Dodaj do ulubionych

Polska weekendowa szkola za granica- korzystacie?

20.01.19, 16:13
Czy to przydatne czy to strata czasu bo juz sama nie wiem...

Zakladalam juz chyba kiedys watek na temat tego youtubeowego dziecka i tego filmiku:

www.youtube.com/watch?v=oT5ImPsawcE
Przyznaje ze czasem wlaczam o nim filmiki jak mi YouTube podsunie zeby sie odmozdzyc i tylko raz slyszalam zeby cos powiedzial po polsku. Ale ostatnio w ktoryms z filmikow bylo ze on chodzi do sobotniej polskiej szkoly. Serio tam jest tak niski poziom ze nie trzeba znac jezyka zeby byc przyjetym? To jest standard w tych szkolach czy to dziecko jest jakims niechlubnym wyjatkiem?
Edytor zaawansowany
  • majenkir 20.01.19, 16:21
    krelia napisał(a):
    > Serio tam jest tak niski poziom ze nie trzeba znac jezyka zeby byc przyjetym?


    Jakby znaly, to po co chodzic?




    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • 21mada 20.01.19, 16:43
    A po co dzieci w Polsce maja przedmiot "język polski" przez cała edukację? Przecież już go znają! 😂
  • majenkir 20.01.19, 16:47
    Wybacz, ale to jednak nie to samo. Na video dzieciak rozumie i mowi po polsku. Slabo, ale mowi.
    Poza tym, przykoscielna polonijna szkola to nie Harvard, zeby bylo trudno "sie dostac", tam przyjmuja chyba wszystkich chetnych?

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • 21mada 20.01.19, 16:53
    Odpowiedziałam ci na pytanie "po co chodzić, jeśli się zna język". Po to samo, co w Polsce - żeby uczyć się czytać, doskonalić ortografie i gramatykę, poznawać polska kulturę.
  • krelia 20.01.19, 17:58
    Ale obejrzyj sobie tez inne filmiki, tak to prawda on wszystko rozumie ale zawsze odpowiada po angielsku. Ten filmik jest bardzo stary, ja ciagle czekam ze on cos powie po polsku ale chyba szans juz nie ma. Niech sie ta matka zdecyduje czy chce dziecko nauczyc czy sobie dac spokoj z polskim….
  • boo-boo 20.01.19, 16:45
    Mój też znał- tylko w mowie. Poszedł po to żeby nauczyć się czytać i pisać. Miał też większy kontakt z językiem polskim. Szkoła to nie tylko nauka języka. Historia i geografia w starszych klasach też była. Do tego styczność z kultura polską.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • berdebul 20.01.19, 16:33
    Posłuchaj jak mówi matka. Dzieciak jak dzieciak, wygłupia się, widzi siebie na ekranie.
    Polskie szkoły są różne, zalezy na czym Ci zalezy - na utrzymaniu języka, na możliwości powrotu do polski?
  • 21mada 20.01.19, 16:41
    Posyłam. Myśle że warto, zawsze to jakiś kontakt z językiem w wykonaniu innych osób niż ja. Ale szkoła sobotnia to nie jest kurs języka polskiego jako języka obcego. Dziecko które nie zna polskiego tam się go nie nauczy.
  • boo-boo 20.01.19, 16:42
    Korzystałam. Moim zdaniem było warto. Mój starszak wtedy miał 3,5 roku-poszedł do przedszkola sobotniego. Jak miał 4,5 to do zerówki bo stwierdzono, że sobie poradzi. I poradził sobie. Miał lepszą motywację do nauki czytania i pisania. Miał też więcej możliwości rozmowy w języku polskim- nie tylko ze mną i dziadkami na skypie bo jednak większość dzieciaków była z rodzin gdzie obydwoje rodziców było Polakami.
    W szkole do której mój chodził nie było ani jednego dziecka, które nie znało Polskiego. Owszem były dzieci z małżeństw mieszanych, które strasznie polski kaleczyły ale cóż począć- w końcu przyszły do tej szkoły żeby polski podszlifować.


    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • 21mada 20.01.19, 16:46
    > Serio tam jest tak niski poziom ze nie trzeba znac jezyka zeby byc przyjetym?
    Są dzieci które nie mówią po polsku, tylko trochę rozumieją. Są też takie które wyjechały z Polski w wieku 8 lat i świetnie mówią, piszą i czytają po polsku. Ile rodzin, tyle możliwości.
  • yuka12 20.01.19, 16:57
    Korzystaliśmy, żeby dzieci mogły porozmawiać z rówieśnikami po polsku, bo tam, gdzie mieszkaliśmy, poza nami i rodziną w Polsce miały bardzo słaby kontakt. Poza tym ćwiczyły też czytanie i pisanie po polsku, uczyły się wierszy i piosenek, liznęły trochę geografii i historii. Teraz przerabiają program polskiej szkoły internetowej tj. normalnej polskiej szkoły. Warto, bo mają systematyczny kontakt z językiem i zdecydowanie większą wiedzę ogólną od ich rówieśników w brytyjskiej szkole.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • bigzaganiacz 20.01.19, 17:46
    decydowanie większą wiedzę ogólną od ich rówieśników w brytyjskiej szkole


    To znajdz jakas lepsza szkole a nie przepelniona dziecmi niepismiennych bezrobotnych od trzech pokolen
  • yuka12 20.01.19, 19:22
    Dziękuję za radę, niemal wszystkie szkoły w bliższej i dalszej okolicy są do siebie podobne. Ludzi niepiśmiennych od trzech pokoleń jak i milionerów jest tutaj podobny odsetek, czyli stosunkowo mały. Radzę też zapoznać się z programem nauczania tutejszych szkół średnich, ile jest wiadomości z historii czy geografii świata/ Europy, nie mówiąc o literaturze czy sztuce.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • bigzaganiacz 20.01.19, 19:56
    Radzę też zapoznać się z programem nauczania tutejszych szkół średnich, ile jest wiadomości z historii czy geografii świata/


    Nie chce mi sie zapoznawac z programem
    Wiem jednak ze bogaci zagraniczniacy z calego swiata pakuja dzieci do ty h dziadowskich szkol w uk , co prawda jie w twojwj okolicy ale nie da sie zaobserwowac podobnego tredu w wysylaniu dzieci do tych wspanialych szkol w polsce
  • yuka12 20.01.19, 20:18
    Nie jestem bogaczem z całego świata i nie napisałam, że szkoła dzieci jest dziadowska a polska szkoła wspaniała 😁.
    Napisałam jedynie, że dzięki polskiej szkole mają większą wiedzę ogólną. Bo znają historię, geografię etc nie tylko z punktu widzenia walijskiego, brytyjskiego (wyspowego) i zachodnioeuropejskiego ale również polskiego, środkowoeuropejskiego i kontynentalnego.
    Poza tym w polskiej szkole dzieci uczą się zdecydowanie więcej o świecie jako całości (czyli różnych kontynentach i krajach) już w pierwszych latach edukacji szkolnej.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • bigzaganiacz 20.01.19, 20:57
    A po co komu znajomosc polskiej historii , bogojczyznianej wiecznej porazki


    Duzo wiecej mialem do pogadania z angielskim hudraulikiem , ktory moze geografii nie uczyl sie w szkole alr za to lubil podroze i byl w dziesiatkach miejsc niz z wieksxiscia wysikoedukowanych polakow ktorzy moze i sie cos tam nauczyli w szkole na pamiec a potem po pieciu minitach to zapomnieli
  • yuka12 20.01.19, 23:03
    Może dlatego, że jesteśmy Polakami?
    A z angielskim hydraulikiem też pogadam. Np. o pogodzie.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • szeera 20.01.19, 17:17
    Nie, nie korzystałam. Po pierwsze szkoda mi by było soboty i nie uważam, że dzieci powinny mieć sześciodniowy tydzień pracy. Po drugie, zdecydowanie nie chciałam aby dzieci uczyły się histori, religii i patriotyzmu wg programu polskiej szkoły. Jakość materiałów do nauki języka polskiego też nie jest zbyt dobra. Mówienie i czytanie po polsku zapewniałam we własnym zakresie, kontakt z innymi dziećmi polskojęzycznymi nie miał dla mnie takiego znaczenia.
  • go-jab 20.01.19, 17:53
    Ja rowniez podziekowalam za wspolprace szkolom polonijnym... poprawnosc jezyka uzywanego przez kadre nauczycielska pozosyawiala bardzo wiele do zyczenia. Dzieci, w wiekszosci urodzone juz tu, na miejscu, nie w Polsce, porozumiewaly sie miedzy soba po angielsku. W nosie mam taki “kontakt z jezykiem Polskim”. Wiecej dzieci osluchaja sie z poprawna polszczyzna u nas w domu...

    --
    Antoni 10/05 - Zosia 8/07 - Julek 3/10
  • krelia 20.01.19, 17:59
    Wlasnie zdaje mi sie ze to dziecko chodzi do takiej szkoly, posiedzi jak mumia na lekcjach a na przerwie gada po angielsku. Tylko po co tak tracic czas?
  • majenkir 20.01.19, 18:17
    krelia napisał(a):
    > Tylko po co tak tracic czas?


    Otoz to. Moze w innych krajach polskie szkoly sa bardziej profesjonalne, ale u nas poziom chyba nie jest zbyt wysoki wink - nie widze duzej, jesli nie zadnej, roznicy w mowie moich dzieci, a tych, ktore chodzily. Nauczycielkami byly Polki "z lapanki", a szkoly bardzo zwiazane z polskim kosciolem. I tez bylo mi szkoda poslac dzieci do "szkoly po szkole", soboty byly na sporty nie na siedzenie w lawce.




    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • olena.s 20.01.19, 18:25
    Nigdzie nie jest wysoki. Te szkoły są co do zasady organizowane bez wsparcia i finansowania rządu - najczęściej przez wolontariuszy, bez odpowiedniego wykształcenia i doświadczenia.
    Ale większy problem jest, moim zdaniem, z ich rolą. Mnie od polskich szkół odrzuca ten zgrany bóg-ojczyzna, jakies takie XIX wieczne pod-rozbiorowe formowanie. Z innymi rodzicami jest pewnie inny problem - rodzice chcą od tej szkoły różnych, sprzecznych rzeczy. Ktoś ma ambicje na pełen program historii-geografii na przykład, a ktoś chce, żeby dziecko znające słabo polski nauczyło się mniej więcej mówić i pisać. Ktoś wie, że osiadł gdzieś na zawsze, a ktoś się waha albo planuje za parę lat powrót.
    W sumie - bardzo trudna rola.
  • krelia 20.01.19, 19:04
    A mnie wlasnie przyciaga to ten bog- ojczyzna. Moze nie wiesz jak to jest na emigracji kiedy idealizuje sie miejsce z ktorego sie wywodzi. Tylko zaniepokoilo mnie ze moze byc az tak zle - tzn ze chodza tam dzieci ktore zdania nie umieja sklecic po polsku….
  • olena.s 20.01.19, 19:37
    Każdemu jego cuksy.
    Ja nie znosze tej archaicznej zbitki, ty możesz uwielbiać. Mi byłoby obojetne, czy moje dziecko tańczy kujawiaka, czy nie. Ja (a jakże, za granicą robiąc całkiem sporo szkolnie z dzieckiem) dostałam mdłości natrafiwszy w podręczniku na Bełzę z jego blizną-ojczyzną, ty mogłabyś łkać ze wzruszenia.
    I dlatego właśnie twoje i moje dzieci nie powinny chodzić do jednej szkoły, bo przynajmniej jedna z nas byłaby mocno niezadowolona.
  • bi_scotti 20.01.19, 21:16
    olena.s napisała:

    > Te szkoły są co do zasady organizowane bez wsparcia i
    > finansowania rządu - najczęściej przez wolontariuszy, bez odpowiedniego wykszta
    > łcenia i doświadczenia.

    To zalezy gdzie. ilea.ca/news-2/ilp/
    Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • olena.s 20.01.19, 21:27
    Powinnam była napisać "polskiego rządu", istotnie.
  • mikams75 21.01.19, 01:08
    > Te szkoły są co do zasady organizowane bez wsparcia i finansowania rządu - najczęściej przez wolontariuszy, bez odpowiedniego wykształcenia i doświadczenia.

    nie zgadzam sie z tym, ale pewnie zalezy gdzie.
  • olena.s 20.01.19, 18:27
    ? A tobie się wydaje że to szkoły są jakieś konkurencyjne, czy jak? big_grin
    Polscy rodzice sobie w sumie polskiej edukacji specjalnie nie cenią - nie znam przypadku, żeby gdzieś zorganizowano "prawdziwą" polską szkołę, taką pon-pt., do której dzieci miałby chodzić zamiast do lokalnego systemu.
    Polskie szkoły są dodatkiem i tyle.
  • krelia 20.01.19, 19:07
    No raczej maja byc dodatkiem i o to chodzi. Po co dzieciom ktore zostana w Anglii i tam beda studiowac i pracowac edukacja wylacznie po polsku.
  • olena.s 20.01.19, 19:46
    Ano właśnie, tam będą studiować...
    Nie jest kwestią czy "wyłącznie po polsku" tylko czy rodzice naprawdę wierzą w wyższość danej edukacji tak, żeby chcieć zainwestować w taką szkołę - niechby sobie była dwujęzyczna, ale wedle programu MEN. Amerykanie swoje stawiają po całej Azji i Afryce, Brytyjczycy takoż, Francuzi nie od macochy, ba, w Doha mieliśmy nawet japońską - a Polacy tworzą sobotnie przybytki. Dlaczego? Odpowiedz sobie sama.
    Osobiście uważam sobotnie polskie szkoły - poza sytuacją, kiedy dziecko nie ma możliwości kontaktów towarzyskich po polsku oraz poza grupą wiekową w od przedszkola po III klasę max - za bezsens. Jeżeli już się zapierasz to katuj je raczej szkołą internetową. Wyższy poziom merytoryczny - to ci gwarantuję. Będzie tam naturalnie nieco mniej tandetnej blizny-ojczyzny, ale polski i inne ważne dla ciebie przedmioty będą na poziomie ze trzy razy lepszym.
  • krelia 20.01.19, 19:53
    poza sytuacją, kiedy dziecko nie ma
    > możliwości kontaktów towarzyskich po polsku oraz poza grupą wiekową w od przeds
    > zkola po III klasę max -

    No jestem w tej sytuacji , i jak sie czujesz teraz?

    Napisz lepiej cos wiecej o tej szkole internetowej, zamiast lac jad
  • yuka12 20.01.19, 19:59
    Wpisujesz polska szkoła internetowa, wyskakuje kilka stron, wybierasz odpowiadającą ci i zapisujesz się.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • olena.s 20.01.19, 20:12
    ? Dziękuję, czuję się tak samo jak wcześniej.
    No jak jesteś w takiej sytuacji to zapisz dziecko i nie miej za wysokich oczekiwań.
    A szkoła internetowa - podejrzewam, że jest parę, mnie interesował Libratus.edu.pl - działa przez skype, wejdź sobie na ich stronę i poczytaj. Za moich czasów mogłać wybrac opcję ful - cały program z egzaminami, lub płatnie - wybrane przedmioty.
  • kandyzowana3x 20.01.19, 21:39
    Olena teraz opcji bez egzaminow nie umialam znalezc uncertain
  • olena.s 20.01.19, 21:55
    Cholera, faktycznie. Chyba teraz w ogóle mogą dołączyć tylko wyjeżdżający na świeżo.
    Zadzoń do nich albo napisz i pogadaj.
  • olena.s 20.01.19, 22:18
    O, ci mają taka opcję.
    www.polskaszkolainternetowa.pl/edukacja-platna.html
  • kandyzowana3x 20.01.19, 22:58
    O swietnie smile. Bardzo dziekuje
  • yuka12 20.01.19, 19:57
    Zgadzam się. Pomimo tego że szkoła sobotnia naszych dzieci miała stosunkowo nieduże zadęcie patriotyczne i niemal absolutne zero religii (poza informacjami dot. świąt).

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • olena.s 20.01.19, 20:17
    No właśnie.
    W Polsce ludzie wybierają szkoly dla dzieci - o ile mają wybór - zgodnie ze światopoglądem, własnym wykształceniem, aspiracjami. W szkołach sobotnich masz wymieszane dzieci, których rodzice chcą, żeby znały polski, dzieci rodziców, którzy chcą, żeby miały za sobą oba programy szkolne, i wreszcie tych, którzy chcą już to reaktywować w Dublinie swoją parafię, już to nie zauważają, że od czasów Latarnika i cen biletów do Polski kosztujących pół rocznej pensji nic się nie zmieniło.
    A do tego wszystkiego masz przypadkowych nauczycieli. (Pewnie są wyjątki od tej reguły, a jakże, ale to jednak wyjątki). W sumie - mieszanka która żadnej ze stron nie da pełnej satysfakcji.
  • yuka12 20.01.19, 20:26
    W naszej szkole sobotniej akurat byli początkowo profesjonalni nauczyciele (czyli osoby z danym wykształceniem i doświadczeniem w Polsce). Kilkoro nauczało lub było TA również w szkołach brytyjskich. Ale kadra się pozmieniała, przyszły osoby niby doświadczone i z wiedzą, ale moje dzieci odmówiły uczestnictwa. Bo szkoła zaczęła przypominać mordownię (dziwne konkursy i wyróżnianie dzieci, wskazywanie na gorsze dzieci, wyśmiewanie radzących sobie gorzej itp. itd.). A jak piszesz, dzieci przychodziły różne, lącznie z tymi które ledwie mówiły po polsku.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • olena.s 20.01.19, 21:01
    Ja w ogóle mam wrażenie, że kiedyś MEN czy MSZ utrzymywał jakieś szkoły przy ambasadach i były one profesjonalne. Ale to było przed tą gigantyczną emigracją, więc nieporównywalne okoliczności. Niemniej jeżeli takie szkoły jeszcze gdzies funkcjonują, albo jeżeli stoi za nimi inna organizacja z wystarczającymi pieniędzmi, to naturalnie sytuacja jest inna.
    Z tym że właśnie dziś potrzeby rodziców są tak różne, że ja sobie zwyczajnie nie wyobrażam pogodzenia ich ze sobą.
  • szeera 20.01.19, 23:46
    "Z tym że właśnie dziś potrzeby rodziców są tak różne, że ja sobie zwyczajnie nie wyobrażam pogodzenia ich ze sobą."

    Widziałam szkoły rosyjskie dzielone właśnie pod potrzeby dzieci - czyli były zajęcia do wyboru - takie kulturowo-trochę językowe, albo zajęcia z języka rosyjskiego dla zaawansowanych dzieci, które miały zapewnić im poziom porównywalny z rówieśnikami w Rosji. A z ciekawostek, to Rosyjska Szkoła Matematyki (zajęcia popołudniowe, przedsięwzięcie komercyjne i po angielsku, ale nauczycielami są głównie Rosjanie) rozwija się całkiem nieźle w USA.
  • ichi51e 21.01.19, 09:19
    Przy ambasadach to tez nie do konca dzialo bo kazdy wiedzial ze ta przy ambasadzie amerykanska czy rosyjska sa jednak lepsze i tam posylali (do tego tych dzieci przy ambasadach bylo 3 na krzyz)

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • ichi51e 21.01.19, 09:22
    Jest taki twor szkola polska imienia komisji edukacji narodowej - dziala w necie ale jest to twor mega dziwny i rozumiem ze ludzie sie do tego nie pchaja. www.orpeg.pl/index.php/szkoly-im-komisji-edukacji-narodowej

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • ichi51e 21.01.19, 08:05
    Malo ktorzy emigranci maja tyle pary zeby az organizowac swoje szkoly. Amerykanska i rosyjska sie nasuwa ale to tyle mniej wiecej. Czasem zdarzaja sie narodowosciowe podstawowki ale to na tyle. Wcale nie byloby to latwe - skad wziac nauczycieli np? Polska szkola to szkolka niedzielna a nie zadna szkola...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • szeera 21.01.19, 14:33
    "Malo ktorzy emigranci maja tyle pary zeby az organizowac swoje szkoly. Amerykanska i rosyjska sie nasuwa ale to tyle mniej wiecej. Czasem zdarzaja sie narodowosciowe podstawowki ale to na tyle."

    Szkół niemieckich i francuskich też trochę jest.
    Dla mnie problem ma dwa aspekty - pierwsze, ludzie chcą obcojęzycznej szkoły gdy uważają, że będzie korzystne jeśli dziecko będzie biegłe w danym języku, drugi - ludzie uważają, że obcy program szkolny jest lepszy niż miejscowy. Przy językach takich jak francuski czy niemiecki jest wystarczająco dużo ludzi którzy chcą ten język utrzymać biegły, plus wystarczająco dużo miejscowych którzy posłanie dziecka do takiej szkoły uważają za wartość i są gotowi za to sporo płacić. W język polski Polacy aż tak nie wierzą, a miejscowi też raczej nie są zainteresowani dość niszowym językiem - to raczej zamyka możliwość powstawania prawdziwych szkół polskich.
    Emigranci którzy wierzą w swój system nauczania generują też szkoły popołudniowe, mające uczyć jak w domu (np. szkoły chińskie, rosyjskie) - do których również zaczynają chodzić miejscowi. Tu znowu - Polay chyba aż tak nie wierzą w polską edukację, a z drugiej strony nie ma ona rozpoznawalnej marki na świecie, żeby przyciągnąć miejscowych.
  • princesswhitewolf 21.01.19, 15:29
    >Malo ktorzy emigranci maja tyle pary zeby az organizowac swoje szkoly

    jest kilkadziesiat szkol polskich w samym UK zrzeszonych w organizacji Polska Macierz www.polskamacierz.org/ ktore realizuja wytyczne MEN co do edukacji dzieci za granica www.polskamacierz.org/proces-nauczania/podstawa-programowa/ Sa specjalne podreczniki dla uczniow uczacych sie za granica i specjalny program
    + nie malo szkol nie zrzeszonych.

    Wiec nie tak malo tych emigrantow ktorzy az organizuja swoje szkoly

    Masy sobotnich szkol hinduskich, rosyjskich, francuskich jest w uk
  • szeera 21.01.19, 15:37
    "jest kilkadziesiat szkol polskich w samym UK zrzeszonych w organizacji Polska Macierz"

    Ten podwątek jest o "prawdziwych szkołach", całotygodniowych, zastępujących lub w znacznym stopniu uzupełniających miejscową edukację, a nie o szkołach sobotnich.
  • princesswhitewolf 21.01.19, 16:02
    Zatem potwierdzam, ze takich nie ma w UK. Byly plany stworzenia ale bylo za malo chetnych. Zainteresowani gl byli wsrod osob planujacych powrot do Polski, ale nie bylo ich az tak wielu by stworzyc szkole 5 dniowa. Zwlaszcza ze MEN stworzyl alternatywe w Liberatus
  • princesswhitewolf 21.01.19, 15:34
    > to raczej zamyka możliwość powstawania prawdziwych szkół polskich.


    nie ma popytu na 5 dniowa szkole acz byly takie plany. Szkola przy Ambasadzie imienia Lotnikow realizuje pelny a nie okrojony program z j. polskiego
  • olena.s 21.01.19, 16:20
    No więc własnie. Nie chcemy polskich szkół za granicą, wolimy angielskie, niemieckie itp.
    Natomiast wielu rodziców ma potrzebę kultywowania języka i na tym powinny się skupić różne MENy i inne takie. I moim zdaniem to nie powinna być "szkoła", to powinno być w ogóle coś całkiem innego.
  • princesswhitewolf 21.01.19, 18:10
    To juz kwestia semantyki. Sa to zajecia w klasach, w szkole z przerwami, nauczycielami, podrecznikami, zadaniami domowymi, wiec okreslenie "sobotnia szkola j. polskiego" jak najbardziej pasuje.
    Dzieci realizuja tez specjalny opracowany przez MEN program dla tych szkol ze specjalnymi podrecznikami wydanymi w tym celu.
  • srubokretka 21.01.19, 19:05
    Polacy tez podchodza inaczej do edukacji niz np Chinczycy, Rosjanie. Chinczycy bardzo siebie wspieraja. Rosjanie maja podobnie. Chinczycy po przyjezdzie do usa staraja sie jak najszybciej kupic dom. Najlatwiej to zrobic , jak sie zbierze cala rodzina. Mieszka wiec w domu kilka rodzin. Oszczedzaja na kolejny. Ludzie z bylego zsrr maja pomoc z roznych organizacji i duzo z nich zyje na kredyt. Wola sie zapozyczyc i poslac dziecko na lekcje muzyki, baletu, niz splacac dom, czy samochod. Polacy natomiast mniej chetnie inwestuja w nauke, wola zdecydowanie napierw splacic dom, zainwestowac $ w kolejne nieruchomosci. Oczywiscie jest to grube uproszczenie, ale tak to mniej wiecej u nas wyglada.
    Rosyjski i Chnski przydaja sie ze zwgledow polityczno-ekonomicznych, polski natomiast glownie ze wzgledow towarzystkich.
  • szeera 21.01.19, 19:57
    "Polacy tez podchodza inaczej do edukacji niz np Chinczycy, Rosjanie."

    To akurat łatwo wytłumaczyć rodzajem imigracji z tych krajów w Stanach. Nieproporcjonalnie dużo Chińczyków, Hindusów czy Rosjan przyjeżdza do USA na wizach pracowniczych dla specjalistów. Są to więc ludzie bardzo dobrze wykształceni, przeważnie w zakresie kierunków ścisłych, przykładający również dużą wagę do wykształcenia własnych dzieci. Daje to w wielu miastach amerykańskich całkiem już sporą grupę ludzi gotowych płacić za edukację którą uważają za właściwą (a często za właściwą uważają edukację którą oni uzyskali w swoim kraju).

    Polacy już od prawie 15 lat mogą pracować legalnie w WB więc atrakcyjność Stanów dla polskich specjalistów jest dużo niższa niż dla osób z krajów które w UE nie mogą pracować bez pozwolenia. Nie ma więc wystarczająco dużej grupy ludzi z polskim pochdzeniem dla których edukacja dzieci byłaby udpowiednio ważna i mieliby kapitał kulturowy aby ją zorganizować.
  • srubokretka 21.01.19, 20:26
    > Nie ma więc wystarczająco dużej grupy ludzi z polskim pochdzeniem dla których edukacja dzieci byłaby udpowiednio ważna

    Edukacja dla Polakow tutaj jest wazna, ale poprostu inne jest podejscie. Dla mnie jest wazna, ale nie na tyle , zeby za nia placic wiecej niz place w podatkach. W mojej rodzinie wlasciwie nikt sie nie zadluza na duze sumy, zeby dziecko skonczylo topowa uczelnie. Wiekszosc miala scholarship lub rodzice wynajmowali domy i z tych pieniedzy finansowali studia. Duzo tez ludzi uzywa sprytu i wykorzystuje swoje wrodzone, darmowe talenty, zeby sobie radzic w zyciu. Edukacja w usa jest zdecydowanie za droga i nieoplacalna wrecz. $ za dobra uczelnie w wiekszosci przypadkow to kula u nogi, jak nie stryczek w niektorych przypadkach.
  • szeera 21.01.19, 20:50
    "Edukacja dla Polakow tutaj jest wazna, ale poprostu inne jest podejscie."
    To pewnie zależy od środowiska. Ja nie widze różnicy w tym jak edukują dzieci specjaliści z Polski i z innych krajów. Większość standardowo chce wysłać dzieci na jak najlepsze uczelnie i inwestują w dzieci dużo na etapie szkolnym. Tak samo jak opłacają choć w części studia dzieci.

    "Edukacja w usa jest zdecydowanie za droga i nieoplacalna wrecz. $ za dobra uczelnie w wiekszosci przypadkow to kula u nogi, jak nie stryczek w niektorych przypadkach."

    Bez przesday, akurat absolwenci dobrych uczelni na rozsądnym kierunku bardzo żadko malą problemy z kredytem. Nie mówiąc już o tym, że dzieci specjalistów przeważnie choć w części finansowane są przez rodziców. Problemy to mają przewaznie najbiedniejsi, którzy idą na studia prowadzone przez uczelnie for-profit i jeszcze w dodatku ich nie kończą.
  • srubokretka 21.01.19, 21:06
    Zadluzenie kazdego obywatela usa na chwile obecna to ok 67 000 $ (corka wroci od sasiadow, to podam dokladniejsza sume. Nawet jesteli bedzie to 20K to i tak duzo za duzo)

    > Bez przesday, akurat absolwenci dobrych uczelni na rozsądnym kierunku bardzo ża
    > dko malą problemy z kredytem.

    Jaki to procent spoleczenstwa? Jaki promil spolecznosci polskiej?
  • szeera 21.01.19, 21:27
    "Jaki to procent spoleczenstwa? Jaki promil spolecznosci polskiej?"

    Nasza rozmowa była rozmową o specjalistach, którzy wywierają nieproporcjonalnie duży wpływ na wybory edukacyjne danej diaspory. W wielu spolecznościach tych specjalistów jest dużo (bo takie jest prawo wizowe) i dlatego rosyjska matematyka kwitnie, szkoły pobliczne z dobrym poziomem mogą być prawie wyłącznie hinduskie, a popołudniowe zajęcia w szkołach chińskich wysyłają dzieci na świetne uczelnie. Nie ma w USA takiej masy krytycznej wykształconych Polaków aby osiągnąć to samo. Nie pomaga też jeszcze to, że instytucjnalna Polonia amerykańska (i jej szkoły) zatrzymała się kulturowo dawno, dawno temu. Wykształcona osoba która przyjechała z Polski w miarę niedawno nie odnajdzie się w tych klimatach.
    Ale już ci Polacy-specjaliści którzy tu są postępują z edukacją podobnie jak ich koledzy Hindusi, Rosjanie czy ktokolwiek inny na tym poziomie zamożności i wykształcenia.

    A bardziej ogólnie o studiach w USA - to duża część kończy po prostu uczenie stanowe, które mają bardzo rozsądne ceny i dają dobre wykształcenie. Popatrz na statystyki zadłużenia i kto ma problemy ze spłacaniem - jednak to są przede wszystkim ludzie którzy nie skończyli studiów i studiowali w specyficznych miejscach.
  • srubokretka 22.01.19, 03:52
    >Wykształcona osoba która przyjechała z Polski w miarę niedawno nie odnajdzie się w tych klimatach.

    Racja. Wiekszosc ludzi w moim wieku, ktorzy przyjechali tu ok 15 lat temu, juz stad wyjechalo.
    Ja tez mam problemy z akceptacja tutejszego systemu edu., ktory w nieprawdopodobnym tempie zmienia sie i nie jest ujednolicony. Nawet w jednym distict poziomy i sposoby nauczania dzieli ogromna przepasc. Rodzice sa odcieci od szkoly. NIkt nie wie co bedzie w nastepnym roku. Niesposob ocenic , ktora szkola bedzie odpowiednia. Ratings nie maja zadnej wartosci (przynajmniej dla mnie), bo czesto szkola , ktora wypada bdb wypuszcza zestresowane dzieci, ktore pozniej sobie bardzo slabo radza.

    >Popatrz na statystyki zadłużenia i kto ma problemy ze spłacaniem - jednak to są przede wszystkim ludzie którzy nie skończyli studiów i studiowali w specyficznych miejscach.

    Moglabys podrzucic link?
  • princesswhitewolf 22.01.19, 10:41
    >A bardziej ogólnie o studiach w USA - to duża część kończy po prostu uczenie stanowe, które mają bardzo rozsądne ceny i dają dobre wykształcenie

    nie bardzo wiem skad takie wiesci masz. Studia na uczelniach stanowych cenowo nie dosc ze byly rownie drogie co prywatne to i czasem drozsze. Skladalam na uczelnie stanowe i nie stanowe ok roku 2000. Stanowe wcale nie byly tansze z wyjatkiem tych bardzo nieciekawych lokalizacjach ze slabym w dodatku rankingiem. Przynajmniej na postgraduate program nie bylo zadnych roznic w cenach dla obcokrajowcow i US residents. Moze na undergrad byly roznice ale zdziwilabym sie.

    > Nie pomaga też jeszcze to, że instytucjnalna Polonia amerykańska (i jej szkoły) zatrzymała się kulturowo dawno, dawno temu.

    A tu sie zgodze. Mojej kolezanki corka chodzi do szkoly w soboty przy jakims sanktuarnium Matki boskiej w Doylestown i tancuje tamze w kwiecistych spodnicach jak za czasow Opola.
  • szeera 22.01.19, 14:18
    "nie bardzo wiem skad takie wiesci masz. Studia na uczelniach stanowych cenowo nie dosc ze byly rownie drogie co prywatne to i czasem drozsze. Skladalam na uczelnie stanowe i nie stanowe ok roku 2000. Stanowe wcale nie byly tansze z wyjatkiem tych bardzo nieciekawych lokalizacjach ze slabym w dodatku rankingiem. Przynajmniej na postgraduate program nie bylo zadnych roznic w cenach dla obcokrajowcow i US residents. Moze na undergrad byly roznice ale zdziwilabym sie."

    Wiesz, gazety czytam, więc takie wieści mam. A bez złośliwości, to podział na in-state tutition i out-of-state tutition jest podstawowym podziałem co do cen w amerykańskich szkołach publicznych. Sytuacja obcokrajowca, nierezydenta jest całkiem inna i on zawsze (prawie) będzie płacił najwięcej gdziekolwiek pójdzie.

    "Colleges often report a combined tuition and fees figure. According to the College Board, the average cost of tuition and fees for the 2017–2018 school year was $34,740 at private colleges, $9,970 for state residents at public colleges, and $25,620 for out-of-state residents attending public universities."

    "Tuition at public colleges is often a bargain for state residents, but not for out-of-staters, who often pay double the tuition of residents."

    www.collegedata.com/cs/content/content_payarticle_tmpl.jhtml?articleId=10064
  • princesswhitewolf 22.01.19, 15:51
    >to podział na in-state tutition i out-of-state tutition jest podstawowym podziałem co do cen w >amerykańskich szkołach publicznych. Sytuacja obcokrajowca, nierezydenta jest całkiem inna i on zawsze >>cryingprawie) będzie płacił najwięcej gdziekolwiek pójdzie.

    nie- rezydentem jest tez wg ich prawa tez osobnik z sasiedniego stanu.

    szeera ale to moze dotyczy wlasnie colleges czyli undergrad education ( zaraz sprawdze) bo na postgraduate czy jestes in state resident czy nie placisz tyle samo. Tu ze stanowego Berkeley University ceny /tution fees za postgrad MBA program/ Sa takie same =>
    mba.haas.berkeley.edu/admissions/costs-and-financial-aid
  • princesswhitewolf 22.01.19, 15:55
    nie, no zobacz, tutaj undergrad program na stanowym Berkeley. Wynosi to samo 14 tys dolarow financialaid.berkeley.edu/cost-attendance

    Ja mysle ze to dotyczy undergrad studies tylko i tylko mniej obleganych uczelni z tych state. UC Berkeley czy UCLA do nich nie naleza
  • szeera 22.01.19, 16:31
    "nie, no zobacz, tutaj undergrad program na stanowym Berkeley. Wynosi to samo 14 tys dolarow financialaid.berkeley.edu/cost-attendance"

    Ja wiem, że potrafisz się kłócić do upadłego na temat o którym nie masz pojęcia, ale odpiszę jeszcze raz.

    undergraduate Berkley: $ 8,782.00 (rezydent), $ 23,278.00 (nierezydent), Nonresident Supplemental Tuition 14,496.00
    graduate academic: $ 9,555.50 (r) $ 17,106.50 (nr)

    registrar.berkeley.edu/tuition-fees-residency/tuition-fees/fee-schedule

    Tu w innym ujęciu Berkley wychodzi tak:

    In-state: $14,170
    Out-of-state: $42,184
    www.collegedata.com/cs/data/college/college_pg03_tmpl.jhtml?schoolId=1090

    To co wkleiłaś dotyczy tylko rezydentów Kalifornii. Programy profesjonalne typou MBA to całkiem inna sprawa, tu rzadziej stany dopłacają.

    Rezydentem stanu nie jest osoba z sąsiednich stanów (są pewne wyjątki) tylko generalnie, rezydent podatkowy danego stanu. Idea stojąca za tym jest bardzo prosta - student lub jego rodzice płacą podatek stanowy z którego stan subsydiuje uczelnie. Teraz stan NY dał swoim rezydentom darmowe studia do pewnego poziomu dochodów.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 17:45
    >Rezydentem stanu nie jest osoba z sąsiednich stanów (są pewne wyjątki) tylko generalnie, rezydent podatkowy danego stanu.

    Sadzac po wypowiedz nie zrozumialas co napisalam. Nieporozumienie. Ja napisalam "nie- rezydentem jest tez wg ich prawa tez osobnik z sasiedniego stanu." Nie-rezydent" to osoba ktora nie jest rezydentem danego stanu. Czy cos sie nie zgadza? O to chodzilo mi od poczatku. To nie bylo zdanie przeczace " Nie, rezydent...." ale "Nie-rezydent....


    Przejrzyj linki ktore wkleilam bezposrednio ze szkol. Tam cena dla rezydentow i nie rezydentow jest taka sama i na MBA i na undergraduate . Sama zobacz jeszcze raz. Moje dwie wypowiedzi i dwa linki. jeden do graduate, drugi do undergraduate. Natomiast w calkiem wiarygodnym linku ktore podalas w linkach ktore ty wkleilas jest roznica cenowa i dla rezydentow i dla MBA. Jest to pewna niespojnosc informacji z tego samego uniwersytetu.


    Przepraszam ale ja sie nie kloce tylko pokazuje linki.Przykro mi ze wszelaka dyskusje i debate odbierasz jako klotnie. Widzisz ja w realu rozmawiam praktycznie non stop z ludzmi i nikt nie odbiera podania jakiegos argumentu jako klotni. Prosze nie bierz tego wszystkiego tak personalnie. To normalna rozmowa i nie ma powodu by brac cokolwiek ambicjonalnie.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 17:47
    ponadto zwaz ze napisalam ze to dotyczyc moze undergraduate... Prosze czytaj ze spokojem
  • szeera 22.01.19, 18:13
    "Przepraszam ale ja sie nie kloce tylko pokazuje linki.Przykro mi ze wszelaka dyskusje i debate odbierasz jako klotnie. Widzisz ja w realu rozmawiam praktycznie non stop z ludzmi i nikt nie odbiera podania jakiegos argumentu jako klotni. Prosze nie bierz tego wszystkiego tak personalnie. To normalna rozmowa i nie ma powodu by brac cokolwiek ambicjonalnie."

    Napisałaś w pierwszym poście:

    "Skladalam na uczelnie stanowe i nie stanowe ok roku 2000. Stanowe wcale nie byly tansze z wyjatkiem tych bardzo nieciekawych lokalizacjach ze slabym w dodatku rankingiem."

    To była odpowiedź na moje:

    "A bardziej ogólnie o studiach w USA - to duża część kończy po prostu uczenie stanowe, które mają bardzo rozsądne ceny i dają dobre wykształcenie."

    Zamiast w tym momencie napisać, ups, ja nie byłam rezydentem (i w dodatku na MBA chyba?), to rzeczywiście jest inaczej dla przeciętnego Amerykanina który jest rezydentem jakiegoś stanu, to brniesz dalej. Próbujesz pokazać, że Berkley nie traktuje inaczej kalifornijskich studentów (w Twoim linku było wyraźnie napisane, jesteś spoza, przejdź dalej), gdy widać wyraźnie, że traktuje pisząc wprost o "Nonresident Supplemental Tuition". Rozmawiamy o studiach po szkole średniej. Nie wiem jaki związek ma z tym MBA, które nawet w Polsce masz tylko wysokopłatne.

    To, że studiowanie na uczelni stanowej w swoim własnym stanie jest dla większości najbadziej korzystną opcją finansową (pomijając osoby wybitne które dostaną dużą pomoc finansową na prywatnej uczelni) jest stwierdzeniem bardzo niekontrowersyjnym, więc Twoje próby udowodnienia za pomocą linków które pokazują co innego niż twierdzisz, że jest inaczej, jest po prostu irytujące. A, że już kiedyś sobie tak samo rozmawiałyśmy o czymś równie prostym, to uzanłam, że masz taki zwyczaj.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 18:30
    >.Rozmawiamy o studiach po szkole średniej.

    Taaak i tutaj nie ma roznic=> to podalam wyzej link i tam tych roznic nie bylo. Jeszcze raz: financialaid.berkeley.edu/cost-attendance zobacz sama. Zdziwilo mnie ze w linku ktory podalas sa te roznice co wyrazilam ale oczywicie uznalam jego wiarygodnosc. I napisalam ze sam uniwersytet z jakas niespojnoscia podaje te dane w roznych miejscach. Nie ma powodu bys brala to personalnie. Spokojnie.

    >est po prostu irytujące. A, że już kiedyś sobie tak samo rozmawiałyśmy o czymś równie prostym, to uzanłam, że masz taki zwyczaj.

    Na forum moze kazdy odkryc nowego siebie jakiego w realu nikt nie poznal i nie pozna, wiec radzilabym wiecej dystansu w kwestii wyrokowania ad personam ludzi ktorych nie znasz, i mniej irytacji jesli ktos moze nawet i nie miec racji albo gdy sama czegos nie zrozumiesz z wypowiedzi przez zwykle nieporozumienie. Ja nie diagnozuje na forum. To tylko forum. Zycze szczerze milego popoludnia i wieczoru.
  • szeera 22.01.19, 18:40
    Właśnie o to mi chodzi big_grin

    "Jeszcze raz: financialaid.berkeley.edu/cost-attendance zobacz sama."

    Więc patrzę i widzę;
    "Nonresidents of California, please see our page on Meeting Nonresident Costs." (w połowie strony)

    A na samym dole:
    "Out-of-state residents add $28,992 in Nonresident Supplemental Tuition."

    Ja naprawdę nic do Ciebie nie mam osobiście, bo rozmawiam z Tobą kiedy mam czas i ochotę i doskonale wiem czego się spodziewać. Miłego dnia.
  • al_sahra 23.01.19, 14:21
    princesswhitewolf napisała:

    > Ja mysle ze to dotyczy undergrad studies tylko i tylko mniej obleganych uczelni
    > z tych state. UC Berkeley czy UCLA do nich nie naleza

    Princess, już kilkakrotnie Ci sugerowałam: nie pisz o studiowaniu w USA, bo masz o tym małe pojęcie.

    In-state tutition i out-of-state tution w stanowych uczelniach z reguły bardzo się różnią. W Kalifornii - ponad trzykrotnie (in-state ok. $13k, out-of-state $43k). Różnica to prawie $30k. ”nonresident supplemental tuition”. Nie ma znaczenia, że uczelnia jest ”oblegana” czy nie (cokolwiek to znaczy).
  • srubokretka 22.01.19, 14:24
    Niedawno wprowadzono program darmowych studiow miastowych na niektorych uczelniach. Nie wiem czy wszedzie, nie wiem jakie trzeba spelniac warunki. Napewno nie jest to dla wszystkich.

    Polonii takie tancowanie sie bardzo podoba. Wielu z nas za granica wzrok leci czesciej za staromodnymi tradycjami, niz za nowoczesna mentalnoscia tubylcow. Nie dotyczy to tylko Polakow. Na codzien widac to np w wystroju wnetrz.

  • szeera 22.01.19, 15:36
    "Polonii takie tancowanie sie bardzo podoba. Wielu z nas za granica wzrok leci czesciej za staromodnymi tradycjami, niz za nowoczesna mentalnoscia tubylcow. Nie dotyczy to tylko Polakow. Na codzien widac to np w wystroju wnetrz."

    Jest taka część Polonii która najlepiej odnalazłaby się w Polsce sprzed 30 lat. Niestety, ona jako jedyna ma jakieś instytucje. Ale jest też część której bardzo podoba się, że kraj w którym są teraz jest mniej konserwatywny od obecnej Polski - oni właśnie dlatego wybrali wyjazd z PL.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 15:47
    >że kraj w którym są teraz jest mniej konserwatywny od obecnej Polski

    US jest w wielu aspektach zycia bardzo konserwatywne. Nie sadzilabym po NYC czy LA. W USA jak Janet Jackson biust wyskoczyl podczas koncertu to byla wielka debata na temat moralnosci, zas znajomi Francuzi sie glowili o co chodzi wlasciwie w tej dyskusji. Dla nich to niepojete bo kobiety topless sie opalaja i nie ma problemu. Jak przeprowadzilam sie do USA musialam cala garderobe przemyslec by nie bylo krotkich spodniczek bo tam to nie za bardzo wypada w wielu miejscach.
  • szeera 22.01.19, 16:01
    "US jest w wielu aspektach zycia bardzo konserwatywne."

    Aborcja na życzenie.
    Małżeństwa homoseksualistów.
    Antykoncepcja dostępna za darmo w ramach ubezpieczenia.
    Legalne jest podwiązanie jajwodów czy wazekotomia.
    Jest więcej niewierzących niż w Polsce.
    Legalna marichuana w paru stanach.

    No nijak nie chce wyjść, że USA jest bardziej konserwatywne. Co zresztą widać też po wszelkich badaniach dotyczących poglądów mieszkańców obu krajów. Porównaj sobie jakie poparcie miał Bernie Sanders, a jakie partia Razem. Ilu Polaków popiera 70% podatek dla najogatszych, a ilu Amerykanów. Na jakim poziomie rozmawia się w Polsce o molestowaniu kobiet, a na jakim w Stanach.

    Co do anegdotek ubraniowych, to w USA będziesz miała panów w szortach wszędzie, a w Polsce raczej nie. Czy to o czymś świadczy?
  • princesswhitewolf 22.01.19, 17:53
    Jak wspomnialam wyzej , wybrzeza to inna historia.Nie mozna USA oceniac jako calosci we wszystkim. To zrzeszenie stanow i kraj kontrastow. Polaryzacja tamze wystepuje od dawna o to nawet wojna secesyjna byla. Nie we wszystkich stanach jest takie samo prawo przeciez i caly srodek USA jest bardzo tradycyjny.Nie mozna porownywac Kaliforni do Alabamy. Mysle ze wiele stanow Mid West jest rownie tradycyjne jak Polska albo cudaczniejsze nawet ( Amish, Mormons itd). O tym tylko pisalam.
  • mikams75 21.01.19, 15:52
    ichi51e napisała:

    > Malo ktorzy emigranci maja tyle pary zeby az organizowac swoje szkoly. Amerykan
    > ska i rosyjska sie nasuwa ale to tyle mniej wiecej. Czasem zdarzaja sie narodow
    > osciowe podstawowki ale to na tyle. Wcale nie byloby to latwe - skad wziac nauc
    > zycieli np? Polska szkola to szkolka niedzielna a nie zadna szkola...


    I tu bys sie zdziwila, bo szkol jezykowych jest cale mnostwo, zdecydowana wiekszosc emigrantow, jak tylko ma odpowiednia liczne chetnych (a zazwyczaj ma, szczegolnie w krajach zachodnich), organizuje taka szkole. Takich szkol jest od groma.
    A co do polskich szkol - sa tez takie podlegajaca ambasadzie i idace bardzo podobnym programem co normalnie w polskich szkolach, wiadomo, ze nieco okrojony i skupiajacy sie na jezyku, bez innych przedmiotow, bez obowiazkowej religii.
  • princesswhitewolf 21.01.19, 15:59
    Dokladnie mika
  • mikams75 21.01.19, 16:09
    wlasnie sprawdzilam, ze w kantonie zuryskim (nawet nie w calym kraju!) ucza dzieci 27 roznych jezykow, w tym sa tylko szkoly zarejestrowane w konkretny systemie, szkoly przy ambasadzie nie sa na tej liscie jak rowniez rozne male prywatne placowki. 27 jezykow, w niektorych jezykach jest po kilka szkol. I mowa tu tylko o jednym kantonie.
  • saskia44 20.01.19, 18:37
    Polska weekendowa szkola za granica- korzystacie?

    Nie. Mamy ciekawsze rzeczy na sobotnie przedpoludnia.
  • eliszka25 20.01.19, 19:21
    Nie posyłamy. Główny argument jest taki, że mamy daleko, bo 60 km w jedną stronę, więc zeszlaby na to praktycznie cała sobota. Poza tym moim zdaniem, po całym tygodniu pracy dzieci też powinny mieć odpoczynek, możliwość pospać do południa itp. No i od kilku lat obaj moi synowie trenują piłkę ręczną i przynajmniej raz w miesiącu każdy z nich ma zawody w sobotę lub niedziele. Jeśli już dzieciaki mają mieć zorganizowany weekend, to wolę sport niż siedzenie kolejny dzień w szkolnej ławce.

    W domu rozmawiamy wyłącznie po polsku, mamy polskie książki, bajki i filmy na netflixie mogą oglądać po polsku i mówią bardzo dobrze. Czytanie i pisanie gorzej, ale jak im potrzeba, to dają radę. Starszy nauczył się pisać, bo potrzebne mu było do grania, więc miał o wiele mocniejszą motywację niż szkoła😁. Przynajmniej 2 razy w roku jesteśmy na dłużej w Polsce i wtedy mają przymusowe szlifowanie języka, bo z dziadkami i kuzynami po niemiecku ani szwajcarsku się nie da 😉
  • ichi51e 20.01.19, 20:32
    Nie no co ty przyjmuja tylko dzieci ktore plynnie mowia po polsku (facepalm)
    Szkola niedzielna ma na celu bardziej nawiazywanie kontaktow i dobra zabawe niz uczenie czegokolwiek

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • mikams75 21.01.19, 16:12
    bylas? widzialas?
    wlasnie z tymi kontaktami to jest najtrudniej, bo dzieci mieszkaja daleko od siebie i nie maja czasu na spotkania towarzyskie pozaszkolne.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 10:33
    >Szkola niedzielna ma na celu bardziej nawiazywanie kontaktow i dobra zabawe niz uczenie czegokolwiek

    no nie za bardzo., ichi. Jest naprawde duzo zadane, juz pierwszaki maja czytanki do opanowania, i dyktanda, wierszyki i cwiczenia do wykonania za tydzien

    Polskie szkoly odbywaja sie w soboty przed poludniem. Rosyjskie szkoly sa natomiast w Waskriesienie.
  • mrs.solis 20.01.19, 20:33
    Moje dziecko chodzi do takiej szkoly. Przyjmuja wszystkich jak leci , bo chodzi o kase , a nie o to czy ktos umie badz chce sie tego polskiego nauczyc. My mowimy w domu po polsku, wiec nasza corka z mowa radzi sobie bardzo dobrze, ale dzieci, ktore maja rodzica anglojezycznego i w domu rozmawiaja po angielsku na codzien stoja z tym polskim bardzo krucho. Przyznaje, ze corka nie za dobrze czyta, az mi sie flaki na lewa strone wywracaja jak tego slucham i jestem troche zla, bo po to ja posylam do szkoly i za nia place, zeby ja tego czytania nauczyli, ale jak oni tam ciagle walkuja jakies wierszyki badz piosenki, to na czytanie nie starcza czasu.
  • boo-boo 20.01.19, 20:48
    "...ale dzieci, ktore maja rodzica anglojezycznego i w domu rozmawiaja po angielsku na codzien stoja z tym polskim bardzo krucho."
    Śmiem twierdzić, że nie każde- to już zależy od tego jak ten rodzic polskojęzyczny dba o to żeby dziecko językiem polskim się posługiwało.
    W domu po polsku tylko ja mówię. Moje dzieci mówią po polsku tak jak ich rówieśnicy w Polsce. Gdybyś ich usłyszała na jakimś nagraniu to w życiu byś nie pomyślała, że dzieci nie urodzone w Polsce i nigdy w Polsce nie mieszkały. Syn po polsku czyta na takim samym poziomie jak rówieśnicy. Czasami mnie potrafi zaskoczyć słownictwem. Młodsza dopiero przygodę z czytaniem będzie zaczynać. Ale to wszystko to moja ciężka i systematyczna praca i nie ma zmiłuj się jeśli chodzi o język Polski.


    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • majenkir 20.01.19, 21:06
    boo-boo napisała:
    > W domu po polsku tylko ja mówię. Moje dzieci mówią po polsku tak jak ich rówieś
    > nicy w Polsce.


    Taa, pewnie big_grin wink





    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • boo-boo 20.01.19, 21:20
    A wierz sobie w co chcesz- ja już się przyzwyczaiłam, że dla niektórych proste sprawy są za trudne do ogarnięcia.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • olena.s 20.01.19, 21:26
    Bez urazy - ale mając w pamięci koszmarny wysiłek, jaki musiałam wykonać żeby moja progenitura zachowała polski na mniej więcej poziomie rówieśników - i to mimo corocznych wakacji w PL i innych atrakcji - też byłabym skłonna wyrazić wątpliwości.
    Ale może tez być tak, że twoje potomstwo jest wybitnie utalentowane, i/lub moje przeciwnie.
  • boo-boo 20.01.19, 21:30
    Pamiętam twoje opowiadania ze szkoły polskiej- odnośnie twojego wysiłku. U mnie też wysiłek ale mniejszy. A teraz przypomnij sobie niektóre dziewczyny z Kataru-te z małżeństw mieszanych- są takie, których dzieci mówią świetnie po polsku.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • olena.s 20.01.19, 21:33
    No dobra, zdefiniuj "świetnie". I określ grupę wiekową.
  • boo-boo 20.01.19, 21:36
    Chyba nie sądzisz, że będę teraz na forum wymieniać je z imienia chociażby i liczyć na szybko ile ich dzieciaki mają już teraz lat. Do szkoły zaglądałaś, z dziewczynami rozmawiałaś i miałaś nie raz okazję słyszeć jak ich dzieci po polsku mówią. Pamięć cię zawodzi....

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • olena.s 20.01.19, 21:54
    Nie, nie w tym rzecz.
    Ja spokojnie uwierzę w przedszkolaka z mieszanego małżeństwa urodzonego i mieszkającego w Kuala Lumbur, Doha czy Seattle mówiącego idealnie, naprawdę nie do odróżnienia od przedszkolaka z Marszałkowskiej. Ale kiedy umysł rozkwita (6 lat? 7?), pojawia się poprzez edukację coraz więcej abstrakcyjnych pojęć i synonimów, to ten ideał zaczyna ostro siadać. Coraz trudniej jest też z książkami - żeby były odpowiednio ciekawe do wieku, ale jeszcze zrozumiałe kontekstowo. A jeszcze moment później - powiedzmy w okolicach 10-11 lat - wybucha język młodzieżowy, w końcu pełnoprawny element całej polszczyzny. Otóż dla mnie znakomity poziom ma dzieciak, który radzi sobie w tych wszystkich obszarach. I to usiłowałam wesprzeć, i to mnie naprawdę męczyło. Z tym, że na pewno działają tu też indywidualne zdolności, toteż nie upieram się, że jestem w idealnym środku skali.
  • boo-boo 20.01.19, 22:19
    Nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem książek odpowiednio dobranych do wieku. Mam mnóstwo książek przywiezionych z Polski, dodatkowo moje lokalne biblioteki mają książki po polsku. Oprócz książek są jeszcze i filmy po polsku. W okresie letnim są koledzy - tutaj w UK i w Polsce.
    Abstrakcyjne pojęcia i synonimy ? Po to z nimi oglądam filmy po polsku żeby mieć pewność, że rozumieją znaczenie słów. Po to starszy czyta na głos,żebym mogła w razie czego na wyrywki spytać o znaczenie słów - zresztą jak mu się zdarzy, że czegoś nie rozumie to sam pyta. I tak było zawsze - bajki po polsku z nimi oglądam i tłumaczę jak nie rozumieją znaczenia jakiś słów. Starszemu zanim sam potrafił czytać zawsze mówiłam, że jak nie zna znaczenia słów, które mu czytam to ma mnie pytać- tłumaczyłam.
    Widzisz....mnie to może tak nie męczy. Z samego faktu, że starszy czyta młodszej bajki po polsku wiem, że z nią w tej kwestii będę miała łatwiej. On czyta- to ona też już chce się zacząć uczyć. Wakacje w PL zawsze są w stylu przyjemne z pożytecznym. Jest zabawa ale i też jest nauka- dziadka mają w roli nauczyciela. Młodsza matematyka na poziomie zerówka/pierwsza klasa, a starszy jedzie z czytaniem i ćwiczeniami do ortografii.
    Tak - to jest ciężka i nieustanna praca. Nigdzie nie twierdziłam, że moje dzieci z językiem polskim na bardzo dobrym poziomie się urodziły.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • olena.s 20.01.19, 22:25
    Mnie męczyły najbardziej 2 rzeczy. a) zmuszanie dziecka do ćwiczeń i dodatkowej polskiej nauki, i b) takie kontrolowanie własnych wypowiedzi, żeby były jak najbogatsze w synonimy, konstrukcje etc.
    A propos' filmów - zabawnie było, jak oglądaliśmy "80 milionów". Dziecina - jakoś 12-13 letnia - stwierdziła wówczas z dziką satysfakcją, że jeszcze nigdy nie miała okazji słyszeć tylu nieparlamentarnych zwrotów.
  • boo-boo 20.01.19, 22:30
    U mnie aż takiego "zmuszania" nie ma- samego w sobie. Ja, że tak powiem podstępem potrafię to zrobić- chcesz grać w minecraft albo inne cudaczne gry to jedziemy z czytaniem albo ćwiczeniami. Bajki chętnie oglądają po polsku bo żadna im różnica w jakim języku oglądają.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • olena.s 20.01.19, 22:47
    No a u mnie było konieczne, zwłaszcza od momentu, kiedy na osiedlu rozkwitły żywe i samodzielne stosunki towarzyskie. Plus, jak piszę niżej, ja miałam inne potrzeby, bo poza samym czystym polskim musiałam choćby zgrubnie ogarniać zakres językowy zarówno przedmiotów ścisłych jak humanistycznych. Plus na początku wyjazdu popełniłam rozmaite błedy i naprostowano mnie dopiero po roku.
    No, mniejsza, w każdym razie z takiego punktu obserwacyjnego biorą się moje oceny.
  • srubokretka 20.01.19, 22:57
    Znam bardzo duzo dzieci, ktore sa uczone po polsku i jest dokladnie tak jak napisalas. Ja nie spotkalam sie z dziecmi ladnie mowiacymi po polsku (na poziomie rowiesnikow polskich)+ czytajachych i piszacych po polsku. Braki sa zauwazalne i to dosc szybko. Im dziecko starsze tym oczywiscie jest slabiej. Odkad corka poszla do middle wystrczylo pol roku, zeby jej poziom spadl nizej niz jej 7letniego brata. Doba ma tylko 24h, a ona czasami siedzi nad lekcjami 3-4h dziennie.
  • yuka12 20.01.19, 23:11
    A teraz jeszcze dołóż geografię, biologię czy matematykę po polsku, nie mówiąc o czytaniu polskich lektur. Widzę, jak córze ciężko idzie godzenie obu szkół.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • srubokretka 21.01.19, 00:04
    Dokladnie. Jak zobaczylam co ma zrobic na jedne z zajec w szkole, pozegnalismy sie z historia w tym roku sad
    Poza tym, po ostatnich wydarzeniach w Polsce wyleczylam sie skutecznie z ochoty na powrot do kraju. Nie wiem , czy strczy mi sil, zeby utrzymac dobry poziom ich polskiego.
  • kandyzowana3x 21.01.19, 00:13
    Srubokretka, z ciekawosci gdzie mieszkasz?
  • saskia44 21.01.19, 07:43
    yuka12 napisała:

    > A teraz jeszcze dołóż geografię, biologię czy matematykę po polsku, nie mówiąc
    > o czytaniu polskich lektur. Widzę, jak córze ciężko idzie godzenie obu szkół.
    >

    Pytanie po co, biologia, geografia, matematyka itp sa w szkolach , w jakim celu uczyc tego podwojnie.
  • ichi51e 21.01.19, 09:29
    Zeby np wiedzialy jak sie rozne rzeczy po polsku nazywana a nie uzywaly kalek. Owszem rozumie sie jak dziecko zamiast lawica mowi szkola ale odbiera to plynnosc mowy.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • saskia44 21.01.19, 16:23
    ichi51e napisała:

    > Zeby np wiedzialy jak sie rozne rzeczy po polsku

    Od tego jest nauka jezyka polskiego
  • olena.s 21.01.19, 16:25
    Nie, to są zupełnie różne obszary słownictwa. Niestety.
  • saskia44 21.01.19, 16:41
    olena.s napisała:

    > Nie, to są zupełnie różne obszary słownictwa. Niestety.

    Oczywiscie ze sa, dlatego wlasnie nie ma dwujezycznosci. Chyba ze dzieciak bedzie ciagnac dwie szkoly rownolegle ale doba ma tylko 24h z czego ok 10 to sen wiec ktoras szkola bedzie tylko part time. No ale mozna dzieci pomeczyc uczeniem sie biologi, geografii itd w dwoch jezykach. Co kto lubi.
  • princesswhitewolf 21.01.19, 18:03
    Dwujezycznosc jest, bo o dwujezycznosci mowa jesli sa biegle poznane 2 jezyki. Ty tez jestes dwujezyczna. W przypasku gdy jeden dominuje po prostu nie ma perfekcyjnej dwujezycznosci ( perfectly bilingual up to the native speaker level). W zyciu spotkalam tylko 2 perfectly bilingual osoby, ale tylko w mowie. W pisaniu kiepskawo bo lepiej znaly angielski od hiszpanskiego a w drugim przypadku polskiego
  • ichi51e 21.01.19, 18:15
    Bez przesady nie jest tak ze biologia po polsku jest inna niz ta po chinsku. Dla dziecka dwujezycznego prawdziwie to nie ma takiego znaczenia - ot uczy sie synonimow tyle ze w roznych jezykach one sa.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • saskia44 21.01.19, 21:44
    ichi51e napisała:

    > Bez przesady nie jest tak ze biologia po polsku jest inna niz ta po chinsku. Dl
    > a dziecka dwujezycznego prawdziwie to nie ma takiego znaczenia - ot uczy sie sy
    > nonimow tyle ze w roznych jezykach one sa.
    >

    Zgadza sie. To jest tylko kwestia slownictwa. Ale jakis trzeba to sobie tlumaczyc.
  • yuka12 21.01.19, 17:14
    Dlatego że chcieliśmy, aby dzieci nabyły wystarczającą sprawność językową. Czyli nie tylko rozumiały podstawowe zwroty, ale i umiały opisać otaczający ich świat. Nie da rady tego zrobić dobrze mieszkając od urodzenia w obcym kraju i będąc zanurzonym w innej kulturze bez systematycznego pogłębiania języka rodziców. Bez czytania, pisania i studiowania w tym języku (czyli regularnej nauki w różnych dziedzinach)- pozostanie jedynie podstawowa znajomość wystarczająca na small talk, a z czasem i to może zaniknąć. A ja bym wolała, żeby moje dzieci czuły się swobodnie w każdym z 3 języków.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • krelia 21.01.19, 18:19
    Dziewczyny a napiszcie jescze jak wasze dzieci opanowaly koniecznosc uzywania zwrotu " prosze pani", chyba nigdzie sie w ten sposob nie mowi do nauczyciela tylko wszedzie na ty?
  • ichi51e 21.01.19, 18:22
    Normalnie opanowaly zwracajac sie do obcych nieznajomych ludzi. Mozna i bez szkoly.
    „Prosze pani! Zgubila pani klucze”

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • kandyzowana3x 21.01.19, 18:49
    W wiekszosci ang szkol jednak obowiazuje Mrs (miss) nazwisko
  • princesswhitewolf 21.01.19, 14:24
    >A teraz jeszcze dołóż geografię, biologię czy matematykę po polsku, nie mówiąc o czytaniu polskich lektur. Widzę, jak córze ciężko idzie godzenie obu szkół.

    yuka ale ty mowisz o liberatus internetowej szkole czy polskiej sobotniej szkole? W polskich sobotnich szkolach nie ma matematyki czy biologii i jest znikoma ilosc geografii.
  • yuka12 21.01.19, 17:04
    Internetowej. Z sobotniej zrezygnowaliśmy kilka lat temu- wyżej w dyskusji podałam główne powody (ale nie jedyne).

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • 21mada 21.01.19, 17:19
    A mnie zastanawia sens szkoły internetowej. Przecież to jest w gruncie rzeczy praca samodzielna, w domu. Wiec jaki problem kupić zwykły polski podręcznik do historii, a nawet zeszyt ćwiczeń, i przerabiać go w domu? Podobnie z geografia czy biologia. Po co do tego jest potrzebny internet?
  • princesswhitewolf 21.01.19, 17:57
    Poniewaz szkola Internetowa Liberatus ma egzaminy co roku w Polsce i jest honorowana ta edukacja jak rownolegla z ta w Polsce ponieważ jest to posobny program. Poza tym jest wiele interaktywnych zajec na komputerze co sprzyja tez edukacji
  • 21mada 21.01.19, 18:09
    > Poniewaz szkola Internetowa Liberatus ma egzaminy co roku w Polsce i jest honor
    > owana ta edukacja jak rownolegla z ta w Polsce
    No ale do czego to potrzebne?

    > Poza tym jest wiele interaktywnych zajec na komputerze
    Ale do tego nie trzeba od razu zapisywać do szkoły. W internecie i tak jest mnóstwo interaktywnych zajęć, podobnie na iPadzie. Nie widzę tu potrzeby szkoły.
    Co innego szkoła sobotnia - tu masz konwersacje na żywo, a tego internet nie zastąpi.

  • ichi51e 21.01.19, 18:12
    Do tego tak naprawde orpeg jest dla dzieci ktore nie maja mozliwosci chodzi co miejscowej szkoly. Np jesli rodzice czesto sie przenosza albo na miejscu nie ma obowiazku posylania dziecka do szkoly (albo szkoly nie ma)

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • princesswhitewolf 21.01.19, 19:21
    No ale ludziom zalezy na np transferze do polskiej szkoly i swiadectwie
  • 21mada 21.01.19, 19:37
    Ale w polskiej szkole nie jest ci potrzebne świadectwo.
  • krelia 21.01.19, 19:41
    A tak w ogole piszecie ze chodza wasze dzieci do szkoly sobotniej w UK czy tam w Londynie, i nikt nie zna tej dziewczyny i tego dziecka z filmiku? Chyba to sa mala raczej szkola i rodzice tak czy tak sie kojarza. Wstydzicie sie przyznac do znajomosci z matka dziecka " dwujezycznego"?
  • 21mada 21.01.19, 19:46
    W UK mieszka milion Polaków...
  • kandyzowana3x 21.01.19, 19:51
    Przyznam szczerze, ze nie mam czasu przegladac internetu i ksiazek wyszukujac zadan. Podrecznik do pierwszej klasy wydaje sie tak banalnie prosty, ze az za prosty do samodzielnej nauki w domu. Od szkoly internetowej oczekiwalabym uporzadkowanych zadan i opracowanego programu nauczania. Tak, zebym wiedziala co dziecko w danym wieku powinno wiedziec zgodnie z podstawa. Pewnie, przy dalszej nauce latwiej o prace z podrecznikiem. Takie przygotowane przez kogos lekcje to jednak spore ulatwienie i oszczednosc czasu.
  • ichi51e 21.01.19, 18:10
    Odpowiedza jest swiadectwo. Szkola oficjalna oerpg czy libratus (ktory dziala na zasadzie edukacji domowej i tym sie wlasnie rozni od oerpg) daja ci swiadectwa (i legitymacje - masz wyedy znizki na komunikacje)

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • princesswhitewolf 21.01.19, 18:14
    Swiadectwa tez dostajemy w sobotnich szkolach i legitymacje na znizkowe przejazdy w Polsce.
    Tylko ze ten program sobotnich jest okrojony i skupia sie na czytaniu, pisaniu. Nie czyta sie wszystkich lektur bo tylko wybiorczo oraz jest zarys historii. W internetowej jest pelen program jaknw PL
  • ichi51e 21.01.19, 18:21
    Glowna roznica jest taka ze oerpg czy ed (jesli jestes w ktaju gdzie ed jest legalna) to jest szkola w ramach obowiazku szkolnego. Jesli posylasz dziecko do oerpg to teoretycznie ono juz nie musi chodzi do szkoly miejscowej (jesli robi pelny program a nie uzupelniajacy).

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 21mada 21.01.19, 18:47
    > ze oerpg czy ed (jesli jestes w ktaju gdzie ed jest le
    > galna) to jest szkola w ramach obowiazku szkolnego. Jesli posylasz dziecko do o
    > erpg to teoretycznie ono juz nie musi chodzi do szkoly miejscowej
    O, w takiej sytuacji to rozumiem. Nie rozumiem po co dziecko normalnie chodzące do szkoły np. w Anglii miałoby jeszcze realizować przez internet cały program polskiej szkoły.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 10:19
    poszlam wygoglootac co to ten oerpg i zgadza sie tam na liscie www.orpeg.pl/index.php/szkolne-punkty-konsultacyjne#wielkabrytania w UK jest wlasnie ta Lotnikow szkola przy ambasadzie
  • princesswhitewolf 22.01.19, 10:19
    ale ona tez jest sobotnia tylko
  • 21mada 21.01.19, 18:41
    > Odpowiedza jest swiadectwo. Szkola oficjalna oerpg czy libratus (ktory dziala n
    > a zasadzie edukacji domowej i tym sie wlasnie rozni od oerpg) daja ci świadectwa
    Ale na co komu to świadectwo? Jeśli wrócisz do Polski, i tak przyjmą twoje dziecko do szkoły. Nie musisz mieć świadectwa ukończenia poprzedniej klasy.

    >cryingi legitymacje - masz wyedy znizki na komunikacje)
    Szkoła sobotnia też ma legitymacje.
    Na marginesie: Z legitymacja zniżka 37%, bez legitymacji - bilet rodzinny zniżka 30%.
  • yuka12 22.01.19, 00:06
    Nasza była szkoła sobotnia nie podbijala legitymacji i nie wydawała oficjalnych państwowych świadectw. Zajęcia miały program, nie sądzę jednak, aby był oparty na jakiś wytycznych MEN.
    Szkoła internetowa jest zdecydowanie lepiej zorganizowana, lekcje są w oparciu o podręcznik i ćwiczenia, dzieci mają testy z przerobionego materiału, a webinaria podsumowują wiedzę z poszczególnych działów. W dodatku końcowe egzaminy dodają ważności i powagi całemu przedsięwzięciu. Dzieci widzą, że muszą się pouczyć, żeby egzaminy zdać, w dodatku mają poczucie osiągnięcia czegoś, dojścia do kolejnego stopnia w edukacji. Wtedy też spotykają swoich nauczycieli i koleżanki/ kolegów "na żywo". Akurat nasza szkoła organizuje egzaminy w UK.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • olena.s 21.01.19, 20:56
    Wyjasniam.
    1) W libratusie były raz na czas lekcje - kilkoro dzieci na skypie plus nauczyciel. Tak że oczywiście większa częśc prac samodzielnej, ale też jakaś namiastka klasy.
    2) z maluchem to może mniej ważne, ale kiedy dziecko zaczyna sie buntować, przydaje sie inny niz rodzic nauczyciel.
  • princesswhitewolf 21.01.19, 18:03
    Ok. Rozumiem
  • eliszka25 20.01.19, 22:23
    Język młodzieżowy takie dzieciaki mogą nadrobić w jedne wakacje. Widzę to po moich chłopakach. Cztery tygodnie spędzone u dziadków wraz z polskimi kuzynami zaowocowały ogromnym rozkwitem języka młodzieżowego, z młodzieżowymi polskimi przekleństwami włącznie. Teraz byliśmy w Polsce na święta i kuzynowie znów zadbali o odpowiedni poziom języka młodzieżowego moich synów. Od tamtej pory np. podśpiewują sobie jakąś piosenkę o kucykach pony, które jedzą opony.

    Zdaję sobie sprawę z tego, że moje dzieci nie mówią po polsku tak samo, jak ich równolatkowie w Polsce, bo to raczej niemożliwe. Jednak mówią po polsku czysto, bez żadnego obcego akcentu i innych naleciałości. Wymowę mają typowo polską i nie raz zdarzyło mi się, że ktoś nowo poznany nie chciał wierzyć, że moje dzieciaki nigdy w Polsce nie mieszkały. Dla mnie to jest satysfakcjonujące i nie mam napinki na to, żeby moje dzieci posługiwały się slangiem młodzieżowym dzieciaków mieszkających w Polsce, bo niby po co? Rozumieją po polsku wszystko, mówią w tym języku czysto i poprawnie, potrafią przeczytać i napisać, co im trzeba. Jak będą potrzebowali więcej, to w każdej chwili mogą to nadrobić.
  • boo-boo 20.01.19, 22:26
    Zaraz ci napiszą, że to nie jest możliwe.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • eliszka25 20.01.19, 22:36
    A niech sobie piszą, mnie to zwisa. Dla moich dzieci język polski był pierwszym językiem, jaki poznały, bo oboje z mężem jesteśmy Polakami. Z czasem raczej przeważy język środowiska, bo to raczej naturalne, ale dla mnie o wiele większą wartość ma to, że chłopaki bez problemu radzą sobie w Polsce, mówią po polsku czysto i bez akcentu, a poza tym mają łatwość mówienia we wszystkich językach, z którymi mają styczność na codzień i potrafią zacząć rozmowę po polsku, przeskoczyć na niemiecki czy szwajcarski, a zakończyć po angielsku, bo tak im bardziej pasuje. Ta ich swoboda jest dla mnie milion razy cenniejsza niż znajomość języka potocznego młodzieży mieszkającej w Polsce.
  • olena.s 20.01.19, 22:30
    Wyjaśniałam kiedyś moją ówczesną nietypową sytuację: wiedziałam, że możemy być relokowani do Polski w dowolnym momencie, także w styczniu drugiej gimnazjalnej, albo w kwietniu pierwszej licealnej. Dlatego się męczyłam - chciałam mieć pewność, że w razie czego dzieciak nie będzie ani towarzyskim dziwadłem, ani kimś, komu łatwo będzie szurnąć dwóję za język. I że językowy zakres akademicki (chemia, matma, fizyka etc.) będzie wystarczający, żeby w pierwszym roku bez wysiłku wyciągnąć bodaj na tróje.
  • eliszka25 20.01.19, 22:40
    No to jest zupełnie inna sytuacja. Nie mamy takiego zagrożenia, więc nie mam takiej napinki. Mimo to uważam, że poziom języka polskiego i tak osiągnęliśmy całkiem niezły. Moim zdaniem ta łatwość przyswajania wszelkich językowych nowinek od rówieśników w tak krótkim czasie też jest na to dowodem.
  • mikams75 21.01.19, 01:16
    ale trzeba spelniac wlasnie te warunki:
    - w domu wylacznie jezyk polski
    - mozliwosc spedzenia wiekszosci wakacji u dziadkow
    - posiadanie kuzynow w podobnym wieku
    a nie kazdy ma taka mozliwosc.
  • eliszka25 21.01.19, 01:57
    mikams75 napisała:

    > ale trzeba spelniac wlasnie te warunki:
    > - w domu wylacznie jezyk polski
    > - mozliwosc spedzenia wiekszosci wakacji u dziadkow
    > - posiadanie kuzynow w podobnym wieku
    > a nie kazdy ma taka mozliwosc.

    Oczywiście, że masz rację. Dlatego ja nigdzie nie wypowiadam się ogólnie na temat polskich szkół, tylko napisałam, że my w naszej sytuacji odpuściliśmy sobie sobotnią szkołę. Moje dzieci kontakt z językiem mają na tyle duży, że dajemy radę. Mamy też to szczęście, że chłopaki mają kuzynów w swoim wieku i bardzo chętnie jeżdżą do Polski oraz nie buntują się przeciwko mówieniu po polsku. Nie wiem też, czy to kwestia podejścia szkoły czy przypadek, ale często słyszę od ich kolegów, jak to jest cool, że mamy „geheimsprache”, co dodatkowo działa bardzo motywująco na moich synów, bo każdy chce być cool 😉.
  • ichi51e 21.01.19, 09:30
    Mozna wyslac na oboz do polski.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • mikams75 21.01.19, 10:05
    przy zalozeniu, ze dziecko jest obozem zainteresowane.
  • olena.s 21.01.19, 10:15
    Ja ćwiczyłam także półkolonie.
    Naturalnie wymaga to obecności rodzica/opiekuna i mety na miejscu.
  • yuka12 20.01.19, 22:39
    Zgadzam się ponownie. Moje dzieci to nastolatki i bardzo trudno jest utrzymać ich zainteresowanie językiem polskim czy chociażby zaprząc do czytania po polsku. Angielski tutaj wygrywa.
    Pewnie dlatego, że moje dzieci są dość przeciętne i w niczym nie przypominają wybitnych pociech z ematkowych wątków 😀.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • majenkir 20.01.19, 22:15
    boo-boo napisała:
    > A wierz sobie w co chcesz- ja już się przyzwyczaiłam, że dla niektórych proste
    > sprawy są za trudne do ogarnięcia.


    Bo to nie jest taka prosta sprawa jak piszesz i zadne znane mi polskie dziecko nie mowi idealnie (w sensie, ze mozna pomyslec, ze przed chwila przyjechalo z PL).

    Ale wiem tez, na na tym forum wszystko jest mozliwe, wiec niech bedzie, ze wierze wink.




    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • boo-boo 20.01.19, 22:21
    Podyskutowałabym może i z tobą dłużej ale po zadaniu przez ciebie pytania
    "krelia napisał(a):
    > Serio tam jest tak niski poziom ze nie trzeba znac jezyka zeby byc przyjetym?

    Jakby znaly, to po co chodzic?"

    Nie widzę sensu.


    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • olena.s 20.01.19, 22:21
    Czytałam ostatnio o facecie, który znał 65 języków. Jakiś Niemiec czy może Polako-niemiec. Gość znał chiński tak, że podobno Chińczycy zwracali się doń w sprawie co skomplikowańszych zagadnień językowych. Więc możliwe istotnie jest wszystko - pytanie, na ile dane zjawisko jest typowe i powtarzalne.
  • yuka12 20.01.19, 22:54
    Moja i męża znajoma osiągnęła płynną znajomość języka angielskiego (z dość podstawowego do poziomu tłumacza) w ciągu 3 lat. Ale skończyła filologię klasyczną (magisterskie) i dodatkowo dobrze znała niemiecki i rosyjski 😂.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • miss_fahrenheit 20.01.19, 23:04
    olena.s napisała:

    >w sprawie co skomplikowańszych zagadnień językowych.

    bardziej skomplikowanych
  • snakelilith 21.01.19, 01:13
    miss_fahrenheit napisała:

    > olena.s napisała:
    >
    > >w sprawie co skomplikowańszych zagadnień językowych.
    >
    > bardziej skomplikowanych

    Inteligentny człowiek chwyci, że osoba jak olena, potrafiąca sprawnie, a nawet błyskotliwie wyrazić każdą myśl, używa w odpowiednich kontekstach czasem językowych żartów nadających jej wypowiedzi więcej dynamizmu. Ale by to zauważyć musiałabyś najpierw wyjąć z tyłka ten nudny belferski kij.
  • miss_fahrenheit 21.01.19, 01:54
    Hmm, gdzieś już czytałam o "językowych żartach", był też zarzut o "nudzie" i "belferskim kiju", cokolwiek to znaczy. Z tym, że nick był inny. Ciekawe.

    A błędy mogą zdarzyć się każdemu. Mnie również zdarzyło się być poprawioną - z tym, że ja po prostu podziękowałam poprawiającej, zamiast obrzucać ją chamskimi uwagami. Wiem, że Olena.s jest inteligentna, bo nieraz ją czytam z uwagą, choć nie zawsze się z nią zgadzam. Nie sądzę, aby potrzebowała czyjejkolwiek obrony, zwłaszcza w takiej wątpliwej formie. Miej trochę kultury.
  • snakelilith 21.01.19, 12:01
    miss_fahrenheit napisała:

    > Hmm, gdzieś już czytałam o "językowych żartach", był też zarzut o "nudzie" i "b
    > elferskim kiju", cokolwiek to znaczy. Z tym, że nick był inny. Ciekawe.
    >

    Ta dyskusja miała miejsce całkiem niedawno, brałam w niej także udział i niewykluczone, że używam podobnych argumentów, co świadczy tylko o tym, że nie jestem jedyną osobą, którą drażnią takie "gramanazi". I nie ośmieszam się używając podwójnego nicka w jednym wątku, nie dopatruj się teorii spiskowych. Za to twoje wybiórcze poprawianie rzekomych błędów nie jest na pewno wynikiem kultury. Tego się nie robi, bo nie wiesz nawet, czy ktoś nie używa tych pojęć umyślnie do urozmaicenia żywego języka komunikacji. Sama mam znajomego, wykształconego humanistę starej daty, człowieka zarabiającego słowem, który odmawiając deseru w restauracji ze śmiertelną miną mówi "muszę schuść". Robi ten błąd całkiem świadomie do podkreślenia absurdu przedsięwzięcia, bo jego masywna postawa udowadnia, że już dawno się poddał. Poprawianie czegoś takiego świadczy tylko o małostkowości i niezrozumieniu kontekstu. Trochę też o betonie w głowie, bo tworzenie nowych pojęć i łamanie starych zasad jest całkiem normalnym procesem rozwoju języka. Masowo spotykane na przykład nie tylko w niemieckim i angielskim, ale także w polskim, o czym świadczy chociażby "Wypasiony słownik najmłodszej polszczyzny" Chacińskiego, publikacja, którą znalazłam kilka lat temu w polskiej księgarni. I już ci napisałam, zastosuj swoją wiedzę na bardziej potrzebujących. Istnieją bowiem na tym forum osoby wprawdzie nie wychodzące poza zbiór słówek dopuszczonych w gimnazjum, ale mające wyraźny problem z gramatyką, ortografią oraz jasnym wyrażaniem myśli.
  • miss_fahrenheit 21.01.19, 13:11
    snakelilith napisała:

    > nie jestem jedyną osobą, którą drażnią takie "gramanazi".

    Podobnie jak ja nie jestem jedyną, którą drażnią błędy.

    > Za to twoje wybiórcze poprawianie

    Zawsze będzie wybiórcze, nie jestem moderatorką forum, reaguję tam, gdzie akurat zauważę i co przeczytam. Już to wyjaśniałam.

    > rzekomych błędów

    Faktycznych błędów.

    > nie jest na pewno wynikiem kultury.

    Ani tym bardziej dowodem jej braku. Moje uwagi nie są chamskie i nie mają na celu dokuczenia komuś. O czym też już pisałam. Gdybym wpadła na forum z tekstem "Pani X, wyjmijże kij patologii językowej ze swego tyłka i zacznij pisać poprawnie" to można byłoby mi ten brak kultury i niepotrzebne "czepialstwo" faktycznie zarzucić (choć to dopiero byłoby wprowadzenie dynamiki wypowiedzi!).
  • snakelilith 21.01.19, 16:09
    miss_fahrenheit napisała:

    > Ani tym bardziej dowodem jej braku. Moje uwagi nie są chamskie i nie mają na ce
    > lu dokuczenia komuś. O czym też już pisałam.

    Nie są chamskie, ale są wkurzające i moim zdaniem mega czepialskie. Czytam sobie przyjemny wątek o polskich szkołach zagranicą, znalazłam ciekawą wypowiedź o codzienności dwujęzycznych dzieci autorstwa oleny, a jedyne co tobie wpadało do głowy to przyczepić się do słówka, które w twoim, pardon my french, ograniczeniu językowym, wydaje się błędem. Moim zdaniem było ciekawym, a w użytym konteksie nawet zabawnym ożywieniem rozmowy. Jak masz jakieś przymusy, to załóż sobie pamiętnik i po nazbieraniu odpowiedniej ilości błędów przedstaw nam statystyki w odpowiednim wątku. Ty naprawdę bowiem myślisz, że olena nie wie, że poprawnie mówi się "bardziej skomplikowany"?
  • miss_fahrenheit 21.01.19, 16:32
    snakelilith napisała:

    > które w twoim, pardon my french, ograniczen
    > iu językowym, wydaje się błędem.

    Nie wydaje się, lecz jest błędem. Jeśli w twojej opinii używanie poprawnej polszczyzny jest "ograniczeniem językowym", to faktycznie, nie zdołam cię przekonać żadnym argumentem.

    > Moim zdaniem było ciekawym, a w użytym konteks
    > ie nawet zabawnym ożywieniem rozmowy.

    Ok, twoim. Nie mam z tym problemu.

    > Jak masz jakieś przymusy, to załóż sobie
    > pamiętnik i po nazbieraniu odpowiedniej ilości błędów przedstaw nam statystyki w odpowiednim wątku.

    Poprawiłam JEDNO słowo, co spotkało się z całym szeregiem twoich słów. Sądzę, że to nie ja mam "przymusy" do czegokolwiek.

    > Ty naprawdę bowiem myślisz, że olena nie wie, że poprawnie mówi się "bardziej skomplikowany"?

    Nie wiem, nie znam Oleny osobiście. Każdemu może zdarzyć się popełnienie błędu, bez względu na to, jaką inteligencją i wiedzą dysponuje. Może informacja o błędzie komuś się przyda. Mnie na przykład zwrócenie mi uwagi bardzo się przydało.

    Myślę, że nie ma sensu ciągnąć dalej tej dyskusji. Jeśli masz "przymusy", załóż może osobny wątek.
  • krisdevalnor 21.01.19, 00:47
    olena.s napisała:

    > co skomplikowańszych
    😀
  • ichi51e 21.01.19, 09:32
    Emil Krebs. Ale to byl raczej lrzypadek z gatunku jeden na milion

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • olena.s 21.01.19, 10:18
    Ok. Pomiędzy genialnym Krebsem a ostatnim językowym tumanem jest spora przestrzeń - i diabli wiedzą, gdzie w tym rozziewie stoją twoje, moje, jej, jego dzieci. Toteż choć mamy (ja też) skłonność do oceny na podstawie obserwacji swojego indywidualnego przypadku, nie ma żadnej gwarancji, że nasze dziecko siedzi akurat okrakiem na medianie.
  • jak_matrioszka 21.01.19, 13:40
    Moja Młoda urodziła sie w Polsce, kilka pierwszych lat mieszkała, potem że mna mówiła tylko po polsku. Już jako 10-latka mówiła po polsku z obcym akcentem, dla mnie dobrze słyszalnym, inni byli zachwyceni jak ona biegła w polskim jest. Młodsza urodzona za granica, kiedy z nia rozmawiam to cześciej odpowiada po norwesku, ale jak już sie przestawi na polski, to w grupie rówieśników jej nie idzie rozpoznać. Owszem, na nieznane sobie polskie słowo zareaguje inaczej niż dzieci wychowywane w Polsce, ale zasób słów ma niezbyt mocno odbiegajacy od rówieśników, wiec trzeba trafić na jakieś. Czasami sie zastanawiam, czy mi sie słuch stepił, czy dziecko ma zdolności powyżej przecietnej.
  • edelstein 21.01.19, 15:47
    Ja jestem ciekawa jak to mozliwe, ze mowic Bez odrobiny akcentu. Moja syn mowi po polsku, ale slychac akcentu.W dodatku nie zna polskiego szkolnego typu jakies pantofelki i inne rzezaczki😂

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • eliszka25 21.01.19, 16:58
    Normalnie, oboje z mężem mówimy po polsku bez obcego akcentu, bo wyjechaliśmy z kraju jako dorośli ludzie. Nasze dzieci najpierw poznały polski, bo póki nie poszły do szkoły, były w domu ze mną, a ja z nimi rozmawiałam wyłącznie po polsku. Polski jest ich pierwszym językiem i nie mają niemieckiego ani szwajcarskiego akcentu. Całkiem możliwe, że z czasem się to niestety zmieni, bo język środowiska stanie się silniejszy. Nie spędza mi to jednak snu z powiek.
  • krelia 21.01.19, 18:20
    A dzieci uzywaja zwrotu " prosze pani"?
  • jak_matrioszka 21.01.19, 20:48
    Moja Młoda nie używa "pan/pani" i to sie rzuca w oczy (uszy?). Co do Młodszej nie jestem pewna, możliwe że sobie ta forme przyswoiła, albo umiejetnie omija temat. Obie chodziły do polskiego przedszkola, wiec okazje przyswoić sobie formy grzecznościowe miały (Młoda nawet wiecej). Młodsza chyba bardziej sie przykłada do nauki polskiego jako jezyka drugiego, Młoda zawsze uważała, że umie i już.
  • eliszka25 21.01.19, 21:57
    A co to ma wspólnego z mówieniem z obcym akcentem lub bez? Na codzień nie mają do kogo się tak zwracać, bo ich nauczycielki nie mówią po polsku, a do mnie i do męża z oczywistych względów zwracają się per mamo i tato.
  • jak_matrioszka 21.01.19, 22:21
    Forma grzecznościowa nie ma nic wspólnego z akcentem, ale dużo z biegłościa i oświadczeniem "moje dzieci mówią po polsku tak jak ich rówieśnicy w Polsce". Rówieśnicy w Polsce w sposób naturalny ucza sie zwracać i do bliskich i do obcych, natomiast dzieci z krajów np. anglojezycznych właśnie na tym najszybciej wpadaja.
  • eliszka25 22.01.19, 04:42
    Ja nigdzie nie twierdzę, że moje dzieci mówią po polsku, jak ich rówieśnicy w Polsce. Pisałam, że mówią bez obcego akcentu, a to coś zupełnie innego. Zwrot „proszę pani” w sumie używają, tylko po niemiecku, bo tutaj też się w ten sposób zwraca do nauczyciela. Nawet w tym wątku napisałam, że posługiwanie się językiem młodzieżowym dzieci mieszkających w Polsce moim chłopakom tak naprawdę nie jest potrzebne i nie mam napinki na to, żeby znali dokładnie takie słownictwo, jak ich rówieśnicy w kraju. Dla mnie o wiele ważniejsza jest poprawność wymowy i swoboda w mówieniu zarówno po polsku, jak i w języku otoczenia. Na codzień moje dzieci potrafią w jednej rozmowie płynnie przechodzić między szwajcarskim dialektem, niemieckim, angielskim i polskim. Ta swoboda jest dla mnie o wiele cenniejsza i z pewnością bardziej im się przyda w życiu niż wiedza, jak się nazywa pantofelek po polsku. Słownictwo dziecięco - młodzieżowe uzupełniają sobie podczas każdego pobytu w Polsce, bo już kuzyni ich zawsze stosownie wyedukują. Moje dzieci powoli zaczynają wchodzić w wiek, kiedy wpływ środowiska rówieśniczego na miejscu zaczyna być coraz większy, więc nie mam złudzeń co do tego, że polski zostanie na tym samym poziomie, co niemiecki. Dlatego np. cieszą mnie różne drobne oznaki tego, że moje dzieci same chętnie mówią po polsku. Ostatnio starszy „zaprzyjaźnił” się przez internet z kilkoma Polakami, z którymi gra on line w fortnite i zapewniam cię, że posługują się identycznym slangiem. Przez pewien czas nie chcieli mu wierzyć, że nie mieszka w Polsce. Dopiero jak zaczął zapraszać do gry swoich kolegów z klasy i w trakcie grania rozmawiać równocześnie po polsku i dialektem szwajcarskim, uznali, że nie ściemnia.
  • jak_matrioszka 22.01.19, 08:29
    Eliszko, to był cytat z boo-boo, drugi wpis tej odnogi. Ona to napisała tutaj, ale nie jest w tym przekonaniu osamotniona. Mnie cieszy, że Młodsza wogóle mówi po polsku, a poziom sprawności napawa zdumieniem. Wiem za to, że to nie moja ciężka i systematyczna praca, a checi i praca samej Młodszej ja na ten poziom wciagneły smile Ja tylko szum w ciagu roku zapewniam wink
  • eliszka25 22.01.19, 08:47
    Ja uważam, że moje dzieci mówią po polsku naprawdę dobrze i ze swobodą niemal taką, jak dzieci w Polsce. Jednak nigdy nie będą mówić dokładnie tak samo, bo to fizycznie niemożliwe. Nie mamy na codzień żywego kontaktu z językiem szkolnym i młodzieżowym, a ja nigdy nie miałam zamiaru katować ich tłumaczeniem wszystkiego, czego uczą się w szkole na język polski. Dlatego trafiają się sytuacje, że jakieś słowo jest nowe, nieznane albo pytają, jak coś powiedzieć po polsku, bo nie znają dosłownego tłumaczenia. Nie oszukuję się, że tego nie ma, ale i tak cieszę się, że przy tak w sumie niewielkim nakładzie pracy udało się osiągnąć taki poziom znajomości polskiego. Nigdy nie cisnęlam na naukę, po prostu pierwszym językiem moich dzieci był polski, w domu używamy polskiego i wychodzi to naturalnie. Może dlatego moje dzieci nigdy się nie buntowały i chętnie mówią po polsku. Choć zdaję sobie sprawę, że może się to zmienić.
  • boo-boo 22.01.19, 12:38
    Odnośnie języka szkolnego....nie tłumaczę wszystkiego czego w szkole się uczą- bo nie ma sensu. Jednak tłumaczę dużo- to też rozwija słownictwo.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • eliszka25 22.01.19, 13:36
    boo-boo napisała:

    > Odnośnie języka szkolnego....nie tłumaczę wszystkiego czego w szkole się uczą-
    > bo nie ma sensu. Jednak tłumaczę dużo- to też rozwija słownictwo.
    >

    Owszem rozwija, ale ja nie naciskam. Oczywiście, jeśli potrzebują pomocy w lekcjach czy trzeba im coś wytłumaczyć, tłumaczę po polsku, więc całkiem sporo szkolnego słownictwa się na codzień przewija, ale to nigdy nie był i nie będzie taki sam poziom, jaki mają dzieci w Polsce. Z tym, że mi też nigdy na tym nie zależało.
  • boo-boo 22.01.19, 13:44
    Szczerze ? mnie też aż tak bardzo nie zależy ale....starszy lubi z dziadkiem na skypie o matematyce rozmawiać i generalnie o szkole. Jak ja mu coś tłumaczę np. z matematyki to z automatu mu też na polski przełożę- bo jak nie, to jak on ma dziadkowi przekazać, że o ułamkach się np. teraz uczy. Strzeli mu hasłem "fractions" i dziadek nie zrozumie. Ostatnio mu z PL przywiozłam mój mini leksykon do matematyki- super sprawa bo są różne rzeczy fajnie wytłumaczone i moim zdaniem łatwiej niż w szkole- po polsku oczywiście. Chcąc nie chcąc musi znać polskie słownictwo żeby z niego skorzystać.
    To samo się tyczy ćwiczeniówek do języka polskiego.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • eliszka25 22.01.19, 14:09
    U nas wygląda to podobnie, bo jeśli ja coś tłumaczę, to robię to po polsku, więc spora część słownictwa się jednak na codzień przewija. Nigdy jednak nie uczyłam ich tego jakoś specjalnie intensywnie. No i starszy ma już 12 lat, więc nie siedzę z nim nad lekcjami, tłumaczę coś tylko czasami, więc tu już słownictwa jest o wiele mniej. On sam, jak musi czegoś poszukać, to grzebie w internecie po angielsku, bo mu łatwiej niż po polsku i niemiecku. Nie mam pojęcia skąd mu się to bierze, bo to jest język, którego zaczął się uczyć dużo później.
  • boo-boo 22.01.19, 14:12
    "On sam, jak musi czegoś poszukać, to grzebie w internecie po angielsku, bo mu łatwiej niż po polsku i niemiecku. "
    Może dlatego, że po angielsku jest więcej info na dany temat.
    Ja jak czegoś szukam to też po angielsku- z powodu jaki podałam powyżej.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • eliszka25 22.01.19, 14:36
    Tylko, że jak musi poszukać czegoś do szkoły, w której językiem wykładowym jest niemiecki, to jednak logiczniej byłoby szukać po niemiecku chyba? Poza tym to 12-latek, który angielskiego zaczął się uczyć 4 lata temu i uczy się tylko w szkole. Żadnych dodatkowych lekcji nie ma, w domu też po angielsku nie mówimy, a mimo to właśnie angielski mu w wielu dziedzinach najbardziej pasuje. Nie żeby mnie to martwiło, absolutnie, ale przyznam, że czasem dziwi.
  • boo-boo 22.01.19, 12:34
    "Ostatnio starszy „zaprzyjaźnił” się przez internet z kilkoma Polakami, z którymi gra on line w fortnite i zapewniam cię, że posługują się identycznym slangiem. Przez pewien czas nie chcieli mu wierzyć, że nie mieszka w Polsce."

    Matko boska....czyli nie jestem osamotniona- u nas też takie cuda.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • eliszka25 22.01.19, 13:33
    No wiesz, oni podczas gry nie posługują się raczej czystą, poprawną polszczyzną tylko fortnitowym slangiem. Oczywiście rozmawiają teoretycznie po polsku, ale ktoś, kto nie zna gry, za wiele nie zrozumie.
  • boo-boo 22.01.19, 13:47
    Ależ ja to wiem. Bardziej mi chodziło o sam fakt szaleństwa z tymi grami. Mój ostatnio też mnie zawołał podekscytowany bo grał z jakimś chłopakiem z PL co ma prawie takie samo imię jak on.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • eliszka25 22.01.19, 14:10
    A, to źle zrozumiałam w takim razie. Szaleństwo jak najbardziej jest i u nas, więc trzeba ich pod tym względem pilnować.
  • saskia44 22.01.19, 08:18
    eliszka25 napisała:

    Polski jest ich pierwszym językiem i nie mają niemieckiego ani szwajcarskieg
    > o akcentu.

    Maja za to polski akcent mowiac w jezykach lokalnych.
  • eliszka25 22.01.19, 08:23
    Pudło, nie mają. Języka uczyli się od tubylców i mówią bez polskiego czy słowiańskiego akcentu. Nawet szwajcarskie charczenie im wychodzi bezbłędnie.
  • saskia44 22.01.19, 09:11
    eliszka25 napisała:

    > Pudło, nie mają. Języka uczyli się od tubylców i mówią bez polskiego czy słowia
    > ńskiego akcentu. Nawet szwajcarskie charczenie im wychodzi bezbłędnie.

    Genialne jezykowo dzieci, wiadomo tylko na ematce. W praktyce to obserwuje co innego.
  • eliszka25 22.01.19, 09:43
    genialne nie sa, po prostu zarowno polskiego, jak i miejscowego dialektu uczyly sie jako calkowite maluchy. do jakichs 4 lat glownym jezykiem byl polski, bo byli glownie ze mna w domu. pozniej poszli na rozne zajecia i do szkoly. jezyka lokalnego uczyli sie od tybulcow, ktorzy zdecydowanie nie mowia z polskim akcentem. z reszta moje dzieci nie sa pod tym wzgledem wyjatkowe. obserwuje to u wszystkich dzieci, ktore maja normalny kontakt z otoczeniem i nie zyja w enklawach emigranckich. nie dotyczy to tylko dzieci polskich, a w sumie obserwacje mam glownie na podstawie dzieci innych niz polskie, bo jestesmy jedyna calkowicie polska rodzina w najblizszej okolicy.

    za to po niemiecku nie mowia czystym hochdeutschem tylko jego szwajcarska odmiana z wyraznym szwajcarskim akcentem, bo mieli i maja szwajcarskich nauczycieli.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 09:57
    >Genialne jezykowo dzieci, wiadomo tylko na ematce. W praktyce to obserwuje co innego.

    nie spotkalam sie z dzieckiem ktore chodzi do szkoly od reception w UK i tak juz w 2 klasie nie mowi plynnie z wymowa angielska tylko polska czy jaka tam, nawet jesli ma oboje rodzicow Polakow czy innych obcokrajowcow. Szkola ma przeogromny wplyw i dzieci spedzaja tam jakby nie bylo wiele godzin.

    To raczej utrzymanie poprawnej wymowy w j. polskim stanowi wieksze wyzwanie i albo jest to efektem swiadomej pracy rodzica albo wynika z tego ze w domu mowi sie wylacznie po polsku.
  • boo-boo 22.01.19, 12:31
    "Pudło, nie mają. Języka uczyli się od tubylców i mówią bez polskiego czy słowiańskiego akcentu. Nawet szwajcarskie charczenie im wychodzi bezbłędnie. "
    Moje dzieci podobnie.

    "W praktyce to obserwuje co innego. "
    big_grin big_grin big_grin


    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • princesswhitewolf 22.01.19, 09:53
    >Pudło, nie mają. Języka uczyli się od tubylców i mówią bez polskiego czy słowiańskiego akcentu

    Jesli sie urodzily i wychowywaly tam to jak najbardziej nie maja polskiego akcentu tylko lokalny. A co do j. polskiego to akcent typowo polski jest jak najbardziej osiagalny jesli oboje rodzicow w domu mowi po polsku.
  • olena.s 22.01.19, 10:47
    Moim zdaniem - jak wiecie mam dość szczególny punkt widzenia, ale może przez to wart rozważenia - w sytuacji trwałej emigracji nie nalezy świrować z powodu akcentu, a nawet gramatyki. Uważam, że najważniejszy jest zasób słownictwa - uwaga - zgodny z klasą społeczno/językową rodziców. A jednocześnie przynajmniej mniej więcej zgodny z rocznikiem dziecka w odniesieniu do dzieci krajowych.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 10:51
    No ale coz po bogatym slownictwie jak to "niegramotnie" plecie i kalke z ang tworzy mowiac po polsku. Trzeba nad gramatyka pracowac. Nie torturowac lol ale systematycznie poprawiac.
  • olena.s 22.01.19, 10:57
    Język służy wyrażeniu myśli. I to jest najważniejsze, i tu ważniejsze jest słownictwo od gramatyki.
    W gruncie rzeczy chodzi bowiem o to, żeby dziecko CHCIAŁO.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 11:02
    Nie ma problemu z chceniem. Ja tez lubilam szkoly. Slownictwo ma takie jak to dzieci w wieku 5-6 lat maja. A ze to trajKotek to sie dogaduje. Z babcia tylko po polsku.
  • olena.s 22.01.19, 10:55
    Uzasadnię: moim zdaniem w kontekście dalszego rozwoju dziecka ważniejsze jest, czy może prowadzić po polsku rozmowę o - w zależności od wieku/upodobań - rozgrywkach w minecrafta, nowej Barbie, meandrach polityki PiS, nogach Zosi, planach nowego napędu rakietowego, filozofii Kanta - niż czy będzie bezbłędnie odmieniał jakiś zwrot. Pierwsze bowiem ułatwia naturalne wgłębianie się w język, a drugie jest tu w zasadzie obojętne.
    I moim zdaniem najlepsze w tych dwóch kontekstach metody to czytanie po polsku (co oznacza doprowadzenie dziecka dość wcześnie do praktycznej, bezbolesnej biegłości czytelniczej), oraz kontakt z rówieśnikami w kraju.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 11:05
    no ale olena, jak juz dziecko spokojnie ogarnia to co mowisz, to warto by tez nie mowilo " Kali chciec, Kali pic" tylko w miare poprawnie gramatycznie.

    >cryingco oznacza doprowadzenie dziecka dość wcześnie do praktycznej, bezbolesnej biegłości czytelniczej

    to bylo bardzo latwe.

    > oraz kontakt z rówieśnikami w kraju

    tego niestety nigdy nie bedzie mial. Ja w Polsce bywam raz na rok przez 5 dni. Rowiesnikow polskich zna z tutejszej szkoly sobotniej
  • olena.s 22.01.19, 11:18
    1. Nie. Jak dziecko wyjdzie poza wiek nikłych zasobów leksykalnych i małych codziennych konkretnych spraw, to będzie o wiele ważniejsze, czy będzie mogło/chciało swobodnie i z przyjemnością przeczytać Szczygielskiego/Kasdepke/. Bo szczygielski czy Kasdepke doprowadzi go do w miarę poprawnej gramatyki. Przez powatarzalność.
    2. No to grozi ci taka sytuacja jak pewnemu potomkowi emigrantów okołowojennych, który po latach wrzucony w środowisko realnych krajan usłyszał w sytuacji klasowo zbieżnej jakieś coś - nie wiem, dajmy na to kur.....a. I zapytał o niezrozumiałe słówko. Wyjasniono mu z radością, okraszając to niedowierzającym "naprawdę nie wiesz, co to znaczy?" Na co opowiedział "nie, Pani, ja tego języka nie znam".
  • jak_matrioszka 22.01.19, 11:26
    Nie da sie uczyć gramatyki bez odpowiedniego zasobu słownictwa, tak samo jak nie da sie zbudować zamku z klocków bez klocków.
  • ichi51e 22.01.19, 13:47
    Akurat gramatyki da sie. Jak pokazuja wszystkie podreczniki do gramatyki ktore maja dosc ograniczony zasob przykladow.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • saskia44 22.01.19, 15:56
    ichi51e napisała:

    > Akurat gramatyki da sie. Jak pokazuja wszystkie podreczniki do gramatyki ktore
    > maja dosc ograniczony zasob przykladow.

    Tyle ze te podreczniki ta gramatyke znaja a ci ktorzy sie jej ucza nie znaja i znac nie beda jesli nie beda jej uzywac w praktyce czyli mowieniu i pisaniu a do tego trzeba slownictwa bo nie przekazesz niczego jesli nie znasz slow.
  • ichi51e 22.01.19, 16:50
    To prawda ale argument byl „nie da sie opanowac gramtyki bez slowek.” Da sie

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • saskia44 22.01.19, 16:55
    ichi51e napisała:

    > To prawda ale argument byl „nie da sie opanowac gramtyki bez slowek.” Da sie
    >

    Wyuczyc na pamieci zasad, ktorych sie nie rozumie bo to w praktyce tak wyglada. Nauka jezyka polega na sluchaniu, czytaniu, pisaniu i mowieniu i to musi zaistniec razem. Jesli zasob slownictwa jest niewielki to nie bedzie postepow.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 11:27
    1. No ale on nie ma niklego zasobu leksykalnego. Mowi nie gorzej niz jego dzieci w polskiej szkole. Rzeklabym ze czyta lepiej po polsku niz jego rowiesnicy w Polsce w jego wieku.

    2. No to kazdemu z nas emigrantow grozi i tego sie nie da latwo uniknac niestety. Ja nie mam rozleglej rodziny w Polsce aby czesto tam jezdzic. Po to tez przychodze na to forum bo przeciez jak ci wiadomo swirow tu tez nie brak i nie z kazdym mozna miec normalna rozmowe. A jednak wiele mi to forum daje pod wzgledem informacji jezykowych. W ogole jakos dzieki temu forum potrafie po 23 latach poza polska sklecic jakies tam zdanie. Czesto z bledami stylistycznymi ale nadal pisze.

    Byl taki okres gdy mieszkalam w US 1999-2005, kiedy to pojawily sie nowe slowa a ja tam nie mialam kontaktu z Polakami. Pamietam, ze zdziwilam sie jak przeczytalam ze cos jest "wypasione" ( krowa?) a ktos "sciemnia" ( swiatlo?) i nie ma "kasy" ( pracuje w sklepie na kasie?) . Z tego forum i innego odkrylam wiele spraw jezykowych.
  • olena.s 22.01.19, 11:36
    1. Nie zrozumiałaś. Ma zasób nikły z powodu wieku, a nie indywidualnych cech. Im młodsze dziecko tym mniej zna/używa słów. I tym mniejszy jest jego zakres pojęciowy, do opisywania którego potrzebujemy słów.
    2. Nie no, to była sytuacja mająca początki w okresie preinternetowym i presatelitarnym.
    A praktycznie to rozważ, że choć możesz nie miec rodziny, ale z czasem możesz wykorzystywac kolonie i obozy.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 11:49
    1. no na pewno tak, ze jego ilosc slownictwa jest tez zwiazana z wiekiem, tylko, ze w porownaniu z rowiesnikami to jakby nie slownictwo jest widocznie rozne tylko te cudactwa gramatyczne sa widoczne. Np potrafil do niedawna jeszcze rzucic "Kogo jest to dla?" ( Who is it for?) Zamiast " Dla kogo to jest?" . No i poprawiam go aby takie dziwadla gramatyczne wyeliminowac i prawidlowych nawykow nauczyc.

    2. Mozliwe, ale ja wyjechalam w 1 polowie lat 90tych z Polski, wtedy jeszcze nie bylo takich zwrotow, przynajmniej nie pamietam. Pewno ze bede brac pod uwage obozy ale musi troche podrosnac.
  • mikams75 22.01.19, 14:10
    akurat sciemniac i kasa na pieniadze to sa bardzo stare okreslenia, raczej sprzed 1995r, tylko wypasione pojawilo sie pozniej, juz po 2000.
  • snakelilith 22.01.19, 14:42
    mikams75 napisała:

    > akurat sciemniac i kasa na pieniadze to sa bardzo stare okreslenia, raczej sprz
    > ed 1995r, tylko wypasione pojawilo sie pozniej, juz po 2000.

    Wyrażenia jak ściemniać i kasa są już mega stare, używałam sama w liceum, a maturę robiłam w połowie lat 80-tych. Co więcej, jestem nawet pewna, że wypasiony było znane przed 2000 rokiem, bo znałam to już np. jako wypasiona, czyli bajerancka bryka i stosował to już mój brat w latach 90-tych.
  • mmoni 22.01.19, 13:18
    Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się ten wątek z pl.hum.tlumaczenia (wykopany z omszałych archiwów internetu):
    groups.google.com/d/msg/pl.hum.tlumaczenia/Zqz_BDmoczw/l_sttO9fGAgJ

    --
    Nika
  • ichi51e 22.01.19, 13:48
    zaskocze cie - moj ojciec i cala jego rodzina cale zycie przezyli nie znajac takich slow big_grin w Polsce!

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • ichi51e 22.01.19, 13:51
    Niech bajki oglada. Gravity Falls i Regular show po polsku smieszniejsze niz po angielsku. Glosy jakies lepsze.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • eliszka25 22.01.19, 14:03
    olena.s napisała:

    > Uzasadnię: moim zdaniem w kontekście dalszego rozwoju dziecka ważniejsze jest,
    > czy może prowadzić po polsku rozmowę

    I tu się z tobą zgadzam. Zdecydowanie lepiej jest móc prowadzić swobodną rozmowę nawet z jakimiś tam błędami gramatycznymi niż mówić super poprawnie, ale niewiele. Moje dzieci mają niebywałą swobodę w mówieniu po polsku i to mnie bardzo cieszy. Poziom słownictwa z pewnością nigdy nie będzie taki sam, jak ich rówieśników w kraju, ale jest ono i tak bardzo bogate. Głównie dzięki temu, że średnio 2 razy w roku mają dłuższy kontakt z rówieśnikami w Polsce, kilka razy w roku przyjeżdża do nich starszy brat, a na codzień utrzymują internetowe znajomosci z dziećmi z Polski, z którymi grają np. w fortnite.
  • eliszka25 22.01.19, 13:55
    Oczywiście, że tak. Moje dzieci urodziły się w Szwajcarii i tutaj mieszkają od urodzenia. Byłoby naprawdę dziwne, gdyby mówiły z polskim akcentem w lokalnym języku. Co do akcentu polskiego, to w domu używamy tylko języka polskiego, bo oboje z mężem jesteśmy Polakami. Moi synowie mają też starszego brata w Polsce, z którym mają bardzo częsty kontakt, więc poprawna polska wymowa wyszła im właściwie naturalnie.
  • mikams75 22.01.19, 09:21
    dzieci urodzone w danym kraju i nie chowane w domowym kloszu do wieku szkolnego nie maja polskiego akcentu w jezykach lokalnych.
    Ale owszem sa rodziny/nacje (raczej nie Polacy) obracajacy sie prawie wylacznie we wlasnym gronie, dzieci nie maja za bardzo kontaktu z lokalnymi dziecmi do wieku szkolnego i te dzieci owszem, da sie rozpoznac po akcencie identycznym jak i ich rodzice.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 10:00
    no ale z czasem tez to sie zmienia. U nas jest rodzina dwujezyczna ale znam rodziny gdzie mowi sie po polsku lub tylko po hiszpansku. Gdy ich dziecko poszlo do szkoly byl dramat bo ono nyny, nic po angielsku. Bardzo szybko jednak w reception zalapalo a juz w Y2 czy w Y3 najpozniej zupelnie nie odstawalo od rowiesnikow w wymowie w j. angielskim i znajomosci slownictwa. Tak naprawde szkola ma przeogromny wplyw
  • mikams75 22.01.19, 10:02
    niestety ale i u nastolatkow czasem slychac, ale to sa raczej sytuacje, gdzie rodziny niezbyt wspolpracuja ze szkola a dzieci nadal czas spedzaja we wlasnej klice.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 10:11
    chyba w szkolach gdzie sa grupy takowych dzieci np tylko hinduskie. U nas dzieci rozsiewaja celowo tak, ze nie ma innego dziecka polskiego w klasie, jest jedno hundusiatko, jest jedno afganistaniatko a reszta to anglicy.
  • mikams75 22.01.19, 10:18
    i nic to nie da, jesli po szkole dzieci sie nie asymiluja, nie chodza na inne zajecia, nie odwiedzaja sie itd.
    Owszem, ogarna jezyk lokalny dzieki szkole w wystarczajacym stopniu ale ich "innosc" bedzie zauwazalna.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 10:23
    Akcent zalapuje sie na etapie bycia maluchem z reception czy Y1

    U nas to za bardzo nie ma czasu na odwiedzanie sie. Po szkole sa zajecia poszkolne i jak wracasz z dzieckiem do domu to prawie 17ta... Sa imprezy urodzinowe czyli non stop co druga niedziela to jakies urodziny czyjes i go woze.

    Polska szkola to jedyny mozliwy kontakt dla nas z dziecmi polskimi i dlatego go posylam tam. Znam jeszcze jednego malego polaka ale widujemy go moze raz na kwartal ze wzgl na ilosc zajec.
  • mikams75 22.01.19, 11:03
    nie wszyscy korzystaja z zajec pozaszkolnych, nie wszyscy chadzaja na urodziny a od 17stej jak nie ma juz wieczornych zajec dodatkowych to wcale nie jest to tak malo czasu. Tzn, nie mniej niz gdzie indziej.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 11:09
    U nas przecietny dzien wyglada tak:
    Wioze dziecko na 7:30 na breakfast club a nastepnie jade do pracy. O 16:15 odbieram dziecko ( po pracy a u dziecka to jest po klubie szachowym czy klubie Spanish itd) i jedziemy do domu. Je obiad ktory gotowalam wczoraj albo gotowal sie od rana w wolnowarze. Po obiedzie ja lece na 17ta na 45 min spinning do klubu sportowego na koncu ulicy a on sie troche bawi. Ok 18tej siadamy i uczymy sie, czytamy itd. ok 20 kapanie a o 20:30 idzie spac.
  • mikams75 22.01.19, 13:44
    to, ze twoje dziecko tak ma, nie oznacza, ze wszystkie dzieci w waszej okolicy tak maja, sa rodziny, ktorym nie zalezy na klubach, sportach i w ogole kontaktach, zawsze ktos jest w domu, nie tluka z dzieckiem czytanek i innych przez dwie godziny dziennie.
    A inni spedzaja czas inaczej, dzieci maja pod wieczor dodatkowe zajecia - sportowe, muzyczne, jakiekolwiek. Inni natomiast maja popoludnia na zycie towarzyskie i tv.
    To ty zdecydowalas, ze wasz dzien tak wyglada. U innych rodzin wyglada dzien inaczej.
    I znaczenie (wplyw na akcent, mowe) ma to, jak dlugo dziecko jest w szkole, wraz z nieobowiazkowymi zajeciami i to, jak i z kim spedza czas po szkole.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 14:09
    >A inni spedzaja czas inaczej, dzieci maja pod wieczor dodatkowe zajecia - sportowe, muzyczne, jakiekolwiek.

    przeciez te kluby o ktorych mowie sa sportowe i muzyczne. Potomek chodzi na karate 3 razy w tygodniu, na taniec raz w tygodniu i na hiszpanski.

    U mnie w domu tez zawsze ktos jest=> moja mama, ktora mowi wylacznie po polsku z moim dzieckiem. Ale nie zwala sie calosci wychowania na babcie i dziecko tez ma zajecia popoludniowe.

    >wraz z nieobowiazkowymi zajeciami i to, jak i z kim spedza czas po szkole.

    W klasie naszych dzieci nie ma spotkan popoludniowych. Nie slyszalam o takowych a potomek jest osoba popularna. W sobote dwie dziewczynki sie o niego prawie bily i podczas urodzin na 35 dzieciakow ktore organizowalam

    Z praktycznego powodu nie bardzo wyobrazam sobie jak Twoje dzieci utrzymuja tu codzienne popoludniowe kontakty z innymi dziecmi Polakami i chyba jego polscy znajomi mieszkaja w bliskim sasiedztwie. No my nawet do polskiej szkoly mamy z 10 mil.




  • mikams75 22.01.19, 14:17
    hmm a czy ja pisalam, ze moje dziecko utrzymuje popoludniowe kontakty z polskimi dziecmi? Nawet za bardzo nie mam takich w okolicy. A do pl szkoly mam jeszcze dalej niz ty. A inni jeszcze dalej, tylko w inna strone.

    Pisalam o roznych rodzinach (nie polskich) i o tym, ze sa tacy, co siedza we wlasnej klice popoludniami (bez zajec dodatkowych w szkole czy gdziekolwiek) i te dzieci w wieku nastoletnim nadal sie wyrozniaja innym akcentem, mimo staran szkoly.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 18:01
    ah czyli pisalas ogolnie ze sa tacy. Rozumiem. Zgadzam sie zatem. No sa. Sa cale dzielnice hinduskie czy pakistanskie, somalijskie. Sa tez Polacy na Ealingu i Hammersmith i tam na pewno maja wielu znajomych w sasiedztwie. Tu Polakow malo gdzie mieszkam. Na mojej ulicy mieszka caly dom samotnych Polakow-facetow. Ale te typy mi kota uwiodly bo go zaczeli karmic i do tesciowa niewierna ladacznice musialam wywiezc. Siedza dziady i glaszcza i lakocie podkladaja. Wiec ich nie lubie.
  • mikams75 21.01.19, 22:10
    akurat brak obcego akcentu mnie nie dziwi wcale jesli rodzice tez mowia bez akcentu, to dziecko wlasnie tak powtarza.
  • jak_matrioszka 21.01.19, 22:16
    Ja znam dużo dzieci dwujezycznych i akcent w jezyku rodziców słysze praktycznie u każdego. Równocześnie spotykam sie z "nie gadaj, twoje dziecko nie ma obcego akcentu" wiec wierze, że inni tego moga nie słyszeć.
  • mikams75 21.01.19, 23:03
    ja u niektorych slysze, moze nie tyle akcent/melodie co takie jakby delikatne seplenienie, ale ja akurat ten rodzaj wymowy "zwalczylam" u swojego dziecka odpowiednimi cwiczeniami logopedycznymi.
  • jak_matrioszka 21.01.19, 23:10
    To nie jest tak, że te dzieci wszystko mówia z silnym akcentem. Czasem dopiero po kilkunastu lub kilkudziesieciu zdaniach to wyjdzie, zależy o czym dziecko mówi. To znaczy ja tak mam, że w pewnych momentach to wyłapuje, ale nie potrafie powiedzieć gdzie, tzn. nie mam żadnego testu, ot słysze i tyle. I nie dlatego że wiem, bo ja to wychwytuje u zupełnie nieznanych mi osób.
  • mikams75 22.01.19, 09:23
    spoko, u mojego dziecka wyjdzie po przyimkach, ale mam nadzieje, ze jeszcze troche a i to sie ogarnie.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 10:04
    >spoko, u mojego dziecka wyjdzie po przyimkach, ale mam nadzieje, ze jeszcze troche a i to sie ogarnie.

    dokladnie. Jesli chodzi o nauke j. polskiego wsrod malych obcokrajowcow, dzieci Polakow to wcale nie wymowa jest najwiekszym problemem ale gramatyka. Moje dziecko czasami robi kalke i mowi po polsku z angielska gramatyka
  • eliszka25 22.01.19, 13:42
    princesswhitewolf napisała:

    > dokladnie. Jesli chodzi o nauke j. polskiego wsrod malych obcokrajowcow, dzieci
    > Polakow to wcale nie wymowa jest najwiekszym problemem ale gramatyka.

    Zgadzam się i dlatego trochę mnie śmieszy to niedowierzanie, że dzieci mówią bez obcego akcentu. Jeśli oboje rodzice są Polakami i wyjechali z kraju jako osoby dorosłe, to akcent nie stanowi wielkiego problemu. Zdecydowanie więcej wysiłku trzeba włożyć w mówienie i pisanie poprawnie gramatycznie.
  • mikams75 22.01.19, 10:15
    i z takich roznic - poniewaz jako male dziecko moja corka nie miala kontaktu z polskimi rowiesnikami a wylacznie z paroma doroslymi osobami, to nie miala takiej typowej dziecinnej mowy/wymowy; po prostu na poczatku pierwsze slowa troche znieksztalcala po swojemu, ale to bardzo szybko minelo.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 10:25
    no moje dziecko tez nie mialo kontaktu z polskimi rowiesnikami na poczatku a zmiekczal. Nadal usiluje i go poprawiam bo calkiem dobrze wymawia twarde "Czy" a jak mu sie nie chce to mowi "Czi"
    Tylko twarde polskie R jeszcze sprawia mu trudnosc. Ma prawie 6 lat
  • mikams75 22.01.19, 11:06
    moja zaczela tak zmiekczac jak zaczela miec kontakt z polskimi dziecmi big_grin
    chyba sie jej wydawalo, ze jak inni tak mowia, to tak ma byc.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 11:10
    to nietypowo. A ojciec dziecka jest Polakiem?
  • mikams75 22.01.19, 13:35
    nie.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 13:43
    no to wyrazy uznania dla Ciebie bo wiem z wlasnego doswiadczenia o ile trudniej jest wypracowac dobry poziom polskiego u dziecka jesli w domu glownym jezykiem jest inny niz polski
  • mikams75 22.01.19, 13:58
    dzieki, latwo nie jest, ale i tak jestem dumna z rezultatow i z dziecka smile
    czyta rownie sprawnie i szybko po polsku jak i w jezyku lokalnym, pisze w zasadze bez ortografow, gramatyke ogarnia, nad stylistyka trzeba popracowac i bardziej zaawansowanymi zdaniami i plynnoscia wypowiedzi na rozne tematy a nie tylko wyklocanie sie o cos w domu, bo tutaj to jej jakos slownictwa nie brakuje wink
  • princesswhitewolf 22.01.19, 14:11
    a ile ma lat?
  • mikams75 22.01.19, 14:18
    10
  • princesswhitewolf 22.01.19, 15:03
    moje dziecko tez czyta bardzo dobrze juz a ma dopiero 6 lat. Z pisaniem wiadomo trudniej ale juz conieco pisze bo maja proste dyktanda.
    Wykloca sie czy rozmawia po polsku? Tzn ojciec nic nie rozumie?




  • princesswhitewolf 22.01.19, 15:12
    u nas priorytetem jest jednak angielska szkola i dlatego poswiecam j. angielskiemu ( czytanie, pisanie, spelling) oraz matematyce ponad godzine dziennie.
  • mikams75 22.01.19, 16:41
    i wykloca sie i normalnie rozmawia, ale np. jak ma cos dluzszego opowiedziec, czy powiedziec cos trudniejszego niz co robila z kolezanka, to brakuje jej takiej naturalnej plynnosci wypowiedzi. Chodzilo mi o to, ze wyklocanie sie idzie jej bardzo plynnie big_grin A ojciec rozumie, zreszta na co dzien w domu nie prowadzi sie skomplikowanych rozmow, po latach to i ja bym sie chinskiego osluchala wink
    Nie poswiecam jakiegos wydzielonego czasu na konkretna nauke. Sa prace domowe, sa testy, wiec sie uczy a czyta (a raczej polyka) ksiazki sama bardzo chetnie niezaleznie od jezyka.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 17:57
    >Chodzilo mi o to, ze wyklocanie sie idzie jej bardzo plynnie big_grin

    musze sie przyjrzec dokladnie jak to jest jak moj potomek ma zadre z babcia. Nie zdziwiloby mnie jakby to tez czynil to z niezwykla plynnoscia.

    >A ojciec rozumie, zreszta na co dzien w domu nie prowadzi sie skomplikowanych rozmow, po latach to i ja bym sie chinskiego osluchala wink

    u nas ojciec byl 2 lata na kursie polskiego. Tylko ze to bylo raz w tygodniu w roku szkolnym tylko wiec zaden ambitny kurs niestety. Costam kuma ale przyznam ze niewiele.
  • eliszka25 22.01.19, 09:48
    nie no moje dzieci tez mozna zlapac na bledach jezykowych, zwlaszcza, gdy pojawia sie jakies nowe dla nich slowa. czasem cos tam dziwnie odmienia albo uzyja formy, ktorej dziecko mieszkajace w polsce nigdy by nie uzylo i juz wiadomo. jednak ogolnie wymowe maja bardzo poprawna i z pewnoscia nie mowia ze szwajcarskim akcentem, bo ten jest bardzo slyszalny.
  • mrs.solis 20.01.19, 22:11
    boo-boo napisała:


    > Śmiem twierdzić, że nie każde- to już zależy od tego jak ten rodzic polskojęzyc
    > zny dba o to żeby dziecko językiem polskim się posługiwało.

    Corka profesorki j. polskiego na UJ swoja polszczyzna mnie nie powalila. Wiersz recytowala z takim samym akcentem jak pozostala reszta dzieci z mieszanych malzenstw.

    > W domu po polsku tylko ja mówię. Moje dzieci mówią po polsku tak jak ich rówieś
    > nicy w Polsce. Gdybyś ich usłyszała na jakimś nagraniu to w życiu byś nie pomyś
    > lała, że dzieci nie urodzone w Polsce i nigdy w Polsce nie mieszkały.

    Tej pani z filmiku na YT tez sie wydaje , ze ma dziecko dwujezyczne.


  • boo-boo 20.01.19, 22:23
    Nie jestem panią z filmiku.
    Mnie się nie wydaje- tak jak i wielu postronnym osobom w Polsce i tutaj w UK.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • mrs.solis 21.01.19, 00:56
    No to ok. moge uwierzyc. Z ciekawosci tylko spytam, czy twoje dzieci urodzily sie w Polsce i jak czesto bywaja w Pl. i na jak dlugo. To ma tez duze znaczenie jesli chodzi o to jak dziecko dobrze zna jezyk. MOja corka po kazdej wizycie w Pl. mowi o wiele lepiej po polsku po czym po powrocie stopniowo wraca do punktu wyjscia.
  • boo-boo 21.01.19, 12:56
    Moje dzieci nie urodziły się w Polsce. Nigdy w PL nie mieszkały. Całe letnie wakacje w PL spędzają- mają mnóstwo kolegów i koleżanek. Czasami się zdarzy, że oprócz wakacji przerwę szkolna też. Oprócz tego w okresie letnim jeszcze nie wakacyjnym mają polskie rodzeństwo po sąsiedzku tu w UK. Do tego dochodzą dziadkowie na skypie- prawie codziennie. Ze mną rozmawiają tylko po polsku- a wierz mi gadułami są nie z tej ziemi. Tak jak pisałam- bajki, filmy dla dzieci po polsku oglądają. Syn po polsku czyta na poziomie swoich rówieśników z PL.
    Mam porównanie do innych dzieci z rodzin mieszanych- i jestem obiektywna. Moje dzieci nigdy nie mieszały języków. Po polsku mówią bez obcego akcentu - i to zawsze ludzi zadziwia bo w PL nie urodzeni i nigdy nie mieszkali. Ale wierz mi- trochę mnie to pracy kosztuje i mam nadzieję, że z wiekiem się to nie zmieni.
    Chłopiec z filmiku jak dla mnie masakra- to nie jest dziecko dwujęzyczne. Polski rozumie i potrafi coś tam odpowiedzieć. Ma obcy akcent. Gdyby nie fakt, że chronię prywatność moich dzieci i odmówiłam starszemu zostania youtuberem z powyższego powodu to bym chętnie taki filmik nakręciła żeby udowodnić niedowiarkom, że jest tak jak piszę.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • ichi51e 21.01.19, 12:59
    Juz kiedys byla mowa o tym chlopcu to male dziecko w ogole nie zainteresowane tematem okreslenie jego umiejetnosci to wrozenie z fusow (raczej mozna sie domyslic ze reaguje na slowa klucze ale wuj wie)

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • krelia 21.01.19, 18:22
    To samo pytanie co do innych, a jak ze zwrotem " prosze pana/pani"?
  • princesswhitewolf 21.01.19, 14:29
    >
    Tej pani z filmiku na YT tez sie wydaje , ze ma dziecko dwujezyczne.


    bo ma, ale dziecko ma w obu jezykach cudaczna maniere mowienia i mowilo kiepsko jak na swoj wiek w obu. Duzo tez pozowania tam
  • srubokretka 20.01.19, 22:26
    Poziom jest niski z wiadomych przyczyn. My nie wysylamy dzieci do szkoly, poniewaz szkoda mi bylo czasu na dojazdy. Poziom w szkole w Polsce jest nizszy (inny) niz u nas, wiec spokojnie jestem w stanie dzieci nauczyc sama. Ograniczajac oczywiscie niektore zagadnienia, ktore nie sa im potrzebne teraz.
  • no_easy_way_out 20.01.19, 23:08
    Korzystam - moja corka chodzi.
    Sa plusy i minusy. Wg. mnie plusy przewazaja.

    1. Jedyny kontrargument to chyba dodatkowy, 6 dzien kiedy trzeba wstawac rano, niestety. Sobota. No i ogranicza to tez opcje dlugich weekendow, zeby pojechac dalej gdziestam.

    2. Z tym krotszym weekendem tez bez przesady - ile razy jedzie sie gdzies od piatku do niedzieli, poza wakacjami- no nieczesto. Jesli juz sie zdarzy, mozna od biedy po prostu jedna sesje szkoly odpuscic przeciez.

    3. W przypadku szkoly, o ktorej mowie sa to 3 godziny. W tym 30-minutowa przerwa. Nie jest to wg. mnie przeciazanie.

    4. Ucza sie w 75% jezyka polskiego (ze wskazaniem na pisownie), z 15% historia, 10% inne, zabawy, logopedka pracujaca w sprawie wymowy, czasami tez religia ale te dwa ostatnie to sladowo.

    5. Z racji mojej profesji, zdarzylo mi sie pomoc tej polskiej szkole (kilka miesiecy temu) - i mialem wglad w sprawy organizacyjne, ze wskazaniem na finansowe. Zdecydowana wiekszosc srodkow to skladki rodzicow; oraz fakt, ze nauczyciele to wlasciwie wolentariat. Otrzymuja w praktyce tylko zwrot kosztow.

    6. Z racji wyzej wymienionego wgladu wiem tez, ze akurat ta szkola nie przyjmuje dzieci jak leci. W czerwcu/lipcu zeszlego roku nie bylo juz mozliwosci dopisywania nowych dzieci od wrzesnia. Lista zapasowa (rezerwowa) to ponad 100 dzieciakow.

    7. Poziom szkoly jest ok. Mowie o tej konkretnej, wiem ze w roznych miastach nie mowiac o krajach moze byc inaczej. Nauczycieli jest ponad 20, dzieci okolo 450. Bez wyksztalcenia pedagogicznego nikt nauczycielem nie zostaje. Nawiasem mowiac wiekszosc nauczycieli jest rowniez rodzicem, czesto dzieci, ktore chodza do tej szkoly. Zdarzaja sie asystentki.

    8. Daleki jestem od ochoty prania mozgu corce przesadnym partiotyzmem i wmawianiu, ze Polska to Narod Wybrany a cala reszta swiata tylko buty sobie Polska wyciera. Ale jednak pewna swiadomosc (pozytywna) swojej polskosci, korzeni, costam historii chcialbym, aby miala. Z doswiadczenia innych i znajomych roznych narodowosci mieszkajacych w UK wiem, ze dzieci poki sa male, dosc latwo do takich szkol wysylac (typu lat 6,7,8). Im pozniej tym wieksze szanse, ze pojawi sie opor. Potem wiadomo - jest bunt i wszystko jest zle - polska szkola tez.
    A jak juz sie w mozgu prostuje i mlody czlowiek ma 20-pare lat, zaczyna czesto to doceniac, aktywnie interesowac sie powoli historia swoich przodkow, byc swiadomym i dumnym z swojej odrebnosci.
    Angielskiej szkoly jest 30 godzin w tygodniu. Szkola polska szkola to 3 godziny. Wg. mnie to nie przeginka.

    Dojazd w jedna strone (do) to okolo 20 minut, 5-6 mil.
    Powrot juz 30-35, bo ludzie sie budza i stwierdzaja, ze to swietny pomysl zeby doklaczyc do innych i wspoltworzyc korki w centrum, przez ktore musze przejechac.
  • olena.s 21.01.19, 00:00
    >8. Daleki jestem od ochoty prania mozgu corce przesadnym partiotyzmem i wmawianiu, ze Polska to Narod Wybrany a cala reszta swiata tylko buty sobie Polska wyciera. Ale jednak pewna swiadomosc (pozytywna) swojej polskosci, korzeni, costam historii chcialbym, aby miala.<
    No, jasne. Tylko znów - mamy szkołę gromadzącą wściekle wymieszane (pod kątem poglądów, upodobań, wykształcenia, poglądów i aspiracji rodzin) dzieci. Jak znaleźć wspólną bazę, która spowodowałaby usatysfakcjonowanie zarówno powiedzmy mnie, jak i np. wątkodajki, czy Boże uchowaj, jakiegoś Józia?
    Moim zdaniem taką rolę mogą spełnić raczej dobrze zaplanowane wakacje w Polsce - kiedy dzieciak poznaje ją od najciekawszej strony, ganz egal czy będzie to żeglowanie, artystyczne półkolonie czy sprint po teatrach.
  • saskia44 21.01.19, 08:39
    Z racji wyzej wymienionego wgladu wiem tez, ze akurat ta szkola nie przyjmuje dzieci jak leci.

    A jakie sa kryteria oprocz wieku?

  • no_easy_way_out 21.01.19, 12:42
    >A jakie sa kryteria oprocz wieku?

    Na pewno jest element "kto pierwszy ten lepszy" - ale jakie jeszcze - przyznam, ze nie wiem.
    Dobre pytanie. Podpytam przy najblizszej okazji i jak nie zapomne - dopisze tu.
  • saskia44 21.01.19, 13:57
    Kto pierwszy ten lepszy zalicza sie do zbioru jak leci.
    Jedynym kryterium o jakim slyszalam jest wiek.
  • no_easy_way_out 21.01.19, 16:34
    Ale moze byc np. tak, ze:
    - musi dziecko juz mowic po Polsku w stopniu jakimstam
    - juz masz dziecko w naszej szkole
    - i np. dopiero wtedy kolejnosc decyduje

    wtedy nie jest w zbiorze jak leci
    (Strzelam, bo tak jak mowie - na 100% nie wiem)
  • saskia44 21.01.19, 16:44
    Jesli dziecko musi juz znac podstawy jezyka polskiego to jest to kryterium, zgoda. Ciekawe jakie sa wymagania i jak testowane. Swoja droga to troche dyskryminujace.
  • mikams75 22.01.19, 09:27
    dziecko musi rozumiec, co sie do niego mowi, inaczej bez sensu, nic z lekcji nie skorzysta.

    Znam natomiast dzieci, ktore mowily slabo i niechetnie (z dobra bierna znajomoscia) a jednak w szkole przelamaly sie i zaczely mowic, pisac i czytac tez i to w miare poprawnie, wiec to nie jest tak, jak niektorzy w tym watku pisza, ze taka szkola nic nie daje. Wg mnie daje i to duzo.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 10:12
    u nas w 1 klasie w sobotniej szkole jest dziewczynka ktora bardzo slabo mowi po polsku. Tez przyjeli i sie podciaga
  • saskia44 22.01.19, 15:59
    mikams75 napisała:

    > dziecko musi rozumiec, co sie do niego mowi, inaczej bez sensu, nic z lekcji ni
    > e skorzysta.

    Ale to sa dzieci na poczatku edukacji i jest to podobno szkola wiec powinni nauczyc nawet jesli nie zna albo bardzo slabo.
  • mikams75 22.01.19, 17:02
    ale to nie jest jak szkola jezykow obcych w Polsce, gdzie ucza od podstaw, tylko szkola dla polskich dzieci, klasy sa pewnie spore, czasu malo, nie ma co liczyc na jakies indywidualne traktowanie, dziecko slabo radzace sobie musi nadganiac, przy pomocy rodzicow oczywiscie, bo samodzielnie nie da rady w tym wieku.
    Do tego jesli prawie wszystkie dzieci rozumieja co sie do nich mowi i nauczycielka w pierwszej klasie, podobnie jak w Polsce w polskiej szkole, skuia sie na nauce czytania i pisania a nie nauki zaimkow osobowych i podstawowych slow typu olowek, zeszyt, pisac, czytac. Moga nie mowic, nie chciec mowic, potrzebowac czasu na rozgadanie sie ale zazwyczaj dzieci polskich rodzicow idac do szkoly rozumieja niemal wszystko.
    Jak dzieci w Polsce ida do pierwszej klasy to tez rozumieja polecenia.
    Dzieci obcojezyczne w nowym kraju maja dodatkowe lekcje wspomagajace nauke lokalnego jezyka.
  • saskia44 22.01.19, 18:49
    Przede wszystkim te sobotnie szkoly to nie sa prawdziwe szkoly a raczej miejsca do socjalizacji z innymi polskimi dziecmi. Mozna sobie wiec darowac ta polska spine szkolna. To powinno byc przyjazne miejsce dla wszystkich chetnych dzieci zachecajace do uczestniczenia w zajeciach. Nie ma powodow selekcjonowac w takich 'szkolach' bo to nie ten rodzaj edukacji, jesli w ogole jakis.
  • mikams75 22.01.19, 22:43
    a ilez to czasu na te socjalizacje maja dzieci? Wiekszosc czasu spedzaja ne lekcjach, na przerwach sie socjlaizuja albo czasem jak szkola cos ekstra zorganizuje. I myslisz, ze co robia na tych lekcjach? Koloruja drwala? Nie, normalnie sie ucza, maja sprawdziany i jeszcze maja narzucone niezle tempo, zeby w jak najkrotszym czasie zrobic jak najwiecej z obowiazujacego (narzuconego przez MEN) programu. Oczywscie, ze w ciagu 3 godzin nie zrobia tego, co w szkolach przez tydzien, ale zrobia wystarczajaco duzo.
    Owszem, miejsce musi byc przyjazne, ale nikt nie bedzie jezdzil kawal drogi, zeby sie dziecko spotkalo z polskimi kolegami. Jak sie juz poswiecaja, jada, odrabaja lekcje, to po to, zeby cos z tego bylo w glowie.
    I jest zawsze czesc osob planujacych powrot do Polski, im zalezy podwojnie, zeby dzieci nie mialy jezykowych zaleglosci. Powiadasz, ze dla wszystkich chetnych? Niestety, chetnych jest duzo wiecej niz miejsc, wiec nie dla wszystkich wystarcza.
  • princesswhitewolf 22.01.19, 23:53
    zgadza sie. Jezeli chetnych dzieci wiecej niz moga pomiescic w 1 klasie to musza stworzyc kolejna klase rownolegla. Niestety nie zawsze znowu zapisze sie tyle by tworzenie dodatkowej klasy mialo sens. W tym roku utworzyli dwie rownolegle klasy pierwszakow, ale jeszcze w zerowce kolezanka sie spoznila i juz nie bylo miejsc bo nie bylo tylu chetnych by tworzyc rownolegla klase zero.
  • mikams75 23.01.19, 00:28
    niby powinni, ale nie zawsze sa mozliwosci - kadrowe, lokalowe, finansowe, proces decyzyjny trwa wieki.
  • princesswhitewolf 23.01.19, 13:29
    to tez czesto jest przyczyna
  • saskia44 23.01.19, 09:48
    princesswhitewolf napisała:

    > zgadza sie. Jezeli chetnych dzieci wiecej niz moga pomiescic w 1 klasie to mus
    > za stworzyc kolejna klase rownolegla. Niestety nie zawsze znowu zapisze sie tyl
    > e by tworzenie

    Problem polega na tym ze nie ma warunkow lokalowych i sa problemy kadrowe. Dzieci jest zawsze wiecej niz miejsc, dlatego sa dlugie listy oczekujacych.
  • saskia44 23.01.19, 09:03
    Nie wiem jak u ciebie ale u mnie w te spotkania zaczynaja sie o 9 a koncza o 12, raz w tygodniu w sobote. Dzieci sa w roznym wieku, niby podzielone na grupy ale wiadomo. Prawdziwej nauki to tam nie ma, troszke tego troszke tamtego, religia, potanczyc, pospiewac. Staff z lapanki, niby niektorzy maja jakies tam kwalifikacje ale to nie sa prawdziwi nauczyciele bo tacy pracuja w szkolach zazwyczaj i nie maja ochoty dorabiac pennies zarywajac weekends. A dzieci sa rozne, niektore maja np autyzm, inne ADHD. Znajoma tam pracowala przez jakis czas, dzwonila do mnie i pytala czy bym im nie pomogla bo nie daja rady. Mam ciekawsze zajecia na sobotnie przedpoludnia. Oczywiscie jest wiecej chetnych niz miejsc, co nie dziwi wszak wiekszosc Polakow na emigracji skupia sie wokol wszystkiego co polskie, dzieci do komunii w polskim kosciele wysyla i do tzw szkoly polskiej tez spelnaiajac patriotyczny obowiazek. Tak to wyglada w praktyce choc zapewne yuka i princess napisza co innego.
  • krelia 23.01.19, 09:15
    Macie za darmo szkole gdzie dzieci moga sie rozwijac i nabywac nowe umiejetnosci- wszystko podane na tacy- a wy tylko narzekacie….

    Byl tu ostatnio taki watek ze mamusi sie nie spodobalo co uczono na religii i dziecku zakazala chodzic na ta lekcje, wstyd mi bylo to czytac bo ci ludzie wypruwaja sobie zyly zeby szerzyc polskosc, jakie to musi byc dla nich demotywujace takie pretensje z kosmosu...
  • olena.s 23.01.19, 09:35
    A dla nich demotywujące są twoje panasienkiewiczowskie aspiracje.
  • princesswhitewolf 23.01.19, 13:39
    >Macie za darmo szkole

    szkoly nie sa za darmo

    >Byl tu ostatnio taki watek ze mamusi sie nie spodobalo co uczono na religii i dziecku zakazala chodzic na ta lekcje, wstyd mi bylo to czytac bo ci ludzie wypruwaja sobie zyly zeby szerzyc polskosc,

    Czy bycie obywatelem polski oznacza koniecznosc bycia katolikiem? Jakis przymus? Tak, nie podoba mi sie ze malutkie dzieci uczy sie o mordach. Uczyc czegokolwiek trzeba z rozumem
  • olena.s 23.01.19, 09:36
    Myślę, że to zalezy po prostu od tego, kto szkołę zakłada i która klasa społeczna się wokół niej koncentruje.
  • mikams75 23.01.19, 11:28
    ja tez napisze cos innego - nauczyciele sa nauczycielami, jest przerabiany program z podrecznikow, sa testy, oceny, swiadectwa jak w polskich szkolach, zadne troche tego, troche tamtego, calkiem konkretne cele sa realizowane, mozesz sobie sprawdzic, co robia w polsce w szkolach na lekcjach plskiego, to sie dowiesz co robia na emigracji - to samo, tylko troche mniej szczegolowo i duzo szybciej, bo czasu duzo mniej. Tancow, spiewow, religi nie ma. Serio na rozrywki po polsku to by mi sie nie chcialo tak daleko jezdzic. Nie dorabiaj patriotycznej ideologii.
  • mikams75 23.01.19, 11:35
    ale saskia, wiem o co ci chodzi - w troche dalszej okolicy jest taka szkolka, przy kosciele i tam jest taki program o jakim piszesz. Niektorym to odpowiada, bez stresu, bez nacisku na dziecko, cos tam pospiewaja, pokoloruja swiete obrazki, poczytaja biblie po polsku. Na szczescie mozna wybrac. Mnie zalezy, zeby dziecko sie czegos nauczylo, wole wlozyc wysilek, zeby cos z tego bylo. Przykoscielna szkolka to dla mnie strata czasu. Ty najwyrazniej nie mialas kontaktu z normalna szkola przy ambasadzie, realizujaca konkretny program szkolny, stad masz taka opinie. Ale przyjmij do wiadomosci, ze takie szkoly istnieja.
  • saskia44 23.01.19, 13:05
    U mnie nie mozna wybrac bo te szkoly dzialaja tylko raz w tygodniu przez 3 godziny wiec to nie jest zadna nauka nawet jesli religii nie ma (a jest zawsze o czym sie przekonala princess ktora wczensiej zapewniala ze w polskiej szkole do ktorej poslala swoje dziecko nie ma religii)
  • mikams75 23.01.19, 14:07
    dlaczego uwazasz, ze przez 3 godziny intensywnych lekcji plus praca w domu, to sie niczego nie naucza?
    Lepiej nie posylac dziecka na zadne dodatkowe zajecia, bo to tylko 1-2-3 godziny czy jednak lepiej posylac, bo wyniosa z zajec konkretna wiedze/umiejetnosci? Nie pojmuje twojej logiki.
    Uwazam, ze sie naucza i to calkiem sporo. Czasu na pierdoly nie marnuja, z programem trzeba gnac.
    a co do ksiazek - u nas maja dokladnie te same, ktore maja dzieci w szkolach w Polsce.

    Popatrz na plan lekcji w szkolach, jakichkolwiek. Przyklad: historia 2 godziny, fizyka 1 godzina, chemia 2 godzny. I co? Zlikwidowac, bo jak tak malo, to sie niczego nie naucza, wiec po co w ogole maja miec takie przedmioty?
  • yuka12 23.01.19, 13:17
    Piszemy co innego, bo masz nieładny zwyczaj uogólniania. Ja wiem, że istnieją szkoły z twojego opisu, nie wiem jednak, dlaczego tak uparcie nie chcesz przyjąć do wiadomości że nie wszystkie. Tak jak nie cała Polonia to rzymscy katolicy (np. ty nie, ja i Princess i pewnie jeszcze sporo by się znalazło). Tak samo nieprawnione wydaje mi się, tak częste u ciebie mylenie patriotyzmu czy chociażby chęci do podtrzymywania znajomości polskiego u dzieci z kulturalnym zacofaniem rodziców czy kiepską znajomości języka nowego kraju. Może to wynik otoczenia- sama bym nie uwierzyła w to co piszesz, gdybym kiedyś nie zetnęła z taką emigracją.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • yuka12 23.01.19, 13:18
    *nieuprawnione

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • saskia44 23.01.19, 13:25
    Tak, nie wszystkie sa takie ale 95% jest. Ups znowu ougolnienie.
  • saskia44 23.01.19, 13:28
    Poza tym wiadomo ze w Walii to szkoly lokalne sa do nieczgo natomiast polskie sobotnie to cud, miod i orzeszki.
  • mikams75 23.01.19, 14:10
    ale co ma jedno z drugim? ktos posyla dziecko na zajecia dodatkowe (szkola karate, chinskiego, polskiego, lepienie z gliny) w konkretnym celu (poszerzenia wiedzy, rozrywki, zapchania czasu) i co ma do tego szkola, gdzie dziecko chadza codziennie?
  • princesswhitewolf 23.01.19, 13:35
    >Nie wiem jak u ciebie ale u mnie w te spotkania zaczynaja sie o 9 a koncza o 12, raz w tygodniu w sobote. Dzieci sa w roznym wieku, niby podzielone na grupy ale wiadomo. Prawdziwej nauki to tam nie ma, troszke tego troszke tamtego, religia, potanczyc, pospiewac.

    9:30- 13.00 tutaj. Nie ma staffu z lapanki ha ha ( fajne wyrazenie) i musza to byc osoby z kwalifikacjami nauczycielskimi. Tu masz opis www.polskaszkolanewmalden.org.uk/nabory-kadry
    Dzieci realizuja program MEN rozpisany dla sobotnich szkol i maja odpowiednie ku temu podreczniki. Zadania domowe dla 1 klasistow to: 2 strony czytanki, 2 strony cwiczen pisanych, opanowac wierszyk, narysowac to i to dla chetnych. Za tydzien bedzie dyktando wiec jest tez lista 10 slow do opanowania.

    >Tak to wyglada w praktyce choc zapewne yuka i princess napisza co innego.

    bo moze sa te szkoly rozne? Nie zdziwilabym sie. Sa te zrzeszone w Macierzy realizujace program MEN i sa inne

  • saskia44 23.01.19, 13:38
    Tak, tak princess zupelnie jak z tym brakiem religii o czym zapewnialas.
    Gdybym tu nie zyla to moze wierzylabym w twoje rozne opowiesci.
  • princesswhitewolf 23.01.19, 13:45
    najma Wkleilam ci linka wyzej w ktorym jest opis wymagania wobec nauczyciela. Czarno na bialym

    Prosze tu opis programu ktory realizuje szkola i wiekszosc szkol zapewne. Byc moze sa inne tez. www.polskamacierz.org/wp-content/uploads/2012/11/Podstawa_programowa_INTERNET.pdf

    Podaj linka do opisanej przez ciebie szkoly i ich programu to porownamy
  • princesswhitewolf 23.01.19, 13:47
    Podrecznik

    https://www.literka.org/wp-content/uploads/2017/08/Sprytny-Olowek-cz.2-721x1024.jpg
  • saskia44 23.01.19, 13:48
    Przestan princess, widzialam twoja ostatnia dyskusje z szeera, a z toba mialam podobnych wiele. Mozesz wklajac co chcesz i pisac co chcesz, to jak wygladaja te 'szkoly' w rzeczywistosci nie jest tajemnica. Masz potrzebe wysylac tam swoje dziecko to ok, masz prawo przeciez.
  • princesswhitewolf 23.01.19, 13:54
    Twoje dzieci nawet nie chodza do zadnej szkoly. Twoja wiedza jest ze slyszenia. Zreszta cokolwiek wkleje to i tak bez znaczenia bo wg ciebie tam nie ma programu, nauczyciele sa z lapanki ( linka nie klikniesz) i w ogole gry i zabawy. Nie stwierdzisz ze byc moze sa rozne szkoly bo przeciez zawsze masz racje a jak nie to odwolasz sie do jakiegos argumentu od czapy i zupelnie bez zwiazku. Strata czasu na takie rozmowy
  • yuka12 23.01.19, 14:11
    Zgadzam się. Prowadzimy przecież podobne dyskusje od dobrych kilku lat 😀.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • princesswhitewolf 22.01.19, 18:03
    najma, za malo tego polskiego przez te 3.5 godziny w tygodniu by sie nauczyly. A zadan domowych sporo juz.
  • janja11 21.01.19, 10:35
    Korzystaliśmy z takiej szkoły.
    Dzieciak miał kontakt z językiem i rówieśnikami z Polski.
    Poznaliśmy przy tym wiele fajnych osób.
  • qs.ibidem 21.01.19, 11:24
    Nie, ponieważ obydwie (w dwóch różnych miejscach) były przykościelne i jeden rzut oka na rysunki dzieci wywieszone na ścianach wystarczył mi na podjęcie decyzji. Tradycje traktujemy wybiórczo, bierzemy z niej co nam się podoba i ma ciekawe, naturalistyczne korzenie.
    Program szkolny realizuję w domu sama, ale to dopiero pierwsza klasa i z tzw.palcem w nosie można zrobić wszystko, a nawet więcej. Ja jestem jedynym nośnikiem polskiego (drugi język drugi rodzic i trzeci język kraju plus angielski szkilny) i w wieku 6 lat nie zauważam szczególnych różnic w biegłości językowej między moimi a równolatkami z Polski (obserwacja na podstawie programów dla dzieci z dziećmi w roli głównej). Potem z pewnością będzie trudniej, ale będziemy się starać.
  • qs.ibidem 21.01.19, 11:25
    *angielski szkolny
    Biegłości w języku polskim oczywiście.
  • kandyzowana3x 21.01.19, 11:33
    Moja 7 latka imo odmienia gorzej przez przypadki i czesciej myli przyimiki niz jej rowiesnicy w polsce.
  • qs.ibidem 21.01.19, 12:35
    Moje też bywa że kalkują przyimki z innego języka.
    Deklinację mają bez zarzutu.
    Jak słyszę (w programach tv) dzieci w ich wieku zauważam inny rodzaj błędów.
    Polski jest dla moich dzieci drugim językiem, ale do tej pory jeszcze nie musiałam używać obronnie tego argumentu.
    I, już bez porównania, bo nie mam z kim, i co zasadniczo mnie trochę dziwi, mają bardzo rozwiniętą sprawność tłumaczenia między językami.
  • kandyzowana3x 21.01.19, 14:18
    O tak smile. Tlumaczenie jest niesamowie. Ja na przyklad musze sie zastanowic i czasami zbudowac zdanie w glowie gdy tlumacze z ang na polski. Moja 7latka od "urodzenia " tlumaczy spontanicznie bez zastanowienia. Co ciekawe u 4 latki tego nie zaobserwoalam jeszcze.
  • jak_matrioszka 21.01.19, 21:04
    To tylko kwestia wprawy smile U nas było tak, że kiedy rozmawialiśmy wszyscy troje, to potrzebne były trzy jezyki, bo każdym z nich mówiły tylko dwie osoby. Jak wszystko co mówisz tłumaczysz symultanicznie na drugi jezyk za każdym razem kiedy otwierasz buzie, to szybko nabierasz biegłości. Ja nawet filmy tłumaczyłam w ten sposób, i to jest dopiero meczace.
  • edelstein 21.01.19, 15:51
    Nie, poniewaz sobota absolutnie u nas podpada pol wzgledem organizacyjnym.Poza tym nie mam cisnienia,ma rozumiem podstawy i podstawy werbalizowac.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • ingaki 22.01.19, 00:16
    Nie posyłam też szkoda mi soboty. Ale znam dzieci które chodzą i rodzice mają zamiar wracać za nie długo do Polski , to ma jakiś sens. Dzieci moich znajomych ktoezy są obydwoje polakami, w tej szkole nauczyli się przedewszystkim pisać po polsku. Dziecko mojej znajomej, która posłala syna do polskiej szkoly zeby nauczyl sie polskiego( matka polka ojciec anglik) ona mówi do niego po angielsku, poslkiego nie umie. Po pół roku dała sobi i jemu spokój, bo tam go polskiego nie nauczą , jezeli nie umie mówić po posku.

    --
    jest jak jest, nie jak powinno być..
  • boo-boo 22.01.19, 13:37
    "Dziecko mojej znajomej, która posłala syna do polskiej szkoly zeby nauczyl sie polskiego( matka polka ojciec anglik) ona mówi do niego po angielsku, poslkiego nie umie. Po pół roku dała sobi i jemu spokój, bo tam go polskiego nie nauczą , jezeli nie umie mówić po posku. "

    Trzeba być naiwnym wierząc, że weekendowa szkoła nauczy dziecko po polsku mówić jak samemu się do niego po polsku nie mówi. Znam podobny przypadek z tą różnicą, że obydwoje rodzice Polacy.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • princesswhitewolf 22.01.19, 13:50
    >Znam podobny przypadek z tą różnicą, że obydwoje rodzice Polacy.


    ...w domu ci Polacy miedzy soba a dzieckiem mowili w innym jezyku niz po polsku? Cudacy, ale co tam, trzeba byc tolerancyjnym bo to nie kryminal.