Dodaj do ulubionych

Urodziny czy to właściwe

06.10.17, 07:21
by dziecko zaproszone wraz z rodzicami na urodziny cioci, poszło w tym samym dniu na inną imprezę? Opowieśc kolezanki, która się czuje urażona, ale nie wie czy nie przrsadza. Ja się z nią zgadzam/ rozumiem, ale też nie wiem czy nie przesadzamy wspólnie wink wszak czasy się zmieniają...
Dokładniej: ciocia ma 45 urodziny, wcześniej nie wyprawiała, ale coś jej się zmieniło w życiu i zrobiła urodziny dla całej rodziny. Zaproszona znaczna ilość gości(ok 30osob). I tak: jedno z dzieci w wieku wczesnoszkolnym nie przyjedzie, ponieważ jak co roku jej zespół taneczny ma "urodziny", a dokładniej placówka, w której zespół ma zajęcia. Ta impreza to coś w stylu dmuchańcow, zjeżdżalni + wata cukrowa zdarzają się ciekawsze elementy typu przedstawienie, występ klauna itp. Dziecko codziennie ma kontakt z kolegami z zespołu, a imprezy w tym stylu zdarzają się 2-3 razy w roku (np.z okazji świat, dnia dziecka).
Ciotka jest ciotką, która pamięta o wszystkich świętach, dzwoni, przyjeżdża lub wysyła prezenty, jeżeli jest w tym czasie np.w pracy i nie może przyjechać na dzień dziecka czy imieniny.
Widują się kilka razy w roku głównie z powodu odległości i zajęć (ciotka pracuje w weekendy, a dziecko ma też zajęcia weekendowe, + rodzice dziecka obydwoje pracują w weekendy czasem).
I z rodziny dziecka 1 dorosły przyjeżdża jako reprezentant na urodziny ciotki, drugi rodzic i dziecko nie -bo ma inną imprezę.
Pytanie: czy dziecko nie powinno swoją obecnoscią okazać szacunek ciotce, której zależało na obecności dziewczynki? Z dzieciństwa pamiętam, że dla mnie i rodzeństwa było to normą: ciocia/wujek/dziadek/babcia - byli na moich urodzinach, chcieli poświęcić mi swój czas, ja też powinna do ich dnia, zaproszenia podejść z szacunkiem i uczcić go (zawsze były laurki ze strony dzieci). Nie traktowałam tego jako coś psującego plany, nudnego. Po prostu tak się robiło i już.
Aha: na imprezie u ciotki było ok 10 dzieci w zbliżonym do tej dziewczynki wieku, więc by się nie nudziła i to nie tym imprezy "siedzimy za stołem" (dom z ogrodem, wszyscy chodzą rozmawiają, przysiadają gdzie im wygodnie by pogadać z kimś z rodziny). Imprez nie dało się zrobić w innym terminie, bardzo się pokrywały, nie dało się być na jednen a potem jechać na drugą.
U mnie w podobnej sytuacji dzieci pojechały na urodziny dziadka i nie czuły się pokrzywdzone, złe z tego powodu itp.

Jakie jest Wasze zdanie?


--
Domownicy.com.pl
Edytor zaawansowany
  • 06.10.17, 07:35
    Mam mieszane uczucia. Jako matka chciałabym, żeby dziecko pojechało do cioci jeśli wiedzialabym, że jej zależy na obecności córki. Jako ciotka nie robiłabym afery i wystarczyłoby mi gdybym dostała życzenia telefoniczne i jakąś laurkę.
  • 06.10.17, 07:39
    Nie, raczej bym nie zmuszała dziecka do obecności na urodzinach cioci. To jest różnica pokolenia co najmniej, więc nic dziwnego, że wolało tę drugą imprezę. Na miejscu cioci nie robiłabym afery. W końcu i tak raczej koncentruje się na dorosłych gościach.
    Wyjątek: Gdyby to była bardzo bliska ciocia, która na co dzień jest z dzieckiem związana, odbiera ze szkoły, pomaga w pracach domowych, zabiera do lekarza, której dziecko się zwierza itp. kiedy rodzice nie mogą, albo bo sama chce.
  • 06.10.17, 07:55
    Dla mnie to calkiem OK. Napisze jak to widze z kazdej ze stron:

    1. Ze strony dziecka

    Cos mi sie wydaje, ze impreza u cioci nie jakwi sie jednak tak rozowo jak opisujesz, inaczej dziecko poszloby na nia chetnie. Dla mnie osobiscie nie bylo chyba nic gorszego jak zmuszanie do rodzinnych imprez. Towarzystwo niby w tym samym wieku, sporo kuzynek i kuzynow, zadnego pijanstwa czy cos, ale i tak byl to maly koszmarek. Jakze szczesliwa bylam gdy osiagnelam juz taki wiek, ze po prostu nie szlam jak nie mialam ochoty (z calym szacunkiem dla kochanej babci czy innej cioci).
    Piszesz, ze tam tez jest ogrod itp. nie ma jednak gwarancji pogody i jakby sie wtedy taki ksawery przyplatal to wszyscy kisiliby sie w srodku...

    2. Z punktu widzenia rodzicow

    Swiety spokoj na imprezie, zero marudzenia itp.

    3. Z punktu widzenia cioci

    Rozumiem, to w koncu tylko dziecko. Na pewno nie bylabym urazona!

    Jedynie co bym zrobila inaczej to zorganizowalabym dla corki np. nocleg u kolezanki itp., zeby drugi rodzic tez mogl jechac. Wtedy obydwoje sa na imprezie i nie maja pod nogami paletajacego sie dziecka.

    Poza tym 45 to zaden wiek do swietowania... wink Garsonke do trumny czas wybierac!


    --
    "Bosze, dziewczyno to tylko wszy!!!! Mogłabyś mieć raka trzustki to był by problem!" by zefirkowapola
  • 06.10.17, 08:10
    Ja uważam, że rodzice powinni przyjść z dzieckiem na urodziny cioci.
    Dziecko musi nauczyć się, że w życiu trzeba także rezygnować z przyjemności w związku z szanowaniem uczuć innych osób. Cioci zależało na obecności całej rodziny i to powinno mieć priorytet.
  • 06.10.17, 08:28
    Uważam tak samo jak olamka1. Nie zawsze to, czego chce dziecko jest najważniejsze. Moje dzieci muszą rezygnować z zabaw urodzinowych kolegów i koleżanek, bo wcześniej na dany weekend zaplanowałam np. wyjazd do dziadków. Nie to, że dziadkowie mają ważna uroczystość, po prostu trzeba ich odwiedzić. Bo ja mam potrzebę zobaczenia bliskich mi osób (mieszkamy 300 km dalej) i dziadkowie czują się samotni bez odwiedzin rodziny. I to wystarczy, więcej nie tłumaczę.
  • 06.10.17, 08:43
    Ale tu wcześniej zaplanowana była stała impreza klubu tanecznego.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 08:46
    Która odbywa się kilka razy w roku i jak wynika z opisu nie różni się od wielu imprez, które odbywają się w każdym mieście w sezonie wiosenno-letnim: wata cukrowa, dmuchańce, klaun. Nie padło ani jedno słowo o tym, że dziecko miałoby występować podczas imprezy. Gdyby tak było, to zmieniałaby się cała optyka.

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 10:11
    2-3 razy. Czyli raz na "urodziny", raz na dzień dziecka i może jeszcze jeden, jak się trafi. A dziecko- jak widać- zaangażowane w życie zespołu, skoro tańczy codziennie.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 07.10.17, 11:02
    naturella napisała:

    > Bo ja mam potrzebę
    > zobaczenia bliskich mi osób
    > I to wystarczy, więcej nie tłumaczę.

    Potrzeby mamusi potrzebą całej rodziny big_grin


    --
    niepokalaność przebiśniegów jest faktem
    natura brzydzi się dogmatem jak nikt
  • 06.10.17, 08:34
    Zgadzam się z Olamką. Uczymy dzieci, że są pępkiem świata i wszycy muszą liczyć się z ich uczuciami. Tymczasem zapominamy, że warto też nauczyć liczenia się z cudzymi uczuciami. Wychowujemy nieelastycznych egocentryków, którzy potem przeżywają szok w zderzeniu z bardziej dorosłym życiem, bo inni nie chcą traktować ich z takim nabożenstwem jak rodzice. Dziecko wybrało zabawę, którą znało i wiedziało, że będzie fajna. Rodzice powinni je byli przekonać, że urodziny cioci (z udziałem innych dzieci z rodziny) też mogą być fajne.

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 08:37
    olamka1 napisała:

    > Ja uważam, że rodzice powinni przyjść z dzieckiem na urodziny cioci.
    > Dziecko musi nauczyć się, że w życiu trzeba także rezygnować z przyjemności w z
    > wiązku z szanowaniem uczuć innych osób. Cioci zależało na obecności całej rodzi
    > ny i to powinno mieć priorytet.

    Jestem tego samego zdania.
  • 06.10.17, 10:56
    10/10

    Rodzice wychowują dziecko na egoistę.
  • 06.10.17, 08:26
    Dodam:
    Impreza już była, dzieci u ciotki zawsze się dobrze bawią i chętnie odwiedzają, lubią ją (wiem bo widziałam kiedyś wink ). To osoba, która przejmuje się dziećmi, rozmawia z nimi, nie traktuje jak obowiązek ich ugoszczenia, tylko zawsze coś pod ich kątem przygotuje(ognisko itp).
    Obydwoje rodzice nie mogą przyjechac, dziewczynka nie lubi noclegów poza domem, źle znosi nianie i opiekę inną niż rodziców.
    Ciotka mówi, że w sumie niby rozumie, ale przykro jej, że dziecko/rodzice wybrali inną imprezę, bo ona do tej pory przy każdej okazji i bez okazji pamiętała o małej (urodziny, imieniny, dzień dziecka, święta, mikołajki), a raz na kilka lat jej wprawione urodziny zostały olane. Ja na miejscu rodziców porozmawiałabym z dzieckiem i wyjaśniła, że należy tym bardziej uczcić dzień kogoś kto zawsze o naszych świętach pamięta. Ale może mam staromodne podejście wink
    PS. Afery nie było i nie będzie, ot małe żale przy kawie

    --
    Domownicy.com.pl
  • 06.10.17, 14:06
    flo-bo napisała:

    > Dodam:
    > Impreza już była, dzieci u ciotki zawsze się dobrze bawią i chętnie odwiedzają,
    > lubią ją (wiem bo widziałam kiedyś wink ). To osoba, która przejmuje się dziećm
    > i, rozmawia z nimi, nie traktuje jak obowiązek ich ugoszczenia, tylko zawsze co
    > ś pod ich kątem przygotuje(ognisko itp).
    > Obydwoje rodzice nie mogą przyjechac, dziewczynka nie lubi noclegów poza domem,
    > źle znosi nianie i opiekę inną niż rodziców.

    Teraz to juz jestem pewna,ze wymyslasz coby zrobic z cioci swieta, a z dziecka rozwydrzonego bachora.

    Poradz cioci coby sobie kolezanki w swoim wieku poszukala, a nie rozkimala, ze jakas 7-miio latka nie chciala przyjsc na jej urodziny.
  • 06.10.17, 15:46
    Dokladnie. Dla mnie dziwne, ze ciotka roztrzasa fakt, ze dziecko (podobno jedno z 10) nie chcialo byc na jej imprezie...

    --
    "Bosze, dziewczyno to tylko wszy!!!! Mogłabyś mieć raka trzustki to był by problem!" by zefirkowapola
  • 06.10.17, 08:38
    Myślę, że dla dziecka taka impreza może być super ważna, a te 2 - 3 razy w roku jawią się jak pół życia oczekiwania. Ciotkę też rozumiem, ale przy tylu gościach brak jednego nie będzie aż tak bardzo odczuwalny. Myślę, że zostałabym z dzieckiem w domu, a do ciotki, jeśli by jej to pasowało, pojechałabym w następny weekend. Albo poprzedni.
  • 06.10.17, 08:49
    Na moich urodzinach nie będzie jednej killulatki? Cóż za dramat! Normalnie zapłaczę się i wspomnę o zajsciu w testamencie. Mogłabym się obrazić, gdyby olała mnie przyjaciółka, bo tuż przed imprezą dostała zaproszenie na inną, "lepszą" (a i to nie zawsze). Ale brak małego dziecka z rodziny? Szczególnie, że dziecko nie może być duże, skoro robi cyrki z nianią czy nocowaniem poza domem.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 08:55
    Dziecko jest w wieku wczesnoszkolnym czyli 7-9 lat mniej więcej. Oprócz dziecka nie przyjechał również jeden z rodziców, bo musiał z nim zostać. Może on dla tej ciotki był właśnie tą twoją hipotetyczną przyjaciółką? I ciotka nie obraża się. Jest jej tylko przykro. Ty ostatnio masz natomiast tendencję do wypowiadania się przy każdej okazji w bardzo ostrym tonie i ferowania oskarżeniami oraz obrażania osób piszących oraz tych, o których piszą. Wpadasz w retorykę forumowych trolli. Przykre, bo pamiętam twoje bardziej wyważone wypowiedzi.

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 09:21
    Myślę podobnie. Ciotka która przeżywa że na jej imprezie urodzinowej nie będzie kilkulatki powinna pomyśleć o jakiejś terapii.

    --
    Ludzkość wyznaje ponad 5000 rożnych bóstw. Ale nie martw się - TWÓJ BÓG to ten jedyny właściwy...
  • 06.10.17, 09:26
    Oprócz tej kilkulatki na imprezie nie było również jej rodzica - może brata lub siostry tej kilkulatki. A w ogóle to jesteście obrzydliwe. Ciotka przy kawie powiedziała: "No trochę było mi przykro, że nie przyjechali" i zamknęła pewnie sprawę, przechodząc do omawiania aktualnych wydarzeń politycznych albo Nobla w dziedzinie literatury. Dokładnie w tym duchu zostało to przedstawione w poście startowym. Tymczasem wy robicie z niej histeryczkę, która rwie włosy z głowy i szlocha od tygodni.

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 09:36
    Masz rację, przesadzilam, przepraszam. Co nie zmienia faktu że obecność dziecka wg była tam niekonieczna.

    --
    Moje nowe motto życiowe:
    Mniej dramatu, więcej brokatu!
  • 06.10.17, 10:13
    Kto robi histeryczkę? Ja pisałam o swojej reakcji - lub jej braku.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 09:42
    Dokładnie. Problem z niczego.
  • 06.10.17, 08:52
    Wg mnie ciotka powinna zrozumieć, że dziecko też może mieć jakieś swoje plany.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 06.10.17, 08:53
    Niech zgadnę - cioteczka niezamężna i niedzieciata? Teraz będzie się żaliła psiapsiółkom przy kawie i rozkminiała sytuację przez następne pół roku.
  • 06.10.17, 09:25
    Zamężna, dzieciata, inaczej wychowuje dzieci, niedawno i ona, i ja miałysmy podobne sytuacje (wybór między przyjemnością dziecka i dostosowaniem do niej planów całej rodziny, a wyjazdem przyjemnym dla ws,ystkich)i nasze decyzje były inne niż rodziców dziewczynki. Obydwie bierzemy pod uwagę plany dzieci, ale nie zawsze one są na pierwszym miejscu. A nie napisałam jeszcze, że chodziło również o nieobecność jednego z rodziców, który został z dzieckiem.

    --
    Domownicy.com.pl
  • 06.10.17, 10:15
    Może to o rodzica chodzi...? Ja bym się nie obraziła, gdyby szwagier zajął się siostrzenicą w dniu mojej imprezy, ale byłabym zdziwiona, gdyby siostra wysłała do mnie męża jako przedstawiciela rodziny, a sama poszła z dziećmi na zabawę.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 09:04
    Sama mam prawie tyle lat, co ta ciotka i mogłoby mi być żal tylko w takim kontekście, że MOJEMU DZIECKU by bardzo zależało na obecności tamtego dziecka i by było smutne i rozczarowane, że go nie będzie. W innym przypadku bym zrozumiała, odpuściła, nie rozkminiała.
  • 06.10.17, 09:09
    Ale tej cioci zależało na obecności całej rodziny. Dwie osoby (dziecko i rodzic) nie przyjechały na jej urodziny. Z jakiegoś powodu ukończeniu tych 45 lat, dla was nieistotne, dla niej było bardzo ważne. Przyklaskujecie w tym wątku postępowaniu, które prowadzi w konsekwencji do rozpadu więzi rodzinnych. Nikt już razem nie świętuje, nie pamięta o ważnych datach dla innych. A potem młoda kobieta rodzi dziecko i nie może liczyć na żadną pomoc. Bo mama i teściowa wolą iść na watę cukrową do parku, siostra na przedstawienie z klaunem a ciotki i wujkowie na dmuchańce. Podobnie w przypadku starszych ludzi - też nikt nie ma dla nich czasu, bo akurat jest impreza w klubie tanecznym.

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 09:24
    No to ja ci napiszę tak - całe dzieciństwo byłam ciągana po różnych imprezach i to raczej pociotków wszelakiej maści a nie ciotek właściwych (moi rodzice to jedynacy) w dodatku miałam tego pecha, że dzieci w moim wieku nie było, więc miałam zawsze perspektywę nudzenia się jak mops. Pamiętam hit - moja klasa jedzie na wycieczkę trzydniową do Zakopanego ja... do wiekowej ciotki na urodziny, bo przecież inaczej nie wypada . Moje relacje z tą dalszą rodziną mimo starań wynoszą zero. Tak - zero. A, nie, ostatnio taka kuzynka oświadczyła mi, że powinnyśmy utrzymywać relacje czemu przyklasnęła moja mama - myślałam, że ją śmiechem zabiję. Oczywiście jako dziecko/młodzież/w czasach przedmałżeńskich starałam się, pamiętałam, zabiegałam. No i co z tego? Fakt - teściowa woli iść na watę a moja mama ma świetny wzór do naśladowania - teściową.
  • 06.10.17, 09:28
    Czyli twoja sytuacja jest zupełnie inna niż w opisanym przykładzie i nie ma sensu powoływanie się na nią.

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 09:30
    Pisałaś o rozkładzie więzi. Chciałam pokazać, że NIE ZAWSZE to tak działa. Miłego dnia!
  • 06.10.17, 09:31
    To, że Kowalski bije żonę, nie oznacza, że wszyscy mężowie noszący to nazwisko też biją swoje żony. Też miłego! smile

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 10:22
    Czyli Ty robisz uogólnienia- i tak jest ok, Cud Bogini pisze o swoim przykładzie- i to nie jest ok, bo ona nie może ekstrapolować swoich doświadczeń na innych? To, co czyni rodzinę rodziną, to nie karne bieganie na imprezy, tylko wzajemna życzliwość i zrozumienie w różnych sytuacjach życiowych. Jak w wątasku obok- skoro tak wyszło, że wnuk organizuje ślub poza miejscem zamieszkania swojej niezwykle zżytej i kochającej rodziny, to zżyta i kochająca rodzina (choć dojazd jest dla niej niewygodny) robi co może, żeby w wydarzeniu uczestniczyć, a nie szantażuje wnuka, że "nic już nie będzie takie samo", "atmosfera na ślubie będzie zwarzona" i "więzi rodzinne się rozpadną", bo nie zrobił tak, jak oni chcą.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 10:27
    Memphis90, nie będę z tobą dyskutować, bo jesteś agresywna i napastliwa. Wrzucam cię niniejszym do mojej forumowej szufladki z napisem "trolle internetowe czyli osoby, które przychodzą na to forum, żeby wylewać w każdym wątku swoje frustracje z reala". A jako troll nie jest partnerem do dyskusji. Powiem tylko na koniec, że w tym wypadku ciotce z jakiegoś powodu zależało bardzo na zebraniu całej rodziny i pójście na jej urodziny jak najbardziej mieściło się w kategorii "wzajemna życzliwość i zrozumienie w różnych sytuacjach życiowych".

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 10:42
    > pójście na jej urodziny jak najbardziej mieściło się w kategorii "wzajemna życzliwość i zrozumienie w różnych sytuacjach życiowych".
    To bardzo piękna idea, tylko zauważ że to powinno działać w obie strony. Ciotce zależy na obecności rodziny (w tym 8 czy 9-latki), a owej 8-latce zależy na uczestnictwie w spotkaniu w zaprzyjaźnionym gronie z rówieśnikami. No i co teraz? Mamy konflikt interesów. Tak samo można by powiedzieć że ciotka (zwłaszcza ona, jako dorosła) powinna wykazać życzliwość i zrozumienie i odpuścić dzieciakowi jakieś nudy.
  • 06.10.17, 10:45
    Dlaczego nudy? Tym bardziej, że będą inne dzieci?
  • 06.10.17, 10:56
    Dlatego że dziewczynka woli towarzystwo kolegów niż kuzynów - tak wybrała. Na jakiej podstawie ktoś z boku miałby oceniać że "przecież zabawa z kuzynami jest tak samo fajna jak z kolegami" skoro główna zainteresowana oceniła inaczej?
  • 06.10.17, 11:19
    Co dziewczynka woli, to sprawa drugorzędne, nie jest pepkiem wszechswiata
  • 06.10.17, 11:51
    Ciocia również nim nie jest smile
    A co jest tutaj sprawą pierwszorzędną - co chce ciocia? Dlaczego? Isa pisze o "zrozumieniu i życzliwości", dlaczego ma to obowiązywać tylko dziecko a nie także ciotkę - no litości, mówimy o małym dziecku wyciąganym wbrew woli na imprezę dla dorosłych na którą nie ma ochoty pójść. Naprawde dla dorosłych to sprawa honoru żeby tego dzieciaka tam zaciągnąć?
  • 06.10.17, 11:58
    A ciotka jest?
  • 06.10.17, 12:48
    Ciotka w wym wypadku jest, jak każda starsza osoba i lubiany członek rodziny
  • 06.10.17, 13:55
    Jaka starsza osoba, ona 45 urodziny obchodziła, a nie 80+
    Dzieci to już nie lubiani członkowie rodziny? Tylko ciotki? Poza tym najwyraźniej nie aż tak lubiany, bo jakby to była ulubiona ciocia, to pewnie cała rodzina jednak by się pojawiała, a nie tylko "reprezentant"
  • 06.10.17, 14:05
    Nie jestem ani agresywna, ani napastliwa.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 12:32
    Moje dzieci w podstawówce zawsze w ostatni weekend miały festyn rodzinny, na który przychodziły całe rodziny. Wszystkim znajomym/rodzinie mówiliśmy że ten weekend dla nas odpada na spotkania/urodziny ( dwoje dzieci - jeno z bliskiej rodziny, drugie bliskich przyjaciół ). Oni albo wyprawiali w inny dzień ( jeżeli im pasowała zmiana planów ), albo przyjmowali do wiadomości, że nas nie będzie. I że nie będzie nawet reprezentanta, bo to festyn rodzinny i dzieciom zależało na obecności obojga rodziców.
  • 06.10.17, 12:32
    miało być ostatni weekend maja.
  • 06.10.17, 09:13
    bo niestety byłam wychowywana w duchu "zrób wszystkim innym dobrze, twoje potrzeby się nie liczą" i w momencie gdy ciotka nie jest odchodzącą 95-letnią staruszką to całym sercem jestem z dziewczynką i dmuchańcami.
    Jako matka - znam dziecko i staram się ocenić, co bardziej jej posłuży - czy rozsądny egoizm czy rezygnacja na rzecz...
    Jako ciotka (45 letnia!) na drugi świat się nie wybieram i w ...buty sobie wsadzam łzawe teksty o smutku i rozczarowaniu.
  • 06.10.17, 09:19
    A nie można by tak z umiarem i rozsądkiem? Imprezy w klubie tanecznym są 3 w roku, urodziny cioci 1 raz i to po raz pierwszy w życiu tego dziecka. Nikt tu nie wymaga od dziecka rezygnacji z każdej zabawy i latania do ciotki. Nie projektuj bogini swoich smutnych doświadczeń z dzieciństwa na ten wątek. On nie jest o tobie.

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 09:26
    Uprzedzałam, że będzie nieobiektywnie - nie musiałaś wchodzićtongue_out
    Właśnie powyżej zaproponowałam rozsądek - jeśli widzę, że wychowuję roszczeniową egoistkę to próbuję to naprawićwink
  • 06.10.17, 10:24
    Urodziny cioci były już 44 razy... A będą jeszcze Wigilie, Wielkanoce i inne...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 10:47
    Będą też kolejne klauny i waty cukrowe....
  • 06.10.17, 09:50
    Ale tu nikt nie kazał rezygnować z wycieczki, to nawet nie była jakaś super zabawa z dawno niewidzianymi koleżankami, tylko kolejne z wielu spotkań z dziećmi widzianymi codziennie w szkole, na róznych imprezach i urodzinach dziecięcych, nie mówiąc o placu zabaw itp.
    Impreza u ciotki była pierwszy raz taka, z okazji 40-tki nie było, bo miała jakieś problemy. Nie chodzi o płacze czy afery, raczej o niepodporządkowywanie wszystkiego dziecku i jego planom kosztem planów innych członków rodziny i podstawowy hm... szacunek: dbam o ciebie, pamiętam o twoich świętach, byłoby fajnie, że ty pamiętasz chociaż czasem o moich. Nikt nie ma problemu z dzieckiem, dla którego atrakcyjniejszy może być wypad na plac zabaw byle był z ukochaną koleżanką widzianą godzinę wcześniej w szkole. Podejście rodziców jest tu wg mnie dyskusyjne, bo to oni powinni porozmawiać z dzieckiem a nie od razu dostosowywać swoje plany do dziecięcych.

    Koleżanka przygotowała imprezę tez pod kątem dzieci , nie nudziły się smile


    --
    Domownicy.com.pl
  • 06.10.17, 10:14
    A skąd wiesz, że nie rozmawiali?

    Dla mnie osobiście - urodziny nie są jakąś wyjątkową okazją (no, może poza np. 80 czy 18, ale to dwie takie okazje urodzinowe w życiu). Owszem, pamiętam o wszystkich, ale też bez przesady. Plany i zaiteresowania kilkulatki mogą jednak krążyć wokół innych tematów niż "u cioci na imieninach". Takie imprezy to nie są kinderbale. Można załatwić to jakoś inaczej - dziecko może przygotować cioci specjalną laurkę i prezent od siebie - i to też świadczy o pamięci.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 06.10.17, 10:28
    Któreś tam spotkanie zespołu dziecięcego też nie jest jakąś wyjątkowa okazja....
  • 06.10.17, 10:32
    No zależy dla kogo, dla niektórych to jednak ważna okazja, szczególnie, że czas w tym wieku płynie jednak inaczej.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 06.10.17, 10:35
    Dokładnie tak. I jakoś niektórym umknęło, że ta konkretna ciocia nie wyprawia co roku urodzin dla całej rodziny. Zrobiła to po raz pierwszy i zależało jej na obecności rodziny.

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 14:08
    isa1001 napisała:

    > I jakoś niektórym umknęło, że ta konkretna ciocia nie wyprawia c
    > o roku urodzin dla całej rodziny. Zrobiła to po raz pierwszy i zależało jej na
    > obecności rodziny.

    Ale czy to oznacza, że rodzina ma rzucić wszystko i się dostosować? moim zdaniem ciocia robi problem z niczego, gości miała pod dostatkiem i nieobecność 2-3 osób nie robiła większej różnicy. Nie na miejscu jest podkreślanie ile ciocia daje od siebie - to jest jej osobisty wybór, czy kupowanie czyjejś zwrotnej atencji?
  • 06.10.17, 09:33
    A jakby ktoś dorosły z tej rodziny miał np imprezę integracyjną w pracy, to też miałby zmienić plany, żeby cioci nie było przykro? Albo bilety na koncert ulubionego zespołu? Ludzie mają różne plany życiowe, noe zawsze uda się zebrać wszystkich i tyle. Po co dokładać do tego rozczarowanie, przemyślenia i żale po fakcie?

    --
    I suppose she is entitled to put up an argument. 
    Of course she is. She's just not allowed to win it.
  • 06.10.17, 09:44
    Impreza integracyjna jest często pracowym obowiązkiem, z którego trudno się wymigać. Bilety na koncert kupuje się dużo wcześniej i często nie ma możliwości zwrotu. Nie ma co tego porównywać z dumachańcami i watą cukrową. Tym niemniej ematka nie byłaby ematką, gdyby wszystkiego nie sprowadziła ad absurdum.

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 10:41
    Dziecko nie może mieć swoich planów? Dla niej te dmuchance z zespołem tak samo ważne, jak dla dorosłego koncert, może nawet ważniejsze.
    Ja zapraszam rodzinę częściej niż raz na 45 lat, więc jak od czasu do czasu ktoś nie może przyjść, to nie robię tragedii.


    --
    I suppose she is entitled to put up an argument. 
    Of course she is. She's just not allowed to win it.
  • 06.10.17, 10:52
    W tym przypadku plany dziecka schodzą na drugi plan smile
  • 07.10.17, 11:08
    Dzieci, których plany rodzice mają permanentnie w dupie, w dorosłym życiu potrafią się pięknie odwdzięczyć - więc nie planuj niczego na starość big_grin

    --
    Zakładanie stanika na mokrą skórę jest jak walka wręcz z szatanem.
  • 06.10.17, 13:20
    To nie jest żadne ad absurdum. Czesto się zdarza tak,że ktoś ma konferencję czy inny wyjazd służbowy, ktoś inny ma imieniny innego członka rodziny, ktoś jeszcze inny dorwał wycieczkę last minute za połowę ceny w lutym, na którą w sezonie nie miałby szans i wtedy nie siedzę i nie mendzę pod nosem: O nie, co za podły człowiek, jak on może! Co innego, gdy to się powtarza non stop i ktoś zawsze ma wymówkę typu ,,urodziny stryjecznego dziadka", o którym nigdy nie słyszałam albo ,,imieniny dziesiątej wody po kisielu, córki kuzyna wujka Jarka", to wtedy wiem, żeby dać sobie spokój z proponowaniem spotkania rodzinnego czy towarzyskiego z taką osobą, bo wyraźnie ma mnie gdzieś. To, że ktoś raz nie przyjdzie na imieniny jakiejś cioci, nie musi prowadzić od razu do zerwania więzi rodzinnych - to jest właśnie ad absurdum.
  • 06.10.17, 09:46
    Przypomniało mi się, jak ja w dzieciństwie byłam ciągana po różnych rodzinnych przyjęciach i mimo obecności moich kuzynów nie lubiałam tych imprez. W liceum zaczęłam ostro protestować i po kilku ostrych spięciach rodzice odpuścili. Co innego święta, jeszcze jakby ciocia była bardzo stara lub chora i te urodziny mogłyby być jej ostatnie, to tak, ale w tym wypadku nie nalegałabym i pozwoliłabym wybrać dziecku (które nota bene rośnie i też ma prawo do wyboru jak spędzić dany dzień (poza określonymi wypadkami).
    W rodzinie mojego męża jest tak, że jak świętują dzieci to owszem zabiera się własne potomstwo, natomiast jak świętują sami starsi to wszystko zależy od dzieci. Malutkie można zabrać, ale te starsze, które mają już własne plany, chodzą na określone zajęcia i utożsamiają się z tym, myślę, że można im odpuścić.
    Co lepsze, ja zmuszana do chodzenia na rodzinne imprezy, dziś mam zerowy kontakt z moimi kuzynami. Mój mąż, który nie był zmuszany i spotkania odbywały się na zasadzie dobrej woli, ma z kuzynami bardzo dobry kontakt.
  • 06.10.17, 09:50
    Bo wszystko trzeba robić z głową i wyczuciem. Ja nie postuluję związania dziecka, wrzucenia do worka i zawiezienia na urodziny ciotki w bagażniku samochodu. Rodzice powinni byli tak rozegrać sprawę, żeby dziecko nie postrzegało tych urodzin jako kary i przykrego obowiązku a przyjemność - kolejną obok klauna i dmuchańców. Być może tak właśnie było w przypadku twojego męża. smile

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 09:56
    W moim przypadku nie było nic do rozegrania. Od lat jeździłam na te imprezy i przebieg był zawsze ten sam. Nikt nic nie musiał mi przedstawiać tak bym widziała w nich samą przyjemność, bo ja bardzo dobrze wiedziałam jak będą wyglądać. A u mojego męża było tak: chcesz jechać jedziemy, nie chcesz możesz zostać w domu. I mój mąż najczęściej korzystał z tej drugiej opcji.
  • 06.10.17, 10:03
    Cóż może rodzic też nie bardzo chciał na te wyjątkowe urodziny jechać, a impreza dziecka była świetnym pretekstem ?
    Coś jak w wątku ze ślubem, gdzie rodzina młodego nie chce jechać na wesele i podpiera się dziadkiem.
  • 06.10.17, 13:45
    też możliwe, ze właśnie ten rodzic wcale nie uważa, że 45 urodziny ciotki to impreza na której trzeba/chce być
    Nie przepadam za takim rozliczaniem innych że wybrali np imprezę klubie tanecznym a przecież ona jest 3 razy do roku, a urodziny sa raz.
    Troche to roszczeniowe żeby niedopuszczać ze jakis gosc ma inne sprawy. Przeciez reszta towarzywa przyjechała i nawet drugi rodzic tego dziecka( domyslam sie ze ten spokrewniony z ciotką)
  • 06.10.17, 10:28
    Czasem można jakoś połączyć. Nie pamiętam już gdzie wyjeżdżaliśmy w zeszłym roku, ale okazało się, że nie możemy być na szkolnym festynie. Był płacz i lament, i w końcu stanęło na tym, że skoczymy na 2h na festyn, a potem pojedziemy na tę naszą niezwykle ważną nieprzekładalną rzecz.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 10:05
    > Co lepsze, ja zmuszana do chodzenia na rodzinne imprezy, dziś mam zerowy kontakt z moimi kuzynami. Mój mąż, który nie był zmuszany i spotkania odbywały się na zasadzie dobrej woli, ma z kuzynami bardzo dobry kontakt.
    O, to dokładnie o mnie i moim mężu. Dwa zupełnie różne modele.
    Mój tata miał taką ambicję że dzieci wozi się na wszelkie święta, imieniny i one uczestniczą, grzecznie bawią się z kuzynami i pokazują jakie sa fajne, mądre i rodzinne. Mnie też odpuszczono w końcu w wieku lat kilkunastu. Mam w rodzinie takie kuzynostwo, które nawet jako dorośli ludzie (kuzyn nawet po ślubie) nadal twardo na te spotkania jeździli ze swoimi rodzicami. Trochę sie z nich podsmiewałyśmy z siostra, że tam to dopiero panuje rygor.
  • 06.10.17, 09:56
    Jakoś mało kto zwrócił uwagę na inny aspekt tej sprawy - impreza w klubie, do której należy dziecko, była ustalona wcześniej niż ciocia (znienacka, bo na ogół nie obchodzi) zapowiedziała przyjęcie urodzinowe. Czyli a) dziecko się już nastawiło, w czym będzie uczestniczyć, b) miało już podjęte wcześniejsze zobowiązania (wobec swoich kolegów chociażby).

    --
    Nie widzę wpisów osoby, która pochwaliła się byciem ostatnią szują oraz etatowego ematkowego trolla kaz_nodzieja
  • 06.10.17, 10:06
    Jakież to zobowiązania może mieć kilkuletnie dziecko?
  • 06.10.17, 10:31
    Urodziny, festyn szkolny, wolontariat, imprezę w swoim zespole tanecznym na przykład.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 10:49
    Nie żartuj...
  • 06.10.17, 12:03
    Czemu uważasz, że obietnica dziecka, że będzie uczestniczyć w danym wydarzeniu (zapewne po wcześniejszej zgodzie rodziców) ma być nieistotna?
    Tego chcesz uczyć dzieci? Twoje plany i zobowiązania się nieważne?
  • 06.10.17, 12:51
    Dlatego, że są sytuacje wymagające zmiany planów. Zaproszenie od ciotki było wcześniejsze niż na seryjna imprezę zespołu
  • 06.10.17, 13:56
    Ale najwyraźniej impreza była ważniejsza. I tyle.
  • 06.10.17, 14:12
    W tym wypadku impreza zespołu ("urodziny") była równie seryjna, jak impreza ciotki (urodziny). Do rzeczy- jak napisałam powyżej i poniżej, jeśli obiecuję swoją obecność gdziestam, to ma to pierwszeństwo nad późniejszymi zaproszeniami. Pierwsze posty pisałam przekonana, że ciotka zaprosiła w ostatniej chwili- i wówczas w pełni rozumiem to, że dziecko realizuje swoje wcześniejsze zobowiązania- a po uzyskaniu informacji, że to ciotka zaprosiła rodzinę 3 m- ce wcześniej, że powinni iść do ciotki. Chociaż jako ciotka osobiście bardziej liczę na obecność moich spokrewnionych rówieśników i ze zrozumieniem podchodzę do dziecięcych ważnych spraw.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 10:06
    A nie, nie, impreza u ciotki była ustalona 3 miesiące wczesniej na imieninach dziewczynki. Wcześniej niz w placówce. Wiem, bo z ciotką ustalałam dyżury weekendowe na"po wakacjach", a sama mam w tym czasie kilka imprez weekendowych.

    --
    Domownicy.com.pl
  • 06.10.17, 10:12
    Skoro ciotka jest osoba rodzinną i sympatyczną, urodziny robi po raz pierwszy, mają być na nich inne dzieci, termin ustalony sporo wcześniej, to decyzja jest prosta.

    Klaunow i wątek cukrowa można sobie spokojnie odpuscic, tym bardziej, że jest to schemat powtarzana kilka razy do roku.

    A dziecko trzeba uczyć, że ważna jest rodzina i kontakty z nią i że w tym wieku nie jest jeszcze pepkiem wszechswiata.
  • 06.10.17, 10:22
    Off top: ktoś wyprawia imieniny dziecka? smile)

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 06.10.17, 10:54
    agata_abbott napisała:

    > Off top: ktoś wyprawia imieniny dziecka? smile)

    A czemu nie, to dziwne? My od zawsze obchodzimy swoje imieniny i urodziny w rodzinie i wśród przyjaciół, dzieci i dorosłych. Każda okazja do dobrej imprezy jest ok smile

  • 06.10.17, 11:35
    No ale jak się to pozbiera do kupy, to strasznie dużo tego świętowania. Rodzina 2+2 to już 4*2=8 okazji w roku do świętowania. Niech w rodzinie będzie 4 dziadków, dwoje rodzeństwa rodziców (każde po 1) z dziećmi, do tego 3 zaprzyjaźnione rodziny - wszyscy też 2+2, to jest, jak dobrze liczę, 4 + 4 + 4 + 4 + 3*4 = 28 osób, każda po dwie okazje w roku, to jest 56 imprez do obskoczenia, nie licząc dni dziecka i świąt. Co tydzień coś! smile

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 06.10.17, 10:30
    Jeżeli zaproszenie od cioci było wcześniej, to należało jechać do cioci. Jeśli impreza klubu tanecznego była pierwsza, to dziecko miało prawo iść na swoją imprezę taneczną.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 13:16
    Trzy miesiące wcześ
    niej ciotka juz zapraszała na urodziny? to faktycznie muszą byc one wyjątkowe - czyzby odebrałą wyniki badań i boi się, że kolejnych nie do żyje?
    Oczywiście spotykam się z hucznym i uroczystym obchodzeniem 40 czy 50, ale ludzie robią wtedy imprezy dla znajomych, a nie ciągają wszystkich pociotkow, od noworodka po staruszkow. Tutaj mamy osobę, ktora podobno nigdy urodzin nie robiła, a kiedy je postanwiła zrobic, powinny stac się wydarzeniem dziesięciolecia w rodzinie.

    --
    -(...)jakim cudem nie widziałaś nigdy imprezy promującej inną kulturę?
    -Nie widzialam i mam nadzieje, ze nigdy nie zobacze (majenkir)
  • 06.10.17, 17:35
    my akurat jutro na 50-tkę i tak, ciągne są tzw. pociotki.

    dziecku pozwoliłam na nieobecność. bo są ważniejsze uroczystości dla owego dziecka niż ta 50 tka. a zaproszenia spłynęły dzień po dniu. nie przypominam sobie, by padała informacja - obecność bezwzględnie obowiązkowa.
  • 06.10.17, 10:11
    Toz już było, ze takie imprezy ze dwa razy w roku i mogło dziecko poczekać na następną, bo 45 urodziny ciotki tylko raz.
  • 06.10.17, 10:26
    Może to też zależy od podejścia do świętowania urodzin/różnych okazji. Dla mnie urodziny, tym bardziej 45, nie są żadną wielką okazją. Ot, jak ktoś bliski wyprawia okrągłe urodziny, a ja mam możliwość, to pójdę, ale bez większych emocji. Jeśli nie mam wolnego czasu, mam inne plany, to złożę życzenia i tyle. Ekscytację czułam na 18tkach przyjaciół i na 80tce dziadka wink Wśród mojej rodziny/znajomych rzadko ktoś hucznie obchodzi urodziny. Może rodzice nie pomyśleli, że cioci tak bardzo zależy i uważają, że wybory dziecka też się liczą.
  • 06.10.17, 10:57
    mamy podobną sytuację w tym tygoniu, tylko różnica taka, że ciotka
    nie jest ostanio zbyt miła dla mnie
    zmusiła syna rok temu do zrobienia czegoś, czego syn zrobić nie chciał ale nie chciał też wyjść na mięczaka itp.

    w tym roku - syna uprzedziałam o imprezie i wiadomo, co ma zrobić - starzy jadą, chata wolna czyli robi u siebie jakiś zlot młodzieży.
    okazało się, że w tym dniu kolega z klasy zaprosił syna na własne urodziny i wybór jest prosty.

    ale
    moje dzieci od dawna nie przepadają za wyjazdami tam, są tam kilka lat starsze dzieci które moje kompletnie ignorują, albo, bywa że ich nie ma bo są na jakichś zlotach młodzieży.

    gdyby było miło i serdecznie - też bym pozwoliła synowi nie jechać, nie mam w zwyczaju targać dzieci wszędzie tam, gdzie jadę ja.

    sama byłam raczej uczestniczką wszystkich imprez do matury włącznie, ale czekali na mnie fajni kuzyni, niestety, potem też przestali przyjeżdżać bo zaczęli mieć swoje dziewuchy i one stały się ważniejsze a w rodzinie dziewuch się nie pokazuje do slubusmile
    ja niestety byłam bardzo długo sama, więc nawet żal mi było, że ich nie ma i też przestałam jeździć.

    ale dalej się lubimy, rzadko spotykamy z niektórymi a z niektórym częściejsmile

    w tym przypadku - ciotkę powaliło, żeby mieć żal. no chyba że wlaśnie jej dzieci oczekiwały kuzynki i są rozczarowane. więc żal by mi było właśnych rozczarowanych dzieci i stąd mogłabym przenieść ten żal na małą kuzynkę. tylko ewentualnie to byłby problem.
  • 06.10.17, 11:01
    Moje zdanie jest takie,że gdyby rodzicom zależało by być na urodzinach to dziecko nie miałoby nic do gadania, widocznie nie chcieli to dali jako wymówkę imprezę dziecka.
  • 06.10.17, 11:07
    Tu nie chodzi o zmuszanie, ale o przedstawienie tego wyjazdu jako atrakcyjnego. Dziecko wybrało to, co znało czyli dmuchańce. Impreza u cioci była dla niego tylko pustym hasłem, którego rodzice nie wypełnili treścią. Na takiej zasadzie można karmić dziecko do pełnoletności parówkami i żółtym serem, bo samo z siebie nie chce spróbować żadnych nowości. Jednak większość rodziców robi wszystko, aby te nowości byly dla dziecka atrakcyjne. To się nazywa wychowanie. Przypominam, że ta ciotka przewidziała atrakcje dla dzieci czyli nie była to nudna nasiadówa przy stole,

    --
    no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)
  • 06.10.17, 11:20
    No o tym piszę, że decyzja ostateczna należy do rodziców,ja się nie dziwie, że dziecko wolało swoich kolegów od cioci którą parę razy widzi w roku więc pytanie dlaczego rodzice podjęli taką a nie inną decyzje. A z doświadczenia dzieje się tak gdy coś jest nie tak w relacjach między dorosłymi a wtedy imprezy dziecka staja się wymówkami.
  • 06.10.17, 13:26
    Nie wiem, po co to lekceważące określenie "dmuchańce" - powtarzacie je za autorką wątku i jest tendencyjne. Rocznica powstania zespołu (albo szkoły tanca) to nie są dmuchance albo wata cukrowa, tylko święto, ważne dla całej tanecznej społeczności. Dla członka zespołu to jest JEGO SWIĘTO. Nie wspomniano o tym, ale zawsze na takich imprezach są pokazy taneczne, są pamiątkowe zdjęcia, czasem symboliczne gadżety. Bardzo dobrze, że jedno z rodzicow tego dziecka rozumie to, co jest niepojęte dla niektorych ematek : że dziecko w tym zespole czuje się jego częścią, ważnym członkiem społeczności, i że w jego życiu wspomnienie z tego wydarzenia będzie cenniejsze, niż urodziny cioci.
    Nie rozumiem też, jak można licytowac się zasługami "a ciocia chodzi na jego/jej imieniny"....widocznie nie ma nic lepszego do roboty, to chodzi. Jak się ma 30-osobową rodzinę i bywa się na wszystkich urodzinach, imieninach, mikołajach (plus święta) to widocznie ma się potrzebę świętowania rozwinięta ponad normę.

    --
    -(...)jakim cudem nie widziałaś nigdy imprezy promującej inną kulturę?
    -Nie widzialam i mam nadzieje, ze nigdy nie zobacze (majenkir)
  • 06.10.17, 14:19
    Ale z tego, co zrozumiałam, to atrakcje typu ognisko bywały u ciotki już wcześniej. Ja tam nie rozumiem czemu nie dało się obskoczyc dwóch imprez jednego dnia?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 06.10.17, 11:10
    A teraz doczytałam, że jeden rodzic był u cioci, drugi z dzieckiem na festynie czyli jedno z dorosłych nie miało ochoty na urodziny u cioci więc jak już to niech ciocia się zastanowi nad relacjami z tą dorosłą osobą a nie płaczę, że jakiś kilkulatek nie przyszedł do niej na urodziny.
  • 06.10.17, 11:21
    Bardzo mnie dziwi, a nawet szokuje fakt, że dla ciotki sprawą honorową może być obecność jednego z 30 gości, szczególnie dziecka. Nie rozumiem kompletnie, co takiego jest w 45 urodzinach, że trzeba zrobic zjazd z obowiązkową frekwencją, jak na 90lecie seniora rodu, ktorego dni są policzone. Skoro jednak tak chciała i zrobiła, jej sprawa, ale dlaczego miałoby jej byc przykro z powodu nieobecności jednego z dzieci? Naprawdę rozumiem i popieram tezę, że rodzina jest ważna, ale niekoniecznie przemawia do mnie idea, że trzeba tę ważność w taki sposob udowadniać.

    --
    -(...)jakim cudem nie widziałaś nigdy imprezy promującej inną kulturę?
    -Nie widzialam i mam nadzieje, ze nigdy nie zobacze (majenkir)
  • 06.10.17, 11:41
    Najwyraźniej któreś z rodziców uznało, że nie ma ochoty jechać do ciotki. Dla dziecka, jak sądzę, byłoby zrozumiałe, że skoro rodzice umówili sie wcześniej z ciotką, to muszą jechać, a ono musi wobec tego pojechać wraz z nimi, nawet jeśli wolała by być gdzie indziej. Najwyraźniej rodzice nie zrozumieli, ze nagle jedne urodziny sa dla ciotki najważniejszą sprawą na świecie.
    Możliwe też, ze ta "dziecięca zabawa" była czymś więcej, niż tylko zabawą - wystarczy, że łączyła sie z występem grupy tanecznej, w której dziecko odgrywa ważną rolę - wtedy jest to istotne zobowiązanie i niekoniecznie urodziny cioci sa ważniejsze.
  • 06.10.17, 13:31
    Ciotka najwyraźniej chciała zorganizować wielką imprezę rodzinną, a 45 urodziny były tu tylko pretekstem. Wykosztowała się, urobiła po pachy, a na koniec dowiedziała się, że jej wysiłek nie został doceniony i przegrała z clownem.
  • 06.10.17, 13:58
    >na koniec dowiedziała się, że jej wysiłek nie został doceniony i przegrała z clownem.

    Nie, ciotka dowiedziała się, że rodzina chciała pogodzić obie okazje i zrobiła to: jedno było na urodzinach ciotki, drugie z dzieckiem na urodzinach zespołu. "Reprezentowanie " rodziny przez jednego z małżonków, kiedy drugie nie może, to normalna rzecz. Życzenia są składane w imieniu wszystkich, prezent wręczony.
    Tam, gdzie liczy się obecność, pamięć i okazanie szacunku, to powinno wystarczyć.
    Tam, gdzie w grę wchodzi egoizm i ambicyjki : "no jak to? to kto jest ważniejszy?!", tam będzie obraza.

    --
    -(...)jakim cudem nie widziałaś nigdy imprezy promującej inną kulturę?
    -Nie widzialam i mam nadzieje, ze nigdy nie zobacze (majenkir)
  • 06.10.17, 14:07
    Też tak uważam.
    Cioci klepnęło na dekiel skoro strzela fochy.
  • 06.10.17, 14:16
    Fakt, ze ciotce było przykro, ze 7-latka nie przyszła, ze ciotka nie pomyślała, zę dla dziecka fajniejsza jest zabawa w gronie rówieśników i nie byłoby jej przykro, ze dziecko musiało z niej zrezygnować dla nudnego w zasadzie przyjęcia rodzinnego, moim zdaniem świadczy o tym, że dziecko miało rację nie chcąc odwiedzać 45-letniej ciotki o mentalności dziecka.
  • 06.10.17, 14:23
    >ciotka nie pomyślała, zę dla dziecka fajniejsza jest zabawa w gronie rówieśników i nie byłoby jej przykro, ze dziecko musiało z niej zrezygnować dla nudnego w zasadzie przyjęcia rodzinnego, moim zdaniem świadczy o tym, że dziecko miało rację nie chcąc odwiedzać 45-letniej ciotki o mentalności dziecka.

    To jest jedna z tych chwil, kiedy Cię kocham big_grin

    --
    -(...)jakim cudem nie widziałaś nigdy imprezy promującej inną kulturę?
    -Nie widzialam i mam nadzieje, ze nigdy nie zobacze (majenkir)
  • 06.10.17, 14:14
    W tym roku miałam taką sytuację, że organizowałam dużą imprezę rodzinna w knajpie i jedna część rodziny nie przyszła z powodu... mniejsza z tym. Nie tylko w moich oczach powod był z dooopy.
    Oczywiście, że strzelilam focha i teraz mam tę część rodziny w odwłoku. Może mi klepie w dekiel, trudno. Oni nie mają obowiązku przychodzić na moje imprezy, ja nie mam obowiązku dzwonić i podtrzymywać kontakt.
  • 06.10.17, 14:25
    Tu nie przyszła jedna dorosła i jedno dziecko.
  • 06.10.17, 13:58
    Bo nie było dziecka i jego rodzica? To może to była impreza niespodzianka dla tego dziecięcia i nie wypaliło, stąd żal.
  • 06.10.17, 12:14
    W takich sytuacjach, kiedy ciężko się zdecydować, kieruję się zasadą pierwszeństwa. Jeśli przyjęłam zaproszenie od ciotki, to dziecku odmawiam i mówię od razu, że są już inne plany. Jeśli o dziecka imprezie wiedziałam wcześniej, to zaraz oddzwaniam lub mówię w momencie zapraszania "wybacz, ale ja nie dam rady, bo córka ma imprezę". Naprawdę ta zasada wiele ułatwia. Ni i przede wszystkim druga strona wie z góry czego się spodziewać, nie ma rozczarowania.
  • 06.10.17, 12:50
    Podsumowujmy:

    - dziecko juz wczesniej mialo plany nt. dzien. W moich oczach ta zabawa z zespolem to wielka atrakcja. Odbywa sie tylko 2-3 razy w roku, z perspektywy dziecka to jak czekanie na urodziny, swieta i Halloween..

    - ciotka - skadinad fajna i rodzinna osoba - nigdy dotad nie wyprawiala urodzin i nagle jej sie zachcialo - z nieznanych powodow. I to nie okraglych urodzin, tylko 45. Ani to przelomowy moment w zyciu, ani urodziny seniora rodu.

    Przyznam, ze nie rozumiem czemu nieobecnosc jednego dziecka i jego rodzica wywoluje az tyle emocji. Rozumiem doskonale, ze ciotka chcialaby miec rodzine w komplecie na imprezie i domyslam sie, ze tytulowa dziewczynka tez by chetnie wziela w imprezie udzial, gdyby sie odbywala w innym terminie (skoro autorka pisze, ze ciocie lubi i chetnie z nia przebywa). No ale wyszlo jak wyszlo, dziewczynka ma inne plany, ktorych atrakcyjnosc doskonale rozumiem.

    No chyba, ze chodzi nie tyle o nieobecnosc dziecka, tylko o to, ze rodzice postanowili nie nalegac (w koncu to do nich nalezala ostateczna decyzja), wiec pretensje sa do doroslych, nie do dziewczynki. Rozumiem emocje, ale trzezwe spojrzenie na sytuacje powinno uswiadomic cioci, ze druga strona tez ma zasadne argumenty na obrone swojej pozycji. No chyba, ze w gre wchodza jakies dodatkowe, nieznane nam tutaj, szczegoly.

    Z tej perspektywy nie widze powodu do oburzenia. Przy takiej liczbie zaproszonych gosci nie trudno o to, ze cos ktoremus z nich wypadnie - zwlaszcza w przypadku imprezy, ktora do tej pory sie nie odbywala, wiec nie byla zapisana na stale w rodzinnym "kalendarzu".
  • 06.10.17, 12:54
    Nieprawda, dziecko nie miało planów, zaproszenie ciotki było wcześniejsze niż zaproszenie na wate cukrowa.

    Impreza ciotki być może raz w życiu, wata cukrowa kilka razy w roku
  • 06.10.17, 12:59
    Mogło być tak, że na ostatnich zajęciach w zeszłym roku zostało ogłoszone - Festyn odbędzie się na przełomie września i października. Ostateczny termin podamy na pierwszych zajęciach.

    U moich dzieci było wiadomo, że festyn rodzinny to przełom maja/czerwca. Najczęściej ostatni weekend maja, ale zdarzył się i pierwszy weekend czerwca. Informacje dostawaliśmy ze 3 miesiące przed festynem.
  • 06.10.17, 19:14
    Osobiście byłabym zła na bliską osobę z rodziny, że nie przyszła na moją imprezę, tylko pojechała z dzieckiem na jakiś piknik.
    I chyba nie o nieobecność dzieciaka tu chodziło, ale o rodzica, z którym ciotka pewnie ma więź (siostra? kuzynka rodzica?).

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • 07.10.17, 11:50
    zlababa35 napisała:

    > Osobiście byłabym zła na bliską osobę z rodziny, że nie przyszła na moją imprez
    > ę,

    Osobiście biorę pod uwagę, że ludzie mogą mieć inne plany na dany termin, niż moja impreza. Osobiście również wolę, żeby przyszli ci co chcą, dlatego, że chcą, a nie dlatego, że wypada.

    --
    Przychodzi Ziobro do apteki:
    - Poproszę czopek.
    - Jaki?
    - Może być.
  • 07.10.17, 23:37
    Osobiście byłabym zła na bliską osobę z rodziny, że nie przyszła na moją imprez
    > ę, tylko pojechała z dzieckiem na jakiś piknik.


    Oczywiście gdyby to twoje dziecko miało brać udział w pokazie z okazji kolejnej rocznicy powstania zespołu, w którym tańczy/gra/śpiewa i wkłada w to przez cały rok wiele pracy i emocji, a także ma zobowiązania wobec pozostałych iluś tam osób, z którymi ćwiczy dany układ - to na pierwszą wzmiankę o urodzinach ciotki stwierdziłabyś, że nie ma o czym mówić, żadnych występów, impreza w rodzinie rzecz święta?



    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • 08.10.17, 12:45
    Rozumiesz chyba, że jeśli używa się lekceważącego określenia "jakiś piknik", a po drugiej stronie jest "MOJA IMPREZA", to wybor powinien być oczywisty dla gości wink
  • 06.10.17, 13:26
    Zależy. Jeśli ciotka dotąd NIE organizowała i nie obchodziła urodzin [a tak zrozumiałam], w żaden sposób nie informowała wcześniej, a na jakieś dwa tygodnie przed "okazją" zaprosiła, natomiast impreza "klubowa" była zapowiadana i wyczekiwana od dawna - przykro, ale dziecko ma rację. No, chyba, że ciocia powiadomiła wszystkich na np dwa miesiące przed imprezą, a dziecię i tak się upiera, że nie, bo ono chce na dmuchańce! Dla malucha [a 7 - 9 latek JEST maluchem!] impreza dwa razy do roku jest jak raz w życiu! Jeśli było to wydarzenie wyczekiwane, plus z grupą przyjaciół, a tu nagle, choćby najukochańsza cioteczka wyskakuje z zapowiedzią, że nie, nie będzie żadnych zabaw z kolegami i koleżankami, nie będzie dmuchańców, bo dorośli mają wizję nasiadówy z kuzynami u cioci - to rozczarowanie dziecka jest w pełni zrozumiałe!
    Więc wszystko zależy jak i z jakim wyprzedzeniem ciocia poinformowała o chęci świętowania i urządzenia większej imprezy z tej okazji. Zapewne gdyby rodzice wiedzieli o tym zawczasu - mogli by OD RAZU nastawić dziecko inaczej.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 06.10.17, 13:37
    > [a 7 - 9 latek JEST maluchem!

    Nie, nie jest.

    > impreza dwa razy do roku jest jak raz w życiu

    Tutaj miało okazję imprezować w towarzystwie kuzynow - rówieśników. Dla dziecka jest ważne, żeby miało kontakty z różnymi grupami rowiesniczymi, a nie caly czas się kisiło tylko w szkolnym towarzystwie.

    Pomijając samą imprezę urodzinową ciotki mnie jako matce zależałoby by dziecko utrzymywało relacje z tą 10 kuzynów, bo jeśli nie nawiążą ich jako dzieci to później będzie dużo trudniej.

    > nie będzie dmuchańców

    No straszne! Dmuchance stoją na każdym festynie i dziecko może sobie na nich poskakać za 5zł/15 minut. Wielka impreza rodzinna jest raz na wiele lat.
  • 06.10.17, 14:03
    >Wielka impreza rodzinna jest raz na wiele lat

    To już sobie dośpiewałaś. Nigdzie nie zostało napisane, że ta rodzina spotyka się raz na parę lat. Nie dodawaj dramatyzmu na siłę.



    --
    -(...)jakim cudem nie widziałaś nigdy imprezy promującej inną kulturę?
    -Nie widzialam i mam nadzieje, ze nigdy nie zobacze (majenkir)
  • 07.10.17, 11:25
    Siedmio czy dziewięciolatek jest maluchem. Pewne rzeczy i pewne sprawy już rozumie, ale to ciągle jest małe dziecko. I tak, dla takiego dziecka długo wyczekiwana impreza w towarzystwie zaprzyjaźnionych kolegów bije na głowę urodziny ciotuchny.
    Mojej matce też zależało, żebym miała kontakt ze stadem kuzynów - obecnie w dorosłym życiu utrzymuję kontakt z jednym kuzynem, który na dodatek nie bywał na "imprezach" z różnych przyczyn. I co z tego wynika? Ano to, że "przymuszanie" do kontaktu nic nie daje.
    Nie wiadomo czy imprezy rodzinne są raz na sto lat, wiadomo tylko, że ta ciotka dotąd urodzin nie wyprawiała. Być może cała rodzina spotyka się regularnie na wszystkie święta, urodziny, imieniny itd? I właśnie urodziny ciotki jawią się dziecku jako jedna ze zwykłego ciągu imprez rodzinnych, a te urodziny klubu jako coś ekstra, raz czy dwa razy do roku? Poza tym nie chodzi stricte o dmuchańce, ale o wspólną zabawę, świętowanie. Data założenia klubu, zwłaszcza, jeśli to klub z tradycjami, to ważne wydarzenie, często połączone z występami itp. Ale przede wszystkim - z poczuciem przynależności do grupy - co dla dziecka jest bardzo ważne.
    Natomiast zgodzę się, że dziwacznym i niepokojącym jest, że dziecko w tym wieku NIE MOŻE zostać z nikim innym, tylko albo z mamusią albo z tatusiem, i koniec. Czyli, że jedno z rodziców musiało zrezygnować z imprezy u cioci, bo córeńka mówi, że nie zostanie z NIKIM innym! Normalne by było, żeby dziewczynka np. została na ten czas "powierzona" mamie koleżanki z klubu, albo też innej opiekunce.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • 06.10.17, 13:49
    Uważam, że ciocia ma nierówno pod sufitem, żeby robić fochy z powodu nieobecności dziecka, dla którego impreza dziecięca jest o niebo bardziej atrakcyjna niż siedzenie z dorosłymi, czy nawet kuzynami. Tym bardziej, że nie są to jakieś szczególne, okrągłe urodziny tylko jedne z wielu.

    Skoro widują się parę razy w roku to i trudno uznać tę relację za bardzo bliską, i zaangażowanie cioci w robienie prezentów nie sprawia że taka relacja staje się dla dziecka szalenie istotna. Jestem zwolenniczką braku hipokryzji w kontaktach rodzinnych i pozwalania na kierowanie się szczerymi chęciami, a nie wyłącznie poczuciem obowiązku. Gdyby była to ulubiona ciocia dziecka, to problem by w ogóle nie zaistniał - dziecko samo dokonałoby wyboru, a nie musiałby on być narzucany.

    Do tego wyprawianie rodzinnych urodzin przez 45 latkę w opcji "obecność obowiązkowa" jest co najmniej dziwna.
  • 06.10.17, 13:51
    Dziecko powinno się bawić na swojej imprezie. Po kiego licha ciotce wczesnoszkolny dzieciak na imprezie. Jestem w wieku ciotki i naprawdę nie widzę potrzeby, żeby dzieci z rodziny koniecznie z rodzicami do mnie przychodzili. Powiem nawet, że wolałabym imprezę dla samych dorosłych smile, mimo że dzieci uwielbiam.
  • 06.10.17, 13:52
    Sprawa jest prosta, które zaproszenie dla dziecka było jako pierwsze - na to idzie dziecko.
  • 06.10.17, 13:59
    Niekoniecznie. Czasem wazniejsze jest zobowiązanie, niż czas zaproszenia. Powiedzmy, ze dziecko ma iść do ciotki, a później okazuje się, ze tego dnia jest ważny mecz z udziałem jego drużyny. Albo rocznica grupy tańca, na której dziecko występuje.
    Tu nie wiemy, czy dziecko wybrało tylko zabawę, czy też na takiej imprezie nie ma aby pokazów tańca grupy. Podejrzewam, że są.
  • 06.10.17, 15:03
    dokładnie, uważam że pierszeństwo zaproszenia nie jest warunkiem jego spełnienia.
    jeśli w międzyczasie wypadnie coś ważniejszego, to wystarczy elegancko się wycofać.

    jak w knajpie, to żeby nie narażać na niepotrzebne koszty - podać info z wyprzedzeniem, jak w domu to dać znać, przeprosić i zaproponować zadośćuczynieniesmile


  • 06.10.17, 17:16
    To jest wlasnie chamstwo - przyjde do ciebie na urodziny... no chyba ze mi w miedzyczasie wypadnie cos lepszego.
  • 06.10.17, 17:30
    nie odróżnasz fajniejszego od ważniejszego?

    np. dziecko ma pogrzeb, dziecko musi iść do szpitala na badania, dziecko musi wziąć udział w konkursie jakimśtam, zawodach jakichśtam?

    też się obrazisz o absencję?
    i przestaniesz wysyłać prezenciki?

    krzyżyk na drogę.

    raz na sto lat urządza jakieśtam urodziny i foch, że ludzie mają swoje WAŻNIEJSZE sprawy? również nieletni?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.