Dodaj do ulubionych

Jak dużo poświeciłybyscie dla wolontariatu?

17.10.18, 05:38
Pracuję na pół etatu 3 dni w tygodniu. Pozostałe dwa dni należą do mnie. Sprzątam gotuje, zajmuje się sobą ( siłownia, kosmetyczka, oglądam zaległe filmy, czytam itd )
Kilka dni temu skontaktował sie ze mną dyrektor pewnej placówki z propozycja współpracy. Miałabym okazje zdobyć doświadczenie w dziedzinie, w ktorej nigdy nie pracowalam, a jedynie ukończyłam studia podyplomowe. Doświadczenie to byłoby wielkim plusem w przyszłości.
I teraz do sedna: placówka położona jest w bardzo odległej ode mnie dzielnicy. Mogłabym dojechać w przeciągu 1,5 h gdybym ostatnia trasę pokonała taksówką- jakies 30 min.
Prace zaczynałabym o 8:30 a kończyła o 15:30. Mam dziecko przedszkolne, które muszę dostarczyć do placówki między 8 a 8:30 i odbierać do 16:30. W dni w których pracuje na swoim etacie mam nianię, która wyprawia dziecko do szkoły. W pozostałe dni musiałabym płacić dodatkowo.
Czy skusilybyscie się na taki wolontariat? Czy może jest jakaś granica, której przekraczać raczej nie należy ?
Edytor zaawansowany
  • agrypina6 17.10.18, 05:56
    Zależy jak bardzo zdobyte doświadczenie Ci się opłaci. A czemu dyrektor chce, żebyś pracowała za darmo? Gdybyś miała zapłacone, to chociaż na nianię by było. Ja w życiu nie poszła bym do pracy za darmo. No ale to ja.
  • 35wcieniu 17.10.18, 05:56
    Pracowalam za darmo na praktykach w czasie studiow i uwazam ze to wlasnie jest granica, ktorej nie nalezy przekraczac. Chyba ze chodziloby o wolontariat w potocznym rozumieniu czyli prace za darmo na rzecz idei, ktora sie popiera. Dla schroniska czy hospicjum - spoko, ale jezeli chodzi o zwykla prace bez wynagrodzenia -NIE.
  • bi_scotti 17.10.18, 14:05
    35wcieniu napisał(a):

    > Chyba ze chodziloby o wolontariat w pot
    > ocznym rozumieniu czyli prace za darmo na rzecz idei, ktora sie popiera. Dla sc
    > hroniska czy hospicjum - spoko, ale jezeli chodzi o zwykla prace bez wynagrodze
    > nia -NIE.

    Same here. Dla idei - prosze bardzo - jestem volunteer w dwoch miejscach, poswiecam sporo czasu, energii, dojezdzam po 40 km w jedna strone etc. Ale tak chce i to mi daje satysfakcje. Praca bez wynagrodzenia i/lub bez zdefiniowanej czasowo perspektywy faktycznego zatrudnienia na etacie - nie. No chyba, ze ta firma to jest jakas jedna-jedyna w PL, w EU, na swiecie i mozliwosc nauczenia sie tych jakichs super interesujacych umiejetnosci moze relatywnie szybko przelozyc sie na duza poprawe zatrudnienia tak w ogole. Wtedy potencjalnie moglabym rozwazyc traktujac to raczej jako trening a nie volunteering! No i wtedy bylabym w sumie wdzieczna, ze moge miec trening for free, szczegolnie jesli to sa jakies amazing umiejetnosci do nauczenia sie. Cheers.


    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • triss_merigold6 17.10.18, 06:04
    Pomijając fakt, że nie skusiłabym się na żaden wolontariat, to do tego interesu musiałabyś grubo dołożyć czasowo i finansowo. Opcja każdorazowego dojazdu kawał drogi taryfa jest wręcz zabawna.
    Pan dyrektor szuka frajera, który będzie wyrabial pół etatu za bezdurno i tyle.
    Szanuj się trochę, szanuj swój czas i kasę.
  • gaskama 17.10.18, 09:31
    Prawie nigdy się nie zgadzamy wink ale tu jestem tego samego zdania. Taki rodzaj niewolnictwa powinien być ścigany z urzędu.

    --
    "Przy pewnej dozie kretynizmu hipokryzja to po prostu wyraz poczucia przyzwoitości." by asia_i_p
  • katja.katja 17.10.18, 09:46
    Zgadzam się.

    --
    Wybaczam moderacji.
  • 3-mamuska 18.10.18, 02:39
    triss_merigold6 napisała:

    > Pomijając fakt, że nie skusiłabym się na żaden wolontariat,
    To widać zbyt egoistycznie podchodzisz do życia.


    to do tego interesu
    > musiałabyś grubo dołożyć czasowo i finansowo. Opcja każdorazowego dojazdu kawa
    > ł drogi taryfa jest wręcz zabawna.
    > Pan dyrektor szuka frajera, który będzie wyrabial pół etatu za bezdurno i tyle.
    >
    > Szanuj się trochę, szanuj swój czas i kasę.

    Tu się zgodzę ze wolontariat ok dopóki nie muszę dopłacać ,poświecić swój nadmir czasu ok iść pomoc i mieć satysfakcję ale dokładać kasę oj nie.

    No chyba ze trwałby to np.6 miesięcy potem idziesz do pracy w tym kierunku i odbijasz sobie te niedogodności finansowe z minionego czasu.
    Bo forsa plynie pszerokim strumieniem.
    A to jest coś o czym zawsze marzyłaś chciała robić i ogólnie idealna praca dla ciebie.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • jola-kotka 17.10.18, 06:09
    Zalezy co to za wolontariat. Zalezy czy poniesione koszty w zwiazku z nim nie sa dla ciebie dodatkowym zbyt duzym obciazeniem. Zalezy czy ci sie wogole chce i jakie wymienne on bedzie mial te korzysci w przyszlosci bo jesli finansowe to ok ale jesli jakies niewymienne na realne dobra dla ciebie i tez nieprzynoszacy realnej korzysci spolecznej to zero bym poswiecila i chodzi mi tu o czas nie materialnie.
  • ras.szamra 17.10.18, 06:16
    Przede wszystkim nie powinno w ogóle tu paść słowo wolontariat, bo wolontariat to zupełnie coś innego. Tu jest po prostu praca za darmo, a na dodatek musiałabyś sporo do tego interesu dołożyć.
    A więc ja byłabym zdecydowanie na nie. Wyznaje zasadę, że za pracę się płaci- mniej albo więcej, ale płaci.
  • jola-kotka 17.10.18, 06:34
    No ale nie napisala co tam bedzie robic i co istotniejsze na rzecz kogo wiec nie wiadomo czy slusznie nie nazywa tego wolontariatem.
  • forumologin 17.10.18, 08:26
    ale podkresla jedynie korzysci zawodowe dla siebie
  • forumologin 17.10.18, 08:25
    dokladnie tez mi nie pasuje tu slowo wolontariat
  • nangaparbat3 17.10.18, 08:36
    Tak samo myśle.

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • rosapulchra-0 17.10.18, 06:20
    Przecież sama sobie odpowiedziałaś, że nie masz czasu, więc w czym problem?

    --
    Jeśli cos zdarzyło sie raz- mozliwe, ze zdarzy sie ponownie, ale jesli cos zdarzylo sie juz dwa razy- na pewno zdarzy sie po raz trzeci. by eulalia_bardzo_przecietna
  • triss_merigold6 17.10.18, 06:25
    Czas ma, ale nie w wymiarze, jaki wydumał sobie pan dyrektor placówki.
  • rosapulchra-0 17.10.18, 09:58
    Czyli jakby go nie miała. Po prostu propozycja nie do przyjęcia.

    --
    Wszyscy idący ze swoimi laskami, nieraz mam ochotę takiego huknąć, co się palancie lipisz, masz laskę, to nie wykręcaj głowy za mną. by Alpepe
  • agrypina6 17.10.18, 06:26
    A jeszcze myślę sobie, że w branży, gdzie szukają ludzi do darmowej pracy, to raczej kariery nie zrobisz. Tobie podziękuja i znajdą kolejną naiwną.
  • triss_merigold6 17.10.18, 06:30
    Dokładnie.
  • triss_merigold6 17.10.18, 06:30
    Pytanie czy Twój mąż byłby zadowolony, że miałabyś zawalone dwa całe dni i musiała dokładać do interesu, płacąc opiekunce i za dojazdy kawał drogi taksówką.
    Ja bym się zdenerwowała za sam pomysł, bo skoro uważałby, że ma tyleee czasu do marnowania, to niech idzie do normalnej pracy albo przynajmniej gotuje trzydaniowe obiady.
  • jola-kotka 17.10.18, 06:38
    Prawda , liczy sie tylko to co da sie pomacac obiad albo dodatkowa kasa a moze to jest jakas inwestycja w to co w przyszlosci dziewczyna chce robic jesli nie za kase to dla wlasnej satysfakcji, moze to co by robila ma bardzo duze znaczenie spoleczne? Maz hm jest ok jak nie stoi na drodze do samorealizacji zony i odwrotnie inaczej cos slabo.
  • anahera 17.10.18, 07:00
    A da rade isc na kompromis i robic to raz w tygodniu?
    Jak planowalam skladanie na weta to przez rok pracowalam w ramach wolontariatu w klinice odleglej o godzine, raz w tygodniu. Moim kosztem byl czas i benzyna, dzieci wtedy mialy szkole naprzeciw domu wiec nie musialam organizowac zadnej dodatkowej opieki, wyprawialy sie same.
    Troche mnie dziwia glosy ze wolontariat to wyzysk. W moim srodowisku to realny sposob na zdobycie upragnionego doswiadczenia. A w pewnym wieku jest rowniez sposobem na aktywnosc. Moja mama pare lat temu dostala nagrode premiera za 20-to lecie wolontariatu. Ma 72 lata, odwiedza starszych emigrantow, tlumaczy poczte, zawozi do lekarza, a czesto po prostu rozmawia, dotrzymuje towarzystwa.
  • lily_evans11 17.10.18, 07:05
    W Polsce wolontariat to pożyteczna praca na rzecz potrzebujących, np. lokalnej społeczności, zwierząt, zaniedbanych dzieci itp. To, co opisuje autorka, to normalna praca i brak zapłaty za nią to czyste chamstwo. Jeśli autorka nie ma doświadczenia, powinna zarabiać adekwatnie do stanu rzeczy, ale być wynagradzana jakkolwiek za pracę.

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • triss_merigold6 17.10.18, 07:09
    W Polsce do zdobycia doświadczenia służą staże (teoretycznie) i wolontariaty w czasie studiów oraz np. szkolenia w czasie pracy. Rozumiesz, pracujesz, dostajesz pieniądze i pracodawca inwestuje w Ciebie wysyłając na szkolenie, kurs, wymianę zagraniczną.
    Skoro autorka korzysta z opiekunki do małego dziecka, raczej nie jest w pewnym wieku.
  • kosmos_pierzasty 17.10.18, 07:17
    Raczej nie byłabym zainteresowana. Chyba że bardzo by mnie ta dziedzina ciekawiła.
  • lucyjkama 17.10.18, 07:34
    Wolontariat kosztem czasu z dzieckiem? Stanowczo nie.
  • no_easy_way_out 17.10.18, 08:43
    Tak sobie z tym czasem z akurat dzieckiem. Bardziej chodzi o relax, luzik, spokojniejsze zycie.
    Aurorka sama napisala :
    "Pozostałe dwa dni należą do mnie. Sprzątam gotuje, zajmuje się sobą ( siłownia, kosmetyczka, oglądam zaległe filmy, czytam itd )".
    znaczy ma pelne prawo - ale to nie jest klasyczne mityczne meczenskie poswiecenie sie w calosci dzieciom
  • ruscello 17.10.18, 07:34
    Dla mnie nie brzmi to jak wolontariat. Bardzo się udzielałam w kilku podczas liceum i studiów. Teraz mogłabym robić coś kosztem swojej wygody i czasu, ale nie kosztem czasu dla rodziny, obowiązków i zbyt dużym nakładem finansowym. To moja granica.
  • shumari 17.10.18, 07:55
    Sytuacje finansowa mamy bardzo stabilną, dlatego mogę pozwolić sobie na pół etatu. Bardzo cenie sobie dni, w których nie pracuję i mogę zadysponować wedle uznania. Dzieci maja domowe obiady, dom jest czysty, ja zrelaksowana itd. Jednym słowem nie przyszło mi do głowy szukać dodatkowych atrakcji.
    Doświadczenie, które zyskalabym dzięki temu wolontariatowi z cała pewnością wpłynęłoby na jakość mojego CV i w przyszłości dałoby mi większy wachlarz możliwości ( jestem na kontrakcie i zmieniam placówki mniej wiecej co 3 lata)
    Generalnie przekwalifikowałam się zupełnie jako 35 latka i swoją obecna pozycje zawodowa w dużym stopniu zawdzięczam temu, ze przez kilka lat godzilam się na układ bycia wolontariuszem.
    Teraz jednak sytuacja wyglada inaczej. Rzecz się dzieje w. Chinach, gdzie pozwolenie na prace nie jest rozdawane na każdym rogu. Ja swoje mam, ale na określonych warunkach, do pracy w konkretnej organizacji.
    Nie wiem, czy facet rzeczywiście szuka frajera, czy naprawdę nie byłby w stanie przeskoczyć biurokracji.
    Z jednej strony jestem wkurzona, ze w ogóle zaproponował mi tak niekorzystny układ, ale z drugiej szkoda mi tej zmarnowanej szansy (doświadczenie)
    Nie pytam co robić, bo już odmówiłam, ale ciekawa właśnie jestem Waszej opinii.
  • triss_merigold6 17.10.18, 08:21
    Przekwalifikowalam się mocno, zmieniłam pracę i po chwili jeszcze raz zmieniłam (z koniecznością uzupełniania wiedzy) w wieku 42-43 i nie musiałam tyrać za free.
  • princesswhitewolf 17.10.18, 09:57
    triss kto jak kto ale ty powinnas wiedziec jak uzywac drzewka.
  • nangaparbat3 17.10.18, 08:40
    wielokrotnie robilam rożnie rzeczy nieodplatnie, jako wolontariat czy po prostu, trzeba bylo, uważam, że w sensie wlasnej satysfakcji, zdobywania doświadczenia i otwierania nowych mozliwości wszystko cos mi dalo. Jesli ne bedziesz sie czula wykorzystywana, to OK. Umow sie na jakis krotki okres, zobaczysz. Dla mnie chyba decydujace by bylo, czy robie cos pozytecznego nie tylko dla buca, ktory mnie wykorzystuje.

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • frey.a86 17.10.18, 08:47
    Za pracę należy się wynagrodzenie i nie daj sobie wmówić, że zyskasz "cenne doświadczenie". U wyzyskiwacza co najwyżej narobisz się za darmo. Studiowałam 10 lat temu i wtedy bezpłatne staże i wolontariaty były bardzo popularne, a wiele osób wierzyło, że taki wolontariat w firmie u janusza otworzy im potem drzwi do ciekawej kariery zawodowej, bo będą mieć "wpis w cv". Natomiast z moich obserwacji ci, którzy poświęcali lata studenckie na pracę za darmo, teraz nadal pracują za jakieś śmieszne grosze, a jesteśmy już po 30-ce. Trzeba się szanować.
  • triss_merigold6 17.10.18, 08:51
    ci, którzy poświęcali lata studenckie na pracę za darmo, teraz nadal pracują za jakieś śmieszne grosze
    dokładnie tak jest.
    Trzeba szanować swój czas, umiejętności i energię.
  • norra.a 17.10.18, 08:50
    Jak nie wstyd temu dyrektorowi składać takie propozycje i jeszcze nazywać to współpracą uncertain
  • nenia1 17.10.18, 09:02
    Dla mnie to nie brzmi jak wolontariat, tylko jak normalna praca z czasem i miejscem wyznaczonym przez pracodawcę, tyle, że za darmo.
    Ja się bawię w wolontariat, ale na własnych warunkach, czyli w jakiś ramach oczywiście wyznaczanych przez instytucję, ale godziny sobie dopasowuję sama, podobnie czas wykonywanych zadań, a przede wszystkim to jest dla mnie przyjemność, nawet jeśli czasem łączy się z wysiłkiem, latam sobie na świeżym powietrzu i mam z 20 minut drogi pieszo żeby dotrzeć.
    No i nie robię tego, żeby zdobyć doświadczenie zawodowe, tylko dlatego, że po prostu chcę i mam też zysk w postaci ruchu fizycznego.
  • katja.katja 17.10.18, 09:49
    Okien byś u mnie nie pomyła w ramach wolontariatu? I ruch, i świeże powietrze i widoczny od razu efekt wink

    --
    Wybaczam moderacji.
  • princesswhitewolf 17.10.18, 09:55
    oo to ja tez chce. Mam kilkanascie okien w sumie ...
  • nenia1 17.10.18, 09:58
    Nie, za daleko mieszkasz, Kraków i świeże powietrze? a poza tym nie lubię myć okien, we własnym nie myję.
  • arista80 17.10.18, 09:26
    Rzecz w tym, że w różnych krajach wolontariat jest różnie interpretowany. W Polsce kojarzy się głównie z pracą za darmą, czyli wykorzystywaniem przez pracodawców i najczęściej mało się z tego ma, w USA bez iluś odbytych wolontariatów raczej nie ma szans o dobrą pracę. A jak jest w Chinach? Czy wolontariaty/staże praktyki rzeczywiście przekładają się na dobrą pracę i płacę czy to tylko taki pic na wodę? Czy po przepracowaniu ileś godzin gratis masz szansę na normalne płatne zatrudnienie? Pogadaj o tym z tym dyrektorem, no i sama oceń jak czujesz i jak bardzo ci zależy.
  • princesswhitewolf 17.10.18, 09:49
    > w USA bez iluś odbytych wolontariatów raczej nie ma szans o dobrą pracę.

    pierwsze slysze. Studiowalam i mieszkalam w polnocnej Kalfornii 5 lat. Pracodawce w USA interesuja jego dochody a n ate przyczynia sie kwalifikacje ( doswiadczenie + edukacja), a nie wolontariaty. Wolontariaty mozna umiescic na Resume (CV) ale z pewnoscia nie jest to cokolwiek co odgrywa jakas istotna role. to jest "nice to have" a i tak zatrudnia tego ktory ma najlepsze doswiadczenie.
    Chyba, ze ktos sie stara o prace w sektorze charity… no to wtedy co innego.
  • arista80 17.10.18, 10:04
    Pisałam na podstawie doświadczenia kilku moich znajomych, którzy też studiowali w USA (nie pamiętam jednak w jakich lokalizacjach). Każdy z nich opowidał, że wszelkie wolontariaty bardzo się liczyły do CV i świadczyły bardzo na korzyść studenta/potencjalnego pracownika. Opowiadali, że na uniwerku nie było studenta, który by nie miał zaliczonego jakiegoś wolontariatu, niezależnie od tego co studiowali. Może to były inne czasy, może to zależy od firmy/pracodawcy. Osobiście nie jestem w stanie potwierdzić, piszę to, co słyszałam od nich.
  • princesswhitewolf 17.10.18, 10:08
    >Każdy z nich opowidał, że wszelkie wolontariaty bardzo się liczyły do CV i świadczyły bardzo na korzyść studenta/potencjalnego pracownika.

    <wytrzeszcz> Odbylam tam pare interviews bo i pracowalam tam w trakcie i po studiach. W zyciu nikt nie pytal mnie o wolontariaty hobby i nagrody. To co ich interesowalo to jaka korzysc ma moje zatrudnienie dla biznesu. Tam sie liczy TYLKO potential stream of revenue.

    >Opowiadali, że na uniwerku nie było studenta, który by nie miał zaliczonego jakiegoś wolontariatu, niezależnie od tego co studiowali.

    a to co innego, W aplikacji na studia to faktycznie jest cala strona w aplikacjach gdzie nalezy wyluszczyc wszystkie wolontariaty. Ale to wynika z tego ze studenci najczesciej nie maja zadnego doswiadczenia zawodowego na podstawie czegos musza ich przyjac na te studia i same wyniki edukacyjne i z LSAT czy GMAT czy GRE to za malo

    > Może to były inne czasy,

    Mieszkalam tam w latach 2000-2005
  • azsiezaloguje 17.10.18, 16:35
    po pierwsze, student czy ktoś dopiero zaczynający pracę nie bałdzo ma co wrzucić do tego CV, po drugie, w USA żeby w ogóle zaliczyć szkołę średnią to trzeba już zaliczyć ileś tam godzin wolontariatu.
  • anahera 17.10.18, 10:18
    Chyba uogolniasz. Mam mam na roku 40 osob z USA i Kanady i te osoby niezmiennie maja w CV niesamowite ilosci godzin wolontariatu, kilkakrotnie wiecej ode mnie, a moje CV pod tym wzgledem jest imponujace. Na nasz kierunek (weterynaria) bez tego praktycznie nie ma wstepu, i o ile tu (Australia) moje 1500 godzin wolontariatow robi wrazenie, to na aplikacji na ten sam kierunek w USA to biednie.
  • princesswhitewolf 17.10.18, 11:57
    >Na nasz kierunek (weterynaria) bez tego praktycznie nie ma wstepu,

    bo to taki kierunek. i o tym pisalam powyzej ze to jest cos co odgrywa role na niektorych kierunkach. btw na kierunku weterynaria to i w UK sa oczekiwane wolontariaty.

    Nie ma jednak takich oczekiwan wobec duzo szerszej rzeszy rekrutow do szerokiej gamy industries. Licza sie umiejetnosci
    Powaznie wierzysz ze przy zatrudnianiu inzyniera waskiej specjalizacji, finansisty, informatyka wybiora faceta ktory zajmowal sie wolontariatami ale ma gorsze doswiadczenie niz ten drugi bez wolontariatow ale z super doswiadczeniem od bezposredniej konkurencji?
  • princesswhitewolf 17.10.18, 12:13
    a tak z innej beczki mam pytanie do weterynarza. ( wybacz) Mialam dzis dyskusje z jedna ktora upiera sie ze psom mozna dawac mleko. Mozna?
  • triss_merigold6 17.10.18, 12:21
    20 lat dawałam swoim psom mleko i biały ser, jadly i nic im nie było.
  • anahera 17.10.18, 22:46
    Ja jestem jeszcze 2 lata od dyplomu wiec to pytanie do przyszlego weterynarza ☺ . Nie powinno sie. Niektore psy strawia dobrze, ale wiekszosc bedzie miala klopoty z laktoza.
  • shumari 17.10.18, 11:30
    Nie powiem Ci jak jest w Chinach bo każda prowincja ma swoje własne regulacje, a moja placówka to organizacja międzynarodowa, wiec tez rządzi się poniekad swoimi prawami.
    Trochę się za bardzo wdałam w szczegóły dotyczące mojego życia prywatnego, wiec wszystko skasowałam i napisze jeszcze raz, tylko bardziej ogolnie wink
    W trakcie zmiany zawodu, siedząc w domu bez możliwości podjęcia pracy w danym kraju, zaoferowałam swoj czas i pomoc W międzyczasie studiowałam interesujący mnie kierunek, który powiązany był ściśle z „praca” która wykonywałam. W CV pisałam wówczas, ze w ramach nabywania doświadczenia zajmowalam się XYZ w placówce A czy B. Jest to dziedzina na tyle specyficzna, w której sama wiedza teoretyczna nie jest wystarczająca. W momencie kiedy dostałam dyplom i mogłam już śmiało aplikować na interesujące mnie stanowiska byłam w stanie dopisać swoje np kilkuletnie doświadczenia poparte referencjami z poprzednich placówek.
    Dlatego tez dla mnie wolontariat miał olbrzymie znaczenie w obecnej karierze zawodowej, i gdyby nie niedogodności związane z dojazdem to pewnie przyjęłabym propozycje.
  • princesswhitewolf 17.10.18, 13:32
    no ale to jest wlasnie ciekawe to prywatne bo ja na przyklad nie mam pojecia jak wyglada zycie Chinczykow a co dopiero obcokrajowcow tamze.
  • shumari 17.10.18, 13:55
    A co Cię interesuje? Mogę napisać wink
  • princesswhitewolf 17.10.18, 14:04
    jak Chinczycy traktuja bialasow? Czy to prawda ze tam sie haruje ? Czy to prawda ze jazda po miescie przypomina niezorganizowany horror? Ile w tymw szystkim prawdy a ile mitow?
  • shumari 17.10.18, 15:20
    Ogólnie oceniam chińczyków jako ludzi prymitywnych. Charczą, plują, smarkają doslownie tam gdzie stoją. W metrze, na ulicy, restauracji. Z paleniem tak samo. Pali chyba każdy dorosły osobnik płci męskiej. Smród dymu papierosowego i starych śmieci wysypujących się z kontenerów jest nie do opisania. Z jednej strony prężnie działający serwis sprzątający miasto a z drugiej tony walących się śmieci w bocznych uliczkach. Po drugie smród ulicznego żarcia, które bardzo różni się od tej chińszczyzny serwowanej w Europie. Oczywiście są tu bardzo fajne wypasione restauracje, ale street food to w głównej mierze jakiś śmierdzący koszmar (jak chcesz to mogę wrzucić fotki )
    Miejscowi są raczej zachwyceni dziećmi bialasow. Moim blond dziubdziusiom co chwila pstrykają zdjęcia. Niektórzy zapytają o,zgodę, ale przeważnie cykają z ukrycia.
    Trudno mi powiedzieć, czy miejscowi naprawdę harują, bo często widzę np śpiących robotników, czy strażników. Moja niania zrobi tylko to co pokaże i absolutnie nic więcej (np jesli chce żeby umyła lodówkę to pokazuje o co mi chodzi. Niania myje tylko tę półke,która wskazał moj palec.) poza tym kilka razy nie mogłam się dostać do domu bo spała w najlepsze. A to ponoć standard.
    Rzeczywiście panuje nieopisany chaos komunikacyjny, ale oni w tym chaosie potrafią się poruszać, rowery, tuk tuki i inne bliżej nieokreślone jednoślady jeżdżą pod prad i to one stanowią największe zagrożenie. Kiedy np zapala się czerwone swiato one pojawiają się znikąd. Trzeba mieć oczy dookoła głowy imduzo cierpliwości, żeby przemieszczać się w tym dzikim tłumie. Nasza placówka zapewnia nam transport do i z pracy, wiec tu jakby problem z głowy. W pozostałych sytuacjach korzysta,u w komunikacji miejskiej. Metro funkcjonuje sprawnie, ale nie jest dostosowane dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich czy dziecięcych. To dla nas duże utrudnienie ponieważ nasza dwulatka w dluzszych trasach ciagle korzysta z podwieźdupki. Otocz tego Chińczycy są bardzo, ale to Bardzo głośni. Maja takie charakterystyczne skrzeczące głosy, które w dużym natężeniu powodują ból uszu.
    Ale nie wszytsko jest na nie. Wbrew pozrorom jest dużo ciekawych miejsc do zobaczenia. Mur chiński, Hong Kong, który pomimo tłoku po prostu zachwyca ( w każdym razie zachwycił mnie)
    Przepraszam za błędy, pisze z telefonu i bardzo często klawiaturze po prostu odwala.
  • no_easy_way_out 17.10.18, 16:02
    big_grin
    Dobra, teraz nie mam zadnych watpliwosci,ze faktycznie tam jestessmile
    Pracownikow spiacych z glowa przytulona do lady z dwoch obfotografowalem bo nie wytrzymalem, -byl to dla mnie wystarczajacy ewenementsmile
    Mode na pokazywanie brzuchow meskich bez sciagania koszulek tez mam fotysmile
    I przerozne “anglojezyczne “ marki-zwlaszcza ciuchowe- koszulki,napisy- studnia bez dnasmile
    A jak robilem jedno ze zdjec,po prostu miasta, to jeden z Chinczykow charnal mi prosto pod nogi.
    Gorsze “doznania “ daja tylko bezwstydne siorby i mlaski przy zarciu noodli przez tambylcow.
    Ale to siostra mnie uprzedzila. Totez przemieszczalem sie wszedzie z zatyczkami do uszu w kieszeni , w pogotowiu
  • shumari 17.10.18, 16:07
    A w jakim mieście ? W moim jest tylu Polaków (ponoć bo poznałam dwie rodziny) , ze jest odprawiana Msza po polsku w jednym z kościołów katolickich. smile
  • no_easy_way_out 17.10.18, 16:18
    Ona jest tam od blisko roku - i podobno przez ten czas uslyszala jeden raz polskie glosy tak o, idac.
    Zna w sumie 4 albo 5 Polakow.
    Yiwu.
  • anahera 18.10.18, 04:05
    Wielkiego muru nie trzeba ogladac w tlumach, ja bylam tu: www.greatwallfresh.com/ syn gospodarza przewodniczyl nam w trekkingu wzdluz muru, przez caly dzien piechury spotkalismy jedna jedyna grupke innych ludzi. I tam bylo najlepsze zarcie jakie jadlam w Chinach, serwowane na podworku pod drzewkiem. A - lozko na cala szerokosc pokoju, od sciany do sciany, wygodnie moglo lezec 6 osob obok siebie nie sotykajac sie, spod lozka to piec kaflowy. Poduszki wypelnione ryzem.
  • shumari 18.10.18, 05:30
    My tez byliśmy w takim miejscu bez tłumów. Spotkaliśmy sumie Ze dwie pary przez cała nasza wędrówkę. Niestety nie pamietam gdzie to dokładnie było. Jak wróci mąż to zapytam.
    My byliśmy sami, bo nie lubimy wycieczek zorganizowanych. Wynajęliśmy tylko busa, który nas dowiózł na miejsce
  • cauliflowerpl 17.10.18, 15:06
    O matko, shumari, watek zaloz o zyciu generalnie! Przeciez to jest egzotyczny kosmos smile Jestes pierwsza osoba, ktora czytam, poza autorkami ksiazek, ktora mieszka w Chinach.
    Serio serio.
    Zakladaj a my bedziemy pytac smile
  • princesswhitewolf 17.10.18, 15:08
    no wlasnie. Dobry pomysl cauliflower
  • no_easy_way_out 17.10.18, 15:27
    Princess , cauli - w tej sytuacji mala propozycja. Mam w Chinach siostre.
    Tzn. w tej akurat minucie jest w Polsce, podobnie jak i ja (do jutra) ale to insza inszosc smile
    Ponadto siostra napisala juz 3 ksiazki smile nie o Chinach ale chodzi mi o to, ze choc to nie bestsellery, to pisac, opowiadac potrafi calkiem calkiem smile
    Niedawno napisala dlugasnego posta (z 10min opowiesci ) o jej przygodach z - jak sie okazalo- niewazna wiza chinska. Akcja wizowej przygody toczy sie wlasnie tam smile dla zainteresiwanych czyms wiecej niz bidetem w kiblu w Pilsce smile przekaz przygidy jest nienudny smile Sprawa swieza, sprzed ok 2-3 tygodni.
    Cos jak 'Mis ' Barei w sensie waznosci dokumentow a la PRL ( bo troche Nadal tam take jest) i ze wszystko kreci sie wokol wizo-paszportu. Tylko ze wszystko autentyk. I na swiezo.
    Moge przeslac na maila. Chceta? smile
  • karen_ann 17.10.18, 15:29
    to może wrzuć tutaj?
  • princesswhitewolf 17.10.18, 16:19
    jestem za. Wrzuc tu bo wiecej z nas z checia poczyta
  • cauliflowerpl 17.10.18, 15:53
    Na gazetowego poprosze! Uwielbiam emigranckie opowiesci, wlasnie skonczylam "Bezsennosc w Tokio".
  • shumari 17.10.18, 16:04
    Ja chętnie poopowiadam,, zdjęcia wyślę, ale musicie sprecyzować co Was interesuje smile
    Ja w ogole dosyć często zmieniam miejsca zamieszkania. Przed Chinami - oprócz krótkiego epizodu londyńskiego mieszkałam w Kenii, Tanzanii i Zambii . W sumie 6 długich lat. Wielu ludzi namawiało mnie na pisanie bloga, ale po pierwsze w Afryce internety kiepskie a po drugie jakoś nie potrafiłam ubrać w słowa tego co mnie otaczało wink
  • karen_ann 17.10.18, 16:10
    wklej fotki tego jedzenia na ulicy smile
  • no_easy_way_out 17.10.18, 16:14
    Wklejaj Shumari smile
    Juttro bede sie tlukl UK'owskimi pociagami, to moze wkleje pare moich /siostry smile
  • shumari 17.10.18, 16:52
    A jak z iPada wrzucić na forum ?
  • cauliflowerpl 17.10.18, 16:33
    Jak się standardowo pracuje, na przykład w biurach? W jakich godzinach?
    Jak ludzie spędzają wolny czas? Wiesz, te taj-czi staruszków w parkach?
    Generalnie najbardziej mnie wszelkie absurdy interesują smile
  • no_easy_way_out 17.10.18, 16:52
    Ok wrzucam tu. Mozliwe, ze na raty - bo dlugie smile
    Jak adminom /moderacji nie spodoba sie bo costam - to przesle na maile.


    Saga o jednej trzeciej centymetra kwadratowego celulozy

    Background: mieszkam se w Chinach. Aby móc postawić stopę w Chińskiej Republice Ludowej, potrzebna jest wiza. Wizy defaultowo przyznawane są na 30 dni, pod warunkiem przedstawienia dowodu kupna samolotów i hoteli, ale jeśli masz dobre papiery, pieczątki, dokumenty i żelazne dowody, dostajesz wizę biznesową na rok. Wiza, choć ważna rok, wymaga jednak opuszczenia kraju raz na 90 dni, tak zwane "re-entry". To formalność, którą trzeba dokonać, aby zgadzały się wszystkie pieczątki i sprawy. Choć biali są na Wschodzie lubiani, ChRL to kraina biurokracji i państwo prawa, trochę takie policyjne, lepiej ze sprawami policyjno-papierowo-wizowymi nie zadzierać, bo nie ma tutaj litości. 91 dni jest wykluczone.

    Ląduję w Chinach z wizą biznesową w kwietniu. Jestem tu sobie, robię rzeczy. Pewnego dnia podczas wizyty w banku zauważam, iż kawałek mojej wizy jest lekko ciachnięty. Tak nożyczkami ktoś musiał, nie podarte. Myślę sobie, dziwne, po co mi to ucięli przy lądowaniu na granicy? Ale sprawę olewam, wszstko na wizie widać, korzystam dalej z paszportu (wizyty na policji, sprawy bankowe, umowy najmu - wszystko wymaga paszportu). Trzy miesiące póżniej robię re-entry w mieście X na południu Chin. Wracam do Chin. Korzystam z paszportu dalej. Kolejne trzy miesiące później, pod koniec września, szykuję się na re-entry, planowane około 10 dni przed datą ważności pieczątki, w tym samym mieście X, 780km od mojego Yiwu.

    Plan re-entry: pobudka szósta rano, pociąg na południe Chin (ten taki co jedzie 300km/h), szybka taksówka nad granicę, tam szybkie przekroczenie granicy, powrót jak najszybciej tego samego dnia, szybka taksówka z powrotem na dworzec, aby zdążyć na ostatni pociąg do domu, powrót około północy. W Chinach bilety na pociągi wyprzedają się bardzo szybko i bez litości, choć kraj jest dobrze skomunikowany i pociągów jest dużo, więc bilet w obie strony na dwie osoby wraz z moim lubym zakupiony został zawczasu.

    Tak też się dzieje: dzień wcześniej wieczór, taksówka na dworzec po odbiór biletu (w Yiwu dworzec jest 11km od domu, a kolejki po odbiór biletów są jak na filmach z czasów PRL, albo jakby coś za darmo rozdawali, już raz nie zdążyłam na pociąg z powodu kolejek, więc odbieram wcześniej). Taksówka z powrotem do domu, 11km. Rano, szósta, pobudka. Taksówka na dworzec, 11km. Pociąg 780km na południe Chin. Taksówka ok. 12km na granicę. Bilet. Wypełnienie papierów. Granica. Mega więcej ludzi niż ostatnio i wszystko nam się obsuwa (najpierw kolejka po numerki do kolejki po bilety). Security check. Straz graniczna. Pani patrzy na mój paszport. Pyta o co chodzi z uciętą wizą. Ja mówię, że nie wiem, mam tak od dawna, nawet w tym samym miejscu, gdzie jestem teraz, przekraczałam granicę i sami mi przybiliście pieczątkę, o tutaj. Pani w mundurze nie wie co zrobić i wzywa innego pana w mundurze. Zaczyna pojawiać się coraz więcej ludzi w mundurach. Już jest więcej niż 5, lecz na razie mniej niż 10 osób w mundurach. To źle wróży. Luby zostaje przepuszczony przez granicę, a ja nie. Czekam na werdykt kogośtam najstarszego rangą. Werdykt brzmi: twoja wiza jest nieważna, spadaj i ją sobie napraw. Wręczenie mi z powrotem nieważnej wizy zostaje rytualnie sfilmowane przez oficertswo graniczne, przy czym czuję się jak jakiś złoczyńca. Albo złoczyńczyni. No cóż. Trochę nie wiem co dalej. Czekam na powrót lubego żeby wrócić razem do Yiwu.

    Teoretycznie, skoro moja wiza jest nieważna, to jestem w kraju nielegalnie, więc można mnie zakuć w kajdany, ale nikt mnie w nic nie zakuwał.

    Luby wraca. Gdy chwycił z powrotem zasięg telefoniczny i byliśmy się w stanie skontaktować w sprawie dalszych kroków, było już za późno, żebyśmy zdążyli na ostatni pociąg z powrotem do Yiwu. Wchodzę na apkę pociągową, aby przebukować albo anulować bilet, ale dostaję komunikat, że ta opcja możliwa jest tylko do 35 min przed odjazdem i należy przebukować bilet na dworcu. Patrzę na zegarek - jest 33 min przed odjazdem.

    Taksówka, 12km. Dworzec. Kolejka. W Chinach są ogromne kolejki. Odstałam moją kolejkę. Pan mówi, że w mojej sprawie mam iść do okienka obok. Patrzę na okienko obok, które wygląda identycznie, jak jego okienko i nie ma żadnego innego napisu czy informacji o inności jego okienka. Dobrze, odstałam drugą kolejkę, moja kolej. Pan mówi, że nie mogę dostać zwrotu kosztów, bo mój pociąg już odjechał, a zmienić rezerwację możemy tylko tego samego dnia. Kupujemy nowy bilet na następny dzień rano. Jestem dwa bilety w plecy.

    Trzeba ogarnąć nocleg. Szukam Airbnb. Znajduję Airbnb. Taksówka. Instrukcje odbioru klucza nie działają. Dzwonię do Pana, który oczywiście nie mówi po angielsku. Wiadomościami informuje mnie, że nie przyjmie mnie do swojego apartamentu, "bo jestem z zagranicy". Po raz pierwszy czuję się zdyskryminowana ze względu na swoje pochodzenie. Szukam innego noclegu. Na szczęście tam już nie ma problemu. (Później mam problemy z otrzymaniem zwrotu kosztów, ale ostatecznie udaje się).

    Rano taksówka, pociąg, 780km, jestem z powrotem w Yiwu. Taksówka, 9km - lecę szybko do biura Exit-Entry Bureau, zanim zamkną, i pytam czy mogą mi wydrukować tę (ważną przecież w komputerze) wizę na nową, nieuciętą kartkę. Tam opinie oscylują od "przecież to pierdoła, ta wiza jest ważna" do "cały paszport jest nieważny". Ostatecznie mówią, że muszę zrobić nowy paszport. Taksówka, 10km, dom. Załatwiam rzeczy, szukam informacji. Dzwonię do konsulatu w Szanghaju (250km). Konsulat mówi, że może mi dać paszport tymczasowy, ale wizę muszę załatwiać z Chinami, nie z Polską, w biurze w... Hangzhou (100km).

    Liczę na to, że jak uda mi się w jeden dzień zrobić w Szanghaju paszport tymczasowy, to mi może przekleją tę wizę w Hangzhou jakimś trybie przyszpieszonym, to jeszcze zdążę szybko pojechać znów na tę samą granicę na południu Chin i zrobić re-entry przed upływem ważności owej nieszczęśnie ujebanej czyimiś życzliwymi nożyczkami wizy, ale robi się bardzo gorąco z czasem. Ponieważ bilety w Chinach się wyprzedają jak bułeczki, kupuję zawczasu bilety Yiwu-Szanghaj, oraz Szanghaj-Hangzhou.

    Taksówka na dworzec, 11km. Odbiór biletu. Taxi do domu, 11km. Rano, szósta, taxi na dworzec 11km, pociąg do Szanghaju, 250km. Metro. Konsulat, wbijam się poza kolejką. Bardzo pomocni, załatwiam w jeden dzień, ale już nie zdążę do Hanzgzhou przed zamknięciem ich biura. Tracę kolejny bilet. Jadę pociągiem do Yiwu. Od teraz łażę z dwoma paszportami, jeden tymczasowy, i drugi stary, przecięty, ale z pieczątką wjechania do kraju. Kupuję bilet do Hanzghou na następny dzień. Ponieważ pokazałam panu dwa paszporty, wydał mi dwa bilety. Uprzejmie zrwacam uwagę na to, że jestem tylko jedna, i pan zwraca połowę sumy. Pociąg do Yiwu. Na dworcu staję w kolejnej kolejce do odbioru biletu na jutro. Odstaję swoją kolejkę i dosłownie przede mną pani wystawia tabliczkę, że okienko zamknięte. Obracam się za siebie, nie było już za mną nikogo. Co za perfidia, ale to już etap, kiedy ze wszystkiego się śmieję. Taksówka do domu, 11km.

    Szósta rano, taksówka 11km, dworzec, Hangzhou, 100km. Metro do biura wskazanego przez polski Konsulat. Okazuje się, że biuro zostało przeniesione gdzie indziej. Metro do nowej siedziby. Numerek. Formularz. Kolejka. Pani mówi, że jestem w złym biurze, mam jechać do Yiwu.

    Ku.... Pociąg do Yiwu, 100km. Taksówka, 9km.

    2400 kilimetrów i 30 taksówek póżniej jestem znów w Exit-Entry Bureau. Pokazuję pani paszport tymczasowy. Pani zaczyna wklepywać do komputera rzeczy, ale mówi, że muszę się zarejestrować najpierw na policji, bo jej sie w komputerze numer paszportu nie zgadza.

    Ku....

    Jest piątek, w poniedziałek jest święto państwowe i nic nie załatwię, ja mam już tylko sekundę, zanim skończy mi się ważność wizy, a ja muszę jeszcze przecież zrobić ponownie całą pierwotną operację re-entry, od której się zaczęło!

    Taxi na komisariat z nowym paszportem, 11km. Wbi
  • no_easy_way_out 17.10.18, 17:04
    Taxi na komisariat z nowym paszportem, 11km. Wbijają mnie do komputera. Exit-Entry bureau już zamknięte, więc taksówka do domu, 4km.

    Rano następnego dnia jadę, tym razem skuterem, do Exit-Entry bureau. Zatrzymuje mnie policja. Oczywiście nie mówią po angielsku i nie wiedzą o co chodzi z moimi dwoma paszportami. Dostaję mandat za jechanie skuterem drogą, zamiast - prawidłowo - chodnikiem (?!?). Oczami wyobraźni widzę cyrki z płaceniem mandatu w banku, gdzie nic się nie będzie zgadzało z nowymi paszportami, numerkami i wizami, ale na razie nie jest to priorytetem i jadę dalej do biura Exit-Entry Bureau.

    Pani patrzy do komputera i mówi, że pojechałam na zły komisariat, bo ma być przypisany do mojego rejonu zamieszkania. Ku.... Jadę na inny komisariat. Rejestrują mnie i gdy słyszę o jakimś "system error", coś we mnie zaczyna pękać, ale udało się i wracam do Exit-Entry bureau. Pani wypełnia papiery i przekazuje mnie do Ważniejszej Pani w Uniformie. Pani patrzy w moje papiery i mówi, że moja wiza jest nieważna. Zgodnie z prawem mam 10 dni na opuszczenie kraju i mam sobie zrobić nowy paszport i wizę w Polsce i spadówa. 10 dni, to chyba jakiś taki dil z liniami lotniczymi, taki optymalny czas najdroższych biletów transkontynentalnych.

    Wyszłam z biura i się popłakałam. Niewiele póżniej zjadłam pierwszy normalny posiłek od kilku dni, spędzonych na obrotach z filmu "Crank".

    A to wszystko o jedną trzecią centymetra kwadratowego celulozy oraz 30 minut przebywania po prawej stronie jakiejś wirtualnej linii na mapie, zamiast po jej lewej.

    11 000 km i nawet nie chcę myśleć ile euro póżniej, serdecznie pozdrawiam życzliwą duszę, która mi obcięła wizę. Dzięki tobie zwiedzam świat, zaraz zjem pierogi i bigos. #wizagate
  • shumari 17.10.18, 17:23
    Oj grubo. Z tymi skuterami to prawda. Jeździ się po chodnikach. A powiedz siostrze ze wszystkie rachunki można bez problemu zapłacić wechatem, tylkomtrzeba zarejestrować numer telefonu w banku
  • cauliflowerpl 18.10.18, 09:54
    Zalamka juz po pierwszym akapicie. To mnie wlasnie fascynuje: polaczenie absurdalnej biurokracji z szybkimi pociagami. Technologicznie sto lat do przodu, mentalnie...
    Czytam dalej.
  • shumari 17.10.18, 17:20
    Standardowo mniej wiecej od 10. Widuje masę staruszków tańczących nawet na głównych ulicach. Głównie wieczorami. Cudny widok. Zauważyłam, ze bardzo dużo ludzi- emerytów gra w karty. Na naszym osiedlu są takie mini klubiki, które przypominają mi Alternatywy 4.
    Moim największym zaskoczeniem był fakt, ze wszystkie urzędy otwarte są w Boże Narodzenie i Nowy rok. W tamtym tygodniu świętowaliśmy natomiast Mid Autumn festival i wszystko zamarło. Tak samo Chiński Nowy Rok. Pustoszeją ulice, metra. Na ulicach sprzedają wówczas drzewa mandarynkowe, tak jak u nas choinki przed wigilia. Organizowane sa pokazy dragon dance, I pomimo, iż chińskie tradycje są dla mnie nowoscia to bez problemu wczuwam się w klimat. Ten jeden jedyny raz w roku.
    Ostatnio nagrałam film jak reklamuje się nowa restauracja w pobliżu mojego osiedla. Może podelsc tylko niewiem jak wracać filmiki na forum 🤔
  • shumari 17.10.18, 17:37
    Autokorekta. 😩 Ale chyba można zrozumieć o co chodzi.
  • no_easy_way_out 17.10.18, 15:01
    A ja wlasnie to szczescie mam, ze pojecie mam, jak tam to wyglada.
    I dwa pytania do autorki -
    przede wszystkim powiem cos oczywistego, wiec nie mysl zbyt po europejsku czy Polsku, bo wiadomo ze inny swiat.
    wiemy jakie podejscie maja Chinczycy do ludzi 'z zachodu '. No jestes uprzywilejowana z zalozenia w wiekszosci biznesowo -pracowniczych sytuacji, jak kazdy bialy. Rozumiem, ze mozesz nie zarobic kokosow - ale przynajmniej ten zwrot za Ubery mogl by Ci dac. Zwlaszcza, ze wiemy ile to kosztuje smile krzywda mu sie nie wydarzy a symbolika zachowana. Juz samo to, ze mowisz po ang (bo mowsz, prawda?) wiesz ile jest warte i jak jest w cenie.
    Siostrze, ktora tam mieszka, placa 2-3 razy za to samo co Chinczykom - glownie z racji angielskiego?
    2. Czemu piszesz w kontekscie dojazdow tylko o taxowkach
    Elektryczny skuter-ktorym jazda kosztuje grosze - to cos, czego widzisz kilkaset codziennie, ceny chyba znasz (jak nie, moge Ci podac smile w kazdym razie to 2-3tyg pracy Chinczyka ).
    Prawo jazdy na el.skuter tak samo istnieje jak prawo jazdy na rolki w Polsce czy UK - czyli nie istnieje..? (Jesli sa prowincje gdzie jest inaczej - popraw mnie! ).
    3. Jaki to 'dzial '? Rodzaj pracy? Bo to tez sprzyja zrozumieniu Twojej sytuacji

    Pozdrawiam
  • princesswhitewolf 17.10.18, 15:11
    >przede wszystkim powiem cos oczywistego, wiec nie mysl zbyt po europejsku czy Polsku, bo wiadomo ze inny swiat.
    >wiemy jakie podejscie maja Chinczycy do ludzi 'z zachodu '. No jestes uprzywilejowana z zalozenia w wiekszosci >biznesowo -pracowniczych sytuacji, jak kazdy bialy

    nie wiem czemu mowisz o tym jako " oczywiste". Ale to wcale nie takie oczywiste. Np w Dubaju to nie jest swiat w ktorym Bialy czlowiek jest traktowany jako cos lepszego. To nie jest wcale white man world, a wrecz przeciwnie czesto. Podobnie w Japonii. Wiec roznie w roznych krajach

  • no_easy_way_out 17.10.18, 15:16
    Ale dla niej powinno byc oczywiste.
    Choc to bardziej zlozona sytuacja. Nie w kazdej sytuacji jest to oczywiste. Jak Cie- na przyklad- zlapia palaca marihuane, na specjalne traktowanie bym nie liczyl. Lata paki. .
  • princesswhitewolf 17.10.18, 16:19
    no dla niej to tak. Dla mnie nie i to wszystko ciekawe
  • princesswhitewolf 17.10.18, 09:45
    >Czy skusilybyscie się na taki wolontariat?

    nie mam czasu, Wolontaryjnie to ja pieke ciasta na rozmaite akcje, moge z 2 godziny na stoisku z nimi postac, i przyniesc rzeczy do sprzedazy w sklepach charytatywnych. Ale nie bede wolontariatow uprawiac kosztem mojego dziecka i rodziny czyli jak wroca w pospiechu sprzatac itd. o nie.
  • tt-tka 17.10.18, 10:12
    Juz odmowilas, wiec nie ma o czym mowic - ale ja (jesli dziedzina rzeczywiscie by mnie ciekawila) na taka propozycje odpowiedzialabym kontrpropozycja w stylu "chetnie, ale w godzinach 10.0-14.30" - doswiadczenie nabedziesz, wpis w CV... ciekawe, co on by na to ? tongue_out
  • princesswhitewolf 17.10.18, 10:15
    nastepna co drzewkiem nie umie sie poslugiwac <placz>
    Twoj post nie bedzie widziany tt-ka bo wpisalas go pod moim i wyglada jak odpowiedz na moj. Przypominam ze aby odpisac na post startowy nie wpisujesz sie pod ostatnim postem ale pod pierwszym
  • kota_marcowa 17.10.18, 10:26
    Eee, to miał być żart?
    Bo jeżeli tak, to nie śmieszny.
  • ortolann 17.10.18, 13:29
    To jest właśnie granica, której przekraczać nie wolno. Koleś proponuje Ci normalną pracę i opowiada dydrymały, że se to do portfolio wrzucisz. Pic na wodę, fotomontaż. Nie wolno tak dać się rolować, absolutnie. Stawiaj jasno sprawę, że za Twoje usługi należy się kasa. Na rynku chodzą te usługi warte są tyle i tyle, ewentualnie możecie się dogadać. Zastanów się jak potencjalny przyszły pracodawca oceni ten epizod wolontariacki. Potraktuje to poważnie? Czy jako zachętę do dalszego wyciskania frajera?
    Cwaniaczek z tego dyrektorka.

    --
    http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
  • no_easy_way_out 17.10.18, 15:13
    Wklejam na nowo, bo w nienajlepszym miejscu w tym watku wczesniej wrzucilem.
    Poniewaz pewne pojecie mam, jak w Chinach to wyglada, dwa - garstka pytan do autorki -
    Przede wszystkim powiem cos oczywistego, wiec nie mysl zbyt po europejsku czy Polsku, bo wiadomo ze inny swiat. 
    Wiem, widzialem i Ty na pewno tez, jakie podejscie maja Chinczycy do ludzi 'z zachodu '. No jestes uprzywilejowana z zalozenia w wiekszosci biznesowo -pracowniczych sytuacji (nie mylic z formalnosciowymi), jak kazdy bialy. Rozumiem, ze mozesz nie zarobic kokosow- ale przynajmniej ten zwrot za Ubery mogl by Ci dac. Zwlaszcza, ze wiemy ile to kosztuje krzywda mu sie nie wydarzy a symbolika zachowana. Juz samo to, ze mowisz po ang (bo mowisz, prawda?) wiesz ile jest warte i jak jest w cenie. 
    Siostrze, ktora tam mieszka, placa 2-3 razy za to samo co Chinczykom - glownie z racji angielskiego.
    2. Czemu piszesz w kontekscie dojazdow tylko o taxowkach?  
    Elektryczny skuter-ile jazda by wtedy trwala?ktorym jazda kosztuje grosze - to cos, czego widzisz kilkaset codziennie, ceny chyba znasz (jak nie, moge Ci podac  w kazdym razie to 2-3tyg pracy Chinczyka ).
    Prawo jazdy na el.skuter tak samo istnieje jak prawo jazdy na rolki w Polsce czy UK - czyli nie istnieje..smile a ostatnio mandat za wjazd na czerwonym na skrzyzowaniu zaplacila 20rembinbi wiec... ? smile
    (Jesli z licencja sa prowincje gdzie jest inaczej - popraw mnie! ).
    3. Jaki to 'dzial '? Rodzaj pracy? Bo to tez sprzyja zrozumieniu Twojej sytuacji 
    4. Jaka narodowosc czleka 'proponujacego
    ' ten uklad?

    Pozdrawiam smile
  • shumari 17.10.18, 16:47
    Ja akurat dobrze zarabiam w swojej macierzystej firmie, wiec generalnie o kasę mi nie chodzi. Koszt Didi (chiński uber ) to ok 80 yuanow - czyli niewiele ponad 40 zł. Ale biorąc pod uwagę, ze korzystałaby z niej 4x w tyg to już daje całkiem radna sumkę.
    Skuterem boje się poruszać. Mam rower ale. Ie dojrzałam do tego żeby przejechać taki kawał drogi.
    Z biurokracja i wizami to już oddzielna historia. Co miesiąc cała ekipa z pracy jeździmy do banku żeby przesłać pieniądze na swoje konta oszczędnościowe. Za każdym razem trzeba przedstawić paszport, ważna wizę, ksero umowy o prace itd.
    Przelew można zrobić tylko w jednym jedynym banku (nie oddziale) do którego jedzie się godzinę. Cały proces trwa ok 30 min i godzina powrotu. I tak co miesiąc wink
  • shumari 17.10.18, 17:34
    no_easy_way_out napisał:

    > (Jesli z licencja sa prowincje gdzie jest inaczej - popraw mnie! ).
    > 3. Jaki to 'dzial '? Rodzaj pracy? Bo to tez sprzyja zrozumieniu Twojej sytuacj
    > i 
    > 4. Jaka narodowosc czleka 'proponujacego
    > ' ten uklad?
    >
    > Pozdrawiam smile

    Nie wiem czy jest tak samo. W mojej prowincji Guandong np samochodem można jeździć tylko 4 razy w tyg. Nie wiem czy takie same prawa dotyczą skuterów, ale podejrzewam, ze jest podobńie jak umTwojej siostry.

    Pracuje w edukacji. A dokładniej w szkole międzynarodowej. Uczę English A i SEN. Praca na tyle specyficzna ponieważ jest to system IB, który różni się od British czy American curriculum.
    Oferta wolontariatu dotyczy działu oligofrenopedagogiki, z której robiłam podyplomowke, ale nigdy nie miałam okazji się wykazać. Szkoła, która chce mnie „zatrudnić” to tez miedzynarodowka ale z American curriculum. Uczyłabym kilkoro dzieci wysoko postawionych dyplomatów narodowości zarówno chińskiej jak i amerykańskiej. Nie wiem w jakim stopniu te dzieci były zaburzone/ upośledzone, ponieważ negocjacje skończyły się po wymianie lokalizacji placówki. Dyrektor narodowości amerykańskiej.
  • tairo 18.10.18, 02:09
    > Szkoła, która chce mnie „zatrudnić” to tez miedzynarodowka ale z American curriculum. Uczyłabym
    > kilkoro dzieci wysoko postawionych dyplomatów narodowości zarówno chińskiej jak i amerykańskiej.

    Czyli szkoła ma kasy jak lodu, a koleś usiłuje oszczędzać na specjalistach.
  • shumari 18.10.18, 02:43
    To nie do końca musi tak być. Jeśli szkoła np nie może zatrudnić nauczyciela chociażby ze względu na wizę to automatycznie nie ma możliwości wypłacać wynagrodzenia (nie zgadzałby się przepływ gotówki
    ) Tak jest aktualnie w naszej szkole. W styczniu otwiera się nowy oddział przedszkolny a nie ma nauczyciela. Obecni potencjalni kandydaci nie mogą dostać wizy pracowniczej ponieważ wymogiem jest ukończenie studiów anglojęzycznych. Wyjątkiem są przedmioty specjalistyczne.
  • no_easy_way_out 18.10.18, 10:24
    Ok jest to na temat na tyle nie 'moj' ze nie czuje sie dosc kompetentny, by cos wystarczajaco uzytecznego wyglosic
    Moge Ci ewentualnie zasugerowac fora tematyczne dla ex-patow w Chinach, wiesz, anglojezyczne.
    Pewnie ludzie miewali podobne sytuacje i dylematy i rozwiazania.
    Ale to pewnie wiesz.
    A skutery elektryczne swietna sprawa smile zwlaszcza gdy zasady teoretycznie tak chaorycznie mieszaja sie z tymi niepisanymi- jak to tam na drogach i chodnikach jest wlasnie smile owszem, trzeba lubiec nieco adrenaliny - wiec to nie dlakazdego.
    Powodzenia smile
  • no_easy_way_out 18.10.18, 10:24
    Ok jest to na temat na tyle nie 'moj' ze nie czuje sie dosc kompetentny, by cos wystarczajaco uzytecznego wyglosic
    Moge Ci ewentualnie zasugerowac fora tematyczne dla ex-patow w Chinach, wiesz, anglojezyczne.
    Pewnie ludzie miewali podobne sytuacje i dylematy i rozwiazania.
    Ale to pewnie wiesz.
    A skutery elektryczne swietna sprawa smile zwlaszcza gdy zasady teoretycznie tak chaorycznie mieszaja sie z tymi niepisanymi- jak to tam na drogach i chodnikach jest wlasnie smile owszem, trzeba lubiec nieco adrenaliny - wiec to nie dlakazdego.
    Powodzenia smile
  • edelstein 17.10.18, 15:39
    Szuka jelenia do pracy za free,jak przyjdzie co do czego i trteba bedzie dac umowe to poszuka kolejnego jelenia.Znam osobiscie dwie takie historie,kobiety pracowaly za free z obietnica podpisania umowy i w obu przypadkach zadnej umowy nie dostaly, a ze nie mialy nic na papierze to nawet zwrotu kosztow nie dostaly.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • azsiezaloguje 17.10.18, 16:25
    To się nazywa bezpłatny staż a nie wolontariat. Pan to nazwał wolontariatem dla mydlenia oczu.
  • tt-tka 17.10.18, 18:03
    azsiezaloguje napisał:

    > To się nazywa bezpłatny staż a nie wolontariat. Pan to nazwał wolontariatem dla
    > mydlenia oczu.

    O wlasnie. Zreszta to, jak slyszalam (znam tylko ze slyszenia smile) dosc czesta praktyka Amerykanow w Azji pd-wsch.
    Za wrzutki dzieki big_grin, bardzo barwne to wszystko.
  • asia06 17.10.18, 16:33
    Nie skusiłabym się na taką pracę przy dziecku przedszkolnym. O wolontariacie bym nawet przez chwilę nie pomyślała. Wolontariat można uprawiać tylko wtedy, gdy nie ma się innych zobowiązań.
  • homohominilupus 18.10.18, 16:45
    shumari, prośba o jakieś ciekawe zdjęcia, np street foodów, mogłabyś wrzucić tutaj?

    --
    Early to bed and early to rise makes a man wealthy and healthy and wise wink
  • tol8 18.10.18, 17:14
    Ile byłoby trzeba.
    Jeżdżę do schroniska, działam w Szlachetnej Paczce, współpracuję z domami samotnych matek. Niezmiennie od lat, bez względu na obowiązki czy stan zdrowia. Jedynie forma działania się zmienia i bardziej skupiam się na papierkowej robocie, nie mam już bezpośredniego kontaktu z podopiecznymi. O, zostałam też społecznym opiekunem kotów smile. To zajmuje mi z godzinę dziennie, a ile radości przy tym mam! Uważam, że wolontariat jest po to, by się zrelaksować, a nie po to, by się rozwijać.


    --
    W weekendy ematka staje się matką.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.