Dodaj do ulubionych

Moja wizja świąt :P

10.11.17, 23:58
No to wychodzi na to, że nienormalna jestem ja smile

Uwielbiam Święta i przygotowania do nich, które ogarniam spokojnie w poprzedzające dwa- trzy miesiące.
Rodziny idealnej nie mam (tej ciut dalszej wink ), ale nikt się nie kłóci przy wigilijnym stole.
Bardzo lubię dostawać i dawać prezenty.

Ktoś jeszcze?
Bo po dzisiejszych wątkach czuję się jak dziwadło tongue_out

Aha... najbardziej lubię Wigilię u siebie w domu - przy kominku i z choinką do sufitu smile
Edytor zaawansowany
  • 11.11.17, 01:30
    Ja tez nie wyobrazam sobie wyjechania np. Na wigilie gdzies jak tylko do babci i tam jej spedzenia w ogromnym gronie. Wyjezdzamy sobie spokojnie co roku w drugi dzien swiat idziemy tam na sylwestra wracamy 3 i tak jest ok. Musze miec we wlasnym domu choinki,pomarancze z gozdzikami,ktore sama robie kocham ten zapach,cynamon. Udekorowany ogrod,brame. Tego klimatu,tego spotkania rodzinnego nic nigdy mi nie zastapi.
  • 11.11.17, 01:39
    Uwielbiam Święta i przygotowania do nich, które ogarniam spokojnie w poprzedzające dwa- trzy miesiące
    ===
    masz już pomrożone uszka do barszczu ? smile

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • 11.11.17, 11:26
    Nie, u nas jest grzybowa smile
    Poza tym nie umiem lepić uszek, ani pierogów, więc z nich zrezygnowałam - mimo tego, że Gwiazdkę bardzo lubię, nie czuję się niewolnicą tradycji, np. zamiast tłustego pełnego ości karpia, podaję łososia, bo jest znacznie smaczniejszy i łatwiejszy do przygotowania.
  • 11.11.17, 11:30
    U mnie pierogi lepi teściowa. Jest barszcz ( grzybowa to u teściowej - ani ja ani dzieci nie zjemy ). Ja też przeforsowałam łososia - chociaż moi rodzice i teściowa i tak wolą karpia. Za to karp w galarecie musi być - mój tata robi specjalnie dla mnie - jem go raz w roku - i w sumie jak nikt nie chce, to jestem cała szczęśliwa - więcej dla mnie.
  • 11.11.17, 11:46
    Fajnie masz smile Ja jestem raczej zdana na siebie, ale jak teściowa wyjdzie z jakąś kulinarną inicjatywą, to chętnie przyjmę. Okaże się, bo z nią to różnie bywa - nieraz chce nagotować tyle, jakby to była Wigilia u niej (co mi się nieszczególnie podoba, bo potem jest wszystkiego zdecydowanie za dużo), a innym razem wcale. Czyli jak będzie, tak będzie, zobaczymy. Moja mama za to wcale nie gotuje.
  • 11.11.17, 11:56
    Ja robię sałatki, śledzie i piekę w ilości hurtowej ( makowce, pierniki, pierniczki, drożdżowe ), bo zazwyczaj obdarowuję zaprzyjaźnioną starszą panią doktór, księdza, przyjaciółkę - dwie pierwsze osoby są obowiązkowe, jak same mówią, czekają na makowca cały rok tongue_out. Ale ja lubię piec. Wolę to niż gotowanie - tu na szczęście mój tata ogarnia większość.
    Na 1 dzień świąt - najczęściej my przygotowujemy obiad ( czyli przywożę sobie wszystko i w pierwszy dzień świąt kuchnia jest moja - mąż obiera warzywa i służy za pomagacza tongue_out ). Drugi wspólnie, albo moi rodzice ( jak jeszcze kogoś zaproszą ).
    Niedługo nastawię zakwas na barszcz.
  • 11.11.17, 12:02
    Ja znów - piec nie umiem. Mąż coś prędzej upiecze - drożdżowe, ciasteczka z dzieckiem zrobię ja (oby wyszły!), teściowa pewnie da piernik... A tak to zdaję się na kupne słodycze. Na szczęście w okresie świątecznym jest z czego wybierać.
  • 11.11.17, 12:10
    U nas kupnego nikt nie zje - zeschnie się i wysypiemy ptakom ( tak wiem, nie powinno się, ale wyrzucanie chleba czy ciasta jest dla mnie nie do przejścia ).
    Jak masz dobry przepis - to ciasto powinno wyjść zawsze. Ja mam przepisy stare plus uczyłam się od babci. Robiłam z nią - bo na prośbę o przepis słyszałam - no mąka, cukier, drożdże, mleko itd. Ale na pytanie ile? słyszałam odpowiedź - żeby było dobre. No to stałam i patrzyłam i próbowałam ciasta, żeby znać smak do jakiego dążę. Teraz ze mną piecze moja córka - sernik już sama robi świetny, piernik też jej wychodzi. Drożdżowe trudniejsze, ale robimy wspólnie masę do makowca ( wcześniej mielę sam mak i mrożę, potem już tylko daję dodatki ).
  • 11.11.17, 12:48
    Czekolady belgijskiej jakoś dla ptaków nie zostaje, marcepana też nie wink Słodkie to nie tylko ciasta smile
  • 11.11.17, 12:52
    No ale jak rozumiem to ty te czekolady masz pod ręką. Marcepan to nie moja bajka - nigdy nie rozumiałam zachwytów nad nim, podobnie jak nad chałwą i ptasim mleczkiem.
  • 11.11.17, 13:08
    Tak, na all lub w delikatesach wink
    Fakt, ja lubię takie słodycze - marcepan, chałwę, orzechy czy migdały w różnych rodzajach czekolady, itp... Jeśli są dobrej jakości, nie ustępują domowym wypiekom imho.
  • 11.11.17, 13:17
    marcepan, chałwę, orzechy czy migdały

    ślina mi cieknie.

    I właśnie zdałam sobie sprawę, że chałwa pasuje do świąt. Dlaczego jej nigdy nie miałam?
  • 11.11.17, 13:21
    Chałwa też mi pasuje do świąt - tylko ja nie lubię. Podobnie jak nie rozumiem zachwytów nad kutią czy tym drugim tradycyjnym kluski z makiem? U mnie nigdy tego nie było. A jak raz ciotka przywiozła - to zostało - bo amatorów nie było - mimo, że obiektywnie podobno smaczne.
  • 11.11.17, 13:19
    Orzechy w czekoladzie - tak w każdej ilości tongue_out
  • 11.11.17, 13:23
    Ja marcepan chałwę i ptasie mleczko uwielbiam. Bardziej niż czekoladę. Ale świątecznie to najpopularniejsze u nas są mieszanki cukierków-różnosmakowe galaretki w czekoladzie. smile
  • 11.11.17, 20:45
    Ja z karpia w galarecie najbardziej lubię...galaretę big_grin Co roku robi go mój tata, ja nie umiem i nie czuję się na siłach tego karpia gotować itd. Ale bratanica już się od dziadka nauczyła więc przepis nie zginie wink
    Chętnie byśmy gdzieś wyjechali ale są takie osoby z rodziny, które siedziałyby same. I są też takie dla których te święta naprawdę mogą być ostatnie.
    Przy Wigilii nie mam dużo pracy. Pierniki robię wcześniej. Pierogi lepię też wcześniej i zamrażam, podobnie uszka. Barszcz gotuje dzień przed Wigilią. Śledzie to może 10 minut pracy. Karpia w galarecie przynosi mój ojciec, podobnie karpia do smażenia. Kapustę z grzybami teściowa, szwagierka jakieś ciasto a mój brat z rodziną co chce.
    Następnego dnia dojadamy po kolacji, idziemy do teściów na obiad, jemy wędliny uwędzone przez mojego tatę, jakieś sałatki i ciasta od szwagierki i bratowej. Jak patrzę na ilość żarcia jakie ludzie kupują przed świętami to czuję się głupio ale my więcej nie zjemy wink

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • 11.11.17, 02:52
    Wizję świat to miałam w wieku 13 lat. Teraz oczekuję jak najmniej zgrzytów i jak najmniej pracy, a to mi niestety przypomina pracę zawodową. Święto i wolne to bym widziała gdzieś indziej niż w biurze, kuchni albo na szmaciewink
  • 11.11.17, 06:41
    U nas święta są jak z reklamy, ale wolałabym wyjeżdżać. Niestety dzieci, zwłaszcza córka uwielbiają tą atmosferę.
  • 11.11.17, 07:17
    Lubie Swieta w domu.
    Przygotowuje w maks. tydzien, ale po pierwsze nie robię wielu potraw, po drugie jest mało osób.
    Uszka kupuje gotowe 😛
    Nie robie straszliwych porządków.
    A w ogóle ten czas przed, jest najlepszy - Swieta szybko mijaja, a tak, mozna sie nacieszyc.
    Lubie "Last Christmas" i "All I want for Christmas" i Czerwone Gitary itp puszczane wszedzie i "Kevina" 😛
    A najbardziej lubie swiatla choinek, rowniez w cudzych oknach.
    Chodze sobie wieczorem i ogladam.
    Przypominaja mi dziecinstwo.
  • 11.11.17, 22:05
    O to to,oddałaś całą moją wizję Świątsmile

    --
    Zabawne jak mało ważna jest Twoja praca, gdy prosisz o podwyżkę, a
    jak niesamowicie niezbędna dla ludzkości gdy prosisz o urlop...
  • 11.11.17, 07:18
    To ja też jestem dziwadłem. smile

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • 11.11.17, 07:32
    Bardzo lubię święta i czekam na nie z niecierpliwością.
  • 11.11.17, 07:58
    Robię wigilię u siebie od wielu lat, nie pamiętam dokładnie, ale pewnie od dwudziestu lub więcej. Głównie dlatego, że moi rodzice nie mają w Polsce nikogo innego ani moja teściowa. Jeszcze kilkanaście lat temu rodzice spędzali święta z moimi dziadkami, którzy już nie żyją. Teściowa jest sama, córka jej raczej nie odwiedza. No więc wigilia jest u nas, bo tak jest wygodniej. Jest choinka, kominek, miły nastrój. Z rodziny tylko rodzice i teściowa, no i nasza czwórka. Nikt nie szaleje z ilością potraw, nikt się nie kłóci, jest ok. Tylko trochę mi żal, że jest nas tak mało, święta zawsze w tym samym gronie, nie ma dzieci, sióstr i szwagrów. Ale nie ma od lat. Święta mamy bardzo spokojne, miłe i przewidywalne smile
  • 11.11.17, 08:27
    Niedlugo wnuki sie pojawia i bedzie Was wiecej😊
  • 11.11.17, 09:18
    Czy ty chcesz żebym zawału dostała? 😉 😅 😅
    Moje dzieci są jeszcze za młode smile
    A ja wiem gdzie one będą spędzały wigilię? Dziewczyna syna jest jedynaczką, ma bardzo małą rodzinę, dziadków już nie ma. Niekoniecznie będą u nas. A tak serio, to naprawdę trochę mi brakuje tych świąt z dzieciństwa, babci, dziadka, kuzynów, cioci i wujka. Ale jest jak jest, jakoś to sobie poukładałamw głowie i cieszę się z tego, co mam smile
  • 11.11.17, 10:37
    Haha, chcialam Cie na duchu podtrzymac. Nie mowie, ze babcia masz zostac juz teraz ale kojarze, ze syn student, wiec dorosly🤣. Moja mama mowi, ze odkad pojawily sie wnuki Swieta nabraly nowej jakosci. My akurat spedzamy je z jednymi i drugimi rodzicami.
  • 11.11.17, 10:58
    My też z rodzicami i teściową. Teść nie żyje. Tylko, że właśnie najczęściej u nas, wszyscy razem.
    A z małymi dziećmi święta są naprawdę fajne smile
  • 11.11.17, 11:43
    Tzn my spedzamy swieta w wiekszym gronie - kilkunastoosobowym. Mieszkamy blisko, wiec tesciowie zazwyczaj ida na wigilie do moich rodzicow.
  • 11.11.17, 11:01
    Bo tak jest. Pamiętam jak moje dzieci były małe - święta miały zupełnie inny wymiar. Teraz mam duże i brakuje tej atmosfery takiej dziecięcej radości, wypatrywania pierwszej gwiazdki, Mikołaja rozdającego prezenty.
    Ale na wnuki to ja jednak chętnie poczekam coś tak około 10 lat.
  • 11.11.17, 10:58
    Jak ona ma małą rodzinę - to możecie zapraszać wszystkich do siebie.

    U mnie teściowa przyjeżdża z nami na działkę. Wigilia to my, moi rodzice i teściowa. Jak żył teść - to robili u siebie, bo teść miał samotną siostrę i samotna była kuzynka męża. Teraz ciotka ma jakiegoś faceta, kuzynka wyszła za mąż i teściowa została sama.
    Jak ja nie znosiłam tego wpadania na chwilę do nich i potem jechania na działkę gdzie moi rodzice robili wigilię i resztę świąt tam spędzaliśmy. Dopiero po chyba 3 czy 4 latach wpadłam na pomysł, że ja jade wcześniej na działkę ( często z tydzień wcześniej ) a mąż dojeżdża w Wigilię czy dzień wcześniej ( zależy jak wypadała wigilia ). Pewnie, że wolałabym aby teściowa poszła do szwagra, ale ona tam pójdzie tylko w Wielkanoc jak jest ładnie i można zrobić na dworzu. Tam po prostu śmierdzi papierosami - duży dom, trzy rodziny i wszyscy palą. No po prostu smród nie do wytrzymania.
  • 11.11.17, 11:08
    Ta rodzina mieszka gdzieś 200 czy 300 km dalej. Tu ma tylko rodziców. To są młodzi ludzie, syn dopiero zaczął drugi rok studiów, dziewczyna pierwszy. Są razem ponad cztery lata ale nie spędzamy z jej rodzicami świąt.
  • 11.11.17, 11:10
    Nie no jeszcze za wcześnie - raczej myślałam o tym, jak już będą po ślubie.
  • 11.11.17, 11:44
    Kiedy w Wielkanic jest dosc cueplo zeby na dworzu siedziec? W Polsce to sie chyba nie zdarza...
  • 11.11.17, 12:02
    W kwietniu bywało i po 25-30 stopni. Sami spędzaliśmy wtedy na działce i stoły na tarasie.

    Ale fakt, ostatnie lata - to teściowa się parę gdzin tam przemęczała - do nas na jeden dzień i do nich na jeden. W BN my teściową zabieramy na działkę na kilka dni. Szwagier jest zapraszany i czasami wpadnę na 2 dzień świąt.
  • 11.11.17, 08:44
    To zabawne. Pamiętam przed laty, jak Shell 60napisała tutaj na forum, jak strasznie irytują ja święta u męża rodziny. Ze z racji posiadania niemowlaka i małego dziecka co roku przyjeżdżają dzień przed wigilia do męża babci. Teściowa, sama lub z kolejnym narzeczonym są tam już kilka dni. Ale to w dzień wigilii mąż Shell jest wysłany po karpie, choinkę i w dzień wigilii przygotowuje się cała wieczerze w atmosferze pretensji, że jak Shell siedzi z dziećmi, to len i nie pomaga w kuchni, jak wchodzi do ciasnej kuchni, to też tylko irytacja.
    A u Shell w domu było tak, że prace rozkładaly się na kilka tyg przed. I Shell została zjechana i wymiana, że jak można mrozic smażone ryby, czy pierogi! Albo kapustę z grzybami?! Toż to najbardziej smakuje świeżo przygotowane i Shell jak zwykle się czepia teściowej.
    A tu proszę.... Mrożone żarcie....
  • 11.11.17, 10:29
    Nie, nie, żarcie to dzień przed i w Wigilię 😃
  • 11.11.17, 12:49
    Shellerka, bo przygotowania są bardzo fajne, tylko nie powinny być zwalone na jedną osobę, każdy powinien przynieść coś, żebyś nie musiała tyrać i pichcić na 2 tygodnie przed. BTW, mrożona kapusta z grzybami/bigos są bardzo ok, nie wiem, o co kaman.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • 11.11.17, 12:52
    Tylko na bank znasz takie osoby, co to wszystko same umieją najlepiej, a potem marudza że nikt im nie pomaga wink
    Ale akurat nadal najbardziej lubię odgrzewane dania wigilijne smile
    I proszę, nie nazywajcie mnie Shell 🙏
  • 11.11.17, 13:05
    domowapani napisał(a):


    > Ale akurat nadal najbardziej lubię odgrzewane dania wigilijne smile
    Bo niektóre są lepsze smile Dlatego właśnie to co się ma przegryźć też robię wcześniej, tyle że bez mrożenia, ale to już rzecz możliwości i potrzeb.
  • 11.11.17, 13:09
    Ok, jak sobie życzysz, więcej nie wspomnę smile
    A najlepiej zmień nicka jeszcze raz, na jakis bardziej osobisty i pasujący do Ciebie. Ten jest drętwy.
  • 11.11.17, 13:15
    Dzięki smile nie mam pomysłu. Jestem teraz domowa kura, a ten nick nawet po łacinie jest zajęty.
  • 11.11.17, 21:00
    Boże u mnie w domu wszystko ale to wszystko oprócz karpia, który musi zastygnąć było robione w Wigilię. Jak ja tego nie znosiłam! I choinka też była ubierana o tej porze. Raz przez to usiedliśmy do stołu prawie o 20.30. Poza tym nie wolno było ot tak postawić wszystkiego i bierzcie i jedzcie. Ooo nie. Potrawy były przynoszone na półmiskach albo w wazach i nakładane wszystkim z namawianiem do zjedzenia więcej. Potem była przynoszona kolejna potrawa. Nie było mowy aby rozpakować choć jeden prezent przed spróbowaniem wszystkiego. W domu z ulga pozbyłam się tego zwyczaju. Moja mama uważała go za elegancki- ja za męczący i irytujący.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • 11.11.17, 08:48
    na szcęście są tacy, którzy mają nornalną wizję - czytaj ja, daleko od domu, bez przygotowań, przy potrawie, którą lubię - czytaj np. goloneczka albo coś w ten deseń suspicious a dwa -trzy miesiące wcześniej to ja skupiam się na czymś innym, nie na myciu haha okien i szorowaniu paneli

    --
    Wolimy słyszeć krzyk mrożonych zarodków niż krzyk bitego dziecka za ścianą
    Dr Anita Kucharska-Dziedzic, Stowarzyszenie BABA
  • 11.11.17, 08:53
    Fantastycznie, że tylko Twoja wizja jest normalna.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • 11.11.17, 11:12
    Naprawdę jadasz golonkę?! Fuj! tongue_out

    Z kolei ja nie ogarniam, dlaczego niektóre panie tak strasznie złorzeczą np. na porządki - kurczę, mam dom czy mieszkanie, który urządziłam, o który dbam i którym się cieszę to i w nim sprzątam od czasu do czasu, o co ten krzyk?
  • 11.11.17, 21:13
    Raczej nienormalna.
  • 11.11.17, 09:16
    To ja opowiem o trzech świętach BN, które naprawdę zapamiętałam milo.
    1. To było miesiąc po śmierci mojego pradziadka i ponieważ mieszkał w mieszkaniu komunalnym, w starej poniemieckiej willi i trzeba było opóźnić mieszkanie (zmarł 2 mce po swojej żonie) - moja babcia i jej dwie siostry stwierdził że zrobią wigilię właśnie tam. Wspólna. To była najliczniejsza wigilia w naszym życiu. Wszyscy razem. Kuzynostwo, siostra bliźniaczki prababci, co dawało dziwny efekt, wiele wzruszeń, śmiechu i wspomnień. Miałam 10 lat i to była wigilia, o której potem czytałam w książkach Musierowicz. Jedyna w życiu.
    2. Poznałam męża krótko przed świętami. I on oznajmil, że nie pojedzie pierwszy raz w życiu na wigilię do swojej rodziny, tylko zostanie w moim mieście, bo tam i tak babcia z mamą ciągle będą się kłócić, a tu przynajmniej się spotkamy. U mnie w domu też panowała napięta atmosfera, więc nie było mowy o zaproszeniu ledwo co poznanego chłopaka - tata twierdził, że nie nadąża z imionami - na wigilię w domu. Zaraz po zjedzeniu kilku potraw i rozpakowaniu prezentów, wsiadlam w auto i pojechałam do mieszkania męża. I było naprawdę świątecznie. O wiele bardziej, niż w tych oparach wzajemnych fochow i złośliwości.

    3. Potem już było tak, że nie do końca zdawałam sobie sprawę, jak wyglądają relacje w męża rodzinie i tłumaczyłam mu, że jeśli zacznie z nimi zrywać relacje, to one uznają że to moja wina, a ja tak bardzo szukałam akceptacji.
    Wiec w święta wielkanocne pojechaliśmy tam. Skończyło się niefajnie. Ale potem już jakby poza mną uznano, że ponieważ z moimi rodzicami widujemy się częściej z racji miejsca zamieszkania, to każde święta jeździmy tam. Horror.
    I kiedy urodziło się nam drugie dziecko, zamiast jak człowiek powiedzieć, że w tym roku zostajemy i idziemy do moich rodziców, miałam chore poczucie winy, że rodzina męża też chciałaby się nacieszyć nowym wnukiem, więc wymyśliłam wytłumaczenie, że chce choć raz spędzić święta tylko w czwórkę, w naszym domu. W ten sposób rzecz jasna dołożyłam sobie dodatkowe poczucie winy, że nie zapraszam rodziców i babci, ale wytłumaczyłam im, że to byłoby nie fair wobec teściowej, a nie mam siły jej gościć - 3 mce po cc.
    Sama zrobiłam wszystkie potrawy znane mi z mojego domu i ulubione potrawy wigilijne męża. 3 dni siedziałam w kuchni, słuchając i podspiewujac kolędy, i ciesząc się blogą atmosferą "niczego nie muszę, robię to bo chce".
    Jedna uwaga - miałam niemowlaka idealnego. Nie płakało, nie marudzilo, jadło, spało oraz uśmiechało się.
    Starsze było w przedszkolu.
    Wigilia wyszła pięknie. Było romantycznie i RODZINNIE i ciepło.
    Następnego dnia zawiodłam do pochwalenia się, część potraw do rodziców, zjedliśmy u nich obiad bożonarodzeniowy i z tego dnia mam jedyne i ostatnie zdjęcie mojego taty z moim drugim dzieckiem. Bo to były ostatnie święta taty. I z jednej strony piękna była tamta wigilia, z drugiej strasznie za każdym razem oglądając to zdjęcie, chce mi się płakać z żalu, że nie spędziliśmy jej z moimi rodzicami.

  • 11.11.17, 10:41
    Ale wiesz, że te horrory, kombinowanie i powinności to twoja głowa generuje. Wystarczy zmienić nastawienie a nie katować siebie i rodziny.
  • 11.11.17, 11:55
    Nic się nie stanie, naprawde NIC, jesli postanowisz spędzić Wigilię tylko z mężem i dziećmi, a do mamy czy teściowej pojedziecie w pierwszy dzień świąt. To jest wciąż bardzo ważny dzień świąteczny, kto się nie spotkał w Wigilię, ten w pierwszy dzień BN dzieli się opłatkiem - przynajmniej w moich kręgach to normalne. Musisz tylko powoedzieć w sposob stanowczym wykluczający kłótnie i Twoje tłumaczenie się: "od lat marzyłam (lepiej będzie wspolnie z mężem "marzyliśmy" - mam nadzieję, że on Cię poprze smile ), żeby raz spędzić Wigilię w małym gronie i położyć się po kolacji z książką czy filmem, nie obraźcie się, ale w tym roku tak zrobię, juz zdecydowane".
    Rodzinie krzywda się nie stanie, jeśli posidzą przy wieczerzy bez Ciebie/Was. Do babci czy mamy- jesli im zalezy i są religijne - wpadnij na chwilę wczesnym popołudniem, złóż życzenia, podziel się opłatkiem i powiedz "do zobaczenia jutro (lub pojutrze)"To naprawdę da się zrobić, tylko musisz zdecydowac, zamiast cierpiętniczo analizowac, co złego się stanie, jeśli raz się wyłamiesz. Nic się nie stanie. Zresztą Twoje stosunki rodzinne nie są idealne, więc niewiele im zaszkodzi smile A Gdyby były idealne, rodzina by Cię zrozumiała i nie miała pretensji smile
  • 11.11.17, 11:56
    kurczę, ile literówek uncertain
  • 11.11.17, 12:49
    I tak zrobiłam. Dzięki. Mąż rezerwuje właśnie wyjazd. Choć raz to forum zrobiło coś dobrego dla mnie. Dzięki.
  • 11.11.17, 11:59
    Bardzo mi się podoba Twoja rada dla Domowejpani. Sama chciałam napisać coś podobnego, ale mnie wyręczyłaś smile Bo skoro ta trzecia "rodzinna" Wigilia była taka udana, to czemu rezygnować z takiej formy?
  • 11.11.17, 17:13
    Ja najbardziej wspominam wigilie kiedy wszyscy mieli wirusa. Jedni rzygali, inni siedzieli na kiblu. Rodzina przyjaciółki tez, i sąsiadki. Pełne zjednoczenie 😉
  • 11.11.17, 10:37
    ja ogarniam w dwa dni bo dzielimy się tym co mamy zrobić, nie czuje się zmęczona, ale chętnie wyjechałbym gdzieś daleko w ciepłe kraje, raz, żeby spróbować.
  • 11.11.17, 11:20
    Moja wizja świąt jest taka, że chcę się nimi nacieszyć, a nie umęczyć wink
    Reszta jest nieobowiązkowa. Lubię ubierać choinkę, ale nic się nie stanie jeśli z braku czasu będzie tylko stroik z kwiaciarni. Z wigilijnych potraw wystarczą mi śledzie, pierogi i kompot z suszu> Pomału wybieram prezenty, ale nie musi być ich niewiadomo ile. Jak będę mieć wenę do zagonię wszystkich do porządków a jak nie to tylko odkurzę i oblecę mopem i tez będzie OK. Mogę zostać, mogę jechać.
    A dodatkowo w tym roku akurat wigilia wypada najlepiej jak może, czyli w niedzielęsmile
    pozdr,
    mi
  • 11.11.17, 10:53
    Ja miło wspominam dawne święta z dzieciństwa - zawsze było na nich kilkanaście osób, kilka dni wcześniej przygotowania, ciasta wszystkie samodzielnie upieczone, sprzątanie i generalne porządki w szafkach, każdy mia swoją działkę do zrobienia, albo dotaszczenia na wigilię słabochodzących seniorów, potem kilka dni odwiedzania się po domach i śpiewania zbiorczo kolęd przy nalewkach i dobrym jedzeniu, przyjmowania kolędników.. Teraz dużo mniej bliskich w otoczeniu z którymi można święta spędzić, a i ci co zostali często sfrustrowani i niechętni do wspólnoty, siedzieć w kuchni mi się nie chce, wystarczy w cukierni za rogiem zamówienie złożyć, więc dom nie pachnie świeżym chlebem i ciastami, choinki po sufit też się już nie przynosi raczej coś symbolicznego, nie ma tej atmosfery podekscytowania i zamieszania przedświątecznego albo ja ją przestałam czuć
  • 11.11.17, 11:49
    Wszystko ładnie pięknie pod warunkiem, że wszystkim w rodzinie to pasuje. Jazda zaczyna się gdy wizje się różnią i każda strona forsuje swój pomysł. Z moich obserwacji wynika, że najbardziej natrętni i męczliwi są ci najbardziej tradycyjni - co to i choinka, i karp i pierniki i opłatek i koniecznie w domu, i naciskają na resztę rodziny że tradycja musi być.
    Ci, którzy mają luźne podejście do przebiegu świąt i chcą po prostu miło spędzić czas, bez tej całej otoczki, mają znacznie więcej tolerancji dla indywidualnych wyborów.
  • 11.11.17, 11:57
    Czy ja wiem... spójrz parę postów wyżej - według jednej z forumek jedyną "normalną" opcją, jest jedzenie tego co się lubi na wyjeździe, przedświąteczne porządki, jak sugeruje, są dla pustych idiotek, które nie mają ciekawszych zajęć, tak że ten...

    Sama natomiast uważam, że każdy może sobie robić jak uważa, dopóki szanuje innych (nie mylić z "jest im posłuszny") - odmówić komuś, czy zmienić rodzinną tradycję też można z szacunkiem, albo jak obrażone na cały świat dziecko...
  • 11.11.17, 23:36
    Gdybym miała sprzątać, to bym się powiesiła. Pani sprzątająca przed świętami być musi. Natomiast piernik, karp (większość za nim nie przepada, ale dla w wigilie musi być choć kęs), choinka (prawdziwa, wielka i pachnąca) być musi. Tak samo jak ruskie lepione z bratem w ilości zaporowej i barszcz z uszkami. Można lubić świąteczne żarcie i można je modyfikować.

    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
  • 11.11.17, 12:26
    Uwielbiam. Najbardziej lubię jak wszyscy spotykają się u nas, ale w tym roku ze względu na malucha idziemy do moich rodziców. Za to w domu będą dekoracje, choinka, pieczenie pierniczków, picie gorącej czekolady - taki fajny klimat już od początku grudnia.
    Nie jest też dla mnie udręką kupowanie prezentów, lubię bardzo. Pakować też. Spora część już zamówiona zresztą.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • 11.11.17, 12:46
    Napisz, jak można ogarniać na 2-3 m-ce wcześniej wink.
    Żeby nie było - przygotowania lubię, jechać do hotelu i siedzieć przy wigilijnym stole z przypadkowymi osobami absolutnie bym nie chciała.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • 11.11.17, 13:02
    No wszystko stopniowo smile
    Na ten moment mam kupioną połowę prezentów, zamówioną drugą połowę, mam też świece i trochę słodyczy. Córka już zdobiła kilka ozdób. Mam harmonogram pozostałych zajęć smile Teraz w następnej kolejności będą okna, bo gruntowne porządki już za mną.
    Zasadniczo jest tak:
    - październik porządki i zakupy prezentowe
    - listopad okna, zakupy prezentowe cd. i część spożywczych (słodycze, herbaty, alkohol, itp, czyli to co może leżeć), szykowanie kalendarza adwentowego, pod koniec pakowanie prezentów
    - grudzień jest bardziej pracowity, czyli początek to dekorowanie domu i Mikołajki (tu także muffinki dla Rudolfa), a potem na kilka dni przed świętami zakupy spożywcze no i dzień przed zaczyna się gotowanie; w grudniu staram się już mało wychodzić do miasta, bo ludzie dostają wścieku, a najładniejsze rzeczy i tak już wykupione smile

    Zaś z mniej namacalnych tematów to od listopada czytam sobie świąteczne powieści i nie tylko. Teraz np. bardzo ciekawą książkę: "Christmas in the Crosshairs: Two Thousand Years of Denouncing and Defending the World's Most Celebrated Holiday" ( www.amazon.com/Christmas-Crosshairs-Denouncing-Defending-Celebrated/dp/0190499001 ) ,a czeka na mnie "Santa Claus: A Biography" (www.amazon.com/Santa-Claus-Biography-Gerry-Bowler/dp/0771016689/ref=asap_bc?ie=UTF8).
    Córka też ma swój stosik świątecznych książek, do których wraca co roku właśnie mniej więcej w listopadzie - taka dodatkowa świecka smile tradycja.

    I w sumie to nie dziwię się, że jak ktoś próbuje ogarniać wszystko od 15.12, to w którymś momencie ma dość.
  • 11.11.17, 13:11
    Aha i jeszcze mamy doroczne zrywy dobroczynności wink
  • 11.11.17, 15:13
    Ja na ten moment odpoczywam smile
    Sprzątam na bieżąco, nie na święta.
    Na wigilię dla 7 osób przygotuje coś moja mama, coś tam teściowa, coś ja i jeszcze coś innego mąż. Każde z dzieci też po jednej potrawie. To naprawdę zajmie każdej osobie nie więcej niż dwie godziny. To są nasze przygotowania smile
  • 11.11.17, 15:40
    chocolate-cakes napisała:


    > Sprzątam na bieżąco, nie na święta.
    Kurczę, ja też, tyle że nie ruszam mebli, nie porządkuję książek i nie wywalam zbędnych ciuchów z szaf. Tzn. staram się na bieżąco, ale i tak coś się uchowa, co właśnie przy większych porządkach dopiero widać. Ale może to dlatego, że nie mam natręctwa żadnego, by dom był wylizany 24/7 tongue_out ergo czasem trzeba coś więcej zrobić niż to co na bieżąco.
  • 11.11.17, 15:43
    Czasem tak. Ja to robię latem, bo wtedy mam mnóstwo czasu. Po 20 grudnia jestem zwykle tak zmęczona, że nie nam siły na nic. W listopadzie też.
  • 11.11.17, 15:52
    A to pewnie, że obojętne kiedy - mnie pasuje tak dwa razy w roku właśnie w okolicach świąt, ale dokładniejszy termin to już zależy od weny. Z drugiej strony już od kilku lat widzę, że jesienią październik jest najlepszy, bo pogoda jeszcze często ładna, we wrześniu zdążyłam wypocząć po wakacjach wink i do Gwiazdki właśnie się tak znów nie zabrudzi, jedynie z oknami zwlekam, albo myje po raz drugi później, zależy jak wyglądają. A potem wiosną to jak motylki się pojawią smile - wtedy mniej więcej mam zapał.
  • 11.11.17, 19:31
    Też lubię święta w rodzinnej atmosferze ale jest jedno ALE - mam dużą rodzinę samych najbliższych bez rodziców jest nas 8 dorosłych i 8 dzieci (dwie córki najstarszej można liczyć jako dorosłe) kiedyś często robiła Wigilię najstarsza bo ma idealne warunki, potem trochę na zamianę raz jedna raz druga. Ja przez ostatnie pięć lat robiłam dwa razy. Uwielbiam pierwszy dzień świąt ale wiesz co po takim spotkaniu choć fantastycznie było, jak w reklamie, na drugi dzień chcąc nie chcąc pół dnia odgruzowywałam dom. Mamy dzieci szatany jak się spotkają to koniec. Tony śmieci po prezentach, garów, niepotrzebnego jedzenia, ufajdane podłogi. Powiem szczerze najfajniej to jest iść do kogoś w gości i zmyć się o której pasuje do czyściutkiego domu. Takie same podejście mam teraz do wszystkim imprez wyprawianych w domu. Nie wiem, człowiek z wiekiem bardziej wygodny i kapryśny się zrobił. Mam przemiłe wspomnienia ale na dzień dzisiejszy mówię stop ...znudziło mnie wciąż to samo, niezręcznie się czuję dzieląc opłatkiem (nigdy tego nie lubiłam, nie wiem co mam wtedy mówić) bez sensu takie to jest. Nie lubię też wigilijnego jedzenia, od lat na stole pojawia się wszystko bez reguł. Więc jak tak człowiek się zastanowi to po co to? Powiedzieliśmy sobie z mężem już jakiś czas temu że szkoda wolnego na kiszenie się w domu, trzeba korzystać, zmienić otoczenie, podróżować pokazać dzieciom jak najwięcej. Na starość posiedzimy w domu.


    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • 11.11.17, 19:56
    Opłatka to też nie lubię, nawet chciałam przeforsować zniesienie tego zwyczaju lub choć ograniczenie do ogólnych życzeń. Rodzina jednak zdecydowanie zaprotestowała, więc na siłę nie forsowałam, w końcu to tylko chwila.
    Co do zwiedzania - wakacje i czasem ferie to i tak wystarczająco jak na nasze możliwości, więc z tym problemu nie ma, że czas marnuję na "kiszenie" w domu, jeśli byśmy wyjechali teraz, to później już nie, czyli pod tym względem wyszłoby na to samo.
  • 11.11.17, 20:08
    W trakcie ferii czy innych wolnych dni nie ma tej presji że trzeba tradycyjnie z rodziną je spędzić, to spora różnica. Zostając w domu święta wyglądają tak jak rok czy pięć lat temu ...

    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • 11.11.17, 20:17
    Ja tam żadnej presji nie czuję... Lubię to po prostu, a szczegóły, które mi nie pasowały w miarę możliwości zmieniłam i jest fajnie. Powtarzalność też jest ok. Raz na rok to się nie może znudzić smile
  • 11.11.17, 21:33
    Ja też uwielbiam święta i już myślę o nich intensywnie. Uwielbiam ozdabiać dom i podwórko, gotować i piec, kupować prezenty, śpiewać kolędy itd. Zazwyczaj nasze święta to ja, mąż i dzieci + 2 babcie a czasami to zlot rodziny dalszej i bliższej, niewątpliwie moje ukochane to te w naszym mniejszym gronie jest sielsko anielsko jak pojawia się rodziny większa części to zaczynają się licytacje kto ma lepiej, lepszą rodzinę, lepszą pracę, mądrzejsze dzieci, droższy samochód, odkurzacz itd itp
  • 11.11.17, 23:28
    U mnie święta są niesamowicie luźne i polegają głównie na tym, że ja z ojcem gotuję i brat pomaga. Takie wspólne gotowanie. Siada się do stołu o dowolnej godzinie i prezenty są nieważne. Mama ciągle lubi je dawaćsmile Nie ma czegoś takiego jak za duża choinka. Jedyne czego nie lubię, to przejadania resztek i świąt z teściami, bo oni siadają do stołu o 17 pod krawatem.

    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.