Dodaj do ulubionych

Zakupy spożywcze

28.01.19, 13:55
Jeśli to komuś nie przeszkadza, to napiszcie ile wydajecie na jedzenie.
Nas jest troje, dwoje dorosłych i nastolatka. I pies, mały. Czasem jeszcze jedna dorosła osoba, ze 4 dni w miesiącu.
Mam wrażenie, że przejadamy całą wypłatę.
Dzisiaj wracając od lekarza weszłam do sklepu i stówka poszła. I nie kupilam nic takiego. Pieczywo, twaróg, trochę owoców, warzywa, jogurt, masło, śledzie, 10 jajek, kawałek dorsza, ser żółty, brie...
Nie zjemy tego dzisiaj, ale też nie będziemy jedli tylko tego.
CO kupujecie? I za ile ?
Taki jeden wpis wczoraj mnie natchnął.
Edytor zaawansowany
  • mama.nygusa 28.01.19, 14:05
    Niestety duzo, za duzo, nie wiem dokladnie ile, a i tak staram sie oszvzedzac, np.nie kupuje masla kiedy sie konczy, tylko kupuje no.10kostek jak jest za 4zl i mroze, podobnie z miesem.

    --
    alicia033 napisała:

    > Znowu łżesz, nędzny katolu
  • iwoniaw 28.01.19, 14:14
    Mnóstwo. Tzn. całej wypłaty to nie przejadamy, ale proporcjonalnie do innych zakupów wydatki na żywność są sporą pozycją w budżecie. Na pewno nie jesteśmy tą rodziną, która w jednym wątku czuła się "przejedzona" jednym kalafiorem na 5 osób, mąż (o nastolatkach rosnących nie wspominając) również nie liczy fasolki szparagowej na sztuki, nakładając sobie aż 5, ja także zjadam pełnowymiarowego kotleta jak wszyscy inni stołownicy, więc sama rozumiesz wink


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • korniz 28.01.19, 14:28
    ok 1 tys na 4 os. Kupuję przeważnie tylko w promocji.Np jest w promocji gołda kupuję gołdę,jest w promocji sałata kupuje sałatę a nie np brokuł.Kupuję herbatę tylko tą co jest w promocji. Itd , itd i tak z kazdym prawie produktem spozywczym czy z chemią.Zakupy robię w kauflandzie.
  • saskia44 28.01.19, 14:33
    Czyli jesli czegos nie ma w promocji to tego nie kupisz chocbys miala na to ochote?
  • korniz 28.01.19, 14:42
    saska44 bywa i tak albo szukam tanszych zamiennikow.
  • muchy_w_nosie 28.01.19, 16:44
    Tak mam z kosmetykami, jak mój puder, szampon, oliwka, balsam, krem nie jest w promocji to nie kupuję.
    Ze spożywką też czasem tak robię, no nie kupiłabym kalafiora za 2 dychy.
  • niktmadry 28.01.19, 14:38
    Przyjde do Ciebie na korepetycje z robienia zakupow. U mnie 4 osoby i staram sie miescic w 100 zl dziennie
  • sfornarina 28.01.19, 15:42
    > Przyjde do Ciebie na korepetycje z robienia zakupow. U mnie 4 osoby i staram sie miescic w 100 zl dziennie

    Możesz i do mnie przyjść. Wydaję tyle co Ty, w Niemczech/ Francji i Szwajcarii na pięć osób - trzy dorosłe - i bardzo zdrowo i dobrze jemy.

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • mikams75 28.01.19, 17:49
    wykresl Szwajcarie z tej listy, to uwierze wink
    aaa i dodaj, ze maz jada w kantynie w pracy.
  • sfornarina 28.01.19, 18:13
    > aaa i dodaj, ze maz jada w kantynie w pracy.

    Nie jada! Zabiera lunch z domu. Zawsze smile

    Fakt, większość produktów kupuję w Niemczech i Francji, ale pojedyncze produkty wolę ze Szwajcarii wink

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • malia 28.01.19, 14:58
    Dosłownie całej wypłaty nie miałam na myśli. Zastanawia mnie tylko coraz bardziej co i ile ludzie jedzą i czemu mnie za to tak dużo wychodzi.
  • iwoniaw 28.01.19, 15:17
    Ludzie pewnie jedzą b. różnie, a Tobie tak dużo wychodzi dlatego, że wszystko drożeje, a rodzina zapewne je codziennie minimum śniadanie, obiad i kolację. Życie. My jemy - uważam - całkiem zwyczajnie, ale nie mam żadnej własnej produkcji żywności (w sensie uprawy jakichś warzyw, owoców, hodowli choćby drobnych zwierząt typu kury czy króliki) ani rodziny obdarowującej mnie regularnie tego typu produktami, więc każde jajko, jabłko czy kawałek sera kupuję za żywą gotówkę. Toteż i sumy na paragonach nie są niskie. Dobrze, że mogę sobie pozwolić na normalne życie, pewnie w razie krachu finansowego coś by się dało przyoszczędzić, ale w normalnej sytuacji obcinanie wydatków na jedzenie zakrawa mi na jakąś chorobę, nawet mi to nie w głowie.



    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • kocynder 29.01.19, 10:55
    Z jednej strony - masz rację. Znaczy może inaczej: masz rację, ale nie do końca. Myślę, że po prostu każdy ma nieco inaczej zaznaczoną granice "normalnego jedzenia" na codzień. I tak mam znajomą, która wiecznie narzeka na ceny żywności, ale równocześnie: a/. często kupuje w najbliższym sklepiku osiedlowym, bo jak była w markecie to zapomniała, a drugi raz jej się nie chce iść (mimo, że ma do marketu np 200 metrów), b/. MUSI kupić pierwsze w sezonie młode marcheweczki, młode ziemniaczki, pierwszą fasolkę itp (musi jak tylko się pokażą w handlu, a nie np w kilka dni później, bo później już jej nie smakują), c/. lubi (i kupuje regularnie) drogie wina, nawet jeśli mają być wypite normalnie do obiadu - takie za dwadzieścia złotych jest oczywiście "be", taki koneser jak ona to takie od 60,- w górę... No i tak, wypada jej żywnościowo drogo. Tylko czy na prawdę uważałabyś za "obcinanie wydatków na jedzenie" z jej strony, gdyby po zapomnianą śmietanę i szczypiorek jednak ruszyła tyłek te 200 metrów dalej, a nie pod samą klatkę schodową? Gdyby jednak nie szalała z nowalijkami tylko dla tego, że "się już pokazały"? Gdyby (nie, nie będąc zawodowym kiperem!) poświęciła się i wypiła Rieslinga za 25,- a nie jakieś Barbeito Madeira 3 YO Medium Dry za siedem dyszek?
    Tak, żywność jest droga. Utrzymanie tez jest drogie. Jeśli nie ma się "produkcji własnej" (jak ty czy ja) to za wszystko trzeba płacić. Ale w wielu przypadkach można trochę ograniczyć wydatki, bez przesady i bez sknerzenia. smile

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • iwoniaw 29.01.19, 12:56
    W sumie to zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś w poście powyżej. Znajoma z przykładu rzeczywiście ma większe rezerwy na ewentualne obcinanie wydatków na jedzenie niż ja, bo ja np. w drogich sklepikach osiedlowych kupuję naprawdę b. rzadko, w sytuacjach z cyklu "wszyscy umierają z gorączką, auto w warsztacie, śnieg i zawieja, a lodówka pusta", do których generalnie staram się nie dopuszczać, toteż zamiast ruchu "śmietanę* firmy X kupię w markecie za pół ceny ze sklepiku" musiałabym wykonać "zamiast śmietany X kupię o połowę tańszą śmietanę Y/ zróbmy coś bez śmietany" (*zamiast "śmietana" można wstawić tu nazwę dowolnego innego produktu, to tylko przykład). Więc tak, masz rację - mam trochę takich nawyków, które sprawiają, że wydaję mniej niż kupując to samo, ale w trybie przykładowej koleżanki. Tylko, z drugiej strony, ja nie mam tych nawyków od wczoraj, tylko raczej od lat, więc rosnące koszta żywienia rodziny zauważam właśnie dlatego, że kupując tak samo i to samo przez kolejne lata, na paragonie widzę coraz większe kwoty.


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • kocynder 31.01.19, 10:45
    Myślę, że mam podobnie do ciebie. smile
    Mi chodziło o to zdanie "obcinanie wydatków na jedzenie zakrawa mi na jakąś chorobę, nawet mi to nie w głowie.". No, moim zdaniem wspomniana koleżanka bez choroby i bez specjalnego bólu mogłaby sporo obciąż z wydatków "codziennych". Na takich drobiazgach, których w miesiącu się nazbiera. Takich właśnie "Zapomniałam śmietany, nie chce mi się lecieć te 200 metrów, to kupię pod blokiem. O, w "naszym" sklepiku jest już fasolka! Super, tez wezmę! Przyda się jeszcze to i tamto. A synek prosił o czekoladę! No, nazbierało się, to jeszcze reklamówkę, bo nie wzięłam..." - i nie chodzi o śmietanę, fasolkę czy czekoladę. Tylko o zasadę. A wszystkie te produkty w osiedlowym sklepiku są o te parę groszy droższe niż w pobliskim markecie: przykład tej nieszczęsnej śmietany - Piątnicy 18%, 200g - w moim "osiedlowym" kosztuje 1,63, w markecie (około 100 metrów dalej) 1,08. Niby nic, pięćdziesiąt groszy. Ale jeśli tak wypada dwa trzy razy w tygodniu i nie jedna śmietanka w grę wchodzi - to już się robi kwota niebagatelna.
    I nie neguję rosnących kosztów wyżywienia! Tylko właśnie - sporo takich "groszowych" wydatków jest do uniknięcia, jak ta reklamówka. Co to jest 40 groszy czy tam 50. Ale jeśli co dwa dni te 50 groszy wydaje się - to już miesięcznie wychodzi parę złotych. Parę złotych wyrzuconych za okno dla przyjemności patrzenia jak leci, bo wspomniana reklamówka potrzebna nie jest przecież - swobodnie można wziąć z domu siatkę. smile

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • saskia44 31.01.19, 11:15
    Dlatego nalezy planowac posilki i wg tego zrobic liste zakupow. Tak to zajmuje czas, jakis tam na pewno ale zapewne mniej niz te obiady gotowanie w 10 minut przez niektore ematki.
    My robimy zakupy raz w tygodniu, nie wyobrazam sobie robic ich codziennie bo to strata czasu i przeplacanie
  • rexona_sport 30.01.19, 08:19
    Co do wina to chyba jednak kwestia smaku, chyba tej koleżance nie chodzi o sam fakt wypicia napoju alkoholowego zwanego winem tylko o smak. Dla niektórych nie ma aż takiej różnicy pomiędzy winem za 20 a 70 zł ale jak ktoś ma wyrobione kubki smakowe to ta różnica jest. A to czy cena jest wysoka jest względne. Co byś odpowiedziała na zarzut ze wyrzucasz pieniądze bo kupujesz wino za 25 zł jakbyś nje mogła się „poświecić” i wypić takiego za 7?
    Z tonu wypowiedzi widać ze tej osoby nie lubisz i jej wybory uważasz za fanaberie. A dla osoby o bardziej wytrenowanym smaku nowalijki to nie to samo co względnie młode warzywa, nie sądziłam ze to tak trudno pojąć. Czy wyrzucasz tez innym ze wydają pieniądze np na perfumy bo takie z rynku im „nie pachną”?
  • kocynder 30.01.19, 09:01
    A umiesz czytać ze zrozumieniem? Koleżankę lubię, gdybym jej nie lubiła nie byłaby moją koleżanką. Nie krytykuję jej wyborów, ani "wytrenowanego smaku". Lubi, chce - jej biznes. Tylko skoro chce i tak wybiera - to niech nie piska, że tak drogo. Proste? Jeśli ktoś ma tak subtelne kubki smakowe, że każde wino poniżej 50,- jest dla niego "fuj" a wino powyżej jest dla niego "drogie" - to powinien po prostu zrezygnować z wina na codzień, a nie kupować i jęczeć jaka drożyzna. To samo dotyczy perfum: Ania lubi zapach Chanel 5 i kupuje tylko oryginalne - jej wybór. Basia lubi ten zapach, ale oszczędza i kupuje na rynku "Chanele 5". Też jej wybór. Ale niech Ania nie opowiada Basi przy spotkaniu jakie to ma drogie perfumy, ile to się musiała nabiegać, żeby kupić oryginalne, bo wiesz, tandeta z rynku to śmierdzi!

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • lot_w_kosmos 28.01.19, 14:39
    Nigdy nie liczyłam, ale mam przeokropne wrażenie, że wciąż taszczę wielkie torby ze spożywczaków.
    I wciąż nie ma co jeść, w czym prać, czym myć zębów i włosów.
    Rodzina 2+2. Dzieci 11 i 13.
  • mumio75 28.01.19, 19:57
    Ja czuję dokladnie to samo
  • lilyrush 28.01.19, 14:46
    Ilekroć przyjeżdżam do PL i robię zakupy spożywcze to powala mnie drożyzna. W DE za 50 Eur ma duży koszyk, tutaj za 200 jest pusto

    --
    Nie dyskutuje z trolami wszelakiej maści.
  • edelstein 28.01.19, 14:47
    Do niedawna za duzo, ale od zawsze irytowalo mnie wywalanie jedzenia i przewalanie kasy na tony zarcia,wiec w nowy roku postanowilam wykorzystywac wszystko do cna. Oczywiscie nie pisze o 12zyciach kurczaka.Ostatnio kupilam kg piersi indyka.Byl w promocji bo 2dni przed koncem przydatnosci.3obiady z tego zrobilam, dzis bedzie trzeci.Srednio wydaje terau 10-12euro na dzien.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • hungaria 28.01.19, 14:47
    Nie wiem dokładnie, ile wydaję, ale sporo. I widać, że ceny rosną...
    Jeśli nie chcesz jeść najtańszego, wysoko przetworzonego żarcia, to nie ma siły, nie zetniesz wydatków.

    Warzywa głównie z Biedry, bo najbliżej, wiec ceny ogolnopolskie.
    Najwięcej idzie chyba na pieczywo (na zakwasie, z małej piekarni - pyszne, ale drogie), jaja zerówki, ser zółty bez dziwnych dodatków i konserwantów, dobrą kawę, dobry nabiał.


  • edelstein 28.01.19, 14:50
    Zetniesz jak wiesz gdzie i kiedy kupowac.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • memphis90 28.01.19, 14:51
    Akurat wysoko przetworzone żarcie nie jest najtańsze, a bardzo drogie. Najtaniej wychodzą lokalne, podstawowe składniki.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • hungaria 28.01.19, 14:57
    Miałam na myśli głównie mięso - większość ludzi je codziennie, a to lepsze jest niestety drozsze.
  • sfornarina 28.01.19, 15:48
    > Miałam na myśli głównie mięso - większość ludzi je codziennie, a to lepsze jest niestety drozsze.

    Jedzenie mięsa codziennie wcale nie jest zdrowe, to po pierwsze.

    Po drugie, jeśli nie żyjesz samymi stekami, to możesz całkiem sporo tego mięsa kupić, nawet w dobrym sklepie. Z kilograma mięsa wołowo-wieprzowego zrobisz gar gulaszu na pół tygodnia dla czterech osób.

    A w drugiej połowie tygodnia gotujesz fasolowe chilli z masą warzyw, dynią i słodkimi ziemniakami, serwujesz z zieleniną i domowymi sosami na jogurcie i masz pożywny pełnowartościowy posiłek za grosze.

    Wędliny - nawet te najdroższe - to przetworzone samo zło. Rakotwórcze do tego. Omijam szerokim łukiem i kupuję bardzo sporadycznie.

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • 35wcieniu 28.01.19, 15:55
    Fajnie brzmi to chilli.
  • gumijagody 28.01.19, 16:13
    Mięso kupowane w marketach należy ograniczać podwójnie, ale w Polsce jeszcze długo pompowana wieprzowina z promocji i przemysłowe kurczaki będą wygrywały z fasolą, bo warzywa są dla biedotyuncertain
  • hungaria 28.01.19, 16:17
    Tez mi się tak wydaje. Z jednej strony większość znanych mi osób z mojego przedziału wiekowego albo ogranicza mięso, albo zwraca uwagę na jakość. Z drugiej są rzesze ludzi typu moja babcia - obiad bez mięsa to nie obiad, a kanapka bez wędliny to nie kanapka. I nie wytłumaczysz, że kasza ze strączkami jest zdrowsza niż mięcho pompowane chemią - 'głodzisz się!'.
  • edelstein 28.01.19, 16:25
    Moi wybitnie straczkowe szkodza wiec nic straczkowego nie jadam.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • gumijagody 28.01.19, 16:33
    Oprócz strączków jest mnóstwo innych możliwości. Tradycyjne kuchnie świata to kopalnia pomysłów, bo mięso zwykle było od święta lub w niewielkich ilościach.
  • gumijagody 28.01.19, 16:29
    Mnie zastanawia jedno. Kupiłam ostatnio w takim małym Au... piersi z kurczaka marki własnej. Zrobiłam jak planowałam, a potem szukałam ich na patelni. Cenowo pewnie korzystnie (były jedyne, więc nie spojrzałam na cenę, żałuję), ale myślę, że jakby ktoś zabawił się w porównanie ceny do masy jedzenia mogłoby być interesującowink
  • sfornarina 28.01.19, 16:43
    Tylko mnie do grona niejedzących mięsa proszę nie szufladkować.
    Mięso lubię i jem, ale zdaję sobie sprawę, że czerwone mięso spożywane codziennie być nie musi wink

    A co do wydatków: główny problem leży w tym, że ludzie nie potrafią gotować oraz kupują impulsywnie zamiast przemyślanie.

    Obcięłam wydatki natychmiast o 25% robiąc listę zakupów i planując menu na tydzień z góry. Jeśli robię jedną potrawę z marchwią, nie kupię 3 paczek marchewki tylko dlatego, że jest w promocji. Dalej, jeśli używam imbiru i zostaje mi kawałek, w kolejnym tygodniu robię potrawę, która do końca ten imbir wykorzysta. W zasadzie nigdy nic mi się nie psuje, poza sporadyczną mandarynką w skrzynce.

    Trzy - od wielu lat piekę własny chleb na zakwasie. I mimo iż używam mąki bio i prawie pół kilo ziarna słonecznika na dwa bochenki, chleb - świetnej jakości - kosztuje mnie jedną trzecią tego, co bardzo średni bochenek z piekarni.

    Cztery - własny hummus jest śmiesznie tani i śmiesznie prosty do zrobienia. Zrobienie go zajmuje mniej czasu niż wyprawa do sklepu po tenże hummus. Robię w ilościach przemysłowych - cała rodzina się zajada. Trudno o zdrowszą przekąskę.

    Sery kupuję w dalekim markecie raz na 3-4 tygodnie. Są tam trzykrotnie tańsze niż w innych marketach i lepsze.

    Po jabłka i mleko chodzę do wybranych przez siebie sklepików. Bo lepsze niż gdzieś indziej, w całkiem znośnych cenach.

    Na lokalnym targu bio, raz w tygodniu, jest lokalny rzeźnik. Lubię tam podejść i poprosić o kości na zupę. Pan zazwyczaj wręcza mi torbę 3-4 kilo kości spod lady... za friko wink Buliony z tych kości są absolutnie przecudowne, resztę kości zamrażam na później.
    W UK za darmo dostawałam korpusy kurczaka na rosół wink Czasem wystarczy zapytać.

    Pałki z kurczaka są śmiesznie tanie. Połączyć to można z ciecierzycą, papryką i kosmicznymi ilościami cebuli, własnoręcznie zblendowaną pastą curry (proste i szybkie do zrobienia), dobrze doprawić - i jest dziesięciolitrowy gar żółtego curry. Serwować można z brązowym ryżem lub pitą, oraz jogurtem naturalnym. Potrawa gorąca, sycąca, pełna wartościowego białka, złożonych węglowodanów, mało kaloryczna jak na główny posiłek dnia. Tania jak barszcz smile

    Kasze i strączkowce - z soczewicy, suchych fasoli, grochu, bulguru i ciecierzycy można wyczarować niezliczone ilości wartościowych potraw. Dodatki do nich są śmiesznie tanie - marchew, cebula, seler, ziemniaki, czasem papryki, pomidory, słodkie ziemniaki i dynie. Majeranek - u niektórych rzeźników można kupić tanio w przemysłowych torbach.

    Po kolejne: sezonowość. Zimą jemy cytrusy, orzechy, jabłka i banany, latem - brzoskwinie, śliwki, jagody i czereśnie. Zimą kapusty, latem - bakłażany i cukinie.

    Ja coś jest w promocji, kupuję tyle, ile spiżarnia/ lodówka/ zamrażarka pomieści. Gdy kawa - a kupuję wyłącznie bardzo dobre kawy - jest w promocji, wykupuję tyle, ile jest na półce big_grin To samo ma się do solidnych dżemów, porządnych czekolad, oleju i oliwy, etc.

    Można tanio i sensownie, ale trzeba chwilę poświęcić na planowanie i przemyślenie.







    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • sofia_87 28.01.19, 16:58
    Sfornarina moglabys podac przepis na to swoje curry?

    Z góry dziekuje smile


  • sfornarina 28.01.19, 17:01
    Proszę.
    To pukka yellow curry od Jamiego Olivera smile


    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • sfornarina 28.01.19, 17:04
    Ja mnożę ilość składników razy 2.5, bo w moim domu je się dużo, a mnie się nie chce częściej niż raz na 3-4 dni gotować.

    Ciecierzycę kupuję zawsze suchą i moczę w zimnej wodzie przez noc. Potem gotuję przez 50 minut i dopiero wrzucam do curry, żeby się dalej pogotowała. Sucha jest bardziej wartościowa odżywczo niż ta z puszki.

    Smacznego wink

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • sfornarina 28.01.19, 17:07
    I cebuli daję więcej niż w przepisie. Cebuli w curry nie można przedawkować big_grin

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • sofia_87 28.01.19, 17:22
    Ja karmie piersią, wiec teraz tylko skubne,
    poza tym nasz 3 latek będzie ciekawy, wiec nie mogę przesadzac z przyparwami, ja ugotuje tylko dla meza i niani smile.
    Lubie curry, ale jak dotad sama nie probowalam ugotować.
    Ale przepis wydaje się super.

    Co do ciecierzycy się w pełni zgadzam, często robie hummus
    Ogolnie Jamie ma niezle przepisy smile
  • sofia_87 28.01.19, 17:06
    Dzieki smile zapowiada się pysznie smile
  • alfa36 29.01.19, 09:52
    A na hummus? A mąkę bio to gdzie kupujesz?
  • sfornarina 29.01.19, 12:03
    > A na hummus?

    Przepis na hummus

    Mąkę bio (żytnią razową) kupuję w Edeka albo DM, w Niemczech.


    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • miriam_73 29.01.19, 13:02
    Ja robię prościej i szybciej smile używam ciecierzycy gotowanej na parze z puszki Bonduelle, nie trzeba się bawić w długotrwałe moczenie i gotowanie. Na jedną puszkę biorę jedną całą cytrynę, 2-3 ząbki czosnku, przynajmniej jedną dużą łyżkę stołową tahiny, wyłącznie oliwę z oliwek extra vergine, świeżo mielony kmin rzymski i pół łyżeczki za'ataru. Plus trochę soli i pieprzu do smaku, wg uznania. Jak się lubi hummusy z dodatkami, to można też dodać do blendowania np. pieczoną paprykę bez skórki, albo suszone pomidory z zalewy oliwnej, świetny jest tez hummus z czarnuszką albo z buraczkami. Hummus się robi w kilka minut. Potem wystarczy przełożyć do jakiegoś zamykanego pojemnika i można przez kilka dni nawet spokojnie przechowywać w lodówce (duża ilość cytryny jest naturalnym konserwantem).
  • kura17 29.01.19, 13:13
    to jeszcze jedna sztuczka humusowa (z blogu jadlonomia) - woda, ktora sie pod koniec dodaje, musi byc zmrozona (ja wkladam szklanke z zimna woda do zamrazalnika chwile przed zaczeciem przygotowan) - wtedy humus wychodzi bardzo bardzo gladki i aksamitny smile


    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • mikams75 28.01.19, 18:06
    hummus owszem robie sama, sklepowe i tak mi nie smakuja, ale nie pisz, ze to szybko sie robi. Samo gotowanie cieciorki trwa dlugo, o moczeniu nie wspomne, ok, nie stoje nad garem ale w czasie gotowania w domu musze byc. A i jeszcz trzeba umyc blender i inne rzeczy po przygotowaniu. Staonowczo szybciej jest kupic, szczegolnie po drodze.

    Straczkowe - owszem fajne sa, przy zalozeniu, ze wszyscy domownicy lubia i wszyscy domownicy moga je strawic jedzone tak czesto.
    Czeresnie w Szwajcari nawet w sezonie sa drogie, kilogram na 5 osob to niewiele, w zyciu sie nie zmiescisz w limicie, o ktorym wyzej napisalas.
  • sfornarina 28.01.19, 18:18
    > Czeresnie w Szwajcari nawet w sezonie sa drogie, kilogram na 5 osob to niewiele, w zyciu sie nie zmiescisz w limicie, o ktorym wyzej napisalas.

    Hmm. Z mężem (albo znajomymi) jedziemy z plecakami i bukłakami na wycieczkę rowerową po Alzacji, a tam drzew czereśniowych więcej niż oko może wypatrzyć smile Same czereśnie, no tysiące czereśni po prostu smile
    Na miejscu jesz 2 kilo do wypęku, a cztery przywozisz jeszcze do domu big_grin

    No halo, ciecierzyca moczy się w nocy! Nie stoisz nad nią.
    Rano, gdy wstajemy o 6:30 z dziećmi po prostu wstawiasz na gaz, zanim dziecko wyprawisz do przedszkola ciecierzyca jest ugotowana. Wystawiasz na balkon do wystudzenia, a gdy masz 10 minut wolnego w kuchni (kawa się parzy na przykład) wrzucasz do blendera, dodajesz sok z cytryny, sól, przyprawy, tahini, czosnek, wciskasz przycisk i gotowe. A blender do zmywarki i już.

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • mikams75 28.01.19, 18:54
    aha, czyli te czeresnie nie sa ze Szwajcarii. Luzik, moge latac na drugi koniec swiata, bo taniej wink
    A z ciekawosci - po ile sa czeresnie w Alzacji? Czy chodzicie na szaber?

    Nie, nie da sie tak na co dzien, nawet wypatrywanie promocji i latanie od sklepu do sklepu jest czasochlonne.
    Nie miewam 10 min wolnego w kuchni ani czasu z rana na gotowanie. Jak cos robie, to robie, w miedzyczasie ogarniam. Nad cieciorka nie stoje ale nadal uwazam, ze ta logistyka jest czasochlonna Nie mowie, ze niemozliwa. Ale nie pisz, ze to chwila moment. Przepis znam bardzo dobrze a hummus lubie dodatkowo z roznymi rzeczami na wierzchu, wiec dodatkowe minuty sa potrzebne.
  • saskia44 28.01.19, 20:22
    Hahaha, no wlasnie, te pysznosci wyczarowane w 10-15 minut do tego super pozywne i oczywiscie gotowane od podstawa z krojeniem warzyw, namaczaniem i gotowaniem sychych pulses kupione w roznych sklepach i na targach w promocyjnych cenach to tylko na ematce. Ja i maz pracujemy na pelne etaty, dwoje dzieci nastoletnich. Owszem planujemy menu na caly tydzien, robimy liste i zakupy ale czas to mamy zrobic je w jednym moze dwoch sklepach a nie jezdzic po calym miescie czy regionie.
    Gotujemy to co lubimy ale co konkretnie zalezy Ile mamy na to czasu. Dodatkowym utrudnieniem sa dzieci ktore nie wszystko lubia albo nie lubia tego co my itd. Dzis mialam czas zeby zrobic zupe pomidorowa, mi sama zupa wystarczy ale dla rosnacych wciaz dzieci jednak nie wiec trzeba miec cos do tego. Lubia tortellini ale bawic sie w ich lepienie nie bede wiec sa gotowe, czasem zrobie pannini itp. Zupa (dwa rodzaje tylko lubia) moze byc raz w tygodniu. Co dalej...ok to moze domowe chicken nuggets albo burgers ale to jednak zabiera czas i nie zrobie tego na 3 czy 4 dni podobnie jak gara curry czy chillie bo po drugim dniu juz nikt by tego nie chcial. Takze ugotowanie obiadu zajmuje minimum godzine zazwyczaj wiecej od podstaw. Czesto jest tak ze maz zacznie ja koncze ale i tak zajmuje to zdecydowanie wiecej niz 15 minut. A nie samym gotowaniem zyje rodzina, my tez oprocz pracy mamy inne zajecia a oprocz tego chcemy zwyczajnie odpoczac. Kupuje wiec w regularnych cenach, jesli cos jest w promocji to jest jesli nie to trudno. Nie wyobrazam sobie wpadac do sklepu i kupowac tyle kawy ile jest na polkach bo w promocji, ciekawe gdzie mialabym takie zapasy przechowywac, nie mowiac o tym ze to zenujace.
  • jolie 28.01.19, 20:39
    Saskia44, świetnie napisane. Uwielbiam te bajdurzenia na ematce o pożywnym, zdrowym i oczywiście gotowanym od podstaw jedzeniu robionym w 15 minut dla 4-czy ram 5-osobowej rodziny. Jedyny taki przypadek, jaki kojarzę z mojego życia (matki 3 chłopców, w tym 2 nastolatków) to odgrzewanie bigosu od teściowej-wtedy owszem, zajmuje to 15 minut i jest gotowane od podstaw😀.
  • saskia44 28.01.19, 20:49
    No wlasnie. My nie dostajemy gotowych obiadow gotowanych od podstaw a robimy je samodzielnie moze dlatego wiemy jak to naprawde wyglada i wiele osob w podobne sytuacji tez to wie. 😊
  • jolie 28.01.19, 20:52
    Zresztą nie powinno mnie to dziwić - ematka zupę gotuje najwyżej w pół godziny, mi jednak zajmuje to więcej czasu.
  • klamkas 28.01.19, 21:06
    Akurat zupy gotuję błyskawicznie, ale w weekend (albo co drugi) gotuję wielki gar bulionu i mrożę/przelewam do słoika i obracam. Wtedy zupa to naprawdę chwila, a ugotowanie większej ilości bulionu to kwestia kilku minut więcej na obranie większej ilości warzyw.

    A sposób na błyskawiczne obiady jest jeden - gotować więcej (na 2-3 dni, dwa dni jemy, trzecią porcję mrożę), jest sporo błyskawicznych sposobów na makarony. Dużo korzystam z mrożonych warzyw - też usprawniają gotowanie obiadów. Może nie da się w 15 minut, ale w 30-40 owszem (i piszę to z perspektywy osoby gotującej samodzielnie (czasami córka coś upichci, jakieś 2 razy w miesiącu), nikt nie je w placówkach, bardzo rzadko jadamy na mieście).
  • jolie 28.01.19, 21:48
    Jedna mała uwaga - ja mam 3 dzieci, 3 chłopców, w tym 2 chłopców wczesnoletnich. Samo pokrojenie warzyw na taką ilość jedzenia, żeby starczyło na 3 dni, czy obranie prozaicznych ziemniaków, zajmuje sporo czasu. Zupy muszę gotować w kotle. Dlatego w dni robocze muszą zjeść przynajmniej ten jeden obiad w szkole, bo bym się zajeździła.
  • kurt.wallander 30.01.19, 21:24
    jolie napisała:

    > Jedna mała uwaga - ja mam 3 dzieci, 3 chłopców, w tym 2 chłopców wczesnoletnich
    > . Samo pokrojenie warzyw na taką ilość jedzenia, żeby starczyło na 3 dni, czy o
    > branie prozaicznych ziemniaków, zajmuje sporo czasu. Zupy muszę gotować w kotle
    > . Dlatego w dni robocze muszą zjeść przynajmniej ten jeden obiad w szkole, bo b
    > ym się zajeździła.

    U mnie podobnie, tylko 3 dziewczyny nastolatki. Ja nawet nie mam aż tak ogromnych garów, żeby dla nich nagotować na 3 dni. Na 2 dni czasem się zdarza, ale przeważnie, jesli coś zostaje z obiadu, toi nie tyle, by starczyło na 5 osób, a poza tym dzieci chętnie zjadają to na kolację.
  • jolie 30.01.19, 21:41
    W zeszłym roku musiałam kupić dwa sagany -na zupę i potrawy jednogarnkowe. A i tak rzadko mam coś na 3 dni -po prostu im więcej jedzenia, tym większe porcje jedzą😀. W sumie w mojej rodzinie gotowanie na zapas to żadna oszczędność, musiałabym chyba to jedzenie ukrywać😉.
  • maaria33 28.01.19, 21:14
    Zupa jarzynowa np typu krem bez wywaru mięsnego zajmuje mniej czasu niż pół godziny
  • mikams75 28.01.19, 21:27
    ja tez zupy gotuje ekspresowo, ale z samych warzyw, siekanych w siekaczu badz zupa-krem z byle jak pokrojonych kawalkow. Rosol, z zalozenia dluzej sie powinien gotowac, ale i tak wrzucam do szybkowara.
  • dominika9933 30.01.19, 21:36
    Sorry, ze sie wtrącę w dyskusje Pan, bo ematka nie jestem i nie byłam, ale zupy, gotuje sie szybko, i "robią sie", poza obróbka wstepnasmile, same. To jedne z mniej pracochlonnych dan. Pozdrawiam i pysznych zup życzęsmile
  • kura17 31.01.19, 07:52
    > Sorry, ze sie wtrącę w dyskusje Pan, bo ematka nie jestem i nie byłam, ale zupy, gotuje sie
    > szybko, i "robią sie", poza obróbka wstepnasmile, same.

    no popatrz, wlasnie wpisalas sie w idealna ematke - im zawsze zupy (i wszystko inne!) robi sie samo i najwyzej 10 minut to zajmuje LOL


    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • gumijagody 31.01.19, 08:51
    Bo to zależy co się wlicza do gotowania. Ja gotuję rosół w 10 minut (obranie warzyw, przygotowanie mięsa), a moja mówi, że cały dzień stała nad garami, bo gotowała rosół.
    Oczywiście ja gotuję więcej, żeby mieć bulion w słoiku czy zamrożony, a moja mama na dzien czy dwa, bo ona się nie będzie bawiła w robienie przetworów, więc jak przychodzi do robienia innej zupy, to ja mam w 10 minut, a ona znów cały dzien stoi nad garamiwink
  • kura17 31.01.19, 10:02
    > Bo to zależy co się wlicza do gotowania. Ja gotuję rosół w 10 minut (obranie warzyw,
    > przygotowanie mięsa)

    haha, no i festiwal zay...bistosci ematki sie zaczyna ...


    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • gumijagody 31.01.19, 10:52
    Dlaczego? Dla mnie gotowanie rosołu kończy się na włączeniu kuchenki, moja mama wlicza w to czas kiedy garnek stoi na płycie.
    Jest tak pewnie dlatego, ze ja mam mało czasu i milion spraw do załatwienia, a mama na pytanie co dziś robiłaś odpowiada, byłam zajęta, bo gotowałam rosół.
  • aerra 31.01.19, 11:33
    Ale z rosołem to fakt - to jedna z mniej pracochłonnych zup (mi najwięcej czasu schodzi na obraniu potem mięsa, samo przygotowanie to naprawdę moment) - tyle, że ja pracuję z domu, wiec sobie wstawiam ten rosół i 3-4 godziny się gotuje (ale wychodzi w tym czasie tez mi się zdarza, np. jadę dziecko odebrać ze szkoły). Rosół gotuje się tak, żeby ledwo bulgotało, więc spokojnie zostawiam (indukcję mam, na gazie to nie wiem).
  • bialeem 28.01.19, 20:51
    Makaron z sosem serowym. W wersji fancy makaron z szynką parmeńską i sosem serowym. W sumie duża micha carbonary też nie zajmuje dużo więcej. Kurczak z sosem śmietanowym/pomidorowym i ryżem, kurczak z ryżem smażonym. 15-30 min dużo i szybko. Wszystko co wymaga wyrabiania i uklepywania oraz pojedynczego smażenia lub dłuższego duszenia zajmuje oczywiście więcej, ale niektóre (zwłaszcza te duszące) wymagają bardzo mało aktywnej roboty przy garach i wystarczy nastawić wieczorem i odgrzać następnego dnia. Zależy jak kto liczy 15 min.
  • jolie 28.01.19, 20:56
    No właśnie, sztandarowy przykład - makaron. Tak, makaron można przygotować szybko, ale to nie jest potrawa, którą je się codziennie (pomijam już, że ja nienawidzę makaronu wszelkiej maści, mniejsza z tym, chłopcy lubią).
  • bialeem 28.01.19, 23:20
    To jest nieobiektywne. Rzadko kto nie lubi makaronusmile Mój mąż by chętnie jadł kluski i makarony (byle w okolicy było mięso) 7 dni w tygodniu. Gusta są różne.
    Jak nie makaron, to pizza. Wyrobienie cista to jakieś 10 minut. Do tego rzeczywiście dodatki 10-20 min. Zostaje wypiekanie - 12 min per placek.
    Naleśniki. Podobnie, ale trzeba trochę postać nad patelnią.
    Ja z kolei jestem antyfanką ziemniaków w wersji innej niż knedle i kopytka (ewentualnie żurek), ale to ja. Gusta są różne. Jest wiele potraw które przygotowuje się szybko. Nie każdy je musi lubić.
  • bialeem 28.01.19, 23:23
    Ogólnie to nie mam dzieci i wolę gotować długo i dokładnie i na kilka godzin zamknąć się w kuchni z forum w tle, bo mnie to relaksuje. Ale to ja. Gotuje też 3x za dużo. Umiem zrobić obiad nie z gotowców w 15 minut. Nawet kilka. Tylko ja akurat nie mam takiej potrzeby.
  • mikams75 28.01.19, 20:49
    dokladnie, w 15 minut to ja robie obiad tylko dla corki i tu mam czas dokaldnie wyliczony - 3 nuggetsy, garsc makaronu i marchewka do pochrupania. Wieksza ilosc zajmuje mi duzo wiecej, pdobne jak siekanie, szykowane, mycie i sprzatanie.
  • kura17 28.01.19, 21:23
    > Nad cieciorka nie stoje ale nadal uwazam, ze ta logistyka jest czasochlonna

    Mikams, wrace sie - moze pomoge wink
    ja humus robie z cieciorki w puszce, moze jest troche drozsza, niz sucha, ale nie trzeba nic gotowac. humus wychodzi naprawde swietny. tez lubie z dodatkami na wierzchu smile probowalas z czarnuszka i oliwa? mniam!




    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • mikams75 28.01.19, 21:30
    wiem, nie raz korzystalam, ale jak ma byc tak super-hiper zdrowo, to wole unikac puszek.

    Podobnie z fasola... no kurcze, mam wrazenie, ze ja dzisiaj caly dzien gotowalam. Namoczylam wczoraj, w poludnie mialam chwile, to wstawilam, troche pogotowalam, ale musialam wylaczyc. Po poludniu znowu na moment zagrzalam, ale nadal byla niedogotowana, dopiero teraz wieczorem ugotowalam ja do konca.
  • sfornarina 29.01.19, 12:10
    > wiem, nie raz korzystalam, ale jak ma byc tak super-hiper zdrowo, to wole unikac puszek.

    Akurat fasola z puszki jest prawie tak samo zdrowa jak ta sucha, sucha jest tylko ociupinkę zdrowsza. Jak masz mało czasu, korzystaj z puszek śmiało.

    Ja czas mam, bo pracuję na godziny, a nie od-do. Tak sobie układam czas pracy, żebym mogła i pieczenie chleba, i gotowanie ciecierzycy, i gotowanie 10 litrowych garów jedzenia zmieścić. Faktycznie, ugotowanie jednej potrawy zajmuje 2-4 godziny, bo gotuję takie, co na gazie muszą pyrkać bardzo długo, by smak wydobyć, ale na to czas mam. Zresztą jak jedzenie na wolnym gazie pyrka, to ja mogę i sobie pójść w międzyczasie pobiegać, albo zrobić jogę, albo odebrać dziecko z przedszkola.

    Gotujemy jednorazowo olbrzymie ilości, za to raz na 3-4 dni. Bolognese robię na raz tyle, że 3/4 zamrażam, b byśmy 10 dni je jedli.
    No i u mnie mąż też umie i lubi gotować. Jak ja nie mam czasu, to ugotuje on. A od biedy, jak nic nie ma, i nikt czasu nie ma, to się skleci na szybko ziemniaki z tuńczykiem i kukurydzą, albo sadzone jaja, ziemniaki i zieloną fasolkę z puszki.

    Chleb wrzucam do pieca rano, wychodzę do pracy, a niania po dwóch godzinach wyciąga, albo mąż, albo kto tam jest w domu. Logistycznie jest to trochę zachodu, ale po paru latach człowiek już umie sobie to zaplanować.





    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • mikams75 29.01.19, 13:35
    no ja niby tez nie mam od-do, a przynajmniej nie codziennie, ale bywa, ze sobie cos zaplanuje, a pozniej musze jednak plany zmienic, jak wlasnie wczoraj z ta fasola uncertain Nie zostawiam nigdy wlaczonej kuchenki jak wychodze z domu. I max 2 dni jadamy to samo, trzeciego dnia juz nikt nie chce, czwartego to juz dla mnie jest nieswieze.
    Spokojnie sobie dajemy rade z logistyka, odnioslam sie tylko do tego, ze wiele z wymienionych przez ciebie rzeczy, to nie jest tak raz-ciach i gotowe, podobnie jak z tym chlebem, ktory sie piecze w obecnosci innej osoby.
  • aerra 29.01.19, 14:37
    Ale weź pod uwagę, że macie takie nawyki, że najwyraźniej lubicie, albo nie przeszkadza wam jedzenie w kółko tego samego.
    Ja np. nie lubię. Maksymalnie jestem w stanie 2 dni pod rząd jeść to samo, jakby miała jeść przez tydzień, to obrzydziłoby mi to nawet najulubieńszą potrawę. Nie mam też tyle miejsca, żeby w zamrażalniku trzymać ileś potraw x10 porcji (no i niektóre mrożone potrawy jednak tracą na smaku).
    Nawet chleb za każdym razem piekę inny (tzn w cyklach - 1, 2, 3, potem jakiś eksperyment, 1, 2, 3 itp)
  • kurt.wallander 30.01.19, 21:38
    sfornarina napisał(a):


    > Ja czas mam, bo pracuję na godziny, a nie od-do. Tak sobie układam czas pracy,
    > żebym mogła i pieczenie chleba, i gotowanie ciecierzycy, i gotowanie 10 litrowy
    > ch garów jedzenia zmieścić. Faktycznie, ugotowanie jednej potrawy zajmuje 2-4 g
    > odziny, bo gotuję takie, co na gazie muszą pyrkać bardzo długo, by smak wydobyć
    > , ale na to czas mam. Zresztą jak jedzenie na wolnym gazie pyrka, to ja mogę i
    > sobie pójść w międzyczasie pobiegać, albo zrobić jogę, albo odebrać dziecko z p
    > rzedszkola.

    Usmiałam się. Ja akurat tez mam zazwyczaj czas, zeby sobie cos nastawić, co powoli pyrka, i w tym czasie robić cos innego, ale jednak większośc osób na ok. 10 godziny wybywa z domu do pracy, więc czas na pyrkanie potraw mają po 18 czy 19. Przypuszczam, ze jest to jedną z ostatnich rzeczy, na jakie maja ochotę wink

    >
    > Gotujemy jednorazowo olbrzymie ilości, za to raz na 3-4 dni. Bolognese robię na
    > raz tyle, że 3/4 zamrażam, b byśmy 10 dni je jedli.

    A po co tak robić? Nie lepiej zrobić na dzień-dwa? Poza tym, nie wyobrażam sobie, ile trzeba tego bolognese zrobić (i w czym), żeby przeciętna rodzina 2 + 2 mogła toi jeść przez 10 dni. I skąd wziąc miejsce w zamrażarce. Pomijając juz wątpliwą przyjemnośc jedzenia rozmrażanego bolognese, zamiast zrobionego na świeżo.


    >
    > Chleb wrzucam do pieca rano, wychodzę do pracy, a niania po dwóch godzinach wyc
    > iąga, albo mąż, albo kto tam jest w domu. Logistycznie jest to trochę zachodu,
    > ale po paru latach człowiek już umie sobie to zaplanować.

    Gorzej, jak nikogo nie ma w domu, ani dyspozycyjnego męża, ani uczynnej niani, ani enigmantycznego kogoś, kto jest w domu wink
  • jolie 30.01.19, 21:44
    Przyznam, że też się uśmiałam. Ale przydrożne czereśnie jako forma oszczędzania jednak wymiatają.
  • saskia44 31.01.19, 08:24
    Hehehehe, akurat jesli o ta osoba chodzi to jest skapstwo nie oszczednosc. To nie pierwszy raz.
  • jolie 31.01.19, 11:51
    O ile nie mam nic do zrywania dziko rosnących owoców, przynajmniej sie nie marnują, to już pisanie o tym w kontekście uniwersalnej rady dla oszczędzających na jedzeniu to jakieś kuriozum, a nawet kabaret. I ona pisze to serio.
  • joanna_poz 31.01.19, 12:11
    a pisanie o tym w kontekście małych/ duzych zakupów na jedzenie (bo watek jest o ZAKUPACH) to już w ogole absurd..
  • gumijagody 31.01.19, 09:09
    A przydrożne jarzębiny, pokrzywy, bzy, rumianki, miętę, jagody, grzyby, orzechy, można zbierać? Zwykle jednak można zauważyć czy to czyjeś drzewo czy rośnie dziko.
    Kiedyś na spacerze przechodziłam koło jabłoni pod którą leżały zgniłe owoce. Akurat na podwórku siedzieli właściciele i zapytałam się czy mogę zerwać sobie jabłko, zaczęli się śmiać, że co rok chcą powiesić kartkę „poczęstuj się”, bo nie mogą patrzeć ile owoców się marnuje.
  • saskia44 31.01.19, 07:49
    To sa wlasnie te super rady ematek jak to mozna chleb piec, wedliny robic, maslo i sery od podstaw a w praktyce sie okazuje ze takie osoby nie pracuja a jesli juz to od czasu do czasu godzine albo dwie, nie zajmuja sie dziecmi bo maja aupair za to daja zlote rady na forum (kto to sprawdzi?)
    Dla mnie tez gotowanie w kotlach dla 3 osobowej rodziny to przesada podobnie jak rzucanie sie na produkty w sklepach w promocji i wymiatanie ich z polek to zasada, nie wspominajac o skladowaniu tego w ilosciach hurtowych. A jedzenie przez wiele dni tego samego czy odmrazanego to raczej watpliwa przyjemnosc.
    Dla mnie takie postepowanie wynika ze skapstwa a nie oszczednosci.
  • gumijagody 31.01.19, 08:45
    Ja pracuję, upieczenie chleba zajmuje tyle co wsypanie do maszyny do chleba składników i naciśnięcie guzika, można w niej też robić dżemy, mięso na kanapki obsypuje się przyprawami i wsadza się do piecyka, tyle roboty, jogurt robi się dodając bakterie lub trochę kupnego (są też jakieś jogurtownice) i tak z wieloma rzeczami.
    Nie wszystkie mrożone potrawy tracą coś na smaku czy wyglądzie, a wygodnie jest mieć coś do zrobienia na szybko.
  • truscaveczka 29.01.19, 13:08
    Ciecierzyca jest też i w słoikach, jakby co.

    --
    Ci z was, którzy myślą, że wiedzą wszystko, są bardzo irytujący dla tych z nas, którzy rzeczywiście wszystko wiedzą. /Agatha Christie/
  • malia 28.01.19, 20:29
    Ale po ile te czereśnie?
  • chatgris01 28.01.19, 21:09
    Też jestem ciekawa, bo u mnie dość drogie (choć i tak przynajmniej dwukrotnie tańsze, niż w Paryżu).
  • sfornarina 29.01.19, 12:14
    Z koło drogi, za friko wink
    Ciągną się kilometrami przy międzywioskowych drogach, pomiędzy polami i przy rowach. W Niemczech też. A że i do Niemiec, i do Francji mogę sobie w 20 minut na rowerze wyskoczyć, latem czereśniami objedliśmy się po uszy.

    Fakt, w Szwajcarii tak się nie da, bo czereśnie rosną na prywatnych terenach, często ogrodzonych. Ale za granicą, przynajmniej w naszej okolicy, stoją wolno i rosną dziko.


    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • mikams75 29.01.19, 13:38
    jestes pewna, ze stoja sobie tak niczyje?
    i czy ja dobrze rozumiem - zapraszasz wyzej na nauke oszczednego gospodarowania i w ramach edukacji proponujesz wycieczki na szaber?
  • sfornarina 29.01.19, 13:40
    > jestes pewna, ze stoja sobie tak niczyje?

    No chyba. To nie są czereśnie na sprzedaż i w zeszłym roku czereśnie psuły się na drzewach. Na sprzedaż i w ogrodach są ogrodzone albo widać, że to sad. Ja mówię o przydrożnych czereśniach, przy drodze, przed rowem dzielącym je od pola.

    W niemieckim parku niedaleko nas też rosną drzewa czereśniowe. Ludzie normalnie z pojemnikami przychodzą, zbierają i jedzą smile

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • sfornarina 29.01.19, 13:48
    Poza tym wiesz, mikmas, ja nie jestem typową ematką smile

    Nie mam czegoś sztywnego w tyle i jeśli ktoś mnie na szabrowaniu złapie, to przeproszę i więcej tam nie przyjadę. W zeszłym roku czereśni było tyle, że leciały z drzewa i się psuły, i to nie były czereśnie w prywatnym ogrodzie.

    Do supermarketu w Niemczech czy Francji mam tak samo blisko jak do szwajcarskiego, więc wolę jechać tam, gdzie taniej, szczególnie, że jeszcze zwrot podatku mi się z zakupów należy.

    Już od dawna pisałam, że nie mam zacięcia, by przepłacać za coś, za co przepłacać nie muszę, po prostu dlatego, że zbyt pieniądz szanuję. Mimo iż mnie z palcem w tyle stać na same delikatesy.

    To samo odnosi się do kupowania dzieciom używanych ciuchów i zabawek, kupowania do domu używanych mebli i chodzenia po 6 lat w tej samej kurtce.

    Wydawanie pieniędzy dla ich wydawania przechodziłam 10 lat temu i faktycznie biegałam w t-shirtach po 200 franków sztuka, nie mówiąc o cenach głupich skarpet.

    Już zmądrzałam smile

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • nenia1 29.01.19, 14:27
    sfornarina napisał(a):

    > Poza tym wiesz, mikmas, ja nie jestem typową ematką smile

    Większość tak o sobie myśli, zapytaj jak nie wierzysz, więc raczej jednak jesteś typowa smile
  • mikams75 29.01.19, 14:27
    mnie chodzi o cos innego niz szastanie kasa bez sensu - nie sztuka jest zarabiac w drogim kraju, wydawac w tanszym i jeszcze chodzic na szaber. Mnie by dojazd tam koszowal wiecej.
    Zdecydowana wiekszosc ematek jednak robi zakupy tam gdzie mieszka i zarabia, wiec nie ma mozliwosci manewrowania cenami tych samych produktow. Mozna jechac po cos w lepszej promocji w tym czy w innym markecie, jesli ma sie na to czas. Przypominam - czas to pieniadz, jak sie bede uganiac za promocjami, to nie bede zarabiac w tym czasie, tak w skrocie. Mozna wybierac to, co jest w dobrej promocji z zapasem, ale nie sa to ogromne oszczednosci.
  • sfornarina 29.01.19, 15:30
    > ie sztuka jest zarabiac w drogim kraju, wydawac w tanszym i jeszcze chodzic na szaber. Mnie by dojazd tam koszowal wiecej.

    Jeśli już tak uparcie porównujesz, to zwróć uwagę, że w Szwajcarii kanton kantonowi nierówny. Porównaj podatki i ceny ubezpieczenia w swoim kantonie do tych w Bazylei, ceny nieruchomości i może zrozumiesz, dlaczego 3/4 Bazylei kupuje prawie wszystko za granicą. Bo to nie tylko ja tak jeżdżę - poza jednymi sąsiadami jeżdżą wszyscy big_grin

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • mikams75 29.01.19, 16:15
    to, ze za Bazylei czy z miasteczek przygranicznych ludzie jezdza na tansze zakupy, to mnie nie dziwi, tez bym tak robila ale jednak nie ma to przelozenia na tutejsze forum, bo wiekszosc nie ma mozliwosci robienia codziennych zakupow spozywczych w innym/tanszym kraju. To jest metoda na tansze zycie bardzo malej grupy osob, jak wyzej pisalam - zdecydowana wiekszosc kupuje tam gdzie mieszka i pracuje.
    Ja tez lubie sobie u siasiadow cos kupic taniej, ale robie to przy okazji i wiele nie przewioze ze soba pociagiem.
    Dobrze wiem, jakie sa roznice w cenach nieruchomosci (no akurat BS drogie nie jest) a ceny ubezpieczen i podatkow maja tez spore roznice wewnatrz kantonow.
    I nie, ludzie nie jezdza na zakupy, bo drogie sa podatki/ubezpieczenie, tylko dlatego, ze maja tama mozliwosc. Jezdziliby tak samo nawet jakby placili o polowe mniejsze podatki czy ubezpieczenia.
  • chatgris01 29.01.19, 14:02
    Yyyyyyy... a owoce z przydrożnych drzew nie są aby skażone spalinami? Zawsze unikałam z tego właśnie powodu.
  • sfornarina 29.01.19, 14:04
    W Alzacji?
    Tam możesz pół godziny rowerem po drodze się toczyć i jednego samochodu nie zobaczysz wink

    Te na sprzedaż też rosną przy drodze, tylko ogrodzone są siatką i pisze, że na sprzedaż big_grin

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • chatgris01 29.01.19, 14:09
    A, ok. Jak mały ruch, to też bym zjadła smile
  • sylwiam_m 30.01.19, 10:49
    Babcia dozyła swojego wieku, a ty na strączkach nie wiadomo smile)
  • hungaria 28.01.19, 16:14
    Mnie tego nie musisz mówić, ja mięsa nie jem w ogóle smile
    Ostatnio z tego powodu wdałam się w burzliwą dyskusję z internistą, który upierał się, że kawałek mięsa powinien być w kazdym(!) posiłku, bez tego niechybnie umrę.

    Za to często obserwuję, co ludzie wkładają w sklepie do koszyków i niestety jest to mnóstwo już przetworzonego, przyprawionego mięsa (taniego ofkors). I w ogóle sporo gotowców wszelkiej maści + oczywiście napoje gazowane.

  • mlodyniedowziecia 29.01.19, 08:32
    >Po drugie, jeśli nie żyjesz samymi stekami, to możesz całkiem sporo tego mięsa kupić, nawet w dobrym sklepie. Z >kilograma mięsa wołowo-wieprzowego zrobisz gar gulaszu na pół tygodnia dla czterech osób.
    1 kg mięsa to jest w moim domu 1 obiad na 5 osób. Nie ma sposobu, żeby wystarczył (nawet po cudownym rozmnożeniu w gulaszu) na pół tygodnia.
    Ostatnio teściowa przyniosła 50 pierogów. Najstarszy z dziewczyną zjedli je sami na jeden posiłek. Po godzinie żon, przyszła z pracy licząc, że jest obiad dla wszystkich, a tu zonk.
  • aerra 29.01.19, 09:31
    Wołoduch czy te pierogi to były małe uszka?
  • chatgris01 29.01.19, 14:08
    Mając 12-13 lat lekko wciągałam 30 pierogów, normalnych dużych, nie uszek. Teraz już tyle na raz nie dam rady, ale jeśli jestem bardzo głodna, to 15-20 też zjem bez problemu. 50 sztuk dla dwojga nastolatków, w tym chłopaka, wcale mnie nie dziwi. Wołoduch to zjada 80 > big_grin
  • gumijagody 29.01.19, 14:18
    Tak porozciągane żołądki rzeczywiście muszą generować kosmiczne koszty przy zapełnianiu, a wyjście do restauracji to dopiero robi się kosztowne wydarzenie, bo porcja to chyba z 6 czy 8😆
  • chatgris01 29.01.19, 14:47
    Nastolatki, zwłaszcza w fazie wzrostu, z reguły żrą za trzech, pozostając przy tym szczupłymi czy wręcz chudymi. Nie wiem, czy to kwestia rozepchanych żołądków, z wiekiem to w przeważającej większości przypadków przechodzi, jako dorośli nie dają już rady tyle w siebie wepchnąć, choćby chcieli wink
  • mlodyniedowziecia 29.01.19, 15:46
    >Tak porozciągane żołądki rzeczywiście muszą generować kosmiczne koszty przy zapełnianiu.
    No nie do końca porozciągane. Solidnym współwinowajcą pierogowej hekatomby była koleżanka syna, u której w domu wiecznie odchudzająca się matka (mieszkają tylko we dwie), ma samo światło, żeby nie kusiło.
  • aerra 29.01.19, 14:40
    Ok, przyjmuję do wiadomości. Ja maksymalnie jestem w stanie w siebie wcisnąć z 10, no może tak na wcisk z 12.
  • cauliflowerpl 29.01.19, 15:36
    Ja tak samo. Nie moge sie nadziwic ile ja kiedys zarlam surprised
  • sfornarina 29.01.19, 12:21
    > 1 kg mięsa to jest w moim domu 1 obiad na 5 osób. Nie ma sposobu, żeby wystarczył (nawet po cudownym rozmnożeniu w gulaszu) na pół tygodnia.

    Serio? Ja do mojego gulaszu dodaję 8 cebul, 2 kilo marchewki i cztery papryki. Tego wychodzi minimum 8 sporych śniadaniowych misek. Jakbym chciała to na 5 osób rozdzielić, to obok ziemniaków/ kaszy i połowy talerza sałaty musiałabym jeszcze po cztery zupowe chochle gulaszu każdemu nalać. No sorry, to się na normalny talerz nie zmieści, ba, na dwa talerze też nie.

    To nie sztuka zjeść 200g mięsa, też potrafię. 400g też wciągnę. Niektórzy i po trzy hamburgery wciągają, też się da.
    Problem w tym, że to nie tylko nieekonomicznie, ale też bardzo niezdrowo, jeśli na co dzień taką dietę praktykujecie.
    Naprawdę szkoda serca i żył.

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • joanna_poz 29.01.19, 12:29
    Serio? Ja do mojego gulaszu dodaję 8 cebul, 2 kilo marchewki i cztery papryki

    w gulaszu głownym składnikiem jest mięso.
    jesli w Twoim jest tylko 1 kg mięsa ( i jest ono raczej dodatkiem), za to kilka kilogramów warzyw to raczej nie jest typowy gulasz, tylko warzywa z dodatkiem mięsa.
    ot i cała tajemnica co kto zwie gulaszem..

  • sfornarina 29.01.19, 12:43
    No niech Ci będzie. Ale przynajmniej nie jemy mięsa łopatami wink

    Babcia zmarła na zapchaną żyłę, dziadek od wczesnej pięćdziesiątki na rencie od zapchanych żył, i całe życie się szczycili, że mięso na kilogramy jedli. Ja wolę inaczej...

    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • chatgris01 29.01.19, 14:11
    joanna_poz napisała:

    > w gulaszu głownym składnikiem jest mięso.

    Do klasycznego gulaszu daje się mięso z cebulą pół na pół.
  • gumijagody 29.01.19, 14:24
    Jej gulasz czy potrawa gulaszopodobna jest zdrowsza i dla niej i dla świata. Produkcja mięsa generuje olbrzymie ilości zanieczyszczeń, każdy kogo martwią zmiany klimatyczne i smog powinien o tym pamiętać.
  • mlodyniedowziecia 29.01.19, 15:44
    >Serio? Ja do mojego gulaszu dodaję 8 cebul, 2 kilo marchewki i cztery papryki.
    U mnie gulasz to mięso w sosie, warzywa są rozgotowane do smaku i podaje się je osobno. Nastolatek po zjedzeniu porcji składającej się z 50g mięsa, a poza tym warzyw i wody, zwłaszcza w zimie, byłby zaraz głodny.
    Młodzież przy jedzeniu potraw płynnych (gulasz, zupa mleczna, budyń) używa półlitrowych misek (nie wiem czy śniadaniowe czy nie), w których mieści się 2 razy tyle co w zwykłym głębokim talerzu. Na kolację zjadają budyń z litra mleka.
    >to nie sztuka zjeść 200g mięsa, też potrafię. 400g też wciągnę.
    Porównujesz siebie, pewnie 50-kilową kobietę z nadal rosnącym 190 cm nastolatkiem, w dodatku trenującym kilka razy w tygodniu - i to jest błąd. On potrzebuje więcej białka, węglowodanów, a i tłuszczykiem nie pogardzi. Spala wszystko w mig. Zresztą 200g mięsa na surowo to nie tyle samo co po ugotowaniu.
  • gumijagody 29.01.19, 17:12
    Ja się tylko zastanawiam jak to możliwe, że w krajach, gdzie kilo mięsa to racja raczej na miesiąc niż na dwa dni, wyrastają zdrowe dzieci i całkiem nieźli sportowcy.
    Jak to możliwe, że wielu z nas tak dorosło, przecież były kartki, a na kupowanie spod lady nie wszystkich było stać.
  • umzak 29.01.19, 17:18
    ha.... ja dzisiaj zrobiłam gulasz 70dag miesa , liczac ze bedzie na dwa dni ( maz w delegacji , wiec tylkodla mnie i syna). Pół na poł z warzywami. i co.... syn po obiedzie zapytał czy chc e dokladkę, ja ze dziękuję.. w takim razie czy nie mam nic przeciwko ze on nałozy sobie cała resztę ... ale co niektórym ematkom nie przetłumaczysz ile potrzebuje zjesc trenująćy nastolatek
  • gumijagody 29.01.19, 17:32
    A to nie jest tak, że daje się takiemu nastolatkowi gulasz z ziemniakami czy innym dodatkiem i miską sałatki i kawał ciasta np. drożdżowego na deser?
    Miałam trochę znajomych kulturystów i sportowców i oni jednak żywili się trochę inaczej.
  • umzak 29.01.19, 18:01
    to ciasto to trzeba by było zrobić , przy dwóch niemowlakach to ja już nie pamiętam kiedy ostanio robiłam ciasto. A czas na robienie codziennie obiadów też mam dopiero od niedawna (. A sałatki , jak ma juz duza ilosc warzyw w gulaszu to nie dotknie
  • gumijagody 29.01.19, 18:08
    To może nastolatek powinien zrobić deser dla siebie i reszty rodziny? Silne ręce sportowca wyrobią ciasto lepiej niż kitchenaid
    Przed nim studenckie życie, na zupie z wody po parówkach długo nie pociągnie, przyzwyczajony do litru gulaszu na obiad😉
  • gumijagody 29.01.19, 18:09
    Litra
  • sylwiam_m 30.01.19, 10:53
    a ilu nastolatków wychowałaś i wykarmiłaś?
  • umzak 30.01.19, 11:00
    Wyobraź sobie , że niejednokrotnie i cały obiad zrobi , więc ożycie studenckie się nie martwię. Obowiąków domowych i szkolnych ( ośmioklasista)ma na tyle duzo, ze nie widze potrzeby zeby jeszcze ciasta zagniatał
  • umzak 28.01.19, 21:23
    Hungaria warzywa w biedrze sa drogie. Tańsze sa w lokalnych sieciach.
  • gumijagody 28.01.19, 14:58
    Ilościowo schodzi u nas bardzo mało jedzenia 2+1), kupuję po kilka plasterków, po kawałeczku, a i tak w końcu część wyrzucamy.
    Natomiast wydajemy dużo, bo często są to produkty delikatesowe, jakieś drogie, a niekonieczne dodatki, kilogramy pomidorów w środku zimy, codziennie świeże soki, egzotyczne owoce, jakieś produkty regionalne, drogie alkohole, wygodne opakowania.
    Jakby trzeba było zacząć ciąć to jest z czego.
  • cauliflowerpl 28.01.19, 15:00
    Malo, nie bede pisac ile bo mieszkam za granica i mam jednoosobowe gospodarstwo, ale nawet na sama siebie wydaje malo.
    Jem glownie: warzywa, owoce, ryze, makarony, rosliny straczkowe, jaja, pizze, tarty itp.
    Czasem kupie dobry ser, rzadko rybe, jeszcze rzadziej mieso.
    Nie znosze wyrzucac jedzenia wiec nadmiary zamrazam.
  • bywalec.hoteli 28.01.19, 15:25
    a nie mieszkasz z facetem?

    --
    Gorące pozdrowienia od Bywalca Hoteli! smile
  • bo_gna 28.01.19, 15:04
    Staram się robić zakupy oszczędnie, nie jemy raczej w lokalach, w weekendy robię często obiad na dwa dni, staram się czasem zrobić dużo i zamrozić, jak widzę promocję typu 3 masła w cenie 2 to biorę z zapasem, na pewno dużo idzie na słodycze dla dzieci bo nie potrafię im odmówić, wychodzi 1500 i więcej na 4 osoby. Generalnie chodzi o to by nie udziwniać i robić plan na cały tydzień. Acha kawałka dorsza bym nie kupiła, tylko raczej paczkę mrożonego.
  • edelstein 28.01.19, 16:16
    Jak duzo wydajesz na slodycze to zacznij piec i smazyc.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • mikams75 28.01.19, 20:15
    kupne slodycze sa tanie, sama widze, ze robiac w domu zdrowsze slodycze tanio to nie wychodzi (ale na pewno lepiej i zdrowiej).
  • edelstein 29.01.19, 08:30
    Dobre kupne slodycze nie sa takie. Zakladam,ze nie daje dzieciom czekoladopodobnego syfu

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • mikams75 29.01.19, 12:05
    jak widze, co ludzie w ogromnych ilosciach pakuja do koszykow, to niestety zakladam, ze jednak kupuje te tanie.
    I raczej nie mialam tu na mysli czekolady, bo tu trudno jest uzyskac domowym sposobem.
  • kropkaa17 28.01.19, 15:15
    Ok 800-1000zl, rodzina 2+2 (dzieci wczesnoszkolne).
  • joanna_poz 28.01.19, 15:24
    większe zakupy co weekend to między 300-400 zł (ale w tym jest chemia).
    min. 100 zl tygodniowo - pieczywo, jakies uzupełniające zakupy
    50 zl tygodniowo obiady szkolne syna.

    czyli ok. 1600 - 2000 zł na 3 osoby (psa nie liczę).
  • semihora 28.01.19, 15:24
    Uważam, że za dużo, ale nie ma na czym przyciąć, bo to same potrzebne rzeczy. Od lat kupujemy te same rzeczy i widzę, jak bardzo urosły ceny - wydajemy co tydzień dodatkową stówę.

    --
    Zawsze znajdą się Eskimosi, którzy wypracują dla mieszkańców Konga Belgijskiego wskazówki zachowywania się w czas olbrzymich upałów.
  • asia_i_p 28.01.19, 15:36
    Zasadniczo mamy na jedzenie przeznaczone 350 tygodniowo. Tygodniowe zakupy za 200 zł i 150 zł na bieżące uzupełnianie pieczywa, obiadowych, itp. Ale ostatnio mam wrażenie, że nie zawsze się mieścimy w tej sumie. Dużo nie wykraczamy, ale jednak się zdarza, zwłaszcza przy świętach czy jak się trafią goście.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • asia_i_p 28.01.19, 15:37
    Aha - to jest dwoje dorosłych i dwoje dzieci. Jest jeszcze kot, ale on ma osobny budżet. wink

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • ykke 28.01.19, 15:39
    Coraz mniejsze objętościowo zakupy za coraz wyższa kwotę. Jeszcze pięć lat temu za 150 zł mieliśmy cały wózek wypchany wszystkim. Teraz placimy tyle za jedną torbę. Przerażają mnie te podwyżki.

    --
    Izka

    "Dzień bez śmiechu to dzień stracony"
  • werdipurke 28.01.19, 15:40
    razem z chemią i srodkami higienicznymi i alkoholem wydajemy srednio 400-500 zl tygodniowo
    jest nas 4, 2 doroslych, 2 dzieci, duzo zdroeych rzeczy czyli warzywa caly rok dobre-np malinowe pomidory, avokado,papryka,ogorki,
    ryby w dobrym sklepie
    nabial i wedliny tylko w sprawdzonym sklepiku z żywnością gospodarską

    w tej cenie przyjmujemy tez nieraz gosci
  • ophelia78 28.01.19, 15:42
    Zapisuje wydatki. Kategoria "dom" to jedzenie, chemia i podstawowe kosmetyki (czyli pasta do zębów tak ale moje kosmetyki do makijażu juz nie). Wychodzi 1800-2000 miesięcznie. 1+1 + kot. Masakrycznie duzo.
  • katja.katja 28.01.19, 15:43
    Około 350 zł miesięcznie.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • nenia1 28.01.19, 15:45
    Wypłaty nie przejadamy, ale relatywnie wydajemy sporo, bo kupujemy, z wyłączeniem paru produktów typu woda mineralna, jedzenie na tzw. ekologicznych targach, nie chodzi wyłącznie o ekologiczne uprawy ale o wysoką jakość jedzenia, odczuwalną głównie w smaku, szczególnie takich produktów jak mięso, sery, soki, ryby czy nabiał. Plus różne fajne wynalazki, ciężkie do kupienia w sklepach typu woda z ogórków kiszonych albo kapusty kiszonej, bananowiec z mąki gryczanej, prawdziwe matiasy holenderski, daktylowiec itp.
  • gumijagody 28.01.19, 16:07
    Mnóstwo z tych rzeczy można zrobić samemu, miałam kiedyś taką fazę. Domowe jogurty, twarożki, mięsa pieczone, a nawet wędzone, pieczywo, przetwory. Wychodzi drożej niż kupienie przemysłówki, ale taniej niż z targów. Tylko to ma największy sens jeśli robi się to dla przyjemności, a nie z przymusu.
  • angazetka 28.01.19, 16:42
    Tylko trzeba mieć na to czas.
  • nenia1 28.01.19, 17:39
    W tym samym czasie więcej zarobię niż zaoszczędzę. A poza tym nie jestem wybitną kucharką, a tu kupuję od ludzi, którzy to lubią i na tym się znają.
  • gumijagody 28.01.19, 17:47
    No, ale to Ty. Mnie to swego czasu cieszyło robienie od podstaw fajnych rzeczy, piwo czy wino tez można kupić, a ludzie bawią się w domowe wyroby. I jedne produkcje są bardziej, inne mniej czasochłonne. Ogórki kiszone to chwila, a sok przepyszny (jestem jedynym dziwakiem znanym w towarzystwie, który to pije i lubi)
  • nenia1 28.01.19, 18:07
    Tak, to ja. Z tego właśnie powodu piszę o swoich zakupach i swoim podejściu do gotowania. Jestem zwolennikiem specjalizacji i lubię korzystać z pracy tych, którzy się w jakiś rzeczach specjalizują ponieważ zazwyczaj są najbliżsi doskonałości.
  • gumijagody 28.01.19, 18:26
    Może i są, ale fajnie jest też popróbować co dobrego mają specjaliści na drugiej półkuli, a często niestety nie da się pogodzić wypasionego jedzenia w domu i funduszy na kulinarne podróże.
  • nenia1 28.01.19, 18:52
    Trochę cię nie rozumiem, czy ja ci mówię, że masz nie gotować w domu? Gotuj sobie przecież. Zrozum w końcu, że ja piszę o sobie, nie o tobie, nie polemizuję z twoim sposobem na życie, tylko opisuję swój i mam tą dobrą sytuację, że na podróże też mi wystarcza, a statystycznie rzecz ujmując podróżuję dość dużo, więc nie wiem dlaczego miałabym kupować kozę, doić ją i robić wieczorami twarożek ubijać masło albo wędzić węgorze, skoro mogę je sobie kupić a wolnym czasie robić coś co lubię.
  • gumijagody 28.01.19, 19:09
    To jest fenomen tego forum, bo można być według statystyk w promilu najbogatszych Polaków i jednocześnie w lokalnej forumowej biedociewink
  • nenia1 28.01.19, 19:19
    W moim przypadku to nie żaden fenomen, ale własna firma w dobrej branży, prawie 30 letnie doświadczenie zawodowe i brak dzieci na utrzymaniu. Tyle, że firma pochłania mi czas, a gotować i bawić się w przeciery nie lubię.
    Podobnie zresztą nie szyję sama sukienek i butów, nie wyrabiam mydła, nie naprawiam cieknącego kranu i nie ucieram kremu do twarzy. Tak, wiem, są ludzie, którzy to robią, widocznie lubią, a ja nie lubię bo mnie to nie ciekawi. Ot cała tajemnica.
  • vasaria 28.01.19, 15:47
    Ja akurat wiem, bo tak się wkoorwiłam, że zbierałam paragony. Rodzina 2+2, ale bardziej trzeba liczyć jak 4 os dorosłe (na stanie mam 2 męskie stare wink nastolatki), wydajemy mocno oszczędzając ok. 2100-2200 zł. I jest to cała moja pensja (pracuję w budżetówce, jestem urzędnikiem samorządowym). Uważam, że to jest chore, żeby moja pensja ledwo starczała na jedzenie uncertain. A gdzie opłaty, ciuchy, kultura i rozrywka, cokolwiek poza jedzeniem ???
  • mama-ola 28.01.19, 15:55
    > Uważam, że to jest chore, żeby moja pensja ledwo starczała na jedzenie uncertain. A gdzie opłaty,
    > ciuchy, kultura i rozrywka, cokolwiek poza jedzeniem ???

    Tak, to jest chore sad
    Nie w celu pocieszenia, ale tak ogólnie powiem, że inni mają jeszcze gorzej. Moja sąsiadka lat 25 pracuje w osiedlowym spożywczaka i ma 1300 zł miesięcznie. Ceny wynajmu mieszkań zaczynają się od 1500 + opłaty. W życiu nie wyjdzie z domu, bo mieszka z rodzicami oczywiście.
  • mama-ola 28.01.19, 15:51
    Był taki wątek niedawno. Policzyłam wówczas i okazało się, że wydaję ok. 2 tys. miesięcznie.
    Inni podobne kwoty podawali.
  • 35wcieniu 28.01.19, 15:53
    Ja akurat malo. Miesa nie jem, za to duzo kasz, sezonowych warzyw, makarony... Ciasta pieke sama. Generalnie nieduzo.
  • hanusinamama 28.01.19, 22:30
    Tylko ze mieso ostatnio nie takie drogie. Za to owoce i warzywa tak. Jabłka nasze a drogie. U mnie idzie masa. Codzinnie owsianka z jabłkiem i bananem dla 4 osoób, starsza potrafi zjesc 3 dziecnnie, my kolejne 3 ( w sumie czasami 8 dziennie). Włoszczyzna droga. Widziałas cene pietruszki ostatnio czy pora?
  • tol8 28.01.19, 15:56
    Mam założone 1150zł max i w tym się mieszczę, nie licząc grudnia. W lecie mam swoje warzywa i owoce w ilości dwóch wiader dziennie.
    Teraz kupuję tylko warzywa do kanapek (sałata, ogórek, pomidor, szczypiorek, rzodkiewka). Duże zakupy w markecie, raz w tygodniu, w dzień, gdy w promocji mam 20% zniżki.
    Nikt (2+2) głodny nie chodzi, raczej sporo wyrzucam dla psa czy kotów bezdomnych sad
    Kupuję na zapas, jak coś jest w dobrej promocji.
    Nie lubimy serów pleśniowych, dojrzewających, sushi itp. Jemy swojsko, zdrowo i tanio, czytając uważnie składy. Mąż np ma teraz dietę bez glutenu i cukru i główkujemy, co gotować, by się najadł.
    W tej kwocie jest 3-4 krotne jedzenie na dowóz, gdy mamy lenia.
    Surówki zimowe?
    Mizeria, sałata, kapusta kiszona (worek za 1,2zł), marchew, marchew z jabłkiem, marchewka z groszkiem, buraczki. Z owoców jemy teraz jabłka i banany.


    --
    W weekendy ematka staje się matką.
  • czarna_kita 28.01.19, 16:12
    Dosyć sporo bo jest nas 6 osob (2+3+1). Jadę na zakupy 3 razy w tygodniu, szukam promocji i jak coś jest ciekawego to kupuje więcej i mroze (masło, ser, wędlina, warzywa) . Przejadamy jedną pensję.
    Nie liczę zwierząt.
  • edelstein 28.01.19, 16:24
    I to wszystko z zasilkow.Aha😂

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • czarna_kita 28.01.19, 19:43
    edelstein napisała:

    > I to wszystko z zasilkow.Aha😂
    >

    To do mnie?
  • edelstein 29.01.19, 08:31
    Moze drzewko ogarnij

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • helena31 28.01.19, 16:47
    kapusta kiszona w workach to zazwyczaj najgorszy syf, konserwowany, leżący latami w dużych beczkach(oglądałam program o tym ). Dlatego taka tania, ile jej tam jest w w tym worku, że kosztuje aż 1,20?
  • ga-ti 28.01.19, 18:48
    No właśnie, kapustę kupuję na bazarku, od znanego rolnika,który sam (żona) kisi, 5 zł za kg. Smaczna jest.
  • sundace46 31.01.19, 07:34
    tol8 napisała:

    > Mizeria, sałata, kapusta kiszona (worek za 1,2zł),

    Ileż kap kapusty jest w tym worku za 1,20zł??? Zdradż.
    >
  • malia 28.01.19, 16:13
    Nie ukrywam, że napisałam to pod wpływem wątku o 12 zł staruszki, bo tam się mieszaly dwa tematy. Jeden o niskim poziomie artykułu i bezsprzecznej głupocie autora, a drugi właśnie o tym co to ja nie mogę za te 12 zł na wszystkie zakupy.
  • mama-ola 29.01.19, 10:15
    > Nie ukrywam, że napisałam to pod wpływem wątku o 12 zł staruszki

    Moja znajoma z 3 dzieci w trudnej sytuacji finansowej założyła sobie maks. 30 zł dziennie i się tego trzymała bardzo ściśle.
    Jak ktoś musi, bo nie przeżyje, to się trzyma takich założeń. Da się.
  • cruella_demon 29.01.19, 10:49
    No bo da się, ale bardzo sezonowo i bez zbytków.
    Piszą tu raczej kobiety 30+ i starsze, pewnie spora część była kiedyś w gorszej sytuacji finansowej i przerabiała to na własnej skórze. Da się za tą sumę zjeść nawet całkiem przyzwoicie, IMO bardziej doskwiera ta niemożność kupna sobie czegoś ekstra, dobrej czekolady, ciastka w kawiarni itp.
  • kosmos_pierzasty 28.01.19, 16:19
    2+1+pies (jedzący gotowane w domu)
    Ok. 1000 wyjdzie z obiadami dziecka w szkole. Drugi obiad codziennie jest dla mnie i męża, a dziecko najczęściej je z nami i dla niej to już kolacja właściwie, albo ostatnio nie je, jak jej nie podejdzie, tylko robi sobie coś innego.
    Gotuję w domu z podstawowych produktów. Planuję posiłki. Zakupy robię duże raz w miesiącu, część mrożę, potem dokupuję tylko to, co ma krótkie terminy, wiadomo.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.