Dodaj do ulubionych

i am wonderful - samoakceptacja ...

26.02.18, 08:30
stan przed lustrem, popatrz na siebie z miloscia i powtarzaj "jestem piekna, jestem madra, jestem ematka" ... wink

w radiu leci robbie williams i tak mi sie skojarzylo ...
I love my life
I am powerful
I am beautiful
I am free

zgadam sie, ze czesto ludziom z malym poczuciem wartosci to pomaga. jednak czy zawsze to jest wyzwalajace, samo w sobie? czy wystarczy taka auto-afirmacja, w oderwaniu od rzeczywistosci, od odpowiedzi na nas innych ludzi? przeciez potrzebujemy pozytywnej reakcji zwrotnej, nie? jesli nikt inny (albo prawie nikt inny) tej naszej zajefajnosci nie zauwaza - nie jest to dolujace i niszczace? a ludzie moga nie-zauwazac z roznych przyczyn, jednak rowniez dlatego, ze taka swietna jednak wcale nie jestem ... "taka fajna ze mnie babka, tylko czemu nikt tego nie widzi???" ...




--
"out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
Edytor zaawansowany
  • triss_merigold6 26.02.18, 08:34
    Przedawkowanie poppsychologii szkodzi.


    Mam nadzieję, że pomogłam.
  • kura17 26.02.18, 08:38
    ja akurat nie stosuje, jednak takie metody sie bardzo poleca i zastanawiam sie, czy to w ogole dziala w "oderwaniu od rzeczywistosci" (tzn czy dziala na dluzsza mete). ta piosenka tak mnie natchnela, bo wydaje mi sie kwintesencja tej poppsychologi, jak to nazwalas wink


    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • triss_merigold6 26.02.18, 08:48
    Kto poleca? Jacyś porąbani kołcze polecają, bo biorą ciężkie pieniądze za wmawianie ludziom, że wystarczy zmienić podejście, uwierzyć w siebie i jednorożce zaczną pawiować tęczą.

    Powyższe nie ma prawa na dłuższą metę działać w oderwaniu od rzeczywistości. Laska może się afirmować i 2 godziny codziennie rano w temacie urody, ale jeśli nikt nigdy nie zaprosił jej na randkę, nie słyszała komplementów, na domówkach służyła do robienia kanapek, a mąż sugeruje, żeby zrobiła coś z twarzą, to konfrontacja z rzeczywistością prędzej czy później boleśnie ją uderzy.
  • kura17 26.02.18, 08:56
    no widzisz, ja sie z Toba zgadzam - ze bez pozytywnej informacji zwrotnej to nie ma szans dlugo dzialac. a naprawde sporo sie tego slyszy dookola, i to od wielu lat ... to jak, nie dziala, a wciaz popularne? a moze dziala na te naprawde zagubione, fajne osoby - i dlatego takie popularne?

    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • konsta-is-me 26.02.18, 11:07
    Nie dziala.
    Wiem, bo probowalam.
    Czym bardziej zagubiona osoba, tym mniej podziala.
    Zreszta, to zupelnie bez sensu, bo niby jak mialaby zadzialac?
    Skad wiesz, ze jestes piekna? - jesli nikt inny tak nie twierdzi?
    Skad wiesz, ze jestes wspaniala i dlaczego?
    Jesli nikt ci tego nie powiedzial?
    Poppsychologia-jak zostalo powiedziane powyzej.
    Najnizsza cbyba kategoria "kouczow" jeszcze tego uzywa (o ile).
  • sasanka4321 26.02.18, 11:29
    >Skad wiesz, ze jestes piekna? - jesli nikt inny tak nie twierdzi?
    Skad wiesz, ze jestes wspaniala i dlaczego? <

    Hmm. A jak patrzysz na kwitnaca jablon i uwazasz, ze jest piekna, to skad to wiesz? Czekasz az ktos Ci to powie najpierw?
    A jak myslisz o kims, ze jest wspanialy, to dlaczego? Dlatego, ze ktos inny Ci powiedzial, ze to jest wspaniala osoba?
  • konsta-is-me 26.02.18, 11:36
    A jak ktos patrzy na siebie i widzi uschle drzewko?
    A moze tak naprawde, to dorodna, kwitnaca wisnia-inni tak to widza ?
    Moze byc i na odwrot.
    I kto ma racje, ten co patrzy, czy ten drugi?
    Jesli mysle, ze ktos jest wspanialy, to wiem dlaczego.
    Ale rownie dobrze moge myslec blednie, albo myslec tak bo inni tak powtarzaja.
    To wlasnie sa te problemy z samoakceptacja i samoocena.
  • alpepe 26.02.18, 08:37
    Popatrz na forum, ile tu oderwanych od rzeczywistości osób. Dla nich ich rzeczywistość jest prawdziwa. Są tu konfrontowane, a potem wyłączają komputer i są w swojej. Moje córki uczyłam reagować na krytykę, która miała je dotknąć, zdaniem: dlaczego tak sądzisz, ewentualnie, no i? Mam nadzieję, że im ta lekcja jest niepotrzebna, ale pokazała, że inni wcale nie muszą być punktem odniesienia, inni nie są lepsi a priori.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • kura17 26.02.18, 08:40
    nie do konca mi chodzi o krytyke, ale o ten moment, kiedy "trenuje sie" przed lustrem bycie swietna, a potem, wsrod ludzi, nikt tej swietnosci nie zauwaza (nie mowie, ze zawsze tak jest, jednak moze sie i tak zdarzyc)


    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • triss_merigold6 26.02.18, 08:51
    A po co trenować przed lustrem bycie świetną? Trenować przed lustrem można wystąpienia publiczne i inne takie.
  • kura17 26.02.18, 08:57
    Triss, ja to wiem, ale spotykam sie dosc czesto z takimi poradami - w necie oraz w ksiegarniach - i mnie to zawsze zastanawia - co jesli tej wytrenowanej swietnosci nikt nie zauwaza? dobrze wiedziec, ze nie tylko mnie to "dziwi".

    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • cosmetic.wipes 26.02.18, 20:18
    Świetność zauważają inni, kiedy obiekt zachwytów jest o niej przekonany. A trudno nabrać takiego przekonania gadając do lustra.

    Poczucie wlasnej zajebistosci można mieć wrodzone lub wdrukowane w dzieciństwie. Nie da się tego nauczyć.

    --
    niepokalaność przebiśniegów jest faktem
    natura brzydzi się dogmatem jak nikt
  • 89mumin 26.02.18, 08:43
    Co do tego powtarzania, to się nie wypowiem, bo nie moja bajka. Co do reakcji otoczenia, to wydaje mi się, że pewność siebie ma duży wpływ na to jak odbieramy te reakcje, taki prostacki przykład - idziesz ulicą myśląc jaką masz fatalną fryzurę/figurę/makijaż, ktoś z naprzeciwka się uśmiecha, więc sobiw myślisz, że się śmieje z tej twojej paskudnej fryzury/figury/makijażu itp. Analogicznie, tylko z pewnością siebie - uśmiechasz się zwrotnie i myślisz sobie - wiedziałam, że ta fryzura / figura / makijaż zajebiste. wink

    --
    Jeżeli czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to można.
  • jolie 26.02.18, 15:31
    Na interpretowanie reakcji otoczenia pewność siebie na pewno ma wpływ, pewni siebie częściej sobie schlebiają smile. Ale już pewność siebie dodająca urody działa imo dopiero od pewnego poziomu. Osobie przeciętnej, której bliżej do 'nawet ładnej' pomoże, osobie brzydkiej - średnio. Choć w sumie - piękno bywa subiektywne, zgadzam się.
  • 89mumin 26.02.18, 20:30
    No właśnie ja chyba reprezentuję dość niepopularny (przynajmniej na tym forum) pogląd, że większość ludzi jest jednak przeciętna. Tak ogólnie, nie tylko fizycznie - są przeciętnej urody, przeciętnej inteligencji i w ogóle przeciętni. Oczywiście znajdą się geniusze, piękności, brzydale i totalni głupcy - im niewiele zaszkodzi lub mało co pomoże.. Natomiast w przypadku całej reszty, wiele zależy według mnie właśnie od nastawienia do własnej osoby i własnych możliwości, bo to przez pryzmat własnych odczuć interpretujemy reakcje otoczenia.

    --
    Jeżeli czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to można.
  • jolie 26.02.18, 20:54
    Ja też uważam, że większość ludzi jest przeciętna. Na forum też to pisałam - że jestem przeciętnej urody i inteligencji. Ale pamiętam niedawne forumowe zachwyty nad urodą Tildy Swinton - nie ogarniam, dla mnie ta kobieta jet dużo poniżej przeciętnej...
  • milva24 26.02.18, 09:02
    Zauważyłam, że wraz z wiekiem coraz rzadziej oczekuję pozytywnej reakcji zwrotnej z otoczenia. Najczęściej wystarczy mi, że sama jestem z siebie zadowolona. Jednak taka samoafirmacja jest dla mnie ciut żenująca.
  • chatgris01 26.02.18, 15:23
    milva24 napisała:

    > Zauważyłam, że wraz z wiekiem coraz rzadziej oczekuję pozytywnej reakcji zwrotn
    > ej z otoczenia. Najczęściej wystarczy mi, że sama jestem z siebie zadowolona.

    Sie podpisze wink
  • pade 26.02.18, 09:13
    Pomiędzy samouwielbieniem a samoakceptacją jest spora różnica.
    Poza tym, chętnie bym się dowiedziała kto konkretnie takie metody poleca, bo ja mimo, że tzw. rozwojem osobistym (nie cierpię tego określenia) dość mocno się interesuję to z nawoływaniem do stawania przed lustrem i powtarzania sobie "jestem piękna" się nie spotkałam.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • kura17 26.02.18, 09:21
    w sieci duzo takich "nawolywan" widzialam, nic konkretnego nie podam, bo na ogol mi gdzies miga.
    i jakies poradniki w ksiegarniach.

    i ja nie mowi o "samouwielbieniu", tylko jednak o samoakceptacji, z tym "jestem piekna" to troche zart, spowodowany piosenka w radiu, ktora zacytowalam.
    wyglada na to, ze Ty sie znasz - to napisz mi, czy to dziala - taka samoakceptacja - jesli otoczenie nie odpowiada pozytywnie (to znaczy jesli nie zauwaza wartosci danej osoby)? czy moze w tej samokcpetacji chodzi o to, aby zaakceptowac siebie takim, jakim sie jest - czyli nawet malo wartosciowym? jesli tak, to rzeczy, ktore mi od lat migaja w necie wypaczaja ta idee.


    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • pade 26.02.18, 09:31
    Tak, to o to chodzi. Żeby się zaakceptować takim, jakim się jest.
    Ale co to znaczy "mało wartościowy"?

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • kura17 26.02.18, 09:34
    > Tak, to o to chodzi. Żeby się zaakceptować takim, jakim się jest.

    no to akurat ma duzo sensu. tylko - wedlug moich powierzchownych obserwacji - jest zle reprezentowane w sieci.

    > Ale co to znaczy "mało wartościowy"?

    tutaj chodzilo mi o odbior otoczenia - taki, ktorego wartosci otoczenie nie dostrzega (z dowolnych w zasadzie powodow) - co oczywiscie nie musi przekladac sie na wartosc czlowieka.





    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • kura17 26.02.18, 09:36
    bo - jeszcze dodam - mam wrazenie, ze jednak dla wielu osob bedzie wazne, czy inni ich wartosc dostrzegaja, nawet jesli zaakceptowaly samych siebie, nie? moze sie myle, moze prawdziwa samoakceptacja jednak to zmienia? nie mowie o przegladaniu sie w oczach otoczenia, ale o taka zwykla chec, zeby oni tez zauwazyli we mnie fajnego czlowieka.


    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • pade 26.02.18, 09:39
    Kuro, napiszę więcej po południu, teraz mam dużo pracy, przepraszamsmile

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • kura17 26.02.18, 09:40
    nie ma sprawy, chetnie poczekam! milego pracowania smile

    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • pade 26.02.18, 15:39
    Dziękismile
    Myślę Kuro, że samooceny i samoakceptacji nie można uzależniać od oceny otoczenia czy informacji zwrotnych, choćby dlatego, że ile ludzi tyle opinii. Jeden lubi ludzi śmiałych, odważnych, inny myśli sobie w duchu "ten to ma tupet". Uroda to tez pojęcie względne. Gdybyśmy uzależniali poczucie własnej wartości od gustów, wartości czy nawet nastrojów innych ludzi, musielibyśmy być kameleonami.
    Najlepiej wg mnie świadczą o nas nasze czyny i umiejętności. I najczęściej właśnie tego nie potrafimy u siebie zobaczyć i docenić. Bo wydaje nam się, że "wszyscy to potrafią" albo "każdy by się tak zachował". No cóż, niekoniecznie.
    Pamiętam ze swoich studiów ćwiczenie, w którym w każdej 3-4 osobowej grupie jedna osoba miała opowiedzieć o trudnej sytuacji jakiej niedawno doświadczyła i o tym jak sobie z nią poradziła, a osoby przysłuchujące się miały wyciągnąć z tego jak najwięcej umiejętności i dać informację zwrotną. To było niesamowite ćwiczenie. Każdy student wyszedł z sali z 5 cm wyższysmile
    Samoakceptacja, moim zdaniem, jest związana z pogodzeniem się z tym, że jestem taka a nie inna, mam taką twarz, włosy, oczy, figurę, mam takie a nie inne wady i zalety, potrafię to, a nie potrafię czego innego. Po prostu jestem jaka jestem. Mam w sobie na to zgodę. Jestem wartościowa taka jaka jestem.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • aqua48 26.02.18, 09:45
    kura17 napisała:

    > chodzilo mi o odbior otoczenia - taki, ktorego wartosci otoczenie nie dos
    > trzega (z dowolnych w zasadzie powodow)

    Szczerze to nie znam nikogo takiego. Każdy w jakiś sposób jest zauważany, oceniany, komentowany, bo taka jest ludzka natura.
    Znam natomiast takich dla których KAŻDA uwaga otoczenia będzie złym sygnałem, dołującym, świadczącym o tym jacy to oni są beznadziejni i powodem do zamartwiania się, żalenia, złego samopoczucia. I takich ludzi kompletnie nie rozumiem.
    Jak również takich którzy potrafią w innych jedynie złe cechy wynaleźć i skomentować. Czyli ten stary, tamta brzydka, ów krzywy, jeszcze inna ubrała się jak dziwka. A zazwyczaj mówi to osoba która wcale żadnym cudem nie jest, a sama w ten sposób sobie rekompensuje swoje kompleksy.

  • kura17 26.02.18, 09:52
    moze masz racje, rzadko kto jest komentowany tylko negatywnie, jednak - i to zauwazylam w otoczeniu - czesto jest tak, ze ludzie nie sa komentowani pozytywnie, otoczenie jest niejako "neutralne", co tez moze oznaczac (w oczach niektorych ludzi) negatywny fakt, ze nie ma nic pozytywnego dokomentowania ...
    ja akurat lubie innych doceniac i czesto "afirmuje" osoby z mojego otoczenia (zawsze prawdziwie, wedlug mnie, oczywiscie). natomiast komunikaty negatywne, zwlaszcza w stosunku do podwladnych, staram sie przekazywac dosc delikatnie i niejako w oderwaniu od osoby - czyli jakie rzeczy, fakty trzeba zmienic, zeby bylo lepiej, a nie ze dana osoba swoja postawa doprowadzila do katastrofy, ktora trzeba sie zajac wink

    > Jak również takich którzy potrafią w innych jedynie złe cechy wynaleźć i skomentować.

    znalam jedna taka osobe, jak sie okazalo mega toksyczna. kobieta, troche starsza ode mnie, urocza na pierwszy rzut oka. zaczelysmy sie przyjaznic ... i ja w pewnym momencie zorientowalam sie, ze ona o wszystkich, no doslownie o wszystkich miala zawsze cos zlego do powiedzienia ... a dobrego - bardzo niewiele ... wtedy dotarlo do mnie, ze zapewne o mnie tez zle mowi do innych ... trudny to byl "zwiazek" do zakonczenia ...


    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • konsta-is-me 26.02.18, 11:02
    No a wlasnie tu jest pulapka.
    Bo co to znaczy "taki, jakim sie jest" - osoba z niskim poczuciem wartosci, ma zaakceptowac, ze jest "glupia, brzydka i ogolnie gorsza od innych"? Bo moze uwazac ze "taka wlasnie jest".
    A osoba narcystyczna ma zaakceptowac ze jest "zaje... aszcza, i caly swiat ja podziwia"?.
    (No, akurat w tym przypadku i tak to akceptuje).
    Sek w tym, ze w obydwu przypadkach ta "akceptacja" bedzie sie prawdopodobnie opietac na fałszywych przeslankach.
    To jest kolejny slogan, bez wartosci.
  • pade 26.02.18, 15:47
    A co to znaczy głupia? Albo gorsza od innych?
    Bo to jest dla mnie tak samo bezwartościowe określenie jak dla Ciebie slogan o samoakceptacji.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • konsta-is-me 26.02.18, 15:56
    No coz, jak nie znasz znaczenia powszechnie uzywanych slow, to nie potrafie z toba prowadzic dyskusji.
  • pade 26.02.18, 16:14
    Szczerze mówiąc to ja nie tyle nie potrafię, co nie chcę rozmawiać z osobami, z których gorycz i frustracja wylewa się uszami.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • konsta-is-me 26.02.18, 17:53
    To twoja projekcja?
    O czym ty mowisz?
    Rozmawiamy o afirmacjach i czy dzialaja,kazdy wpisuje swoja opinie.
    A ty napadasz na mnie i twierdzisz ze nie rozumiesz co znaczy okreslenie "gorsza od innych" a na koniec, ni w pięć ni w dziewięć zarzucasz mi "gorycz i frustrację" 😁
    Dobrze sie czujesz?
  • bei 26.02.18, 09:18
    Afirmacja jest stara jak .....No bardzo stara😊
    Ja koryguję wytyczne - z „jestem the best” na „ będzie dobrze’’- czasami pomaga, mimo, ze aby było dobrze trzeba się narobić.
  • kura17 26.02.18, 09:22
    no ja jestem pesymistka i "bedzie dobrze" do mnie nie trafia, niestety ... od razu chce wiedziec JAK to zrobic, zeby bylo dobrze, a czesto konkretnego rozwiazania nie ma od razu na podoredziu...

    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • aqua48 26.02.18, 09:55
    kura17 napisała:

    > no ja jestem pesymistka i "bedzie dobrze" do mnie nie trafia, niestety ... od r
    > azu chce wiedziec JAK to zrobic, zeby bylo dobrze, a czesto konkretnego rozwiaz
    > ania nie ma od razu na podoredziu...

    We mnie krytyczna sytuacja od razu wyzwala wysyp rozmaitych pomysłów co zrobić żeby było dobrze i chęć ich wypróbowania już, teraz, natychmiast. Czyli jest źle, mówię sobie no trudno, ale za to..., i od razu nasuwają mi się dobre strony tej złej sytuacji i natychmiast przychodzi mi do głowy masę (lepszych lub gorszych) pomysłów jak tę złą sytuację zmienić by przekuć ją na sukces i zastanawiam się tylko jakie rozwiązanie wybrać by było lepiej. Tak działam. Nie mam zwyczaju siedzieć i jęczeć ojej, ojej, jaka ja jestem nieszczęśliwa, tak mi źle. Jeśli mi źle, to staram się zmienić coś by było dobrze. Choćby jakiś drobiazg będący w zasięgu mojej ręki. To naturalne.

  • kura17 26.02.18, 10:01
    Aqua, mam tak samo. biore sie do roboty, zeby cos choc troche zmienic! najlepiej od razu, bo niecierpliwa jestem ... jeczec nie lubie, ale poplakac sobie czasem po cichu (koniecznie) musze. i mam wrazenie, ze taka postawa - od razu mielenie w glowie, jak poprawic sytuacje - denerwuje wiele osob - one chca pocieszenia i przytulenia (to tez daje!!), a nie pomyslow, co zrobic ...


    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • aqua48 26.02.18, 10:40
    kura17 napisała:

    > mam wrazenie, ze taka postawa - od razu miele
    > nie w glowie, jak poprawic sytuacje - denerwuje wiele osob - one chca pocieszen
    > ia i przytulenia (to tez daje!!), a nie pomyslow, co zrobic ...

    A mnie niesłychanie wkurza postawa - jest mi źle - to siedzę jęczę i oczekuje pogłaskania po głowie zamiast cokolwiek próbować zmienić. Dla mnie to zupełnie nie do pojęcia.
    Na przykład - kilka osób zwróciło koleżance uwagę, że czas coś zrobić z włosami bo ma koszmarne odrosty i fryzura jakby nie teges, a ona siedzi, jęczy jaka to jest nieszczęśliwa bo ma odrosty i nie chce jej się ułożyć włosów i na dodatek ci źli, paskudni ludzie na każdym kroku zwracają na to uwagę. Zamiast wziąć d.. w troki i pomaszerować do fryzjera, albo do sklepu po farbę, i zrobić porządek z fryzurą, po czym od razu zyskałaby a/ na samopoczuciu i b/ na wyglądzie. Ale nie. Po co. Woli jęczeć i zadręczać i innych swoim nieszczęściem. No ludzie, rozwiązanie problemu jest w zasięgu ręki.
    No, ja jestem raczej zadaniowa. Ktoś ma problem, to trzeba go rozwiązać i iść dalej, a nie rozpamiętywać.
  • pade 26.02.18, 15:56
    O rany, Aqua.
    Może tej koleżance wcale nie przeszkadzały włosy tylko zupełnie coś innego? Miała zły nastrój ale nie wiedziała dlaczego? Może dopadła ją niemoc, albo zwyczajny brak kasy i nie dość, że sama się ze sobą źle czuła to jeszcze słyszała komentarze na swój temat?
    Ja też jestem skarbnicą rozwiązań, jak się coś dzieje zakasuję rękawy i do roboty. Ale przekonałam się i na własnej skórze i na przykładach wieeelu ludzi, z którymi miałam styczność w życiu, że jak człowiekowi jest źle to nie potrzebuje od razu gotowych rozwiązań. Najpierw potrzebuje się "wyżalić". Nierzadko już podczas wyżalania się, albo zaraz po przychodzą mu do głowy własne rozwiązania. Osobiste, dopasowane do jego potrzeb. I jak jest gotowy wdraża te rozwiązania, a jak nie, to może wcale nie potrzebuje zmiany sytuacji. Może potrzebuje zaspokoić potrzebę uwagi.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • aqua48 26.02.18, 21:17
    pade napisała:

    >Może potrzebuje zaspokoić potrzebę uwagi.

    Taa jak moje dziecko lat wówczas chyba 6-7: mamuuusiu okropnie pić mi się chce. To zrób sobie herbatki, albo wyjmij z lodówki soczek. A to nie dziękuję, już mi się nie chce.

  • pade 26.02.18, 21:33
    Dorośli też potrzebują uwagi.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • aqua48 27.02.18, 09:12
    pade napisała:

    > Dorośli też potrzebują uwagi.

    Dorośli wiedzą, że powinno się też uwagę dawać, a nie tylko jej oczekiwać. A jeżeli oczekujesz uwagi, to bierz pod swoją opinię interlokutora. Wyżalanie się na zasadzie jaka to ja biedna bez wzięcia pod uwagę rad jak rozwiązać sytuację stresową i zapobiec jej na przyszłość jakoś mi się kojarzy wyłącznie z traktowaniem przedmiotowo tego kogoś komu się wyżala. To takie toksyczne zatruwanie atmosfery - jest mi źle, to zdołuję jeszcze kogoś, i sobie pójdę dalej jęcząc, zamiast poprawić swoją sytuację i swoje samopoczucie. Na forum też pojawiają się takie osoby z problemem - cokolwiek byś nie doradziła to odpowiedź brzmi - nie.
  • pade 27.02.18, 11:40
    Mnie się kojarzy z przedmiotowym traktowaniem wyżalającego się. Taki biznes: pozwolę Ci marudo trochę pojojczeć pod warunkiem, że wysłuchasz moich przezajebistych rad. I obowiązkowo wdrożysz je w życie, a jak nie to spier...

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • lady-z-gaga 27.02.18, 11:48
    A mnie się kojarzy z przedmiotowym traktowaniem słuchającego smile Taki biznes: ja się poużalam, Ty mnie ojojasz i udzielisz sensownych rad, ale ja z tych rad na pewno nie skorzystam, bo wtedy problem by się rozwiązał, a ja nie mogłabym juz być w centrum zainteresowania smile
  • pade 27.02.18, 11:52
    Koszmarne jesteściesmile
    Nie wierzę, że Ty czy Aqua ani razu w życiu nie pożaliłyście się komuś dla samego pożalenia.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • lady-z-gaga 27.02.18, 11:58
    Oczywiście, że czasem tak robię smile chyba każdy człowiek czasem sobie ponarzeka, nawet introwertyk smile
    Wydawało mi się, że chodzi o wiecznych użalaczy, którzy zainteresowani są wyłącznie rozmową o ich własnych (wciąż takich samych) problemach smile
  • pade 27.02.18, 12:18
    Ja na pewno nie miałam na myśli tych wiecznie jęczących, nie wiem jak Aqua. Odnosiłam się tylko do podanego przykładu, że kobieta śmiała narzekać na odrosty. Nie wynikało z niego, że jojczy nieustannie.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • triss_merigold6 27.02.18, 11:57
    Zależy jak często ów wyżalający się jojczy.
    Rozumiesz, jak okazjonalnie i potem się zbiera do kupy to w porzo - jojczenie i słuchanie są społeczną wymianą głasków.
    Jeśli nieustająco oczekuje od otoczenia wzmożonej uwagi i skoncentrowania na swoich emocjach, to sorry.
  • pade 27.02.18, 12:19
    Nie no, ja do tych co w kółko i wciąż i na dodatek o tym samym też nie mam cierpliwości.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • tiszantul 27.02.18, 00:57
    > no ja jestem pesymistka i "bedzie dobrze" do mnie nie trafia, niestety

    "będzie dobrze" już dawno nie znaczy "będzie dobrze", tylko raczej "było źle, teraz się gwałtownie pogorszyło i nie ma żadnych perspektyw". Wystarczy popatrzeć, w jakich sytuacjach ludzie to mówią. Najczęściej "będzie dobrze" oznacza "będzie bardzo źle".
  • jeziorowa 26.02.18, 09:25
    Takie afirmacje moim zdaniem są żałosne. Jeśli jednak komuś pomagają to niech gada do siebie ile zechce😜. Jeżeli chodzi o informację zwrotną to wydaje mi się, że wygląda to mniej więcej tak (zasłyszane, to nie moje przemyślenia, ja tylko zgadzam się z nimi): gdy masz 20 lat to bardzo ważne jest dla ciebie co myślą o tobie inni, gdy masz 30 lat to jesteś na tyle dojrzała, że nie interesuje cię co myślą o tobie inni, a gdy masz 40 lat to zaczynasz rozumieć, że inni nie myślą o tobie (tylko o sobie i swoich bliskich).😀 W kwestii „bycia zajebistym”: nikogo, kto nie jest nastolatkiem (lub wiecznym nastolatkiem) tak naprawdę nie interesuje czy jest super czy nie, tylko cieszy się, że jest sobą i stara się w pełni to wykorzystać😀
  • 89mumin 26.02.18, 09:35
    O kurde, mam 40 lat smile

    --
    Jeżeli czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to można.
  • domowapani 26.02.18, 09:45
    Nie wiem. Chyba lepsza terapia wink
    Wczoraj miałam flashbacka z pewnej imprezy 18 lat temu. W obcisłej czerwonej sukience za kolano, blond włosy prawie do pasa, delikatna opalenizna, delikatny make up. 52kg przy 176 wzrostu. Mam fotki. A nigdy w życiu nie byłam tak zakompleksiona. Na każdy uśmiech reagowałam wystawianymi kolcami. W przenośni i dosłownie, bo byłam niemiła. Każde słowo uznawałam za złośliwośc, więc sama byłam złośliwa na wszelki wypadek. Masakra. Wtedy takie afirmacje i tak guzik by dały, podobnie jak jakakolwiek wygrana w konkursie "piękności", jakikolwiek kontrakt, czy same piątki w indeksie. Moim zdaniem ktoś, kto ma prawdziwy problem z samoakceptacja nie przestanie go mieć dzięki żadnym afirmacjom rodem z cosmopolitan.
  • chocolatemonster 26.02.18, 10:15
    Najlepiej nie brac ani siebie ani innych za bardzo powaznie. U mnie to dziala.
  • zla.m 26.02.18, 10:35
    W mojej opinii to zadziała, tylko jeśli dana osoba naprawdę, ale to naprawdę w tę afirmację uwierzy. Wtedy będzie szczerze przekonana o swojej "fajności" i to się przełoży na reakcje otoczenia. Tylko tego szczerego przekonania od samych afirmacji chyba nie jest łatwo nabrać, lepsze by było jakieś samopokazanie sobie faktycznych fajnych punktów (pytanie, czy osoba z zaniżonym poczuciem wartości będzie umiała to zrobić).

    --
    Psycholog poradził mi napisać szczere listy do osób, których nienawidzę i spalić je.
    Zrobione. Ale co z listami?
  • thank_you 26.02.18, 10:57
    Ulubiona piosenka mojego faceta. big_grin

    Ja wolę:



    Szczególnie odtworzone na porządnym sprzęcie.

    Nie wiem jak to jest z tymi afirmacjami, nigdy nie miałam problemów z samoakceptacją, choć do "ideału" (jest taki?) brakuje mi nie tylko kg i centymetrów, ale także wielu innych rzeczy. wink
  • szorstkawelna 26.02.18, 11:31
    Stuart Smalley z Saturday Night Live był moim ulubieńcem w kwestii afirmacji. Polecam!

  • kobieta_z_polnocy 26.02.18, 15:12
    Mam wrażenie, że mowa tu o kilku różnych kwestiach. Jest różnica między "samoakceptacją", "afirmacją siebie" i poczuciem, że "jestem wspaniała".

    Te ostatnie nie ma prawa się udać, no chyba że mówimy o jakiś wybitnie narcystycznych osobowościach.

    Afirmacja siebie - to dla mnie poczucie, że MIMO IŻ nie jestem super piękna czy też wybitnie zdolna, to jednak coś znaczę, mam swoją wartość. Silnie związane jest to z akceptacją, że ani ja nie jestem doskonała, ani świat, ale ten brak doskonałości nie oznacza automatycznie, że jest się bezwartościowym.

    Samoakceptacja zaś to takie szczere spojrzenie na siebie - swoje zalety i słabości. Związane też z wyborami nt. tego nad czym chciałabym popracować i tego, co sobie odpuszczam.

    Przyznam, że mnie też irytują troche te przesłania z piosenek i netu, że "I am beautiful, no matter what they say". Tak naprawdę powinno to IMO brzmieć " jestem OK". Tylko tyle i aż tyle.

    Inna sprawa (poza brakiem potwierdzenia ze strony otoczenia) to obserwacja, że mnóstwo niepewnych siebie osób tłumaczy sobie stwierdzenie "jestem fajna" na "jestem fajniejsza niż większość". Taka typowa huśtawka nastrojów, od poczucia bycia kompletną porażką do fruwania na obłokach swojej wspaniałości. Co oczywiście kończy się jeszcze większym przygnębieniem przy pierwszym kontakcie z (niedoceniającym) otoczeniem.
  • butch_cassidy 26.02.18, 15:22
    A kto miałby to oceniać i na jakiej podstawie? O jakie "informacje zwrotne" chodzi?

    Osoby wybitnie nieurodziwe zewnętrznie raczej mają tego świadomość i chyba nie stosują tego typu metod. Myślę, że spróbować ich mogą osoby przeciętne, które postrzegają się jako nieatrakcyjne. Może na kogoś tam podziała, kto wie, mimo że niezbyt mądre.

    Swoją drogą, wolałabym już takie cuda niż uzależnianie samooceny od odbicia w cudzych oczach i cudzych ocen (skąd niby wiadomo, czy słusznych...). Oczywiście mówię o osobach dorosłych, ukształtowanych. U tych, których osobowość się dopiero kształtuje, to już bardziej złożona sprawa.

    Poza tym tzw. ludzie smile często doceniają tylko niektóre cechy - choćby łatwość nawiązywania kontaktów, która oczywiście jest zaletą w pewnych okolicznościach, ale jej brak nie czyni człowieka "niefajnym". Osąd z zewnątrz może więc być wyznacznikiem popularności co najwyżej, a nie tego, czy ktoś jest "fajną" osobą, czy nie. Bo i co to w ogóle miałoby znaczyć? Nie mówiąc już o tym, że ludzie cenią różne cechy, czasami skrajnie odmienne...
  • minor.revisions 26.02.18, 16:03
    Myślę że chodzi o to żeby nie robić sobie tego:




    --
    Wytłumaczę ci to. Jestem facetem. [tanebo 2.0]
  • mamusia1999 26.02.18, 16:32
    Mnie tam najlepiej jak jestem "w porzo", gdybym (nadal) chciała byc zajefajna, to bym się wykończyła.
  • solejrolia 26.02.18, 16:33
    Między samoakceptacją a samouwielbieniem jest spora różnica.

    Ja nie czuję się jakoś wspaniała, i ach, i och. Mnie wystarcza, że jestem wystarczająco OK. Nie mam kompleksów, twardo stąpam po ziemii, lubię siebie i czuję się z sobą OK- takie afirmacje są mi zwyczajnie niepotrzebne. TERAZ.
    Bo jak miałam gorszy czas, i czułam się gorsza od innych (bo trafiłam w trudnym momencie życia do trudnej, stresującej pracy, i nie radziłam sobie z tą pracą, i dlatego nie potrafiłam odnaleźć się w towarzystwie pracowym, co mnie dodatkowo stresowało), to tym bardziej afirmacje nie pomogłyby mi . Pomogła terapia, a przede wszystkim zmiana w życiu, również zmiana pracy.
    Natomiast znam osoby, które próbowały afirmacji, i do pewnego stopnia to im pomagało.
    Tylko, że to są kobiety o innym charakterze niż mój, niskie poczucie wartości, to na pewno, pewnego rodzaju nieśmiałość, one potrzebują potwierdzenia z zewnątrz, że są ok. Potrzebują to usłyszeć: czują się OK, gdy ktos im mówi, że są OK, podoba im się strój, gdy ktoś im powie, że w tym ciuchu dobrze wyglądają, pod wpływem komplementu rozkwitają. (a jak ktoś skrytykuje, to ciuch przestaje im się podobać, a nawet przestają go nosić.)


    --
    Biorąc pod uwagę, że mogło być gorzej, to może lepiej, że jest lepiej niż wtedy, gdy wydawało się, że jest doskonale, a w rzeczywistości, jak zwykle, było jak zwykle, czyli byle jak...
  • stephanie.plum 26.02.18, 16:53
    no cóż, całkowicie podzielam (można całkowicie podzielać...?) Twoje wątpliwości.
    człowiek, który ma choć odrobinę pomyślunku oraz dystansu do siebie, musi czuć, że takie mantry to jakiś kit.

    moim zdaniem tu chodzi o co innego - o znalezienie w sobie ź r ó d ł a zajefajności - czegoś, co sprawi, że lubimy siebie w sposób niezależny od opinii innych, i z tego źródła wypływa szczere przekonanie, z jakim możemy powiedzieć "I am powerful" czy co tam innego w ten deseń.
    dobrze też, gdy to przekonanie nie równa się zaślepieniu i nie przeszkadza spojrzeć na siebie z dystansem...

    --
    idę tam, gdzie idę
  • princesswhitewolf 27.02.18, 09:31
    W życiu nie gadałam że swoim odbiciem w lustrze i nie planuje. Nie odczuwam też gadania do siebie jaka jestem cudowna. Jestem jaka jestem i nie mam z tym problemów. A co kto inny myśli to ich problem
  • lady-z-gaga 27.02.18, 09:44
    Sedno tkwi własnie w tym, czy potrzebujemy informacji zwrotnej, czy nie smile Jesli potrzebujemy, to żadna afirmacja nie pomoże.
    Młode kobiety zwykle potrzebują, starsze mniej wink Wiele też zależy od sytuacji rodzinnej, osobistej czy zawodowej.
    Oczywiście nie mam nic przeciwko takim afirmacjom, ale wypowiadanie ich do lustra nic nie da. Jesli komus brak pewności siebie, a chce, aby otoczenie odbierało go inaczej, powinien chyba sięgnąć po bardziej profesjonalne metody smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka