Dodaj do ulubionych

Obgadywania klasy średniej cd.

17.04.18, 14:03
Nie dość, że się grodzi i utrudnia życie w mieście to jeszcze system edukacji psuje,
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23227940,sadura-mieszanie-dzieci-z-roznych-srodowisk-w-klasach-oplaca.html#Z_BoxNewsImg&a=167&c=96
Swoją drogą z tym egalitaryzmem w szkołach to chyba lekka przesada. Już chyba studiowałam, kiedy zakazano dzielenia dzieci według znanych dyrekcji kryteriów. W mojej szkole klasa a i b były lepsze, a grożono przeniesieniem do e czy f.
Edytor zaawansowany
  • arwena_11 17.04.18, 14:15
    W mojej podstawówce był mix. Chociaż po latach dowiedziałam się, że "byliśmy klasą uprzywilejowaną". w podstawówce nigdy nie wpadło nam do głowy zastanawianie się dlaczego nigdy nie mieliśmy popołudniowej zmiany ( bo zasada była na początku taka - w jednym roku klasy A, C, E - w drugim B,D,F ). U nas podobno jeden z rodziców jak zobaczył plan syna w czwartej klasue ( pierwszy rok szkoły )- to poszedł do dyrekcji i powiedział, że nie życzy sobie aby jego dziecko chodziło na popołudnie. No i zmienili nam plan tongue_out

    W czasach jak szukałam szkoły dla syna - to w jednej z państwowych podstawówek była tzw "klasa społeczna" - płaciło się coś ok 300 zł i w zamian na to miało się dodatkowe języki, basen, własną świetlicę ( nauczyciel przychodził do klasy i zajmował się dziećmi ).

    Jedno mnie dziwi w tym artykule. Oni oczekują, że klasa średnia zrobi to co dobre dla "systemu" i biednych dzieci - a nie to co dobre dla ich dzieci. Skąd takie pomysły?
  • mamma_2012 17.04.18, 14:20
    U nas A i B zawsze miały na rano. Mama wzięła od lekarza zaświadczenie, że muszę chodzić na rano i zostałam uczennicą klasy Asmile
  • zlababa35 17.04.18, 14:22
    Dopowiem jedno, może brzydko, ale szczerze, na podstawie własnych doświadczeń z podstawówki w słabej klasie w dużej szkole zbiorczej:
    Nie jest prawdą, że osoby z niskim kapitałem kulturowo-społecznym nie zaszkodzą tym z wyższym. Szkodzą i to bardzo. Choćby tym, że lekcje są totalnie rozbijane przez błaznów, którym totalnie zwisa, gdzie dalej będą się uczyć. Pominę już jednostki, które naprawdę potrafią napsuć krwi całej klasie agresją albo niedostosowaniem do norm. Ale ta pierwsza, podstawowa sprawa, czyli słaby poziom lekcji, mniejsza ilość zrealizowanego materiału - to też jest znaczący minus.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • butch_cassidy 17.04.18, 14:28
    I do tego dochodzą nauczyciele, niektórzy - priorytetem jest dla nich zapanowanie nad najsłabszymi i wyciąganie ich za uszy, a nie rozwijanie zdolności u lepszych czy stawianie odpowiednich wyzwań najlepszym... Takie wnioski z rozmowy z matkami...

    Tek że ten pan mówi o utopii jak dla mnie...
  • lea.letizia 17.04.18, 14:34
    Oczywiscie ze tak. Cos w stylu, poswiec swoje dziecko z klasy sredniej zeby pilnowac nauczycieli i szkoly po to aby patologia miala lepiej.
    Nie nadaje sie na silaczke, moje dzieci od zarodka byly zapisane do swietnego prywatnego przyszkolnego przedszkola, z ktorego niemal automatycznie przejda do szkoly. Placowka ma swietne opinie, kadre, male klasy, wybor zajec dodatkowych i indywidualne podejscie do ucznia. Ja moze i moglabym sie poswiecic w imie idei, ale nie bede tego wymagac od moich dzieci
  • zlababa35 17.04.18, 14:34
    No właśnie, to jeszcze miałam dopisać po namyśle, że szkołę tworzą nie tylko rodzice, którzy tak brzydko, brzydko "grymaszą" - ale przede wszystkim nauczyciele, programy, podręczniki itp. itd. Jeśli nauczyciele zapanują w końcu nad tymi olewającymi i pomogą najsłabszym, to będzie jakiś efekt i tak. Ale bardzo częsty jest model - uczę tyle, na ile klasa mi pozwala, a resztę róbcie sobie sami w domu.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • ichi51e 17.04.18, 15:29
    Moim zdaniem ani ich nie obchodza najlepsi ani anigorsi na ktorych klada krzyzyk i tak debil sie nie naumie. Po prostu przerabiaja program ze sredniakami

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • elf1977 17.04.18, 16:15
    Priorytetem to jest sprawne przeprowadzenie lekcji w takim zoo.
  • zlababa35 17.04.18, 16:42
    Tak, i dlatego może sił nie starczyć na bardziej skomplikowane zadania, np. przekazanie wiedzy wink.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • iwoniaw 17.04.18, 14:31
    lekcje są totalnie rozbijan
    > e przez błaznów, którym totalnie zwisa, gdzie dalej będą się uczyć. Pominę już
    > jednostki, które naprawdę potrafią napsuć krwi całej klasie agresją albo niedos
    > tosowaniem do norm.


    Czy nie dokładnie o takich problemach pisałaś w kontekście dawnej szkoły - prywatnej, płatnej, z selekcją na wejściu - swojej własnej córki? W dodatku rodzice takich dzieci, jeśli są "z plecami/wpływami" są znacznie trudniejsi do spacyfikowania niż stereotypowa "patologia".


    A co do "mieszania" klas to owszem, prawda, że dzieci "słabsze" (społecznie, edukacyjnie, jakkolwiek) ciągną w górę mając obok "dobry przykład", tyle że piewcy tej tezy zapominają o koniecznym warunku - tych "resocjalizowanych" nie może być połowa klasy, tylko max jeden - dwa przypadki na całą grupę i ktoś musi mieć i realizować plan, jak z taką grupą pracować. Samo się nie naprawi. A zbyt duża grupa "problematycznych" dzieci/brak konsekwentnej (!) pracy z nimi może przynieść wyłącznie problemy; ponieważ jest to w zasadzie standard (tzn. nikt tych dzieci nie rozdziela i mało kto z nimi pracuje), nic dziwnego, że rodzice "normalnych" wolą problemów unikać.



    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • zlababa35 17.04.18, 14:43
    Iwonia, ale te błazenki miały summa summarum też dobre i bardzo dobre oceny, więc w ogólnym rozrachunku miały na tyle wysoki kapitał kulturowy z domu, że mogły nadrobić ględzenie i głupawe żarciki na lekcji. No i jest różnica między durnowatymi nawet wygłupami (które równie dobrze mogą wynikać bardziej nawet ze sposobu prowadzenia lekcji, a mniej z cech osobistych danego dzieciaka) a chamstwem, bardzo dużą agresją wobec kolegów i wyzywaniem nauczycielek (a jak!). Kwestia skali. Mojej córki przez cały ten czas nigdy żaden chłopiec nie uderzył - ani innych dziewczyn - nie były też niszczone cudze rzeczy. Sytuacja pod tym względem zmieniła się in minus, jak doszła dziewczynka z "bogatej patologii", bo nie jestem w stanie tego inaczej nazwać - ale się między tymi dzieciakami nie odnalazła. W mojej klasie w SP z kolei regularne były rękoczyny, znikanie rzeczy, lądowanie zawartości czyjegoś plecaka w śmietniku itp. I naprawdę nie mieszkałam w dzielnicy patologii, tylko ludzi pracujących w największym zakładzie pracy w regionie.
    Co do wymieszania uczniów - masz rację co do proporcji, ale zauważ, że jest sporo dzielnic, w których będzie znacząca przewaga dzieci ze słabszego środowiska nad tymi z dobrego, bo taka jest struktura społeczna okolicy. I nie ma co się dziwić, że myślący rodzice nie chcą posyłać do takiego rejonu. Bo to jest posłanie ich na odstrzał.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • iwoniaw 17.04.18, 15:10
    Wiesz, ja się generalnie z Tobą w tej kwestii zgadzam - nikt zresztą chyba nie ma wątpliwości, że szkoły w tzw. kiepskich dzielnicach też są kiepskie. Tylko, no właśnie: zamiast posyłać tam zwykłe/"dobre" dzieci "na odstrzał", należałoby posyłać te "zmarnowane" w tamtej szkole "do cywilizacji". W tym sensie ścisła rejonizacja zawsze będzie błędem, bo uniemożliwia wyrwanie się z takiego środowiska dzieciom, które mają potencjał, ale ich rodzicom brakuje motywacji/pieniędzy/chęci, by się bardziej zaangażować w edukację dziecka. I im dłużej taka szkoła trwa, tym gorzej - dlatego likwidacja gimnazjów te getta edukacyjne pogłębi. Łatwiej się było wyrwać po 6 latach do "lepszego" gimnazjum niż po 8 do liceum. I czas demoralizacji krótszy, i zaległości/dysproporcje mniejsze.



    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • lea.letizia 17.04.18, 15:20
    Masz racje, mysle ze powinno sie isc w inna strone, tj. przenosic dzieci z potencjalem do lepszych szkol, nawet wtedy gdy ich rodzicom nie zalezy na edukacji dzieci. Moze zamiast przejmowac sie tym ze klasa srednia dba o edukacje swoich dzieci zadbajmy o stypendia dla tych biedniejszych, chocby w prywatnych placowkach
  • mamma_2012 17.04.18, 15:29
    Ale to jest jeszcze bardziej wbrew postulatom „eksperta”. Jeśli z tych kiepskich szkół wyrwiemy ostatnie kumate dziecko, to wogole strach tam będzie wejść.
  • lea.letizia 17.04.18, 15:36
    Ale dla tego dziecka i byc moze jego rodzenstwa, bedzie to wygrane zycie, a dla spoleczenstwa nieco mniej patologii
  • iwoniaw 17.04.18, 16:20
    Dokładnie tak. Pozostałej w szkole patologicznej reszcie nie zrobi się lepiej od tego, że jeszcze jedna-dwie-piętnaście osób pogrąży się w tym bagnie wraz z nimi. Wprost przeciwnie. A może widząc, że komuś "obok" się udało, kolejny - choćby jeden - pięciu - dziesięciu na całą dzielnicę będzie miał motywację, żeby iść w jego ślady.


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • spanish_fly 17.04.18, 14:40
    Ja chodziłam do wiejskiej podstawówki, która zbierała dzieciaki z całej podwarszawskiej gminy - z PGR-u, dzieci rolników, robotników, lekarzy, "prywaciarzy" itd. I wiem, że linie podziału wśród dzieciaków meandrują, to nie jest takie proste, jak to przedstawiasz - ktoś z wysokim kapitałem kulturowo-społecznym może być rozpuszczonym, bezczelnym bachorem, który nie będzie chciał się stosować do norm, a ktoś z niskim kapitałem kulturowo-społecznym może być bardzo inteligentny, zdolny, uprzejmy i grzeczny.
  • zlababa35 17.04.18, 14:44
    Oczywiście. Mówię tylko o własnych doświadczeniach z tamtego czasu. Najbardziej agresywne i chamskie były dzieciaki, którym nie zależało na kształceniu, a ich rodzicom też nie. Reszta mimo wszystko coś jednak chciała wyciągnąć z tych lekcji.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • spanish_fly 17.04.18, 14:51
    No cóż jeśli chodzi o agresję to najbardziej agresywną osobą, z jaką się zetknęłam w szkole podstawowej była moja wychowawczyni. Wykształcona i ceniąca sobie wykształcenie paranoiczka z jakąś fobią odnośnie relacji damsko-męskich, stosująca brutalne kary fizyczne i inne metody nękania uczniów.
  • zlababa35 17.04.18, 14:57
    Nauczyciele to jeszcze inna kategoria. Gdyby ktokolwiek tak dzisiaj postępował, jak niektórzy moi nauczyciele w SP, musiałby się prędko przekwalifikować, bo by wyleciał migusiem z pracy wink.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • bialeem 17.04.18, 16:52
    O tym, że są jakieś drugie zmiany w podstawówkach dowiedziałam się od was, ale jestem końcówką niżu z nowego osiedla, a wtedy jeszcze dość rozsądnie budowano te osiedla. Klasa "f" i "a" konkurowały we wszystkim, od ocen po zajęcia sportowe. Fakt, że f była najbardziej chuligańska i jako jedyna "integracyjna" (o ile tak można nazwać dwójkę dzieci o lekkim stopniu upośledzenia), ale pierwsze słyszę o takich podziałach.

    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
  • zlababa35 17.04.18, 16:58
    Zazwyczaj klasa "a" w "starych" szkołach miała najbardziej wyselekcjonowany skład społeczny (patrzono za wykształcenie i zatrudnienie rodziców) i najlepiej dobranych nauczycieli, a im dalej, tym było gorzej. BTW do dziś chodzą słuchy, że w rekrutacji do OSM preferuje się kandydatów z rodzicami wykształconymi i majętnymi big_grin big_grin big_grin. Coś w tym jest, bo rodzice już zgłaszając dzieci na rekrutację wypełniają szczegółowy kwestionariusz dot. wykształcenia i zawodu.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • bialeem 17.04.18, 19:52
    A skąd szkoły w których (tych kwestionariuszy chyba nie ma) miały takie dane?


    --
    Jak masz ochotę, to masz ochotę. Z ochotą się nie dyskutuje.
  • zlababa35 17.04.18, 20:53
    A czy kiedyś w momencie zapisu nie podawało się szczegółowych informacji? Za PRLu na pewno instytucje, w tym szkoła, chciały wiedzieć wszystko. Dzieci były zapisywane przed latem - można było układać sobie klasy.
    Co do OSM, dziwne jest to, że takie dane ("wrażliwe") podaje się, łącznie z adresem miejsca pracy, przy zgłoszeniu chęci udziału w rekrutacji, a nie przy zapisie dziecka, które przeszło egzamin...

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • banksia 17.04.18, 17:19
    "Oni oczekują, że klasa średnia zrobi to co dobre dla "systemu" i biednych dzieci - a nie to co dobre dla ich dzieci."

    Byc może dlatego, że prawdziwa klasa średnia, jako podwalina społeczeństwa obywatelskiego powinna rozumieć, ze to, co robi systemowi i biedniejszym dobrze, robi również dobrze ich dzieciom. Albowiem w danym kraju zyje się na tyle dobrze, na ile dobrze żyje się najsłabszym.
  • triss_merigold6 17.04.18, 18:25
    A to sorry. Niech ci oczekujący poszukają frajerów gdzie indziej.
  • banksia 17.04.18, 20:17
    No to sorry, niech dorobione państwo na kredytowych włościach nie nazywa się klasą średnią.

    W sumie co zlego w byciu dorobkiewiczem? Może odczarujmy to słowo, nie ma się czego wstydzić.
  • triss_merigold6 18.04.18, 06:24
    Absolutnie niczego złego nie ma w byciu dorobkiewiczem, dorabianie się to przejaw zdrowego pędu w górę, żeby sobie podnieść poziom i zapewnić dzieciom lepszy start.
  • butch_cassidy 18.04.18, 07:05
    Też tak uważam. Tzn. samo słowo ma oczywiście konotacje negatywne. Jednak też dostrzegam w takich ludziach ogromną wolę, by wyrwać się ponad poziom z którego pochodzą, do tego potrzebna jest ambicja, ale także pracowitość i jakieś umiejętności, inteligencja...
    Co nie zmienia faktu, że w pewnych sytuacjach widać, że nie są - że tak powiem - w swoim żywiole smile Ale to taki mały minus, przy wielu plusach.
  • banksia 18.04.18, 11:23
    Też uważam, ze lepiej być dorobkiewiczem niż np. bezwolną lebiegą, narzekającą jak jej źle ale nie robiącą nic, by to zmienić.

    W przypadku dorobkiewicza nie dziwi też, ze jego zainteresowanie dobrem wspólnym i poczucie lojalności kończy się na własnym płocie.
    Natomiast bycie klasą średnią, moim zdaniem, zobowiązuje. Widać to choćby w rozwiniętych demokracjach, gdzie ludzie lepiej sytuowani / wyksztalceni angażują się w sprawy spoleczne, działają w organizacjach lokalnych, charytatywnych, biorą udzial w publicznym życiu danej społeczności.

    A w Polsce, z tego co czytam, zainteresowanie tzw klasy "średniej" dobrem publiczym ogranicza się do zamontowania jeszcze jednego zamka na klatce schodowej, żeby menelstwo im nie naszczało na wycieraczkę.
  • iwoniaw 18.04.18, 11:29
    Widać to choćby w roz
    > winiętych demokracjach, gdzie ludzie lepiej sytuowani / wyksztalceni angażują s
    > ię w sprawy spoleczne, działają w organizacjach lokalnych, charytatywnych, bior
    > ą udzial w publicznym życiu danej społeczności.


    Co nie zmienia faktu, że oni także nie posyłają własnych dzieci do podstawówki w najgorszej dzielnicy (choć już licealistę na wolontariat tamże być może tak) i też mieszkają w domach/dzielnicach niepozbawionych zamka w drzwiach/ochrony. Zatem porównujmy porównywalne, jeśli już.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • butch_cassidy 18.04.18, 13:19
    A moim zdaniem owszem, powinniśmy się od nich uczyć, ale raczej właśnie tego posyłania na wolontariat np. Natomiast realizowanie "programu" z wywiadu zalinkowanego pierwszym poście nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnością społeczną. To raczej nieodpowiedzialność wobec własnych dzieci. O odpowiedzialności społecznej przy posyłaniu do publicznej szkoły można by mówić, gdyby była ona na satysfakcjonującym poziomie, jak już tu zauważono. Wtedy rzeczywiście, można by się zastanawiać, czy niepubliczna nie jest przypadkiem szkodliwą fanaberią. Na dzień dzisiejszy jest, jak jest.
  • iwoniaw 18.04.18, 13:35
    No więc właśnie.


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • butch_cassidy 18.04.18, 13:15
    banksia napisała:


    > Natomiast bycie klasą średnią, moim zdaniem, zobowiązuje.

    Średnią, nieśrednią... moim zdaniem zobowiązuje zamożność. Zobowiązuje do właśnie działalności charytatywnej, odpowiedzialnego wydawania kasy, niewspierania określonych rodzajów działalności, itp. No im więcej wydatków, na które człowiek może sobie pozwolić, tym większa odpowiedzialność.

    Ostatecznie trudno mieć pretensję do niezamożnego, że szeroko rozumiany sprawiedliwy handel jest ostatnim czynnikiem, jaki bierze pod uwagę robiąc zakupy, do bogatszego już można mieć pretensje, jeśli tego nie uwzględnia w swoich wyborach.
  • lea.letizia 18.04.18, 12:38
    Jak ma sie do teorii przyklad US, w ktorym jest taka niemal modelowa klasa srednia; ich dzieci najczesciej chodza do najlepszych szkol na jakie stac ich rodzicow, do publicznych chodza wtedy gdy jest w okolicy jakas na wysokim poziomie, a nie dla idei.
  • arwena_11 18.04.18, 13:30
    I do takiej publicznej na wysokim poziomie - nie dostanie się każdy. Musi mieszkać w rejonie. Często kupując dom kupujesz drożej - żeby znaleźć się w granicach rejonu szkoły X.

    Pamiętam, że pierwszy raz zetknęłam się z taką ścisłą rejonizacją oglądając serial Beverly Hills 90210. Tam chyba Andrea się fikcyjnie meldowała u babci, żeby chodzić do tej a nie innej szkoły. Potem były jakieś problemy z urzędami itd.
  • ewa_mama_jasia 18.04.18, 13:35
    No to jak u nas. Każda ematka wybiera dla dziecka najlepsza szkolę na jaką ją stać. Pod względem finansów, dojazdu, poziomu, warunków demograficznych........

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • arwena_11 18.04.18, 13:50
    U nas sobie możesz wybrać szkołę państwową na drugim końcu miasta - jak jest dobra. Są miejsca - to się dostaniesz. W USA - nie mieszkając w rejonie szkoły - nie dostaniesz się do niej, nawet jak będą miejsca
  • iwoniaw 18.04.18, 14:00
    Możesz albo i nie możesz. "Jak są miejsca" - to zależy od polityki gminy i nacisków z kuratorium. Dotąd rzeczywiście było w tej kwestii dość liberalnie, ale np. małopolska pisowska kurator wypowiadała się w linkowanym tu niegdyś artykule, jakie to zło, unikanie rejonówki i wszelkie selekcje uczniów. Więc nie ściemniaj, że to takie oczywiste, że "zapisujesz się, gdzie chcesz".


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • arwena_11 18.04.18, 14:04
    Nie spotkałam się w Warszawie, żeby nie przyjęli dziecka do podstawówki spoza rejonu - jak były miejsca.
    Za to spotkałam się z przepisywaniem dzieciaków do rejonu dobrego gimnazjum ( kupowanie meldunku itd ).
  • zlababa35 17.04.18, 14:17
    Taaa... kolejne bzdety big_grin.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • nolus 17.04.18, 14:38
    zlababa35 napisała:

    > Taaa... kolejne bzdety big_grin.
    >
    Czyżby sezon ogórkowy już się zaczął? GW nie ma o czym pisać, nic się nie dzieje, brakuje nośnych tematów...No to rzutem na taśmę to, co każdemu porusza nerwy - podziały w społeczeństwie w odniesieniu do miejsca zamieszkania, placówek edukacyjnych, przyszłości dzieci, bla bla bla...Jasne, ze to nie jest mialki temat, ale tyle razy już było, ileż można mielic? A tu nawet rozpiska dokładna, ze będą rzucać artykuły i wywiady z "ekspertami" w konkretne dni, a nawet pory dnia 😊 Na pierwszy rzut oczywiście poszło modne miasteczko Wilanów - i pod samym tekstem kilkaset komentarzy w ciagu zaledwie pół dnia wink))


    --
    "Nie ma niczego w umyśle, co nie istniałoby w zmysłach."
  • zlababa35 17.04.18, 14:45
    Jeszcze o pińcet plus coś powinno się pojawić wink.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • maadzik3 17.04.18, 14:39
    walka z naturą ludzką. mój tata chodził do szkoły w czasach stalinowskich. klasa a była lepsza klasa b gorsza. tiaaaaa...
    a artykuł jest zwyczajnie świński o tyle, że następuje gwałtowny wzrost dzieci w szkołach niepublicznych nie dlatego że nagle skokowo klasa średnia wzrosła (niestety jej pauperyzacja w całej Europie postepuje) a dlatego że państwo postanowiło rozwalić system i panuje zasada "ratuj się kto może". czasem rodziny składają się na czesne. A tu się im mówi że to "snobizm" bo powinni egalitarnie posyłać dziecko na trzecią zmianę do rejonówki. Ponadto dla rodziców dziecko (często jedyne) jest ważne indywidualnie a nie dla robienia "lepszego społeczeństwa" i chyba tak powinno być. Za chwile dowiemy się, że korzystanie przez nasze pociechy z prywatnej opieki zdrowotnej (zupełnie prywatnej lub np. w ramach abonamentu od pracodawcy obejmującego rodziny), posyłanie ich na kurs językowy, opłacanie im trochę droższych wakacji czy wysyłanie na płatne zajęcia sportowe jest "antyegalitarystyczne" bo wszak inni tego nie robią. A to co najwyżej mowa o urawniłowce a nie egalitaryzmie. Bo owszem, publiczne szkoły powinny byc dobre i jest to w interesie wszystkich (ale właśnie rozwaliło je państwo wyrzucając ponad 300.000 dzieciaków na śmietnik deformy), dzieci powinny mieć dostęp do opieki zdrowotnej i nauki języka a także sportu, ale nie jest to powód (że tak nie jest) do odbierania tego własnemu dziecku/ dzieciom. Co najwyżej do wspierania dostępu innych dzieci do tego rodzaju dóbr, co oczywiscie jak najbardziej. No i dodatkowo gwałtowne przeniesienie wszystkich dzieci do szkół publicznych (a także wyłącznie państwowych przychodni, wyłącznie szkolnych klubów sportowych itd.) spowodowałoby ostateczne załamanie tychże. W sumie to ci "źli", "nieegalitarystyczni" rodzice odciążają za swoje pieniądze system państwowy

    --
    "Wolnosc jest prawem do powiedzenia innym tego, czego nie chcieliby uslyszec".
    G. Orwell
  • undoo 17.04.18, 18:15
    Bede z Toba polemizowac, choc w czesci sie zgadzam. Podstawowe pytanie, jakie mam to o to, czym jest dobra szkola i czego powinna uczyc.
  • triss_merigold6 17.04.18, 14:48
    odniosę się do tych wzruszająco idealistycznych założeń
    (...)dzieci z klasy średniej nie stracą albo stracą bardzo niewiele, co nie będzie miało wpływu na ich dalsze kariery, a zyskają doświadczenie rozwijania się w zróżnicowanym środowisku, które jest w miniaturze, w soczewce odzwierciedleniem tego, czym jest całe społeczeństwo. (...)Ci, którzy będą mieli doświadczenie rozwijania się w zróżnicowanym społeczeństwie, co pokazują też badania dotyczące innych miksów, będą bardziej kreatywni, innowacyjni, empatyczni. Zyskają miękkie kompetencje i doświadczenie, którego nie da się później w żaden inny sposób nadrobić.
    Więcej: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23227940,sadura-mieszanie-dzieci-z-roznych-srodowisk-w-klasach-oplaca.html#Z_BoxNewsImg&a=167&c=96

    Miałam nieszczęście zostać posłana do szkoły wówczas zdominowanej przez zaniedbane dzieci klasy fizycznie pracującej. Byłam zbyt odmienna, żeby zostać zaakceptowana, a po owym socjologicznym doświadczeniu została mi głęboka odraza do eksperymentowania z mieszaniem społecznym. Na szczęście ów eksperyment trwał niewiele ponad rok.
  • iwoniaw 17.04.18, 15:16
    artykułu sławiącego pożytki zdobywania przez 7-latka "doświadczenia rozwijania się w zróżnicowanym środowisku" sam też brata się z żulem spod monopolowego czy pijącą już od poranka na skwerku mamusią Brajanka z sąsiedniej ulicy, czy też, nie daj Panie, szuka sobie znajomych wśród sobie podobnych, a gdy w pracy okazuje się, że same świry i jednostki nadające na zupełnie innych falach, to czyni starania, by jak najszybciej znaleźć nową robotę? wink


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • maadzik3 17.04.18, 15:18
    o to to!

    --
    "Gdy się wyleje, szuka się ścierki. Gdy się przewróci, podaje się rękę. Reszta później.by Pesteczka
  • kokosowy15 17.04.18, 16:20
    Bledem poprzedniego, slusznie minionego ustroju, bylo najpierw sprowadzenie do miast duzej ilosci chlopstwa i danie im mieszkan, co spowodowalo wzrost ich aspiracji wraz z przywiezieniem wiejskich zwyczajow. Co prawda, kapitalizm Ziemi Obiecanej takze spowodowal masowy przyjazd chamow do miast, ale oni znali swoje miejsce w szeregu i nie wlazili do rejonow zajetych przez klase srednia, chyba zeby oproznic szambo. Nie da sie teraz tego szybko naprawic, ale trzeba sie starac. Mozna by wyznaczyc rejony po ktorych beda sie poruszac potomkowie tych przyjezdnych, wyposazyc je w szkoly podstawowe i zasadnicze, markety typu Biedronka i calodobowe sklepy monopolowe- i wystarczy. Jakby jeszcze ogrodzic te enklawy i zastosowac system przepustek to po jakims czasie klasa srednia nie cierpiala by muszac kontaktowac sie z plebsem i patologia.
  • iwoniaw 17.04.18, 16:27
    Bledem poprzedniego, slusznie minionego ustroju, bylo najpierw sprowadzenie do
    > miast duzej ilosci chlopstwa


    To nie była kwestia "minionego ustroju", mysiu pysiu, tylko odbudowy powojennej, migracji wymuszonych zmianami granic i koniecznej urbanizacji.

    Nie da sie teraz tego szybko naprawic, ale trzeba sie st
    > arac. Mozna by wyznaczyc rejony po ktorych beda sie poruszac potomkowie tych pr
    > zyjezdnych


    Kto ci tak w głowie namieszał? Czy to może geny dziadka z czworaków ci pozwalają na taki tylko pułap intelektualnej dysputy?


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • kokosowy15 17.04.18, 16:43
    Brawo Ty! Idealne wyczucie ironii! Pewnie uczylas sie w szkole z patologia...
  • iwoniaw 17.04.18, 17:38
    Ironizować to trzeba umieć. Nie, pitolenie od rzeczy to nie jest ironia, której nie rozpoznaje patologia - to pitolenie od rzeczy.


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • kokosowy15 17.04.18, 19:59
    Skomentowalas tylko czasy powojenne. Czy to znaczy, ze z reszta wpisu zgadzasz sie?
  • iwoniaw 17.04.18, 20:12
    Nie, reszty tych bzdur nawet mi się nie chce komentować.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • kokosowy15 17.04.18, 22:11
    A zycie moglo by byc takie piekne.... Plebs mialby swoje szkoly, swoje sklepy z piwem, swoje rozrywki. Nie przeszkadzal by klasie sredniej i nie psul poczucia estetyki.
  • butch_cassidy 18.04.18, 07:07
    Myślisz, że nie ma ludzi, którzy tak właśnie żyją? Kupują sobie oderwanie od takich problemów?
  • mamma_2012 18.04.18, 07:49
    Ale przecież cała ta seria artykułów ma udowodnić, że tak jest. Klasa średnia ma swoje osiedla, swoje sklepy i restauracje, przedszkola i szkoły. To jak to w końcu jest?
  • kokosowy15 18.04.18, 09:25
    Wystarczy to unormowac prawnie i bedzie jak w strefie Gazy.
  • karen_ann 17.04.18, 16:56
    W Polsce nie ma klasy średniej. To że jest się po studiach i nie bije zony to nie znaczy że jest się klasą średnią.
    W sumie bez mieszkania i posuwając codziennie do korpo i bez widoków na to mieszkanie to sorki dla mnie prekariat.
    inteligencja została wymordowana a wiadomo że kształcono potomków chłopów. Teraz ci potomkowie jak mają kredyt
    na 30 lat to im się wydaje że są klasą średnią.
    Może uściślijmy kto to ta klasa średnia w Polsce? Studia teraz niewiele znaczą, przynajmniej polskie studia. Jasne że jest patologia ale to że się nie jest patologią nie znaczy że jest się klasą średnią. Polski poziom zarobków powoduje że tu nie ma klasy średniej.
  • zlababa35 17.04.18, 17:00
    Rzecz nie w majątku, lecz w aspiracjach wink. Ludzie na dorobku przekazują swoim dzieciom aspiracje, żeby iść wyżej, dalej, mieć trochę więcej.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • karen_ann 17.04.18, 17:09
    No ale aspiracje to nie klasa średnia. Można przperowadzić podział zatem na zaangażowanych rodziców dbających o potomstwo i mającyh w poważaniu. W sumie dzieci zarobionych lekarzy mogą byc niezaopiekowani.
  • triss_merigold6 17.04.18, 18:27
    Dzieci zarobionych lekarzy dostaną kapitał społeczny w postaci przyzwoitych wakacji, wysyłania na angielski i tenisa, książek w domu i kultu wiedzy. Kasę też dostaną, chyba że lekarze z gatunku borejkowszczyzny, ale takich coraz mniej na szczęście.
  • jem.gluten 17.04.18, 21:44
    Umiejętność gry w tenisa to miły dodatek, ale nie żaden fundament życiowy. Dzieci zarobionych rodziców są często naprawdę mocno zaniedbane pod wieloma względami. Angielski? Ważna rzecz, gorzej jak małolata - ot taki przypadek z otoczenia - użyje go do sextingu z anglojęzycznym pedofilem, a rodzice się dowiedzą od policji.
  • triss_merigold6 18.04.18, 06:25
    Przedawkowałaś bzdurną "Salę samobójców"?
  • jem.gluten 18.04.18, 10:34
    A Sala samobójców była o pedofilach? Nie przypominam sobie. Jasne, dla Ciebie to może zabawne, ale gwarantuję Ci, że rodzicom panienki nie było do śmiechu. Ale jasne, lepiej wierzyć, że takie rzeczy to tylko w filmach.
  • triss_merigold6 18.04.18, 10:48
    Nie, było o zaniedbanych emocjonalnie nastolatkach goniących za kasą rodziców.
    Nie wątpię, że na większe ryzyko wejścia w kontakt z pedofilem w necie są narażone niepilnowane dzieci, ale nie wydaje mi się, aby dzieci akurat lekarzy czy korpopracowników były narażone bardziej niż inne.
  • jem.gluten 18.04.18, 11:01
    Ale też nie mniej. Nie ma znaczenia, z jakiego powodu rodzice nie mają czasu na dopilnowanie i zainteresowanie się. I serio w zamożnych i wydawałoby się dobrych rodzinach jest sporo problemów. Młoda jest w dobrym gimnazjum, a że ja nie jestem jej rodzicem to mówi mi więcej, niż się mówi rodzicom. Więc wiem o różnych sprawach. I uwierz mi, że nie są to rzeczy, jakich ematka chciałaby dla swojego dziecka.
  • karen_ann 18.04.18, 11:27
    Dokładnie dzieci bogatych rodziców są np. prowadzane do psychiatry w razie objawów depresyjnych i tam naprawiane i są faszerowane prochami.
    Do tego często jak mają kasę to kupują sobie różne używki włącznie z narkotykami.
    Wiem to z relacji z topowych szkół w Wawie. Co chatka to zagadka. Kasa nie zastąpi miłości i czasu poświęconego
  • iwoniaw 18.04.18, 13:11
    Dokładnie dzieci bogatych rodziców są np. prowadzane do psychiatry w razie obja
    > wów depresyjnych i tam naprawiane i są faszerowane prochami.


    I to ma być przykład na "gorsze zadbanie" dzieci? Bo lepiej w razie objawów choroby nie "być prowadzanym" do lekarza i "faszerowanym prochami"? OMG. uncertain


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • zlababa35 18.04.18, 16:40
    Ludzie, naprawdę jest takie albo albo: kasa albo miłość i poświęcony czas?
    Miłością samą otóż młodzież, przeważnie żrąca jak koń i rosnąca w górę, ani się nie naje, ani nie odzieje, tak tylko przypominam.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • jem.gluten 18.04.18, 17:27
    Nie. Ale tak się składa, że zarabianie dużych pieniędzy często pochłania sporo czasu. Doba każdego człowieka ma 24 godziny.
  • zlababa35 17.04.18, 20:57
    Rzadziej to się zdarza, bo tacy ludzie przynajmniej są w stanie zapłacić, żeby im ktoś w tym wychowaniu pomagał i ich zastępował, pilnował dzieci, kiedy rodzice na dyżurach, prowadził dodatkowe zajęcia itp. itd. W szkole u mojej córki jest mnóstwo lekarskich dzieci, a na etapie licealnym to już w ogóle. Ich chyba kompleksowość zajęć i opieki przyciąga, no i to, że taki młodziak mieszkający daleko poza centrum może siedzieć w szkole w świetlicy od 7 do 17, także w klasach VI, VII... A są takie dzieciaki, że naprawdę bardzo trudno im dotrzeć do domu komunikacją miejską.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • lea.letizia 17.04.18, 17:01
    Generalizujesz; przeciez nie cala inteligencja zostala wymordowana.
    A klasa srednia jest, nieliczna, ale jest, chociaz masz racje, ci ktorzy maja etat w korpo i kredyt na 30 lat, to raczej do niej aspiruja
  • mamma_2012 17.04.18, 20:24
    Oczywiście, że jest. Jeszcze nie tak rozbudowana jak w bogatszych społeczeństwach, ale jest. Ludzie wykształceni, jeśli pracują w korpo to na wysokich stanowiskach, kredyty pospłacane, w jakiejś perspektywie dziedziczenie majątków przodków.
    Tym ludziom robi się teraz najbardziej pod górkę. Za dobrze im już, żeby zwiewać, a za biedni, żeby przenieść się z finansami na jakąś przyjazną wyspę na Karaibach.
  • lea.letizia 17.04.18, 15:24
    Tak, tez mnie zastanawia to wymaganie od dzieci wiecej niz od doroslych jesli chodzi o szeroko pojeta integracje...
  • lodomeria 17.04.18, 15:41
    Byłaś kiedyś poza Polską, w jakimś kraju z silnym systemem klasowym? Widziałaś jak, bogaci traktują biednych jak podludzi (a jeszcze jak sobie to religijnie motywują, to w ogóle miodzio)? Za to jak Ci z klas pogardzanych czują się zwolnieni z jakichkolwiek obowiązków wobec kogoś, kogo uznają za przedstwiciela klasy ciemiężącej?

    To na serio nie jest tak, że Tobie już na zawsze będzie lepiej niż mamusi Brajanka, że to ona już na zawsze będzie miała kompleks wobec Ciebie.

    Poza tym Polska to nie tylko duże miasta. Jak sobie wyobrażasz współegzystowanie posiekanego społeczeństwa, którego nie łączy nawet wspólna podstawówka i powiedzenie sobie 'cześć' na ulicy w małych miasteczkach? Na wsiach? Już kurczę w większej firmie ciężko ujechać, jak robotnicy nie szanują administracji, jak sekretarki nie skalają się rozmową ze sprzątaczkami, jak szef obcina pensje innym, bo przecież po co ma iść na ich piwo, jak on sobie musi na Bali polecieć itp., itd.

    Świrów i agresywne zachowania należy eliminować. I już. Ale szkoła, w której dziecko się nauczy, że ludzie są tacy i śmacy, że dorosłe życie niekoniecznie dla wszystkich wygląda tak u mamy i taty, to jest ogromny kapitał.

  • maadzik3 17.04.18, 15:48
    tylko tego nie osiąga się rozwalając system szkolnictwa, wyrzucając za burtę rocznik, robiąc szkołę na 3 zmiany i potem mówiąc ludziom, którym na dzieciach zależy (własnych!) że uciekając - czasem ogromnym kosztem - z bałaganu na tyle na ile mogą są bezwzględni dla innych. Dlaczego mają wyręczać państwo przymusowo ściągające podatki na przymusowo rozwalane szkoły? Bo to o czym piszesz (i z czym w sporej części się zgadzam) nijak ma się do artykułu. Chyba że to pytanie czemu skoro sąsiad nie remontuje dachu ja maluję izby i kupuję nowe meble (i niekoniecznie oznacza to tylko brak pieniędzy u sąsiada), czemu skoro sąsiad kurzy przy dzieciskach swych ja wymagam żeby u mnie w mieszkaniu nie palono, czemu skoro sąsiad czeka 5 lat na operację zaćmy ja się zastanawiam jak zrobić ją prywatnie/ za granicą, czemu skoro sąsiad nie zapina pasów ja wożę dziecko w foteliku. Jak ja śmiem! Taka mniej więcej jest wymowa artykułu. Nie, nie gardzę sąsiadem. Ale szukam tego co dobre dla mnie i - jeszcze bardziej, czasem własnym, poważnym kosztem - dla mego dziecka. I nie, nie jest to złe.

    --
    www.christianzionist.blox.pl
  • langsam 17.04.18, 16:17
    Ale postawmy sprawę odwrotnie.
    Gdyby lokalna szkoła miała dobrych fachowców i narzędzia do pacyfikacji,
    gdyby miała wystarczająca obstawę do indywidualnego prowadzenia zarówno bystrzaków jak powolniaków,
    gdyby przy okazji uczono mniej kuciem i kanonami, a bardziej rozwojem i kreatywnoscią - to pewnie większosc z nas nie szukałaby superpodstawówek. Bo zwyczajnie byłoby to zbędne.
    I dlatego moim zdaniem cała zagwozdka polegałaby na tym, żeby stworzyć taką właśnie ofertę dla ludzi, którym zależy na edukacji dzieci.
  • maadzik3 17.04.18, 16:26
    amen

    --
    www.christianzionist.blox.pl
  • lea.letizia 17.04.18, 16:36
    Oczywiscie, ale dopoki tego nie bedzie to ci ktorzy troszcza sie o swoje dzieci i ktorych na to stac beda zabierac je albo do prywatnych placowek albo do szkol publicznych ale takich gdzie nie ma patologii
  • iwoniaw 17.04.18, 16:17
    Świrów i agresywne zachowania należy eliminować. I już.

    Tak uważasz? I naprawdę nie widzisz, że większa część tych "uciekających z systemu" czyni to właśnie dlatego, że "świrów i agresywnych zachowań" system nie eliminuje, tylko każe sobie radzić z nimi samodzielnie w imię "doświadczania różnorodności"? A ludzie, nawet jeśli sami są gotowi na takie rzeczy, to niekoniecznie chcą je fundować swoim małym (!!!) dzieciom? Wszak jeśli już o szkołach mowa, to "uciekają z systemu" rodzice dzieci podstawówkowych, do państwowych liceów nie mają oporów ich później wysyłać.


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • koronka2012 17.04.18, 16:35
    lodomeria napisała:

    > Ale szkoła, w której dziecko się nauczy, że ludzie są tacy i śmacy, że dorosłe życie niekoniecznie dla wszystkich wygląda tak u mamy i taty, to jest ogromny kapitał.

    A co dziecku po tym kapitale? jak ten kapitał przekłada się konkretnie na przyszłe, dorosłe życie?

    Cała ta seria artykułów jest naiwna i bezdennie głupia. Sprowadza się do tezy, że ludzie żyją w zamkniętych kręgach i do nikogo poza współpracownikami, sąsiadami i kolegami ze szkoły nie otwierają ust. Nie mają oczu na ulicach, nie słyszą rozmów w komunikacji miejskiej, nie mają żadnej rodziny żyjącej inaczej, żadnych znajomych, wszyscy koledzy w pracy są na jedno kopyto itd.

    I dlatego należy ich usilnie i odgórnie edukować, bo jeśli nie zrobi się tego siłowo, to do końca życia będą trwali w przekonaniu, że każdy może wyjechać na wakacje na Bali.
    Chora bzdura.
  • olena.s 18.04.18, 12:18
    > A co dziecku po tym kapitale? jak ten kapitał przekłada się konkretnie na przys
    > złe, dorosłe życie?

    Uczy rozumienia czlowieka o kompletnie innym systemie poglądów, zasobie doświadczeń, sposobie rozumowania. I daje szanse na empatyczne rozumienie.
    Na przyszłe życie dziecka przeklada się konkretnie na większą łatwość funkcjonowania w innych grupach, na lepsze rozumienie procesów (polityka!!!) itp. Generalnie ematkowe dziecię będzie wszak z innymi od siebie pracowało, walczyło, sprzedawało lub kupowało, nauczało, zarzadzało lub było zarządzane. Analogicznie dzieciny patologii, PiSu, słoików, ukraińskich imigrantów.

    Nie mają oczu na ulicach, nie słysz
    > ą rozmów w komunikacji miejskiej, nie mają żadnej rodziny żyjącej inaczej, żadn
    > ych znajomych, wszyscy koledzy w pracy są na jedno kopyto itd.
    Znajomości szkolne opierają się na kilkuletnim wspólbyciu 5 x na tydzień po 6 godzin - w sytuacji zespołu lub konkurencji, stresu i relaksu. Nie porównywałabym tego z wysłuchiwaniem rozmów w zbiorkomie a nawet wizytą u cioci, ktorej sie nie powiodło/powiodło lepiej.

    bo jeśli nie zrobi się tego s
    > iłowo, to do końca życia będą trwali w przekonaniu, że każdy może wyjechać na w
    > akacje na Bali.
    No, ja jestem leciwa i żadna ze mnie klasa wyższa, ale pamiętam, jak parę lat temu, w trakcie wakacji w olsztyńskiem rozleciały mi sie adidasy. I musiałam kupić zastępcze, bo było chłodno. W sklepie pokazano mi jakieś chińczyki o dobrym rozmiarze, kosztowały nie pamiętam - powiedzmy 20 procent markowych, no, taniutkie były. Nie wiem, 40? Ekspedientka stwierdziwszy, że pasują, zapytała z taką życzliwością "tylko czy aby nie za drogie?"(co skądinąd pokazuje moją pozycje we wszelkich wątkach o konieczności właściwego zadbania i aparycji, hi,hi.).
    Mi to pytanie mocno otworzyło oczy i dało solidną lekcję.
  • lea.letizia 18.04.18, 12:31
    A czy Twoje dzieci Olena chodzily wylacznie do szkol publicznych?

    Nie sadze abym musiala uczyc dziecko wrazliwosci czy empatii akurat wysylajac je do szkoly rejonowej, nie mowiac juz o tym ze z naszego osiedla nie uczeszcza do takiej placowki zadne dziecko, wiec odebralabym dzieciom tez sasiadow jako kolego szkolnych w imie bzdurnej idei.
    Nie mowiac juz o tym, ze jak nieciekawie bywa w takich szkolach mozna sie chocby z emamay dowiedziec, a ja za bardzo kocham swoje dzieci aby na nich przeprowadzac eksperymenty spoleczne.
  • olena.s 18.04.18, 12:54
    Nie, w ogole nie chodziły do szkół publicznych. Najpierw nie mieliśmy do takowych uprawnień, a potem rozbieżność doświadczeń, wiedzy i umiejętności spowodowała, że uznałam szkołę spoleczną za najsensowniejsze rozwiązanie (dziecko nie miało żadnych egzaminów gimnazjalnych czy lokalnie uznawanych osiągnięć aby walczyć o sensowną szkołę publiczną).
    I bynajmniej nie namawiam też nikogo do posyłania swojego dziecka do kiepskiej rejonówki. Polemizuję tylko z twierdzeniem, że edukacja w bąblach jest najkorzystniejszym rozwiązaniem, a szkoła dzielona z innymi klasami spolecznymi nie przynosi żadnych pozytywów.
    Osobiście od lat jestem zwolennikiem tezy, że nalezy szkoły przekształcić tak, żeby rodzicom nie opłacało się sortowac małych dzieci. Że powinny mieć (szkoły) możliwosci wychowawcze, odpowiedni jakościowo i liczebnie personel, dobre programy etc. etc. tak, żeby wyszukiwanie innej niż rejonowa placówki zwyczajnie przestało mieć sens.
    Na pewno niektóre najambitniejsze czy najbardziej zideologizowane ematki posyłałyby i wtedy dzieci do szkół nietypowych - od wyznaniowych po demokratyczne, albo przeznczone dla supermózgowców, sportowców, muzyków itp. - ale to byłyby wyjątki.
    I jeszcze raz: ja nie pisałam o empatii i wrażliwości w sensie "o, będziemy teraz współczuc Jasiowi" czy "pójdziemy demonstrowac w obronie puszczy/wywalanych lokatorów" tylko o rozumieniu człowieka, który ma kompletnie inne korzenie. To wcale nie musi byc zaakceptowanie jego wyborów czy poglądów, ale rozumienie jaką ścieżka i jakimi szlakami doszedł do swojej postawy.
    Generalnie czlowiek dziala na rzecz swoich indywidualnych interesów. Clou jest więc takie przebudowanie systemu, alby interesy indywidualne i zbiorowe były w jak największym stopniu wspólne.
  • lea.letizia 18.04.18, 13:04
    Tak wlasnie myslalam smile
    Oczywiscie ze przynosi pozytywy, ale negatywow bywa za duzo, czasem jest tez tak, ze te pozytywy dziecko jest w stanie zrozumiec jako dorosly czlowiek, jako uczen meczy sie i boi niektorych kolegow z pracy.
    Tez uwazam, ze najlepiej byloby aby szkoly publiczne byly na takim poziomie aby nie warto bylo szukac placowki prywatnej, ale skoro nie ma, to ja wybior prywatna.
    Nie mam ochoty ani kopac sie z koniem ani eksperymentowac na wlasnych dzieciach
  • olena.s 18.04.18, 13:14
    Ale to ze wybierzesz prywatną, selektywna, w innej dzielnicy, jest normalnym, powszechnym, egoistycznym działaniem. Niemal kazdy mając wybór podobnie postąpi.
    My, jak wspomniałam, w ogóle nie mielismy dostępu do placówek publicznych, przysługujących wylącznie obywatelom. Ale gdbym nie wyjechała, to pewnie tez dałabym dziecko poza rejon, bo rejon (wynikowo) był wtedy zupełnie koszmarny, jakoś ostatnia dziesiątka warszawskich podstawówek, czy jakos tak. Egoistycznie, ale zrozumiale.
    Co nie znaczy, że nie dostrzegałabym wad tego rozwiązania.
  • mamma_2012 18.04.18, 13:38
    No więc wszyscy potrafimy wskazać jakieś wady rozwiązania, ale wiemy, że korzyści nie tylko je rownoważa, ale przewyższają.
    Trochę brzmisz jak pan architekt z dzisiejszego tekstu w GW, który projektuje i zachwala osiedle z miksem społecznym siedząc w swoim mieszkaniu w Miasteczku Wilanówwink
  • olena.s 18.04.18, 14:30
    Nie. Ja zachwalam koniecznosć zaprojektowania takiego systemu, żeby 95 procentom wielkomiejskich rodziców (także i mi, dlaczego nie?) odpowiadała oferta rejonówek. Co więcej, nie sądzę, aby bylo to niemożliwe, albo żeby było to nierozsądnie kosztowne.
    Podobnie jak mielibysmy mniejszy problem z grodzonymi miastami, gdyby - na przykład - budowane domy miały lepsze wyciszenie, a regulamin domowy miał szansę być skutecznie egzekwowany. Jeżeli nie jest, to kiedy ludzi stać, mowią - dość, i wyprowadzają sie do fortec lub wyciągaja kasę na czesne.
    Przy czym uważam, że powyżej podstawówek powinna być już mozliwa merytokratyczna konkurencja i sortowanie dzieci, które w dużym stopniu i tak szło by po liniach podziałów klasowych, nie mam zludzeń.
  • lea.letizia 17.04.18, 17:06
    Ale rodzice z klasy sredniej, czy tez do niej aspirujacy, nie chca aby ich dziecko laczyla wspolna podstawowka z synem sprzataczki, wola aby sie zaprzyjaznil z synem wlasciciela duzej firmy czy prezesa banku.
    Takie znajomosci w doroslym zyciu procentuja, w krajach z silnym system klasowym jest to widoczne; rodzice ktorym sie w miare powiodlo finansowo wysylaja dzieci do jak najlepszych szkol
  • aerra 17.04.18, 20:45
    Wiesz co, ja czniam na to, czy matka kolegi dziecka pracuje jako sprzątaczka, czy ojciec kopie rowy. Ale za to robi mi różnicę to, czy koledzy dziecka nie wtrącają co drugie słowo wyrażeń uznawanych powszechnie za wulgarne i obelżywe i czy nie kradną, nie wymuszają, nie stosują przemocy. Jasne, w elitarnych prywatnych szkołach też bywa... tyle, że jednak rzadziej.
  • zlababa35 17.04.18, 21:00
    Ototo. Nie przywiązywałabym specjalnej wagi do znajomości z podstawówki jako szczebli dla przyszłych układów i kariery big_grin big_grin big_grin. Ale do ogólnej ogłady dzieci będących z córką w klasie, braku chamstwa i patologicznych zachowań już przywiązuję znaczenie, jak chyba każdy, komu bezpieczeństwo i dobrostan dziecka nie są obojętne.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • mamma_2012 18.04.18, 08:08
    Nie znam nikogo kto zapisał dzieci do prywatnej szkoły czy przedszkola myśląc o „karierze” dziecka. To tak absurdalne, że się nie zdarza lub zdarza rzadko.
    Natomiast muszę przyznać, że dzieci korzystają z tego, że dorośli w tym towarzystwie czasem mogą dużo, czy to na skalę lokalną czy szerszą. Zresztą sami rodzice też, znam przypadki atrakcyjnych ofert pracy, współpracy, biznesów, które pojawiły się w ramach znajomości zawartych z dziećmi w tle.
  • lea.letizia 18.04.18, 09:25
    Oczywiscie ze mysla o karierze dziecka, a o czym innym. Dobra szkola podstawowa, to dobre liceum, a potem dobre studia, to przeciez oczywiste, podobnie jak to ze czesto szkolne znajomosci czy przyjaznie z wlasciwymi osobami procentuja w doroslym zyciu. Na calym swiecie rodzice mysla wlasnie w taki sposob, to dlaczego w PL mialoby byc inaczej? Inna kwestia to to ze nie kazdy ma odwage sie do tego przyznac
  • triss_merigold6 18.04.18, 09:30
    Przypuszczam, że o konkretnej karierze dziecka myśli niewiele osób, więcej skupia się na kwestiach bezpieczeństwa i przyzwoitych warunkach do nauki, które szkoła jest w stanie zapewnić albo nie.
  • mamma_2012 18.04.18, 09:43
    Nie wierzę, że ktoś liczy, że znajomosci z przedszkola czy podstawówki przetrwają do dorosłości. I w dodatku akurat karierę zrobi ta osoba z którą dziecko się przyjaźni.
    Dbałość o jakość kształcenia jako pomoc w dalszej edukacji, oczywiście bierze się pod uwagę.
  • lea.letizia 18.04.18, 10:49
    Ale to nie chodzi o to ze ktos na cos liczy, po prostu dopuszcza taka mozliwosc.
    Raczej nie chodzi mi o przyjazn z osoba ktora zrobi kariere, a raczej o szanse na przyjazn czy chocby znajomosc z osoba ktorej kariere zapewnia juz urodzenie i status rodziny
  • elf1977 18.04.18, 16:42
    Przeniosłam dziecko do prywatnej szkoły, bo w publicznej już nie dało się wytrzymać. Stałe upokarzanie, szykanowanie i przemoc emocjonalna. Chciałam tylko, żeby wstawała rano i szła do szkoły.
    Widzę, że niektórym trudno to zrozumieć.
  • jem.gluten 18.04.18, 11:03
    Heh, zobacz sobie kiedyś konwersację panienek z dobrej szkoły i dobrych domów to się zdziwisz smile
  • iwoniaw 18.04.18, 13:13
    Może zanim zaczniesz się dziwić, porównaj ją z "konwersacją panienek" z kiepskiej szkoły i z domów o kiepskim statusie socjalno-ekonomicznym, to zobaczysz różnicę.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • ichi51e 17.04.18, 15:27
    Kazdego rodzica nie obchodzi globalna jakosc nauczania tylko jakosc edukacji jaka dostaje jego dziecko. Gdybym ja miala na sercu globalna jakosc to by moje dziecko dalej chodzilo do panstwowego przedszkola gdzie pani bila i dusila a nie zabrala je do przedszkola gdzie ma swiety spokoj i nikt na niego nie wrzeszczy.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • langsam 17.04.18, 16:05
    Większość z nas uczyła sie w mocno miksowanym otoczeniu - mało kto mieszkał w ścisle inteligenckim rejonie, w zasadzie chyba w ogóle takich nie było w ostanich 40 latach....
  • triss_merigold6 17.04.18, 16:10
    Uwierz mi, że były rewiry bardziej i mniej zmiksowane, były też szkoły zdominowane przez np. dzieci pracowników jednego dużego zakładu pracy. A nawet te 30-35 lat temu rejon Saskiej Kępy wybitnie różnił się od rejonu Szmulek czy Grochowa.
  • lea.letizia 17.04.18, 16:14
    Ale pomimo tego wiekszosc z nas otaczla sie raczej osobami do siebie podobnymi.
    W mojej SP po pierwszej klasie odeszlo ze wszystkich klas sporo uczniow, ze wzgledu na nowa szkole. Poniewaz i tak trzeba bylo przeorganizowac klasy, to za namowa rodzicow utworzono A i B dla najzdolniejszych dzieci oraz tych pochodzacych z rodzin inteligenckich. Tak ze segragacja i tak byla
  • elf1977 17.04.18, 16:19
    Uczę teraz w publicznej podstawówce i publicznym gimnazjum po dziesięciu latach uczenia w prywatnej szkole. Napiszę jedno: mam dość wszechobecnego chamstwa, na pewno w przyszłym roku będę już w innej szkole, jeśli dobrze pójdzie - dobrej prywatnej placówce.
  • chocolate-cakes 17.04.18, 18:26
    elf1977 napisała:

    > Uczę teraz w publicznej podstawówce i publicznym gimnazjum po dziesięciu latach
    > uczenia w prywatnej szkole. Napiszę jedno: mam dość wszechobecnego chamstwa, n
    > a pewno w przyszłym roku będę już w innej szkole, jeśli dobrze pójdzie - dobrej
    > prywatnej placówce.


    Myślę, że to wszystko zależy od konkretnej szkoły. Ja znowu po blisko dwudziestu latach pracy w niepublicznej szkole, liceum i gimnazjum katolickim, z radością przeszłam do publicznego liceum, fakt, że to liceum jest specyficzne, poziom jest średni ale uczniowie bardzo, naprawdę bardzo kulturalni i na poziomie. W przeciwieństwie do poprzedniej szkoły niepublicznej. Tam kiedyś było naprawdę ok ale ostatnich kilka lat nieciekawie, młodzież bywała chamska i niestety leniwa, umieli rozmawiać tylko o tym kto ile wypił na imprezie, przykro to mówić.
  • elf1977 18.04.18, 12:51
    Liceum to jednak coś innego.
  • chocolate-cakes 18.04.18, 14:29
    Wiem.
    Ale w tej szkole teraz powstała szkoła podstawowa, wielu nauczycieli planuje szybko stamtąd odejść. Będzie ogromna rotacja. Wymagania wielkie a pensja trochę niższa niż w szkole publicznej
  • fogito 18.04.18, 06:20
    Podpisuje się pod tym. Też jestem w szoku jak wysoki jest poziom agresji i chamstwa w rejonowej podstawówce. Dobrze wychowane dzieci to 1/4 każdej klasy j obe giną w tym tłumie. Uczę w tej szkole od wrzesnia i gdybym była rodzicem szukalabym dziecku lepszej szkoły. Kazda lekcja to walka z patologią i nie mówię ty o statucie społecznym. Ja będę płacić za szkole syna póki będzie mnie stać. Sama nie chciałabym na codzień przebywać z kibicami legii. Dziecko też nie powinno.
  • mamma_2012 17.04.18, 16:17
    Opisałam jak radzono sobie z tym w mojej szkole. Były klasy dla lepszych i gorszych dzieci. Nie wiem co rodzic musiał zrobić, żeby dziecko trafiło do lepszej. Moja mama załatwiła to zleceniem od lekarza.
  • landora 17.04.18, 16:17
    Chodziłam do osiedlowej podstawówki i do dziś pamiętam, że byłam niszczona przez większość za dobre oceny i spokojne zachowanie. Na podstawie swoich wspomnień wolę, żeby moje dziecko poszło do szkoły z dziećmi z podobnym kapitałem kulturowym, gdzie dobre oceny są powodem do dumy, nie wstydu.
  • piernicola 17.04.18, 16:43
    Apelowanie do rodziców to zaczynanie od dupy strony. Systemu edukacji nie da się zmienić oddolnie, to sprzeczne z jakąkolwiek wiedzą o funkcjonowaniu społeczeństwa. Trzeba ludziom zaoferować kameralne, dobrej jakości szkoły z przyzwoicie opłacaną kadrą i dobrą ofertą edukacyjną - wtedy klasa średnia pośle tam swoje dzieci. Po prostu. Ludzie z klasy średniej umieją ocenić, co im się opłaca. Oni też nie chcą, żeby ich dzieci żyły w podzielonym i głupim społeczeństwie. Poza tym nasza klasa szumnie zwana "średnią" jest raczej mało zamożna. Dobrą darmową ofertę powitają z otwartymi ramionami.
  • karen_ann 17.04.18, 16:59
    He he a jacy to ludzie podchodzą pod tą klasę średnią?
  • jem.gluten 17.04.18, 16:59
    Przydałaby się definicja klasy średniej, bo w ogóle nie wiem, o kim jest mowa w tych tekstach.
  • ichi51e 17.04.18, 17:02
    No dokladnie. Bo z tekstu wynika ze klasa srednia to z definicji “kujony” a patologia to “polglowki” a tak to przeciez nie dziala

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • zlababa35 17.04.18, 17:03
    O tym, kim sam autor nie jest, a kogo sobie wyobraża, więc żal mu du... ściska nie wiadomo za czym big_grin.

    --
    Cosmo znów zdjął rękawiczkę i przyjrzał się swojej dłoni. Zdawało się, że na palcu pojawił się zielonkawy odcień ? zastanowił się, czy w stopie pierścienia nie występuje miedź. Ale sunące w górę ramienia różowe, prawie czerwone pasma wyglądały bardzo zdrowo.
  • anorektycznazdzira 17.04.18, 20:07
    No jak to, klasa średnia to okredytowani i w sumie przeciętnie sytuowani mieszkańcy M3 w miejskim bloczku z płotem, czyli bogaczebig_grin
    ELITA big_grinbig_grin


    --
    zasady są po to, by je zobojętniać
  • jem.gluten 17.04.18, 21:38
    W kontraście do okredytowanych posiadaczy mieszkania w bloku bez płotku, którzy są śmierdzącym plebsem big_grin
  • joa66 17.04.18, 21:43
    Lub tych z płotkiem, którzy są słoikowymi poprańcami wink big_grin
  • aerra 17.04.18, 20:29
    Od dupy strony to napisane - niby autor wspomina, że trzeba by stworzyć takie szkoły, żeby były wystarczająco dobre, ale niejako mimochodem i nie precyzując co to znaczy to "wystarczająco", a zamiast tego skupia się na tym, jacy to ludzie źli, bo nie myślą globalnie. Ciekawa jestem (o ile w ogóle ma dzieci) to gdzie je do szkoły wysłał. Najgorszej rejonówki, czy jednak tak sobie miejsce zamieszkania dobrał, żeby ta rejonówka nie była najgorsza, czy też w ogóle do prywatnej i elitarnej? Oczywiście - zawsze jeszcze może być "wyjątkowa" sytuacja i on nie może wink

  • kurt.wallander 17.04.18, 21:45
    Wiecie co? Znalazłam faceta na FB i aż mnie korci zadać mu kilka pytań. Podśmiechują się tam ze znajomkami z komentarzy pod wywiadem. "Materiał do badań socjologicznych" i takie tam....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka