Dodaj do ulubionych

Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze żyję

06.12.17, 23:47
Na fali wątku pt. Co głupiego robią przedszkolanki waszych dzieci, przypomniałam sobie survival, jakim było przedszkole na początku lat 80. A zatem, zapraszam do wspomnień:
- leżakujemy, a panie nas zostawiają samych, bo do pobliskiego obuwniczego rzucili sandałki,
- niejadki karmione są zupą na tzw. ekspres, czyli pani podchodzi od tyłu, zakłada dźwignię na ramiona i wpycha do buzi zawartość talerza. Uczymy się, że schowane w policzkach można wypluć do kibelka,
- mamy koleżankę Magdę, która zawsze śpi na leżakowaniu, reszta grupy fika. Panie budzą M. i " w nagrodę" każą jej wstać, ubrać się i pilnować reszty grupy.
Takich wspomnień mam bez liku. A dom, klimaty rodzinne, konkursy " kogo najbardziej kochasz"? Dziwię się, jak ja funkcjonuję w społeczeństwie teraz ( bywa ciężko). Nie dziwi mnie natomiast, że nasze pokolenie ma takiego świra na punkcie wzorowego chowania dzieci.

Obserwuj wątek
      • bi_scotti Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 00:55
        Wiekszosc (wszystkie?) tzw. plodow rolnych bylo organic. Wszedzie sie chodzilo, bo albo bylo blisko, albo nie mialo sensu stac na przystanku i czekac na autobus/tramwaj, ktore zawsze sie spoznialy. TV bylo tyle co kot naplakal, zadnych social media, zadnych devices, wielu ludzi nie mialo telefonow - social life byl real plus kochalismy radio smile Wszystkie czynnosci typu pranie, prasowanie, ucieranie marchewki czy mycie naczyn wykonywalo sie wlasnymi "rencamy" ergo najbardziej naturalny i oczywisty workout byl wpisany w codziennosc sam z siebie. Czytalismy w domu mnostwo. Ksiazki, pisma, listy od rodziny i znajomych. Chadzalismy do biblioteki co najmniej raz w tygodniu. Biegalo sie z dzieciakami po szkole do zmroku - again "workout" wink
        Staralismy sie naszym dzieciom zapewnic choc ciut podobnego "real life" etc. ale cudow nie ma, swiat poszedl do przodu (for better and worse) i mysle, ze jakby nie patrzec na ponurosc gomulkowszyzny, w ktorej minelo moje dziecinstwo, to jednak bylo ono zdrowsze po wieloma wzgledami niz dziecinstwo moich dzieci a tym bardziej dzieci, ktore teraz maja po kilka lat. Jest to raczej smutna konstatacja uncertain Cheers.


        --
        "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
        Leonard Cohen
        • aankaa Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:32
          jakby nie patrzec na ponurosc gomulkowszyzny, w ktorej minelo moje dziecinstwo, to jednak bylo ono zdrowsze po wieloma wzgledami niz dziecinstwo moich dzieci a tym bardziej dzieci, ktore teraz maja po kilka lat
          ===
          Twoje dzieci jeszcze liznęły owej gomułkowszczyzny - choćby z rodzinnych opowieści
          (kilkuletnie) dziecko ematki ma przechlapane

          --
          jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
          • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 02:10
            aankaa napisała:

            > jakby nie patrzec na ponurosc gomulkowszyzny, w ktorej minelo moje dziecinstwo,
            > to jednak bylo ono zdrowsze po wieloma wzgledami niz dziecinstwo moich dzieci
            > a tym bardziej dzieci, ktore teraz maja po kilka lat

            Czemu zdrowsze? Ja tam poza mniejsza iloscia chemii w jedzeniu nie widze nic zdrowszego.
            Ale drugiej strony moje dziecko ma duzo wiekszy wybor jedzeniowy, dania z calego swiata, owoce warzywa przerozne mniej lub bardziej egzotyczne, podczas gdy ja w wieku mojej corki mialam pomarancze jedynie na mikolaja i swieta.
            Moja corka na polu bywa czesciej niz ja w jej wieku, ma wiecej mozliwosci ruchu, ma 6 lat i ju gra troche w tenisa, plywa, trenuje gimnastyke sportowa, trenowala akrobatyczna ale sie jej znudzilo. Ja moglam o tym pomarzyc, a nawet nie, bo nie wiedzialam, ze w ogole takie rzecy istnieja.
            • little_fish Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 06:46
              Dzieci mają być może więcej możliwości ruchu, co nie oznacza że mają więcej ruchu. Dla kilkulatka ekwilibrytyka na podwórkowych drabinkach ma taką samą wartość jak gimnastyka artystyczna, a tenis nie jest w niczym lepszy od badmintona. Wtedy te sporty uprawiały prawie wszystkie dzieci i to całymi popołudniami, dziś robią to te, których rodziców na to stać i przeważnie jednak w mniejszym wymiarze czasowym.
              • julek_i_ja Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:23
                Sorry, ja do domu wracalam tylko na posilki i spac, caly czas ruch na swiezym powietrzu. Teraz i ja i moje dzieci moga sobie tylko pomarzyc o tym, a zadne zajecia dodatkowe tego nie zrekompensuja. A mozliwosc ruchu byla, bo nikt sie nie przejmowal, ze dziecko niepilnowane samo lata po dworze. Teraz do tego potrzebuje rodzica, zeby je pilnowal, a malo kto dorosly ma czas, by siedziec calymi godzianami z dziecmi na placu zabaw.
                • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:18
                  julek_i_ja napisała:

                  > Sorry, ja do domu wracalam tylko na posilki i spac, caly czas ruch na swiezym p
                  > owietrzu.

                  Dokladnie tak jak moja corka. Mnie w jej wieku mama tak nie puszczala, ale my mieszkamy w malym miasteczku wiec i poczucie bezpieczenstwa inne.
                  Wiec doprawdy nie wiem o co chodzi. Ktos kogos sila nie wypuszcza z domu na podworko?

                  "Teraz i ja i moje dzieci moga sobie tylko pomarzyc o tym"

                  ze co prosze? A czemuz to????? W powietrzu mniej powietrza? Ktos sila trzyma twoje dzieci w domu?

                  "a zadne zaj
                  > ecia dodatkowe tego nie zrekompensuja"

                  Zajecia dodatkowe sa zajeciami dodatkowymi, niczego nie rekompensuja, sa dodatkiem do stalych aktywnosci, zabawy na podworku.

                  " A mozliwosc ruchu byla, bo nikt sie nie
                  > przejmowal, ze dziecko niepilnowane samo lata po dworze. Teraz do tego potrzebu
                  > je rodzica, zeby je pilnowal, a malo kto dorosly ma czas, by siedziec calymi go
                  > dzianami z dziecmi na placu zabaw"

                  No to nie czasy niedobre nastaly tylko dorosli troche przeginaja, a dorosli to np. ty, moze zaczac zmieniac sytuacje od siebie.
                  • julek_i_ja Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:01
                    Moze patrzysz na to ze swojego punktu widzenia, wiec Ci wybaczam waskie horyzonty. Po prostu niektorzy nie maja takich warunkow jak Ty, ani mozliwosci nie pracowania zeby spedzac czas z dziecmi na swiezym powietrzu.
                    Nie mam komfortu posiadania wlasnego bezpiecznego ogrodu. Najblizszy plac zabaw jest w parku, gdzie dzieci samych nie puszcze, bo po pierwsze moze im sie cos stac, po drugie nie usmiecha mi sie, zeby mi je zabrala opieka spoleczna. I tak, wedlug prawa nie mozna jeszcze puszczac ich samopas.
                    Jestem w domu okolo 19, wiec w tygodniu moje dzieci wychodza tylko tyle, ile im szkola/przedszkole da. W weekend mamy zazwyczaj czas na swiezym powietrzu, ale trzeba tez zrobic inne rzeczy, sorry ale jak ma sie tydzien taki zawalony, to weekend nie jest z gumy. Tak wiec tego czasu jest duzo, duzo mniej i nie mam mozliwosci zmiany w tym temacie dopoki nie beda sporo starsi.
                  • koronka2012 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 00:16
                    milamala napisała:

                    > Wiec doprawdy nie wiem o co chodzi. Ktos kogos sila nie wypuszcza z domu na pod
                    > worko?

                    Jest po prostu inaczej. Chodzi bardziej o większą atencję, małe dzieci same po podwórku nie latają, a jeśli już - to tuż pod blokiem na zamkniętym osiedlu, a nie po całej okolicy jak my kiedyś. Do tego rodzice wracają znacznie później, później jest obiad, dzieci mają zajęcia pozalekcyjne, siłą rzeczy mniej czasu zostaje na zwykłą labę.

                    Ja w liceum wracałam do domu ok. 14tej, moja córka - po 16tej, bo lekcji więcej, a i dojazd dłuższy. Kiedyś mało kto wybierał szkołę pod kątem jej jakości, i jeździł przez pół miasta, szło się po prostu do najbliższej. Wtedy mieszkaliśmy w domu, do koleżanek trzeba było dojechać, więc i życie towarzyskie toczyło się inaczej niż w blokach. Nie wychodziła, bo nie bardzo było z kim - kiedyś wystarczyło wyjść na podwórko, żeby spotkać z 5-6 koleżanek, teraz trzeba się wstrzelić w harmonogram.
              • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:13
                little_fish napisała:

                > Dzieci mają być może więcej możliwości ruchu, co nie oznacza że mają więcej ruc
                > hu. Dla kilkulatka ekwilibrytyka na podwórkowych drabinkach ma taką samą wartoś
                > ć jak gimnastyka artystyczna, a tenis nie jest w niczym lepszy od badmintona. W
                > tedy te sporty uprawiały prawie wszystkie dzieci i to całymi popołudniami, dziś
                > robią to te, których rodziców na to stać i przeważnie jednak w mniejszym wymia
                > rze czasowym.
                Litlt przeczytaj uwaznie co napisalam. Moja corka duzo wiecej przebywa na polu niz ja. Mieszkamy w domu z ogrodem, wiec od niemowlectwa bywala na zewnatrz nawet jak ja musialam byc w domu. Teraz biega kolezankami i kolegami po osiedlu. Moja corka tez ma dostep do duzo bardziej wypasionych placow zabaw niz ja z czasow mojego dziecinstwa i skwapliwie z tego korzysta., mamy obok park, i to, ze gra w tenisa nie oznacza, ze nigdy nei grala w badmintona, to oznacza tylko to, ze ja nie gralam w tenisa. Moja corka ma wszystko to co ja mialam (ekwilibrystyka na podworku, badminton itp) plus jeszcze duzo wiecej.
                • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:02
                  milamala napisała:

                  > Moja corka duzo wiecej przebywa na polu
                  > niz ja. Mieszkamy w domu z ogrodem, wiec od niemowlectwa bywala na zewnatrz naw
                  > et jak ja musialam byc w domu. Teraz biega kolezankami i kolegami po osiedlu.
                  > Moja corka tez ma dostep do duzo bardziej wypasionych placow zabaw niz ja z cza
                  > sow mojego dziecinstwa i skwapliwie z tego korzysta.,

                  Ale to nie jest wątek o twojej córce. Jeśli byłoby tak idealnie, to skąd coraz więcej grubych dzieci, skąd coraz większy spadek wydolności i sprawności fizycznej dzieci? U mnie w klasie była jedna dziewczynka z nadwagą. Teraz takich dzieci będzie średnio 9. Wyniki sportowe wśród dzieci systematycznie spadają, gorsze są wyniki w bieganiu, gorsze w skokach w dal, mimo, że dzieci są ogólnie coraz wyższe. Dokumentują to wyniki badań naukowych, trudno polemizować z faktami.
                  • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:37
                    nenia1 napisała:
                    > Ale to nie jest wątek o twojej córce. Jeśli byłoby tak idealnie, to skąd coraz
                    > więcej grubych dzieci, skąd coraz większy spadek wydolności i sprawności fizycz
                    > nej dzieci?

                    Jakimi faktami kobieto? A kto tworzy rzeczywistosc dla swoich dzieci? Aniolki? Obcy? My je tworzymy wiec, pretensje tylko do siebie. Przklad mojej corki dale po to zeby uswiadomic, ze kazdy sam na wlasna odpowiedzialnosc tworzy przestrzen dla swojego dziecka. Wiec niech nie psioczy bo to co robia jego dzieci to tylko od ciebie zalezy a nie od obcych.
                    • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 15:23
                      milamala napisała:

                      > Jakimi faktami kobieto?

                      Więcej myślenia, mniej emocji.

                      > Jakimi faktami kobieto? A kto tworzy rzeczywistosc dla swoich dzieci? Aniolki?
                      > Obcy?

                      Rzeczywistość jest składową wielu czynników. Gdybyś się urodziła w Afryce o domu z ogrodem mogłabyś tylko marzyć.

                      > Wiec niech nie psioczy bo to co robia jego dzieci to tyl
                      > ko od ciebie zalezy a nie od obcych.

                      Psioczenie psioczeniem, co dalej nie zmienia faktu, że dzieci kiedyś były szczuplejsze i bardziej wysportowane. A dorośli poświęcali im mniej czasu niż teraz.
                      • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:43
                        nenia1 napisała:

                        "> Rzeczywistość jest składową wielu czynników. Gdybyś się urodziła w Afryce o dom
                        > u z ogrodem mogłabyś tylko marzyć"

                        Ty zdajsie tez nie urodzilas sie w Afryce, smiem twierdzic, ze obie urodilysmy sie w Polsce i nie bylabym zdziwiona gdyby sie okazalo ,ze w podobnych warunkach.

                        cyt. "> Psioczenie psioczeniem, co dalej nie zmienia faktu, że dzieci kiedyś były szczu
                        > plejsze i bardziej wysportowane"

                        Zalezy czyje dzieci. Kazdy dorosly jest sam odpowiedzialny za swoje dziecko.

                        cyt. "A dorośli poświęcali im mniej czasu niż teraz"
                        To, ze w twoim domu tak bylo to nie oznacza, ze tak wlasnie bylo. Rodzice PRL nawet gdyby bardzo chcieli poswiecac duzo czasu swoim dzieciom to raczej nei mogli, musieli bowiem tez pracowac, a potem jeszcze w kolejkach wystawac. Nie bylo tam czasu dla dzieci.

                        Kiedy niby ten czas mialby byc, jak dzieci cale dnie samopas lataly po podworku.
                        • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:14
                          milamala napisała:

                          > Ty zdajsie tez nie urodzilas sie w Afryce, smiem twierdzic, ze obie urodilysmy
                          > sie w Polsce i nie bylabym zdziwiona gdyby sie okazalo ,ze w podobnych warunkac
                          > h.


                          Nie traktuj wszystkiego tak dosłownie. Pokazuję ci tylko, na pewnym przykładzie, bardziej jaskrawym, że wpływ na rzeczywistość jest ograniczony różnymi czynnikami, a nie, jak twierdzisz, zależy wyłącznie od twojego działania.

                          > Zalezy czyje dzieci.

                          Globalnie. Nie definiuj szerszej rzeczywistości przez pryzmat własnego dziecka. Czy mojego.
                          Dzisiejsza rzeczywistość jest taka, że mimo dostępu do wielu rzeczy, a może właśnie dlatego, dzieci otyłych i mniej wydolnościowych fizycznie jest więcej niż w PRL-u.

                          O zjawisku nie ma sensu mówić poprzez jednostkowe przypadku, bo jednostkowy przypadek znajdziesz na wszystko. Nie ma więc znaczenia co robi twoje dziecko, czy co robi moje, w tym kontekście, bowiem nie zmienia to faktu, że jest więcej otyłości i mniej sprawności fizycznej wśród dzieci.

                          A że zależy to od rodziców. Chyba w miarę oczywiste. Trudno jednak twierdzić, że to teraz rodzice się mniej starają.

                          > To, ze w twoim domu tak bylo to nie oznacza, ze tak wlasnie bylo.

                          A ty co wyniosłaś z domu? Bo kultura rozmowy chyba ci trochę obca.
                  • kropkacom Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:40
                    U jakich dzieci? Znaczy w jakim wieku? Przed okresem szybkiego wzrostu? Dziewczyny przy pierwszej miesiączce? Akurat mam dzieci, nastolatki i dzieci grubych w klasie nie ma. Znam te dzieci już kilka lat i bywało, że nie były chude ale nigdy nie grube. Teraz większość dziewczyn jest chuda. Dla mnie to jest fakt.

                    --
                    *
                    • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:22
                      Obserwacje własne mają tą jedną wadę, że ograniczają się zazwyczaj do wąskiego kręgu. Tymczasem badania obejmują znacznie większe grupy i opierają się na analizach naukowych. Można bez trudu znaleźć opracowania na ten temat, ale może się również upierać, że czegoś nie ma, bo nie widziałam.
            • fadilla Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:32
              Wtedy to były zabawy bez nadzoru dorosłych, sami sie organizowaliśmy, ustalaliśmy zasady. Aktualne wożenie dziecka na zajęcia dodatkowe ma się do tego nijak, ciagle są pod kontrolą i odpowiedzialnością kogoś z dorosłych.

              --
              W Iranie obowiązuje prawo szariatu, a z tym prawem się nie dyskutuje. by lady-z-gaga
                  • fadilla Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:26
                    Uspokójcie sie, bo strzelacie ślepakami. big_grin Mój ma 16 lat i jak najbardziej chodzi juz samopas. A i dorastając załapał się jeszcze na ostatni rzut przebywania z kumplami na podwórku, to byli ostatni szczęśliwi. Młodsze rodzeństwo tychże kumpli było/jest już pod większa kontrolą, sami to zgodnie stwierdzili wspominając. Kiedyś było jakoś fajniej wink No i teraz na miejscu ich dawnego miejsca zabaw deweloper postawił blok.



                    --
                    W Iranie obowiązuje prawo szariatu, a z tym prawem się nie dyskutuje. by lady-z-gaga
              • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:20
                fadilla napisała:

                > Wtedy to były zabawy bez nadzoru dorosłych, sami sie organizowaliśmy, ustalaliś
                > my zasady. Aktualne wożenie dziecka na zajęcia dodatkowe ma się do tego nijak,
                > ciagle są pod kontrolą i odpowiedzialnością kogoś z dorosłych.

                To zalezy czyje dzieci. Sama jestes odpowiedzialna a nie kto inny ze nie pozwalasz swojemu dziecku na niekontrolowane zabawy a zamiast tego fundujesz mu wozenie na zajecia doddatkowe.
                • little_fish Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:57
                  Puścić samopas oczywiście można, co zresztą się dzieje. Różnica jest taka, ze kiedyś prawie wszystkie dzieci prawie całe dnie spędzały na podwórku. Teraz jeżdżą na różne zajęcia, mają w domach sprzęty do zajmowania czasu i tych dzieci jest na podwórkach zdecydowanie mniej niż kiedyś. Wiem, że nie dotyczy to dzieci ematkowych, które jednocześnie chodzą na wiele zajęć pozalekcyjnych i spędzają czas na placach zabaw. Jednak moje obserwacje są inne.
                  • aamarzena Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:20
                    Nie prawda. Nie wszystkie biegały samopas. A już na pewno nie przedszkolaki. A jesienią/zimą człowiek kisił się w domu lub latał "po chałupach". Chyba, że spadł śnieg, to wtedy szło się na sanki. Często z rodzicami, jeśli górki nie było widać z okien/balkonu, a było już ciemno, jak to zimą po południu.
                    Jakby były zajęcia dodatkowe w sensownej odległości lub niemal każdy tak jak dziś miał samochód to pewnie inaczej spędzalibyśmy zimowe popołudnia. Na moim osiedlu nic nie było, może oprócz jakiejś scholi czy oazy przy kościele, teraz jest dom kultury z zajęciami za grosze, a w szkole tez masa zajęć prowadzona przez prywatne firmy, na które może zapisac się każdy, nie tylko uczeń danej szkoły. A latem pełno dzieciaków biega po podwórku pod blokiem od rana do wieczora, wiosną/jesienią - popołudniami, spora część samopas.
                      • aamarzena Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 16:57
                        Fakt, że ci co nie wychodzili w ogóle uchodzili raczej za dziwaków, jednak nie przypominam sobie by dzieci w wieku powiedzmy 5-8 lat masowo latały całymi dniami gdzie je oczy poniosa (no chyba, że mama nie widziała, ale jakby się dowiedziała, to nie byłoby wesoło). Młodsze dzieci bawiły sie raczej w okolicy domu, tak by widac je było z okna/balkonu czy tez miały wyznaczony nie przesadnie duży "rewir" do zabawy. Im starsze dziecko tym więcej swobody.
                    • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:41
                      aamarzena napisała:
                      " Na moim osi
                      > edlu nic nie było, może oprócz jakiejś scholi czy oazy przy kościele, teraz jes
                      > t dom kultury z zajęciami za grosze, a w szkole tez masa zajęć prowadzona przez
                      > prywatne firmy, na które może zapisac się każdy, nie tylko uczeń danej szkoły.
                      > A latem pełno dzieciaków biega po podwórku pod blokiem od rana do wieczora, wi
                      > osną/jesienią - popołudniami, spora część samopas."

                      Mam takie same spostrzezenie.
                  • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:39
                    little_fish napisała:

                    > Puścić samopas oczywiście można, co zresztą się dzieje. Różnica jest taka, ze k
                    > iedyś prawie wszystkie dzieci prawie całe dnie spędzały na podwórku. Teraz jeżd
                    > żą na różne zajęcia, mają w domach sprzęty do zajmowania czasu i tych dzieci je
                    > st na podwórkach zdecydowanie mniej niż kiedyś.

                    A co cie inne dzieci obchodza jak swoje wypuszczasz samopas. Niech inni sobie robia co chca to nie twoja sprawa. Wazne , ze ty dajesz swoim dzieciom fajne dziecinstwo.
                    • little_fish Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:19
                      No akurat sześciolatków samopas nie puszczalam. Chyba, że do własnego ogrodka lub najbliższych sąsiadów.
                      Obce dzieci teoretycznie guzik mnie obchodzą, ale mówiliśmy o tym, ze dzisiaj dzieci mają wieksze możliwości ruchu. Owszem, może i mają możliwość większej różnorodności (choć na pewno nie wszystkie), ale ilość ruchu GENERALNIE jest mniejsza niż kiedyś
                      • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:24
                        W takim zwyklym aspekcie moze - tak jak pisala biscotii kiedys dystans 15-20 min nie oplacalo sie pokonywac autobusem tylko szlas na piechote. Na wakacje norma bylo jechac komunikacja (kto mial samochod?) rower tez byl na wsi na biezaco uzywany.
                        To ze ludzie tyja jest glownie wina wysokokalorycznego przetworzonego ulepszonego zarcia - koncerny lubia nam wmawiac „trzeba sie wiecej ruszac” a prawda taka ze 1000+ kalorycznego jednego obiadku nie da sie spalic zwyklym ruchem. Chyba ze ktos startuje w maratonach/triatlonach

                        --
                        wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
                      • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:47
                        little_fish napisała:

                        cyt. "Owszem, może i mają możliwość większej róż
                        > norodności (choć na pewno nie wszystkie), ale ilość ruchu GENERALNIE jest mniej
                        > sza niż kiedys"

                        Slusznie zauwazylas roznice pomiedzy mozliwosciami a tym co jest.
                        Mozliwosci sa znacznie ale to znacznie wieksze niz wteyd kiedy byl PRL.
                        A czy dzieci maja ruch czy nie, to juz kwestia rodzicow. Zapewne z uwagi na technike ten ruch jest mniejszy, ale tu gdzie mieszkam sport dla wszystkich jest bardzo wazny i dzieci od malego sa w ruchu.
                        Dlatego uwazam, ze nie ma co psioczyc, bo mozliwowsci sa duzo wieksze, jak sie tylko chce to da sie zorganizowac swojemu dziecku duzo mozliwosci ruchowych,
                        • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:27
                          milamala napisała:

                          > Dlatego uwazam, ze nie ma co psioczyc, bo mozliwowsci sa duzo wieksze, jak sie
                          > tylko chce to da sie zorganizowac swojemu dziecku duzo mozliwosci ruchowych,

                          To nie jest psioczenie, tylko stwierdzenie faktów. A fakty są takie, że dzieci, pomimo możliwości, mają mniej ruchu niż kiedyś. Kiedyś po prostu ruch pojawiał się w wielu codziennych czynnościach, życie go po prostu wymuszało. Człowiek z natury rzeczy, jak każde inne stworzenie, jak nie musi tracić energii to nie traci. Wygodniej jest pojechać autem, zamiast iść pieszo itd.
        • al_sahra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 02:37
          bi_scotti napisała:

          > Wiekszosc (wszystkie?) tzw. plodow rolnych bylo organic.
          >

          Co Ty bajdurzysz? A zakłady chemiczne w Kędzierzynie, Tarnowie, Puławach to co produkowały? Przypadkiem nie nawozy sztuczne? Akurat wielka chemia była takim działem przemysłu w PRL, który nieźle sobie radził.
          To, że w sklepach marchewka, ziemniaki i buraki były zawsze uwalane ziemią, nie oznacza, że były ekologiczne. Nawet jeśli wyhodowane na gnojówce, to były i tak skażone chemią, bo zanieczyszczenie środowiska było przerażające.
                • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 17:51
                  No więc właśnie. Na wsiach wtedy większość gospodarstw miała również swoją krowę, albo nawet kilka krów, świnie, króliki, kury biegały po podwórkach jedząc trawę, pszenicę czy wygrzebując sobie robaka, były kaczki, indyki, niektórzy mieli gęsi, za stodołami były sady z owocami, krzaczki malin, agrestów, porzeczek, więc dostęp do nieskażonego chemią i ulepszaczami jedzenia jednak był. Sama doskonale pamiętam zapach i smak zwykłej marchwi, albo pomidora, nie mówiąc o smaku mleka, lub masła, które babcia własnoręcznie ubijała ze świeżego mleka. A maślanka to była maślanka, całkowicie coś innego niż teraz mamy w sklepach. Teraz na wsiach mało kto ma krowę, czy kury - mięso, mleko, jajka najczęściej kupuje się w sklepie.
                • al_sahra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 23:28
                  We własnym ogródku może nie sypał chemii, ale jak ktoś już zauważył, wody gruntowe były potwornie zanieczyszczone, a i kwaśny deszcz potrafił spaść. Do tego jeśli ogródek był koło szosy, to spaliny z ołowiem dodawały swoje, a jeśli w pobliżu fabryki, to strach się bać.
                  Pewnie, że było smaczne, ale koło prawdziwej ekologicznej produkcji (według dzisiejszych standardów) to nawet nie stało.
          • bi_scotti Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:54
            al_sahra napisał(a):

            > Co Ty bajdurzysz? A zakłady chemiczne w Kędzierzynie, Tarnowie, Puławach to co
            > produkowały? Przypadkiem nie nawozy sztuczne? Akurat wielka chemia była takim d
            > ziałem przemysłu w PRL, który nieźle sobie radził.
            > To, że w sklepach marchewka, ziemniaki i buraki były zawsze uwalane ziemią, nie
            > oznacza, że były ekologiczne. Nawet jeśli wyhodowane na gnojówce, to były i ta
            > k skażone chemią, bo zanieczyszczenie środowiska było przerażające.

            Tak dla porzadku, rozrozniasz czasy Gomulki od Gierka, czy to wszystko jedna magma? Ja wiem, ze emama reprezentuje rozne roczniki i dla wielu zapewne PRL od 1944/45 do 1989/90 to jakis jeden wielki glut, w ktorym wszystko bylo the same od poczatku do konca "epoki", no ale tak naprawde to nie bylo the same smile I tyle. Dzielimy sie wspomnieniami a wiec "bajdurzenie" jest jak najbardziej na miejscu tongue_out Cheers.

            --
            "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
            Leonard Cohen
            • al_sahra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:36
              bi_scotti napisała:

              >
              > Tak dla porzadku, rozrozniasz czasy Gomulki od Gierka, czy to wszystko jedna ma
              > gma? Ja wiem, ze emama reprezentuje rozne roczniki i dla wielu zapewne PRL od 1
              > 944/45 do 1989/90 to jakis jeden wielki glut, w ktorym wszystko bylo the same o
              > d poczatku do konca "epoki", no ale tak naprawde to nie bylo the same smile I tyle

              Jak ja kocham to Twoje ciągłe patronizowanie, Biscotti! Naprawdę Ci się wydaje, że tylko Ty masz pojęcie o PRL-u?

              Przyjmij do wiadomości od kogoś, kto ma na te tematy trochę więcej wiedzy niż Ty, że największe użycie szkodliwych nawozów sztucznych i ogólnie największe skażenie środowiska miało właśnie miejsce w ciągu dwóch dekad 1960-1980. Za Gomułki chemizacja rolnictwa była jednym z priorytetów (uważano to wtedy za przejaw nowoczesności). Największe skażenie wód odnotowano w połowie lat 60. (dokładnych danych oczywiście nie podawano do publicznej wiadomości). Za Gierka zanieczyszczenie Górnego Śląska osiągnęło apogeum. Paradoksalnie dopiero za stanu wojennego trochę się poprawiło.

              > . Dzielimy sie wspomnieniami a wiec "bajdurzenie" jest jak najbardziej na miejs
              > cu tongue_out Cheers

              Oczywiście fajnie jest powspominać, ale trzeba też odróżniać fakty od swoich wyobrażeń. To interesujące, jak bardzo ludzkie wspomnienia, zwłaszcza te zabarwione nostalgią za młodością, odbiegają od realiów. Ty np. masz w głowie jakąś wizję rzeczywistości PRL-u (zła władza, fajni ludzie, ”organiczne” rolnictwo, szczęśliwe dzieci), ale daj sobie powiedzieć, że to właśnie bajdurzenie, bo fakty mówią co innego.
              • bi_scotti Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:50
                al_sahra napisał(a):

                > Przyjmij do wiadomości od kogoś, kto ma na te tematy trochę więcej wiedzy niż T
                > y, że największe użycie szkodliwych nawozów sztucznych i ogólnie największe ska
                > żenie środowiska miało właśnie miejsce w ciągu dwóch dekad 1960-1980. Za Gomułk
                > i chemizacja rolnictwa była jednym z priorytetów (uważano to wtedy za przejaw n
                > owoczesności).

                Przyjmuje. I cytat z Chemicznego Portalu Informacyjnego:

                GUS podał historyczne dane dotyczące zużycia nawozów mineralnych i/lub chemicznych w przeliczeniu na czysty składnik na jeden hektar użytków rolnych. W wybranych latach wynosiło ono w Polsce:
                1946 – 4,3 kg
                1950 – 17,8 kg
                1960 – 30,5 kg
                1970 – 124 kg
                1980 – 193 kg
                1990 – 164 kg
                2000 – 85,8 kg
                2005 – 102 kg
                2010 – 119 kg
                2013 – 133 kg
                2015 – 123 kg

                W zakresie produkcji nawozów azotowych i fosforowych Polska notowała podane wielkości: (nawozy azotowe oraz nawozy fosforowe)
                1946 – 35,1 tys. ton oraz 27,8 tys. ton
                1950 – 77,8 tys. ton oraz 82,5 tys. ton
                1960 – 270 tys. ton oraz 207 tys. ton
                1970 – 1,03 mln ton oraz 599 tys. ton
                1980 – 1,29 mln ton oraz 843 tys. ton
                1990 – 1,3 mln ton oraz 467 tys. ton
                2000 – 1,57 mln ton oraz 539 tys. ton
                2005 – 1,73 mln ton oraz 596 tys. ton
                2010 – 1,63 mln ton oraz 486 tys. ton
                2013 – 1,83 mln ton oraz 372 tys. ton
                2015 – 2,01 mln ton oraz 475 tys. ton

                Perception is reality smile Such is life. Cheers.
                --
                "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
                Leonard Cohen
                • al_sahra Dziękuję, Biscotti 07.12.17, 23:19
                  Bardzo dziękuję za wyszukanie danych, które potwierdzają dokładnie to, co napisałam.

                  Między 1960 a 1970 zużycie nawozów w Polsce wzrosło czterokrotnie, do poziomu takiego samego, jak odnotowany w 2015 r. Najwyższy historycznie poziom odnotowano w 1980 r.

                  Produkcja nawozów fosforowych (nota bene, to są te, które wolno się wymywają) była również historycznie najwyższa w 1980 r. Produkcja nawozów azotowych jest obecnie większa niż w czasach PRL-u, ale należy pamiętać, że jednocześnie bardzo zwiększył się eksport, zwłaszcza od czasu wejścia do UE. Dane dotyczące zużycia, a nie produkcji, mają więcej zastosowania w tej dyskusji.

                  Do tego dochodzą jeszcze opryski środkami owadobójczymi. Wspomniany tutaj DDT był używany już od końca wojny - początkowo z darów amerykańskich, a potem rodzimej produkcji (Azotox). Zaczęto go stopniowo wycofywać za późnego Gierka, ale DTT rozkłada się bardzo powoli i jeszcze długo będzie z nami.

                  Jeśli dalej się upierasz, że rolnictwo w PRL było ”organiczne” - pogratulować wyobraźni i przyznaj się, co palisz.
                  • bi_scotti Re: Dziękuję, Biscotti 07.12.17, 23:35
                    al_sahra napisał(a):

                    > Jeśli dalej się upierasz, że rolnictwo w PRL było ”organiczne” - pogratulować w
                    > yobraźni i przyznaj się, co palisz.

                    Well, Ty swoje, ja swoje (wiem). Parallel worlds - tak juz musi pozostac.
                    Palic legalnie bede mogla dopiero od lipca 2018, wtedy Ci powiem cala prawde i tylko prawde wink A narazie cicho sza - licho nie spi big_grin Cheers.

                    --
                    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
                    Leonard Cohen
            • anorektycznazdzira Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 18:08
              Ale co Ty piszesz, bo nie jestem pewna: że za Gomułki było jeszcze ekologicznie?
              DDT sypano tonami na pola już w latach 50tych, ponoć do połowy lat 70 (kiedy zaczęły się pojawiać pierwsze głosy co to syf) Polska wysypała jakieś pół miliona ton (!!!).
              Moja matka pamięta, jak w jej dzieciństwie w domach pryskano DDT (Azotox to się nazywało), żeby much za bardzo nie dawały się we znaki. Kazano jaj wtedy nie bawić się na parapecie gdzie właśnie nalano trutki na muchy... Jej dzieciństwo przypadło właśnie na lata 50te.


              --
              'To są bardzo poważne zarzuty!!! [Oh, czyli to nie ty?] O nie, ja, ja! Tylko mówię, że to są bardzo poważne zarzuty.' by król Julian
          • fadilla Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:40
            To właśnie w latach 80 wciąż nas dzieciaków przestrzegano przed piciem nieprzegotowanej wody prosto z kranu, teraz już podobno można.

            A kto pamięta jakieś dziwne akcje w przedszkolu/szkole z owijaniem klamek nasączonych jakąś śmierdzącą, odkażająca substancją? Zamierzenie było takie, że każdy ma za ta klamkę łapać otwierając drzwi, nikt tego nie robił zwłaszcza nauczyciele pomagali sobie łokciem, przytrzymywali drzwi nogą. Do tej pory nie rozumiem celu tego przedsięwzięcia.

            --
            W Iranie obowiązuje prawo szariatu, a z tym prawem się nie dyskutuje. by lady-z-gaga
            • aamarzena Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:32
              Ja sobie nie przypominam owijania klamek czymkolwiek. Może mieliście jakąś epidemię w okolicy?

              Co do wody to rzeczywiście zabraniali jej pić. Ale i tak nieraz piło się szkolną kranówkę, szczególnie w ciepłych miesiącach.
              Miałam małą plasikowa butelkę, do której rodzice wlewali mi kompot czy wodę z sokiem, a na zimę termosik - oba pojemniki szybko się zużyły a rodzice nie kwapili sie do zakupu nowych. A pić się chciało.
              • triss_merigold6 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:10
                Ależ miały tylko często nie potrafiono diagnozować. W kuzynkę mojej matki wlewano mleko, bo przecież zdrowe, mimo że rzygała tym dalej niż widziała i kobieta do lat nastoletnich chodziła z AZS i czerwonymi plamami na policzkach. Mój osobisty partner jako dziecko miał alergię na pyłki i fotouczulenie, teściowa leki z USA sprowadzała, bo w Polsce nie było.
                  • madzioreck Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 17:50
                    niu13 napisał(a):

                    > Zgoda, ale upieram się, że teraz jest z tym gorzej. Widzę to po rodzinie. Roczn
                    > iki z lat 70-80 karmione zwykłym mlekiem, kaszą manną, dziadowskim bebikiem, zd
                    > rowe. Nasze dzieciaki- prawie wszystkie z alergią od niemowlaka.

                    Błagam Cię. Jestem dzieckiem z lat 80, siostra - z 70. Naprawdę ani ja, ani ona nie znamy wielu osób, które mogą powiedzieć o sobie, że są zdrowe, my również nie. Ja jak tak na szybko przelecę myślami przez soje otoczenie, to nie znam ani jednej w pełni zdrowej osoby. Od małego alergie, astmy, RZS, AZS i inne badziewia, co druga choroby tarczycy. Pokaż mi tych zdrowych z naszego pokolenia...
                    Może się i nie diagnozowało tak często. Jak się dzieciak dusił, to owszem, do lekarza, ale jak "tylko" obsmarkany chodził albo z wysypką, to co tam... nikogo nie dziwił widok niemowlaka z "lakierowanymi" policzkami.
                    • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 18:04
                      madzioreck napisała:

                      > Może się i nie diagnozowało tak często. Jak się dzieciak dusił, to owszem, do l
                      > ekarza, ale jak "tylko" obsmarkany chodził albo z wysypką, to co tam... nikogo
                      > nie dziwił widok niemowlaka z "lakierowanymi" policzkami.

                      Ale teraz się diagnozuje i niestety widać stale rosnąca zacho­ro­wal­ność na aler­gie.
                      Na alergie choruje już około 30% społeczeństwa a spodziewany wzrost zachorowań prognozuje 50%.
                      Podobnie jak widać w badaniach wzrost zachorowalności na nowotwory wśród ludzi młodych.
                      Nie da się wszystkiego wytłumaczyć prostym "kiedyś nie diagnozowali".
                  • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 09.12.17, 00:58
                    niu13 napisał(a):

                    > Zgoda, ale upieram się, że teraz jest z tym gorzej. Widzę to po rodzinie. Roczn
                    > iki z lat 70-80 karmione zwykłym mlekiem, kaszą manną, dziadowskim bebikiem, zd
                    > rowe. Nasze dzieciaki- prawie wszystkie z alergią od niemowlaka.

                    Moja matka wiecznie z nami po lekarzach biegala.
                    • niu13 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 09.12.17, 22:38
                      Ależ ze mną też latała, bo miałam i zapalenia płuc i ucha non stop, dawano wtedy albo penicylinę w zastrzyku, albo biseptol. W środku stanu wojennego zostałam wywieziona do Zakopanego na "leczenie powietrzem", dostałam tam zapalenia ucha i okazało się, że na całym Podhalu nie ma w aptekach antybiotyku. ŻADNEGO. Smarowano mnie kamforą.
              • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:25
                niu13 napisał(a):

                "dlaczego
                > wtedy żaden niemowlak nie miał alergii na mleko, azs i innych immunologicznych
                > dziwactw"

                No chyba zartujesz! Co ty kobieto bredzisz? Moja siostra zygala po mleku jak kot. To jej mama rozcienczala z woda, no to zygala troche mniej. No bo przeciez wtedy "nie bylo"alergii na mleko. Pobudka kobieto do rzeczywistosci.
                • szmytka1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:04
                  cos się tak uparła, by nas uświadamiac. My ci swoje, ty nam swoje. Twojej siostrze rozcieńczali 30 lat temu a ja sama miesiąc temu w rpzychodni słysząłam, jak babka się chwaliła, że beilon rozciencza niemowlakowi, bo przeicez on taki tłusty... To co, za 30 alt mam opowiadac jakei baby były ciemne bo dzieciom mm modyfikowane robiły nie tak, jak trzeba?
              • aerra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 17:46
                Ee, ja miałam. Jak byłam niemowlęciem to miałam zdiagnozowany azs i skazę białkową, tak się wtedy mówiło.
                Potem w szkole podstawowej i średniej non stop mnie ciągali po dermatologach, ciągle jakieś podejrzenia grzybicy, testy, z których nic nie wychodziło. A nie wychodziło, bo to nie była grzybica, tylko zwyczajna egzema o podłożu alergicznym. Na chemię i roztocza.
        • aerra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 17:12
          O, nie łudź się z tym ogranic. Chyba, że miałaś swoje z ogródka Moja mama pracowała przez jakiś czas w stacji oceny odmian, jako biolog, tyle ile się sypało wtedy różnych rzeczy to przechodzi ludzkie pojęcie. Wszystkie normy rolnicy mieli w nosie.
          A książek to chyba nikt nie zabrania czytać? Teraz jest niesamowity wysyp świetnych pozycji dla dzieci - za naszych czasów była z tym totalna bieda.
        • lalkaika Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 03:01
          Z calym szacunkiem Pani biscotti ,wiem ,ze to Pani styl etc. Czytam zawsze pochlebne posty ,Pani biscotti /herbatniki po wlosku/ madrze prawi i etc. Staram sie czytac twoje wypowiedzi ale nie daje rady.Cos mnie umknieje /to taka gwara,praska/ale tego belgotu naprawde nie daje rady. Life.
          • 1st.world.problems Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:02
            lalkaika napisała:

            > Z calym szacunkiem Pani biscotti ,wiem ,ze to Pani styl etc. Czytam zawsze poc
            > hlebne posty ,Pani biscotti /herbatniki po wlosku/ madrze prawi i etc. Staram s
            > ie czytac twoje wypowiedzi ale nie daje rady.Cos mnie umknieje /to taka gwara,p
            > raska/ale tego belgotu naprawde nie daje rady. Life.
            belgot to tez gwara praska?
    • riki_i Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:12
      Ja byłem dzieckiem w latach 70-tych i wtedy było różnie. Z hardkorów mogę wymienić "naukę" pływania poprzez wrzucanie kopniakiem na parometrową głębię na basenie, następnie zanurzanie w tej głębinie długiego kija i wyciąganie dziecka kurczowo trzymającego się tej tyczki. Pan wuefmen tłumaczył, że to taki sposób, żeby się dowiedzieć, że woda wypycha. No mnie jakoś nie wypychała, szedłem na dno jak kamień, a szukanie owego kija w warunkach topienia się po ciemku (przy dnie nic nie było widać) to raczej można przyrównać do wyrafinowanych tortur. Niestety, miałem to nieszczęście że trafiłem (na krótko) do klasy sportowej i wożono nas daaaleko do wojaków LWP na basen (wjazd na teren wojskowy był za przepustką). Oni mieli taki naprawdę głęboki, 3 metry. Tak mnie sukinkoty katowali jako siedmiolatka, bezskutecznie zresztą, bo pływać nauczyłem się dopiero jako nastolatek, na normalnym basenie i przy normalnym instruktorze pływania.

      --
      "Demokracja" na ematce - ban na IP za poglądy.
      • rysiowa85 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 05:24
        pamiętam ten niby sposób nauki skakania do wody. Nie dość że do dziś pamietam widok falujących płytek na dnie basenu i strach to do dziś nigdy wiecej z własnej woli nie skoczyłam do wody (a pływam dobrze, nawet bardzo). I jeszcze strach że kij którego sie mam trzmac mnie uderzy (a zdarzyło się że uderzył). Dzisiaj juz tego chyba nie praktykują, przygladałam sie nawet lekcjom maluchów i szczęśliwie nie maja juz takich pomysłów.
      • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 15:30
        riki_i napisał:

        > Ja byłem dzieckiem w latach 70-tych i wtedy było różnie.

        No więc właśnie. Było różnie. Nie znam czasów, w których było tylko źle, albo tylko dobrze.
        A wielu musi mieć taki czarno-biały świat. Kiedyś wszystko złe, teraz wszystko super, albo odwrotnie.
        Tamte czasy miały swoje plusu i te mają. Podobnie z minusami. Generalnie lepiej żyć w czasach gdy wszystko jest, ale nadmiar też nie jest zdrowy, a brak potrafi wyzwolić kreatywność. Warto patrzeć na pewne zjawiska szerzej a nie tylko zero jedynkowo.
      • wapaha Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:07
        Straszne.
        Moje pierwsze zetknięcie z basenem w dość małym mieście ( ok 60 tys ?) to brodzik- mały basen dla dzieci, z ciepłą wodą, stosunkowo płytki ( woda sięgała do ramion). Na ścianach wzdłużnych miał barierki, których trzymaliśmy się podczas wykonywania ćwiczeń oddechowych ( barierki takie jak na sali baletowej ) dopiero po ok 1,5 roku nauki najlepsi i najodważniejsi mogli pójść na "duży" basen. Miałam skończone 7 lat , gdy skoczyłam z trampoliny na główkę ( a raczej zaliczyłam tzw. deskę ). Głębokość wody 3,6 m - wysokość trampoliny 2 m. Skoczyłam , bo chciałam, nikt mnie nie wpychał wink
        Osobiste doświadczenia rzutują na charakter i postrzeganie rzeczywistości-Ameryki nie odkrywam ale czuję się w obowiązku tutaj to napisać, zwłaszcza czytają wpisy milamala. Miała fatalne doświadczenia, osobistą traumę i chce przedłożyć to na wszystkich-a tak się nie da. Ludzie są nadwrażliwi, wrażliwi i mało wrażliwi- po mnie pewne doświadczenia zleciały niczym woda na kaczce, zostawiły jakąś pamięć ale nie rozpamiętywanie, jakieś wspomnienie ale nie żale. I pamiętam ten ból gdy skoczyłam na dechę, i jak uczyłam się oddychać i się zachłystywałam i zimną wodę i obawy na głębokości ( woda ok 22 st) i z innych doświadczeń bicie linijką po ręce, kary cielesne w szkole i czasem w domu, świniobicia , kurobicia i inne akcje. No i co ? I nic.Miałam szcześliwe dzieciństwo, mam szczęśliwe życie.
    • capa_negra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:24
      Moje dzieciństwo wspominam cudownie.
      Zabawa na podwórku - trzepak, piłka, wrotki, rower, robienie "widoczków", a może "skarb" to się nazywało??? coś kolorowego, pod kawałkiem szkła, zakopane w piasku
      Wyprawy na nadrzeczne łąki po winniczki i wyścigi ślimaków na szybie, wyjazdy na wieś: las za płotem, rzeczka za drogą.
      W zimie lodowisko przy każdej szkole, wyprawy przed świętami po bombki do prywaciarza i na sanki, na górkę bo kiedyś w zimie śnieg padał.
      Do przedszkola chodziłam tylko jeden rok, nawet nie pamiętam czy dlatego, że obowiązek był ( początek lat 70) czy też dlatego, że rozpieszczoną jedynaczką byłam i socjalizować mnie chcieli. Pamiętam, że leżakowania nie lubiłam i zupy mlecznej nie jadłam, ale udokumentowana alergię miałam - skaza białkowa to się nazywało. Matka służba zdrowia z ciężkim charakterem ( tu na forum dobrze by się odnalazła, wtedy w Sanepidzie pracowała..) zrobiła "próbny koniec świata" - teraz dżihad to się nazywa wink jak mnie jeden raz pomoc/salowa?? niejaka Gienia nakarmić próbowała.
      Dużo książek, dużo znajomych, mało telewizji i zero internetu bo go nie było wink.
      Czy wasze dzieci wam wierzą, że kiedyś nie było internetu, komórek, nie każdy miał telefon, telewizja była czarno-biała, a w niej 2 programy?? I że na sałatę, rzodkiewkę, pomidory i całą sezonową resztę czekało się, aż ta po prostu urośnie???


      --
      A weź ty takie rady zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek
    • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:26
      Do przedszkola malo co chodzilam, ale pamietam jedna scene. Chlopiec stoi na stoliczku, pani go tam postawily, sciagnely mu spodnie i majtki i kazaly innym dzieciom go ogladac na golasa za kare, ze sie zesikal do majtek.
      Potem sie rozchorowalam i przestalam chodzic do przedszkola.
      W domu bylo tylko troche lepiej. Choc nie wiem do konca, bo w przedszkolu chyba nikt mnie nie bil, bylam zreszta ukladna i usluchana dziewczynka, a w domu owszem.
      Dziecinstwo w PRL to hardkor i jak ktos je teraz wychwala to mysle, ze ma chyba cos w glowie nie tak.
      • muchy_w_nosie Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:49
        Ale obecnie też są patologie i w domu i w przedszkolu. Koło mojej pracy w okolicach wieży ciśnień był żłobek gdzie przywiązywali dzieci i karmili spleśniałym jedzeniem - to było z 5 lat temu.
        To że ktoś pochodzi ze skrzywionego środowiska nie oznacza, że wszystkich bito i poniżano ... odrazu po twoim podejściu widać że coś nie tak.
        • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 02:03
          muchy_w_nosie napisał(a):

          > To że ktoś pochodzi ze skrzywionego środowiska nie oznacza, że wszystkich bito
          > i poniżano ... odrazu po twoim podejściu widać że coś nie tak.

          Jesli ktos pochodzi ze srodowiska, w ktorym WYJATKOWO jak na owe czasy nie bito i nie ponizano to nie znaczy, ze wszyscy mieli takie szczescie.
          Po twoim podejsciu tez widac, ze cos jest nie tak.
          Poniewaz charakteryzujesz sie duza doza naiwnosci stawiam, ze u ciebie tez bito ale ty jestes z tych "co im sie nalezalo" i "dziekuja rodzicom, ze ich bili , bo inaczej zostaliby kryminalistami".
          • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:51
            Lata 80-te: na jednym z obozów sportowych na deser dostawałyśmy tabliczkę tłuszczową: coś jak czekolada bez kakao, ale na pierwszym miejscu składników musiał być tłuszcz.
            Kiedy znieśli kartki na cukier, poleciałam do sklepu i kupiłam sobie cukierki: cukrowe kolorowe kuleczki, zeschnięte i twarde, ale słodkie!
            Za komuny w domu często były grzanki z serem i słodką papryką, chyba z Bułgarii. Była w dużym słoiku i ciągle jej ubywało. Zastanawiałam się, z czym będziemy jeść grzanki jak się skończy papryka. Kiedy w słoiku było papryki na 2-3 mm na dnie skończyła się komuna.
      • bi_scotti Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:51
        milamala napisała:

        > Dziecinstwo w PRL to hardkor i jak ktos je teraz wychwala to mysle, ze ma chyba
        > cos w glowie nie tak.

        Biorac pod uwage research i przewidywania, ze obecne pokolenie kilkulatkow bedzie zylo krocej niz ich rodzice, jako pierwsze w historii rozwoju tzw. cywilizacji, to mozna jednak uznac, ze ow hardcore mial wiecej zalet niz obecne co? softball? tongue_out
        PRL byl beznadziejny gdy sie bylo doroslym, to na pewno i poza dyskusja. Ale akurat lata 60te, 70te czy nawet 80te to nie byly zle czasy na bycie dzieckiem, dorastanie. Wherever, rowniez w PRL. Cheers.

        --
        "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
        Leonard Cohen