Dodaj do ulubionych

Jak się kończą ambicje

15.10.18, 08:05
Tzn. dążenie do wyłącznie najlepszych stopni, wszystko w szkole na tip top, niewielki kontakt ze znajomymi poza murami szkoły (bo uczyć się trza!), "naukowe" zajęcia dodatkowe i celowanie w topową klasę VII, od początku szkoły podkręcane przez rodziców.
Zaburzenia odżywiania, głodzenie się, utrata 10 kg w 2 miesiące, zaburzenia samooceny, wizyta u psychiatry, leczenie antydepresantem, mówimy o dziewczynce z klasy VI SP.
Córka nie moja. Ale dziecko dobrze znane, lubiane. Przy okazji tworzy w grupie niefajną atmosferę porównywania sylwetki, wagi, szczupłości, opowiada o 2-godzinnych ćwiczeniach (rodzice już wszystko wiedzą i przynajmniej to zahamowali).
Jeżeli kiedykolwiek będę chciała spytać dzieciaka "co dostałaś ze sprawdzianu", ugryzę się w jęzor.
Wyniki szkolne nie są tego warte, życie bez presji jest zdrowsze (tak, komunały, ale mnie to naprawdę ruszyło, to, co się dzieje, jest wręcz podręcznikowe).


--
Nigdy nie byłam złą babą
Edytor zaawansowany
  • gryzelda71 15.10.18, 08:11
    Ale wiesz, że to wyjątek a nie reguła?
  • slonko1335 15.10.18, 08:13
    nie jestem pewna czy to taki wyjątek, szpitale psychiatryczne pękają w szwach, terminy do dobrych psychoterapeutów i psychiatrów dłuuugie, podobnie w PPP...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • lily_evans11 15.10.18, 08:17
    Tak, znajoma poszła do psychiatry i psychologa najpierw prywatnie z małą, bo by czekała dłuuugo, a tu już nie ma na co czekać.
    My na PPP - niewinna diagnoza w kierunku dysleksji - czekamy od początku września, terminy po połowie i na koniec października. Dobrze, że to akurat nie jest tak pilną sprawą.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • slonko1335 15.10.18, 08:21
    to i tak nieźle, u nas nie ma terminów do końca roku...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • princesswhitewolf 15.10.18, 11:03
    >Tak, znajoma poszła do psychiatry i psychologa najpierw prywatnie z małą, bo by czekała dłuuugo, a tu już nie ma na co czekać.
    My na PPP - niewinna diagnoza w kierunku dysleksji - czekamy od początku września, terminy po połowie i na koniec października. Dobrze, że to akurat nie jest tak pilną sprawą.

    sugerujesz ze wszyscy dobrzy uczniowie maja anoreksje a ci mniej ambitni tylko dysleksje? Hmmm wiele osob mlodych z anoreksja wcale nie ma nacisku na szkole i dotyczy to tylko wizualnej strony.

    A tak naprawde najwiecej zalezy od tego w jakich warunkach dziecko sie wychowuje i jacy sa rodzice.
    Mialam wymagajaca matke i bardzo kochajaca. Zaburzen anorektycznych niet czy czegokolwiek w ten desen.
  • katja.katja 15.10.18, 15:18
    Moim zdaniem dzieci prawdziwej patologii nie czekają w kolejce do psychologa/psychiatry bo rodzice mają na nie "wywalone".
    Stąd w kolejkach do specjalistów dzieci mimo wszystko "zadbane", od normalnych, choć nieidealnych rodziców, którzy niestety popełnili błąd lub po prostu dziecko miało wrodzoną skłonność.

    --
    Wybaczam moderacji.
  • katja.katja 15.10.18, 15:19
    Stąd Twoje wrażenie, że do specjalistów chodzą tylko lub głównie dzieci ambitne.

    --
    Wybaczam moderacji.
  • lily_evans11 15.10.18, 08:15
    A wiesz, że coraz więcej jest dzieci i młodzieży wypalonych szkołą, leczących się psychiatrycznie, zwłaszcza przy ciągłych transformacjach systemu i ciągłej selekcji/ocenianiu?

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • gryzelda71 15.10.18, 08:19
    No nie wiedziałam, nie obserwuję tego w takim nasileniu jak czytam na forum. Przyjmuje do wiadomości.
  • lily_evans11 15.10.18, 08:21
    Mówię o publikacjach i statystykach, opiniach pedagogów, a nie forum.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • gryzelda71 15.10.18, 08:23
    Nie śledzę, ograniczam się do włąsnych dzieci i ich szkolnego towarzystwa, gdzie to nadal wyjątki.
  • slonko1335 15.10.18, 08:45
    rodzice rzadko się chwalą takimi problemami, ja tez o wielu rzeczach nie miałam pojęcia wśród dobrych znajomych dopóki sprawy bardzo poważne się nie zrobiły i dopiero wtedy wyszły na światło dzienne...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • gryzelda71 15.10.18, 10:10
    To inaczej. Bardzo mało znam dzieci u których sprawy chorych ambicji, czy to rodziców , czy samych nieletnich zaszył tak daleko,ze to widać. Jesli są ukrywane to mistrzostwo świata. Stąd moje,ze to nie norma.
  • molik28 15.10.18, 09:28
    Ja się nie dziwię. Mój w 7 klasie sportowej. Ledwo wyrabia się na zakrętach. Jego życie aktualnie to nauka i sport. I nic więcej. Nawet na granie na kompie nie ma za wiele czasu. W weekendy też sport i nauka, bo nadgania zaległości z tygodnia. Dwa razy w tygodniu oglądamy razem dwa bzdetne programy w TV, trochę gadamy i tyle naszego. Na razie mimo znacznego spadku ocen bardzo zadowolony ze szkoły i treningów ale czy długo da tak radę charować. Sama się zastanawiam, ja bym nie dała rady. Pamięciowej nauki jest za dużo dla przeciętnego dziecka. Bardzo zdolne poradzi sobie bo i taki egzemplarz mam na stanie, ale normalne w porywach do "niezainteresowane nauką + różne dys-" ma bardzo ciężko.
  • iwoniaw 15.10.18, 08:16
    Nie taki wyjątek, jakby się chciało, niestety.

    Ilość zaburzonych dzieci rośnie lawinowo wraz ze wzrostem liczby zaburzonych rodziców, którzy te stany u dzieci wywołują (oczywiście w większości przypadków nieświadomie i niecelowo).


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • lily_evans11 15.10.18, 08:20
    Tak, oczywiście, to kreowanie ambicji wychodzi z domu. W tej chwili zresztą sama sobie rachunek sumienia, czy z czymś nie przeginam ...

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • maadzik3 15.10.18, 15:30
    chyba nie tyle kreowanie ambicji co brak poczucia bezpieczeństwa. również dorosłych

    --
    www.christianzionist.blox.pl
  • katja.katja 15.10.18, 08:21
    To także pokłosie coraz późniejszego macierzyństwa.
    Jest korelacja między wiekiem matki, a skłonnością dzieci do nerwic.
    Tak samo późniejsi ojcowie- tu z kolei jeszcze cięższy kaliber bo zwiększa się prawdopodobieństwo chorób psychicznych.

    --
    Wybaczam moderacji.
  • 1matka-polka 15.10.18, 08:39
    Kiedyś kobiety rodziły średnio miedzy 20 a 50 rokiem życia. Więc późne macierzyństwo to był standard.

    --
    Łatwiej jest oszukać ludzi, niż przekonać ich, że zostali oszukani.
    Mark Twain
  • katja.katja 15.10.18, 08:45
    Większość dzieci jednak rodziła się w młodszym wieku (w starszym to często i mąż już był impotentem i kobieta miała różne schorzenia uniemożliwiające lub utrudniające rodzenie czy zajście w kolejną ciążę, choć późne ciąże też się zdarzały).
    I te dzieciska z późniejszych ciąż zwykle były bardziej słabowite od rodzeństwa poczętego dużo wcześniej.

    --
    Wybaczam moderacji.
  • snakelilith 15.10.18, 11:50
    katja.katja napisała:

    > I te dzieciska z późniejszych ciąż zwykle były bardziej słabowite od rodzeństwa
    > poczętego dużo wcześniej.

    To tylko twoje chore fantazje mizogynie i nie ma na nie żadnych dowodów.


    --
    "W carskiej Rosji, to Twoi przodkowie by zamiatali u mojej prababki na Krymie." - by wheels.of.fire
  • wieczorny-motyl 15.10.18, 14:26
    Może gazeciarz jest najmlodszy i jak siostra lub brat brali go w wózku na spacer to osluchal się komplementow o byciu bekartem luźno prowadzących się nieletnich osobników.
  • katja.katja 15.10.18, 15:28
    Proszę:

    badaniaprenatalne.pl/wiek_matki_a_ryzyko_choro/

    mamy-mamom.pl/skad-sie-biora-choroby-genetyczne-u-dzieci/

    Wiek obojga rodziców:

    mamadu.pl/128933,wiek-rodzicow-a-ryzyko-chorob-genetycznych-dziecka




    --
    Wybaczam moderacji.
  • snakelilith 15.10.18, 15:48
    To nie są żadne dowody ignorancie. To są notki na durnych stronach internetowych, to po pierwsze. A po drugie, dzieci z Downem, czy innymi ciężkimi chorbami genetycznymi nie chodzą zwykle do normalnej szkoły, więc o te dzieci w ogóle tu nie chodzi. Nie ma żadnych dowodów na to, że dzieci starszych matek są słabsze, głupsze, czy w inny sposób nie dające sobie radę w życiu. Więcej, to zwykle pierwsze dzieci są mniejsze, lżejsze i często więcej chorują. A jeżeli chodzi o inteligencję, to liczy się tylko kolejność urodzenia. Pierworodni są najinteligentniejsi, norweskie badanie pokazało, że średnio mają IQ 103 i mają statystycznie większą szansę na ukończenie studiów wyższych oraz objęcie kierowniczej roli w zawodzie, ci jest zasługą nie tylko IQ, ale roli w rodzinie i sposobu wychowania kszałtującego bardziej konserwatywne cechy, dotyczące obowiązkowości i odpowiedzialności. Drugie dziecko ma średnio IQ 100, a ostatnie 99. Wiek matki nie gra kompletnie żadnej roli. Ale jak zwykle wpierniczasz się między wódkę a zakąskę, by narobić kobietom wyrzutów sumienia i zmienić dyskusję w ulubionym przez ciebie kierunku. Kobieta jest w stanie urodzić silne, zdrowe dziecko dopóki jest płodna, tak sobie to wymyśliła natura obrzydliwy mizogynie i twoje pomysły na temat tego, od kiedy kobieta jest za stara, możesz omówić przy spotkaniu z żonatym kochankiem.

    --
    "W carskiej Rosji, to Twoi przodkowie by zamiatali u mojej prababki na Krymie." - by wheels.of.fire
  • katja.katja 15.10.18, 16:06
    W zalinkowanych artykułach jest też mowa o wpływie wieku ojca. Natury nie oszukasz.

    Tu strona typowo medyczna:

    pl.oldmedic.com/risks-of-geriatric-pregnancy-after-age-35-8275

    --
    Wybaczam moderacji.
  • snakelilith 15.10.18, 16:18
    katja.katja napisała:

    > W zalinkowanych artykułach jest też mowa o wpływie wieku ojca. Natury nie oszuk
    > asz.

    A dlaczego miałabym oszukiwać naturę? Kobieta jest płodna do menopuazy, a ta przypada zwykle dopiero w okolicach 50-tego roku życia. Kobiety więc, które decydują się na dziecko w okolicach 30-40- tego roku życia nie robią nic wbrew naturze. Póżniejsza ciąża może być większym ryzykiem dla matki, ale nawet przytaczany przez ciebie tekst mówi, że "starsze matki mają więcej środków na opiekę nad swoimi dziećmi, takie jak wyższe dochody i więcej edukacji", więc dla dziecka tylko pozytywnie. A to chciałeś negować. Więc przestań już bredzić, daj spokój kobietom i zajmij się czmyś pożytecznym.


    --
    "W carskiej Rosji, to Twoi przodkowie by zamiatali u mojej prababki na Krymie." - by wheels.of.fire
  • katja.katja 15.10.18, 16:26
    Nie mówię o samej płodności, ale spadku jakości zarówno jajeczek, jak i spermy związane z wiekiem moja Białogłowo.

    --
    Wybaczam moderacji.
  • snakelilith 15.10.18, 16:29
    katja.katja napisała:

    > Nie mówię o samej płodności, ale spadku jakości zarówno jajeczek, jak i spermy
    > związane z wiekiem moja Białogłowo.
    >

    Bzdura na resorach. "Gorszej jakości" jajeczka są usuwane przez naturę. Każdy zna kogoś, kogo matka urodziła w późniejszym wieku i nie są to ludzie z jednym uchem i nosem na tyłku. Zwykle nie są też głupsi od starszego rodzeństwa. Bredzisz jak zwykle.


    --
    "W carskiej Rosji, to Twoi przodkowie by zamiatali u mojej prababki na Krymie." - by wheels.of.fire
  • katja.katja 15.10.18, 16:38
    To skąd ZD skoro "gorsze jajeczka natura sama usuwa"? Forumowe lekarki, a Wy?

    --
    Wybaczam moderacji.
  • 1matka-polka 15.10.18, 08:38
    "Ilość zaburzonych dzieci rośnie lawinowo wraz ze wzrostem liczby zaburzonych rodziców"
    A skąd to się bierze i dlaczego jest ich więcej niż kiedyś?

    --
    "Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo ja jestem największym skuwrynsyem w tej dolinie."
    Psalm 23
  • iwoniaw 15.10.18, 08:43
    Nie wiem. Mogę tylko spekulować - no więc ja podejrzewam, że większość ludzi żyje obecnie niestety w kulturze "bądź zwycięzcą albo giń" i po prostu boi się, że jeśli dziecko nie będzie najlepsze z najlepszych (jakkolwiek to rozumieją, bo to się jednak trochę różni w zależności od środowiska), to w ogóle zginie marnie, przepadnie i zmarnuje sobie życie. W PL w dodatku ta kultura rywalizacji zamiast współpracy jest promowana wszędzie i nie ma nawet tego płaszczyka politycznej poprawności, który by choć dawał złudzenia, że jest inaczej. Toteż ci rodzice rzeczywiście w swoim (ale nie tylko, otoczenie często ich w tym wyłącznie (!) utwierdza) mniemaniu robią to "dla dobra dziecka".


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • katja.katja 15.10.18, 08:46
    To smutne i niesprawiedliwe, ale jeżeli ktoś nie pochodzi z zamożnej rodziny to niestety tak to wygląda.

    --
    Wybaczam moderacji.
  • lily_evans11 15.10.18, 08:50
    W zamożnych jest identycznie, a często jest to jeszcze bardziej nasilone.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • katja.katja 15.10.18, 08:57
    W zamożnych człowiek ma wybór - tj. nawet jeżeli coś mu specjalnie nie wyjdzie to dramatu nie ma bo ma rodzinny majątek itp.
    Mam znajomych (dalszych co prawda) zamożnych, ich córki to lenie nad leniami. Jedna zaczęła (zdrowa) normalną pracę w 30 wiośnie życia, kolejna w 40-stej (na krótko big_grin).
    W biednych człowiek by się mógł wygrzebać sad musi odnieść sukces.


    --
    Wybaczam moderacji.
  • karen_ann 15.10.18, 09:15
    Jeśli dziecko chce odnieść sukces jest ok ale jesli to rodzice oczekują ze bedą mieli dzieci sukcesu juz gorzej. Wyścig szczurów w najlepsze.
  • katja.katja 15.10.18, 09:24
    W ubogich rodzinach dziecko jeżeli chce się wygrzebać z biedy to chce czy nie chce (z naciskiem rodziców lub brakiem) musi odnieść sukces.
    W zamożnych - jest to możliwość, bez zbędnej "spinki".

    --
    Wybaczam moderacji.
  • solejrolia 15.10.18, 09:58
    katja.katja napisała:

    > W zamożnych człowiek ma wybór - tj. nawet jeżeli coś mu specjalnie nie wyjdzie
    > to dramatu nie ma bo ma rodzinny majątek itp.

    > W biednych człowiek by się mógł wygrzebać sad musi odnieść sukces.
    >


    E tam.
    Nie zgadzam sie. Dla mnie to zwykłe pitolenie.

    W zamożnych rodzinach robi się karierę (i odnosi sukces) i jak ktos zamozny to musi miec firme, a nie pracowac u kogoś/ pod kimś. Pieniądz ma robić pieniądz. "Bo przecież nie pójdę do pracy za grosze".

    W biednej rodzinie idzie się "do roboty" , nawet nie "do pracy", bo trzeba zapłacić za prąd, opłacić inne rachunki, kupić jedzenie. Nikt nie zastanawia się, czy będzie z tego kariera, przynajmniej na początku nie zastanawia się, bo najpierw trzeba zaspokoić podstawowe potrzeby i jeszcze: " robota jest jaka jest, ale ważne że jest, bo gorzej jakby nawet takiej nie było"

    Ja mam takie obserwacje.
    --
    Biorąc pod uwagę, że mogło być gorzej, to może lepiej, że jest lepiej niż wtedy, gdy wydawało się, że jest doskonale, a w rzeczywistości, jak zwykle, było jak zwykle, czyli byle jak...
  • katja.katja 15.10.18, 15:44
    I gdy człowiek z biedniejszej rodziny wybierze "robotę" to niestety nigdy się nie dorobi.
    Musi odnieść sukces by się wygrzebać z biedy.
    Jego rówieśnik (załóżmy tę samą osobowość, zdolności lub ich brak itd.) nie ma spiny, a często odpowiednio dobra praca czeka u rodziców/znajomych rodziców od zaraz (znam takie przypadki, widziane na własne oczy).


    --
    Wybaczam moderacji.
  • snakelilith 15.10.18, 16:26
    katja.katja napisała:

    > I gdy człowiek z biedniejszej rodziny wybierze "robotę" to niestety nigdy się n
    > ie dorobi.
    > Musi odnieść sukces by się wygrzebać z biedy.
    > Jego rówieśnik (załóżmy tę samą osobowość, zdolności lub ich brak itd.) nie ma
    > spiny,

    Cała masa sławnych i bogatych ludzi wybiła się z nędzy i patologii, to mogą być bowiem mocno motywujące warunki, a o spinie w bogatych rodzinach, to nie masz pojęcia. A powinieneś, bo literatura, film oraz życie pełne są przykładów dzieci nie spełniających ambicji swoich zdolnych, mądrych i bogatych rodziców. A ty przestań w końcu winić los, że nie dał ci zamożnych rodziców i weź się do roboty, bo twoja postawa jest chyba najgorszym przykładem bierności i marazmu.


    --
    "W carskiej Rosji, to Twoi przodkowie by zamiatali u mojej prababki na Krymie." - by wheels.of.fire
  • katja.katja 15.10.18, 19:50
    Na pewno nie cała masa, a nieliczne przypadki, oczywiście wyjątkowo widoczne z tego powodu. Cała masa niestety się nie wybiła - albo z powodu biedy stoczyła się/popadła w marazm jak sama piszesz albo od lat tyra mając na styk na rachunki czy utrzymanie siebie i dzieci.
    Tak wygląda rzeczywistość.
    A ci "wybici" nie wybili się tylko dzięki ciężkiej pracy tylko dzięki łutowi szczęścia - ktoś "mogący więcej" gdzieś ich wypatrzył, mieli wyjątkowy talent lub w przypadku kobiet - urodę.


    --
    Wybaczam moderacji.
  • 1matka-polka 15.10.18, 08:52
    Nie widzę tego ciśnienia na sukces, ani w szkole u dziecka, ani wśród znajomych ale to pewnie kwestia środowiska.

    --
    "Here is the solution to the American drug problem suggested... by the wife of our President: "Just say no"."
    Kurt Vonnegut
  • iwoniaw 15.10.18, 08:56
    No to widocznie masz ludzi normalniejszych niż średnia wokół siebie - to dobrze. Ale ogólnie dzieje się dużo niedobrego, ja widzę to, co Lily - w różnym natężeniu w różnych szkołach, ale jest i się wzmaga.


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • chocolate-cakes 15.10.18, 13:06
    Też to obserwuję w szkole. Nie do końca chyba chodzi o chore ambicje. Pracuję w szkole, gdzie nie ma tego wyścigu szczurów, jest bardzo przyjaźnie ale młodzież jest bardzo wrażliwa. To szkoła artystyczna. Ostatnio jest sporo problemów, załamania nerwowe, szpital, leczenie psychiatryczne. Trudno powiedzieć co jest tego przyczyną, myślę, że raczej nadwrażliwość a nie chore ambicje rodziców. Ale mamy coraz więcej tego typu problemów. Psycholog i pedagog mają co robić...
  • iwoniaw 15.10.18, 14:20
    Możliwe, że to się jakoś wiąże ze sobą - znerwicowani ludzie (i dorośli i dzieci), presja różnego rodzaju - to i "pękają". Nie wiem, czy dzieci są wrażliwsze niż dawniej - moim zdaniem się teraz na to zwraca (i dobrze) o wiele większą uwagę niż te 30 - 40 lat temu, gdy dziećmi byli dzisiejsi rodzice uczniów. To nawet nie o ambicje osiągnięcia nie-wiadomo-czego chodzi, tylko, sądzę, właśnie o taki strach, że "jak nie pofrunę na szczyt, to spadnę na dno". Ludzie jakby tracą z oczu oczywistość, że - z natury rzeczy - większość zawsze jest, była i będzie przeciętna i że niekoniecznie należy z tego powodu desperować. Że można i należy (nad sobą i nad celami) pracować, ale nie należy się zaharowywać. Że tzw. "normalne życie" to jest norma, a nie wstyd. Przez ostatnie dekady jednak w mainstreamowych mediach byliśmy karmieni przekazem wprost przeciwnym i to przyniosło właśnie takie nieciekawe skutki, niestety.



    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • olena.s 15.10.18, 11:23
    Nie, to jest głębsze.
    Myslę, że mamy deficyt zaufania (do szkoły, do systemu, do przyszłości, do trwałości czegokolwiek, do słusznosci podjętych decyzji) i to wzmaga wszelkie podszyte nerwicą podstawy.
  • maadzik3 15.10.18, 15:32
    zgadzam się z Tobą

    --
    "When you have a dream, you've got to grab it and never let go." ? Carol Burnett
  • black_halo 15.10.18, 09:12
    1matka-polka napisała:

    > "Ilość zaburzonych dzieci rośnie lawinowo wraz ze wzrostem liczby zaburzonych r
    > odziców"
    > A skąd to się bierze i dlaczego jest ich więcej niż kiedyś?
    >

    Bo nie ma już przyzwolenia na przeciętność. Nie .oznacza mieć zwykłej pracy tylko trzeba być wąskim specjalistą, nie można nosić rozmiaru 44+ tylko trzeba być super laską (ewentualnie ważyć pół tony i mieć konto na Instagramie), nie można wyglądać na swój wiek tylko trzeba się starać wyglądać na 10 mniej.

    Można wymieniać dalej ale ogólnie lansowane są standardy do których nie dobije 95% społeczeństwa.
    A to rodzi frustrację. Na każdym rogu bilboard przypominający, że mamy cellulit, zbędne włoski, kilogramy, za małe cycki, zbyt stare telefony i niemodne ciuchy. W tv przypominają nam jakie nasz związki są do kitu bo oto kolejny zauroczony amant wysłał bukiet róż do pracy.

    I gdzieś tam w głowie ludziom siedzi, że trzeba gonić ideał. Z tego wynikają frustracje i zaburzenia. Bo mało kto potrafi się pogodzić z byciem przeciętnym a jeśli już to go otoczenie skutecznie uświadomi, że nie ma ambicji i silnej woli.

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • katja.katja 15.10.18, 09:28
    Bez przesady, w przekaz medialny wierzą co najwyżej nieopierzone nastolatki, może jeszcze czasem 20-stki.
    Na ulicy widzę dużo dziewczyn w rozmiarze większym niż 38.
    Ja nie widzę przekazu, że mam stary telefon tylko reklamę nowego co najwyżej. Sama długo miałam zwykły telefon z klawiszami i zmieniłam go dość niedawno i to tylko dlatego, że "nowoczesny" dostałam w prezencie.
    A ciuchy? Teraz nikt nie zwraca uwagi, możesz mieć niebieskie włosy i dziury na kolanach, a jako 40-letnia kobiecina ubierać się w sieciówkach dla młodzieży. I co? I nic.

    --
    Wybaczam moderacji.
  • lauren6 15.10.18, 11:04
    > Bez przesady, w przekaz medialny wierzą co najwyżej nieopierzone nastolatki, może jeszcze czasem 20-stki

    Przekaz medialny powiadasz... Ja z wątku cyckowego dowiedziałam się, że jestem BETONEM, bo uważam poprawianie lekko opadniętego biustu by sterczał jak u nastolatki za przesadę. To nie media tylko kobiety kobietom gotują ten los.
  • muchy_w_nosie 15.10.18, 09:06
    To jest bardzo popularne ziawisko,vtylko często trafia się na grupę która milczy a jak się samemu zauważa problem to jest bardzo późno. Przecież jak ktoś schudnie kilka kg to tylko "na zdrowie" jak dziecko ćwiczy to tylko "na zdrowie", jak dba o to co je to też "na zdrowie". Dowiadujesz się o peoblemie dopiero jak koledzy doniosą, że ta i ta osoba ma coś niw tak z samooceną i gada o tym i o tamtym bez opamiętania.
  • hanusinamama 15.10.18, 09:57
    No nie wiem ja nzam taką dziewczynę ktora niemogla robic nic innego tylko nauka. Ona rzygała nauką. Prawde jest taka ze ja miałam 5 i moze ze dwie 4 ale lubiałm sie uczyc (bo nikt nie zmuszał), ona same 5 ze dwie 6 - ale nienawidziła. Dodatkowe zajecia, 4 jezyki, cwiczenie koncetracji, cwiczenie szybkiego czytania...poszła na studia i rzuciła po roku. Wyjechała do GB, zwyczajnie uciekła. Powiedziała mi po latach ze czuła sie jak pies na łańcuchu. Od rodziców słysząła tylko "SUKCES, SUKCES". Ja w tym czasie tez poszłam na studia, skonczyłam polibude, mam dobrą prace, biegle posługuje sie 4 jezykami obcymi bo nimi pracuje...nie wiem czy warto było tak cisnąc za te kilka piatek i dwie 6.
  • makurokurosek 15.10.18, 11:05
    Wątpię czy wyjątek, w jednej ze szkół córki, jak przychodziło się po dzieci, bardzo często było się świadkiem rozmów rodziców z dziećmi pod tytułem " ale dlaczego nie byłeś najlepszy". Jedno dziecko zostało przeniesione do innej szkoły, zgodnie ze słowami matki " bo tu nie błyszczy, a tam będzie najlepsza"
  • katja.katja 15.10.18, 15:49
    Czyli matka emigrowała z nim za granicę?

    --
    Wybaczam moderacji.
  • milva24 15.10.18, 08:17
    Według mnie pytanie "co dostałaś ze sprawdzianu" jest samo w sobie niewinne. To według mnie objaw (moim zdaniem pożądany) zainteresowania dzieckiem i jego edukacją. Jeśli jednak na odpowiedź "dostałam czwórkę " pada pytanie "a dlaczego nie piątkę?" oraz "co dostały Basia, Hania, Frania" robi się nieciekawie.
  • lily_evans11 15.10.18, 08:18
    Tu masz rację. chociaż ja widzę te sprawdziany w dzienniku wcześniej niż nauczyciele dzieciakom powiedzą (nierzadko wink.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • milva24 15.10.18, 08:24
    A to tak, moje dziecko w pierwszej klasie i nadal jestem zaskoczona, że librus tak spamuje. Jednocześnie boję się wyłączyć powiadamianie z obawy, że coś ważnego przegapię big_grin
  • princy-mincy 15.10.18, 08:58
    Dlatego ja nie pytam o ocenę (bo tę widzę w librusie), ale pytam córkę jak jej poszło. To jest otwarte pytanie, ktore moze prowadzic do fajnej rozmowy z dzieckiem. Pytam tez corkę, jak ocenia pytania- czy bylo cos trudnego czy latwego, czy cos ją zaskoczyło.
  • hanusinamama 15.10.18, 09:58
    NO tak ale to zawsze jednak jest rozmowa z dzieckiem, ono wie ze sie interesujesz.
  • alpepe 15.10.18, 10:27
    Cóż, ja nienawidziłam, kiedy się mnie pytano, co w szkole, o oceny się nie pytano, bo było wiadomym, że mam same najlepsze. Ojciec moich dzieci też nienawidził tego pytania. Dla odmiany moja starsza córka mi zarzuciła, że się nie interesowałam, co w szkole, a ja nie pytałam, bo sądziłam, że pewnie też nie chciałaby takiego wypytywania. Nigdy nie wiadomo, jak jest lepiej.

    --
    Achse des Guten
  • hanusinamama 15.10.18, 10:35
    MOja mi powiedziala ze nie lubi jak sie pytam "co bylo w przedszkolu". BO ja nudzi gadanie o tym smile Wiec moze to ten typ co o ocenach tez nie bedzie chciało gadać. MOja kolezanka kiedys wyrzuciła mamie, ze ponieważ ona sie dobrze uczyła to ta sie nie interesowała jej szkoła jak inne matki. Mam wyjasniła ze sie interesowała ale wolała aby kolezanka po szkole od szkoły odpoczeła, zeby pogadać o czymś innym...dziecku nie dogodzisz.
  • alpepe 15.10.18, 08:30
    Może i nieciekawie, ale pozwala mi się dowiedzieć, jaka była skala trudności i jak uczy nauczycielka. Kiedy moja córka młodsza dostaje nagle trójkę, a powinna co najmniej dwójkę, to zawsze sprawdzamy obydwie, co poszło nie tak, i czasem się okazuje, że nic nie poszło nie tak, bo cała klasa miała złe oceny. I stąd pytanie o oceny Femi czy Laureen, co do których wiem, na jakim poziomie intelektualnym się znajdują i na co je stać. Kiedyś był też Notenspiegel podawany, czyli ile jest w klasie z danego sprawdzianu jakich ocen, teraz ponoć nie można, taka jest oficjalna wykładnia, więc ciężko się zorientować, czy to dziecko, czy jednak może nauczyciel coś zrobił źle.
    Aha i z reguły nic nie muszę pytać, jak córka dostała jedynkę, to przychodzi od razu ucieszona i rozpromieniona, że dostała, jak dostała tróję, to chodzi, jakby miała zatrucie pokarmowe i nieco trwa, zanim przyjdzie ze sprawdzianem do podpisu.

    --
    Achse des Guten
  • princesswhitewolf 15.10.18, 11:07
    ...a ja uwazam za niepokojace jesli mlody czlowiek nie ma chocby jednego kierunku w ktorym ma piatki. A niechze i ma dostateczny z wiekszosci przedmiotow, ale powinien miec 1-2 przedmioty z ktorych jest wyjatkowo dobry, bo od tych wlasnie zalezy jego przyszlosc. Rodzice powinni pracowac i zachecac dziecko by mialo swoje ukierunowanie juz w szkole sredniej. Jesli nie ma takiego kierunku to niedobrze, bo nawet by zostac kafelkarzem czy hydraulikiem trzeba miec smykalke i pasje do mechaniki.
  • milva24 15.10.18, 11:27
    Ale do tego żeby zostać świetnym kafelkarzem dobre oceny w szkole nie są potrzebne. Zapominasz o tym, że nie wszystkie dzieci są równie inteligentne, niektóre są na granicy normy jeśli chodzi o inteligencję (tak, nawet inteligentnym rodzicom może się takie trafić) i wtedy wymaganie od nich, żeby z jakiegoś przedmiotu były bardzo dobre to robienie im krzywdy.
  • princesswhitewolf 15.10.18, 11:57
    jak nie? Kafelkarz z fatalnymi ocenami z przedmiotow zawodowych? oczywiscie ze sa oceny w zawodowce czy technikum.

    > że nie wszystkie dzieci są równie inteligentne, niektóre są na granicy normy jeśli chodzi o inteligencję

    Wiekszosc ludzi ma IQ przecietne jak sama nazwa przecietnego IQ wskazuje.
    W zyciu przekonalam sie ze jesli czlowiek chce polegac tylko na wrodzonych talentach i liczyc ze wszystko powinno isc latwo milo i przyjemnie to sie przejedzie.
    Wszystko w zyciu zalezy od systematycznej pracy. Po trochu. Bez nadmiernego parcia. Ale tez bez olewania. Najwiekszy inteligent nic nie osiaga jesli nie jest systematyczny, a i nie jeden autystyk doszedl do przecietnosci przez systematyczna prace matki z dzieckiem.
  • molik28 15.10.18, 13:28
    No a co jeżeli tak jest i piątkę ma tylko z religii, wf i muzyki?
  • milva24 15.10.18, 13:34
    To na księdza go dać wink
  • princesswhitewolf 15.10.18, 13:41
    albo na sportowca, nauczyciela wfu czy trenera w klubie sportowym

    moze tez uczyc muzyki, pracowac w filharmonii itd...
  • milva24 15.10.18, 14:50
    Nie zrozumiałaś princess, w Polsce piątkę z muzyki i religii jest bardzo łatwo dostać. Z w-f może ciut trudniej ale i tak zdobycie jej nie świadczy o umiłowaniu sportu.
  • princesswhitewolf 15.10.18, 15:47
    martwilabym sie ze nie ma specjalizacji i nie wiadomo co by chcial robic....i do czego sie nadaje. To jest problem
  • kurt.wallander 15.10.18, 17:08
    princesswhitewolf napisała:

    > martwilabym sie ze nie ma specjalizacji i nie wiadomo co by chcial robic....i d
    > o czego sie nadaje. To jest problem

    Dziecko w podstawówce juz musi miec specjalizację?! Owszem, dzieci często czymś się interesują, coś im dobrze wychodzi, ale za kilka miesięcy zainteresowania mogą się diametralnie zmienić. Ja tego za wadę nie uważam.
  • majenkir 15.10.18, 19:04
    princesswhitewolf napisała:
    > ...a ja uwazam za niepokojace jesli mlody czlowiek nie ma chocby jednego kieru
    > nku w ktorym ma piatki. A niechze i ma dostateczny z wiekszosci przedmiotow, al
    > e powinien miec 1-2 przedmioty z ktorych jest wyjatkowo dobry,


    Wiekszosc ludzi nie jest w niczym wyjatkowo dobrych...




    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • oqoq74 15.10.18, 08:23
    Gdy syn był w IV klasie, dwóch jego kolegów było przez rodziców bardzo naciskanych na dobre oceny. Do tego stopnia, że dzieci były znerwicowane, jeden ze stresu często wymiotował, bolał go brzuch, drugiego ojciec faszerował lekami. Rodzice mieli na oczach klapki i powtarzali, że ich dziecko musi być najlepsze.
    Chyba poszli po rozum do głowy, w VII klasie chłopcy nie mieli już świadectwa z paskiem i trochę więcej luzu, byli mniej zestresowani.
  • lily_evans11 15.10.18, 08:28
    No to i tak trochę za długo im zajęło to pójście po rozum do głowy...

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • iwoniaw 15.10.18, 08:33
    Lepiej późno niż później. W sumie takim rodzicom też trochę współczuję, takie pomysły nie lęgną się im znikąd, są spamowani przez otoczenie (a często prym wiedzie tu, niestety, szkoła) poglądem "jak nie będzie miał(a) samych szóstek, to może iść tylko kamienie tłuc i żyć pod mostem" - a nie każdy ma tyle rozumu i dystansu, by to jakoś moderować, część przyjmuje to jako pewnik (no skoro szkoła tak mówi) i ciśnie.


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • molik28 15.10.18, 09:33
    Zgadzam się, bardzo cienka jest granica między "zachęcać" a "naciskać". Trudno ją wyczuć szczególnie gdy dzieci są bardzo różne.
  • princesswhitewolf 15.10.18, 11:21
    z malym dzieckiem trzeba sie uczyc a nie naciskac. Wieksze ma juz wtedy wlasciwie wdrozone nawyki i samo odrabia lekcje.
  • kropkacom 15.10.18, 08:40
    Niektórzy nigdy nie pójdą po rozum do głowy. Większość popełnia błędy. Tylko konsekwencje są różne. Dziecko jest pod opieka specjalistów czyli rodzice zrobili to co powinni zrobić.
  • lily_evans11 15.10.18, 08:48
    Ja mówię o chłopakach jak wyżej, że trochę długo trwało odpuszczanie.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • asia_i_p 15.10.18, 08:31
    To nie ambicje się tak kończą, tylko przekonanie, że aprobata rodziców zależy od spełnienia ich ambicji. Zaburzenia odżywiania z reguły są po zaburzeniach samooceny, jako ich skutek. Szkoda dziecka.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • lily_evans11 15.10.18, 08:42
    No znajoma powiedziała, że różne rzeczy odpuści. Natomiast dziewuszka odpuścić nie umie. Teraz na muzykę wybrała trudna piosenkę po angielsku, a reszta na luzik, po polsku. Gorzej, że jej przypadła moja córka, na 99%dyslektyczka, której udało się nauczyć jedynie refrenu big_grin. I już cały weekend komunikatory się grzaly, ponoć płacz był, że zawala. Piosenka na 4,45 min, moja córka nie jest w stanie nawet szybko czytać po angielsku z promptera i będzie dzisiaj scena a la urazona diva zapewne.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • kropkacom 15.10.18, 08:31
    Ja bym jednak nie ryzykowała szukania jedynie słusznych przyczyn takiego stanu dziecka przez osobę z boku. Nie wiesz wszystkiego. Nawet lekarze potrzebują czasu aby dotrzeć do sena problemu. Fakt, to co opisałaś nie brzmi dobrze.
  • lily_evans11 15.10.18, 08:51
    To sama lekarka od razu powiedziała, że dziewczynka jest nadmiernie perfekcjonistyczna i żyje pod zbyt duża presją.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • black_halo 15.10.18, 09:16
    Tak więc ta sama lekarka powinna wiedzieć, że wiele zależy od indywidualnych predyspozycji dziecka.

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • kropkacom 15.10.18, 09:20
    Dokładnie. Poza wieloma innymi rzeczami.
  • karen_ann 15.10.18, 09:09
    Takie nadmierne oczekiwania od siebie to zawsze powodują rodzice. Nie kochają po prostu dziecka takie jakie jest tylko za coś. Odzwierciedlają tylko tą część udaną ich zdaniem. Czyli prymusa czy przyszłego lekarza. To kochanie za coś konczy się tak ze dziecko chce mieć miłość rodzica i wyglądać idealnie czy mieć 6. Dzieci to czują. To jest kultura drapieznikow bo w Polsce zyje się cięzko.

    Nie uwazam ze pytanie o oceny jest złe. Złe jest tylko jak odbieramy te oceny czy krytykujemy za bardzo itd.
    Warto pamiętać ze skończenie studiów tez nic nie gwarantuje. Oczekiwania lepiej mieć do siebie.
    Polska szkoła jest patologiczna i nadmiernie przeładowana materiałem. Ja uwazam ze kujony nigdy zadnych karier nie zrobiły.
    To co mogę dziecku dać to miłość i akceptację i to jest kapitał. Owszem dopinguję dziecko do lepszej nauki ale ostatnio powiedziałam nie czytaj tego Pana Tadeusza przeczytasz jedną księgę wystarczy i obejrzymy film.
    Trzeba tonować tą szkołę.
    Stawiać na zdrowe kontakty rówieśnicze a nie wkuwanie codziennie kosztem braku przyjaciół...
    Juz teraz obserwuję ze prymusi w 8 klasie wymiekają psychicznie. Juz nikt ich nie adoruje bo to juz nie jest cool być kujonem jak w młodszych klasach. Nie da się tez być dobrym z wszystkiego..
  • mama.nygusa 15.10.18, 09:15
    Pisalam o tym w zeszlym roku, u psychiatry skonczyla znajomej corka, uczennica ostatniej klasy gimnazjum, teraz wciaz jest pod opieka psychologa.lki tez byly.Parcie na oceny byly ogromne, ma byc swiadectwo z paskiem i juz, matka zadnych wnioskow nie wyciagnela, z mlodsza robi to samo.

    --
    alicia033 napisała:

    > Znowu łżesz, nędzny katolu
  • hanusinamama 15.10.18, 10:04
    Starsza nie podołała wymaganiom, to teraz moze z młodszą się uda...smutne bo naprawde mzona dziecko do nauki zrazić. Moim zdaniem jak dziecko lubi sie uczyc, lubi chdozic do szkoły to juz połowa sukcesu.
  • spanish_fly 15.10.18, 09:46
    Gdyby od pytania o oceny dzieci miały nabierać niezdrowego perfekcjonizmu i zakuwać jak dzikie, to 95% dzieci miałoby takie problemy. Wydaje mi się, że jednak potrzeba czegoś więcej i że trzeba to sączyć dziecku od urodzenia, albo przynajmniej bardzo długo. Ten perfekcjonizm można po którymś rodzicu odziedziczyć, albo jeśli życie rodzinne jest chaotyczne i pełne niepewności szkoła stanowi obszar, nad którym dziecko chce mieć całkowitą kontrolę.

    W każdym razie swoje dziecko pytam o oceny, gonię do nauki, a jak nazbiera parę gorszych ocen (mam na myśli pały i dwóje) to nawet limituję mu rozrywki, ale efektu uczenia się do upadłego nie osiągnęłam wink
  • milva24 15.10.18, 09:57
    O właśnie, żeby ten perfekcjonim w dziecku zaszczepić trzeba jeszcze trafić na podatny genetycznie grunt i truć od małego.
  • spanish_fly 15.10.18, 10:03
    Truć, albo dawać przykład własnym perfekcjonizmem, albo zauważać dziecko tylko kiedy "zasłuży", a kiedy nie "zasłuży" ignorować i traktować chłodno, albo porównywać do "lepszych" od niego, albo faworyzować rodzeństwo, itd. Scenariuszy może być wiele.
  • hanusinamama 15.10.18, 10:06
    Ale co innego gonic do nauki a co innego od poczatku nauki dać do zrozumienia "albo bedziesz najlepszy albo sie nie liczy".
  • hanusinamama 15.10.18, 10:02
    Zgadzam się. Bardzo nie lubie patrzenia na dziecko w systemie zero-jedynkowym Albo jest w czyms najlepsze albo się nie liczy. Znam super dziewczynkę. Poszła do szkoły, miała problemy na poczatku ale nie duze. Rodzice od poczatku sie zrażili bo miałą być najlepsza. Nie mozna było rozmawiac o szkole, temat tabu z tego zrobili. Potem sie okazało ze lubi matematykę. Znwu nakrecanie ze bedzie swietna matematyczką, ył jakis konkurs w szkole, dziecko zajeło 6 czy 7 miejsce i nowu tabu. No bo jak nie 1 miesjce to sie nie liczy. Teraz nakrecaja ze dziecko bedzie wysportowane, biega. Chyba tez nie jest wybitna (no bo jak 2 na mecie to przeiciez porażka...) i tez tematu nie ma. A dziecko straciło zapał do nauki, zapał do sportu, do czegokolwiek. Bardzo fajna, mądra dziewczynka.
  • spanish_fly 15.10.18, 10:10
    To jest też problem polskiej szkoły, która bardzo stawia na rywalizację między dziećmi. Moim zdaniem właśnie dla zdrowia psychicznego dzieci, a także dla poziomu zaufania społecznego całego społeczeństwa powinno się element rywalizacji w szkołach eliminować na rzecz współpracy między dziećmi, pokonywania własnych ograniczeń i trudności.

    Teraz jak mam starsze dziecko to już mam z tym mniejszą styczność, ale w młodszych klasach panowała istna rankingoza. Nawet szkolne święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc to była okazja do konkursów stroików czy dekoracji. Dla mnie jest to kompletnie niezrozumiałe. Takie podejście psuje całą radość z przygotowania i oglądania tych dekoracji. W każdej konkurencji zwycięzca jest jeden, a reszta to pokonani. Przegraj raz, drugi, trzeci, a stracisz zapał do danej czynności, nawet jeśli bardzo ją lubiłeś i byłeś w niej niezły.
  • hanusinamama 15.10.18, 10:39
    Tez mnie to dobiło. Dostałam z córka zaproszenie na wystawe koszyczków wielkanoscnych. Ok pojdziemy a tu bach...konkurs trzeba oddać głos. Wyscig szczurków od samego początku. Potem dzieci nie umieja współpracować ze sobą.
  • lauren6 15.10.18, 10:58
    Mogę się tylko pod tym podpisać.

    Rankingoza i rywalizacja od samego przedszkola. Słynne wykonywanie prac konkursowych przez rodziców, żeby zwiększyć szanse dziubdziusia na miejsce w top3 konkursu.
  • hanusinamama 15.10.18, 15:06
    NO wiec tez te koszyczki..klasa 1 podstawówki a zrobione jak u florystki.
  • zetkaad 15.10.18, 12:44
    W szkole moich dzieci też same konkursy. Nawet marzanna musi być konkursowa. Cały czas rywalizacja
  • berdebul 15.10.18, 10:13
    A to nie Ty pisałaś, o ćwiczeniu na macie i porównywaniu wyników miedzy dziewczynkami?
  • lily_evans11 15.10.18, 11:20
    Tak, to ta sama dziewczynka i to ona zaczęła modę na te aplikacje do ćwiczeń. Do pewnego momentu wszystko wyglądało ok.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • kochamruskieileniwe 15.10.18, 10:16
    Znam dwa przypadki, które skończyły się bardzo silną chorobą afektywną dwubiegunową (choroba ujawinła się później, po skończeniu podstawówki i liceum).
    Według lekarzy, do tego stanu, (takiego przebiegu) przyczyniły się również ambicje , zarówno dziecka, jak i rodziców (bardzo wyśrubowane).
    Być może, jakiś był jakiś czynnik genetyczny - choć w wywyiadzie nie stwierdzono zdiagnozowanych przypadków w rodzinie.

    Cholernie się tego boję, bo mam niesamowicie ambitne dziecko. I mam dylemat, jak postępować.
  • echtom 15.10.18, 10:20
    Ze zjawiskiem spotkałam się raz, kilkanaście lat temu, kiedy w SP mojej najmłodszej córki otwarto eksperymentalną klasę dla ponadprzeciętnie zdolnych uczniów i młoda przez pomyłkę (bardzo dobry wynik sprawdzianu po 3. klasie) do niej trafiła. Trudno opisać cyrki, jakie tam się działy - dzieci opłakujące sporadyczne czwórki i rodzice awanturujący się na zebraniach, że szkoła niewystarczająco docenia wybitne osiągnięcia ich genialnych pociech. Zabrałam młodą po roku, wróciła do klasy z dzielnicową patologią i jakoś jej to w późniejszej szkolnej "karierze" nie zaszkodziło.

    --
    "Zdarza się, że osoby w wieku dwudziestu pięciu lat nie wiedzą, dlaczego studiują taki, a nie inny kierunek. Nie wiedzą, gdzie chciałyby pracować ani z kim się związać. W takich sytuacjach myślę sobie, że nawet Pan Bóg nie będzie wiedział, jakie marzenia ma im spełnić."
  • princesswhitewolf 15.10.18, 11:27
    ...bo w Polsce poziom szkol i program jest nadal stosunkowo wyrownany i sam fakt ukonczenia jakiejs szkoly nie rzutuje na to czy zostajesz przyjety na uczelnie bo liczy sie matura tylko, jak i wychowanie dziecka tez nie zalezy od ukonczonej szkoly. Tu w UK roznice natomiast roznice bywaja drastyczne.
  • grrru 15.10.18, 10:41
    Nie chodzi o to, że tak kończą się ambicje. To dążenie do najlepszych stopni i perfekcyjnej sylwetki to są różne przejawy tego samego problemu. I nie są tym problemem ambicje tylko zaburzenia.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • jola-kotka 15.10.18, 10:45
    Jezeli uwzasz ze to sam fakt nacisku na szkole przez rodzicow to jestes w bledzie. Tam sa spaprane ogolnie relacje na lini dziecko rodzic i na bank kryje sie za tym wiecej niz jest widoczne na zewnatrz. Co znaczy rodzice zahamowali? Bo to nie jest tak ze czarodziejska rozdzka zadziala w postaci autorytetu mamusi i zadziala. Bardziej oszukuja samych siebie ze zahamowali no chyba ze dziecko trafilo pod skrzydla specjalisty ale to tez nie dziala w tydzien czy miesiac.
  • lily_evans11 15.10.18, 11:21
    Zahamowanie w tym sensie, że przestała ćwiczyć i pilnują jedzenia. Jest pod opieką psychiatry, dostaje leki.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • jola-kotka 15.10.18, 11:25
    A no to juz cos. Aczkolwiek z tym pilnowaniem jedzenia smiesnie brzmi. Z doswiadczenia wiem ze to nic nie daje ale ok oby sie udalo trzymam kciuki z calego serca bo konsekwencje dlugotrwalego takiego stanu znam bardzo dobrze. Ciekawe jak to wyglada ogolnie, to pilnowanie i czy rodzice zmienili podejscie do dziecka bo jak nie to psychiatra itd. O kant kibla.
  • kropkacom 15.10.18, 12:00
    Może przy dorosłym to śmieszne, ale nie przy dziecku.
  • jola-kotka 15.10.18, 13:12
    Smieszne zarowno przy dotoslym jak i przy dziecku. Anorektyk nie bedzie jadl zeby nie wiem co a stanie i pilnowanie doprowadzi do kolejnej tragedii wymiotow. Dlatego leczenie, leczenie i jeszcze raz leczenie specjalistyczne. Ja mowie oczywiscie ogolnie o chorobie a nie konkretnie o tym przypadku bo moze to sa jakies tylko poczatki zaburzen a nie juz sama anoreksja.
  • kropkacom 15.10.18, 13:42
    Nikt nie mówi, że pilnowanie jedzenia to sposób na anoreksje i leczenie. Chociaż z tego co wiem to są szpitale gdzie trzeba jeść. Po powrocie do domu dziecko też nie zostaje zostawione samo sobie.
  • jola-kotka 15.10.18, 13:51
    Sa szpitale gdzie trzeba jesc i to sa szpitale gdzie najpierw pakuja w ciebie leki pobudzajace apetyt do tego stopnia ze zjesz wszystko czujesz sie jak narkoman na glodzie.To teraz sobie wyobraz jakie skutki dla organizmu wyhlodzonego to przynosi. Caly uklad trawienny masz rozwalony na lata.
  • kropkacom 15.10.18, 19:13
    Nie mam takiego rozeznania. Faktycznie jest tak, że po prostu trzeba się nauczyć całego żywienia od początku. I tak, przy niedowadze trzeba przybrać.

    Ogólnie rodzice nie powinni "leczyć" swojego dziecka.
  • jola-kotka 15.10.18, 11:31
    A wogole to jak slysze o kolejnym takim przypadku to mna az trzesie . W ciagu dwoch miesiecy na anoreksje zmarly trzy dziewczyny w tym jedna ktora znalam osobiscie najmlodsza z nich miala 19 lat.
  • lauren6 15.10.18, 10:54
    Pamiętam forumowe dyskusje o nauce dzieci, gdzie forumki deklarowały, że one absolutnie nie cisną dzieci do nauki: wystarczy, że będzie czerwony pasek...
  • oqoq74 15.10.18, 13:32
    dobresmile
  • princesswhitewolf 15.10.18, 11:00
    Lily sorry ale czy ty sobie tym postem aby nie racjonalizujesz wlasnej tudziez kogos z rodziny niecheci do wysilku?

    Naprawde swiat jest pelen ambitnych ludzi ktorzy z powodu realizacji swoich ambicji nie sa anorektykami i nie maja zaburzen

    Wyniki w szkole sa bardzo wazne tylko moze nie wszystkie, a z wybranych przedmiotow, bo dzieki nim idziesz do lepszej szkoly, a potem konczysz lepszy uniwersytet na sensownym potrzebnym na rynku kierunku a nie kierunek na prywatnym Uniwersytecie ZIutka i Franka po ktorym zostaje sie bezrobotnym wyksztalciuchem ktory ma zal do swiata ze ma studia a nie dostal pracy jako dyrektor.
  • jola-kotka 15.10.18, 11:22
    Jezeli ktos jest ambitny sam z siebie a nie pod naciskiem osob trzecich tu rodzicow. A nacisk moze byc rozny i pod rozna postacia.
  • lily_evans11 15.10.18, 11:24
    Ale wiesz co, jest coś pomiędzy wybitnością, a uniwersytetem pana Ziętka. I nie, nic nie racjonalizuję, sama się zastanawiam, jakie są granice ambicji i wysiłku. Ale dziewczyny napisały i zgadzam się z tym, że co innego, kiedy dziecko jest ambitne i chce dużo osiągnąć, a co innego, kiedy to jest parcie rodziców, kosztem innych dziedzin życia dziecka (nawet bardzo zdolnego).

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • iwoniaw 15.10.18, 11:35
    dziewczyny napisały i zgadzam się z tym, że co innego, kiedy dziecko je
    > st ambitne i chce dużo osiągnąć, a co innego, kiedy to jest parcie rodziców, ko
    > sztem innych dziedzin życia dziecka (nawet bardzo zdolnego).


    Też się z tym zgadzam. I zresztą pisałam na forum wielokrotnie, że jestem przeciwna kompletnemu brakowi zainteresowania owym sławetnym "jak tam w szkole" - nie tylko na bieżąco monitoruję postępy dzieci (i nie mam tu na myśli tylko ocen, ale przede wszystkim nabywaną wiedzę i umiejętności), ale i - tak, jak najbardziej - zwracam uwagę na to, czy i co robią w zw. ze szkołą. Ale czym innym jest wprowadzenie zasady "najpierw odrabiamy lekcje - potem zabawy, koledzy i elektronika rozrywkowa", a czym innym "nie masz samych szóstek - szlaban na zabawy, kolegów i elektronikę". Podobnie jak widzę różnicę między wymaganiem, żeby oceny były przyzwoite i na miarę dziecka (jedynki za kompletne olewanie typu brak zadania, brak zeszytu, totalne 0 punktów, bo się nawet książki nie chciało otworzyć uważam za nieakceptowalne i takie zagrania tępię/tępiłabym), a zmuszaniem do poprawiania każdej czwórki, a nawet piątki (!)

    Nie ma to nic wspólnego ani z brakiem ambicji, ani zaniedbywaniem dziecka i jego edukacji, za to ma mnóstwo wspólnego ze zdrowiem psychicznym wszystkich i o tym jest ten wątek.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • princesswhitewolf 15.10.18, 11:59
    >Ale wiesz co, jest coś pomiędzy wybitnością, a uniwersytetem pana Ziętka.

    jak mowilam jestem za opcja : same dostateczne ( lub czworki jesli przychodza bez nadmiernego wysilku) ale z 1-2 przedmiotow ... piatki i szostki a nawet udzial w olimpiadzie. Na tym najlepiej sie wychodzi.

    Piatek z wszystkiego w ogolniaku nie rozumiem. W podstawowce rozumiem bo to wtedy latwo przychodzi niektorym i nie jest czasochlonne.
  • chlodne_dlonie 15.10.18, 11:18
    Wystawianie dziecka do 'wyścigu szczurów' by zaspokoić własne ambicje kończy się różnie, przeważnie nieciekawie. Zaburzenia odżywiania, zaburzenia snu, wpojenie schematu 'zawsze i wszędzie, bez względu na koszty MUSISZ być NAJ', okazywanie jak wielkim zawodem dla rodzica może być choćby nieco słabsza ocena..uncertain
    Nawet dość odporną jednostkę takie postępowanie rodzica, zwłaszcza ukochanego, którego dziecko za nic nie chce zawieźć, sporo kosztuje. I sił, i emocji, i czasu na wypracowanie dystansu..A i na następne pokolenie takie postępowanie nie pozostaje bez wpływu - chcąc za wszelką cenę uniknąć tego, co tyle szkód wyrządziło, można w drugą skrajność popaść i odpuścić dziecku zbyt wiele..
    Trudne to wszystko, ale czy ktoś obiecywał, że łatwo będzie..?



    --
    What we need, sustain, exhale and breathe again
    Stop and watch, don't complain
    Hope remains, we still have love (we are back to life)
    We are all insane
  • bo_gna 15.10.18, 11:38
    To nie ambicje dziecka się tak kończą, ale poważne błędy wychowawcze rodziców, którzy mają ambicje by mieć najlepsze dziecko.
  • janja11 15.10.18, 11:43
    Ja akurat nie widzę niczego negatywnego w zainteresowaniu się, jaką mój dzieciak dostał ocenę ze sprawdzianu.
    Takie robienie z ocen dzieciaka tematu tabu, to raczej też kiepska droga.
    Rozmawiać warto, tylko nie w klimatach, że gorsza ocena to koniec świata i tragedia rodzinna.
    Uważam też, że ważną rolą rodzica jest motywowanie dziecka do osiągania rozmaitych celów. Trzeba odróżnić pozytywne motywowanie, na zasadzie zrób to najlepiej jak sam potrafisz, od krytykowania w stylu : dlaczego inni mogą lepiej, a ty nie ?.
  • kochamruskieileniwe 15.10.18, 11:47
    Ja tam też nic złego nie widzę. Złe byłoby" A kto dostał wyższą ocenę? A widzisz - ona/on może, a ty nie.... I pytania w tym stylu...
  • kornelia_sowa 15.10.18, 12:08
    Dokładnie.
  • marianna1960 15.10.18, 12:05
    I po co to aby kupować coraz więcej być korporacyjnym szczurem z wypranym mózgiem. A nie można cieszyć z małych rzeczy być minimalistą slowlife
  • jola-kotka 15.10.18, 15:23
    No wiesz nie kazdy konczy jako korporacyjny szczur . Ambicje sa dobre ale wlasne nie mamusi i tatusia na sile kosztem dziecka . Minimalizm dzisiaj jest fajny jak jest ideologia a nie przymusem bo kasy nie ma.
  • marianna1960 16.10.18, 05:39
    Akurat minimalizm nie jes dla mnie przymusem.
  • jola-kotka 16.10.18, 07:49
    Ale ja nie konkretnie o tobie a ogolnie .
  • kornelia_sowa 15.10.18, 12:07
    "Jeżeli kiedykolwiek będę chciała spytać dzieciaka "co dostałaś ze sprawdzianu", ugryzę się w jęzor."

    Jezus Maria jak dobrze, ze u nas librus w szkole funkcjonuje , nie muszę się gryźć w jęzor smile No i nie wpędzę syna w anoreksję wink

    Mysle, ze trochę "pojechałaś".
    Często pytam syna, co tam w szkole (nie tylko o oceny, ale o zgrozo też, czego się uczą aktualnie), a on ma tak zdrowy apetyt że szok!!!! smile smile smile Czy powinnam szukać lekarza?

    Ja znam dwie anorektyczki które w nastolęctwie wylądowały w psychiatryku. Obie były słabymi uczennicami. Znacznie bardziej interesowały je szukanie sposobów, zeby wykolegowac rodziców i urwać się w weekend na diskobłyskowink A życie towarzyskie im kwitło, och kwitło. Kolegów miały wielu, ze się tak wyraże.

    Obie z 10 lat młodsze ode mnie. Mieszkały po sąsiedzku. Obie raczej niedopilnowane przez rodziców, niż żyjące pod jakąkolwiek presją.
    Na szczęscie obie się wykaraskały z tej paskudnej choroby i teraz (chyba) szczęśliwie sobie żyją.
  • janja11 15.10.18, 13:30
    W sumie jak się zastanawiam, to wydaje mi się, że trochę tu pomieszałaś różne problemy.
    Z tego co piszesz to rodzice raczej za mało interesowali się swoim dzieciakiem i przegapili moment, kiedy dziewczyna obsesyjnie zaczęła się odchudzać. Zainterweniowali, gdy problem zauważyli i próbują córce pomóc.
    A doszukiwanie się związków między obsesją odchudzania, a dążeniem do osiągania dobrych wyników w szkole i obarczanie winą rzekomo zbyt ambitnych rodziców, to chyba nadinterpretacja.
    Przecież jasno piszesz, że rodzice z tej przesadnej dbałości o szczupłość swojej córki nie są zadowoleni i to nie oni ją do odchudzania nakłaniali.
    Stres spowodowany nauką to miał być? To raczej jakieś chore medialne wzorce lansujące piękności w stylu A.Rubik.
  • lily_evans11 15.10.18, 14:03
    Psychiatra powiedziała, że dziewuszka ma nadmierna potrzebę perfekcji i kontroli. Rodzice bardzo cisną na te oceny do tego stopnia, że przez lata ja uczyli i odpytywali przed każdym sprawdzianem, robili jej prace plastyczne, prezentacje multimedialne itp. Ona wręcz się trzęsie, kiedy nie ma szóstki, jest zła, kiedy pracują w grupie i inni nie robią wszystkiego tak idealnie. Argument matki: jak zemdleje, to ich zgłoszą do instytucji opiekuńczych (matka uczy i jej szkoła swego czasu założyła sprawę do sądu o odebranie opieki rodzicom anorektyczki).


    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • iwoniaw 15.10.18, 14:10
    To widać, po kim córka ma tę skłonność do nerwic i histerii; matka, osoba pracująca w szkole, więc prawdopodobnie z wyższym wykształceniem i co najmniej przeciętnym IQ serio uważa, że rodzicom anorektyczek dzieci są odbierane z automatu i to po pierwszych omdleniach?
    Co prawda w tym przypadku to dobrze, że się przejęła, nawet jeśli z niewłaściwych pobudek...


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • lily_evans11 15.10.18, 14:14
    Nie, ona naprawdę się przejęła, ale to był taki dodatkowy element, o którym ja bym akurat nie pomyślała. Może dlatego, że taka sprawa była bezpośrednio w jej miejscu pracy, a może na zasadzie też trochę "co ludzie powiedzą".
    Z kolei moja koleżanka jest chodzącym androidem wink. I na pewno młoda tym w domu nasiaka.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • triss_merigold6 15.10.18, 14:15
    Biedny dzieciak, histeryczna matka.
  • edelstein 15.10.18, 14:18
    W Niemczech jest to samo.4 klasa wybor dalszej szkoly i rodzice swira dostaja, wszyscy jak jeden maz chca pchac potomstwo do Gymnasium (odpowiedik liceum ) nie wazne czy sie nadaje czy nie, cisna te dzieci ma oceny niemozebnie.Ciagle ten sam temat , ilez mozna. Moj syn ma juz Empfehlung (sugestia szkoly gdzie powinien isc dalej) dlugo z nauczycielka dyskutowalysmy na ten temat.Chyba jestem jedynym rodzicem,ktory zapiera sie przed poslaniem do Gymnasium mimo idealnych ocen.Moje obawy to wlasnie cisniecie na wyniki ze strony rodzicow i nauczycieli w Gymnasium.Wyscig szczurow, ciagle kucie.Moj syn jest nadambitny i ocena 2 rujnuje go, zachowuje sie jakby oblal sprawdzian.Jak mysle co bedzie gdy w Gimasium zdarzy mu sie 3 to mnie pot oblewa.Jestem w czarnej d... bo wszyscy sa za Gymnasium lacznie z moim synem,ktory nasluchal sie,ze inne szkoly sa gorsze.Presja otoczenia.Tlumaczenie 9latkowi, ze opinia innych jest w tym temacie najmniej wazna to orka na ugorze.
    Swiat zwariowal.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • princesswhitewolf 15.10.18, 14:19
    >Chyba jestem jedynym rodzicem,ktory zapiera sie przed poslaniem do Gymnasium mimo idealnych ocen.

    intelektualiste do zawodowki chcesz pchac czy macie tam tez i inne opcje?
  • edelstein 15.10.18, 14:27
    A u was jest tylko liceum i zawodowka?bo u nas sa tez cos w rodzaju technikow.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • princesswhitewolf 15.10.18, 14:51
    no za bardzo czegos takiego nie ma.
    Do 16 roku zycia nauka jest obowiazkowa w szkole sredniej ( secondary school) dla wszystkich. Potem jesli chcesz mozesz zostac w High School czyli kontynuowac nauke z mysla o pojscie na uniwersytet albo zakonczyc nauke, albo robic vocational traning czyli to odpowiednik szkoly zawodowej bez innej nauki niz zawodowa .

    Aby zdobyc zawod tutaj ktory wykonuje to samo co w Polsce technik budowlany musisz skonczyc dluzsza wersje szkoly srednej a nastepnie udac sie do szkoly powyzej szkoly sredniej.


    Zobacz linka ;en.wikipedia.org/wiki/Technikum_(Polish_education) , po angielsku tak opisuja czym byly polskie i radzieckie Technikum, bo to cos raczej charakterystycznego dla Europy Wsch i dlatego zdziwilam sie ze tam w Niemczech to w ogole jest.
  • princesswhitewolf 15.10.18, 14:53
    masz na mysli to w Niemczech? =>en.wikipedia.org/wiki/Hauptschule

    ale tu jest napisane w tym linku, ze to dla uczniow srednich i ponizej

  • edelstein 15.10.18, 15:42
    Nie,hauptschule to co innego. U nas sa Gymnasium,Realschule,Gesamtschule i Hauptschule
    Sama zalinkowalas.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • princesswhitewolf 15.10.18, 15:49
    no ale w tym Realschule nie ma przedmiotow zawodowych.
  • edelstein 15.10.18, 16:11
    Zalezy od Realschule czasem maja pewne kierunki rozwiniete.Napisalam cos w rodzaju technikow, a nie typowe technika.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • berdebul 15.10.18, 18:53
    A miżecpo nich iść na każde studia? Bo w Holandii po niektórych szkołach średnich jest tylko licencjat, dopiero inna, „lepsza” szkoła średnia daje możliwość zrobienia magistra.
  • janja11 15.10.18, 19:40
    Bezpośrednio, na studia można iść tylko po gimnazjum, które kończy się taką niemiecką maturą.
    Każda inna szkoła wymaga dokształcenia, aby można było pójść na studia.
  • ghrtth 15.10.18, 19:52
    Nie znam systemu edukacji w Niemczech, ale pomysł zniechęcania dziecka do odpowiednika polskiego LO wydaje mi się kompletnie bez sensu. Gdyby mi ktoś "kazał" (to w Polsce nie ten wiek, ale przypuśćmy) iść do technikum zamiast do LO byłabym naprawdę nieszczęśliwa. Chciałam się uczyć, wiedziałam, że pójdę na studia, chciałam rozwijać zainteresowania (nietechniczne). W dodatku zwyczajnie nie dogadywałam się z dzieciakami, które wybrały zawodówkę lub technikum. Różnice w zainteresowaniach i podejściu były tak istotne, że zwyczajnie nie miałam w tym towarzystwie nikogo, z kim mogłabym się zaprzyjaźnić (zwykła znajomość – tak, ale nie było jakiegoś super porozumienia). Za to LO było świetne! Wreszcie znalazłam prawdziwych przyjaciół, zobaczyłam, jak to jest być wśród "swoich", gdzie moje zainteresowania to nie dziwy, wręcz przeciwnie – mogę porozmawiać o nich z prawie całą klasą. W technikum z kolei znalazłabym pewnie bratnie dusze, gdybym miała bardziej praktyczne usposobienie, techniczne zainteresowania. Co kto lubi. Więc przemyśl lepiej, czy syn przypadkiem nie wie, co robi, wybierając sobie taką a nie inną szkołę.
  • edelstein 16.10.18, 08:16
    Ale to nie jest technikum jak w Polsce,co juz wielokrotnie pisalam,piszac technikum mialam na mysli przede wszystkim poziom.Realschule nie zamyka zadnych drzwi.
    Moj syn jest dzieckiem i nie ma zielonego pojecia co go czeka w Gymnasium,a ja nie zamierzam mu robic kuku.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • kura17 16.10.18, 08:33
    > Moj syn jest dzieckiem i nie ma zielonego pojecia co go czeka w Gymnasium,a ja
    > nie zamierzam mu robic kuku.

    ja tez uwazam, ze po 4 klasie to za wczesnie na decyzje o dalszej edukacji.
    jednak nie do konca zgadzam sie z tym, co piszesz o strasznym cisnieciu w gimnazjum. to zalezy od rodzaju gimnazjum. tak, sa u nas takie, jak opisalas w poprzednim poscie - z wyscigiem szczurow, cisnieciem na oceny i szalenstwem. nie wierze, ze u Was wszystkie sa takie - u nas duze miasto na polnocy niemiec - sa i normalne! dwaj moi synowie chodza do "normalnego" gimnazjum, wysoko w rankingu (ale nie bardzo wysoko) i takiego szalenstwa nie ma. jest motywowanie do lepszej nauki i wiekszej aktywnosci (ale niekoniecznie ocen!), zawsze z jakims pomyslem, jak to zrobic, jest pomoc osobom, ktore z czyms sobie nie radza, jest dobra atmosfera i nie ma szalenczej walki o oceny i poziom itp. nauczyciele mili i pomocni, dzieci raczej zadowolone. moje dzieci maja wciaz sporo wolnego czasu po szkole, oceny rozsadne. dlatego dziwie sie, ze tak kategorycznie piszesz o restrykcyjnych gimnazjach, wyscigu szczorow itp - naprawde wszystkie szkoly wokol Was takie sa? do takiej bym nie poslala (u nas sa 2-3 z regularnymi probami samobojczymi ucznow, od razu je skreslilam), ale do normalnego gimnazjum z rozsadnym poziomem? dlaczego nie? zwlaszcza, jak syn chce?


    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • edelstein 16.10.18, 15:58
    Owszem te ktore sa dostepne w sensie dojazdu i tego co interesuje syna sa bardzo restrykcyjne.Nauczycielka syna przerobila to na wlasnej skorze i sama powiedziala,ze nigdy wiecej.Drugie dziecko juz do gym nie poszlo.To juz wole go poslac do real o interesujacym go programie.
    Noj syn jest zbyt ambitny i kazda porazke przezywa bardzo.Nie zrobie mu tego.Chce szczesliwe dziecko.Jak bedzie chcial do gym po 10klasie to niech idzie, bedzie na tyle duzy, ze sam zdecyduje.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • lucyjkama 15.10.18, 20:15
    Nie przesadzaj. Tam musiały być inne problemy. W dalszej rodzinie męża jest 14 letnia anorektyczka ale ona ma grubego tatę i wszyscy jej najbliżsi powtarzali jej że się w ojca wrodziła, że jest gruba, że dużo je. Do tego nie do konca zdrowe relacje między rodzicami. Potem smierc ukochanej babci. I tak wyszło. I teraz mają wielki problem.
  • asia06 16.10.18, 02:40
    Jestem nauczycielką. Zaczynałam uczyć jeszcze w starym systemie, czyli wtedy gdy były ośmioletnie szkoły podstawowe. Dzieci uczyły się - jedne lepiej, inne gorzej... Ot , szkolna rzeczywistość. Część zdolniejszych humanistów lub tych z niesprecyzowanymi do końca umiejętnościami szła potem do liceum, ci, którzy wiedzieli, czego chcą i byli zdolni, szli do techników, rerszta zdobywała umiejętności w zawodówkach. I te dzieciaki raczej nie miały "ze sobą" problemów.

    Wszystko zaczęło się zmieniać, niestety na niekorzyść dla dzieci, gdy wprowadzono gimnazja. Samo wprowadzenie gimnazjów nie było złe, ale jednocześnie zniesiono rejonizację. I wtedy się zaczęło. Zdurnieli rodzice i zdurniały szkoły, zaczęły powstawać rankingi szkół, rodzice mieli ambicje, aby ich dzieci chodziły do tych najlepszych. Potem to samo w liceum. Oceniano szkoły wg osiągnięć ucznów - nawet te podstawowe. Ale nie były to osiągnięcia tego typu, że dziecko zrobiło duży postęp, tylko ile ogólnie uczniowie zdobyli punktów na teście. Rodzice wozili dzieci już na etapie podstawówki do szkoły oddalonej o 15 kilometów, bo była to szkoła "dobra". A dzieci zamiast po lekcjach pójść do domu, czekały aż zostaną odebrane przez rodziców, traciły w ten sposób po kilka godzin. W szkole nie było warunków do odrabiania lekcji. Takie dzieci wracały do domów o 18 razem z ambitnymi rodzicami i zasiadały do nauki. Niektórzy rodzice, aby dzieci się nie nudziły, wymyślali różnego rodzaju dodatkowe zajęcia. Dzieci zasypiały na lekcjach, nie mogły się skupić. Pęd zaczynał się od najmłodszych lat. Ale po co?

    Ostatnio rozmawiałam z bratanicą - ofiarą tego pędu. Wspomina, że przemęczona była cały czas. Rodzice cisnęłi ją od małego, mieli oczekiwania, że będzie najlepsza, sami jej wybierali profile, które zapewnią w przyszłości dobry start. Miała być lekarzem. Na medycynę się nie dostała, mimo że teoretycznie wyniki miała dobre, poszła na farmację, męczyła się 5 lat na studiach, bo nie chciała z nich zrezygnować, aby rodziców nie zawieść. Teraz się mnie pyta, czy nie za późno na nowe studia, bo ona się przecież na panią aptekarkę nie nadaje. A dziewczyna była, i pewnie dalej jest, świetną humanistką. Ale nie miała wyboru, bo rodzice jej życie ułożyli. Dodatkowo kupili mieszkanie obok własnego mieszkania. Dziewczyna wyszła w tym roku za mąż i zastanawia się, czy może teraz to mieszkanie sprzedać, bo nie chce mieszkać tak blisko rodziców i zacząć wreszcie żyć po swojemu. A ja pamiętam jak dziś rozmowę sprzed mniej więcej 15 lat z jej rodzicami, kiedy próbowałam przekonać jej rodziców, żeby dali jej wolną rękę, nie cisnęli tak na wyniki w nauce, pozwolili rozwinąć się w tym kierunku, w którym, sama zechce. Prwie mnie wtedy zabili za takie pomysły.
  • lucyjkama 16.10.18, 08:25
    Dziewczyna jest nie do końca spełniona ale czy zapadła na chorobę psychiczną? Czy jest chora na anoreksje? Nie uwierzę że jest jeden czynnik który wywołuje chorobę. Wszystko cacy tylko rodzice wymagają dobrych ocen i nastolatek jest w czarnej du... No nie ma tak prosto.
  • lily_evans11 16.10.18, 08:30
    Nerwicę jak najbardziej może wywołać presja rodziców, tutaj ta presja znajduje głównie ujście w wymaganiach dotyczących przygotowania się na zajęcia szkolne i braku luzu oraz możliwości nieskrępowanego nicnierobienia czy spędzania większych ilości czasu z koleżankami.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • lily_evans11 16.10.18, 08:31
    Aha, a ja jak zwykle patrzę na najnowsze posty, nie na drzewko wink.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • milva24 16.10.18, 08:28
    Problemem Twojej bratanicy jest nieodpępowienie i brak dojrzałości a nie to, że chodziła do gimnazjum i miała dużo zajęć dodatkowych w dzieciństwie.
  • lily_evans11 16.10.18, 08:33
    Tylko, że to właśnie rodzice podcinają skrzydła i nierzadko skutecznie nie pozwalają się odpępowić... Po czym jeden zrobi awanturę, spakuje 1 torbę i wyjedzie na drugi koniec Polski, a inny będzie latami kisił się jako nieodpępowiony, dorosły człowiek, nierzadko zapadający na różne schorzenia psychosomatyczne.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • milva24 16.10.18, 09:27
    Zgadzam się, że to rodzice podcinają skrzydła ale moim zdaniem jest to niezależne od kwestii edukacyjnych. Po prostu niektórzy rodzice (w tym moi) są przekonani, że wiedzą lepiej jak powinno przeżyć życie ich dziecko. Z moich obserwacji wynika, że jest to niezależne od wykształcenia czy zamożności tych rodziców.
  • lily_evans11 16.10.18, 10:04
    Tak, oczywiście.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka