Dodaj do ulubionych

Zdrada ( na kanwie jednego z watków)

03.02.19, 10:31
To, że zdrada jest czyms złym nie trzeba przekonywać nawet najbardziej tolerancyjnych w tym względzie. Bo jest. Osoba zdradzana czuje sie upokorzona, znieważona, oszukana, i Bóg wie co jeszcze. Traci poczucie bezpieczeństwa, zaufanie, często pryskaja plany na przyszłość, marzenia, miłość a bywa, że i dom.
Zdrada ma jednak, moim zdniem, rózne oblicza.
Może to byc jednorazowy skok w bok na imprezie integracyjnej, delegacji .
Może byc na spotkaniu po latach "przypomnienie sobie" jak to było z eksem ( eksią).
Może byc zauroczenie koleżanka/kolegą z sąsiedniego działu.
Może być ucieczka od codzienności i rzeczywistości, od gderającej zony czy męża w papuciach, zeby choć przez chwile poczuć sie lepszym.
Może być miłość.....może tylko ta fizyczna albo intelektualna.
Może byc epizodem, może na zawsze zmienić zycie ( zakończyć się rozwodem).
Czy mozna wybaczyć zdradę? Moim zdaniem tak.
CZy za zdradę odpowiada tylko jedna strona? Moim zdaniem nie.
Jak życ w poczuciu , że zostało się zdradzonym i jak z wyrzutami sumienia, że sie zdradziło?
Czegokolwiek byśmy nie pisały mniej więcej 75-80% obecnych na tym form ( czyli próbki populacji) zdradziło albo zostalo zdradzona( zdradzonym). Cześć o tym nie wie. Część nie chce wiedzieć, część odsuwa od siebie takie przypuszczenie i tylko niewiele potrafi o tym rozmowaić. Więc porozmawiajmy.
Edytor zaawansowany
  • verydry 03.02.19, 10:36
    Jestem w 30 procentach.
  • verydry 03.02.19, 10:37
    To znaczy w obecnym związku. Kiedyś zdarzało mi się zdradzać eksow. I zdradzana tez bywałam.
  • piekna_remedios4 03.02.19, 17:45
    Wiec nie jesteś w 30 procentach
  • dorotal4 03.02.19, 17:54
    A te 30% to ma być reszta z wymyślnych 75-80? big_grin
    Ludzie, po co te procenty, nikt nie wie ile ludzi zdradza.
  • anorektycznazdzira 04.02.19, 06:59
    właśnie


    --
    '[Zwierzęta: I to zadziała???] Nie!!! A nawet tak!!! Maurce, powiedz im. [Maurice: Tak z 50%...] by król Julian
  • aguar 03.02.19, 10:37
    Z tym się zgadzam:
    "Czy mozna wybaczyć zdradę? Moim zdaniem tak."
    A z tym absolutnie nie:
    "CZy za zdradę odpowiada tylko jedna strona? Moim zdaniem nie."

    "jak z wyrzutami sumienia, że sie zdradziło?"
    Na pewno nie wyznając winę i prosząc o przebaczenie. Lepiej niech zdradzona osoba nigdy się nie dowie.

    P.S. Teoretyzuję, nie mam własnych doświadczeń. Tzn. wiem, że czasem się nie wie, ale czuję się dość pewnie, że mój niesmile
  • black_halo 03.02.19, 13:13
    Zazdrade odpowiada ta strona, ktora zdradzila, nikt inny. Jesli ktos w zwiazku jest nieszczesliwy to powinien ten zwiazek zakonczyc a nie zdadzac partnera. Szukanie usprawiedliwien typu "bo bylo za malo seksu", "bo ona wymagala wynoszenia smieci i sprzatania brudnych skarpetek", "bo on on wyhodowal brzuch piwny" to zwalanie odpowiedzialnosci na partnera za brak kregoslupa moralnego.

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • riki_i 03.02.19, 13:22
    Polemizowalbym. Lepiej jak Pan dyskretnie zaspokoi się na boku, niż ma przy dziecku wyzywać Panią określeniami typu 'aseksualne ścierwo' i gorzej.
  • grru 03.02.19, 13:23
    Jak ktoś uważa kobietę za aseksualne ścierwo to lepiej, jak od niej odejdzie.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 03.02.19, 13:50
    Rzucasz rytualnymi zaklęciami forum emama?
  • grru 03.02.19, 13:55
    Raczej zastanawiam się, jak człowiek się czuje żyjąc obok ścierwa. Przypuszczam, że słabo. Ścierwo pewnie też nie lepiej.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 03.02.19, 14:10
    Pani daje wedle swoich potrzeb raz na miesiąc, pan sobie bzyka jakąś Panią na boku w luźnym układzie, no i toczy się jakoś to życie big_grin
  • mikams75 04.02.19, 08:25
    przy takim panu to i raz na miesiac za duzo; ciekawe, ze on nie widzi zwiazku pomiedzy wlasnym wygladem/zachowaniem/inne wazne dla kobiety a checia pani na seks.
  • memphis90 03.02.19, 15:56
    Mężczyzna, który swoją partnerkę nazywa "scierwem" nie jest ani mężczyzną, ani partnerem i w tym wypadku rzeczywiście wyrządzilby dużą przysługę gdyby uwolnił panią od swojego towarzystwa już na zawsze.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • riki_i 04.02.19, 00:31
    memphis90 napisała:

    > Mężczyzna, który swoją partnerkę nazywa "scierwem" nie jest ani mężczyzną, ani
    > partnerem i w tym wypadku rzeczywiście wyrządzilby dużą przysługę gdyby uwolnił
    > panią od swojego towarzystwa już na zawsze.

    Przesadzasz. A pani, która czule zwraca się do swego partnera "ty coorvo", to jest kobietą i partnerem, czy też nie?!
  • la_mujer75 04.02.19, 19:15
    W jakim kręgu ty sie obracasz?????????
  • black_halo 04.02.19, 19:34
    Z tego watku wychodzi, ze w kregu praskiej patologii.

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • black_halo 03.02.19, 13:33
    To nadal brak kregoslupa moralnego.

    Zreszta znam pania, ktora latami zaspokaja sie na boku, maz mial mniejsze potrzeby. Pani finalnie sie w koncu rozwiodla, nie jest szczesliwa bo jeden facet w jej wieku jej nie zaspokaja (okolice 40tki). Wiec ma tych facetow kilku i dziwi sie niezmiennie, ze nie moze stworzyc zadnego powaznego zwiazku.

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • gama2003 03.02.19, 14:04
    Jeżeli zdrada ma być zamiast - wyzywania przy dziecku od aseksualnych ścierw to współczuję doświadczeń. Oraz klasy....
    Nic lepszego taki fantastyczny macho nie może zrobić jak iść do seksualnego nieścierwa w ciortu.
    Może taka nieświadoma kochanka zobaczy w nim coś więcej niż dno.
  • riki_i 03.02.19, 14:14
    A, czyli lepiej nieść w pokorze swój krzyż?
  • ficus_carica 03.02.19, 14:18
    Lepiej się rozstać.

    --
    kiedy dorośnie wtedy on przyniesie wojnę pod twój dom
    i ojca synów i bratu brat stawi naprzeciw pana świat
    nie ma wiary bez niewoli nie ma bólu co nie boli
  • sumire 03.02.19, 14:19
    To jest krzyż?
    LOL.
  • black_halo 03.02.19, 14:19
    Ale w sensie, ze wyzywanie partnera od "aseksualnych scierw" to niesienie krzyza w pokorze czy jak mam to rozumiec? Sorry, ale w zwiazku, w ktorym padaja takie slowa akrat zdrada jest najmniejszym problemem.

    Jesli sie kogos prawdziwie kocha to sie takiego swianstwa nie robi. Zauroczyc sie mozna, zakochac sie mozna ale fizyczna zdrada, wieloletnie romansy bo partnera to "aseksualne scierwo" to jest jednak duzy problem.

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • gama2003 03.02.19, 14:27
    Pan wyzywający raczej pokory nie okazuje. Wręcz przeciwnie, agresję słowną w naklepszym przypasku. Krzyża też nie dźwiga, ulgę sobie na boku załatwiając. Krzyż być może dźwiga żona, wytrzymując wyzwiska. Choć coś mi mówi, że nie nad jej przykrym losem się pochylasz...


  • agata16.06 03.02.19, 17:55
    Dlaczego od razu nieść krzyż? Jesli ktos by mnie nazwał ścierwem, popchnął, uderzył, ublizył byłoby to znacznie gorsze niż zdradził.
  • agata16.06 03.02.19, 17:54
    W ogóle wyzywanie kogos od aseksualnych czy jakichkolwiek ścierw jest niedopuszczalne i nie ma to większego związku ze zdradą.
  • tt-tka 03.02.19, 15:46
    riki_i napisał:

    Lepiej jak Pan dyskretnie zaspokoi się na boku, niż ma przy dzi
    > ecku wyzywać Panią określeniami typu 'aseksualne ścierwo' i gorzej.

    Jezeli pan - z malej litery, riki - jest zdolny tak pomyslec i tak sie zachowac, nawet nie przy dziecku, nadaje sie tylko do wystawienia za drzwi. Bez wzgledu na to, czy zaspokoil sie na boku, czy tylko chcialby.




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • riki_i 03.02.19, 18:14
    Nie rozumiecie za bardzo o czym piszę.

    Stan pierwotny - Pani nie daje, Pan szaleje i wyzywa, atmosfera w związku biegun północny plus niebieska karta.

    Stan po zdradzie - Pan uspokojony, rozluźniony, rodzinny, nie narzeka na seks raz w miesiącu żonę traktuje normalnie i obowiązki domowe wypełnia.

    W tej hipotetycznej sytuacji, co jest lepsze? IMO dyskretna zdrada Pana. Wilk syty i owca cała.
  • marta.graca 03.02.19, 18:23
    A nie lepiej po prostu znaleźć nową żonę o odpowiadającym temperamencie?
  • tt-tka 03.02.19, 18:23
    riki_i napisał:

    > Nie rozumiecie za bardzo o czym piszę.
    >
    > Stan pierwotny - Pani nie daje, Pan szaleje i wyzywa, atmosfera w związku biegu
    > n północny plus niebieska karta.


    Doskonale rozumiemy. I powtarzamy - jezeli pan jest w stanie tak pomyslec o pani i tak sie zachowac, a na kurtuazje (w jakim gatunku?) zdobywa sie tylko gdy spusci z krzyza, nie nadaje sie na zyciowego partnera. Won.
    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • riki_i 04.02.19, 00:26
    tt-tka napisała:

    > jezeli pan jest w stanie tak pomyslec o pan
    > i i tak sie zachowac, a na kurtuazje (w jakim gatunku?) zdobywa sie tylko gdy
    > spusci z krzyza, nie nadaje sie na zyciowego partnera. Won.

    Zdecydowana większość panów na kurtuazję i dobry humor zdobywa się wtedy, gdy spuści z krzyża.


  • aerra 04.02.19, 12:02
    Współczuję towarzystwa w jakim się obracasz (oraz temu towarzystwu znajomości z tobą).
  • black_halo 03.02.19, 19:03
    riki_i napisał:

    > Nie rozumiecie za bardzo o czym piszę.
    >
    > Stan pierwotny - Pani nie daje, Pan szaleje i wyzywa, atmosfera w związku biegu
    > n północny plus niebieska karta.
    >
    > Stan po zdradzie - Pan uspokojony, rozluźniony, rodzinny, nie narzeka na seks r
    > az w miesiącu żonę traktuje normalnie i obowiązki domowe wypełnia.
    >
    > W tej hipotetycznej sytuacji, co jest lepsze? IMO dyskretna zdrada Pana. Wilk s
    > yty i owca cała.

    Jak nie wiem kim trzeba być żeby wyzywać drugiego człowieka od "aseksualnych ścierw" i uważać , że zdrada jest lekarstwem na chamstwo.
    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • gama2003 03.02.19, 19:37
    Wygląda jakby w oczach Rikiego zdrada wszystkich uszczęśliwiała. Oraz ratowała rodzinę.
    Pan nie ma powodu wyzywać od aseksualnych ścierw ( a niby u podłoża problemu jest niskie libido pani, czyli kto wie, może to mąż jest jego powodem, aseksualny dla pani znaczy...)

    Riki, naprawdę nie widzisz jakim odpadem jest ten facet? Serio? Czasem myślę, że wiele razy oberwałeś od kobiet, mentalnie w tzw. męskość i stąd takie podejście do tych spraw. Zdradzony wkurzony. I pewien, że to zawsze facet ma rację. Obojętnie jakie świństwa po drodze robi.
  • riki_i 04.02.19, 00:29
    Nie wkładaj mi dziecka w brzuch. Napisałem tylko tyle, że czasem dyskretna zdrada może być najlepszym wyjściem z sytuacji. Takie zresztą były konkluzje wielu Pań w podobnych wątkach. Jak poziom libido się drastycznie rozmija np. po dziecku (po dzieciach), to co zaproponujesz? Rozwód?
  • ficus_carica 04.02.19, 10:34
    Ja zaproponuje rozwód. Zdrada jako terapia mnie nie przekonuje. Zwłaszcza, że efektem "terapeutycznym" jest pudrowanie trupa.

    --
    kiedy dorośnie wtedy on przyniesie wojnę pod twój dom
    i ojca synów i bratu brat stawi naprzeciw pana świat
    nie ma wiary bez niewoli nie ma bólu co nie boli
  • la_mujer75 04.02.19, 19:20
    Riki, wróć do XIX wieku... Tam pan miał żonę, bo dżentelmen musiał dbać o spłodzenie potomków, a wszelkie potrzeby seksualne zaspakajał poza domem, przy milczącej zgodzie żony, która się cieszyła, że nie musi wypełniać obowiązków małżeńskich...
  • mikams75 04.02.19, 08:27
    nie ma innych opcji niz zdrada albo wyzwiska?
  • riki_i 04.02.19, 19:51
    Jest opcja pójścia w długą, alimenty i skrzywione dzieciństwo dziecka (dzieci). Zdaniem tego forum, opcja zdecydowanie najlepsza.
  • 3-mamuska 03.02.19, 13:45
    Dokładnie za zdradzę odpowiedzialny jest tylko ten kto zdradza.
    To coś w stylu zupa była za słona i facet/babka miała prawo podnieść rękę bo napwno ta druga strona zawiniła....


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • agata16.06 03.02.19, 17:52
    Bardzo trudno zakończyć związek, w którym są dzieci, są kredyty, sa, mimo wszystko wspólne fajne chwile. Może byc kryzys, który da sie zwalczyć. Może być tak, ze są nieporozumienia , które dołuja. Życie nie jest ani czarne ani białe- są odmiany szarości są kolory.
  • thebeat 03.02.19, 19:12
    No wlaśnie, a wystawianie walizek to często tylko takie forumowe chojrakowanie. Ale bywa i tak, że zdrada jest gwoździem do trumny i motywacją do zmiany swojego życia.
  • grru 03.02.19, 20:53
    Wyzwiska to nie jest taki sobie kryzys.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 04.02.19, 00:32
    grru napisał(a):

    > Wyzwiska to nie jest taki sobie kryzys.

    To zależy. Są pary, które się regularnie wyzywają, a prawdziwego kryzysu niet. Takie "włoskie małżeństwa".
  • grru 04.02.19, 08:45
    Mnie to się raczej kojarzy z praskimi małżeństwami. Mniej więcej z okolic Ząbkowskiej, Łochowskiej i Targowej.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • sumire 04.02.19, 10:07
    Pliz. Są ludzie, którzy często się kłócą, ale rzucanie tekstami typu ścierwo to patologia. Nie żadna tam włoskość.
  • riki_i 04.02.19, 10:09
    Na Pradze lecą gorsze określenia. No i rękoczyny.
  • black_halo 04.02.19, 18:09
    riki_i napisał:

    > Na Pradze lecą gorsze określenia. No i rękoczyny.

    Co nie znaczy, ze to jest jakas spolecznie akceptowalna norma.




    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • ficus_carica 03.02.19, 10:38
    "CZy za zdradę odpowiada tylko jedna strona? Moim zdaniem nie."

    Możesz rozwinąć? Bo suche "nie" to słaby argument.

    --
    kiedy dorośnie wtedy on przyniesie wojnę pod twój dom
    i ojca synów i bratu brat stawi naprzeciw pana świat
    nie ma wiary bez niewoli nie ma bólu co nie boli
  • agata16.06 03.02.19, 10:46
    Rozwinę wieczorem jak właczę ponownie kompa.
  • agata16.06 03.02.19, 17:59
    Rozwijam- w małżeństwie, zwłaszcza po wielu latach bywa róznie. Sa problemy, nieporozumienia, nie każdy i nie wszystko potrafi wyjasnic przy filiżance herbaty. Bywa, ze jednna ze stron zaniedba sie, zajmie wyłacznie np. inwestowaniem w siebie, nie widzi potrzeb ( niekoniecznie seksualnych) partnera. I wtedy partner ( lub partnerka) szuka akceptacji po za domem. Nierzadko w łózku kolezanki/kolegi z pracy. Czy tylko zdradzająca strona jest winna? Nie. Wine ponosi także ten, kto swoim zachowaniem doprowadził do .... zdrady.
  • madzioreck 03.02.19, 23:04
    Nie. Za zły stan związku odpowiadają ewentualnie obie strony. Za zdradę - tylko ta zdradzająca. Reszta to szukanie wymówek.
  • anorektycznazdzira 04.02.19, 07:00
    Wyjaśnienie na poziomie gimnazjum, on nie był "taki", to go zdradziłam, czyli to on jest winny. Bo nie był "taki".
    A jakiś poważny przykład?


    --
    'A teraz wzbudzę w was poczucie niższości. Zresztą uzasadnione.' by król Julian
  • riki_i 04.02.19, 19:58
    To nie jest wyjaśnienie na poziomie gimnazjum. Uporczywe ignorowanie potrzeb drugiej osoby, połączone z unikaniem dialogu daje takie, a nie inne efekty. Jak ofiara przemocy domowej w końcu weźmie nóż i ciachnie swego oprawcę, to raczej nawet sądy stoją na stanowisku, że winne są obie strony. W przypadku zdrady świętoyebliwe panie uważają, że nie - winny jest tylko i wyłącznie ten wstrętny zdradzacz związkowy. Bo jak nie pasi, to powinien wcześniej odejść. Najciekawsze, że wtedy też by dostal bęcki od tego forum - bo wstrętne porzucił żonę i dzieci.
  • ficus_carica 04.02.19, 10:37
    Nie zgadzam się.
    Wszelkie problemy w związku można rozwiązać werbalnie, terapeutycznie lub rozstaniem. Doopczenie na boku niczego nie rozwiazuje, a decyzja o puszczeniu się jest obciążająca wylacznie dla strony puszczajacej się.

    --
    kiedy dorośnie wtedy on przyniesie wojnę pod twój dom
    i ojca synów i bratu brat stawi naprzeciw pana świat
    nie ma wiary bez niewoli nie ma bólu co nie boli
  • grru 03.02.19, 10:40
    Nie zdradzałam, tu się mogę wypowiadać na sto procent. Choć zdarzyło mi się odejść do innego faceta. Czy zostałam zdradzona? Nie miałam nigdy podstaw do takich przypuszczeń, więc nie zaprzątam sobie tym głowy.
    Aha, zauroczenia czy fascynacji nie nazwałabym zdradą, liczą się czyny a nie myśli.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • chicarica 03.02.19, 11:49
    Odejść do innego faceta zanim jeszcze z tym innym facetem poszłaś do łóżka?
    Odważnie, choć sensownie. Tzn. jeśli się już myśli o odejściu, to faktycznie chyba klamka zapadła.

    --
    ---
    Sundry: "Chcesz dowcipu, obejrzyj komedię. Chcesz inteligencji, idź do Mensy. To jest forum, tu się tylko bzdury wypisujesmile"
  • grru 03.02.19, 11:55
    Przede wszystkim kwestia zasad. Poza tym byłoby nieuczciwe nie odchodzić od faceta, jeśli o tym odejściu myślałam, tylko dlatego, że ewentualny następca słaby w łóżku. Nie uznaję takich rzeczy.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • wheels.of.fire 03.02.19, 15:38
    Ale przede wszystkim uczciwe. Jeśli kobieta nie rozstała się jeszcze z aktualnym, a już spała z nowym to dla mnie jednak jest nieczysta i jakby zbrukana. Ja sobie cenię moralność na wręcz drakońskim poziomie.

    --
    Naszą drogą jest zawsze socjalizm!
  • grru 03.02.19, 15:42
    Tylko pamiętaj, że takie czarno - białe postrzeganie rzeczywistości wiąże się często z zaburzeniami osobowości wink

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mamaaspiama 03.02.19, 15:45
    "to dla mnie jednak jest nieczysta i jakby zbrukana."

    Myślę, że dla niej to akurat całkiem nieźle 😉

    "Ja sobie cenię moralność na wręcz drakońskim poziomie."

    Przypomnij mi jak długo jesteś żonaty?
  • wheels.of.fire 03.02.19, 16:14
    Nie jestem żonaty, ale zdrady bym nie przebaczył. Z różnych powodów podrywałem różne znajomości. Jestem typem samotnika.

    --
    Naszą drogą jest zawsze socjalizm!
  • mamaaspiama 03.02.19, 18:36
    "Nie jestem żonaty"

    I to chyba zamyka temat 😉
  • wheels.of.fire 03.02.19, 21:46
    Ale byłem zdradzony na etapie związku nieformalnego.

    --
    Naszą drogą jest zawsze socjalizm!
  • mamaaspiama 03.02.19, 22:59
    Ale ja nie o tym. Tylko o tym, że swoje wygórowane wymagania i standardy generalnie możesz sobie wsadzić. Ile trwał ten związek? Pół życia?? Mieliściedzieci? Mieszkanie? Kredyt?
    Cholernie łatwo jest unieść się honorem i bredzić o moralności kiedy łącza nas wspólne oglądanie filmów i picie kawy.
    Umówmy się - nie masz pojęcia czym jest stały związek, a tym bardziej małżeństwo, rodzina. Masz swoje wyobrażenia, które są i pozostaną w sferze wyobrażeń.
  • wheels.of.fire 04.02.19, 06:15
    Piszesz o mieszkaniu i kredycie. Dlatego to wolę mieć na siebie, by potem nie godzić się na zbędne kompromisy do których będę się musiał zmuszać

    --
    Naszą drogą jest zawsze socjalizm!
  • taki-sobie-nick 03.02.19, 23:39


    > Przypomnij mi jak długo jesteś żonaty?

    Po co gadasz z typem? Moralność na drakońskim poziomie to on sobie ceni u swojej baby, bo sam jest z tych, co zaliczają jak popadnie, a jeszcze by wziął adres miejscowej upośledzonej umysłowo, nie bój się.
  • sumire 03.02.19, 10:42
    Zauroczenie, za którym nic nie idzie, to dla mnie żadna zdrada.
    Natomiast co do wyrzutów sumienia - obawiam się, że przeceniasz ludzkość. Znam trochę osób, które zdradzały. Żadnej wyrzuty nie dręczyły.
  • bulzemba 03.02.19, 10:49
    skoro złodzieje nie miewają wyrzutów sumienia to czemu zdradzający mają mieć?
  • fawiarina 03.02.19, 12:29
    Też znam takich. Kobiety jak i mężczyzn.
  • wheels.of.fire 03.02.19, 15:39
    To bardzo źle, że nie męczyły.

    --
    Naszą drogą jest zawsze socjalizm!
  • anorektycznazdzira 04.02.19, 07:05
    To normalne. W ogóle jest ogromną rzadkością, żeby po CZYMKOLWIEK wyrzuty sumienia męczyły. Wcześniej czy później, i zwykle dużo wcześniej, delikwent sobie racjonalizuje to co zrobił i żyje dalej normalnie. Psychologowie mówią, że to konieczność, a kto tego nie zrobi wpadnie w głęboki rozstrój psychiczny i na pewno nie będzie w stanie funkcjonować. Tak jesteśmy skonstruowani, że musimy akceptować samych siebie nawet, jak nam się wydaje, że jesteśmy krytyczni i obiektywnismile
    Zresztą czym niby jest "wina za zdradę zawsze leży po OBU stronach" big_grin

    --
    'Na słońcu jest rzeczywiście znacznie mniej cienia, wiesz?' by król Julian
  • memphis90 03.02.19, 10:48
    >Może to byc jednorazowy skok w bok na imprezie integracyjnej, delegacji .
    >Może byc na spotkaniu po latach "przypomnienie sobie" jak to było z eksem ( eksią).
    >Może byc zauroczenie koleżanka/kolegą z sąsiedniego działu.
    >Może być ucieczka od codzienności
    >Może być miłość.....może tylko ta fizyczna albo intelektualna.

    Jakim cudem "druga strona" ma ponosić winę że to, że "pierwsza strona" postanowiła sobie podupczyc z eksem na imprezie pracowej, względnie nudziła się, więc postanowiła sobie ubarwic życie dupczeniem koleżanki/kolegi z pracy...? To takie wybielanie zdradzającego, że gdyby nie cośtam cośtam, to on by cośtam, więc wina leży po stronie zdradzanego, bo... Dwie osoby mogą ponosić wine za to, że źle się dzieje w związku, ale to zdradzajcy podejmuje decyzję (!) o tym, żeby zlamac ustaloną dla danego związku zasadę i realizować się seksualnie poza związkiem. No chyba, że to taki biedny misio, co to go waginy same zasysają albo koleżanki przypadkiem potykaja się i wbrew jego woli "chapią mu tykę po same pomidory".

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • mamaaspiama 03.02.19, 13:46
    "Dwie osoby mogą ponosić wine za to, że źle się dzieje w związku, ale to zdradzajcy podejmuje decyzję (!) o tym, żeby zlamac ustaloną dla danego związku zasadę i realizować się seksualnie poza związkiem."

    Zgadzam się.
  • ficus_carica 03.02.19, 14:00
    Ja również się zgadzam.
    Nie bardzo jestem w stanie wyobrazić winę drugiej strony za to, że ktoś się puścił na boku.

    --
    kiedy dorośnie wtedy on przyniesie wojnę pod twój dom
    i ojca synów i bratu brat stawi naprzeciw pana świat
    nie ma wiary bez niewoli nie ma bólu co nie boli
  • chocolatemonster 03.02.19, 19:33
    Bardzo dobrze ujete!
  • anorektycznazdzira 04.02.19, 07:07
    100% racji


    --
    'To są bardzo poważne zarzuty!!! [Oh, czyli to nie ty?] O nie, ja, ja! Tylko mówię, że to są bardzo poważne zarzuty.' by król Julian
  • bywalec.hoteli 03.02.19, 10:49
    Słyszałem dowcipy, ze w delegacji to nie zdrada crying

    --
    Gorące pozdrowienia od Bywalca Hoteli! smile
  • 21mada 03.02.19, 10:55
    Myśle ze ze zdrada jest trochę tak jak z aborcja - wmawia się nam ze każda kobieta ma po tym traumę do końca życia. Tymczasem wiele osób ma za sobą skok w bok który był uroczy kiedy trwał a po latach jest wspominany z uśmiechem. Za to ludzie często mówią ze żałują ze czegoś nie zrobili.
  • 21mada 03.02.19, 11:01
    Ciekawe czy ematki wolałyby się dowiedzieć ze mąż miał w przeszłości jednorazowy skok w bok czy żeby mąż przyszedł i powiedział "poznałem kobietę, zakochałem się, odchodzę". Bo ludzie uważają to pierwsze za wielka krzywdę, zdradę i upokorzenie, a to drugie za coś normalnego, do czego każdy ma prawo i jest to uczciwe i właściwe zachowanie i każda zrozumie ze przecież w życiu tak się zdarza.
  • grru 03.02.19, 11:16
    Ja zrobiłam kiedyś to drugie. Nie uważam, żebym była przy tym nieuczciwa.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • 21mada 03.02.19, 11:24
    Ja uważam ze zostawić kogoś to świństwo i wiarołomstwo, zwłaszcza jeśli wcześniej mu obiecywałaś ze go nie opuścisz az do śmierci.
  • grru 03.02.19, 11:29
    Czyli co - każdy ma być przez całe życie w pierwszym związku, jaki stworzył?
    Nie obiecywałam, że nie opuszczę aż do śmierci i od nikogo takich dziwacznych obietnic nie oczekuję. Oczekuję jedynie uczciwości i przyzwoitości. Rozstania są dla mnie wpisane w życie - fajnie, jak ich nie ma, ale należy się z nimi liczyć.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 03.02.19, 13:04
    grru napisał(a):

    > Czyli co - każdy ma być przez całe życie w pierwszym związku, jaki stworzył?
    > Nie obiecywałam, że nie opuszczę aż do śmierci i od nikogo takich dziwacznych o
    > bietnic nie oczekuję. Oczekuję jedynie uczciwości i przyzwoitości. Rozstania są
    > dla mnie wpisane w życie - fajnie, jak ich nie ma, ale należy się z nimi liczy
    > ć.

    Inaczej byś zaśpiewała, gdyby Cię teraz ten aktualny facio zostawił z dwójeczką baby's.
  • grru 03.02.19, 13:13
    W razie rozstania on ma zdecydowanie większy problem niż ja. No chyba, że go jakaś milionerka przygarnie. Zacznijmy od tego, że on ma bejbisiów czwóreczkę, a ja tylko dwoje. Ja mam mieszkanie, firmę, oszczędności i perspektywę wysokiego zasiłku rodzicielskiego z dg - jasne, tylko na rok, ale za to dużo. On ma upadłość konsumencką i syndyka masy upadłościowej na głowie. Nie ma mieszkania, nie ma majątku. Nawet telefon, którego używa należy do mojej firmy. To kto tu ma problem jakby co?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 03.02.19, 13:25
    Nie wiedziałem, że uprawiasz działalność charytatywną spod znaku "przygarnij kropka".

  • grru 03.02.19, 13:30
    Po prostu jestem z facetem, którego kocham i z którym jestem szczęśliwa. A przy tym w żaden sposób nie jestem od niego zależna finansowo, dlatego gdyby mnie zostawił wiązałoby się to z dużym cierpieniem emocjonalnym, ale nie z z sytuacją "co ja biedna zrobię, umrę z głodu, jak sobie poradzę". Nigdy nie dopuściłam do sytuacji bycia zależną od faceta, bo wiem, że w życiu może być różnie.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 03.02.19, 14:17
    Większość kobiet w takiej sytuacji czułaby się wyjątkowo niekomfortowo. To facet ma dawać finansowe oparcie w związku.
  • grru 03.02.19, 14:19
    Nie przeczę, że większość kobiet może tego potrzebować, ale kieruję się w życiu własnymi potrzebami, a nie większością. Poza tym on jest dla mnie oparciem w bardzo wielu kwestiach, które są dla mnie ważne. O finanse spokojnie potrafię zadbać, w tej kwestii nikt mi bezpieczeństwa nie musi zapewniać.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • sumire 03.02.19, 14:20
    Kto tak powiedział?
  • chatgris01 03.02.19, 14:26
    riki_i napisał:

    > Większość kobiet w takiej sytuacji czułaby się wyjątkowo niekomfortowo. To face
    > t ma dawać finansowe oparcie w związku.

    Powiedziałabym, że raczej większość facetów, niż większość kobiet.
  • marta.graca 03.02.19, 16:03
    A jak jakas kobieta po prostu dobrze zarabia/ ma inne porządne źródło dochodu? Ma rzucić i zostać bluszczem? Co w tym niekomfortowego, że nie jest się od nikogo zależnym? To raczej komfort dla mnie.
  • madzioreck 03.02.19, 23:10
    riki_i napisał:

    > Większość kobiet w takiej sytuacji czułaby się wyjątkowo niekomfortowo. To face
    > t ma dawać finansowe oparcie w związku.

    Nie. To Wy, panowie tacy jak Ty, czujecie się niekomfortowo przy niezależnej kobiecie suspicious
  • bywalec.hoteli 03.02.19, 13:26
    Oj, to związałas się z dziewiątym gołodupcem. Sądzisz, ze nie bedziesz musiała takiemu jeszcze alimentów płacić po ewentualnym rozstaniu?

    --
    Gorące pozdrowienia od Bywalca Hoteli! smile
  • grru 03.02.19, 13:33
    Nie jesteśmy małżeństwem, więc jakich alimentów? I nie związałam się z gołodupcem, tylko z facetem, którego zrujnowała walka sądowa o dzieci i próba zapewnienia im normalnego życia przez te lata, kiedy mamusia nie poczuwała się do tego, by zapłacić choćby złotówkę.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mamaaspiama 03.02.19, 13:50
    "I nie związałam się z gołodupcem, tylko z facetem, którego zrujnowała walka sądowa o dzieci i próba zapewnienia im normalnego życia "

    Nie ma co się tłumaczyć. Wg standardów tego forum wzięłaś sobie odpad atomowy i jesteś idiotką lub zakompleksioną kobietką, która się nie szanuje, lub przegrywem, którego nie stać na lepszy towar (czyli bezdzietnego kawalera, najlepiej z grubym portfelem).
    😉
  • grru 03.02.19, 13:54
    Lepszy towar miałam wcześniej i puściłam we wtórny obieg, wychodząc z założenia, że nieładnie nie dać innym kobietom szansy nacieszenia się big_grin

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mamaaspiama 03.02.19, 13:56
    "nieładnie nie dać innym kobietom szansy nacieszenia się "

    Dobra kobieta z Ciebie 😉
  • grru 03.02.19, 14:01
    W końcu żołnierz to w pewnym sensie dobro narodowe big_grin

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mamaaspiama 03.02.19, 15:08
    "żołnierz to w pewnym sensie dobro narodowe big_grin"

    😂
  • bywalec.hoteli 03.02.19, 14:59
    A jak do tego jeszcze niski to juz w ogóle smile

    --
    Gorące pozdrowienia od Bywalca Hoteli! smile
  • princesswhitewolf 03.02.19, 16:12
    >riki_i napisał:

    > Większość kobiet w takiej sytuacji czułaby się wyjątkowo niekomfortowo. To face
    > t ma dawać finansowe oparcie w związku.

    Maz to nie ojciec, a zona to nie Lolitka. Zwiazek by dzialal i nie byl symbioza tylko partnerstwem musza byc w nim rowne prawa. Dzieci potrzebuja ojca, a zona ma prawo do pracy. Mamy 21 wiek przypominam.

    Chybabym sie pochlastala jakby mnie mial jakis facet utrzymywac dluzej niz w okresach choroby czy szukania kolejnej pracy
  • obrus_w_paski 03.02.19, 23:15
    Riki Please. Poziom angielskiego jak u Lewandowskiej na fejsbuczku


    riki_i napisał:

    >
    > Inaczej byś zaśpiewała, gdyby Cię teraz ten aktualny facio zostawił z dwójeczk
    > ą baby's.
  • ficus_carica 03.02.19, 12:00
    21mada napisał(a):

    > Ja uważam ze zostawić kogoś to świństwo i wiarołomstwo, zwłaszcza jeśli wcześni
    > ej mu obiecywałaś ze go nie opuścisz az do śmierci.

    Całe szczęście nie wszyscy to obiecują. Ja obiecywałam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe.

    --
    kiedy dorośnie wtedy on przyniesie wojnę pod twój dom
    i ojca synów i bratu brat stawi naprzeciw pana świat
    nie ma wiary bez niewoli nie ma bólu co nie boli
  • daniela34 03.02.19, 12:24
    Poza tym w tej samej przysiędze, w której obiecujemy, że nie opuścimy kogoś aż do śmierci, ślubujemy też wierność i uczciwość małżeńską, to o śmierci jest w tekście przysięgi dopiero po "oraz". Jak ten skok w bok ma się do wierność i uczciwości? Jak już poważnie traktować przysięgę to chyba całą a nie wybiórczo
  • 21mada 03.02.19, 12:38
    No właśnie. A ludzie uważają ze tylko zdrada łamie przysięgę małżeńska. A rozwód przecież tak samo jest złamaniem tej przysięgi. A nikt nikogo nie potępia ze rozstał się z małżonkiem. A zdradzających się potępia.
  • daniela34 03.02.19, 13:19
    Moment - katolicy nie uznają rozwodów, a to katolicy składają przysięgę "aż do śmierci", życie w drugim małżeństwie po rozwodzie uznają za życie w grzechu, więc chyba jednak nie traktują rozwodu lepiej niż zdrady. Osoby biorące ślub cywilny nie przysięgają "aż do śmierci"
  • 21mada 03.02.19, 15:20
    W przysiędze na ślubie cywilnym w ogóle nie ma słowa o wierności wiec dlaczego skok w bok w ogóle jest rozpatrywany w kategorii "zdrady"?
  • grru 03.02.19, 15:24
    Bo liczy się to, na co ludzie się umawiają, a nie tylko to o poświadczone przez urzędnika. Mogą się umówić na wyłaczność seksualną i wtedy skok w bok to zdrada. Mogę się umówić na związek otwarty.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • 21mada 03.02.19, 15:28
    A jeśli w ogóle nie omawiali kwestii skoków w bok?
  • dorotal4 03.02.19, 15:36
    To raczej rozwiązanie domyślne.
    Nie omawiali też pewni tego że nie wolno się bić, a jednak jak ktoś ci zasunie w zęby za przesoloną zupę to byś miała żal.
  • grru 03.02.19, 15:41
    Myślałam, że podejmując decyzję o ślubie rozmawia się o takich rzeczach, jak system wartości, oczekiwania, wizja związku, liczba dzieci, podejście do spędzania czasu... Ale może rzeczywiście ktoś się ogranicza tylko do omówienia wiodącego koloru w dekoracjach weselnych.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • jola-kotka 03.02.19, 15:51
    No ale mozna sie zakochac i odejsc co w tym nieuczciwego?
  • aj.riszka 03.02.19, 11:37
    Czy bylam zdradzana? Mysle, ze nie ale nie wykluczam - za nikogo nie dam sobie 'reki uciac', wiadomo.
    Czy zdradzilam? Nie. Jedni ludzie maja jakby wrodzona sklonnosc do zdrad, sa bardziej podatni na sygnaly z zewnatrz...moze lubia takie emocje... Drudzy - nie maja tej sklonnosci, byc moze wcale a byc moze, na tyle silnie rozwinietej aby wprowadzac zdrade w czyn.
    Naleze do tej drugiej grupy.
    Czy zdradzilabym? Moze... bo lepiej 'nie mowic nigdy, ze ja nigdy...' - ale tendencji takiej nie mialam i nie mam.
    A inni ... wiadomo czasami obie strony sa odpowiedzialne, czasami tylko jedna ze stron...tyle ile ludzi - tyle mozliwosci/przypadkow.
  • fawiarina 03.02.19, 12:34
    Da się wybaczyć naprawdę wiele, jednorazowy skok w bok, nawet wieloletni romans. Wiem, bo widzę wokół siebie małżeństwa, które te rzeczy przetrwały. Ja chciałam naprawiać małżeństwo po tym jak mąż miał romans. Nie wyszło z innych względów. Jak związek ma długi staż i są w nim małe dzieci, to inaczej patrzy się na zdradę niż gdy ma się 21 lat i chłopaka od roku.
  • dorotal4 03.02.19, 12:40
    Ja w kwestii formalnej, wiecie że 87% statystyk jest zmyślonych na poczekaniu?
  • 21mada 03.02.19, 12:41
    >To, że zdrada jest czyms złym nie trzeba przekonywać nawet najbardziej tolerancyjnych w tym względzie. Bo jest.
    Nie jest.
  • mamaaspiama 03.02.19, 13:52
    Zostałam zdradzona.
    Sama zdradziłam.
    Można przeżyć, wybaczyć, iść dalej razem. Ale trzeba tego chcieć i rozumieć, że nic nie jest dane raz na zawsze.
  • boo-boo 03.02.19, 15:14
    "Czy mozna wybaczyć zdradę? Moim zdaniem tak.
    CZy za zdradę odpowiada tylko jedna strona? Moim zdaniem nie."

    Z pierwszym się zgadzam, z drugim absolutnie nie.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • princesswhitewolf 03.02.19, 15:43
    >CZy za zdradę odpowiada tylko jedna strona? Moim zdaniem nie.

    To wg Ciebie kobita pozostajaca w zwiazku z notorycznym babiarzem ktory zdradzal wszystkie kobiety z ktorymi byl w zwiazkach i zdradza ja, i bedzie zdradzal wszystkie po niej... jest winna?

    Cos jak arabskie " jest winna" ze on ja zdradzil i trzeba ja ukamieniowac?

    Wez ze przemysl to bo rozumnie tego nie napisalas
  • jola-kotka 03.02.19, 15:49
    Bo tu nalezy oddzielic typowego babiarza ktory musi bo taka natura. Od ktory zdradzil bo cos tam ale przez iles tam lat byl wierny. I w tym drugim przypadku nigdy nie ma tak zeby wina lezala tylko po jednej stronie.
  • princesswhitewolf 03.02.19, 15:58
    Ale autorka watku jakby nie bylo nie uczynila tego. A tych babiarzy wcale nie jest tak malo.

    No i poza babiarzami jeszcze jest element andropauzy. Facet kupuje czerwone porche, skorzana kurtke i znowu ma 20 lat, biega za 20tkami. I nie ma znaczenia jak bardzo atrakcyjna ma zone, on chce byc znow mlody wolny itd bo hormony mu wala na leb.

    Jest tez typ niedojrzalego dziada co gdy kobieta ma dzieci znajduje sobie kochanke. Nie chodzi o to ze zona nieatrakcyjna i ze nie chce seksu. On po prostu nie chce dojrzec do roli ojca i chce brykac.


    Wiec przypadkow kiedy to nie zalezy od kobiety jest wiele...
  • agata16.06 03.02.19, 18:05
    Autorka wątku zastosowała szereg skrótów. Bo inaczej sie nie da, trzeba by powieść napisać.
  • princesswhitewolf 03.02.19, 20:20
    no ale autorka watku mogla dodac "itd itp" to by bylo wiadomo ze skroty
  • mamusia1999 03.02.19, 16:35
    Osobiście znam dwie "ofiary": obie były skokiem w bok dla pana (jednego w 2, jednego w 3 małżeństwie), zakończonym rozwodem, a teraz załamują ręce, że nie wynika z tego stabilny, rzetelny związek
  • agata16.06 03.02.19, 18:03
    Jest różnica między notorycznym babiarzem a facetem, któremu zdarza się zdradzić.
  • kropkacom 03.02.19, 18:24
    Od ilu zdarza się jest notoryczny? big_grin
  • jola-kotka 03.02.19, 18:28
    Raz sie zdarzylo tak lepiej smile
  • kropkacom 03.02.19, 18:31
    Nie, koleżanka napisała to inaczej. smile
  • agata16.06 03.02.19, 20:07
    Nie wiem od ilu. Jeżeli w ciagu np. 30 lat zdarzy sie 2 razy to trudno go/ja nazwac notorycznym/ą
  • jola-kotka 03.02.19, 22:04
    2 razy to za duzo. Raz to ok. Ktos kto nie uczy sie na bledach nie jest kobiecie potrzebny. Jest drugi raz czyli nie ma zalu nie ma poczucia bledu.
  • jola-kotka 03.02.19, 15:46
    wybaczyc zapomniec nigdy nie wracac do tematu, niech bedzie jak bylo przed ,nie umiesz tego zrobic odejdz inaczej zameczysz siebie i partnera. Mozna wybaczyc zdrade ale trzeba tego chciec trzeba to zrobic tak naprawde w zgodzie ze soba. Nie dlatego, ze dzieci itd. Jesli dla dzieci, dla czegos tam jeszcze nie do konca zgodnie z wlasnym ja to juz obydwoje do konca w tym zwiazku nie beda szczesliwi.
  • mamusia1999 03.02.19, 16:01
    Ja jestem z frakcji, którą by zeżarły wyrzuty sumienia.
    A mój mąż teoretycznie może i mnie zdradza od x lat (w wyniku rozjazdu libido jest chronicznie niedopieszczony) i o tym nie wiem: nigdy w życiu nie oglądałam jego komórki, kompa, wyciągów z konta, kieszeni nie przeglądałam i nie sprawdzałam, czy jest tam gdzie powiedział etc.
    Natomiast po 25 latach generalnie udanego związku wolałabym, żeby wykazał się inteligencją emocjonalną i nie zabierał walizek z powodu motyli w brzuchu. Więc chyba wybieram opcję 3, czyli otwarcie związku na szczerze określonych zasadach.
  • wheels.of.fire 03.02.19, 16:17
    Ja generalnie jestem cierpliwy i jestem w stanie długo czekać na prawie ideał smile
    Jakoś w ogóle np. nie widzę potrzeby umawiania się z dziewczyną, która mi się nie podoba.

    --
    Naszą drogą jest zawsze socjalizm!
  • chocolatemonster 03.02.19, 19:35
    Nigdy nie zdradzilam, nie planuje i nie chcialabym. Czy bylam zdradzona? Wydaje mi sie, ze nie i niech tak pozostanie. Nie podoba mi sie usprawiedliwianie zdrady i zrzucanie winy na zdradzanego. Memphis to bardzo ladnie opisala.
  • jola-kotka 03.02.19, 22:06
    Mozna sobie wmawiac ze ten kto zdradzil jest beee a zdradzony super bez winy tylko do czego to prowadzi? Nic nie dzieje sie bez przyczyny . Tylko tak podchodzac do problemu mozna go uniknac w przyszlosci.
  • chocolatemonster 03.02.19, 22:20
    Jola, blagam cie. Nie pisz glupot. Zdrada jest zawsze wina zdradzajacego, mimo teoretycznych 'okolicznosci lagodzacych'. Dajmy na to : facet ma wypadek i przez 6 mcy lezy polamany w szpitalu. Zona w tym czasie serwuje sobie skok w bok bo chce jej sie seksu a jej cudowny, jurny do tej pory, kochajacy i w ogole najcudowniejszy maz lezy na wyciagu. Gdzie tu wina meza?
  • riki_i 04.02.19, 00:42
    chocolatemonster napisała:

    > Jola, blagam cie. Nie pisz glupot. Zdrada jest zawsze wina zdradzajacego, mimo
    > teoretycznych 'okolicznosci lagodzacych'.

    Czyżby? Miałem w pradawnych czasach taką narzeczoną, co to 2-3 razy w tygodniu wybywała na całonocne balety z koleżanką. Telefonu nie odbierała, a kontakt często był dopiero następnego dnia po popołudniu. Solennie się zarzekała, że żadnych zdrad nie było (acz panowie różni potem wydzwaniali, rzekomo to ta koleżanka dawała numer). Wielokrotnie i dobitnie powtarzałem, że sobie nie życzę tych wyjść. Efektu zero. No to umówiłem się z pewną zjawiskową małolatą i już następnego dnia było pozamiatane. Pani nr 1 miała ogromne pretensje o zdradę i nie przyjmowała do wiadomości, że ostrzeżeń było po kokardkę.
  • chocolatemonster 04.02.19, 00:57
    To trzeba bylo najpierw z pania pagawarit 'Larissa! Ja tjebja nie lublju, poszla ty w ...zdu' a potem umawiac sie nawet z trzema zjawiskowymi malolatami. Zreszta, ty raczej w standardowych ukladach damsko-meskich nie wystepowales wiec tego moj prosty kodeks moralny nie ogarnie😁Wymiekam😁
  • grru 04.02.19, 09:34
    Po cholerę dzwonić do kobiety, która wyszła na imprezę z koleżanką?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 04.02.19, 09:57
    Na przykład po to, aby się dowiedzieć o której godzinie z niej wróci. Zwłaszcza jeśli czekasz w mieszkaniu, gdzie razem pomieszkujecie. Pitolisz czasem takie głupoty, że aż głową boli. Rozumiem, że jak Ci połówka wybywała w siną dał, nie odbierała telefonu i nie raczyła się kontaktować, po czym dawała znak życia następnego dnia późnym popołudniem, to byłaś ogólnie przeszczęśliwa.
  • grru 04.02.19, 10:22
    Ja takie rzeczy ustalam przed imprezą - będę koło 2, albo będę jutro. Jak facet - którykolwiek z moich facetów - wychodził to do niego nie wydzwaniałam bo i po co? Więc nie wiem, czy odebrałby telefon czy nie. Nie toleruję telefonicznego uwieszania się na kimś. Jak wychodzę z koleżanką to nie po to, żeby z misiaczkiem na telefonie wisieć. Dla mnie takie zachowanie - niezależnie ze strony której płci - jest żałosne. Bluszcze są jak wiadomo trujące.


    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 04.02.19, 12:02
    To wyobraź sobie, że masz osobę, z którą nie da się niczego ustalić, bo mówi "nie wiem".
  • aerra 04.02.19, 12:10
    To albo to akceptujesz, albo się z taką osobą rozstajesz. Co w tym dziwnego?
  • grru 04.02.19, 12:21
    No to nie ustalasz i korzystasz z wolnego wieczoru, w czym problem?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 04.02.19, 15:10
    grru napisał(a):

    > No to nie ustalasz i korzystasz z wolnego wieczoru, w czym problem?

    We wszystkie środy, piątki i soboty?

    Jak z kimś wspólnie mieszkam , to nie po to, aby "korzystać z wolnych wieczorów" podczas gdy ta osoba szaleje całymi nocami w klubach z niesparowaną koleżanką, która traktuje ją jako wabik na facetów. Również średnio przyjemne jest odbieranie kolejnego dnia późnym popołudniem straaaaasznie zmęczonych "zwłok", które nie mają ochoty na cokolwiek.

    I tak długo wtedy wytrzymałem. Ale widzę, że obrończyń sytuacji nie do obrony zawsze na tym forum jest pod dostatkiem.
  • grru 04.02.19, 15:16
    A nie, pijaństwa to ja nie tolerują i chlańsko trzy razy w tygodniu jest dla mnie nieakceptowalne. Tylko ja bym pijusa po prostu odprawiła, zamiast wydzwaniać, jak pije i pytać, kiedy będzie. Dziękuję, ale nie mam zadatków na męczennicę. I nie wiem, po co komplikować sobie życie jakimiś gierkami w stylu "to ja się teraz umówię z kimś innym" zamiast zakończyć znajomość.


    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 04.02.19, 15:21
    To nie było jakieś straszne chlańsko. Sam fakt balowania na parkiecie do bladego świtu powoduje wyczerpanie kolejnego dnia. Zwłaszcza, gdy potem przekimało się tylko parę godzin u koleżanki.

    Odprawić, odprawić, odprawić.....

    Na tym forum na wszelkie problemy jest tylko jedna rada.

    To tak nie działa. Zanim się dojdzie do etapu "odprawić" przechodzi się zazwyczaj dość długą drogę.
  • grru 04.02.19, 15:25
    Problemy można rozwiązywać na różne sposoby, tylko obie strony muszą chcieć rozwiązać. Za to gierki i intrygi niczego nie rozwiązują. Więc po co sobie życie komplikować?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 04.02.19, 15:41
    Myślisz ksobnie i przekładasz to jaka TY jesteś (lub na jaką kreujesz się na tym forum), na wszystkie osobniki homo sapiens. Tymczasem ludzie są bardzo różni i z niektórymi komunikacja jest wysoce utrudniona. Zadajesz pytanie i nie możesz uzyskać odpowiedzi. No więc jak sto razy czynisz bezskutecznie próbę komunikacji , przechodzisz na metodę faktów dokonanych.
  • black_halo 04.02.19, 18:29
    riki_i napisał:

    > grru napisał(a):
    >
    > > No to nie ustalasz i korzystasz z wolnego wieczoru, w czym problem?
    >
    > We wszystkie środy, piątki i soboty?
    >
    > Jak z kimś wspólnie mieszkam , to nie po to, aby "korzystać z wolnych wieczorów
    > " podczas gdy ta osoba szaleje całymi nocami w klubach z niesparowaną koleżanką
    > , która traktuje ją jako wabik na facetów. Również średnio przyjemne jest odbie
    > ranie kolejnego dnia późnym popołudniem straaaaasznie zmęczonych "zwłok", które
    > nie mają ochoty na cokolwiek.
    >
    > I tak długo wtedy wytrzymałem. Ale widzę, że obrończyń sytuacji nie do obrony z
    > awsze na tym forum jest pod dostatkiem.

    Bozesz ty moj. Mogles sie z nia rozstac, zwyczajnie. Po prostu powiedziec, ze nie tolerujesz, ze ten zwiazek Ci nie odpowiada. Mogles sprobowac to jakos naprawic, jesli Ci sie chcialo. Ale wybrales bzykanko na boku, zeby jej pokazac wlasciwie co?

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • tt-tka 04.02.19, 13:22
    grru napisał(a):

    > Ja takie rzeczy ustalam przed imprezą - będę koło 2, albo będę jutro. Jak facet
    > - którykolwiek z moich facetów - wychodził to do niego nie wydzwaniałam bo i p
    > o co?


    Druga. Nie wydzwaniam do pracy, nie wydzwaniam po pracy i do mnie sie nie wydzwania. Po co ? "Kup ziemniaki po drodze" moge ewentualnie smsowac, z poprawka, ze te ziemniaki to nie na dzisiejsza kolacje.
    Po czorta dzwonic do kogos, z kim mieszkam pod jednym dachem i widujemy sie codziennie ? Poza wyjatkowymi sytuacjami typu "zlamalam noge, musisz odebrac dziecko" oczywiscie.
    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • riki_i 04.02.19, 15:13
    Jeśli druga osoba nie jest w stanie z góry określić kiedy będzie w domu, to dzwoni się do niej aby łaskawie się określiła. Ma pewne znaczenie czy czekasz z kolacją, czy idziesz w kimono.
  • dorotal4 04.02.19, 15:36
    riki, taki z ciebie macho, a tu się okazuje że czekałeś z kolacją kiedy twoja dziewczyna co drugi dzień się szlajała po dyskotekach do popołudnia następnego dnia smile
  • riki_i 04.02.19, 15:46
    a Ty kolejna z pokolenia netu, co to umie czytać tylko wprost?

    czekałem z umowną kolacją, co dla ludzi z minimalną dozą wyobraźni oznacza "czekałem z chęcią wspólnego spędzenia wieczoru m.in. na oglądaniu telewizji/ filmu z dvd, zjedzeniu razem czegoś tam, wypiciu , pogadaniu i poleżeniu w łóżku"
  • black_halo 04.02.19, 21:05
    riki_i napisał:

    > a Ty kolejna z pokolenia netu, co to umie czytać tylko wprost?
    >
    > czekałem z umowną kolacją, co dla ludzi z minimalną dozą wyobraźni oznacza "cze
    > kałem z chęcią wspólnego spędzenia wieczoru m.in. na oglądaniu telewizji/ filmu
    > z dvd, zjedzeniu razem czegoś tam, wypiciu , pogadaniu i poleżeniu w łóżku"

    Jakbym w wieku dwudziestu paru lat miala do wyboru jesc kolacje i siedziec na kanapie z facetem, chocby najprzystojniejszym i najlepszym w lozku to chyba bym sobie w leb z rozpaczy strzelila. Najlepsze lata zycia zmarnowac na siedzeniu i ogladaniu tv.

    Mogles isc z nia, mogles zaproponowac cos atracyjniejszego niz kolacja, mogles ja zostawic i poszukac sobie kogos, kto lubi siedziec na kanapie i robic sobie sieczke z mozgu ogladajac tv. Ale wybrales zdrade i sie teraz usprawiedliwiasz, ze to laski wina.

    Jak ktos niema kregslupa moralnego to zawsze znajdzie powod:
    - bo ona chodzila sama po dyskotekach
    - bo on nie wynosil smieci
    - bo zupa byla za slona
    - bo bylo za malo/duzo/slabo ...
    - bo jakbymja nie ukradl to kto inny by na pewno to zrobil
    - bo w pracy to nie kradziez
    - bo w delegacji to sie nie liczy
    - bo z panstwowej kasy to niczyje
    ...

    a potem niezmiennie zdziwienie przy oglaszaniu wynikow wyborczych.
    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • sumire 04.02.19, 15:45
    Nie, po prostu idzie się spać, zakładając, że jeśli osoba będzie głodna po powrocie, to se kolacje zrobi sama, chyba że nie ma rąk. Co prawda już od dawna nie imprezuję, ale z tego co pamiętam, określanie, kiedy wróci się do domu w piątkowy wieczór, gdy wychodzi się na melanż, mija się bardzo z celem smile

    Riki, to pewnie za młode klimaty na ciebie, ale posłuchaj sobie "Telephone" Lady Gagi, to jest numer o takich jak ty big_grin
  • riki_i 04.02.19, 15:49
    Powtarzam po raz fefnasty, wspólne mieszkanie z kimś pod jednym dachem nie polega wg mnie na tym, że jedna osoba sobie balanguje, a druga idzie spać.

    W końcu i ja sobie pobalangowałem. Szybko i skutecznie. Ku rozpaczy pani, która miesiącami nie mogła pojąć "o sso chodzi" i "dlaczego tak się stało"
  • grru 04.02.19, 15:52
    Dlatego warto sobie przegadać, co dla kogo oznacza wspólne mieszkanie. Są ludzie, którzy nie widzą niczego dziwnego w tym, ze idą spać, jak mają na to ochotę, nawet jeśli druga osoba jest na imprezie.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • riki_i 04.02.19, 16:04
    Powtarzam po raz n-ty, nie z każdym daje się cokolwiek "przegadać".

    I nie, nie będę z góry rezygnował z wspólnego zamieszkania z powodu problemów w komunikacji, jeśli z drugiej strony mam jakąś ekstra dupę, na sam widok której dostaję miłosnego omdlenia.

    W takim przypadku kwestie różnych uzgodnień odkłada się na później, albo przyjmuje, że wyjdzie to "w praniu".
  • dorotal4 04.02.19, 16:06
    riki_i napisał:

    > Powtarzam po raz fefnasty, wspólne mieszkanie z kimś pod jednym dachem nie pole
    > ga wg mnie na tym, że jedna osoba sobie balanguje, a druga idzie spać.
    >
    > W końcu i ja sobie pobalangowałem. Szybko i skutecznie. Ku rozpaczy pani, która
    > miesiącami nie mogła pojąć "o sso chodzi" i "dlaczego tak się stało"

    A to bardzo dojrzale to rozegrałeś..
    Ale szczerze to nie wierzę, że laska która co drugi dzień wychodziła bez ciebie na całonocne balety przez kilka miesięcy rozpaczała po rozpadzie związku. Raczej nie byliście sobie pisani, mówiąc górnolotnie. I tylko styl rozstania budzi absmak.
  • riki_i 04.02.19, 16:17
    Rozpaczała pół roku.
  • sumire 04.02.19, 19:23
    Taaaa... big_grin
  • riki_i 04.02.19, 22:14
    No widzisz. Nawet pozorowala próby samobójcze.
  • jola-kotka 04.02.19, 20:21
    No ja sie z tym nie zgadzam. A juz czytajac o libido i ze laska jest ok bo jej spadlo i to ja usprawiedliwia a potem rozwod z winy pana bo on zdradzil 😀😀😀to faktycznie zawsze jest winny zdradzajacy 😀😀😀
  • taki-sobie-nick 03.02.19, 23:22
    No ale właściwie po co...?
  • anorektycznazdzira 04.02.19, 07:12
    > 75-80% obecnych na tym form ( czyli próbki populacji) zdradziło albo zostalo zdradzona( zdradzonym).
    (...)
    >Więc porozmawiajmy.

    Już mówię: a czy wiesz, że 5/4 Polaków nie zna się na ułamkach? A 125% statystyk jest wzięte z doopy, z czego 8/6 to regularne metodyczne gnioty, które zrąbano już na etapie założeń? Reszta (moim zdaniem jakieś 130-140%) jest wymysłem pismaków z kolorowych pisemek, bo pasowało do tezy.


    --
    'Na słońcu jest rzeczywiście znacznie mniej cienia, wiesz?' by król Julian
  • mamusia1999 04.02.19, 09:56
    A ja sobie czasem tak dywagowałam: czy bym wolała(=prędzej wybaczyła), żeby mój mąż a. (napiszę ordynarnie, coby oddać klimat) wsadził w nowy odwłok, spuścił z krzyża i nic to nie znaczyło poza tym, czy b.poznał w adekwatnym gronie kobietę, doznał olśnienia i stracił (przejściowo?) rozum. a. mniej zagraża mojemu małżeństwu, ale b. jednak ma więcej klasy, a wszak takiego go kocham

  • riki_i 04.02.19, 10:15
    Przy a. możesz stracić co najwyżej zdrowie jak przyniesie syfa astrachańskiego do domu, przy b. zarówno Ty, jak i on możecie stracić wszystko. Więc ja myślę, że w ogóle nie ma się nad czym zastanawiać. Opcja motylków w brzuchu to jest prawdziwe niebezpieczeństwo.
  • aerra 04.02.19, 12:05
    Ja ani męża nie zdradzam, ani (tak, tak wiem, nigdy na 100% nie wiadomo, ale ja akurat wiem tongue_out) też mąż mnie nie zdradza.
    I raczej mało prawdopodobne, żeby któreś z nas zdradziło - oraz wybaczyło zdradę.
    Nie na to się umawialiśmy wchodząc w związek i oboje traktujemy to poważnie. I tyle.
  • riki_i 04.02.19, 20:42
    Ale u Ciebie to ogólnie szybko poszło. Jak ludzie są ze sobą nieco dłużej i nagle zaczyna się pieprzyc, to już nie są tacy skorzy do szybkich rozwodów. Zwłaszcza jak pojawiają się kredyty i dzieci. Owszem, mam koleżankę, która w pierwszą rocznicę ślubu była już rozwiedziona. Ale to wyjątek.
  • black_halo 04.02.19, 21:06
    Ale Ty nawet slubu nie miales.

    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka