Dodaj do ulubionych

Wyrzucanie jedzenia, też tak macie

    • qs.ibidem Re: Wyrzucanie jedzenia, też tak macie 19.05.18, 09:21
      Nie zdarza mi sie (chyba ze, z rzadka, jak kupie cos, co srednio smakuje) ale jestesmy czteroosobosa rodzina i mamy stosunkowo mala lodowke, wiec pewne rzeczy kupuje tylko na 2 dni.
      Marchewka nigdy nie zdazy mi sie zepsuc, poniewaz kazde niemal wyjscie z dziecmi oznacza torebke obranej i pokrojonej marchewki, super przegryzka i schodzi szybko kilogramami. Dla doroslych na piknik zabieram hummus.
      Mieso lubie jesc kupione tego samego dnia (ewentualnie poprzedniego), jak jest za duzo, mroze.
      Ryby ostatnio jem w zasadzie tylko mrozone, coraz rzadziej swieze (ze wzgledow logistycznych, chyba ze po drodze z pracy na kolacje)
      Jogurt i kefir kupuje 500 ml co trzeci dzien +/-. Nie maja sie jak zepsuc. Pieczywo jemy w zasadzie tylko na sniadanie, najczesciej poprzedniego dnia kupuje 4 bulki i tez nic nie zostaje...
      Nie przeszkadza mi wpasc codziennie do sklepu, mam ich pod nosem lub po drodze duzo roznych, uwielbiam supermarkety eko.
      Jak nas odwiedzaja tesciowie to za glowe sie lapia, bo u nich zawsze musi byc na zapas i na full. Wyrzucaja ogromne ilosci jedzenia.
    • pani-noc Re: Wyrzucanie jedzenia, też tak macie 19.05.18, 09:34
      Nie mam czasu by codziennie robić zakupy spożywcze i zaopatrywać się jedynie w te produkty, które danego dnia będziemy jeść. Robimy zakupy hurtowe, często na cały tydzień (w ciągu tygodnia dokupuję jedynie świeże pieczywo w pobliskiej piekarni). Przy takim trybie zakupowym niemożliwe jest wstrzelić się równo w ilość produktów, które zjemy całą rodziną. Czasami czegoś zabraknie, czasami coś zostanie i się zepsuje. Wyrzucam bez wyrzutów sumienia. Nie mam zamiaru zatruć się/ zachorować w przyszłości na raka żołądka przez zwykłe skąpstwo.
      • leyre2 Re: Wyrzucanie jedzenia, też tak macie 19.05.18, 09:45
        Robie zakupy na caly tydzien (pieczywo takze), wlasnie dlatego wyrzucam niewiele. Suche produkty/konserwy/mrozonki nie sa problemem bo uzywam do konca, warzywa czasem cos zostanie ale niewiele i trafia do kompostownika, mieso w calosci bo mroze gdy jest swieze, zagladam regularnie do szuflad w zamrazalniku i zuzywam. Pieczywo to raczej wyschnie niz splesnieje wiec miale. Kwestia planowania i kupowania ilosci do potrzeb
        • issa-a Re: Wyrzucanie jedzenia, też tak macie 19.05.18, 21:27
          a co robisz z mielonego pieczywa? bo na "bulke tarta", jak sama nazwa wskazuje (i nie bez powodu), nie nadaje sie.
          Juz nie wspomne, że jednak w bloku to kompostownika nie ma!
          Planuje i kupuje "do potrzeb". No ale nie jestem w stanie przewidziec, czy akurat w tym tygodniu rodzina (juz dorosla) bedzie miała apetyt bardziej na wedliny czy nabiał, na przyklad. A ja sama nie zamierzam robic za śmietnik, kompostownik czy cos w rodzaju i zżerać, co tam zostaje na stanie ...lodowki.
          I wyrzucam! chcociaz staram sie tego nie robic ale nie jestem w stanie uniknąć.
          Najwiekszy problem to jest jednak z produktami śniadaniowo-kolacyjnymi. Czyli, wędliny i nabial (sery). Bo obiadowe to mozna zamrozić, zawekowac a wedline to raczej juz tylko wyrzucić, jeśli się nie zje.
          • frey.a86 Re: Wyrzucanie jedzenia, też tak macie 19.05.18, 22:50
            Jak nie lubię mrożonej żywności, tak wędliny akurat mrożę. Zawsze kupujemy za dużo, więc część kroję w paski, wkładam do woreczka i do zamrażarki. Potem jak robimy np. pizzę albo tosty i akurat nie ma świeżej wędliny taka jest jak znalazł. Czasami robię też sos do makaronu z pomidorów i salami, mrożone salami nadaje się do tego zupełnie fajnie. Na ser nie mam patentu.
    • issa-a Re: Wyrzucanie jedzenia, też tak macie 19.05.18, 21:18
      w moim rodzinnym domu nie wyrzucało się niczego. Ale, pominawszy juz kartki, u mnie bylo tak, że mama robila obiad i jadlo się dopoki był, nawet 3-4 dni (np. gołabki). Rodzina to mama i dzieci. Mama kupila mieso (na owe kartki), zrobila z tego obiad i jadlo sie. Przy czym akurat u mnie w domu wszyscy byli raczej mało jedzący. Wędliny to byly od wielkiego dzwonu (kartki) wiec jak juz byly to jadło się a nie wyrzucało.
      Teraz, w moim własnym domu,jest inaczej. Obiad jest (wywalczylam!) na dwa dni, jak cos zostaje to juz jest "stary" i nikt nie chce tgo zjeść. Wedliny, sery, no, kto utrafi w apetyt domownikow? czasem zostaje - wyrzucam zamiast narażac na zatrucie siebie czy rodzine.
      Mogłabym zjesc sama "żeby sie nie zmarnowało' ale pewnie juz w drzwi nie moglabym wejsc więc raczej odpada.
      Nie marnuje sie jak człowiek prowadzi samodzielne gospodarstwo i kupuje wylacznie to, co do czego ma pewnośc, że zje.
      Pomijam, oczywiscie, okres kiedy sie ma małoletnie dzieci i one jedza tylko to, co im sie postawi na stół. Na sniadanie obiad i kolacje. Mąz (i ja też zreszta) je 'przy okazji" posiłków dzieci albo nie je w ogole.
      Jednym słowem, nie da sie nie wyrzucać, chyba, ze wprowadzisz rygor i dyscypline niczym z zakładu karnego.
      • alfa36 Re: Wyrzucanie jedzenia, też tak macie 21.05.18, 16:07
        Ja wyrzucam niedużo, najczęściej po imprezach/świętach i kiedy zaczynamy się odchudzać. Ten drugi powód, bo muszę się przyzwyczaić do mniejszych zakupów, co zajmuje trochę czasu. A i wolę sama robić zakupy, mój mąż z tych, co już w tym wątku byli scharakteryzowani, jeśli kupuje jedno masło, to trzy jego rodzajesmile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka