Dodaj do ulubionych

Czwarte dziecko

08.11.17, 21:59
Koleżankę mam, na jakiś czas straciłyśmy kontakt, kiedyś byłyśmy blisko i dziś właśnie zawiadamia mnie via FB, że urodziła czwarte dziecko. Super, gratulacje, cieszę się twoim szczęściem. Gadamy, jest miło, choć ona trochę zmartwiona, jak sobie poradzi.
I naprawdę się ucieszyłam.
A potem zaczęłam zastanawiać. Koleżanka ma firmę i naprawdę dużo pracuje. Mąż również, choć jednak mniej od niej. Rano ona odwozi dzieciaki do szkół, przedszkoli, ok.17 mąż je zbiera do domu. Koleżanka jest w domu po 18, bliżej 19. Z dziećmi się mija. Mąż sprawnie prowadzi obsługę samochodowo-karmiącą. Na rodziców ani teściow nie mogą liczyć.
Czy kiedy możemy dać dzieciom dostatni dom, na pewno miłość, bezpieczeństwo,ale nie możemy dać im czasu, zainteresowania (bo do tego potrzebny czas), to powinniśmy decydować się na czwarte i kolejne dziecko? Ile dadzą rodzice każdemu z dzieci w dzisiejszych wymagających czasach? W czasach kultu jednostki i egoizmu? Wiem, przed wojną mieli po 15 i wszyscy wyszli na ludzi. Ale jak taka sytuacja odbije się na dzieciach w dzisiejszych czasach? Czy da się wychować przez krótkie rozmowy przez telefon (x4)?
Edytor zaawansowany
  • 08.11.17, 22:05
    Nie, nie da się. Kolezanka jest bezmyślna.

    --
    Akurat w wypadku mężczyzn twierdzenie, że coś tam mają bardzo przemyślane, to idealizacja tej płci.- by Triss
  • 08.11.17, 22:07
    Ale z drugiej strony lepsi tacy obywatele, niż te dzieci z pięćseta na flaszkę. Te są kochane, posyłane do szkół, żyją w dostatku. Tylko z rodzicami słabo, tak przy okazji.
  • 08.11.17, 22:10
    Oczywiście. Słabo. Przeciez wiesz.
  • 08.11.17, 22:11
    No nie wiem. Ona trochę zmartwiona.
  • 08.11.17, 22:18
    Poradzi. Naprawdę. Czwórka to jeszcze nie jest ekstremum.
  • 08.11.17, 22:33
    no i wszystko tez zalezy od roznicy wieku miedzy dziecmi.
  • 08.11.17, 23:08
    True. U nas (niestety) miedzy pierwszym, a drugim i miedzy drugim, a trzecim różnica jest większa niżbym chciała (to wlasnie miejsca na „brakującą” dwójkę) - ale fizjologia tak chciała (poronienia).
  • 09.11.17, 00:47
    "Ale z drugiej strony lepsi tacy obywatele, niż te dzieci z pięćseta na flaszkę. Te są kochane, posyłane do szkół, żyją w dostatku. Tylko z rodzicami słabo, tak przy okazji."

    Jedni i drudzy wychowani przez ulicę, z tą różnicą że jedni będą nosili markowe ciuchy a drudzy ciuchy z lumpekus. Patologia nie jest przypisana tylko do biedy, i nie ma znaczenia czy kryje się za pieniędzmi bo nadal jest patologią. Nie ma znaczenia czy rodziców nie ma bo są na libacji czy nie ma bo są w pracy, dziecko i tak chowa się bez rodziców i na miłość i ciepło rodzicielskie nie ma co liczyć.
  • 09.11.17, 11:30
    czyli dzieci tylko dla niepracujących?

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 13:02
    Nie. Czyli równowaga, czas na pracę ale również czas na rodzinę. W chwili gdy rodzice kończą pracę o 19 to czasu na rodzinę zwłaszcza wielodzietną zwyczajnie nie ma.
  • 09.11.17, 14:31
    Owszem. Ale w opisywanym przypadku o 17 ojciec jest już po pracy i odbiera dzieci. Czyli przypuszczam, że kończy o 16. Mało kto kończy pracę wcześniej. A 16 to nie 19.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 21:23
    Nie znam nikogo kto kończy pracę o 19.
  • 09.11.17, 21:26
    Hmm... Sklepy, usługi, gastronomia, rozrywka, służba zdrowia, transport, media - wszędzie tam ludzie o 19 jeszcze pracują.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 08.11.17, 22:09
    18lipcowa3 napisała:

    > Nie, nie da się. Kolezanka jest bezmyślna.

    To niewykluczone, jednak Tobie nie dorasta do pięt.
  • 08.11.17, 22:08
    Ja mam czwóreczkę. Chociaż żałuje, że nie szósteczkę. Obydwoje cieżko pracujemy. Obydwoje staramy sie dać im czas i ten czas dajemy. Oni sobie nawzajem tez. Starsze - bywa - zastępują w części nas - przy lekcjach, przy dowożeniu młodszych na zajęcia, nawet do lekarza pójść z młodszymi sie im zdarza. Nie narzekają. Fakt - w domu jest na stałe pani do pomocy i ogarnięcia trivii (pranie, sprzątanie, prasowanie, czasem obiad). Dzieci juz wszystkie przynajmniej wczesnonastoletnie. Ogarniete, zsocjalizowane, zadowolone z życia. Niczego im nie brak. Marudzisz.
  • 08.11.17, 22:09
    Dzięki. Relacja z pierwszej ręki bezcenna.
  • 08.11.17, 22:57
    No tak, bo babka od razu nastolatka urodzi.

    --
    "Natenczas onegdaj azaliż plwasz waść do strawy pozostawionej w holu?"
  • 08.11.17, 23:04
    Noooo, ja tam nastolatki rodziłam. Gotowe. Odchowane.
  • 08.11.17, 23:11
    No ja cie przepraszam, ale starsze prowadzace mlodsze do lekarza to nie jest ok.
    Jak to im niczego nie brak, skoro musza z rodzenstwem do lekarza? Sama mam duza rodzine, ale czegos takiego sobie nie wyobrazam. To, ze nie narzekaja, nie oznacza, ze niczego im nie brak.
  • 08.11.17, 23:37
    Nie przesadzaj. Nie widzę NIC zdrożnego w tym, że student zawiezie i zaprowadzi 11-latka z przeziębieniem do lekarza. W dodatku umówionego przez opiekuna medicover, bez stresu, bez kolejek. Dzieci ogarniete, towarzyskie, usportowione, wyniki w nauce bez zarzutów, żadnych psychoterapii nie potrzebują. Otwarte, mamy świetny kontakt nawet z najstarszym. Wakacje i weekendy spędzamy razem- mozna powiedzieć, że lubimy swoje towarzystwo. 😃. Maja swoje sprawy z ojcem, swoje ze mną, swoje ze sobą nawzajem i mamy wspólne.
  • 09.11.17, 09:11
    "Nie przesadzaj. Nie widzę NIC zdrożnego w tym, że student zawiezie i zaprowadzi 11-latka z przeziębieniem do lekarza."

    Bo zwyczajnie nie ma innego wyjścia, prawda przecież od lat przejął waszą rolę rodzica.
  • 09.11.17, 09:30
    Projektujesz na nas własne mity. Na zdrowie. Nasze dzieci najwyraźniej traum, deficytów ani żalu nie mają, skoro z domu jakoś uciekać nie zamierzają, ba - przyprowadzają dziewczyny, chętnie (z tymi dziewczynami) wyjeżdżają z nami na weekend czy narty, najstarszy studiuje trudne raczej kierunki (i to dwa - ojej) i nie przejawiają oznak frustracji czy zmarnowanego życia. Cała czwórka nawzajem sobie pomaga, kochają się, leją od czasu do czasu - jak to bracia, ale też uczą od siebie nawzajem. Młodsi "podsłuchują" muzyczne wybory starszych itd. A jak rodzice wracają o tej 17-18 i - dzięki bozi i własnej zapobiegliwości - nie muszą już prać, prasować, sprzątać, kuchni ogarniać, zakupów robić, pościeli zmieniać, okien myć - bo to zrobiła w międzyczasie wynajęta pani i mogą z dzieciakami gadać i kolację zjeść, zaś w weekend też odgruzowywać niczego nie trzeba, można za to razem pobyć - czy to w domu, czy na wyjeździe, to naprawdę dzieci zaniedbane nie są. Jedyna różnica - rozpiski zajęć, planów lekcji, dodatkowych angielskich, niemieckich, tenisów i innych koszykówek, wizyt kontrolnych u lekarza, dni otwartych, przedstawień, planowanych wyjść do teatrów, kin, na imprezy, wycieczek szkolnych i zielonych szkół - zajmują dwa całe boki biblioteczki w moim gabinecie, a nie pół. A - i pan przynoszący zakupy spożywcze z tesco czy innego oszołoma musi się więcej nanosić - ale dostaje napiwek, więc chyba nie stratny.
  • 09.11.17, 09:53
    "Projektujesz na nas własne mity. Na zdrowie. Nasze dzieci najwyraźniej traum, deficytów ani żalu nie mają, skoro z domu jakoś uciekać nie zamierzają, ba - przyprowadzają dziewczyny, chętnie (z tymi dziewczynami) wyjeżdżają z nami na weekend czy narty, najstarszy studiuje trudne raczej kierunki (i to dwa - ojej)"

    Czy ja gdziekolwiek napisałam, że twoje dzieci uciekają z domu, czy też że ja uciekałam z domu/. Nie, co nie zmienia faktu że zrzuciliście na nich obowiązki rodziców, bo tak było wam wygodnie.
  • 09.11.17, 10:03
    No dorosłe -albo prawie - w każdym razie pełnoletnie i studiujące, mogłyby z tego pełnego ograniczeń, odpowiedzialności i zrzuconych na ich barki przez wygodnickich rodziców obowiązków domu uciekać - do akademika, wynajętego mieszkania, na kilkudniowe imprezy, na przedłużone weekendy... Zmartwię cie, zburzę twój obraz świata - nie uciekają. Wręcz przeciwnie - niepokojąco często nasz dom przypomina "pełną chatę" - jacyś koledzy młodszego średniaka grają na psp w dolnym salonie, najstarszy z dziewczyną pichci coś w kuchni, najmłodszy z kolegami właśnie kopią piłę w ogrodzie i czekają na wyniki pichcenia, a średnio-starszy w ramach nauki do matury zaprosił koleżankę i zabarykadował się u siebie. Ale na kolację to jak najbardziej zejdą. Taki obrazek z randomowego piątku.
  • 09.11.17, 10:10
    "No dorosłe -albo prawie - w każdym razie pełnoletnie i studiujące, mogłyby z tego pełnego ograniczeń, "

    Gdyby twój dorosły syn tak bardzo chciał wejść w rolę rodzica, to zdecydowałby się na własne dziecko nie potrzebowałby do tego twoich dzieci. To nie on wybrał rolę rodzica, tylko wy tą rolę mu przyznaliście.

    " Wręcz przeciwnie - niepokojąco często nasz dom przypomina "pełną chatę" - jacyś koledzy młodszego średniaka grają na psp w dolnym salonie, najstarszy z dziewczyną pichci coś w kuchni, najmłodszy z kolegami właśnie kopią piłę w ogrodzie i czekają na wyniki pichcenia, a średnio-starszy w ramach nauki do matury zaprosił koleżankę i zabarykadował się u siebie. Ale na kolację to jak najbardziej zejdą."

    Mój rodzinny dom do tej pory przypomina pełną chatę mimo iż każdy z nas ma własny dom. To że mamy dobre relacje, z mamą nie oznacza, że przejęcie przez dzieci roli rodziców jest dobre.

  • 09.11.17, 11:13
    Dorosłe dziecko umie powiedzieć basta jak mu coś nie pasuje. Widocznie pomoc rodzicom nie jest ponad siły, skoro nie protestuje.
    I bzdurą jest ze jakby chciał być rodzicem to by postarał się o własne dziecko. Lubię czasem zając się niemowlakami, ale za nic nie chciałabym mieć własnego w domu.
  • 09.11.17, 11:29
    "Dorosłe dziecko umie powiedzieć basta jak mu coś nie pasuje. Widocznie pomoc rodzicom nie jest ponad siły, skoro nie protestuje."

    Temu dorosłemu synowi przydzielono rolę "rodzica" na długo zanim dorosłym się stał.
  • 09.11.17, 12:09
    od kiedy to dzieci robią wszystko bez szemrania?
    Moje głośno protestują jak coś im nie odpowiada.
    No ale pewnie w wielodzietnych wszystko przechodzi z tekstem tak matko, tak ojcze nie ma problemu.
  • 09.11.17, 11:23
    Demonizujesz, dorosłe dziecko może się zająć młodszym. Nie róbmy ze współczesnych nastalatów i 20 latków takich pierduł, co to przerasta ich pójście z młodszym rodzeństwem do lekarza.
  • 09.11.17, 11:32
    Ten dwudziestolatek od co najmniej 10 lat przejmuje obowiązki rodzica i jego rodzice również wyszli z tego samego podejścia co ty " przecież nie ma nic złego że 11 latek zajmie się swoją roczną siostrą ", i tak to się ciągnie od dziesięciu lat.
  • 09.11.17, 11:36
    A to wiesz z...? Szklanej kuli ani chybi. I absolutnie nie projektujesz swoich fobii i traum. Pozdrawiam i niestety muszę lecieć robić rachunek za świecę i kawałek chleba ze smalcem dla licznej gromadki. Miłej dyskusji życzę.
  • 09.11.17, 12:16
    no nie wpisujesz się w ramy ematki, masz za dużo dzieci i na pewno je zmarnujesz smile
  • 09.11.17, 13:31
    Teraz może jest Ok. A co w przyszłości? Jestem tzw. starszą siostrą, która nigdy nie miała rodziców właściwie dla siebie. Zawsze byłam stara malutka. Jako trzylatka zajmowałam się (!) młodszym rodzeństwem, dbając np o toaletę. W dodatku jestem najstarsza z kuzynostwa. Wszystkie wakacje (dwa miesiące w roku, dla dziecka to dużo) spędzaliśmy razem w szóstkę u ciotki. Jako 4- latka dostałam burę, że nie dopilnowałem kuzynki (płakała, nie pamietam o co). Jako 12-latka kolejną, bo się porządnie zraniła. Jako 7-latka chodziłam z wózkiem na spacery, usypiałam kuzyna (poniżej roku). Jako 13- latka gotowałam posiłki. Właściwie nie miałam dzieciństwa, teraz mam własną rodzinę i zaś robię to samo (mam wszystkich na głowie). Mną właściwie nie zajmował się nigdy nikt. I to jest złe.
  • 09.11.17, 13:58
    sad

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Coco i Bruno
  • 09.11.17, 21:58
    Ślązaczka? To „zaś” mnie zaintrygowało😉
  • 10.11.17, 07:00
    Nie, ale mam do czynienia wink
  • 09.11.17, 09:44
    Poczytaj o parentyfikacji.
  • 09.11.17, 10:04
    Kolejna...
  • 09.11.17, 10:59
    Zawsze-w-drodze, to straszne, że dziubdziusie 20+ traktujesz jak dorosłych!😜😜 No, jak możesz😝😜 Biedne maluszki😜 I jeszcze robisz im takie straszne świństwo: mają kontakt z młodszym rodzeństwem😱😜. Powinnaś ich bezwzględnie odseparować i dopiero jak podrosną (może po 40-tce jak psycholog, psychoanalityk i forum pozwolą) poinformować, że mają tfu...,tfu... rodzeństwo😜😂😂 i powolutku aby uniknąć traumy wprowadzać w życie rodzinne i dorosłość😝😜
  • 09.11.17, 11:07
    Dokładnie żadnych drobnych przysług w rodzinie, ma się wyprowadzić i robić na siebie w dobrym korpo wink każdy sobie niech rzepkę skrobie a do 18 to tylko rodzice mają robić, bo jak pan 20+ będzie chodził do lekarza to czerpanie korzyści z pracy
  • 09.11.17, 12:18
    no i właśnie przez takie podejście jak ma makuro coś tam takie memłaki rosną a w wieku 20 lat to dziubdziusie są jeszcze pod kloszem...
  • 08.11.17, 22:31
    > Czy da się wychować przez krótkie rozmowy przez telefon (x4)?

    dzieci w wieku szkolnym chodza do szkoly, w przedszkolnym do przedszkola. Ona moze chodzic do pracy, nie widze problemu.

    Niemniej jak dziecko jeszcze nie chodzi i nie mowi nic warto by z nim poprzebywala jesli nie ma babci do pomocy

    >Wiem, przed wojną mieli po 15 i wszyscy wyszli na ludzi. Ale jak taka sytuacja odbije się na dzieciach w dzisiejszych czasach?

    ze nie bedzie wychowane w cyt Ciebie "kulcie jednostki i egoizmu" i bedzie samodzielne wczesniej niz inne rozpieszczone bardziej dzieci?
  • 08.11.17, 22:36
    bo ja wiem czy kult jednostki? raczej w kulcie walki o swoje, ciągłej rywalizacji z gromadką rodzeństwa, walką o uwagę wiecznie zarobionej i zmęczonej matki itd...
    koszmar ale co kto lubi...
  • 08.11.17, 22:51
    >bo ja wiem czy kult jednostki?

    Taaaak wspolczesne czasy to kult jednostki, popatrz na instagramie na mode na gole tylki na tle zabytkow albo wieczne selfie i usteczka w ciup. Narcyzm nie do wyobrazenia niegdys.

    >aczej w kulcie walki o swoje, ciągłej rywalizacji z gromadką rodzeństwa, walką o uwagę wiecznie zarobionej i zmęczonej matki itd..

    jak dorosna tez beda musialy o siebie zadbac, czeka ich rywalizacja w pracy.

  • 08.11.17, 23:13
    Tak, ale o uwage rodzica w domu nie powinno sie rywalizowac. To jest naprawde duzo pracy, zeby wychowac czworo dzieci. Samo sie nie zrobi. A wychowywac trzeba tak, zeby kazde sie czulo wazne i kochane.
  • 08.11.17, 23:42
    Nikt o nikogo nie rywalizuje. Powielasz mity z ubogich rodzin, gdzie zarobiona non stop matka, pomiędzy praniem na tarze, a gotowaniem gara najtańszej kapuchy, ogania sie ścierą od bosych i zasmarkanych hord niedorozwinietych pociech. A ojciec po 12-godzinnej zmianie w fabryce leci przepic pinceta. U normalnych wielodzietnych po prostu więcej ludzi sie nawzajem kocha. Nienajgorzej.
  • 09.11.17, 08:41
    dokladnie. Zdumiewajace jest to ze tak ciezko sobie wyobrazic ze rodzina wielodzietna to nie jest rodzina atomowa tylko z duza iloscia dzieci...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 09.11.17, 09:04
    Nie jest trudno sobie wyobrazić dobrze funkcjonującej rodziny wielodzietnej, ale rodzina w której rodzice mijają się z dziećmi w progu źle funkcjonuje nawet przy jednym dziecku, a co tu mówić o czwórce. Kiedy według ciebie rodzic ma z dzieckiem porozmawiać, prowadzić przez świat, kiedy dziecko śpi ?
  • 09.11.17, 09:32
    A dzieci mijające się z rodzicami w progu - jak to melodramatycznie ujęłaś - gorzej chyba mają, jak w tym progu zostają same jak palec, nie zaś jak mają towarzyszy swego okrutnego losu w postaci rodzeństwa. Jeśli już.
  • 09.11.17, 11:00
    "A dzieci mijające się z rodzicami w progu - jak to melodramatycznie ujęłaś - gorzej chyba mają, jak w tym progu zostają same jak palec,"

    Nie , w obydwóch przypadkach są dziećmi ulicy i nie ma tu znaczenia rodzeństwo, bo rodzeństwo rodziców nie zastąpi.
    Możesz, żyć sobie w swoim świecie i udowadniać sobie że wszystko jest ok, ale prawda jest taka, że to nie twoje starsze dzieci są rodzicami tylko ty
  • 09.11.17, 11:35
    statystycznie jedynaki sa mniej przystosowane do zycia w spoleczenstwie niz dzieciaki z rodzin wielodzietnych. I mowie to obiektywnie bo ani ja nie pochodze z rodziny wielodzietnej ani takowej nie stworzylam. Wiec nie mowie tego by mi pasowalo.
    Wiekszosc jedynakow ( z wyjatkami) ma postawe "nalezy mi sie " i dopiero zycie rewiduje ich oczekiwania.
  • 09.11.17, 13:06
    Statystycznie rzecz biorąc pięciolatek wychowywany w rodzinie alkoholickiej jest bardziej dojrzały i samodzielny od jedynaków z normalnych domów. Pytanie tylko czy na pewno o taki sposób dojrzewania i nabierania samodzielności nam chodzi.
  • 09.11.17, 14:52
    a co ma tutaj patologiczna rodzina alkoholowa do tematu?
  • 09.11.17, 18:09
    Alez ja nie musze sobie wyobrazac rodziny wielodzietnej smile

    Natomiast nie znosze organicznie uogolniania: rodzina wielodzietna to albo tecza i slodko pachnace kwiatki na lace, albo patologia. Pomiedzy jest cale mnostwo odcieni szarosci i naiwnoscia jest uznanie, ze przeciez wszyscy sa tacy szczesliwi. Poniewaz dzieci w rodzinach wielodzietnych sa szczegolnie narazone na pewne problemy, to jestem na nie wyczulona, zeby problem w pore uchwycic i nie chowac glowy w piasek. Otwarte oczy i swiadomosc nie oznacza, ze widze rodziny wielodzietne jako patologie, natomiast moim prawem jest uwazac, ze dziecko, niezaleznie od wielkosci rodziny, ma prawo do czasu spedzonego z rodzicem. Podobnie w chorobie, ma prawo miec przy sobie rodzica, a nie siostre. Gdzies czytalam o tym, ze starsze siostry wcielone na sile w role rodzica maja tendecje do pewnych naduzyc psychicznych, ze w skrocie to napisze. Starsza siostra inaczej widzi problemy dajmy na to zdrowotne mlodszego rodzenstwa niz rodzic.
    Nie atakuje, ale zwracam uwage na to, ze taki problem istnieje i udawanie, ze go nie ma, ze parentyfikacja nie istnieje jest hura optymizmem, tekstem piarowym, jakie to cudowne jest zycie w duzej rodzinie. Taki komunikat nie jest wiarygodny, podobnie jak wiarygodnym nigdy nie bedzie tekst, ze kazda rodzina wielodzietna to na pewno patologia spoleczna. Z definicji mam male zaufanie do bardzo spolaryzowanych opinii i wypowiedzi.
  • 09.11.17, 09:01
    "Taaaak wspolczesne czasy to kult jednostki, popatrz na instagramie na mode na gole tylki na tle zabytkow albo wieczne selfie i usteczka w ciup. Narcyzm nie do wyobrazenia niegdys."

    I chcesz powiedzieć, że bogate dzieci wychowywane przez ulicę , widzące rodziców w przelocie uchronią się od zgubnego wpływu tego świata. To po co w ogóle są rodzice, skoro według ciebie najlepsze wychowanie dostaje się na ulicy
  • 09.11.17, 11:40
    > że bogate dzieci wychowywane przez ulicę , widzące rodziców w przelocie uchronią się od zgubnego wpływu tego świata.

    a czy ja cos mowilam o bogactwie i biedzie? Co to ma do rzeczy w ogole? Moim zdaniem mozna byc bogatym dobrym rodzicem i zlym. To samo nie bogatym kiepskim i dobrym.
    Tu mowimy o wielodzietnosci a nie o stanie majatkowym.

    Moja matka pracowala na 1.5 etatu. Bylam dzieckiem z kluczem na szyi. Nie robie narcystycznych zdjec tylkow i dziobkow z selfie. Nie wychowalam sie na patologie. Wiekszosc zapracowanych lekarek, prawniczek, kierowniczek i nauczycielek wychowala wyksztalcone dzieci ktore aktualnie maja dobre posady i nie patologiczne zycie rodzinne.

    Natomiast moje rowiesniczki z miasteczka w Polsce z ktorego pochodze ktore wyszly bardzo szybko i kiepsko za maz za pijakow, damskich bokserow w wiekszosci powielily schemat swojej matki i nigdy nie pracowaly, w najlepszym przypadku na ogolniaku zakonczyly edukacje.

    Zmierzam do tego ze dzieci nasladuja rodzicow bez wzgledu na ilosc dzieci w rodzinie
  • 09.11.17, 12:08
    > Wiekszosc zapracowanych lekarek, prawniczek, kierowniczek i nauczycielek wychowala wyksztalcone dzieci ktore aktualnie maja dobre posady i nie patologiczne zycie rodzinne.

    To jeszcze napisz jaki % tych wielce zapracowanych pań miało więcej niż 2 dzieci.

    Ile znasz osob, ktore sa np wakimi specjalistami i pochodzą z rodzin 2+4?
  • 09.11.17, 12:11
    >Ile znasz osob, ktore sa np wakimi specjalistami i pochodzą z rodzin 2+4?

    bardzo wielu w pokoleniu mojej mamy i troche mlodszym niz ich dzieci. Moja mama miala wlasnie troje rodzenstwa. Babcia byla samotna matka bo ojciec zmarl szybko po powrocie z obozu koncentracyjnego.

    W dzisiejszych czasach oczywiscie ze ludzie w wiekszosci statystycznie maja do 3ki dzieci. Rodziny wielodzietne sa rzadkoscia.
  • 09.11.17, 12:14
    dla wyjasnienia bo znowu pisze skrotami
    Moj ojciec byl chirurgiem, jego brat inzynierem, trzeci brat technikiem ( wykszt srednie), siostra pierwsza stomatologiem, siostra druga nauczycielka

    Mama byla neurologiem, ciotka pediatra, brat zootechnikiem, i jeden ostatni mial wyksztalcenie prawie podstawowe i byl lekko opozniony

    To samo wsrod kolezanek mojej mamy i ojca. Kiedys wiekszosc rodzin byla wielodzietna. Komunizm pomagal bardzo w mozliwosciach ksztalcenia sie.
  • 09.11.17, 12:29
    W moim otoczeniu 3 dzieci mają ludzie zamożni. Czyli kadra menadżerska czy wąscy specjaliści i ci co naprawdę mają czas i chcą, czyli matka dzieciom nauczycielka itd.
  • 09.11.17, 12:43
    >W moim otoczeniu 3 dzieci mają ludzie zamożni. Czyli kadra menadżerska czy wąscy specjaliści

    dziwna masz definicje ludzi zamoznych... managerowie i specjalisci maja normalne pensje. Zamozni ludzie to tacy ktorzy maja po pare domow i kilka bardzo drogich samochodow.
  • 09.11.17, 13:47
    W moim otoczeniu menagerowie IT nie mają normalnych pensji.
  • 09.11.17, 14:51
    W moim maja. Mieszkam w Uk. Tylko dyrektorowie w bankach w CIty czy wielkich korporacjach na najwyzszych stanowiskach maja naprawde wysokie pensje. Pensji 70 tys funtow rocznie ( senior manager ) nie uwazam za nienormalna. To dwukrotna sredniej krajowej czyli nic nadzwyczajnego.
  • 09.11.17, 14:57
    No dobrze ale ja mówię o Polsce i tutaj specjalista IT zarabia kilka średnich pensji a menager o wiele więcej.
    Z tego co wiem to w ogole za szeroko pojetą granicą zarobki są bardziej spłaszczone. W Polsce od zawsze ci nisko w drabinie zarabiają dużo mniej niż menagerowie.
  • 09.11.17, 15:30
    no ale to tez nie sa zarobki nawet w PL pozwalajace na 3 jachty i 3 domy i 5 samochodow... Nie przesadzajmy. Podatki ludzi gryza
  • 09.11.17, 15:25
    Dla mnie to są ludzie bardzo bogaci.
    A zamożni to są np. moi znajomi, którzy mają po prostu dobre pensje i dzięki dobremu startowi duże mieszkanie bez kredytu.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 15:38
    no to mamy inne poglady na okreslenie "zamozny" zatem. To ze komus babcia zmarla i stac go bylo na mieszkanie i potem mial przyzwoita pensje dla mnie nie jest zamoznym czlowiekiem tylko klasa srednia jakich wiele.
  • 09.11.17, 15:42
    Dokładnie każdy ma inne poglądy na zamozność. Wg newsweeka za 2015 polacy zarabiający powyżej 7 tys brutto to osoby zamożne. www.newsweek.pl/biznes/juz-prawie-milion-zamoznych-polakow-ile-zarabiaja-,artykuly,375398,1.html
    Znalazłam też statystyke z której wynika że 7 tys to zarabia w Polsce 3% pracujących. Zatem zejdźmy na ziemię z tymi jachtami.
  • 09.11.17, 15:47
    Ja wolę operować kwotami netto. Dla mnie rodzina z dwójką dzieci mająca do dyspozycji ok 20 tysięcy miesięcznie i bez kredytów to ludzie zamożni.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 12:33
    Moja matka miala 5 rodzenstwa wszyscy mieli wyzsze wyksztalcenie. Dziadek byl lekarzem babcia nauczycielka.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 09.11.17, 12:43
    Tutaj większość ma dziadków lekarzy i matki z doktoratem smile
    A tymczasem statystyki są takie, że w latach 60-tych wykształcenie wyższe miało 5%, średnie 20%. W 80-tych - odpowiednio 12 i 30. Oczywiście obecnie prawie 60% ma wyższe, ale 50 lat temu rodzina w której cała piątka dzieci idzie na studia to hoho, elita.
  • 09.11.17, 12:48
    fomica, nie bierzesz pod uwage ze jestesmy tu w roznym wieku. Moja matka jest 1941 rocznik i w poczatku lat 60tych byla na studiach. I ona i ojciec zostali lekarzami. Tak, dostali punkty za pochodzenie robotnicze tez. Babcie i dziadkowie nie mieli nawet sredniego wyksztalcenia.
  • 09.11.17, 13:13
    Bądźmy szczerzy pokolenie przedwojenne miało średni po 12 dzieciaków, pokolenie wojenne niewiele mniej , to dopiero pokolenie urodzone w latach 50 dzięki dostępowi do aborcji ograniczyło swoją dzietność.
    Co do zamożności i wykształcenia tych pokoleń, to również dopiero pokolenie urodzone po 50 stało się pokoleniem lepiej wykształconym, co nie zmienia faktu że i tak większość miała wykształcenie zawodowe, matura to już było coś.
  • 09.11.17, 14:00
    bo przeciez mowie wlasnie o tym ze kiedys byla to norma
  • 09.11.17, 15:03
    Coz poradze? Matka moja jest afrykanistka ciotka logopeda wuj historykiem druga ciotka dziennikarzem a dalej prawo i najmlodsza studiowala medycyne :p do tego dziadek umarl jak moja mama (3 wg starszenstwa) miala 18 lat :p

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 09.11.17, 11:27
    Wiesz, takie dzieciaki są bardziej ogarnięte od tych wychowanych w kulcie jednostki. Umiejętność rywalizacji jest jakże ważna w dzisiejszym świecie.
  • 09.11.17, 12:34
    Przede wszystkim is wzna jest kooperatywa i organizacja. I tu ktos z wielodzietnego kolchozu jest do przodu

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 09.11.17, 18:13
    Ale wiesz, ze pisanie o wielodzietnym kolchozie jest co najmniej niesprawiedliwe? sad
  • 09.11.17, 15:23
    Chyba nie ma co uogólniać.
    Są jedynaki ogarnięte i samodzielne a dzieci z rodziny wielodzietnej całkiem przeciętne w tych sprawach. Przy tym mają też wiele innych problemów właśnie z faktu posiadania licznego rodzeństwa i może to mocno wpływać na całe ich życie.
    innpoland.pl/124153,rodzina-wielodzietna-jest-przeidealizowana-przeczytaj-jak-bardzo-traca-na-niej-dzieci-ktore-sa-jej-czescia
  • 09.11.17, 18:19
    Dzieki za tego linka. Wlasnie o to chodzi, by zdawac sobie sprawe z potencjalnych zagrozen i im zapobiegac, a nie radosnie krzyczec, ze rodzina wielodzietna to sam miod i orzeszki. Dla mnie taka rodzina sie sprawdza i jest fajnie, ale wiaze sie to z ciaglym trzymaniem reki na pulsie, zeby miec pewnosc, ze potrzeby kazdego czlonka naszej rodziny sa zaspokajane.
    I nie chodzi o wybor miedzy pracuje a nie pracuje, tylko o realna ocene swoich mozliwosci, oczekiwac wzgledem zycia i przygotowania na niespodzianki. Wbrew temu, co sie czyta w ksiazkach o rodzinach wielodzietnych, taka rodzina to mnostwo pracy, radosci oczywiscie tez, ale przede wszystkim pracy i nie jest ok zrobic sobie piatke dzieci i oczekiwac, ze rodzenstwo przejmie role rodzicow w stosunku do najmlodszych. Rodzenstwo moze sie pobawic, czy zaopiekowac na pol godziny, ale to nie moze byc staly obowiazek rodzenstwa.
  • 08.11.17, 22:57
    Calkiem sporo rodzicow obecnie wraca z pracy blizej 18 niz 16. Niezaleznie od ilosci dzieci. Tutaj przynajmniej ojciec jest wczesniej.
    Ja tam zazdroszcze czworeczki.
  • 08.11.17, 23:12
    Nie wszystkie dzieci są planowane. Tak bywa. W dodatku w 100% to działa tylko szklanka wody zamiast 😉
  • 10.11.17, 01:38
    Tia
  • 09.11.17, 00:01
    Nalezy zawsze pamietac :
    nie ilosc, a jakosc sie liczy...

    ps.
    konczyc prace o 18h, to powazny luksus dzisiaj,
  • 09.11.17, 00:15
    Ej no przegielas.
  • 09.11.17, 11:37
    >>Nalezy zawsze pamietac :
    nie ilosc, a jakosc sie liczy...<<

    Jak ktoś pisze tę sentencję mając na myśli dzieci, to mam ochotę podejść do ściany i miarowo walić głową: dzieci są policzalne, więc mówimy o liczbie dzieci a nie ilości. Ja jako wielodzietna patologia mogę sobie pozwolić na takie błędy, ale osoby dążące do nieosiągalnej dla mnie jakości swojego nielicznego potomstwa doprawdy nie powinny.
  • 09.11.17, 18:38
    Stop, oddychaj gleboko, policz do dziesieciu, wdech,wydech, wdech, wydech....

    Oczywista oczywistoscia bylo dla mnie, w kontekscie postu zalozycielskiego (o mamie bisneswoman, zarobionej) î mojego stwierdzenia ze luksusem jest dzisiaj konczenie pracy o 18h, ze w stwierdzeniu :
    nie ilosc, lecz jakosc
    mowie o CZASIE poswiecanym dzieciom,
    widzialam matki niepracujace, ktorych dzieci spedzaly cale dnie przed TV
    jaki î matki zarobione, dla ktorych kazda chwila z dziecmi byla swietem z fajerwerkami.

    Juz lepiej ?
    Przeszlo ?
  • 09.11.17, 19:12
    Dobrze, cofam moje oburzenie.
    Jakkolwiek co do czasu, to się nie zgadzam. Tzn zgadzam się tylko częściowo. To się bardzo zmienia wraz z wiekiem dzieci. Im są mniejsze tym bardziej potrzebują wielogodzinnego kontaktu z rodzicami, nawet jeśli ci nie poświęcają im 100% uwagi. Nastolatki zaś zgoła odwrotnie, potrzebują uwagi, a nie kontaktu. Najlepiej byłoby, gdyby rodzice wspólnie rzucili pracę przy niemowlakach, a potem podjęli ją solidarnie poczynając od pół, poźniej 3/4, aż do pełnego etatu, gdy dzieci podrosną. Tylko ja nie znam ani jednej rodziny, która tak funkcjonuje. Czyli wszyscy mamy przesr@%^ane.
  • 09.11.17, 19:47
    ciezka_cholera napisała:
    .
    > To się bardzo zmienia wraz z wiekiem dzieci. Im są mniejsze tym bardziej potrzebu
    > ją wielogodzinnego kontaktu z rodzicami,
    O właśnie. Jak słyszę, że liczy jakość czasu spędzanego z dzieckiem a nie jego ilość to wydaję mi się, że niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy.
  • 09.11.17, 00:17
    Poradzic sobie pewnie poradzi, ale lekko raczej nie bedzie.

    Pytanie o swiadome planowanie kolejnego dziecka w Polsce jest dziwne, bo skoro aptekarz moze odmowic sprzedazy srodkow antykoncepcyjnych, to raczej nie ma mowy o swiadomym planowaniu rodziny.
  • 09.11.17, 00:42
    Mam trójkę rodzeństwa więc wypowiem się w tym wątku zarówno jako dziecko z rodziny wielodzietnej jak i rodzic. Między naszą starszą trójką, a młodym jest spora różnica wieku, przez wiele lat rodzice wracali po pracy do domu około 15:30, ale gdy młody miał kilka lat ze względów zarówno finansowych jak i związanych z przeniami w Polsce, rodzice przeszli na pracę zmianową. Nie ma co ukrywać większość obowiązków dotyczących opieki nad młodym spadła na nas, o ile moje starsze rodzeństwo jakoś odnalazło się w tej roli, ja odnaleźć się nie potrafiłam, wyprowadzało mnie z równowagi to że nie potrafię uspokoić brata, szybko więc schowałam się do skorupy, na zewnątrz udawałam obojętność i niechęć do młodego, wewnątrz rozdzierała mnie rozpacz że nie potrafię być opiekuńczą siostrą. Z czasem było coraz gorzej , bo doszedł do tego bunt nastoletni, żal że jako najmłodsza ze starszyzny to ja nie mogłam iść na sylwestra bo ktoś musi zostać z młodym gdy rodzice są w pracy. Rodzicom zabieganym między pracą, pomocą babci, budową domu a nami wiele rzeczy umykało, a to miało swoje konsekwencje. Kiedyś oglądałam program o zamożnych wielodzietnych i jedna z mam powiedziała, że przy tak licznej rodzinie ( czwórce dzieci) działają jak straż pożarna, zapomniała tylko dodać że czasami nie dostrzega się żaru ,a gdy się go dostrzeże ogień jest już nie do opanowania. Do chwili gdy nie urodziłam własnego dziecka macierzyństwo kojarzyło mi się z Sybirem .
    T
    Jak dla mnie twoja koleżanka jest zwyczajnie głupią, nieodpowiedzialną osobą i egoistyczną osobą, traktującą dzieci jak przedmioty. Typowa zamożna patologia ,w której dzieci wychowuje ulica. Żadna szkoła, przedszkole nie zastąpi rodziców. Jeżeli ktoś decyduje się na dużą rodzinę, to zwyczajnie powinien zrezygnować z pracy , tak by móc tym dzieciom dać siebie.
  • 09.11.17, 08:43
    Dzięki za ten post. To rzeczywiście może tak wyglądać, ale nie wie tego kto sam nie doświadczył.
  • 09.11.17, 10:11
    Ja byłam najstarsza z 4 rodzeństwa i jest tak, że jeśli nie ma opiekunki do dzieci to matka jest umęczona, a najstarsza musi prowadzać do przedszkola bo po drodze do szkoły. Dodam że nie byłam pełnoletnia - byłam w podstawówce, nie ogarniałam płaczącego przedszkolaka. Efekt - bardzo długo niechęć do posiadania dzieci. Mam jedno.
    Tak wyglądało życie i chyba nadal wygląda najstarszych z rodzeństwa. Nie da się pracując ogarnąć 4 dzieci.
    W mniejszym czy większym stopniu obciąża się dzieci odpowiedzialnością za młodszych. Odrabianie lekcji odbieranie ze szkoły, brak uwagi bo zawsze jest młodsze które potrzebuje uwagi.
    To może wypalić jak matka jest w domu albo faktycznie panie do pomocy i dojrzałość rodziców, żeby nie traktować starszych jak bezpłatna pomoc, mieć czas no i nauczyć dzieci dawać sobie wsparcie nawzajem a nie rywalizować.
  • 09.11.17, 10:22
    Przykro mi, ze macie takie traumy z dziecinstwa. Znam wiele osob z licznym rodzenstwem, ktore pomagalo w domu przy mlodszych, i bardzo sie z tego cieszylo. Sama odbieralam brata z przedszkola majac jakies 9-10 lat. Nie plakal, dlaczego przedszkolak mialby plakac? W osotanim polroczu zerowki mama podpisala jakies podanie, zeby sam wracal do domu, wiec nie trzeba go juz bylo odbierac- takie czasy, hehe.
  • 09.11.17, 10:37
    Tak jest że przedszkolaki czasem płaczą, może dlatego że chciało z mamą, może było ciemno, zimno bo to styczeń itd?
    Jakoś współcześnie nie bardzo wyobrażam sobie żeby w przedszkolu ktoś wypuścił dziecko z innym dzieckiem z podstawówki z placówki.
  • 09.11.17, 10:47
    Ostatnio przy mnie maluch z 3-latków rozpłakał się w szatni, bo zamiast mamy przyszedł po niego dziadek smile. Inny chlipał gdy odbierała go jakaś chyba babcia albo niania i poganiała, strofowała.
    A co do odbioru to jest w regulaminie wyraźny zapis że może to być wyłącznie osoba pełnoletnia.
    Zmieniły się zwyczaje i standardy, i o ile mogę sobie wyobrazić że dziecko dorosłe (student) może sie opiekować młodszymi, o tyle zakres pomocy nieletniego szkolniaka przy przedszkolaku jest mocno okrojona.
  • 09.11.17, 10:50
    > Sama odbieralam brata z przedszkola majac jakies 9-10 lat.

    W dzisiejszych czasach dzieci może odbierać tylko i wyłącznie osoba pełnoletnia.
  • 09.11.17, 11:36
    Ja miałam 7 lat jak mama młodszą siostrę urodziła, a że to były lata 90 to bez problemu mogłam młodą odprowadzać do przedszkola. Do szkoły to ja ją prowadziłam, bo mama i tata szli na 7 do pracy, a młoda miała na 8, więc ta krzątanina poranna przypadała na mnie. Jakoś nigdy nie widziałam w tym problemu, tak było i już. Traumy nie mam, dopiero tu na forum dowiedziałam się jaką "krzywdę" rodzice mi zrobili i jak bardzo się mną "wyręczali".
  • 09.11.17, 11:46
    Ba, ja jeszcze tak dałam się wykorzystywać, ze sama nie proszona szłam po młoda na świetlicę, jak wcześniej skończyłam lekcję.
  • 09.11.17, 09:34
    Bardzo mi przykro, że miałaś przes...ne. Nie projektuj swoich traum na innych. To twoi rodzice cię zawiedli. Nie wszyscy rodzice zawodzą swoje dzieci - nie pocieszaj się. Przepracuj to u terapeuty, bo ci najwyraźniej wypacza ogląd świata.
  • 09.11.17, 09:56
    Masz rację w opisanej przez autorkę sytuację czyli matka wracająca do domu o 19 faktycznie ma czas na bycie z dziećmi, na bycie matką.
    W waszym przypadku też nie jest lepiej, matka która nie ma czasu iść z dzieckiem do lekarza i w roli rodzica zastępuje ja syn. Po prostu sielanka.
  • 09.11.17, 10:07
    Bywa, że nie ma czasu. Bywa, że ojciec też nie ma (bo brzmisz, jakby to wyłącznie matka mieć ten czas musiała) Powiem ci coś na ucho - bywa, że matka jedynaka nie ma czasu iść do lekarza. Bo akurat na przykład w delegacji jest, a dzieciak chory. Śmiech na sali. Strasznie cię musieli skrzywdzić, skoro takie projekcje czynisz. Przepracuj to. Serio.
  • 09.11.17, 10:19
    To ty masz z tym jakis problem, bo walczysz jak lwica z poglądami i życiem innych. I wszystkich, którzy osmielą się mieć inne zycie lub pogląd wysyłasz na "przepracowanie" problemu. Przypowieść o belce w oku się kłania.
  • 09.11.17, 15:12
    no a dlaczego nie moze sie bronic, jak ja ktos bez sensu atakuje, nie znajac jej zycia? po co jej sie makurokurosek czepia, jakby jej zycie od tego zalezalo, ze przekona wszystkich, ze czworka dzieci pracujacych rodzicow MUSI byc nieszczesliwa, i koniec?
  • 09.11.17, 10:22
    Dokładnie jest tak jak mówisz, matki jedynaków też nie mają czasu. Uważam że jeśli pełnoletnie dziecko idzie z rodzeństwem do lekarza to jest jak najbardziej ok.
  • 09.11.17, 10:48
    Ja tak nie uważam. Pełnoletnie rodzeństwo powinno zająć się studiowaniem/dorabianiem/powoli przechodzić na swoje, a nie niańczyć za darmo rodzeństwo. Takie zachowanie rodziców jest nie fair.
  • 09.11.17, 10:55
    Skąd wiesz że za darmo?Może za kieszonkowe? Dziecko pomaga w rodzinie, czemu ma za grosze dorabiać, skoro studia dzienne. Rodzice go utrzymują i nie musi pracować
  • 09.11.17, 10:58
    Bo praca "u kogoś" to zupełnie inne doświadczenie niż wyręczanie własnych rodziców w ich obowiązkach wobec rodzeństwa?
  • 09.11.17, 11:15
    To są przysługi, które robią sobie dorośli ludzie w rodzinie, za obopólną zgodą.
  • 10.11.17, 09:46
    W rodzinie tak to działa, że czasami się wyręczamy w różnych rzeczach. Zapewne rodzice też tego młodzieńca wyręczają np. w przygotowaniu posiłku, a przecież nie mają obowiązku staremu koniowi gotować, prawda? Rodzina działająca na zasadzie: wykonujemy tylko to, do czego jesteśmy zobowiązani to jakiś koszmar. Fajnie, jak starszy brat może pomóc rodzicom i pójść z młodszym do lekarza, bo akurat ma na to czas. Fajnie, jak starszy brat zakuwa do egzaminu, a młodszy mu wtedy przyniesie herbatę i kanapki.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 11:26
    Ależ, wyobraź sobie, MOŻE, mógł studiować w innym mieście, miał od nas zielone światło na wyprowadzkę do - na przykład - Krakowa (AGH) i wynajęcie mieszkania. No i - patrz jakie zdziwienie - NIE CHCIAŁ. Woli w domu być. Dorabiać nie musi, ani specjalnie się do tego nie pali, czas na naukę, imprezy i życie towarzyskie ma, dziwy panie. A na narty na przykład jedziemy w kupie - wynajmujemy duży apartament i kisimy się razem - my, dzieci młodsze, średniostarszy z koleżanką od matury i najstarszy z dziewczyną. Nikt ich nie zmuszał. Sami chcieli. W dodatku lubią swoich młodszych braci. Patologia.
  • 09.11.17, 12:06
    Brak chęci do usamodzielnienia się to też nie zawsze jest dobry objaw.

    Mój brat (prawie 40 lat) cały czas nie odpępiony. Mieszka z rodzicami, wraz z całą swoją rodziną i jest od nich zależny finansowo. Znajomi (też trójka dzieci) swojego syna musieli postawić przed faktem dokonanym, żeby się zechciał mając prawie 30 lat łaskawie przeprowadzić do mieszkania, które miał na własność od pełnoletności - młodsze dzieci się wyprowadziły, a on nie chciał, a oni chcieli sprzedać wielki dom i przeprowadzić się do mniejszego mieszkania w mieście. Do tej pory narzekają, że nie chce wziąć odpowiedzialności za swoje życie. Ciężko to uznać za sukces wychowawczy mimo, że się synkowie garną do towarzystwa rodziców.

    Oczywiście w przypadku wczesnego studenta nie ma jeszcze o czym mówić, chociaż ja w tym wieku czułam już potrzebę rozpoczęcia życia na własny rachunek.
  • 09.11.17, 12:20
    Ostatnio był głośny przypadek pod Warszawą gdzie, dziecko 25 lat zabiło rodziców bo chcieli żeby się usamodzielnił i zarabiał. Rodzina 3 dzieci. Choć wydaje mi się że to jakiś głębszy problem musiał być..jakaś większa presja. Ciekawe jakie było dzieciństwo tego człowieka, to tylko refleksja bez związku
  • 09.11.17, 15:14
    Normalne relacje rodzinne polegają na tym, że ludzie się wspierają i pomagają sobie. Jestem jedynaczką, a miałam w domu sporo obowiązków. I uważałam za normalne, że jak jestem w domu wcześniej to np. ja przygotowuję obiad dla rodziców, a nie czekam na gotowe.
    Przy zdrowych relacjach dorosły brat jak najbardziej może zaproponować, że pójdzie z młodszym do lekarza, bo akurat jest w domu, więc nie ma sensu, żeby rodzice się zwalniali z pracy. Nie dlatego, że musi. nie dlatego, że inaczej rodzice go wydziedziczą. Dlatego, że po prostu chce pomóc.
    Czym innym jest oczywiście sytuacja, w której tylko on chodzi po lekarzach z rodzenstwem. Ale okazjonalne wsparcie? Normalka.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 18:30
    Juz wcale sie nie dziwie, ze w twojej rodzinie wszystko gra i jest swietnie.
  • 09.11.17, 20:48
    Ale mi dowaliłaś. Inteligentnie, przenikliwie, w białych rękawiczkach. W punkt dosłownie. Nie pozbieram sie po takiej diagnozie. Ojej.
  • 09.11.17, 08:35
    Dla mnie to klasyczne zaniedbywanie dzieci. Dziecku należy poświęcić minimum kilka h dziennie, na pomoc w nauce, wspólne zabawy, rozmowy. Nie da się tego zrobić wracając o 18 do domu, ogarniając mieszkanie + niemowlaka.
    Po pierwsze starsze dzieci będą się praktycznie chować same, jak sieroty. Po drugie dodatkowo zostaną obarczone obowiązkiem opieki nad młodszym rodzeństwem. To prędzej czy później zemsci się, jeśli nie w postaci problemów z nauką to w postaci problemów wychowawczych.
  • 09.11.17, 08:42
    Podobne miałam myśli. I jeszcze o tych pretensjach po latach.
  • 09.11.17, 09:36
    Kolejna powielająca mity. W dobrze sytuowanych rodzinach nikt mieszkania ogarniać nie musi. Te wstrząsające wizje zaniedbanych, umęczonych dzieci. Uśmiałam się.
  • 09.11.17, 09:50
    To się nie śmiej, tylko dopuść , że ludzie mają różne sytuacja. I nic w tym śmiesznego.
  • 09.11.17, 09:55
    > W dobrze sytuowanych rodzinach nikt mieszkania ogarniać nie musi.

    Możesz rozwinąć? Bo nie rozumiem.



    --
    An adventure is only an inconvenience rightly considered.
    (G.K.Chesterton)
  • 09.11.17, 10:09
    Pomoc domowa. Taki myk.
  • 09.11.17, 10:45
    Przeczytalaś pierwszy post wątku? Tam nie ma służby czy babć do pomocy. Jest mama i tata pracujący do 18 + dzieci.
  • 09.11.17, 11:01
    Ojciec jest dostępny od 17 dla dzieci.

    --
    *
  • 09.11.17, 10:00
    "Kolejna powielająca mity. W dobrze sytuowanych rodzinach nikt mieszkania ogarniać nie musi. "

    Masz rację w dobrze sytuowanej rodzinie nikt mieszkania jak i dzieci nie ogarnia, bo od tego są przecież zatrudnione gospodynie jak i nianie.
    W kiepsko sytuowanych obowiązki rodziców przechodzą na starsze rodzeństwo, w dobrze sytuowanych na zatrudnione osoby, u jednych i drugich rodzice są tylko figurantami.
  • 09.11.17, 10:09
    Mieszkania/domu, nie dzieci. Rozpaczliwie manipulujesz. Aż przykro czytać.
  • 09.11.17, 13:37
    Pewnie masz swoje racje i nie przeczę że nie mam doświadczenia z wielodzietną rodziną. Zastanawiam się tylko nad tym jak to funkcjonuje na codzień.
    Wychowanie i bliskość to dziesiątki drobnych sytuacji, na podstawie których dziecko uczy się świata. Jeżeli was nie ma przy dziecku fizycznie całymi dniami ono ma inne osoby które stają się "najbliższe".
    Piszę o tym dlatego że moja przycjaciółka miała taką pomoc domową jak była dzieckiem. Pani 2-3 razy w tygodniu przychodziła do nich posprzątać i ogarnąc dom. Pani nie była nianią a właśnie pomocą.
    Ale stała się niejako matką zastępczą dla mojej przyjaciółki. Bo mamy nie było. A pani przychodziła te pare razy w tygodniu sprzątała i od niechcenie rozmawiała z dzieckiem. Tak przy okazji.
    I wiesz co się stało po latach - moja przyjaciółka teraz jako dorosła kobieta jest emocjonalnie bliżej z tą kobietą niż z matką. Bo czas, fizyczne godziny, spędzone razem, na opowiadaniu co w szkole, na pytaniu o radę itd zbudował tą bliskość. Bliskości której mama nie miała jak zbudować bo jej nie było. A jak wracała wieczorami to było załatwianie lekcji, kolacji etc etc.
    Ja nie twierdzę że tak jest zawsze ale jak się dziecko widzi godzinę dziennie to kiedy ma się zbudować tą bliskość.

    --
    To nie cellulit. To moje ciało mówi, że jest atrakcyjne. Brajlem.
  • 09.11.17, 13:56
    Poniekąd jest tak że za własną karierę, która wymaga dłuższego bycia w pracy niż te 8 godzin kobiety płacą samotnością swoich dzieci, jeśli nie ma dyspozycyjnego ojca, babci. Faceci nie mają takich dylematów jeśli nie ma ich z dzieckiem jest ok. Nie piszesz co z ojcem, domyślnie jest że matki nie było i ona ponosi winę za samotność dziecka
  • 09.11.17, 14:50
    Bo pani zastąpiła matkę - coś w stylu kobieta za kobietę.
    W rolę ojca wszedł niejako tata jej koleżanki - u której przesiadywała w młodości.
    Przy czym brak ojca na codzień był chyba dla niej mniej bolesny niż brak matki.
    Sorry w tej dziedzinie nie ma równości.

    --
    Lepiej zużywać się, niż rdzewieć.
  • 09.11.17, 15:16
    No ale jak to jej zaszkodzilo? Matki strata. Natura nie lubi prozni

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 09.11.17, 10:07
    Wam się udaje i jest fajnie, to znaczy, że wszystkim musi? Jakoś nieco zbyt defensywnie podchodzisz do tych opinii.

    Ludzie mają problem z wychowaniem i utrzymaniem jednego dziecka, a co dopiero czwórki. Wystarczy się rozejrzeć.
    Ja mam jedno, pracuję normalnie na jeden etat, podobnie jak mój mąż i cały czas mam poczucie, że mam dla dziecka mniej czasu niż ja i ono byśmy sobie życzyli. Z tym, że akurat z pomocy domowej korzystam tylko od wielkiego dzwonu - uważam, że wykonywanie tego typu czynności we własnym zakresie i przy zaangażowaniu całej rodziny jest istotną częścią wychowywania.
  • 09.11.17, 10:08
    Ale tu chyba sytuacja materialna z pierwszego - założycielskiego postu, jest ok?
  • 09.11.17, 10:12
    Bycie rodzicem nie polega tylko na zapewnieniu bytu materialnego dzieciom.
  • 09.11.17, 10:50
    Pominąwszy to co napisała Makurokurosek to sytuacja materialna w przypadku większości ludzi, którzy żyją ze swojej pracy to nie jest nic trwałego. Wystarczy sekunda - wypadek, udar, wylew, żeby życie zmieniło się o 180 stopni.
  • 09.11.17, 14:37
    I w drugą stronę - jeśli Tobie coś sprawia trudnośc to wszystkim musi?

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 11:50
    >W dobrze sytuowanych rodzinach nikt mieszkania ogarniać nie musi.

    zawsze musi bo malo kto ma gosposie co do zmywarki wsadza ale nie robmy z tego wielogodzinnych prac polowych he he
  • 09.11.17, 18:42
    No dobrze, pochwalilas sie na forum swoim zorganizowaniem i zamoznoscia. Swietnie dla ciebie!
    Natomiast jest cala rzesza rodzin wielodzietnych, ktorych nie stac na pomoc domowa.
  • 09.11.17, 10:31
    Taka regula? Kilka godzin dziennie? Nigdy nie spedzalam kilku godzin dziennie z rodzicami (poza wyjazdami), lekcje odrabialam sama a bawilam sie z rodzenstwem (sami, mielismy wspolny pokoj). Nie pamietam, by mama sie ze mna bawila (pewnie robila to gdy bylam bardzo malutka). I wyobraz sobie, wyroslam na ludzi.
  • 09.11.17, 10:53
    Twój post brzmi jakbyś napisala: od 20 lat palę papierosy i nie mialam raka, czyli palenie nie szkodzi zdrowiu.
    Nie każde zaniedbywane przez rodziców dziecko skonczy źle. Na pewno mają gorszy start niż dziecko dopilnowane/zadbane.
  • 09.11.17, 11:03
    Może agnieszka_kak nie widzi jeszcze że coś było nie tak a może właśnie akurat w tym przypadku udało się, bo nie było problemów ani z lekcjami jak i innych emocjonalnych.
    Natomiast z tym dopilnowaniem to nie przesadzajmy, większe problemy mają w życiu osoby z rodzin gdzie były pilnowane gdzie jest cienka granica między dopilnowaniem a nadopiekuńczością, większe problemy mają tez jedynacy.
    Popatrz na Tomka Beksińskiego. Były takie tezy że gdyby miał rodzeństwo może byłoby inaczej. Tam matka siedziała w domu pilnowała a Tomek strasznie egocentryczny, byle porażka miłosna prowadzi do depresji.
  • 09.11.17, 14:39
    W wątkach o zajęciach dodatkowych wychodzi na to, że mnóstwo dzieci spędza czas w szkole, a potem na licznych zajęciach, a nie z rodzicami. Są zaniedbane?

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 10:44
    Czyli w dzisiejszych czasach nie należy mieć dzieci. Nawet jednego bo rodzice nie wyrobią minimum kilku godzin dziennie skupienia na dziecku. No chyba, ze jedno rzuci robotę, ale wówczas drugie będzie zaniedbywać i dzieciak będzie półsierotą.
  • 09.11.17, 10:46
    Przesada - ja bym radziła mieć dziecko, ale tylko jedno. Pominąwszy inne kwestie powinniśmy oszczędzać planetę.
  • 09.11.17, 11:01
    Bez urazy, ale akurat Europejczycy mają za mało dzieci. Znaczy to nie problem w skali świata, bo łatwo można nas zastąpić big_grin

    --
    *
  • 09.11.17, 11:03
    Mało czy dużo to kwestia opinii. Moim zdaniem właśnie Europejczycy rozmnażają się odpowiedzialnie.
  • 09.11.17, 11:12
    Chyba już nie tylko opinii ale raczej twardych danych. Tak, jednak ziemi było by bez nas lepiej. Tylko czy wtedy powinno się mieć w ogóle dzieci?

    --
    *
  • 09.11.17, 11:15
    Nie chcę żeby ludzkość wyginęła - wręcz przeciwnie - chcę, żebyśmy mogli jeszcze długo żyć na tej planecie. Ale w tym celu musi nas być znacząco mniej.
  • 09.11.17, 11:20
    Przy braku zastępowalności pokoleń (współczynnik dzietności zapewniający zastępowalność pokoleń wynosi około 2,1) musi zmienić się cały układ ekonomiczno-gospodarczo-społeczny. Nie wiem czy będziesz usatysfakcjonowana.

    --
    *
  • 09.11.17, 11:43
    Czymże jest taki czy inny układ ekonomiczno-gospodarczo-społeczny w obliczu braku wody do picia, żywności, powietrza, paliwa?
  • 09.11.17, 11:57
    Pożyjemy, zobaczymy... Jak nie my to nasze dzieci.

    --
    *
  • 09.11.17, 12:07
    Pożyjemy albo i nie. Tak samo nasze dzieci.
  • 09.11.17, 12:40
    Ale jeszcze żyjesz, tak?

    --
    *
  • 09.11.17, 12:41
    Ale raczej nie mam szans doczekać momentu, kiedy globalna populacja świata zacznie się zmniejszać.
  • 09.11.17, 12:45
    To dobrze, że jednak żyjesz, bo już zaczynałam się niepokoić big_grin

    --
    *
  • 09.11.17, 11:20
    Racjonalnie rzecz biorąc nie powinniśmy mieć dzieci, bo zawsze sytuacja materialna jest niestabilna, wiek nie ten, sytuacja na świecie niepewna. Rozmawiamy tu jednak o wielodzietności, która zawsze była pokazywana tylko z perspektywy dwóch krańców skrajnej patologii lub inteligenckiej sielanki .
    Brakuje jednak obrazu tego środka, tego że wielodzietność to nie wyidealizowany obrazek rodem z książek Musierowiczowej czy bohaterów " siódmego nieba" , że to dylematy zarówno rodziców jak i zmagania dzieci/nastolatków na które zrzucono odpowiedzialność często ponad ich siły. To, że wcześniej czy później każdy przystosowuje sie do roli którą otrzymał, nie oznacza że życie w takim układzie jest sielanką.
  • 09.11.17, 14:41
    A myślisz, że życie w rodzinie 2+1 czy 2+2 to sielanka?

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 14:50
    Oczywiście, że nie, jednak w układzie 2+1 młody nastolatek nie ma pod opieką małego dziecka, nie odpowiada za jego ewentualny uszczerbek na zdrowiu lub nawet śmierć.
  • 09.11.17, 14:51
    U nas dwójka nastolatków + niemowlę. I nastolatki nie mają pod opieką małego dziecka, nie odpowiadają za jego zdrowie i życie.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 18:39
    Nie, ale ta rzeczywistosc nie jest tak mitologizowana.
  • 09.11.17, 18:56
    Jak nie, każda reklama to jest para plus dwoje słodkich dzieciaczków szczęśliwych, bo im matka plamę sprała czy nawaliła cukru na kanapkę big_grin

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 19:05
    A widzisz, wycielam kablowke w pien i reklam nie ogladam.
  • 09.11.17, 11:27
    Dlaczego przesada. Pełno zaniedbanych jedynaków wychowujących się na ulicy, bo rodzice w pracy.
  • 09.11.17, 12:55
    gryzelda71 napisała:
    > Czyli w dzisiejszych czasach nie należy mieć dzieci. Nawet jednego bo rodzice n
    > ie wyrobią minimum kilku godzin dziennie skupienia na dziecku. No chyba, ze jed
    > no rzuci robotę, ale wówczas drugie będzie zaniedbywać i dzieciak będzie półsie
    > rotą.

    A rodzeństwo nie może mieć żadnych obowiązków względem siebie. Pojęcie "rodziny" to tylko linia rodzice-dzieci.




    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • 09.11.17, 11:48
    >Dziecku należy poświęcić minimum kilka h dziennie,

    chyba masz dobe 36godz.

    Tu w UK dzieci koncza szkole o godz 15:15. Potem tak do godziny 17-17:30 sa w szkole zajecia pozalekcyjne ( karate, tance, plywanie).
    Ja wracam do domu o 16tej. Moje dziecko ma 4.5 lat i chodzi spac o godz 20tej. Jak go odbiore to je obiadokolacje i mamy juz 18:30, potem kapiel 19ta, potem czytamy i piszemy i juz jest 20:30 i on idzie spac

    Ja nie wiem jak sobie wyobrazasz te kilka godzin ale moze specyfika w Polsce wyglada inaczej
  • 09.11.17, 12:04
    Moje dziecko czasami ma dodatkowe zajęcia do 18, więc już nie popadaj w skrajność, że UK taki cudowny, a w Polsce dzieci po lekcjach się obijają. Moje dziecko chodzi spać do 22 i wieczorami spedzamy razem czas: przegladam odrobione lekcje, przepytuję z materiału w szkole, by wylapać czy ma jakieś braki, razem gramy, ćwiczymy czytanie na głos itd. To wszystko przy założeniu, że mąż ogarnia drugie dziecko. Każde z naszych dzieci ma codziennie rodzica na swoją wyłączność. Nie wyreczam się starszym dzieckiem w obowiazkach wobec młodszego.
  • 09.11.17, 12:09
    >więc już nie popadaj w skrajność, że UK taki cudowny

    absolutnie nie pisalam to w kontekscie wyzszosci Uk nad Polska. Cos ty. Skad taki pomysl/Pisalam to w kontekscie logistycznym ze tutaj czlowiek nie ma czasu. I dodalam ze moze w Polsce specyfika logistyczna wyglada inaczej.

    >Moje dziecko chodzi spać do 22

    starsze chyba jest niz moje i dlatego... Moj 4.5 latek o 20tej ma klejace sie oczy, a wstaje o 7dmej rano.
  • 09.11.17, 12:53
    lauren6 napisała:
    > Każde z naszych dzieci ma codziennie rodzica na swoją wyłączność.


    "Wyłączność" z dokładnością do pisania pierdyliarda postów na ematce big_grin


    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • 09.11.17, 14:46
    Zależy ile lat ma dziecko. Nastolatek raczej nie znajdzie codziennie kilku godzin dla rodzica. Gimnazjalistka wraca ze szkoły np. 15:30, godzina na obiad i odpoczynek, siada do lekcji.Nawet jak ogarnie się z nauką w dwie godziny to jest już 18:30. Coś poczyta, pogada ze znajomymi, posłucha muzyki i pora kolacji. Tutaj mamy kolejną godzinę,potem zwija się spać. Czyli w sumie to są 2 godziny, bo resztę czasu jest zajęta. A do tego dni, kiedy się spotyka z jakimiś znajomymi - przecież dzieciaki w tym wieku mają już swoje towarzystwo.
    Młody za to ma treningi, a jak nie ma treningu to leci z kumplami na boisko., potem siada do lekcji. Też wyjdzie maks dwie godziny tak na co dzień, nie mówię o weekendach.
    Aha, nikt od nich nie wymaga, żeby zajmowali się siostrą.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 14:49
    no i o tym mowie dokladnie to samo, gluten. Ja mam dla odmiany 4.5 latka ktory o 20.30 juz jest Ziewaczkiem i idzie nyny.
  • 09.11.17, 08:37
    Najgorzej podobno z trojka. Potem juz latwiej

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 09.11.17, 08:50
    No może się przeorganizują. Podobno wiekszosc ludzi w Wawie konczy prace pozno a jednak sie rozmnazaja..
  • 09.11.17, 10:39
    Nie tyle późno kończą co późno dojeżdżają do domu ze względu na odległości i korki. Czyli jest to około 10 godzin poza domem z dojazdami, przy pracy 8 godzin dziennie
  • 09.11.17, 09:24
    Moja mama była nauczycielem, więc z racji zawodu była w domu maks o 15. Oraz była w domu wieczorami, w weekendy, święta, wakacje i ferie. Dlatego po urodzeniu dziecka było dla mnie oczywiste, że nie wracam na pełny etat, tylko właśnie na część, żeby syn mógł spędzać w placówce 5-6 h a nie 9-10.
    To prawda, że mało kto teraz kończy o 15 przy pełnym etacie i normą stała się praca do późniejszych godzin, jednak moim zdaniem nie da się miec wszystkiego. Dla dobrych relacji z dzieckiem, zwłaszcza tym najmłodszym, kilkuletnim, bo potem to wiadomo że jest inaczej, trzeba zainwestować czas i to jest nie do odrobienia w późniejszych latach.
  • 09.11.17, 09:46
    Dzieci mają ojca, który od siedemnastej jest do ich dyspozycji. Fakt, fajniej by było gdyby był już od piętnastej, ale cóż, z koniecznością się nie dyskutuje. Nie rozumiem co ma tu ilość dzieci do rzeczy? Godziny pracy im się zmieniły przy czwartym dziecku? W czym lepsza jest samotna matka jednego dziecka, która pracuje do osiemnastej? Z drugiej strony tak pomstujecie na matki niepracujące. Myślicie, ze dzieci powinny mieć tylko rodziny gdzie matka (zaznaczam) pracuje (zamaczam) do piętnastej? Nie rozumiem.

    --
    *
  • 09.11.17, 09:58
    kropkacom napisała:
    > Dzieci mają ojca, który od siedemnastej jest do ich dyspozycji. Fakt, fajniej b
    > y było gdyby był już od piętnastej, ale cóż, z koniecznością się nie dyskutuje.


    No właśnie - powrót do domu o 17 to raczej standard w dużym mieście...

    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • 09.11.17, 10:14
    Każde dziecko potrzebuje uwagi rodziców - niepodzielnej. Jak masz do dyspozycji 5 godzin po pracy i jedno dziecko to możesz mu poświęcić pewien określony czas. Jak masz czworo dzieci to tego czasu jest odpowiednio mniej na każde dziecko. Wspólne spędzanie czasu w większych grupach to po prostu co innego, jeśli w domu jest niemowlę to jeszcze co innego. A wiem co mówię, bo miałam dwoje rodzeństwa. Czas spędzany sam na sam z mamą czy tatą to było coś wyjątkowego, co bardzo lubiłam. Niestety nie zdarzało się to u nas zbyt często.
  • 09.11.17, 10:25
    Czas przeznaczony dla jednego dziecka już przy drugim dziecku zmniejsza się o połowę. Życie w rodzinie na tym jednak polega, że tym czasem się dzielimy.

    PS. Sama też mam rodzeństwo. smile

    --
    *
  • 09.11.17, 10:31
    Dzielimy się, ale czasem te ułamki robią się zbyt małe.
  • 09.11.17, 10:36
    No cóż, dla mnie jednak najdrastyczniejszy spadek ilości czasu ma miejsce przy drugim dziecku.

    --
    *
  • 09.11.17, 10:39
    Nie wiem - przynajmniej to starsze tylko raz wtedy przechodzi okres pt. "niemowlę w domu", który bywa ciężki nawet dla dorosłych.

    W każdym razie ja się zdecydowałam tylko na jedno - ludzi na świecie i tak jest za dużo.
  • 09.11.17, 19:03
    Jestem jedynaczką. Marzyłam o tym, żeby był ktoś, na kim rodzice mogliby skupić część uwagi smile

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 10:16
    Żadna ze znanych mi osobiście osób z rodzin wielodzietnych nie powieliła modelu i główne wspomnienia, jakie mają z dzieciństwa, to walka: o uwagę rodziców, o to, kto w tym roku dostanie nowy tornister, o kawałek z przyniesionej przez ciocię jednej czekolady na pięć osób.
  • 09.11.17, 10:27
    a ja mam koleżankę która miała trójkę rodzeństwa i teraz też sama ma czwórkę dzieci (możliwe że nie powiedziała ostatniego słowa...)


    --
    Obrzeży pochwy nie pokazuje się na dzień dobry.[beataj1]
  • 09.11.17, 10:37
    Ja również znam ludzi zadowolonych z dzieciństwa w rodzinie wielodzietnej.

    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • 09.11.17, 10:41
    W sumie - dopowiadając - nam więcej ludzi zadowolonych z dzieciństwa w rodzinie wielodzietnej niż niezadowolonych. Moja matka na przykład bardzo chciała mieć gromadkę dzieci ale życie ułożyło jej się inaczej i bardzo żałuje.

    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • 09.11.17, 10:51
    jedna zekoada na 5 osób,, kto dostanie nowy tornistr? - to co opisujesz to jest bieda, i rezygnacja matki z pracy moze spowodować , ze te dzieci będą takze mieć traumę. Po prostu są nowe warunki, trzeba sie do nich dostosować. Dzieci rodzą się czasami nieoczekiwanie. Trudno oczekiwać, ze dorośli ludzie powyżej 2 dzieci przestają uprawiać seks, bo 100% nie ma albo zbieraja kasę na przecięcie nasieniowodów
  • 09.11.17, 10:53
    Ja też nie powieliłam wzorca z domu rodzinnego, jestem jedynaczką a dzieci mam troje. Moje wspomnienia nie są jakieś szczególnie barwne, może czekolady nie brakowało, ale było nudno i sztywno.
  • 09.11.17, 10:39
    >>Czy kiedy możemy dać dzieciom dostatni dom, na pewno miłość, bezpieczeństwo,ale nie możemy dać im czasu, zainteresowania (bo do tego potrzebny czas), to powinniśmy decydować się na czwarte i kolejne dziecko?<<

    Nie wiem dlaczego, ten brak czasu miałby być problemem dopiero przy kolejnym dziecku. Dzieci mają mniej indywidualnej uwagi rodziców, ale więcej rodzeństwa w sumie podejrzewam na jedno wychodzi. Jedynak też potrzebuje rodziców.
    Ja, ponieważ pracowałam w takim trybie, nawet nie to że długo, ale obowiązkowa przerwa plus dojazdy powodowały, że byłam 11 godzin poza domem, zrezygnowałam z pracy zawodowej. Tylko że to też ma swoje minusy. Ot, w życiu nie można mieć wszystkiego (przynajmniej większość z nas nie może). Zaś ludzie w warunkach nieoptymalnych też żyją szczęśliwie (o ile ich podstawowe potrzeby są jednak zaspokojone).
  • 09.11.17, 11:33
    Słuszna uwaga - czym od opisanej w poście startowym sytuacji różniłaby się taka, w której jedynym odmiennym parametrem byłaby ilość dzieci - i koleżanka zawoziłaby rano, a mąż odbierał o 17.00 nie czwórkę, lecz trójkę/dwójkę/jedno?


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • 09.11.17, 10:53
    Po obejrzeniu filmu "Racher wychodzi za mąż" naszły mnie rozważania, co by było gdyby mojemu bratu coś się stało podczas gdy był pod moją opieką. To spowodowało rozmowę z moją mamą dlaczego mimo iż wiedzieli, że jestem niedojrzałą mało odpowiedzialną nastolatką zostawiali pod moją opieką młodego i czy się nie bali. Odpowiedz nie za bardzo mnie zaskoczyła- nie myśleliśmy o tym w ten sposób, po prostu nie było wyjścia więc nawet woleliśmy nie rozpatrywać tego w tych kategoriach.
    Dlatego nie jestem w stanie zrozumieć wielodzietnych z wyboru, którzy przerzucają swoje obowiązki rodzicielskie na swoje dzieci. Którzy uznają, że nie ma niczego złego w tym że nastolatek odwala pracę rodzica, zapominając że ten nastolatek nie jest rodzicem, nie jest wystarczająco dojrzałą i odpowiedzialną osobą, że jest tylko nastolatkiem.
    Wracając do przeszłości pamiętam co najmniej kilka sytuacji w których mojemu bratu mogło się coś stać, z powodu mojej niedojrzałości, to że się nic nie stało nie znaczy, że wszystko było ok.
    Gdyby nastolatek chciał wejść w rolę rodzica to by sam sobie zrobił dziecko, nie potrzebuje do tego dzieci rodziców.
  • 09.11.17, 11:19
    No bardzo mi przykro, że miałaś paskudne dzieciństwo. Przepracuj je z terapeutą zamiast projektować swoje schizy na innych.
  • 09.11.17, 11:25
    Patrząc na swoje dzieciństwo czy młodość nie oceniłabym jej jako paskudnej, ale nie określam przerzucenia odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo na starsze mianem idealnego układu i sielanki.
  • 09.11.17, 11:49
    muszę się podpisać
    mam dwójkę rodzeństwa - młodszą siostrę i brata
    gdy brat sie urodził miałam 14 lat, siostra 10, siłą rzeczy ogromna część opieki nad bratem spadła na mnie - nie wiem, może po prostu takie były czasy, uważano, że starsze dzieci mają psi obowiązek opiekować się młodszymi sad
    w każdym razie odwalałam całkiem sporo obowiązków rodzica - i wcale nie wspominam tego jako sielankę sad
    raz młody pod nieobecność rodziców wlazł na podwórku na trzepak, spadł i złamał sobie rękę - miałam niewesoło
    innym razem mama nastawiła ciasto w prodiżu i pojechali gdzieś z ojcem - no i jakoś dopilnowałam młodego i się oparzył w rękę. Wył przeraźliwie, ja nie wiedziałam, co mam zrobić, wezwałam pogotowie, zrobiła się afera, czułam się jak pieprzony winowajca. Nie chce mi się nawet pisać, co było po powrocie rodziców ................ mam o to do nich po dziś dzień ogromny żal. Żal to może za duże słowo, ale pamiętam
    Za to dziś jak rozmawiam z moją matką to słyszę jaka to ona sprytna była i ogarniała trójkę dzieci bez problemu uncertain
  • 09.11.17, 13:20
    U nas mama zawsze mówiła, że młodego wychowaliśmy my.
  • 09.11.17, 10:53
    Bardzo wielu jedynaków jest odbieranych o 17 z placówek, bo rodzice pracują. Mowa oczywiście o dzieciach przedszkole - wczesnoszkolnych, starsze wracają same, ale też z rodzicami widzą się późnym popołudniem. Gdyby tak na to spojrzeć to dzieci powinni mieć wyłącznie ludzie pracujący na część etatu lub freelancerzy.


    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 10:54
    Czytam ten wątek i właściwie dziwię się, że jeszcze nie padło - powinna usunąć, bo to byłoby rozsądne. A pamiętam dyskusję m.in. o ONS i gdy pisano, że to nierozsądne i ryzykowne, to oczywiście było to zaglądaniem pod kołdrę i w ogóle jak można moralizować. Widocznie wielodzietnym można zaglądać. Z "troski" o dobro dzieci.
  • 09.11.17, 11:03
    Skoro poruszyłaś kwestię aborcji. Kiedyś był wywiad z lekarzem pracujacym w niemieckiej klinice aborcyjnej, gdzie ciąże usuwają głównie Polki. Powiedział, że większość jego klientek to dojrzałe kobiety, które mają już 2-3 dzieci.
    Takie są fakty. Moralizować nie zamierzam, ani mówić co ja bym zrobila w takim wypadku, bo zaraz sie zlecą Dulskie "hurr durr, jak można usunąć ciażę malżeńską".
  • 09.11.17, 11:15
    Nie! Nie usuwają głupie nastolaty? wink Zawsze powtarzałam, że zakaz wczesnej aborcji na życzenie uderza w dojrzałe kobiety, które już mają dzieci.

    --
    *
  • 09.11.17, 12:11
    Tak, poruszyłam, bo co to za dziwne analizy obcych osób, skoro dziecko jest już na świecie. Nie czujesz, jakie to słabe? Niczym nie różni się właściwie od plotkowania emerytek w oknie z poduszką, które to zawsze lepiej wiedzą, co dla innych dobre. Forumowa dulszczyzna a rebours.
  • 09.11.17, 11:14
    Dla mnie czym innym jest wpadka czym innym świadoma wielodzietność, przy braku rezygnacji z pracy.
  • 09.11.17, 11:29
    Dla mnie, matki jedynaka, czwórka dzieci to kosmos. Prowadzę własną działalność, mogę dowolnie ustawiać godziny pracy, a i tak jest trudno ogarnąć szkołę, zajęcia dodatkowe, rehabilitację, lekarzy i tak poukładać dzień, żeby mieć jeszcze czas na spacery, kino, teatr, rozmowy z dzieckiem, wspólne czytanie. Ja daję radę z trudem, przy czwórce dzieci IMHO niewykonalne.
  • 09.11.17, 11:36
    Wiesz, ja nie przebiegnę nawet 20 kilometrów, ale nie twierdze, że bieganie ultramaratonów jest niemożliwe, bo są ludzie, którzy to robią.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 09.11.17, 13:29
    To wyłącznie kwestia wyobraźni. Mam znajomą która nie pracuje, ma mieszkanie poniżej 50 m kw, dzieci z dużą różnicą wieku, obydwoje chodziło do żłobka od 2 r.ż. i nie wyobraża sobie ogarnięcia tego metrażu i "licznej" dzieciarni samodzielnie nawet nie pracując. Oczekuje pomocy przy młodszym od starszego dziecka.
    Ludzie mają różne poziomy ogarnięcia życiowego.
  • 09.11.17, 13:47
    Hm, czyli ludzie, którzy pracują do 18 nie powinni mieć dzieci? To co z tymi wszystkim pracującymi w nietypowych godzinach, na zmiany, w delegacjach?
  • 09.11.17, 15:45
    Mam 2 młodsze siostry, jedną o 10 lat. "Zawsze" wiedziałam, że będę mieć tylko jedno dziecko.
  • 09.11.17, 18:57
    Zawsze uważałam, że rodzice mieli nas za mało (2) i sama chciałam mieć co najmniej trójeczkę. Plan minimum wykonałam. W normalnych rodzinach wielodzietnych dzieci nie przejmują obowiązków rodziców. Po prostu więcej osób się kocha i sobie pomaga.
    Do wszystkich, którzy zostali skrzywdzeni wielodzietnością w dzieciństwie: Wasi rodzice zapewne by się kiepsko sprawdzili wychowując mniej dzieci. Bylibyście nieszczęśliwymi jedynakami po prostu.
  • 09.11.17, 21:53
    eh ,każdy ma inne zdanie,podam swoje,wychowałam się w rodzinie wielodzietnej
    nie, nie czułam się zaniedbana przez rodziców 4 dzieci...
    to,że rodzic wraca po 17 i ma czwórkę dzieci nie oznacza ze 1 godzine przeznacza 1 dziecku,druga drugiemu,itp
    wiele rzeczy robiliśmy wspólnie,np wspólne gry planszowe,wspólne gotowanie,wspólna praca w ogrodzie,zabawa w ogrodzie,wspólna wycieczka rowerowa,wspólne grillowanie,rodzinna wyprawa na grzyby,itp
    my jako dzieci też mieliśmy wspólne aktywności/zabawy i było wiele smiechu,bałaganu też,szukanych butów
    matka nauczycielka-pracujaca,ojciec pracujący
    nikt problemów z nauką nie miał,jeden olimpijczyk,trójka skończyła dwa kierunki studiów( dwójka zagraniczne też)
    nie chciałabym być jedynaczka,sama mam dwójkę,żałuje ze tak mało-tak wyszło,pierwszy mąż chciał jedno...
  • 09.11.17, 22:45
    Moi rodzice mieli dwoje dzieci, ja mam troje (i uważam, że to mało). Znam sporo rodzin z trójką, czwórką lub piątką dzieci. Są zadbanymi, szczęśliwymi dzieciakami. Nie mogę tego jednak powiedzieć o niektórych jedynakach, których znam. Oczywiście są zadbani czasem aż perfekcyjnie, ale nie wszyscy szczęśliwi i spędzający czas z rodzicami. Prawie w każdym naszym wyjściu nie strikte rodzinnym uczestniczą koleżanki lub koledzy moich dzieci. To prawie zawsze jedynacy. Ci z rodzin wielodzietnych wolą wyjścia ze swoją rodziną lub w 2-3 rodziny. Spora część jedynaków lgnie do rodzin wielodzietnych jak muchy do miodu z aprobatą własnych rodziców, którzy na kilka godzin mają wreszcie święty spokój.
  • 10.11.17, 00:23
    Nie ma to jak podbudować własne ego kosztem jedynaków tongue_out
    Tak, bo każde dziecko z rodzinny wielodzietnej jest szczęśliwe, a każdy jedynak pragnie rodzeństwa i czuje niedobory.
    Jesteś szczęśliwa, że masz sporą gromadkę i dzieci są zadbane to super, ale nie dowartościowuj się kosztem rodzin z jednym dzieckiem.
    Równie dobrze ja mogę powiedzieć, że dzieci z rodzin wielodzietnych lgną jak muchy do miodu to rodzin jedynaków, bo w końcu czują się zauważane i zaopiekowane, to pewnie byłoby bliższe prawdy, niż to co tu próbujesz przestawić.
  • 10.11.17, 00:53
    Wlasnie.
  • 10.11.17, 00:57
    tsaria napisała:

    > Równie dobrze ja mogę powiedzieć, że dzieci z rodzin wielodzietnych lgną jak mu
    > chy do miodu to rodzin jedynaków, bo w końcu czują się zauważane i zaopiekowane
    > , to pewnie byłoby bliższe prawdy, niż to co tu próbujesz przestawić.

    Bywa różnie, niemniej z moich obserwacji (i dotyczących mojego otoczenia wyłącznie) też wynika, że jeśli dziecko jest "niezaopiekowane", to jest z rodziny wielodzietnej.
  • 10.11.17, 06:47
    >>Bywa różnie, niemniej z moich obserwacji (i dotyczących mojego otoczenia wyłącznie) też wynika, że jeśli dziecko jest "niezaopiekowane", to jest z rodziny wielodzietnej.<<

    No właśnie to jest chyba największy problem w dyskusjach o plusach i minusach różnych konfiguracji. Jakoś zupełnie nie dajemy rady o tym rozmawiać, bez przywalania opcji alternatywnej. Wobec tego obie strony wchodzą w tryb defensywny i za boga nie chcą przyznać, że ich rozwiązanie ma jakiekolwiek wady. A ma. Każde ma. Dokładnie to samo jest w dyskusjach o wyższości pracy zawodowej vs pozostawania z dziećmi w domu.
    Wadą posiadania większej liczby dzieci jest to, że potrzebują więcej zasobów. Czasu, finansów, logistyki - niekoniecznie proporcjonalnie większej, ale zawsze większej. Plusem jest posiadanie tej właśnie liczby dzieci, to zazwyczaj rodzicom rekompensuje wysiłek. Posiadanie jedynaka też oznacza wydatkowanie ww zasobów dużo wyższe niż w przypadku braku dzieci w ogóle. Nie ma żadnych racjonalnych argumentów za posiadaniem dzieci, po prostu większość ludzi chce je mieć i wysiłek oraz koszty włożone w ich wychowanie nie traktuje w kategorii poświęcania czegoś, tylko raczej możliwości spełnienia swoich potrzeb. I w tym momencie się różnimy, dla jednych tą potrzebą będzie 0, dla innych 1, jeszcze dla innych kolejne dziecko, ale ogólna zasada pozostaje bez zmian. To trochę jak z hobby, przecież nikt rozsądny nie będzie przekonywał nikogo, że wydatki na np narty można lepiej spożytkować - no właśnie na co?
    Tylko że narty nie mają potrzeb, a dzieci jak najbardziej. I tu możemy zacząć dyskutować, czy potencjalni rodzice mają prawo decydować się na choćby jedno dziecko, nie wiedząc, czy będą w stanie je zaspokoić. Liczba dzieci ma mniejsze znaczenie w tym momencie niż zasoby rodziców. Zazwyczaj postronni "dają prawo" do jednego dziecka nawet osobom o bardzo ograniczonych zasobach (czasu, finansów, czegokolwiek), ale na kolejne już nie. To mało logiczne. Tak jakby pierwsze dziecko było prawem rodziców, kolejne już przywilejem. I jakby potrzeby pierwszego miały mniejszą w wagę niż potrzeby potencjalnych rodziców do zaspokojenia swojego instynktu. Biorąc pod uwagę dodatkowo fakt, że ww zasoby mogą się dramatycznie zmniejszyć (włączając w to śmierć rodziców), to można bezpiecznie założyć, że nie powinniśmy mieć dzieci w ogóle, bo to nieodpowiedzialne. Tyle tylko, że większość z nas bardzo chce.
  • 10.11.17, 09:39
    Nie "rozwiązanie ma wady", tylko ta konkretna rodzina może działać fajnie lub nie. Czy są szczęśliwi jedynacy? No pewnie. Czy są jedynacy marzący o rodzeństwie? Jasne, sama taka byłam. Czy są jedynacy zaniedbani pod pewnymi względami? Jak najbardziej. To samo można powiedzieć o każdym innym układzie rodzinnym. Nie ma sensu oceniać jakiejkolwiek rodziny tylko po liczbie dzieci, przecież każda sytuacja jest inna.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 10.11.17, 07:03
    nie mieli 15 (a przynajmniej rzadko) choć jedynacy byli rzadkością smile różnie w życiu może być, na wiele rzeczy nie mamy wpływu, ale to jednak zbyt by mnie przerażało (możliwość że coś się złego z dzieckiem podzieje a ja nawet nie zauważę w zabieganiu albo co najmniej nie będę w stanie właściwie interweniować) żeby decydować się na gromadkę. On the other hand mając siebie mają już coś. Jak życie - skomplikowane. Ale opcja nie dla mnie. Wystarczająco wyrzucam sobie kilka błędów (tych których najbardziej żałuję) przy jednym...

    --
    In God we trust, everybody else pays cash

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.