03.10.17, 20:54
Tak odnośnie lekceważącego tonu opisujące "nieważne"przedmioty.

Szkoła w Anglii poprawiła swoje wyniki ( w tym matematyki) dzięki intensywnej edukacji muzycznej . Tak dodatkowej muzyki, nie matematyki. Wyniki z matematyki z 2011 przed wprowadzeniem muzyki to 2.4% poniżej średniej krajowej a teraz jest 6.5 % powyżej średniej.

www.theguardian.com/education/2017/oct/03/school-results-music-bradford?CMP=fb_gu
Uniwersalne lekarstwo na sukcesy szkolne? Wątpię. Jednak warto chwilę pomyśleć zanim zaczniemy wyśmiewac "michałki"
Edytor zaawansowany
  • maniaczytania 03.10.17, 21:31
    Cóż, już kiedyś w którymś wątku o tej muzyce pisałam. Muzyka to nie jest żaden michałek, to jest bardzo ważny przedmiot, a jego korelacja z matematyką i fizyką chociażby jest duża. Muzyka rozwija w wielu dziedzinach.
    Ale - nie w takiej postaci, w jakiej wysokości polskich szkołach funkcjonuje. Trzeba grać na instrumentach i dużo muzyki słuchać. A muzyka u nas od lat w poważaniu głębokim, stąd tylu analfabetów muzycznychyba i fanów disco polo.

    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 03.10.17, 21:34
    Nie wysokości, tylko większości

    --
    Maniaczytania - blog
  • szorstkawelna 03.10.17, 21:38
    Przede wszystkim, powinno się uczyć czytać (grać) muzykę.
    Pisanie muzyki to wyższa szkoła jazdy, przynajmniej dla mnie.
  • berdebul 03.10.17, 22:47
    O ile grasz. W mojej szkole na lekcjach muzyki rysowaliśmy rzędy nut/kluczy wiolinowych, do tego kolorowanki i koniec.
  • tmk123 03.10.17, 21:39
    Niestety to są najczęściej głupie michałki "podpisać nuty nazwami literowymi" "Zagramy na trójkacie melodię ludową. Podobnie jak plastyka "jak spedziłem ferie zimowe"
    Tak muzyka może być lekarstwem na sukcesy szkolne. Moj syn w wieku 7-8 lat nie rozpoznawał dzwięków takic niby znanych trzaśniecie dzrwi w domu, przejezdza twamwaj, leci woda. Pisał z jakimiś koszmarnymi przekręceniami. W końu na dokładnych badaniach neurologicznych wyszło że jest totalnie głuchy. Dokładniej - mózg na znaczną część dzwięków.
    Chodziłam po psychologach i psychitrach i nikt nie wiedział co z tym zrobić- tego sie nie da leczyć.
    W końcu Stara emerytowana nauczycielka powiedziała niech go pani zapisze na jakies zajecia muzyczne. Niestety wszystkie zespoły tańca, chóry itp wymagały chociaż minimum słuchu, poczucia rytmu i zaangażowania.
    W końcu prywatnie zgodził się nauczyciel gitary. Godzina zajeć tygodniowo i 15 minut ćwiczen, codziennie już ze mną.
    Cwiczenia to nudne granie gam, panie Janie, wlazł kotek na płotek. I po kilku miesiącach stał się cud, zaczęła się stopniowa ale systematyczna poprawa. Nie potrafię racjonalnie wyjaśnić jak to możliwe , że 15 minut ćwiczeń przez dwa lata dało takie olbrzymie postępy. Moje dziecko miało jeszcze dysleksje, dysgrafię itp i żadne ćwiczenia nie przyniosły takich rezultatów. A były one widoczne również w matematyce i nauce języków obcych
  • szorstkawelna 03.10.17, 21:42
    Z ciekawości spytam, w jakim wieku syn zaczął się uczyć muzyki?
  • tmk123 03.10.17, 21:54
    @szorstkawełna
    Miał 9 lat,chodził na zajęcia przez dwa lata. gitara jest specyficzna bo dżwiek moze być czysty mozna go wytłumić,źle zagrać- więc trzeba słuchać co sie gra. Po tych dwóch latach nie mozna powiedzieć żeby nauczył się grać na gitarze. No ale słyszeć TAK
  • joa66 03.10.17, 22:37
    Jako ciekawostką powiem, że moje dziecko "umiarkowanie utalentowane manualnie" zrobiło ogromne postępy (w tym w rysunku) po jeździe konnej (kucykowej). Przedszkolanki myślały, że intensywnie ćwiczymy w domu rysowanie.
  • szorstkawelna 03.10.17, 23:28
    Hmm i to są ciekawe rzeczy. Mój syn jest prawdopodobnie dyslektykiem, na szczęście jest dość utalentowany matematycznie, ale cała reszta leży lub prawie leży. Kiedyś miał niedosłuch (parę lat minęło zanim zmieniłam laryngologa na takiego, który zdiagnozował problem i skierował syna na zabieg) i w tym czasie miał w domu zajęcia z gry na keyboardzie i może to śmieszne, ale grał lepiej niż moje drugie dziecko, które nie ma ani niedosłuchu ani dysleksji. Myślę, że po części umożliwiły mu to zdolności matematyczne a częściowo to, że to dobre, trochę powolne, ale mocno chcące dziecko. Zawsze robiło mi się ciepło na sercu kiedy słuchałam jego brząkania.
    Przepraszam, ze tę dygresję, ale tak mi się przypomniało.
    Może przy okazji, ktoś ma jakiś pomysł na dziecko w czwartej klasie, które uporczywie czyta źle po angielsku, np "I" to jest w 9/10 przypadkach nasze polskie "i". Mój drugi syn jest najlepszy z angielskiego w swoim roczniku, bez żadnego wysiłku/nauki w domu. Za to ten starszy chyba nigdy nie nauczy się żadnego języka. Boję się, że utrudni mu to życie w przyszłości i nie mam żadnego pomysłu na to jak mu pomóc.
  • kochamruskieileniwe 03.10.17, 21:43
    www.szare-komorki.pl/?p=584
    naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,390458,gra-na-instrumencie-korzystnie-wplywa-na-mozg.html
    www.focus.pl/artykul/gra-na-instrumentach-a-rozwoj-mozgu
    smile

    Tyle, że to kwestia gry na instrumencie. I co najmniej 2,5h tygodniowo.
  • troompka 03.10.17, 22:08
    tak smakowicie sie zapowiadalo...a tu znowu o szkole smile
  • joa66 03.10.17, 22:09
    big_grin Też lubię
  • tmk123 03.10.17, 22:32
    Zapowiadało się smakowicie i jest. O szkole też. Swoją drogą fizyka, matematyka, drgania, fale, gamy, to wszysto jest powiązane. Ale ze szkoły trzeba wynieść pewną wiedzę matematyczną i fizyczną,zeby dostrzec niesamowite związki
  • lodomeria 04.10.17, 01:43
    Bo u nas to jest błędne koło: rodzice nie szanują tych przedmiotów, szkoły zatrudniają nauczycieli z łapanki, broń Boże takiego, co mu się chce, bo to tylko kłopot, lekcje są marne więc nikt nie traktuje poważnie.
    Z resztą, nawet w szkołach muzycznych bez sensu się uczy: celem jest wyłuskanie geniuszy i pchnięcie ich na studia muzyczne a nie rozmuzykowanie społeczeństwa.
  • astrum-on-line 04.10.17, 14:42
    lodomeria napisała:

    > Z resztą, nawet w szkołach muzycznych bez sensu się uczy: celem jest wyłuskanie
    > geniuszy i pchnięcie ich na studia muzyczne a nie rozmuzykowanie społeczeństwa
    > .

    To chyba jest w ogóle problem polskiej edukacji. W sporcie też liczą się tylko talenty a nie pokazanie dzieciom przyjemności z uprawiania sportu.
  • mysiulek08 04.10.17, 05:24
    Jestem totalnym muzycznym beztalenciem, zero sluchu, rytmu itp, lekcje muzyki z marnym nauczycielem, ktory pilowal gamy i nic wiecej to byl koszmar. Ale mialam to szczescie, ze trafilam ze swoim i nie tylko rocznikiem na 'wychowanie muzyczne' u Jozefa Wilkomirskiego. "Spedy" na jego poranki muzyczne w filharmonii, specjalne edycje koncertow, zaowocowaly wielka miloscia do muzyki klasycznej i sluchania jej na zywo. Co by nie mowic, wychowal sobie spore grono 'klientow' smile Spiewac nie spiewam, grac na zadnym instrumencie nie gram, ale na koncert do filharmonii/opery pobiegne gdziekolwiek jestem smile

    Dzisiaj komukolwiek w szkole sie chce nauczac sluchac Muzyki?
  • joa66 04.10.17, 07:45
    ha! Miałam podobną nauczycielkę - w każda niedzielę miałam być w filharmonii, ewentualnie Teatrze Wielkim - wkleic bilet do zeszytu i napisać czy koncert mi się podobał (dla młodszego pokolenia - w "tamtych" czasach wejściówka do filharmonii kosztowała tyle co bilet na tramwaj). Absolutnie minimum na zaliczenie "michałka" to był koncert raz w miesiąc. Była nieustanna walka z rodzicami. Ja zaczęłam doceniać kiedy z jakichs powodów nie poszłam na koncert dla dzieci i poszłam na "prawdziwy dla dorosłych" , na którym nie było ględzącej cioci Jadzi.
  • kochamruskieileniwe 04.10.17, 08:34
    nie lubiłaś cioci Jadzi? suspicious

    Mnie się marzył ktoś taki jak Leonard Bernstein. Są zapisy jego programów, w którym tłumaczył dzieciom jak działa orkiestra, jak słuchać muzyki...
    Te programy mają już jakieś 50-60 lat, ale są fantastyczne. Chociaż na żywo, w filharmonii byłoby jeszcze lepiej smile
  • kochamruskieileniwe 04.10.17, 08:38
    A co do podejścia wielu rodziców do edukacji muzycznej.
    Udało się zarezerwować bezpłatne zwiedzanie Filharmonii Warszawskiej - zwiedzanie, towarzyszenie próbie chóru, orkiestry itp. Bo FW organizuje coś takiego, tylko trudno zdobyć termin (zgłoszenia 1 września , do południa wszystko zajęte)
    No i co rodzice (niektórzy) na to - eeee.... Filharmonia, dzieci się będą nudzić, są za małe. Dzieci 6-7 lat.
    Wycieczka się jednak odbyła. Dzieciaki zachwycone, zadawały mnóstwo naprawdę świetnych pytań smile
  • joa66 04.10.17, 08:39
    Znam smile Ciocię Jadzię nawet lubiłam do czasu kiedy poszłam na koncert bez cioci Jadzi smile
  • mysiulek08 05.10.17, 02:49
    Takie wlasnie byly te poranki, a wlasciwie lekcje muzyczne smile dyr Wilkomirski opowiadal o instrumetach, muzyk demonostrowal, o dzwiekach, nutach, orkiestrze. To nie bylo gledzenie, to bylo porywajce smile tak pamietam i ta zywiolowosc Wilkomirskiego smile
  • majarzeszow 04.10.17, 06:18
    bo przedmiot pt "muzyka" w szkole to w wiekszosci przypadkow odbebnianie i taka lekcja odpoczynku miedzy waznymi przedmiotami. ja nad tym ubolewam, bo kocham muzyke, gralam w mlodosci w orkiestrze dętej (perkusja), a teraz 2 rok ucze sie grac na saksofonie. moje dzieci lubia tylko sluchac muzyki, niekoniecznie takiej jaka ja lubie. 1 stycznia punktem obowiazkowym u nasw domu jest obejrzenie koncertu noworocznego z Wiednia, to wynioslam jeszcze ze swojego domu (tato po szkole muzycznej: skrzypce i gitara).
    a sama mam zle wspomnienia z lekcji muzyki ze szkoly. nauczyciel kazal nam podpisywac nuty, w tym czasie czytal sobie gazete, a ostatnie 10 minut cos tam pobrzdąkał na kompletnie nienastrojonym pianinie.

    --
    MAJA i:
    http://dhbm.daisypath.com/uu68p2.pnghttp://dhbm.daisypath.com/LgIJp1.png
  • ichi51e 04.10.17, 06:23
    Jakie michalki? Jakim glabem trzeba byc zeby nie wiedziec o oczywistym zwiazku matematyki i muzyki? Chyba w podstawowce bylo ze w starozytnej Grecji to byl jeden przedmiot

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • maslova 04.10.17, 09:42
    > Jakim glabem trzeba byc zeby nie wiedziec o oczywistym zwiazku matematyki i muzyki?

    Eeee...??? uncertain Serio uważasz, że związek tych przedmiotów jest tak powszechnie znany? Przypuszczam, że żyjesz w otoczeniu rzeszy takich "głąbów".
  • mamma_2012 04.10.17, 07:38
    Zdolności matematyczne często współwystępują z muzycznymi, to dość znane zjawisko.

    Nawet jeżeli wprowadzi się codzienne lekcje muzyki w takiej formie jak są w polskich szkołach, to nie nastąpi opisywany efekt.
    Korzystna jest nauka gry na instrumencie, a nie nauka biografii Chopina i odśpiewywanie pieśni patriotycznych.
  • fogito 04.10.17, 08:49
    Uczę od trzech lat plastyki. Wczesniej gimnazjum teraz podstawowa. Uczniowie starsi z założenia sa zdziwieni, ze mam wymagania co do przyniesienia konkretnych materiałów albo bloków A3, bo przecież po co im to. Prezentacje z historii sztuki obnażają dramatyczne luki w wiedzy geograficznej i historycznej. Wczoraj w gimnazjum padło pytanie czy Mezopotamia jest w Azji czy w Afryce. Uczniowie nie rozumieją po co im wiedza o sztuce. Osobiście jestem załamana poziomem i czuje sie jakbym walczyła z wiatrakami. Nauczyciele non stop chcą abym zwalniała uczniów z plastyki, bo cos tam. A ja mam tylko 45 minut plastyki czy tez zajec artystycznych w każdej klasie. I oczywiście nie ma pracowni plastycznej i nie ma w każdej klasie rzutnika i ekranu, zeby cos wyświetlić. Ja kupiłam swoj prywatny rzutnik, ale czy ekran tez mam nosić. Zal. Dla porównania mój syn w systemie brytyjskim ma 120 minut sztuki i 120 muzyki. Pracownia plastyczna ma wszystko, stoją sztalugi wszystkie możliwe materiały, przepaść po prostu.
  • an.16 04.10.17, 09:10
    Chyba dużo zależy od nauczyciela. Mój syn w rejonowej podstawówce miał bardzo wymagającą nauczycielkę od plastyki (obrywało jej się, bez przerwy rodzice z nią koty darli bo jak śmie stawiać trójki prymusom z matmy), ale to kobieta z silna osobowością, więc robiła swoje. I tak syn w gimnazjum (Raszyńska) mówił, ze zupełnie nic nie musiał robić na historii sztuki w I klasie, bo wszystko już wiedział. Da sięwink
  • maslova 04.10.17, 09:44
    > Uczę od trzech lat plastyki. Uczniowie nie rozumieją po co im wiedza o sztuce.

    No ale kto ma im to wytłumaczyć, jeśli nie nauczyciel plastyki właśnie? Sami z siebie mają to wiedzieć?
  • fil.lo 04.10.17, 17:49
    Wiele zależy od mentalności rodziców, środowiska, od tego, jak przedmiot traktują inni nauczyciele. A w Polsce rzadko kto widzi sens tych tak zwanych "michałków" - muzyki, plastyki, filozofii (był tu taki wątek, forumka zastanawiała się po co jej synowi filozofia). Polacy to utylitaryści w złym znaczeniu tego słowa, piękno, harmonia i rozumienie to dla wielu zbędny bełkot. Najważniejsze jest: zarobić kasę i być zaradnym. Do tego erudycja, wiedza o sztuce czy znajomość muzyki nie są potrzebne (dowodem na tę tezę jest bardzo niski poziom czytelnictwa i brak wstydu u nieczytających). A potem mamy skutki wokół siebie: nie umiejących argumentować polityków i dających się otumanić propagandą wyborców (po co komu filozofia i logika?), przeohydną pastelozę blokową (po co komu plastyka i historia sztuki?), disco polo na każdym rogu (po co komu muzyka?).
    A co do konkretnych uczniów, to wystarczy, że rodzice nie traktują z równą powagą piątki z rysunku i piątki z polskiego - już dziecko wie, że plastyka nie jest szczególnie warta uwagi. Nauczyciele proszący o zwolnienie z plastyki, bo coś tam trzeba, brak pracowni (a do innych przedmiotów są!) - oto piękne sygnały z samej szkoły: nie jest to warte tyle, co inne "poważne i potrzebne" przedmioty. Wiele nie trzeba.
  • kochamruskieileniwe 04.10.17, 18:45
    hehe... tu na tym forum (sic!) kiedyś jedna forumka stwierdziłą, że taka biologia, czy chemia są niepotrzebne.
    aaaaaaaa!!!!
  • daisy 04.10.17, 19:00
    Jak mnie wkurza to wyrzekanie na "pastelozę na polskich osiedlach". Jasne, lepiej pomalować 10-piętrowe bloki na głęboki amarant albo ugier ciemny. Albo elegancki ponadczasowy grafitowy. A, przepraszam, to już było...
    Doskonale rozumiem ludzi, że chcą mieć w otoczeniu jasne, neutralne, miłe i łatwe dla oka barwy. Wyśmiewanie "pastelozy" to akurat hipsterska durnota.

    --
    Fajna książka dla dzieciaka
  • fil.lo 04.10.17, 19:10
    Sorry, ale na moim osiedlu walą żółć z jasną zielenią i pomarańczem jako piękną kompozycję kolorystyczną w jednym bloku. To są przyjazne, neutralne barwy? Czemu nie mogą to być beże czy szarości?
  • daisy 04.10.17, 19:20
    No pewnie, szarości. Błagam, ile masz lat? Kiedyś wszystkie bloki były elegancko szare, ależ było estetycznie.
    Co do twojego osiedla - trudno powiedzieć. Jak barwy takie jaskrawe, to chyba już nie "pasteloza", co? Może właśnie nowa moda?

    --
    Fajna książka dla dzieciaka
  • fogito 04.10.17, 19:55
    Np akurat Polska urbanistyka to wola o pomstę do nieba.
  • fogito 04.10.17, 19:56
    polska
  • minor.revisions 05.10.17, 07:35
    Ale nie chodzi o to czy polskie bloki mają dobre kolory tylko o to żeby z zasady były szare. Między brudnoburym a tym zalinkowanym są oceany możliwości.

    --
    Wytłumaczę ci to. Jestem facetem. [tanebo 2.0]
  • fil.lo 04.10.17, 19:59
    www.google.pl/search?q=pasteloza&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjrlLLNwtfWAhXBAJoKHT68Bs8Q_AUICigB&biw=1366&bih=637Fajne?
  • fil.lo 04.10.17, 19:59
    Sorry, skleił mi się link z pytaniem. Jeszcze raz:
    www.google.pl/search?q=pasteloza&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjrlLLNwtfWAhXBAJoKHT68Bs8Q_AUICigB&biw=1366&bih=637

    Fajne?
  • fogito 04.10.17, 20:01
    Weź nie strasz.
  • fil.lo 04.10.17, 20:02
    Oj, Fogito, ile masz lat, że Ci się nie podoba? wink
  • fogito 04.10.17, 21:45
    Stara baba po 40tce jestem.i na dodatek estetka i minimalistka.
  • fil.lo 04.10.17, 21:47
    smile
  • memphis90 05.10.17, 14:11
    Pierwsze zdjęcie - zieleń, żółć, fiolet i te połączenia czerwieni i pomarańczu to przesada, ale co złego jest w czerwonej kamienicy? A już łoś mnie rozczulił, świetny jest.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • daisy 05.10.17, 17:00
    Ale o co chodzi ze zdjęciami w linku? Pastelowych kolorów tam niezbyt wiele, a niektóre budynki nawet całkiem białe?

    --
    Fajna książka dla dzieciaka
  • minor.revisions 04.10.17, 20:06
    bo jak przyjdzie czarny śnieg, czarny asfalt, szare niebo (które o czwartej się robi brązowe) i czarne drzewa to człowiek jednak bardzo chce odrobinę koloru, zauważ, że lampki choinkowe lub nagrobne też nie mają eleganckich beżowych i szarych kolorów.

    --
    Wytłumaczę ci to. Jestem facetem. [tanebo 2.0]
  • fil.lo 04.10.17, 20:20
    Choćby wszystko poszarzało i poczerniało, to takiego koloru jednak nie chcę.
  • minor.revisions 04.10.17, 20:29
    nie wiem ile masz lat i czy pamiętasz lata komuny w Polsce, gdy wszystko było spowite w 50 shades of gray i jak się wszyscy cieszyli.

    --
    Wytłumaczę ci to. Jestem facetem. [tanebo 2.0]
  • fil.lo 04.10.17, 20:36
    Pamiętam, mam 37 lat.
    Nie jestem specjalistką w tym temacie, ale wydaje mi się, że są lepsze sposoby na wprowadzenie kolorów do przestrzeni publicznej, niż takie malowanie bloków, jak widać w powyższym linku.
    Zastanawiają mnie też takie kwestie:
    1). Skoro Polacy tak kochają kolor, to czemu nie ubiorą się (np. w tę szaroburą zimę) kolorowo, z fantazją a kiedy ktoś włoży na siebie coś odstającego od reszty, to mierzą go wzrokiem niczym jakiegoś dziwoląga?
    2). Jak to jest, że w takim dajmy na to Paryżu ludzie nie łakną koloru tak bardzo i zadowalają ich neutralne kolory?
  • minor.revisions 05.10.17, 07:38
    > 1). Skoro Polacy tak kochają kolor, to czemu nie ubiorą się (np. w tę szaroburą zimę) kolorowo, z fantazją a kiedy ktoś włoży na siebie coś odstającego od reszty, to mierzą go wzrokiem niczym jakiegoś dziwoląga?

    Bo w polskich realiach, jak w tę czarnoburą zimę raz wyjdą I zostaną z fantazją ich łapanie czarnym błotem ze śniegu lecącego spod kół samochodów to się nie pozbierają z radości.

    --
    Wytłumaczę ci to. Jestem facetem. [tanebo 2.0]
  • daisy 05.10.17, 17:41
    O ile dobrze pamiętam, w Paryżu bardzo wiele budynków ma okropny pastelowy kolor. Taki żółtawy. wink
    Nie mówiąc już o różowym!
    www.bryla.pl/bryla/51,85298,19033185.html?i=12

    --
    Fajna książka dla dzieciaka
  • daisy 05.10.17, 17:42
    http://kolumber.pl/upload/photos/0043/7112/b6aac9c0f4558bb396b3c9058f3de5ab_big.JPG


    --
    Fajna książka dla dzieciaka
  • szarsz 04.10.17, 20:36
    No ale szary i beże mogą też wyglądać jak u L.U.C.a:

    https://img.sadistic.pl/pics/5859379a3f93.jpg

    Mnie się cała akcja "pospolite ruszenie" szalenie podobała.
  • fil.lo 04.10.17, 20:38
    Fajne. Blokowiska są już same w sobie wystarczająco niewyjściowe, żeby im jeszcze dowalać kolory rodem z kreskówek.
  • szarsz 04.10.17, 21:03
    No smile Mamy jeszcze parę perełek. Jakiś czas temu pomalowano na biało bloki, których piękny kształt zniknął pod brudem i zniszczeniami. Wyglądały tak:
    https://www.wroclaw.pl/files/cmsdocuments/9331118/26.JPG

    A teraz wyglądają tak:
    https://dolny-slask.org.pl/foto/6063/6063534.jpg
  • daisy 05.10.17, 17:03
    Skandal. Taki piękny elegancki szary z brunatnoczerwonym zamienić na ordynarną, świecącą biel. A było tak pięknie. ;P

    --
    Fajna książka dla dzieciaka
  • memphis90 05.10.17, 14:15
    No taki właśnie blok- z łosiem- był w linku powyżej jako przykład pastelozy...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • szarsz 05.10.17, 17:41
    Mnie wszystko opadło. To nie był link do definicji pastelozy, ale link do wyszukiwarki google, ze słowem kluczowym "pasteloza". W wynikach wyszukiwania pojawiły się więc też budynki - przykłady walki z pastelozą.
  • fil.lo 05.10.17, 20:07
    Tak jest, w wyszukiwarce zawsze pojawią się też wyniki, które można zakwestionować. Jak ta czerwona kamienica czy łoś. W większości jednak znalazły się tam zdjęcia ilustrujące tę wyjątkową polską ułańską fantazję kolorowania z cyklu "spółdzielnia kupiła farby, których nikt inny nie chciał i połączyła je w radosną całość".
    Pytałam Daisy, czy wg niej jest to fajne. Jej odpowiedzi mogę chyba przeczytać jako potwierdzenie. Uznam zatem, że nasze poczucie smaku jest tak od siebie dalekie, że nie mamy szans na porozumienie i zakończę na tym.
    A jak widać z Twoich przykładów, bloki można też odnowić w taki sposób, by nie bolały zęby a nawet, by można je było uznać za fajne.
  • fogito 04.10.17, 19:46
    Tak, inne pracownie są. Np. Do techniki. To upadłe gimnazjum. Kiedyś podobno była sala plastyczna. Ale teraz jest dwa razy wiecej uczniów i maja w nosie dostosowanie.
  • fogito 04.10.17, 18:49
    No jak sie ma 14 lat to jednak warto by juz te wiedzę posiadać. Ale i owszem tłumacze. Ale oni i tak uważają, ze to nie jest potrzebne. Zapewne powtarzają po rodzicach.
  • kochamruskieileniwe 04.10.17, 18:59
    niekoniecznie....
    Wielu nastolatkom większość tego czego uczą się w szkole wydaje się zbyteczne suspicious
    Przywilej wieku...
    No cóż, życie potem weryfikuje ich poglądy...
  • kochamruskieileniwe 04.10.17, 19:00
    aha - żeby nie było... przedmioty ścisłe i przyrodnicze też się w to wliczają.
  • kurt.wallander 05.10.17, 11:45
    fogito napisała:

    > No jak sie ma 14 lat to jednak warto by juz te wiedzę posiadać. Ale i owszem tł
    > umacze. Ale oni i tak uważają, ze to nie jest potrzebne. Zapewne powtarzają po
    > rodzicach.

    Może po rodzicach, a może tak czują sami? Moja najmłodsza powiedziałaby, że plastyka to najważniejszy przedmiot, tylko po co katują ją tą matematyką? wink
  • stacie_o 04.10.17, 08:46
    A sami nauczyciele i dyrektorzy tak nie traktują tak tych przedmiotów? Np nagminne, że plastyki uczy osoba, której brakuje ileś tam godzin do pensum.
    Zajęcia na michałkach, potrafią wyglądać tak:
    - wf na macie: macie piłkę i grajcie
    - muzyka: pośpiewamy sobie, muzyka z cd, a na następne zajęcia referat o twórcach czeskiej szkoły narodowej
    - plastyka malowanie lub szkicowanie pór roku, laurek, patrona szkoły, wspomnień z wakacji i ferii
    - technika: nieśmiertelne karmniki, wiatraczki czy makiety budynków

    --
    There is no way that one should take a rap song as the Queen's English. by Hot Licks
  • kochamruskieileniwe 04.10.17, 08:53
    No bo jak zwykle. Teoria piękna, praktyka - (nagminnie) fatalna.....
  • fogito 04.10.17, 08:54
    Jak na własnej drukarce wszystkim swoim uczniom (370) wydrukowałam listę materiałów na cały rok w oparciu o podstawę programowa, to rodzice zaczęli słać oburzone maile do wychowawców, ze niby po co maja to kupować. Przecież wystarcza bloki i kredki. A juz akryle, węgiel, glina samoutwardzalna, papier do akwareli to fanaberie pani od plastyki. uczniowie nie chcą sie uczyc i rodzice tez nie chcą, zeby dzieci sie uczyły.
  • mamma_2012 04.10.17, 08:59
    Rodzice uważają, podobnie jak większość forumek, że nauczyciel powinien pracować w oparciu o to co zapewnia szkoła. Nie wiem czego innego się spodziewałaś.
  • fogito 04.10.17, 09:36
    Szkoła państwowa nie zapewnia nawet papieru do xero. Właściwie to juz niczego sie nie spodziewam.
  • zlababa35 04.10.17, 13:59
    Wiesz, ja bym się chętnie złożyła i inni rodzice też, na te wszystkie cudeńka, żeby potem nie jeździć po sklepach plastycznych i żeby dziecko nie miało np. Niestety Pani nie potrafiła określić, co jej będzie potrzebne na półrocze i w jakich ilościach, informowała przeważnie z tygodniowym wyprzedzeniem. A ile napoczetych bloków takich śmakich zostało! Nawycinane z tego i kartka do du... A na całą klasę wystarczylyby np 4 takie kartki do podziału. Nie mam nic przeciw dziwnym materiałom na zajęcia, mam dużo przeciw wyszukiwaniu ich po specjalistycznych sklepach i marnotrawieniu tak, że zuzyta 1/3, a reszta już niepotrzebna.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • fogito 04.10.17, 19:03
    Wszystkie cudeńka mozna kupić w Auchan albo w Empiku. Jak sie materiały dziecku kupi, to na kilka lat starczy.
  • zlababa35 04.10.17, 20:48
    Nie, nie można kupić wszystkiego w auchan. to raz. Swego czasu robiłam rundę po sklepach w poszukiwaniu suchych pasteli - były w plastycznym, drogie jak pierun, wykorzystane JEDEN RAZ przez cały rok szkolny.
    Dwa - nie zgadzam się na marnotrawienie materiałów. Czyli jeżeli pani chce, żeby dzieci przez całe półrocze korzystały głównie z niebieskich kartek, to niech do diabła to zaplanuje wcześniej i powie, a nie że mi się wala 9 bloków, z których z każdego wyrwało się niebieską kartkę (przykładowo). Albo rozwalam segregator, żeby mieć sztywny spód do czegoś tam - a spokojnie 1 segregator obsłuży dwójkę uczniów itp. itd.
    Po drugie, inna nauczycielka uczy w tej chwili głównie technik rysunku - czyli światłocień, perspektywa, trójwymiarowość, dostrzeganie brył w danych kształtach (czyli jabłko to kula, szklanka to walec, a potem dorabiamy resztę). I okazało się, że bardzo pożytecznie można spędzać kolejne lekcje bez materiałów z du... wziętych. Ja jestem tym zachwycona, bo na razie wyposażenie to blok i ze 3 ołówki różnej grubości - no i pani też uczy teorii, pokazuje dzieła sztuki wykorzystujące te kwestie, o których mówi się na lekcji. Dziecku też się podoba, bo zaczyna realnie potrafić coś narysować, już nie na "dziecinnym" poziomie.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • fogito 04.10.17, 21:56
    Można wszystko co potrzebne na plastykę kupić w Auchan, bo przez rok robiłam tam zakupy dla szkoły prywatnej. I miałam szafę i dzieci nie przynosiły ńic. Nawet papieru. maja tam dział plastyczny z glina, tuszami, papierami akwarelowymi i farbami wszelkiej maści. Po taniości. Ze tak powiem.
    W IV klasie Sp jest mnóstwo technik w programie. Ołówkiem samym tego nie załatwisz. Moi uczniowie juz rysowali węglem i pastelami. Podobnie jak starsze klasy w tym gimnazjum,
    Ja wiem, ze dla rodzica najlpiej jest jak nic nie musi robić. Co do,tego nie mam watpliwości.
    Poza tym a propos dziecinnego rysowania. Picasso uważał , ze tylko dzieci umieją malować imrysowac a nauka plastyki psuje ich naturalne talenty. Pod koniec życia malował jak dziecko a przynajmniej usiłował. Tak, ze wiesz...
  • kochamruskieileniwe 04.10.17, 22:06
    takie OT a propos suchych pasteli...
    Fogito, czy te suche pastele mają jakiś termin przydatności? Bo też mam w domu z zeszłego roku , raz był użyty jeden pastel suspicious
    Jak długo mogą leżeć? No bo może jednak przekonam dziecko, by je użyło?
    Na razie woli farby, kredki i ołówek....
  • kochamruskieileniwe 04.10.17, 22:08
    aha - pastele w 4 klasie? No syn, na razie w pierwszej...
  • fogito 04.10.17, 22:18
    Tak. Sa razem z węglem. Fajne prace wychodzą. Chociaz ja daje dzieciom swoje suche pastele. Coby ich rodzicom budżetu nie rujnować. I tusz tez daje swoj. Taka guuuupia jestem.
  • fogito 04.10.17, 22:16
    Do skończenia świata możesz używać. Jeśli tylko pleśń na nich nie urośnie z powodu wilgoci. Ale zakładam, ze nie.
  • kochamruskieileniwe 04.10.17, 22:29
    ok, dzięki. Jeżeli nie zuzyją na kółku plastycznym - pewnie poczekają do 4 klasy, No chyba, że wcześniej syn dojrzeje do ich użycia...
  • zlababa35 05.10.17, 09:17
    Ależ oczywiście, wiesz, rodzice mają swoją pracę, obowiązki, cały dzień do jedna wielka logistyka - i chcieliby, żeby SPRAWAMI SZKOLNYMI DZIECI ZAJĘŁA SIĘ SZKOŁA.
    Co mówię jako rodzic zawsze bardzo zaangażowany w życie szkolne dziecka, m.in. nadrabiający trudne przedmioty z dzieckiem po miesięcznej nieobecności (ospa), bo większość nauczycieli się wypięła. Angażuję się, bo szkoła mnie do tego zmusza. Ale to naprawdę nie powinno tak być.
    W przypadku tych wszystkich materiałów - wystarczyłoby tylko, żeby nauczycielka podała listę na całe półrocze, z uwzględnieniem, że do danej pracy 1 osobie nie jest potrzebny np. cały segregator albo cała kartka A4, czyli w przeliczeniu na grupę. Rodzice prosili o to, byli tacy, którzy by np. pojechali na hurt czy do innego makro i reszta by się z nimi rozliczyła.
    I wybacz, jeżeli na tydzień przed dostaję info o suchych pastelach, to nie mam możliwości logistycznych, żeby odwiedzić wszystkie markety, bo akurat mam np. sporo swojej pracy, a dzieciaka wieczorami po sklepach też ciągać nie będę. Tak samo, jak koniecznie drewniane klamerki do bielizny (w marketach są plastikowe). Jeżeli dane produkty można kupić tylko tu i tu, to rodzice mogą potrzebować czasu, żeby gdzieś pojechać. Wystarczy planować. Wcześniej. I wszystko będzie. I w cenach do przełknięcia dla rodziców.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • memphis90 05.10.17, 14:27
    A to ja bym wolała z rozbiciem- we wrześniu rysujemy pastelami, na październik ołówki, w listopadzie będzie rzeźba z gliny, a w grudniu ozdoby świąteczne, więc proszę o makaron i brokat w sprayu. Bo wszystkiego z listy A4 na pewno we wrześniu nie kupię...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • fogito 05.10.17, 17:35
    Jak rodzice chcą, zeby sprawami szkolnymi zajęła sie szkoła to niech wyślą dziecko do szkoły prywatnej. W publicznej moze sie okazać tak jak u mnie, ze nie ma nic i nic nie bedzie. Nie ma, bo... Tu wpisz dowolnie. Jak sie za cos płaci to wymagac mozna. Jak sie dostaje za darmo to mozna sie zdziwić.
    Ja podałam listę na cały rok. Informuje na bieżąco co potrzebne, bo dzieci maja krótka pamięć. Rodzice mogą sie zaopatrzyć we wszystko podczas zakupów spożywczych albo przez internet. Jak ktos chce to zarobi, a jak nie, to ja go nie zmuszę. Ucierpi dziecko jak zwykle.
  • memphis90 05.10.17, 14:23
    Och, ja też wszystko na plastykę kupiłam w auchanie - to był blok i farbki. I pędzelek. Nie wiem, czemu inni marudzą, że nie dostali suchych pasteli;; skoro JA kupiłam wszystko, czego moja szkoła wymagała to znaczy, że można kupić wszystko.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • kurt.wallander 05.10.17, 12:01
    fogito napisała:

    > Wszystkie cudeńka mozna kupić w Auchan albo w Empiku. Jak sie materiały dziecku
    > kupi, to na kilka lat starczy.

    Sorry, fogito, ale nie wszystko, u nas np. nauczyciuelka plastyki ostatnio zażyczyła sobie "plasteliny modelarskiej", sama zaznaczyła, że kupimy to tylko w kilku sklepach dla plastyków w Warszawie. Kupiłam w empiku cos co wydawało mi się tym właśnie, okazało się, że złe, bo moje wysycha na powietrzu, a ma nie wysychać. Sorry, ale dla mnie wyjazd specjalnie do Warszawy do jakiegoś sklepu dla plastyków, to strata mnóstwa czasu i sporo pieniędzy (bilety). Kiedyś nauczycielka plastyki kupowała wszystkie potrzebne materiały sama, a my rodzice składaliśmy się po jakiejś śmiesznej kwocie typu 10-15 zł na ROK. Było wygodnie, ekologicznie (bo nie marnowało się całych niezużytych opakowań w domu), ale komuś to przeszkadzało i szkoła juz nie pozwala nauczycielowi robić jakichkolwiek zbiórek na materiały. No to mamy lepiej uncertain
  • fogito 05.10.17, 17:30
    Ja nie biorę odpowiedzialności za innych. Nie wysyłam do sklepów dla artystów. Listę materiałów skracam racjonalnie, ale cały czas mam na uwadze program. Owszem na lekcjach plastyki mozna ylko rysować kredkami, ale wtedy mozna te programy szkolne do kosza wyrzucić.
  • kurt.wallander 05.10.17, 23:39
    fogito napisała:

    > Ja nie biorę odpowiedzialności za innych. Nie wysyłam do sklepów dla artystów.
    > Listę materiałów skracam racjonalnie, ale cały czas mam na uwadze program. Owsz
    > em na lekcjach plastyki mozna ylko rysować kredkami, ale wtedy mozna te program
    > y szkolne do kosza wyrzucić.

    Ja akurat jestem za rozbudowanymi lekcjami plastyki, bo moje dzieci to interesuje. Jedynie nie podoba mi się żądanie jakichś słabo dostępnych materiałów. To nie zarzut do ciebie, tylko ogólnie. No i idealnie byłoby, gdyby jednak szkoła robiła takie zakupy, nawet za pieniądze rodziców. Byłoby to najbardziej ekonomiczne i ekologiczne.
  • fogito 06.10.17, 20:56
    To co jest w programie dostanie sie w Auchun. Dopóki nie bedzie sali plastycznej to nie bedzie opcji wspólnych zakupów i przechowywania. Mam nadzieje, ze jednak większośc państwowych szkol ma pracownie plastyczne. Ale moze sie mylę...
  • kurt.wallander 06.10.17, 21:33
    fogito napisała:

    Mam nadzieje, ze jedn
    > ak większośc państwowych szkol ma pracownie plastyczne. Ale moze sie mylę...

    podpytam jutro córki, jak to jest w naszej szkole
  • stacie_o 04.10.17, 09:05
    To przykre. Ale np potrafię zrozumieć, że zakup nowych farb witrażowych, zestawu pędzli czy innych takich, to nie jest coś, co rodzice witają z okrzykiem radości. Zwłaszcza we wrześniu, jak z każdej strony słyszysz dej! dej!. Ja bym kupiła, ale to ja.

    --
    Gratylukr inyeligentnego inaczej meza. U mnie za taki tejst dostalby po psyku. Zawsze tak mkwi o kobietach w tym o tobie? Co za geniusz.Wy Key niektórych matek mnie zaskakują ale Ty chyba pisałaś o nim i jego dziwnych zachowaniach więc wszystko możliwe. bergamotka77
  • an.16 04.10.17, 09:23
    No widzisz, a u córki, zamiast pisać referaty i wymagania, zabrała po 50 zł (ku wielkiej uldze wszystkich zainteresowanych) i sama kupiła to co trzeba i dobrej jakości, bo zaopatruje się w hurtowni i ma lepsze ceny. Da się - once morewink
  • fogito 04.10.17, 09:39
    smile no to teraz wyobraź sobie, ze robię zakupy dla 370 uczniów i składuje materiały gdzie... W domu u siebie chyba bo pracowni nie ma. Poza tym cześć dzieci używa mało a cześć niszczy bez ootrzeby. Jak sprawiedliwie podzielić?
  • mikams75 04.10.17, 10:12
    nie wiem jak sprawiedliwie podzielic i jak nauczyc dzieci szacunku do rzeczy klasowych, ale u nas tez szkola zalatwia wszelkie zakupy i to nie w ilosci 1:1 tylko dzieci pracuja w grupkach przy stolach i sie musza dzielic dostepnymi materialami. Nie potrzeba 370 pedzli jesli jednoczesnie korzysta 25 dzieci. Czyszcza i korzysta kolejna klasa.
    No ale jakas szafa na przechowywanie by sie przydala.
    Jednak nie dziwie sie, ze rodzicow cos trafia jak dostaja dlugasna liste materialow a pozniej dzieci wykorzystuja niewielka czesc tego i reszta lezy.
  • fogito 04.10.17, 19:08
    Ja nie mam sali ani szafy na nic. Uczę w przeroznych klasach i przemieszczam sie miedzy piętrami
    Lista zawierała 10 pozycji. W tym były ołówki i bloki. Nietypowych rzeczy było 4. A i tak za dużo dla rodzicow.
  • minor.revisions 04.10.17, 20:18
    małe dzieci taki klej czy inny papier kolorowy roz(.........)wią w pierwszym miesiącu tak, że dla nikogo już niczego nie zostanie. A wszystkie wspólne akwarelki będą w kolorze gówna.

    --
    Wytłumaczę ci to. Jestem facetem. [tanebo 2.0]
  • mikams75 04.10.17, 20:43
    no to beda miec kolejny papier kolorowy, a farbki, u nas akurat plakatowe dzieci dostaja wycisniete z wielkiej butli na zakretki od sloikow.
  • fogito 04.10.17, 21:57
    I kolejne 50 zł od rodzicow. Juz to widzę.
  • mikams75 04.10.17, 22:20
    zbieralam wielokrotnie kase i serio problemow nie bylo, ale rodzice zawsze dostaja rozliczenie wydatkow, moze dlatego nie maja oporow, zeby wplacac.
  • fogito 04.10.17, 23:41
    A myślisz, ze ja faktur za zakupy nie biorę? Jestem asystentem wychowawcy. Juz na pierwszym zebraniu był problem ze zbiórka pieniędzy na RR. Zawsze kończy sie tak, ze kilka osób nie płaci, bo nie. Zreszta, ja mam dosyć pracy, wiec nie mając zaplecza nie bedę zamawiać, bo musiałabym w bagażniku samochodu wozić. I tyle w temacie logistyki plastycznej.
  • mikams75 05.10.17, 07:28
    nie chcesz - ok, ale nie mnoz problemow.
    zreszta jak juz pisalam - szkoda, ze w szkole nie masz gdzie trzymac rzeczy i to jest realny problem, od ktorego trzeba zaczac.
  • fogito 05.10.17, 08:12
    Ja mnożę problemy? To rodzice maja problem z kupieniem wymaganych materiałów , bo według nich wystarcza blok i kredki.
  • kochamruskieileniwe 05.10.17, 08:28
    Wiesz - to trochę błędne koło...
    Rodzice mnożą problemy, bo ich szlag trafia, jak kupują i widzą, że przybory wracają praktycznie nie zużyte.
    Część rodziców może nie mieć środków, by wyskoczyć z tych 50 zł we wrześniu..., itp itd...

    U Ciebie - problemem jest chyba - organizacja szkoły. Teoretycznie, szafki ucznia muszą być (mignął mi nawet stosowny przepis). Brak pracowni. Brak szafy.
    Bo gdyby było miejsce do przechowywania - okazałoby się, że może nie każdy rodzic musi kupować te pastele (przykładowo) tylko jedne 24 kolory wystarczyłyby na parę/trójkę dzieci? Itp itd. Wtedy sklądka byłaby mniejsza. A i zużycie materiału per opakowanie byłoby większe smile
  • fogito 05.10.17, 08:54
    Ja organizacji szkoły nie zmienię. Wiec bedzie tak jeszcze przez wiele lat. Po zmianie z gimnazjum na SP długo bedzie chaos
  • mikams75 05.10.17, 10:17
    nie da sie zebrac kasy, nie da sie przywiezc, nie da sie zamowic online, nie da sie zlecic zadania rodzicom.
    To jest wszystko do zrobienia, tylko problem szafy trzeba przewalczyc najpierw i wspolczuje, ze nie masz tu poparcia w szkole.
  • fogito 05.10.17, 17:39
    No nie mam. I jak dostanę klucz do toalety to sie uciesze..,dzisiaj usłyszałam od wychowawczyni pewnej klasy II, ze programowa historia sztuki za trudna jest dla jej gimnazjalistów. A ja zrobiłam 10 % wymagań programowych z danego tematu. Biedactwa sie żalili, ze zapisywać musza i jeszcze sie nauczyć. No koszmar. Woleli by pewnie kolorowanki malować. Tylko potem by było, ze tym nauczycielom plastyki to sie nic nie chce. Ciekawe dlaczego?
  • zlababa35 05.10.17, 09:20
    Ale RR nie jest obowiązkowa.
    Ja nie płaciłam, kiedy dziecko było w szkole z RR. Miałam powody - wiem, co było z tego finansowane, moje dziecko nie korzystało. Zresztą dużo rodziców nie płaciło wink.
    Natomiast wiadomo, że jakieś materiały na lekcje artystyczne mieć musi i jeśli ja nie będę musiała biegać i tego kupować, to będę wniebowzięta.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • fogito 04.10.17, 22:00
    Dokładnie tak. Bo wspólnego sie nie szanuje. W szkole prywatnej robiłam zakupy. Na miesiąc dla jedenastu klas wychodziło około 2 tys. Marnotrawiono tam całe lasy amazońskie i moze farb z tuby szło do umywalki. Nie pochwalam. Swoje materiały dziecko szanuje. Wspólne sa do rozwalenia.
  • mikams75 04.10.17, 22:21
    ale kiedys dziecko musi sie tez nauczyc szanowania wspolnego.
  • szorstkawelna 04.10.17, 22:30
    No właśnie. A dzieci chętnie uczą się zasad. Moje np. bardziej przejmują się ekologią niż ja, i nauczono ich tego w szkole (co mnie zresztą b. cieszy).
  • minor.revisions 04.10.17, 23:07
    Nie sądzę że da się nauczyć przyjemności z malowania i rysowania korzystając ze wspólnych farb i pędzli. To jednak jest coś osobistego, ulubione kolory, ulubiony kształt pędzla itd. Coś jak wieczne pióro.

    --
    Wytłumaczę ci to. Jestem facetem. [tanebo 2.0]
  • szorstkawelna 04.10.17, 23:10
    Ja swego czasu korzystałam ze wspólnych i bardzo to lubiłam. Jeśli Twoje dziecko ma taki nabożny stosunek do pędzli i ołówków to zawsze może przynosić swoje.
  • mikams75 04.10.17, 23:15
    mowimy o plastyce w szkole, ile to jest lekcji tygodniowo?
    jak dziecko faktycznie ma problem z nieosobistym pedzlem to niech sobie nosi swoj, ale nie sadze, zeby dziecko wpadlo na to samo majac w klasie system korzystania ze wspolnych materialow. No nie uwierze, ze dziecku bedzie nieprzyjemnie malowac wspolnie z kolegami.
  • minor.revisions 04.10.17, 23:25
    A co to ma do rzeczy? Mogą se malować wspólnie, mając osobiste pędzle przecież. Pędzel po prostu łatwo jest zniszczyć, tyle.

    --
    Wytłumaczę ci to. Jestem facetem. [tanebo 2.0]
  • fogito 04.10.17, 23:45
    Jest 45 minut plastyki raz w tygodniu. Nawet techniki sa dwie,o religii nie wspominając. To dramat czasowy. Malowanie to ekwilibrystyka logistyczna, bo jeszcze trzeba posprzątać klasę przed dzwonkiem skoro nie ma pracowni.
  • mamma_2012 04.10.17, 11:27
    Wyobrażasz sobie wątek, że nauczyciel kazał przynieść po 50 zł na materiały plastyczne? Oj, działoby sięsmile
    Kuratorium, dżihad, pewnie kupiła za 10, resztę zdefraudowała, gdzie rachunki, kto weźmie ćwierć tubki kleju, które zostanie.
  • mikams75 04.10.17, 12:52
    akurat rachunki to dla mnie standard przy zakupach za czyjas kase.
  • zlababa35 04.10.17, 14:02
    Bez przesady, rachunki zostawia się do wglądu, na koniec roku ewentualnie oddaje nadpłatę.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • fogito 04.10.17, 19:15
    A to inna sprawa. Trudno rodzicowi kupić dla wlasnego dziecka a nauczyciel ma kupić dla 370 i przynieść to wszystko i jeszcze dystrybuować przed każda lekcja. I pewnie jeszcze sprzątać po malowaniu. Och ja.
  • szorstkawelna 04.10.17, 19:51
    Można zamowić przez internet z dostawą, tylko trzeba chcieć.
  • fogito 04.10.17, 20:00
    Np pewnie. Szkoda ze rodzicom sie nie chce dla jednego dziecka zamówić. A mnie ma sie chcieć dla prawie czterystu. Weź mnie nie rozśmieszaj. Zbieranie pieniędzy ciągnęło by sie miesiącami. Potem trzeba by pilnować zużycia i transportować z klasy do klasy. Musiałabym chyba miec wózek a windy w szkole nie ma. O miejscu na przechowywanie nie wspomnę. Oj dużo wymagacie prac fizycznych od nauczycieli a sami dzieci nie ogarnięcie.
  • szorstkawelna 04.10.17, 20:18
    Pewnie niektórym się nie chce. Mnie bardziej wkurza to, że ja kupuję a większość rzeczy wraca w stanie nienaruszonym na koniec roku do domu. Ale co roku jest lista i trzeba kupić pastele, farby, plasteliny i dużo innych rzeczy, które okazują się być niepotrzebne.
    Co do wózka, to może woźne mogłyby te wszystkie przybory porozkladać w paru/parunastu klasach? Oczywiście miejsce do przechowywania musiałoby się znaleźć. Uważam, że to kwestia chęci i organizacji a nie coś niemożliwego do zrealizowania. Na dłuższą metę ułatwiłoby to pracę i nauczycielom i dzieciom.
  • zlababa35 04.10.17, 20:50
    Albo wszystko wraca w stanie na tyle naruszonym, że więcej z tego nie da się korzystać, a widać gołym okiem, że ze 2/3 tego zostało. Tyle, że niekompletne, napoczęte, na przyszły rok się nie nada.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • mikams75 04.10.17, 20:55
    czemu na przyszly rok sie nie nada? nigdy nie kupuje nowych materialow na nowy rok szkolny tylko dokupuje jak sie zuzyje i jest nadal potrzebne.
  • szorstkawelna 04.10.17, 21:14
    Dajesz dziecku np połamane i niekompletne pastele? Albo farby plakatowe, które mają tendencje do zasychania? Papier kolorowy bez paru kolorów? A jak Pani zdecyduje, że akurat zielona kartka jest potrzebna a Jaś zielonej nie ma?
    Uzupełniać można chyba tylko blok i kredki.
  • 1234wxyz 04.10.17, 21:44
    O matko. I teraz wszyscy artyści plastycy łapią się za głowy i idą wywalać swoje niekompletne i połamane pastele gdyż orzeczono że takie się nie nadają do niczego. big_grin Wiem że ematka żyje w innym świecie ale uznawanie pasteli za nieprzydatne bo są połamane przekroczyło moje możliwości zrozumienia big_grin
  • szorstkawelna 04.10.17, 22:09
    Napisałam "połamane I NIEKOMPLETNE". Tak, uważam, że takie połamane, b. krótkie źle się trzyma i wolę żeby dziecko w szkole startowało z pełnym kompletem.
  • szorstkawelna 04.10.17, 22:14
    Zresztą nie ma o czym mówić. Pastele w szkole moich dzieci były używane przez ostatnie 4 lata RAZ. Oczywiście co roku są na liście i olejne i suche.
  • zlababa35 05.10.17, 09:24
    Dokładnie, tak samo jak i kredki. Kredką/ołówkiem stemperowanym do połowy teoretycznie też jeszcze można rysować wink.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • fogito 04.10.17, 22:12
    Np to ja wywalam wszystkie moje pastele jutro..
  • szorstkawelna 04.10.17, 22:17
    Już tak nie przeżywaj. Połamane można wykorzystać w domu. Gorzej jak Pani każe namalować dżunglę i okaże się, że z koloru zielonego został ogryzek.
  • fogito 04.10.17, 22:19
    Pastele mozna dokupić na sztuki w profesjonalnym sklepie,
  • mikams75 04.10.17, 22:26
    dziecko ma wszystko w szkole, ale na innych zajeciach - przynosi to co ma, jak polamie to bedzie miec polamane. Jak potrzebna jest zielona kartka to mam info, ze ma byc zielona kartka. Jak zabraknie turkusu to sobie dziecko poradzi z innymi kolorami, bez przesady.
  • mikams75 04.10.17, 22:31
    ale dodam przyklad z kredkami - po domu wala sie kilka rozkompletowanych opakowan kredek i flamastrow. Mam kupowac kolejne, bo wrzesien? Nie, dziecko sobie skompletowalo z tego co ma. Inne przybory tez byly w domu. Zawsze dziwi mnie kupowanie wszystkiego nowego od wrzesnia.
  • szorstkawelna 04.10.17, 22:36
    Kredki kompletuje, nożyczki ma stare, ale bloki, bibuły, papiery kolorowe, farby, pędzle, kleje, pastele (które rozpakowuje w czerwcu), ołówki, kupuję co roku nowe. Wolałabym żeby te napoczęte rzeczy zostawały w szkole. Może przydałyby się innym dzieciom skoro moje ich nie zużywają.
  • minor.revisions 04.10.17, 23:01
    Farby plakatowe przecież można przywrócić do życia wodą...

    --
    Wytłumaczę ci to. Jestem facetem. [tanebo 2.0]
  • szorstkawelna 04.10.17, 23:06
    Naprawdę, wolę wydać paręnaście złotych niż bawić się w ratowanie zaschniętych plakatówek. Tym bardziej, że raz próbowałam na użytek domowy i nic z tego nie wyszło.
  • szorstkawelna 04.10.17, 23:08
    Można też wyjąć grafit z połamanego w środku ołówka.
  • zlababa35 05.10.17, 09:23
    Plastelina wysycha. Farbki twardnieją. Porzępane kartki też niekoniecznie są do użytku. Chociaż córka akurat z tego ostatniego robi masę konfetti, tymi ozdobnymi dziurkaczami i potem może np. wylepić dodatkowo pracę motylami/kwiatami.
    Hitem było zmieszanie 2 paczek plasteliny w wielką burą kulę, żeby zrobić model katedry romańskiej. tyle, że dzieci nie poradziły sobie z tak wielką masą i każde oderwało ze swojej kuli po trochu, i powstały same mini-katedry wink. Ale reszta plasteliny już tylko poszła do kosza...

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • szorstkawelna 04.10.17, 21:09
    No właśnie. Kupowanie pojedynczych rzeczy przez rodziców jest kompletnie nieekonomicznym rozwiązaniem. Gdyby te przybory były w szkole, zostałyby zużyte przez inne dzieci.
  • fogito 04.10.17, 22:14
    Tak jest w szkołach prywatnych. W państwowych pewnie sie zdarza.
  • minor.revisions 05.10.17, 13:12
    Czyli wy zakładacie że dziecko ma mieć do czynienia z tymi materiałami 45 minut tygodniowo (minus sprzątanie i sprawdzanie obecności) a w domu to one tylko się plączą bez celu?

    --
    Wytłumaczę ci to. Jestem facetem. [tanebo 2.0]
  • kurt.wallander 05.10.17, 15:42
    minor.revisions napisała:

    > Czyli wy zakładacie że dziecko ma mieć do czynienia z tymi materiałami 45 minut
    > tygodniowo (minus sprzątanie i sprawdzanie obecności) a w domu to one tylko si
    > ę plączą bez celu?
    >
    Ja zakładam, że dziecko rzeczy potrzebne na lekcje trzyma w szkole, a w domu ma inne. Po diabła nosić to w te i wewte?
  • fogito 04.10.17, 22:08
    Mam rozumieć, ze dziecko w domu nie korzysta z żadnych materiałów plastycznych?
    W klasach nie da sie nic porozkładac, bo nie ma na to,czasu. Przerwa to za mało czasu dla mnie samej, a nikt mi nie pomoże. A woźna palcem nie kiwnie. Mnie by wystarczył ekran i zasłony na oknach. To tyle a propos organizacji i chęci. W państwowych szkołach słyszę.. Nie ma nie da sie. I tyle. Amen
  • szorstkawelna 04.10.17, 22:25
    Oczywiście, że korzysta. Najwięcej materiałów mamy właśnie na koniec roku szkolnego.
    To przykre, że wszyscy są tacy bezwolni w zw. z czym niewiele można zmienić w sposobie funkcjonowania szkoły.
    Przypomniało mi się teraz, że kiedy mieszkałam w Kanadzie jako nastolatka, przeczytałam Ferdydurke, które strasznie mnie wciągnęło i niesamowicie bawiło. Potem wróciłam do Polski i odkryłam, że "Słowacki wielkim poetą był" nie wzięło się znikąd. To się działo naprawdę. Wtedy nie mogłam w to uwierzyć.
  • fogito 04.10.17, 23:54
    No niestety. Ja mam doświadczenia ze szkołami międzynarodowymi i prywatnymi. W tych państwowych zwykle cofam się o 100 lat do tylu jesli chodzi o sprzęt do wyświetlania, infrastukturę, czy tez brak klucza do toalety dla nauczyciela. Zapłaciłam za dorobienia a juz miesiąc mija jak muszę iść do sekretariatu zeby wziąć klucz od toalety. Póki co juz kilka razy zamawiałam ekran. I dowiedziałam sie, ze sama mam sprawdzić ile kosztuje. Tak mi oznajmiła dyrektor administracyjna. Śmiać sie i płakać jednocześnie. To taki obraz naszego społeczeństwa. Nie da sie bo nie. I tyle. Dlatego rzutnik mam swoj, a wiele materiałów plastycznych przynoszę dla uczniów z domu. Nie mam czasu na dobijanie sie od ściany non stop.
  • szorstkawelna 05.10.17, 09:54
    Akurat pisząc o Ferdydurke mialam na myśli sposób nauczania i atmosferę.
    Domyślam się jednak, że organizacja jest słaba i brakuje inicjatywy i chęci zmian. Twojej p. dyrektor nie chce się zamówić ekranu, Tobie się pewnie nie chce zorganizować miejsca na przechowywanie, sekretarce nie chce sie dorobic kluczy.
    W każdym razie szacunek za noszenie swojego rzutnika i przynoszenie swoich materiałów, ale zastanów się czy nie łatwiej byłoby to zorganizować raz a porządnie? Wymusić na szkole kupno rzutnika a materiały zamawiać hurtem do szkoły zamiast wozić je i rzutnik z domu? Oczywiście nie wiem czy to możliwe, bo jeśli wokół tylko beton to faktycznie może nic się nie da zrobić.
  • fogito 05.10.17, 19:06
    Wydawało mi sie, ze miesiąc wystarczy, zeby zorganizować kupno 2 nowych rzutników i kilku ekranów. Ale minął miesiąc i pomimo wielu pytań do dyrekcji okazuje sie, ze nie maja zamiaru wydać ani złotówki na to. Nawet maila nie mam do kogo wysłać, bo pani z administracji nie umie obsługiwać maila i ludzie wpisują zamówienia do zeszytu. Byłam u niej co kilka dni pytając o rzutnik a ona mnie po miesiącu pyta, czy wpisałam sie do zeszytu. Owszem tak, miesiąc temu. Ale skuteczność metody zerowa. Nie mam klasy dla siebie, nie mam szafy. I nawet głupiego klucza do toalety pomimo, ze dałam na to pieniądze, bo nauczyciele zrobili zbiórkę na klucze. Minęły 3 tygodnie a kluczy nie ma. Pożyczamy od 'starych' nauczycieli. Po co zamykają toaletę dla nauczycieli to nie mam pojęcia.
    Dzisiaj usłyszałam od dyrekcj, ze ksiazek dla gimnazjalistow z historii sztuki Sztuka Tworzenia w cenie 7 zł, bo jest dotacja, nie kupią, bo oni i tak sie uczyc nie bedą. Ręce mi opadły. Robię, wykład, wyświetlam slajdy, nosze materiały dla zapominalskich, jestem chora a na L4 nie ide. Szkoda mi czasu. A w szkole połowa nauczycieli chora, ciagle sa zastepstwa. Dzisiaj mam dzien wolny, ale mnie ściągnięto i zrobiłam 3 lekcje - matematykę z klasa 4, historie z 7, WDż z 4. Dobrze, ze swego czasu byłam prymuska wink Jutro znowu mam zastepstwa. Zauważyłam, ze wszyscy nauczyciele szybciutko idą na chorobowe, pewnie maja umowę o prace na czas nieokreślony. I jakos to sie kręci.
  • szorstkawelna 05.10.17, 19:50
    Wszystko co opisujesz to patologia w czystej postaci. Słabo mi kiedy to czytam uncertain
    Jak można nie kupić książek na które jest dotacja???
    Czy ta szkoła to wyjątek czy większość tak "funkcjonuje"?
  • fogito 05.10.17, 23:09
    To moja druga państwowa. Wczesniej uczyłam w gimnazjum. Było podobnie. Jak sie zorientowałam, ze dzieci 8 godzin sa zamknięte w budynku bez możliwości wyjścia na boisko to juz mi sie smutno zrobiło. Teraz na dyżurach obserwuje, jak sie miotają po korytarzach jak ptaki w klatce. Ech, co my dorośli tym dzieciom robimy, to strach. Jestem bliska wyjazdu za granice, lub otwarcia własnej szkoły.
  • memphis90 05.10.17, 14:33
    Kochana, ja na koniec roku szkolnego (w czerwcu...) dostałam zwrotnie worek białych, mechatych kulek. Patrzyłam na nie podejrzliwie, bo nie pamiętałem, żebym dawała dziecku wór wełnianych pomponow. Przy bliższym zbadaniu okazało się, że są to jednak kasztany, które moje dziecko we wrześniu zabrało na zajęcia...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • mikams75 04.10.17, 20:50
    wg mnie najwiekszym problemem jest to, ze nie masz nawet szafy na te materialy, wiec nie ma co dyskutowac.
    Jesli chodzi o zbiorke kasy to moze sie zajac tym ktos z rodzicow. Sama sie tym zajmowalam i idzie to ekspresowo (albo takich mamy fajnych rodzicow wink, wlacznie z zakupami po ktorych skanuje rachunki i wysylam mailem.
    Poza tym nie potrzebujesz wszystkiego w ilosci 370 jesli jednoczesnie korzysta z tego tylko jedna klasa.

  • mikams75 04.10.17, 20:54
    a dzieci trzymaja gdzies w szkole swoje rzeczy? maja jakies szafki? Moze mozna jedna wygospodarowac na materialy klasowe, wyznaczyc dzeciakom dyzury, zeby dla calej klasy do konkretnej sali przynosili to co potrzebe jest na zajecia?
    Choc i tak uwazamm, ze rozwiazanie ogolnoszkolne jest o wiele lepsze, ale klasowe latwiej ogarnac.
  • fogito 04.10.17, 22:10
    Dzieci nie mogą trzymać rzeczy w szkole, bo nią maja szafek. Noszą wszystko jak wielbłądy na plecach.
  • mid.week 04.10.17, 08:53
    to nie są michałki tylko zajęcia synchronizujące obie półkule.
  • kochamruskieileniwe 04.10.17, 08:55
    i tak należałoby do tych zajęć podejść. Tylko mało kto o tym wie. Zwłaszcza rodzice sad
  • mid.week 04.10.17, 09:02
    a`propos moja córka ma niebawem kartkówkę z muzyki - oczywiście z teorii . Tyle w temacie synchronizacji smile
  • dzikka 04.10.17, 09:47
    Moja w gimnazjum miała super muzykę. A testy były w zasadzie tylko ze "słuchania". Super, dziecku się spodobało, czasami z jej pokoju dochodzą dźwięki muzyki klasycznej. Z kolei mój bratanek, syn prawdziwej rockmenki, uwielbia muzykę poważną, kiedy może lata do filharmonii, sam gra nowocześniej;perkusja. Niestety w jego przypadku chyba nie ma korelacji pomiędzy muzyka a matematykąsmile
  • aerra 04.10.17, 12:45
    No ja tam nie wiem wink
    Mam akurat prywatnie styczność z absolwentami szkół muzycznych i z matematyki, co do jednego to ofiary losu. A nie można powiedzieć, żeby muzyki mieli za mało. Taka moja szwagierka na ten przykład, skrzypaczka, która w tej chwili i gra i uczy gry na skrzypcach, nie była w stanie opanować ułamków (tak, serio mówię). Mimo tłumaczenia, że ułamki to ma na pięciolinii takie same dokładnie. Te na pięciolinii pojmowała jakoś intuicyjnie, ale jak już miała dodać do siebie 5/6 i 3/8 to było nie do zrobienia.
  • simply_z 04.10.17, 20:38
    Wielu znanych matematyków przy okazji okazywało się świetnymi muzykami.
  • kochamruskieileniwe 05.10.17, 06:54
    Być może jest to kwestia pewnego ukierunkowania. Nie od dzisiaj wiadomo, że w większości szkół profilowanych (muzyczna, sportowa, plastyczna), duży nacisk kładzie się na te kierunki profilowe. Reszta, (choć tak być nie powinno) bardzo często traktowana jest trochę po macoszemu sad Może stąd to wynika.
    Coś na zasadzie, że uczniowi klasy humanistycznej matematyka, chemia, fizyka - średnio potrzebne (popularny pogląd, niestety)
  • klaramara33 05.10.17, 22:23
    To już dawno wiedziałam,że nauka gry na instrumencie poprawia zdolności matematyczne oraz empatię.
  • muchy_w_nosie 06.10.17, 21:56
    No i pójdę z pretensjami do rodziców, bo może mogłam być noblistką z matmy a nie jestem, za empatię to podziękuje, bo bym musiała chyba popełnić samobójstwo z bólu istnienia.
    Ja tam uwaam że wszystko dobre co uczy koordynacji, systematyczności i skupienia a przyokazji daje jakieś szczegolne zainteresowania. Nie,ważne czy grasz, malujesz, wspinasz się po ściance, tańczysz czy ćwiczysz sporty walki, ważne że robisz coś systematycznie, długo i wytrwale ... bo powiedzmy sobie, że pół roku grania na flecie nie sprawi, że będziemy bardziej twórczy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka