Dodaj do ulubionych

Jest mi źle.

07.03.18, 10:05
Mój dzień powszedni:
Wstaje o 6.45. Budzę, a raczej dobudzam dzieci, myje się, ubieram siebie i najmłodszego, schodze i robię śniadania, drugie śniadania, przygotowuje obiad, prasuje mężowi koszule, jeśli akurat nie jest żadną wyprasowana. Dzieci wychodzą o 7.50 do szkoły. Najczęściej wyjście poprzedzone jest kłótniami między dziećmi. O pierdoly, ale dzień w dzień lezą na fochu.
Mąż wstaje o 8.30-8.45, do tego czasu każe sobie zamykać drzwi od sypialni, bo czeka go nerwowy dzień (codziennie) i bo nie mógł zasnąć do późna (codziennie).
Prysznic, schodzi na dół i w popłochu zbiera się do wyjścia.
Wraca około 17.30 - 18.00.
Wtedy gra z dziećmi, odrabia lekcje jeśli wcześniej nie odrobiły. Ogólnie jest od długiego czasu bardziej od przyjemności i pytania jak było i czy zapisałam ich na jakieś zajęcia, niż od zrobienia czegoś konkretnego.
W ciągu dnia wiadomo - sprzątam, piore, dzieci o 14 wracają i mają obiad. Zakupy. Teraz jeszcze chwilowo nie mamy opieki, więc wszystko w towarzystwie 2,5 latka.
I mąż wie, że bardzo mnie irytuje jego wstawanie na ostatnią chwilę i wdu..e manie porannego jazgotu starszych dzieci. Jak się na nich wydre, to ma pretensje, że nie mam cierpliwości i nie umiem załatwić tego ns spokojnie.
Dzisiaj znowu akcja. I zadzwoniłam do niego z pytaniem, czy zejdzie i zrobi porządek, czy mam się zacząć drzec - córka stwierdziła że sama nie idzie do szkoły, a syn że jej nie zaprowadzi. Córka już chodziła sama. Ale dziś stwierdziła, że napewno ja ktoś dziś porwie - nie chciała iść poprostu do szkoły. To była wymówka.
No i potem było.... Bo ja powiedziałam, że chyba mam prawo oczekiwać pomocy z jego strony i że mam prawo oczekiwać żeby ruszył zadek godzinę wcześniej i o tej 7.30 zszedł zjeść śniadanie i zobaczyć, jaka sytuacja, skoro sytuacja jest notoryczna.
A on, że taaak, że ja to zawsze mam prawo, że do wszystkiego zawsze mam prawo! Ze on zmęczony, niewyspany, że do pracy, że to że tamto. A ja sie poryczalam, bo ciągle tylko słyszę że jak chce coś robić zawodowo, to on mi da wsparcie. Tylko jego wsparcie ogranicza się do pomocy finansowej i "chodź przytul się", a nie do realnej.
Czuje się do du.y.
Ja muszę być zawsze dzielna, on zawsze ma wytłumaczenie.
Możecie zacząć kopać.
Edytor zaawansowany
  • mamma_2012 07.03.18, 10:17
    A jakiej pomocy w zorganizowaniu sobie pracy i wsparciu pieniędzmi i przytulaniem oczekiwałabyś? A pójście do pracy w takiej sytuacji jest najlepszym i najprostszym rozwiązaniem.
    Z dziećmi trzeba na spokojnie obgadać wieczorem organizację poranka. Jeśli po pracy wraca, bawi się, odrabia z nimi lekcje to w sumie sprawdza się jako ojciec.
    A może weź wyjedź na kilka dni w bardzo ważnej sprawie i niech sprawdzi się też rano.
  • domowapani 07.03.18, 10:46
    Oczywiście że się sprawdzi.
    I to mi nic nie da. Jak musi, to potrafi. I to świetnie.
    Jeszcze na koniec tej sceny mi odkrywczo rzucil:,"ja wiem o co Ci chodzi! Tobie chodzi o to, że chcesz dostać... (i tu padła nazwa czegoś, co chce sobie kupić).
    To mnie dobilo.
  • triss_merigold6 07.03.18, 10:59
    Widocznie go nauczyłaś, że jeśli pojękujesz to znaczy, że chcesz, żeby Ci coś kupił.
  • fadilla 07.03.18, 12:04
    Tak się zastanawiam, co aż takiego trzeba chcieć dostać, żeby usłyszeć taki tekst od męża? Chcesz czegoś niemożliwego, czy ci skąpi na zwykłe rzeczy? Jeśli to pierwsze to przestań chcieć niemożliwego i nie będzie cie szantażował.

    --
    W Iranie obowiązuje prawo szariatu, a z tym prawem się nie dyskutuje. by lady-z-gaga
  • majenkir 07.03.18, 16:41
    fadilla napisała:
    > Tak się zastanawiam, co aż takiego trzeba chcieć dostać, żeby usłyszeć taki tekst od męża?


    U mnie to byl kot! big_grin




    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • unaragazza.bionda 07.03.18, 18:16
    Sukienkę z Zary 😉
  • szmytka1 07.03.18, 10:48
    no tak, oczekiwanie, że przejmie część obowiązków domowych, np. poranne ogarnianie dzieci, to byłoby stanowczo zbyt wiele.
  • mamma_2012 07.03.18, 11:00
    Jeśli on idzie do pracy, o ona zostaje w domu to raczej naturalne jest, że ona ogarnia dzieci. Tak to u nas wygląda, że ten kto ma bardziej napięty dzień, zajmuje się sobą, a ten kto pracuje z domu czy ma wolne, szykuje dzieci
    Mąż chyba chce, żeby Domowa wróciła do pracy i oferuje pomoc finansową i wsparcie psychiczne, mnie intryguje co jeszcze mógłby zaoferować.
  • aerra 07.03.18, 11:11
    Ale jak ona ma wrócić do pracy, skoro on nie uwzględnia tego, że podział obowiązków domowo-dzieciowych się wtedy będzie musiał zmienić?
    Ona ma iść do pracy, tylko pod warunkiem, że ta jej praca absolutnie nie wpłynie na życie domowe? To jest po prostu słabe wink
  • butch_cassidy 07.03.18, 11:16
    Może pomoc w ogarnianiu domu?

    Idź do pracy, ogarniaj na 100% dom i dzieci, a ja będę w rewanżu wspierał psychicznie smile , o ile tobie w ogóle czasu na bycie wspieraną wystarczy... tongue_out

    U mnie sytuacja rozwiązała się dość szybko, gdy mąż sugerował, bym brała więcej zleceń. Już znając go trochę, mówię "Ok, ale ty pierwszy zaczniesz częściowo ogarniać chałupę. Na początek umyj oka (zobowiązywał się do tego jeszcze przed ślubem big_grin, żeby nie brać pani, bo oszczędny taki, i nigdy nie dotrzymał słowa) ". Na tym dyskusje o braniu przeze mnie więcej pracy się zakończyły raz na zawsze.
  • butch_cassidy 07.03.18, 11:16
    Nawet nie pomoc, udział to powinien być...
  • aamarzena 07.03.18, 11:17
    Jak to co jeszcze? Wsparcie logistyczne. Jak ty sobie wyobrażasz, że ona pójdzie do pracy i jeszcze ma ogarnąć w 100% troje dzieci, gotować, prać, sprzątać, robić zakupy i jeszcze mężowi rano koszule prasować?
    Na prawdę korona z głowy panu nie spadnie jeśli po drodze z pracy zrobi zakupy i raz na kilka dni wstanie pół godziny wcześniej, żeby przypilnować starszych dzieci.
  • pade 07.03.18, 11:37
    mamma_2012 napisała:

    > Jeśli on idzie do pracy, o ona zostaje w domu to raczej naturalne jest, że ona
    > ogarnia dzieci. Tak to u nas wygląda, że ten kto ma bardziej napięty dzień, zaj
    > muje się sobą, a ten kto pracuje z domu czy ma wolne, szykuje dzieci
    > Mąż chyba chce, żeby Domowa wróciła do pracy i oferuje pomoc finansową i wsparc
    > ie psychiczne, mnie intryguje co jeszcze mógłby zaoferować.

    Co mógłby zaoferować? Najważniejsze: ogarnianie dzieci.
    Rano, przy wyjściu do szkoły, w czasie kłótni, przy odrabianiu lekcji, kładzeniu ich spać.
    To jest moim zdaniem najważniejsze a nie takie tam "przytul się" albo "świetnie dasz sobie radę", a najgorsze dla mnie to "będzie dobrze". Mam ochotę odpowiedzieć wtedy "a pocałuj się w d.pę" big_grin
    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • domowapani 07.03.18, 11:40
    Dziękuję za te słowa. Taka mnie więcej reakcja się u mnie rodzi na te "pozytywne słowa wsparcia" wink
  • mamma_2012 07.03.18, 11:52
    Ale on wracając po pracy realnie zajmuje się dziećmi, bawi się, odrabia lekcje. Rano wydaje mi się, że to dość naturalne, że to osoba, która nie idzie do pracy bardziej się angażuje. To ogarnianie, to w przypadku, kiedy córka ma 9 lat, a syn jest jeszcze starszy to zrobienie śniadania i kanapek do szkoły, jak sądzę. Do ogarnięcia zostaje maluch, któremu od biedy rano można bajki zapodać i ubrać jak już wszyscy sobie pójdą.
    Jeszcze rozumialabym problem, gdyby chodziło o trzyletnie trojaczki, ale to są dużo starsze, samodzielne dzieci.
    Problem jest w tym, że mama nie radzi sobie z nimi i to za zmianę ich zachowania trzeba się zabrać, a nie zrywanie męża, żeby przyszedł i huknął, bo dzieci się kłócą. Focha strzeliła córka i to mama z córką powinny rozwiązać swój problem.
  • domowapani 07.03.18, 12:01
    No tak. Dokładnie. Jedyne z czym sobie nie radzę, to wychowanie 😩😭 i dlatego chcę pomocy ze strony męża.
    Nie powinnam? Czy może powinnam iść z dziećmi do psychologa, albo szukać pomocy u pedagoga? Czytać specjalistyczne poradniki, byle NIE BUDZIĆ MĘŻA?!
  • kanga_roo 07.03.18, 12:07
    ale mąż za ciebie się nie nauczy, jak dzieci wychowywać. nam realnie pomógł psycholog dziecięcy, z tym, że nie szliśmy "z dziećmi" tylko sami.
  • pade 07.03.18, 12:19
    No właśnie, we dwójkę.
    Tu się sugeruje, że Shell sama powinna wszystko ogarnąć, bo rano pan domu jest śpiący, a po południu zmęczony.
    Shell, rada serio: poszukaj dobrego psychologa dziecięcego i najpierw sama się przejdź, wyłuszcz z czym masz problem, powiedz, że oczekujesz rad jak postępować w takich a takich sytuacjach (najlepiej spisz sobie wszystko w ciągu tygodnia, bo za jednym posiedzeniem się nie pamięta), a potem idź z mężem. Do psychologa nie dlatego, że coś z dziećmi jest nie tak, tylko dlatego, że Ty nie wiesz co robić, a mąż najwidoczniej oczekuje, że jakoś sobie z tym poradzisz. Po co się samej męczyć? Idź, dostaniesz pomoc i wsparcie.
    Oprócz tego proponowałabym dużo rozmów z mężem na ten temat. Ale takich konkretnych, w stylu: Ania w takiej sytuacji reaguje tak i tak. Jak sądzisz co możemy z tym zrobić? Dopytaj męża, jak on był traktowany w dzieciństwie w takich sytuacjach, czego by chciał uniknąć, co jego zdaniem może być skuteczne. I tak samo TY się zastanów, jak reagowali Twoi rodzice, czego byś na pewno nie chciała robić, a co może pomóc. Zróbcie burzę mózgów. Po to, żeby nie słuchać ślepo innych ludzi, albo nie robić czegoś wbrew sobie.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • karen_ann 07.03.18, 14:15
    Z całym szacunkiem pade ale oboje nie znaczy jednocześnie. Ten ojciec poświęca czas wieczorem dzieciom bawi się i odrabia lekcje. Bądz sprawiedliwa w takim razie wieczorem autorka powinna asystować z mężem i odrabiać lekcje i dawać ojcu wsparcie skoro on tez ma tez rano wyprawiać dzieci i dawać wsparcie. Czy nie dązymy do absurdu?
  • domowapani 07.03.18, 14:22
    A myślisz, że gdzie ja wtedy jestem? Na jodze? Czy u kosmetyczki?...
  • karen_ann 07.03.18, 15:08
    Czemu nie? Ja nie wiem co robisz ale wyobrazam sobie ze mozesz wyjść na tą jogę
    jak mąz jest po pracy.
    Mozecie się wymieniać.
    Masz taki kpiąco prześmiewczy styl komunikacji jak coś jest nie po twojej myśli. To jest nie fajne. 3mamuśka fajne rady dała a wykpiłaś. Nie wiem co ci to daje.
  • domowapani 07.03.18, 15:23
    3mamuska jest stronnicza. Jej rady są mało obiektywne i dość radykalne. Wolę rady, zakładające dialog i partnerstwo, niż zmierzające w kierunku "zrób sobie gorzej, bo masz za dobrze".
  • domowapani 07.03.18, 15:30
    Trudno opisać wszystko zerojedynkowo. Napisałam, że mąż zajmuje się po pracy dziećmi, odrobinę z nimi lekcje. Ale ten czas to też czas dla mnie. Dzieli go między dzieci i mnie. Poprostu jest w domu. Wyjdę. Nie spędzę czasu z nim. Ja terapię błogosławię między innymi dlatego, że przez 1,5 h jesteśmy razem i ROZMAWIAMY.
    Nie mam w sobie potrzeby uciekania z domu, kiedy on w tym domu jest. Nie mam potrzeby udowadniania mu, jak ciężko jest z trójka samemu.
    Chcę iść do kina, to idę w ciągu dnia, kiedy dzieci są w szkole, a młody z opiekunka. Której teraz nie mam chwilowo. Robię tak, żeby popołudniu czas spędzić z rodziną.
    Jak wyjdę, to pożytku z tego mieć nie będzie żadne z naszej piątki.
  • pade 07.03.18, 16:29
    Shell, Ty potrzebujesz po prostu:
    -poradnictwa wychowawczego
    -ustawienia dzieci
    -randek z mężem
    Wykonalne?smile

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • domowapani 07.03.18, 16:40
    Tak smile dzięki za ukierunkowanie Pade😘
    I wogole wszystkim.
    Potrzebowałam tego wątku, żeby spojrzeć na to z boku.
    Być może mam poczucie frustracji, że sobie nie radzę rano, w tym krótkim odcinku czasu, w którym cała 4ka jest obecna i ma szansę dostrzec, że się nie obijam. I najmniejszy odchyl od wyidealizowanego obrazka w głowie, powoduje złość na wszystkich, w tym na męża przede wszystkim, że ja tu sama na placu boju, a on ma to gdzieś.
    Macie rację. Od jutra postaram się zastosować zmiany w spędzaniu porankow i przygotuję im nawet te cho...e kanapki dzisiaj.
    O ile nie padne przy usypianiu trzeciego, jak codzień ostatnio uncertain
    Niech już będzie wiosna.
  • pade 07.03.18, 16:51
    domowapani napisał(a):

    > Tak smile dzięki za ukierunkowanie Pade😘
    A proszę bardzosmile

    > I wogole wszystkim.
    > Potrzebowałam tego wątku, żeby spojrzeć na to z boku.
    > Być może mam poczucie frustracji, że sobie nie radzę rano, w tym krótkim odcink
    > u czasu, w którym cała 4ka jest obecna i ma szansę dostrzec, że się nie obijam.

    Rozumiem Cię, ale wywal to z głowy. Że musisz pokazać, zasłużyć, udowodnić.

    > I najmniejszy odchyl od wyidealizowanego obrazka w głowie, powoduje złość na w
    > szystkich, w tym na męża przede wszystkim, że ja tu sama na placu boju, a on ma
    > to gdzieś.

    Ten wyidealizowany obrazek powoduje, że dajesz palec i zostajesz bez ręki.

    > Macie rację. Od jutra postaram się zastosować zmiany w spędzaniu porankow i prz
    > ygotuję im nawet te cho...e kanapki dzisiaj.
    > O ile nie padne przy usypianiu trzeciego, jak codzień ostatnio uncertain
    > Niech już będzie wiosna.

    Oj, niech będziesmile


    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • princesswhitewolf 07.03.18, 22:00
    a my ci dziekujemy domowapani, ze jestes szczera osoba. Naprawde niewiele kobiet na tym forum na jednym nicku pisze o sobie i wiekszosc wlazi na nagle pojawiajace sie nicki. To bardzo cenne i stawia cie przynajmniej z mojej perspektywy w pozytywnym swietle.
  • pade 07.03.18, 15:27
    Gdzie wyczytałaś, że jednocześnie?
    Mnie chodziło o to, żeby metody były spójne, żeby wymagali m/w tego samego, choć pewnie różnie, albo, żeby ojciec powiedział czasem do dzieci "słuchajcie mamy!".

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • domowapani 07.03.18, 15:35
    Tego "słuchajcie mamy" brakuje.
    Zdarza się za to, że mąż rzuci tekstem w stylu "oho... Kiedy dostaniesz okres?"
    Przy dzieciach.
  • kouda 07.03.18, 15:49
    moze jazgoczesz i zrzedzisz?
    a mozesz, skoro jestes sfrustrowana i przemeczona
    na łeb ci wlezli
    jedyne z czym sie zgodze, ze praca pomaga
    to owszem - treba sie bardziej zorganizowac
    ja mam trojke z czego dwoje szkolnych i jedno zlobkowe i musze ich wszystkich wyprawic i zdazyc na czas do pracy
    i nie ma zmiluj
    na poranne miagwienie jest 5 minut przed wstaniem, slysze jeki spod kołder
    pozniej jest szybka wstawanie, koszulki prasuje ewentualnie dwom najmlodszym, szybkie sniadanie, dzieci pomagają, porcja tranu po 4 na glowe, zebow mycie i zbiorka pod samochodem
    na wszelka niesubordynacje zawsze dobrze dzialala zyebka, teraz juz niepotrzebna, wdrozeni sa
    wdrozeni, bo byc musieli
    bo matka pracujaca nie ma czasu na ceregiele i zastanawianie sie czy zjedza z lodowki, czy nie zjedza
    za dobra jestes, a mowia, ze to ja rozpuszczam wink
    my ci tu potomstwo naprawimy w kilku krokach tylko sie sluchaj ematek wink
  • domowapani 07.03.18, 15:54
    smile ale jakbym ja miała im ciepłego śniadania nie zrobić, skoro jestem w domu i sobie też robię i najmłodszemu?
    Zgodzę się, że pracując człowiek się bardziej organizuje. Ale znowu. To nie jest problemem, tylko chyba faktycznie to, że oni mi na łeb wlezli i właśnie się załatwiają.
  • kouda 07.03.18, 15:58
    w jakim wieku dokladnie te dzieci?
  • karen_ann 07.03.18, 15:52
    Wyczytałam stąd ze autorka chciałaby zeby ojciec rano ją wspierał a ty podkreślasz oboje jakby maz nie odrabiał lekcji i jest to pomijalne. Dodatkowo czy autorka potrzebuje potwierdzenia swojego autorytetu z ust męza i przyklepania jej słów? No serio? Lepiej moze niech wypracuje ten autorytet i przeczytanie 2 ksiazek czyli Jespera Jula i Faber naprawdę zmienia percepcję w wychowaniu dzieci. Mi to oczy otworzyło. Acha jak autorka jest z Wawy to są tez warsztaty.
  • pade 07.03.18, 16:10
    A co ma wspólnego odrabianie lekcji z oczekiwaniem konkretnego zachowania czy wyciąganiem konsekwencji? Przecież ja ciągle piszę o wychowaniu, a nie o pomocy w lekcjach.
    Ja czasami potrzebuję wsparcia męża i nie oznacza to, że nie mam autorytetu. To samo w drugą stronę.
    Użeranie się z dziećmi, tak, tak właśnie chcę tę czynność nazwać, kiedy dziecko wstaje lewą nogą, albo ma właśnie burzę hormonów, albo jeszcze co innego, nie należy do przyjemności. I trzeba się dla własnego zdrowia dzielić tą nieprzyjemnością z drugim rodzicem. Podkreślam, NIE ZAWSZE w tym samym czasie czyli jednocześnie. Chórem rodzice też nie muszą mówićsmile

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • karen_ann 07.03.18, 16:20
    Czy słowa "sluchajcie mamy" od meza to takie realne wsparcie? Przyklepanie jej słow? Jakieś takie niezbedne rano? No serio jesteśmy takie niepełne bez tego? Ok dla mnie to własnie brak autorytetu matki skoro trzeba przybić.
    Szanuję twoje zdanie ale zostanę przy swoim.
    Podkreślasz oboje rodzice i dlatego piszę ze on uczestniczy w wychowaniu np odrabianiu lekcji tylko nie przygotowuje rano dzieci. W czym popoludnie jest gorsze od rano.Piszesz oboje jakby on cały trud na autorkę zrzucił.
  • pade 07.03.18, 16:27
    To nie ma nic wspólnego z pełnością czy autorytetem. "Słuchajcie mamy" może na przykład oznaczać "jesteśmy w tym razem" i tyle. Nie ma co do tego dorabiać ideologii.
    A co do tych lekcji, uparłaś się na nie, nie ma cosmile Ja bym wolała całe gimnazjum z córką przez miesiąc przerabiać, dzień po dniu, niż "skłaniać ją" do chowania naczyń do zmywarki a nie do zlewu, albo do sprzątania po sobie łazienkismile

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • karen_ann 07.03.18, 17:09
    Spoko.
    Wiesz ja na to "sluchajcie mamy" mam obraz shellerki w burce jakieś to takie wiesz nie moje patriarchalne, bo wiesz czy ojciec tez potrzebuje jej zatwierdzenia słuchajcie taty? Ciekawe co na to jakiś psycholog dziecięcy by powiedział.

    Bowiem radzilyscie raczkowi jak to mozna samemu ładnie dzieci wychowawać a tu okazuje się ze wyprawienie dzieci rano bez obydwojga rodziców to cuda na kiju wink eh...
  • pade 07.03.18, 17:14
    Ja się w wątku Raczka nie wypowiadałam.
    Poza tym, jak są oboje rodzice w domu to i tak jest ich mniej niż dziecismile

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • alin9 07.03.18, 17:28
    Czy słowa "sluchajcie mamy" od meza to takie realne wsparcie? Przyklepanie jej słow? Jakieś takie niezbedne rano? No serio jesteśmy takie niepełne bez tego? Ok dla mnie to własnie brak autorytetu matki skoro trzeba przybić.
    Szanuję twoje zdanie ale zostanę przy swoim.
    Podkreślasz oboje rodzice i dlatego piszę ze on uczestniczy w wychowaniu np odrabianiu lekcji tylko nie przygotowuje rano dzieci. W czym popoludnie jest gorsze od rano.Piszesz oboje jakby on cały trud na autorkę zrzucił.
    Razem nie znaczy w tym samym czasie.Dobrze to ujęłaś.
  • princesswhitewolf 07.03.18, 22:24
    zgadzam sie tam jest brak autorytetu matki, matka miekka i lagodna.
  • zuzi.1 07.03.18, 22:53
    Ciekawe z czego ten brak autorytetu wynika. Jesli autorka nie jest swiadoma własnych praw, to trudno, zeby miała w domu jakikolwiek autorytet. Najpierw trzeba zacząć od uświadomienia sobie swoich praw, dania sobie prawa do ich realizacji a następnie nauczenia sie konsekwentnie ich realizować. Potem przyjdzie czas na stawianie granic i wymagan. A potem pojawi sie autorytet. Bo silna matka, z poczuciem własnej wartości, nie ma takiej opcji zeby nie miała autorytetu w domu i u dzieci i u meza. Ale żeby do tego doszlo, to najpierw trzeba zacząć OD SIEBIE, od mozolnej pracy u podstaw, od zmiany chorych nawykow i uświadomienia sobie, ze nie jest się NICZYJA sluzaca JUZ i od ofiarowania SOBIE szacunku do siebie samej.
  • zuzi.1 07.03.18, 22:56
    Takie zachowania, jakie opisuje domowapani, to jest jakaś kalka z jej dzieciństwa. Należy odszukać wpojone chore wzorce, świadomie je odrzucić i zbudowac swoje własne zdrowe wzorce. Jazda cale życie w oparciu o chore wzorce prowadzi do wypalenia i frustracji i do zycia w nieświadomości, rzutujacej negatywnie na teraźniejszość. Moze psycholog powinien autorce wątku pomoc, aby byla w stanie wykonać pierwsze kroki do odnalezienia siebie.
  • princesswhitewolf 07.03.18, 23:00
    zuzi to brzmi jakbys sugerowala ze jest jeden jedyny model zycia i jakas potrzeba niezaleznosci. Ludzie sa rozni. Sa kobiety ( nie mowie tu o domowapani) ktore lubia pojeczec, pobiadolic, a w realu troche inaczej wyglada sprawa. Sa kobiety liany, sa masochistki, sa osobowosci zalezne i nie ma co kazdego zmieniac na swoja modle.
  • zuzi.1 07.03.18, 23:09
    Tak, piszmy gladkie slowka na forum, aby nie wyjsc na chamke bez krzty dyplomacji, wtedy to na pewno bedzie owocne pisanie. A co sobie popiszemy to nasze. Tylko autorki wątku żal, bo gladkie slowka niewiele wniosą do jej sytuacji i dalej bedzie trwala w letargu, żyjąc PRZECIWKO SOBIE SAMEJ.
  • princesswhitewolf 07.03.18, 23:43
    bo pisanie chamskie to zaraz zmieni i sie ocknie i zrewolucjonizuje cale swoje zycie?
    Uwazam ze czlowiek dziala na prostej zasadzie lubie- nie lubie. I tak, mozna bardziej lubic swoja trudna sytuacje domowa z pogranicza niewolnictwa, niz pobudki o swicie i gnanie do pracy. W wiekszosci przypadkow tak jest,

    Patrze na Melanie. Oczywiscie nie robi Donkowi sniadania ale widze niewolnice.
  • princesswhitewolf 07.03.18, 22:58
    wszelaka psychoanalize na podstawie paru zdan zalozonych przez watkodawczynie uwazam ze daleko posunieta hipoteze w oparciu o obiegowe teorie. Wirtualny swiat to jedno, real to drugie.
  • zuzi.1 07.03.18, 23:02
    Nie interesuje mnie co ty uważasz. Wyrazilam jedynie swoje zdanie. Przemyślenia należą do autorki wątku. I moc do wyjścia z tej trudnej sytuacji również.
  • princesswhitewolf 07.03.18, 23:05
    A mnie w przeciwienstwie do Ciebie interesuje co piszesz. I uwazam ze upraszczasz. Nikt z nas nie zna sytuacji w realu
    Czesto zaskakiwalo mnie poznanie osoby z wirtualnego swiata w realu, a juz nie wspomne jak bardzo roznila sie sytuacja od opisywanej
  • black_magic_women 07.03.18, 14:46
    pade napisała:

    >
    > Shell, rada serio: poszukaj dobrego psychologa dziecięcego i najpierw sama się
    > przejdź, wyłuszcz z czym masz problem, powiedz, że oczekujesz rad jak postępowa
    > ć w takich a takich sytuacjach (najlepiej spisz sobie wszystko w ciągu tygodnia
    > , bo za jednym posiedzeniem się nie pamięta), a potem idź z mężem.


    Zaproponowałam niedawno mężowi, że może byśmy poszli naszym zbuntowanym 4 latkiem do psychologa. Dla mnie jego zachowanie mieści się w nomie wiekowej, ale wg męża jest "nie tak". Usłyszałam, że oczywiście nie, bo po co, bo zło i na koniec jeszcze...ty chcesz iśc, bo sama chodziłaś, to dla ciebie norma... A kłócimy się najczęściej właśnie o wychowanie dzieci (1.5 i 4,5). Czasem myślę, że byłoby mniej rozwodów gdyby nie było w domu dzieci uncertain
  • pade 07.03.18, 15:28
    Rozumiem Cięsmile
    Może idź najpierw sama?

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • domowapani 07.03.18, 15:33
    Bmw u nas jest identyczna różnica wieku i identyczna przyczyną konfliktów. Dzieci. Pocieszające, że jest nas więcej.
  • mamma_2012 07.03.18, 12:15
    Może nie z dziećmi, a na początek sama idź. Żebyś nauczyła się radzić sobie z własnymi dziećmi. To się nazywa poradnictwo wychowawcze.
    Popełniasz jakieś błędy, bo ani poranne, codzienne kłótnie nie są normą ani dziewięciolatka rozkazująca mamie. Trzeba ustalić co robisz nie tak, i co należy robić zamiast tego. Bo jeśli natychmiast coś z tym nie zrobisz to za 5 minut będziesz zarządzana przez rozkapryszone nastolatki, a to inny poziom problemu.
    Poradniki na początek też mogą być.
  • 3-mamuska 07.03.18, 16:20
    domowapani napisał(a):

    > No tak. Dokładnie. Jedyne z czym sobie nie radzę, to wychowanie 😩😭 i dlatego
    > chcę pomocy ze strony męża.
    > Nie powinnam? Czy może powinnam iść z dziećmi do psychologa, albo szukać pomocy
    > u pedagoga? Czytać specjalistyczne poradniki, byle NIE BUDZIĆ MĘŻA?!


    To może zacznij sobie rodzic i przyjmuj ,ze dzieci sie kłócą ze to nie reklama z labradorem w tle i kanapkami z nutella, tylko prawdziwe życie.
    I nie trzeba wszystkim nadskakiwac i miec wszystkiego idealnie.
    I nie chodzi o to ze masz nie oczekiwać wsparcia ,bo to jest oczywiste ze małżeństwo sie wspiera w rodzicielstwie ,ale konfliktów nie moze rozwiązywać tylko mąż musisz tez umieć ty sama postawić dzieci do pionu.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • szmytka1 07.03.18, 12:08
    nie daj boziu obudzić tatę, przeicież problem jest mamy i córki, taty w ogóle nie dotyczy. On jest od zabawy i lekcji po południu, nie od jakichkolwiek problemów. Problemy? Jakie problemy, on zadnych z dziecmi nie ma. Dajcie chłopu spać.


    Może jak tkai geniusz porannej logistyki i mistrz idealnych stosunków z dziećmi, to mógłby od czsu do czasu zwlec szanowny tyłek wcześniej i dać popis jak się takie sprawy załatwia bez darcia paszczy. Nikt wszak mu nie każe się drzec, może łagodną perswazją się posłużyć, wazne, by poskutkowało i Shell mogła nie nadwyręzać nerwów.
  • joanna_poz 07.03.18, 12:18
    powiem szczerze, że mnie to spanie męza do 9 i usprawiedliwianie go przez niektóre - bo przecież on cięzko pracuje (a domowa siedzi przeciez w domu i luz blues) - też mocno uwiera..
  • mamma_2012 07.03.18, 12:36
    A teraz wyobraź sobie, że rano śpisz, bo zaraz musisz iść do pracy, a tu wchodzi mąż, żebyś zeszła zainterweniować, bo on sobie nie radzi z dziećmi. Już sobie wyobrażam komentarze w takim wątku.
  • iskierka3 07.03.18, 12:46
    Moje bylyby identyczne. Praca nie zwalnia z brania udzialu w obowiazkach wychowawczych SZCZEGOLNIE w sytuacjach, w ktorych akurat drugi rodzic doraznie sobie nie radzi. I nikt go nie szarpie o 5 rano, kiedy on potem musi leciec do pracy a zona idzie spac. Jest to normalna poranna godzina i zona potem tez nie proznuje przez caly dzien.
  • pade 07.03.18, 12:10
    Od wychowywania dzieci, czyli ustalenia zasad i konsekwencji są OBOJE rodzice, a nie ten, który jest w domu. Czyli: mąż, który ogarnia dzieci na bieżąco wie, że na córkę działa to, syna trzeba przypilnować z tym i z tamtym, tu i tu jest problem i trzeba go zacząć rozwiązywać. Jak się uczestniczy w życiu rodzinnym, wychowuje się dzieci zamiast z nimi tylko bawić, to się takie rzeczy widzi. A jak się widzi i czuje się ODPOWIEDZIALNYM, to się za to bierze, a nie zwala na żonę.
    Czym innym jest powrót z pracy i odrobienie lekcji z dzieckiem, a czym innym jest powrót z pracy z jednoczesnym odbiorem dzieci, zrobieniem zakupów, podaniem jedzenia, zawiezieniem na zajęcia/do lekarza, rozwiązaniem konfliktu, wysłuchaniem problemu, przy jednoczesnym planowaniu dnia następnego w postaci jadłospisu, prac domowych, wizyt lekarskich, przygotowań do sprawdzianu, ect., ect.
    Ja mam wrażenie, że mąż autorki czuje się odpowiedzialny za zarobienie na dom (tak, to ogromna odpowiedzialność), ale zdecydowanie mniej za ogarnięcie tego domu i dzieci.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • mamma_2012 07.03.18, 12:21
    Domowa napisała, że jeśli mąż zostałby sam z dziećmi na jakiś czas to świetnie da sobie radę, czyli te dzieci da się poskromić samodzielnie. Tego się musi nauczyć.
    Popołudniami zajmuje się dziećmi bez zarzutu, problemy zaczynają się, kiedy mama zostaje z nimi sama.
  • lady-z-gaga 07.03.18, 14:17
    >Ja mam wrażenie, że mąż autorki czuje się odpowiedzialny za zarobienie na dom (tak, to ogromna odpowiedzialność), ale zdecydowanie mniej za ogarnięcie tego domu i dzieci.

    Tak, zarobienie na trojke dzieci i żonę, ktora lubi życ na wysokim poziomie, a także na pomoc domową, to jest odpowiedzialność. Zwłaszcza, jesli nie ma planu B, czyli żona nie ma takich możliwości zarobkowania, aby zastąpić męża czasowo w razie choroby, utraty pracy czy plajty formy (zależnie, co kto ma). Pieniądze nie spadają z nieba, więc zakładam, że duże dochody nie przychodzą lekko, łatwo i przyjemnie. No chyba, że mąż Shell byłby dobrze ustawionym pisowcem i miał jakąś lukratywną fuchę na rządowej posadce, albo w rządowej spółce. Ten przypadek chyba nie zachodzi.
    Ludzie na ktorych spoczywa całkowita odpowiedzialność za jedną sferę życia lubią mieć poczucie, że w innej mogą na kimś polegać. W opisanej sytuacji mąż nie olewa dzieci i ich wychowania, chce mieć tylko spokojne poranki, przed pójściem do pracy. To naprawdę tak wiele?
  • pade 07.03.18, 15:36
    To zależy. W sytuacji, w której żona sobie nie radzi, nie dlatego, że jest leniwa, tylko nie wie jak, pomoc jest niezbędna. Poza tym argument, że mąż sobie świetnie radzi kiedy jest sam, do mnie nie przemawia. Moje dzieci zawsze chodziły jak w zegarku, kiedy były tylko z jednym rodzicem. Gdy pojawiał się drugi, wszystko się rozłaziłosmile

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • alin9 07.03.18, 17:37
    To zależy. W sytuacji, w której żona sobie nie radzi, nie dlatego, że jest leniwa, tylko nie wie jak, pomoc jest niezbędna. Poza tym argument, że mąż sobie świetnie radzi kiedy jest sam, do mnie nie przemawia. Moje dzieci zawsze chodziły jak w zegarku, kiedy były tylko z jednym rodzicem. Gdy pojawiał się drugi, wszystko się rozłaziłosmile
    Wszystko się zgadza do momentu sytuacji nieradzenia sobie.Serio nie ogarniam jak normalnie komunikujący się rodzice nie są w stanie tego ogarnąć.Żona rozmawia po powrocie z pracy z mężem o zaistniałej sytuacji.Ale nie to musi być już bo pani żandarm tak chce.Odwróćcie sytuacje.Może wtedy popatrzycie inaczej.
  • pade 07.03.18, 17:42
    A co ma dać rozmowa po kilku godzinach od zdarzenia? Mąż wraca zmęczony z pracy i siadają omawiać ranek? Dzieci dostaną pouczenie, o którym nie będą pamiętały po 10 minutach?

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • mamma_2012 07.03.18, 17:56
    To nie są trzylatki, to starsze dzieci z którymi można i za dwa dni porozmawiać.
  • pade 07.03.18, 18:08
    Owszem, ale czasem rozmowa nie pomaga.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • aankaa 07.03.18, 20:19
    bo traktują matkę jak służącą, która ciepłe śniadanko pod nos podsunie, świeże kanapki przyszykuje a w razie focha / zamiast postawić dziecko do pionu / kładzie uszy po sobie i spełnia najdurniejsze zachcianki

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • alin9 07.03.18, 19:58
    Ale pade nie mówię o sytuacji wymagającej natychmiastowej interwencji.Codzienne kłótnie dzieci do takich nie należą.
  • pade 07.03.18, 17:51
    I jeszcze jedno dodam. Często w rodzinach, w których jedno "robi karierę" i zarabia wystarczająco by drugie mogło "siedzieć w domu" zaczęło się od "to ja się zajmę dzieckiem (małym) a Ty dokształcaj się/szukaj odpowiadającej Ci pracy/bierz nadgodziny/awansuj. I potem ta jedna strona zostaje z tym jednym, drugim czy trzecim dzieckiem i domem na głowie i często jakąś pracą, żeby nie zwariować, a druga zarabia na dom.
    Można oczywiście powiedzieć tej stronie, która zajmuje się małym dzieckiem: nie ma ofiar tylko są ochotnicy, ale można też dostrzec, że przyczyniła się do tego, że ta druga ma taką pozycję jaką ma. O ile ma się odrobinę dobrej wolismile

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • alin9 07.03.18, 20:02
    Ja dodam,że jest to zazwyczaj wspólna decyzja.Tak jak napisałaś.Jednemu przybywa obowiązków pod postacią nadgodzin a drugiemu gadulstwo kolejnego dzieckasmile
  • iskierka3 07.03.18, 12:21
    A ja sadze, ze maz naprawde nie musi sie wylegiwac do 9 “bo pracuje”. I o ile uwazam, ze faktycznie niepracujaca zona powinna ogarnac sniadania i ubrania dzieci to w kwestie wychowawcze pan jak najbardziej powinien sie zaangazowac, bez przesady.
  • jatojagodnik 07.03.18, 12:30
    Pan się nie wyleguje "bo pracuje" tylko bo cierpi na bezsenność z powodu stresów w pracy. Mój osobisty facet też tak ma - potrafi zasnąć o 4-5 rano.
  • barbibarbi 07.03.18, 12:39
    Też tak miałam, stres powoduje gonitwę myśli i bezsenność. Kiedy w końcu zasnęłam to każda minuta snu z rana była na wagę złota.
  • jatojagodnik 07.03.18, 12:52
    No cóż, to już Domowapani musi ocenić, czy ta bezsenność jest rzeczywista, czy stanowi tylko wymówkę.
    I czy należy mieć do męża pretensje, czy raczej dbać o każde 10 minut jego spokojnego snu, żeby nie ryzykować zaśnięciem za kierownicą. Pamiętając, że wystarczy jedna taka nieprzespana noc co 3-4 dni, by kompletnie rozwalić samopoczucie, zwłaszcza jeżeli nie ma możliwości odespania w ciągu dnia.
  • iskierka3 07.03.18, 13:04
    Nie na litosc, nie nalezy dbac o jego kazde 10 min snu bo to nie noworodek. Jesli oan cierpi na stres i bezsennosc to kierunek lekarz. A nie zona i dzieci maja na paluszkach latami chodzic.
  • alicia033 07.03.18, 13:18
    iskierka3 napisała:

    > Nie na litosc, nie nalezy dbac o jego kazde 10 min snu bo to nie noworodek. Jes
    > li oan cierpi na stres i bezsennosc to kierunek lekarz.

    w takim razie życzę ci bezsenności. Może na własnym przykładzie zrozumiesz, jaki to kanałsad.
    I tak, jak jest opcja, że można dospać z rana, to jest to najlepsze (dla całej rodziny) lekarstwo.
  • iskierka3 07.03.18, 13:21
    Czyli nie nalezy leczyc/wyeliminowac jej przyczyny. Nalezy nawet nie zaczynac.
  • alicia033 07.03.18, 13:30
    iskierka3 napisała:

    > Czyli nie nalezy leczyc/wyeliminowac jej przyczyny.

    właściwie masz rację, niech mąż shellerki rzuci tę pracę, która odpowiada u niego za bezsenność.
    Z pewnością shellerka będzie zachwycona takim rozwiązaniem!.

    A poza tym o leczeniu bezsenności napisała już jatojagodnik (post z 13:02).
    Jak ci tłumaczenie innych nie wystarcza, to ponownie szczerze ci życzę odczucia tego na własnej skórze.
  • iskierka3 07.03.18, 15:39
    Juz zyczylas. I ja jej tamze odpisalam zatem nie bede sie powtarzac.
  • domowapani 07.03.18, 14:02
    Ja znam bezsenność. Zaczęła się i męczyła bardzo. Towarzyszyła depresji. Poszłam do lekarza. Bo zgadnij... Prace zaczynałam o 8 rano i nikogo nie interesowało, że nie mogłam zmruzyc oka do 5.
    Maz twierdzi, że jego problem do leczenia się nie kwalifikuje.
  • iskierka3 07.03.18, 15:40
    Jesli sie nie kwalifikuje to niech nie marudzi.
  • majenkir 07.03.18, 16:48
    iskierka3 napisała:
    > Nie na litosc, nie nalezy dbac o jego kazde 10 min snu bo to nie noworodek.


    Facet jest jedyny, ktory zarabia na to cale towarzystwo. Ja bym zadbala o to, zeby byl wypoczety...




    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • iskierka3 07.03.18, 12:44
    To niech sie pan leczy a nie odbija sobie na jakisci zycia rodzinnego.
  • semihora 07.03.18, 12:56
    iskierka3 napisała:

    > To niech sie pan leczy a nie odbija sobie na jakisci zycia rodzinnego.

    Otóż to. Już sobie wyobrażam, co ematki by pisały, gdyby to matka spała, a ojciec sobie nie radził.


    --
    Nie mam serca do pilności, do piękności, do świętości - to zbyt wyszukany stan!
  • jatojagodnik 07.03.18, 13:02
    Niestety bezsenność jest bardzo trudna lub niemożliwa do leczenia. Oprócz delikatnych ziołowych środków, które pomagają przy niewielkich problemach, cała reszta jest bardzo uzależniająca, ściśle reglamentowana przez apteki. Po tabletkach nasennych często rano nie można prowadzić samochodu. Lub działają za krótko - zasypiasz bez problemu, ale budzisz się o 4 rano i już nie zaśniesz. Mam od 4 lat faceta z bezsennością w domu - to jest dolegliwość, która naprawdę wpływa na jakość życia rodzinnego, ale nikt się na nią nie decyduje dobrowolnie. Ja jestem śpioch, zasnę zawsze i wszędzie, śpię do oporu i w ogóle nie wyobrażam sobie funkcjonowania po 2-3 godzinach snu w nocy. A on tak żyje czasem tygodniami sad I jeśli uda mu się czasem wrócić z pracy wcześniej i zamiast zająć się domowymi obowiązkami - pada na sofie w salonie i śpi - to absolutnie nie jest to lenistwo!
  • iskierka3 07.03.18, 13:05
    A pan probowal? Poza tym jesli stres jest przyczyna to sa metody radzenia sobie z nim ( psycholog) lub tez leki p/lekowe plus terapia. A nie - mam strsujaca prace, wszyscy won!
  • jatojagodnik 07.03.18, 13:20
    No sorry, nie wszyscy won, tylko dajcie mi pospać do 8:30. A potem wstanę, pójdę do pracy zarabiać na całą rodzinę, a po południu i wieczorem zajmę się życiem rodzinnym i dziećmi. Bo mąż czynnie uczestniczy w życiu rodziny i wychowywaniu dzieci.
    To że autorka ma problem z porannym ogarnięciem dwójki nastolatków i nie ma u nich za grosz autorytetu, że narzuciła sobie model poranka rodem z Perfekcyjnej Pani Domu, i że akurat poczuła wenę żeby w tym kulminacyjnym momencie dnia rozpocząć pieczenie mięsiwa na obiad - nie stanowi powodu, żeby kazać panu mężowi zwlec się z łóżka o półtorej godziny wcześniej.
  • iskierka3 07.03.18, 13:22
    Czyli maz jest zadowolony z tej bezsennosci wg Ciebie skoro nie nalezy sie leczyc? Pozwolisz, ze pozostane przy swoim zdaniu.
  • alin9 07.03.18, 20:04
    Niech się autorka ogarnie zamiast histeryzować rano.
  • 3-mamuska 07.03.18, 17:07
    iskierka3 napisała:

    > A ja sadze, ze maz naprawde nie musi sie wylegiwac do 9 “bo pracuje”. I o ile u
    > wazam, ze faktycznie niepracujaca zona powinna ogarnac sniadania i ubrania dzie
    > ci to w kwestie wychowawcze pan jak najbardziej powinien sie zaangazowac, bez p
    > rzesady.

    A jak ja się wylegiwałam ,bo w nocy siedziałam z 2-letnim autysta który nie spał i maz wstawał rano i zaprowadził dzieci do szkoły, jakos mnie nie budził bo sobie nie radzi.
    Jeszcze tłumaczył dzieciom ze mama spi bo nie spała w nocy i proszę cicho sie zebrać do wyjscia.
    I nie pracowałam wcale. Budził mnie tylko zeby powiedzieć ze wychodzi ,jeśli najmłodszy zostawił ze mna.
    A on odstawiał dzieci i szedł do pracy.

    Jak on wracał z nocki to ja tez go o 8 nie budziłam jak zasnął o 6-7 rano bo sobie z dziećmi nie radzę.
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • iskierka3 07.03.18, 17:31
    Ale to jakby z deka co innegowink jak najbardziej bralas udzial w wychowaniu. Tak samo w sytuacji gdy ktos ma niemowlaka, jest chory, musial z jakiegos powodu zarwac noc. Ale pan STALE spi do 9 choc, jak twierdzi, pomoc farmakologiczna czy psychologiczna mu niepotrzebna i nie jest po nocnej zmianie w fabryce. Uwazam, ze jesli w tym momencie jedna osoba nie ogarnia trojki dzieci ( i ja to rozumiem), jest zmeczona i zdenerwowana to druga powinna wstac i sie wlaczyc.
  • 3-mamuska 07.03.18, 18:50
    iskierka3 napisała:

    > Ale to jakby z deka co innegowink jak najbardziej bralas udzial w wychowaniu. Tak
    > samo w sytuacji gdy ktos ma niemowlaka, jest chory, musial z jakiegos powodu z
    > arwac noc. Ale pan STALE spi do 9 choc, jak twierdzi, pomoc farmakologiczna czy
    > psychologiczna mu niepotrzebna i nie jest po nocnej zmianie w fabryce. Uwazam,
    > ze jesli w tym momencie jedna osoba nie ogarnia trojki dzieci ( i ja to rozumi
    > em), jest zmeczona i zdenerwowana to druga powinna wstac i sie wlaczyc.

    Wiesz to nie był niemowlak ,a 2-4 latek bo tyle to trwało.
    Teraz 10-latek dostaje melatonine bo problem ze spaniem nie znikał.

    Teraz za to ja mam problemy ze snem i w weekend najcześciej wstaje maz i nie robi mi wyrzutów.
    Ja sie boje brac leki, bo ja zawsze słyszę młodego w nocy , maz tylko rano😝 nie wezmę silnych leków bo go nie usłyszę i cos podpali ,ucieknie z domu. Albo wymyśli cos innego.
    Teraz nawet odpuściłam wyjazdy w soboty do stadniny bo padam na pysk. Wyniki moje niby w normie.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • domowapani 07.03.18, 19:12
    Spróbuj trittico - nie śpisz po tym jak zabita, a się wysypiasz. I nie wybudzasz bez zewnętrznych powodów.
  • iskierka3 07.03.18, 22:08
    Wiesz, napisałam o niemowlaku jako PRZYKŁAD. Musiałaś siedzieć przy dziecku w nocy. To zupełnie inna sytuacja.
    Poza tym Twoj maż sobie radził. A autorka sobie nie radzi.
    Zatem to PODWÓJNIE inna sytuacja.
  • claudel6 07.03.18, 13:25
    ale przecież jak ona pójdzie do pracy, to będą mieli jeszcze więcej pieniędzy, a juz teraz narzekać nie mogą (przypominam wątek o markowych torebkach). w takiej sytuacji wynajmuje sie pomoc domową. no trudno, zeby pracująca żona miała ogarniać dom (w sensie dosłownym również - jako budynek do sprzątania) i dwójkę dzieci. a mąż, któremu sie nie chce, niech nie traktuje jej jako domyślnej darmowej pomocy tylko kupi tę usługę na rynku, tak jak kupuje pierdyliard innych usług.
  • domowapani 07.03.18, 13:39
    Tak. Pójdę do pracy. Przeznacze 3/4 pensji na sprzataczke i opiekunkę oraz prywatny żłobek. Bo chyba nie masz na myśli sprzątaczki 1 - 2 w tygodniu, tylko codzienna pomoc - pranie, prasowanie, gotowanie, zakupy.
    Będzie zrobione. Ja nie będę brać tak dużego udziału w życiu domowym, tylko będę w pracy. Odpoczywać oczywiście, bo z zasady poszukam sobie pracy bez stresu.
    No ale przynajmniej pozbędziemy się problemu w postaci klocacych się nastolatków i braku mojego autorytetu. Czy ten autorytet z automatu zyskuje się wychodząc z domu?
    Ktoś, kto widzi kwestie zajmowania się domem tak jak to odpisałaś i komu się wydaje, że największym obciążeniem jest sprzątanie nie umie wyjść poza wyobrażenie życia w serialach.
    Doczytaj raz jeszcze. Obowiązki domowe nie są problemem w naszym związku. Tylko kwestia zaangażowania w wychowanie dzieci. Obojętnie czy te dzieci będą same w domu, z opiekunka, czy w placówkach, a ja będę mieć kamerdynera, ogrodnika i gosposia, PROBLEM pozostanie.
  • mamma_2012 07.03.18, 14:16
    Z wychowaniem dzieci coś jest nie tak, jeśli potrzeba Waszej wspólnej interwencji, żeby się zachowywały w akceptowalny sposób. I wtedy razem coś musicie zrobić. Jeśli jest jednak tak, że wchodzą na głowę tylko Tobie, a ojcu nie, to Ty coś musisz zrobić ze swoim postępowaniem wobec nich.
    Gdyby zszedł, to co takiego by zrobił, że dzieci uspokoiłyby się i poszły do szkoły? O ile to nie danie lania (wiadomo dlaczego nie do przyjęcia) czy wydarcie buzi w tonacji dla Ciebie nieosiągalnej (niektóre kobiety lepiej, żeby nie krzyczały, bo efekt nieco śmieszny bywa), to wszystko inne też możesz zrobić. Pomoc ojca jest potrzebna nie rano, a na spokojnie, w dogodnym momencie, żeby rozmawiał z dziećmi wspierając tak Twoje odbudowywanie autorytetu.
    Pójście do pracy i pokazanie dzieciom, że możesz odnosić swoje sukcesy też pomoże i warto, nawet jeśli wyjdziecie na zero. Kontakt z niejęczącymi i nie kłocącymi się ludźmi może zbawiennie zadziałać na Twoje samopoczucie. A jak się ma dobry humor, to kłótnie mniej denerwują.
    A to trochę wygląda tak, że Ty oczekujesz, że on przyjdzie i powie dzieciom „macie słuchać się matki”
  • domowapani 07.03.18, 14:42
    Jak to jest, że wizja pracy na tym forum zwykle jawi się tak iddylicznie wręcz?
    Żadnych neurotycznych szefowych w trakcie menopauzy, żadnych szefów terrorystów, żadnych klientów z problemami z czapy, żadnych problemów do rozwiązania. Zero stresu. Tylko kontakt z uśmiechniętym dorosłym człowiekiem... I cisza... I spokój...
    Ludzie. Zejdzcie na ziemię. Moja dotychczasowa praca to był stres. Nie 24/7 ale kilka razy w tygodniu napewno. Odpowiedzialność. Również finansowa. Zabieranie pracy do domu. Bycie pod telefonem.
    Praca, która mnie czeka wiąże się z jeszcze większym obciążeniem.
    Może i praca w domu, jako typowa Pani domu, jest nudna, żmudna i męcząca fizycznie, ale pod względem stresogennosci zdecydowanie na plus z moją zawodową.
    Ale znowu się powtórzę. Chodzi o rodzicielstwo i partnerstwo w tym rodzicielstwie. Jak widać z koszulami sobie radzić umiem, zamawiając pralnie na SMS, która podjeżdża, odbiera koszule i następnego dnia przywozi do domu wypracowane. Staram się korzystać rzadko, wychodząc z założenia, że to część moich obowiązków.
    W wątku o obiadach podpowiedzoalam metodę z robotem typu thermomix. I sobie tak ułatwiam.
    Nie narzekam na swój los i nadmiar obowiązków. Chciałam zobrazować sytuację, żeby nie było niedomówień w kwestii "no tak, siedzi w chacie i nic nie robi".

    Niestety sterty rodzicem każde z nas jest 24/7 i tu nie ustąpię i będę oczekiwać i mieć żal, jeśli moje oczekiwania są ignorowane, że jeśli w tej kwestii potrzebuje pomocy ze strony partnera, bo sobie nie radzę, to partner mi pomoże. Nie sadzając mnie na kolanie i glaszczac po główce, mówiąc : już dobrze, spokojnie. Musimy to JAKOŚ rozwiazac", tylko w danym momencie weźmie na klate problem i się wykaże.
    Co z tego, że wróci dziś z pracy i weźmie na rozmowę jedno i drugie? Posłuchaja i za dwa dni, będę mieć to samo.
    Raz drugi okazanie przez niego, że nie tylko ja nie godze się na poranne kłótnie, ale on też je słyszy i sobie ich nie życzy, przynioslyby wg mnie namacalny efekt.
    EOT
  • mamma_2012 07.03.18, 14:53
    A nie pisałaś, że sobie znajdziesz niestresującą pracę? Na sarkazm to nie wyglądało.
    Chyba dla pieniędzy pracować nie musisz, to możesz wziąć coś spokojnego, słabiej płatnego.
  • domowapani 07.03.18, 14:58
    Facepalm...
    Tak. To był sarkazm.
  • 3-mamuska 07.03.18, 19:02
    Obojętnie czy te dzieci będą same w domu, z opiekunka, czy w placówkach, a ja będę mieć kamerdynera, ogrodnika i gosposia, PROBLEM pozostanie.

    Dlatego ci napisałam ze problem lezy w tym ze to ty sobie nie radzisz a maz tak.
    Wiec powinnaś nad tym pracować

    Żadnych neurotycznych szefowych w trakcie menopauzy, żadnych szefów terrorystów, żadnych klientów z problemami z czapy, żadnych problemów do rozwiązania. Zero stresu. Tylko kontakt z uśmiechniętym dorosłym człowiekiem... I cisza... I spokój...

    Czyli twoj maz ma prawo ze stresu miec problemy ze spaniem i chcieć ciszę rano skoro trafia w pracy na takich ludzi.
    Zdecydują sie wiec o co ci chodzi

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • domowapani 07.03.18, 19:16
    O to, że to nie do końca fair, bo jego stresy nie znikną automatycznie wraz z pojawieniem się moich pracowych stresów. I o to, że nikt nie dawał mi prawa do zwolnienia z byciem częścią rodzinnego układu.
  • domowapani 07.03.18, 19:18
    Do zwolnienia z bycia częścią układu, kiedy ja też pracowałam i tych stresów doświadczalam.
  • zuzi.1 07.03.18, 21:16
    Praca fizyczna przy dzieciach świetnie odstresowuje, wiec zamiast skupiać sie na przeżywaniu swojego zmęczenia, lepiej niech sie skupi na dzieciach. Dobrze sie facet ustawil. Niestety, ale na to pozwolila autorka wątku, nie dbając o siebie. Czas to zmienić. Autorko, odstaw moze rano kilka razy jakas pokazówkę z omdleniem, niech na cito porozwozi dzieci do placowek a potem jeszcze ciebie na okresowe badania smile weź zrzuć mu troche miru domowego na plecy, a nie go tak odciazasz i odciazasz swoim kosztem, aż w końcu facet uznal, ze TY jesteś cyborgiem a on jest biedny i przemęczony bo chodzi do pracy i pracuje w normalnych godzinach...tak się właśnie rozleniwia mężów i robi z nich przemeczonych dziubdziusiow, co to musza sie wyspać...zona nie musi sie wyspać, ani odpocząć. Autorko idź po rozum do głowy i zacznij działać, bo się zajezdzisz....
  • bergamotka77 07.03.18, 23:23
    Ale jak to? Facet chodzi do pracy i zarabia na cały ten bałagan i ma jeszcze o świcie wstawać bo domowdomowa sobie nie radzi? Helou to jej praca ogarnąć dzieci i zgarnac do szkoły i jeśli sobie nie radzi to niech tatusia zaangażuje do pogawędki na ten temat alevpo pracy. On pomaga na ile moze - zajmuje się bawi lekcje odrabia i ma robić wszystko za domową która nie pracuje zawodowo? Zarabiać na jej wypasione torebki i sukienki? Sorry to jej praca bo aktualnie ma więcej czasu w dzień i nie pracuje. Ja mam swoje na głowie plus prace zawodową i długie dojazdy itp. I nie wypominam mezowi, ze mniej sie angażuje bo wiem za w razie W on sam nas utrzyma bez problemu więc musi o robotę dbać. Ja dobrze zarabiam ale mniej niż on i mogę zmienić robotę co nie raz robiłam. Dlatego w sytuacji gdy rodziny mają kredyty i inne zobowiązania oranie facetami jest przegięciem. Jeśli facet nie pomoze więcej osobiście ale jest w stanie opłacić pomoc to już jest ok.

    --
    "Moze kogos zainteresuje historia kobiety, ktora zostala matka jako dziecko a w momencie kiedy powinna ta matka zostac, zostanie babcia. Ku przestrodze oczywiscie!" asmarabis o mnie smile
  • minor.revisions 07.03.18, 14:44
    > Jeśli jest jednak tak, że wchodzą na głowę tylko Tobie, a ojcu nie, to Ty coś musisz zrobić ze swoim postępowaniem wobec nich.

    Abo ojciec z postępowaniem wobec niej, zwłaszcza przy dzieciach. Może to on podkopał jej autorytet.

    --
    Wytłumaczę ci to. Jestem facetem. [tanebo 2.0]
  • mamma_2012 07.03.18, 14:49
    Możliwe, ale wtedy chyba nie wyzwałaby go na ratunek.
  • pade 07.03.18, 16:14
    Gadanie przy dzieciach "co, okres masz?" jest podkopywaniem autorytetu jednak.


    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • claudel6 07.03.18, 16:51
    tak, doczytałam, ale w pierwszym poście przedstawiłaś to tak, jakby Cię przerastała liczba obowiazków, a nie wyłącznie kłócące się nastolatki.
  • mikams75 07.03.18, 12:45
    i co jej da pojscie do pracy poza tym, ze z rana bedzie sama miala jeszcze wiecej stresu a scenka bedzie sie odgrywac godzine wczesniej.
  • iskierka3 07.03.18, 12:47
    I jej wtedy stres w pracy nie bedzie tlumaczyl i do 9 sobie nie pospi bo przeciez MATKA jest!
  • mamma_2012 07.03.18, 12:55
    Mama sobie zniknie o 7.00 zostawiając młodsze w przedszkolu, a tatuś zajmie się wyprawianiem reszty, bo mamusia w pracy. Jak obydwoje będą pracować, będzie więcej pieniędzy, więc sprawy domowe ogarnie pani sprzątająca, a popołudniu razem zajmą się dziećmi w czystym domu.
  • iskierka3 07.03.18, 13:02
    A to kwestia dogadania. Moze mama tez bedzie musiala spac do 9 bo bedzie stresujaca praca?wink
  • mamma_2012 07.03.18, 13:13
    To jednego dnia jedno, a drugiego dnia drugie, będzie chodzić niewyspanewink To jest sprawiedliwy podział obowiązków.
  • kouda 07.03.18, 13:20
    mamma_2012 napisała:

    > To jednego dnia jedno, a drugiego dnia drugie, będzie chodzić niewyspanewink To j
    > est sprawiedliwy podział obowiązków.
    _________________________________-
    cala polska wyprawia dzieci na osma do szkoly
    i jakos to sie kreci
    problemem jest nie to ze maz spi i ze dzieci maja na osma
    tylko to, ze maja na nia wywalone, sa rozmemlane i klotliwe
  • milamala 07.03.18, 22:00
    mamma_2012 napisała:

    > A jakiej pomocy w zorganizowaniu sobie pracy i wsparciu pieniędzmi i przytulani
    > em oczekiwałabyś? A pójście do pracy w takiej sytuacji jest najlepszym i najpro
    > stszym rozwiązaniem.

    "Genialne"na kazdy problem malzenski w ktorym kobieta nie pracuje zawodowo jedynym rozwiazaniem dla niektorych zazdrosnic, kore tez by chcialy nie pracowac a musza jest 'rada": idz do pracy.
  • mamma_2012 08.03.18, 07:49
    To rada jaką daje jej tez mąż, więc może coś w tym jest?
  • 89mumin 07.03.18, 10:18
    Nie moja rzeczywistość, więc nie pomogę, ale bardzo mi się Twoja opowieść skojarzyła z początkiem "Komedii małżeńskiej", niedawno tu wspominanej zresztą. Tam rozwiązaniem było pójście kobiety do pracy, ale to tylko film...

    --
    Jeżeli czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to można.
  • domowapani 07.03.18, 10:40
    Tak, tylko to by się sprawdziło, gdybym wyjechała do Warszawy. W przeciwnym razie miałabym to samo plus pracę uncertain
  • edelstein 07.03.18, 11:26
    To po co z nim jestes skoro i tak ci w niczym nie pomaga?

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • domowapani 07.03.18, 11:31
    Z miłości.
  • edelstein 07.03.18, 12:21
    Dzieki za taka milosc,postoje.Jestes pewna,ze to nie przyzwyczajenie?

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • majenkir 07.03.18, 16:52
    Taa, niech mu walizki wystawi tongue_out

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • zuzi.1 07.03.18, 19:03
    Ja bym zaczela od nieuprasowania mu koszuli. W zyciu nie tknelabym zadnej jego koszuli. I wymoglabym udzial w ogarnianiu trojki dzieci rano, razem ze mna. To sa rowniez jego dzieci I nie bylony przebacz z mojej strony. Musi sie wyspac...jak mu dzieci podrosna, to sie wyspi.
  • mamma_2012 07.03.18, 19:18
    Kochanie, chętnie będę prasował koszule i wyprawial dzieci do szkoły, ale chciałbym, żebyś wspomogła mnie w utrzymywaniu rodziny. I co wtedy?
  • domowapani 07.03.18, 19:19
    A co by było, gdyby mnie nie było?...
  • domowapani 07.03.18, 19:21
    Uważasz, że nie wspomagam? Czy wspomaganie oznacza dla ciebie z automatu wkład finansowy?
  • mamma_2012 07.03.18, 19:44
    No właśnie nie, ale skoro jedna osoba daje więcej pod względem finansów to druga musi się wykazać inaczej.
    Ja byłam w pewnym okresie osobą, która wnosiła więcej jeśli chodzi o finanse, nie było to fajne, uwierz. I naprawdę doceniałam, że partner radził sobie ze wszystkim i w nocy mogłam pracować, a rano zająć makijażem. I to wszystko w sytuacji, kiedy oboje pracowaliśmy, tylko akurat wtedy ja zarabiałam lepiej i miałam mniej czasu na dom
  • karen_ann 07.03.18, 20:02
    Odłużmy słowa musi. Blee to musi się wykazać.
    Choroba jeszcze oceny roczne i cele zróbmy.
    To nie korpo tylko dom. Kazdy robi w czym jest dobry i na co mu czas pozwala. A moze ma ukrytą depresję? Wypalenie?
    Ma 3 dzieci lepiej dla rodziny jak ich stać jak jest w domu.
    Tylko malolaty trzeba poustawiać.
  • pade 07.03.18, 20:44
    Dziwię się, że w ogóle miałaś czas na dom. Praca w nocy, rano makijaż, pewnie też do pracy. Jedno dziecko na stanie, bo z tego co pamiętam masz dużą różnicę wieku pomiędzy dziećmi. Pewnie da się tak funkcjonować przez krótki okres czasu.
    Tylko nie wiem jak Twoja sytuacja ma się do sytuacji autorki. Zastanawiam się czemu mają służyć tego typu wpisy jak Twój czy Barbie? Bo analogii to ja tu nie widzę.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • mamma_2012 08.03.18, 08:06
    Warto pomyśleć jak sytuacja wygląda od strony drugiej osoby i czy chcielibyśmy się z nią zamienić. A odpowiedzialność za utrzymanie licznej rodziny to nie jest nic do pozazdroszczenia i spore obciążenie psychiczne.
    Licytacja na liczbę dzieci jest bez sensu, każdy ma inną sytuację. Miałam długo jedno dziecko, ale bez ojca do wzywania w sytuacjach awaryjnych, więc wiem, że z każdą sytuacją poranka można sobie poradzić samodzielnie. I nawet jeśli Domowa zmusi męża do schodzenia, to mimo wszystko powinna to opanować, bo co jeśli akurat wyjedzie w delegację czy się rozchoruje, nie mówiąc o większych zawirowaniach życiowych?
  • iskierka3 08.03.18, 08:19
    O, ja bym chciala w opisanym zwiazku byc tylko na miejscu tego meza! Ryzyko przy jednym zywicielu rodziny takie samo dla obojga a jesli to jestem tym zywicielem to mam choc jakas moc sprawcza. Bycie w sytuacji autorki dla mnie jawi sie jako sytuacja z czarnego snu pod kazdym wzgledem.
  • mamma_2012 08.03.18, 08:22
    Dlatego uważam, że rozwiązaniem jest odciążenie się nawzajem we wszystkich dziedzinach.
  • pade 08.03.18, 08:47
    Oczywiście, że powinna to opanować, tylko, że to jest proces.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • 3-mamuska 07.03.18, 20:29
    zuzi.1 napisała:

    > Ja bym zaczela od nieuprasowania mu koszuli. W zyciu nie tknelabym zadnej jego
    > koszuli. I wymoglabym udzial w ogarnianiu trojki dzieci rano, razem ze mna. To
    > sa rowniez jego dzieci I nie bylony przebacz z mojej strony. Musi sie wyspac...
    > jak mu dzieci podrosna, to sie wyspi.


    Koszule oddaje do pralni wiec ...
    A przepraszam obsługi dzieci do jakiego wieku wymaga asysty obojga rodziców? Do 18 beda stać i machać czule na pożegnanie dzieciom idącym do szkoły.
    No jak w reklamie.
    To nie jest 3 drobiazgów ,a duże dzieci, które sie kłoca jak normalne nastolatki ,tylko mamusi nie pasuje to do idealnego obrazka rodziny z reklam.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • milamala 07.03.18, 22:02
    ie moja rzeczywistość, więc nie pomogę, ale bardzo mi się Twoja opowieść skojarzyła z początkiem "Komedii małżeńskiej", niedawno tu wspominanej zresztą. Tam rozwiązaniem było pójście kobiety do pracy, ale to tylko film.

    Pomogl wyjazd i tylko wyjazd(podczas ktorego musiala podjac prace zawodowa bo z czegos trzeba zyc). Gdyby nie wyjechala z tego grajdolka to mialaby wraz z praca zawodowa dwa razy tyle co ma.
  • aerra 07.03.18, 10:21
    I jeszcze powiedz, że jak mąż wstaje o tej prawie 9, to śniadanko ma gotowe i na niego czeka?
    I czemu mu koszule prasujesz? Rączek nie ma?

    Masz niefajną sytuację, naprawdę. Ale chyba wyłącznie na własne życzenie. Trudno, jak chcesz coś z tym zrobić, to musisz tupnąć nogą wink Koniec z obsługą męża, koniec z ustępowaniem i twardo trzymać się swoich racji, jak będziecie (wspólnie) ustalać nowe zasady wink
  • domowapani 07.03.18, 10:37
    Nie mam nic przeciwko robieniu śniadań, czy obowiazkom domowym. Chyba największym problemem jest to jego wstawanie na ostatnią chwilę i zaslanianie się we wszystkim odpowiedzialną pracą.
    Poryczalam się w aucie, bo jak się zrobiła 7.50, to wzięłam i zaciagnelam piękna do auta - zostawiając włączony piekarnik i młodego na dole, bo małżonek owszem wstał, ale zamiast huknac na piękną, to zaczął przekonywać syna na wpół jeszcze spiąć, że nie wolno się kłócić z siostrą. I piękna zawiozlam. W największy korek się wladowalam, bo młoda odmówiła wyjścia przed drugim, bliższym skrzydłem szkoły, tylko chciała żeby ją wysadzić pod jej skrzydłem, które nota bene jest tuż przy przedszkolu, do którego będzie chodził trzeci. I w tym korku wyobrazilam sobie siebie we wrześniu... I to jak będę popylac ta trasa, bo przecież moja praca będzie bankowo mniej stresująca...
    I przypomniało mi się, jak ogarnialam logistycznie zawozenie w drodze na ósma do pracy, dziecka do przedszkola, śniadania, drugie śniadania, obiady i odbiór dzieci, bo przecież wcześniej niż mąż kończyłam pracę.
    No ale przecież mieliśmy sprzątaczke... A on kapal dzieci. Jak był.
    Bo często go nie było.
    I o to mam żal.
    Koszule najczęściej i tak oddaje do pralni do prasowania, to slysze: "a ja ci taka fajna stacje parowa kupiłem... No ile trwa wypracowanie jednej koszuli?"
    Nie jestem ucisniona kura domowa, ale mi się nazbierało.
  • domowapani 07.03.18, 10:39
    Bo jak ja pracowałam, to nie traktowałam tego jak nie wiadomo czego, mimo że były tygodnie, że dzień w dzień siedziałam po nocy z tłumaczeniami rzeczy, które on zna dopiero od 2 lat uncertain
  • butch_cassidy 07.03.18, 10:50
    >Koszule najczęściej i tak oddaje do pralni do prasowania, to slysze: "a ja ci taka fajna stacje parowa kupiłem... No ile trwa wypracowanie jednej koszuli?"

    A to już mi się szczerze mówiąc nie podoba. On kupił? OK, ale za kasę, na którą pracujecie o b o j e. I Ty jako osoba odpowiedzialna za stan jego koszul smile masz prawo decydować, jak ogarniasz temat. Nawet gdyby stacja kupiona za wspólną kasę miała stać nieużywana. Nie chciałabym słuchać takich wymówek. Raz można przymknąć uszy, ale żeby mu to w nawyk nie weszło, bo może Cię zacząć irytować, a to już niezdrowe smile
  • claudel6 07.03.18, 13:34
    on kupił Tobie?? czyli trakuje Cie jako domyślna darmowa pomoc domową. a nie! on Ci płaci torebkami! ale prawdę mówiąc sama do tego doprowadziłaś. no to najwyższy czas to zmienić.
  • domowapani 07.03.18, 13:42
    Tak. Nie podoba mi i się również ta forma. I zrobię z tego temat do rozmowy.
    Co do torebek - znasz pojęcie "prezent" czy poprostu silisz się na złośliwośc? Kup sobie też. Nikt ci nie broni.
  • claudel6 07.03.18, 16:59
    ale sama napisałaś, ze on zamyka Ci usta tymi "prezentami". że uważa, że jesteś zła, bo odmówił jakiegoś zakupu. to jest zero szacunku do Ciebie, traktuje Cię jak jakąs niunię, która mysli wyłącznie o luksusowych zakupach i większych stresów w ogóle nie ma.
    moja droga, ja sobie takich torebek sobie nie kupię, bo mnie na takie towary nie stać, ale ja pomimo to jestem szczęsliwą osobą - mam luksusową sytuację w domu. mój mąż wstaje o 7 rano, żeby wyprowadzić dziecko do szkoły. zamyka mi drzwi sypialni, żebym mogła spokojnie spać do czasu, gdy muszę wstać do pracy. naprawde nie zazdroszczę Ci ani jednej z tych torebek, bo są rzeczy niewymienialne na kasę.
  • butch_cassidy 08.03.18, 08:10
    Pierwszy akapit tego wpisu imo godzien przemyślenia.

    Ale drugi to jakaś gra tongue_out
    Jedna woli pospać, druga - "torebki", ludzie są różni i chyba mają do tego prawo?
  • aerra 07.03.18, 11:03
    To odpowiadasz: Nie wiem ile, wyprasuj sobie i będziesz wiedział. Koniec kropka. Kobieto, Ty się w ogóle postawić nie umiesz.
    A jak sobie nie wyprasuje, tylko odda do prasowania w pralni (hehe, o ile będzie wiedział gdzie, bo coś wątpię), to zapytaj czemu nie skorzystał z waszej fajnej stacji parowej.

    Ale tak naprawdę problem nie tkwi w tym, że robisz śniadania i prasujesz, tylko w tym, że nauczyłaś męża, że koło niego skaczesz. Musisz przejść na opcję: Wyprasowałam ci koszulę i zrobiłam śniadanie, bo cię kocham, bo jestem super żoną i dlatego, że miałam OCHOTĘ to zrobić. A nie dlatego, że mąż tego oczekiwał.
  • domowapani 07.03.18, 11:08
    Dzięki. Zastosuję.
  • hosta_73 07.03.18, 12:20
    Koniecznie! Bo dobrze mówi.
  • 3-mamuska 07.03.18, 11:08
    A wystarczy zaparkować 3 ulice id szkoły i przejść sie zajmie miej czasu bez nerwów w korku.
    Ale nie pod sama bramę i nerwy bo korek No ludzie.
    I co znaczy ze odmówiła wejścia ta bliższa brama halooooo czas sie obudzić. Bo dzieci ci na głowę wchodzą ostatni dzwonek na ogarnięcie dzieci bo za chwile nastolatki to juz całkiem odmówią wszystkiego.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • hosta_73 07.03.18, 11:01
    Masz prawo oczekiwać, ze wstanie godzinę wcześnie i ci pomoże, jak najbardziej. Nie prasuj mu tej koszuli, powiedz, ze sie nie wyrabiasz. Zaśpij raz i drugi 😉 .
  • hosta_73 07.03.18, 11:04
    Ale śniadań to juz chyba mężowi nie robisz, co?
  • aerra 07.03.18, 11:11
    Robi, przyznała się wyżej wink
  • domowapani 07.03.18, 11:32
    🙈🙉🙊
  • hosta_73 07.03.18, 12:32
    Odcinaj pępowinę i dzieciom i mężowi. Naprawde warto, polecam. Będziesz miała samodzielnego męża i dzieci 😉. Gdy wpadł mi jakiś dzień wolny od pracy i chciałam sie wyspać to prosiłam córkę (9-10 lat )żeby rano byla cichutko jak będzie sie zbierać do szkoly. Robila śniadanie i wychodziła z domu nie budząc mnie. Syn juz juz dorosły ale bylo tak samo. Chyba ze zaspali to podejmowałam akcję ratunkową 😁
  • zuzi.1 07.03.18, 22:15
    Ależ ty jesteś ucisniona kura domowa i sobie nawet z tego nie zdajesz sprawy. Masz sprany mozg, czyżby mamusia cie tak wychowala, czy cwany maz wytresowal, czy tez obie opcje na raz. CZAS ZACZAC MYSLEC I PRZESTAC ROBIC ZA SLUZACA! bo to nikomu z was nie sluzy, a robi wiele szkody, wszystkim.
  • princesswhitewolf 07.03.18, 22:19
    zuzi... mysle ze przydalaby ci sie odrobina dyplomacji w wypowiedzi. Teksty typu " Masz sprany mozg, czyżby mamusia cie tak wychowala, czy cwany maz wytresowal, czy tez obie opcje na raz." nie swiadcza zbyt dobrze o tobie.
  • zuzi.1 07.03.18, 22:44
    Naprawde, a jak o mnie swiadcza? Znam wiele takich historii i w nich albo przewija sie niewłaściwe wychowanieprzez matkę albo manipulujący maz, albo jedno i drugie, a konsekwencje tego takie, o jakich pisze autorka wątku. Brak świadomości własnych praw, brak stawiania granic i robienie za sluzaca. Sprany mozg, to w wolnym tłumaczeniu, brak uświadomienia sobie tego co wyżej wymienione i brniecie w chore schematy postepowania aż do zarżnięcia sie. przez Rozumiem, ze swoimi wywazonymi wypowiedziami, kreujesz swoj byt forumowy. Ja nie kreuje, pisze wprost i nie sile sie na ą i ę. Dyplomacji w wypowiedziach nie lubie.
  • princesswhitewolf 07.03.18, 22:51
    >Rozumiem, ze swoimi wywazonymi wypowiedziami, kreujesz swoj byt forumowy

    w realu otaczasz sie samymi chamami skoro uwazasz ze wywazenie w wypowiedzi to tylko "kreacja bytu forumowego"? W pracy tez rzucasz ludziom " Masz sprany mozg, Mamusia cie tak wychowala"?

    Nic nie kreuje ale pisanie w tym kontekscie o spranym mozgu jest zwyczajnie przesada bo sytuacja dotyczy wiekszosci kobiet niestety. Sytuacja opisana to klasyka. Swiadomosc niewiele zmienia, bo nie oznacza mozliwosci latwego uwolnienia od toksycznej sytuacji. Zreszta ... nie ma rodzin idealnych i kazdemu mozna przyczepic latke.
  • zuzi.1 07.03.18, 23:00
    Świadomość wiele zmienia, bo rodzi ZŁOŚĆ i SIŁĘ do poradzenia sobie z toksyczną sytuacją.
  • princesswhitewolf 07.03.18, 23:03
    zuzi, wybacz ale to brzmi jakbys sie poradnikow psychologicznych naczytala. Znam mase bab ktore jecza i jecza i nic nie zmieniaja bo gdzies gleboko lubia swoja rane i ja lizac. ( mowie tu ogolnie a nie o domowapani). Lubia byc "biedne". Niewiele osob ma zdolnosc do zmiany sytuacji.
  • zuzi.1 07.03.18, 23:12
    Lubią byc " biedne" to nic innego jak manipulacja. Tak zachowujący sie człowiek jest toksyczny. Wszyscy mamy w sobie zdolność do zmiany sytuacji, tylko nie każdy z nas sobie to uświadamia i daje prawo do zmian.
  • princesswhitewolf 07.03.18, 23:40
    ludzie manipuluja innymi ale takze odstawiaja teatr przed samy soba.

    Ojtam, np. nie jeden alkoholik wie ze jest alkoholikiem a nie potrafi wyjsc z nalogu. Swiadomosc nie oznacza zmiany
  • alpepe 07.03.18, 10:27
    Ja na twoim miejscu bym po prostu młodszą córkę ubrała i wypchnęła za drzwi mówiąc, że ma iść, bo jak nie pójdzie, to pożałuje szybciej niż myśli.Jeśliby tkwiła za drzwiami, zaprosiłabym ją do domu, usprawiedliwiła w szkole, a następnie dała takie lekcje od odrabiania, że ten pomysł drugi raz nie zawitałby do jej głowy. Z drugiej strony, jeśli córka ma zdolność jasnowidzenia, to jak najbardziej może być tak, że ona ma przeczucie i lepiej jej słuchać. Ale to już ty musisz wiedzieć.
    Co do darcia ryja dziatwy na siebie, nie pomogę, chyba tylko miałabym zatyczki do uszu, u mnie to różnica 5 lat i jest ok, rano nie jedzą w domu śniadania i lubią ciszę, więc nie wchodzą sobie raczej w paradę.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • domowapani 07.03.18, 10:42
    "Z drugiej strony, jeśli córka ma zdolność jasnowidzenia, to jak najbardziej może być tak, że ona ma przeczucie i lepiej jej słuchać. Ale to już ty musisz wiedzieć."

    😁 dzięki za rozchmurzenie mnie
  • alpepe 07.03.18, 10:51
    U mnie w rodzinie kobiety tak miały, kiedyś ignorowałyśmy, obecnie dajemy się wieść intuicji.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • domowapani 07.03.18, 10:59
    Alpepe smile ona ma 3 kroki do szkoły. Jedzie się naokoło, dwa razy dłużej. Zaproponowałam, żeby wzięła komórkę i ze mną cała drogę gadała. To nie było przeczucie, tylko leń.
  • kanga_roo 07.03.18, 11:27
    może leń. a może intuicja. ja się staram nie bagatelizować dziecięcych obaw.
  • sanrio 07.03.18, 14:46
    big_grin oby twoje dziecko się tego nie dowiedziało, bo codziennie będzie mialo przeczucie, że coś strasznego się wydarzy i nie można iść do szkoły

    --
    koty...najlepszy przykład na to, że karma wraca
  • alpepe 07.03.18, 11:49
    Jak leń, to wpisałam ci alternatywę. Ja tak ignorowałam choroby dzieci, bo sama w domu byłam nauczona, że dopóki nie mam gorączki 40 stopni i nie rzygam dalej niż widzę, to jestem zdrowa i marsz do szkoły. A potem stwierdziłam, że moja, krytykowana przez moją matkę, ciotka robi dobrze, nie chce dziecko iść do szkoły, to jakiś problem jest, u mnie zwykle to była choroba, która zaczynała się rozwijać.
    Generalnie widzę to tak, że dziś ci się ulało, zdarza się najlepszym. Przykręć młodszej śrubę, nie wiem, o co można się kłócić rano, by był jazgot, rano się wstaje i chce się mieć spokój wchodząc na obroty, tak jest u mnie, nawet mnie starsza córa opieprzała, że mam do niej nie gadać i pamiętam, że ja rano też nienawidziłam rozmów. Może wprowadź zasadę, że poza dzień dobry można rano powiedzieć tylko coś związanego ze szkołą, ostatnim snem i zdrowiem, a reszta po przyjściu ze szkoły, no i że rodzeństwo ma zakaz rozmawiania ze sobą i komentowania. Wszystkim będzie łatwiej.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • domowapani 07.03.18, 12:04
    Tak zrobię. Dzięki. I dam im karę.
  • kanga_roo 07.03.18, 12:09
    co im dasz?! karę?
    zdecydowanie przydałby Ci się psycholog dziecięcy. mężowi też dasz karę, bo nie wstał?
  • alpepe 07.03.18, 12:23
    powinna, pejczyk i kajdanki z puszkiem, ale to wieczorem.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • tak_to_nowy_nick 07.03.18, 10:42
    alpepe napisała:

    > jeśli córka ma zdolność jasnowidzenia, to jak najbardziej może być tak, że ona ma
    > przeczucie i lepiej jej słuchać.

    big_grin big_grin big_grin
  • 3-mamuska 07.03.18, 10:59
    Nie masz problemu z mężem a z dziećmi,
    Co to znaczy nie wysiądzie? odmówiła wyjscia do szkoły?
    Szok, i co mąż ma wstać i lecieć na białym koniu na ratunek księżniczce?
    A jak juz to robi to zaspany i nie tak jak trzeba.

    Jeśli mąż pracuje zarabia na dom, po pracy zajmuje sie dziećmi to ja problemu nie widzę, ogarniasz dom x godzin ,on te godziny robi w pracy, jego praca jest równie ważna jak twoja, wiec jej nie umniejszaj, bo dzięki niej mozesz nakarmic dzieci, i nie twierdz ze to tylko wymówka aby uciec z domu, bo chyba przy 1-2 dziecku tez tak było nie zmienił przyzwyczajeń od miesiąca? Wiec skoro wtedy ci to przeszkadzało mialas świadomość jaki jest to sie nie rodzi następnych dzieci zeby było jeszcze trudniej dla jedenej osoby.

    Też wstaje na ostatnia chwile, kiedyś szykowałam sniadanie tylko dzieciom , zreszta odkąd skończył syn po 10 lat sam sobie robi sniadanie, gdy ogarniałam i karmiłam piersia najmłodsze, najstarszy robił sobie i siostrze sniadanie sam z siebie. Potem juz corka sibie tez sama robiła.
    Napewno nie czekałoby śniadanko na meza az wstanie.
    Za duzo inicjatywy ,a potem pretensje ze inni nie żyją tak jak ty bys chciała.
    Jakby mi dziecko nie wyszło do szkoły, to zostało by w domu ,ale na drugi dzien poleciało by na skrzydłach. Juz ja bym mu dzien umiliła.
    Sama musisz sobie zdobyć szacunek dzieci i je ogarnąć ,bo sobie z nimi nie radzisz. Nie wiem po co ludzie nie radząc sobie decydują sie na 3 bądź kolejne dziecko. Bo o ile przy jednym nie ma sie porównania to przy dwójce juz jakis obraz sytuacji masz.

    Idz do pracy zatrudnij nianie i sprzątaczkę i przestań tańczyc koło chłopa.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • domowapani 07.03.18, 11:04
    Te dzieci skarbie, mają ojca.... Ja na ich samodzielne wychowywanie nie godzilam...
  • 3-mamuska 07.03.18, 11:20
    domowapani napisał(a):

    > Te dzieci skarbie, mają ojca.... Ja na ich samodzielne wychowywanie nie godzila
    > m...

    Nie ale raczej Hm sama ich nie wychowujesz oczekują ze mąż zrobi to za ciebie...
    Bo jak tylko problem to lecisz do meza , czaly czas tak było ze tata wroci z pracy to ci pokaże ,da w „dupę” bo cały dzien jestes niegrzeczny?
    Jak to słyszę czasem to za głowię się łapie..

    A skarbie to chyba nie mnie ,bo twoim skarbem nie jestem złotko.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • domowapani 07.03.18, 11:36
    Nie. Nie jest tak. Ja wiem ze ty z pewnością jesteś chodzącym ideałem macierzyństwa, a respekt u dzieci wyrabialas sobie już będąc w ciąży. Mi wchodzą na głowę. No nie jestem dobra w wychowywaniu. Wspieram, gadam, słucham, opiekuje się i uczę, ale najczęściej wchodzą mi na głowę. Nikt nie jest idealny.
  • mamma_2012 07.03.18, 12:01
    No to popracuj nad tym. Postępowania z dziećmi można się nauczyć. Jeśli mąż daje sobie z nimi radę to z niego bierz przykład.
    Nie idziesz do szkoły, to zostań. Zejdzie tata wytłumaczysz mu co tu robisz, a jutro nauczycielce, bo zgłoszę, że to nieobecność nieusprawiedliwiona.
    Dziękuję za uwagę. Spakować kanapki czy nie?
  • barbibarbi 07.03.18, 12:03
    big_grin
    Brawo!
  • aankaa 07.03.18, 12:30
    no toś sobie nagrabiła
    będzie jeszcze gorzej jak najmłodsze dorośnie

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • semihora 07.03.18, 13:00
    domowapani napisał(a):

    > Nie. Nie jest tak. Ja wiem ze ty z pewnością jesteś chodzącym ideałem macierzyń
    > stwa, a respekt u dzieci wyrabialas sobie już będąc w ciąży. Mi wchodzą na głow
    > ę. No nie jestem dobra w wychowywaniu. Wspieram, gadam, słucham, opiekuje się i
    > uczę, ale najczęściej wchodzą mi na głowę. Nikt nie jest idealny.


    Tak trzymać. Serio. Nie musisz być ideałem, a już branie na serio tekstów tych forumowych pań "ja jestem najlepsza" byłoby szaleństwem i dobrze, że masz do tego dystans.

    --
    Nie mam serca do pilności, do piękności, do świętości - to zbyt wyszukany stan!
  • 3-mamuska 07.03.18, 16:58
    domowapani napisał(a):

    > Nie. Nie jest tak. Ja wiem ze ty z pewnością jesteś chodzącym ideałem macierzyń
    > stwa, a respekt u dzieci wyrabialas sobie już będąc w ciąży. Mi wchodzą na głow
    > ę. No nie jestem dobra w wychowywaniu. Wspieram, gadam, słucham, opiekuje się i
    > uczę, ale najczęściej wchodzą mi na głowę. Nikt nie jest idealny.


    Tu sie kochana mylisz, bo mam córeczkę z charakterem jak ty, tylko ona w wieku lat 9 buntowała się, ze musi isc z kimś do szkoły ,bo ona juz jest duza, ale angielskie prawo tego wymaga -asysty. Dzieci mamy podobnie syn -córka- syn z wpadki.
    Od forum tez mi sie dostało wiec spoko.
    Mąż wychodził do pracy o 5-6 rano i nie było ze zadzwonie do tatusia ,żeby pogadał z dziećmi lub ustawiał je jak wroci po 10 godzinach do domu i co od drzwi ma się drzeć ? Świetny obraz ojca kata.
    Dzieci , siedzenia w domu , i chceci zrobie sama, uczyłam samodzielności , przytulam ,słucham ,ocieram łzy , zniszę krzyk trzaskanie drzwiami z burza hormonów w tle.
    Ale dzieci też musza wiedziec ,ze sa monety w życiu ze nie ma wchodzenia matce na głowę.
    Dobrze wiedziały czym sie kończy kłótnia o pilota w sobotnie poranki i budzenie matki wtedy.
    Dobrze wiedza ,ze rano nie ma czasu na fochy a spóźnione one ponoszą konsekwencje w postaci kozy w szkole nie ja.Wiec mi „rybka „czy wyjdą na czas.

    Dzieci sie kloca co nie oznacza ze ty jestes złą matka, ale matka tez człowieka moze tupnąć noga a dzieci sie nie rozpadną przez to bo nie sa ze szkła i sa bardziej odporne niz nam sie zdaje.






    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • alin9 07.03.18, 20:15
    Nie nikt nie jest ideałem i to jest piękne.Wiedz jedno.Dzieci mają słuchać rodziców nie tylko jak ci są razem")
  • domowapani 07.03.18, 11:07
    Mam mu umilić dzień, ale za chwilę piszesz, że śniadanko to głupota... Niezła konsekwencja.
    Kiedy mam mu ten dzień w takim razie umilić?
    Czy chodzi ci tylko o "wieczór"?

    Ojciec powinien mieć realny wpływ na wychowanie dzieci.
    To po pierwsze.
    Zdarzają się ciąże nieplanowane.
    To po drugie.
  • 3-mamuska 07.03.18, 11:15
    domowapani napisał(a):

    > Mam mu umilić dzień, ale za chwilę piszesz, że śniadanko to głupota... Niezła k
    > onsekwencja.
    > Kiedy mam mu ten dzień w takim razie umilić?
    > Czy chodzi ci tylko o "wieczór"?


    Nic nie pisałam o umilaniu mu czasu , chyba ze cos złe zrozumiałaś.???? Gdzieś to wyczytała ze masz mu cos umilać?

    > Ojciec powinien mieć realny wpływ na wychowanie dzieci.

    > To po pierwsze.
    Ma wieczorem i ty tez masz miec realny wpływ na wychowanie dzieci, ale ty go nie masz skoro 9 latka wymyśla i musisz jechac 2 razy dłuzej niz ona idzie. Dostała by kopa na zapęd w drzwiach.
    Z komórka mniej bezpiecznie bo mógłby jak ktoś zaatakować z powodu kradzieży.
    > Zdarzają się ciąże nieplanowane.
    > To po drugie.

    To wiem bo sama tez byłam w takiej sytuacji.

    Ja jak wstaje to go nie budzę No chyba ze realnie potrzebuje pomocy przy autystycznym 10latku fizyczności siły do wyniesienia go siła do busa szkolnego.
    W innym wpadku maz spi.
    Gdy ja śpię on wstaje tez mnie nie budzi bo akurat on sam go wyniesie wiec nawet jak kryzys to on ma lepiej.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • domowapani 07.03.18, 11:38
    Aaa... I wszystko jasne... No żywcem do nieba pójdziesz...
  • alin9 07.03.18, 20:17
    Jakie szczęście,że nie jesteś moją żonąwink
  • 3-mamuska 07.03.18, 21:00
    domowapani napisał(a):

    > Aaa... I wszystko jasne... No żywcem do nieba pójdziesz...


    Kochana nie pójdę, bo ja nie piorę ciuchów mężowi ani starszemu ,sami sobie ograbiają.
    Koszul mu nie prasuje i śniadań dzieciom nie robię.
    Starszy syn wychodził do szkoły zanim ja z młodszymi wstałam z łóżka jak poszedł do gimnazjum , ba nawet mnie nie budził, pieniądze na lunch szkolny brał wieczorem , żeby cię mamo nie budzić i był z siebie dumny.
    Miał daleko jechał, chciał byc wcześniej ,miał lat 12 i był mega szczęśliwy ze mógł się wyrwać spod skrzydeł mamusi.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • barbibarbi 07.03.18, 10:39
    A jego praca to nie realna pomoc?
    W dupie się poprzewracało z dobrostanu, wstyd.
    Ja go rozumiem, niektórzy z rana nie funkcjonują, tak jak ja, jestem nieprzytomna z samego rana. Więc skoro on jednak zwleka się i jadzie do pracy, zarabia, spędza tam wiele godzin i jeszcze chce cię przytulić, to nie bredź babo niepracująca jaka jesteś zarobiona bo to herezje jakieś są.
  • domowapani 07.03.18, 10:44
    Nie jestem zarobiona, tylko osamotniona. To spora różnica. Ktoś kto pracę traktuje jak dobro nadrzędne, może nie potrafić tego zrozumieć.
  • barbibarbi 07.03.18, 10:48
    To może niech on pracę rzuci i będziecie razem wyprawiać dzieciaki do szkoły. Praca nie jest dobrem nadrzędnym, można ją pominąć wink
  • domowapani 07.03.18, 10:52
    Ty, madralinska, a jak wrócę do pracy, to będę mogła go prosić o zaangażowanie w poranne ogarnianie, czy też uzależniasz to od wielkości pensji?... 😡
  • barbibarbi 07.03.18, 11:09
    To wtedy niech on ogarnia, a ty będziesz spać dłużej. Ja rozumiem, że dzieciaki mogą być stresujące, ale on tak całkiem się nie odżegnuje od pomocy. Rozumiem też jak najbardziej, że praca zawodowa może być bardzo stresująca, człowiek chce mieć po pracy święty spokój żeby się zregenerować.
  • domowapani 07.03.18, 11:42
    Nie odpowiedziałaś na pytanie. Jak ja zarobie na waciki, to on nadal będzie miał prawo do bycia zestresowanym? I takiego tłumaczenia? Czy też stres mu w cudowny sposób minie tylko za przyczyną tego że ja też będę mieć wyższy poziom stresu? 😚😡
  • barbibarbi 07.03.18, 12:01
    Przeczytaj sobie swoje pytanie najpierw.

    Każdy ma prawo do stresu, jak pójdziesz do pracy też się będziesz stresować i chyba nie będziesz wzywać męża na pomoc. A jak on nie będzie pracował, to jego pracą będzie dom i uczciwie byłoby dać pospać żonie dłużej, nawet jeśli ogarnięcie dzieci rano jest stresujące.
  • domowapani 07.03.18, 12:05
    Twoja logika nie ma za grosz logiki 😁
  • jola-kotka 07.03.18, 12:13
    Ma tylko ty nie chcesz tego przyjac do wiadomosci
  • alin9 07.03.18, 16:09
    Twoja logika też jest powalająca i smutna.
  • alin9 07.03.18, 16:09
    To do domowej było.Źle się wkleiło.
  • jola-kotka 07.03.18, 11:40
    A jak maz by wychodzil do pracy o 6 tez bys byla osamotniona. Sory jednak zrobienie sniadania to nie jest to samo co codziennie isc do pracy. Zeby isc pracowac to trzeba byc wypoczetym no tak to dziala bo mozna szybko nawalic pracy nie miec i co gorsze jeszcze narobic sobie i rodzinie problemow. Moje zdanie jest takie ze grubo przesadzasz. Jeszcze robisz z dzieci karte przetargowa szantazujesz meza ktory nie stosuje przemocy wobec dzieci ze zaraz bedziesz sie drzec i masz pretensje ze on tego nie robi. No kurde cos tu nie halo i to grubo. To prasujesz te koszule czy pralnia to robi bo sie pogubilam? Przestan prasowac. Dkoro nie moze dlugo zasnac co nie jest jego wina wiem to po sobie ze to nie zalezy od czlowieka ma czas zeby sobie ta swoja super stacja wyprasowac. Ale daj mezowi odpoczac bo on chodzi do pracy. Jest od przyjemnosci? Odrabianie lekcji z dziecmi to przyjemnosc? Pytam bo nie wiem.
  • domowapani 07.03.18, 11:44
    Jolanta to nie twój wątek. Jakby wychodził na 6, to by kończył o 14, ja nie mogłabym być w domu, też bym na jakiejś kasie zaiwaniala i poziom stresu byśmy mieli oboje taki, że czytalibysmyy domowapania i myslelibysmy jak ma w tyłku poprzewracane.
  • jola-kotka 07.03.18, 12:10
    Zabawna jestes a wiesz ze sa tacy co wychodza o 6 i wracaja o 19 i ich dzieci do szkoly nie chodza bo nie maja rano motywacji ze strony ojca ? Ciekawe
  • aerra 07.03.18, 11:51
    Miałaś przecież zniknąć z forum. Na pół roku.
  • alicia033 07.03.18, 12:52
    aerra napisał(a):

    > Miałaś przecież zniknąć z forum. Na pół roku.

    masz nieaktualne wiadomości, aerra.
  • claudel6 07.03.18, 13:55
    ale wy przerzucacie między sobą obowiązki, które wam obojgu są niemiłe. po co? zatrudnijcie kogoś, kto będzie to robił za was, można nawet zatrudnic kogoś, by przychodził na 2 godziny rano, wyprawić dzieci do szkoły i zrobić wszystkim śniadanie.
    ja się nie dziwię Twjemu męzowi, ze nie chce wstawać wcześniej rano niż musi...ja mam tak samo.
  • domowapani 07.03.18, 13:59
    Claude. Gdzie przerzucamy? W którym miejscu to przeczytałaś?
  • claudel6 07.03.18, 17:02
    no teraz juz wiem, że chodzi o wychowanie dzieci, a nie ich ogarnięcie (śniadanie, odprowadzenie do szkoły), a tego sie nie da przerzucić na obce osoby.
    musisz sobie odbudowac autorytet w domu u wszystkich.
  • 3-mamuska 07.03.18, 16:26
    Twjemu męzowi, ze nie chce wstawać wcześniej rano niż musi...ja mam tak samo.


    Tez by mi sie nie chciało gdybym miała wstać tylko po to aby dzieci ustwic do pionu.
    Wszak parter to dorosła osoba i jak zostawiam dzieci pod opieka osoby dorosłej to oczekuje ze bedzie sobie z nimi radzić.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • alin9 07.03.18, 16:06
    Można być osamotnioną pracując i nie pracując.To nie są powiązane funkcje.
  • butch_cassidy 07.03.18, 10:46
    No ale nawet jeśli sytuacja Autorki wydaje się komfortowe, to nie znaczy przecież, że ma mieć uśmiech przyklejony od ucha do ucha 24/24.

    Sama bym dała już spokój z rana temu mężowi, ale to ja. Dochodzi fakt, że niewyspany podkurzony mąż może być średnią pomocą w czymkolwiek. Znam takiego co w takiej sytuacji więcej afer by wygenerował niż załagodził i to nawet nie z żadnej złośliwości wink
    Za to jeśli tata ma autorytet, to może niech po powrocie z pracy towarzystwo do pionu ustawi, żeby słuchali matki i nie robili afer z samego rana.
  • domowapani 07.03.18, 10:49
    Butch. Ja bym to spanie zalała, gdyby nie te poranne uzeranie z dzieciakami. 12 i 9 lat. Okres wiecznej wojny. Potrzebuję go, żeby w to wkroczył. Od ferii to jest jak taka iskierka, która się tli tli i dzisiaj je but.
  • butch_cassidy 07.03.18, 10:51
    A on gadał z dziećmi? Zagroził jakimiś sankcjami smile jeśli nie zmienią zachowania?
    Czy zakładasz po prostu, że jedynym wyjściem jest jego obecność przy śniadaniu? Może jest, tyle że jak on nie chce, to trudno wyegzekwować...
  • domowapani 07.03.18, 10:55
    Zaczął od du.y strony i zamiast zejść i "zmotywować" córkę do wyjścia, to wygodniej mu było zawołać do łoża syna, który był na górze i który zaczynał zajęcia później, a czas leciał. 7.50 wzięłam córkę za łachy i zawloklam (nie dosłownie) do auta.
    Jak wróciłam, nadal debatowal sennie ze starszym.
    Tak, on gada z nimi popołudniu...
    Tylko że rano one wiedzą, że on śpi! Więc się rozkręcają.
  • butch_cassidy 07.03.18, 11:02
    No ale to że śpi, to ich chyba nie rozgrzesza. Przecież może się dowiedzieć od Ciebie, co odstawiają. Wy zapewne również ze sobą rozmawiacie, także o wychowywaniu dzieci smile

    Jak on się w ogóle zapatruje na wcześniejsze wstawanie? To nie jest z Twojej strony walka z wiatrakami?
  • domowapani 07.03.18, 11:10
    Powiedział, że się postara...
  • butch_cassidy 07.03.18, 11:18
    No to może tak będzie i sprawa się rozwiąże smile
  • mamma_2012 07.03.18, 11:05
    To może zacznij od opanowania dzieci, bo to co piszesz o zachowaniu córki wygląda słabo.
  • karen_ann 07.03.18, 11:24
    Taaa Dodatkowo nadawanie etykietek dzieciom typu leń też słabe. Fajnie o tym pisze klasyk Faber " Jak mówić zeby dzieci słuchały."
    Mam odczucie ze wogóle chcesz zeby on facet się domyślił co ty chcesz. Slowa mógly ryknąć na dzieci itd.
    Jak forumka zapytała jakie chcesz wsparcie nie odpisałaś. Powiedz mu czego oczekujesz i zobaczysz co dalej. Faceci się nie domyślają wcale.
    Do tego na samotność idz moze na kawkę z jakąś kumpelą? Siłka, joga i stres znika a ty gibka i zrelaksowana. Co chcieć więcej od zycia?
  • domowapani 07.03.18, 11:50
    Odpisałam i to kilkukrotnie. Ze chodzi mi tylko o wsparcie właśnie w takich sytuacjach jak dzisiejszy poranek. Żeby zszedł i kilka dni z rzędu sam zobaczył / usłyszał scenariusz porankow. Żeby zareagował odrazu, kiedy mu mówię (dzwoniłam do niego rano), że sobie nie mogę poradzić sama.
    Nie oczekuję natomiast przejęcia, czy nawet partycypacji w obowiązkach typowo domowych.
    Te akurat traktuje jak swoją obecną pracę.
    Wychowanie dzieci należy do obojga.
    To wszystko.
  • karen_ann 07.03.18, 12:00
    Może zrobcie burze mózgów rodzinną? Usiadzcie razem z dziećmi pogadajcie co mozecie wspólnie polepszyć zeby rano było bez stresu.Dzieci czasem
    lubią meć wplyw na sytuację coś podpowiedzą.

    Moze zaproponuj facetowi ogarnianie co ktoryś dzień starszaków.
  • domowapani 07.03.18, 12:07
    Dobry pomysł. PS. One nie potrzebują ogarnięcia. One potrzebują nadzorcy - takiego porannego audytu zewnętrznego wink
  • zla.m 07.03.18, 16:45
    Niekoniecznie. Możliwe, że zostawione same sobie z robieniem śniadań i wyjściem do pracy, ogarnęłyby się lepiej. Tylko to nie może być zostawienie na zasadzie: "no, teraz się doczekaliście, smarkacze przebrzydłe" tylko: "jesteście już duzi, ufamy wam, uważamy za samodzielnych. Spróbujcie przejąc na siebie część porannych spraw, bo tata do pracy/śpi a mama ma dużo spraw z najmłodszym". I może tak "zmanipulowane" dzieci zgodnie i szybko szły by do szkoły.

    --
    Odkąd dostałem ostatni rachunek za prąd jestem amiszem.
  • aankaa 07.03.18, 13:25
    domowapani napisał(a):

    Żeby zareagował odrazu, kiedy mu mówię (dzwoniłam do niego rano), że sobie nie mogę poradzić sama.

    z parteru na piętro, do sypialni ? big_grin

    niektórzy to mają fantazję

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • domowapani 07.03.18, 13:46
    Raczej ułatwiają sobie życie.
    Masz wybor:
    - drzesz się z dołu, wiedząc o zamkniętej sypialni
    - maszerujesz na górę, zostawiając wszystko
    - dzwonisz...
  • alpepe 07.03.18, 10:58
    łe, pannica 9 lat i takie histerie uprawia? No to tylko to jasnowidzenie ją usprawiedliwia. A tak w ogóle to przecież to już duże dzieciaki, ten dwunastolatek to jakiś nieogar, że nie może jej olać?

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • pade 07.03.18, 12:26
    alpepe napisała:

    > łe, pannica 9 lat i takie histerie uprawia? No to tylko to jasnowidzenie ją usp
    > rawiedliwia. A tak w ogóle to przecież to już duże dzieciaki, ten dwunastolatek
    > to jakiś nieogar, że nie może jej olać?
    >
    Tiaa, nieogar. Nie masz dzieci, że takie głupoty piszesz?



    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • alpepe 07.03.18, 14:13
    Doczytaj, mam dwie córy, 16 i 11 w tym roku, z tym, że wychowywałam i wychowuję je praktycznie sama, więc nie ma, że się nie słuchają.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • asia_i_p 07.03.18, 13:40
    Ale to jest dokładnie ten wiek! Rodzinne opowieści głoszą, że właśnie w tym wieku mój stryjek wychodząc do szkoły obwieszczał matce, że ma przeczucie, że po drodze upadnie. I za pięć minut wracał ubłocony od stóp do głów smile .

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • alpepe 07.03.18, 14:14
    fajny wujek, pozdrów ode mnie, ja jako niespełna dwulatka mówiłam: lecę i leciałam, nieważne, w kałużę, na szkło, do tyłu i na głowę, jak ktoś mnie nie złapał, to ups.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • kanga_roo 07.03.18, 11:08
    też mam dzieciaki 9 i 12 lat, i owszem, przy mnie pozwalają sobie na więcej, niż przy tatusiu, ale nie przyszłoby mi do głowy, żeby tak otwartym tekstem (przy dzieciach) mówić, że to on musi ich ogarnąć, bo ja sobie nie radzę.
    mój starszy też czasem się buntuje, że ma jechać do szkoły razem z młodszą (i vice versa), ale ja bywam nieugięta, kiedy rzeczywiście nie ma innej opcji, a z drugiej strony odpuszczam, kiedy mam możliwość. staram się ich wyczuć, a oni doceniają, że czasem idę im na rękę. z drugiej strony oni często idą na rękę mnie. no i dzieciom cały czas tłumaczę, że jak będą dorosłe, to mogą nawet zerwać ze sobą (czy z nami) kontakty, teraz jesteśmy rodziną i mamy wobec siebie zobowiązania.
    a z mężem nie możesz się umówić, że w niektóre dni ogarnia dzieci rano, a w inne po południu? nam bardzo pomaga, że zajęcia dodatkowe czy zawożenie/odbieranie dzielimy między siebie. dzieciom też to dobrze robi, czasem mama więc jest luz, czasem tata więc jest porządek smile
  • domowapani 07.03.18, 11:12
    Ja lubię to ogarnianie. Nie lubię jazgotu dzieci i tego, że w sytuacji kryzysowej on woli "porozmawiam z nimi wieczorem". Oczekuję, że się ruszy i przypomni o swojej obecności.
  • 3-mamuska 07.03.18, 11:23
    domowapani napisał(a):

    > Ja lubię to ogarnianie. Nie lubię jazgotu dzieci i tego, że w sytuacji kryzysow
    > ej on woli "porozmawiam z nimi wieczorem". Oczekuję, że się ruszy i przypomni o
    > swojej obecności.


    🤣🤣🤣🤣🤣

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 3-mamuska 07.03.18, 11:24
    domowapani napisał(a):

    > Ja lubię to ogarnianie. Nie lubię jazgotu dzieci i tego, że w sytuacji kryzysow
    > ej on woli "porozmawiam z nimi wieczorem". Oczekuję, że się ruszy i przypomni o
    > swojej obecności.
    Jak rozmawiał z synem to tez było złe . Zdecyduj sie kobieto.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • domowapani 07.03.18, 11:52
    Laska, ty masz ewidentny problem ze zrozumieniem słowa czytanego. Źle, bo zaczął od pogadanki z dzieckiem, z którym był czas porozmawiać później. W tej danej chwili problemem było to, że drugie dziecko wymagało NATYCHMIASTOWEGO źródła motywacji do wyjścia z domu.
  • mdro 07.03.18, 12:24
    Sorry, ale jeśli nie umiesz porozumieć się z 9-latką nt. wyjścia do szkoły, to z Tobą jest coś nie tak. Jeśli stawia opór, można ją raz odwieźć (ale nie na zasadzie "ja tutaj nie wysiądę", tylko konkretnie się umówić, że wyjątkowo cię podwożę i ja decyduję, gdzie wysiadasz), albo nawet pozwolić jej wyjątkowo nie iść do szkoły (co chyba w waszych warunkach problemem nie jest).

    My idealnymi rodzicami nie jesteśmy i IMO mąż miał za mały wkład w wychowanie naszych dzieci (co zapewne było skutkiem uwarunkowań wyniesionych z domu), ale z dziećmi w takim wieku naprawdę można się już dogadać jak z ludźmi...

    --
    "Tabliczka [czekolady] kosztuje prawie 30 zł za 50 gram. Dołożyć trochę można i lodzik u tirówki będzie" - biceps_of_steel vel józek na forum emama
  • 3-mamuska 07.03.18, 16:41
    domowapani napisał(a):

    > Laska, ty masz ewidentny problem ze zrozumieniem słowa czytanego. Źle, bo zaczą
    > ł od pogadanki z dzieckiem, z którym był czas porozmawiać później. W tej danej
    > chwili problemem było to, że drugie dziecko wymagało NATYCHMIASTOWEGO źródła mo
    > tywacji do wyjścia z domu.


    Laska to ty masz problem ,ze dziecko cie nie słucha ,
    Musiało właśnie, ono musiało nie ty ,ojciec i święty Piotr , tylko ono ,nie wyszłoby byłoby spóźnione i poniosłaby konsekwencje.
    Brzmisz ze swoimi” laskami i skarbami „ jak patologia z flacha na stole i petem w gębie. To i nie dziwne ze dzieci maja problem z zasadami 🤪😋😜
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • kanga_roo 07.03.18, 11:30
    jak lubisz, skoro nie lubisz. dzieci tak mają, że się kłócą. to w sumie trening umiejętności społecznych, wiesz.
    no i, bez obrazy, ale Ty jesteś taka niesamodzielna, że maż musi się ruszyć i przypomnieć o swojej obecności?!
  • alpepe 07.03.18, 11:54
    pewnie próbuje odtworzyć sytuacje z dzieciństwa, matka Polka plus autorytarny ojciec.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • domowapani 07.03.18, 11:59
    🤔 no coś w tym jest
  • kanga_roo 07.03.18, 12:15
    idę o zakład, że dzieci by wolały nie dostać "śniadania na ciepło" i kanapek do szkoły, ale mieć rano w domu spokój zamiast histerycznej matki, która robi sceny.
    wiem, bo sama się czasem rano nakręcam, i widzę, że dzieci wolą się ogarniać i wychodzić same, niż dołączać do moich faz (no ale ja muszę zdążyć do pracy, i przyznaję się bez bicia, że mi to nie wychodzi).
  • domowapani 07.03.18, 12:21
    Ale one się nie kłócą ze mną, tylko między sobą. Ja sobie czekalam. Od czasu do czasu grzecznie i spokojnie upominajac o zaprzestanie konfliktu. Po 10 minutach zadzwoniłam do męża i spytałam czy zejdzie i coś zrobi, czy mam użyć magii mego głosu.
    I dopiero po 5 minutach od wykonania telefonu, przystąpiłam do szturmu.
    Teraz już naprawdę uciekam.
  • mamma_2012 07.03.18, 12:27
    To zrób to pyszne, ciepłe śniadanko, kanapki połóż przy plecakach, zabierz malucha na poranny spacer i wróć jak dzieci wyjdą do szkoły. A Ty z mężem, jak już towarzystwo zniknie, przewietrzona wypijesz poranną kawę. Jak będzie za głośno to sam zejdzie, jak nie to chyba się nie pozabijają, a pójdą do szkoły.
  • mdro 07.03.18, 13:08
    "Ja sobie czekalam. Od czasu do czasu grzecznie i spokojnie upominajac o zaprzestanie konfliktu"
    Jak rany, "grzecznie i spokojnie upominanie o zaprzestanie konfliktu" to najszybsza droga do jego eskalacji... Po prostu się w ich kłótnie nie mieszaj, do niczego nie jesteś im tam potrzebna, a wszelkie dogadywanie z boku tylko podsyca kłótnię. Jeśli przekraczają jakieś granice, interweniuj na zasadzie "ma być spokój, przesadziliście", resztę puszczaj mimo uszu. I pisze Ci to osoba, której dzieci kłóciły się regularnie i zawzięcie, odkąd nauczyły się mówić wink. I daruj sobie te "ciepłe śniadanka" i ogranicz wszelką pomoc "dzieciątkom" do minimum. Duże są.

    --
    "Tabliczka [czekolady] kosztuje prawie 30 zł za 50 gram. Dołożyć trochę można i lodzik u tirówki będzie" - biceps_of_steel vel józek na forum emama
  • black.emma 07.03.18, 16:02
    Nie uważasz, ze interwencja męża jeszcze bardziej podkopie twój autorytet?
  • aankaa 07.03.18, 20:44
    ależ autorka nie ma żadnego autorytetu
    co tu podkopywać ?

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • joanna_poz 07.03.18, 11:01
    niczego nie umniejszając jego pracy:
    jesli on wstaje dopiero przed 9, to w pracy jest ok. 10.
    a jesli w domu jest 17:30, to znaczy że ją konczy ok. 16:30 - 17.
    pracuje wiec 7 godzin. może i ciężko, pewnie stresująco.

    nie mowię, że powinien wstawac o 6 i razem ręka w ręke robic razem śniadanie.
    ale tę koszulę to naprawde móglby sobie wyprasowac sam. 5 minut roboty.

  • domowapani 07.03.18, 11:20
    No właśnie uncertain wiem, że często siedzi nad czymś wieczorem, jest na telefonie itd, ale ja nigdy nie umialabym traktować swojej pracy jako ucieczki od pewnych obowiązków. Twierdzi, że nie umniejsza moich obowiązków i nie stopniuje ważności mojego i jego wkładu w "dom", ale ciągle o tym stresie słyszę i strasznie mnie to irytuje.
  • pade 07.03.18, 12:35
    Być może Twój mąż doskonale wie ile wysiłku potrzeba, żeby ogarnąć dom i trójkę dzieci, dlatego przypomina swój wkład w postaci zarobionych pieniędzy i stresu, niejako się tłumacząc. Czyli, wiem żono, że Ci ciężko, ale mnie też, a może nawet bardziej, w związku z czym nie oczekuj ode mnie...itd.
    Shel, Ty masz za mało siły w sobie. Takiej psychicznej. Na to, żeby pewne rzeczy olać, a inne doprowadzić do końca.
    Owszem, mąż zapracowany, ale Ty też nie leżysz i nie pachniesz. Niby traktujesz obowiązki domowe jak pracę, ale z drugiej strony zachowujesz się tak, jakbyś nie miała prawa niczego od męża oczekiwać.
    Tylko zastanów się jakie konkretnie masz oczekiwania. Bo jak dzieci widzą, że Ty sobie nie radzisz, a widzą, to osłabiasz swój autorytet, nie męża. I to Ty musisz na tym polu zrobić porządek. A mąż ma z Tobą współuczestniczyć w wychowaniu, a nie wyciągać konsekwencje za Ciebie, bo Ty się boisz. Czego się boisz? Że skrzywdzisz dzieci? Myśląc w ten sposób kręcisz na siebie bat. One nie będą Cię szanować a na dodatek mogą zacząć Cię testować na ile jeszcze mogą sobie pozwolić i wtedy będzie Ci naprawdę ciężko.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • ummamir 07.03.18, 12:40
    "Owszem, mąż zapracowany, ale Ty też nie leżysz i nie pachniesz. Niby traktujesz obowiązki domowe jak pracę, ale z drugiej strony zachowujesz się tak, jakbyś nie miała prawa niczego od męża oczekiwać."

    ale jaki zapracowany prosze cię, zwleka sie z wyra ok.9.00 dopiero z roboty czyli pewnie ok 10 jest w pracy, wraca o 18, gdzie tu zapracowanie?Biedaczek zasnąc nie może wieczorem dlatego rano niewyspany...ale czekaj zasnac nie moze bo pewnie spi za dlugo ranosmile autorka za to na nogach od 7i jak znam życie to zaiwania całodobowo.
  • mamma_2012 07.03.18, 12:50
    Przyznasz, że to samo napisałabyś, gdyby to matka wylegiwała się przed pracą do 9.00, a ojciec wparował do sypialni, żeby zeszła ogarnąć dzieci, bo on sobie rady nie daje?
    Napisałabys takiej forumce, żeby ruszyła zadek i poszła pomoc mężowi, no on jeszcze potem musi obiad ugotować, posprzątać i zrobić zakupy, a ona sobie pójdzie do pracy, gdzie jest cisza i spokój?
  • alin9 07.03.18, 17:54
    ale jaki zapracowany prosze cię, zwleka sie z wyra ok.9.00 dopiero z roboty czyli pewnie ok 10 jest w pracy, wraca o 18, gdzie tu zapracowanie?Biedaczek zasnąc nie może wieczorem dlatego rano niewyspany...ale czekaj zasnac nie moze bo pewnie spi za dlugo ranosmile autorka za to na nogach od 7i jak znam życie to zaiwania całodobowo.

    Czy Ty pracujesz?Nie da się porównać pracy etatowej z pracą w domu.Każda ma swoje plusy i minusy
  • ummamir 07.03.18, 18:18
    Owszem pracuję, macierzyńskie to była orka na ugorze, mąż też pracuje, ma odpowiedzielna i dobrze płatną pracę, tez wraca ok.18, ale wstaje o 6 i ogarnia młodszego i zawozi do żłobka.Aha jak ostatnio siedział sam z dwójką w domu w czasie przerwy świątecznej to był wykończony wieczorem bardziej niż po pracy.
  • alin9 07.03.18, 20:44
    Owszem pracuję, macierzyńskie to była orka na ugorze, mąż też pracuje, ma odpowiedzielna i dobrze płatną pracę, tez wraca ok.18, ale wstaje o 6 i ogarnia młodszego i zawozi do żłobka.Aha jak ostatnio siedział sam z dwójką w domu w czasie przerwy świątecznej to był wykończony wieczorem bardziej niż po pracy.


    To cieszę się,że wypowiada się osoba,która coś o tym wie.Tylko,że to co opisujesz to normalka przy obojgu pracujących rodziców zawodowo.Autorka mam wrażenie nie rozumie,że praca zawodowa jednej osoby to większe ogarnianie pracy w domu.
  • zla.m 07.03.18, 16:49
    Może w nocy odwalić prasowanie, dla całej rodziny, skoro i tak spać nie może, a leczyć tej przypadłości nie zamierza. Więc niech się ona na coś przyda.

    --
    Odkąd dostałem ostatni rachunek za prąd jestem amiszem.
  • ummamir 07.03.18, 11:09
    sorry ale wymówka że niektórzy z rana nie funckjonują to jakieś przedszkole jest.Pytanie czy pan mąż zacznie funkcjonowac rano jak autorka pojdzie jednak do pracy. Mó mąż tez nie funckjonował rano....przed dziećmi, ledwo do roboty zdążał.Teraz pieknie ogrania rano poranny jazgot i logistykę, bo ja z kolei ograniam jazgot popołudniowy. do wszystkiego można się przyzwyczaić.
  • barbibarbi 07.03.18, 11:21
    Są ludzie skowronki i sowy. I już. I to się nie zmienia przez całe życie, ja jestem sową i od dziecka miałam problemy ze wstawaniem rano, no ale przecież jakoś chodziłam do szkoły na 8 a czasami wcześniej. Zawsze było to z wielkim bólem i półprzytomna. Taka jestem, nienawidzę rano gadania, radia, rozmów, nikt najlepiej niech się do mnie nie odzywa. A mój mąż skowronek od rana by gadał i świergotał, chodził spać z kurami, bo wieczorami on jest nie do życia. Taki typ ludzki i nic nie poradzisz, trzeba to starać się uszanować i jakoś wzajemnie uzupełniać. Gdyby ten mąż domowejpani nie pracował, to nie ma przeproś, niech wstaje i ustawia młodzież, ale on pracuje, to moim zdaniem jeśli tak potrzebuje tego snu, to niech ma.
  • 3-mamuska 07.03.18, 11:32
    ummamir napisała:

    > sorry ale wymówka że niektórzy z rana nie funckjonują to jakieś przedszkole jes
    > t.Pytanie czy pan mąż zacznie funkcjonowac rano jak autorka pojdzie jednak do p
    > racy. Mó mąż tez nie funckjonował rano....przed dziećmi, ledwo do roboty zdążał
    > .Teraz pieknie ogrania rano poranny jazgot i logistykę, bo ja z kolei ograniam
    > jazgot popołudniowy. do wszystkiego można się przyzwyczaić.


    Ale autorka lubi to ograbienie, sama napisała.
    Robi śniadanko mężowi , leci z corka 2 razy dłuzej autem bo dzieciątko trza zawiść choć 3 kroki szybciej nogami by było.
    Ona tylko potrzebuje tarczy jak dzieci nie słuchają a tak naprawde dzieci powinny słuchać ja lepiej niz ojca którego widza mniej
    On ogrania je wieczorem ona rano taki podział. On pracuje zawodowo ona domowo.

    Rozumiem ,ze moze byc zmęczona ,ze siadły jej nerwy, ale winić meza ,ze corka jęczy i duza panna focha ma ,bo do szkoły nie pojdzie to sorry to jest dopiero przedszkole.

    I mąż rozmwiał z synem zeby poszedł z siostra to nie mamusi złe i nie tak to robi i uniosła sie honorem i wybrała dłuższa drogę do szkoły autem zamiast „nogami” poleciec , bo szybciej bez korków i nerwów.

    Tak po namyśle to:
    Zanioslabym młodsze do sypialni do taty, powiedziala ze corka mnie potrzebuje ,i poszła z corka nóżkami i jeszcze se z nia pogadała po drodze , bo najwidoczniej chce troche matki dla siebie wykroić z czasu 2.5 letniego rodzenstwa.
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • kanga_roo 07.03.18, 11:36
    3-mamuska, zgadzam się w 100%
  • domowapani 07.03.18, 11:55
    Taka mądra jesteś, bo przy autystyku się musiałaś tak narobić, że teraz to każdy problem ze zdrowym dzieckiem wydaje ci się fanaberia. Nie lubię cię.
  • alicia033 07.03.18, 13:03
    domowapani napisał(a):

    > Nie lubię cię.

    mam tsy latka, tsy i pół...
    Całe szczęście, że fto forum nie piaskownica, bo trzepnęłabyś 3mamuśkę wiaderkiem i sypnęła piaskiem w oczy, shellerka.

  • afro.ninja 07.03.18, 13:41
    To było chamskie, a dziewczyna mądrze napisała, co powinnaś zrobić.
  • 3-mamuska 07.03.18, 20:24
    domowapani napisał(a):

    > Taka mądra jesteś, bo przy autystyku się musiałaś tak narobić, że teraz to każd
    > y problem ze zdrowym dzieckiem wydaje ci się fanaberia. Nie lubię cię.

    Kocha lubić mnie nie musisz serio , mam 2 nastolatków które sie kłócili i kloca autystyk nie ma tu nic do rzeczy bo musze byc matka dla nich jak ty dla swoich.

    Ale moja mama zawsze mi powtarzała ojciec i matka musza umieć obsługiwać i niemowlaka i szkolniaka i nastolatka.
    Razem czy osobno na każdym etapie jest sie rodzicem.

    Obejrzyj kobiety mafii wątek o blondynce.
    Mam takie skojarzenia wobec ciebie.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • pade 07.03.18, 12:01
    barbibarbi napisała:

    > A jego praca to nie realna pomoc?
    > W dupie się poprzewracało z dobrostanu, wstyd.
    > Ja go rozumiem, niektórzy z rana nie funkcjonują, tak jak ja, jestem nieprzytom
    > na z samego rana. Więc skoro on jednak zwleka się i jadzie do pracy, zarabia, s
    > pędza tam wiele godzin i jeszcze chce cię przytulić, to nie bredź babo niepracu
    > jąca jaka jesteś zarobiona bo to herezje jakieś są.

    Pogięło Cię totalnie. Kobieto! Praca zarobkowa jest dużo łatwiejsza i przyjemniejsza niż ogarnianie fochów dzieci. W pracy możesz mieć ewentualnie durnowatego szefa czy współpracowników, ale to są obcy ludzie, można ich olać. Z dziećmi nie ma tak łatwo.
    Dziecku nie powiesz: mam Cię dość, zmieniam tę rodzinę na inną. A kiepską pracę możesz zmienić.
    Praca domowa jest najupierdliwsza na świecie, bo efekty tej pracy znikają w tempie ekspresowym. Jest powtarzalna, nudna, monotonna. Nikt Cię za nią nie pochwali, nikt nie awansuje ani nie da premii. A trzeba ją wykonywać. Dzień po dniu i w weekendy.
    Wychowywanie dzieci to nie realizowanie projektu w przestronnym biurze przy latte, tylko cierpliwe wysłuchiwanie, tłumaczenie, ostrzeganie, wyciąganie konsekwencji, martwienie się, pilnowanie, a przy młodszakach obsługa non stop.
    Tak więc mąż autorki ma lajcik w porównaniu do niej. Owszem, daje wkład w rodzinę, jest zmęczony, nikt mu tego nie odbiera. Ale podział: ja jestem od pracy, a TY od domu i dzieci i jak chcesz to idź do pracy, ja zatrudnię pomoc do sprzątania i Cię przytulę jak będzie trzeba, to może sobie w pupę wsadzić.
    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • jola-kotka 07.03.18, 12:12
    Ale czemu pomoc domowa to zly pomysl?
  • pade 07.03.18, 12:43
    Bo sprzątanie Jolu to nie ogarnianie całej logistyki domowo-dziecięcej. Czasem lepiej posprzątać niż rozdzielić dwoje kłócących się nastolatkówsmile
    Kiedyś, lata temu dostałam zadanie: wypisać wszystkie czynności jakie robię w domu i przy dzieciach. Zabrakło mi kartki A4, a nie dopisałam tam tego, co miałam bez przerwy w głowie: czyli planowania, organizowania w taki sposób, żeby czasu na wszystko starczyło.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • jola-kotka 07.03.18, 23:51
    Pomoc domowa to nie tylko sprzatanie, pranie, prasowanie itd. To zakupy, obiady, pomoc we wszystkim o co poprosisz przy odpowiednim szacunku w obie strony.
  • barbibarbi 07.03.18, 12:12
    No nie wiem. Ja w życiu ogarniałam dziecko i pracowałam także. Nie każda praca jest odpoczynkiem, to raczej szczęściarze mają taki przywilej. Miewałam takie prace, że absorbowała mi głowę dzień i noc, ciągle coś, odpowiedzialność, tempo, strach że nie zdążysz i zawalisz, stres, stres, stres, terminy, niezrealizowane plany, masakra. Dom i dziecko przy tym to oaza odpoczynku i spokoju. Tylko że ja nigdy nikomu nie wyprasowałam koszuli, nigdy, żadnemu facetowi, nawet mi to do głowy nie przyszło. Śniadanie mężowi robię od wielkiego dzwonu a dziecko je co mu dam, a jak nie to samo sobie robi, albo nie je wcale. Jeśli córka ma fochy, to raczej przy mężu, bo ja jestem bardziej stanowcza i wymagająca, ona wie, że mną się nie da manipulować. No i mam łatwiej, dom i dziecko to oaza spokoju i odpoczynku.
  • pade 07.03.18, 12:38
    Widzę, że nie wiesz. Brakuje Ci wyobraźni po prostu. Jedno dziecko to nie trójka. A wystarczy, ze z jednym są problemy wychowawcze a z drugim zdrowotne, wtedy trzecie w normie nie jest żadną ulgą, bo roboty jest po pachy.


    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • barbibarbi 07.03.18, 12:48
    Pewnie, że jedno to nie trójka. Ale brakiem wyobraźni jest też twierdzenie, że praca zarobkowa jest dużo łatwiejsza i przyjemniejsza niż ogarnianie fochów dzieci. Chyba w budżetówce, i to nie każdej. Weź sobie za przykład kasjerkę w markecie, ja bym wolała jednak zostać w domu, nawet z trójką dzieci. Weź tirowca, handlowca który robi kilkaset kilometrów dziennie, pracę w fabryce przy taśmie i milion różnych prac wymagających odpowiedzialności za innych, albo wyczerpujących fizycznie lub psychicznie. Nie każdego szefa da się olać, wredoty ludzi też nie olejesz tak łatwo. Wybacz, ale śmieszne jest to twoje twierdzenie, nie każda praca to praca za biurkiem 8 godzin w Urzędzie Pracy.
  • pade 07.03.18, 12:51
    Twierdzenie, że autorce się poprzewracało, bo ona ma lajcik, a mąż taki uchetany, napisane przez matkę jednego dziecka, którego ojciec najwidoczniej bierze aktywny a nie bierny udział w wychowaniu, też jest śmieszne. I to bardzo śmieszne.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • barbibarbi 07.03.18, 13:40
    Tam jest troje dzieci, ale 2 to szkolne dzieci. Dużą część dnia spędzają w szkole, no bez jaj, to nie są roczniaki czy 3 latki. Ja nigdy nie miałam z dzieckiem kłopotu, więcej pracy było jak była maleńka ale odkąd chodzi do szkoły, nie trzeba odprowadzać to jest luzik. LUZIK. Takie dziecko samo się ogarnia. A i ja byłam niepracującą panią domu jedynie może przez 2 lata, sama z małym dzieckiem w domu, mąż pracował, a ja się NUDZIŁAM, bo cóż to jest przygotować coś do jedzenia, zmienić pieluchy, pobawić się z dzieckiem, dać jeść, potem śpi, znowu jeść, posprzątać trochę, spacerek - luzik i sama przyjemność z takim maluchem. Demonizujecie to siedzenie z dziećmi, to nie są kamieniołomy. Ale jak słyszę i widzę dziecko sąsiadki jak ciągle się drze, na schodach się pręży i każe się wnosić na rękach, rzuca w rodziców kanapkami na spacerze, zwiewa z wózka, non stop drze ryja - to ja rozumiem, że to może być katorga. Pytanie tylko, taki to wybrakowany egzemplarz dziecka, czy brak umiejętności postępowania z dzieckiem? Ja obstawiam to drugie.
  • pade 07.03.18, 15:48
    No właśnie, "ja miałam spokojne dziecko i luzik, więc jak inni nie mają spokojnych dzieci i luziku to to jest ICH wina". Brak mi słów dla tak ograniczonego myślenia.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • 3-mamuska 07.03.18, 21:16
    pade napisała:

    > No właśnie, "ja miałam spokojne dziecko i luzik, więc jak inni nie mają spokojn
    > ych dzieci i luziku to to jest ICH wina". Brak mi słów dla tak ograniczonego my
    > ślenia.
    >


    Wiesz ja mam 2 ciężkich dzieci.
    Młoda darła ryjka do 6 miesiąca , spałam na siedząco, gdy zaszłam w 3 nieplanowana ciąże której nie potrafiłam usunąć to przepłakałam ja cała, bo matko jak ja dam rade jak sie takie drugie urodzi.
    Urodził sie anioł do 18 miesiąca życia nie wiedziałam ze mam dziecko, potem zaczęły sie problemy ze spaniem , krzyki nocne. Potem autyzm i gonitwa po lekarzach 17 miesiecy proces diagnozy.
    I nie powiem ze to jest tak samo wyczerpująca praca jak niektóre zwody.
    Zawsze miałam czas na wszystko fryzjera kosmetyczkę na kawe z koleżanką, dom i zajęcia z dziećmi.
    Z własnym dzieckiem to przyjemność uczyć go ,zabawy życia. Domowe obowiązki jakos mailam zorganizowane i zminimalizowane do minimum.
    Na przestrzeni 20 lat zmieniało sie i bywało rożnie.
    Tyle ze ja nie jestem idealna panią domu, mam czysto, ale nie jak z obrazka i od ludzi dzieci i meza nie oczekuje bycia idealnym bo sama nie jestem, staram się postępować zgodnie z intuicja , zgodnie z potrzebami zmieniającymi sie dzieci meza i oczekuje tego samego.
    Ale nie robię z siebie męczennicy , księżniczki ze ktoś musi mnie rotować.
    I mam w sobie zdrowy egoizm.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • zla.m 07.03.18, 17:08
    Wiesz co, naprawdę jedno dziecko, a więcej niż jedno to JEST przepaść. Ja mam dwoje, w pracy i nerwowo, i różnie z szefem, ale naprawdę przy dzieciach to jest lajcik. Bo razem: kłócą się, musisz wciąż rozdzielać (albo słuchać kłótni) albo wspólnie wymyślają dużo bardziej "kreatywne" zabawy niż w pojedynkę albo walczą o twoją uwagę (jedno płacze, to drugie zacznie cię szarpać, bo koniecznie musi coś pokazać). Piszę całkiem serio: dwoje to nie jest tyle samo, co 2 x jedno, to jest więcej. Trójki nie znam i nie poznam, boję się wink

    --
    Dziś poznałam straszną prawdę. Okazało się, że kiedy mój facet mówi, to myśli to, co mówi, a nie to, czego się domyślam. Koszmar jakiś
  • chatgris01 07.03.18, 20:13
    Zawsze uwazalam, ze dwoje to nie jak dwa pojedyncze, tylko dwa do kwadratu.
    Co do trojki, to w mojej rodzinie mielismy 3 chlopcow, znanych jako "szatanska trojeczka" wink
    Acha, pojedynczo byli grzeczni.
  • alin9 07.03.18, 20:59
    To Ty masz słabą wyobraźnię.Ktoś z jednym nie da rady a drugi wychowa 5.
  • iskierka3 07.03.18, 13:10
    Otoz to! Mysle ze niewiele prac moze sie rownac z domowa-dzieciowa upierdliwoscia i monotonia. I o ile faktycznie, rodzic domowy powinien ogarnac zakupy, obiad czy podstawowe sprzatanie to nieoczekiwanie niczego poza przyjemnosciami od drugiego “bo pracuje” to jakas pomylka.
  • mamma_2012 07.03.18, 13:15
    Mąż jej proponuje, żeby się z tego wyrwała i poszła do pracy.
  • iskierka3 07.03.18, 13:23
    I tu sie z nim zgadzam.
  • alin9 07.03.18, 21:01
    Widocznie nie jest tak źle skoro propozycję odrzuciłasmile
  • claudel6 07.03.18, 14:13
    prawda, w życiu bym nie zamieniła mojej pracy zawodowej na wychowywanie trojki dzieci, nawet jakbym dostała podwyżkę 50% smile
  • 3-mamuska 07.03.18, 21:21
    claudel6 napisała:

    > prawda, w życiu bym nie zamieniła mojej pracy zawodowej na wychowywanie trojki
    > dzieci, nawet jakbym dostała podwyżkę 50% smile


    Wszystko zależy jakie sa to dzieci 3 maluchów to bardzo ciezka praca.
    Ale tu jest 2 dosc dużych dzieci, które wymagają uwagi ,ale bez przesady z tym zajmowaniem się.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 3-mamuska 07.03.18, 21:28
    Nikt Cię za nią nie pochwali, nikt nie awansuje ani nie da premii.

    Premia to chyba bardzo druga torebka w przypadku autorki.
    Ona nie chce isc do pracy, ona lubi ta domowa prace, nie lubi jak sie dzieci kloca ,tylko ze nastolatki sie kloca to normalka.
    A ona sama dokłada sobie pracy ,ciepłe śniadania, odwożenie 3 kroki dziecka do szkoły ,gdzie zajmuje to duzo wiecej czasu, pozwolenie zeby corka wymyślała nie to wejście tamte ,co powoduje władowanie sie poranne korki.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • rulsanka 07.03.18, 10:53
    On po prostu twojej pracy nie uważa za pracę. Najlepiej byłoby wyjechać i zostawić go z całym tym towarzystwem i niech sobie radzi.
    Moim zdaniem to strzał w stopę kiedy całe życie domowe opiera się wyłącznie na jednej osobie. Bo wtedy nie ma szans, żeby druga to doceniła. Kibelki same się myją, koszule same prasują, obiad sam się gotuje - tak to wygląda z perspektywy męża.
    Osobiście uważam, że praca zarobkowa - w zasadzie każda, może poza układaniem asfaltu, jest mniej wysiłkowa niż całodobowa opieka nad domem i dziećmi. A małżonek się miga, bo mu tak wygodnie i wie, że tak czy inaczej będzie zrobione.

    --
    Pomóż uratować życie!!! www.siepomaga.pl/ratujemykacperka
  • domowapani 07.03.18, 10:56
    Przerabialismy to na terapii i zapewniał że rozumie i docenia. Docenia. Ale ja nie potrzebuje pozytywnego feedbacku, tylko realnego wsparcia w takiej jak dziś sytuacji.
  • 3-mamuska 07.03.18, 11:03
    domowapani napisał(a):

    > Przerabialismy to na terapii i zapewniał że rozumie i docenia. Docenia. Ale ja
    > nie potrzebuje pozytywnego feedbacku, tylko realnego wsparcia w takiej jak dziś
    > sytuacji.


    Realne wsparcie to wychowaj najpierw dzieci tak aby ciebie słuchały.
    Musiałam, ze piszesz o 6-7 letnim maluchu, ze boi sie isc ale o 9-latce ze do szkoły nie pojdzie komedia.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • aamarzena 07.03.18, 11:47
    Wychowują dzieci oboje. Co to znaczy, że ona ma wychować? Jeśli dzieci widzą, że matka prosi i gada a ojciec ma w dudzie, to prędzej czy później też będą tak reagować.
  • pade 07.03.18, 12:45
    Dokładnie. Dzieci muszą widzieć, że OBOJE rodzice wymagają i wyciągają konsekwencje, a nie tylko jeden rodzic.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • alin9 07.03.18, 21:04
    Te dzieci widzą,że tata przed południem pracuje ale potem jest dla nich.To matka zachowuje się jak czwarte dziecko.
  • rulsanka 07.03.18, 11:25
    Słowa nic nie kosztują. Liczą się czyny. Doceniałby, gdyby pomógł. On uważa, że jego praca jest ważniejsza. On może mędzić po nocach, chodzić spać późno i potem odsypiać? Niech się kładzie wcześniej.

    --
    Pomóż uratować życie!!! www.siepomaga.pl/ratujemykacperka
  • kouda 07.03.18, 12:54
    rulsanka napisała:

    > Słowa nic nie kosztują. Liczą się czyny. Doceniałby, gdyby pomógł. On uważa, że
    > jego praca jest ważniejsza. On może mędzić po nocach, chodzić spać późno i pot
    > em odsypiać? Niech się kładzie wcześniej.
    >
    skoro facet dzwiga na sobie ciezar utrzymania calej rodziny i stac go na niepracujaca zone, to moze chociaz moglby pospac do tej 8,30
    to naprawde taka fanaberia?
    i taki kamieniolom dzieci do szkoly wyprawic?
  • rulsanka 07.03.18, 13:00
    Przecież jasne, że mając 3 dzieci do opieki, kobieta tylko leży i pachnie. uncertain

    --
    Trzyletni chłopczyk... pomóżmy mu
  • kouda 07.03.18, 13:17
    do jakiej opieki - dwojka to szkolne dzieci
  • rulsanka 07.03.18, 15:26
    Szkolnym trzeba ugotować, uprać i pomóc w lekcjach. A najmłodsze jeszcze nie chodzi do przedszkola i trzeba mu poświęcać wiele uwagi.

    --
    Trzyletni chłopczyk... pomóżmy mu
  • 3-mamuska 07.03.18, 21:34
    rulsanka napisała:

    > Szkolnym trzeba ugotować, uprać i pomóc w lekcjach. A najmłodsze jeszcze nie ch
    > odzi do przedszkola i trzeba mu poświęcać wiele uwagi.
    >

    Pierze i tak czy przy 2-3 dzieci , ugotować to przy 2-3 tez nizbyt różnica 3 ziemniaki wiecej i kotlet.
    Lekcje odrabia tato z dziećmi.
    Bez przesady z tymi gotowaniem i praniem robię to od 20 lat i nie jest to praca 8 godzin.
    Duzo gorzej znosze sprzątnie ,zwłaszcza jeśli to duży dom. I tu wolabym miec kogoś albo wymagać od rodziny.
    Choć kiedys lepiej sobie z tym radziłam. Wiec teraz podzieliłam miedzy domowników, moze idealnie nie jest ale mam z głowy.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • pade 07.03.18, 15:50
    Kouda, a powiedzenie "małe dzieci, mały kłopot" znasz?
    Bo jest w nim niestety dużo racji.
    Ja to bym się czasem chciała cofnąć w czasiesmile

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • kouda 07.03.18, 15:54
    ale jak male - ja mam duza rozpietosc od 3 do 15 smile
  • pade 07.03.18, 15:57
    Dziewczyny nie maszsmile

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • pade 07.03.18, 17:27
    Tak sobie pomyślałam, że samo "dziewczyny nie masz" pozostawione bez komentarza zabrzmiało źle. Więc dopisuję, że chodziło mi o to, że w pewnym wieku różnica płci pomiędzy rodzeństwem jest dodatkowym zapalnikiem.

    --
    "Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność." W.Osiatyński
  • alin9 07.03.18, 21:06
    To co powiesz rodzicom trójki dzieci,którzy oboje pracują a potem razem leżą i pachnąsmile
  • ummamir 07.03.18, 13:02
    owszem wyprawianie jazgotliwych dzieci do szkolły to kamieniołom. Po drugie niepracująca żona to nie jest jakaś rzecz na która cie stać lub nie. Jedno z dzieci jest małe i nie chodzi jeszcze do przedszkola,więc matka sie nim opiekuje. Przypuszczam że pozostanie w domu pani w domu to był nie była fanaberia pani tylko układ który w danej sytuacji obojgu najbardziej pasował (a juz panu to na pewno, bo nie musiał sie angażować w organizowanie opieki). Po trzecie pan łaski nie robi że zarabia na rodzinę.
  • alin9 07.03.18, 21:09
    Tak słowo wtedy.Teraz skoro nie pasuje może iść do pracy.Woli narzekaćniż wziąć sprawy w swoje ręce.Nikt nie twierdzi,że niepracująca żona to rzecz.Tylko niech ta żona zastanowi się dlaczego nie pracuje.Bo może to ona nie docenia pracy męża a nie odwrotnie.
  • claudel6 07.03.18, 14:22
    no dobra, z pierwszego postu wynikało, że jesteś przemęczona, bo cały dom i dzieci na głowie, teraz wychodzi na to, że chodzi wyłącznie o wychowywanie dzieci, a najcięższe sa poranki, bo wtedy trzeba sie spieszyc i każdy kłótnia dezorganizuje logistykę.
    zróbcie płodozmain - trzy razy w tygodniu Ty wyprawiasz dzieci do szkoły, dwa razy on. wtedy druga strona śpi, a pierwsza jej nie budzi i radzi sobie sama. może dzieci sie trochę zdyscyplinują rano ogólnie, jak Twój maż sie w to włączy i w Twoje dni też będzie latwiej je ogarnąć.
    poza tym jestem za tym, co pisały inne forumki - córka Cie szanatżuje i wymyśla problemy z pójściem do szkoły? niech nie idzie. tylko musi ponieść konsekwencje swojej nieobecnosci (nieobecność nieusprawiedliwiona). do tego jakaś adekwatna kara (np. brak kieszonkowego przez miesiąc). musisz ją lojalnie i spokojnie o tym uprzedzić i dać wybór. a potem zastosować konsekwencje, jak bedzie trzeba. dzieci nie sa takie głupie, zobaczysz jak sie szybko ogarnie.
  • alicia033 07.03.18, 13:06
    rulsanka napisała:

    > On po prostu twojej pracy nie uważa za pracę. Najlepiej byłoby wyjechać i zosta
    > wić go z całym tym towarzystwem i niech sobie radzi.

    gdybyś czytała uważnie, to doczytałabyś, że mąż shellerki nie ma problemu z ogarnięciem dzieci bez niej.
    To ona jest, niestety, nieudolna, nie on.

  • rulsanka 07.03.18, 15:33
    Z ogarnięciem od czasu do czasu. Codzienność to inna sprawa. Szczególnie, gdy cała codzienność spada na jedną głowę.
    A ty ile masz dzieci i z iloma wykazujesz się "udolnością"? Bo dosrywanie matce trójki dzieci jest moim zdaniem bardzo nie fer.

    --
    Trzyletni chłopczyk... pomóżmy mu