyjść, nawet w wymiarze kilku godzin w roku.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • 21.09.17, 11:45
    Ale w pewnym sensie szkoła nie ma też obowiązku zapewniania wycieczek, a na basen jeżdżą bez względu na obecność/brak opieki dodatkowej.
  • 21.09.17, 12:04
    Ale w pewnym sensie szkoła nie ma też obowiązku zapewniania wycieczek

    Serio? To z jakiego powodu je wpisują w plan wychowawczy i edukacyjny? Ja się wycieczek ani wyjść nie domagam, potrafię je zapewnić swoim dzieciom we własnym zakresie w dogodnej porze i nie słyszałam, żeby którakolwiek szkoła je organizowała na wniosek rodziców.

    na basen jeżdżą bez względu na obecność/brak opieki dodatkowej

    To porównaj to z wpisem forumki, u której syna wychowawczyni "jak nie będzie opieki, to nie pojedzie" i dlatego ona jeździ mając małe dziecko i ma taki zamiar do chwili, gdy będzie wracać do pracy, bo nie chce, żeby syn tracił basen (obowiązkowy, jak mniemam...)


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • 21.09.17, 12:14
    Owszem, jeśli w ramach 3 godziny szkoła decyduje się na basen, to ma zapewnić opiekę na ten basen. Jak w plan nauczania wpisała wycieczkę na Wawel, to powinna ją zrealizować.

    --
    Młodsza piękniej mi z dnia na dzień ciemne włosy, piwne oczy (po mamie), długaśne rzęsy, oliwkowa skóra, no nie mogę się napatrzeć. I ten uśmiech. Śliczna będzie. Zresztą w rodzinie wszyscy ładni są więc dobrze będzie. kkalipso skromnie o rodzinie
  • 21.09.17, 12:45
    O to właśnie mi chodzi.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • 22.09.17, 08:23
    Jeżeli w jednym roku nie uda się tego zrealizować zniknie to z planu i tyle. Dzieci sobie film obejrzą o Wawelu.
  • 21.09.17, 11:48
    "skoro szkoła wpisuje sobie w plany wychowawcze i edukacyjne również wyjścia/wycieczki poza szkołę, to powinna mieć zatrudnionych ludzi"

    tylko ze szkoły na to nie stac. zatrudnienie dodatkowej osoby bedzie zawsze kosztem czegos w szkole - niekupienia jakiejs pomocy naukowej, niezrobienia konkursu itd - czyli kosztem dzieci. mozna nwyrzucic wyjscia z pladnó edukacyjno-wychowawczych, ale to tez jest kosztem dzieci.
    wiec łatają jak mogą.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 21.09.17, 11:51
    Za to stać na 2 godziny religii tygodniowo...nikt nie pytał rodziców czy chcą żeby to było pokrywane z budżetu.
  • 21.09.17, 12:02
    zaproponuj szkole wymianę.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 21.09.17, 15:46
    Decyzja o religii zapada na poziomie państwowym (konkordat) i z tego poziomu jest finansowana. Dodatkowi opiekunowie na wycieczki musieliby być finansowani z kasy samorządowej, bo swojej kasy szkoła nie ma - nawet jeżeli staje na rzęsach i wynajmuje pomieszczenia, to dalej jest to kasa samorządowa, konkretniej rzecz biorąc kasa organu prowadzącego.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • 21.09.17, 19:09
    "skoro szkoła wpisuje sobie w plany wychowawcze i edukacyjne również wyjścia/wycieczki poza szkołę, to powinna mieć zatrudnionych ludzi, którzy będą sprawowali opiekę nad uczniami zgodnie z obowiązującymi przepisami."

    I to jest clou. Szkoła nie może zastąpić osoby z kwalifikacjami rodzicem. Rodzic może pełnić funkcję wspomagającą (to ważne zwłaszcza u młodszych dzieci), ale liczba formalnych opiekunów musi być zgodna z przepisami.
  • 22.09.17, 08:36
    Tyle, że nie ma przepisów sztywno regulujących te sprawy, są zalecenia, ale nie popełnia przestępstwa nauczyciel, który sam zabiera na wycieczkę 30 maluchów.
    Tylko kto przy zdrowych zmysłach się na to zdecyduje.
  • 22.09.17, 16:46
    Luzik. Przestępstwo będzie wtedy, kiedy z jednym wymiotującym dzieckiem pójdzie do łazienki, a 29 zostawi bez opieki i stanie się jakiś wypadek, złamanie nogi czy tam porwanie przez psychola.
  • 21.09.17, 11:22
    > Ja nie jestem czarodziejką by z 26 dni urlopu wyczarować 27 lub 28.
    Czary mary - i masz jeszcze dodatkowe 2 dni opieki nad dzieckiem do lat 14 smile
  • 21.09.17, 11:27
    Ale jak masz 3 dzieci szkolnych, to dalej masz 2 dni.
    i hokus pokus, do obskoczenia:
    ortodonta godzina 13
    przedstawienie na dzień matki, ojca czy ślubowanie
    jasełka
    czy festyn tongue_out

    --
    There is no way that one should take a rap song as the Queen's English. by Hot Licks
  • 21.09.17, 11:31
    Lauren napisała że nie wyczaruje 28 dni z 26. Otóż to akurat da się. Natomiast na co te dni są potrzebne i będą przeznaczone, to inna sprawa.
  • 22.09.17, 08:31
    Lauren miała na myśli podstawowy urlop. Nie ściemniaj co miałam na myśli, bo nie jesteś mną.
  • 21.09.17, 11:27
    Ja pracuje w domu i jestem przez szkole traktowana jako ta która może zawsze.W tym roku mamwtwaline i nie będę stawać na głowie żeby na te wycieczki jeździć.
  • 21.09.17, 11:34
    > Czary mary - i masz jeszcze dodatkowe 2 dni opieki nad dzieckiem do lat 14 smile

    Dziękuję ci krynico mądrości za oświecenie. W życiu bym na to nie wpadła.
  • 21.09.17, 11:30
    Akurat u nas w klasie jest pare osob majacych dowolne godziny pracy, w tym ja,wiec wymiennie.Jedyny warunek,nalezy mnie poinformowac przynajmniej 2tyg.wczesniej.Pisze tu o wiekszych wyjsviach.Reszte szkola zalatwia we wlasnym zakresie i ida tylko nauczyciele,pedagog i dyrektor jako opiekunowie

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • 21.09.17, 11:32
    A gdyby tak się zrzucić i zatrudniac n takie okazje dorywczo studenta/tkę? Ile by to wyszło od głowy, dycha?
  • 21.09.17, 11:39
    Ja tak robiłam z basenem, wysyłałam opiekunkę płatna na godziny sponsorowana przeze mnie. Z basenem podzieliliśmy się z rodzicami ile wyjść każdy obstawia w roku. Teraz 7 klasa nie mam opiekunki na stanie..
  • 21.09.17, 11:50
    No ale ja myslę raczej, żeby rodzice zrzucili sie gromadnie i zatrudniali z tej zrzutki dodatkowych opiekunów.
  • 21.09.17, 11:53
    Jest to jakieś wyjście, ciekawe jak rodzice by to łyknęli...
  • 21.09.17, 11:59
    Gdybym chciała płacić za opiekę nad dzieckiem w czasie zajęć szkolnych, to bym go nie zapisywała do publicznej placówki.


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • 21.09.17, 12:03
    Nie łyknęliby. Większość uważa że to szkoły problem, że to szkoła ma zapewnić.
  • 21.09.17, 12:07
    A przepraszam, niby czyj to jest problem? Jak szkoła będzie miała wakat na stanowisku nauczyciela przedmiotu wpisanego w plan edukacyjny, to też będzie oczekiwała, że rodzice ustalą dyżury, kto naucza w kolejnym tygodniu chemii czy innego angielskiego? I może jeszcze pretensje, że p. X ma kierunkowe wykształcenie, więc nie powinna się migać tym bardziej?


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • 21.09.17, 12:17
    Po pierwsze, to uczestnictwo obowiązkowe nie jest, nikt cie za uszy nie wyciągnie, więc naprawdę nie ma sie o co tak rzucać. Nie chcesz, nie możesz - nie idziesz, proste. Jeżeli konsekwencją będzie brak wyjść, brak wycieczek (bo nikt z rodziców nie może), no to trudno, po prostu dzieci wychodzić nie będą, rodzice mogą im indywidualnie organizować w czasie wolnym wyjścia do kina, teatru, muzeum. I to juz jest problem, że tak powiem, bardziej rodziców niz szkoły smile
    Po drugie, przyznam że nie rozumiem logiki, że "wszystko albo nic". Czyli albo płacę za opiekę czy edukację równe 0 zł, albo, skoro już sie decyduje na prywatne, to mogę płacić nawet 1000 zl. I nic pomiędzy. Żadna dopłata w symbolicznej wysokości 50 zł nie wchodzi w grę. Nie bo nie, nawet kosztem dzieci, dla zasady.
  • 21.09.17, 12:19
    Chyba coś Ci się pomyliło. Te wyjścia nie są bezpłatne - jest koszt wynajmu autokaru, biletów, przewodnika, opłacenia warsztatów, zakwaterowania i wyżywienia jeśli wycieczka jest z noclegiem itp.
  • 21.09.17, 12:22
    Odnoszę się do wpisu iwony że "gdybym chciała płacić to bym...". Mówimy o koszcie opieki a nie biletów. Serio lepiej płacić co miesiąc 1000 zł za prywatną szkołe niż dopłacić te 50 zł raz na jakiś czas w państwowej?
  • 21.09.17, 12:28
    Tak. Dopłacanie do opieki z okazji wyjść organizowanych przez publiczną placówkę oświatową byłoby demoralizujące (i niezgodne z prawem, nie ma możliwości, żeby szkoła to rozliczyła) i zachęcałoby do twórczego rozwijania takich praktyk.
  • 21.09.17, 12:32
    Ok, można też z takich praktyk w ogóle zrezygnować. Co kto woli. Ja tam nie mam nic przeciwko żeby dziecko jeździło do kina i na wycieczki ze mną w sobotę, nie musi tego robić akurat ze szkołą.
  • 21.09.17, 12:36
    Tak. Dopłacanie do opieki z okazji wyjść organizowanych przez publiczną placówk
    > ę oświatową byłoby demoralizujące


    Dokładnie o to mi chodzi.

    I proszę mi fomica nie wciskać podejścia "nawet złotówki nie dopłacę", bo zdaje się, że wyraźnie wyżej napisałam, że nie tylko opłacam wszelkie wycieczki i wyjścia swoich dzieci, ale także niejednokrotnie jechałam i nadal jeżdżę jako opieka, poświęcając dobrowolnie i za darmo własny czas. A tutaj dyskutujemy o zasadzie i _wymaganiu_ przez szkołę czegoś, na co absolutnie nie ma prawa liczyć, nawet jeśli do tej pory miała dość chętnych rodziców na taki wolontariat. A tym bardziej żądać i rzucać (ustami wychowawcy) haseł w stylu "pani Iksińska jeszcze nie była jako opieka, jak pani nie pojedzie, to cała klasa przez panią (!) nie pojedzie".


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • 21.09.17, 12:45
    No to tym bardziej nie łapię - wiesz, ze szkoła nie ma prawa żądać, wiesz, że masz prawo odmówić, wszystko wiesz, to na czym polega kontrowersja? Odmawiasz i masz z głowy. A szkoła dalej zdecyduje co z tym zrobić - poradzi sobie (jakoś) sama, czy zrezygnuje z wyjść.
    Ja osobiście uważam, że dopłacenie tych paru złotych to kompromis, dzięki temu dzieci wyjdą na ten basen, a ja mam spokój i nie muszę tego robić osobiście. Dziwi mnie takie kategorycznie "nie dopłacę i koniec".
    Jeszcze raz powtórzę - w ogóle mnie tu nie interesuje koszt biletów i przejazdów, wyżywienia i podręczników, ubrań i zeszytów, bo to jest oczywisty koszt i ponoszą go wszyscy, nawet w szkołach prywatnych, tylko o koszcie dodatkowej, potrzebnej tymczasowo opieki.
  • 21.09.17, 12:46
    Szkoła w ogóle nie ma prawa składać rodzicom takiej propozycji.
  • 21.09.17, 12:51
    Ma prawo prosić o co chce, łącznie z wolontariatem na rzecz remontu/ sadzenia kwiatków/ transportu czegoś. A rodzic ma prawo odmówić.
  • 21.09.17, 12:53
    Nie ma prawa prosić o zrzutę na opiekę w ramach wyjścia/imprezy organizowanej przez szkołę. Czy to dla Ciebie jasne?
  • 21.09.17, 12:57
    No jeżeli faktycznie jest jakiś przepis, który tego wprost zabrania, to wielka szkoda, bo byłoby to niezłe rozwiązanie. Czyli pozostaje ciąganie rodziców osobiście albo ograniczenie wyjść. Albo porozumienie między rodzicami, bez udziału szkoły, tylko zupełnie nieformalnie między nimi.
  • 21.09.17, 13:00
    Rozwiązaniem jest korzystanie z zasobów kadrowych będących do dyspozycji dyrekcji danej szkoły.
  • 21.09.17, 18:42
    no nie wiem, co lepsze, zawsze można wystawić wuefistę, najwyżej jakaś klasa (np. twojego dziecka) będzie miała oglądanie harrego pottera albo posiedzą i popatrzą jak 7b gra w kosza ze swoją panią.

    i tyle będzie z tych zasobów kadrowych
    ps. wuefista czy katecheta to nie problem, co będzie jak się zacznie delegowac matematyków czy polonistów?
  • 22.09.17, 17:48
    Iiiii tam. Nie musi robić tego szkoła" mogą to zrobić jako propozycję mama Kowalska z tatą Nowakiem na najbliższej wywiadówce.
    Tzn. osobiście jestem cała za tym, zeby publiczna szkola bya darmowa w całej rozciągłosci, ale stojac przed wyborem dzieci jeżdżą ALE rodzice dorzucają 1-2 osoby z opieki lub dzieci nie jeżdżą, nie wychodzą - optowałabym za pierwszą wersją.
  • 21.09.17, 18:40
    ależ szkoła nie może prosić, nie ma przeciwskazań by rodzice tę zrzutę zrobili i wystawili opiekuna - wychowawczyni wystarczy że się powie, iż jest to babcia/ciocia/siostra. na wycieczkach w naszej klasie bywali babcie i dziadkowie w roli opiekunów. nikt nie sprawdza, czy biologiczni, przyszywani czy wynajęci.
  • 21.09.17, 16:50
    U nas opiekunow zapewnia szkola, bardzo, bardzo rzadko potrzebny jest rodzic.Da sie

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • 21.09.17, 12:08
    Tak, szkoła ma zapewnić jeśli są wpisane w plan wychowawczy i edukacyjny.

    Jak starszak był w klasach I-III jeździłam jako opieka parę razy, miałam taką możliwość. Teraz nie mam więc nie jeżdżę.
  • 21.09.17, 12:12
    Chyba sobie żarty stroisz.
    Dzieci są w publicznych placówkach, wspomagam owe placówki składkami na komitety rodzicielskie i tzw. składką klasową, ten raz w semestrze jestem w stanie wygospodarować czas, żeby iść w charakterze opieki.
  • 21.09.17, 11:32
    Oczywiście, że jest problem. W tym roku (w tamtym zresztą też) cyrki z dyżurami na basenie - autentycznie cieszyłam się, gdy basen przepadał. Ja byłam już na dwóch wyjściach i dwóch basenach- jestem na macierzyńskim, do końca listopada pewnie będę jeździć, jak znam życie(poźniej wracam do pracy). Nie lubię tego, ale wychowawczyni stawia sprawę tak - "jak nie będzie opieki, dzieci nie jadą" i szkoda mi, żeby syna ominęło fajne wyjście/przedstawienie/film. Jest problem systemowy, ale nie wiem, jak go rozwiązać.
  • 21.09.17, 11:41
    wychowawczyni sprawe stawia realnie...

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 21.09.17, 11:37
    To jest niezły absurd - szkoła z jednej strony zatrudnia nauczycieli na jakieś okrawki etatu, chociaż oni woleliby nieraz cały, a jak trzeba dodatkowej pary rąk (co dałoby się przeliczyć na kilka godzin lekcyjnych), to zawraca głowę rodzicom.
  • 21.09.17, 11:46
    U nas w ubieglym roku, klasa 5 wychowawczyni sama pojechala z cala klasa, ok17osob na wycieczke do pobliskiego miasta, autobusem rejsowym.Ogarnela wszystkich, o pomoc nie prosila i po wycieczce nie narzekala.
    Na inne wycieczki jezdza dodatkowi uczyciele, rodzice nigdy nie sa proszeni , zeby pomoc w pilnowaniu.

    --
    "Jethon: PiS łamie konstytucję
    Mazurek: W którym miejscu?
    Jethon: Nie wiem, nie znam się.
  • 21.09.17, 11:47
    Nie wiem czy to jest zgodne z przepisami.
  • 21.09.17, 12:19
    U nas też tak jest od bodajże 2-3 lat. Przepisy są takie, że rodzice nie mogą jeździć na żadne wycieczki jako opiekunowie, chyba że mają stosowne przeszkolenie - takie jest oficjalne stanowisko dyrekcji. Opiekunów zapewnia szkoła w postaci dodatkowego nauczyciela albo pani z biblioteki. Koleżanka na przykład bardzo chciała pojechać ze swoim dzieckiem ze względu na jego chorobę lokomocyjną, więc po prostu wykupiła miejsce i pojechała jako pasażer.
  • 21.09.17, 12:21
    Czyli opieka nad grupą dzieci łatana przy pomocy rodzica może być nielegalna, bo rodzic nie ma przeszkolenia?
  • 21.09.17, 12:29
    Nie tyle nielegalna, co nieformalna. Czyli formalnie w razie "jakby co", to i tak odpowiedzialność jest po stronie placówki, rodzic pełni tylko funkcję pomocniczą, wsparcia organizacyjnego i psychicznego, ale formalnie za nic nie odpowiada i nie decyduje.
  • 21.09.17, 19:16
    "Czyli opieka nad grupą dzieci łatana przy pomocy rodzica może być nielegalna, bo rodzic nie ma przeszkolenia? "

    U nas w szkole nie ma o tym mowy. Rodzic może pomóc, ale liczba opiekunów z kwalifikacjami musi się zgadzać. Gdyby się zdarzył wypadek, prokuratura przede wszystkim sprawdzi czy było wystarczająco wielu opiekunów. Formalnych, nie rodziców.
  • 21.09.17, 15:18
    to jest niezgodne z przepisami, jeżeli jeden opiekun może przypadać na maksymalnie 10 niepełnoletnich , ale pomijając skrajnie nieodpowiedzialna wychowawczyni i ja bym wcale się z tego nie cieszyła
  • 21.09.17, 15:22
    Z jakimi znów przepisami jest to niezgodne? Gdy nauczyciel zabiera 25-osobową klasę I na pobliski plac zabaw albo jedzie z gimnazjalistami do muzeum miejskim autobusem to jest to niezgodne z przepisami? Nie żartuj.



    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • 21.09.17, 18:39
    Moadek nie żartuje

    --
    www.oszczedzac.pl/
  • 22.09.17, 07:13
    A co ma zrobić? Szkoła nie może zatrudniać nauczycieli jak chce. Szkoła ma to narzucone.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • 21.09.17, 12:10
    Taka ciekawostka, w szkole młodych w ogóle nie ma czegoś takiego jak pomoc rodziców przy wyjściach do teatru czy wycieczkach, zielonych szkołach. Nie wiem czemu w Polsce się nie da tak samo. Chyba, ze takie uczestnictwo to fanaberia pojedynczych szkół.

    --
    *
  • 21.09.17, 12:15
    W przedszkolu córki też nie ma, a dzieci wychodziły i jeździły sporo. Ponieważ zdarzało się, że to ja rezerwowałam jakieś wyjście np. do muzeum, pytałam zawsze czy mam iść i zakładałam, że ewentualnie pójdę. Ale nie, przedszkole ogarniało we własnym zakresie.
  • 21.09.17, 12:43
    bo moje dzieci z przedszkola dawno wyrosły i nie myślałam o kwestii tytułowej w tym kontekście, ale tak właśnie było: dzieci (młodsze niż w szkole, więc i opieki potrzebujące intensywniejszej) jeździły na wycieczki do innych miejscowości, zarówno w plener, jak i do muzeów i na warsztaty wszelkiej maści, na miejscu wychodziły do teatru/kina/zoo, co tydzień jeździły na basen i przedszkole ogarniało to samodzielnie bez najmniejszych problemów. A potem nagle w szkole okazuje się, że na basen czy do teatru "musi" jechać z nimi rodzic. No coś tu nie gra. I o ile faktycznie mogę (jeśli mogę, nie sądzę, że każdy może, różne ludzie mają sytuacje życiowe w domu i w pracy w końcu), to jadę, ale szkoła za to powinna być wdzięczna, a nie traktować to jako oczywistość i jeszcze rzucać focha, jeśli chętnych brak.



    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • 21.09.17, 12:50
    No właśnie. Z przedszkola moje chodziły do kina, teatru, muzeum, jechały na całodniową wycieczkę i nie było problemów.
  • 22.09.17, 08:48
    A widzicie różnicę w ilości personelu pomocniczego w szkole i przedszkolu? Przedszkolne grupy mają 2 wychowawczynie, na każdą grupę przypada minimum 1 pomoc kuchenne-sprzątająca + osoby z kuchni. Znajdą się te 2 -4 osoby na grupę. A w szkole skąd je wziąć?

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • 22.09.17, 08:50
    Z kątowni.
    Powtórzę to co już pisałam, szkoła/wychowawca klasy może poprosić o obecność 1-2 rodziców na wycieczce klasowej, ale nie może tego żądać.
  • 22.09.17, 08:52
    Co to znaczy z kątowni?
    Czy ktoś żąda? Na ogół wszyscy proszą.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • 22.09.17, 08:56
    To jest bzdurna odpowiedź na niemądre pytanie.

    Jeśli szkoła ma wpisane wycieczki do planu edukacyjno-wychowawczego to na szkole spoczywa odpowiedzialność za organizację opieki i nie wolno stawiać warunku "albo jadą rodzice albo wycieczka się nie odbędzie".
  • 22.09.17, 08:58
    Pytanie nie jest niemądre. Tylko odpowiedzi sensownej brak. Najłatwiej jest wymagać, oby tylko nic z siebie nie dać.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • 22.09.17, 13:29
    Czy ktoś żąda? Na ogół wszyscy proszą.

    Gdy proszą, to na ogół dostają.
    A czy ktoś żąda? Poczytaj cały wątek. Szczególnie posty, gdzie oprócz żądań są opisane również pogróżki, że jeśli nie zostaną te żądania spełnione, to szkoła zrezygnuje np. z obowiązkowych (!) zajęć na basenie...


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • 22.09.17, 13:45
    Basen jest obowiązkowy chyba przez pół roku, ale często gminy dofinansowują więcej, czasem rodzice opłacają, a szkoła organizuje. Poza tym basenem przez pół roku szkoła praktycznie nie musi organizować innych wyjść, nawet nieszczęsne rekolekcje można zrobić na sali gimnastycznej
  • 22.09.17, 14:10
    No i?


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • 22.09.17, 08:46
    W przedszkolu masz dwie wychowawczynie plus woźną, pomoc, czy jak tam na 25 osób, w szkole masz jedną panią na circa about 30

    --
    "Natenczas onegdaj azaliż plwasz waść do strawy pozostawionej w holu?"
  • 21.09.17, 12:27
    Da sie. Wiekszosc szkol sobie radzi bez pomocy rodzicow.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 21.09.17, 12:29
    Czyli po prostu należy zdyscyplinować pozostałe big_grin No chyba, że rodzice lubią ten biznes, ale z wątku wynika, że nie.

    --
    *
  • 21.09.17, 12:33
    Jak komus to przeszkadza to nie dyscyplinuje. Tylko niech sie potem nie rzuca ze dzieci nie chodza i nie jezdza.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 21.09.17, 12:35
    Chyba nie zrozumiałam smile

    --
    *
  • 22.09.17, 09:08
    bo mi poprawiło "niech" na "nie" wink
    chodzi mi o to ze mozna dyscyplinować szkoły jesli chodzi o wymagania wzgledem rodziców, ale najprawdopodobniej w wiekszosci z nich skonczy sie to tym ze dzieci nigdzie nie pojda ani nie pojada. bo wiekszosci szkół, zwłaszcza w mniejszych gminach, nie stac na zatrudnienie dodatkowych opiekunów albo wykorzystanie juz zatrudnionych, ale przeciez mających zajęcia w innych klasach (koniecznosc organizowania zastępstwa). wiec jesli rodzice nie pomogą,to dzieci nigdzie nie wyjdą.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • 21.09.17, 16:17
    A ja mam takie obserwacje że to od wychowawcy zależy. W klasach 1'3 nie odbyła się żadna wycieczka bez co najmniej 2 rodziców. Jak w 4 kl zmieniła się wychowawczyni i na zebraniu zapowiedziała wycieczkę to rodzice z rozpędu się zastanawiali kto pojedzie. A Pani na to że nie ma potrzeby. Zaznaczam że to ta sama podstawówka.
    Z kolei w innej szkole u córki kl 5 pan ich też zabierał sam 18 osób miejskimi autobusami. Jak jechały 2 klasy to z nimi wychowawcy plus dodatkowy nauczyciel. Słownie raz byliśmy poproszeni o zorganizowanie na szybko dowozu na konkurs 3 dzieci do innej szkoły bo wynikł jakiś problem z transportem ale nie o opiek.e tu chodziło..rodzice dzieci konkursowych ogarnęła temat z nauczycielem.
    Nadmieniam że szkoła wiejska na obrzeżach miasta wojewódzkiego.
    Dziwnym trafem nie ma w niej problemów z podręcznikami ani nauczycielami po reformie.
    Więc przypuszczam że to kwestia organizacji
  • 21.09.17, 12:47
    Czytuję ze stroną oświata.abc.com:
    Przepisy prawa oświatowego nie normują liczby uczniów uczestniczących w wyciecze lub imprezie szkolnej przypadających na jednego opiekuna. Kwestie te mogą zostać uregulowane w prawie wewnątrzszkolnym – statucie szkoły lub regulaminie organizacji wycieczek w szkole. Ostatecznie program wycieczki lub imprezy, w tym liczbę opiekunów zatwierdza dyrektor szkoły mając na uwadze zapewnienie opieki i bezpieczeństwa uczniom.
    Dalej:

    Zaleca się, w różnego rodzaju opracowaniach na temat turystyki szkolnej, aby w trakcie wycieczki:

    – w tej samej miejscowości co szkoła opiekun powinien przypadać na 30 uczniów, ale przy korzystaniu ze środków komunikacji liczba opiekunów powinna być wyższa

    Czyli w takiej np 7 klasie nauczyciel wymagając obecności 2 rodziców może leciutko przesadza...czyli to jest dowolnie i mógłby równie dobrze sam wybrać się z dziećmi jak pisze inna forumka
  • 22.09.17, 08:46
    Mógłby, gdyby uznał, że jest w stanie zapewnić na wycieczce bezpieczeństwo. Jeżeli uzna, że klasa nie zachowuje się bezproblemowo, to szuka osób do pomocy. Jeżeli nie znajdzie, to nie ryzykuje.
  • 21.09.17, 12:49
    U nas to samo.
    Moje dziecko nie chodzi na basen w szkole, bo musiałabym chodzić jako opiekunka. A już siebie widzę z niechodzącym 2latkiem i ogarniającą trzeciaklasistów. Analogicznie - wycieczki klasowe.

    Jak jak chodziłam do szkoły to nie było problemów i rodzicom nikt głowy nie zawracał. Więc oczekuję tego samego. Jakbym chciała się angażować w życie klasowe swojego syna t bym go posłała do szkoły prywatnej.
  • 21.09.17, 15:06
    bardzo rzadko szkola ma taka prosbe, tylko jak organizuja naprawde jakis wielki event dla calej szkoly. I w 1-2 klasie do wyjsc na lodowisko w ramach wf. Jak mi pasowalo to chodzilam na lodowisko. Najwiecej roboty bylo przy zakladaniu lyzew, wiekszosc dzieci sama nie potrafila porzadnie zawiazac lyzew, bywalo, ze rozmiar nie pasowal i trzeba bylo isc zamienic itp. Ale w trzeciej klasie juz sobie radzili.
  • 21.09.17, 16:15
    Tak czytam wypowiedzi ematek i sie zastanawiam... co , według tych, które krzyczą najgłośniej, ma zrobić taka wychowawczyni? Ale tak konkretnie, co ma zrobić?

    Wyjdzie z inicjatywą do dyrektora o zatrudnienie dodatkowego personelu- zostanie wyśmiana , bo na takie rzeczy żaden organ prowadzący pieniędzy nie da.
    Wyjdzie do rodziców z prośbą o opiekę.. w sytuacji gdy nie będzie na to chętnych/ mogących się tym zająć rodziców, nie ma żadnej innej możliwości , bo przecież sama z całą grupą nie pójdzie.
    Wyjdzie z pomysłem opłacanej opiekunki- już widzę jak się dziewczynie dostanie!

    Więc pytam ponownie, co ma zrobić wychowawczyni? Bo chyba nie prosić męża i teściową żeby poszli z waszymi dziećmi na ten basen?
    Optymalnym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby zrezygnować z wyjść, po prostu. Ale jak widzę, to ematkom również nie odpowiada... więc co ma zrobić???

    I żeby było jasne, ja rozumiem ,że ktoś może " nie móc", nawet jeśli nie pracuje zawodowo poza domem.

    --
    Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wku...ć to już żaden problem big_grin
  • 21.09.17, 16:22
    A jak radzili sobie nauczyciele 20 lat temu? No jak?
  • 24.09.17, 06:56
    Ja chodziłam do podstawówki w l.90-tych i praktycznie wszędzie jeździła z nami niepracująca mama kolegi z klasy. Czasem dwie.

    --
    come to the dark side, we have cookies!
  • 21.09.17, 16:24
    Wyjdzie z inicjatywą do dyrektora o zatrudnienie dodatkowego personelu- zostani
    > e wyśmiana , bo na takie rzeczy żaden organ prowadzący pieniędzy nie da.


    Dlaczego ma zostać wyśmiana? Jeśli dyrektor uważa, że nie powinna wychodzić sama z klasą (i np. sam był współautorem takiego punktu w statucie) to może to być zaczynek do dyskusji o wprowadzeniu zmian w tym temacie. Jeśli statut nie narzuca takich ograniczeń, to w czym problem?

    Wyjdzie do rodziców z prośbą o opiekę.. w sytuacji gdy nie będzie na to chętnyc
    > h/ mogących się tym zająć rodziców, nie ma żadnej innej możliwości , bo przecie
    > ż sama z całą grupą nie pójdzie.


    Niby dlaczego "sama z grupą nie pójdzie"?

    Optymalnym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby zrezygnować z wyjść, po prostu. A
    > le jak widzę, to ematkom również nie odpowiada...


    Którym konkretnie to nie odpowiada?

    I żeby było jasne, ja rozumiem ,że ktoś może " nie móc", nawet jeśli nie pracuj
    > e zawodowo poza domem.


    Skoro więc to rozumiesz, na jakiej podstawie szkoła (systemowo, nie jedna wychowawczyni - ewenement, którą akurat jakaś wkurzona emama opisała na forum) oczekuje, że jednak "ktoś może" i na takim założeniu opiera swoje oficjalne plany dydaktyczno-wychowawcze? Autorka wątku ma rację, to jest postawione na głowie. Normą powinno być takie rozplanowanie wyjść, żeby opiekę zapewniał personel zatrudniany przez szkołę. Prosić o wolontariat rodziców uczniów szkoła oczywiście może, ale powinno to być traktowane jako miły bonus, a nie coś, co się rozumie samo przez się.


    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • 21.09.17, 16:32
    Uważam też, że tych wyjść jest bardzo dużo, jest to jakiś biznes w szkołach. Rodzice dokładaja sporo na te wyjścia ale póki co stać nas.
    Może nauczyciele też wola wyjść do kina zamiast prowadzić lekcje.
    Część wyjść w młodszych klasach typu kino po prostu można realizować po lekcjach a nie zamiast lekcji albo z rodzicami ale to chyba temat na inną dyskusję..Za moich czasów tych wyjść nie było albo byłam na wykopkach w PGRsmile albo wycieczka gdzieś do zakładu pracy za darmo w stylu fabryka czekolady wiadomo Wedel. Czasem kino.
  • 21.09.17, 16:49
    "Dlaczego ma zostać wyśmiana? Jeśli dyrektor uważa, że nie powinna wychodzić sama z klasą (i np. sam był współautorem takiego punktu w statucie) to może to być zaczynek do dyskusji o wprowadzeniu zmian w tym temacie. Jeśli statut nie narzuca takich ograniczeń, to w czym problem?"
    Jesteś chyba , bez urazy, ostro oderwana od szkolnej rzeczywistości kadrowo- płacowej, zuleyko. To raz.
    Dwa, że będąc wychowawczynią 30 siedmiolatków przenigdy nie poszłabym z nimi sama na basen. I nie pojechalabym z nimi jako jedyna na wycieczkę autokarową. Byłaś kiedyś na wycieczce autokarowej siedmiolatków?

    "Nie lubię tego, ale wychowawczyni stawia sprawę tak - "jak nie będzie opieki, dzieci nie jadą" i szkoda mi, żeby syna ominęło fajne wyjście/przedstawienie/film."
    To są słowa żywcem zacytowane z którejś z wcześniejszych wypowiedzi, a zapewniam Cię , że gdyby szkoła faktycznie nie organizowała żadnych wyjść, również posypałyby się gromy.
    Oczywiście, że zapewnianie przez szkołę właściwej opieki również na wyjściach powinno być normą. Oczywiście, że szkoła powinna zapewniać dzieciom rozwój również poza swoimi murami. Tyle że w niektórych szkołach tak się po prostu nie da, bo nauczyciele- często również sam dyrektor, natrafiają "wyżej" na mur. No, ale ja się nie znam, a przecież według ematki fszystko jest rurzowe big_grin

    --
    Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wku...ć to już żaden problem big_grin
  • 21.09.17, 16:50
    przepraszam, swoją wypowiedz kierowałam do karen_ann, nie do zuleyki.

    --
    Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wku...ć to już żaden problem big_grin
  • 21.09.17, 16:51
    Szlag by to.. do Iwoniaw , znów mi przeskoczyło coś uncertain


    --
    Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wku...ć to już żaden problem big_grin
  • 21.09.17, 17:00
    Dwa, że będąc wychowawczynią 30 siedmiolatków przenigdy nie poszłabym z nimi sa
    > ma na basen


    Po pierwsze, u nas są klasy max 25-osobowe. Po drugie - na basen jeżdżą wynajętym autokarem, który przewozi je wprost pod drzwi basenu spod samej szkoły (gdy ja byłam w podstawówce, na basen jeździliśmy z nauczycielką komunikacją publiczną). Po trzecie - na hali basenowej dzieci mają dwóch instruktorów prowadzących zajęcia. Jest tam też oczywiście ratownik. Na czym zatem polegały problem?

    I nie pojechalabym z nimi jako jedyna na wycieczkę autokarową. Był
    > aś kiedyś na wycieczce autokarowej siedmiolatków?


    Czym wycieczka autokarowa się różni od innej, poza tym, że dzieci ci się nie rozłażą po całym autobusie, którym podróżują też obcy ludzie? Przecież nie prowadzisz tego autokaru, kierowca jest w pakiecie, podobnie jak pilot. U nas jeżdżą przeważnie razem po dwie klasy, ok. 50 dzieci, dwie wychowawczynie i pilot(ka)-przewodnik. No i kierowca.
    Rodzice są proszeni o opiekę na wycieczkach komunikacją zbiorową raczej.


    --
    Ignorantia non est argumentum
  • 22.09.17, 07:37
    A potem afera, bo maleństwo wróciło z mokrą głową albo pani nie dopilnowała, żeby zabrało kostiumik. Już nie wspominając o tym, że są do pilnowania dwie szatni i korytarz.
    Zazwyczaj przejazd autokarem, to nie jest jedyny punkt i cel wycieczki. Może dziewczyny, które jeżdżą jako opiekunki opowiedzą ci co się dzieje po wyjściu z autokaru. Najłagodniejszy scenariusz jaki przychodzi mi do głowy to taki, że przy liczeniu nagle się okazuje, że jednego brakuje i trzeba np. przeszukać kino czy teatr albo taki, że jednemu z dzieci zachciewa się siusiu. Samo z sali wyjść nie może i sama reszta grupy zostać nie może.
    Byłabyś pewnie pierwsza do awanturowania się o brak właściwej opieki w każdej z tych sytuacji.
  • 22.09.17, 08:18
    zapomniałaś wspomnieć że statystycznie na 30-osobowy zestaw maluchów pięcioro-sześcioro wymiotuje w trakcie dłuższych wyjazdów, najczęściej jednocześnie, bo to idzie jak reakcja łańcuchowa big_grin big_grin big_grin

    --
    Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wku...ć to już żaden problem big_grin
  • 22.09.17, 09:19
    Ja miałam na myśli głównie wycieczki komunikacją miejską, których u nas w ciągu roku jest sporo.
    Na wycieczki autokarowe z noclegiem zazwyczaj znajdują się chętni nauczyciele i jakaś mama.
  • 22.09.17, 07:48
    Zatrudnienie etatowego opiekuna na okoliczność wycieczek to najmarniej ponad 30.000 rocznie, a co to jest jeden na szkołę.
    Na godziny nie bardzo to sobie wyobrażam, bo o ile basen jeszcze by się dało zabezpieczyć to inne wyjścia już byłoby trudno, bo jak, gdzie i kogo szukać. I kto da na to pieniądze?
  • 21.09.17, 16:49
    Ja jeżdżę na te dalsze, całodniowe. Biorę urlop i jadę, zdarza się to z 2 razy w roku. Nie kolekcjonuje urlopu, syn uwielbia jak jadę - ma prawie 6 lat. Ogarniam dzieci wszystkie, bo je nawet lubię.
    U nas klasy są mało liczne, za bilety płacę sobie sama, najcześciej starcza kadry do opieki.
  • 21.09.17, 16:57
    U nas nie ma żadnego problemu i nigdy nie było. Są rodzice, którzy nie pracują, mają wolne zawody, pracują na zmiany, mają swoje firmy i większą swobodę. Wielokrotnie jeździłam na wycieczki, na basenie o dziwo najwięcej było ojców, na dwudniową wycieczkę też pojechało dwóch tatusiów. Najwięcej chętnych było na wycieczkę na lotniskosmile
    U nas jakoś tak fajnie się ułożyło, że generalnie dogadujemy się. Są rodzice, którzy mogą pojechać na wycieczkę, inni przyniosą jakieś gadżety, inni pojadą do makro po wodę na wycieczkę, a jeszcze inni załatwią jakieś wejście na teren swojej firmy. Każdy coś tam robi.
    Ach, żyję w Warszawie
  • 21.09.17, 17:31
    Moje dzieci były w wielu klasach wielu szkół, więc powiem tak:
    1) tylko jeden jedyny raz dostałam na początku roku szkolnego plan pracy wychowawcy, w którym były uwzględnione wycieczki na cały rok szkolny, jedne z dokładnym terminem, drugie np. w marcu - 1 dzień. To było piękne, bo rodzice we własnym zakresie podzielili się, kto kiedy, gdzie. Nawet pracoholik i mega VIP może sobie zabukować jeden dzień na ileś tygodni naprzód na wyjście z dziećmi. Problem w tym, że nigdy więcej nie widywałam takiego planu pracy wychowawcy i zdarzyło się, że wychowawczyni zapytała czy mogłabym z dnia na dzień. Ale się wtedy wkurzyłam, bo zasadniczo mogę, a jak nie mogę, to sobie tak poukładam, że i tak mogę, no ale z dnia na dzień odwoływać moje spotkania z poważnymi ludźmi, bo pani wychowawczyni sobie przypomniała w ostatniej chwili, że ona ma wyjście z dziećmi, o którym wiedziała na pewno, tylko zapomniała poinformować rodziców?! Urzekł mnie kiedyś pomysł, który urodził się Holandii, żeby każdy rodzic dziecka dostał jeden dodatkowy dzień urlopu celowego na przyjście do szkoły. Nie musiał nic robić, o ile nie czuł się na siłach, ale miał ten dzień spędzić w szkole dzieci. Jeśli nie, przepadał. Nie śledziłam, czy wcielili taki pomysł w życie.
    2) na początku każdego roku szkolnego zawsze deklarowałam, że lubię wychodzić z dzieciakami i mówiłam, kiedy mogę. Wychowawcy korzystali, dzięki czemu nie raz doświadczyłam focha ze strony rodziców, po co drugi opiekun? Nigdy nie oczekiwałam jakichkolwiek podziękowań, ale foch za to, że idę jako opiekun i dobrowolnie zobowiązuję się do pilnowania również cudzych dzieci - nie dziękuję. Efekt: koniec podstawówki (6 klasa), koniec moich wyjść. Przy czym uważam, ze założenie, że starsze dzieci nie potrzebują drugiego opiekuna jest błędne. Na początku i końcu "pochodu" klasy powinna iść dorosła i rozgarnięta osoba. Nie mamuśka, która ma ochotę sobie pogadać z wychowawczynią czy zmniejszyć dystans. Na klasowych wycieczkach, jeśli się poważnie podchodzi do swojego zadania, nie ma na to czasu. A co potrafią wymyślić dzieciary w wieku gimnazjalnym, gdy ich wychowawczyni pójdzie na chwilę do toalety, nie mogę opisać, bo zszargałabym dobre imię ex-szkoły mojego dzieckasmile Poza tym, zachowania ludzi w komunikacji publicznej względem dzieci potrafiły przyprawić mnie o opad szczęki, a wydawało mi się, że dużo w życiu widziałam i że takie rzeczy to nie w biały dzieńsmile
    3) zgodzę się w 100% ze stwierdzeniem, że umiejętności komunikacyjne i organizacyjne tak wychowawcy, jak i dyrekcji są kluczowe. Jak się wychowawczyni uparła, że raptem kilkunastu normalnie zachowujących się dwunstolatków ona na wycieczkę komunikacją miejską nie zabierze, to choć rodzice deklarowali się do opieki i tak nie zabrała.
    4) zdarzyło mi się też, że dyrektorka miała tylu "pracowników świetlicowych", że nikt z rodziców nigdy nie był potrzebny, choć mile widziany smile Pracownicy świetlicowi w tej szkole (publiczna, rejonowa; panowie i panie) nawet specjalizowali się w zapewnianiu dzieciom pewnych atrakcji, pan od fantoma, pani od origamismile Może dyrektorka tej szkoły była żoną burmistrzawink Szkoda, ze rodzice nie mają realnego wpływu na wybór dyrektora sad A może i dobrze, bo gdyby mieli, dyrektorkami zostawałyby katechetki big_grin
  • 22.09.17, 08:52
    Ostatnie zdanie mogłaś sobie darować.

    Matka która na zebraniu wyrywa się sama z deklaracja ze może uczestniczyć w wyjsciach nie posiada obycia z umiejętności społecznych
  • 21.09.17, 23:15
    W szkole moich dzieci nie prosi się standardowo rodziców o dodatkową opiekę nad klasą w czasie wycieczek. Na wycieczkę zazwyczaj jadą 2 klasy razem (równoległe), więc są 2 nauczycielki plus jedna z pań świetliczanek. Trzech dorosłych pedagogów spokojnie ogarnia 2 klasy. Ja na wycieczce z klasą dziecka byłam raz (z siedmiolatkami), bo moje dziecko miało rękę w gipsie, na wycieczce było bardzo dużo chodzenia po trudnym terenie i wychowawczyni obawiała się, że w razie wywrotki może dojść do naruszenia zrastającej się ręki.
  • 22.09.17, 01:01
    To u nas ostatnio wręcz odwrotnie - chętnych rodziców (wcale nie same mamy) jest więcej niż zapotrzebowania (akurat tak się złożyło, że większość ma jakąś działalność/firmę) wink A dzieci naciskają, że ostatnio była mama kolegi, to teraz Ty jedź ze mną!
    A szkoła nie chce, jadą dwie klasy, to są dwie wychowawczynie plus jedna/dwie panie od świetlicy i więcej wcale nie trzeba na 30-tkę dzieci wink
  • 22.09.17, 06:09
    U nas nigdy nie proszono rodziców o pomoc. Basen, wycieczki, zielone szkoły były zabezpieczane przez nauczycieli.
    Nawet, gdybym mogła, to nie jeździłabym, bo boję się brać odpowiedzialność za dużą grupę obcych dzieci.
  • 22.09.17, 09:16
    Dokładnie się z tym zgadzam.
    Mimo że mogłam to nigdy nie byłam na szkolnej wycieczce. Nie chcę brać odpowiedzialności za obce dzieci. Formalnie oczywiście odpowiada nauczyciel i dyrektor że nie wprowadził procedury zapewniającej bezpieczeństwo, ale w przypadku wypadku ślad w psychice zostaje. Nie mam wykształcenia pedagogicznego, kursu pierwszej pomocy, nie znam dzieci, nie wiem co robić w sytuacji ataku paniki, więc nie pakuję się do opieki. Co innego własne dziecko. Pozatym pewnie podświadomie bardziej zwraca się uwagę na swoje dziecko, więc jaka to opieka nad całą klasą.
    U nas w szkole takie są procedury i bardzo dobrze bo w razie wypadku odpowiada za to dyrektor. Dodatkowi rodzice - ok, ale podstawowa opieka jest ze szkoły.
    Jeżeli chodzi o to skąd są te osoby to proste - pracowników jest wielu, oprócz nauczycieli świetlicy czy biblioteki działa to na zasadzie koleżeńskiej wymiany. Nauczyciel oprócz pensum w szkole ma jeszcze czas. Np. na wycieczkę z II A jedzie pani Zosia z II B jak jej klasa ma lekcje na późniejszą godzinę, a potem innego dnia pani Krysia jedzie z klasą pani Zosi. Da się, tylko trzeba poszukać i wcześniej zaplanować.
  • 22.09.17, 12:45
    Zgadzam się, że tak powinno być.
    U nas w pierwszej kolejności wychowawczyni zwraca się do nas rodziców żebyśmy zapewnili opiekę w czasie wyjść. Jeśli nikt się nie zgłosi dopiero jest załatwianie opieki w szkole: pytanie czy pani Basia ze świetlicy może.

    Uważam, że jest to chore. Jak pisałam wcześniej jeszcze dodatkowo spotkałam się z szantażem emocjonalnym wychowawczyni: "a bo państwa na wycieczkach w zeszlym roku nie było".
  • 22.09.17, 09:02
    U nas było zawsze wielu chętnych do wyjść. Raz wpisałam się na listr wyjścia na basen i okazało się że bym 4 osobą. Pozostałe nie wypisywaly się tylko przychodziły jak zawsze. Mnie to zniesmaczylo bo mogłam inaczej wykorzystać czas opieki a listę traktować serio. To kwestia na co nauczyciel pozwala.
    Nie zawsze przychodzą rodzice - to są często młode jeszcze babcie, ojcowie. Ci ostatni są mile widziani na wycieczkach bo potrafią poczestowac słodyczam, jak coś powie to się go słucha😉
  • 22.09.17, 10:35
    W szkole syna rodzice NIE MOGĄ jeździć jako dodatkowi opiekunowie na wycieczki szkolne. Jeździ wychowawca, wychowawca wspomagający (w naszym przypadku pedagog szkolny) i dodatkowy nauczyciel - mówię o wyjazdach kilkudniowych. Wyjścia do kina itp. - wychowawca i np. jedna ze świetliczanek.

    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • 22.09.17, 12:38
    Mówisz o szkole integracyjnej?
  • 22.09.17, 13:08
    Teraz sa takie przepisy. U nas teraz też już nie jeżdżą rodzice.
  • 22.09.17, 14:59
    Nie. W szkole po prostu jest dwóch wychowawców. Jeden "główny", drugi wycieczkowo-zastępczy.

    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • 23.09.17, 21:38
    To co piszesz nie dotyczy zwykłej szkoły podstawowej w klasach starszych
  • 24.09.17, 07:12
    Niepracujący rodzice, panie ze świetlicy ,Pono pedagogika czy pani psycholog.te ostatnie w sytuacjach awaryjnych

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.