Dodaj do ulubionych

przewaga dzieci wychowanych przez matki domowe?

08.02.18, 19:33
dzieci starsze mnie interesują/nawet dorośli, a nie 5 latki. I nie komfort- tylko cos co faktycznie w Waszych obserwacji wydaje się lepsze. chętnie przeczytam o Waszych obserwacjach i swoich dzieci, i dzieci dookoła

po raz drugi porusze taki temat- ale tylko dlatego, że czytam wątek obok pani zestresowanej ideą pójścia do pracy i pań wymyślających pierdylion argumentów (dzieci zaniedbane, obiady gotowe, długie weekendy, wirusy rota i inne życiowe "pułapki", tudzież podciągając pod miano pracy robieni obiadu czy inne zwykłe życiowe czynności, które wykonuje się tak i tak ) żeby nie pracować smile cały czas się jakby usprawiedliwijąc swoją niechęć do pracy - jakby było co i po co big_grin
czy jest jakaś realna przewaga dzieci wychowanych przez domowe matki? wg badań- już wam napiszę- żadna big_grin po prostu zero zero zero - ze wskazaniem, że dzieciątka wychowane przez pracujące mamusie statystycznie dłużej się uczą (USA) i osiągają wyższe stanowiska (badania europejskie). Nie nie podam linków- same sobie pogrzebcie. Oczywiście, byc może badania te nie przystają do rzeczywistości, definitywnie nie dzę tam pewnych czynników, które chyba powinny być wzięte pod uwagę

mam dwoje nastolatków- jeden już późny. widzicie jakieś różnice W PÓŹNIEJSZYM WIEKU? ja- tak. dzieci wychowane przez matki w domu- ewidentnie bardziej "wychuchane", delikatne- częściej są mniej zdyscyplinowane. i ich matki, przynajmniej te, które znam- nie pozwalają inm dorosną, miec swojego życia, BARDZO CHRONIĄ PRZEZ PORAŻKAMI. i tyle- i to moja, niczym nie potwierdzona obserwacja.
jakie są wasze obserwacje?

--
--nothing is ever easy in the world of men---
Edytor zaawansowany
  • agata_abbott 08.02.18, 19:37
    Wydaje mi sie, ze w zostawaniu z dzieckiem w domu chodzi jednak raczej o wygodę rodziców, a nie dzieci.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • naggina 08.02.18, 20:03
    "w zostawaniu z dzieckiem w domu chodzi jednak raczej o wygodę rodziców, a nie dzieci."
    no coś w tym jest big_grin ale argumenty są zawsze, że dziecko "lepsze" się rokui- vide inne wątki

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • agata_abbott 09.02.18, 15:02
    No ale to też kwestia indywidualna.

    Zawsze miałam takie podejście, że najważniejsze jest to, żeby wszyscy w rodzinie byli spełnieni i zadowoleni - a że ja tego spełnienia w domu osiągnąć nie mogłam, to dosyć szybko wróciłam do pracy. Później jednak okazało się, że córka ma autyzm - i o ile do pewnego momentu dało się to wszystko ogarniać pracując, to jednak przy kolejnym regresie musiałam przystopować i pracę zmienić na taką, która była bardziej elastyczna i dawała więcej czasu w domu. Tak więc uważam, że w każdej sytuacji ta funkcja "czas spędzany przez matkę w domu vs. ogólne szczęście dziecka teraz i w przyszłości" wygląda nieco inaczej.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • joa66 08.02.18, 19:38
    Gdyby były jakieś standardowe matki pracujące i niepracujące, to pewnie dałoby się przeprowadzić porównania. Na dobrostan dziecka składa się coś więcej niż pracowanie lub niepracowanie rodzica.
  • kropkaa 08.02.18, 19:40
    Gdy byłam mała, współczułam koleżankom, których matki siedziały w domu. Jeszcze butów nie zdjęły, a już miały plany i zadania na popołudnie i wieczór (zrób, posprzątaj, idź, nie idź). Nawet chwili spokoju i oddechu. Nie chciałabym mieć matki w domu, moim dzieciom też chyba nie jestem do szczęścia po szkole potrzebna, bo jakoś dają radę.
  • naggina 08.02.18, 19:42
    "Nie chciałabym mieć matki w domu"
    ja też big_grin uwielbiałam te godziny sama w domu big_grin do dzis uwielbiam zostawać sama.

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • kropkaa 08.02.18, 19:48
    Ja też 😊
  • astrum-on-line 09.02.18, 01:22
    O, właśnie!
    Jaka ja byłam szczęśliwa, jak się udało choćby godzinę, dwie być samemu ze sobą.
    Moja mama pracowała przez kilka lat w domu, potem pracowała jako bibliotekarka i ja po szkole musiłam do niej do biblioteki chodzić. Z jednej strony naprawdę lubiłam ten czas w bibliotece, ale z drugiej strony tak bardzo brakowało mi czasu spędzonego z samą sabą i samodzielności. Boże, jak ja zazdrościłam koleżankom które po szkole szły do domu, w którym musiały być same, musiały same odgrzać obiad albo nawet odgrzać go dla młodszego rodzeństwa. A jeszcze jak ktoś mógł SAM jeździć autobusem.... ach rozmarzyłam się....
  • andaba 08.02.18, 19:55
    Ja odwrotnie - z całego serca zazdrościłam koleżankom, których matki nie pracowały. Przychodziły do domu, a w domu ciepło, obiad na stole, zakupy zrobione. No i miały różne rzeczy, po które trzeba było stać od rana. Kozaczki, i inne takie. Może i miałam więcej swobody niż one, tyle że nie miałam czasu jej wykorzystać, bo co najmniej połowa obowiązków spadała na mnie.
  • an.16 09.02.18, 09:54
    Naprawdę "obiad na stole" był taki ważny dla dziewczynki? Nie wierzę.
  • arwena_11 09.02.18, 13:46
    Naprawdę. I powiem ci, że dla moich dzieci jest nadal ważny. Jak wracają zmarznięte ( bo odstać na autobus, dojechać, dojść ) - to marzą o ciepłym obiedzie. Jak mnie nie ma w domu - bo coś załatwiam - to szczęśliwe nie są.
  • leyre2 09.02.18, 14:07
    arwena_11 napisała:

    Jak wracają zmarzn ięte ( bo odstać na autobus, dojechać, dojść ) -

    dlaczego pozwalasz zeby marzly i korzystaly z publicznej komunikacji zamiast wozic im tylki autem?
  • vinca 09.02.18, 15:54
    Co za idiotyczne pytaniesmile
  • mum2004 10.02.18, 01:02
    A jaki problem zupę do odgrzania zostawić?
  • arwena_11 10.02.18, 08:14
    Zupą się syn nie naje - musiałby zjeść cały garnek.
  • rikol 25.02.18, 21:47
    Ja tam się cieszyłam, jak nie musiałam jeść obiadu. I nie tylko obiadu. U nas w szkole przychodziły bezdomne psy i zjadały kanapki, które im dawały dzieci (a mamy były zadowolone, że dziecko się najadło).
  • kropkaa 10.02.18, 08:14
    A te matki w piecach rozpalały? Że ciepło było? Bo nie widzę związku inaczej. CO jest raczej niezależne od obecności matki w domu.
  • arwena_11 10.02.18, 08:32
    Niezupełnie - ja teraz zamykam kaloryfery jak wychodzimy z domu - po co grzać, jak nikogo nie ma?

    Ja mieszkałam w blokach i co miałam, ale przecież wiele osób jeszcze w latach 80, paliło w piecach - nawet w Warszawie w starych kamienicach były piece kaflowe. Jak nikogo nie było - to było zimno.
  • kama265 26.02.18, 12:57
    Arwena, Ty mnie nie przestajesz zadziwiać...zamykasz kaloryfery jak wychodzisz na parę godzin z domu?
  • kurt.wallander 26.02.18, 13:08
    kama265 napisała:

    > Arwena, Ty mnie nie przestajesz zadziwiać...zamykasz kaloryfery jak wychodzisz
    > na parę godzin z domu?

    A czemu nie? Mozna sobie tez zapropgramowac odpowiednio piec.


  • ichi51e 26.02.18, 13:25
    Ostatnio byla sprawa w sadzie babka grzala sie od sasiadow. Przegrala kazali jej jednak te kaloryfery wlaczac

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • arwena_11 26.02.18, 14:21
    Ja się nie grzeję od sąsiadów. Jak jesteśmy w domu - temperaturę mam w granicach 22 stopni. To kompromis pomiędzy moją ciepłolubnością i zimnolubnością męża. Mój syn u siebie ma kaloryfer na minimum - bo zdecydowanie woli jak jest chłodniej - zwłaszcza w nocy. W dzień go prawie nie ma. Córka grzeje bardziej.
  • delfina77 26.02.18, 13:26
    Ja też zamykam i nawet przy największych mrozach temperatura w mieszkaniu nie spada poniżej 16 stopni
  • arwena_11 26.02.18, 14:16
    Oczywiście, że tak. I w mieszkaniu wcale nie jest jakoś specjalnie zimno. Zwłaszcza, ze rury do kaloryferów idą w podłodze i też grzeją.
    Po co grzać puste mieszkanie?
  • kurt.wallander 26.02.18, 17:01
    arwena_11 napisała:

    > Oczywiście, że tak. I w mieszkaniu wcale nie jest jakoś specjalnie zimno. Zwłas
    > zcza, ze rury do kaloryferów idą w podłodze i też grzeją.
    > Po co grzać puste mieszkanie?

    Myślałam, że chodzi o dom.

    Nie wiem, jak u arweny, ale w nowych mieszkaniach teraz tak są ustawione termostaty, że nie można ich całkowicie wyłączyć, są ustawione minimum na 2.
  • andaba 26.02.18, 17:06
    kropkaa napisała:

    > A te matki w piecach rozpalały? Że ciepło było? Bo nie widzę związku inaczej. C
    > O jest raczej niezależne od obecności matki w domu.

    A to takie dziwne?

    Nie wszyscy mieszkają w dużych miastach i w bloku podłączonym do miejskiego ogrzewania.
    Powiedziałabym, że raczej większość kraju grzeje się niezależnie od elektrociepłowni.

    Więc tak, matki rozpalały (i rozpalają) w piecach, poza tym gotują obiady i robią zakupy. Jeżeli tego nie robią, to dzieci muszą same, a przynajmniej kiedyś musiały.
  • tsaria 08.02.18, 19:56
    Szczerze to ja też wolałam kiedy mamy nie było, siedziałam sobie w spokoju, bawiłam, zawsze koleżanka przyszła, albo ja do koleżanki szłam. Potem ten dobrostan się skończył, bo siostra zachorowała i matka musiała zostać w domu.
    Ona tego siedzenia nie lubiła, ale w tym czasie wyjścia nie było, więc uprzykrzała nam życie, a to posprzątaj, a to coś wynieś, to znowu czemu tak siedzisz i nic nie robisz, dlaczego nie uczysz się? I tak w kółko do mojej 18stki, kiedy to siostra została wyprowadzona na prostą i mama mogła iść do pracy.
  • zlababa35 09.02.18, 08:03
    Ale Ty mówisz o późniejszym czasie. Natomiast bardzo niefajnie jest kiszenie się młodszych dzieci w świetlicy do późna. Zwłaszcza że w szkołach publicznych nie ma zbyt dużo godzin samych lekcji w klasach 1-3. No ma taki biedak lekcje od 8 do 11. 30, a siedzi od 7.30 do 16.30..

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • tsaria 09.02.18, 08:57
    Ja tego źle nie pamiętam serio, a od 7 roku życia zostawałam w domu. Rodzice szli na 7 do pracy, budzili mnie wychodząc, na stole miałam śniadanie, ubrania przygotowane, na początku mama dzwoniła o której mam wyjść i czy już gotowa jestem. Początkowo przez około pół roku chodziłam na świetlicę po lekcjach, ale nie lubiłam, więc szłam sama do domu i dobrze mi tam było. Czasem koleżanka przyszła, czasem dzwoniłam do mamy i ona pozwalała mi iść do koleżanki, a czasem jak było ciepło wychodziłam na podwórko pobawić się z innymi dziećmi, albo siedziałam i coś oglądałam. Jak rodzice wracali z pracy po 15 to był obiad i lekcje. To trwało do około 10 roku życia, potem mama musiała zostać w domu i wiele się zmieniło, bo po pierwsze już starsza byłam i trochę przywykłam do tej mojej "wolności", a poza tym mama zaczęła się wszystkim interesować, to gderanie codzienne wszystkim bokiem wychodziło.
    Jak po latach wróciła do pracy to ja siostrę przygotowywałam rano przed szkołą i zaprowadzałam do niej, bo przeprowadziliśmy się w miejsce w którym nie było dojścia do szkoły chodnikiem,a pobocze było wąziutkie.Potem ona szła na świetlicę i czekała jak ja skończę lekcję i ją odbiorę. To też fajne było, bo złapałyśmy super kontakt mimo różnicy wieku, nie wspominam tego źle, tylko jako coś naturalnego. Siostra duża już wtedy w miarę była, więc opiekować się nią nie musiałam, miała swoje koleżanki i swoje zajęcia.
  • b96 01.03.18, 11:07
    Wszystko świetnie, tylko ilu rodziców kończy dziś pracę o 15-tej?
    Ja świetlicę wspominam koszmarnie. Siedziałam od otwarcia do 16-17. Koszmarna nuda i dziecko na dziecku.
    Jak urodził się brat i mama została w domu było o wiele lepiej. Wracałam sobie sama, dostawałam obiad, który lubię, a nie stołówkowe g*** i mogłam iść na podwórko lub do koleżanki.
  • an.16 09.02.18, 09:58
    No widzisz, a moje dziecko było zachwycone, że ma tyle godzin nic nierobienia i swobodnej zabawy na świetlicy. Była mile zaskoczona po nadambitnym przedszkolu, w którym bez przerwy nią dyrygowano, a zajęcia dodatkowe trwały do 16.00. Zresztą ta świetlica to sprawa klas 1-3. Potem wracają do domu same (te ogarnięte) i laba jest w domu. Córka (V klasa) to uwielbia.
  • tsaria 09.02.18, 10:34
    Ze świetlicami bywa różnie. Mój jako 6 latek poszedł do szkoły z super kameralnego przedszkola. Szkoła dużo, kumulacja roczników, a na świetlicy tragedia, dziecko na dziecku. Wtedy postanowiłam, że wezmę sobie opiekunkę i ona będzie z nim przed i po lekcjach. I to na tamten moment było ekstra rozwiązanie, pani jako emerytowana nauczycielka wczesnoszkolna pomagała mu w nauce, uwielbiał ją, do tej pory ma z nią kontakt.
    Jak był w połowie drugiej klasy ja była w ciąży i zaczęłam pracę z domu. Młody już chciał do szkoły chodzić sam, więc mu pozwoliłam, kilka razy poobserwowałam jak chodzi po ulicy, a że on od maleńkiego jest ogarnięty problemu nie było. Po lekcjach staram się go też szczególnie nie ograniczać, jak chce z kolegami iść na plac zabaw to idzie, jak chce na boisku zostać i w piłkę pograć to gra. Często chodzi też do kolegi, który sam po lekcjach jest w domu i bardzo lubi wtedy u niego być, bo mają chatę wolną i czasem dopytuje się kiedy ja już wrócę do pracytongue_out
  • zlababa35 09.02.18, 13:44
    No widzisz, a moja po 6 lekcjach w klasie 1 chciała sobie posiedzieć w domu, w ciszy i porobić pracę plastyczne. BTW ja też za świetlic ą nie przepadałam, byłam zmęczona.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • mebloscianka_dziadka_franka 10.02.18, 17:47
    Hmm, nie zawsze świetlica to kara dla dziecka. Moja bratanica uwielbia zostawać na świetlicy, ma tam swoje koleżanki i dobrze się bawi, lekcje odrobi i w domu już nie musi siedzieć. Jak mama po nią przychodzi, to ona jej mówi, żeby przyszła później smile Bratanica ma 8 lat.
  • zlababa35 11.02.18, 13:14
    Ale lubi tak np. przez 4 kolejne lekcje tam siedzieć? Bo dla mojej jedna to było w sam raz, żeby właśnie spędzić czas z innymi dziećmi. Po dwóch powtarzały się skargi na zmęczenie i ból głowy.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • miniulowa 27.02.18, 07:45
    "Natomiast bardzo niefajnie jest kiszenie się młodszych dzieci w świetlicy do późna. Zwłaszcza że w szkołach publicznych nie ma zbyt dużo godzin samych lekcji w klasach 1-3. No ma taki biedak lekcje od 8 do 11. 30, a siedzi od 7.30 do 16.30.."

    Paczaj pani, a nasz średniak po jednorazowym pobycie w świetlicy (sytuacja awaryjna, mąż miał wyjazd, mnie auto padło) powiedział, że chce
    A. zostawiać w świetlicy
    B. jeść obiady w szkole
  • b96 01.03.18, 11:12
    Ha ha - u nas było dokładnie to samo. Za to po tygodniu na świetlicy usłyszałam - Mamusiu nigdy więcej obiadów i świetlicy!!!
  • zlababa35 07.03.18, 17:25
    To zostaw go na cały rok od rana do późnego popołudnia, i koniecznie tylko szkolny obiadek, a wtedy pogadajcie.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • miniulowa 07.03.18, 20:47
    "To zostaw go na cały rok od rana do późnego popołudnia, i koniecznie tylko szkolny obiadek, a wtedy pogadajcie."

    2 lata chodził do świetlicy, czwarty rok z rzędu je obiadu w szkole. Nie ma z tym problemu, nie potrzebuje terapii, jest zadowolony z życia. Dwaj pozostali też - obiady w szkole, najmłodszy w świetlicy drugi rok. Serio, nie mają traumy 😉
  • arwena_11 08.02.18, 21:57
    A mnie zazdroszczono, że przychodzę do domu i od razu mam obiad. Moja mama pracowała w domu.

    Moja bratanica wspominała, że była na świetlicy zawsze pierwsza i ostatnia wychodziła, bo rodzice dopiero ją odbierali wracając z pracy. Była zmęczona, nie mogła odsapnąć po szkole itd. Wstawała o 6 i od 7 była już w szkole. Nawet jak lekcje zaczynała na 10. Gdyby mama była w domu - mogłaby dłużej spać itd.
    Teraz jest matką i została w domu - bo nie chce zafundować dziecku tego co sama przeżyła.
  • bialeem 09.02.18, 00:27
    Moja matka była praktycznie superwoman w takim razie. Pracowała i miałam obiad. Obiad był robiony wieczorem dnia poprzedniego i wystarczyło go sobie odgrzać. Zakupy też były zrobione, a ja miałam praktycznie pełną swobodę. Nie zamieniłabym tego za cholerę. Mąż z kolei też miał pracującą mamę i był podrzucany babci mieszkającej po sąsiedzku. Miał obiad, odrabiał lekcje i do dziś marudzi jak to mu było źle w dzieciństwie. Do tego "ugotować" umie najwyżej kanapki. Inna sprawa, że za naszego dzieciństwa nikt nie wzywał mopsu do 7latka latającego z kluczem po podwórku.


    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
  • la_mujer75 09.02.18, 00:40
    Ale czy twoja mama z sentymentem wspomina tamte czasy? Jak po pracy stała w kolejkach*, aby zdobyć podstawowe produkty żywieniowe, a później wieczorami stała nad garami ?

    *nie wiem, jaki jesteś rocznik. jak ja byłam dzieckiem, to albo niczego nie było, albo stało się w kolejkach
  • bialeem 09.02.18, 01:07
    Jestem ciut za młoda na kartki. Kolejki były, ale po koszyki w (nowinka) samoobsługowych. Po zakupy stał ojciec i on chodził rano do piekarni po świeże bułki. On mnie też odprowadzał do przedszkola. Do szkoły łaziłam już sama. Miałam dwoje rodziców. Oboje pracowali. Wtedy nie wydawało mi się to dziwne. Najwyraźniej jednak było.

    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
  • arwena_11 09.02.18, 08:07
    Nigdy nie lubiłam odgrzewanych obiadów. Odgrzewane ziemniaki są okropne. A jedzenie stołówkowe - nigdy mi nie smakowało.
  • evee1 10.02.18, 11:55
    Och, biedactwo...

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • arwena_11 10.02.18, 12:01
    Biedactwa to byli ci - co musieli jeść to coś co dawali na stołówkach.
  • joa66 10.02.18, 12:27
    wiesz arwena - moja mama gotowała zdecydowanie lepiej niż "stołowka" . Ale wolałam obiad stołówkowy i chwilę swobody w domu kiedy była w pracy smile W życiu bardzo rzadko można wziąć całą pulę fajnych rzeczy, z pominięciem tych mniej fajnych.
  • mamma_2012 10.02.18, 13:48
    Obiady na stołówce były super! Nawet jeśli czasem trzeba było schować szpinak pod ziemniaki. Wynalazki typu jajko w sosie chrzanowym, mniam.
    Kiedy bywałam w szkołach bardzo lubiłam, kiedy dyrekcja zapraszała na obiad, a jak nie zapraszała to sama się pytałam czy można wykupić, nie dało się wytrzymać jak po budynku roznosiły się te zapachy, zupełnie takie same jak za moich szkolnych czasów.
  • zlababa35 10.02.18, 15:38
    Dokładnie. Pamiętam te oszczędnościowe, śmierdzące obiadki big_grin. I jedzenie w pośpiechu i wrzasku. Niektórych dań nie robię i nie jem do dzisiaj, taki mam wstręt po tylu latach.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • an.16 09.02.18, 10:00
    A co stało na przeszkodzie dłuższego spania i pójścia późniejszego do szkoły? Nadopiekuńczość matki? Wychowała nadopiekuńczą córkę jak widać.
  • arwena_11 09.02.18, 10:11
    Brak dojazdu? Rodzice do szkoły podwozili samochodem, bo komunikacji nie było - nowe osiedle domków - do głównej drogi ze 2 km?
    Teraz to żaden problem, bo się infrastruktura rozwinęła. Na początku lat 90 - to był duży problem. Ale nawet teraz nie widzę, żeby 6-7 czy nawet 10 latki same wracały do domu i siedziały w nim kilka godzin do powrotu rodziców.
  • b96 01.03.18, 11:17
    7-latek sam w domu - to chyba nawet pod paragrafy podpada.
    U nas nie ma konkretnego wieku podanego od kiedy dziecko może być samo w domu, czy na ulicy, ale w niektórych jest - i jest to 10-12 lat, bo uważa się, że dopiero takie dziecko jest w stanie być samo.
  • joann_80 07.03.18, 09:26
    Bzdura, to zależy od dziecka. Mój kończy 9 w maju i od początku roku szkolnego chodzi sam do szkoły. Wraca sam i czeka na nas w domu od około 3 miesięcy. Nie narzeka, pytaliśmy bardzo lubi być sam.

    --
    To co się zaczyna na 192... to nie IQ. To jest IP. (by Krejzimama)
  • edelstein 09.02.18, 09:01
    A moj syn woli jak jestem w domu.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • iberka 09.02.18, 09:15
    no to mnie strzeliłaś w twarz....I nie żartuję, bo przeraziło mnie to, że jestem taką mamą uncertain

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22ndf9h6w1vt6qz.png
  • mai-ra3 08.02.18, 19:50
    Moim zdaniem wszystko ma plusy i munusy. Nie można powiedzieć, ze matka niepracująca to same plusy, ale to samo tyczy się pracujących. Zawsze jest coś kosztem czegoś...
  • kropkaa 08.02.18, 19:57
    Jak to w życiu.
  • heca7 08.02.18, 19:51
    Tak tak pamiętamy twój wątek o kobietach domowych. Co to jak nie pójdą do roboty to mąż będzie pukał sekretarkę i rozmawiał z nią o polityce biurowej big_grin Już ci wtedy ematki wytłumaczyły, że jak pan nie umie ptaka zatrzymać w spodniach to nie przeszkadza mu ani praca żony, ani wychuchany dom ani jej doktorat i chęć rozmowy o jego robocie tylko przeleci wszystko co nie ucieka tongue_out To teraz mamy temat jakie to dzieci matek domowych są źle wychowane. A prawda jest taka, że ch..jową matką może być i ta pracująca i ta domowa. Podobnie z ojcem- praca nie gwarantuje bycia supertatą. KONIEC.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • naggina 08.02.18, 20:01
    hmm. nic mi nie musisz tłumaczyć- pisałam ci o moich obserwacjach. i tak jest dalej ak pisałam- małzeństwa osób DOOKOŁA MNIE (Nie twoje czy dookoła ciebie) to ch....owe i przestają istnieć. dzieci dookoła mnie (nistety/stety dla nich mniejszośc tongue_out) są takie jak napisałam.



    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • kropkacom 09.02.18, 09:09
    Obserwacje sracje... Od dzisiaj będę raz w tygodniu zakładać wątek o moich obserwacjach a propos rozwódek, wczesnego macierzyństwa, późnego macierzyństwa, pracy MATKI w domu, pracy poza domem, emigracji, nie emigracji, ojców co się nie poczuwają, babć, które na starość robią karierę i tak dalej big_grin Klękajcie narody.

    --
    *
  • pitupitt 09.02.18, 12:35
    No to masz h...jowe otoczenie. Nie usprawiedliwia to twojego generalizowania (gruncie rzeczy o to ci chodzi). Coś chcesz udowodnić, ale sorry, nie tym razem i nie w ten sposób.
  • hanusinamama 25.02.18, 21:52
    I naprawde fakt, zdrawy wynikał z tego ze zona w domu siedziała. Powiem dalej...mozna byc "kura domową" i znac sie polityce, kulturze...mozna pracować od rana do wieczora i umiec gadac jedynie o programach typu "project lady". Poza tym facet jak zdradza z seksretarką, to nie dlatego ze w domu ma żonę niepracującą...jakby pracowała tez by zdradzał. Ja znam takiego ktory miał pracującą żonę i zminił na model ktory zajmuje się domem. Nie ma reguły.
  • cosmetic.wipes 08.02.18, 19:54
    Moje obserwacje nie są dobrym materiałem, bo znam tylko jedno, teraz nastoletnie, dziecko matki domowej i całe stada dzieci matek pracujących.
    Wśród tych drugich są bardzo różne egzemplarze, natomiast pierwsze nadaje się wyłącznie do odstrzału sanitarnego. Z tym, że nie status zawodowy matki to spowodował, tylko jej "kompetencje" wychowawcze.

    --
    Zakładanie stanika na mokrą skórę jest jak walka wręcz z szatanem.
  • mondovi 08.02.18, 19:59
    To chyba nie ma prostego przełożenia. Moja babcia nigdy nie pracowała zawodowo, wychowała trójkę dzieci, są już w okolicach siedemdziesiątki - więc późniejszy wiek i to z przytupem. Każde z nich jest inne po prostu, jedno ciągnęło do wolności, jedno mamindziecko do końca, jedno nie wiem. Dwójka skończyła studia wyższe (jedno dzienne, drugie zaocznie), jedno poprzestało na maturze w technikum. Ciężko znaleźć prawidłowość.

    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • mai-ra3 08.02.18, 20:05
    Otóż to, charakter człowieka jest częściowo wrodzony, a tylko niektóre umiejętności i cechy rozwijają się w tym czy innym kierunku. Mam dwoje dzieci i każde jest kompletnie, ale to kompletnie inne pod względem charakteru. Szukanie przyczyn w tym czy matka pracuje czy nie, jest moim zdaniem błędne. To już prędzej ogólny charakter matki może mieć wplyw na jakies cechy charakteru dzieci, ale tylko tę częśc która ulega nabyciu, ale nie to czy akurat pracuje czy nie.
  • naggina 08.02.18, 20:31
    "To już prędzej ogólny charakter matki może mieć wplyw na jakies cechy charakteru dzieci, ale tylko tę częśc która ulega nabyciu, ale nie to czy akurat pracuje czy nie."
    oo, może to jest trop? jeżeli to strach, zahamowania powodują, że się nei pracuje- to mamy do czynienia z dziedziczeniem schematów. najlepiej dla dziecka, żeby jak najmniej z taką mamusią...


    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • zlababa35 08.02.18, 21:18
    Zahamowania mogą powodować także, że odetnie się od dziecka i rodziny, i po uszy zanurzy w pracy...

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • mondovi 08.02.18, 21:19
    Ponadto mam wrażenie, że inną matką jest się dla każdego dziecka - ze względu na zmieniające się okoliczności, zmieniający się charakter, wiek - no i samo dziecko.

    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:50
    >oja babcia nigdy nie pracowała zawodowo, wychowała trójkę dzieci, są już w okolicach siedemdziesiątki -

    niedobry przyklad. To byly inne czasy. Wtedy wiele kobiet nie pracowalo.
  • mondovi 09.02.18, 09:21
    Teza brzmi: dzieci matek niepracujących mają konkretny zestaw cech. Co ma do rzeczy powszechność niepracowania?

    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • amsterdama 08.02.18, 20:01
    Bardzo miło wspominam czas w dzieciństwie, kiedy mama nie pracowała. Dom zawsze był taki jasny i przytulny, kiedy była w nim mama. Czekała z obiadem. Zawsze miała dla mnie czas. Jestem mocno sfrustrowana nie mogąc dać tego samego swoim dzieciom.
  • amsterdama 08.02.18, 20:04
    Przepraszam, w sumie nie odniosłam się do pytania postawionego w wątku. Przewagę mogę mieć jedynie emocjonalną.
  • naggina 08.02.18, 20:16
    "Przewagę mogę mieć jedynie emocjonalną." a co to jest?
    dla mnie chwile spędzone w domu, sama, lub z koleżankami były bardzo ważne. obecnośc matki w domu by to zakłóciła tongue_out
    czyli dla każdego coś innego- nie można wysnuć wniosku, że każde dziecko uwielbia to ciepełko, obiadki etc.

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • kondolyza 08.02.18, 22:04
    zalezy chyba jakà się ma mamę i jaką się mialo z nią relację. jesli ta relacja jest fajna,ciepla a czlowiek ten daje poczucie bezpieczenstwa to chcialoby sie zeby byl jak najwiecej prawda? i jego obecnosc cieszy a nie przeszkadza. jesli obecnosc „matki” przeszkadzała to na pewno relacja z nią nie byla ok
  • ironia-losu11 08.02.18, 22:13
    10/10. Kondolyza, popieram tutaj każde Twoje zdanie.
  • naggina 08.02.18, 22:39
    "jesli ta relacja jest fajna,ciepla a czlowiek ten daje poczucie bezpieczenstwa to chcialoby sie zeby byl jak najwiecej prawda? i jego obecnosc cieszy a nie przeszkadza. jesli obecnosc „matki” przeszkadzała to na pewno relacja z nią nie byla ok"
    nie kochanie, nie masz racji big_grin ot, po prostu, do dzis tak mam- lubię odpocząc w ciszy, spokoju- i tak mają moje dzieci, i mąż tongue_out co nie znaczy, że nie lubimy spędzac czasu razem.
    może to przedstawięc w liczbach- kończyłam szkołe o 13.30 ok, mama i tata byli w domu o 15.30- czyli miłam dla siebie 90 minut a resztę z nimi smile i co w ty dziwnego? dziwne jest to, że się jest tak uzaleznionym od obecności innych.

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • fragile_f 08.02.18, 22:51
    "jesli obecnosc „matki” przeszkadzała to na pewno relacja z nią nie byla ok"

    Eeee...... eeee? big_grin

    Tzn jak ematka cieszy sie, ze dzieci zabrali dziadkowie na weekend i ma wreszcie czas dla siebie, to analogicznie stwierdzamy, ze ma z nimi złe relacje? Albo jak opisuje z rozkoszą 2 dni bez męża, kiedy mogła robic co chce?

    Lol

    --
    Fragile
  • helenaizuza 08.02.18, 22:54
    Otóż nie. Moja mama była cudowna. Mądra, ciepła i najlepsza na świecie. Dawała mi poczucie bezpieczeństwa i lubiłam z nią przebywać, ale jeszcze bardziej uwielbialam swobodę, wolność, niezależność, nieskrepowany i niezaklocony czas z koleżankami. Bez nadzoru. Lubiłam też być sama w domu. Cisza, spokój i moje myśli. Ale ja zawsze lubiłam samodzielność, nie lubiłam być prowadzona za rączkę. Nie znosiłam też zorganizowanych form wypoczynku. Taka jestem i moja relacja z mamą nie ma tu nic do rzeczy.
  • edelstein 09.02.18, 09:04
    taaabwiadomo matka niepracujaca nie wychodzi z domu na krok.To nie wina mstek niepracujacych ze musisz zapieprzac na etacie i starasz sobie to zracjonaliziwac.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • b96 01.03.18, 11:24
    Hmm, wychodzi na to, że coś z Twoją matką było nie tak...
    Moja absolutnie w niczym mi nie przeszkadzała przy wizytach koleżanek.
  • quesuerte 08.02.18, 20:01
    Zalezy od matki, od dziecka i od domu.
    I oczywiscie od placowki, do ktorej mialoby byc posylane.
    Wyksztalcona i zrownowazona matka, ktora potrafi i chetnie uczy swoje dzieci, pokazuje im ciekawe miejsca (od muzeow przez sport po muzyke) a nastepnie daje im duzo swobody na zabawe wszelaka. Celowo uzywam liczby mnogiej, mysle, ze lepiej jesli od razu jest co najmniej dwojka. Dobra domowa kuchnia, brak rannego budzenia, stresu, pospiechu, poganiania, niecierpliwosci (te moze objawiac wieczorem wink Dla mnie to ideal pierwszych lat zycia dziecka, nie ma porownania z systemowym umieszczeniem w placowce.
    I to by bylo na tyle.
    A inwestycje, moga sie zwrocic lub nie, ma na to wplyw wiele czynnikow.
    Sundance wlasnie pokazalo taki dokument, o trojaczkach, ktore zostaly rozdzielone jako noworodki.
    Cala trojka skonczyla identycznie.
  • naggina 08.02.18, 20:11
    "Wyksztalcona i zrownowazona matka, ktora potrafi i chetnie uczy swoje dzieci, pokazuje im ciekawe miejsca (od muzeow przez sport po muzyke) a nastepnie daje im duzo swobody na zabawe wszelaka. Celowo uzywam liczby mnogiej, mysle, ze lepiej jesli od razu jest co najmniej dwojka. Dobra domowa kuchnia, brak rannego budzenia, stresu, pospiechu, poganiania, niecierpliwosci (te moze objawiac wieczorem wink Dla mnie to ideal pierwszych lat zycia dziecka, nie ma porownania z systemowym umieszczeniem w placowce."
    hmm. moje dzieci to miały. wszak doba ma 24 godziny...


    www.timesofisrael.com/sundance-film-festival-debuts-dark-tale-of-jewish-triplets-split-at-birth/
    to? nie oglądałam- więc tam niby przeważyło na ich życiu nurture, tak? czy raczej nature, jak piszesz?

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • quesuerte 08.02.18, 20:23
    Nie zrozumialam dokladnie, co mialy Twoje dzieci (czy w rezultacie mama mogla pracowac z nimi w domu czy jak?).
    I tak, o ten film mi chodzi.
  • quesuerte 08.02.18, 20:24
    Dodam tylko, ze "cala trojka skonczyla identycznie, na etapie uniwersyetu". Potm jednak nie, ale to juz byly inne konsekwencje innych zdarzen i wyborow chyba...
  • naggina 08.02.18, 20:27
    "Potm jednak nie, ale to juz byly inne konsekwencje innych zdarzen i wyborow chyba..." właśnie o to CHYBA chodzi wink

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • zlababa35 08.02.18, 21:17
    Czyli nie musiały o 6:30 jechać do przedszkola, pomimo, że pracowałaś? No wybacz, ale to zmienia perspektywę.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • naggina 08.02.18, 21:55
    nie, nei musiłały jechac na 6.30.
    wiesz,teraz chodza do dobrych szkół- zaczynają lekcje o 7.30. i tak- o 6.45 muszą wsiąśc w tramwajkę. taka życ smile

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • zlababa35 09.02.18, 07:01
    Wiesz, jest różnica między 3-latkiem, który codziennie chodzi od rana w przymusowym kołowrocie, choćby wyjeżdżał i o 8, a np. licealistą, który rano idzie na rozszerzenia/kółka (zakładam, że rodzice tego przedszkolaka pracują pełnoetatowo i że babcia go nie odbiera zaraz po zupce, żeby w parku się wyhasał).
    Moje dziecko w klasie V też idzie na kółko na 7.30, co prawda raz w tygodniu. Trzeba wtedy wstać po 6. Przedszkolakowi bym takiego codziennego zapie...dolu współczuła.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • leyre2 09.02.18, 07:22
    a po co 3 latka odbierac z przedszkola wczesnien skoro tam wlasnie jest po to zeby sie m.in wyhasac?
  • arwena_11 09.02.18, 07:33
    Bo np jest zmęczony? Każde dziecko jest inne - mój syn mógł nie wychodzić z przedszkola, a moja córka o godzinie 14, była potwornie zmęczona i chciała do domu.
    Oboje zaprowadzałam ok 9 rano - po śniadaniu, żeby się mogli dospać.
  • zlababa35 09.02.18, 07:37
    O właśnie. W pierwszych latach szkoły moje dziecko chciało iść do domu, a nie siedzieć w szkole po lekcjach. Było zmęczone np. 5-6 lekcjami dziennie i hałasem. Na szczęście lekcje zaczynały się o 9.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • zlababa35 09.02.18, 07:40
    Co innego hasać na podwórzu w tłumie dzieci, co innego w parku, w zieleni. I to, i to jest potrzebne do rozwoju.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • leyre2 09.02.18, 08:18
    zlababa35 napisała:

    > Co innego hasać na podwórzu w tłumie dzieci, co innego w parku, w zieleni. I to
    > , i to jest potrzebne do rozwoju.
    >
    A na przedszkolnych placach zabaw nie ma drzew , zieleni?
    ja widze nawet wiecej plusow, sa rowery, jezdziki, wozki, drwwniane dude klocki, namioty, mozna urzadzic sklep, szkole itd. w dodatku inne dzieci do zabawy, w kazdej chwili mozna wejsc do srodka i pobawic sie czyms innym, skorzystac z toalety czy odpoczac. z babcia nawet w polowie tak fajnie nie jest
  • zlababa35 09.02.18, 09:40
    Wiesz, dziecko potrzebuje także ciszy i robienia wszystkiego nie na komendę, a nie nieustannego pisku, wrzasku i negocjowania z kolegami, czym akurat można się pobawić.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • naggina 09.02.18, 09:54
    "Wiesz, dziecko potrzebuje także ciszy i robienia wszystkiego nie na komendę, a nie nieustannego pisku, wrzasku i negocjowania z kolegami, czym akurat można się pobawić."
    widzisz, to negocjowanie, robienie na komende - to jest nauka umiejętności społecznych... bez nich - bedą jak niektóre matki tutaj- powiedzmy wyraźnie- niedostosowane do życia. takie- misfits.
    aczkolwiek absolutnie rozumiem, że każdemu sie nalezy odpoczynek- najlepiej samemu w domu, a nie z mamą cały czas obecną/animującą/pomagającą tongue_out


    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • ichi51e 09.02.18, 10:10
    Ja znam sporo doroslych ktorzy nie chodzili do przedszkola i specjalnie misfits nie sa. Za to ja jestem sporym dziwakiem matka pracowala od 2 roku zycia zostawal ze mna brat 4 letni i chodzilismy do pkola. Do tego duzo sie przeprowadzalismy wiec podstawowek mialam kilka roznych i powiem szczerze moim zdaniem wlasnie dlatego nie umiem utrzymywac relacji glebszych przyjacielsko kolezenskich mimo ze pierwszy kontakt nawiazuje bardzo latwo generalnie lubie ludzi i jestem postrzegana jako towarzyska smiala i kontaktowa.
    Czyli znowu to co w poprzednim watku - nie da sie wszystkiego podciagnac pod jedna odpowiedz eozne rzeczy ksztaltuja czlowieka i zwiazki.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • zlababa35 09.02.18, 14:59
    Toż właśnie dlatego chodzi do szkoły i po ilus godzinach ma prawo mieć nawet najfajniejszych relacji po kokardę. Aha, a mama nie musi cały czas chodzić za szkolniakiem, animować i zagadywać.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • leyre2 09.02.18, 09:55
    zlababa35 napisała:

    > Wiesz, dziecko potrzebuje także ciszy i robienia wszystkiego nie na komendę, a
    > nie nieustannego pisku, wrzasku i negocjowania z kolegami, czym akurat można si
    > ę pobawić.
    >
    W przedszkolach dzieci nie robia wiekszosci rzeczy na komende ani nie negocjuja ciagle czym maja sie pobawic. Jest pewna rytyna np posilkow ale to dziecku jest potrzebne takze w domu. Doza negocjacji czy rozwiazywania nieduzych kinfliktow tez sie przydaje mlodemu czlowiekowi, wieksze pomagaja rozwiazac opiekunowie, tak jak korzystanie z niektorych zabawek na zasadzie kolejnosci. Halasu tez nie ma caly czas, bo czesc dzieci jest ma zewnatrz, czesc w srodku, no I po przedszkolu jest jeszcze sporo czasu na cisze.
  • zlababa35 09.02.18, 15:00
    Ekhm, piszesz o polskim przedszkolu? To raz. Dwa - czy te piski i negocjacje muszą trwać 8-9 godzin, żeby dziecko się uspolecznilo? A takie 5 godzin to będzie za mało?

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • leyre2 09.02.18, 15:10
    zlababa35 napisała:

    > Ekhm, piszesz o polskim przedszkolu?

    A to jak jest w polskich przedszkolach, jakos inaczej?
    Dwa - czy te piski i negocjacje mu
    > szą trwać 8-9 godzin, żeby dziecko się uspolecznilo?

    A to dzieci nic innego nie robia tylko wyrywaja sobie zabawki czy to przez 8 h czy przez 5?

  • zlababa35 09.02.18, 16:36
    Tak, w przedszkolu, do którego musiała iść młoda na przygotowanie 5-latka, dokładnie tak było. Tarzanie się po wykładzinie, siedzenie na podwórzu, godzinny obiad, prawie żadnych zorganizowanych zajęć, grupa 28-osobowa.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • leyre2 09.02.18, 16:47
    zlababa35 napisała:

    > Tak, w przedszkolu, do którego musiała iść młoda na przygotowanie 5-latka, dokł
    > adnie tak było. Tarzanie się po wykładzinie, siedzenie na podwórzu, godzinny ob
    > iad, prawie żadnych zorganizowanych zajęć, grupa 28-osobowa.
    >
    tyle ze ty zawsze na narzekasz na placowki do ktorych chodzi twoje dziecko
  • zlababa35 09.02.18, 17:23
    Nie, nie zawsze. I ze wszystkich placówek, jakie były, ta była naprawdę osobliwa.
    A zajęć naprawdę właściwie nie było. A nie, sorry, przez te 5 godzin z kwadrans coś kolorowali albo wyklejali. W perspektywie była wówczas I klasa za rok, na tyle mnie to przeraziło, że nic się nie dzieje poza tarzaniem się w piachu i na wykładzinie w tak dużej gromadzie, że zabrałam dziecko do szkoły po 3 m-cach.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • leyre2 09.02.18, 17:59
    zlababa35 napisała:

    > Nie, nie zawsze.

    zazwyczaj
  • zlababa35 10.02.18, 15:40
    Wiesz, mi nie zależy, żeby Cię przekonać, bo nie chcesz być przekonana. Przedszkole było ujowe tak czy inaczej.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • heca7 09.02.18, 15:12
    To przecież Najma wink Ona nie mieszka w Polsce ale zawsze jakoś "zapomina" o tym napisać w swoich wypowiedziach wink

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • leyre2 09.02.18, 15:29
    heca7 napisała:

    > To przecież Najma wink
    kto? nastepna z maniera zadania sie nieuzywanymi nickami, bleeeh


    Ona nie mieszka w Polsce ale zawsze jakoś "zapomina" o tym napisać w swoich wypowiedziach wink

    jakby stale bywalczynie forum nie wiedzialy 🤣
  • zlababa35 09.02.18, 16:38
    Heca, ja wiem, kto towink. Chciałam zwrócić po prostu subtelnie uwagę naszej koleżance leyre, że posługuje się trochę innymi realiami i o polskich przedszkolach ma niewielkie pojęcie big_grin.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • heca7 09.02.18, 16:54
    Jak widać powyżej to nic nie daje wink

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • b96 01.03.18, 11:29
    Dokładnie tak jak piszesz.
    Znakiem dzisiejszych czasów są dzieci przebywające w placówkach dłużej niż ich rodzice w pracy!
    To nie jest normalne. I nikt mi nie wmówi, że 3-5 latek (a nawet 8-latek) jest szczęśliwy, gdy codziennie po 9-10 godzin jest w przedszkolu.
  • martishia7 08.02.18, 20:42
    Pamiętasz może tytuł?
  • quesuerte 08.02.18, 22:21
    Three Identical Strangers

    gowatchit.com/watch/movies/three-identical-strangers-629775?campaign=default-website&gwi_list_id=370531&lead_partner_id=16
  • martishia7 09.02.18, 14:53
    Dziękuję!
  • triss_merigold6 08.02.18, 20:04
    Zarówno matka niepracująca, jak i pracująca, może zrobić sobie z hasła "dobro dziecka" tarczę do ochrony przez złym światem.

    Zależy z jakich powodów pani nie pracuje, bo jeśli <łącznie> dzieci jest więcej niż jedno, logistyka dojazdowa trudna, koszty zlecenia opieki i domowych czynności wysokie, a pani zarobiłaby 2 tysiące netto to odpuszczenie sobie zarobkowania poza domem ma sens.
    Jeśli natomiast pani karmi swoje fobie i lęki albo uznała, że sam fakt urodzenia dziecka zwalnia ją z jakiejkolwiek dalszej odpowiedzialności za życie, to sorry, ale jest toksyczna.
  • danaide 10.02.18, 00:25
    Jak miło, że wskazałaś pułap nieopłacalności pracy w Wawie smile
  • lauren6 08.02.18, 20:13
    Mam jedną obserwacje: znane mi córki niepracujących matek poszły na studia z wyraźnym celem upolowania męża. Po ślubie i urodzeniu dzieci żadna nie wróciła do pracy.
  • mondovi 08.02.18, 21:23
    A znani Ci synowie niepracujących matek?

    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • milamala 09.02.18, 00:49
    lauren6 napisała:

    > Mam jedną obserwacje: znane mi córki niepracujących matek poszły na studia z wy
    > raźnym celem upolowania męża. Po ślubie i urodzeniu dzieci żadna nie wróciła do
    > pracy.

    A jakie studia konczyly?
  • mai-ra3 08.02.18, 20:14
    Załozmy, że matka musiałaby siedzieć w pracy razem z drogą od 5 -15 i na druga zmiana 13-23, żyć w stresie i zarabiać 1500 zł, to uważam że dla małego dziecka już lepiej jak jest w domu. Co do większych dzieci nie wiem, czasem pewnie jest lepiej tak, a czasem inaczej...
    Natomiast jestem pewna, ze 90 procent osób jakby wygrało kilka milionów w totka, to natychmiast zwolniłoby się z pracywink I nie patrzyłoby na to jaki daje przykład dla dzieci, nie udowadniałoby na forach sensu pracy zarobkowej itd. wink
    Czyli tak naprawdę pracujemy, bo musimy. A rozwój zawodowy i przy tym dobre zarobki dotyczy max 10 procent pracujących.
  • amsterdama 08.02.18, 20:16
    A ja bym pracowała, tyle,że 2-3x w tygodniu po 3 godzinki (gdybym te miliony wygrała).
  • fragile_f 08.02.18, 20:18
    Przeprowadzono rózne badania z ktorych wynika, ze ludzie ktorzy nagle dostali dodatkowe zrodlo dochodu nie rezygnowali z pracy (albo inaczej: bardzo mala ich czesc rezygnowała). Nawet jesli nie musieli pracowac zarobkowo, to uczestniczyli w wolontariatach, organizowali domy tymczasowe dla zwierzaków etc

    --
    Fragile
  • naggina 08.02.18, 20:26
    "Przeprowadzono rózne badania z ktorych wynika, ze ludzie ktorzy nagle dostali dodatkowe zrodlo dochodu nie rezygnowali z pracy (albo inaczej: bardzo mala ich czesc rezygnowała)."
    dokładnie. sama bym nigdy nie zrezygnowała smile pewnie by firmę rozhulała. uwielbiam pracować, ale nei jeste pracoholiczkąsmile

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • milamala 09.02.18, 00:56
    fragile_f napisała:

    > Przeprowadzono rózne badania z ktorych wynika, ze ludzie ktorzy nagle dostali d
    > odatkowe zrodlo dochodu nie rezygnowali z pracy (albo inaczej: bardzo mala ich
    > czesc rezygnowała).

    A to czasem nie te badania, ktore udawadniaja, ze wiekszosc wygrywajacych w wiekszym lub mnejszym odstepie czasu traci swoje fortuny, bo nie umie nimi zarzadzac ani nie potrafi byc bogata. Trudno sie zatem dziwic, ze jednak z pracy ne rezygnuja, z czegos w koncu trzeba zyc.
  • fragile_f 09.02.18, 01:42
    Nie, to były badania dotyczące dochodu gwarantowanego. Praktycznie nikt nie rezygnował z pracy, ludzie po prostu pracowali trochę mniej a dodatkowy czas poświecali na hobby, wolontariat i podróże.

    --
    Fragile
  • princesswhitewolf 08.02.18, 20:50
    > że matka musiałaby siedzieć w pracy razem z drogą od 5 -15 i

    prace za 1500zl to chyba mozna znalezc w kiosku za rogiem a nie gdzies jezdzic 2 godziny bo z tego co liczysz to jest 9 godzin pracy.
  • mai-ra3 09.02.18, 00:00
    Własnie tyle zarabiałam w tych godzinach w firmie produkcyjnej i razem z drogą do pracy nie było mnie 9-10 godzin w domu. Pewnie że można w kiosku za rogiem, ale nie każdy chce w handlu (ryzyko manka itp)
  • mai-ra3 09.02.18, 00:02
    Właściwie to nie 9-10 tylko 10. Trzeba było byc 10 minut wcześniej (już po przebraniu się w szatni) a wychodziło się tak z 15 pozniej. Jedna przerwa 20 minut.
  • princesswhitewolf 09.02.18, 00:31

    tzn jest handel vs dlugie godziny pracy?
    Patrz a mi rok zajelo znalezienie pracy w odleglosci 10 min samochodem od domu, 20 min piechota za dwukrotna srednia pensje krajowa uncertain

    mysle ze trzeba cierpliwie i systematycznie szukac
  • leyre2 09.02.18, 07:27
    princesswhitewolf napisała:


    > Patrz a mi rok zajelo znalezienie pracy w odleglosci 10 min samochodem od domu,
    > 20 min piechota

    mam do pracy 2.6 mile, 9 minut autem - pieszo 50 minut.
  • mai-ra3 09.02.18, 10:57
    Pewnie, można szukać, a nawet trzeba. Dlatego po 3 miesiącach zrezygnowałam, bo i godziny nieciekawe i zarobki. Teraz zajmuję się już czymś innym, na razie nie lepiej płatnym, ale chociaż jest lepiej pod innymi względami. Natomiast po wygraniu w totka na pewno nie miałabym dylematu co robić dalejwink zostałoby tylko cieszyć się życiem i wolnościąwink
  • naggina 09.02.18, 11:05
    "zostałoby tylko cieszyć się życiem i wolnością"
    widzisz, dla wielu osób pobyt w domu (a już szczegolnie z dużymi dziećmi) to niewola, bycie bezużytecznym.
    ja defininitywnie zintensyfikowałabym podróże smile i tyle. do roboty bym chodziła.

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • milamala 09.02.18, 00:51
    mai-ra3 napisała:

    > Natomiast jestem pewna, ze 90 procent osób jakby wygrało kilka milionów w totka
    > , to natychmiast zwolniłoby się z pracywink I nie patrzyłoby na to jaki daje prz
    > ykład dla dzieci, nie udowadniałoby na forach sensu pracy zarobkowej itd. wink
    > Czyli tak naprawdę pracujemy, bo musimy. A rozwój zawodowy i przy tym dobre za
    > robki dotyczy max 10 procent pracujących.

    Cala bolesna prawda, nawet bym powiedziala, ze zbyt optymstyczna liczba procentowa. Ja stawiam na 98%.
  • fragile_f 08.02.18, 20:15
    Wiesz, to jeszcze zalezy od tego co robi ojciec, czy jest rodzeństwo a jeśli tak, to jak się układają kontakty etc.

    Koleżanka, której rodzice pracowali codziennie do 20-21 i była jedynaczką skończyła z wpadkową ciążą w wieku 15 lat, rodzice nie zauwazyli do chyba 6 miesiaca. Ale tutaj dziecko bylo ewidentnie zaniedbane emocjonalnie i tych rodziców po prostu nie było NIGDY.

    Koleżanka, która miala mamę w domu prawie non-stop (pracowała na 1/2 etatu jako rejestratorka w przychodni 300 metrów od domu), miala prze-sra-ne. Codziennie po szkole musiała meldować co zrobiła, jakie dostała oceny, co sie działo w szkole - nagrodą za dobre sprawowanie była możliwość wyjscia z psem na długi spacer. Jesli cos schrzaniła (np. dostała 4+ a nie 5), to mogła wyjsc z psem tylko na 10 minut. Owszem, miala codziennie obiad i matka bardzo duzo spedzała z nia czasu, ale co z tego, skoro był to czas zorganizowany pt. "teraz masz przez godzinę grac na gitarze, potem przez godzinę czytać na głos, następnie wolno ci przez godzinę pospacerowac ale o 18 masz byc z powrotem i uczyc sie matematyki". Efekt był taki, ze miala zaburzenia odzywiania, ostro chlała i cpała a potem wyszła za maż za neo-nazistę (serio).

    Mnie z kolei kolezanka z kochajacej, ale nadopiekunczej rodziny, zazdroscila tego, ze 2x w tygodniu mama wracala o 18 (a 3x o 14). Wiec mialam i domowe obiady i pomoc w lekcjach a jednoczesnie te 2x w tygodniu wracalam ze szkoly i mialam puste mieszkanie tylko dla siebie <3 uwielbialam te dni - moglam robic co chcialam i z kim chcialam, za to kolezanka od mamy&babci w domu raz spoznila sie ze szkoły i babcia szukala jej po całym osiedlu...

    Wydaje mi sie, ze najlepsze jest cos po srodku - czyli mama pracujaca np. przezte 2-3 dni w tygodniu do 18, przez pozostałe dni własnie do tej 14. Wtedy jest czas i na bycie rodziną i na bycie samemu. Dzisiaj tez mam tak, ze czasami po prostu MUSZE pobyc sama w mieszkaniu, nawet jesli robię dokładnie to samo co jelsi jest tu moj chłop. Chodzi o to wspaniałe uczucie bycia samemu smile

    --
    Fragile
  • naggina 08.02.18, 20:19
    "Wydaje mi sie, ze najlepsze jest cos po srodku - czyli mama pracujaca np. przezte 2-3 dni w tygodniu do 18, przez pozostałe dni własnie do tej 14."
    kurde, to ja big_grin tylko ja w domu jeszcze trochę ogarniam, i na siłkę wychodze, i inne miejsca- nie, nigdy nie pomagałam dzeciom w lekcjach tongue_out

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • princesswhitewolf 08.02.18, 20:47
    >ie, nigdy nie pomagałam dzeciom w lekcjach

    no to o ile nie urodzily sie jakies wybitnie zorganizowane nie mozesz liczyc na to by mialy jakies osiagniecia naukowe.

    Duzo zalezy od nawykow wprowadzonych gdy sa male typu: odrabiamy codziennie lekcje.
    Starsze juz same sobie radza bo maja to w krwi wowczas.


    Moja matka pracowala na poltora etatu. Pomagala mi w lekcjach i mojej siostrze. Byla samotna matka bo ojciec wczesnie zmarl.
  • naggina 08.02.18, 21:03
    "no to o ile nie urodzily sie jakies wybitnie zorganizowane nie mozesz liczyc na to by mialy jakies osiagniecia naukowe."
    to o moich dzieciach? big_grin wiesz, w miarę normalne dziecko zrozumie związek przyczynowo skutkowy pomiędzy odrabianie lekcji a ocenami. informacje, że należy odrabiac lekcje dostawłi w szkole surprised jakieś tam błędy popełniali, czegoś tamn zapominali- ale life is education big_grin nic tak, drogie panie domowe nie uczy jak własne doświadczenie.
    ps: ps dzieciom dobrze idzie- wygrane konkursy, topowe szkoły w tórych tam jakoś przędą tongue_out


    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • princesswhitewolf 08.02.18, 21:58
    >iesz, w miarę normalne dziecko zrozumie związek przyczynowo skutkowy pomiędzy odrabianie lekcji a ocenami. i

    oczywiscie. Tak samo jako dorosli rozumiemy ze nie nalezy palic bo to niezdrowe, ze nie powinnismy jesc slodyczy bo to niezdrowe itd, ze powinnismy cwiczyc bo to niezdrowo niecwiczyc, i ze nalezy codziennie czyscic przestrzenie miedzyzebowe.... No a w praktyce ile osob ma odpowiednie nawyki od dziecinstwa w tym wzgledzie ...bo tylko TO sprawia ze ludzie sie tego konsekwetnie trzymaja.
    Niestety, prawda jest taka ze pracy nie ma kolaczy a nawyki nie spadaja z nieba tylko z wyrabianie tych nawykow we wczesnym dziecinstwie.

    >ps: ps dzieciom dobrze idzie- wygrane konkursy, topowe szkoły w tórych tam jakoś przędą

    na tym forum nie ma ematek z dziecmi kiepsko sie uczacymi. Sa same wybitne male geniusze. To anonimowe nicki nagle sie pojawiajace opisuja problemy z dzieciakami, mezami itd lol
  • la_mujer75 08.02.18, 22:51
    O, przepraszam . Ja się przyznaję, że mam dziecko "zdolne inaczej".
  • princesswhitewolf 08.02.18, 23:11
    la mujer, zaraz cie ematki stad wykopia. Nie jestes typowa. Troszcz sie o siebie na tym forumsmile))) <zart>
  • naggina 08.02.18, 22:58
    "Niestety, prawda jest taka ze pracy nie ma kolaczy a nawyki nie spadaja z nieba tylko z wyrabianie tych nawykow we wczesnym dziecinstwie."
    zgadzam sie w 100% tylko... to nie musi sie odbywac przez pracę z mamusią- tak jak napisałam. Baa, rodzic nie powinien pracować z dzieckiem (oczywiście, w granicach rozsądku- w każdej jednak sytuacji trzeba stawiać na wyrabianie samodzielności). informacja ze szkoły, feedback od rodziców, rozmowy, OBSERWACJA PRACY (no, o tym jest trochę ten wątek big_grin ) działa dużo lepiej- informacja o pożądanych/skutecznych zachowaniach nie jest traktowana instrumentalnie, motywancja jest wewnętrzna, a nie zewnętrzna.
    serio nigdy nie pracowałam z dziećmi- ale dużo jeżdziliśmy, zwidzaliśmy, dużo czasów na zajęcia dodatkowe etc- taki etos nauki wyrobiliśmy ogólnie. i zawsze była gotowa odpowiedzieć na pytania. a nie wyręczać

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • princesswhitewolf 08.02.18, 23:16
    >zgadzam sie w 100% tylko... to nie musi sie odbywac przez pracę z mamusią- tak jak napisałam.

    widac dzisiejsze polskie male dzieci sa genialne skoro same odrabiaja lekcje. Widzisz tu w UK 4-5 latki ( a w tym wieku zaczyna sie szkole i nalezy juz sie uczyc czytac , liczyc itd) maja zadania z opisem skierowanym do rodzicow. Jest tu zalozenie ze male dzieci nie ucza sie tylko w szkole ale i w domu: czytanie, pisanie itd. Rodzice nie poswiecajacy uwagi swoim malym dzieciom najczesciej pochodza z patologii spolecznej bo wszyscy inni odrabiaja te zadania siadajac z 4.5 latkiem ktory nigdy nie jest na tyle genialny i obowiazkowy by wiedziec co ma zadane i odrobic na czas, bo poczucia czasu w tym wieku jeszcze sie nie ma. Nauczyciele wrecz zachecaja do pracy z malymi dziecmi i nie licza na to ze dziecko samo wyciagnie przyniesione ksiazeczki i odczyta, albo ze samo sie zaloguje do kompa by odrobic interaktywne zadanie domowe.

    Z wiekszymi juz to nie wyglada w taki sposob i wiecej same robia, ale nie zawsze. Gdy jest potrzebne zaangazowanie rodzicow nauczyciele o tym mowia rodzicom. Ale jak moja kolezanka nauczycielka powiedziala, tu tez sa rodzice ktorzy wychodza z zalozenia, ze dziecko nie potrzebuje korepetycji i szkola go powinna nauczyc. No wiec owe dzieci ciagna w ogonie albo zaliczaja repete klasy.
  • naggina 08.02.18, 23:27
    princess, akurat wiem jak wygląda system w uk- i jest specyficzny, dostosowany do ogromnej ilości emigrantów, wiesz?

    moje 4-5 letnei dzieci moje umiały czytać i liczyć (tak, rodzice nauczyli, zaczęli w wieku, tamta dam, mniej niż 2 lat- terapia logopedyczna tego wymagała- 10 minut dziennie chyab to było, więc nie wymagało siedzeniaw domu tongue_out), a rozwijały się, jak napisłam wyżej, poprzez zwiedzanie świata, polski, zajęcia, rozmowy etc, czytanie i zabawę.

    a jako 6 latki już sami pracowali- jak zawalali dostawali negatywny feedback w szkole- w tym wieku to "zawalenie" to nauka przez experience, i sorki, ale wg mnie i nie tylko- działa lepiej niż regularne "slave driving" rodzica tongue_out

    cel został osiągnięty, metodami zalecanymi przez psychologów, i do zaakceptowania przez rodziców. czyli przy dyskretnym nadzorze i facylitacji działań- działa, uwierz

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • princesswhitewolf 08.02.18, 23:54
    > i jest specyficzny, dostosowany do ogromnej ilości emigrantów, wiesz?

    alez skad. Ten system rozpoczynania szkoly wczesnie i wspolpraca szkola/dziecko jest od dziesiatek lat i taki byl zanim pierwsze fale emigracyjne Hindusow tu przyjechaly.
    Wwiekszosci krajow Europy zachodniej masz wiecej emigrantow wiec nie przesadzaj z tym ogromem w UK. Mieszkam w Londynie wiec tam gdzie ci emigranci ponoc sa w duzej ilosci a 80% mojej dzielnicy to biali Brytyjczycy jak twierdzi Wikipedia. W szkole mojego dziecka na 30 dzieciakow tylko on i jeszcze jedno dziecko jest dwujezyczne. Reszta ma latwiej bo jest jednojezyczna.

    >moje 4-5 letnei dzieci moje umiały czytać i liczyć

    hahahhahaha tu sie dostaje w*dol za takie teksty. Napisalam kiedys ze dziecior w wieku 5 lat plynnie czyta bo zaczynalismy od 3rz i polecialy na mnie butelki od emam ze sie przepali itd. Uwazaj co piszesz bo tez ci sie oberwie ha haha

    >a jako 6 latki już sami pracowali
    no jak kazda ematka masz zapewne geniuszy. Wiesz moj dzieciak sam czyta plynnie ale nie liczylabym na genialnosc ze sam otwiera zadania w wieku prawie 5 lat i rozwiazuje je i czyta sam i dokladnie wie co jest zadane i pamieta tym. Nie jest tak genialny i takich nie ma w okolicy i nie slyszalam o takich. Zreszta zaniepokojona szkola zaniedbaniem dziecka by sie za mna uganiala gdybym nie wykonywala zadan z dzieckiem ktore nie sa 100% tylko z mysla o dziecku ale i o zaangazowaniu rodzica w projekt. Mowa o malych dzieciach ktore sobie nie stworza kostiumu ani nie zrobia sklejanych postaci.


    >działa lepiej niż regularne "slave driving" rodzica

    a to o ciebie, rodzica w tym wszystkim chodzi? twoje poczucie bycia slave?
  • naggina 09.02.18, 00:10
    princess- ale tu nie jest uk smile nie przyjmuję zadań domowych, raczej ich nie wykonywałam- ale z chęcią doradzałam, kupowałam materiały etc. ot- inny system.
    moim projektem były wspólne wyjścia etc- ale panie nauczycielki nie miały nic z tym wspólnego.
    i powiem ci- normalne, wewnątrzsterowalne, z wiadzą i umiejętnościami dzieci mam tongue_out także ten tego- sukces- choć droga inna. ale ja mam do niej prawo.

    ">działa lepiej niż regularne "slave driving" rodzica

    a to o ciebie, rodzica w tym wszystkim chodzi? twoje poczucie bycia slave?"
    no nie surprised tak normalnie- o to, że nie chce być slave-driver- bo rodzice nie muszą przyjmowac takiej roli, i am prawo przyjąc że jest ona niekorzystna dla mojej rodziny i mojego dziecka uncertain

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • princesswhitewolf 09.02.18, 00:30
    >ale ja mam do niej prawo.

    niewatpliwie tak. Ale ja mam teorie, ze moze to byc sheer luck i dobre geny

    >i am prawo przyjąc że jest ona niekorzystna dla mojej rodziny i mojego dziecka

    nie uwazam aby nauka malego dziecka byla niekorzystna dla rodziny i dziecka. ale oczywiscie nie wsadze cie za to do kryminalu ze uwazasz inaczej. Co czlek to teoria

  • evee1 10.02.18, 12:23
    Hm, ja mam nieco inne spostrzeżenia jeżeli chodzi o konieczność zaangażowania rodzica w naukę dzieci w angielskiej szkole. Ale moje dzieci chodziły tam do szkole 15 lat temu i może faktycznie coś się zmieniło. I też chodziły do szkoły w Londynie, do jednej z najlepszych szkół w naszej borough i w "białej" dzielnicy. Poza czytaniem książeczek w pierwszych klasach szkoły moje zaangażowanie w ich naukę było niewielkie. Obecnie moje dzieci są na studiach inżynierskich, więc jakoś im ten brak nadzoru i pomocy w nauce nie zaszkodził wink.

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • joa66 10.02.18, 12:30
    To i tak znacznie większe niż moje smile Dlatego cieszyłam się, że mój wkład w edukację dziecka to raczej na przykład podróże itd. Ale fakt trafiło na nas (rodziców) z umiarkowaną potrzebą kontroli i dziecko potrafiące stanowczo bronić swoich granic. W tym układzie "robienie lekcji z dzieckiem" nie mogłoby przejść.
  • budyniowatowe 08.02.18, 21:15
    princesswhitewolf napisała:

    > >ie, nigdy nie pomagałam dzeciom w lekcjach
    >
    > no to o ile nie urodzily sie jakies wybitnie zorganizowane nie mozesz liczyc na
    > to by mialy jakies osiagniecia naukowe.
    >
    > Duzo zalezy od nawykow wprowadzonych gdy sa male typu: odrabiamy codziennie lek
    > cje.
    > Starsze juz same sobie radza bo maja to w krwi wowczas.
    >

    Moi rodzice nie siedzieli ze mna and lekcjami a skonczylam dobre studia. Ja z moimi dzieci tez nie siedzialam, nie mialam do tego cierpliwosci. Najsztarszy juz po studiach, sredni konczy ogoniak z dobrymi notami, a najmlodsze jeszcze w podstawowce tez sobie niezle radzi.
    Wybitni w zadnym calu nie jestesmy.

    Takze nie gloryfikowalabym tego sleczenia z dziecmi nad zadaniami.
  • naggina 08.02.18, 21:17
    "Takze nie gloryfikowalabym tego sleczenia z dziecmi nad zadaniami."
    wręcz przeciwnie- jest to WINA rodzciów, bardzo złe i krotkowzroczne zachowanie

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • butch_cassidy 08.02.18, 21:23
    Moje dziecko też samo robi prace domowe. Samo decyduje, kiedy się zajmie odrabianiem lekcji. Prosi o pomoc, jeśli czegoś nie rozumie - wtedy ja lub mąż wyjaśniamy i dalej pracuje samo. U dzieci znajomej podobnie. Nie bardzo wiem, co by w tym miało być niezwykłego. Wg mnie raczej normalne. Aha - oceny wprawiają mnie w osłupienie i czekam z zaciekawieniem, jak będzie dalej.
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:04
    twoje dziecko ma 6 lat? Bo jesli 13cie to jest to normalne ze robi samo i tak powinno byc. Jesli 6 to powinnas z nim siedziec

    >Aha - oceny wprawiają mnie w osłupienie i czekam z zaciekawieniem, jak będzie dalej.

    jak juz wspominalam dzieci ematek to same zdolne dzieci i tu nie ma dzieci z gorszymi ocenami.
  • butch_cassidy 08.02.18, 22:10
    9 ma. Nie wiem czemu uważasz, że powinnam siedzieć.

    To i bardzo dobrze, że wszystkie zdolne. Pogratulować i się cieszyć smile Ja się cieszę i jestem dumna. To coś złego?
  • undoo 08.02.18, 22:15
    A czy to jest normalne, ze 6-latek ma zadawana prace domowa? Bo to naprawde za wczesnie, jesli spedza w szkole 6 godzin dziennie.
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:33
    undoo. Ja mieszkam w UK. Tu dzieci ida do szkoly miedzy 4 a 5 rokiem zycia . Co tydzien takowy 4-5 latek dostaje 4 ksiazeczki do domu do przeczytania i ok 4 kartek "lekcji do odrobienia". Spedzaja codzienie 9-15 w szkole wszystkie dzieci.
  • triss_merigold6 08.02.18, 22:42
    I wiele z nich kończy edukację na 16. roku życia. W testach PISA uczniowie z UK wypadają bez szału. Nie ma się czym chwalić.
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:59
    >I wiele z nich kończy edukację na 16. roku życia

    nie. ktos ci blednie przekazal. Do 18 roku zycia czyli dluzej niz w Polsce Tu poczytaj ze strony rzadowej: www.gov.uk/know-when-you-can-leave-school
    W wieku lat 16 mozesz opuscic szkole czyli pelnogodzinna edukacja jaka w Polsce macie do ponizej 15 roku zycia. Po 16 roku zycia w UK musisz ( jest to wymog) robic rodzaj zawodowki specjalistycznej nauka i trening ( apprenticeship) albo pracowac i sie uczyc ( czyli jak w Polsce zawodowka).
    Znasz angielski to masz czarno na bialym

    >W testach PISA uczniowie z UK wypadają bez szału.

    lepiej w science niz Polacy, rownie dobrze ( chyba o punkt byli lepsi) niz Polacy w matematyce i ciut gorzej, ale nie wiele gorzej w Reading. Byl o tym watek.
    Najlepiej z Europy wypadaja Finowie. Super, a teraz zobaczmy jak sie to przeklada na wklad Finow do nauki swiatowej? Albo chocby literatury swiatowej? Gospodarki swiatowej? Nokia juz prawie nie istnieje, a reszty nikt nie zna

    A teraz popatrz na ilosc noblistow kazdego roku ktorzy urodzili sie w Wielkiej Brytanii. Pogoogluj tez wszystkich tych amerykanskich naukowcow co dostali nagrody nobla. Mozna sie dowiedziec ze wiekszosc z nich urodzona w UK tylko od lat mieszka w USA ...bo dobrze im placa tam.
  • fragile_f 08.02.18, 23:12
    >Najlepiej z Europy wypadaja Finowie. Super, a teraz zobaczmy jak sie to przeklada na wklad Finow do nauki swiatowej? Albo chocby literatury swiatowej? Gospodarki swiatowej?

    Finlandia to malutki kraj, trudno żeby w populacji 5 mln ludzi znalazło się tylu noblistów, ile w kraju 300 mln. BTW Nobla z ekonomii w 2016 roku zdobył Fin wink Mają niesamowity wkład chociażby w muzykę metalową czy design.

    Już nawet nie wspomnę o tym, że ojcem Linuxa jest Fin tongue_out

    A Noble dla USA zdobywają w dużej części imigranci albo ich dzieci, system edukacji tutaj jest khm specyficzny...

    --
    Fragile
  • danaide 08.02.18, 23:15
    Nokia, Reima - świetne marki.
    Książki dla dzieci Tino Parvela.
  • danaide 08.02.18, 23:16
    Design: Iittala, marimekko. Mają tego więcej, ale aż tak się nie znam.
  • undoo 09.02.18, 02:04
    O wlasnie Arabie mialam dopisac smile
  • princesswhitewolf 08.02.18, 23:27
    faktycznie niesamowita lista osiagniec lacznie z prawie upadla juz Nokia.
  • naggina 08.02.18, 23:31
    ale jednak finlandi ma się niezle
    en.wikipedia.org/wiki/Global_Innovation_Index


    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • princesswhitewolf 08.02.18, 23:38
    no w UK chyba duzo lepiej sadzac po liscie i dodajac liczbe noblistow i to nie "kradzionych" jak w USA? Patrz, jakos to nie bardzo ma sie do wynikow Pisy od ktorych zaczylelismy dyskusje. Chocby patrzac na Szwajcarow tez to sie potwierdza
    Po prostu edukacja ogolna na poziomie srednim niekoniecznie mowi o osiagnieciach krajow . Wybitne jednostki niekoniecznie sa wybitne z wszystkiego po prostu. To nie sa sredniaki
  • princesswhitewolf 08.02.18, 23:24
    >BTW Nobla z ekonomii w 2016 roku zdobył Fin

    Sta Lucia i Luksemburg maja nieporownywalnie mniejsza populacje a maja po 2 Noblistow, a taka Szwajcaria niewiele wieksza od Finlandii ma juz 21.... Jednak ciekawe ze ta Szwajcaria nie przoduje w rankingach Pisysmile

    >A Noble dla USA zdobywają w dużej części imigranci albo ich dzieci, system edukacji tutaj jest khm specyficzny...

    o tym pisalam przeciez wyzej. W 2016 wiekszosc wygranych Nobli z nauk scislych ktore dostali Amerykanie tak naprawde nie dostali urodzeni w USA Amerykanie tylko wielu Brytyjczykow i jakis Niemiec co do roboty do USA pojechali

    https://cartodb-basemaps-d.global.ssl.fastly.net/light_only_labels/2/2/1.png

    ( nawiasem mowiac Fragile, skonczylam studia MBA w US w polnocnej CA w SF wiec znam system edukacyjny w US. Mieszkalam tam 5 lat. Stara jestem. Rozne rzeczy w zyciu robilam)

  • princesswhitewolf 08.02.18, 23:26
    genialnie sie obrazek wkleil. A to taka piekna mapka pokazujaca noblistow

    Tutaj jest www.telegraph.co.uk/news/worldnews/northamerica/usa/11926364/Nobel-Prize-winners-Which-country-has-the-most-Nobel-laureates.html
  • naggina 08.02.18, 23:34
    nie, w polsce edukacja jest obowiązkowa do 18 rz

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • miss_fahrenheit 08.02.18, 23:32
    triss_merigold6 napisała:

    > I wiele z nich kończy edukację na 16. roku życia. W testach PISA uczniowie z UK
    > wypadają bez szału. Nie ma się czym chwalić.

    Zgadza się - nasi uczniowie wypadają znacznie lepiej w czytaniu i matematyce, ale za to gorzej w stosunku do UK w naukach przyrodniczych.
  • princesswhitewolf 08.02.18, 23:43
    no i w zwiazku z tym Polska ma duzo wiecej noblistow i index innowacji wiekszy niz UK? Albo Finlandia? Nie.

    To tylko wyksztalcenie srednie. Na nic w ekonomii sie nie przeklada te pare punktow w ta czy w tamta. Za rok bedzie jeszcze inaczej bo co roku jest inaczej.
  • miss_fahrenheit 08.02.18, 23:50
    Po prostu piszę o wynikach PISA i tyle. Są lepsze i nic więcej. Na co to się przekłada (poza ogólną inteligencją i umiuejetnosciami uczniów) i czy w ogóle - to już inna kwestia.
  • miss_fahrenheit 08.02.18, 23:51
    miss_fahrenheit napisała:

    > umiuejetnosciami

    *umiejętnościami
  • princesswhitewolf 09.02.18, 00:05
    ale to nie jest watek o jakims nieistotnym egzaminie. cala rozmowa zaczela sie od tego ze skoro nie ma wybitnosci w PISA to nie ma szalu napisala triss. A ja zakwestionowalam ze po co komu super wynik PISA skoro nie przeklada sie to ani pozniej na liczbe noblistow czy lepszy wskaznik innowacji czy rozwoju jak w przypadku przodownika - Finlandii. Z ta inteligencja to ja tez nie wiem, bo Finowie slyna z konserwatywnosci, niespecjalnie lubia zmiany a juz jako jeden z nielicznych krajow tak jak Polacy sa nieufni wobec emigracji lub uchodzcow co moim zdaniem swiadczy o ograniczeniu. Finowie nie sa wielkimi podroznikami czy odkrywcami. Po prostu sa egalitarni i do konca szkoly sredniej maja solidne szkoly. Po szkole sredniej juz tak nie do konca w praktyke wprowadzaja dobrze.
  • undoo 09.02.18, 02:02
    wiem, jak wyglada edu w szkole brytyjskiej smile
    dzieki za wyjasnienie mimo wszystko
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:00
    a nie pomyslalas ze gdyby siedzieli mialabys duzo lepsza prace, itd? Potencjal to jedno, dobre nawyki duze.

    zreszta juz nie mowiac o Tobie tylko ogolnie, o czym my mowimy, w dzisiejszych czasach w Polsce nie jest wielka sztuka skonczyc prywatne studia wyzsze wiec poprzeczka nie jest tak wysoko postawiona w tym wzgledzie
  • naggina 08.02.18, 23:02
    "a nie pomyslalas ze gdyby siedzieli mialabys duzo lepsza prace, itd? Potencjal to jedno, dobre nawyki duze."
    pronces, żartujesz, prawda? big_grin primo, z roboty jestem zadowolona, wyszkształcona jestem niepomiernie, nawet za dużo big_grin secundo- przełożenia jednak żadnego smile

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • princesswhitewolf 08.02.18, 23:06
    >secundo- przełożenia jednak żadnego

    wiesz kierunki to gdzie sie konczy je tez nalezy wybierac z rozsadkiem patrzac trzezwym okiem na rynek pracy. Ja rozumiem o co ci chodzi mam kolezanke w PL ktora skonczyla muzykologie, potem doktorat zrobila, potem dwuletnie takie, owakie siakie i takie i takie takie... Wyksztalcona do bolu a roboty nie moze znalezc bo wybrala kierunek w ktorym nie ma prawie roboty.
  • naggina 08.02.18, 23:18
    "wiesz kierunki to gdzie sie konczy je tez nalezy wybierac z rozsadkiem patrzac trzezwym okiem na rynek pracy."
    no wiem. moje rynkowe, robotę mam taką jak chcę, a o dzieci sie nie martwię smile

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • fragile_f 08.02.18, 21:27
    Nigdy mnie nie kontrolowano z lekcjami, ba, moja mama nie byla chyba na wiecej niz 2-3 wywiadowkach. Skonczyłam trudne studia i (wiem jak to zabrzmi) pracuję jako wąska specjalistka ;P nie mam za to bidetu.

    W lekcjach mama pomagala mi na moja wyrazna prosbe, jak np. nie rozumialam czegos z fizyki. Ale nigdy nie siadala ze mna do lekcji, przeciez to działa odwrotnie: skoro rodzic pilnuje i stoi nad głowa, to jak rodzica nie ma to motywacji brak.

    --
    Fragile
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:02
    no ale my mowimy o pilnowaniu malych dzieci aby wyrobic nawyki, a fizyka juz jest na takim etapie kiedy ewentualnie sie prosi mame o pomoc w postaci "odpytania" na kartkowke itd.

    Przeciez nikt nie mowi o siedzeniu z 15latkiem dzien w dzien... ranyjulek to by bylo cudaczne... tylko o malych dzieciach zaczynajacych szkole.
  • undoo 09.02.18, 16:37
    Nie pisze, by ci dowalic, wiec nie zrozum mnie zle. Z perspektywy starszych dzieci na stanie widze jak bezsensowne jest wyrabianie nawyku odrabiania lekcji w podstawowce. Te dzieci musza miec czas na inne aktywnosci, np. na socjalizacje.
    Niewypalony bzdurnymi pracami domowymi zadawanymi od zerowki 15-latek bedzie odrabial lekcje bez poganiania, bo bedzie widzial ich sens, bo beda mu cos dawac na lekcjach w szkole.
    Takie moje obserwacje.
  • kura17 09.02.18, 08:00
    > >ie, nigdy nie pomagałam dzeciom w lekcjach
    >
    > no to o ile nie urodzily sie jakies wybitnie zorganizowane nie mozesz liczyc na to by mialy jakies
    > osiagniecia naukowe.

    no to ja albo nie istenieje, alebo nie mam zadnych osiagniec naukowych (bo na pewno nie jestem wybitnie zorganizowana) - wybierz sama, Princess.
    moja mama RAZ chciala mi pomoc w odrabianiu lekcji, w pierwszej klasie przy pisaniu literki "s" (ktora niezbyt mi wychodzila). po godzinie "szarpaniny" mama zostawila mnie sama, zadanie oczywiscie zrobilam, a mama powiedziala, ze ufa, iz sama dam sobie rade i mam przyjsc, JESLI bede potrzebowala pomocy. potrzebowalam kilka razy w ciagu calej szkoly, zawsze dostawalam, ale odrabianie lekcji i nauka w domu to byla MOJA sprawa.

    naukowo mialam sie (mam sie?) raczej dobrze.




    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • naggina 09.02.18, 09:38
    kura- ja podobnie.
    strasznie dziwne przekonania. i bardzo a to bardzo pogarsza relacje rodzinne (w "skład" roli rodzica nie wchodzi nauczyciel,m ani np terapeuta- straaaasznie to wpływa na późniejsze relacje), zpełnie niepotrzebne, w czesto-szkodliwe.
    informacja jaką pownnas przekazać dzieciom to: ufam, że dasz radę. jeżeli nie- jestem gotowy dopomocy. a nie wyrecznanie, śleczenie nad ramieniem, wymazywanie tego co sie mamci nie podoba...

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • miss_fahrenheit 09.02.18, 11:12
    naggina napisał(a):

    > a nie wyrecznanie, śleczenie nad ramieniem, wymazywanie tego co sie mamci nie podoba...

    Uczenie dziecka, jak się uczyć, jak być systematycznym, nijak się ma do tego, co napisałaś, nie sprowadzaj rzeczy do absurdu, bo to manipulacja.

    Owszem, wiele dzieci odrabia lekcje bez niczyjej pomocy (np. ja byłam takim dzieckiem), ale są też takie, którym w pierwszych latach nauki trzeba pomóc niekoniecznie w nauce, ale właśnie w tym, jak się do nauki przygotować, zorganizować sobie wszystko wokół. Nie jest to ani wyręczanie dziecka w czymkolwiek, ani dowód na jego brak zdolności/inteligencji/umiejętności.
  • princesswhitewolf 08.02.18, 20:49
    fragile ta po srodku twojego opisu matka byla nadmiernie kontrolujaca. Wariatka jakas. Istne wojsko. To sie leczy
  • fragile_f 08.02.18, 21:31
    Oczywiscie, ze matka była kompletnie psychiczna. Skonczyła szkołe srednia a zachowywała sie jak pani profesor, swoje niespełnione ambicje przenosiła na dziecko (szkoła muzyczna, to przymuszanie do czytania NA GŁOS - zeby mogla kontrolowac, masa innycych rownie toksycznych spraw). A myslisz, ze skad wziela sie fascynacja kolezanki neo-nazistą w pozniejszym zyciu? Ano własnie stad. A to była kiedys naprawde fajna dziewczyna, moja najlepsza przyjaciolka z podstawowki...

    --
    Fragile
  • butch_cassidy 08.02.18, 21:48
    Smutna sprawa...
  • princesswhitewolf 08.02.18, 21:48
    no jak male sa to sie czyta na glos, bo one jeszcze w glowie nie umieja, ale juz w wieku 8 lat czytaja same... normalnie.
  • fragile_f 08.02.18, 22:28
    Nie, nie, nie - to koleżanka miała czytać na głos (pozna podstawowka...), żeby matka z sąsiedniego pokoju mogła kontrolować, czy tamta aby na pewno czyta... no bo jakby się po prostu zamknęła w pokoju z książką, to kto wie? Może by przez okno wyglądała i marnowała czas, który można było poświęcić na naukę.

    Dodam, że ta sama koleżanka w wieku 15 lat paliła fajki i popijała, eksperymentowała z LSD w wieku 16 lat. Miała też akcję pt. okienko w szkole, to hyc na browarka w lokalnej mordowni nastawionej głównie na lumpenproletariat i z powrotem do szkoły. Jak to przeszło w tym liceum - nie mam pojęcia, bo było najlepsze w mieście (a może właśnie dlatego?). U nas. w naszej przeciętnej szkole, dzieciaki na 17 urodziny brały po 1-2 piwie albo wino na dwie osoby i tyle, styczność z narkotykami miałam RAZ (na impreze pomaturalnej ktos przyniosł troche marychy, skorzystały moze z 4 osoby). No ale my wedlug standardow tej mamusi bylismy lekka patologią, bo szkoła ledwo ktorastam w rankingach, rodzice w pracy przez cały dzień a my z kluczem na szyi wink

    --
    Fragile
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:34
    > to koleżanka miała czytać na głos (pozna podstawowka...),

    fiksum dyrdum ta twoja kolezanka. Bo jeszcze uczace sie czytac to rozumiem ale pozna podstawowka, na glos? kuku
  • fragile_f 08.02.18, 22:55
    No ja wiem. Dlatego podaję to jako przykład tego, że ciepłe obiadki i "dopilnowane" dziecko czasami może oznaczac koszmar. Mysle, ze gdyby ta pieprznieta gestapo-mamuska wracala do domu o 16 czy 17, to kolezanka wyrosłaby na nieco normalniejsza osobę. Nie mam z nia za bardzo nawet kontaktu, ot - pare lat temu spotkalysmy sie na kawie. Mowiła, ze nienawidzi ludzi. Nawet zawod wybrala sobie taki, ze moze krzywdzic (i robi to z rozkoszą razem z mezem). Niestety ma dziecko, ma teraz okolo 4 lat i z opowiesci wspolnych znajomych wynika, ze juz teraz jest ostro potłuczone.

    --
    Fragile
  • zlababa35 09.02.18, 16:42
    Oświeć mnie, w jakim zawodzie można z rozmysłem krzywdzić, bo to ciekawe wink. Jest komornikiem czy dentystką? A nie, już wiem, pewnie dominatrix big_grin.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • fragile_f 09.02.18, 22:16
    Trafiłaś za pierwszym razem smile

    btw gdyby byla dominatrix, to uznałabym ze to fajna sprawa, bo tam ludzie płacą za takie przyjemnosci wink

    --
    Fragile
  • zlababa35 10.02.18, 15:46
    Komornik. No fuuuuj!!! big_grin

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • miss_fahrenheit 08.02.18, 20:38
    naggina napisał(a):

    > jakie są wasze obserwacje?

    Że o wychowaniu decydują umiejętności wychowawcze rodziców, a nie fakt posiadania/nieposiadania przez nich pracy.
  • forumologin 08.02.18, 20:40
    kojarze 2 przyqpdki: jeden dziewczyny ktora wyniosla z domu przekonanie ze pracowac wcale nie musi. I nigdy nie pracowala a ma dobrze ponad 30 lat, blizej 40 nawet. Wychowywana przz niepracujaca matke. Druga dziewcZyna tuz po liceum wyszla za maz,jako 1 z 30 osobowej klasy.pracuje na odpowiedzialnym stanowisku (ale tu badziej przyklad ojjca ktory manswoja firme zadzialal). Czyli moj wniosek jest taki ZE ZALEZY DUZO OD OJCA.
  • princesswhitewolf 08.02.18, 20:44
    >widzicie jakieś różnice W PÓŹNIEJSZYM WIEKU?

    patrzac na podstawie moich rowiesnikow z ktorymi chodzilam do podstawowki to pracujace matki nauczycielki, matki prawniczki, matki urzedniczki, matki lekarze i aptekarze- wychowaly dzieci zaradne, ulozone ktore skonczyly studia, maja dobre zawody. Matki pracujace krawcowe, matki fryzjerki, matki kucharki tez wychowaly dziecki ktore albo pracuja i maja zawod jakis nie rzadko przejely biznes po rodzicach, albo poszly dalej skonczyly studia. Ci bardzo czesto uczyli sie dluzej bo zdobyli zawod w szkole zawodowej, potem technikum i konczyli studia zaoczne.
    Corki matek niepracujacych z mojej podstawowki, najczesciej tez nie pracuja.

    Wniosek: wzorce rodzinne i wartosci
  • ichi51e 08.02.18, 20:52
    Napisze z perspektywy 5 latka wink kumatemu dziecku ani dom ani przedszkole nie zaszkodzi a niekumatemu ani dom ani przedszkole nie pomoga.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • agnieszka_kak 08.02.18, 20:57
    Hmm, lepsze obeznanie w tym jak dostać zasiłki?
  • zlababa35 08.02.18, 21:03
    Ale obserwacje zawsze będą bardzo jednostkowe i niczego nie udowodnią.
    Ja np. widzę trochę dzieci niepracujących, a zamożnych - poprzez mężów - mam. Dzieci doglądnięte, zadbane, nieprzemęczone siedzeniem w szkole w godz. 7-17, wożone na różne wymyślne zajęcia, jeżdżące na ferie w fajne miejsca zamiast siedzieć na półkoloniach, obyte. Dla mnie raj. Ale to znowuż obserwacje tylko z podstawówki.
    Co do późnych dzieci - mogę się wypowiadać nt. wieku 7-10 lat, bo kilka starych matek takich dzieci poznałam. Ich dzieci są rozpuszczone, mało zdyscyplinowane, nie znają za bardzo granic. A czy wydelikacone? Wprost przeciwnie, chyba jak się rodzi dziecko ok. 45 r. życia, to później już się nie chce aż tak na nie chuchać i dmuchać. A wychowywać? Też za bardzo nie.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • princesswhitewolf 08.02.18, 21:50
    >jeżdżące na ferie w fajne miejsca zamiast siedzieć na półkoloniach, obyte.

    no tego to ja nie rozumiem choc juz to pisalas. Przeciez pracujaca matka tez moze wysylac dzieci na ferie a nie na polkolonie. Ludzie przeciez maja urlopy. A jak dzieci starsze to jezdza same na zimowiska itd. Kazde lato i zimie w dziecinstwie spedzalam na jakichs koloniach i zimowiskach i rewelacyjnie to wspominam.
  • butch_cassidy 08.02.18, 21:55
    >Kazde lato i zimie w dziecinstwie spedzalam na jakichs koloniach i zimowiskach i rewelacyjnie to wspominam.
    A ja tego szczerze nie znosiłam. Dotąd wspominam jako istne tortury.
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:05
    ja nie mialam problemow adaptacyjno socjalnych
  • zlababa35 09.02.18, 07:06
    Kochana, urlopu naprawdę nie ma tyle, żeby co chwila z dziećmi gdzieś wyjeżdżać. A im niższe stanowisko, tym bardziej wykorzystywanie tego, co Ci się w sumie należy, jest traktowane bardzo niechętnie.
    No i przedszkolaka na zimowisko nie poślesz.
    Co do ciut starszych dzieci - myślę, że fajnie jest w wakacje trochę pojechać na kolonie, ale i trochę z rodzicami, rodzeństwem, wtedy wreszcie rodzina ma czas dla siebie (nastolatki to jeszcze inna sprawa, ale nastolatek może przez jakąś część wakacji też "ponudzić" się z przyjaciółmi na chacie).
    Wakacji jest ponad 2 m-ce. Większość ludzi uprawia jakieś dziwne gimnastyki, bo nawet jak masz kasę, to 3 turnusy kolonijne, ze zmieniającym się wciąż towarzystwem i wychowawcami, to jednak przegięcie (liczę średnio 12 x 3 tj. do 36 dni, zakładam, że reszta to urlop rodziców - choć nie wierzę, że pracodawcy dają tak chętnie każdemu np. 3 tygodnie w lipcu wink).

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • princesswhitewolf 08.02.18, 21:53
    >chyba jak się rodzi dziecko ok. 45 r. życia, to później już się nie chce aż tak na nie chuchać i dmuchać. A wychowywać? Też za bardzo nie

    a to nie wiem skad wzielas. Tu w UK jesli dzieci sa bardzo wczesnie urodzone to najczesciej pochodza z patologicznych rodzin bo nikt poza tym nie rodzi dzieci w wieku 18-25 lat. No niestety tak jest. A im starsza matka tym dluzej czekala na to dziecko i szanse sa ze raczej nadmiernie je moze rozpieszczac na co ja staram sie bardzo zwracac uwage by nie rozpuscic dzieciora
  • butch_cassidy 08.02.18, 21:56
    Ja myślałam, że urodziwszy w wieku 34 lat będę jedną ze starszych mam w przedszkolu czy szkole, a tu się okazało, że jest wiele starszych, natomiast młodsze to pojedyncze...
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:06
    to zalezy gdzie mieszkasz. W Polsce w malej miejscowosci zapewne bylabys jedna ze starszych. W UK w Londynie to taka z mlodszych
  • butch_cassidy 08.02.18, 22:13
    W Polsce. Przedszkole w małym miasteczku pod dużym, szkoła w mieście.
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:35
    pewno to wiec wplyw duzego miasta.
  • zlababa35 09.02.18, 07:09
    Piszę o rodzicach wykształconych. Większość z nich miała dzieci w wieku do 35 lat, ale na pewno powyżej 25. Stare matki znam ze 3, mają bardzo rozwydrzone i włażące każdemu na łeb dzieciaki (a to są dzieci np. 8-10-letnie już).

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • arwena_11 09.02.18, 07:22
    O mogę się pod tym podpisać. Wszystkie dzieci starszych matek - były koszmarnie rozwydrzone. Im dłużej matka starała się o dziecko - tym bardzie je rozpieszczała.

    Wszystkie moje koleżanki uwinęły się z pierwszym dzieckiem do 30. Najczęściej było to w okolicach 25-27.
  • danaide 10.02.18, 00:41
    Jestem starszą matką, starałam się cały miesiąc!
    A z tego co wynika? smile
  • zlababa35 09.02.18, 08:19
    No i między bardzo wcześnie, a 45 i więcej, jest cały wachlarz możliwości, jakieś 20 lat na prokreacjęsmile.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • black.emma 09.02.18, 09:09
    Babo, skąd te pomysły, że dzieci siedzą w szkole 7-17? Nie znam ani jednego takiego dziecka. U nas pojedyncze dzieci siedzą do 16.
  • arwena_11 09.02.18, 09:18
    A ja znam. I to dużo. Wystarczy, że rodzice pracują od 8 do 16,30-17. Żeby zdążyć do pracy - dziecko trzeba odstawić do placówki tuż po 7. Odbierają po pracy - czyli min. 17.
  • mama303 09.02.18, 19:27
    arwena_11 napisała:

    > A ja znam. I to dużo. Wystarczy, że rodzice pracują od 8 do 16,30-17. Żeby zdąż
    > yć do pracy - dziecko trzeba odstawić do placówki tuż po 7. Odbierają po pracy
    > - czyli min. 17.

    w przedszkolach tez tyle siedzą.




    --
    nie kradnę, nie zabijam, nie wierzę...
  • zlababa35 09.02.18, 09:45
    To zdradź mi, co robią rodzice, którzy muszą spędzić w pracy po 8 godzin, jadą do szkoły z dzieckiem np. 15 minut, do pracy następne 20, zanim wyjdziesz, wejdziesz, zakładam, że ogólnie dotarcie od do to 2 x po 45 minut w całości. No i 8 godzin pracy. Czyli mamy właśnie 9-10 godzin. Nie wszyscy są otoczeni rodziną mieszkającą w sąsiedztwie bądź mają niepracujące babcie w rękawie.
    U nas nie siedzą w większości - bo rodzice głównie na działalnościach, część matek stać, żeby nie pracować. Ale np. nauczycielka, która ma więcej niż pensum, zostawia córkę w szkole o 7.20, żeby być w swojej przed 8, a przyjeżdża po 16 - no i w korku do domu...

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • naggina 09.02.18, 09:59
    "To zdradź mi, co robią rodzice, którzy muszą spędzić w pracy po 8 godzin, jadą do szkoły z dzieckiem np. 15 minut, do pracy następne 20, zanim wyjdziesz, wejdziesz, zakładam, że ogólnie dotarcie od do to 2 x po 45 minut w całości. No i 8 godzin pracy. Czyli mamy właśnie 9-10 godzin. Nie wszyscy są otoczeni rodziną mieszkającą w sąsiedztwie bądź mają niepracujące babcie w rękawie."

    to jakiś żart to pytanie? może zacznę, że nie wszystkim dzieciom to przeszkadza tongue_out
    można:
    - wynając opiekunkę, która przyprowadza/zostaje
    -znaleźć szkołę, z której dziecko może samo wracać i odpoczywac w domu (hororem są wasze opowieści o tym, że szkoły wam żadne nie pasują...)
    -wymieniać się z partnerem pracą (był taki czas, że tak żonglowaliśmy, że ja chodziłam na 6.30 a mąż na 9.30- dzieciaki w przedszkolu o 9, odbiera matka o 15 tongue_out - wymagało to ode mnie zmiany pracy- i co z tego? toć to kilka lat było tylko)

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • kurt.wallander 09.02.18, 11:21
    naggina napisał(a):


    > to jakiś żart to pytanie?

    To było chyba pytanie retoryczne.

    > może zacznę, że nie wszystkim dzieciom to przeszkadza

    pewnie są takie, co lubią wstać o 6.00 i wracać do domu po 17.00, ale myslisz, ze dużo takich jest?


    > - wynając opiekunkę, która przyprowadza/zostaje

    I to jest najrązsądniejsze wyjście, o ile ludzi stać na tę opiekunkę

    > -znaleźć szkołę, z której dziecko może samo wracać i odpoczywac w domu (hororem
    > są wasze opowieści o tym, że szkoły wam żadne nie pasują...)

    To nie zawsze jest mozliwe, sa miejscowości, gdzie jest jedna szkoła, albo i żadna i trzeba dowieźć do sąsiedniej (tereny wiejskie).
    A inna sprawa, że dziecka w klasach 1-2 nie puściłabym samego.


    > -wymieniać się z partnerem pracą (był taki czas, że tak żonglowaliśmy, że ja ch
    > odziłam na 6.30 a mąż na 9.30- dzieciaki w przedszkolu o 9, odbiera matka o 15
    > tongue_out - wymagało to ode mnie zmiany pracy- i co z tego? toć to kilka lat było tylk
    > o)


    Chyba sama zdajesz sobie sprawę, że rzadko która branża i rzadko które wykształcenie/doświadczenie zawodowe daje taka możliwość?

  • zlababa35 09.02.18, 15:06
    To samo zamierzałam napisać, ale już nie będę się powtarzać smile.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • jem.gluten.i.cukier 09.02.18, 16:02
    Akurat ruchome godziny pracy to jest standard w wielu dużych firmach.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • kurt.wallander 09.02.18, 16:06
    jem.gluten.i.cukier napisał(a):

    > Akurat ruchome godziny pracy to jest standard w wielu dużych firmach.
    >
    A w małych firmach?
  • arwena_11 09.02.18, 16:20
    Pod warunkiem, że się da. Jeżeli system ci zaczyna działać od 8.30-9 - a jest on podstawą twojej pracy - to nic nie da przesunięcie rozpoczęcia pracy na 6 rano. Podobnie jak jest zamykany o godzinie 18 - to ciężko pracować o 19-20
  • zlababa35 09.02.18, 16:44
    Pff. Naprawdę wszyscy pracują w firmach? A nie np. w szkole, urzędzie, na kasie, w przychodni?

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • arwena_11 09.02.18, 16:48
    No nie wiesz, że nauczycielka powinna sobie ustawić odpowiednie godziny pracy - np od 6 do 10 - żeby mąż mógł iść na 11 pracować do urzędu - a dziecko nie było od 7 w szkole tongue_out
  • zlababa35 09.02.18, 17:27
    Hi hi. W pierwszej szkole mojej córki jedna mama zrezygnowała z pracy po urodzeniu dziecka, bo, jak chciała wrócić do urzędu po wychowawczym, to okazało się, że nie chcą zmienić godzin pracy na jej życzenie wink. Nie chciała zaczynać o 7:30, tylko spokojnie zawieźć dziecko do przedszkola i potem dopiero raczyć się tam zjawić. No i przeżyła szok poznawczy. A nawet jakieś niezłe stanowisko tam miała wcześniej.
    BTW nie zauważyłam, żeby się w domu nudziła. Bardzo inteligentna, elokwentna osoba zresztą.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • jem.gluten.i.cukier 09.02.18, 20:30
    Na kasie i w przychodni akurat masz pracę zmianową, a nie sztywno 9-17.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • leyre2 10.02.18, 09:07
    jem.gluten.i.cukier napisał(a):

    > Na kasie i w przychodni akurat masz pracę zmianową, a nie sztywno 9-17.
    >

    tak jest w Polsce? ja znam kasjerki/row ktore maja stale godziny np znajomi pracuje 10-14. w przychodni i innych miekscach np recepcje tak samo.
  • joa66 10.02.18, 09:39
    A inny 16-24 smile
  • leyre2 10.02.18, 10:25
    tak, kazdy szuka takich godzin jakie mu pasuja .
    po co ludzi zmuszac do pracy w zmianach, to niezdrowe, duzo trudniej sie przestawiac i komplikuje zycie prywatne .
  • joa66 10.02.18, 12:08
    Dlatego, że praca zmianowa istnieje w każdym systemie. Ty naprawdę mieszkasz w UK czy udajesz? Gdybyś mieszkała to byś wiedziała, że owszem ludzie pracują na różne zmiany. I nie zawsze dlatego, że tak im "pasuje" wink
  • leyre2 10.02.18, 16:01
    joa66 napisała:

    > Dlatego, że praca zmianowa istnieje w każdym systemie. Ty naprawdę mieszkasz w
    > UK czy udajesz? Gdybyś mieszkała to byś wiedziała, że owszem ludzie pracują na
    > różne zmiany. I nie zawsze dlatego, że tak im "pasuje" wink

    ja w przeciwienstwie do ciebie mieszkam w uk, i tu wciaz jeszcze ludzie wybieraja prace jaka im pasuje a nie 'pasuje' i rzadziej ludzie pracuje w zmianach rotacyjnych, co jak sie z forum dowiedzialam w Polsce jest czyms normalnym, nie mozna np w firmie gdzie sa 3 zmiany pracowac tylko rano, albo tylko po poludniu albo tylko w nocy. ludzie sa zmuszani do rotacji a to dezorganizuje zycie i jest niezdrowe.
  • joa66 10.02.18, 16:19
    Nie wiem czy wiesz, ale w PL czarna wołga nie porywa ludzi do pracy tylko idą tam gdzie im "pasuje" - podobnie jak w UK. I podobne jak w UK w jednej firmie jest większa elastyczność , w innej mniejsza. Od sklepiku poczynając ma szpitalu kończąc. Napisz jeszcze czy w ogródku masz jednorożca.
  • jem.gluten.i.cukier 10.02.18, 17:29
    Jednym dezorganizuje, a innym pozwala je lepiej zorganizować. Lubię pracować na rano, ale chyba bym padła, gdybym miała codziennie o 6 zaczynać.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • mamma_2012 10.02.18, 17:33
    Dla mnie praca marzeń to 3.00-4.00 do 12.00. Nawet teraz często mi się to udaje, ale znaleźć taki etat byłoby trudnowink
  • heca7 10.02.18, 21:46
    U mnie babka w piekarni tak pracuje. Około 4.00 musi być w sklepiku bo otwiera kierowcy co przywozi zaraz pieczywo. Sklep jest otwarty od 6.00. Około 12-13 przychodzi jej zmiana.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • esme83 10.02.18, 22:18
    Moja mama przez wiele lat pracowala i raczej widzialam same wady tego rozwiazania. Musiala klasc się o 19., a my (nastolatki) musielismy byc cicho, zeby mogla sie wyspac. Jesli wracalismy pozniej, porozumiewalismy sie z nia, piszac notatki w notesie w kuchni smile Raczej wspominam to jako konieczność niz idealny uklad, choc pewnie przy malych dzieciach byloby OK.
  • jem.gluten.i.cukier 11.02.18, 10:27
    Ja się kładłam na 1,5 godziny po powrocie z pracy, a wieczorem około 22 - 22:30.

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • jem.gluten.i.cukier 11.02.18, 10:26
    Pracowałam swego czasu od 5 do 12, miało to swój urok smile

    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • jem.gluten.i.cukier 10.02.18, 15:53
    Tak, w Polsce jest tak, że np. przychodnia działa od 7:30 do 20 i to oznacza, że ktoś pracuje od 7:30 a ktoś przychodzi na popołudnie. Jak sklep działa od 7 do 22 to znaczy, że pracownicy są od 6 do 23 w nim i też mają zmiany. Nawet w przedszkolach pracuje się zmianowo, bo przecież jest jedna pani na rano, a inna na popołudnie.


    --
    ina_nova: "Nietypowe to są niedźwiedzie polarne na Zanzibarze".
  • zlababa35 10.02.18, 15:48
    Ale to nie znaczy, że dana zmiana zawsze będzie Ci odpowiadać.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • leyre2 10.02.18, 16:02
    no jesli kiedys nie bedzie ci odpowiadac to zmienisz.
  • black.emma 10.02.18, 17:26
    Ja nie mam rodziny pod ręka. Pracuje od 7, wiec jestem po syna o 15.30. Maz zawoził go na 9, teraz w szkole musi byc o 8 niestety. Nie wiem jak robią to inni, ale większość odbiera w okolicach 15.
  • undoo 08.02.18, 21:34
    Moja obserwacja jest taka, ze masz jakis koszmarny problem ze swoim zyciem i tym, ze musisz pracowac, gdy inni rodzice wybieraja inne opcje.
    Tak, ja widze ogromna roznice na korzysc dzieci wychowywanych przez rodzica domowego, ale dlugi czas bylam matka pracujaca i znam rodzicielstwo rodzica pracujacego zawodowo poza domem i rodzica domowego.
    Aha, ale ja mam dziecko w wieku przedszkolnym.
    Masz jakies dane na temat nastolatkow rodzicow, ktorzy postanawiaja zmienic profil zawodowy i po 30. wracaja na uczelnie? Bo tego jestem autentycznie ciekawa.
    BTW nie ma zadnego magicznego sposobu na zapewnienie swojemu dziecku lepszego startu w zyciu, bo nawet miliony na koncie potrafia wykoleic, a talent doprowadzic do depresji, wiec nie ma sie co spinac, tylko trzeba zyc dla siebie, zeby miec z zycia, rodzicielstwa i aktywnosci zawodowej frajde, a nie ponury obowiazek. Oczywiscie, jesli jestesmy w luksusowej sytuacji, gdy dzieci sa zdrowe, my jestesmy zdrowe, a praca moze dawac spelnienie, a nie jest tylko odbebnianiem godzin, zeby kasa na najtanszy chleb byla, bo wiele osob tu zapomina, ze jednak mozliwosc wyboru i spelnienia zawodowego sa luksusem. No i co maja powiedziec rodzice dzieci niepelnosprawnych? Dysleksja nie jest niepelnosprawnoscia, ale dyslektyk wymaga mnostwo pracy i terapii i jak pogodzic pomoc dziecku z praca na pelen gwizdek?
    Moim zdaniem, sama sie obawiasz, ze cos ci przeszlo kolo nas w pedzie zycia i stad twoje ciagle ataki na rodzicow domowych.
    Zyj i daj zyc innym.
  • naggina 08.02.18, 21:46
    "Moja obserwacja jest taka, ze masz jakis koszmarny problem ze swoim zyciem i tym, ze musisz pracowac, gdy inni rodzice wybieraja inne opcje." big_grin big_grin bardzo a to bardzo lubie moja pracę big_grin watek jest pokłosiem watku o lekach i wywlekanych "argumentach"

    "ja widze ogromna roznice na korzysc dzieci wychowywanych przez rodzica domowego" a jakiego wieku dotyczą twoje obserwacje? czy mogłabyś bliżej opisac? podstwówka wczesna i wcześniej nie teges...

    "Masz jakies dane na temat nastolatkow rodzicow, ktorzy postanawiaja zmienic profil zawodowy i po 30. wracaja na uczelnie? " nie, nie znam. ale jak jest to związane z temnatem mojego wątku? i o jakie dae ci chodzi?

    "Dysleksja nie jest niepelnosprawnoscia, ale dyslektyk wymaga mnostwo pracy i terapii i jak pogodzic pomoc dziecku z praca na pelen gwizdek? " hmm. moją córke "rehabilitowałam", z baaardzo dobrym wynikiem. dwujęzycznym tongue_out szkoła+ 20 minut dziennie... czy doprawdy trzeba do tego rzucać prace\???

    "Moim zdaniem, sama sie obawiasz, ze cos ci przeszlo kolo nas w pedzie zycia i stad twoje ciagle ataki na rodzicow domowych." ty rozumiem domowa? daj znać o wynikach tak ok. 20 rż dzieciatektongue_out
    wiesz, ja tak ułożyłam życie, że i pracowałam i z dziećmi byłam- tyle, ile trzeba.


    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • la_mujer75 08.02.18, 23:34
    Oj,zazdroszczę. Nie znam dyslektyka, z którym wystarczyłoby 20 minut dziennie posiedzieć i kończyłby z wynikiem bardzo dobrym szkołę dwujęzyczną.
    Może miałaś załatwiony papierek ? Ponoć większość tak robi...
  • naggina 08.02.18, 23:50
    "Nie znam dyslektyka, z którym wystarczyłoby 20 minut dziennie posiedzieć i kończyłby z wynikiem bardzo dobrym szkołę dwujęzyczną. " doprawdy? ponad 6 lat pracy- 6 razy w tygodniu po 20 minut? + 2x45 minut w szkole? owszem- córka osiągnęła regularną, a ale niezbyt cięzką pracą dużo- tyle, ile w tym wypadku się da. czyli oczywiście- dysleksji nie wypeczyliśmy, tylko wyrobiliśmy mnóstwo strategii kompensacyjnych.
    wszyscy, a to wszyscy terapeuci zlecali ok 15 nminut pracy dziennie. regularnej pracy. aha, i do tego nie trzeba całe dnie grzac sofy nerobotnym tyłkiem w domu tongue_out

    "Może miałaś załatwiony papierek ? Ponoć większość tak robi..." oj, la_mujer- odpuśc sobie te złośliwości, bo mnie, trolico, one nie bolą big_grin
    dokument jest w domu. nigdy nie przedstwiony w szkole, choc rozmwaiłam nauczycielami. po prostu uzalam, że sobie poradzi. a samych 6 nie musi mieć tongue_out o pardon, chyba przedstawię w VIII klasie tongue_out

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • la_mujer75 09.02.18, 00:02
    To ja ci powiem jak wygląda praca z moim dyslektykiem. Z lekcji nic nie wynosi (prawie), bo ma deficyt koncentracji (nadwrażliwość słuchowa też się dokłada). Nie ma pamięci wzrokowej odroczonej, więc trenujemy tzw. pamięć ręki przy np. pisowni słówek angielskich. Weź sobie potrenuj kilkanaście słówek dziennie, to juz zajmuje ileś minut.
    Ma problem z zapamiętywaniem wzorów matematycznych, fizycznych i itd.
    Ma problem z oczami - same ćwiczenia ortoptyczne - kilkanaście minut dziennie, plus jeździmy do ortoptyka - po takich zajęciach boli go głowa, więc to ciężka praca, jak wraca nie mogę od razu mu kazać robić zadań z fizyki.
    Nie jestem trolicą, jestem na tym forum od dłuższego czasu, moja droga. Mój tłusty, nierobotny tyłek kręci się pomiędzy szkołę i różnymi specjalistami. Mój syna ma jeszcze ZA.
    I założę się, że cięzej pracuję od ciebie, a dodatkowo nikt mi za to nie płaci, a jeszcze muszę słuchać, jaka to ja jestem leniwa. Nie, moja droga, jestem pracowita jak mróweczka i z sentymentem wspominam czasy, jak chodziłam do roboty i nie miałam większych problemów niż problemy związane z pracą.
  • naggina 09.02.18, 00:15
    la_mujer- więc twoje doświadczenia są inne. nie xnam historii forumowych.
    gdzies tam napisłąm już- rozumiem kwestie rodziców dzieci niepełnosprawnych- tobie się pensja należy uncertain
    moja ma zwykła, nieprzęzoną dysleksie rozwojową big_grin no taką popularną.


    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • la_mujer75 09.02.18, 00:26
    Wiesz- niektórzy moi znajomi, nawet znając mnie i mojego syna uważają, ze ja się marnuję siedząc w domu, bo przecież on tak sobie dobrze radzi... Radzi sobie dobrze, bo włożyłam i wkładam i jeszcze włożę mnóstwo pracy. Tego nie widać, jak się z boku patrzy. I może ty też nieświadomie patrzysz na jakąś babkę, co to siedzi w domu i non stop lata gdzieś z podrośniętym syneczkiem i myślisz sobie, że hoduje kalekę, a nie wiesz, że mogą mieć różne problemy.
    Stąd moja prośba - nie oceniaj jak dokładnie nie wiesz, co się w danym domu, małżeństwie i rodzinie dzieje.
  • undoo 09.02.18, 02:09
    No ale musisz obrazac inne forumki malo wybrednymi epitetami o ich pupach.
  • arwena_11 09.02.18, 07:26
    Mam w domu dyslektyczkę. Z brakiem słuchu fonematycznego. Uczy się świetnie - ale pracy wymaga to z jej strony bardzo dużo. Jak była mała i uczyła się czytać - zajmowało nam to 2-3 godziny dziennie.

  • zlababa35 09.02.18, 07:46
    No właśnie dysleksja dysleksji nierówna... O czym tu mówić...

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • kura17 09.02.18, 12:18
    > oj, la_mujer- odpuśc sobie te złośliwości, bo mnie, trolico, one nie bolą big_grin

    a niby dlaczego ma odpuscic? Ty dowalsz innym na prawo i lewo, inni tez maja prawo




    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • naggina 08.02.18, 21:48
    aaa, doczytałam- t jeden potomek i małe dzieciątko- daj znać jak urosnie smile

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • undoo 08.02.18, 21:56
    Akurat to nie jest prawda, ale nie widze potrzeby, by wywlekac moje zycie prywatne na forum celem zadowolenia ciekawosci sfrustrowanej swoimi wyborami zyciowymi kobiety.
    Ja nie tworze watkow o wyzszosci wyboru A nad wyborem B.
    Niekoniecznie zawsze pisze o sobie, ale czasem pisze o przypadkach z otoczenia, bo widze, ile pracy inni rodzice wkladaja w swoje dzieci i ich terapie, gdy sa potrzebne. Wole doceniac i wspierac niz dowalac.
    Jestes trollem.
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:38
    undoo ale skoro nie widzisz potrzeby by wywlekac swoje zycie prywatne na forum, dlaczego sie pokusilas psychoanalizy jakiejs tam nagginy na podstawie tego ze jakis watek zalozyla. Przeciez ona nie zapytala o pomoc w jej zyciu i jej wartosciach. No jak kazdy czlowiek naggina ma swoje przekonania. Ty tez masz. To ze ona mysli inaczej niz ty, nie znaczy ze jest trollem. Nie kazdy kto ma odmienne zdanie od ciebie w tym czy tamtym zaraz trolluje.smile
  • undoo 09.02.18, 02:11
    Princess, z cala sympatia, nie ja prowadze dzialalnosc misyjna w temacie nawracania niepracujacych rodzicow.
    Mam swoje zdanie i mam takie samo prawo jak naggina je wypowiedziec. Ona nie musi sie ze mna zgadzac. Natomiast tylko trolle posluguja sie taka argumentacja i widze podobienstwo miedzy jej postami a postami innych gazetowych bytow trollowatych.
  • naggina 09.02.18, 09:31
    tak, każdy, ktory nie pochyla sie nad losem matek niepracujących to troll.
    w interesie społęczńęstwa jest, z eby poszły do pracy tongue_out

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • arwena_11 09.02.18, 13:58
    a w moim interesie i mojej rodziny - jest być w domu.
  • heca7 09.02.18, 14:25
    Ach ten mityczny interes społeczeństwa tongue_out

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • kurt.wallander 09.02.18, 14:32
    heca7 napisała:

    > Ach ten mityczny interes społeczeństwa tongue_out
    >
    A inna sprawa to nie wiem, czy społeczeństwo nie zyska jednak więcej na mojej trójce wspaniałych nowych obywateli smile Inteligentnych, wykształconych, dobrze wychowanych smile Niżby skorzystało na mojej pracy zarobkowej, która nie polegała na poszukiwaniu lekarstwa na raka.
  • arwena_11 09.02.18, 14:34
    Heca masz priv
  • heca7 09.02.18, 16:56
    Odpisałam smile

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • undoo 09.02.18, 16:29
    A miesci ci sie w glowie, ze mnie zwyczajnie nie interesuje, kto pracuje i wychowuje dzieci, a kto nie pracuje i wychowuje dzieci i jeszcze nie obchodzi mnie, jesli ktos w ogole nie pracuje (o ile jest sprawny, dorosly, a ja nie musze takiego osobnika utrzymywac)?
    Jako matka chcialabym, zeby sie ode mnie odczepiono i dano robic w spokoju, co robie.
  • la_mujer75 09.02.18, 17:34
    No, ja akurat odwalam niezłą robotę na rzecz społeczeństwa- naprostowywuję dwóch obywateli, którzy mam nadzieję, będą prawidłowo funkcjonować w przyszłości. I robię to za swoje pieniądze, czyli z prywatnych środków , a nie z państwowych.
    Czyli zamiast mnie - państwo dostanie dwóch facetów. Chyba nie grozi im, ze powiela schemat wychowania i nie pójdą do pracy... Raczej tak piekni nie są, aby złapać bogatą żonę, która ich będzie utrzymywała.
  • la_mujer75 08.02.18, 21:35
    Moje dzieci na pewno wolałyby jakbym pracowała. Po powrocie na pewno nie miałabym siły i chęci sprawdzać ich postępów w nauce i jeszcze gnać na zajęcia rehabilitacyjne.
    Ciekawa jestem, czy Starszy nauczyłby się czytać, hmmmm....No, przynajmniej nie bełgotałby o tych swoich pasjach. A to męczące słuchać długiego wykładu osoby z wadą wymowy. Młodszy juz pewnie by dużo gorzej widział na prawe oko (jeszcze by widział! )....
    Myślę, że moje dzieci byłyby szczęśliwe, a przecież o to w końcu chodzi, prawda? Aby jednostka była zadowolona.
    I dlatego postanowiliśmy z moim mężem, że dla mojego szczęścia osobistego - zostaję w domu !
    I chyba jestem szczęśliwa, bo nie zakładam po raz milionowy wątku, w którym usiłuję udowodnić swoją "wyższość" nad biednymi kobietami pracującymi.
  • naggina 08.02.18, 22:00
    "nie zakładam po raz milionowy wątku, w którym usiłuję udowodnić swoją "wyższość" nad biednymi kobietami pracującymi."
    nie nie nie big_grin tamtem był o związkach a ten o dzieciach big_grin wyluzuj, domowa!

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • la_mujer75 08.02.18, 22:15
    Kochana, mylisz nas. Pewno z przepracowania...
  • heca7 08.02.18, 22:24
    Ale czy już dziś rozmawiałaś w mężem o polityce biurowej w jego miejscu pracy? suspicious I czy w ogóle rozmawiasz o jego pracy? Bo wiesz, wg autorki tego wątku inaczej zacznie sypiać z sekretarką! big_grin

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • naggina 08.02.18, 22:32
    ale to była wasza interpretacja, a nie moja big_grin

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • zlababa35 09.02.18, 07:47
    Aaa. To jej był ten kuriozalny wątek. I wszystko jasne.

    --
    He had it coming
    He only had himself to blame
  • kurt.wallander 08.02.18, 21:43
    Czy ty leczysz jakies swoje lęki tymi postami o niepracujących zawodowo matkach? Boisz się, że zaniedbujesz jakoś swoje dziecko/dzieci?
  • naggina 08.02.18, 21:50
    nie, nie leczę. ale przeczytała watek obok i paniusie wywlekające argumenty, które wymagają leczenia psychiatrycznego (znaczy paniusie...) typu, ze terapia dysleksji wymaga siedzenia w domu, albo gotowanie świeżych obiadów...
    dziei mam nastoletnie, dośc dużo im czasu poświęciłam, choc pracowałam. potrafię organizowac swój czas, i nigdy a to przenigdy nei chciałabym, zeby widziały, że mama w domu siedzi smile chyba, że chora.

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • princesswhitewolf 08.02.18, 22:42
    no ale zrozum naggina ze ludzie maja rozne wartosci. I kazdy sobie costam racjonalizuje. Kobiety maja niesamowicie rozbudowana racjonalizacje wlasnych wyborow, lenistwa, unikow itd np. dlaczego nie pracuja pomimo ze dzieci juz nie sa male i nie ma powodu by siedzialy w domu< albo> dlaczego zaniedbuja dzieci wybierajac zawody zwiazane z nieustannymi wyjazdami czy zostawianiem dzien w dzien do 20 w pracy itp.
    Niewiele ludzi bierze na klate sprawy patrzac na zycie obiektywnie. Ot zycie
  • triss_merigold6 08.02.18, 22:46
    Powinnaś skupić się na pierwszym zdaniu: ludzie maja rozne wartosci.
  • princesswhitewolf 08.02.18, 23:03
    triss ciesze sie ze sie na nim skupiasz i polecasz sie skupic.
  • la_mujer75 08.02.18, 23:31
    O, właśnie. Zawsze mnie dziwi, że inni się dziwią, że ludzie są różni wink
    A przecież im człowiek bardziej wykształcony, obyty w świecie, powinien lepiej zdawać sobie sprawę, że nie ma jednego prawidłowego i uznanego wzorca na przeżycie życia. I super, że już nie jesteśmy tak ograniczeni społecznie przypisanymi rolami, schematami itd. Że w naszej kulturze można się w różny sposób realizować - możesz pracować,, możesz siedzieć w domu. Ale jak widać nie wszyscy to łapią...
  • princesswhitewolf 08.02.18, 23:44
    otoz to
  • undoo 09.02.18, 16:29
    Amen smile
  • danaide 10.02.18, 00:31
    Cóż, a dziecko paniusi z wątku obok dziś się rozpłakało i powiedziało, że nie chce, by mama szła do pracy. Mama odparła, że to tylko pół etatu czyli tyle ile dziecko siedzi w szkole. I wtedy dziecko paniusi się uspokoiło.
    Nie pytaj się dzieci, jeszcze znów Cię uziemią!
  • rosabell 08.02.18, 21:46
    Moja obserwacja jest taka, ze jestes wyjatkowo zenujacym i nieudolnym troliszczem. Jessu..ze tez wam sie chce prowadzic dyskusje z takim bytem
  • naggina 08.02.18, 21:51
    dzięki smile
    ale e co- sa te różnice, czy nie?

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---
  • mamusia1999 08.02.18, 21:48
    No wiec moje osobiste dziecko matki domowej właśnie zaczęło po wakacjach w Tajlandii roczny(+) pobyt work&travel w NZ, przeloty jako prezent maturalny, oszczędności na rozruch osobiście zarobione, reszta w toku. Zmieniała już koło, załatwila wszystkie konta, ID podatkowe, korzystała ze służby zdrowia i szuka samochodu. Na moje oko radzi sobie po prostu dobrze, jak mnosteo innej młodzieży z dala od domu. Z moim stylem życia związku nie widzę. No może taki komfort dla nas: nasz uklad zaowocował względnym dobrobytem, jak by co (odpukać) wsiadamy w samolot i wyciągamy z opałów.
  • naggina 08.02.18, 21:52
    smile czyli gap year? i lov'it

    --
    --nothing is ever easy in the world of men---

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.