Dodaj do ulubionych

Treningi sportowe dzieci

28.01.19, 09:37
Wątek na podstawie smutnego wątku Skisurii...

Czy przed podjęciem przez dziecko treningów sportowych Waszych dzieci, rozmawialiście z drugim rodzicem o celu takich treningów? Ustaliliście priorytety?
Czy dziecko ma trenować bo:
1 lubi daną dyscyplinę sportu i trening ma sprawiać mu przyjemno,ść,
2 czy chcecie zrobić z dziecka "zawodowca"?
3 inny cel treningów (np rozwój koordynacji, ćwiczenie mięśni kręgosłupa itp itd..

Bo przyznam, że to co opisuje Skisuria brzmi dla mnie jako największy koszmar, jaki możn zgotować dziecku. Tatuś, który sam kiedyś trenował (na marginesie, ja się skończyły jego treningi? Czy został liczącym się zawodnikiem? Czy tez nie - i swoje niespełnione ambicje przelewa na syna) - robi wszystko, by dziecko zniechęcić do sportu.

Przyznam, że moj syn pływa. Zajęcia ma 3 razy w tygodniu plus basen szkolny. (W tym roku odpuśliliśmy mu jeden basen klubowy, ze względu na basen w szkole).
Przed posłaniem syna ustaliliśmy - że pływaka absolutnie z niego robić nie chcemy. Owszem, jeżeli będzie chciał - może brac udzial w zawodach - ale nie to jest priorytetem. Pływanie ma sprawić mu frajdę. Bo syn - to dziecko-kaczka. Wodę kocha nad życie.
Faktem jest, że mąż, który "obsługuje" basen czasami dzwoni do mnie i mówi" no nie mogę, co ten cymbał dzisiaj wyprawia" - bo syn, np postanowił oglądac sobie stopy podczas pływania na grzbiecie. Ale to jest chwilowa emocja byłego pływaka - synowi nigdy wyrzutów nie robił. Ewentualnie, spokojnie i cierpliwie tłumaczy, żeby na te stopy jednak nie patrzył, bo wtedy traci rytm smile
Sam zdaje sobie sprawę, że w pływaniu syna są krzywe wznoszące i krzywe opadające - co jast jak najbardziej prawidłowe i normalne.
Pływaka z niego nie chcemy robić my. Jeżeli syn wybierze taką drogę - jego sprawa. Ale to syn musi zdecydować.

Wydaje mi się, że takie ustalenie priorytetów między rodzicami jest jednak ważne...
Edytor zaawansowany
  • szmytka1 28.01.19, 09:42
    1 i 3. Z dzieckiem ustalony rodzaj sportu, z mezem czy bedzie wozil tongue_out
  • slonko1335 28.01.19, 09:53
    Przed podjęciem nie. Omawiamy na bieżąco jeżeli jest co omawiać. Jestem akurat przeciwnikiem trenowania czegokolwiek na poziomie wyższym niż rekreacyjny ale idziemy za dzieckiem i tu rozważamy wszystkie za i przeciw i wybieramy najlepsze naszym zdaniem opcje dla dziecka.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • princy-mincy 28.01.19, 10:19
    Nie, nie rozmawialiśmy, ale serio nie widziałam potrzeby takiej rozmowy.
    My z natury (ja i mąż) jesteśmy raczej sportowi, mąż chodzi na siatkę (to jego pasja od zawsze), ja- kiedyś siatka, teraz joga, pilates, zumba i czasem squash.
    Nasza córka od dziecka była bardo ruchliwa i miała wyjątkowe predyspozycje sportowe. Syn o wiele mniej.
    W przyapdku obojga mi zależało jedynie na pływaniu- by umieli pływać, bo to cenna umiejętność.
    Córka próbowała wielu sportów rekreacyjnie- rolki, łyżwy, koszykówka, tańce, badminton itp, ale od ponad roku trenuje siatkówkę i to jest jej pasja. Ma obecnie 9 lat i chodzi do klasy sportowej z siatkówką. Widzę, że uwielbia te treningi, mogłaby też trenować lekką atletykę, no ale jak mówiłam- kocha siatkę.
    Ma w szkole 8 wf- 4 zwykle i 4 trenerskie a dodatkowo chodzi na 2x1,5 treningów (choć tu jak jest zmęczona i jej się nie chce, to nie idzie na trening). Są wyjazdy sportowe, turnieje. Córka jest najmłodsza w klasie- w klasach 1-3 była z dziećmi ze swojego rocznika. Teraz ta klasa sportowa to większość dzieci z rocznika 2008 a tylko trójka jest z 2009, moja urodzona w grudni. Jest jej czasami trudniej niż tym starszym- te, które za chwile skończą 11 lat są zwyczajnie wyższe od niej, silniejsze, ale trener mówi, że ona ma duży potencjał i że trzeba czasu i cierpliwości. Jednak mimo wszystko to już nie do końca jest zabawa.

    Syn ma 5 lat i nigdy nie był nawet w połowie tak usportowiony jak córka, nie ten typ.
    Gdy miał 4,5 roku zaczęli grać w przedszkolu w pilkę nożną podczas zabawy w ogrodzku, koledzy chodzili już na piłkę nożną i on poprosił w wakacje, by go zapisać tam, gdzie koledzy.
    Chodzi więc 2x w tyg po godzinie, to takie zajęcia ogólnorozwojowe z elementami piłki nożnej. On nigdy nie będzie Lewandowskim bo biegać nie lubi, za to jest świetnym bramkarzem wink Poważnie jednak mówiąc- dla nas to radość, że on w ogóle chce coś robić, ale traktujemy to jak hobby, zabawę, coś co jemu ma sprawiać frajdę.
    Trener z piłki bardzo fajny, stawia na ćwiczenia ogólnorozwojowe, na nikogo się nie drze, fajny kontakt ma z tymi chłopcami, pochwali, włosy zmiechrzwi, piątkę przybije.
    Kiedyś powiedział do synka- ale świetnie, lewa noga się uruchomiła, super strzał. SYnek przeżywał przez tydzień.
    Jedyne ale- jest kilku nadgorliwych ojców a ponieważ to są maluchy to jednak trener nie może ich wywalić tak zupełnie, zwłaszcza jeśli grają na orliku to ojcowie są za siatką.

    Żadnemu z nas nie zależy na tym, by dziecko było zawodowym sportowcem. Chcemy tylko by dzieci miały przyjemność z ruchu i by wiedziały, że sport jest ważnym elementem życia.
  • czarna_kita 28.01.19, 10:32
    Mój 11latek trenuje zapasy. I nie, absolutnie nie chce żeby został zawodowcem ( obrzydzają mnie ich uszy). Ale on to lubi i się w tym dobrze czuje. Dobrze też mu idzie (medale i puchary na koncie). Bierze udział w zawodach. Zapisalismy go z myślą głównie o rozładowania jego energii. To było takie żywe srebro od urodzenia i lubił się "siłować". Miałam spore obawy że w szkole będzie próbował swoich sił na kolegach, temu szukaliśmy sportu typowo siłowego i z dużą dyscypliną (oraz z trenerem który sobie nie pozwoli).
    Zapasy spełniły wszystkie nasze warunki (syna, męża i moje).
  • kouda 28.01.19, 10:22
    jestesmy aktywną rodziną i jasne bylo od poczatku, ze chlopcy chodza regularnie na zajecia sportowe dla zdrowia, charakteru i dyscypliny i wyrabiania zdrowych nawyków
    starszy dlugo szukal dla siebie, ale jest raczej bylo jasne, ze zawodowy sport mu nie grozi, bo go ten rodzaj katorzniczej pracy i rywalizacji nie kreci
    az znalazl i obecnie dla wybitnej przyjemnosci wlasnej i korzysci uprawia plywanie, sporty zimowe i lata na silownię
    nikt go nigdy nie gniótł i niczego nie wymagał
    sredni zawsze byl motorycznie wyjatkowy i za co sie nie wzial, byl w tym swietny
    natomiast jego dyscyplina sama go znalazla
    on tym zyje, on to kocha i lata na treningi 5 razy w tygodniu, a weekendy spedza na turniejach
    to nie byly nasze wybory, ani nasze decyzje
    jego droga kieruje klub i my sie na nich zdajemy
    ojciec podziela pasje na zasadzie wspolnych wypadów na mecze ekstraklasy, ukochanych druzyn, spotkania z gwiazdami, wspolnych wypadow na orliki
    nigdy nie wtrynia sie w wyniki, sposob gry, nie krytykuje itd
    zreszta - trudno krytykowac, jak sie widzi ile dziecko wlozylo serca w kazdy trening, w kazdy mecz
    po sukcesach chwali, po porazkach pociesza
    ja dbam o logistyke malego sportowca, zeby byl na czas, mial odpowiednie ciuchy, badania, zdrowo spal i dobrze sie odzywial smile
    troche zmuszamy go do basenu, ale to na zasadzie odnowy biologicznej rosnacego organizmu i na wyrazne polecenie klubowego fizjoterapeuty, nikt medali nie oczekuje
  • triss_merigold6 28.01.19, 10:27
    Treningi są po to, żeby dziecko było sprawne ruchowo, a rozwój fizyczny szedł w parze z intelektualnym i emicjonalnym. I po to, żeby nie było grube i miało nawyk oraz potrzebę systematycznego ruchu, oczywiście.
    Tylko tyle. Było mi obojętne, na jakie zajęcia sportowe syn będzie chodził, byle były ogólnorozwojowe. Od sześciu lat chodzi na karate 2x w tygodniu, zdaje egzaminy, był na obozach sportowych, czasem pojedzie na jakieś zawody, ale bez ciśnienia. Wysportowany jest, rozciągnięty, wydolnosciowo niezły, w wieku 14 lat już mu się rysuje bardzo dobra sylwetka.
    Ośmiolatka ćwiczy w tym samym klubie drugi rok, lubi, była na obozie sportowym, na zawody jeździ.
    Niczego więcej w tym zakresie od dzieci nie oczekuję.
    W domu mogą pokazać, co mieli na treningach i tyle, na szczęście nie ma zwyczaju asystowania rodziców na treningu. Nie ma rodziców na sali, dzięki temu nie przeszkadzają.
  • triss_merigold6 28.01.19, 10:36
    Aha, u nas było dość oczywiste, że piłka nożna raczej nie wchodzi w grę, bo nikt w rodzinie nie kibicuje i nie interesuje się rozgrywkami. Może eks trochę, ale wtedy musiałby się regularnie zajmować wożeniem na jakieś mecze czy inne takie.
  • wapaha 28.01.19, 10:27
    Macie bardzo mądre podejście i super syna wink
  • hanusinamama 28.01.19, 10:39
    To dotyczynie tylko sportu. Takze nauki, jezyków obcych baletu czy innych takich. Teraz jest wielka presja na seukces dziecka. Ja mam wrazenie ze dzieci nie moga trenowac dla samej przyjemnosci. MOja jest jeszcze młoda (7 lat) chodzi 2 razy w tygodniu na basen (z intruktorem) plus z nami (wtedy raczej zabawa). Nie robie z niej pływaczki. Jezdzi na anrtach - bo lubi, na łyżwach, rolkach czy rowerze bo lubi...i dla mnie wazne ze lbi spot, ze lubi równe dyscypliny.
  • triss_merigold6 28.01.19, 10:47
    IMO wkładanie wszytkich jajek do jednego koszyka tj. wąskie profilowanie dzieci na jedną wybraną i intensywnie uprawianą aktywność jest błędem. Wszystko jedno czy tą aktywnością jest nauka gry na instrumencie w wersji szkoły muzycznej, nauka języka 5x w tygodniu czy codzienne treningi + wyjazdy na turnieje/mecze/zawody.
  • mlodyniedowziecia 28.01.19, 12:25
    Z postawy takiej jak Twoja rodzą się średniaki - przyzwoite we wszystkim, ale nigdzie doskonałe. Postępowanie takie wzmacnia (a nawet go wymusza) współczesna szkoła. To gigantyczny błąd. Średniak będzie poświęcał się średnio, w nic się nie zaangażuje na 100%, zdobędzie może same 4 i skończy... na etacie najlepiej w budżetówce, bo bezpiecznie. Tak można zmarnować każdy talent (bo najlepsi trenują od pewnego momentu właściwie nie codziennie, ale kilka razy dziennie) i zasłużyć na dozgonną nienawiść własnego dziecka.
    W prawdziwym życiu wymaga się bowiem specjalizacji i ceni ekspertów, a tym można zostać tylko idąc na całość. Jeśli mam prawdziwy talent do muzyki - idę do szkoły muzycznej i ćwiczę całymi dniami, jeśli sport - to sport, jeśli języki - to języki, jeśli matematyka - to czytanie, rozwiązywanie zadań, kółka itp.
  • grru 28.01.19, 12:37
    Średniaki to jest zdecydowania większość dzieci. Nieliczni mają wybitne zdolności. I zwykle ci z wybitnymi zdolnościami automatycznie stawiają coraz więcej i więcej na to, w czym są dobrzy. Triss chodziło chyba o to, żeby na początku dać dziecku zwyczajnie popróbować różnych rzeczy bez presji na wybranie jednej i bez presji na bycie mistrzem.
    Zresztą bycie średnim to żadne nieszczęście ani wada. Nieszczęście bierze się z przekonania, że to coś złego.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mlodyniedowziecia 28.01.19, 13:41
    >Triss chodziło chyba o to, żeby na początku dać dziecku zwyczajnie popróbować różnych rzeczy bez presji na wybranie jednej i bez presji na bycie mistrzem.
    Ale 5 treningów w tygodniu to jest właśnie na pewnym etapie. Na początku to max. 2-3 spotkania, spokojnie do pogodzenia z resztą. Na wybór jest czas przy początku szkoły.
    A co do presji. Zgoda, najgłupszym jest wywieranie presji, zwłaszcza na przeciętne dziecko. I o tym też pisałem. Mądry rodzic obserwuje i subtelnie ukierunkowuje.
    > Zresztą bycie średnim to żadne nieszczęście ani wada.
    Oczywiście - przeciętność to nie wada, jeśli faktycznie dziecko jest średnie. Ale w rzeczywistości wygląda to trochę inaczej. Prawie każdy ma jakiś naturalny talent, coś w czym może być nieprzeciętny. Rodzice i nauczyciele/trenerzy starają się go znaleźć. Promując przeciętność (wystarczy jak gra na skrzypcach 3 razy w tygodniu) możemy zmarnować talent skrzypka. Zmuszając go do gry w kosza podobnie. W pewnym momencie potrzebne jest poświęcenie. I rodzic jest po to aby je podpowiedzieć, a nie zniechęcać dziecko do poświęceń. Dla mnie jaskrawym przykładem jest Kubica - wybitny w F1, przez głupi start w rajdzie, przekreślił doskonale rozpoczynającą się karierę. Podobnie pianista, skrzypek czy inny muzyk świadomie rezygnuje ze sportu, aby nie doznać kontuzji ręki, która cofnie go o wiele lat i sprawi, że nigdy nie osiągnie tego na co go stać.
    Natomiast przeciętność, nie jest nieszczęściem dla przeciętnego. Dla zmarnowanego przez głupotę rodziców, trenerów lub własną talentu to prawdziwa tragedia (wystarczy przeczytać Cudzoziemkę).
  • memphis90 28.01.19, 16:23
    A dla mnie przykładem jest pani Wróbel - co z tego, że mistrzowsko pondosila ciężary, skoro tak bardzo ukierunkowala się na ten jeden rodzaj sportu, że teraz musi żebrać o środki na życie, bo nie umie zrobić absolutnie NIC innego, nawet być trenerem...?

    Poznawanie wielu dziedzin pozwala
    1.odkryc talent
    2.nauczyc się elastyczności, ktora na rynku pracy jest znacznie bardziej ceniona niz bycie wąskim specjalistą ds przybijania zielonej pieczątki w prawym górnym rogu.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • szeera 28.01.19, 16:38
    "Poznawanie wielu dziedzin pozwala
    1.odkryc talent
    2.nauczyc się elastyczności, ktora na rynku pracy jest znacznie bardziej ceniona niz bycie wąskim specjalistą ds przybijania zielonej pieczątki w prawym górnym rogu."

    Też się zgadzam, że specjalizacja, (w znaczeniu nie znam się na niczym oprócz tego co właśnie robię), jest przereklamowana i nie sprawdza się w karierze zawodowej. W praktyce warto znać się na czymś dobrze, ale im więcej rzeczy wie się i umie dookoła, tym lepiej.

    Już nie mówiąc o tym, że z oczywistych powodów bardzo wielu 7-latków będzie zafascynowanych piłką nożną, aktorstwem czy śpiewem, a ani jeden nie będzie marzył aby zostać aktuariuszem. Żeby zrozumieć pewne ludzkie aktywności i się zacząć nimi pasjonować, trzeba mieć odpodwienią dojrzałość i wiedzę, niedostępną dla dziecka na tym etapie.
  • kochamruskieileniwe 28.01.19, 12:42
    o i efekty takiej specjalizacji (np w sporcie) mamy takie jakie mamy. Czyli kadra juniorska swietna, a seniorska? Kicha. Bo następuje przemęczenie materiału.
    Doskonale to zostało opisane na przykładzie pływania....
    Sredniaki nie rodzą się z tekiej postawy. Sredniak, mimo ogromnego nakładu pracy bezie zawsze, w przeciwieństwie do prawdziwego talentu, zaswsze będzie "grał poprawnie". Talent zostanie wirtuozem.Sredniak , raczej nie.
    Tyle tylko, czy warto napędzać ambicje średniaka? Zmuszać go do katorżniczej pracy , mimo,że wirtuozem nie będzie?
  • kochamruskieileniwe 28.01.19, 12:45
    nie dokończyłam.

    Ja tam wolę zaszczepic miłość do sportu/muzyki.Żeby to dla dzieciaka stanowiło przyjemność, przekształcająćą się z czasem w nawyk (dla zdrowia). Nic na siłę.
  • mlodyniedowziecia 28.01.19, 13:57
    Trochę się nie zrozumieliśmy. Nie namawiam na usilne pchanie średniaka w wyczyn. To oczywiście ogromny błąd. Tylko Triss pisze o czymś innym, w ogóle nie odnosi się do przeciętniaka, średniaka itp. tylko ustala pewną zasadę postępowania z dziećmi:
    "IMO wkładanie wszytkich jajek do jednego koszyka tj. wąskie profilowanie dzieci na jedną wybraną i intensywnie uprawianą aktywność jest błędem"
    Moje osobiste doświadczenia i obserwacja sporej grupy znajomych, kolegów itp. prowadzi do wręcz przeciwnych wniosków - sukces i szczęście osiągają ci, którzy profilują się wąsko w czymś, w czym są świetni i co jest ich pasją. Czy będzie to określona dyscyplina sportu, instrument muzyczny, rysunek, pisanie czy handel kwiatami, mieszkaniami, to zupełnie bez znaczenia. Każdy ma jakąś mocną stronę, nie jest "średni we wszystkim".
    Dlatego namawiam moje, całkiem różne ode mnie i siebie nawzajem, dzieci do znalezienia tego czegoś. Czasami jest to coś zupełnie mi obce w dzieciństwie jak wyczynowy sport. Bo widzę córkę inżyniera i księgowej, która stała się świetną dżokejką, właśnie spędzając każdą chwilę w tym wakacje w stajni, lekko opóźnionego (szkoła całkiem go skreśliła) syna sportowca i farmaceutki, który pięknie spawa, dziecko księgowego i urzędniczki - doskonałego pianistę (8-10 godzin dziennie przy instrumencie). Prawie każdy z nas nosi w sobie coś takiego, ale tylko niektórym daje się "to" rozwijać. I na tym polega błąd.
  • szeera 28.01.19, 14:57
    "sukces i szczęście osiągają ci, którzy profilują się wąsko w czymś, w czym są świetni i co jest ich pasją. Czy będzie to określona dyscyplina sportu, instrument muzyczny, rysunek, pisanie czy handel kwiatami, mieszkaniami, to zupełnie bez znaczenia. Każdy ma jakąś mocną stronę, nie jest "średni we wszystkim"

    Problem jest w tym, że większość ludzi pracuje dla pieniędzy. Jeśli ktoś planuje utrzymywać się ze swojej pracy całe życie, to kierunek w którym się będzie rozwijał ma ogromne znaczenie. Czyli mamy zawody gdzie na poziomie przeciętnego pracownika korporacji zarabia garstka: sport, muzyka, taniec, sztuki plastyczne, dziennikarstwo, pisanie książek, itd. Oczywiście w tych zawodach mamy gwiazdy zarabiające ogromne pieniądze, ale gwiazd jest kilka, a próbujących zostać gwiazdą bardzo wielu. Są też zawody gdzie prawie każdy zarabia nieźle i może liczyć na stabilną karierę - typu informatyka. Ale też po prostu ten pracownik korporacji, nieazależnie czym się zajmujący.

    Z ogromej grupy dzieci które pracują bardzo ciężko aby zostać zawodowymi sportowcami czy artystami, jedynie garstka spełni to marzenie, a jeszcze mniej będzie zadowolona z tego finansowo. Gdyby te dzieci w tym czasie rozwijały umiejętności za które ktoś chce płacić (np. obecnie jest to generalnie matematyka) to wyszłyby na tym zdecydowanie lepiej, niezależnie od tego, że nie miałyby w tej dziedzinie wybitnego talentu.

    Na proponowaną przez Ciebie swobodę w wyborze ścieżki kariery mogą pozwlić sobie osoby które mają zapewnione inne źródło dochodów niż praca.
  • mlodyniedowziecia 28.01.19, 19:56
    No cóż, prowadzę działalność, która prowadzi do wprost odwrotnych wniosków, bo do czynienia mam z całym przekrojem grup społecznych i zawodowych, poznaje też dochody klientów.
    Dochód wystarczający na życie daje wiele zawodów wykonywanych na średnim poziomie. Problem pojawia się wtedy, gdy chcemy poza wpływem na konto ocenić satysfakcję z pracy. Wtedy "przeciętny pracownik korporacji" często przegrywa z zaangażowanym nauczycielem, pielęgniarką itp., którzy też nie umierają z głodu.
    Nie wiem ile zarabia "przeciętny pracownik korporacji", pozwól mi założyć, że 2-3 średnie krajowe (10-15 tys. miesięcznie). W moim mieście raczej bliżej połowy tej sumy (6-8 tys.), ale ok. Mogę wymienić kilkanaście zajęć które dają więcej, ale wymienię tylko jeden podstawowy - właściciel własnej firmy, choćby w branży wykończenia wnętrz. To są chłopcy pracujący od skończenia technikum i często dochodzą do sporych pieniędzy. Częściej niż korposzczury są też zadowoleni z pracy.
    I są na tym świecie osoby, które wolą zarobić mniej (co nie znaczy zaraz mało) ale wstawać do roboty z przyjemnością.
  • triss_merigold6 28.01.19, 20:10
    Ani ów przeciętni pracownicy korporacji, ani ludzie z branży wykończenia wnętrz nie są wąsko wyspecjalizowani. Wręcz przeciwnie, mają podstawę w postaci wiedzy i konkretnych umiejętności praktycznych i w miarę potrzeb rynku żonglują cegiełkami/elementami tych umiejętności + uczą się, doszkalają w technologiach, materiałach/systemach/przepisach.

    Wąska specjalizacja, cóż... ryzykowne, biorąc pod uwagę doświadczenia ze zmianami gospodarczymi ostatnich 40 lat.
    Satysfakcja z pracy piękna rzecz i niewątpliwie pożyteczna, niemniej najpierw praca musi być. Za kasę, a nie bezpłatny staż czy inny wolontariat na dzieło w branży kultury. Socjal i inne benefity też są plusem. Zgodność pracy z wykształceniem, przygotowaniem, doświadczeniem. Otoczenie, czyli ludzie, którzy nie doprowadzają do szału na dzień dobry również jest plusem. Ale zadowolenie z pracy, to nie to samo, co wstawanie do niej z przyjemnością. W różnych miejscach pracowałam i zwykle byłam zadowolona, bez bez przesady ze wstawaniem z przyjemnością.
  • wapaha 28.01.19, 16:22
    "Czyli kadra juniorska swietna, a seniorska? Kicha. Bo następuje przemęczenie materiału.
    Jesteś pewna tego co napisałaś ? Bo wiesz, seniorzy to młodzi ludzie już z rocznika 1994..- 23 latek to już jest staruszek -taka specyfika sportu. Po prostu ten sport trwa krótko.W przeciwieństwie o piłki nożej, gdzie z murawy schodzą dopiero 30-35 latkowie albo i starsi. Na pewno o to Ci chodziło ?

    Przemęczenie materiału było, jeśli mowa o Twoim mężu ( btw ile ma lat ) bo była jak to już kiedyś pisałam "ruska szkoła AWF". Teraz treningi wygądają już zupełnie inaczej.
  • kochamruskieileniwe 28.01.19, 21:08
    Wapaho droga, myślę ze przeszacowałaśmój wiek - na moją korzyść. wink Niestety, choć duchem jestem młoda, to metryka wskazuje prawdę (z którą trudno mi się pogodzic, ciągle mam wrażenie, że to nie moja metryka suspicious), która mówi, że podlegałam ruskiemu AWF-owi... Mąz jest równolatkiem i ma podobne wspomnienia i podejście do sprawy..

    Wiem ,że od wielu lat treningi inaczej wyglądają. Moje skrzywienie ze wczesnej młodości pozostało i uwidacznia się pewnym przewrażliwieniem w kwestii treningów... suspicious
  • berber_rock 28.01.19, 15:28
    Z takim podejsciem jako matka swietnie odnalazlabys sie w koreanskiej szkole. Niestey ze szkoda dla twojego dziecka.
  • memphis90 28.01.19, 16:18
    >Z postawy takiej jak Twoja rodzą się średniaki - >przyzwoite we wszystkim, ale nigdzie doskonałe.
    Pokaż mi tę doskonałość w polskim sporcie... Gdzież ci tytani, którym my, maluczcy, nie dorasta y do pięt...?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • wapaha 28.01.19, 16:29
    Małysz, Stoch, Kubacki
    Lewandowski,Grosicki,Kapustka,Szczęsny, Dudek
    Jędrzejczak,Korzeniowski,Sawrymowicz
    Kszczot,Justyna, Święty-Ersetic,Lewandowski, Cichocka
    Włodarczyk,Skolimowska,Fajdak,Majewski
    Moge wymieniac jeszcze dużo, bez cofania się za bardzo w przeszłość. Moge ci tez wymienić nasze niepełnosprawne perełki ( wielu znam osobiście ). I powiem też o niesamowitej Polce i jej wyczynach - Hannie Bakuniak.

    Mamy bardzo dużo bardzo dobrych sportowców
  • memphis90 28.01.19, 17:14
    I oni są absolutnie lepsi od nas w każdej, każdusieńkiej dziedzinie..? A my, sredniaki, to się możemy tylko ukryc że wstydu pod kamieniem...?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • wapaha 28.01.19, 17:17
    To inne pytanie, niż to : Pokaż mi tę doskonałość w polskim sporcie... Gdzież ci tytani, którym my, maluczcy, nie dorasta y do pięt...?
  • qwirkle 28.01.19, 17:32
    wapaha napisała:

    > Małysz, Stoch, Kubacki
    > Lewandowski,Grosicki,Kapustka,Szczęsny, Dudek
    > Jędrzejczak,Korzeniowski,Sawrymowicz
    > Kszczot,Justyna, Święty-Ersetic,Lewandowski, Cichocka
    > Włodarczyk,Skolimowska,Fajdak,Majewski
    > Moge wymieniac jeszcze dużo, bez cofania się za bardzo w przeszłość. Moge ci te
    > z wymienić nasze niepełnosprawne perełki ( wielu znam osobiście ). I powiem też
    > o niesamowitej Polce i jej wyczynach - Hannie Bakuniak.


    Skolimowska BYŁA sportowcem
  • triss_merigold6 28.01.19, 18:28
    Kamila Skolimowska zmarła w wieku 25 lat.
  • wapaha 28.01.19, 21:14
    Czy to , że nie żyje, w jakiś sposób zmniejsza jest sportowe zasługi ?
  • eliszka25 28.01.19, 10:45
    Mamy bardzo podobne podejście. Obaj nasi synowie trenują piłkę ręczną. Tak z ręką na sercu, to uważam, że żaden z nich nie ma do tego jakiegoś specjalnego talentu, ale sami sobie taką dyscyplinę wybrali, pod koniec każdego sezonu sami decydują, że chcą to ciągnąć dalej, więc póki mają frajdę i sami chcą, nie ingerujemy. To ma być dla nich przede wszystkim frajda i fajnie spędzony czas. Poza tym chodzi nam też o to, żeby czas wolny spędzali aktywnie.

    Sytuacja z tamtego wątku, to dla mnie też jakiś koszmar. Mój mąż pływał jako dziecko i nastolatek. Nawet miał jakieś osiągnięcia, ale teściowie też mieli luźne podejście i jak mu się znudziło, to zrezygnował z treningów. My ustaliliśmy, że chcemy, żeby chłopcy uprawiali jakiś sport, ale czysto rekreacyjnie. Nie mamy jakichś wielkich ambicji, a ja to bym nawet nie chciała, żeby którykolwiek z nich zajął się tym zawodowo. Nie ma nacisków, na zawodach oklaskujemy każdy gol, cieszymy się z sukcesów, gdy są, a na codzień jest po prostu frajda z gry w piłkę. To jest też duża zasługa klubu, bo kadra jest nastawiona na przyciągnięcie jak największej ilości dzieciaków do sportu. Nie ma ciśnienia na wyniki, ma być głównie zabawa. Oczywiście talenty się wyłapuje, 2 klubowe drużyny, to drużyny ligowe. Jedna gra w pierwszej, druga w drugiej lidze, więc dzieciaki mają dobry przykład, ale bez ciśnienia.
  • kochamruskieileniwe 28.01.19, 11:04
    No właśnie...
    Mąż w przeszłości też pływał. Nawet miał spore osiągnięcia jako junior. Potem - jak to zwykle bywa w pływaniu polskim - nastąpił przesyt treningów (wtedy były trochę inne metody) i zrezygnował.
    Jednak nie zapomniał, jakto było gdy obecny wół cielęciem był.
    Ja też to pamiętam, tyle, że z innej dyscypliny.

    Sama też, z ręką na sercu przyznaję, że syn M. Phelpsem raczej nie jest. Choć na tle swojej klasy wypada doskonale. Ale skoro to lubi.... Ewentualnie w przyszłości spróbujemy namówić go na kurs ratownika - zawsze to jakaś umięjętność i możliwość dobrej fuchy w wakacje big_grin

    I jeszcze jedno - rodzice mogą być na trybunach na pływalni. Ale mają absolutny zakaż wtrącania się w treningi.
    Zresztą rodzice, zwykle siedzą w poczekalni, czasami tylko wchodzą na trybuny. Dotyczy to rodziców młodszych dzeci, bo starsze chodza już same. W grupie syna, w zasadzie tylko mąż i jeszcze jeden ojciec innego pływaka są z rodziców. Reszta - sporo starsza przychodzi sama.
    My, z niecierpliwością czekamy kiedy syn zacznie sam jeździć na basen. Teoretycznie to 25 minut na piechotę lub dwa autobusy - ale jednak jeszcze 8,5 latka nie puszczamy samego.
  • eliszka25 28.01.19, 11:16
    U nas na treningach rodziców też raczej nie ma. Może czasem ktoś jest, ale szczerze mówiąc nawet nie wiem, bo wozimy we czwórkę nasze dzieciaki na zmianę i tylko zostawiamy pod halą i odbieramy z parkingu. Jeśli już by ktoś był, to może siedzieć na trybunach, ale wtedy ma za daleko do dziecka, żeby się w cokolwiek wtrącać.

    Acha, zapomniałam jeszcze, że z naszego wyboru i bez możliwości odmowy obaj chodzili przez jakiś czas na pływanie i teraz co roku idą na tydzień do szkółki narciarskiej. Chodziło jednak o to, żeby nauczyli się pływać i zajęcia były raz w tygodniu. Na nartach lubią jeździć i tutaj jest powszechne, że od pewnego wieku młodzież sama jeździ na narty. Dlatego zależy nam, żeby naprawdę dobrze opanowali technikę zanim znikną nam z oczu.
  • dzidzia_ch 28.01.19, 11:08
    U nas syn trenuje piłkę bo lubi ,bo grają z kolegami w drużynie z kolegami z klasy,bo lubi rywalizację i emocje które towarzysza mu w trakcie meczu.
    Staramy się aby rozwijał się we wszystkich kierunkach - nauka ,języki i inne sporty (uwielbia wszystko związane z dechą).
    W zeszłym roku instruktor snowbordu chciał go wziasc do sekcji ,ale màz się nue zgodził ,bal się kontuzji i cięższych urazów.
    Mnie ta piłka bardzo średnio pasuje właśnie ze względu na nienormalnych rodziców wydzierających się na meczach nue tylko na swoje dzieci ale tez na cudze.
    Mamy w drużynie takiego ojca jak z wątku obok,mój mąż już pare razy powiedział mu co myśli o jego metodach plus żeby odwalił się od naszego syna (zdarzało się ze krzyczał na niego ).

    --
    Aniołek (5.X.2009)
    Oleńka
    Antos
  • triss_merigold6 28.01.19, 11:13
    Piłkę nożną na poziomie ponad spontaniczną zbieraninę dzieciaków na podwórku, uważam za sport demoralizujacy młodego człowieka. Ze względu na całą otoczkę kibicowską, histerycznych ojców, urojone wizje dochodów piłkarzy in spe, pojawianie się sponsorów drużyn już przy rozgrywkach pozaszkolnych etc.
  • dzidzia_ch 28.01.19, 11:21
    No właśnie mam wrażenie że o te zarobki i sławę najbardziej chodzi rodzicom 😃.
    Nie daj Boże dziecko wykaże się choćby odrobiną talentu to mamusia z tatusiem będą cisnąć skuszeni wizją milionów euro.
    Mam nadzieje ,mojemu synowi ta piłka wkrótce się znudzi i przerzuci się na coś innego.

    --
    Aniołek (5.X.2009)
    Oleńka
    Antos
  • wapaha 28.01.19, 11:24
    Uwazasz tak bo jak rozumiesz z autopsji wiesz jaka jest otoczka na meczach, że ojcowe są histeryczni, itd ?
    I oczywiście masz pełną świadomość że między " spontaniczną zbieraninę dzieciaków na podwórku," a dochodami piłkarzy jest taka sama różnica jak między mlekiem sojowym a mlekiem krowim ?
    I oczywiście wiesz doskonale, że bez sponsorów żadna działaność w Polsce nie miałaby w zasadzie racji bytu, bo tak działa współczesny rynek ?
  • grru 28.01.19, 12:53
    To u nas jakiś słaby klub, nie mają sponsorów.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • eliszka25 28.01.19, 11:21
    O właśnie z tą piłką nożną mam podobne obserwacje. Mój mąż początkowo chciał zarazić starszego syna właśnie piłka nożną. Poszedł z nim na próbny trening i po powrocie stwierdził, że niektórzy rodzice są wręcz nienormalni. Na szczęście syn też miał dość po jednym razie. Na trybunach podczas meczy piłki ręcznej rodzice się tak nie zachowują.
  • mikams75 28.01.19, 11:42
    wlasnie tez sie juz kiedys zastanawialam, co jest nie tak z rodzicami malych pilkarzy, bo tego rodzaju opinie slyszalam wielokrotnie. Przy innych sportach potrafia sie zachowac (ba! nawet przy pilce recznej, choc wydawaloby sie, ze roznica juz niewielka czy reka czy noga wink) a przy pilce noznej im odbija na maksa. Dziwne dla mnie.
    Ale tez znam takich, co zrezygnowali z treninkow wlasnie ze wzgledu na fatalna atmosfere meczy i treningow, toworzona przez nawiedzonych rodzicow.
  • slonko1335 28.01.19, 11:47
    niektórym odbija nie tylko przy piłce ale piłka w niektórych takie emocje wzbudza chyba...kibicom na meczach też chyba bardziej odbija niż przy innych sportach

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • wapaha 28.01.19, 11:50
    bo na piłce nożnej Polacy znają się najlepiej suspicious
  • mikams75 28.01.19, 12:46
    niestety, nie tylko Polacy uncertain
  • wapaha 28.01.19, 16:31
    na pewno tylko Polacy.
    Znamy się na wszystkim ! suspicious
  • grru 28.01.19, 12:44
    Raczej co jest nie tak z trenerem, że nie umie nad tym zapanować. U nas trener ustawił rodziców bardzo skutecznie. W poprzednim klubie bywały problemy. Czyli jak zwykle ludzie sobie pozwalają, jak im nikt nie stawia granic.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mikams75 28.01.19, 11:46
    w naszym przypadku 1 i 3, daleko mi od robienia zawodowca czy zajezdzania dziecka intensywnymi treningami. 5 dni w tygodniu plus mecze w weekendy to wg mnie jest przegiecie i uwazam, ze wcale to nie jest zdrowe dla dziecka.
  • mlodyniedowziecia 28.01.19, 12:14
    Jako zupełnie niewyczynowosportowy ojciec reprezentanta Polski podzielę się swoimi obserwacjami dotyczącymi chłopców.
    Kiedy dziecko jest w przedszkolu - każdy chłopiec chce grać w piłkę nożną. Można zapisać go na zajęcia raz, dwa razy w tygodniu. Najczęściej w małym, miejscowym klubie. Taka bardziej zabawa niż sport.
    Potem zaczyna się szkoła. Znowu priorytet na piłkę nożną.Tutaj już chłopak musi ćwiczyć 3 razy w tygodniu, są mecze w weekend. Obciążenie dla rodziców radykalnie się zwiększa (dowożenie, koszty). Nie wyobrażam sobie jednak, żeby go nie ponieść o ile mam jeszcze rezerwy finansowo-czasowe. Za takie małe dziecko (do 10-11 lat) decydują rodzice. Niektórzy (zwłaszcza byli sportowcy, którzy nie osiągnęli zbyt wiele) dostają korby, pokrzykują na dziecko, wymyślają trenerowi, wbiegają na boisko. Na tym etapie jednak trudno mówić o wyczynie. Nauczyciel wf-u dostrzega predyspozycje i... okazuje się, że dotychczasowy piłkarz nożny odnajduje się w innej dyscyplinie. Może grać w kosza (bo wyrósł), pływać itp. Czasami ojciec ciągnie syna w stronę dyscypliny uprawianej w młodości (widziałem ojca-kulomiota - prowadzał na treningi drobnego chłopczyka, który skończył z dobrymi wynikami we wspinaczce).
    Potem zaczyna się okres 12-15 lat. Tu już ciśnienie (także ze strony klubu) znacznie się zwiększa. Treningi to nie przyjemność, ale praca. Część rodziców wspiera (także angażując się finansowo), część zniechęca (bo np. nie chce im ruszyć się z kanapy, mają złe doświadczenia ze sportem, boją się wyników w szkole). Ustalają się predyspozycje fizyczne (wzrost, budowa). To jest ten moment, kiedy już decyduje dziecko, albo lubi i chce, albo to żaden sport tylko rekreacja. Mój syn poszedł do szkoły sportowej, sam ją wybrał, powołano go do kadry narodowej i doszło nam wszystkim jeszcze więcej obowiązków.
    Do głowy mi nie przyszło robić na siłę sportowca z jego starszego brata, który byłby średniakiem na miarę może klubu uniwersyteckiego, a ma szansę zostać niezłym programistą. Niestety, rodzice dostają często korby i ciągną na siłę, tam gdzie widoki na miejsca w czołówce są zerowe.
  • memphis90 28.01.19, 16:30
    >Kiedy dziecko jest w przedszkolu - każdy chłopiec >chce grać w piłkę nożną
    Nie każdy. Mój nie chciał. Chodził nawet na piłkę i tego nie znosił.

    >część zniechęca (bo np. nie chce im ruszyć się z >kanapy
    No, jeśli ustalamy helikopterowy rodzaj rodzicielstwa, w ktorym rodzic służyć za szofera dziubdziusia 7x w tygodniu, to rzeczywiście, można mieć pretensje, że inny rodzic po pracy "nie chce się ruszyć".

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • triss_merigold6 28.01.19, 16:47
    Ziew. Doprawdy, są rodzice, którzy nie muszą rekompensować sobie własnych niepowodzeń, rozczarowań i zawiedzionych ambicji, cisnieniem na sukces dzieci.
    Każdy chłopiec w przedszkolu chce grać w piłkę nożną? Być może, zwłaszcza jeśli rodzice nie pokażą mu atrakcyjniejszych form aktywnego spędzania czasu i ciut ambitniejszych sportów. Moje dziecko nie było specjalnie zainteresowane piłką, tyle że jakieś karty zbierał jak w przedszkolu dzieci zbierały. Na mecze nikt go nie ciągnął, chwała Panu, więc nie nasiąkl upodobaniem do kibcowskiej atmosfery i nie szukał kolegów wśród hm... entuzjastów.

    Moja osobista przyjaciółka zabrała bdb. rokujące dziecko po 3 latach treningów piłki nożnej właśnie ze względu na atmosferę generowana przez niespełnionych tatusiów i ciśnienie na wynik. Dziecko spokojnie odnalazło sie w innym sporcie, z lepszym towarzystwem.
  • aerra 28.01.19, 13:15
    U nas wariant 3, ale też bez presji. Fajnie jak młody ćwiczy, ma wybór (tzn na jakieś zajęcia ruchowe ma chodzić, ale jakie to już może sobie wybrać) i tyle. Dla mnie optymalnie jest jak jego zajęcia są w takim miejscu, że ja mogę równolegle iść na coś innego (joga, albo chociaż ostatecznie siłownia, byleby bieżnia była), ale jak nie to też na zmianę z mężem z dojazdami damy radę.
  • edelstein 28.01.19, 13:53
    1 i 3. Jesli dalej bedzie tak jak jest to moze 2.
    Moi syn ma w tyg 3razy trening pilki plus mecz plus w szkole ma lyzwy. Wychodzi okolo 9-10h sportu tygodniowo obowiazkowego, bo nieobowiazkowego to jeszcze pewnie sie zbierze pare h.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • muchy_w_nosie 28.01.19, 15:47
    Razem zdecydowaliśmy, że syn będzie trenował dopuki będzie chciał i musiał ;P.
    Ja treningi traktuje jak obowiązek szkolny.
  • zazou1980 28.01.19, 16:12
    Oboje zdecydowalismy, ze corka bedzie chodzic do klasy plywackiej. Od malego lubila plywac i byla optymistycznie nastawiona. Teraz jest w klasie 4, treningi szkolne maja 4x, klubowe 2x w tygodniu. Dla mnie to za duzo i ustalilam z konkubinem, ze na sobotnie juz nie bedzie chodzic, mimo iz sa oplacone. Dodatkowo ma tez 1x zajecia klubowe ogolnosportowe, wiec wiecej sportu nie potrzebuje. Poczatkowo chcial, zeby chodzila, ale corka odmowila wspolpracy i dal jej spokoj...

    --
    Dobra zmiana - boli przez 4 lata
  • anka_z_zielonymi 28.01.19, 16:48
    Przyznaj się do czegoś niepopularnego na tym forum. Moja rodzina nie lubi sportu 😛 Nie jest „aktywna”, w sezonie zimowym nie jeździmy na nartach, a w letnim nie jeździmy na spływy.
    Ale ponieważ chcemy być zdrowi to się zmuszamy i w związku z tym mój 8letni syn chodzi raz w tygodniu na basen, na którym to basenie nie osiąga żadnych wyników, ale pewnie jako dorosły będzie potrafił przyzwoicie pływać. Oraz po wielu próbach różnych aktywności znalazł coś co polubił, czyli jazdę konną. Po 2 latach nie potrafi jeszcze galopować (tylko kłusuje), ale ponieważ są to lekcje indywidualne to z nikim się nie musi ścigać na wyniki. W każdym razie problem nadmiernych ambicji w dziedzinie sportu mnie nie dotyczy, jesteśmy na to wszyscy zbyt cieńcy😏
  • myelegans 28.01.19, 20:26
    Mialam tylko kilka zalozen i parc. Dziecko musialo sie nauczyc plywac (jestesmy otoczeni woda), dobrze bylo zeby uprawial jakies sporty zimowe: narty, lyzwy (bo mieszkamy w klimacie, gdzie zimy dlugie a w gory blisko), powinno jakis sport uprawiac, zeby wyrobic kondycje, nauczyc dyscypliny, odciagnac od ekranu itp.

    Jako 5-9 latek probowalismy kilka sportow: pilka nozna, karate, narty, nauka plywania, jazdy na lyzwach. DZiecko z natury ruchliwe i chetne. Parcia na wyczyn nie mielismy, chociaz tutaj w Stanach dzieci az do skonczenia high school uprawiaja cos, nie musi to byc wyczynowo, ale element rywalizacji na poziomie szkoly, hrabstwa, stanu jest. Sa druzyny I i IV ligowe, wiec mozna spokojnie byc niespecjalnie wasko wyspecjalizowanym, zeby uprawiac kilka sportow i rywalizowac.

    U nas wyszlo plywanie, (pochodze z rodziny plywackiej z osiagnieciami, nie ja, ale kilku w rodzinie) 14-latek plywa "zawodowo", treningi codziennie, czesto przed szkola. moj plywak ma mobilizacje wewnetrzna, wiec zadnego parcia z naszej strony. Jest utalentowany, chyba sie miesci w pierwszej 10 w grupie wiekowej w stanie. Chce plywac w lyceum, wtedy to bedzie prawdziwy test. moze miec szanse rekrutacji do druzyny plywackiej collegu i stypendium, ale jak sam mowi, wybor studiow bedzie pod katem programu akademickiego nie rankingu druzyny plywackiej.
    Widze, ze treningi od 8 lat wyksztalcily dyscypline, umiejetnosc radzenia sobie ze stresem i napieciem przed zawodami i fantastyczna sylwetke i kondycje wink
  • triss_merigold6 28.01.19, 20:50
    W USA dodatkową motywacją jest perspektywa stypendium i pokrycia przynajmniej części kosztów studiów.
    W Polsce był inny czynnik, skojarzył mi się przy okazji tych opisów zaangażowania w klub i codzienne treningi - w PRL poprzez aktywizację sportową ściągano z ulic chłopaków zagrożonych demoralizacja, z biednych rodzin i pozwalano wyżyć się w pozytywny sposób.
  • verdana 28.01.19, 21:15
    Nie rozmawiałam z drugim rodzicem. Córka rozmawiała z nami, bo to ona chciała sie zapisać. Podobnie chłopcy, ale oni bardzo szybko zrezygnowali, córka trenowała całe lata, miała nawet sportowe sukcesy. Nadwagę ma tylko onasmile
  • kochamruskieileniwe 28.01.19, 21:23
    a w jakim wieku córka była?

    Bo ja chyba zapomniałam w poście startowym dodać, że chodzi o dzieci małoletnie.... Taka wczesna podstawówka, czasami jeszcze koniec przedszkola...
  • myelegans 28.01.19, 21:42
    Stypendium jest spora motywacja dla wielu, bo to znaczaca ulga kosztow studiow, ktore teraz zaczynaja sie od 50K/rocznie w zupelnie srednim college. Zaangazowanie rodzicow w aktywacje sportowa, to spory, czasowo pochlaniajacy woluntariat i fundraising dla obnizenia kosztow.

    Aktywizacje sportowa uprawia sie rowniez w wiezieniach i probuje docierac do po odwykowych pacjentow.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka