Dodaj do ulubionych

presja na grodzenie osiedli - hit czy kit?

30.01.19, 08:57
Taki temat. Mała wspólnota mieszkaniowa, dwa bloki, 80 mieszkań. Osiedle nowe, ale nie ogrodzone. Z jednej strony graniczy z ogrodzonym osiedlem, z drugiej ma ogródki, też ogrodzone. Są trzy swobodne wejścia i wyjścia z osiedla. Zarząd wpadl na pomysł ogrodzenia osiedla (bo wszystkie dookola są ogrodzone, bo nie będą nam śmiecić, obce psy srać, no i będzie bezpieczniej). Mnie osobiście te argumenty nie przekonują, wedle statystyk ogrodzenie osiedla wcale nie wpływa na bezpieczenstwo (z okolicznych osiedli i tak kradną - z piwnic, garaży itd, mimo ogrodzeń i nawet ochrony). Do tego bedziemy mieć podwójne płoty od strony ogrodkow, furtki, które będzie trzeba utrzymywac i przy kazdej dać domofon itd, itp. Koszty, brak estetyki etc. Poza tym wiele miast w ustawach krajobrazowych zakazuje grodzenia juz istniejących osiedli. Nasze jeszcze nie. Ciekawa jestem waszego zdania na ten temat. Czy ktos z was "grodził" swoje osiedle, pierwotnie nieogrodzone? Czy faktycznie wystarczy nazbierać 50% "za" i uchwała przechodzi choćby koszty były bardzo wysokie? A składają się wszyscy, jak wiadomo...
Edytor zaawansowany
  • 35wcieniu 30.01.19, 09:12
    Grodzenie nowych osiedli to jest jeszcze nic, na osiedlu moich rodziców (bloki z PRLu) każda wspólnota grodzi sobie swój kawałek terenu. Jak kiedyś od rodziców szłam na przystanek minutę, tak teraz idę z 5 bo zanim ominę te zasieki i ogarnę mózgiem którędy się przedrzeć to trochę trwa. Sens tego ŻADEN.
    A ogólnie: kit, kit, kit. Nigdy nie kupiłabym mieszkania na grodzonym osiedlu.
  • zie.lo.na 30.01.19, 09:13
    Ja się zgadzam. Niestety wiele osob pokupowało 100m2 mieszkania za kupę kasy i myslą - nie wiem - że brak ogrodzenia to brak prestiżu? Bez sensu.
  • 35wcieniu 30.01.19, 09:19
    Głupia moda, zwiększająca i tak istniejące już podziały między ludźmi. Na dodatek szerokie pole do dyskusji co człowiekowi daje poczucie bezpieczeństwa: zamknięcie przed "obcymi" czy otwarcie na innych.
    Tutaj też już były podnoszone problemy typu: "co zrobić żeby obce dzieci nie przychodziły na nasz plac zabaw" itd. Dla pokolenia obecnych 30-40-50 latków rzecz zupełnie nie do pomyślenia, a jednak to oni są fanami grodzenia. Problem nie do rozwiązania, a dla mnie osobiście- nie do pojęcia big_grin
  • hanusinamama 30.01.19, 10:03
    Nie koniecznie. Znam wielu 35-40 latków ktorzy szukajac mieszkan własnie szukali na osiedlach otwartych. W łodzi są to tylko stare osiedla i własnie wracaja do łąsk niz nowe apartamentowce poogradzane co 500 metrów.
  • 35wcieniu 30.01.19, 10:07
    Yy.... No nie mówię przecież że koniecznie, tylko że wśród fanów grodzenia osoby w tym wieku stanowią większość.
    Że normalni ludzi nie chcą mieszkać w zamknięciu niezależnie od wieku jest dość oczywiste big_grin
  • zie.lo.na 30.01.19, 10:10
    u nas srednia wieku to tak ze 30 - 30parę lat. I chca się grodzić na potęgę. indifferent
  • 35wcieniu 30.01.19, 10:17
    Ale Ci się trafiło big_grin Nic nie poradzisz, pewnie w większości nowobogaccy, którym się wydaje że to jakiś prestiż czy co. big_grin
  • hanusinamama 30.01.19, 11:33
    Gdzies tu kiedys przeczytałam "czym sie rózni blok od apartamentowca? ogrodzeniem". MNie akurat to rozwala. Sama mam mieszkanie prawie 100 metrowe, przy czym są 2 łazienki, podgrzewana podłoga, wózkowania...ale nadal mowie zemam mieszkanie w bloku.
  • memphis90 30.01.19, 12:12
    Eee, mow, że masz penthouse - w końcu (jak uczy ematka) wcale NIE musi być na ostatnim piętrze. Chyba, że nie masz bidetu i kosza w obu łazienkach, to wówczas lepiej nic nie mow. 😂

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • hanusinamama 30.01.19, 22:55
    Cholera odpada. Pierwsze pietro i budetu brak. Ale za to najwygodniejsza wanna na swiecie. Co mnie podkusiło (diabeł jaki) zeby w domu sobie inna wybrac...nie wiem. Mam mieszkanie. Tak samo jak mam dom a nie wille...aha tu tez bidetu brak
  • fredzia098 01.02.19, 18:42
    Bo widzisz, ani 100 metrowe mieszkanie na wygwizdowie nie jest apartamentem, ani dom w pipidówce nie jest willą. Więc słusznie oceniasz swoje nieruchomości.
  • hanusinamama 30.01.19, 11:31
    Ze znanych mi ludzi ktory "wielbia" osiedla zamkniete to głownie emeryci "zeby im sie dzieci pod oknem nie darły".
  • 35wcieniu 30.01.19, 11:36
    Tylko że oni raczej na odległość wielbią, rzadko kupują takie mieszkania, więc dla autorki i jej podobnych nie są szkodliwi big_grin
  • agonyaunt 30.01.19, 11:40
    Ale na tych starych coraz częściej rosną ogrodzenia wokół bloków. Główna argumentacja: bo nam wyprowadzają psy pod oknami. Przechodziłam ostatnio obok takiego i zastanawiałam się co zrobią mieszkańcy jak wybuchnie pożar, bo dojazdu pod klatkę nie ma (a blok długi, furtki tylko po bokach), w ogóle nie wiem kto im coś takiego przyklepał. Nie tylko służby nie dojadą, ale też nie da się podjechać pod klatkę z ciężarami do remontu. Zupełnie bez sensu.

    Ja się w bloku ogrodzić nie damsmile
  • 35wcieniu 30.01.19, 11:45
    Ja się w bloku ogrodzić nie dam

    Chyba że też Ci przegłosują fani zagród.
  • agonyaunt 30.01.19, 12:22
    Na szczęście nikt jeszcze nie wpadł na taki durny pomysłsmile Poza tym mam skąpych sąsiadów, a inwestycja wymagałaby sporych nakładów więc szanse na ogrodzenie są prawie zerowe.
  • taki-sobie-nick 30.01.19, 22:05
    zie.lo.na napisała:

    > Ja się zgadzam. Niestety wiele osob pokupowało 100m2 mieszkania za kupę kasy i
    > myslą - nie wiem - że brak ogrodzenia to brak prestiżu? Bez sensu.

    Całkiem możliwe. Albo że wokół kręcą się nie wiadomo jacy menele. tongue_out

    Grodzić nie. Natomiast zasada "większość chce - płacą wszyscy" niestety obowiązuje.
  • zie.lo.na 30.01.19, 09:15
    35wcieniu napisał(a):

    > Nigdy nie kupiłabym mieszkania na grodzonym osiedlu.

    To jest wlasnie moja sytuacja: kupiłam na nieogrodzonym. I włącza się grupa "społeczników", kótrzy chcą grodzić sami. Zastanawiam sie, jak temu zapobiec. 50% zagłosuje "za" i jestesmy w d...e? I jeszcze doplacać trzeba, echhh.
  • frey.a86 30.01.19, 09:56
    U mnie tak zrobiono. Blok z PRLu, a wspólnota przegłosowała ten nieszczęsny płot. Argument? Bo wieczorami przychodzi młodzież i pija piwo na ławkach. Efekt jest taki, że zamiast zrobić sobie skrót do sklepu przez podwórko, trzeba drałować naokoło albo otwierać kluczem aż 3 (!!) furtki, a z jakiegoś powodu do każdej jest inny klucz, co już w ogóle uważam za absurd. Super sprawa jak się zakupy niesie. A młodzież oczywiście nadal przychodzi, bo jaki to dla nich problem przeleźć przez płot. wink
  • arwena_11 30.01.19, 11:41
    Nie macie ochrony? U nas "przez płot" nie przejdziesz, bo płotem są budynki.
    I ja szukałam mieszkania na osiedlu zamkniętym. Jest dużo spokojniej. Do tego gdyby nie ogrodzenie - to wszyscy z okolicy przychodzili by na nasz plac zabaw. Nie jest duży, ale zadbany, nowe zabawki - które kosztowały sporo kasy.
    Nawet właściciele nie mają szansy pić na patio - bo jest zakaz i ochrona egzekwuje ( są kamery na patio ).
  • 35wcieniu 30.01.19, 11:46
    Dramat, obce dzieci na WASZYM placu zabaw.

    (Tak, brak ochrony w bloku z PRLu jest SZOKUJĄCY)
  • arwena_11 30.01.19, 12:04
    Nie jest szokujący, tylko wyjaśnia dlaczego nic się nie zmieniło w kwestii pijących.

    Plac zabaw mamy jeden na 3 wspólnoty. Nie jest wielki, więc więcej dzieci niż "nasze", nie pomieści. Osiedle od początku było zamknięte i każdy wiedział gdzie kupuje mieszkanie.
    Zdajesz sobie sprawę ile kosztują zabawki z atestami, konserwacja itd? Mieszkańcy za to płacą i nie chcą by ktoś korzystał "za darmo", chyba normalne. No i dlatego jest ładny, czysty i bezpieczny - bo za to płacimy. Widzę jak wyglądają place zabaw przy starych blokach - pozostałości po PRL, wszystko metalowe, zardzewiałe, skrzypiące. Nikt w to nie inwestuje. A przecież mogą mieć taki sam plac zabaw jak my. Mają teren, trzeba tylko wydać 40000 na nowe zabawki i rocznie pewnie ze 8000-10000 na konserwacje, sprzątanie, wymianę piasku itd. Bo zabawek nie pomalujesz zwykłą farbą, tylko ze specjalnymi atestami ( czytaj 5 razy droższą ), piasku nie kupisz zwykłego, tylko też z atestami ( czytaj 5 razy droższy ) itd.
  • 35wcieniu 30.01.19, 12:11
    Mieszkańcy wspólnot inwestują w takie rzeczy niezależnie od tego czy osiedle grodzone czy nie. Na moim niegrodzonym osiedlu są 3 place zabaw, wszystkie ładne i zadbane. Cuda, panie.
  • heca7 30.01.19, 13:03
    Na zamkniętym placu zabaw mieszkańcy często zostawiają na noc zabawki typu wiaderka, łopatki, samochody-koparki, młynki do piachu. Bywa , że dzieciak zapomni zabrać hulajnogi i stoi do rana. Spróbuj zostawić na noc na takim gdzie tysiąc osób przechodzi w drodze na autobus.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • grru 30.01.19, 13:21
    Na naszym osiedlowym leżą zabawki. Osiedle nie jest grodzone, zwykłe blokowisko.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • katja.katja 30.01.19, 18:14
    To teraz zostaw na noc hulajnogę lub rowerek.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 31.01.19, 09:44
    Celowo nikt nie zostawia raczej, ale na osiedlowej grupie normą są ogłoszenia, że ktoś np. znalazł rowerek i jest do odbioru, albo ktoś coś zgubił i też często się okazuje, że się znajduje. Zresztą u nas przecież tzw. obcy nie będą specjalnie w środek osiedla włazić, bo po co? Ludzie z zewnątrz to bywają raczej na obrzeżach osiedla, bo tam są sklepy, bazarek itp. Więc w sumie i bez ogrodzeń w środku osiedla raczej się spotka ludzi z okolicznych bloków niż kogoś innego.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • arwena_11 31.01.19, 11:51
    Moim lokatorom zawinęli bardzo dobry rower. Lokator z za granicy i do głowy im nie przyszło, że zostawienie nie przypiętego roweru na 20 min pod blokiem zaskutkuje jego brakiem. I niestety kamera przy wejściu to była atrapa - bo kiedyś na samym początku nie było chętnych do podłączenia monitoringu. A nie, wróć - chętni byli, tylko nie chcieli płacić za to big_grin
  • katja.katja 31.01.19, 11:57
    Powiem Ci, że jest jeden potężna wada osiedla z monitoringiem i ochroną (bo sam ogrodzenie faktycznie może niewiele dać) - od lat nie znikają pozostawione na nie zamkniętym korytarzu rowery uncertain
    Z jednej strony się zżymam, z drugiej strony świadczy to o tym, że kradzieży nie ma.
    I fakt u moich znajomych na osiedlach nie strzeżonych nikt nie trzyma rowerów na korytarzach, ciekawe... Chyba faktycznie mieszkają tam lepiej wychowani ludzie wink

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • saszanasza 31.01.19, 09:52
    heca7 napisała:

    > Na zamkniętym placu zabaw mieszkańcy często zostawiają na noc zabawki typu wiad
    > erka, łopatki, samochody-koparki, młynki do piachu. Bywa , że dzieciak zapomni
    > zabrać hulajnogi i stoi do rana. Spróbuj zostawić na noc na takim gdzie tysią
    > c osób przechodzi w drodze na autobus.
    >

    Mamy taki plac zabaw wlaśnie. Zabawkom nic się nie dzieje, nic nie znika, nikt nic sobie nie przywłaszcza, tyle ze ten plac zabaw jest na osiedlu a nie gdzieś pomiędzy przystankami.


    --
    Chciałabym się kiedyś wyspać na tyle, żeby rano poczuć, że się budzę a nie zmartwychwstaję.
  • katja.katja 31.01.19, 11:59
    Jakieś tam zabaweczki nie znikają, w to uwierzę. Sama w zeszłym roku awaryjnie przez kilka dni po kolei chodziłam na plac zabaw (co prawda w parku, ale ogólnodostępny). I sama widziałam, że pozostawione małe samochodziki , konewka czy foremki do piasku nadal po nocy są i nic nie znika. Ale spróbuj zostawić coś wartościowszego - np. rowerek czy hulajnogę i zobacz czy po nocy dalej stoi big_grin

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • ichi51e 31.01.19, 17:17
    To zalezy od okolicy. Na ursynowie wszystkie place sa zawalone zabawkami

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • arwena_11 31.01.19, 12:44
    No widzisz, a na osiedlach dookoła mnie nie ma. Mieszkają tam głównie starsi ludzie, którym niepotrzebne są place zabaw. Młodzi w mniejszości i nie mają wpływu na nic.
  • zie.lo.na 30.01.19, 12:11
    i wszyscy muszą się zrzucać na te zabawki za 40k? Bezdzietni i emeryci też? Wow.
  • arwena_11 30.01.19, 12:22
    Wszyscy. To jest Wspólnota. Jest plan gospodarczy, w niego są wpisane wszystkie wydatki planowane na dany rok.
    A i pamiętaj, że do emerytów przychodzą np wnuki.
    No i jak masz rozłożone np na 700 mieszkań - to zabawki kosztują ciebie niecałe 50 zł w ciągu roku. A to wydatek na ładnych kilka lat, jeżeli są prawidłowo konserwowane, mają przeglądy itd.
  • grru 30.01.19, 13:00
    Przecież tak to działa. Jak chodzisz po schodach to i tak się zrzucasz na windę itp.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • heca7 30.01.19, 13:06
    Tak to wygląda. Równie dobrze mogłabyś się dziwić, że ludzie mieszkający na parterze i bez miejsca parkingowego w garażu ( i samochodu) muszą się składać na konserwację windy i szlabanu na wjeździe wink

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • czarniejszaalineczka 30.01.19, 12:26
    a u mnie na obu osiedlach (tam gdzie mieszkam i tam gdzie sie przeprowadzam) nowe place zabaw i silownie dla doroslych, płotów i zasieków brak

    --
    słuchaj rózico,
    ona nie słucha...
    za durzo kurzu
    wlajzło jej w ucha.
  • grru 30.01.19, 12:56
    U nas na osiedlu PRL-owskim właśnei będzie remont placu zabaw z budżetu partycypacyjnego. Będzie też budowa plenerowej siłowni obok.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 01:40
    Bo zabawek nie pomalujesz zwykłą farbą, tylko ze specjalnymi atestami ( czytaj 5 razy droższą )

    Przepraszam, ale dzieci tę farbę zeżrą, że musi być z atestami, czy co?
  • arwena_11 31.01.19, 12:46
    A mnie się pytasz? Nie ja to wymyśliłam. Jak przyjdzie kontrola i zobaczy w papierach że farba bez atestu - dowali karę Wspólnocie.
  • frey.a86 30.01.19, 12:11
    arwena_11 napisała:

    > Nie macie ochrony?

    Arwena, ja mieszkam w bloku z PRLu, w takich nigdy nie ma ochrony. smile To co zrobiono, to zwykły płot z furtkami wokół podwórka.
  • arwena_11 30.01.19, 12:23
    No to bez sensu grodzić. Ogrodzenie ma sens wtedy, gdy możesz pozbyć się intruzów.
  • hanusinamama 31.01.19, 10:01
    Tak wiemy inne dzieci " z zewnątrz" by przychodziły do waszej enklawy...a fuj
  • arwena_11 31.01.19, 11:55
    Tak, bo najlepiej "na krzywy ryj" iść do kogoś, a samemu grosza nie dać na nowy plac zabaw pod blokiem. Mają dużo miejsca, bo kiedyś tam plac zabaw był - ale zostały straszące resztki lub nic - bo łatwiej niebezpieczne zabawki usunąć i zostawić pusty teren niż zainwestować w dobre bezpieczne urządzenia.
  • hanusinamama 31.01.19, 12:27
    A weź arwena zjedz snikersa. Dla jasnosci dla wielu osob mieszkanie w bloku nawet na zamnietym osiedlu to li i jedynie klasa średnia. Nie ma szans być z wyzszych sfer majac takie lokum, no chyba ze penthause. Wiesz chętnie bym napisała wyżej sr...sz niż d masz.
  • hanusinamama 31.01.19, 12:41
    Wiesz takie podejscie jak twoje nie jest jednostronne. Mam taka sasiadke. Uwazałą ze skor sie wybudowali toona i jej dzieci teraz sa lepsze. I tak wychowywała swoje dzieci...az poszły do szkoły. W okolicy jest fajna mała szkoła. I w okolicy szkoły jest kilka ulic z naprawde mega wypasionymi domami (typu na stałe mieszkająca kucharka i gosposia), samochody za ponad 500 tysiecy, kryte baseny, boiska teniswe. I jej wychowane na "lepsze" dzieci trafiły do klasy tez z takimi dziecmi....i zabolało. Inne powiedzmy z klasy śrendniej dzieci nie bolało bo nie uwazały sie za lepsze. I naprawde mowie o "dzieciach z zewnątrz" świadczy o twojej kluturze osobistej natomiast nie robi z ciebiePani z bogatego domu.
  • katja.katja 31.01.19, 15:42
    Co znaczy zabolało? Czyżby te super fajne dzieci z otwartych osiedli z rodzicami o przeciętnych dochodach odrzuciły, a nie daj Boże prześladowały te bogatsze? Napisz coś więcej.


    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • hanusinamama 31.01.19, 16:10
    A co chciałabys? Nie. Zabolało bo te wychowane na "lesze" zadzierały głowe od pierwszych dni i sie okazało ze ich bogactwo to nic w porównaniu z innymi dziecmi....o to chodzi. Matko jaka ty jestes nakrecona na to odrzucenie....Leczyłas sie? Bo moze trzeba to przepracować.
  • katja.katja 31.01.19, 16:35
    Tak, leczyłam. Kilka lat psychoterapii plus kiedyś również farmakologia.
    Pomogło w tym sensie, że udało mi się ukończyć kilka kursów plus zdobyć pracę, taką kameralną (nadal nie widzę się w większej grupie), odstawić tabletki i nie myśleć o sobie jak o ostatnim gnoju.
    Nadal jednak wspomnienia szkolne wracają, nadal nie lubię dużych grup, nadal nie lubię ludzi. Nie mam przyjaciół, znajomych garstka. Kiedyś znajoma nieświadoma moich problemów (zwykle spotkałyśmy się we dwie, a tak to dobrze funkcjonuję) chciała wyciągnąć mnie do grupy (ogólnie napiszę - taniec), umówiłam się z nią i choć jestem zawsze obowiązkowa w takich sprawach na godzinę przed spękałam, odmówiłam pod wymyślonym powodem. Niestety wspomnień ze wczesnego dzieciństwa trudno wyrugować.


    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • muchy_w_nosie 30.01.19, 09:15
    Centrum niewykonalne, zadupia jak kto chce, u mojej siostry naturalnymi granicami są rowy, teren osiedla i tak ogrodzony ogrodzony, bo strach, że czyjś spadkobierca się utopi.
  • triismegistos 30.01.19, 09:16
    Kit, zdecydowanie.

    --
    Żarty z wnoszenia lodówki na czwarte piętro kończą się gdy trzeba wnieść lodówkę na czwarte piętro.
  • mail-na-gazecie 30.01.19, 09:22
    Kit. Mi się kojarzy z gettem.
  • faustine 30.01.19, 09:32
    A psy z ogrodzonego wychodzą za furteczkę i srają na nieogrodzonym.
  • katja.katja 31.01.19, 15:31
    Jeżeli kupy są zbierane to co różnica gdzie to robią?
    Psy są niestety wszędzie przeganiane, także z tych Waszych wspaniałych otwartych osiedli, na byle trawniku - fakt nieogrodzony tabliczka z przekreślonym psem albo z napisem, że nie wolno wyprowadzać.
    Tak. Na Waszych wspaniałych otwartych osiedlach. Zwykłe trawniki, z dala od placów zabaw, nie ukwiecone itp.
    Gdzie zatem mają wyprowadzać psy mieszkańcy otwartych osiedli skoro na trawnik zgodnie z tabliczką nie mogą?

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • arwena_11 31.01.19, 23:13
    Tabliczki nie mają żadnej mocy prawnej. Były już wyroki sądów.
  • katja.katja 01.02.19, 08:07
    Tak, wiem. Niemniej jednak pokazują "nie jesteś tu mile widziany, będziesz miał nieprzyjemności jak wejdziesz z psem", ktoś może zwrócić uwagę powołując się na tabliczkę, więc pewnie większość normalnych ludzi z psami odpuszcza dla świętego spokoju i idzie gdzie indziej, w sumie to nawet nie wiem gdzie, bo np. najbliższy pieski park czy skwer bez tabliczek daleko.
    Tak, że jak widzisz otwarte osiedla nie takie otwarte, psy won ze skwerów.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • czarniejszaalineczka 30.01.19, 09:35
    kit


    --
    słuchaj rózico,
    ona nie słucha...
    za durzo kurzu
    wlajzło jej w ucha.
  • drinkit 30.01.19, 09:40
    Kit i retro juz od dawna
  • zie.lo.na 30.01.19, 09:51
    Ok, wszystkie piszecie, że kit. Zgadzam się. Ale jak teraz zapobiec temu grodzeniu, skoro taki pomysł sie pojawił? Wystarczy że pomysłodawcy uzbierają 50% za uchwałą dot. budowy ogrodzenia i kicha, pozamiatane?
  • frey.a86 30.01.19, 10:04
    Dokładnie tak. U mnie w bloku większość mieszkańców to emeryci, którzy mają czas. Zebrania wspólnoty są o 15:00 i nierzadko trwają prawie trzy godziny, bo panie emerytki dyskutują o takich pierdołach, że głowa mała. Ja byłam na jednym i wymiękłam, teraz nie chodzę, bo nie mam czasu. A wynik głosowania w sprawie płotu to ponad 80% głosów za, czyli pozamiatane. Denerwuje mnie to, ale co zrobić. Kiedyś przyblokowali komuś biznes, człowiek chciał na terenie naszej wspólnoty postawić kiosk z gazetami i biletami mpk. Emeryci zagłosowali na nie, znowu ponad 80% głosów było na nie. Argumentowali tym, że za kioskiem na pewno będą się zbierać żuliki, pić piwo i zostawiać butelki. Ręce opadają jak się taką argumentację słyszy. A to jeszcze były czasy, kiedy faktycznie kupowało się te bilety w kioskach, zaraz obok był przystanek, sama wtedy nie miała auta i korzystałam z MPK, więc kiosk pod domem to byłaby super sprawa.
  • zie.lo.na 30.01.19, 10:09
    U nas podobnie. Na osiedlu obok jest Żabka. Bardzo bardzo blisko nas. Arguemnty: bo stoją z piwem z żabki i kopią elewację. Serio. Przy czym to jest zielone osiedle, kameralna zabudowa, żadna patologiczna dzielnica. Ani razu nie widziałam żadnego "pana żula" tutaj. No ale "kopią elewację", olaboga, stracimy gwarancję, co robic... To zbudujmy płot za 5-cyfrową kwotę. indifferent
  • 35wcieniu 30.01.19, 10:13
    Chodzić na zebrania, tłuc im do łbów, więcej nie zrobisz.
    Jak są wśród nich emeryci i rodzice podnoś argument możliwości bezpośredniego wjazdu karetki czy straży.
  • zie.lo.na 30.01.19, 10:14
    Emerytów nie ma, rodziców sporo. Problem karetki - nie przejdzie, bo szlaban juz jest.
  • 35wcieniu 30.01.19, 10:16
    Na głupotę nie ma lekarstwa, nic nie poradzisz.
  • arwena_11 30.01.19, 11:53
    Od wejścia w życie uchwały ( a właściwie od momentu kiedy zostaniesz powiadomiona o tym, że przeszła ) masz 6 tygodni na zawetowanie jej w sądzie ( stwierdzenie nieważności ). Możesz wystąpić od razu "o zabezpieczenie", czyli sąd wyda postanowienie w trybie niejawnym o jej wstrzymaniu, do zakończenia procesu. To jest o tyle ważne, że uchwała w momencie przejścia uchwały - wchodzi ona w życie i przy braku zabezpieczenia, mogą spokojnie ten płot stawiać. Potem w sądzie za 2-3 lata ( najwcześniej ) nawet jak wygrasz, okaże się, że rozbiórka bedzie kosztowna i tak właściwie nakazanie jej będzie niekorzystne dla wspólnoty.
    Tylko musisz się zastanowić czy chcesz iść na wojnę z całym osiedlem. Zarząd ma prawo powiadomić mieszkańców, że pani X wystąpiła do sądu o zablokowanie uchwały i np dostała zabezpieczenie i płotu na razie nie będzie.
    Zazwyczaj głosują ci co są za i ci co ewidentnie przeciw. Ci, którym wszystko jedno, czyli często ok 45% - nie głosują - ale mogą się wkurzyć, że ktoś naraża wspólnotę na dodatkowe koszty.
  • zie.lo.na 30.01.19, 12:09
    W sądy bawić mi się nie chce, mam swoje życie oprócz tego osiedlowego. wink
    Dobra, a teraz wyolbrzymiając: jeśli padł by pomysł, ze ten płot ma byc ze złota, a koszt wyniesie 1mln zł, a mimo to znajdzie sie 50% chętnych, to co, reszta jest zmuszona w tym partycypowac? Czy nie ma jakiegoś gornego limitu funduszu remontowego?
  • arwena_11 30.01.19, 12:14
    Żeby był fundusz remontowy - musicie mieć uchwałę o jego utworzeniu. Wtedy w planie gospodarczym musicie mieć informację ile płacicie na fundusz z 1m/2 mieszkania lub od wielkości udziału ( u nas np jest 40 gr za metr ).
    W uchwale o postawienie płotu, musi być podany koszt postawienia. Ja jestem w Zarządzie Wspólnoty i my najpierw zbieramy oferty. W uchwale wpisujemy najwyższą kwotę z oferty, bo nie wiemy jeszcze ile się uda wynegocjować. Negocjacje zaczynamy jak mamy ok 40% na"tak". Wcześniej nie ma sensu, bo wynegocjujemy a uchwała przejdzie za kila miesięcy i zmienią się warunki, ceny itd.
  • ichi51e 31.01.19, 17:31
    Wywies panikarskie kartki pt bedzie droga gorzej i od razu trzeba bydzie wyskoczyc z kasy a i tak jestesmy ogrodzeni. Podkresl minusy (dojazd strazy/karetki minuty co moga decydowac. Koszty ochrony itd. Zniechec ludzi od dolu.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • olena.s 30.01.19, 13:25
    Zaktywizuj się społecznie. Zbierz argumenty. Znajdź dane. Napisz. Wyjdź do ludzi. Przekonaj oponentów do swoich racji.
  • arwena_11 30.01.19, 14:32
    Tych co są "za" nie przekona. Musi przekonać tych co im wszystko jedno, żeby zagłosowali na "nie".
  • iwoniaw 31.01.19, 12:50
    Tych co są "za" nie przekona

    Skąd wiesz? Może znajdzie argumenty, o których tamci w ogóle nie pomyśleli i okaże się, że jednak niedogodności dla dotychczasowych zwolenników będą większe niż spodziewane korzyści?


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • arwena_11 31.01.19, 13:14
    z doświadczenia. Jak ktoś ma ugruntowany pogląd ( za czy przeciw ), to go nic nie przekona. Najlepiej przekonać tych, którym wszystko jedno - patrząc po mojej wspólnocie - to jest ok 45-47%.
  • hanusinamama 30.01.19, 09:57
    Głupota totalna. I jaki problem dla dzieci bawiących się razem. Znajoma ma wygrodzony blok. U nie na osiedlu kazdy blok!!!! (sory apartamentowiec) jest ogrodzony. 2 bloki chciały zrobić sobie furtkę albo zdjac kilka przęseł miedzy swoimi ogrodzeniami, bo dzieci bawić się chcą razem. Tak bezpieczniej niz jak dziecko ma leciec najpierw do jednej furtki potem do drugiej. Walcza. Inna kolezanka szuka mieszkania na osiedlu niegrodzonym. Ludzie mają dośc płotów.
  • bei 30.01.19, 09:59
    Nowe osiedle na którym zamieszkają teściowie- całość jest ogrodzona z trzech stron, czwarty bok z duzym wjazdem- pozostańie bez bramy. Każdy blok jest ogrodzony , bramki na kod lub klucz, wjazd do garażu na pilot. Jak na razie to bardzo wygodne. Gdy wychodzimy z bloku wystarczy na isnąć guzik by otworzyć bramkę.
  • hanusinamama 30.01.19, 10:12
    To wyobraż sobie dzieci ktore chcą sie razem bawić? Poza tym co w tym wygodnego? Bardziej wygodne niz gdyby nie bylo ogrodzone? Takie sztuczne robienie enklawy i sztuczne poczucie bezpieczeństwa. ktos tu kiedys pisał czym sie rózni blok od apartamentowca? Ogrodzeniem...
  • arwena_11 30.01.19, 11:55
    U nas "całość" stanowią trzy wspólnoty. Teren w środku użytkują wszyscy, ale żeby wejść na teren, trzeba mieszkać w którejś z trzech wspólnot. I tak dzieci z naszych wspólnot nie mają najczęściej kontaktu z dziećmi na zewnątrz.
  • czarniejszaalineczka 30.01.19, 12:00
    > I tak dzieci z naszych wspólnot nie mają najczęściej kontaktu z dziećmi na zewnątrz.

    https://www.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_rmn48GoOMgewrBKTIypMj0LqoI1va94L.gif


    --
    słuchaj rózico,
    ona nie słucha...
    za durzo kurzu
    wlajzło jej w ucha.
  • arwena_11 30.01.19, 12:09
    No nie mają, bo najczęściej chodzą do prywatnego przedszkola, szkoły. A jak są z opiekunkami - to mają dużo terenu w środku i nie ma potrzeby wychodzić.
    Po prostu są to dwa różne światy.
  • 35wcieniu 30.01.19, 12:13
    Szczęśliwie dla większości ludzi nie jest to normalne.

    Do pracy też pójdą tylko w kręgu "waszych"? Na studiach będą mogli się przyjaźnić ze studentami ze stypendium socjalnym, czy nie? big_grin
  • arwena_11 30.01.19, 12:18
    Ale to chyba są inne kwestie. W klasie mojego syna są ludzie z całej Warszawy, ale jednak mają podobny poziom życia.
    Wiesz co do studiów - to ciężko powiedzieć, ale zazwyczaj jednak człowiek trzymał się z ludźmi o podobnym statusie majątkowym. Wyjeżdżało się na narty za granicę, na żagle , siedziało w knajpach itd. To kosztuje.
    I tak, nie znałam NIKOGO mieszkającego w akademikach. Zresztą mając 300-400 osób na roku nie znasz wszystkich.
  • 35wcieniu 30.01.19, 12:26
    Hahahahahhaha big_grin

    Uwielbiam to forum big_grin

    "Cześć, jestem Anka, może się zapoznamy ale mów od razu jeżeli mieszkasz w akademiku, bo wtedy raczej nie, chociaż wyglądasz nawet sympatycznie" big_grin
  • arwena_11 30.01.19, 12:33
    Możesz się śmiać, ale naprawdę nie znałam nikogo z akademików. Ja miałam dużo znajomych na studiach z liceum czy osiedla. Trzymaliśmy się razem.
  • 35wcieniu 30.01.19, 12:37
    "Możesz się śmiać"

    Dziękuję, korzystam. big_grin
  • hanusinamama 30.01.19, 23:00
    U mnie w grupie czesc mieszkała w miescie od urodzeia, czesc była w akademikach. jakos nie miało to znaczenia...wróc w akademikach były lepsze imprezy. A byli naprawde bogaci i takie osoby ktore gdyby nie pracowały na studia nie byłoby stać...
  • grru 30.01.19, 12:48
    Moja najbliższa koleżanka na studiach pochodziła z domu, gdzie kibelek był na zewnątrz. Jakoś to nie przeszkadzało w znajomości.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • arwena_11 30.01.19, 12:55
    A ja nie miałam takich znajomych. Jak mówię poruszałam się w kręgach tych co byli z Warszawy. To jakaś zbrodnia?
  • 35wcieniu 30.01.19, 13:00
    Pewnie Cię to zszokuje ale w Warszawie też są budynki z kiblami na korytarzu.
  • arwena_11 30.01.19, 13:02
    Pewnie tak, ale jak mówię ja nie miałam do czynienia z takimi domami. Nigdzie w okolicy nie było. Całe właściwie życie mieszkałam na Ursynowie
  • arwena_11 30.01.19, 13:04
    Uwierzysz jak ci powiem, że pierwszy raz na Pradze byłam mając naście lat, jak byłam w liceum? No oczywiście nie mówię o zwiedzaniu jako dziecko ZOO. Po prostu nie miałam nigdy potrzeby. Nikogo tam nie znałam.
  • grru 30.01.19, 13:09
    Ja uwierzę, bo nigdy nie byłam na tym Twoim Ursynowie smile

    --
    Nadal jem gluten smile
  • arwena_11 30.01.19, 13:15
    No właśnie. Każdy bywa tam, gdzie ma potrzebę.
  • katja.katja 31.01.19, 00:29
    Z innego bieguna - miałam koleżankę z klasy z Krakowa (Kurdwanów), która w wieku 17 lat dopiero była na Rynku w Krakowie i widziała Barbakan (właśnie klasowa wycieczka). Też widocznie nie miała potrzeby smile
    Pamiętam jak śmiała się, że jacyś turyści ze Szczecina zaczepili ją i zapytali którędy do Barbakanu, a ona niby z Krakowa, a nie wiedziała.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 30.01.19, 13:01
    Żadna zbrodnia. Dla mnie to jest nieco dziwne, bo w studiach fajna była też możliwość poznania nowych ludzi, a nie tylko kiszenie się w licealnym towarzystwie. Co oczywiście nie oznaczało zerwania starych znajomości.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • arwena_11 30.01.19, 13:05
    Ale ja poznawałam nowych ludzi na studiach. ALe do tej pory kontakty utrzymały się z tymi, z którymi miało się coś wspólnego poza studiami ( wspólne hobby )
  • grru 30.01.19, 13:10
    U mnie raczej nie hobby ale po prostu dobre porozumienie, dobrze się gada itp. Hobby nie jest niezbędne. Zresztą z nikim z przyjaciół nie mam wspólnego hobby.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • arwena_11 30.01.19, 13:15
    No ja mam. W sensie od tego zaczęła się bliższa znajomość. Potem już wchodziły inne tematy. Mam też przyjaciółkę z podstawówki i dużo bliskich znajomych wśród rodziców dzieci, które chodziły z moimi dziećmi do przedszkola czy do podstawówki.
  • hanusinamama 30.01.19, 23:04
    A jakie to hobby trzymało was razem? W brydza graliscie? W golfa?
  • arwena_11 31.01.19, 10:51
    A jakie to ma znaczenie? Po prostu poznaliśmy się przy nim.
  • hanusinamama 30.01.19, 23:02
    Osz kurna...dzieci z zewnątrz. Kręgi tych co byli z Warszawy...wiesz co mam zjamocyh rodowitych warszawiaków. takich z dziada pradziada..nikt tak nie mowi. Wiesz kto tak mowi jak ty: ci co pokolenie wyzej mieszali w jakis pipidówach (sama w takiej mieszkam) i teraz warszawiaków "udajo"
  • arwena_11 31.01.19, 10:02
    Tak? A jak kiedyś wyglądały kamienice? Brama od ulicy i mógł wejść tylko ktoś tam mieszkający lub ktoś kto powiedział do kogo przyszedł. W środku własne podwórko. Brama zamykana na noc.
    Zresztą jak mieszkałam jako dziecko na Ochocie to też było wejście przez bramę ( podobno o którejś tam wieczorem zamykaną ). Podwórko studnia, połączone z drugim podwórkiem śmietnikiem, a z innym wysokim płotem z siatką.
    Z zupełnie otwartą przestrzenią spotkałam się dopiero, jak się na Ursynów przeprowadziliśmy i miałam jakieś 7-8 lat.
  • hanusinamama 31.01.19, 10:08
    Ty w dziwnym miejscu mieszkałas. Jesemsy chyba w podobym wieku...
  • arwena_11 31.01.19, 10:26
    Ochota ul.Grójecka. Zobacz jak tam wyglądają podwórka. Znaczy może teraz coś się zmieniło, bo nie byłam tam ze 20 lat.
    Potem Ursynów i tu już otwarte przestrzenie. Tylko wtedy było mało samochodów. Teraz jak tam czasami chodzę, to prawie nie ma miejsca na zabawę - wszędzie samochody. Był fajny teren w środku, boisko - ale chyba je mieli zabudować.
  • katja.katja 30.01.19, 18:19
    Można się śmiać, ale prawda jest taka, że najczęściej ciągnie swój do swego, bogaty do bogatego, bieda z kolei zwykle żeni się z nędzą, imigranci trzymają się razem i mają swoje dzielnice, biali (za granicą) - swoje.
    A nie tak dawno i to na tym portalu był wywiad z żydowską matką, która wprost powiedziała, że z trudem zaakceptowałaby nie-żydowską żonę dla swojego syna i taka postawa jest powszechna.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • triismegistos 30.01.19, 12:37
    Na studiach szukałaś sobie znajomych o podobnym statusie majątkowym? ojp...

    --
    Żarty z wnoszenia lodówki na czwarte piętro kończą się gdy trzeba wnieść lodówkę na czwarte piętro.
  • grru 30.01.19, 12:44
    Nie szukała, po prostu chodziła do odpowiednich lokali, gdzie plebs nie wchodził smile

    --
    Nadal jem gluten smile
  • arwena_11 30.01.19, 13:01
    Wiesz co, nie szukałam specjalnie. Tylko np była przerwa pomiędzy wykładami - to szło się posiedzieć do pobliskiej knajpy. A tam coś się kupowało do jedzenia, picia itd. Chodzili ci co mieli kasę. Tzn mówię o pierwszym miesiącu. Wtedy jakby tworzyły się różne grupy. Oczywiście gadało się z innymi, ale mówiąc szczerze nie interesowało mnie gdzie mieszka X, skoro na co dzień nie mam z nią do czynienia. Poza tym przed egzaminami uczyliśmy się wspólnie, zjeżdżaliśmy do swoich domów całą grupą, za każdym razem do kogoś innego - żeby nie nadwyrężać cierpliwości rodziców jednej tylko osoby - bo siedziało się do 1-2 w nocy.
  • hanusinamama 30.01.19, 22:59
    NO nie wiem obie moje pzyjaciólki ze studiów były duzo mniej zamozne niz ja. Z jedna namietnie jezdizłysmy na wakacje, zawsze dopasowywałam sie do niej. Ludzie wazniejsi niż miesjca. Takie dzieci "zamoznych" kiedys trafią na sciane w postaci "jeszcze bogatszych"...oj zaboli.
  • katja.katja 31.01.19, 00:19
    Jak każdego. Biednego dużo wcześniej i dużo bardziej boleśnie, pod różnymi względami, zapewniam Cię.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • katja.katja 31.01.19, 00:26
    Są tacy których nie stać na wyjazd. No chyba, żebyś też się poświęciła i całe wakacje kisiła solidarnie z koleżankami w tym samym mieście.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • hanusinamama 31.01.19, 10:03
    Jechałam do klezanki babci na wies. Mysłysmy sie w misce, chodziłysmy na grzyby na jagody. Ona potem przyjechała do mnie na działke do lasu...znowu na grzyby chodziłysmy, jezdziłsmy rowerami. Grzybów tedy tone zebrałysmy....
  • katja.katja 31.01.19, 12:01
    Miałyście rowery, a babcia była w stanie ugościć Was dwie bo raczej z własnymi obiadami nie przyjeżdżałaś, zatem "nie mam więcej pytań:".

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • hanusinamama 31.01.19, 12:13
    Juz nie oprzesadzaj ok.moze napiszesz zaraz o głodujących dzieciach. Na rowery jezdziłsymy bo tam sa moich rodziców rowery. U niej jezdziłsymy na starych rzechach jej dziadka i drugim sasiada....o czym ty mowisz. Była w stanie ugoscic? Mowiłas sama ze miałas zieminiaki ze smietaną....rozumiem ze mowimy o takiej biedocie ze ludzie nie jedzą ...usilnie chcesz pokazać ze ty masz racje. Nie miałas kolezanki w podstawówce bo wszyscy byli bogaci ty biedna...moze trzeba bylo sobie na podwórku poszukać. A moze byłas zwyczajnie mało miłym dzieciem...tylko etraz zrzucasz wine na biede.
  • katja.katja 31.01.19, 15:25
    Nie wszyscy tylko dziewczyny konkretnie z mojej klasy (w pozostałych klasach było różnie).
    Jeżeli chodzi zaś o popularność wśród dzieci nie liczy się bycie miłym tylko bycie wyszczekanym, przebojowym, przywódcą. Ja tych cech owszem - nie miałam.
    Nękane przez rówieśników najczęściej są dzieci spokojne, grzeczne, nie umiejące bronić swoich racji i bez wsparcia rodziców. Jest tu kilka takich forumowiczek, o dziwo one nigdy mi nie wytknęły tego, że byłam prześladowana.


    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • hanusinamama 31.01.19, 16:12
    To sie trzeba było zakumplować z tymi niepopularnymi. Ze cie uparcie ciągneło do klasowych gwiazd to juz inny problem.
  • katja.katja 31.01.19, 16:29
    Nie ciągnęłam do nikogo, byłam spokojna i w sumie potem chciałam już tylko tego by nikt mi nie dokuczał, mogłam nawet być tylko biernie odrzucana niż przemoc (rzucanie moich książek i zeszytów po całej klasie, popychania, uderzenie-celowe książką prosto w głowę, a także inne gierki np. udawały, że na dany przedmiot było coś zadane do domu po to bym się zdenerwowała, że nie mam i dostanę jedynkę, to akurat trwało krótko, bo raz byłam pod tym względem skrupulatna i wszystko zapisywałam, dwa jedynka nie była dla mnie tragedią bo rodzice olewali oceny).
    O kopaniu plecaka i wyśmiewaniu starych rzeczy, piórnika, przedrzeźnianiu mnie (tu nauczycielka usłyszała i zwróciła uwagę) gdy odpowiadałam ustnie już nie wspomnę.



    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • hanusinamama 31.01.19, 16:33
    A czyli chciałas aby ktos do ciebie podszedł i sie zakumplował. Byłas odludkiem i tyle. Moze iałas nieprzyjemne przezycia nie wątpie ale w wyjatkowo dziwnym miejscu zyłaś. Ja w podstawówce miałam 2 kolezanki dobre. W sumie 3 ale jedna umarła jeszcze w szkole. 1 była duzo bogatsza od nas i nigdy nie czułam sie przy niej źle. A jak była u mnie i były akurat na obiad ziemniaki w mundurkach z masłem to jadła i smakowało. Jej mama była dentystka ( wtedy to było cos) i u niej zwykłe nalesniki jadłam....
  • katja.katja 31.01.19, 18:54
    Kwestia pecha, część z zajęć miałam z inną klasą (wf, zpt) i tam nie było problemów, siedziałam z dziewczynami w jednej ławce, dogadywałam się, czasami jak kończyliśmy lekcje o jednej porze to z 2 dziewczynami z tej klasy wspólnie szłyśmy do domów. Nikt tam mi nie dokuczał. Ta klasa była ogólnie biedniejsza więc nie odstawałam ciuchami. Jedna z nowych nauczycielek pamiętam, że raz zdenerwowana jakąś sytuacją powiedziała tak "Tak, no właśnie słyszałam, że dziewczyny z klasy B (mojej) są wystrojone i bezczelne".
    Nie kłamię bo jaki mam w tym cel? Oprócz mnie przez całą klasę (i dziewczyny i chłopcy) był podle (gorzej ode mnie) traktowany inny kolega, tu już mogłabym książkę całą napisać.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 31.01.19, 19:31
    Nie do końca. Dzieci miłe są po prostu lubiane, może nie są gwiazdami popularności. Nękane są kozły ofiarne, to fakt. I fakt, że wyszczekanym nikt nie podskoczy, co nie znaczy, że są popularne.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • katja.katja 31.01.19, 21:20
    Ale ja nie byłam niemiła, zawsze gdy ktoś chciał coś pożyczyć ode mnie np. linijkę jeśli tylko miałam pożyczyłam. I nigdy (to akurat był błąd) nie donosiłam i nie oddawałam. Błąd.
    W siódmej klasie zostałam (po długiej przerwie) zaatakowana przez "koleżanki" popychały mnie do kąta (bez powodu jak zwykle, ja nawet do nich nie pytana nie odzywałam się nie licząc "cześć") i szturchały. Chcąc się wyswobodzić mocniej się szarpnęłam i niechcący przez to zadrapałam dłoń jednej z nich, aż do krwi. Miała do mnie o to pretensje, uwierzysz? Inteligentna dziewczyna, późniejsza absolwentka słynnej krakowskiej piątki.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 31.01.19, 21:23
    Chodziło mi o to, że nie jeździ się po tych, którzy są po prostu mili. Bycie miłym nie czyni kozła ofiarnego. Rozumienie bycia miłym jako ustępowania każdemu i brak reakcji na ataki - owszem. To, że zaatakowana miała pretensje o zadrapanie to jedno. Ale czy Ty czułaś się winna? To w sumie dziwne, żeby zadrapać niechcący, zamiast drapać z całych sił, żeby odeprzeć atak.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • katja.katja 01.02.19, 08:04
    Miałam dłuższe paznokcie, w trakcie aktu chciałam wyszarpnąć ręce (trzymały mnie za ręce). To musiało się wtedy stać. Czy coś insynuujesz bo nie rozumiem Twojego toku prowadzenia tutaj dyskusji?

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 01.02.19, 09:04
    Insynuuję, że musiałaś mieć mocno zjechaną psychikę, jak nawet po latach usprawiedliwiasz się, że drapnięcie było niechcący. Naturalną i zdrową reakcją jest obrona, a nie poczucie winy, że napastnik ucierpiał.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • katja.katja 01.02.19, 11:03
    Nie mam poczucia winy.
    Przykład z tą koleżanką był po to by pokazać skrajną bezczelność - nie dość, że mnie zaatakowała to jeszcze miała pretensje, że podczas szarpaniny ucierpiała.
    Nawet przez chwilę nie bałam się, że gdzieś to np. zgłosi.


    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 30.01.19, 12:22
    Przecież Twój syn jest w państwowym liceum. Przeżył szok po zetknięciu z z drugim światem? smile

    --
    Nadal jem gluten smile
  • arwena_11 30.01.19, 12:31
    Mój syn mieszkał 12 lat na otwartym osiedlu i też nie miał kontaktu z dziećmi na podwórku. Prywatna szkoła po południu szkoła muzyczna, zajęcia dodatkowe itd. W LO, jak mówię ma dzieciaki z całej Warszawy, ale z podobnych domów. Nie ma żulerni. Wszystkim zależy na nauce i osiągnięciu dobrego wyniku. Zupełnie inny świat niż w rejonowych podstawówkach czy gimnazjach.
    Jako że nie było na osiedlu placów zabaw ( bo właśnie nikt nie chciał w nie inwestować ), jeździłam z dzieciakami do Ogrodów Jordanowskich, Małpich Gajów lub z koleżankami szłyśmy do lasu.
    Ja mieszkałam na osiedlu otwartym jako dziecko, miałam kontakt w podstawówce z różnymi dzieciakami. Ale to był kontakt tylko w szkole, poza szkołą spotykaliśmy się tylko z tymi, którzy pochodzili z podobnych domów. Jak poszłam do liceum - to drogi się rozeszły, nikt nie utrzymywał kontaktów z miejscową "żulernią" ( to był Ursynów więc i żulernia inna niż na Pradze wink. Zdawkowe cześć, jak się kogoś spotkało i koniec. To chyba normalne.
  • grru 30.01.19, 12:43
    Słodka naiwności. W tym LO są dzieci już po odwykach, a niektórzy dobre wyniki osiągają po sporym wspomaganiu. I spora część jest normalnie po rejonowych podstawówkach, a nie po prywatnych szkołach.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • miss_fahrenheit 30.01.19, 12:46
    arwena_11 napisała:

    > poza szkołą spotykaliśmy się tylko z tymi, którzy pochodzili z podobnych domów.

    A ci z tzw. dobrych domów też spotykali się osobno? Trochę szkoda, zawsze można byłoby się czegoś nauczyć, poznać.
  • hanusinamama 30.01.19, 23:08
    NO cos ty jeszcze by ja poczestowano chlebem z cukrem. Ale ma panna wpojoną wyższośc klasową. Oj niemiło będzie jak dzieciak odbije sie od sciany "jeszcze bogatszych".
  • miss_fahrenheit 30.01.19, 23:23
    No właśnie dlatego pytałam o tę drugą grupę, tę z "dobrych domów". Bo ci którzy "trzymają się razem" w poczuciu bycia lepszym raczej nimi nie są.
  • arwena_11 31.01.19, 09:46
    Nikt się nie trzyma razem w poczuciu bycia lepszym. Po prostu tak często wychodzi. Wspólne wyjazdy, podobne plany na przyszłość ( od syna z klasy chyba z 15 osób złożyło papiery na studia za granicą ).
    Ty miałaś w życiu dorosłym do czynienia z ludźmi z podstawówki, którzy poszli do zawodówek czy nie skończyli szkoły? Pewnie nie - bo tak następuje selekcja.
    Inaczej wyglądają znajomości zawierane jak się jest dorosłym, a inaczej jak się ma naście czy dwadzieścia kilka lat.
  • hanusinamama 30.01.19, 23:06
    O zesz...kiedys arwena przestanie pisac...Okaze sie ze padła na zawał bo syenk przyprowadził pannę z blebsu.
  • arwena_11 31.01.19, 09:47
    Nie bój się. I pytanie co rozumiesz przez plebs.
  • hanusinamama 31.01.19, 10:04
    NO tak zapewne to ci nie grozi. przyprowadzi dziewczyne z dobrego domu, gdzie mama jest mecenasem, tata robi operacje plastyczne gwiazdom...ach jaki piekny obrazek.
  • arwena_11 31.01.19, 10:29
    Ty naprawdę uważasz, że ktoś po studiach zwiąże się z kimś po zawodówce czy bez szkoły? To już nie te czasy. Ludzie na życiowych partnerów wybierają podobnych do siebie. Inaczej to proszenie się o kłopoty. I nie mówię o kasie a o podobnym wykształceniu i podobnym patrzeniu na świat.
  • katja.katja 31.01.19, 10:45
    Nie zgadzam się, że teraz to "nie te czasy". Ludzie zawsze zwykle dobierali się wśród samych swoich (mówię o stałych związkach, a nie niezobowiązującej znajomości).
    Nawet książę z Kopciuszka per saldo nie zakochał się w kocmołuchu tylko w jej wersji "księżniczkowej" czyli z tej samej partii.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie c orym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • betty_bum 31.01.19, 11:44
    Ty wybrałaś sobie za męża prawnika po KULu, a dla wielu wykształconych ludzi to tylko pseudowykształcenie.
  • arwena_11 31.01.19, 11:48
    A skąd ty to wiesz? I nie, nie po KUL. Kto by się z Warszawy pchał na Prawo do Lublina.
  • betty_bum 31.01.19, 11:54
    Wiem bo świat jest mały, mam napisać pełne dane pana męża czy wystarczą inicjały?
  • arwena_11 31.01.19, 11:56
    No dawaj inicjały. Bo jak myślisz o KUL, to naprawdę mało wiesz.
  • betty_bum 31.01.19, 12:05
    Gw i to wcale nie skrót od Gazeta wyborcza. Jedziemy dalej?
  • arwena_11 31.01.19, 13:18
    Dawaj, bo zdecydowanie nie. Zresztą na forum są osoby znające mnie i mojego męża od bardzo wielu lat.
  • betty_bum 31.01.19, 11:56
    Pchałby się ten co się nie dostał na studia w Warszawiewink
  • arwena_11 31.01.19, 11:57
    Sorry ale to akurat nie mój mąż.
  • betty_bum 31.01.19, 12:11
    Jako ultrakatoliczka masz chyba tylko jednego mężasmile
  • hanusinamama 31.01.19, 12:21
    NO co ty piszesz. Arvena ma "dobry dom" mieszka na bogatym osiedlu dla zamoznych, mąz prawnik po warszawksiej uczleni (prawnik w bloku mieszka....? wrili?). Jej dziecko bedzie sie obracac w samych doskonałych kręgach....gdziez tam miejsce dla pranwika po KUlu....
  • katja.katja 31.01.19, 15:28
    Są bloki gdzie metr kosztuje 10000 zł. Prawnicy pewnie tam też mieszkają.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • hanusinamama 31.01.19, 21:24
    Tak i na pewno tam mieszka arvena...no ok niech bedzie. Znam kilku dobrych pranwików kazdy ma albo wypasionego lofta albo wille. Mieszkanie na takim osiedlu byłoby dla nich upadkiem o 3 szczeble na drobinie sukcesu.
  • katja.katja 01.02.19, 08:01
    Znam przeciętnych prawników, mieszkają w apartamentowcach, a jeden nawet w zwykłym bloku (PRL), czteropokojowe mieszkanie.
    I co?

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • hanusinamama 01.02.19, 09:29
    Ale Arvena aspiruje do klasy wyższej. Nie uznaje ludzi z zewnątrz ogrodzenia swojego osiedla, nie zna ludzi z innej kasty a jej syn ma do domu przyprowadzić warszawianke z dobrego domu...
  • katja.katja 01.02.19, 11:04
    Zna, znam ją od lat. Wielokrotnie realnie pomagała (a nie tylko gadała) osobom pokrzywdzonym przez los i ubogim.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • arwena_11 01.02.19, 11:14
    Naprawdę nie bierzesz pod uwagę tego, że ktoś nie ma potrzeby i żadnego interesu w kontaktach z osobami z poza osiedla? Oczywiście nie mówię o pani pracującej w sklepie itd.
  • hanusinamama 01.02.19, 11:20
    Rozumiem ze kazdy zyje po swojemu i kazdy inaczej ale na serio nie ejstem w stanie sobie wyobrazic ze wszkole miałas kolegów tylko ze swojego kregu zmaoznosci, w liceum podobnie oraz na studiach. Ze mowisz "dzieci spoza ogrodzenia nie maja tu wstępu" a syn ma przyprwadzić warszawiankę. Rózne cudactwa tu widziałam i sie nie dziwiłam ale to przerasta moją naprawde bujną wyobraźnię....
  • hanusinamama 31.01.19, 12:19
    KOlezanka inzynier po polibudzie wyszła za maz za chłopaka po zawodówce, Stolarzem jest....Nie kazdy segreguje ludzi tak jak ty. MOja mama była z bardzo bogatego domu, dziadek był prawnikiem oraz wysokim urzednikiem. Dziadkowe pierwszi mieli smaochód w nloku, telefon....moj tata z domu biedny bardzo, kibelek na zewnatrz, jego mama 3 klasy podstawówki....
  • katja.katja 31.01.19, 15:26
    Ilu inżynierów wiąże się z osobami po zawodówce? Bo wyjątki są wszędzie, piszę o większości przypadków.


    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 31.01.19, 14:40
    Wcześniej mówiłaś o kasie, której brak wykluczał ludzi z tych samych studiów.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • bo_gna 30.01.19, 19:35
    Przykre co piszesz, bo takie dzieci nie będą miały pojęcia o życiu, bo żyją w swoim gettcie. BTW nie ma potrzeby wychodzić? Czyli nie chodzą nawet na spacery? Smutne.
  • katja.katja 31.01.19, 00:24
    Ja nie żyłam w getcie. I co? I sro... Nie widzę żadnej specjalnej przewagi w życiu nie w getcie.
    Znajomej żyjącej w "niegrodzonym" bezdomny kopnął w drzwi gdy odmówiła mu datku. Któraś z forumowiczek opowiadała kiedyś, że raz montowali jej coś panowie z Ikei. Gdy kończyli pracę musieli na dwa razy iść z narzędziami. Narzędzia zostawili na tym samym piętrze przy windzie i wrócili się po kolejną partię. W tym czasie ktoś im opędzlował to. Niestety nie złapano złodzieja. Osobiście podejrzewam kogoś z grodzonego osiedla, który zazdrości ludziom życia w bloku bez ochrony i monitoringu. I oczywiście płotka. Taka mała zemsta.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • hanusinamama 31.01.19, 00:27
    Jak zwykle pierdzielisz 3 po 3...
  • katja.katja 31.01.19, 09:25
    Sugerujesz, że takie incydenty nie zdarzają się na osiedlach na których jedyną ochroną jest domofon? Zwłaszcza wieżowcach.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 31.01.19, 09:46
    Pytanie czy nie zdarzają się w blokach grodzonych, gdzie ochroną jest pan Czesio z grupą inwalidzką który i tak nic nie może

    --
    Nadal jem gluten smile
  • katja.katja 31.01.19, 10:38
    Tak, nie zdarzają się, mówię za siebie, jak i Ty mówisz za siebie i swój blok.
    Dużo przesiaduję w domu i w sumie na 7 lat mieszkania tylko dwa razy "prześlizgnęli" akwizytorzy. Zresztą nie wiem czy jest sens pisać cokolwiek na temat swoich doświadczeń bo i tak zaraz napiszecie "troll" dezawuując wszystko co bym nie napisała, nawet to, że rano poszłam po bułki.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 31.01.19, 14:42
    O, to nagle oskarżenie o trollowanie boli, ale innych to wolno tak wyzywać?
    Po prostu trafił się fajny blok i tyle, cieszyć się trzeba. Ale to nie znaczy, ze grodzone i ze szlabanem to od razu takie cudo, bo wcale tak nie musi być.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • katja.katja 31.01.19, 15:03
    Nikt nie twierdzi, że cudo, za to jak widzisz na Tym forum nie brak forumowiczów (co ciekawe, w innych wątkach namiętnie walczących z "mową nienawiści"), którzy ludzi którzy (z różnych powodów, czasem brak realnego wyboru bo większość nowych bloków taka jest) wybrali osiedle "grodzone" nazywają mentalnymi wieśniakami i mieszkańcami getta co nie znają rzekomo innego życia.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • arwena_11 31.01.19, 16:37
    Ale oczywiście, że jak fajny blok to tylko się cieszyć. Jak mówię, nie zmieniałabym mieszkania tylko dokupiła drugie obok poprzedniego, gdyby nie to, że miałam dosyć spółdzielni i prezesów, którzy robili co chcieli.
  • arwena_11 31.01.19, 09:41
    A jaką potrzebę wychodzenia ma 1-2-3 latek? Kiedy ma duży, bezpieczny teren dookoła? Poza osiedlem - ulice, chodniki, żadnego terenu "na spacer".
    Ja też "na spacer" - nie wychodzę poza osiedle, tylko wsiadam w samochód jadę do lasu/parku itd. Ale to nie jest obok. Jest zrobiony ładny teren obok UW, ale tam jest jeziorko i niestety często ławki zawłaszczone przez okoliczną żulernię ( niezależnie od pogody ) lub jak jest ładnie - przez studentów.
  • hanusinamama 31.01.19, 10:07
    1-2-3 latek to idzie z mamą na dwór...MOwimy o 10-12 latkach. Arvena ty mozesz trzymać swoje dzieci w scisle okreslonych kręgach "z dobrego domu" inni mogą miec inne podejscie. Mysle ze jest tu sporo matek ktore sa duzo bogatsze od ciebie, dla ktorych takie mieszkanie "klitka" na strzeoznym osiedlu to nic wielkiego i mają bekę z twojego poczucia wyższości. Kiedys sie moze okazać ze tatuś jakiejs panienki nie zyczy sobie aby córeczka spotykała sie z twoim synem bo "nie dla psa kiełbasa" i wtedy zrozumiesz o co nam chodzi.
  • arwena_11 31.01.19, 10:23
    Jak mówię, jak moje dzieci miały 11-12 lat - to mieszkaliśmy na osiedlu otwartym ( nowe bloki ). I też nie wychodziły na podwórko, bo po prostu nie miały na to czasu. Pomijam to, że nie chodziły do rejonowej szkoły i nie miały znajomych na podwórku. No i chyba najważniejsze - nie za bardzo było gdzie wychodzić. Ulica, parking - dalej na osiedlu place zabaw z lat 80 zeszłego wieku. Po prostu niebezpieczne, zardzewiałe, nie restaurowane.
  • hanusinamama 31.01.19, 12:22
    Jak nie miały znajomych na podwórku? I nie miały czasu bo? Serio twoje dzieci nie wychodziły na podwórko sie bawic? Pelbs tam mieszkał?
  • arwena_11 31.01.19, 13:08
    Nie wychodziły. Miały szkołę, szkołę muzyczną czy karate. Placu zabaw nie było, więc jak były małe jeździłam z nimi do ogródków jordanowskich na kilka godzin dziennie lub byłam na działce. Oczywiście spotykały się z kolegami/koleżankami ze szkoły - albo u nas, albo u nich. Po co miały się szwendać. Zresztą żadne ze znajomych dzieci nie wychodziło na podwórko, chyba że mieli ogrodzony teren.
  • hanusinamama 31.01.19, 13:19
    Serio macie takich znajomych? Jak teren nie ogrodzony to dziecka sie z domu nie wypusci??? Bosz...jest was więcej!!!!
  • arwena_11 31.01.19, 16:35
    A gdzie chcesz dziecko wypuścić? Tam gdzie samochody jeżdżą? Teraz wszędzie gdzie się da są parkingi. I mówiąc szczerze to nie znam dzieci wychodzących samopas. Mówimy o dzieciakach tak do 10-11 lat.
  • katja.katja 31.01.19, 16:43
    Ja też nie. Nawet w centrum Nowej Huty gdzie nie uświadczysz "grodzonego" bloku, a pełno zieleni i niegrodzonych bloków (serio). Najstarsze "dzieci" jakie widywałam samopas miały tak z 13-15 lat "na oko".



    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • hanusinamama 31.01.19, 17:30
    NIe wypuscisz poza teren ogrodzony 10 czy 11 latka? serio?
  • hanusinamama 31.01.19, 17:31
    A tak na serio czy syn majac 16-18 lat moze wychodzic poza ogrodzenie? Sam bez mamy? W celach inne niz szkoła/zajecia dodatkowe? Czy jak bedzie miał dziewczyne to bedzie musiał przyniesc dokłądny opis: gdzie mieszka, w jakim domu, kim jest mama tata (albo i dalsza rodzina bo moze jakas babcia sprzedawczyni sie trafi i bedzie wstyd)?
  • arwena_11 31.01.19, 18:42
    Nie porównuj 16 latka do 11 latka.
  • hanusinamama 31.01.19, 21:25
    Nie porównuje...aczkowiek u nas 10-12 latkowie nie trzymaja sie maminych sukienek.
  • arwena_11 31.01.19, 21:58
    Wiesz, żeby wychodzić na podwórko - trzeba mieć tam znajomych. Czyli chodzić do przedszkola rejonowego, do rejonowej podstawówki. Jak dzieciaki były małe - jeździłam z koleżankami z podstawówki do jordanków - bo u nas nie było fajnych placów zabaw. Wszystko poniszczone. Koleżanki mieszkały wtedy często z rodzicami, a potem się wyprowadzały daleko. No i znajomości się rozluźniały. Nowe pojawiały się w przedszkolu. A że prywatne - to dzieciaki z różnych części Ursynowa czy spod Warszawy.
  • nickbezznaczenia 31.01.19, 22:00
    Nie, nie trzeba. Wystarczy mieszkać w okolicy.
  • arwena_11 31.01.19, 22:06
    ale okolicy czego?
  • nickbezznaczenia 31.01.19, 22:08
    Tak w promieniu 3 kilometrów.
  • arwena_11 31.01.19, 22:27
    I co? dziecko samo chodzi sobie i zaczepia inne dzieci? Bo nie wyobrażam sobie kilkulatka chodzącego samopas po osiedlu.
  • nickbezznaczenia 31.01.19, 22:29
    Ty pisałaś o kilkunastolatkach.
    A po drugie dzieci miewają starsze rodzeństwo i w ten sposób również nabywają znajomych.
    Niektórzy moi koledzy byli ode mnie starsi o dziesięć lat.
  • arwena_11 31.01.19, 22:47
    Ale jednak to były inne czasy. Zazwyczaj jak ktoś miał dziecko w podobnym wieku do mojego syna - to było ono najstarsze.
  • nickbezznaczenia 01.02.19, 05:58
    Nie, to ty jesteś inna. Po prostu.
  • aamarzena 01.02.19, 08:52
    Nie samo. Wychodzisz z dzieckiem na plac zabaw (wiem, wiem, nie masz) czy skwerek pod blokiem (kawałek trawnika chyba był, co?), żeby sobie w piłkę pograło, poskakało na skakance, pojeździło na hulajnodze albo porysowało kredą na chodniku. No i są też inne dzieci. Dzieci do siebie zwykle prędzej czy później zaczynają zagadywać i bawić się razem. No chyba, że mamusia zabrania bawić się niuniusiowi z plebsem spod bloku uncertain
  • hanusinamama 31.01.19, 22:13
    Siebie w okolicy siebie!!!! Powiedzmi mi na ktorym to osiedlu starych w warszawie nie ma placu zabaw? Po drugie 7-10 latek juz nie potrzebuje piaskownicy zeby sie bawic z rówiesnikami.
  • arwena_11 31.01.19, 22:24
    Nie mam pojęcia jak jest teraz, ale na początku tego wieku nie było nowych placów zabaw u mnie.
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 22:00
    A że prywatne

    Arwena, po co ci (twoim dzieciom) przedszkole prywatne?!

    Poza tym chyba na takowe stać również niektórych przyjezdnych?
  • arwena_11 31.01.19, 22:05
    Bo na państwowe nie miałam szans? Syn z listopada. Wcześniej chodził do "klubu malucha" bo uwielbiał się bawić z dziećmi.
    Pewnie gdyby na osiedlu były fajne place zabaw ( coś porobili, ale jak moje dzieci wyrosły z placów zabaw ), to byłoby inaczej. A tak wybór był - albo płatny małpi gaj albo spacer do lasu albo jazda do jordanka. Pomijam już to, że właściwie 5 miesięcy siedziałam na działce i zjeżdżały do mnie koleżanki z dziećmi.
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 22:11

    > Pewnie gdyby na osiedlu były fajne place zabaw ( coś porobili, ale jak moje dzi
    > eci wyrosły z placów zabaw )

    No niestety nie wszyscy uwzględniają TWOJE DZIECI w planach.
  • arwena_11 31.01.19, 22:26
    No ale nie muszą uwzględniać. Chociaż skoro płaciłam kupę kasę do spółdzielni - mogli ją przeznaczyć na place zabaw. Ale radziłam sobie, nie narzekam i moje dzieci również nie narzekają.
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 23:11
    arwena_11 napisała:

    > No ale nie muszą uwzględniać. Chociaż skoro płaciłam kupę kasę do spółdzielni -
    > mogli ją przeznaczyć na place zabaw.

    Inni też płacili kupę kasy, n`est-ce pas?
  • arwena_11 31.01.19, 23:16
    No płacili i też nic z tego nie mieli.
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 23:17
    arwena_11 napisała:

    > No płacili i też nic z tego nie mieli.

    Nic absolutnie! Z pewnością zależało im wyłącznie na placach zabaw.
  • hanusinamama 31.01.19, 22:11
    MOja córka ma 5 kolezanek z ktorymi sie bawi. Z daną nie chodzi do przedszkola. W sumie z tych 5 dzieci nie ma pary ktora chodzi do przedszkola lub szkoły razem....Obok mieszka sasiadka 10 lat. Ma kolezanki, nie wiem czy z ktorąs chodzi do klasy chyba z jedna do szkoły....
  • arwena_11 31.01.19, 22:25
    Obok nas nie mieszkało akurat żadne dziecko w wieku moich dzieci. W sensie na naszej klatce.
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 22:35
    arwena_11 napisała:

    > Obok nas nie mieszkało akurat żadne dziecko w wieku moich dzieci. W sensie na n
    > aszej klatce.

    A w sensie na klatce obok to już nie sprawdzałaś?
  • arwena_11 31.01.19, 22:46
    A skąd miałam znać ludzi z klatki obok? Zamieszkałam w nowym bloku i nie zawierałam znajomości z sąsiadami. Ale tam chyba też nie było.
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 22:48
    arwena_11 napisała:

    > A skąd miałam znać ludzi z klatki obok?

    Normalnie, wychodzisz, a tu idzie sąsiad z klatki obok, na przykład wychodząc z psem...
  • arwena_11 31.01.19, 22:59
    No to było może normalne kiedyś. Ty się rozglądasz, kto wychodzi z klatki obok? Ja nie zwracałam nigdy na to uwagi. Znałam sąsiadów z mojej klatki i to nie wszystkich, bo z jednego mieszkania to chyba ani razu nie widziałam lokatora.
    Jak miałam psa - to chodziłam na taki teren, gdzie ludzie przychodzili z psami. Ale to nie byli moi sąsiedzi.
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 23:04
    arwena_11 napisała:

    > No to było może normalne kiedyś. Ty się rozglądasz, kto wychodzi z klatki obok?

    Sam wychodzi, nie muszę się rozglądać. Nie wiem, dlaczego cię to tak dziwi. Zwracam ci uwagę, że to widać bez rozglądania, kątem oka, a wzrok ludzki obecnie działa tak samo jak kiedyś.
  • arwena_11 31.01.19, 23:18
    Ale jak się z nim poznajesz? Lecisz do niego i zagadujesz?
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 23:22
    arwena_11 napisała:

    > Ale jak się z nim poznajesz? Lecisz do niego i zagadujesz?

    Mówię "Dzień dobry". On odpowiada i owszem, może zagadać. Albo może mieć psa i wtedy lecę do psa.
  • arwena_11 31.01.19, 23:26
    Ale mówisz dzień dobry każdemu, kto jest na ulicy? Bo skąd wiesz, że osoba wychodząca z klatki to mieszkaniec a nie domokrążca?
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 23:28
    arwena_11 napisała:

    > Ale mówisz dzień dobry każdemu, kto jest na ulicy? Bo skąd wiesz, że osoba wych
    > odząca z klatki to mieszkaniec a nie domokrążca?

    Trudno, powiem domokrążcy, nic mi się nie stanie. A tobie?

    I gdzie to jeziorko przy UW, bo nie mam pojęcia?
  • arwena_11 31.01.19, 23:37
    Wydział Zarządzania
  • hanusinamama 01.02.19, 11:23
    Albo sasiadka z dzieckiem i dzieci zaczynają bardzo plebejską zabawe: rysowanie kredą po chodniku. Ja tam poznałam nie tylko mamy ale tez babcie czy dziadków. Z jednym zdziadków regularnie na placu zabaw sie spotykalismy. Dzien dobry sobie mowimy jak sie widzimy w sklepie...
  • aamarzena 01.02.19, 08:15
    Arwena nie istnieje coś takiego jak przedszkole rejonowe. Owszem, do przedszkoli na danym osiedlu chodzą zwyczaj dzieci z tego osiedla, ale też dzieci, których dziadkowie mieszkają blisko, albo rodzicom jest po drodze do pracy. I mniej wiecej ta sama zasada dotyczy przedszkoli prywatnych.
    Na prawdę prywatne przedszkole to nie jest jakiś luksus zarezerwowany dla nie wiadomo kogo. Mam/miałam dzieci w prywstym przedszkolu i jak najbardziej do takiego przedszkola chodzą dzieci z osiedla.
  • arwena_11 01.02.19, 09:03
    Ależ oczywiście, że nie jest. Różnica taka, że nie chodziły tam dzieci z bloku obok. Z okolicznych osiedli tak. I najprościej było się spotykać u kogoś lub na przedszkolnym placu zabaw ( w weekendy dzieci chodzące do przedszkola mogły korzystać ) czy po prostu na jakiejś działce.
    W latach kiedy moje dzieci były zainteresowane placami zabaw ( początek obecnego wieku ), na osiedlach były pozostałości po PRL. Strach było puścić dziecko. Potem wybudowali fajny plac zabaw dwa czy trzy osiedla dalej i tam chodziliśmy. A potem ten plac zabaw zlikwidowali, żeby postawić przedszkole.
  • sumire 01.02.19, 09:14
    Arwena, a ty nie bawiłaś się na peerelowskich placach zabaw? Wiem, wiem - nie.
    I twoje dzieci, trzymane bezpiecznie za furtką, mają jechać studiować za granicę, gdzie wynalazki typu "szczerzone" osiedla są raczej rzadkie w miastach?
  • arwena_11 01.02.19, 09:25
    Ale oczywiście, że się bawiłam. Tylko wtedy one były nowe. Mieszkałam z dziećmi w nowym bloku wybudowanym na starym osiedlu. Ja te osiedle znałam od dziecka. Chodziłam tam do podstawówki, znałam każdy kawałek. Tylko wtedy wyglądało to zupełnie inaczej.
    Przez 18-20 lat te place zabaw nigdy nie zostały wyremontowane. Zardzewiały metal, połamane huśtawki.
    Pod moim starym blokiem, jeszcze w latach 90, zabrano karuzelę, huśtawkę a z piaskownicy zrobiono klomb. A dlaczego? Bo były niebezpieczne i taniej było zabrać na złom niż naprawić czy postawić nowe. Piasek też trzeba wymieniać.
    Poza tym, jak ja byłam mała - to samochodów było mało. Parking pod blokiem od ulicy starczał spokojnie. Potem zrobiło się ich tyle, że parkowano gdzie się da. Tam gdzie ja jako dziecko biegałam - teraz jeżdżą samochody, parkują. Trochę strach puścić dziecko samo.
  • hanusinamama 01.02.19, 11:26
    Z młodszym sie wychodzi razem. Starsze sie uczy jak sie poruszac po miesce i nie wpasc pod auto...bo takie trzymane pdo kloszem to nawet w wieku 15 lat samo wlezie pod jadący samochód. Arvena a ta Warszawa to w PL jest. BO jakbys innym świecie opowiadała...
  • bo_gna 31.01.19, 12:40
    Nie wychodzisz na spacer poza grodzone osiedle, hmm to ile kroków robisz? Chodzisz w kółko?
  • hanusinamama 31.01.19, 12:43
    TO jest duze ogrodzone osiedle, w srodkumieszkaja sobie równi oni nie zapedzaja sie poza ogrodzenie bo niewiadomo jakie licho tam czycha...moze dzieci z kołtunami albo wszy wielkosci myszy...
  • arwena_11 31.01.19, 13:00
    Nie wychodzę na spacer na teren poza osiedlem - bo NIE MA GDZIE. Jaki sens spacerować przy ulicy i wdychać spaliny. Na spacer jadę do parku, lasu - i nie mam ich obok. Inaczej było na starym osiedlu, gdzie miałam las blisko.
  • 35wcieniu 31.01.19, 15:17
    To musi byc swietne osiedle big_grin dookola ulice i spaliny a w srodku zagroda z ludzmi z wyzszych sfer, nieznajacymi zycia poza. Cos pieknego big_grin
  • czarniejszaalineczka 31.01.19, 15:24
    big_grin

    --
    słuchaj rózico,
    ona nie słucha...
    za durzo kurzu
    wlajzło jej w ucha.
  • hanusinamama 31.01.19, 16:14
    Ja bym jeszcze dodała ze do srodka nawet smog ie ma wstępu....
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 23:08

    > o lasu/parku itd. Ale to nie jest obok. Jest zrobiony ładny teren obok UW, ale
    > tam jest jeziorko

    Mieszkasz na Powiślu! Co ci przeszkadza jeziorko? I gdzie ono jest w okolicach UW?
  • hanusinamama 30.01.19, 22:57
    Dzieci z zewnątrz....
  • bei 31.01.19, 19:03
    Mamo Hanusi, my specjalnie szukaliśmy takiego mieszkania, rodzice są już wiekowi- 79 i 75 lat. Przez ponad 40 lat mieszkali w blokowisku gdzie każdy miał wstęp. Każdy mógł niszczyć kwiaty na klombach pod oknem, rzucać tam śmieci, każdy mógł przyjść i usiąść na ławce pod oknem, każdy mógł przyjść z psem i wybiegać go i wykuwetować na trawniku przy ich bloku.Gwar dzieciaków na placu zabaw i trzepakach, nocne ryki tych, co zbyt dużo płynów wysokoprocentowych wlali w siebie, każdy mógł przyjechać o zostawić auto na parkingu przy bloku. Cieszę się, ze teraz będą mieć spokojnie i czyściej, ze nie podjedzie ktoś autem i nie wsypie śmieci do ich śmietnika.

    Dzieci są teraz wystarczająco kumate by zapytać, czy mogę iść do Kasi i wklepać kod na bramce, a Kasia jeśli życzy sobie odwiedzin kumatego dziecka użyje swoich zasobów sprawności intelektualnej i naciśnie guzik by wpuścić kolegę.
    Bloki,osiedla o którym piszę stoją grzecznie w rządku przy drodze niezablokowanych dostępem, chodniki są dostępne dla wszystkich. Nikt nie musi nadrabiać drogi by przejść przez osiedle czy niego wyjść. Ogrodzone z bramkami jest wokół każdego budynku.
  • hanusinamama 31.01.19, 21:28
    Ok ja nie twierdze ze to jest samo zło. Poczytaj o czym piszę. Tutaj tematem rozmowy stało sie "dzieci z zewnątrz". Arvena od małęgo trzyma sie swoich, jej siedzi bawią sie tylko z równymi sobie, na ich podwórko nie mają wstępu dzieci z innych osiedli...Ludzie lubia takie ogrodzone osiedla inaczej one stałyby puste. I to rozumiem. Nie rozumiem natomiast jak mozna dziecko odgrodzić od innych mniej zamoznych. NO ale wyjasnienie Arveny ze nie spotykałaby sie z nie-warszawiakiem jakby tłumaczy wszystko...
  • saszanasza 31.01.19, 09:56
    bei napisała:

    > Nowe osiedle na którym zamieszkają teściowie- całość jest ogrodzona z trzech st
    > ron, czwarty bok z duzym wjazdem- pozostańie bez bramy. Każdy blok jest ogrodzo
    > ny , bramki na kod lub klucz, wjazd do garażu na pilot. Jak na razie to bardzo
    > wygodne. Gdy wychodzimy z bloku wystarczy na isnąć guzik by otworzyć bramkę.

    No właśnie to rob wrażenie getta. Ludzie sami sobie tworzą enklawę „bezpieczenstwa”, nie dostrzegajac, że zamykają sie jak szczury w klatce izolując się od innych.


    --
    Chciałabym się kiedyś wyspać na tyle, żeby rano poczuć, że się budzę a nie zmartwychwstaję.
  • katja.katja 31.01.19, 10:41
    Znasz kogoś mieszkającego w domu jednorodzinnym? Mam pytanie - ma on ogrodzenie czy nie?

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • hanusinamama 31.01.19, 12:24
    Aaaaaaaaaaa....ja chciałam miec takie 80 cm, biały płotek. Tam mi sie marzyło...i nie mozna. Plan zagospodarowania okresla wysokosc i z czego a byc zrobiony. Dodam ze wszyscy wiedza jak otworzyc moją furtkę smile a moja córka bawi sie zarówno z sąsiadkami z domów obok jak i dziecmi z niedalekiego gospodarstwa (jeden pokoj plus kuchnia).
  • arwena_11 31.01.19, 12:58
    Wiesz co, bardzo podobało mi się w USA. Domki nie ogrodzone, każdy miał swój teren. Ale u nas by coś takiego nie przeszło. Zaraz byś miała na swoim trawniku wyprowadzane psy, stojące samochody itd.
  • grru 31.01.19, 14:55
    Trzeba by wprowadzić dostęp do broni jak w USA to nie big_grin

    --
    Nadal jem gluten smile
  • berdebul 31.01.19, 22:14
    Połowa domów przy mojej ulicy nie ma ogrodzenia. My mamy ze względu na psa, sąsiedzi obok też.
  • katja.katja 01.02.19, 08:09
    Czyli tak druga połowa to mentalne buraki żyjące w getcie?

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • bei 31.01.19, 19:14
    Saszanasza, żadne getto, przecież ogrodzony jest tylko blok, zadna droga nie jest zamknięta.’znalazlam inne, przykładowe osiedle, w galerii drugie zdjęcie ilustruje system.
    www.slonecznypradnik.pl/galeria
  • bo_gna 30.01.19, 10:10
    Zależy od punktu widzenia, jak masz obsrane chodniki przez psy, pomalowane ściany i pijaną młodzież na ławeczce pod oknem to raczej nie masz nic przeciwko ogrodzeniu, nawet nie chodzi tyle o bezpieczeństwo co spokój i czystość. Prawda jednak, że czasem te ogrodzenia są tak nieszczęśliwie postawione, że np. karetka ma problem z wjazdem, a ludzie muszą przechodzić przez gąszcz furtek. IMO ogrodzenie powinno być zaplanowane już na etapie projektowania, a nie po fakcie na siłę, więc kit.
  • zie.lo.na 30.01.19, 10:13
    Nie ma ani osranych chodników, ani pomalowanych scian, ani pijanej młodzieży. Ławeczek zresztą też nie.
  • 35wcieniu 30.01.19, 10:15
    Po psach się sprząta.
    Zakładam że mieszkańcy grodzonego jak idą z pieskiem na sąsiednią niegrodzoną posesję - sprzątają, czyż nie?
    Czy też im ludzie złośliwie srali psami pod oknem i trzeba się było ogrodzić, za to oni nigdy, przenigdy kupy po Azorku nie zostawili? big_grin
  • bo_gna 30.01.19, 19:38
    pewnie, że się sprzata, ale co z tego jesli 90% tego nie robi, poza tym jest tez jakas magia ze im dalej od domu tym czesciej ludzie zapominaja posprzatac
  • hanusinamama 30.01.19, 10:17
    Tylko ze punkt widzenia sie czesto zmiania. Znajomi kupili na takim osiedlu zeby im "bachory ryja nie darły" (sorry to był cyctat) pod oknem. Po kilku latach sami dorobili sie dzieci, teraz te dziecipodrosły wychodzą na dwór. I jest problem bo zeby isc do kolezanki 2 bloki dalej trzeba isc dookołoa osiedla i strach czy bezpiecznie. I teraz to ogrodzenie jest problemem. Poza tym na takich osiedlach drogi dojazdowe są tak zapachane zaparkowanymi samochodami ze nie ma czasmi jak przejechać...
  • chicarica 30.01.19, 19:21
    Ja mam w Polsce mieszkanie na ogrodzonym osiedlu i tam to dopiero bachory ryja darły, dosłownie. A wszystko dlatego, że z powodu ogrodzenia bawiły się pod blokiem.

    --
    ---
    Sundry: "Chcesz dowcipu, obejrzyj komedię. Chcesz inteligencji, idź do Mensy. To jest forum, tu się tylko bzdury wypisujesmile"
  • grru 31.01.19, 10:02
    Szczególnie, że te grodzone osiedla mają zwykle minimalne przestrzenie między blokami. Faktycznie się niosło. Teraz mamy solidne, PRL-owskie przestrzenie i jest dużo ciszej. Poza tym place zabaw są tak usytuowane, żeby były odsunięte trochę od bloków, jest też sporo drzew, które wytłumiają dźwięki.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • arwena_11 31.01.19, 10:05
    U nas jest całkiem sporo miejsca. A plac zabaw mam daleko - specjalnie kupowałam mieszkanie jak najdalej.
  • hanusinamama 31.01.19, 10:10
    MOj brat mieszkana takim osiedlu. Teraz developer miedzy jego blokiem a kolejnym wbudowałby chyba nastepne 3...masakra
  • grru 31.01.19, 10:28
    U nas jest taki bajzel z własnością gruntów, że nam zagęszczanie nie grozi na szczęście

    --
    Nadal jem gluten smile
  • arwena_11 31.01.19, 10:46
    U nas nie ma szansy tongue_out. Zwłaszcza, że nie ma prawa do gruntu, bo sprzedawał je razem z mieszkaniami.
  • hanusinamama 31.01.19, 12:26
    Nie zrozumiałaś. Osiedla z czasów powiedzmy lata 80te budowane były tak ze jest masa przestrzeni pomiedzy blokami. Nowe bloki naćkane równiutko. I nie zachwalaj tego swojego osiedla bo ziła by mnie tam nie przeniesli. Mieszkałąm w bloku (nowym i małym ) i w zyciu nie wróce.
  • arwena_11 31.01.19, 12:28
    No to zobacz co się tam dzieje teraz. Ile wstawiają spółdzielnie "plomb". Budują gdzie się tylko da.
  • hanusinamama 31.01.19, 12:32
    Nie nie wstawiają. Pomiedzy 4 blokami jest wielki zielony trawnik, aleja z jarzebinami, plac zabaw i kolejny wielgachny trawnik. Nic ci nie wstawią. Tak wiem twoje gettowe osiedle najlepsze na swiecie. jak ktos lubi ok ale zrozum ze my tu nie padniemy z wrazenia z warunków w jakich ty mieszkasz ....Troche piszesz tak jakbys awansowała społecznie i usielnie chciała sie poakzać jako ta klasa wyższa.
  • arwena_11 31.01.19, 12:37
    Tłumaczę ci, że 30 lat mieszkałam na otwartych osiedlach. I doskonale wiem jak teraz tam wygląda - bo spółdzielnia buduje gdzie się da coś wcisnąć.
    Szukałam nowego mieszkania, nie zakładając czy będzie to zamknięte osiedle czy nie. Warunek był jeden - żadnej spółdzielni, dobra komunikacja, żeby dzieci mogły spokojnie jeździć same do szkół i blisko rodziców, czyli w grę wchodziły tylko dwie dzielnice.
  • grru 31.01.19, 14:56
    Widocznie kwestia osiedla. U nas nie budują i nie będą - problem z gruntami.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 22:13

    Warunek był jeden - żadnej spółdzielni

    Wolisz wspólnoty?



    , dobra komunikacja, żeby dzieci mog
    > ły spokojnie jeździć same do szkół i blisko rodziców, czyli w grę wchodziły tyl
    > ko dwie dzielnice.

    Które?
  • arwena_11 31.01.19, 12:37
    A i jeszcze odpowiednia ilość pokoi, dwie łazienki, dobry układ ( czyli nie tramwaj ) i jasne.
  • hanusinamama 31.01.19, 12:47
    NO zazwyczaj ludzie kupują wybrana ilosc pokoi oraz odpowiedni ukłąd. Osobiscie uwazam ze w niewielkich mieszkaniach 2 łązienki to marnotrawienie przestrzeni i takie zaped ' na apartament". Mam mieszkanie 10 metrowe z 2 łazienkami i jakbysmy mieli tam dłuzej mieszkać to bym jedna przerobiła na sporą garderobę
  • hanusinamama 31.01.19, 12:49
    100 metrowe smile
  • arwena_11 31.01.19, 12:55
    Też mam 100 metrowe i dwie łazienki. I nie zlikwidowałabym jednej nigdy. To błogosławieństwo. Bardzo żałowałam swego czasu, że na starym mieszkaniu w jednej łazience nie zrobiłam prysznica. Musiałabym wyciągnąć kawałek łazienki, zabierając część przedpokoju. Lubiłam tamto mieszkanie, ale zrobiło się za małe. Niby 75 metrów, ale tylko 3 pokoje.
  • grru 31.01.19, 14:57
    Ja jako plebs musiałam wybrać akceptowalny układ, a nie odpowiedni big_grin A Dwei łazienki to chodzi o pełne łazienki czy osobną ubikację?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • hanusinamama 31.01.19, 16:16
    Nie ma znaczenia jak nie ma bidetu i tak sie nie liczysmile
  • arwena_11 31.01.19, 16:21
    Pełne - w sensie, że może być w jednej też prysznic. Przy 4 dorosłych osób - jest to nie do przecenienia.
  • taki-sobie-nick 31.01.19, 22:02
    arwena_11 napisała:

    > A i jeszcze odpowiednia ilość pokoi, dwie łazienki, dobry układ ( czyli nie tra
    > mwaj ) i jasne.

    Nie mówi się tramwaj, tylko amfilada. tongue_out
  • hanusinamama 31.01.19, 22:15
    aaaaaaa...poplułam sie. A nowiutą pidzamkę założylam.
  • arwena_11 31.01.19, 23:11
    Amfilada to co innego. Mnie chodziło o mieszkanie takie jak obecnie modne u architektów, żeby na danej powierzchni wcisnąć jak najwięcej mieszkań. Przykład takiego "tramwaju" masz w jednym z wątków. Wąskie i długie, a nie przechodzenie z jednego pokoju do drugiego.
  • czarniejszaalineczka 31.01.19, 17:07
    u mnie nic nie wstawiaja i nie wstawia

    za to roslin dosadzaja co roku coraz wiecej smile

    --
    słuchaj rózico,
    ona nie słucha...
    za durzo kurzu
    wlajzło jej w ucha.
  • sumire 31.01.19, 10:43
    Otóż to. Moi znajomi po sąsiedzku mieszkają na pięknym, nowym strzeżonym osiedlu, gdzie wszyscy zaglądają sobie nawzajem w okna.
    Mój facet jest właścicielem mieszkania w starej części Nowej Huty, gdzie nikt niczego nie grodzi, skwerki są zadbane, dużo przestrzeni, z okien widok na drzewa, a nie kuchnię sąsiada. I hordy meneli też nie atakują. Nic dziwnego, że mieszkania tam są teraz dużo droższe i bardziej pożądane niż te w zamykanych enklawach o szumnych nazwach. Już chyba mało kto nabiera się na plusy tych drugich, biorąc pod uwagę partyzantkę deweloperów i fakt, że grodzenie wcale jakoś bardzo nie utrudnia zadania złodziejom.
  • arwena_11 31.01.19, 12:31
    Moja teściowa miała piękny widok z okna ( w sensie nic jej nie zasłaniało ), dużo przestrzeni. Aż zmienił się ustrój i spółdzielnia na potęgę zaczęła budować gdzie się da. I np mój blok wyrósł jej przed oknami. Podobnie w innych miejscach. Był sobie sklep, górka i zburzyli sklep - a ludziom postawili 8 piętrowy dom 8 metrów czy mniej od okien.
    Był sobie parking i duuży trawnik - jest nowe osiedle i autostrada. Tak to wygląda.
  • hanusinamama 31.01.19, 12:50
    Nie wiem jak w warszawie ale w łodzi mieszkania sa duzo drozsze na straych osiedlach niz na tych nowych grodzonych. Ludziiom sie przjadły te enklawy spokoju....
  • arwena_11 31.01.19, 12:52
    Mam mieszkanie i tu i tu. I jednak cena tego nowego jest wyższa. Widzę po ile sprzedaje deweloper.
  • sumire 31.01.19, 13:09
    W Krakowie jest podobnie. Ludzie wracają do starych dzielnic, bo są dobrze skomunikowane, przestrzenne, z dobrą infrastrukturą. Nie muszą zasłaniać okien, gdy wchodzą do mieszkania, nie muszą okrążać bloku, żeby wyjść na ulicę. I jeszcze jedno - mieszkania w takich "enklawach" są bardzo często kupowane pod wynajem. Pewności co do spokoju nie ma, zwłaszcza jeśli chodzi o miasto, w którym znaczna część lokali jest wynajmowana studentom lub młodym pracującym.
  • hanusinamama 31.01.19, 13:17
    Dokładnie. Moje mieszkanie ejst wynajmowane, w bloku (niby małym ) jedynie 3 mieszkania sa zamieszkałe przez włascicieli...reszta wynajmuje...
  • grru 30.01.19, 12:03
    Mieszkałam na osiedlu grodzonym. Trawniki były obsrane, jak poprosiłam ochroniarza, żeby zwrócił uwagę nawalonej paniusi rzucającej peta na trawnik to powiedział, że on nic nie może. Jak ktoś pił to też nic nie mógł - tylko na policję zadzwonić. Tyle to ja mogę sama.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • smoczy_plomien 30.01.19, 11:29
    Dla mnie trochę kit, trochę hit. Mieszkałam kiedyś w nowym bloku grodzonym, z którego wyjście było tylko z jednej strony, więc faktycznie trzeba było się nalatać dookoła, żeby pójść w przeciwną stronę. Byłam też raz na Białołęce wink i do dziś wspominam tę traumę getta. Teraz mieszkam na osiedlu grodzonym, na szczęście wyjść jest dużo z każdej strony, ale faktycznie włamania są i tak. Na plus jest to, że mam dzieci w wieku przedszkolnym i czuję się bezpiecznie, mogę je zostawić na chwilę pod klatką, żeby skoczyć po zapomniane rękawiczki i wiem, że szansa, że zaczepi je ktoś obcy jest minimalna. Za kilka lat będą same wychodzić na podwórko i też będę się czuła z tym bezpieczniej. Mogę zostawić wózek na klatce albo i przed klatką i wiem, że raczej nikt przypadkowy się przy nim nie zakręci. Bloki są czyste, nie są posprayowane - itd. itp. Natomiast trawniki są obsrane i to mnie szokuje, że ludzie nie dbają o swoje i włamania również są.
  • kotomama 30.01.19, 11:42
    Hit dla przybyszów z Podlasia, Lubelszczyzny czy Podkarpacia i innych miastowych góra w drugim pokoleniu w całej Polsce.
    We krwi mają, że zagroda musi mieć płot żeby ten złodziej somsiat mu nie wchodził w szkodę.
    To poklosie tego, że większość Polaków to potomkowie niepismiennych chłopów z kołtunem na glowie i kołtunem w głowie.

    --
    - Poproszę Marlboro w miękkiej.
    - 15,50 zł.
    - Albo dorzuci mi pani jeszcze honor i godność Polaka.
    - Proszę, razem będzie 515,50 zł
  • sumire 30.01.19, 11:44
    Kit. Ułuda bezpieczeństwa i elitarności. Moje osiedle ogrodzono po tym, jak na nim zamieszkałam i w sumie do dziś nie wiem, po co.
  • agonyaunt 30.01.19, 22:27
    Żebyś nie uciekła smile
  • czarniejszaalineczka 30.01.19, 11:53
    im więcej czytam tym bardziej kocham swoje osiedle smile

    --
    słuchaj rózico,
    ona nie słucha...
    za durzo kurzu
    wlajzło jej w ucha.
  • grru 30.01.19, 12:00
    Kit. Na zamkniętym już mieszkałam i nigdy więcej. Teraz mieszkam na dużym, otwartym, można się normalnie poruszać.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • memphis90 30.01.19, 12:03
    Kit. Płot ma sens, jeśli ma np powstrzymać psy przed wchodzeniem na plac zabaw, ale poza tym nie zamyka ciągów komunikacyjnych.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • gumijagody 30.01.19, 12:22
    Zależy jaka okolica, jaka architektura.
    Mam mieszkanie w budynku na osiedlu zbudowanym w kształcie studni, wejście tylko przez portiernię w jednym budynku. Obok są stare bloki, brak placu zabaw, kręcą się dziwni ludzie, bo jest mały sklep z alkoholem w ofercie. Gdyby teren był ogólnodostępny to byłby problem, a tak rowery stoją bez zabezpieczeń.
    Zupełnie natomiast nie rozumiem płotów pomiędzy 10 takimi samymi budynkami, bez ruchliwej jedni za płotem.
  • bywalec.hoteli 30.01.19, 12:35
    Nie grodzić, utrudnia to komunikację, trzeba obchodzić głupie płoty, wjazd straży pożarnej.

    --
    Gorące pozdrowienia od Bywalca Hoteli! smile
  • marianna1960 30.01.19, 12:36
    Ogólnie te nowe osiedla zero przytulności ciepła wykończenie beznadziejne jak w biurowcach metal szkło itd tak aby korposzczurowi wydawało się że jest w pracy
  • arwena_11 30.01.19, 13:12
    E bez przesady, naprawdę uważasz że mrówkowce na warszawskich Stegnach z 1000 mieszkań w jednym bloku są przytulne? Moje osiedle jest przytulne, wcale nie ma metalu i szkła. Za to jest jasno i mało mieszkań na klatce.
  • marianna1960 30.01.19, 13:21
    Piszę o bloku do czterech pięter gdzie na klatce schodowej jest 12 mieszkań, bez grażu
    Piszę o bloku do czterech pięter z 12 mieszkaniami na klatce. Nie w szarościach i stali.


  • arwena_11 30.01.19, 13:25
    No na moim osiedlu co prawda jest trochę więcej pięter ( chyba max 8 ) ale max chyba 4 mieszkania na klatce ( zależy od klatki. Tylko klatki są duże i szerokie. No i nie ma szarości a żółty piaskowiec na zewnątrz lub jasny tynk na najwyższych piętrach.
  • hanusinamama 31.01.19, 10:13
    NOrmalnie tylo jechać i kupowac. Nie wiem czy rozumiesz nie dla kazdego to jest atrakcyjne. Juz pomijam fakt, ze musialiby mnie na kole łamać zebym wróciła do bloku ( a mieszkałam w małym 2 klatkowym, 3 pietrowym i naprawde spokojnym miejscu. Chyab sie tobą zainspiruje i dziecku przykaze ma sie bawić li i jedynie z dziecmi z domów. te z bloków (nawet tych nowych ) to nie ejst odpowiednie towarzystwo dla nas...kto nie ma minimum 1000 m ogródka odpada...
  • arwena_11 31.01.19, 10:19
    No widzisz, a ja nie wyobrażam sobie mieszkać na stałe w domku na wsi. No nie, nie i jeszcze raz nie.
    Co innego na weekend czy na wakacje. Mam dom na działce przy lesie. Mogłam tam siedzieć z małymi dzieciakami całe wakacje, a właściwie kilka miesięcy - bo właśnie teren zamknięty, ja mogłam spokojnie iść do domu po coś, a dzieciaki były na widoku i nigdzie by nie poszły.
    Ale na stałe - no nie, to nie moja bajka. Może jak będę miała 60 lat? ale też tylko na lato.
  • hanusinamama 31.01.19, 12:29
    A kto ci powiedział ze na wsi mieszkam....przy czym akurat do wsi nic nie mam. Rozumiem ze dzielisz na :osiedla w miescie i domy na wsi...
  • arwena_11 31.01.19, 12:33
    Nie, nie dzielę - ale miałam do wyboru swoje mieszkanie i dom pod Warszawą lub w granicach. I jednak nie. Przy czym dom wychodził dużo taniej za metr.
  • betty_bum 31.01.19, 12:36
    A dlaczego nie taniutki Lublin?
  • arwena_11 31.01.19, 12:38
    Bo jestem z Warszawy? To moje miasto i nie zamierzam tego zmieniać? Lubisz Lublin - to tam mieszkaj
  • betty_bum 31.01.19, 12:49
    A mąż ma coś do gadania w tej waszej rodzinie? On chyba lubi Lublin, bo przecież nie studiował tam w akcie absolutnej desperacji i to na takim śmiesznym wydziale.
  • arwena_11 31.01.19, 12:56
    Ty jednak jesteś trollem.
  • hanusinamama 31.01.19, 13:22
    Oj zalałzas jej za skórę. Viekawe jak sie musi czuc mąz ktory musi kłamać ze koczył inną uczelnie niz konczył bo inaczej cały kryształowy pałać sie rozpadnie? Mam takich znajomych. On z Sieradza...ale mowią wszystkim ze od pokolen jest Warszawiakiem....
  • arwena_11 31.01.19, 13:24
    Może i by mógł kłamać, gdyby nie to, że chodziliśmy razem do podstawówki.
  • hanusinamama 31.01.19, 13:45
    Ale powiedz czy to wstyd miec meza ktory nie konzył warszawskiej uczeleni?
  • betty_bum 31.01.19, 14:44
    Uczelnia, jak uczelnia, ale wydział prawa katolickiego na KULu w papierach, odstrasza klientów w Warszawiewink
  • arwena_11 31.01.19, 16:23
    A z ciekawości, to ktoś zagląda w papiery? Poza tym w Warszawie masz jeszcze ATEk i tamtejszy wydział prawa.
  • hanusinamama 31.01.19, 16:35
    Nie odpowiedziałas. Wstyd? A np jakby rodzice meza byli ze wsi to wstyd?
  • arwena_11 31.01.19, 16:47
    Już nie raz pisałam, że nigdy nie spotykałam się z nikim spoza Warszawy. Nigdy nie interesowali mnie chłopcy dojeżdżający. Romans wakacyjny - proszę bardzo, ale nic na stałe.
  • betty_bum 31.01.19, 16:49
    Wyjątek zrobiłaś dla studenta z Lublinasmile
  • hanusinamama 31.01.19, 17:33
    Aaaaaaaaaaaaaaa padłam. NO tak to ąz nie mogłby byc spoza Warszawy....taka niebieska warszawska krew. Będzie smród na całe ogrodzone osiedle jak synek przyprowadzi ziewczyne z Ustrzyk Górnych...
  • betty_bum 31.01.19, 16:37
    Zagląda i absolwenta KULu, po specjalizacji Twojego męża nikt normalny świadomienie wybierze, ale na szczęście dla was nie wszyscy sorawdzają z kim się zadają, a męzuś ma przyzwoitą opinię, bo jest bardziej rozgarnięty od Ciebie..
  • arwena_11 31.01.19, 16:48
    ale się uczepiłaś. Jak powiedziałam nie mam pojęcia o kim mówisz- ale możesz sobie tą osobę wziąć big_grin. To nie jest mój mąż.
  • betty_bum 31.01.19, 16:54
    GW to nie twój mąż pani MW? Czy on o tym wie? Mogę użyć imienia męża, ale to jak podać pełne dane, więc mam opory, ale jeśli będziesz nalegać to mogę, Sąsiadkosmile
  • arwena_11 31.01.19, 17:43
    Mój mąż nie ma imienia na G
  • betty_bum 31.01.19, 18:13
    Na milion procent M...o, ma Twój mąż imię na G i jestem bliska podania tego imienia.
    Nazwisko jest pospolite, ale imię nie. Jeśli podam imię to każdy w sekundę sprawdzi kto to jest, gdzie się uczył i czego. Jesteś pewna, ze tego chcecie?

  • arwena_11 31.01.19, 18:36
    Podaj, w sumie tak wielu imion na G nie ma. Ale jak mówię na miliard procent mój mąż nie ma imienia na G. Z kimś mnie mylisz.
  • betty_bum 31.01.19, 18:45
    Gerard brzmi znajomo?
  • arwena_11 31.01.19, 18:50
    Ni cholery big_grin. Ile wypiłaś zanim sobie coś ubzdurałaś?
  • betty_bum 31.01.19, 18:54
    Dodać nazwisko Marto?
  • arwena_11 31.01.19, 18:57
    Moje imię nie jest żadną tajemnicą. I jak mówię mylisz mnie z kimś. Są na forum osoby znające mnie od ok 30 lat i mojego męża również. Więc wiesz, radzę zweryfikować swoje wyobrażenia.
  • betty_bum 31.01.19, 19:08
    Em czy Ge wie o Twojej aktywności na forum czy mu to jutro uświadomić?
  • arwena_11 31.01.19, 19:28
    Ależ proszę bardzo. Facet się pewnie mocno zdziwi smile.
  • hanusinamama 31.01.19, 22:17
    Arvena zupełnie nie złośliwie. Masz swoje srodowisko, poza nie nie wychodzisz...nawet nosa nie wysciubisz. Ok. Masz prawo. Nie spotykałas sie z nie-warszakwiakam Mąz prawnik (po warszawskiej uczelni). A jaki jest twój wykonywany zawód?
  • arwena_11 31.01.19, 22:31
    I wyuczony i wykonywany - księgowość, żadna tajemnica.
  • hanusinamama 31.01.19, 22:56
    eeeeeeeeeeeeeee.....i na tych studiach byli sammi zamożni? Serio? A mąz prawnik nie wstydził sie umawiac z ksiegową. Dla jasnosci dla mnie skiegowa, pani na kasie zawód jak kazdy inny ale ty tak dbasz o "poziom swojego środowiska". W sumie to dziwne wg twoich wytycznych ze prawnik sie skumał z księgową...no nawet rodowitą warszawianką