Dodaj do ulubionych

płacić dziecku za naukę instrumentu?

04.01.19, 10:57
Moja 7 latka gra w szkolnej orkiestrze na flecie. Bardzo lubi indywidualne lekcje i ćwiczenia z orkiestrą i całą resztę, nie chce rezygnować ale nie lubi i nie chce ćwiczyć w domu. Próbowaliśmy różnych sposobów, dostaliśmy wiele podpowiedzi od nauczycielki, ale nic nie działa. Wiem, że na 99 procen zadziała kasa. Myślałam, żeby dawać jej 10 koron za 10 minut ćwiczeń (dla porównania - lalka Barbie kosztuje około 200-300 koron, duża paczka czipsów ok 30 koron, duża czekolada ok 40 koron).

Cały czas się zastanawiam i ciekawa jestem waszych opinii.

Mój mąż twierdzi, żeby to zostawić. Chce chodzić - niech chodzi. Nie chce ćwiczyć w domu - niech nie ćwiczy. Będzie odstawała - to nauczycielka i dyrygenci powiedzą, że albo wóz albo przewóz. Zmobilizuje się - to dobrze. Nie - to nie, może później. Więc na razie po prostu olałam temat, nie zmuszam - od czasu do czasu pytam tylko czy by poćwiczyła, ale nie chce. Ale od czasu do czasu moja nerwica natręctw dochodzi jeszcze do głosu i dostaję wkrętu dupy na to, że jak ma grać to NIECH CHOLERA JASNA GRA!!!



--
znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
Edytor zaawansowany
  • dziennik-niecodziennik 04.01.19, 11:13
    zostawic. tak jak mowisz - w pewnym momencie szkoła ją postawi przed wyborem - cwiczy albo wylatuje.
    a moze ona zdolna i nie musi cwiczyc?
    zmuszanie nie ma sensu.

    ewentualnie rób metodą dyskretnego zachęcania - "córcia, zagraj mi te melodie co w orkiestrze grasz, bardzo ją lubie" - ona gra, Ty sluchasz, podspiewujesz pod nosem, jestes zainteresowana. "oooo, macie nowy utwór w orkiestrze? zagrasz mi?", "a wez mi pokaz, moze ja sie naucze? zagraj, popatrze (próbjesz) zagraj jeszcze raz (probujesz) no jeszcze tylko raz" i tak o. na moją najlepiej działa to pierwsze smile

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • cauliflowerpl 04.01.19, 11:16
    Zgadzam sie z mezem.
    Od siebie dodam, ze samotne granie na flecie moze byc nudne. W duecie jest fajniej a jeszcze fajniej w ogole z akompaniamentem. Mozesz jej poszukac, sa w necie, nut z nagraniami akompaniamentu. Pusci sobie z kompa, dajmy na to - fortepian, a partie fletowa bedzie grala sama. Duzo wieksza frajda.
  • lady.grey 04.01.19, 11:22
    Mamy i płytę (do książki z 2 podkładami: jedna z akopmaniamentem i fletem, druga sam akompaniament) -nie pomaga, ja sama gram na prostym, proponuję duet - nie pomaga...


    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • piataziuta 04.01.19, 11:33
    A jak myślisz, czego ją nauczysz, jak zaczniesz jej dawać te pieniądze?
    Że zawsze coś za coś?
    Że wszystko za kasę? - to już najwyraźniej rozumie, skoro jesteś przekonana, że tym ją przekupisz.
    Że nie warto się starać dla innych wartości niż pieniądze?
    Że nie będzie robiła nic za darmo?
    Że jak ktoś czegoś nie chce, to można go próbować przekupić?

    Nie chce, niech nie ćwiczy.
    To dobry moment na naukę ponoszenia konsekwencji.



  • zlota.ptaszyna 04.01.19, 11:43
    Na wlasne zyczenie chcesz sluchac piskow i rzepolenia u siebie w domu?
    Zainwestuj w nauke jezykow czy jakis taniec, znam milion osob ktore na czyms graly w dziecinstwie i zadnej kariery nie zrobily, to tylko strata czasu w przeciwienstwie do innych zajec ruchowych albo jezykowych
  • lady.grey 04.01.19, 11:53
    Dziękuję za radę ale jest nie aktualna. Córka tańczy (bo chce), pływa (chociaż od stycznia zrobiła sobie przerwę w treningach, mam nadzieję że jednak jeszcze wróci do szkółki, a jak nie, to i tak już super że umie dobrze pływać), języki zna 2 bardzo dobrze (jeden z domu, jeden "z życia"), 3 w drodze (umie odstawić prostą gadkę np. o swoim hobby i kupić lody czekoladowe czy co tam akurat chce), 4 język dojdzie chyba za 3 lata.
    Jeszcze tylko niech zacznie rzępolić systematyczniej bo wykształcenie muzyczne uważam za ważne. Nie niezbędne, więc jak odpadnie to trudno, wszystkiego robić się nie da - ale ważne. Poza tym chcę, żeby spróbowała wielu rzeczy i odnalazła, wybrała te dla siebie.
    A kolejna motywacja to kiedy ja w wakacje zapieprzałam na szmacie w McDonaldzie a znajomi pracowali jako instruktorzy pływania, tenisa, jazdy konnej, żeglarstwa czy czego tam jeszcze i mieli przyjemne z pożytecznym. Chcę dać dziecku właśnie taką możliwość, niech ma w kieszeni różne możliwości zarobkowe sprawiające jej przyjemność, za 10 lat będzie jak znalazł.

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • zlota.ptaszyna 04.01.19, 12:02
    Jezyk polski i jakis tam inny czeski czy slowackido czego maja sie niby przydac w zyciu w globalnym swiecie?
    I ma wedlug ciebie uczyc grac kogos na flecie, ktorego sama w domu nie trawi?

    Chyba przerosl cie projekt zwiazany wychowywaniem dziecka, idz do jakiegos coacha zeby to uporzadkowal i ci cos doradzil….


  • lady.grey 04.01.19, 12:04
    Nie, nie musi grać na flecie jak go nie trawi. Ale problem w tym, że trawi wszędize indziej niż w domu... Jak zechce zrezygnować czy zrobić przerwę jak z pływaniem to niech zrobi - ale nie chce.

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • aqua48 04.01.19, 12:10
    lady.grey napisała:

    > Nie, nie musi grać na flecie jak go nie trawi. Ale problem w tym, że trawi wszę
    > dize indziej niż w domu...

    Bo w domu to matka siedzi nad głową i marudzi, że ma ćwiczyć. No ja bym też nie chciała. Odpuść, niech poniesie konsekwencje.
  • mikams75 04.01.19, 12:49
    niech sie umawia z kolezanka na cwiczenie.
  • stephanie.plum 04.01.19, 16:39
    chryste, co za, hm, oryginalne podejście.
    moja rodzina słuchała pisków, kariery nie zrobiłam, ale gra na instrumencie była jednym z mocniejszych doświadczeń dzieciństwa i nadal lubię to robić.

    no aaale skoro wszystko ma służyć karierze...

    --
    idę tam, gdzie idę
  • lodomeria 04.01.19, 18:51
    Przecież granie służy karierze. Chociażby poprzez rozwijanie neuroplastyczności mózgu.
  • maly_fiolek 04.01.19, 11:46
    Jeśli nie chce ćwiczyć w domu to lekcje nie mają sensu, po prostu. Jest to marnotrawstwo waszego czasu i pieniędzy. Lepiej spożytkować to na inne rzeczy.
  • mikams75 04.01.19, 11:52
    jestem przeciwna placeniu;
    na moje dziecko nie dziala moje gderanie, dzialaja teksty nauczycielki np. zadala jej, zeby przez dwa tygodnie zapisywala w zeszycie co i ile cwiczyla. Corce bylo glupio isc z pustym zeszytem, wiec cwiczyla i zapisywala. W sumie to rozliczanie przez nauczycielke jest u nas najskuteczniejsze.
    Rozne egzaminy tez sa motywatorem. Zudne jest tez rozliczanie sie z czasu cwiczen np. 10 minut cwiczenia a dziecko z tego 8 min gada, 2 min gra big_grin Skuteczniejsze jest rozliczanie z powtorzen np. 5 razy dany utwor, dodatkowo 5 razy trudniejszy takt.
    Poza tym zastanowcie sie, co jest przyczyna np. moja miewa fazy koncertowania (szczegolnie jak byla mlodsza - produkowala bilety i trzeba bylo podziwiac, klaskac i takie tam), fazy ze absotulnie nikt nie moze slyszec (zamyka sie wowczas w swoim pokoju a ja musze udawac, ze nic a nic nie slyszalam z glosnych skrzypiec big_grin), fazy, ze nie tylko sasiedzi moga tu halasowac, ona bedzie glosniejsza wink
    Dla dziecka lubiacego staly rytm dnia dziala tez rytual np. zawsze po obiedzie/podwieczorku cwicze - bez nie teraz, pozniej itp.
    W waszym przypadku - dziwie sie, ze nie wyleciala z orkiestry. Albo jest naprawde genialna albo poziom jest za niski.
    Moje dziecko bez cwiczen by nie mialo po co przychodzic na proby.
  • lady.grey 04.01.19, 11:56
    Córka ma tabelę gdzie ma zapisywać co i ile ćwiczyła. Oddaje puste. Generalnie u nas poziom jest niski, bo każdy może grać, bez względu na talent (no i teraz sobie wyobraź koncerty), ale to Norwegia i mają inne podejście - nie chce mi się teraz tłumaczyć ale generalna i naczelna zasada to "ma być miło i przyjemnie", cała reszta jest temu podpożądkowana.

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • mikams75 04.01.19, 12:16
    no to wspolczuje tych koncertow wink
    u nas jednak poziom trzymaja;
    Corka przez pewien czas byla w dwoch orkiestrach i wlasnie po jakims czasie zrezygnowala sama ze szkolnej orkiestry twierdzac, ze utwory sa proste i nudne, ze pozostali rzepola i sluchac sie nie da, ze totalny brak koordynacji grajacych itp. i jej uszy wiedna big_grin No ale ma porownanie z inna orkiestra na naprawde wysokim poziomie i starsze kolezanki tam sa dla niej wzorcem i ciagna poziom w gore. Ale zeby tam grac, to trzeba sie nieco wysilic.
    Plus - mamy taka nauczycielke, co potrafi z dziecka wycisnac i to w taki sposob, ze dziecku sie to nawet podoba.
    Moze i twoja trzeba gdzies poslac, gdzie bedzie miala wieksza motywacje?
  • lady.grey 04.01.19, 12:24
    No serio masakra na tych koncertach. Brzmi to mniej więcej jak rozgrzewka w operze, kiedy stroją i próbują instrumenty "każdy sobie" big_grin
    Na dodatkowe zajęcia już nie mamy raczej czasu. Raz w tygodniu ma flet i orkiestrę i raz tańce. Więcej nie wcisnę, musiałaby z czegoś zrezygnować. Jakby zrezygnowała z orkiestry szkolnej - mogłabym ją zapisać na coś innego, ale więcej niż dwa zajęcia w tygodniu (plus ewentualnie basen w weekend) ona nie udzwignie. Ja zresztą też, bo jest jeszcze młodsza z jej zajęciami.

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • zlota.ptaszyna 04.01.19, 12:30
    Ale piszesz ze dziecko zna biegle polski, a nie widze z tego co piszesz zebys posylala do polskiej szkoly, przerabiasz sama program polskiej szkoly?
  • lady.grey 04.01.19, 12:47
    Nie napisałam że biegle, tylko że bardzo dobrze. Mówi normalnie, jak dziecko w tym wieku (chociaż jak może wybrać to wybiera norweski), nie czyta i nie pisze i ja jej nie uczę na razie, i tak ma dużo zajęć.
    Ja w domu z mężem i dziećmi mówię po polsku, czytam jej po polsku (chociaż coraz mniej, faktycznie) i często oglądamy filmy po polsku, więc mówić i rozumieć będzie. A jak będzie potrzebowała czytać i pisać to się nauczy.

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • zlota.ptaszyna 04.01.19, 12:59
    Eh zamiast lapac 5 srok za ogon i robic niechlujnie wszystko na raz to skupila bym sie na razie na polskim i zaprowadzila ja do polskiej szkoly albo sama poswiecila te 10 minut za ktore chcesz placic , smutne bardzo ze stawiasz jakies nikomu do szczescia niepotrzebne rzepolenie nad nauke jezyka ojczystego skoro oboje z mezem jestescie Polakami…….
  • lady.grey 04.01.19, 13:09
    Absolutnie nie. Dla mnie nauka pisania i czytania po polsku jest gdzieś w 2 połowie listy (mówienie jest b. ważne bo ja nie zamierzam na codzień w domu mówić w innym języku + rodzina w PL, ale czytanie i pisanie uważam na razie na nie istotne. Do tego polska szkoła jest we czwartki, w mieście nie mam opcji tam ją wozić i kiblować podczas zajęć, tym bardziej że wtedy i ona i młodsza córka tańczą. Szkoła sobotnia jest katolicka i odpada.

    Dla mnie w edukacji dzieci ważniejszy jest angielski, muzyka, sport, sztuka, no i oczywiscie przede wszystkim normalna szkoła z matematyką i naukami przyrodniczymi na czele, chociaż jak się jedna z drugą okażą humanistkami szat darła nie będę, mówi się trudno i żyje się dalej (tak jak ja smile)

    I nie "niechlujnie" tylko córka jest jeszcze mała i "macamy" w co się wkręci i w co warto inwestować i czas i pieniądze. Trudno inaczej znaleźć swoją dziedzinę w miarę wcześnie.

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • zlota.ptaszyna 04.01.19, 13:26
    Jak na razie z tego co piszesz w nic sie nie wkrecila bo i plywanie i granie jej nie wychodzi a za chwile to jeszcze bedzie miala kompleksy przy polskiej rodzinie z powodu brakow w edukacji, szokuje mnie takie podejscie no ale wiadomo ze to twoja decyzja
  • lady.grey 04.01.19, 13:33
    Owszem, wkręciła się dość mocno w taniec i w pływanie. Pływać potrafi i bardzo, bardzo lubi ale miała dość szkoły, czyli pływania pod gwizdek. Na razie jeździmy na basen sami i plywa sobie "luzem", jak chce. Liczę, ze za jakiś czas wróci do szkółki i będzie się doskonalić. Jak nie za pół roku to może za 5 lat. A jak nie to sama godzina pływania rekreacyjnego w tygodniu to już dużo, zwłaszcza dla postawy. Że już nie wspomnę o korzyściach wakacyjnych, gdzie mogę ją obserwować z brzegu basenu z kawką w ręku a nie sterczeć godzinami obok niej w wodzie - na wszelki wypadek.

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • lily_evans11 04.01.19, 13:39
    To może właśnie rodzina w Polsce powinna mieć kompleksy, że nie zna norweskiego big_grin. Albo angielskiego na poziomie zdecydowanie lepszym niż szkolny angielski w Polsce...

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • lady.grey 04.01.19, 13:45
    No dziadek się uczy. Ostatnio jak u nas był to oglądając z wnuczkami "Barbie Roszpunka" po norwesku przy 3 razie powiedział, że już łapie plot, a przy 9-tym że chyba rozumie poszczególne proste dialogi big_grin jeszcze ze 30 razy i będzie się komunikował na podstawowym poziomie (przynajmniej z księżniczkami)


    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • budyniowatowe 04.01.19, 14:05
    zlota.ptaszyna napisała:

    > Jak na razie z tego co piszesz w nic sie nie wkrecila bo i plywanie i granie je
    > j nie wychodzi a za chwile to jeszcze bedzie miala kompleksy przy polskiej rodz
    > inie z powodu brakow w edukacji, szokuje mnie takie podejscie no ale wiadomo ze
    > to twoja decyzja

    Kompleksy to bedzie miala tylko pod warunkiem, ze Ty jestes w jej rodzinie i bedziesz jej wytykac bledy.
    Co to znaczy braki w edukacji? Wszyscy ktorzy nie umieja polskiego maja braki w edukacji?
  • antonina.n 04.01.19, 14:17
    Hehe. Ja bym chciała mieć takie braki w edukacji, że znam dobrze dwa języki, a kolejnego się uczę z powodzeniem. I do tego pływam zupełnie dobrzesmile. I to w wieku 7lat, kiedy masz jeszcze ze dwie dekady na ogarnięcie tysiąca innych umiejętnościwink

    I chociaż skończyłam wszystkie etapy edukacji muzycznej, to język obcy znam jeden, nieźle ale nie super, a pływać wcale nie umiem (chyba że liczy się prawie żabką z głową nad wodą, ale tylko w płytkiej wodzie).
  • zlota.ptaszyna 04.01.19, 14:45
    Na Zachodzie z tego co wiem plywanie jest w szkole obowiazkowe na ocene wiec nie wiem co bys musiala zrobic zeby sie nie nauczyc. Autorka sie bez sensu miota i traci czas na rzeczy niepotrzebne i do tego stosuje bledne metody, jest to zadziwiajace ale z drugiej strony dobrze poczytac o analizie takich bledow bo samemu sie ich nie popelni.
  • zlota.ptaszyna 04.01.19, 14:48
    Za duzo widze takich " polskich" dzieci zeby to pominac milczeniem, wybacz….
  • lady.grey 04.01.19, 17:22
    Jakich "polskich" dzieci i co z nimi nie tak? Zreszta moja córka jest Norwezką. Sama tak się określa i tak jest określana przez innych - jako Norweżka polskiego podchodzenia z językiem domowym polskim. Ale jej pierwszy język to jest już norweski. Ona mysli po norwesku, sni po norwesku (wiem bo tak jak jej tata gada przez sen), z dziecmi mojej przyjaciółki (3 dzieci w wieku mojej +- 1 rok, oboje rodzice polacy) rozmawiają po norwesku.

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • zlota.ptaszyna 04.01.19, 18:13
    Urodziłaś Norweżkę ?
    Czy to nie porażka wychowawcza ?
  • lady.grey 04.01.19, 18:17
    Nie, nie urodzilam Norwezki - urodziłam dziecko. Norwezka staje sie ze wzgledu na to gdzie mieszkamy i jakie mamy plany na przyszłość. I nie jest to porazka. Porazka to by byla gdyby nie wiem - katowała kociaki albo obcięła komuś łeb i zjadla...

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • mikams75 04.01.19, 12:37
    po jednej lekcji w tygodniu i braku cwiczen w domu to w zyciu nie zrobia postepow; strata czasu moim zdaniem.
    Co do zajec - kwestia lokalizacji i godzin, u mnie jest to super zorganizowane, tak, ze nawet dziecko w najmlodszych klasach podstawowki ogarnialo wszystko samodzielnie a pozniejsze powroty dziecka po szkole nie byly tak odczuwalne jak np. zajecia, gdzie trzeba dojechac, poczekac, wrocic. Tylko ta lepsza orkiestra ma czasem proby poznym wieczorem, co dla mlodszego dziecka jest dosyc wyczerpujace np. powrot o 21 po 2h grania, ale juz ciutke starsze dziecko ogarnia to super, ma czas po szkole na nauke, lekcje, odpoczynek a pozniej rozrywke z muzykowaniem. I logistycznie tez jest to prostrze. A po czyms takim widze ogromna roznice w poziomie grania.
  • cauliflowerpl 04.01.19, 13:00
    O, to ja sie nie dziwie.
    Gralam. W orkiestrze o wysokim poziomie i do cwiczen mobilizowal mnie poziom innych i wstyd, jakby przeze mnie dyrygent mial zerwac utwor.
  • lady.grey 04.01.19, 11:58
    a przyczyną jest to, że jej się nie chce - woli oglądać bajkę, bawić się lego czy lalkami, ganiać się z siostrą i kotem dookoła kuchni i z poślizgiem wypadać z zakrętów - kto dalej ten wygrywa i takie tam...

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • alina460 04.01.19, 12:05
    Ćwiczy czy nie, wsio rawno. W żadnym razie jej nie przekupuj i nie płać jej nigdy za nic. To wyjątkowo niepedagogiczne.
  • aqua48 04.01.19, 12:12
    lady.grey napisała:

    > woli oglądać bajkę, bawić się lego c
    > zy lalkami, ganiać się z siostrą i kotem dookoła kuchni i z poślizgiem wypadać
    > z zakrętów - kto dalej ten wygrywa i takie tam...

    Bo jest NORMALNYM DZIECKIEM. A nie przyszłym wirtuozem.
  • lady.grey 04.01.19, 12:16
    no ja wiem o tym, ale normalne dzieci też mają obowiązki i naukę. Mowa jest o 10 minutach ze 2 razy w tygodniu. Nawet 1 raz w tygodniu zrobi robotę. Przecież nie każę jej nawijać po 4 godziny dziennie jak małe Japonki.

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • mikams75 04.01.19, 12:23
    bez przesady, te kilka minut dziennie nie zabierze jej calego dziecinstwa;
    A dzieci zazwyczaj luia muzykowac, szczegolnie jak im zaczyna cos fajnego wychodzic.

    Na moje dziecko dzialaja rozne drobne obietnice np. pograj teraz, bo zaraz bedziemy piec ciasteczka (nie to, ze przekupuje tymi ciasteczkami, bo i tak byly w planie), bierz sie do roboty a ja szukam przepisu a pozniej bedzie za pozno na halasowanie.
    Byl tez czas, ze moje dziecko chetnie grywalo babci do telefonu big_grin Babciu, posluchaj czego sie nauczylam - to bardzo trudne, bo tu jest nuta taka siaka i owaka i mi palce mi sie mylily a teraz umiem!
  • lily_evans11 04.01.19, 12:17
    Bosz. Ciesz się kobieto, że masz normalne, zdrowo rozwijające się dziecko bez przerostu ambicji...

    --
    Nigdy nie byłam złą babą
  • antonina.n 04.01.19, 12:29
    Spróbujcie naukę ćwiczenia od maleńkich kroków (ćwiczenia tez sie trzeba nauczyć). Najpierw sprawdźcie, ile to jest 5 minut (np. Podczas oglądania bajki). Potem mówisz „zobacz, 5 minut to bardzo malutko. Jesteś super dzielna, na pewno dasz radę poćwiczyć 5 minut - to tylko etiuda zagrana 1-2 razy, a potem zjemy sobie ciasteczko, czy tam zrobimy coś przyjemnego” (nie jako przekupstwo, a nagroda/odpoczynek po pracy.
    Najpierw niech gra utwór 1-2 razy, właśnie 5 minut lub nawet mniej. I tak robicie w USTALONYCH terminach, 2-3x w tygodniu. Potem wydłużasz czas o minutę, dwie, pięć i tak dalej. Oczywiście nie tylko czas się liczy, ale tez ilość zagrań. Najlepiej, jeśli córka się zgodzi, usiądź z nią i słuchaj.

    Jak się uda przynajmniej jeden raz, to potem już z górki. „Zobacz,zagrałaś tylko 2razy, a o ile lepiej umiesz/ brawo, wiedziałam że ci się uda/napracowałeś się, wiec teraz czas na odpoczynek/nagrodę”.

    A jak ten sposób zawiedzie to posłuchaj męża. Niech gra w orkiestrze, jeśli lubi i to jej wystarcza, a nie przeszkadza dyrygentowi i współgrającymwink. Z samego tylko grania w orkiestrze (nawet kiepskiejwink jest większy profit niż z nie grania wcale.
  • mikams75 04.01.19, 12:48
    na tym poziomie jeden utwor to 30 sekund, dwa powtorzenia to minuta, czyli tyle co nic, samo zbieranie sie i rozkladnie nut zajmuje wiecej czasu.
    Ale faktycznie - pokazanie dziecku rzeczywistego czasu jest bardzo pomocne. Mojemu dziecku wydawalo sie, ze jeden utwor gra kilka minut a to bylo 30 sekund big_grin U mnie problemem byl brak efektywnosci - dziecko rozkladalo sie z graniem, gadalo, komentowalo, opowiadalo rozne rzeczy i patrzac na zegarek - spedzalo z insrumentem 30 min az zaczela uzywac stopera i uswiadamiac, ze grania przez te pol godziny bylo max 5 minut. Troche w formie zabawy pod haslem zgadujemy ile dzisiaj bedzie, podpuszczalam zeby sprawdzic ile moze zagrac w 5 min jesli bedzie grac ciagiem itp. doprowadzilo do ogromnego zdziwienia dziecka, ze w 5-10 minut mozna zrobic tak duzo.
    Nawet sasiadom cwiczycym na instrumentach mierzylysmy czas, bo wlasnie bylo slychac, ze siadaja i cwicza 10 min z przerwami na przewrocenie kartki a nie graja 30 sek i 5 min gadulstwa.
  • antonina.n 04.01.19, 12:58
    Tak, jeden utwór to czasem mniej niż 30sekund, a jedno zagranie to tyle, co nicwink. Ale na początek wystarczy, bo na początku nie chodzi o naukę utworu, a naukę ćwiczenia. Chodzi o to, żeby pokazać dziecku, że te kilka minut, a choćby i minuta to nie żaden męczący dramat, tylko krótka chwila.
    Stopniowo, oczywiście, zwiększamy czas, ale na początku trzeba po prostu przekonać dziecko do siadania przy instrumencie. Rzecz jasna do porządnego grania to i pół godziny jest za mało, no ale do grania rekreacyjnego każda minuta jest na plus. Wiem co mówię, bo uczę grać na instrumenciesmile. Co prawda, moi uczniowie ćwiczą dużo, ale początki i u nich to bywała walka o każdą minutę.
  • 35wcieniu 04.01.19, 12:55
    Sory ale jezeli to dziecko ma wiecej niz 3 lata i grac po prostu nie chce to po takich tekstach znienawidzi to jeszcze bardziej. I mowie z doswiadczenia. Moja mama miala taki zryw kiedy uczylam sie grac, z tekstami podobnymi do tych, ktore wymienilas. Moja jedyna reakcja byl permanentny wk*rw, czulam sie jak w domu wariatow i nie kumalam jak mozna nie rozumiec prostego komunikatu NIE CHCE. To ciasteczko po graniu najchetniej bym takiemu "namawiaczowi" wepchnela do gardla, skoro to taki rarytas, a jak slyszalam ze mam pograc a pozniej moge odpoczac to juz zupelnie mnie braly nerwy bo po czym mam odpoczywac? Zmeczona nie jestem, jak pogram tez nie bede, po prostu NIE CHCE GRAC.
  • lady.grey 04.01.19, 13:00
    dzięki za ten wpis! serio, do przemyślenia dla mnie.

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • 35wcieniu 04.01.19, 13:15
    Zeby nie bylo, uscisle- rozumiem ze rodzic chce zeby dziecko gralo, rozumiem ze ponosza go nerwy. Ale po prostu dziecko czasami wie czego nie chce i naprawde mozna mu zaufac. Zmusic oczywiscie tez mozna, mozna byc dzieckiem zmuszanym do gry i wyrosnac na Wodeckiego, wiem, tylko na litosc boska nie traktujmy kumatej juz istoty jak kogos, kogo nalezy albo przekupstwem albo sila. Ono naprawde potrafi sie juz komunikowac.
  • antonina.n 04.01.19, 13:00
    No na ciebie nie zadziałało. Na moich uczniów działawink. Wiec może warto spróbować.
  • czarniejszaalineczka 04.01.19, 12:46
    a przyczyną jest to, że jej się nie chce - woli oglądać bajkę, bawić się lego czy lalkami, ganiać się z siostrą i kotem dookoła kuchni i z poślizgiem wypadać z zakrętów - kto dalej ten wygrywa i takie tam...


    o moj borze szumiacy, dziacko zachowuje sie jak dziecko surprised

    --
    Mum, can I have a dog for Christmas? Mum: NO! You'll have turkey like everyone else.
  • lady.grey 04.01.19, 12:52
    ale mnie to wcale nie dziwi, sama uważam że to są bardzo dobre powody do nie ćwiczenia ALE jak chce grać, chodzić na lekcje i próby orkiestry, to w to włączone są ćwiczenia w domu i tyle, albo wóz albo przewóz.
    Jeśli jest za mała na zewnętrzną czy wewnętrzną motywację, to niech się wypisze z orkiestry i tyłka nie zawraca. Ja i tak mam dużo do roboty, bez latania w te poniedziałki za jej fletem jak "kot w ukropie".

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • 35wcieniu 04.01.19, 13:04
    Ale niby dlaczego? Jak dziecko chodzi na siatke to w domu nie trenuje, jak chodzi na tance tez wcale nie musi tanczyc w domu, jak na kolko plastyczne nie znaczy ze bedzie rzezbilo w domu. Nauka gry w domu jest niezbedna jezeli sie mysli o muzyce na powaznie. Nie ma nic zlego w chodzeniu na szkolne zajecia muzyczne przy jednoczesnej niecheci do wiazania sie z muzyka na powaznie.
  • antonina.n 04.01.19, 13:16
    E, no to tak nie działa. Oczywiście że można nie ćwiczyć. Ale raczej nie należy się spodziewać postępów, praktycznie żadnych. A że chodzić na zajęcia można, no można...i jeśli to wystarczy to ja nie mam nic przeciwko. Ale można wtedy uznać, że dziecko chodzi na flet, a nie uczy się grać na flecie.
  • 35wcieniu 04.01.19, 13:25
    O tym wlasnie mowie. Moze chodzic na zajecia dla przyjemnosci i tyle. Oczywiscie jezeli rodzice maja ambicje zeby dziecko gralo, naprawde gralo, to same szkolne zajecia nie wystarcza, ale to jest chyba moment w ktorym nalezy sie zastanowic czy jest sie o co bic, czy tez moze warto odpuscic i pozwolic dziecku traktowac to czysto rekreacyjnie/towarzysko.
  • lady.grey 04.01.19, 13:38
    Nie mam ambicji, żeby była wirtuozem, to musi być jej ambicja. Ale chciałabym aby miała dobre podstawy, także rekreacyjnie/towarzysko jest ok. Jak kiedyś będzie miała ochotę to podnieść na następny poziom, będzie musiała znaleźc to w sobie. Więc trochę mi wasze wpisy przestawiły punkt widzenia i ok - dopóki nauczyciel indywidualny i dyrygenci nie widzą/nie komunikują problemu, to zostawiam jak jest. Będę próbowała ją zachęciać od czasu do czasu, czy też przypomnieć gdzie ma plecak z fletem, ale to tyle. I zobaczymy jak się rozwinie.

    --
    znowu wyrosłam z poprzedniego nicka...
  • 35wcieniu 04.01.19, 13:46
    No i bardzo fajnie. Dajesz jej mozliwosc, ale zrobi jak uwaza. Kontakt z muzyka i tak bedzie miala, podstawy czy jakies osluchanie tez, a mysle ze i sobie i jej oszczedzisz nerwow.
  • mikams75 04.01.19, 16:54
    a ja powiem z mojej perspektywy - zaluje, ze mnie nikt nigdy w domu nie przycisnal do cwiczenia, wiec niby cos tam umiem, liznelam to tu muzyki, to tam ale niestety nic porzadnie nie umiem a jakos tak sama zapalu za wiele nie mialam. Nie to ze zwalam wine na rodzicow, ale z perspektywy wolalabym zeby mnie naklonili niz pozostawili z niby moim samodzielnym pdejmowaniem decyzji i z samodzielna walka z lenistwem, ktore jednak wygralu przy braku dodatkowego wsparcia.
  • mikams75 04.01.19, 14:53
    niezupelnie tak jest z tym niecwiczeniem - jak dziecko chodzi na balet, to ma zalecane regularne cwiczenia rociagajace, jak chodzi na tance to przed jakism wiekszym wystepem dostajemy muzyke, zeby dziecko sobie w domu pocwiczylo uklad, jak chodzilo na basen, to od czasu do czasu instruktorka sugerowala, ze jesli dziecko ma przejsc na kolejny poziom to trzeba z nim pocwiczyc to czy tamto. Oczywiscie zalecenia mozna olac, dziecko moze powtorzyc dany blok na zajeciach z plywania, swiat sie nie zawali.
  • 35wcieniu 04.01.19, 12:04
    Zgadzam sie z mezem.
  • umi 04.01.19, 18:04
    Ja też.
  • princy-mincy 04.01.19, 12:17
    W życiu nie dawałabym dziecku pieniedzy za granie. UWażam, że to nei wychowawcze.
    Zamiast tego probowałabym spiknąć córkę z jakąś drugą flecistką i niech ćwiczą razem- raz u Was, raz u nich.
    We dwie razniej, samej może jej być nudno.
  • kochamruskieileniwe 04.01.19, 12:40
    Z jednej strony rozumiem Cię. Bo też uważam,że edukacja muzyczna jest istotna : codzienna gra 15 min rozwija umiejęności abstrakcyjnego myślenia, zdolności matematyczne (są badania otwierdzające to smile ),
    jednak uważam, żę Twoj mąż ma rację. I całkowicie się z nim zgadzam.
    Uwążam, że płacenie za ćwiczenie - to bardzo zły pomysł....
    A to, że woli się bawić - normalne.

    Ps piszę to z pozcji matki dziecka, które gra i samo ćwiczy (!!!! co warwie mnie w nieustanne zdziwienie. Ale jego instrument to była miłość od "zawsze". Jeżeli przestałby ćwiczyć - odpuściłabym.
  • czarniejszaalineczka 04.01.19, 12:44
    małż ma racje

    --
    Mum, can I have a dog for Christmas? Mum: NO! You'll have turkey like everyone else.
  • triss_merigold6 04.01.19, 13:19
    Zgadzam się z mężem.
    Ponadto wykształcenie muzyczne na poziomie wyższym niż parę akordow na gitarze czy śpiewanie przy ognisku uważam za doskonale zbędne.
  • aerra 04.01.19, 13:41
    My przerabiamy takie marudzenie cyklicznie. Młody gra na gitarze. Ale jest krótka piłka: chcesz grać, czy mamy Cię wypisać z zajęć indywidualnych u nauczyciela? Jak chcesz, to masz ćwiczyć. Jak nie chcesz, to proszę bardzo, rezygnujemy. I jednak się okazuje, że da radę poćwiczyć.
    W życiu by mi nie wpadło do głowy, że miałabym dodatkową gratyfikację stosować za ćwiczenia.
  • berdebul 04.01.19, 14:54
    Jeżeli córka ma talent, to warto.
    Jeżeli może byc dobrym muzykiem, to też warto. Moja znajoma tak dorabia, grając na weselach i chrztach.
    Krótka piłka - albo chce grac i ćwiczy (przy okazji wyrabiając poczucie obowiązku), albo rezygnujecie. Rzępolenie bylejak to strata czasu i kasy (na instrument).
  • ichi51e 04.01.19, 16:18
    Ja bym zaplacila gdyby to mi gwaranowalo ze dziecko bedzie porzadnie cwiczyc. Ale na dluzsza mete pewnie by sie obijalo a kase bralo.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • stephanie.plum 04.01.19, 16:48
    następny krok - płacenie za umycie zębów.
    potem - płacenie za wstanie z łóżka...

    znam babcię, która płaciła wnuczkom za zjedzenie obiadku, więc nie przesadzam.

    to droga ku zatraceniu...

    --
    idę tam, gdzie idę

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka