Dodaj do ulubionych

Janusze polskiej gastronomii

30.07.18, 17:07
Tekst linka

A ja myślałam naiwnie, że coś się w końcu w temacie zmieniło i przestali aż tak skubać turystów na jedzeniu. Mnóstwo Polaków wyjeżdża na wakacje za granicę, a takie zachowania na pewno nie zachęcą nikogo do spędzenia urlopu nad Bałtykiem. Mój ostatni pobyt nad polskim morzem miał miejsce jakieś 10 lat temu i do dziś pamiętam niesmak spowodowany cenami w knajpach. Obiad dla dwóch osób podany tak, jak w artykule, czyli na plastikowych tackach - 120zł. A najbardziej szokowało mnie to, że zdzierali po 2zł za toaletę OD KLIENTÓW. W życiu się z czymś takim nie spotkałam nigdzie na świecie. A tu babkę skasowali na prawie 40 euro za byle jaki kawałek ryby, fryty i kapustę, na plastiku oczywiście, a jakże. Mam nadzieję, że ona zgłosi tego Janusza do urzędu skarbowego, należy mu się.
Edytor zaawansowany
  • strasznymruk 30.07.18, 17:09
    "Mnóstwo Polaków wyjeżdża na wakacje za granicę"

    Za granicą nie ma Januszów gastronomii?
    Pewnie mają inaczej na imię.
  • frey.a86 30.07.18, 17:16
    Z czymś takim się nigdy nie spotkałam, a sporo podróżuję. Raz jeden nacięłam się na typowy tourist trap w Pradze czeskiej, gdzie skasowali nas w przeliczeniu na złotówki jakieś 180zł, czyli tyle, co babkę z artykułu. No ale my za tą cenę dostaliśmy obiad i napój w porządnej restauracji na normalnych talerzach. Jak pojedziesz nad Morze Śródziemne i zamówisz rybę czy owoce morza to dostaniesz świeże i bez tony panierki.
  • dyzurny_troll_forum 30.07.18, 17:17
    strasznymruk napisał:

    > "Mnóstwo Polaków wyjeżdża na wakacje za granicę"
    >
    > Za granicą nie ma Januszów gastronomii?

    Na pewno są, ale z takim wałem na bezczela to nie pamiętam abym się spotkał.
  • anorektycznazdzira 31.07.18, 15:26
    mam przetestowaną w kierunku Januszów gastronomii w terenach nadmorskich Chorwację, Czarnogórę, Albanię, Grecję, Rumunię, Kubę, USA, Ukrainę, Włochy, Francję, Portugalię, oraz Tunezję.
    Januszów gastronomii na w/w terenach spotkałam wybiórczo w kilku punktach Grecji. Niestety Polska stanowi smutny kontrast do niemal wszystkich znanych mi zagranic.


    --
    medal ma dwie strony: dobrą i nienajgorszą- Murakami
  • nini6 01.08.18, 09:38
    Proszę:
    pl.tripadvisor.com/Restaurant_Review-g189158-d12714847-Reviews-Made_in_Correeiros-Lisbon_Lisbon_District_Central_Portugal.html
    byłam tam osobiscie trzy lata temu.
    W tym roku przechodziłam obok: nadal funkcjonują.
  • dyzurny_troll_forum 30.07.18, 17:15
    frey.a86 napisała:

    > A ja myślałam naiwnie, że coś się w końcu w temacie zmieniło i przestali aż tak
    > skubać turystów na jedzeniu.

    Po to Pan Buk stworzył barany by je sczyc!

    > Mnóstwo Polaków wyjeżdża na wakacje za granicę, a
    > takie zachowania na pewno nie zachęcą nikogo do spędzenia urlopu nad Bałtykiem

    A po co zachęcać? I tak jest pełno!

    > . Mój ostatni pobyt nad polskim morzem miał miejsce jakieś 10 lat temu i do dzi
    > ś pamiętam niesmak spowodowany cenami w knajpach.

    Mój w 2010. I nawet nie o ceny poszło co o podejście. Trzeba było wpłacić kaucję na poczet rachunku w momencie zamawiania. Naprawdę....

    > Obiad dla dwóch osób podany t
    > ak, jak w artykule, czyli na plastikowych tackach - 120zł.

    Mi się wydaje, że tam jest 170 PLN....

    > A tu babkę skasowali na prawie 40 euro za
    > byle jaki kawałek ryby, fryty i kapustę, na plastiku oczywiście, a jakże.

    Nie byle kawałek ryby, tylko pół kilo ryby i (prawie) kilo surówki. Waga musi być jakaś radziecka w tym przybytku....

    Ja lubię i mogę zjeść, uważam, że pół kilo krowy i butla wina to skromny posiłek godny mężczyzny, ale nie wiem czy bym podjął się ataku na kilo surówki (już pal licho tę rybkę).
  • frey.a86 30.07.18, 17:18
    dyzurny_troll_forum napisała:



    > Mi się wydaje, że tam jest 170 PLN....

    Ja pisałam o swoim obiedzie sprzed 10 lat. tongue_out
  • dyzurny_troll_forum 30.07.18, 17:22
    frey.a86 napisała:

    > Ja pisałam o swoim obiedzie sprzed 10 lat. tongue_out

    Ahh ok, ale zgadzam się z Tobą, mnie też najbardziej mierził ten papierowy talerz, plastykowy sztuciec i piwko w plastyku. Jak w ogóle można tak jeść!?

    Ale tak jak napisałem na wstępie znalazłem podczas mojego ostatniego pobytu w Międzyzdrojach lokal ze szkłem i sztućcami, ale wymagana była kaucja.... Może żeby nie uciec z tą cenną zastawą!?
  • claudel6 31.07.18, 11:40
    no właśnie. ryba za 100 g 10 zł to niestety teraz norma. drogo, ale to cena nie tylko nadmorska, takie są ceny teraz w Polsce. ale 500-600 g ryby tu u nas idzie na cały obiad, nie na jedną osobę. dla mnie by starczyło na 3 obiady. oczywiscie problem jest taki, ze jak zamawiasz rybę, to oi Ci przynoszą pól kilo bez pytania. "bo tyle wyszło". wiec ja teraz zaznaczam, ile ma być ryby. mało, bo ja wiecej niz 200 g nie zjem.
    no a 800 g surówki na jedna osobę... hmm. normalna porcja surówki w knajpie to 200-300 g. jaki trzeba mieć żołądek, żeby to wszystko zmieścić. to chyba tu Janusze przyszły sie najeść....
  • araceli 31.07.18, 11:43
    claudel6 napisała:
    > no a 800 g surówki na jedna osobę... hmm. normalna porcja surówki w knajpie to
    > 200-300 g. jaki trzeba mieć żołądek, żeby to wszystko zmieścić. to chyba tu Jan
    > usze przyszły sie najeść....

    Kolejna... może jednak najpierw zobaczyć zdjęcie tej potrawy zanim zacznie się ludzi wyzywać?




    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 11:49
    araceli napisała:

    > Kolejna... może jednak najpierw zobaczyć zdjęcie tej potrawy zanim zacznie się
    > ludzi wyzywać?

    Widzisz na zdjęciu kilogram surówki?

  • claudel6 31.07.18, 12:08
    nie potrafię tego stwierdzić, bo nie wiem, jak duży jest talerz. ryby jest bardzo dużo, a jest już w połowie zjedzona.
  • araceli 31.07.18, 12:16
    claudel6 napisała:
    > nie potrafię tego stwierdzić, bo nie wiem, jak duży jest talerz.

    Na tym talerzu lerzy plastikowy widelec więc można oszacować jego wielkość.

    > ryby jest bard
    > zo dużo, a jest już w połowie zjedzona.

    W połowie???? big_grin



    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • claudel6 31.07.18, 12:28
    no dobrze, niech Ci będzie - zostali naciągnięci na wagę. czyli nie dość, ze cwaniak, to jeszcze złodziej.
    co z tym możemy zrobić? chyba tylko nie jeździć nad Bałtyk.
  • claudel6 31.07.18, 12:10
    ale żeby nie bylo - mnie bardzo wkurza ten zwyczaj na kg, bo on służy wkorzystywaniu klientów. oni NIGDY nie pytają, ile tej ryby. podają gigantyczne porcje, a ty płacz i płać.
  • little_fish 31.07.18, 12:11
    Ja podaję wielkość porcji bez pytania.
  • claudel6 31.07.18, 12:26
    ja teraz też, ale nauczyłam sie na "błędach".
  • frey.a86 31.07.18, 13:00
    claudel6 napisała:

    > ale żeby nie bylo - mnie bardzo wkurza ten zwyczaj na kg, bo on służy wkorzysty
    > waniu klientów. oni NIGDY nie pytają, ile tej ryby. podają gigantyczne porcje,
    > a ty płacz i płać.

    No dokładnie, o to mi właśnie chodzi. W każdej knajpie normą jest, że porcja mięsa/ ryby to ok. 200g, a u Janusza w smażalni nakładają pół kilo, bo klient płaci od wagi.

    Przypomniał mi się sklep spożywczy koło mojego domu. Kupowałam tam wędliny i ser na plastry, np. 4-6 plasterków, bo tyle akurat potrzebowałam. Po paru razach zauważyłam, że kroją mi te plastry grube na pół palca. Zwróciłam uwagę, żeby kroiły plastry takiej grubości, jak wtedy, kiedy biorę ser na wagę. Był foch, że "takie rzeczy to trzeba od razu zgłaszać, a nie wydziwiać" i potem złośliwie kroiły mi plastry cienkie jak papier, że darły się przy próbie położenia na kanapkę.
    Zaczęłam robić zakupy w supermarkecie, bo tam krojono mi to, o co poprosiłam bez przewracania oczami i komentowania. A tamten sklep już nie istnieje, ciekawe czemu. wink Potem się mówi, że supermarkety wygryzły drobny handel, ale w wielu przypadkach janusze sami sobie winni i tyle.
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 13:05
    frey.a86 napisała:

    > Zaczęłam robić zakupy w supermarkecie, bo tam krojono mi to, o co poprosiłam be
    > z przewracania oczami i komentowania. A tamten sklep już nie istnieje, ciekawe
    > czemu. wink Potem się mówi, że supermarkety wygryzły drobny handel, ale w wielu p
    > rzypadkach janusze sami sobie winni i tyle.

    Amen córko!
  • little_fish 31.07.18, 13:09
    I nikt nie broni nad morzem jadać w miejscach serwujacych konkretne porcje. Może wtedy Janusze że smażalni by się czegoś nauczyli. Albo splajtowali. A jak klient potulnie płaci to Janusz korzysta. Mało to etyczne, ale przestępstwo to nie jest. (jeśli daje dużą porcję i za taką kasuje)
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 13:15
    little_fish napisała:

    > (jeśli daje dużą porcję i za taką kasuje)

    Ja proponuję, że dziś w ramach pracy domowej każda ematka przygotowuje 1kg surówki "Nadmorskiej" do obiadu; biała kapusta, marchew, cebula, jakiś tam koperek, można dodać pekińskiej, w końcu jest dość powszechna w polskiej gastronomii. Można położyć na wierzch plasterek lub ćwiartkę cytrynki....

    I jutro publikujecie fotki ile to jest 1 kg!

  • little_fish 31.07.18, 14:30
    Ale ja teraz nie pisałam o sytuacji z linkowanego artykułu tylko odniosłam się do tego :"u Janusza w smażalni nakładają pół kilo, bo klient płaci od wagi."
  • iwoniaw 31.07.18, 14:39
    Zaczęłam robić zakupy w supermarkecie, bo tam krojono mi to, o co poprosiłam be
    > z przewracania oczami i komentowania. A tamten sklep już nie istnieje, ciekawe
    > czemu. wink Potem się mówi, że supermarkety wygryzły drobny handel


    Otóż to. Mam dokładnie takie same spostrzeżenia (i tak, bywają też małe sklepy, które się utrzymują, a nawet rozwijają - i to mimo hipermarketów i dyskontów w zasięgu spaceru pieszego. Dziwnym trafem nie uskuteczniają ww. praktyk, a przeciwnie - ciekawe wink )

    W przypadku nadmorskich (czy górskich) kurortów jest identycznie - potem jest labidzenie, że urlopowicz woli pojechać do Grecji czy innej Turcji, a jeśli już wybierze rodzime strony, to ciekawe czemu woli zaopatrywać się w produkty spożywcze w lokalnej Biedronce i samemu stać przy garach, niż iść do "restauracji"...


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • frey.a86 31.07.18, 14:59
    Ja chyba faktycznie wolałabym położyć na grilla pstrąga z Biedronki niż jeść w tych smażalniach. wink
  • frey.a86 31.07.18, 15:03
    I zanim ktoś się przyczepi - wiem, że pstrąg to nie jest ryba morska. Ale zawsze jest dostępny w biedrze, a inne ryby niekoniecznie.
  • iwoniaw 31.07.18, 16:40
    No ja też, dlatego nie dziwię się, że ludzie szukają miejscówek z możliwością ugotowania czegoś jadąc do "kurortów" nadbałtyckich. Artykuły nt. pangi na starym oleju to lelitmotiv wakacyjnych doniesień starszy niż sinice i parawaning.


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • rosapulchra-0 31.07.18, 21:42
    Na takiego samego Janusza biznesu trafiłam w UK, miał polski sklep w moim mieście. Od wielu już nie istnieje.

    --
    Wszyscy idący ze swoimi laskami, nieraz mam ochotę takiego huknąć, co się palancie lipisz, masz laskę, to nie wykręcaj głowy za mną. by Alpepe
  • tanebo2.0 30.07.18, 17:16
    Po pierwsze - jadać tam gdzie lokalsi. Bo takim Janusz nie wciśnie gó...a bo skończy jak kucharz z "Jak rozpętałem drugą wojnę"...
  • araceli 30.07.18, 17:21
    tanebo2.0 napisał:
    > Po pierwsze - jadać tam gdzie lokalsi.

    W Polsce "lokalsi" jadają w domu.



    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • dyzurny_troll_forum 30.07.18, 17:23
    araceli napisała:

    > tanebo2.0 napisał:
    > > Po pierwsze - jadać tam gdzie lokalsi.
    >
    > W Polsce "lokalsi" jadają w domu.

    Nawet ze śniadania w hotelu za 15PLN zrezygnują gdy się tylko da, bo mają za to kilo sera z Biedry i dwa chleby!
  • araceli 30.07.18, 17:34
    dyzurny_troll_forum napisała:
    > Nawet ze śniadania w hotelu za 15PLN zrezygnują gdy się tylko da, bo mają za to
    > kilo sera z Biedry i dwa chleby!

    "Lokalsi" nocują w hotelach???? big_grin


    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • mamma_2012 30.07.18, 19:20
    To ma sens tylko w krajach, gdzie ludzie żywią się poza domem nie tylko od święta.
    Żeby ewentualnie spotkać lokalsa w knajpie nad naszym morzem to trzeba iść do pizzerii lub na kebabawink
  • marusia.00 30.07.18, 22:11
    Nie, lokalsi unikają sezonowych knajp i smażalni, bo dokładnie wiedzą co tam jest serwowane i z czego składa się panierka 😉 żal im turystów, nawet tych, którzy myślą, że jedzą świeżego dorsza w sezonie ochronnym 😁
  • mamma_2012 31.07.18, 00:31
    Bez przesady, mam rodzinę nad morzem i to w centrum wakacyjnego kiczu (jeden wujek nawet, zanim przesiadł się na wielkie statki, lata spędził na kutrze) i oni dobrze wiedzą gdzie u nich zjeść świeże ryby.
  • marusia.00 31.07.18, 14:32
    Owszem ale to dotyczy 5% sprzedawanej latem ryby. Głównie dorsza. Na dorsza latem jest okres ochronny, jak ktoś ma dojścia na kutrach, to uda mu się kupić nielegalnego ale 95% dorsza w smażalniach to mrożonki z zimy.
  • kotomama 30.07.18, 17:22
    Bałtyk i wszystko jasnesmile

    --
    Polska pod rządami PiSu jest jak nawalony Janusz na weselu.
    Wszystkich potrąca, oblewa wódką, wyjada z talerzy, beka, wymiotuje, depcze po butach,
    rechocze jak żaba i jest przekonany, że ludzie schodzą mu z drogi, bo go zaczęli szanować.
  • memphis90 30.07.18, 17:28
    Ale ja jednego nie rozumiem - przecież cena jest zawsze podana. I to, że surówka płatna osobno też powinno byc w cenniku. Jak się kupuje rybę po 115zl za kilogram, to chyba nic dziwnego, że pół kilo kosztuje 60zl... Mogli iść tam, gdzie dorsza dają po 7zl/100g i poprosić o małą porcję... Drogo bo drogo, ale nie rozumiem zdziwienia i nie rozumiem dlaczego idąc do baru przy plaży oczekują czegoś więcej niż tacki czy papierowego talerza.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • araceli 30.07.18, 17:33
    memphis90 napisała:
    > Jak się kupuje rybę po 115zl za kilo
    > gram, to chyba nic dziwnego, że pół kilo kosztuje 60zl...

    Widzisz na tym talerzu pół kilo ryby i 0,9 (!!!) kg surówki?


    --
    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
  • iwoniaw 30.07.18, 17:35
    Widzisz na tym talerzu pół kilo ryby i 0,9 (!!!) kg surówki?

    Może dosypali tam polonu czy innego uranu zamiast pieprzu, bo pomylili panią z agentem incognito, na którego dostali zlecenie?


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • memphis90 30.07.18, 17:37
    Na komórce otwiera mi się tylko to zdjęcie z paragonem, więc nie odpowiem....

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • araceli 30.07.18, 17:49
    memphis90 napisała:
    > Na komórce otwiera mi się tylko to zdjęcie z paragonem, więc nie odpowiem....

    To może przed wyrażeniem opinii należałoby się zapoznać z faktami?


    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • maggi9 30.07.18, 18:51
    Ja oglądam zdjęcia na kompie i według mnie to nie jest zdjęcie tej potrawy. To jest ilustracja a prawidziwe zdjęcie jest na fb profilu tej pani.
    scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/37783628_1790551614368985_5671065295695904768_n.jpg?_nc_cat=0&oh=c2eed9e773c9b77f0a59f1f58d556666&oe=5BCC1A8D
    I ja tu ni chu chu nie widzę prawie kg (!) surówki. Może i 600g ryby jest choć to też podejrzane.

    Ja jeżdżę nad Bałtyk bo lubię ale przyznam, że z czymś takim się nie spotkałam. Czasami jest drożej, czasami taniej. Fakt żarcie to głównie ryba z frytami, kotlet z kurczaka ale tez można trafić na coś innego choć to trudne. I nigdy, przenigdy nie zdarzyło mi się zapłacić za obiad dla dwóch osób 170zł.
  • araceli 30.07.18, 19:57
    maggi9 napisała:
    > Ja oglądam zdjęcia na kompie i według mnie to nie jest zdjęcie tej potrawy. To
    > jest ilustracja a prawidziwe zdjęcie jest na fb profilu tej pani.

    To właśnie zdjęcie jest w artykule - niżej smile


    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • memphis90 30.07.18, 21:27
    U mnie niżej jest zdjęcie surykatki 😅

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • kk345 30.07.18, 22:54
    No i dlatego było tak drogosmile
  • pani-noc 30.07.18, 21:35
    Ryba jest częściowo zjedzona. Jeśli to były dwa duże kawałki grubo upanierowane w bulce tartej to oczywiście mogło wyjść na wadze 600g.

    Natomiast 0.9 kg surówki to jest przekręt. Ja na jej miejscu kazałabym nałożyć kolejną porcję surowki na ten talerzyk żeby ja przy mnie zważyli.
  • memphis90 30.07.18, 21:24
    Ale z jakimi faktami? Dysponujesz fotografią talerza tej pani, to się podziel. Na rachunku są dwie porcje ryby po pół kg każda w cenie 115zl/kg i warzywa got w cenie 25zl/kg.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • araceli 31.07.18, 09:20
    memphis90 napisała:
    > Ale z jakimi faktami? Dysponujesz fotografią talerza tej pani, to się podziel.

    Przecież to zdjęcie jest w zaklinowanym artykule big_grin Po co zawzięcie dyskutujesz o czymś, o czym nie masz pojęcia.



    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • memphis90 31.07.18, 09:41
    U mnie nie ma. Zresztą pani nigdzie nie twierdzi, że policzono jej za pół kg ryby, a było jej 100g.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • araceli 31.07.18, 09:52
    memphis90 napisała:
    > U mnie nie ma.

    I jakoś nie zaświtało Ci w głowie, że jak inni widzą to może u Ciebie coś jest nie tak i zamiast klepać bez sensu należałoby sprawdzić na innym urządzeniu? Klepiesz byle klepać?



    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • bigzaganiacz 31.07.18, 10:11
    A ty widzialas kiedys pol kilograma ryby? Na trzy te smieszbe tacki by nie weszlo nie mowiac o kilogramie surowki
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 10:15
    bigzaganiacz napisał(a):

    > A ty widzialas kiedys pol kilograma ryby? Na trzy te smieszbe tacki by nie wesz
    > lo nie mowiac o kilogramie surowki

    Ryby czy tartej bułki nasączone fryturą?
  • bigzaganiacz 31.07.18, 11:23
    dobra ponioslo mnie z tym pol kilogramem ryby , pewnie nie jest nawet pol na pol ,
    ale waga w tym przybytku to bym sie zaintersowal blizej
  • demodee 31.07.18, 11:23
    > Ryby czy tartej bułki nasączone fryturą?
    Konsumentka nie narzekała na składnik dania lub ich smak, tylko na cenę. Niektórzy lubią grubą panierkę na rybie, na przykład ja.

    Ja nie dałabym za turbota w panierce 105zł/kg. Ale kto bogatemu zabroni?...
  • bigzaganiacz 31.07.18, 11:27
    Niektórzy lubią grubą panierkę na rybie, na przykład ja.


    to widoczniej jestes ewenementem lubiacym placic za panierke 100zl/kg
  • demodee 31.07.18, 11:36
    Napisałam przecież, że tyle bym nie dała za rybę w panierce w przydrożnym barze. Ale ta pani zdecydowała się i dostała to, za co zapłaciła.

    Moim zdaniem pani nigdy jeszcze nie jadła w takim punkcie gastronomicznym, sądziła, że jak cena jest 10,5zł/kg a kucharz pyta, czy duża porcja, to poprosiła o dużą, a jak dostała pół kilo ryby i kilo surówki to albo myślała, że za to wszystko zapłaci 10,5 zł/kg, albo było jej głupio się wycofać, to zapłaciła i sobie odreagowała na fejsie.
  • araceli 31.07.18, 11:38
    demodee napisała:
    > Konsumentka nie narzekała na składnik dania lub ich smak, tylko na cenę. Niektó
    > rzy lubią grubą panierkę na rybie, na przykład ja.
    >
    > Ja nie dałabym za turbota w panierce 105zł/kg. Ale kto bogatemu zabroni?...



    Może właśnie pani chciała dać 105/zł za rybę w panierce a nie panierkę ze śladową ilością ryby?


    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • demodee 31.07.18, 11:44
    > Może właśnie pani chciała dać 105/zł za rybę w panierce a nie panierkę ze śladową ilością ryby?
    Może. Ale nie poskarżyła się, że za dużo panierki a za mało ryby, tylko, że za duża porcja i drogo.
  • 45rtg 31.07.18, 14:18
    demodee napisała:

    > > Może właśnie pani chciała dać 105/zł za rybę w panierce a nie panierkę ze
    > śladową ilością ryby?
    > Może. Ale nie poskarżyła się, że za dużo panierki a za mało ryby, tylko, że za
    > duża porcja i drogo.

    Tak w ogóle, to co Wy z tym "dużo panierki, śladowo ryby"? Owszem, można panierki zrobić grubiej, czy cieniej, ale ileż by tego musiało być, żeby to jakoś znacząco zmieniło wagę? Bardzo możliwe, że sprzedawcy wciskają możliwie duże ryby, żeby możliwie dużo skasować, możliwe, że robią kanty na wadze, ale akurat żeby dostać panierkę nadziewaną resztkami ryby, jak opisujecie, to jakoś nigdy nie miałem.

  • tairo 01.08.18, 23:04
    demodee napisała:
    > > Może właśnie pani chciała dać 105/zł za rybę w panierce a nie panierkę ze
    > > śladową ilością ryby?
    > Może. Ale nie poskarżyła się, że za dużo panierki a za mało ryby, tylko, że za
    > duża porcja i drogo.

    Zamawiając małą porcję świeżego turbota (smakiem przypominał mrożonego) otrzymałam ZLEPEK 5 kawałków otoczonych w kilogramowej panierce mącznej.

    Noo, wcale się nie poskarżyła, że za dużo panierki, a za mało ryby.
  • iwoniaw 30.07.18, 17:34
    nie rozumiem dlaczego idąc do baru przy plaży oczekują czego
    > ś więcej niż tacki czy papierowego talerza


    Hm, może dlatego, że w cywilizowanych krajach także w "barach przy plaży" talerz jednak jest ceramiczny, a woda w szklance? Papierowa tacka czy torebka to dla mnie opcja przy ewentualnym zakupie "na wynos", a nie do podawania jedzenia w jakimkolwiek przybytku gastronomicznym na miejscu. Toż w barach mlecznych mają normalną zastawę i sztućce!


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • silencia.furiosa 31.07.18, 11:09
    Ale dlaczego cię to dziwi? Bary mleczne funkcjonują cały rok. Jeżeli pojedziesz do miejscowości, gdzie przyjeżdżają też turyści poza sezonem, zwłaszcza blisko niemieckiej granicy to też znajdziesz knajpy z talerzami i szklankami. Ale na co liczysz w miejscowościach, które żyją tylko 2-3 miesiące w roku i w smażalni, która jest najczęściej budą ze stolikami na zewnątrz/pod namiotem? Myślisz, że na dwa miesiące ktoś będzie inwestował w lokal wystarczająco duży by zmieścić tam przechowalnie szkła i talerzy, wystarczająco duży zmywak czy sterylizator. Jeszcze za to wyposażenie zapłaci, tak jak i dodatkowej osobie na zmywaku i będzie się martwić przez kolejne 10 miesięcy czy ktoś mu tego nie zdemoluje. Pojedź w marcu czy październiku do takiej nadmorskiej pipidówy to ciekawe czy w ogole znajdziesz miejsce, gdzie można coś zjeść.
  • bigzaganiacz 31.07.18, 11:22
    ami na zewnątrz/pod namiotem? Myślisz, że na dwa miesiące ktoś będzie inwestował w lokal wystarczająco duży by zmieścić tam przechowalnie szkła i talerzy, wystarczająco duży zmywak czy sterylizator. Jeszcze za to w

    to jest ciekawe co piszesz , bo jakos brak inwestycji nie przeszkadza januszowki kasowac tak jak by podawal na chinskiej porcelanie rybe zlowiona 10minut wczesniej
  • silencia.furiosa 31.07.18, 11:58
    Inwestycje opłacają się, gdy mozna z nich czerpać zysk dłużej niż dwa miesiące w roku. Janusz wie, że latem i tak będzie miał zatrzęsienie klientów. Janusz będzie januszował, uczciwy będzie konkurował ceną/jakością. A jeżeli komuś nie odpowiada ryba z budy lub jej cena może sobie wykupić obiady na stołówce. O dziwo coś takiego jeszcze funkcjonuje, przynajmniej w większych miejscowościach.
  • frey.a86 30.07.18, 17:35
    Chyba tylko nad Bałtykiem trzeba pilnować, żeby nie zważyli człowiekowi pół kilo ryby w panierce i kilograma (!!!) surówki. Jak za granicą zamawiam na obiad rybę i surówkę, to dostaję normalną porcję (ok. 200 gram ryby i drugie tyle surówki) za cenę podaną w karcie, bez jakiegoś ważenia i podawania cen za 100g zamiast za kilogram.

    Za 170zł talerz i normalne sztućce należą się bez łaski.
  • memphis90 30.07.18, 17:42
    W sumie to nie spotkałam się ze smażalnią, w której byłyby ujednolicone porcje i jedna cena. W smażalni zawsze jest cena za kg i wiadomo, że niektóre tuszki są większe, a inne mniejsze. Taki urok nadmorskiej smażalni ryb.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • szeera 30.07.18, 18:12
    "W sumie to nie spotkałam się ze smażalnią, w której byłyby ujednolicone porcje i jedna cena. W smażalni zawsze jest cena za kg i wiadomo, że niektóre tuszki są większe, a inne mniejsze. Taki urok nadmorskiej smażalni ryb."

    W Polsce. W większości innych miejsc "fish and chips" jest wyceniany na porcje, nie na wagę - da się. Zresztą porządne ryby również. W lepszych restauracjach jest często w menu jedna - dwie drogie ryby wyceniane na wagę. A surówki na wagę nie spotkałam jeszcze nigdzie (nielicząc barów sałatkowych gdzie się samemu bierze do pojemników).
  • memphis90 30.07.18, 21:26
    No ale mówimy o Polsce... Z surówką na wagę dodatkowo płatną też się nie spotkałam i też mnie to dziwi, ale może pani zamówiła coś innego (wg rachunku "warzywa got")?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • leyre2 30.07.18, 18:17
    memphis90 napisała:

    > W sumie to nie spotkałam się ze smażalnią, w której byłyby ujednolicone porcje
    > i jedna cena. W smażalni zawsze jest cena za kg i wiadomo, że niektóre tuszki s
    > ą większe, a inne mniejsze. Taki urok nadmorskiej smażalni ryb.
    >
    Moze nad Baltykiem. Nie spotkalam sie z czyms takim w innych krajach. Cena podana w karcie jest ta ktira sie placi a nie niespodzianka a raczej szok gdy sie dostaje rachunek. Filety z ryby mozna pokroic na porcje o odpowiedniej wadze.
  • memphis90 30.07.18, 21:28
    Tak, nad Bałtykiem lub nad jeziorami w Polsce.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • leyre2 30.07.18, 21:50
    memphis90 napisała:

    > Tak, nad Bałtykiem lub nad jeziorami w Polsce

    Czego ty tak bronisz? Zdzierstwa? Cennik powinien byc jasny, klienta nie powinien domagac sie obecnosci przy wazeniu ryb na jego porcje, to jakis absurd jest. A warzywa zwlaszcza w sezonie w takiej cenie to rozboj.
  • little_fish 30.07.18, 23:31
    Co prawda nie smazalnia z papierowym tackami a normalna restauracja - w karcie dania w zestawie czyli ryba plus frytki /ziemniaki /ryż plus surówka, cena podana za porcję, w karcie podana masa. Oprócz tego są też "ryby na wagę" - z tej opcji często korzysta mój mąż, który woli większy kawałek ryby i warzywa, bez frytek. Zamawiając podaje oczekiwaną masę ryby. Co prawda nie ważyłam nigdy tych porcji, ale widać, że ryba zamawiana jako kawałek ok 300 g. jest większa od tej z zestawu (masa podana w karcie - 200g) To częsta praktyka
  • memphis90 31.07.18, 09:45
    Ja nie bronię, dla mnie to mega drogo i widząc w cenniku rybę za 115zl/kg za nic bym jej nie kupiła. Ale dziwię się, że ktoś kupuje drogą rybę, a potem się dziwi, że jest droga... To samo było z szaszłykami we Wrocławiu - cena z kosmosu, a jednak ludzie kupowali, a potem zalili się na fb, że drogo. A Gesslerowa kiedyś żądała w swojej restauracji 30zl za mizerię (tj tzatziki) i to w okresie, kiedy ogórki były śmiesznie tanie z powodu zakazenia E. Coli z Niemczech - cóż, trzeba sprawdzać ceny...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • leyre2 31.07.18, 11:23
    memphis90 napisała:

    > Ja nie bronię, dla mnie to mega drogo i widząc w cenniku rybę za 115zl/kg za ni
    > c bym jej nie kupiła.

    A ja nie pomyslalabym ze w barze bedzie cennik jak w sklepie. Gdybym kiedys zablakala sie nad Baltyk bede wiedziec czego sie spodziewac. Naprawde osoby przygotowujace posilki nie maja pojecia ile tej ryby wagowo ma byc na jedna porcje dla dorosle osoby? To samo z warzywami? Ryby naprawde mozna porcjowac a w cenniku podac cene zestawu poprostu.
  • little_fish 31.07.18, 11:30
    Aleś są knajpki gdzie masz gotowe porcje z podaną cena, a często także do wyboru rybę na wagę. Klientka wybrała taką opcję dobrowolnie
  • little_fish 31.07.18, 11:30
    *ależ oczywiście
  • leyre2 31.07.18, 11:53
    little_fish napisała:

    > Aleś są knajpki gdzie masz gotowe porcje z podaną cena, a często także do wybor
    > u rybę na wagę. Klientka wybrała taką opcję dobrowolnie


    Chyba jednak nie skoro zszokowala ja cena i zaczela dochodzic w czym rzecz.
  • little_fish 31.07.18, 12:00
    Zmusili ją do jedzenia ryby na wagę? Kto?
  • leyre2 31.07.18, 18:00
    little_fish napisała:

    > Zmusili ją do jedzenia ryby na wagę? Kto?

    Zmusili ja nie do zjedzenia ale do zaplacenia.
  • little_fish 31.07.18, 18:22
    Mogła odmówić przyjęcia zbyt dużej porcji /niezgodnej z zamówieniem. Lub pójść tam, gdzie są gotowe porcje, a nie ryba na wagę
  • leyre2 31.07.18, 18:46
    little_fish napisała:

    > Mogła odmówić przyjęcia zbyt dużej porcji /niezgodnej z zamówieniem. Lub pójść
    > tam, gdzie są gotowe porcje, a nie ryba na wagę

    Przeciez nie uwzgledniono reklamacji.
  • little_fish 31.07.18, 18:59
    Jakby jej nie wzięła i nie zapłaciła to nie miałaby czego reklamować. Kilku takich klientów i Janusze przestaliby kozaczyć.
  • leyre2 31.07.18, 19:13
    little_fish napisała:

    > Jakby jej nie wzięła i nie zapłaciła to nie miałaby czego reklamować. Kilku tak
    > ich klientów i Janusze przestaliby kozaczyć.

    W barze zdaje sie placi sie przed.
  • little_fish 31.07.18, 20:07
    W barze z rybą na wagę? Niby jak? Pani mówi "małą rybę poproszę" a pan ma jasnowidzenie, że ta ryba będzie ważyć 23 deko i za tyle kasuje?
  • leyre2 01.08.18, 13:01
    little_fish napisała:

    > W barze z rybą na wagę? Niby jak? Pani mówi "małą rybę poproszę" a pan ma jasno
    > widzenie, że ta ryba będzie ważyć 23 deko i za tyle kasuje?


    No wiec wlasnie, chyba powinien zwazyc podac cene i dopiero klient akceptuje, jak w sklepie. A nie przyniesc ogromna porcje i szokujacy rachunek
  • little_fish 01.08.18, 13:22
    Może i powinien. Ale działają te bary inaczej. Jeżeli klient nie będzie protestować i np odmawiać przyjęcia nieodpowiedniej porcji, to się to nie zmieni, niestety.
  • demodee 31.07.18, 11:42
    > Naprawde osoby przygotowujace posilki nie maja pojecia ile tej ryby wagowo ma byc na jedna porcje dla dorosle osoby? To samo z warzywami? Ryby naprawde mozna porcjowac a w cenniku podac cene zestawu poprostu.

    Ale jak ktoś idzie po raz pierwszy do przydrożnego baru i bierze rybę za 10zł/100g, to może woli najpierw wziąć 100g i spróbować, czy dobra? Potem może sobie dokupić większą porcję albo stwierdzić, że niedobra i iść gdzieś indziej. To jest świetna opcja, jak się spędza wakacje z dziećmi, na przykład.
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 11:45
    demodee napisała:

    > Ale jak ktoś idzie po raz pierwszy do przydrożnego baru i bierze rybę za 10zł/1
    > 00g, to może woli najpierw wziąć 100g i spróbować, czy dobra? Potem może sobie
    > dokupić większą porcję albo stwierdzić, że niedobra i iść gdzieś indziej. To je
    > st świetna opcja, jak się spędza wakacje z dziećmi, na przykład.

    Serio?! I tak się chodzi od smażalni do smażalni i testuje? Degustacyjny spacer taki.....
  • bigzaganiacz 31.07.18, 11:51
    uje? Degustacyjny spacer taki....

    moze nawet przerodzi sie w bieg z przeszkodami jak po piatej degustacji tych delikatesow dopadnie cie sraczka
  • demodee 31.07.18, 11:55
    > Serio?! I tak się chodzi od smażalni do smażalni i testuje? Degustacyjny spacer taki.....

    Owszem. Jadę w nowe miejsce i pierwszego wieczora spaceruję wzdłuż nabrzeża, bo i tak nie mam nic do roboty. Widzę obiecującą smażalnię i zamawiam małą porcję. Jak smakuje, to notuję ją w pamięci. Jak nie smakuje, to też notuję. Po takim rekonesansie nie marnuję pozostałych 12 wieczorów.
  • little_fish 31.07.18, 11:49
    Albo tak jak pisałam - mój mąż woli więcej ryby i warzywa, bez frytek. To co, dwa zestawy ma brać i wyrzucać frytki? Generalnie trzeba poprosić KONKRETNĄ porcje ryby (nie "taką większą", bo to pojęcie względne) i egzekwować jej wielkość. Czyli jak poprosimy do 200g, to taką porcję akceptujemy i tyle.
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 11:54
    little_fish napisała:

    > Generalnie trzeba poprosić KONKRETNĄ porc
    > je ryby (nie "taką większą", bo to pojęcie względne) i egzekwować jej wielkość.
    > Czyli jak poprosimy do 200g, to taką porcję akceptujemy i tyle.

    Ale to posiłek się zmienia w kolejną walkę... a nie każdy na wakacjach chce być na wojnie...
  • little_fish 31.07.18, 12:06
    Jaką walkę? Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym zamówiła 200g i dostała pół kilo. I musiała "walczyć" o zmniejszenie porcji...
    Gorzej jeśli klientka zamówiła "dużą porcję" bo to może oznaczać dla każdego coś innego
  • leyre2 31.07.18, 18:02
    little_fish napisała:

    > Jaką walkę? Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym zamówiła 200g i dostała pół kilo
    > . I musiała "walczyć" o zmniejszenie porcji...


    Nosisz przy sobie wage czy waza przy tobie jak w sklepie? Ja wole zamowic porcje poprostu a w barze powinni wiedziec Ile to porcja.
  • little_fish 31.07.18, 18:24
    Widzę na rachunku za ile płacę. I widzę ile (mniej więcej oczywiście) porcja zamówiona jako 300g różni się od tej, która w karcie figuruje jako 200g
  • leyre2 31.07.18, 18:51
    little_fish napisała:

    > Widzę na rachunku za ile płacę. I widzę ile (mniej więcej oczywiście) porcja za
    > mówiona jako 300g różni się od tej, która w karcie figuruje jako 200g

    Porcja 200 od 300g roznic sie moze jesli sa obok siebie, oczyma nie wiesz czy dostalas 200 czy 300g. Na rachunku to moze widzisz, pytanie czy kiedy i kto wybieram kawalek dla ciebie. Bo jak widzisz ta kobieta zamowila mala porcje a dostala ogromna, wiec osoba w barze powinna ja poinformowac jak wyglada czy Ile wazy ta mala porcja. Jednak tego nie zrobiono w wiadomym celu. Bronisz januszy, zwyklego zdzierstwa, w jakim celu?
  • little_fish 31.07.18, 19:02
    Nie bronię, nie odpowiadają mi ich usługi i z nich nie korzystam. Innym też to proponuję. Korzystam z usług sprawdzonych miejsc.
  • leyre2 31.07.18, 19:12
    little_fish napisała:

    > Nie bronię, nie odpowiadają mi ich usługi i z nich nie korzystam. Innym też to
    > proponuję. Korzystam z usług sprawdzonych miejsc.

    Nie kazdy ma sprawdzone miejsca. Poza tym nie mozna sprawdzic nie korzystajac z uslugi
  • little_fish 31.07.18, 20:09
    Wystarczy pójść do restauracji, z kartą, w której jest cena za zestaw /porcję. Wtedy nie będzie niespodzianek wielkosciowych /cenowych.
  • dyzurny_troll_forum 01.08.18, 10:32
    little_fish napisała:

    > Korzystam z usług sprawdzonych miejsc.

    Skąd bierzesz listę sprawdzonych miejsc będąc w nowym miejscu na wakacjach?
  • little_fish 01.08.18, 10:43
    Od znajomych, z internetu. Nad Bałtykiem (a o tutejszych Januszach piszemy i do tego się odnoszę) nietrudno znaleźć miejsce polecane przez znajomych. Poza tym od dawna unikam właśnie takich miejsc z rybą na wagę na papierowym talerzu.
  • leyre2 31.07.18, 11:59
    little_fish napisała:

    > Albo tak jak pisałam - mój mąż woli więcej ryby i warzywa, bez frytek. To co, d wa zestawy ma brać i wyrzucać frytki?

    A nie ma opcji zestaw, tylko ryba i warzywa, tylko frytki itp?
    Tylko ryba czyli porcja dla doroslej osoby jesli chce wiecej to dwie porcje ryby i warzywa. Jaki problem? Spotykam sie z takim wlasnie cennikiem czyli na porcje.
    Porcje sa na tyle duze ze I tak zazwyczaj calej nie zjem, ale ja nie jem duzo.

    Generalnie trzeba poprosić KONKRETNĄ porc
    > je ryby (nie "taką większą", bo to pojęcie względne) i egzekwować jej wielkość.
    > Czyli jak poprosimy do 200g, to taką porcję akceptujemy i tyle.
  • little_fish 31.07.18, 12:02
    Ryba na wagę to w sumie też porcje - porcja 100g kosztuje 7 zł. Zamawiasz potrójną porcję ryby i do tego zestaw warzyw.
  • leyre2 31.07.18, 18:08
    little_fish napisała:

    > Ryba na wagę to w sumie też porcje - porcja 100g kosztuje 7 zł. Zamawiasz potró
    > jną porcję ryby i do tego zestaw warzyw.

    Ale wiekszosc ludzi nie ma wagi w glowie ani wyobrazenia Ile to 100g ryby. W gastronomii przeciez jest generalnie okreslona wielkosc/waga porcji dla doroslej osoby i tym mozna sie kierowac prowadzac bar.
    Wyobrazam sobie taki bar w ktorym ktos zamawia rybe, sprzedajacy pokazuje mu kawalek a on mowi nie ten za duzy ten za maly ok w koncy sie decyduje, wtedy wazy i przelicza zeby miec dokladna cene. Z frytkami i salata to samo. Przeciez to trwa wieki i w dodatku jakies takie idiotyczne, polaczenie sklepu z barem. A wszystko p.o. to zeby jak najwiecej zedrzec z turystow.
  • little_fish 31.07.18, 18:26
    To jakim cudem zamawia gotową porcje? Skoro w karcie jest porcja w zestawie (czyli standardowa) 200g to nietrudno sobie wyobrazić ile to będzie 300g, prawda?
  • wkurzo-namama 31.07.18, 18:40
    hmmm... jeżeli ktoś jada na co dzień w "normalnych" restauracjach i przyzwyczajony jest do po prostu zamawiania standardowych porcji, to zapewniam Cię, że nie zwraca uwagi na ich gramaturę podaną w karcie, tylko po prostu zamawia.
    jasne. zdarzają się dziwne niespodzianki.
    przykład?
    proszę.
    zdarzają się dni, że dam radę najeść sie zupą i przystawką jako daniem głównym. zwłaszcza, jeśli to jest np. wczesna kolacja po obiedzie.
    no ale traf chciał, że trafiliśmy ostatnio do Indian Steak - nowej knajpy i z łakomstwa zamówiłam zupę, przystawkę i steaka. no i całe szczęście, bo przystawka oznaczała po prostu malutkie coś - średnicy 50 mm na środku ogromnego talerza.
    na takie "wynalazki" to ja jestem przygotowana w wykwintnych eleganckich restauracjach, a nie w steakowni... i się zdziebko zdziwiłam wink
    zapewne w karcie była podana gramatura, ale jakoś do głowy mi nie przyszło jej sprawdzać.
  • little_fish 31.07.18, 18:45
    I ta pani nie zauważyła, że nie jest w "normalnej" restauracji?
    Ale w tej smażalni nie było karty i porcji tylko cena podana za 100g. Kucharka chyba powinna wiedzieć ile to 100g ryby? I że "mało" dla każdego może oznaczać coś innego. Oczywiście nie ma obowiązku czytania informacji z karty /menu, tylko do kogo potem mieć pretensje?
  • leyre2 31.07.18, 18:53
    little_fish napisała:

    > To jakim cudem zamawia gotową porcje? Skoro w karcie jest porcja w zestawie (cz
    > yli standardowa) 200g to nietrudno sobie wyobrazić ile to będzie 300g, prawda?

    Ale o czym ty piszesz? Porcja to porcja, powinna byc wystarczajaca dla doroslej osoby i za nia powinni sie placic zamiast urzadzac cyrki z gramami
  • little_fish 31.07.18, 19:27
    Wszyscy dorośli ludzie jedzą tyle samo?
    W Polsce, także nad Bałtykiem, są restauracje oferujące gotowe "porcje". Z jakiegoś powodu pani takiej nie wybrała. Skoro wybrała coś innego, trzeba się dostosować do zasad
  • leyre2 31.07.18, 19:40
    little_fish napisała:

    > Wszyscy dorośli ludzie jedzą tyle samo?

    Mniej wiecej, jesli dorsola osoba je bardzo malo to zostawia, nie musi wpychac w siebie. Czy w restauracjach robia roznej wielkosc porcje w zaleznosci od tego Ile kto sobie zyczy z odpowiednio zroznicowanymi cenami?

    Skoro wybrała coś innego, trzeba się dosto
    > sować do zasad

    Do jakich zasad? Przez kogo ustalanych? Januszy? Pani zamowila mala porcje a dostala ogromna, ktora wystarczylaby dla kilku osob z odpowiednim rachunkiem. Gdzie tu zasady?
  • little_fish 31.07.18, 20:12
    Zasadą jest podawanie ceny ryby za 100g i brał równych porcji. Skoro cennik podaje gramy a nie porcje dobrze jest składać zamówienie w "tej samej jednostce". A jeżeli nam nie odpowiada przygotowana porcja, bo jest niezgodna z zamówieniem - nie brać jej
  • leyre2 01.08.18, 13:04
    little_fish napisała:

    > Zasadą jest podawanie ceny ryby za 100g i brał równych porcji. Skoro cennik pod
    > aje gramy a nie porcje dobrze jest składać zamówienie w "tej samej jednostce".
    > A jeżeli nam nie odpowiada przygotowana porcja, bo jest niezgodna z zamówieniem
    > - nie brać jej

    Aha, czyli ja mam dokladnie wiedziec Ile gramow tej ryby zjem? Ciekawe jak?
    Naprawde nie widzisz absurdu zamawiania posilkow w gramach?
  • little_fish 01.08.18, 13:25
    Cały czas twierdzisz, że jest coś takiego jak przeciętna porcja. Sprawdź przy najbliższej wizycie w restauracji ile to jest. I będziesz wiedzieć. Jeśli wystarczy Ci informacja z mojej strony - w większości miejsc w których byłam taka porcja ryby to 150 - 200g. Nie robisz ryby w domu? Jak jesteś w stanie kupić mięso czy rybę na obiad, skoro nie wiesz ile zjadacie?
  • leyre2 01.08.18, 15:30
    little_fish napisała:

    > Cały czas twierdzisz, że jest coś takiego jak przeciętna porcja. Sprawdź przy n
    > ajbliższej wizycie w restauracji ile to jest.

    A w jakim celu mam to sprawdzac? Nie spotykam barow w ktorych mam podawac wielkosc porcji w gramach gdy zamawiam posilek.

    Nie robisz ryby w domu? Jak jesteś w stanie kupić mięso
    > czy rybę na obiad, skoro nie wiesz ile zjadacie?

    Oczywiscie ze wiem Ile zjemy, kupuje np rybe wybierajac odpowiedni filet. Osoba obslugujaca wazy I podaje cene, mnie waga nie interesuje, cene znam, wiem ze ilosc ryby wystarczy dla mojej rodziny.
    A ty wazysz 150gram ryby dla kazdego czlonka rodziny gdy przygoyowujesz rybe na obiad?
  • little_fish 01.08.18, 15:38
    Nie, jak kupuje na wagę to wiem, że muszę kupić około 700g żeby wystarczyło dla wszystkich. Zdarza mi się kupić wskazaną konkretną rybę, ale tak jak mówisz, od sprzedawcy pada informacja z masą tego kawałka. To wiem ile kupuję
  • little_fish 01.08.18, 15:42
    Poza tym dyskusja nam zupełnie niepotrzebnie zbacza. Po pierwsze - nigdzie nie ma nakazu chodzić do baru z rybą na wagę, pani sama taką wybrała. A po drugie, padła informacja że pani jest również z branży gastronomicznej, to nie powinna mieć trudności z określeniem masy porcji.
    Ty nie umiesz takiej informacji podać, więc nie korzystasz z takich miejsc. Proste
  • leyre2 01.08.18, 16:16
    little_fish napisała:

    > Poza tym dyskusja nam zupełnie niepotrzebnie zbacza. Po pierwsze - nigdzie nie
    > ma nakazu chodzić do baru z rybą na wagę, pani sama taką wybrała.

    Pani zostala w tym barze potraktowana nauczciwie i to jest faktem. Pani chciala mala porcje, a wiec ryba powinna zostac zwazona i podana cena do zaakaceptowania. O tych warzywach juz lepiej litosciwie nie wspominac. Akurat sprzedawanie posilkow na wage jest nieco dziwne ale to bez znaczenia w tej sytuacji.
  • little_fish 01.08.18, 16:29
    Nieuczciwe pewnie tak. Łatwiej by jej było zaprotestować przeciwko tej nieuczciwosci gdyby jej informacja była konkretna. Dlatego pisałam o podaniu masy porcji, bo ta jest bezdyskusyjna (w przeciwieństwie do duża /mała) i daje konkretne powody do odmowy przyjęcia porcji i zapłacenia. Sprzedawanie posiłków na wagę być może jest dziwne,ale stanowi tylko jedną z opcji do wyboru. Równie dziwne może się wydać komuś jedzenie "Fish and chips" z gazetopodobnej torebki na ulicy, ale to też jest opcja, a nie przymus.
    Owszem bywają nieuczciwi sprzedawcy, w Polsce i nie tylko i trzeba z tym walczyć. Natomiast ja cały czas nie mam pewności jakiego rodzaju nieuczciwość tu wystąpiła - pani chciała mała porcję a dostała dużą, czy też porcja była mała, a policzono jej za dużą.
  • araceli 01.08.18, 16:33
    little_fish napisała:
    > Natomiast ja cały czas nie mam pewności jakiego rodzaju nieuczciwość tu wyst
    > ąpiła - pani chciała mała porcję a dostała dużą, czy też porcja była mała, a po
    > liczono jej za dużą.

    Jeżeli mimo ponad 300 postów w tym wątku dalej nie rozumiesz to może przestań zaprzątać tym sobie główkę bo wygląda, że jednak nie ogarniesz big_grin


    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • little_fish 01.08.18, 16:43
    W tym wątku pojawiły się obie te wersje. Zatem która miała miejsce?
  • araceli 01.08.18, 16:46
    little_fish napisała:
    > W tym wątku pojawiły się obie te wersje. Zatem która miała miejsce?

    Żadna.




    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • little_fish 01.08.18, 16:54
    Och!
  • bigzaganiacz 01.08.18, 17:17
    Równie dziwne może się wydać komuś jedzenie "Fish and chips" z gazetopodobnej torebki na ulicy, ale to też jest opcja, a nie przymus.


    tyle ze taka procja to w porywach 10 euro , za kawal ryby a nie 20 euro za kawalek ryby i wyimaginowany kilogram surowki
  • little_fish 01.08.18, 17:52
    Ale ja nie polemizuje z ceną tego dania (kosmiczną) tylko z tym, że dziwne jest jedzenie na wagę. Każdemu coś innego wyda się dziwne
  • leyre2 01.08.18, 18:53
    little_fish napisała:

    Natomiast ja cały czas nie mam pewności jakiego rodzaju nieuczciwość tu wystąpiła -

    Zauwazylam.
  • leyre2 01.08.18, 16:12
    little_fish napisała:

    > Nie, jak kupuje na wagę to wiem, że muszę kupić około 700g żeby wystarczyło dla
    > wszystkich. Zdarza mi się kupić wskazaną konkretną rybę, ale tak jak mówisz, o
    > d sprzedawcy pada informacja z masą tego kawałka. To wiem ile kupuję


    Ja wybieram rybe a sprzedawca podaje mi cene a nie Ile wazy, to i tak jest na naklejce ale nie interesuje mnie bo wizualnie oceniam czy wystarczy.
  • little_fish 01.08.18, 16:21
    No ok, ja oceniam czasem tak, a czasem tak. Czasem, korzystając z jakichś przepisów kupuję konkretną ilość produktu. Oczywiście nikt nie ma obowiązku wiedzieć ile ryby zjada na obiad. Choć czasem się to przydaje, jeśli w restauracji jest porcja duża i mała. Natomiast jeśli ktoś się nie orientuje, to nie wybiera na posiłek miejsca, w którym takie informacje są przydatne.
  • leyre2 01.08.18, 18:51
    little_fish napisała:

    Natomiast jeśli ktoś się nie orientuje, to nie wybiera na
    > posiłek miejsca, w którym takie informacje są przydatne.

    Nie, jesli ktos sie nie orientuje to nie prowadzi baru, choc wiadomo ze chodzi o naciagnie
  • little_fish 31.07.18, 20:23
    Do zasady, że płaci za 100g, a nie za gotową porcję. Wystarczy zastosować "tę samą jednostkę" przy zamawianiu i nie będzie niedomówień. A jeśli porcja niezgodna z zamówieniem - nie odebrać i nie płacić. Proste. I pouczające dla Januszów
  • wkurzo-namama 31.07.18, 20:26
    W części barów jest zwyczaj, bardzo wg mnie fair i najnormalniejszy, że pokazuje się klientom rybę przed usmazeniem i wtedy ja waży i wycenia.
  • little_fish 31.07.18, 21:05
    Tak, też się z tym spotkałam. Niestety nie wszędzie tak jest
  • araceli 31.07.18, 21:16
    little_fish napisała:
    > W Polsce, także nad Bałtykiem, są restauracje oferujące gotowe "porcje". Z jaki
    > egoś powodu pani takiej nie wybrała. Skoro wybrała coś innego, trzeba się dosto
    > sować do zasad

    Borze szumiący! Powtrarzasz to w kółko i w kóko!

    Tak - pani wybrała bar z rybą na wagę. Tak pani "nieprecyzyjnie" podała, że chce małą porcję zamiast "200gr". Dostała więcej więc wzięła na klatę, że u tego Janusza "mała" to pół kilo. Po czym okazało się, że dostała 200gr ryby 300gr panierki i orżnięto ją na surówkach. I to już było za wiele. Rozumiesz? ZA WIELE. Ulało się - dzięki niebiosom setki ludzi zostało ostrzeżonych przed Januszem. Proste? Da się zrozumiec?




    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 10:03
    frey.a86 napisała:

    >za cenę podaną w karcie, bez jakiegoś ważenia i podawania cen za 100g zami
    > ast za kilogram.

    Tak, to też jest jakiś fenomen Kałtyku, wszystko na wagę! Co to sklep jest?

    Tak trudno zrobić ujednoliconą porcję surówki na talerzyku za 10 PLN? Jak ktoś ma wielkiego głoda na zielsko to sobie trzy talerzyki pobierze.... Albo małe talerzyki za 10 PLN i duże za 15 PLN? Można? Można, ale wtedy przestrzeni do wału jest znacznie mniej....

  • demodee 30.07.18, 17:38
    Ja też nie wiem, o co chodzi.

    Duża porcja ryby, to na oko chyba widać, ryba ponad stówkę za kilogram, to wiadomo, że będzie trzeba zapłacić sporo. Cena surówki dla mnie dziwna, ale chyba w cenniku była podana?

    Jak pani dostała porcję jedzenia i stwierdziła, że za dużo i tyle nie zje, to mogła przed konsumpcją zrezygnować, ale nie, zjadła, a potem stwierdziła, że za dużo zapłaciła.

    Co do papierowych talerzy, to czy tylko ona jadła na papierowym, a inni klienci dostali na szklanym/porcelanowym/złotym?
  • memphis90 30.07.18, 17:44
    Dziwi mnie to, że surówka była dodatkowo płatna, ale może to były jakieś warzywa ekstra - jak się ostatnio skusilam na rybkę, to była opcja dokupienia np warzyw z grilla za 12zl/porcja (czyli przeliczony kg takich warzyw też kosztowałby kilkadziesiat zł).

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • tairo 30.07.18, 19:39
    Surowa kapusta, gotowane buraki i tarta marchew to warzywa ekstra?
  • claudel6 31.07.18, 11:48
    jak to dziwi? w takich barach nie ma dań, wszystko jest osobno - ryba, frytki, pieczywo, surówka. sama komponujesz swój plastikowy talerz.
  • frey.a86 30.07.18, 17:47
    Za tą cenę ona powinna dostać coś w tym stylu:

    turbot
  • default 30.07.18, 17:57
    Za dwie porcje turbota z frytkami i surowka placilam w tym roku we Wladku ok. 60 zlotych. No, wina nie bylo smile
  • frey.a86 30.07.18, 17:59
    I to jest normalna cena.
    Zdjęcie podglądowe miało być z piwem, ale nie znalazłam. wink
  • demodee 30.07.18, 17:58
    Ale ona lubi turbota w panierce a nie takiego gołego.
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 09:59
    frey.a86 napisała:

    > Za tą cenę ona powinna dostać coś w tym stylu:
    >
    > turbot

    O tak, jakoś lepiej wygląda, i ze 20E jest warte....
  • tairo 30.07.18, 19:39
    Duża porcja to tam jest panierki, ryby jest może ze 200g.
  • bigzaganiacz 30.07.18, 18:02
    drogo, ale nie rozumiem zdziwienia i nie rozumiem dlaczego idąc do baru przy plaży oczekują czegoś więcej niż tacki czy papierowego talerza.

    w zasadzie to nie oczekuje , talerz zawsze byl , papier to w take away fish and chips no ale to tez cena nie jest 20 euro i za porcje
  • julita165 30.07.18, 18:00
    A mnie szokuje coś innego. W takim Wladku, gdzie ludzi są tłumy, najróżniejszych i knajp też full normalnie nie ma gdzie zjeść. Wszędzie co najwyzej drewniane ławy i zestaw ryba/kurczak/schabowy/kartkówka +frytki+zestaw surówek. Ewentualnie pizza z serem gouda. Plus kebab, lody i gofry. I piwo, wino mało gdzie i paskudne, czasem drinki. Normalnie przez ponad tydzień zlokalizowaliśmy jedną jedyną knajpkę, w której mam ochotę usiąść. A w o wiele mniejszej Jastarni chyba z pięć. O co tu chodzi ?
  • default 30.07.18, 18:10
    Popyt ksztaltuje podaz. Najwyrazniej wielbicieli klimatycznych restauracyjek z wyszukanym menu nie bywa we Wladku zbyt wielu smile
  • frey.a86 30.07.18, 18:13
    Nie musi być zaraz wyszukane menu. Wystarczą świeże ryby, świeże warzywa, dobre piwo a nie sikacz w plastikowym kubku, może jakieś domowe wino w karafce. Wszystko w normalnej cenie, a nie wywindowanej w kosmos i będzie ok. Jakoś za granicą się da, tylko u nas muszą być bary, plastik i dyżurny zestaw mrożona ryba w grubej panierce i stara surówka.
  • straggly 30.07.18, 22:07
    Bylam w ten weekend w Chlapowie, to zaraz za granica Władysławowa. I s restauracji z bardzo dobrymi opiniami na Google ( zawsze!!! Sprawdzam) placilam 21 zl za naprawde spora porcje dorsza (bez panierki), puree ziemniaczane i surówkę. I bylo wszystko świeżutkie i smaczne. Czyli dwa dania za 42 plus 10 zl za dwa soki=52zl.
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 09:51
    frey.a86 napisała:

    > może jakieś domowe wino w karafce.

    DOMOWE!?! wino w KARAFCE!?!? we Władku!?

    jak można w jednym zdaniu zawrzeć tyle niedorzeczności?
  • afro.ninja 31.07.18, 10:27
    Jadłam we Władysławie bardzo smaczne obiady, ale i drogie. Czyli za obiad dla dwoch osob, plus cos dla pieciolatki, zupa, sok, frytki, placilsmy juz po znizce około 100 zlotych. Za tyle to w Warszawie mozna zjeść smaczne jedzenie dla trzech osob, którego sobie w domu nie ugotuje.
  • silencia.furiosa 31.07.18, 11:16
    Hmmm, a gdzie konkretnie w Warszawie mozna zjeść dwudaniowy obiad dla 2,5-3 osób z napojami za 100zl? I to jeszcze taki, ze w domu się go nie ugotuje?
  • anorektycznazdzira 01.08.18, 07:02
    "Za tyle to w Warszawie mozna zjeść smaczne jedzenie dla trzech osob,"
    ???
    mówimy o barze mlecznym?



    --
    'Daruj, ale czy mógłbyś stąd wyjść, bo to jest biznesklasa? Naprawdę, to nic osobistego, po prostu jesteśmy od ciebie lepsi.' by król Julian
  • coannawie 01.08.18, 07:15
    W barze mlecznym, nawet w Warszawie, dwie osoby mogą się najeść i za 50 zł. Mam koło domu taki jeden, naprawdę złego słowa nie dam powiedzieć, wszystko świeże, nietłuste i dużo. Menu oczywiście proste, nic czego by się w domu nie zrobiło, ale w domu nie zawsze się chce.

  • silencia.furiosa 01.08.18, 11:45
    No właśnie, w barze mlecznym, który znam, dwie osoby najedzą się za 50zl, jezeli wezmą zestawy dwudaniowe + napoje. Jeżeli dania zamawiane osobno, to wyjdzie trochę więcej. Jezeli weźmie się coś dla dziecka to tez więcej. Natomiast w dobrej, ale nie szałowej czy modnej, pizzerii za 2 pizze, 2 zupy i 2 napoje trzeba zapłacić 100zl. Jezeli dla dziecka cos dodatkowo, to wiadomo, że koszty rosną. I piszę o pizzerii, nie o restauracji, gdzie podają wyszukane dania.
  • iwoniaw 01.08.18, 11:51
    mówimy o barze mlecznym?

    Co by nie mówić, zastawa stołowa i sztućce są w barach mlecznych normalne, a nie papierowe. Więc ekhem wink


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • coannawie 30.07.18, 18:14
    Jastarnia jest jednak wyraźnie droższa i uchodzi za bardziej elegancką. Więcej też tam knajp całorocznych, które od lat utrzymują się dzięki renomie (taka Weranda na przykład). Poza tym kiedy miejscowość jest mała, to, paradoksalnie, bardziej trzeba dbać o markę - turyści mają mniejszy wybór i knajpa, do której nie chce się wracać bardziej ryzykuje.

    Władysławowo raczej przyciąga niską ceną, a gastronomia jest w przeważającej części sezonowa. A jeżeli wielki zestaw obiadowy ma kosztować 15 zł, to łatwiej żeby to był kurczak z frytami niż coś naprawdę oryginalnego.
  • danaide 30.07.18, 18:18
    Czy to ta sama Weranda, która jest w Poznaniu i w Wawie na Koszykach? Bo ta w Wawie miała tak paskudne lunch menu, że po dwóch próbach (czy aby na pewno nie jest to jednorazowa wpadka...?) skreśliłam ją bezpowrotnie.
  • danaide 30.07.18, 18:15
    Masz jakieś wielkopańskie gusta;D
  • unaragazza.bionda 30.07.18, 18:15
    Nie porównuj Jastarni do Władka. Jastarnia i półwysep to w dużej części nieco inni turyści niż we Władku - surferzy, rodziny z dziećmi. Władek imo jest dla miłośników głośnej muzyki, parawaningu i plastikowego badziewia -a ci nie pójdą do fajnej knajpki, tylko na kebsa z browarem.
  • julita165 30.07.18, 21:12
    unaragazza.bionda napisał(a):

    > Nie porównuj Jastarni do Władka. Jastarnia i półwysep to w dużej części nieco i
    > nni turyści niż we Władku - surferzy, rodziny z dziećmi. Władek imo jest dla mi
    > łośników głośnej muzyki, parawaningu i plastikowego badziewia -a ci nie pójdą d
    > o fajnej knajpki, tylko na kebsa z browarem.

    Ja się tak na kurortach nad polskim morzem nie znam. Regularnie bywałam w czasach licealnych i studenckich, wiadomo trochę inne mialo się oczekiwania. Potem, przez ostatnie 20 lat byłam trzy razy, ten jest 4. I to w sporych odstępach czasowych. W 2008 w Rowach, przyjaciółka mnie poprosiła bo miała jechać sama z trzylatkiem, mężowi coś w ostatniej chwili wypadło. Potem w 2013 w Karwi, tym razem ja sama z niespełna dwulatkiem. Miejscowość wybrałam chyba kierując się tym że tam jeździłam jako dziecko. Użyłam tam z młodym tak że w ogóle słabo pamiętam wyjazd. 2016 Sobieszewo, ale tylko 4 dni, w dodatku pogoda była słaba więc to był.w zasadzie wyjazd do Trójmiasta. Ten Władek to też z przypadku, przez znajomych znajomych mam dla siebie cały dom na uboczu za cenę prądu i wody więc żal było nie skorzystac. Tu też dominują zdecydowanie rodzinki z dziećmi, głównie w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Wcale nie jakaś gownarzeria na baletach, tacy to chyba raczej Łeba ( tak było w moich czasach ) I dziwi mnie strasznie ta gastronomia no bo przecież chyba nie same janusze i Grażyny tu są, tak patrząc po ludziach na ulicy są różni. A wszędzie tylko ta ryba z frytkami, zestawy obiadowe, pizza mrożona. Nawet mimo tego dominuje żarcie w ręku - kebaby, zapiekanki, gofry itp. I to wcale nie jest takie tanie, mijam wiele razy ogłoszenia- taki standardowy zestaw ryba/kurczak/karkówka plus frytki plus zestaw surówek to średnio 20-22 zł. A w tej Jastarni w miłym otoczeniu jadłam przepysznego grillowanego łososia z rukolą, suszonymi pomidorami, różnymi ziarnami, jakimiś sosami i grzankami za 24zl. Więc to chyba nie jest kwestia ceny.
  • danaide 30.07.18, 18:12
    Pojechałam przed sezonem nad Bałtyk. Cena zupy w znanej mi miejscówce podrożała o ok. 100% w porównaniu z okresem sprzed dwóch lat. Trudno. Rybna za 15 była tak pyszna, że nawet córka się domagała. Niestety, po kilku dniach zmienił się szef kuchni i teraz za 15 była cytrynowa kartoflanka, a pomidorowej za 10 nie dałyśmy rady skończyć we dwójkę. Po kilku dniach widzimy wielkie ścieranie tablicy - pomidorowa i rosół za 5, rybna za 12, reszta ok 9. Ktoś powiedział mi z rozbrajającą szczerością, że chcieli dyktować ceny klientom, ale to rynek podyktował ceny im. I przynajmniej dostosowaliście ceny do klasy potraw - dodałam równie szczerze.
  • ira_08 30.07.18, 18:20
    A za granicą nie ma takich sytuacji? Rok temu byliśmy w Makarskiej. W bocznych uliczkach odkryliśmy dwie re-we-la-cy-jne knajpki, z codziennie innym menu jedna, ze zmiennym menu druga. Jakie mięso, owoce morza kupili rano na targu - takie było wieczorem. Wszystko świeże, pyszne, pełne smaku: jadłam tam świetny gulasz z ośmiornicy, pasticadę, burgera ze świeżego tuńczyka, faszerowaną paprykę... Ale zejść bliżej rynku czy plaży... Szpagetti bolonieze, pizza, cevapcici - czyli dla Chorwatów coś jak nasz nieśmiertelny mielony, kalmary z frytami + listek sałaty - oczywiście przed każdą knajpą obrazkowe menu. Na polskie wychodziło 70-90 złotych za porcję! Chorwacja przypomnę, nie Norwegia. Najgorszy w życiu makaron jadłam w Mediolanie - rozgotowany jak w pomidorówie w szkolnej stołówce.

    W każdym turystycznym miejscu znajdziesz jedzenie i paszę, jakby pod tym kątem wybierać miejsce na wakacje, trzeba by było siedzieć w domu.
  • chicarica 30.07.18, 20:13
    Takiego czegoś nie udało mi się w Chorwacji znaleźć. Wszędzie właśnie te nieśmiertelne spaghetti i pizza, a restauracje rybne drogie jak skurczybyk. Po tym jak za równowartość 120 zł na osobę zjedliśmy po jakimś biednym kalmarze w panierze i talerzyku ośmiorniczek, plus nędzna sałatka, daliśmy sobie spokój i zaczęliśmy kupować te kalmary na targu i piec na grillu na rozmarynowych gałązkach dostarczanych przez właścicieli apartamentu. Przynajmniej mieliśmy pewność że świeże.

    --
    ---
    Sundry: "Chcesz dowcipu, obejrzyj komedię. Chcesz inteligencji, idź do Mensy. To jest forum, tu się tylko bzdury wypisujesmile"
  • memphis90 30.07.18, 21:40
    A'propos naciągactwa, to przypomniał mi się kelner w Wenecji, który upierał się, że NIE WOLNO (!!!) nam kupić jednej pizzy na cztery osoby, musimy kupić 4 osobne dla każdego. Ostatecznie parsknęlam mu śmiechem w twarz, że głupia nie jestem i nie kupię osobnej pizzy dla dzieci, które są w wieku, w którym ciamka się najwyżej brzeg z ciasta. Wywracal ostentacyjnie oczami, więc ostatecznie dostał zero napiwku.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • bywalec.hoteli 30.07.18, 22:57
    memphis90 napisała:

    > A'propos naciągactwa, to przypomniał mi się kelner w Wenecji, który upierał się
    > , że NIE WOLNO (!!!) nam kupić jednej pizzy na cztery osoby, musimy kupić 4 oso
    > bne dla każdego. Ostatecznie parsknęlam mu śmiechem w twarz, że głupia nie jest
    > em i nie kupię osobnej pizzy dla dzieci, które są w wieku, w którym ciamka się
    > najwyżej brzeg z ciasta. Wywracal ostentacyjnie oczami, więc ostatecznie dostał
    > zero napiwku.
    >
    Z moich skromnych podróży do Włoch kojarzę, że pizza jest pierwszym daniem - jak u nas zupa, przed głównym drugim daniem, np. jakimś mięsem z czymś. I oni raczej jedzą pizzę każdy sam jedną. Pizza zresztą jest tania. Ale nie spotkałem się z takim wymogiem jak piszesz.



    --
    "Słuchanie Eski (podobnie jak Koloru) świadczy o zerowym guście muzycznym i umysłowości drobiu, a bynajmniej nie o młodym wieku." Banksia
  • memphis90 31.07.18, 10:04
    No nie wiem, czy taka tania, jak na placek drozdzowy z pomidorami i serem - szczególnie w Wenecji smile W każdym razie nie widzę sensu w wywalaniu 3 pizz do kosza, bo jedna spokojnie wystarczyła nam za przekąskę podczas zwiedzania.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • wapaha 31.07.18, 09:26
    a wiesz, że jak byłam rok temu w wenecji to dokładnie tak było ? Tyle, że trzeba było kupić tyle porcji ile osób zamawiało. Np. dwoje dorosłych nie mogło kupić jednej pizzy-ale dwie wink ( dzieci nie liczono )
  • danaide 30.07.18, 18:23
    Przypomniał mi się Hel, lata świetlne temu. Nieświadoma niczego poprosiłam o kawałek ryby. Pół kg, w środku zamrożona, rachunek adekwatny choć nie było to aż tyle ile dziś. Choć zważywszy na inflację...
  • najstarszy_syn_ksiedza_biskupa 30.07.18, 19:02
    danaide napisała:

    > Przypomniał mi się Hel, lata świetlne temu.

    rok świetlny jest miarą odległości

    Xsioonc
  • danaide 30.07.18, 20:36
    Fakt, zapomniałam, a dopiero co Sheldon mi to wyjaśniał!
  • meursalut 30.07.18, 22:52
    Penny?
  • danaide 01.08.18, 00:30
    Sheldon?
  • pomnikdeszczu 31.07.18, 18:37
    Nie przejmuj się, to bardzo częsty błąd, nawet wśród światłych ematek.
  • alicia033 30.07.18, 19:15
    frey.a86 napisała:

    >Mam nadzieję, że ona zgłosi tego Janusza do urzędu skarbowego, należy mu się.

    bo?
    Paragonu nie dostała? Dostała. To za co mu się należy, hę? Że idiotka nie umie ze zrozumieniem przeczytać cennika? Jak to idiotka.
    Kolejna chciała "pożydzić", a druga, autorka wątku jej przyklaskujesad.





    --
    www.siepomaga.pl/weronikaibartek
  • frey.a86 30.07.18, 19:40
    Należy mu się za skubanie turystów i psucie opinii polskiej turystyce. Czytałam komentarze na fb, ktoś tam pisał, że o paragon w tym lokalu trzeba specjalnie poprosić. Niech go skontrolują, jak wszystko jest w porządku z rachunkami, to przecież facet nie ma się czego obawiać, nie?
  • mamma_2012 30.07.18, 19:58
    Też chora cena za dwie porcje ryby, surówkę i coś do picia podane na plastikach w Juracie, kilka lat temu była jednym z powodów dla ktorych porzuciłam Bałtyk jako kierunek wakacyjny.
    Natomiast jeśli cena jest podana za 100gr to dość naturalne jest pytanie o rozmiar porcji (ile ma średnia, to ja poproszę większy/mniejszy kawałek). Jeśli ktoś nie chce niespodzianek trzeba iść do restauracji.
    Za co zgłosić do US? Za drogie jedzenie?
    A może pani myślała, ze cena jest za porcję i sama poprosiła, żeby była solidna🤔
  • mama.nygusa 30.07.18, 20:29
    Ale o co chodzi, ZAWSZE SPrawdzam ceny zanim cokolwiek zamowie.Tak juz mam.Nigdy zanych rozczarowan.Mozecie mnie nazywac grazyna.

    --
    Jethon: PiS łamie konstytucję
    Mazurek: W którym miejscu
    Jethon: Nie wiem, nie znam się
  • marusia.00 30.07.18, 23:24
    Wystarczy zamówić rybę DO 250gr. bo oni wlasnie wykorzystują płynne określania większy/mniejszy.
  • zabka141 30.07.18, 21:02
    Nie wiem, bylam w Miedzyzdroju i rybka w super miejscu na samej plazy z surowka i frytkami kosztowala 32 - 40 zl (zaleznie od rodzaju ryby).
  • ala.maciejka 30.07.18, 21:37
    A gdzie leży Międzyzdrój? Jaki to rejon?
  • ala.maciejka 30.07.18, 21:23
    Rozumiem, że cennika nie było i inni klienci dostali jedzenie na porcelanie, że pani taka zaskoczona?
    Jadam nad polskim morzem, fakt, nie w smażalniach, na ogół w restauracjach i nawet w drogim Świnoujściu tyle za obiad z rybą dla dwóch osób nie płaciliśmy. Ale umiemy czytać.
  • b.bujak 30.07.18, 21:54
    ala.maciejka napisał(a):

    > Rozumiem, że cennika nie było i inni klienci dostali jedzenie na porcelanie, że
    > pani taka zaskoczona?

    mnie też dziwi to zdziwienie;
    ceny powinny być podane, jak nie ma to jest pierwszy sygnał, że coś jest nie tak; jak ktoś zdeterminowany i jeszcze nie ucieka z przybytku, to można zapytać;
    sposób podania i ogólne wrażenie wizualne można ocenić rzutem oka na to, co jedzą inni; jeśli innych brak to kolejny sygnał do odwrotu....
    podane już danie też można zweryfikować i poprosić o zważenie chociażby


    --
    5/4 Polaków nie zna się na ułamkach!
  • volta2 30.07.18, 21:46
    co wy tak chwalicie tę mityczną zagranicę
    najczęściej jeżdżę do włoch i po pobycie w rzymie i okolicach wyleczyłam się skutecznie z tamtejszych knajp.
    w jednej kelner nie umiał zrealizować zamówienia - i jeszcze się kłócił - co nam odebrało apetyt, mimo iż smaczne było(ale i drogie)

    w drugiej mąż zamówił lasagne i dostał tak szybko taką mikroskopijną porcję (na porcelanie wielkości orbity, a jakże!) że uznaliśmy że to próbka, bo niemożliwe żeby kwadrat 2x2 cm kosztował 20 euro. nawet nie smakowało wybitnie, bo z tego kwadracika, chciałam jeszcze uszczknąć smak, będąc przekonana, żę to jakiś starter.
    owszem, było to na tarasie jakiegos plażowego tworu, no ale od tamtej pory we włoszech tylko pizza i żadnych restauracji, schabowego uklepię dzieciom sama.
    w polsce nad morzem unikam zbiorowego żywienia tym bardziej, jak jest restauracja to na uboczu, znana wszystkim dobrze poinformowanym i nikt do niej przypadkowo nie trafia, rachunek powyżej 2 stów to norma za zupę i rybę z ziemnikami+piwo dla dorosłych i herbatę dla dzieci.

    sum półkilogramowy też kiedyś trafił mężowi na talerz, oczywiście z zewnątrz spalony a w środku zmrożony, raz i nigdy więcej, chwała panu za apartamenty. i hotele w tunezji.
  • fomica 30.07.18, 21:59
    Tez mam podobne wspomnienie z Włoch. Najpierw kelner przegonił nas z 4-osobowego stolika (było nas dwoje, powiedzmy, że ok, rozumiem problem), potem przyniósł zamówienie. Kawałeczek mięsa na wielkim talerzu. Żadnego pieczywa, ziemniaka, surówki, nic. Sądziłam że w tej cenie zamawiam całe danie, ale nie, potem doczytałam że każdy element zamawia się osobno, jak w barze mlecznym. Niby było to dopisane gdzieś tam na ostatniej stronie karty jako "dodatki", ale wtedy się zdziwiłam. Cóż, człowiek uczy się przez doświadczenie.
  • bigzaganiacz 30.07.18, 22:49
    Wiec sprzedam ci szokujacy trik, mozna zapytac z czym to podaja
  • fomica 30.07.18, 22:53
    Wyobraź sobie że teraz już to odkryłam tongue_out
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 09:25
    bigzaganiacz napisał(a):

    > Wiec sprzedam ci szokujacy trik, mozna zapytac z czym to podaja

    Ale do tego trzeba mieć podstawową znajomość jakiegoś języka. Inaczej pozostaje pizza.
    Poza tym tak naprawdę wystarczy przejrzeć kartę ze zrozumieniem i wszystko jest jasne.
  • julita165 30.07.18, 22:01
    Fakt, takiej paskudnej pizzy na jaką naciekami się kiedyś w Mediolanie w życiu nie jadłam. Jakieś małe coś, twarde jak kamień i tak spieczone że trudno było poznać co się na niej znajduje.
    Jedzenie w Chorwacji poza owocami morza też z nóg nie zwala, ja owoce morza ewentualnie ok, choć nie przepadam, ale mój ex ani ryb ani owoców morza nie tyka. Dwa tygodnie narzekał jakie wszystko niedobre. A ceny również spore, nie pamiętam ile to było w ich walucie ale za naprawdę paskudne spaghetti płacił ok 40-50zl.
  • samawsnach 30.07.18, 22:39
    O tak, przyjaciółka wyjeżdżając nastawiła się m.in.na pizzę w Mediolanie, dostała swoją wyczekaną pizzę - z mikrofaliuncertain
  • zasiedziala 30.07.18, 23:50
    Bo w Mediolanie je się risotto i cielęcinkę z grzybami, a nie pizzę! Wiele złego mogę o Mediolanie napisać, ale kuchni będę bronić jak niepodległości! Za risotto, cielęcinę i grzyby, bo ta ichniejsza mamałyga też mi nie podeszła wink

    --
    Nienawiść szkodzi dzieciom i innym żyjątkom
  • julita165 31.07.18, 00:46
    zasiedziala napisała:

    > Bo w Mediolanie je się risotto i cielęcinkę z grzybami, a nie pizzę! Wiele złeg
    > o mogę o Mediolanie napisać, ale kuchni będę bronić jak niepodległości! Za riso
    > tto, cielęcinę i grzyby, bo ta ichniejsza mamałyga też mi nie podeszła wink

    Wiem że Mediolan to nie królestwo pizzy ale jednak gorsza niż w naszym pierdziszewie.....tego się nie spodziewałam 😁.
    Cielęcina mi całkiem nie podchodzi. Ale ja mało mięsożerna jestem.
    Natomiast kiedyś byłam na nartach we Włoszech i mieszkałam w malutkim hoteliku w miejscowości trochę opuszczonej, kilka km od stoków w Madonnie. I tam dla gości kolację gotowała właścicielka, taka prawdziwa mamma. Takich uczt to ja sobie nigdy i nigdzie nie przypominam. Kolację rozpoczynały różne pasty ale to był dopiero początek ! Zupy, jakieś pieczone mięsa , pieczone czy grillowane warzywa, potem desery. Pizza po kolacji jakby ktoś jeszcze był.glodny. Naprawdę to były niesamowite festiwale obżarstwa. A do tego wino bez ograniczeń, jakieś takie domowe.
    U nas też bywają takie miejsca ale chyba nie nad morzem. Tu jest masówka, większą lub mniejszą ale jednak
  • zasiedziala 31.07.18, 00:55
    Haha, ja jadłam niesmaczną pizzę w tadammm ... Neapolu! big_grin Wszędzie się może zdarzyć, nie ma reguły. Natomiast północ Włoch już niezmiennie będzie mi się kojarzyć z tłustymi mięsiwami, sosami i risotto. Bardzo mi taka kuchnia pasuje, chociaż może nie w te upały. No i wiadomo, że im większe i bardziej turystyczne miasto, tym trudniej znaleźć miejsce z fantastyczną kuchnią - tak w Polsce, jak i we Włoszech.

    --
    Nienawiść szkodzi dzieciom i innym żyjątkom
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 09:28
    zasiedziala napisała:

    > Haha, ja jadłam niesmaczną pizzę w tadammm ... Neapolu! big_grin

    Powiem tak, nie jest to odosobniona opinia. Ludziom wychowanym na TelePizzy oraz PizzaHut, ewentualnie na Da Grasso włoska pizza z natury nie podchodzi - jakieś takie ubogie w składniki, jakieś takie ciasto dziwne, cienkie takie, nie wyrośnięte....
  • zasiedziala 31.07.18, 09:33
    Haha akurat jak mnie wychowywano, to o telepizzy nikt jeszcze nie słyszał, więc pierwsze pizze jadłam we Włoszech, natomiast od neapolitańskiej zdecydowanie bardziej podchodzi mi sycylijska na cieniutkim cieście wink Pizza w Neapolu wcale cienkiego ciasta nie ma.

    --
    Nienawiść szkodzi dzieciom i innym żyjątkom
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 09:38
    zasiedziala napisała:

    > natomiast od neapolitańskiej zdecydowanie b
    > ardziej podchodzi mi sycylijska na cieniutkim cieście wink Pizza w Neapolu wcale
    > cienkiego ciasta nie ma.

    Wydawało mi się, że na Sycylii je się wszelkiego rodzaju kanapki. A pizza jest w większym odwrocie niż na północy. Ale może ja na innej Sycylii bywam....
  • zasiedziala 31.07.18, 09:49
    Jak tam mieszkałam, to pizza była powszechnie dostępna, może coś się pozmieniało przez ostatnich parę lat wink

    --
    Nienawiść szkodzi dzieciom i innym żyjątkom
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 09:57
    zasiedziala napisała:

    > Jak tam mieszkałam, to pizza była powszechnie dostępna, może coś się pozmieniał
    > o przez ostatnich parę lat wink

    Jak się uparłem w Palermo, że ja chcę pizzę, bo jestem we Włoszech do cholery. To nawet pan w hotelu na recepcji za bardzo nie miał pomysłów. W końcu znaleźliśmy tak z tyłu za katedrą na takim sporym gastronomicznym placyku, ale za to kolejka na godzinę stania była wink

    Ale ogólnie w Sycylii jestem zakochany. Zazdraszczam, ze mogłaś pomieszkać, ja w tym roku tylko wpadnę przelotem, może na tydzień...
  • zasiedziala 31.07.18, 22:00
    Bo gastronomia we Włoszech <przynajmniej południowych> to jest zbiór niepisanych zasad, których nie znasz, a do których musisz się dostosować, bo żaden szanujący się Włoch ich nie naruszy <jakoś z zasadami ruchu drogowego w ogóle nie mają takich problemów>. Pewnie trafiłeś na jakiś kwartał bez pizzy albo strajk kucharzy albo kij wie co jeszcze i pozamiatane. A na dodatek Sycylijczycy - z mojego doświadczenia - są bardzo nieufni wobec "nowych". Z początku nic nie ma, nic nie dostaniesz i większość pytań spotyka się z odpowiedzią w postaci rozłożonych bezradnie rąk. Ale jakbyś sobie upatrzył jakąś knajpkę i przyszedł tam ze dwa razy coś zjeść, pytając na wstępie o pizzę, to jestem prawie pewna, że trzeciego dnia jakby cię przyuważyli, to by zawołali na tę pizzę wink

    --
    Nienawiść szkodzi dzieciom i innym żyjątkom
  • julita165 31.07.18, 18:31
    dyzurny_troll_forum napisała:

    > zasiedziala napisała:
    >
    > > Haha, ja jadłam niesmaczną pizzę w tadammm ... Neapolu! big_grin
    >
    > Powiem tak, nie jest to odosobniona opinia. Ludziom wychowanym na TelePizzy ora
    > z PizzaHut, ewentualnie na Da Grasso włoska pizza z natury nie podchodzi - jaki
    > eś takie ubogie w składniki, jakieś takie ciasto dziwne, cienkie takie, nie wyr
    > ośnięte....

    Ja akurat w pizza hut byłam dwa razy - pierwszy i ostatni, to w ogóle nie jest pizza tylko jakaś nadmuchana buła. Najpyszniejsza pizzę w życiu jadłam w Neapolu, w jakimś zakazanym lokalu który skojarzył mi się z mafia 😁. Ogromna, cienka, tylko sos z ziołami i mozzarellą . Potem już tak pysznej w życiu ów jadłam, również we Włoszech.
  • zasiedziala 31.07.18, 22:06
    Ja też jadłam w Neapolu pyszne pizze, ale ja tam po prostu zjadłam bardzo dużo kilogramów pizzy, więc trudno o jednorodne doświadczenia big_grin

    --
    Nienawiść szkodzi dzieciom i innym żyjątkom
  • sumire 30.07.18, 22:22
    Błagam. Jedzenie we Włoszech jest rewelacyjne, tylko właśnie - żelazna zasada, nie jemy na głównych placach, nie jemy przy plaży, nie pijemy Aperolu na Piazza del Duomo smile I nie trzeba klepać schabowych wtedy.
    Tak, jak nie chodzimy na piwo na krakowski Rynek, bo wiadomo, że za winklem za tę cenę dostaniemy trzy.
  • little_fish 30.07.18, 23:46
    Acha! Czyli we Włoszech "nie jemy na głównych placach, nie jemy przy plaży" i wtedy jest ok, ale w to w Polsce są Janusze gastronomii 😂
  • sumire 31.07.18, 00:57
    Nie, są wszędzie. Nikt temu nie zaprzecza.
  • lodomeria 31.07.18, 01:23
    We Włoszech nawet na placach (no chyba że w Wenecji) da się spokojnie zjeść i dobrze, prawdziwe jedzenie.
    A w małych miejscowościach nad morzem to już w ogóle pysznie i w miłym towarzystwie. Tylko pewnie nie w Rimini...
  • mamma_2012 30.07.18, 22:43
    Włochy to jeden z tych krajów, gdzie można jeść smacznie bez wydawania fortuny i gdzie rzeczywiście działa patrzenie kto siedzi w lokalu.
  • lodomeria 31.07.18, 01:19
    Napisz do mnie na priv, dam Ci całą listę dobrych knajpek w Rzymie gdzie za 170 zł się poplaczesz ze wzruszenia nad smakami. W cztery osoby.
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 09:34
    lodomeria napisała:

    > Napisz do mnie na priv, dam Ci całą listę dobrych knajpek w Rzymie gdzie za 170
    > zł się poplaczesz ze wzruszenia nad smakami. W cztery osoby.

    100/10

    jak ktoś lubi kilo krowy (dobrze wykrojona Fiorentina) + butlę wina to mogę coś dorzucić od siebie wink
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 09:45
    volta2 napisała:

    > owszem, było to na tarasie jakiegos plażowego tworu, no ale od tamtej pory we w
    > łoszech tylko pizza i żadnych restauracji, schabowego uklepię dzieciom sama.

    czasami jak czytam te twoje pasma niekończących się nieszczęść to jest mi Ciebie tak po prostu, po ludzku, żal.

    w jednym miejscu się jaśnie pani nacięła i już permanentny foch na włoską kuchnię, ona będzie bigosik w słoikach wozić i im pokaże (sztukę kulinarną)!

    we forgive as we forget as the day is long

    > chwała panu za apartamenty. i hotele w tunezji.

    cóż jak to mówią o gustach się nie dyskutuje, jeden lubi bistecca alla fiorentina a drugi rozgotowany syf z podgrzewacza.....
  • zasiedziala 30.07.18, 23:55
    W ubiegłym roku codziennie stołowałam się w nadmorskiej stołówce <tak to chyba należałoby określić> nad zupełnie niepolskim morzem. Wszystkie dania podawali na papierowych talerzach, co mi zapadło w pamięć głównie dlatego, że przy każdym większym podmuchu należało łapać danie i talerz, co spowodowało, że po jednorazowej przygodzie z makaronem przerzuciłam się na pizzę wink Także zagranicą też nie zawsze jest porcelana. Ale fakt, że jedzenie było stosunkowo tanie i bardzo smaczne, raczej 10 niż 20 euro od łebka.

    --
    Nienawiść szkodzi dzieciom i innym żyjątkom
  • madami 31.07.18, 09:09
    Bo nad morzem to głównie nie-lokalsi prowadzą biznesy, oni przyjeżdzają na sezon z zamiarem nachapania się ile się da. Póki ludzie będą to kupować póty będziemy mieć do czynienia własnie z taką jakością.

    Byłam nad morzem dwa lata temu, głupia namówiona przez rodzinkę, ceny z kosmosu, żarcie z zamrażarki. Do emerytury nie zamierzam tam wracać, wolę wydawać swoje pieniądze na pyszne i świeże jedzenie na południu Europy.
  • volta2 31.07.18, 11:23
    my mieliśmy znajomych znajomych mających smażalnię ryb nad morzem, są z warszawy, pracują tylko te 2 m-ce nad bałtykiem. na cały rok im wystarcza na niezłe życie. także z tymi lokalsami to masz rację.
    z tym że oni pracują na miejscu, czyli zakładam, że sami sobie rączki robotą brudzą, zatrudniaja tyle osób ile muszą ale o interes dbają. no chyba że coś się zmieniło, bo dawno kontaktu nie mieliśmy.
  • husmus 31.07.18, 11:44
    W ubiegłym roku byłam nad Bałtykiem po prawie 20-letniej przerwie.
    14 dni kosztowało drożej, niż 14 dni np. we Włoszech.
    Ceny kosmos - o rybach nie wspomnę, to wszyscy wiedzą. Ale: przejazd na karuzeli - od 12 zł, gofry - 14 zł. Na promenadzie automat z kulkami dla dzieci - wrzutka 5 zł - niestety piłeczka z niespodzianką nie wypada, więc wkurzona, że znowu ktoś nabija mnie w butelkę, korzystam z podanego na automacie numeru telefonu i zgłaszam sytuację. Pan mnie informuje, że on to tylko te piłeczki uzupełnia, nic więcej nie wie. Właściciela proponuje szukać gdzieś ........... na straganach na promenadzie.
    Koszt wejścia do "oceanarium" - dla 4 osób 70 zł - czas zwiedzania 10 minut.
    Cennik w Mc Donalds - nad kasami tylko po niemiecku w euro. Po moim głośnym niezadowoleniu, że przecież jesteśmy w Polsce, okazuje się, że cennik po polsku wisi z boku na słupie.
    Pogoda - 10/14 dni zimna i deszczu - wina oczywiście niczyja, ale kiepska pogoda to dodatkowe koszty, bo co robić z dziećmi, gdy leje. Do tego ceny na wszechobecnych tam niemieckich emerytów.
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 11:48
    husmus napisała:

    > W ubiegłym roku byłam nad Bałtykiem po prawie 20-letniej przerwie.

    No i po co to sobie zrobiłaś?


  • lodomeria 01.08.18, 02:03
    Wszystkim broniącym sprzedawania na wagę w restauracji/barze powiem tylko, że w normalnych miejscach (w Polsce jeszcze nie spotkałam), to ryby się filetuje i wycina kawałki tej samej wielkości, a wszelkie skrawki smaży się osobno i sprzedaje (nieco taniej rzecz jasna) jako fritto misto/fish bites.

    Tylko to wymaga zaufania społecznego: właściciel baru nie naciąga ludzi, gdzie tylko może, ale i klienci rozumieją, że jedzą ryby i nie pieklą się, że ktoś dostał 10g więcej w tej samej cenie.
  • magazynka 01.08.18, 02:30
    Ech, miałam nieprzyjemność zamówić rybę w barze w Kamieniu Pomorskim nad brzegiem zalewu kilka lat temu.
    Cena też była za 100 g ryby. Zamówiłam 20 dkg i +/- spodziewałam się ceny (wtedy 17-22 zł). Już nie pamiętam, jaka to była ryba, ale uznałam, że 20 dkg było na moją kieszeń.
    Kobita poszła na zaplecze, a ja czekałam przy stoliku.
    Przyniosła usmażoną rybę i żąda 45 zł.
    Ja zdziwiona ceną.
    Ona - tyle waży ryba.
    Ja - nie ważyła jej pani przy mnie.
    Ona - bo nie muszę.
    Ja - to zważmy ją teraz.
    Ona - NIE!
    Ja - zgłoszę to do PIH.
    Ona - a niech pani sobie zgłasza.

    Zawyżyła wielkość ryby dwa razy na oko, ale wtedy, niestety, zapłaciłam, bo głodna byłam.
    Ryba była smaczna.
  • anorektycznazdzira 01.08.18, 07:13
    Typowe jest, że podana cena dotyczy ryby surowej, przed smażeniem, pewnie dlatego nie chciała.

    Jest wielce prawdopodobne, że u Janusza dotyczy ryby nie tylko surowej, ale przede wszystkim zamrożonej i to metodą znaną na całym świecie, czyli "w glazurze lodowej" a więc razem z wodą-ile-się-dało-wcisnąć. Po usmażeniu takiej ryby zostaje pewne 25% i w ten sposób płacisz za 60dkd ryby a dostajesz wiórek w panierce...

    --
    'Ta opowieść mnie znudziła, albowiem nie była o mnie. Kumasz zależność?' by król Julian
  • asmarabis 01.08.18, 11:05
    Jest wielce prawdopodobne, że u Janusza dotyczy ryby nie tylko surowej


    No co ty?
    Naprawdę uważasz ze Janusz w szczycie sezonu bawi sie w pozyskiwanie świeżej ryby zamiast przejść sie do pobliskiej biedronki czy na giełdę ( nie wiem co taniej wychodzi) po mrożona pangę która potem sprzedaje jako wszystkie pozycje z karty
    Naprawdę jesteś w stanie odróżnić z tego smaku starego oleju i kilogramiow tej panierki czy jesz pangę czy dorsza ?

    Ludzka naiwność mnie poraża
    --
    "Bo to nie jest glupia osoba, wbrew pozorom. Bardzo kreatywnie i inteligentnie wypisuje te dyrdymaly i mam wrazenie, ze swietnie sie przy tym bawi."
    Iskierka3 o mnie smile
  • dyzurny_troll_forum 01.08.18, 11:13
    asmarabis napisała:

    > Naprawdę uważasz ze Janusz w szczycie sezonu bawi sie w pozyskiwanie świeżej ry
    > by zamiast przejść sie do pobliskiej biedronki czy na giełdę ( nie wiem co tani
    > ej wychodzi) po mrożona pangę która potem sprzedaje jako wszystkie pozycje z ka
    > rty

    Pangę i tilapię.
    Jak klient jest awanturujący się to wymienia mu jedną na drugą.
  • asmarabis 01.08.18, 11:20
    10/10


    --
    "Bo to nie jest glupia osoba, wbrew pozorom. Bardzo kreatywnie i inteligentnie wypisuje te dyrdymaly i mam wrazenie, ze swietnie sie przy tym bawi."
    Iskierka3 o mnie smile
  • silencia.furiosa 31.07.18, 12:42
    Jednego nie rozumiem. Pani skarżąca się pisze, że z knajpy wróciła głodna i wkurzona. Rozumiem, że wkurzona, ale głodna?! Po porcji ponad 0,5 kg ryby i prawie kilogramie surówki na osobę?
  • volta2 31.07.18, 12:45
    może była niezjadliwa? mojemu się trafił półkilogramowy kawałek suma, w środku zamrożony więc nie zjadł. bo jak? też wyszedł głodny i z pustym portfelemsmile
    a warzywa mogły być rozgotowane i też na ich widok autorka mogła dostać mdłości. niektórzy naprawdę uważają na to co im się podaje do jedzenia, zapłacą nawet wtedy gdy nie powinni i wyjdą bez awantury.
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 12:48
    volta2 napisała:

    > może była niezjadliwa? mojemu się trafił półkilogramowy kawałek suma, w środku
    > zamrożony więc nie zjadł. bo jak? też wyszedł głodny i z pustym portfelemsmile

    niektórzy naprawdę uważają na to co im się podaje do jedzenia, zapłacą nawet wtedy gdy nie powinni i wyjdą bez awantury.
  • little_fish 31.07.18, 12:49
    Rozgotowaną surówkę trudno znaleźć, nawet nad Bałtykiem. I abstrahując od Januszów biznesu - niedosmażona/zamrożona ryba to jak najbardziej powód do reklamacji. Nie zostawiłabym czegoś takiego
  • volta2 31.07.18, 14:06
    na zdjęciu na paragonie widniała pozycja warzywa got. nie wiem czemu utożsamiasz je z surówką? tę rzeczywiście trudno rozgotować, ale niezjadliwą zrobić to już nietrudno akurat.

    moje dzieci też zamawiają do ryby warzywa gotowane, i za żadne skarby na surówkę się nie skuszą. im akurat nie przeszkadza że mrożone, byleby nie rozgotowane właśnie.
  • miriam_73 31.07.18, 14:27
    Na paragonie stoi jak byk "Surówki/ Warz.Got"... Właściciel ma pewnie zdefiniowaną jedną pozycję i cenę. Podobnie jak "Sok/Syrop/Napoje"...
  • volta2 31.07.18, 16:42
    no właśnie, są warz.got to czemu uważasz że nie da się takich rozgotować?
  • silencia.furiosa 31.07.18, 22:35
    Nie kumasz co się do ciebie pisze, prawda? Surówki/warzywa gotowane to kategoria na kasie fiskalnej. Nie znaczy to, ze zamawiająca jadła jedno i drugie. Jezeli na paragonie byłaby pozycja herbata/kawa i zamawiająca napisałaby, ze Piła herbatę to wciskałabys jej, że kawę, bo jest na paragonie?
  • volta2 01.08.18, 00:50
    ale gdzie ja sugeruję że jadła jedno i drugie? nie kumasz co czytasz? ojej...
  • silencia.furiosa 01.08.18, 01:26
    Matko jedyna, ile ci trzeba tłumaczyć? Babka pisała, że kupiła surówkę, na zdjęciu jest surówka, a ty rozgotowane warzywa i rozgotowane warzywa. Ogarnij się w końcu.
  • little_fish 31.07.18, 16:48
    A na zdjęciu potrawy nadgryzionej przez panią widnieje surówka
  • little_fish 31.07.18, 22:40
    Nie pisałam o mrożonych warzywach, tylko o zamrożonym sumie twojego męża 😉
  • volta2 01.08.18, 00:53
    wiem, że piszesz o rekalamacji suma a nie o warzywach. i co z tego, że sum mojego meża był do reklamacji? był, wiedzieliśmy o tym ale woleliśmy wyjść niż sobie urlop psuć. urlop wart więcej niż jedna skucha w "smażalni".
  • morgen_stern 01.08.18, 08:28
    Jakiś idiotyzm. Kiedyś dostałam w barze niedosmażoną rybę. Zwróciłam uwagę, pan się spłoszył, przeprosił i dostałam nową porcję. To nie boli, serio. Świat się nie zawalił, nikt mnie nie sklął, ja nie robiłam awantury.
    Tylko na forum jesteś taka bojowa?

    --
    Moi drodzy, po co kłótnie,
    Po co wasze swary głupie,
    Wnet i tak zginiemy w zupie!
  • dyzurny_troll_forum 01.08.18, 10:39
    morgen_stern napisała:

    > Tylko na forum jesteś taka bojowa?

    Przecież nawet na forum nie jest....
  • little_fish 01.08.18, 10:49
    No więc właśnie to mnie dziwi. Jak zwalczyć tych Januszy (choć niedosmażona ryba akurat może być wynikiem głupiego błędu) skoro każdy weźmie, zapłaci i wyrzuci? Negatywne opinie w internecie owszem, ale nie wszyscy z neta korzystają. Afera przeminie, ludzie zapomną - chyba że będzie opinia na stronie tego konkretnego punktu. Reklamacja, odmowa przyjęcia porcji niezgodnej z zamówieniem być może da do myślenia. Może podczas rozmowy z "kucharzem" parę osób odejdzie od okienka. Inaczej się tego zwalczyć nie da. Poza oczywiście jawnym oszustwem, które można zgłaszać.
  • volta2 01.08.18, 11:13
    ależ my swój sposób na januszy znaleźliśmy, zamiast awanturować się na urlopie, szukać świeżego oleju, nierozgotowanych warzyw, wybieramy apartamenty z kuchnią i wiemy co jemy. polecamy każdemu i w ten sposób janusze zostaną ze starym olejem sami.
    a nam sporo forsy w kieszeni. jeśli decydujemy się jeść - to wtedy wiemy gdzie uderzać, nad bałtyk jeździmy do tej samej miejscowości od 15 lat. restauracja ciągle jest, poziom trzyma, bez 200 stów nie ma co tam wchodzić na jednorazowy obiad
    a że są miejsca warte odwiedzin to insza inszość, pamiętam że po tym nieszczęsnym sumie na drugi dzień poszlismy w inne miejsce i tam mąż zamówił węgorza na wagę. przed smażeniem pan przyniósł świeżego i spytał czy ta wielkość nam odpowiada, jak tak, to smaży i płacimy w/g wagi po smażeniu. do końca pobytu stołowaliśmy się właśnie tam. nie denerwując się że są kolejki i trzeba w niech czekać.
  • asmarabis 01.08.18, 11:15
    Państwo tez by mogło tutaj uświadomić ludzi w jakiejś kampanii dokładnie ryby sa w danym okresie świeże a a na ktore nie ma szans bo jest zakaz połowu w danym czasie
    Ja dopiero niedawno dowiedziałam sie ze w lipcu chyba tylko śledzia mogą łowić a wszystko inne co sprzedają to mrożonki z biedronki
    Widzę jednak ze 90 % społeczeństwa tkwi w nieświadomości i myśli ze je złowiona rybę

    --
    "Wtem zza drzewa wyłoniła się ponura postać."Ty jesteś stworek"?-zapytała ponurym basem.Tak-wyszeptał onieśmielony Stworek."I to jest twoja trąba?"-złowieszczo wysyczała postać.No, moja... -zaszemrał wystraszony nie na żarty Stworek."Ha" -złośliwie zasmiała się osoba w czerni -to ja, jakiem Asmarabis -powiadam ci,zę to wstyd pokazywać sie publicznie z czymś takim na mordzie!...To jest wiocha, a nie najnowsza moda. I to rzekłszy Asmarabis rozwiała sie we mgle" Verdana
  • dyzurny_troll_forum 01.08.18, 11:18
    asmarabis napisała:

    > Widzę jednak ze 90 % społeczeństwa tkwi w nieświadomości i myśli ze je złowiona
    > rybę

    90% społeczeństwa myśli, że 500+ to im daje PiS...
  • little_fish 01.08.18, 11:32
    Ale informacje o czasie połowów są ogólnie dostępne
  • asmarabis 01.08.18, 11:34
    Ale gdzie je widzisz?


    --
    "Bo to nie jest glupia osoba, wbrew pozorom. Bardzo kreatywnie i inteligentnie wypisuje te dyrdymaly i mam wrazenie, ze swietnie sie przy tym bawi."
    Iskierka3 o mnie smile
  • little_fish 01.08.18, 11:57
    W internecie. Gdzie mają wisieć? Na budce z rybami?
  • asmarabis 01.08.18, 12:12
    Moze powinny ?
    Gdzie jest jakaś strona dla konsumentów z info co w danym terminie moze byc świeże ?

    --
    "Wtem zza drzewa wyłoniła się ponura postać."Ty jesteś stworek"?-zapytała ponurym basem.Tak-wyszeptał onieśmielony Stworek."I to jest twoja trąba?"-złowieszczo wysyczała postać.No, moja... -zaszemrał wystraszony nie na żarty Stworek."Ha" -złośliwie zasmiała się osoba w czerni -to ja, jakiem Asmarabis -powiadam ci,zę to wstyd pokazywać sie publicznie z czymś takim na mordzie!...To jest wiocha, a nie najnowsza moda. I to rzekłszy Asmarabis rozwiała sie we mgle" Verdana
  • little_fish 01.08.18, 12:46
    Wystarczy wpisać hasło "sezon na....". Jak jesz surówki to też na restauracji ma być wywieszka z porami zbiorów warzyw?
  • katja.katja 01.08.18, 12:14
    Każda ryba na talerzu jest złowiona.
  • little_fish 01.08.18, 12:44
    A jak się wie gdzie, to i latem można zjeść świeżego dorsza 😊
  • asmarabis 01.08.18, 14:48
    Z nielegalnej hodowli ?
    Od kłusowników ?

    --
    "Wtem zza drzewa wyłoniła się ponura postać."Ty jesteś stworek"?-zapytała ponurym basem.Tak-wyszeptał onieśmielony Stworek."I to jest twoja trąba?"-złowieszczo wysyczała postać.No, moja... -zaszemrał wystraszony nie na żarty Stworek."Ha" -złośliwie zasmiała się osoba w czerni -to ja, jakiem Asmarabis -powiadam ci,zę to wstyd pokazywać sie publicznie z czymś takim na mordzie!...To jest wiocha, a nie najnowsza moda. I to rzekłszy Asmarabis rozwiała sie we mgle" Verdana
  • little_fish 01.08.18, 15:14
    Nie, od rybaków. Zazwyczaj zakaz nie obejmuje małych kutrow (do długości 8 m), a te nieco większe (8-12m) mogą łowić przez kilka dni w miesiącu.
  • asmarabis 01.08.18, 15:22
    A to nie wiedziałam, No ale szukanie takich rybaków dla zwykłego śmiertelnika to problem...


    --
    "Wtem zza drzewa wyłoniła się ponura postać."Ty jesteś stworek"?-zapytała ponurym basem.Tak-wyszeptał onieśmielony Stworek."I to jest twoja trąba?"-złowieszczo wysyczała postać.No, moja... -zaszemrał wystraszony nie na żarty Stworek."Ha" -złośliwie zasmiała się osoba w czerni -to ja, jakiem Asmarabis -powiadam ci,zę to wstyd pokazywać sie publicznie z czymś takim na mordzie!...To jest wiocha, a nie najnowsza moda. I to rzekłszy Asmarabis rozwiała sie we mgle" Verdana
  • little_fish 01.08.18, 15:29
    Też napisałam, że trzeba wiedzieć gdzie.
    Raczej nie w smażalni w Łebie czy Władysławowie.😊
  • volta2 01.08.18, 11:07
    gdzie ja ci na forum bojowa jestem?
    ryba była męża, nie moja, jeśli jemu nie zależało by dojeść pół kg ryby po dosmażeniu to o czym my mówimy?
    zwrócił paniom uwagę, grzecznie, bo to kulturalny facet i wyszedł. zanim się dostał do niedosmażonego wnętrza trochę ryby skubnął, a po ujrzeniu zlodowacenia - najzwyczajniej w świecie stracił apetyt, dosmażenie by już go nie wróciło.
  • morgen_stern 01.08.18, 11:20
    A nie jesteś? Masz już za sobą niezłe występy na forum i nie tylko ja zwracałam ci uwagę na bardzo agresywne wypowiedzi. I nie tylko wobec mnie.

    A co do surowej ryby męża to widzę, że już historia zaczyna podlegać drobnym modyfikacjom, wcześniej pisałaś, że wyszedł głodny, teraz nagle mu nie zależało i stracił apetyt. Bez sensu - co jest trudnego w prośbie o wymianę porcji albo zwrot pieniędzy? Poza tym taki kucharz czy obsługa, jeśli nie dostaje informacji zwrotnej od klienta, nie będzie wiedzieć, że coś spierniczyli - jak mają to poprawić? Dobrze któraś w wątku napisała, w Polsce jest jakiś straszny problem w powiedzeniu kelnerowi nie, nie smakuje mi. Jest niedopieczone, niedoprawione, suche etc. Naprawdę nie trzeba robić cyrków i karczemnych awantur.
    Dlaczego się czepiam? Bo to na forum dość charakterystyczne - największe forumowe pieniaczki zawsze wysypują się przy opisywaniu jakiejś historii, kiedy nagle okazuje się, że właśnie wtedy, kiedy w realu powinny zawalczyć o swoje, to wychodzą z podkulonym ogonem.

    --
    Moi drodzy, po co kłótnie,
    Po co wasze swary głupie,
    Wnet i tak zginiemy w zupie!
  • dyzurny_troll_forum 01.08.18, 11:29
    morgen_stern napisała:

    > Dobrze któraś w wątku napisała, w Polsce jest jakiś straszny problem w
    > powiedzeniu kelnerowi nie, nie smakuje mi. Jest niedopieczone, niedoprawione, s
    > uche etc. Naprawdę nie trzeba robić cyrków i karczemnych awantur.

    Dokładnie. Odesłanie dania do kuchni z powodu nie spełniania oczekiwań to nie jest nic strasznego i świat się nie skończy.
    Ja wiem, w Polsce się wszyscy boją, że naplują, nasikają, dodadzą środka na przeczyszczenie lub inaczej ubogacą. Ale to wynika tylko z naszego wysokiego poczucia wzajemnego zaufania oraz niskiego poziomu wzajemnej agresji.

    > Dlaczego się czepiam? Bo to na forum dość charakterystyczne - największe forumo
    > we pieniaczki zawsze wysypują się przy opisywaniu jakiejś historii, kiedy nagle
    > okazuje się, że właśnie wtedy, kiedy w realu powinny zawalczyć o swoje, to wyc
    > hodzą z podkulonym ogonem.

    To jest jematka tu się pisze bajki!
  • little_fish 01.08.18, 11:39
    Jeżeli mają napluć i tak to robią zapewne.
    Czasem warto wyrazić opinię o otrzymanej potrawie, bo można na tym zyskać w przyszłości. Ja kiedyś po standardowym pytaniu kelnera 'czy smakowało' powiedziałam, że owszem, ale jak dla mnie było trochę za ostre. Uzyskałam odpowiedź, że taki jest przepis kucharza, ale jeżeli lubię delikatniejszy smak to wystarczy to zaznaczyć przy następnym zamówieniu - to bylo jakieś danie przygotowywane na świeżo, więc była możliwość modyfikacji
  • volta2 01.08.18, 15:24
    baranek forumowy mnie poucza? paradne...

    nie wiem czemu nie odróżniasz mojego męża ode mnie, i nawet jeśli mnie uznajesz za forumową pieniaczkę, to jednak nie powinnaś tak patrzeć na niego, on naprawdę się nie awanturuje, a stać go na to, by machnąć ręką i pójść gdzie indziej.
    co ci się nie klei w tej historii?
    wyszedł zły, bo w momencie zamówienia nikt go nie pytał czy ma ochotę na porcję pół kg. wyszedł głodny bo stracił apetyt. i nie miał ochoty jeść tej ryby po ewentualnym dosmażeniu.

    czemu zamiast niego nie ruszyłam do akcji? bo miałam na stanie ruchliwego dwulatka, mocno zniecierpliwionego i w mocno zaawansowanej ciąży, z m-c do rozwiązania brakowało. i siedzenie, czekanie na dosmażenie ryby, której i tak już nikt nie chciał jeść mijało się z celem. to było z 15 lat temu, byłam wtedy młoda i płocha, kelnera nie było, do dyskusji pozostawało okienko z wydawaniem posiłków - jak się pewnie (nie)domyślasz, nikt na nasze opnie nie czekał.

    dziś mi dużo łatwiej powiedzieć że coś było niezjadliwe czy odesłać makaron bo jest za twardy. nie mam z tym problemu. ale od tamtej pory minęło 15 lat i trochę się jednak człowiek z wiekiem zmienia. przynajmniej płochy już nie jest. ale na zgłaszane zastrzeżenia do kelnera w rzymie - nikt nie czekał, kelner o mało mężu nie przylał, było gorrrąco, bo jak śmiał zwrócić uwagę, że nie przynosi się dwóch dań na raz. i w kolejności jakiej były zamawiane - więc oszczędź sobie pouczania, bo nie zawsze jak widać, da się uwagi wygłosić bez konsekwencji (konsekwencją była oczywiście utrata apetytu, bo jakoś go straciliśmy na widok wrzeszczącego kelnera, nawet biorąc pod uwagę włoski temperament)
    prawdę mówiąc też wtedy najchętniej bym wyszła, ale - znów dzieci po półdniu zwiedzania były już naprawdę głodne i zmęczone i szukanie miejsca nieco bardziej przychylnego klientom było już ponad nasze siły.
    a restauracja ę ą, białe fartuchy, rękawiczki na rękach - takiego potraktowania nawet w spelunce bym się nie spodziewała, a co dopiero w takim przybytku.

    nie wiem czemu powinnam zawalczyć - o swoje? czy raczej oczekujesz by klient się awanturował by tobie następnej było lżej? ja pisałam - zawalczyłam o swoje omijaniem w ogóle takich miejsc, biorę apartament i mam wywalone na to co się dzieje w tych pożal się boże lokalnych restauracyjkach. wstępujemy na kawę i to musi im wystarczyć. kompleksiarze od bigosu mogą mi naskoczyć i to tylko na forum, nigdzie więcej.
  • little_fish 01.08.18, 15:33
    Pobyt w restauracji z ciężarnym dwulatkiem usprawiedliwia każde zachowanie 😂😂😂
    P. S. Sorry, ale nie mogłam się powstrzymać - "bo miałam na stanie ruchliwego dwulatka, mocno zniecierpliwionego i w mocno zaawansowanej ciąży"
  • volta2 01.08.18, 16:02
    tak, coś tam mi uciekło i przynajmniej wychodzi, że usprawiedliwieni jesteśmy na 100%smile
  • dyzurny_troll_forum 01.08.18, 16:17
    volta2 napisała:

    > wstępujemy na kawę i to musi im wystarczyć.

    Co my robimy tym słoikiem bigosu?
    My otwieramy włoskim restauratorom oczy! że to jest nasze, przez nas wykonane i oni mogą sobie najwyżej kawę zaparzyć!

    > kompleksiarze od bigosu mogą mi naskoczyć i to tylko na foru
    > m, nigdzie więcej.

    Pozbawiłaś się uroków jednej z najwspanialszych kuchni świata, bo nie umiesz knajpy wybrać czy z kelnerem się dogadać. Siedzisz w apartmanie za parę euro, klepiesz na urlopie schabowe i mówisz, że ktoś Ci może naskoczyć? Naprawdę?! Serio?
  • katja.katja 01.08.18, 16:20
    A jajka i bułkę tartą do panierki też bierze ze sobą na urlop?
  • volta2 01.08.18, 22:40
    w każdym zakątku na świecie są sklepy i bez problemu można w nich dostać jajka, prostsze to i łatwiejsze niż znoszenie fochów kelnera.
  • katja.katja 02.08.18, 10:42
    Sklepikarz też może mieć focha, a nawet wcisnąć Ci zepsute jaja i bułkę tartą z molami spożywczymi.
  • volta2 02.08.18, 11:18
    w odróżnieniu od ciebie mam pozytywne doświadczenia w kupowaniu jajek i niezbyt miłe doświadczenia z włoskimi (i nie tylko, ale ten jedyny się awanturował) kelnerami. zatem wybór dla mnie jest prosty. ty możesz narzekając na zepsute jajka ze sklepu miło konwersować z obsługą stolika na tematy dowolne, nikt ci przecież niczego nie narzuca a już najmniej ja.
  • morgen_stern 01.08.18, 16:21
    Nie rozumiem, dlaczego wciąż piszesz o awanturowaniu się - nie umiecie kulturalnie zwrócić uwagi?

    > kompleksiarze od bigosu mogą mi naskoczyć i to tylko na forum, nigdzie więcej.

    Noo, kulturą powiało. Może rzeczywiście za dużo się w tych knajpach nie odzywajcie... nie dziwię się też, że "tylko na forum", bo poza nim to chyba nie masz zbyt wiele do powiedzenia.


    --
    Moi drodzy, po co kłótnie,
    Po co wasze swary głupie,
    Wnet i tak zginiemy w zupie!
  • volta2 01.08.18, 22:38
    ależ kulturalnie zwróciliśmy uwagę kelnerowi, a ten nie umiał tego przyjąć na klatę i nie chciał zabrać tego co przyniósł za wcześnie.

    hmm, nie wiedziałam że ty też masz problem z bigosem. no ale każdemu jego porno.
  • silencia.furiosa 31.07.18, 12:50
    Na zdjęciu widać, ze pani rybę przynajmniej częściowo zjadła, a surówki trudno, żeby były rozgotowane. Skarży się co prawda na jakość jedzenia, ale raczej, że za dużo panierki, a nie, że tak paskudne, że musiała wyrzucić do kosza.
  • 45rtg 31.07.18, 14:28
    volta2 napisała:

    > może była niezjadliwa? mojemu się trafił półkilogramowy kawałek suma, w środku
    > zamrożony więc nie zjadł. bo jak? też wyszedł głodny i z pustym portfelemsmile

    No to kretyn jakiś. Może jeszcze napiwek zostawił, biedaczysko?
  • little_fish 31.07.18, 12:46
    Cena odebrała jej chwilowo apetyt 😉
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 12:47
    silencia.furiosa napisał(a):

    > Jednego nie rozumiem. Pani skarżąca się pisze, że z knajpy wróciła głodna i wku
    > rzona. Rozumiem, że wkurzona, ale głodna?! Po porcji ponad 0,5 kg ryby i prawie
    > kilogramie surówki na osobę?

    cały czas nie możesz ogarnąć, że pól kilo ryby i kilogram surówki był TYLKO na paragonie!?
  • little_fish 31.07.18, 12:50
    W takim razie, skoro porcja budziła wątpliwość, dziwię się że pani zapłaciła. Serio.
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 12:56
    little_fish napisała:

    > W takim razie, skoro porcja budziła wątpliwość, dziwię się że pani zapłaciła. S
    > erio.

    Zależy od poziomu asertywności. Jedni jedzą mrożonego suma a inni kilogram surówki.
    Inni nie chcą robić dymu przy rodzinie czy znajomych. A jeszcze inni wolą święty spokój.
  • little_fish 31.07.18, 13:04
    Nie trzeba zaraz robić dymu, po prostu domagać się tego, za co się płaci /płacić za to, co się dostało. Jak w markecie ekspedientka nabije włoską szynkę zamiast mortadeli to też płacą?
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 13:11
    little_fish napisała:

    > Nie trzeba zaraz robić dymu, po prostu domagać się tego, za co się płaci /płaci
    > ć za to, co się dostało. Jak w markecie ekspedientka nabije włoską szynkę zamia
    > st mortadeli to też płacą?

    Jeżeli mamy do czynienia z Januszem, który na złodziejstwie i oszustwie zbudował swój przybytek - a dla mnie jest to w tej sytuacji oczywiste - to wszelkie próby domagania się swoich praw po wypuszczeniu pieniądza z dłoni, skończą się większą lub mniejszą awanturą. I awanturę tę zwykle wygra Janusz, po (1) jest chamem, parobasem i prostakiem, więc nie uznaje żadnych reguł, a (2) to on takie awantury toczy codziennie, albo i sześć razy dziennie więc ma wprawę.

    To trochę tak jak dyskutować z taksówkarzem...
  • little_fish 31.07.18, 13:16
    I tym sposobem Janusze mają się coraz lepiej, niestety. Sami z siebie się nie zmienią niestety. Pozostaje albo wojna albo rezygnacja z usług. Na szerszą skalę oczywiście.
  • silencia.furiosa 31.07.18, 12:56
    Taaa, jasne. Nawet jeżeli ją okantowali na wadze, to tym co na zdjęciu naprawdę nie mozna się najeść. Mhm.
  • 45rtg 31.07.18, 14:31
    dyzurny_troll_forum napisała:

    > > rzona. Rozumiem, że wkurzona, ale głodna?! Po porcji ponad 0,5 kg ryby i
    > prawie
    > > kilogramie surówki na osobę?
    >
    > cały czas nie możesz ogarnąć, że pól kilo ryby i kilogram surówki był TYLKO na
    > paragonie!?

    Nie uwierzę, że nawet najstraszniejszy janusz gastronomii byłby tak głupi, żeby wbić na paragon pół kilo i dać z tego 10 deko. Tyle to na oko widać i miałby bez przerwy (uzasadnione) awantury i potencjalnie PIH na głowie. Wbić 50 deko, a dać 40 - to i owszem. Ale 40 deko ryby to się człowiek jednak naje.


  • anorektycznazdzira 01.08.18, 07:17
    Waga ryby jest w smażalniach typowo PRZED smażeniem. Nie dostała więc kobieta półkilowego kotleta rybnego, w życiu. Jeśli Janusz używa ryb mrożonych (a wiemy, że używa), a więc "glazurowanych" wodą, takich z marketów, to po przyrządzeniu z pół kilo robi się 10 dkg...

    --
    '[Zwierzęta: I to zadziała???] Nie!!! A nawet tak!!! Maurce, powiedz im. [Maurice: Tak z 50%...] by król Julian
  • 45rtg 01.08.18, 07:46
    anorektycznazdzira napisała:

    > Waga ryby jest w smażalniach typowo PRZED smażeniem. Nie dostała więc kobieta p
    > ółkilowego kotleta rybnego, w życiu. Jeśli Janusz używa ryb mrożonych (a wiemy,
    > że używa), a więc "glazurowanych" wodą, takich z marketów, to po przyrządzeniu
    > z pół kilo robi się 10 dkg...

    No sorry, ale nie. Co ja, ryby nie smażyłem? Pewnie, że część się wytopi, wżdy nie tyle, że zacytuję Dhuna (albo Pokrzywkę).

  • claudel6 31.07.18, 12:55
    co prawda ostatnio unikam polskiego wybrzeża, ale w wakacje jeździmy w Polskę, w tym roku to były Kaszuby. no i muszę powiedzieć, że polska gastronomia to jest obraz nędzy i rozpaczy z punktu widzenia rozpieszczonego Warszawą wegetarianina (technicznie incydentalnego pescarianina). cała kuchnia jest nastawiona na mięsożerców. jest tradycyjnie, czyli dużo i ciężko. i nie jest tanio. no i wszędzie podają to samo. nie ma żadnej sezonowości - w środku sezonu nie uświadczysz świeżych warzyw w stylu fasolka szparagowa, kalafior, brokuły, marchewka, groszek itd. wszystko jest z mrożonki - a dla mnie te warzywa z mrożonki nie mają smaku. żeby zjeść fajne jedzenie sezonowe to musisz zostać w Warszawie i iść do lepszej restauracji. serio tak trudno ugotować fasolkę szparagową?
    w knajpach nie podają miejscowych serów i generalnie nie uświadczysz jakichś lokalnych potraw. w maju byliśmy na Podhalu i knajpy serwowaly tam to samo, co teraz na Kaszubach. no moze poza oscypkiem który tam na Podhalu czasem się pojawiał. jako alternatywa do takiego jedzenia jest wyłącznie wszechobecna polska pizza.
    gastronomicznie to są dwa rózne światy - duże miasta a prowincja. ja wiem, że popyt kształtuje podaż, więc to jest to czego ten przeciętny Polak oczekuje od restauracji. ja niestety po kilku dniach stołowania się w takich restauracjach czuję się chora sad
  • pani-noc 31.07.18, 13:43
    To mamy odmienne doświadczenia z Kaszub. Uwielbiam ich kuchnię, uważam że na Kaszubach jest spory wybór pięknie położonych restauracji gdzie można smacznie zjeść. Ale nie jestem wegetarianką, więc może stad ta różnica w opinii.
  • madami 31.07.18, 17:04
    Nie używanie sezonowo dostępnych warzyw i owoców to niestety ale jedna z głównych wad polskiej gastronomii. Na szczęście się powolutku podnosimy, lokalne wyroby i dania zaczynają raczkować... ale jeszcze długa droga przed nami sad
  • lodomeria 01.08.18, 01:36
    G'woli ścisłości: polska tradycyjna kuchnia była często wegetariańska czy wręcz wegetariańska. W biednych domach po prostu z biedy, ale nawet ci, którzy mogli jeść mięso przez około parę miesięcy w roku w sumie i tak pościło ze względów religijnych.

    To wszechobecne mięso, to nie jest kuchnia tradycyjna, tylko raczej odreagowywanie kompleksu pochodzenia. (Nawet tu na ematce padł argument "jem mięso bo mnie stać").
  • miriam_73 31.07.18, 13:19
    Nie bardzo nadal wiem o co kaman. Niestety ceny ryb w rozmaitych knajpkach i smażalniach w PL, nie tylko nad morzem są wysokie i bardzo wysokie. Na Mazurach w tym sezonie normą jest, że kilo ryby oscyluje w przedziale 100-130 zł (np. w naszej ulubionej smażalni należącej do Gospodarstwa Rybackiego w Mikołajkach małe okonki są po 9 zł/ 100 g, filet z okonia 110, sandacz i lin 130. Fakt, serwowane na normalnym szkle z normalnymi sztućcami. W innych miejscach jest podobnie. Jeżeli w tej smażalni była informacja o cenach, a waga ryby podanej tej pani się zgadzała to nie bardzo wiem o co cały ten hałas. Jak ktoś uważa że za drogo to nie kupuje. Inna sprawa, że dwie porcie po ponad 0,5 kg ryby to jakieś strasznie wielkie. My zamawiamy odpowiednio 20 i 30 dkg okonków plus surówka dla każdego z nas i zwykle ledwie zjadamy wszystko.
  • frey.a86 31.07.18, 13:22
    O to kaman (co to w ogóle za słowo???), że ceny niech sobie będą wysokie, ale skoro kasują na wagę to niech nakładają ludziom przeciętnej wielkości porcje, a nie 1,5kg żarcia dla jednej osoby. Ponadto, jak lokal dużo liczy sobie za jedzenie, to wypadałoby chyba podać je klientowi na lepszej jakości naczyniu, niż plastikowa tacka.
  • miriam_73 31.07.18, 13:29
    Primo: a skąd wiesz co pani skarżąca się w internecie faktycznie zamówiła? Dalej: tam są na paragonie DWIE porcje ryby łącznie ważące ok kilograma plus surówki. Następna kwestia: czy pani narzekająca publicznie, jak wchodziła do smażalni, to nie widziała cennika ani tego na czym podają zamówione dania klientom??? Smażalnia nad morzem to nie restauracja. Jak jej nie pasowały plastiki i ceny, to po jakiego grzyba tam weszła i zamawiała posiłek?
  • dyzurny_troll_forum 31.07.18, 14:41
    miriam_73 napisała:

    > Następna kwestia: czy pani narzekająca publicznie, jak wchodziła do smażalni
    > , to nie widziała cennika ani tego na czym podają zamówione dania klientom??? S
    > mażalnia nad morzem to nie restauracja. Jak jej nie pasowały plastiki i ceny, t
    > o po jakiego grzyba tam weszła i zamawiała posiłek?

    Do smażalni wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie mniej awanturujący się jest.
  • frey.a86 31.07.18, 15:01
    miriam_73 napisała:

    > Primo: a skąd wiesz co pani skarżąca się w internecie faktycznie zamówiła? Dale
    > j: tam są na paragonie DWIE porcje ryby łącznie ważące ok kilograma plus surówk
    > i. Następna kwestia: czy pani narzekająca publicznie, jak wchodziła do smażalni
    > , to nie widziała cennika ani tego na czym podają zamówione dania klientom??? S
    > mażalnia nad morzem to nie restauracja. Jak jej nie pasowały plastiki i ceny, t
    > o po jakiego grzyba tam weszła i zamawiała posiłek?

    No i własnie przez takie podejście mamy nad morzem beznadziejną jakość usług gastronomicznych. Przecież ten lokal powinno się bojkotować, a tu czytam, że co druga osoba broni Janusza, a psy wiesza na klientce. big_grin
  • little_fish 31.07.18, 15:26
    Ona powinna go zbojkotowac czyli nie iść tam. A tymczasem zamówiła i grzecznie zapłaciła. O co teraz chce zrobić aferę? Że za dużo nałożył? Powie, że chciała dużą porcję. Że naliczył więcej niż ryba ważyła - teraz tego nie udowodni
  • demodee 31.07.18, 15:51
    Wyobraźmy sobie, że jestem właścicielką z butami. Przychodzi klientka i prosi o czerwone szpilki rozmiar 38. Mam w sklepie takie buty w cenie 3000, 2000 i 500 zł. Oczywiście prezentuję buty za 3000 zł, bo sklep ma mi przynosić maksymalny zysk. Klientka bierze buty, płaci i wychodzi, a potem znajduję na fejsie zdjęcie paragonu i lament, że jakże takie drogie szpilki można sprzedawać i że jestem Grażyną.

    Czy według ematek prowadzę biznes etyczny, czy nie?
  • frey.a86 31.07.18, 16:02
    Jesteś Grażyną i nie umiesz prowadzić biznesu. wink

    Sprzedasz klientce buty za 3 tys. nie pokazując nawet innych z oferty - zarabiasz tyle, ile wynosi marża z tych butów. Klientka do ciebie więcej nie wróci, nie przyjdą też osoby, które przeczytały jej opinię na fejsie, że wciskasz najdroższy towar.

    Zaprezentujesz klientce wszystkie buty z oferty i fachowo doradzisz - być może zyskasz tylko marżę z butów za 500zł, ale za to masz sporą szansę, że ta klientka do twojego sklepu jeszcze wróci i poleci go innym osobom, ponieważ spodobała jej się profesjonalna obsługa.

    Tak to działa.
  • demodee 31.07.18, 16:30
    > Tak to działa.

    Mam inne doświadczenia obuwnicze. Sprzedawcy zawsze zaczynają od najdroższych towarów/ceny a potem, jak mówię, że to za drogo, to albo schodzą z ceny albo prezentują tańsze buty.
  • frey.a86 31.07.18, 16:33
    I m. in. dlatego coraz więcej klientów kupuje przez internet, albo przynajmniej zapoznaje się z ofertą przez net.
  • araceli 31.07.18, 16:16
    demodee napisała:
    > Klientka bierze buty, płaci i wychodzi, a potem znajduję na fejsie zdjęc
    > ie paragonu i lament, że jakże takie drogie szpilki można sprzedawać i że jeste
    > m Grażyną.
    >
    > Czy według ematek prowadzę biznes etyczny, czy nie?

    Jeżeli klientka kupiła od Ciebie chiński badziew za 3000 i na fejsie napisała "Ostrzegam - w sklepie X sprzedają chiński badziew za 3000' to jest to po prostu informacja - ZGODNA Z PRAWDĄ.



    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • demodee 31.07.18, 16:26
    > Jeżeli klientka kupiła od Ciebie chiński badziew za 3000 i na fejsie napisała "Ostrzegam - w sklepie X sprzedają chiński badziew za 3000' to jest to po prostu informacja - ZGODNA Z PRAWDĄ.

    Ale to chyba jest ryzykowne, bo ja mogę pokazać, że buty były wyprodukowane w rzemieślniczym zakladzie w Suwałkach i co wtedy?
  • araceli 31.07.18, 16:47
    demodee napisała:
    > Ale to chyba jest ryzykowne, bo ja mogę pokazać, że buty były wyprodukowane w r
    > zemieślniczym zakladzie w Suwałkach i co wtedy?

    Jeżeli jesteś w stanie udowodnić to możesz panią pozwać o zniesławienie.


    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • araceli 31.07.18, 16:18
    little_fish napisała:
    > O co teraz chce zrobić aferę?

    O nic. Po prostu OSTRZEGA innych. INFORMUJE, że w tym miejscu za 170zł dostaje się to co na zdjęciu. Pisze PRAWDĘ.



    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • little_fish 31.07.18, 16:53
    Pani pisze, że chce złożyć skargę do rzecznika praw konsumenta. I tak się zastanawiam na co - czy dostała za dużą porcję, której nie była w stanie zjeść, czy została oszukana na wadze.
  • araceli 31.07.18, 16:59
    little_fish napisała:
    > Pani pisze, że chce złożyć skargę do rzecznika praw konsumenta. I tak się zasta
    > nawiam na co -

    Np. na odrzuconą reklamację. Jeżeli w menu stało jak byk "ryba w panierce" to ryby w potrawie powinno być więcej niż panierki. Na paragonie jest "ryba" wink




    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • demodee 31.07.18, 17:20
    > Np. na odrzuconą reklamację
    Czy ta pani po przekrojeniu ryby widelcem spostrzegła, że jest więcej panierki niż ryby, poszła do kucharza ze skargą, a ten ją spuścił na drzewo? Ja nic takiego nie wyczytałam! Pani zjadła, zapłaciła (no bo cóż miała zrobic?) i poszła płakać na fejsie...
  • little_fish 31.07.18, 17:39
    Gdy zobaczyła, że porcja jest zbyt duża, a co za tym idzie cena za wysoka, mogła po prostu nie odebrać zamówienia. I nie zapłacić oczywiście
  • araceli 31.07.18, 18:04
    demodee napisała:
    > Ja nic takiego nie wyczytałam! Pani zjadła, zapłaciła (no bo cóż miała zrobic?) i poszła p
    > łakać na fejsie...

    To może czas na nowe okulary bo pani wyraźnie pisze o złożonej (i odrzuconej) reklamacj wink



    --
    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
  • demodee 01.08.18, 18:01
    > To może czas na nowe okulary bo pani wyraźnie pisze o złożonej (i odrzuconej) reklamacj wink
    Jeszcze raz zajrzałam do linka - nie ma nic o składaniu/odrzucaniu reklamacji!

    P.S. Nie noszę okularów - mylisz mnie z kimś...
  • julita165 31.07.18, 22:46
    Ja wiem że ryba rybie nierówna ale nie lubię tych cen za 100 gr. Nie mam wagi w oku i nie potrafię oszacować ile zapłacę za danie. Powinni to jakoś usrednic.
  • little_fish 31.07.18, 22:59
    Są miejsca, gdzie jest gotowa oferta typu : porcja ryby + frytki + warzywa za konkretną, z góry wiadomą cenę. Ja też tak wolę i z takich miejsc korzystam.
  • bigzaganiacz 31.07.18, 13:36
    mowisz 20euro kg malych okonkowno to rewelacja,
    lokalik w barcelonie z dobrymi opiniami
    ludzie wrzucaja rachunki na szokujace sumy 35euro za dwie osoby
    wywalony towar nie wyglada jak znaleziony w kontenerze ze smieciami za supermarketem jak to ma miejsce u janusza , generalnie nie ogariam co siedzi w glowach polakow

    www.tripadvisor.com/LocationPhotoDirectLink-g187497-d8675019-i180259462-La_Paradeta_Passeig_de_Gracia-Barcelona_Catalonia.html
  • miriam_73 31.07.18, 14:08
    Nie mówię, że 20 euro za kilogram ryb to rewelacja - mówię tylko, że takie są aktualnie ceny. Można nie kupować, można nie jeść. Póki co jest wybór i nikt do niczego nie zmusza. Taki: https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/36903195_10216996825979357_147053525526904832_n.jpg?_nc_cat=0&oh=0e1d119f8a4155e9392e547eb1acd9fb&oe=5BCBA05E talerz na Mazurach to ok 60-70 zł. Obowiązku kupowania i jedzenia nie ma.

    Nie wiem jakie są ceny w Barcelonie i w jakich miejscach; wiem natomiast z autopsji, że w turystycznych regionach Hiszpanii ceny są wysokie. W rejonie Marbelli gdzie mieszkamy przez część roku ryby w restauracjach, czy plażowych chirringuitos są wysokie, i też zazwyczaj liczone na wagę. Cały okoń morski pieczony w soli może kosztować nawet i ok 100 euro, dorada zwykle kosztuje ok 20 euro. Ceny w sklepach są niższe, ale i tak za dobrą świeżą rybę trzeba zapłacić 10-12 euro. Ja mam kuchnię, więc dla mnie nie jest problemem podskoczyć do Mercadony i kupić oraz upiec lub usmażyć dorsza czy doradę, ale ludzie z hoteli? Na wakacjach? Nasz osobisty rekord (w dół) za kilo ryby to 20 euro za 1 kg mieszanej smażeniny w mocno nieturystycz