Dodaj do ulubionych

Co byście doradzili swoim rodzicom -perspektywa po

05.12.17, 15:12
po latach.

Zapewne większość rodzin wyjściowych była nieidealna.
A niektóre bardzo nieidealne; z nałogami, uzależnieniami i współuzależnieniami, z chorobą psychiczną któregoś rodzica, z przemocą, z obsesyjną religijnością albo ciągłymi przeprowadzkami, domem z wiecznie nieobecnym którymś rodziców i nieszczęśliwym drugim itd
Nie w każdym przypadku sam rozwód rozwiązuje problemy złej atmosfery w domu, bo ludzie po rozwodzie zostają z tym samym charakterem który mieli, i nawet rozstanie wiecznie kłócących się rodziców nie polepsza sytuacji dzieci bo kłotnie są kontynuowane ..

Z perspektywy czasu patrząc, jako już bardziej doświadczone życiem
i widząc rodziców i ich charaktery już w wersji po latach; oceniając ich jako dorosłe a nie oczami małego dziecka;

co byście im powiedziały/doradziły by zrobili/zmienili w swoim życiu jeszcze wtedy gdy wy miałyście 5 czy 10lat?
Edytor zaawansowany
  • princesswhitewolf 05.12.17, 15:16
    aby mi odradzala pojscie na historie sztuki ktora na nic mi sie nie przydala i wywolala muzeofobie.
  • annajustyna 05.12.17, 15:21
    A ja odwrotnie - by mi pozwolila studiowac cos typowo humanistycznego, a nie prawo, bo to taaaki fach...
  • princesswhitewolf 05.12.17, 15:28
    tez bym sie zle czula na prawie uncertain ale humanistyczne czesto sie nie przydaja...
  • annajustyna 05.12.17, 17:10
    To na sile inzynierskie? Tez zle...
  • princesswhitewolf 06.12.17, 08:47
    skonczylam kolejne za oceanem- biznes. Byl to dobry wybor.
  • morekac 07.12.17, 06:11
    princesswhitewolf napisała:

    > aby mi odradzala pojscie na historie sztuki ktora na nic mi sie nie przydala i
    > wywolala muzeofobie.

    Przecież i tak byś ich wtedy nie posłuchała...
    wink

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • princesswhitewolf 07.12.17, 18:53
    no dobra ale gdybamy wiec wiesz...
  • maadzik3 05.12.17, 15:32
    chyba nie tego dotyczy pytanie co by doradzili/ odradzili tylko czy w opisanych sytuacjach lepiej trwać czy się rozstać z punktu widzenia dziecka. Sama chętnie przeczytam. Zwłaszcza że jestem tą nietypową jednostką która wychowała się w bardzo, bardzo udanej rodzinie. Ale potem w życiu dorosłym trafiała już w różnym charakterze w różne mniej fajne układy nie mając doświadczenia co z nimi zrobić

    --
    "When you have a dream, you've got to grab it and never let go." ? Carol Burnett
  • konsta-is-me 07.12.17, 19:14
    Ale wszyscy odpowiadaja z punktu widzenia doroslych.
    Dziecko przeciez nie potrafi tego ocenic.
  • whitney85 05.12.17, 15:35
    Moim rozwiesc się zdecydowanie, dodatkowo zamieszkać daleko od siebie.
    A najlepiej to podjąć leczenie psychiatryczne a dzieci oddać babci.
  • whitney85 05.12.17, 15:37
    Ale moi to wyjątkowo toksyczni ludzie. Chciałabym odciąć się na zawsze ale nie umiem.
  • miss_fahrenheit 05.12.17, 15:40
    olikol napisała:

    > co byście im powiedziały/doradziły by zrobili/zmienili w swoim życiu jeszcze wt
    > edy gdy wy miałyście 5 czy 10lat?

    Że lepiej być po prostu dobrą matką, niż próbować być matką i ojcem jednocześnie.
  • beverly1985 05.12.17, 15:48
    Rozwiesc się.
    Zamknąć firmę nieprzynoszaca żadnych dochodów.
    Generalnie zrobić coś z życiem, a nie tylko brać, co przynosi, i narzekać.
  • stephanie.plum 05.12.17, 15:56
    więcej luzu, mniej samokrytycyzmu i zamartwiania się.
    świadomości, że życie to coś więcej, niż ciężkie obowiązki.

    dążenie do ideału potrafi bardzo zmęczyć, a wtedy wszystko staje się... zupełnie nieidelane.


    --
    idę tam, gdzie idę
  • stephanie.plum 05.12.17, 16:00
    ach, no i żeby mnie batem posłali na medycynę, chemię albo budowę dróg i mostów, zamiast olać fakt, że wybieram humanistyczne bzdurne studyjka...

    --
    idę tam, gdzie idę
  • butch_cassidy 05.12.17, 17:52
    Ale dlaczego? Też skończyłam studia humanistyczne i wcale nie uważam ich za durne... Gdyby mnie próbowano posłać na jakieś "konkretne", byłaby wojna.
    Jak rodzice mają przewidzieć, co dziecko będzie sądzić na ten temat po latach? Tym bardziej, że decyzję o studiach podejmuje już przecież człowiek dorosły, może niedoświadczony, ale jednak dorosły.
  • stephanie.plum 05.12.17, 23:58
    napisałam trochę z przymrużeniem oka. oczywiście, że byłaby wojna, gdyby mnie usiłowali do czegoś zmusić.
    tyle, że ja z perspektywy czasu nieco zazdroszczę tym, którzy zajmują się "twardą" nauką albo mają konkretne, ścisłę umiejętności...

    --
    idę tam, gdzie idę
  • allut5 06.12.17, 00:06
    jeśli w danym kierunku nie ma zdolności to praca w takim wyuczonym "dobrym" zawodzie jest orką na ugorze... i w jedną i w drugą stronę. Choć.. może dobrze zrobić podstawowe studia "twarde" a jako dodatkową jakąs socjologię jeśli to zawsze interesowało? wtedy jest jakiś wybór.
    Ja też konkretnych umiejętności zazdroszczę ; bycia poliglotą, sztuki fryzjerskiej, elektrykiem... wszystko by się przydało umieć ale nie wszyscy są dobrzy bo skończyli szkołę, ciut talentu i chęci rozwijania go trzeba mieć.
  • princess_yo_yo 05.12.17, 16:06
    leczenie psychiatryczne matki, dla niej samej I reszty rodziny. czlowiek ktory nienawidzi siebie I swiata jest przede wszystkim swoim najwiekszym wrogiem plus to bardzo trudny partner I rodzic.
  • aqua48 05.12.17, 16:52
    Nie wiem, nie umiałabym doradzić nic moim rodzicom. Chyba jedynie to żeby nie palili papierosów bo ten nałóg ostatecznie zabił ich oboje. Ułożyli sobie poza tym życie tak jak chcieli, umieli, i jak określone okoliczności historyczne im pozwoliły i ponosili tego konsekwencje. W sumie przeżyli je w bardzo ciężkich czasach i dorobili się czegoś zaczynając od absolutnie zera.
  • capa_negra 05.12.17, 16:57
    Moim bym doradziła rozwód, zamiast postarania się o drugie dziecko.
    Matce doradziłabym, żeby wcale nie wychodziła za mąż tylko robiła karierę naukową tak jak marzyła.
    I poprosiłabym żeby częściej mnie chwalili i budowali poczucie własnej wartości zamiast ciągle podnosić poprzeczkę.


    --
    A weź ty takie rady zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek
  • stephanie.plum 06.12.17, 00:28
    to drugie dziecko to Ty...?

    --
    idę tam, gdzie idę
  • lellapolella 05.12.17, 17:01
    Powiedziałabym, żeby nie czekali z rozwodem aż my dorośniemy, bo potem czeka ich oboje fajne życie i po prostu szkoda czasu. Dodałabym, że żadne z dzieci nie doceni nigdy ich poświęcenia, za to będziemy żałować, że tkwili w związku, który z każdego z nich wydobywał to, co najgorsze i że musieliśmy z tymi emanacjami obcować w ciężkim czasie dojrzewaniawink

    --
    Wszystkie słabe rządy opierają się na tym, że kneblują mądrzejszej części narodu usta.
    Autor: Georg Christoph Lichtenberg
  • anika772 05.12.17, 17:09
    Mamie- żeby mniej krytykowała, a więcej chwaliła (żeby w ogóle chwaliła!)
    Tacie- żeby ze mną więcej rozmawiał i żeby reagował, kiedy matka była bardzo dla mnie wredna.
    Obojgu- żeby się rozwiedli kilka lat wcześniej.
  • jajko54 05.12.17, 17:27
    żeby się rozwiedli wiele lat wcześniej.

    --
    Nie wystarczy kochać ludzkość, trzeba jeszcze umieć wytrzymać z ludźmi.
  • butch_cassidy 05.12.17, 17:49
    Zdecydowanie rozwód.
  • konsta-is-me 05.12.17, 18:01
    Chyba nic, bo moi rodzice, kazde z osobna to przypadki beznadziejne.
    Gdybym mogla, to zawloklabym matke do lekarza, jestem pewna dzis, ze miala CHAD i to juz taki bardzo "zaawansowany" pod koniec.
    Zmarla, gdy bylam b. mloda.
    Ale pewnie bym nie mogla, bo byly tzw. "inne czasy".

    I tak sie rozwiedli, ale mieszkali razem bo ojciec mial sadownie przydzielony pokój.
    Bylam przeciwko, mimo ze oczywiscie sie zarli, bo balam sie jak sobie poradze, matka moglaby poleciec w chadowy "ciag" i np. zniknac na 2 tyg. zostawiajac mnie bez jedzenia, bo imprezowala, albo wlasnie robila "interes zycia" (znaczy długi) .
    Albo wpasc w alkoholizm, i jakies schizy, a przy ojcu tak jawnie sie nie odwazyla (albo wstydzila).
    Itp.
    Porady nic by nie daly.

    Raczej sama sobie bym doradzila co robic.
    O tak-gdybym mogla cofnac czas-zdecydowanie bym wiedziala co robic.
    Jak kazdy 😉
  • rosapulchra-0 05.12.17, 18:08
    Jedna z moich córek powiedziała kiedyś o naszej rodzinie, że jest ostro porąbana. Zmieniła zdanie, gdy zobaczyła, że inne rodziny, o których słyszała lub poznała, że są jeszcze bardziej porąbane od naszej. Nie sugerowała żadnych zmian, ani szczególnych pretensji nie zgłaszała.

    --
    Można mieć wykształcenie wyższe, ale niekoniecznie podstawowe. by Figrut
  • rosapulchra-0 05.12.17, 18:17
    Dodam, że swoim rodzicom nie doradzałabym nic. Matka i tak wie najlepiej, a ojciec nie żyje.

    --
    > głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi by Vaikiria
  • konwalka 05.12.17, 18:51
    Które poznane rodziny miała na myśli ? :-<

    --
    W akademiku myszy sa oznaką dobrobytu.
  • rosapulchra-0 07.12.17, 11:54
    Przede wszystkim rodzinę swojego chłopaka, sąsiadów i kogoś tam jeszcze, ale nie Twoją. Twoja rodzina jest zdrowo porąbana i tak powinno pozostać.

    --
    Głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi. by Vaikiria
  • 1st.world.problems 08.12.17, 08:41
    rosapulchra-0 napisała:

    > Przede wszystkim rodzinę swojego chłopaka, sąsiadów i kogoś tam jeszcze, ale ni
    > e Twoją. Twoja rodzina jest zdrowo porąbana i tak powinno pozostać.
    >
    lokalny folklor ematki: rosa, która w ordynarny i chamski sposob obraża losowe forumki ma sie za wzorzec zdrowia psychicznego big_grin
  • princesswhitewolf 08.12.17, 09:56
    ale gdzie ona kogo tu obraza? Przeczytaj 1st. world co zostalo napisane bo nic nie zrozumiales/as.
  • 1st.world.problems 08.12.17, 10:05
    pisze do konwalki "Twoja rodzina jest porabana i tak powinno pozostac". no sorry, to jest poziom 10-latki na nie kobiety 40/50. moglaby po prsotu ograniczyc sie do "Przede wszystkim rodzinę swojego chłopaka, sąsiadów i kogoś tam jeszcze" bez charakterystycznych dla siebie przys..wanek.
  • princesswhitewolf 08.12.17, 10:10
    nie sadze by pisala o konwalce. Nie uzyla cytatu po prostu a pisala co tam ta kolezanka powiedziala o swojej rodzinie
  • rosapulchra-0 08.12.17, 15:55
    Napisałam o rodzinie konwalki i owszem, ale my z konwalką znamy się prywatnie i znamy wzajemne poczucie humoru, wiele razy odwiedziliśmy całymi rodzinami, więc moje dzieci znają jej dzieci smile A to co napisałam, to nie żadne obrażanie, zaś 1st.world.problem zrobiła z siebie koncertową idiotkę, robiąc za nieproszonego adwokata konwalki, bo nie znając sytuacji oceniła ją po swojemu i od razu mnie obraziła. Chciała mnie kopnąć, tylko trafiła w nogę od stołu big_grin Niewiedza nie usprawiedliwia.

    --
    > głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi by Vaikiria
  • miss_fahrenheit 08.12.17, 16:00
    rosapulchra-0 napisała:

    > Niewiedza nie usprawiedliwia.

    To sformułowanie dotyczy znajomości/nieznajomości prawa, a nie prywatnego życia forumowiczek.
  • rosapulchra-0 08.12.17, 16:08
    Nie tylko prawa.

    --
    Można mieć wykształcenie wyższe, ale niekoniecznie podstawowe. by Figrut
  • aj.riszka 05.12.17, 18:09
    Czytajac watek i patrzac wstecz, na zycie swoich rodzicow, taki wniosek nasuwa sie: ilez to ludzi unieszczesliwila ta presja spoleczna, polegajaca na szybkim zalozeniu wlasnej rodziny: szybki slub i dzieci.
    Bez wzgledu na warunki mieszkaniowe, finansowe, zdrowotne.
    Smutne to.
  • olikol 06.12.17, 12:56
    Nie tylko o presję na szybkie zakładanie rodziny chodzi. Bywa presja np na znalezieniu faceta bo w domu trzeba chłopa do roboty (np bywało na wsiach). U moich znajomych ale to już poprzednie pokolenie- tak było: wdowa z dwiema córkami, dużo pola, nie ma kto na tym robić. No to chłopa trzeba robotnego. Skąd? Córkę wypchać za mąż i zięcia do roboty zagonić.
    U innej znajomej - już z mojego pokolenia: wyszła za mąż bo wpadła z chłopakiem z którym się chciała właściwie już rozstać, a w domu miała ojczyma awanturnika który by jej żyć nie dał gdyby z brzuchem w domu została. Więc małżeństwo było ucieczką od ojczyma.
    Inni znajomi młodzi, pobrali się jako 22 latkowie. Większośc im odradzała bo po co ten ślub jak nic ich nie goni, dzieci nie ma, sami jeszcze studiują. Ale się uparli. I po 7 latach rozwiedli w pretensjach.
  • solejrolia 05.12.17, 18:18
    Radziłbym rodzicom więcej luzu. Żeby nie projektowali swoich ambicji na mnie. Żeby inwestowali również w siebie, pojechali na wakacje, żeby razem zobaczyli kawałek swiata.

    --
    Biorąc pod uwagę, że mogło być gorzej, to może lepiej, że jest lepiej niż wtedy, gdy wydawało się, że jest doskonale, a w rzeczywistości, jak zwykle, było jak zwykle, czyli byle jak...
  • redheadfreaq 05.12.17, 18:42
    Powinni byli rozstać się co najmniej 5 lat wcześniej.

    --
    - On twierdzi, że ją kocha. (granatowe_tulipany)
    - twierdzi, twierdzi. To sie rymuje z "pierdzi", ale poza tym nic naprawde nie znaczy.(minor.revisions)
  • asia_i_p 05.12.17, 19:02
    Żeby mama nie słuchała internistów, okulistów i psychiatrów i z punktu szła do neurologa albo prywatnie na rezonans.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • quesuerte 05.12.17, 20:04
    Zeby wiecej mysleli o sobie, nawet jako jednostkach, niekoniecznie parze i juz zupelnie mniej jako rodzinie.
    Zeby skupili sie wiecej na swoich przyjemnosciach.
    Wrzucili czasem na luz.
    I zdecydowanie, zeby oddalili sie od kosciola i niektorych drobnomieszczanskich "powinnosciach" bo to nam wszystkim utrudnialo zycie...
  • default 05.12.17, 22:04
    Ojcu - zeby nie wielbill mamy tak balwochwalczo i czasem tupnal noga i postawil na swoim. I np. kupil sobie te dzialke rekreacyjna, o ktorej zawsze marzyl, a mama mu zabronila.
    Mamie - zeby bardziej cieszyla sie zyciem, nie narzekala na wszystko i nie robila z siebie cierpietnicy, bo wpedzala nas tym ciagle w poczucie winy. I zeby czasem okazala ojcu, ze go kocha i docenia jego starania i troske o nia.
    (to ostatnie raz jej powiedzialam, w przyplywie odwagi, bo juz okropnie zal mi bylo taty. Obrazila sie i nie rozmawiala ze mna miesiac sad )
  • anagat1 05.12.17, 22:57
    Nie do konca rozumiem pytanie.. Jesli mialabym sie cofnac w czasie i doradzic cos rodzicom, powiedzialabym mamie, zeby zabierala torby, mnie i wyprowadzila sie w domu.. niestety zdecydowala sie zostac i dorobic jeszcze trojeczke, zostajac przy tym 100% meczennica big_grin
  • milamala 05.12.17, 22:59
    Oj doradzilabym doradzilabym, tyle, ze by mnie nie posluchali. Ojcu doradzilabym operacje usuniecia wrzodow (moze nie rozwinalby sie niego rak) ale przede wszystkim leczenie psychiatryczne i terapie. Doradalabym mu hobby ktore moglby zamienic na dodatkowa prace np. stolarstwo bo byl uzdolniony manualnie, i nie mialby kompleksow, ze malo zarabia.
  • bi_scotti 05.12.17, 23:12
    Za ich czasow nie bylo zadnego zrozumienia/recognition PTSD a szkoda, bo obojgu przydalaby sie przynajmniej swiadomosc, ze wojna strasznie ich scharatala uncertain Poza tym pewnie bym ich dreczyla zeby przestali palic i generalnie zeby bardziej o siebie dbali, szczegolnie mama. Tatus biegal, jezdzil na rowerze, chodzil w gory. Mama tylko narty, troche rower, troche kayak z tata - podejrzewam, ze gdyby byla bardziej active, rozne dolegliwosci albo by sie nie pojawily, albo pojawily duzo pozniej. Kochali sie do konca zycia, moglabym im tylko radzic zeby jeszcze wiecej czasu spedzali we dwoje - to im obojgu ewidentnie dawalo najwiecej szczescia smile

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • daisy 05.12.17, 23:37
    Sorry, bi.
    Poharatała.
    Albo jeśli już koniecznie, to zharatała.
    Sorry! smile

    --
    Fajna książka dla dzieciaka
  • bi_scotti 05.12.17, 23:42
    Ale dlaczego "sorry"? Ja constructive criticism tongue_out przyjmuje z wdziecznoscia! Czyli zharatala, correct? Hmmm ... a google.pl powiedzial "scharatala" ale wole wierzyc Tobie smile Dziekuje za lekcje smile Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • daisy 07.12.17, 18:05
    No bo jak "s", to potem musi być "ch" ("schamieć", "schować"), a jak "z", to już "h" ("zhardzieć", "zhańbić, "zhandlować"). Ale tak naprawdę nie ma słowa "zharatać", jest "poharatać" z dokładnie takim znaczeniem, o jakie ci chodzi.

    --
    Fajna książka dla dzieciaka
  • daisy 07.12.17, 18:07
    Tzn. oczywiście ta zależność jest odwrotna, to CH/H decyduje, co sobie weźmie z przodu. smile

    --
    Fajna książka dla dzieciaka
  • aerra 05.12.17, 23:11
    Nie bardzo rozumiem sens.
    Czasu się nie cofnie i to tylko takie jałowe dywagacje pt. "Co by było gdyby". I jeszcze widzę, jakby moi rodzice jakiejkolwiek takiej rady posłuchali - wtedy, bo teraz to i owszem, słuchają, tylko że jest już po ptakach. Więcej dzieci też mieć nie będą, nie ten wiek, więc odpada nawet nauka na błędach...
  • turzyca 05.12.17, 23:37
    Bo czytając ten wątek widzimy, jak dzieci oceniają z perspektywy decyzje rodziców i możemy zastanowić się, czy nie popełniamy cudzych błędów - ile osób wciąż trwa w małżeństwach "dla dobra dzieci"?

    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • aerra 05.12.17, 23:41
    U mnie takiego problemu nie było. Rodzice akurat całkiem nieźle do siebie pasują, są razem i z tego co wiem nigdy w ogóle nie było na tyle poważnych problemów między nimi, żeby rozstanie się rozważać. Jako małżeństwo się sprawdzili.
    Jako rodzice - nie.
  • allut5 05.12.17, 23:56
    hmmm... to masz jakiś inny typ rodziny niż znam w większoścismile bo większość z mojego otoczenia to miała rodziców np ciągle skłóconych więc dzieci ciągle ich wzajemnymi pretensjami obciążane.
    W jakim sensie twoi w udanym małżeństwie nie byli dla ciebie dobrymi rodzicami?
  • aerra 06.12.17, 00:33
    Zimny chów, nierówne traktowanie rodzeństwa, ciągłe zakazy, walka o wszelkie przywileje i przyjemności, ale tylko w moim przypadku (nic ci się nie należy, zależy tylko ode mnie czy na to pozwolę) - jak już coś wywalczyłam, to brat dostawał z automatu. Przy jednoczesnym totalnym olewaniu problemów. To oni mają ze mną problem, nie ja mam problem, który rodzice mogą pomóc rozwiązać. Mam sobie poradzić sama. Do tego totalna olewka sukcesów szkolnych (a były - olimpiady, czerwony pasek co roku, zwolnienie z egzaminów), przyjmowanie tego za oczywiste. Zero pochwał, zero uznania. Ale oczywiście sfinansowany prywatnie angielski (dziękuj na kolanach, że możesz), pracownia plastyczna (no, to akurat dużych kosztów nie generowało, bo w MDK, a na materiały zarabiałam sama jako hostessa, to już w liceum było). Wypięcie się na studia (na głowę upadłaś, że ci sfinansujemy dodatkowe lekcje rysunku przed egzaminem, jak nie jesteś na tyle dobra, żeby się dostać z biegu, to twój problem - przy bezproblemowym finansowaniu korepetycji brata).
    Fakt, w okresie dojrzewania i po skończeniu 18-lat dałam do wiwatu i paradoksalnie wtedy się nieco zmieniło na lepsze - ale po długich i ostrych awanturach, chyba po prostu już nie dawałam tak sobą pomiatać.
    Kontakt z braćmi mam w zasadzie żaden. Tzn ze starszym (z dwóch młodszych) żaden, z młodszym-młodszym sporadyczny - ale on jest dużo młodszy, przy nim rodzice popełnili zupełnie odwrotne błędy, parę lat temu mama się przyznała, że wie, że ze mną nawalili - usprawiedliwieniem miało być to, że byłam pierwszym dzieckiem, więc "nie wiedzieli, nie zdawali sobie sprawy"
    Z rodzicami w miarę poprawny, ale sporadyczny kontakt mam od paru lat - i to głównie ze względu na moje dziecko, żeby nie odcinać go całkiem od dziadków. Jest lepiej, trochę się na błędach nauczyli. Ale nadal potrafią wyskoczyć z czymś takim, po czym urywam kontakt na miesiąc-dwa. Ostatnio? Trochę w żartach powiedziałam, że jakby mój mąż w wyborach zagłosował na PiS to się z nim rozwodzę. I usłyszałam, że bez męża to ja jestem niczym, nic nie umiem (mam wyższe wykształcenie i prowadzę własną działalność - sama, na siebie, nie na męża). Rozłączyłam się (rozmowa przez telefon). Urwałam kontakt na 3 miesiące.
  • allut5 06.12.17, 00:42
    o kurde. współczuję sad wredni są.
  • zuzi.1 06.12.17, 18:23
    Boże, co za idioci. Oni maja cie kompletnie za nic. Stare tłuki.
  • aerra 06.12.17, 19:47
    Owszem, przecież to dokładnie mi powiedzieli wink Jak już pisałam, ja się odcinam, nawet mnie to już nie boli, olewam całkiem. Odcinam się w ramach działań wychowawczych, niech wiedzą, że nawalili. Znowu.
    Ale na odległość rodzina była wzorowa zawsze. A ja z pełną premedytacją mogę powiedzieć, że rodziców nie kocham, są mi obojętni emocjonalnie (i to uważam za plus, bo od negatywnych emocji też się odcięłam).
  • evee1 07.12.17, 04:06
    " Do tego totalna olewka sukcesów szkolnych (a były - olimpiady, czerwony pasek co roku, zwolnienie z egzaminów), przyjmowanie tego za oczywiste."
    Wiesz, mi sie wydaje, ze to chyba byla taka postawa tamtego pokolenia. Jak dobrze zrobione, to OK, a jak cos zawalone, to wtedy trzeba zwracac uwage.
    Ja nie mam az tak traumatycznych wspomnien. Bylam jedynaczka, rodzice sie mna zajmowali. Mimo, ze mieli zupelnie inne charaktery, to uwazam, ze byli udanym malzenstwem, bo mimo, ze czasem sie klocili, o rozne domowe pierdoly, to widac bylo, ze sie szanuja i kochaja.
    Kiedys, zanim nie mialam wlasnych dzieci stwierdzilam, ze chcialabym wychowac wlasne dzieci jak mnie rodzice wychowywali. Od tego czasu zmienilam troche zdanie wink, ale nie na tyle, zeby uwazac, ze oni spartolili robote. Ma tu znaczenie chyba kwestia innych charakterow i rodzicow (ich i mnie jako rodzica), poraz dzieci (mnie jako dziecko i moich dzieci).
    Co ja bym im poradzila? Tacie nic (niestety umarl dosc mlodo, ale juz jak bylam dorosla). Mamie, zeby troche bardziej zluzowala, ale to taki charakter, czyli chodzacy obowiazek, ktory nie potrafi wyluzowac i olac przez siebie tylko wymyslonych zasad. Ja mialam podobne zapedy, bo jestem bardzo obowiazkowa, ale poniewaz ja przyplacilam to nerwica, to nauczylam sie, ze sa rzeczy wazniejsze i mniej wazne.

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • quilte 06.12.17, 00:21
    Mamie doradziłabym, żeby jak najwcześniej zwiała na drugi koniec świata przed babcią, najlepiej do Australii, gdzie kontakt byłby bardzo utrudniony. Może wtedy jakoś by sobie ułożyła życie. Żeby nie brała tego beznadziejnego ślubu w wieku 20 lat, głównie dlatego, że kandydat podobał się przyszłej teściowej. A jak wkrótce potem przypadkiem zaszła w ciążę - żeby ją usunęła, rozwiodła się w wieku 22 lat i zaczęła od nowa. Ojcu chyba nic bym nie radziła. To znaczy mogłabym mu szczerze doradzić, żeby urodził się w rodzinie innej niż swoja, ale to jeszcze wyższa fantastyka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.