Dodaj do ulubionych

Rozwód i walka o „sprawiedliwe” alimenty

04.02.19, 16:41
Taka sytuacja:
Państwo się rozwodzą. Mają dom (utrzymuje go pani), który jest na kredyt (płaci pan).
3 dzieci
I rozwód.
Pan chce dom zostawić żonie, płacić kredyt nadal.
Alimentow płacić nie chce (twierdzi że żona je przehula), obstaje przy opiece naprzemiennej albo podziale czasu z dziećmi zbliżonym do 50/50. Pani opieki naprzemiennej nie akceptuje, podział czasu już bardziej.
Jak w takiej sytuacji ustalić alimenty?
Edytor zaawansowany
  • triss_merigold6 04.02.19, 16:47
    Normalnie, w sądzie. Powodka nie wyraża zgody na opiekę naprzemienna i wnosi o ustalenie kontaktów dzieci z ojcem w wymiarze X, podział świąt, ferii i wakacji oraz alimenty w wysokości Z (równe na każde dziecko lub zależnie od wieku dzieci).
  • budyniowatowe 04.02.19, 16:47
    sliwka_fioletowa napisała:


    > Pan chce dom zostawić żonie, płacić kredyt nadal.

    Jezeli pan bedzie placil kredyt za dom w ktorym pani mieszka z dziecmi, to chyba moza to uznac jako placenie alimentow. No chyba, ze kredyt jest smiesznie niski to pewnie sad cos dorzuci.
  • jola-kotka 04.02.19, 18:03
    Nie. Tylko polowa raty moze byc zaliczona na poczet alimentow jesli ten dom jest ich wspolwlasnoscia.
  • arwena_11 05.02.19, 10:30
    Jeżeli pan chce zostawić im dom - to zostanie on przepisany - najpewniej pana część na dzieci. Przynajmniej tak było w znanych mi przypadkach.
  • saskia44 04.02.19, 17:23
    Miejmy nadzieje ze pan zawalczy o opieke 50/50. Dom powinien byc sprzedany, kredyt splacony a jesli cos zostanie to podzielone 50/50.
  • triss_merigold6 04.02.19, 17:28
    Ależ może sobie walczyć... w Polsce sąd nie orzeknie opieki naprzemiennej bez zgody drugiego rodzica.
  • saskia44 04.02.19, 17:31
    Ja nie musze walczyc ale gdybym byla rodzicem to pociagnelabym to nawet do sadu europejskiego. Ojciec ma takie same prawa do dziecka jak matka a sa one lamane na podstawie skostnialych przepisow.
    Nie dziwie sie ze ojcowie umywaja rece od zajmowania sie dziecmi i uchylaja od placenia.
  • agonyaunt 04.02.19, 20:13
    Dziecko to nie przedmiot, żeby rodzić miał do niego prawa. Ma najwyżej prawa do opieki, a ta nie powinna być realizowana kosztem tegoż dziecka. Opieka naprzemienna to wcale nie jest takie cudeńko jak się niektórym wydaje, zwłaszcza w naszych realiach, gdzie kończy się dwoma domami i przeprowadzaniem dziecka co jakiś czas z jednego do drugiego. Stabilizacja że ojej, samo dobro może z niej wyniknąć.

    A już pisanie, że albo naprzemienna albo umycie rąk, to zwykłe obrzydlistwo.
  • bistian 04.02.19, 20:40
    agonyaunt napisała:

    > A już pisanie, że albo naprzemienna albo umycie rąk, to zwykłe obrzydlistwo.


    A pisanie, że dziecko na godziny z ojcem albo w ogóle nic, według większości polskich pań po rozwodach, obrzydlistwem już nie jest.


    --
    Jacek Kurski:

    Furia na TVP to atak na ostoję prawdy, wolności pluralizmu medialnego w PL
  • saskia44 04.02.19, 20:53
    Wlasnie, dziecko to nie przedmiot i ma prawo do spedzania tyle samo czasu zarowno z matka jak i z ojcem. I nie dwa domy nie wyrzadza dzieciom krzywdy natomiast strata jednego rodzica i tylko widzenia z nim owszem tak. Nie wspominajac juz jakim wyzwaniem dla dzieci jest przymus dostosowania sie do nowego partnera matki.
    Sprowadzenie ojcow do roli bankomatow jest obrzydliwe i nie ma sie co dziwic ze wielu nie ma ochoty szarpac sie z ex o swoje prawa do wspolwychowywania dzieci.
  • agonyaunt 04.02.19, 21:13
    I Ty, i bistian piszecie o skrajnościach. Owszem, sprowadzanie ojca do roli bankomatu jest obrzydliwe, tak samo jak i zabranianie mu jakiegokolwiek kontaktu z dzieckiem (chyba że ten kontakt dziecku najzwyczajniej nie służy). Ale to przecież nie jest jedyne rozwiązanie w przypadku rozwodu.

    Swoją drogą ciekawe czemu widzisz tylko przymus dostosowania się do partnera matki, a do partnerki ojca już niesmile

    Serio, to nie są łatwe sprawy i zawsze trzeba mieć na sercu przede wszystkim dobro dziecka. A czasami coś, co wydaje się dla dziecka dobre - czyli naprzemienna z rzekomo jednakowym dostępem do rodziców - wcale dobre nie jest. Dzieci mają to do siebie, że rodziców potrzebują na raz. Tatę żeby zabrał na rower, a kwadrans później mamę, która naklei plaster na rozbite kolano. Naprzemienna daje jednego rodzica, ale odcina od drugiego. To nie jest dobry układ dla nikogo i nie można go forsować tylko po to, żeby ojciec mógł powiedzieć, że poświęca dziecku tyle samo czasu co matka (albo odwrotnie).
  • grru 04.02.19, 21:18
    Układ, że jeden z rodziców jest przez 80% czasu a drugi przez 20% czasu też nie daje rodziców na raz - daje jednego rodzica i odcina od drugiego.
    Rozstanie rodziców zawsze oznacza, że rodziców na raz już nie będzie.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • agonyaunt 04.02.19, 21:47
    80/20 to ma każde dziecko niepracującej matkismile Ale rozumiem o co Ci chodzi - i tak, masz rację, niefajne jest w ogóle odcinanie od rodzica, ale jeśli dziecko jest bardziej przywiązane go jednego, to łatwiej mu będzie znieść 80/20 niż 50/50. Poza tym trochę inaczej wygląda to jak się tego niemieszkającego rodzica widuje parę razy w tygodniu, a inaczej jak przez tydzień ma się tylko jednego na wyłączność.
  • saskia44 04.02.19, 21:29
    agonyaunt napisała:

    > Swoją drogą ciekawe czemu widzisz tylko przymus dostosowania się do partnera ma
    > tki, a do partnerki ojca już niesmile

    Skoro dziecko/i z automatu mieszkaja na stale z matka a z ojcem maja tylko widzenia to raczej partnerka ojca ma niewielkie znaczenie i do mieszkania z nia dostosowywac sie nie musza.

    > Serio, to nie są łatwe sprawy i zawsze trzeba mieć na sercu przede wszystkim do
    > bro dziecka.

    Sporadyczne kontakty z ojcem czy matka (choc to nie w Polsce) nigdy nie sa dobre dla dziecka oczywiscie (zeby nie bylo) pod warunkiem ze rodzic ma destrukcyjny wplyw na dziecko. Zakladajac jednak ze rodzice kochaja dziecko (ale nie chca juz byc ze soba) to najlepszym dla dziecka jest rowne (na ile to mozliwe) spedzanie czasu z jednym i drugim. To jest tez prawo rodzicow. Wyobraz sobie sytuacje ze to matkom ogranicza sie prawa i umieszcza dzieci z ojcami a im wyznacza spotkania w co drugi weekend.
  • agonyaunt 04.02.19, 22:00
    >Skoro dziecko/i z automatu mieszkaja na stale z matka a z ojcem maja tylko widzenia to raczej partnerka ojca ma niewielkie znaczenie i do mieszkania z nia dostosowywac sie nie musza.

    Tak i nie - partnerka może urodzić im rodzeństwo i wtedy jednak będzie miała coś do powiedzenia, chociażby w sprawie organizacji wspólnych wyjazdów. A z kolei matka nie musi partnera sprowadzać do domu i kazać się wszystkim docierać. Mówię - skomplikowane, ile osób, tyle potrzeb, nie ma jednego sprawdzonego rozwiązania, które da się zastosować zawsze i wszędzie.

    >Wyobraz sobie sytuacje ze to matkom ogranicza sie prawa i umieszcza dzieci z ojcami a im wyznacza spotkania w co drugi weekend.

    Nie mam z tym najmniejszego problemu, fajnie by było gdyby sądy brały pod uwagę rzeczywiste więzi między rodzicem a dzieckiem. Jak sobie czasami czytam jakie tu niektóre ematki mają realmatki, to chyba wielu wyszłoby to tylko na dobre.

    (Piękną autorce dygresję robimy, to chyba byłby temat na osobny wąteksmile)
  • saskia44 04.02.19, 22:24
    agonyaunt napisała:

    > Tak i nie - partnerka może urodzić im rodzeństwo i wtedy jednak będzie miała co
    > ś do powiedzenia, chociażby w sprawie organizacji wspólnych wyjazdów.

    Czyli partnerka dopiero gdy urodzi dziecko moze miec cos do powiedzenia...aha.
    Przede wszystkim to ojciec dziecka ma cos do powiedzenia w sprawie swojego dziecka choc jak widac jego prawa sa zypelnie nieistotne wrecz nierozpoznawalne przez prawo. I nadal jesli dziecko bedzie tylko wizytowac to nie bedzie sie musialo dopasowywac do partnerki.

    A z koleimatka nie musi partnera sprowadzać do domu i kazać się wszystkim docierać.

    Oczywiscie, nawet nie powinna tyle ze czesto sprowadza.


    > Nie mam z tym najmniejszego problemu, fajnie by było gdyby sądy brały pod uwagę
    > rzeczywiste więzi między rodzicem

    A jak sad rozpozna ta rzeczywistosc wiezow i jak okresli te wiezy? Procentowo?
    Nie rozumiem jak rodzic moze nie miec wiezow z dzieckiem mieszkajac z nim pod jednym dachem? No to ze te wiezy moga sie oslabic gdy sie jedno z rodzicow idetnie to jest oczywiste.
  • triss_merigold6 05.02.19, 06:38
    To chyba oczywiste, że partnerka ojca jest bez znaczenia dopóki nie zostanie matką przyrodniego rodzeństwa. Mój syn przez lata poznał przynajmniej z pięć "koleżanek taty", trudno żeby zdanie którejś z nich było brane pod uwagę w szerszym zakresie niż "co na obiad".
  • saskia44 05.02.19, 09:43
    triss_merigold6 napisała:

    > To chyba oczywiste, że partnerka ojca jest bez znaczenia dopóki nie zostanie ma
    > tką przyrodniego rodzeństwa. Mój syn przez lata poznał przynajmniej z pięć "kol
    > eżanek taty", trudno żeby zdanie którejś z nich było brane pod uwagę w szerszym
    > zakresie niż "co na obiad".

    Zdanie twojego obecnego partnera tez nie powinno byc brane pod uwage pomimo ze masz z nim dziecko i zmusilas syna do zycia pod jednym dachem z obcym mu facetem natomiast jego bilogicznego ojca traktujesz jak bankomat.
  • grru 05.02.19, 12:45
    Mnie dzieci zapraszały na różne dni rodziny i inne takie imprezy, więc najwyraźniej nie uważały, że jestem bez znaczenia. Wyjazdy też ustalaliśmy wspólnie - przyrodnie rodzeństwo nie było do tego niezbędne.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • thebeat 07.02.19, 14:31
    Mam świadomość, że są ludzie, którzy uważają, że dopiero dziecko sankcjonuje związek i strony tego związku. Ale ludzie ci przeważnie są po 70-tce, żyją w niewielkim, hermetycznym środowisku i do dziecka dorzucaja jeszcze slub. No ale jesli ktoś ma dziecko, a nie ma ślubu, to wybierze sobie z pakietu to, co mu pasuje.
  • milva24 04.02.19, 20:52
    To może niech dzieci mieszkają w tym samym domu a państwo się przeprowadzają co parę dni?
  • agonyaunt 04.02.19, 21:18
    Teoretycznie takie rozwiązanie jest najlepsze, ale w praktyce oznacza ogromne wydatki (bo trzy domy), plus - jeśli rodzice wejdą w nowe związki i będą mieć z nich nowe dzieci - kompletną dezorganizację życia całej masy osób.
  • umi 05.02.19, 06:11
    Kopiesz się z koniem. Tutaj są osoby, którym nigdy nie przetłumaczysz, że dziecko przy rozwodzie ma jakies prawa, o stabilizacji i komforcie psychicznym nie wspominając. Są tylko prawa rodzica i często jeszcze dokopanie drugiej stronie. Dziecko ma się dostosować i jakos dotrwac do pełnoletnosci w imie dobrego samopoczucia rodziców.
  • dorotal4 05.02.19, 09:25
    agonyaunt napisała:

    > Teoretycznie takie rozwiązanie jest najlepsze, ale w praktyce oznacza ogromne w
    > ydatki (bo trzy domy), plus - jeśli rodzice wejdą w nowe związki i będą mieć z
    > nich nowe dzieci - kompletną dezorganizację życia całej masy osób.


    Skoro to w praktyce oznacza ogromne wydatki, to w praktyce nie stać ich na opiekę naprzemienną. I powinni zrezygnować z przerzucania dziecka z domu do domu, bo tak taniej.
  • bigzaganiacz 05.02.19, 11:12
    Skoro to w praktyce oznacza ogromne wydatki, to w praktyce nie stać ich na opiekę naprzemienną. I powinni zrezygnować z przerzucania dziecka z domu do domu, bo tak taniej.

    jak mozna sobie zaprzeczyc w jednym zdaniu dwa razy to nie pojmuje
  • srebrnarybka 05.02.19, 20:53
    To nie ojciec i matka mają prawo do dzieci, tylko dziecko ma prawo mieć dom. Najlepiej jeden dom. Jeśli rodzice zniszczyli swoje małżeństwo, to ich sprawa, ale to jeden z rodziców powinien dochodzić do dziecka, a nie dziecko do niego.
  • bigzaganiacz 05.02.19, 21:10
    A dlaczego nie moze miec dwoch domow?
  • grru 05.02.19, 21:14
    A wiesz, że są dzieci, które dom każdego z rodziców uważają za swój?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • bistian 05.02.19, 21:20
    srebrnarybka napisała:

    > To nie ojciec i matka mają prawo do dzieci, tylko dziecko ma prawo mieć dom. Na
    > jlepiej jeden dom. Jeśli rodzice zniszczyli swoje małżeństwo, to ich sprawa, al
    > e to jeden z rodziców powinien dochodzić do dziecka, a nie dziecko do niego.

    Wychowanie w rodzinie jest bardzo ważne, obserwacja rodziców w ich naturalnym środowisku, również, a dziecko uczy się głównie przez obserwację i naśladowanie. W świecie zwierząt też tak jest. Wilk wychowany przez rodziców, unika człowieka, potrafi polować w lesie, nie wybiera się po owcę do wsi, bo nie ma takiej potrzeby. U ludzi też tak jest, że po stracie rodzica, dziecko ma duże szanse na nieudane życie, zachowania ekstremalne i konsekwencje tego.
    Gdyby tak dobrze było, jak piszesz z innymi paniami, to Domy Dziecka pękałyby w szwach od szczęśliwych dzieci, które nie musiały się przemieszczać, nie zmieniały zbyt wiele w swoim życiu i nie były zmuszane do czegokolwiek przez tych okrutnych rodziców, choćby do odkurzenia i wyrzucenia śmieci, czy pomocy przy rodzeństwu. A takich szczęśliwych dzieci w DD nie ma za wiele, oprócz tych, które uciekły z patologii i w zasadzie wolą mniejsze zło, ale tęsknią za pełną i szczęśliwą rodziną.


    --
    1elka26:

    Reprezentuję stronę ludzi rozumnych, a nie fanatyków.
  • mamaaspiama 06.02.19, 07:44
    "Gdyby tak dobrze było, jak piszesz z innymi paniami, to Domy Dziecka pękałyby w szwach od szczęśliwych dzieci, które nie musiały się przemieszczać, nie zmieniały zbyt wiele w swoim życiu i nie były zmuszane do czegokolwiek przez tych okrutnych rodziców, choćby do odkurzenia i wyrzucenia śmieci, czy pomocy przy rodzeństwu."

    I to jest całkiem dobry argument.
    Nie jestem w stanie pojąć jak można twierdzić, że dla dziecka ważniejsze jest miejsce niż człowiek. To znaczy, że dla pań piszących ważniejsze jest mieszkanie niż mąż na przykład? A co z sytuacjami, kiedy dziecko nie dość, że traci jedno z rodziców, to jeszcze musi wyprowadzić się z miejsca, w którym żyło przez kilka-kilkanaście lat, bo sobie mamusia wymyśliła przeprowadzkę na drugi koniec Polski albo wręcz do innego kraju? To jest spoko i w ogóle, krzywdy dziecku nie robi?
    Argumenty, że kiedyś dzieci wychowywały się bez ojców... BŁAGAM, kiedyś na gruźlicę ludzie umierali. Kiedyś chłopiec kilkuletni szedł pod opiekę ojca, a dziewczynki zostawały z matką. Kiedyś całkowitą władzę nad potomstwem miał ojciec i kiedy oddalał matkę, mogła ewentualnie dzieci z daleka zobaczyć, jeśli się zgadzał.
    To wracamy do tamtych czasów? Poza tym, do cholery. Wychodząc z założenia, że dziecku ojciec jest niepotrzebny, jakim prawem mielibyśmy (jako społeczeństwo) mieć za złe ojcom, którzy olewają dzieci? Nie chce się spotykać z dziećmi? Luz, przecież kiedyś dzieci wychowywały się bez ojców! Nie chce płacić? Luz, przecież jak kiedyś ojciec ginął na wojnie, też dzieci nie dostawały kasy!
    Rozwód dla dziecka jest końcem pewnego porządku świata. Udawanie, że może być później jak przed rozwodem jest największym idiotyzmem jaki można sobie w tej sytuacji wyobrazić. Nie ma pełnej rodziny. I dla dziecka podstawą jest nie stracić rodziców, ich zainteresowania, obecności. To czy dziecko po lekcjach / z przedszkola idzie do mamy czy do taty do domu (przy założeniu, że w obu domach ma swoje miejsce i swoje rzeczy, a przecież tak właśnie najczęściej jest, nawet jeśli u ojca dziecko jest tylko co 2 tygodnie na weekend!) jest drugorzędne. Dziecko idzie do MAMY lub TATY. Dopóki jedno z rodziców nie zacznie mu ryć beretu pieprzeniem o "jednym właściwym domu", dziecko będzie uważało każde miejsce za SWOJE. Kiedyś, być może, zdecyduje, że chce mieszkać w jednym miejscu. I wtedy wybierze sobie dom mamy czy taty, uwzględniając czynniki pozarodzinne - bliskość szkoły, treningów, kolegów. Ale żeby tak się stało, musi mieć MOŻLIWOŚĆ. Tymczasem matki bronią jak niepodległości miejsca zamieszkania dziecka przy nich. Jakby fakt, że dziecko mieszka formalnie z ojcem był największym dramatem. I szczerze, matka, która w ten sposób myśli, powinna mieć ograniczoną władzę rodzicielską, bo nie kieruje się dobrem dziecka tylko własnym ego. Owszem, byłoby mi źle i przykro gdyby moje dziecko stwierdziło, że chce mieszkać z ojcem lub gdyby taka sytuacja była, że to miejsce z ojcem zostałoby ustalone. Jestem tylko człowiekiem. Ale prędzej odgryzłabym sobie rękę, niż zaczęłabym jatkę, że "dziecko ma być ze mną i uj". Bo ucierpiałoby dziecko. Mój mąż jest dobrym ojcem. Takiego ojca dzieciom wybrałam. Jeśli się rozstaniemy, to MY się rozstaniemy jako mąż i żona. Dzieci są poza tym układem.
  • triss_merigold6 06.02.19, 08:11
    Oklaski za idealizm. A przyszło Ci do głowy, że niejednokrotnie to ojciec wyprowadza się do innego miasta, np. wraca mieszkać czasowo do swoich rodziców, wyjeżdża do pracy za granicę albo ma pracę ze stałymi delegacjami? Albo prozaicznie - po rozwodzie ma dużo gorsze warunki mieszkaniowe niż kobieta, bo dom/mieszkanie należy do pani przedslubnie - to casus mojego eksa.
  • mamaaspiama 06.02.19, 08:19
    "A przyszło Ci do głowy, że niejednokrotnie to ojciec wyprowadza się do innego miasta, np. wraca mieszkać czasowo do swoich rodziców, wyjeżdża do pracy za granicę albo ma pracę ze stałymi delegacjami?"

    Ojciec w takiej sytuacji wnioskujący o opiekę naprzemienną jest niepełnosprawny emocjonalnie i umysłowo.

    "po rozwodzie ma dużo gorsze warunki mieszkaniowe niż kobieta"

    Czyli materialnie patrzymy? Czyli każda kobieta lądująca w gorszych warunkach niż ex mąż powinna dzieci z ojcem zostawiać? Serio?
    A jeśli rodzice stracą pracę lub pogorszą im się ogólne warunki w wyniku wypadku, czegokolwiek, to mają dzieci oddać dziadkom lub w pieczę zastępczą?
    Czy może ten aspekt dotyczy wyłącznie ojców po rozwodzie?
  • triss_merigold6 06.02.19, 08:31
    Patrzymy realistycznie. Jeśli rodzice tracą pracę- casus tysięcy ludzi po 1989 r. - zostają we dotychczasowym mieszkaniu, rozważają co dalej i szukają pracy.
    Po rozwodzie dzieci powinny mieć układ stabilny i jak najmniej dodatkowo angażujący je logistycznie, bez miotania dziećmi jak paczką. Ponadto gdzieś mają żłobek, przedszkole czy szkołę i trudno zmuszać drugiego rodzica, żeby szukał mieszkania w pobliżu i pod tym kątem.
    Naprawdę, nie rozstają się ludzie, którzy się znakomicie dogadywali i marzą o współpracy.
    Finansowanie kosztów utrzymania i wydatków na dziecko w ramach opieki naprzemiennej? To syn miałby niefart, bo eks ograniczyłby się do wyżywienia i ewentualnie ciuchów z pepco.
  • mamaaspiama 06.02.19, 09:16
    "Jeśli rodzice tracą pracę- casus tysięcy ludzi po 1989 r. - zostają we dotychczasowym mieszkaniu, rozważają co dalej i szukają pracy."

    Naprawdę, rozumiem, że z pozycji warszawki i ministerialnego stanowiska niewiele widać co się w Polsce dzieje. Zejdź na ziemię. Albo przynajmniej przestań chrzanić w tak kategorycznym tonie.
    Mam szczęście mieszkać w małym ośrodku z ograniczoną ofertą pracy. Średnia zarobków to 2000-2500 zł. Średnia, powtarzam. Ja zarabiam znacznie więcej. Wiem w jakich warunkach mieszają ludzie z dziećmi. I jaką mają perspektywę kiedy zamykają jakiś zakład. Aktualnie likwidowane jest Tesco. Pracę straci kilkadziesiąt osób. Część z nich to małżeństwa. Część z nich wynajmuje mieszkanie. Naprawdę uważasz, że zostaną w tym, które do tej pory zajmowali?
    Mam też mieszkanie, które wynajmuję. I też widzę jaka jest rotacja wynajmujących, którzy tracą pracę i muszą zmienić mieszkanie na mniejsze, bo ich nie stać na opłaty za 3 pokoje. Część z nich ma dzieci.
    Naprawdę, żyjesz w jakiejś bańce.

    "To syn miałby niefart, bo eks ograniczyłby się do wyżywienia i ewentualnie ciuchów z pepco."

    Czy do Ciebie dociera, że świat nie zaczyna się i nie kończy na Twoich exach? To, że wybrałaś dzieciom beznadziejnych ojców (wybacz, ale trzeba być ostatnim idiotą żeby tak traktować swoje dziecko, jak to opisujesz), to nie znaczy, że cała reszta czy nawet większość mężczyzn działa na tej samej zasadzie. I na pewno nie oznacza, że wszystkie matki czy nawet ich większość są odpowiedzialne i właściwie zajmują się dziećmi. Dlatego KAŻDY przypadek powinien być oceniany INDYWIDUALNIE.
    Problem w tym, że w sądach siedzą pańcie z Twoją mentalnością.
  • grru 06.02.19, 09:34
    Czyli w sytuacji, gdy mieszkali w przedślubnym mieszkaniu pana i do tego pan zarabia lepiej dzieci powinny zostać z ojcem?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • szpil1 06.02.19, 17:13
    grru napisał(a):

    > Czyli w sytuacji, gdy mieszkali w przedślubnym mieszkaniu pana i do tego pan za
    > rabia lepiej dzieci powinny zostać z ojcem?
    >

    A dlaczego nie?
  • mamaaspiama 05.02.19, 21:02
    "w Polsce sąd nie orzeknie opieki naprzemiennej bez zgody drugiego rodzica."

    Nieaktualne informacje masz. Orzeka od dwóch czy trzech lat.
  • triss_merigold6 06.02.19, 08:31
    Jakieś źródła, dowody?
  • mamaaspiama 06.02.19, 09:05
    "Jakieś źródła, dowody? "

    Uchylenie art. 107 KRiO. Plus wyrok w mojej rodzinie.
  • mamaaspiama 06.02.19, 09:08
    *Uchylenie art. 107 KRiO
    Źle napisałam - zmiana w tym artykule. Wcześniejsze brzmienie było takie, że w przypadku braku porozumienia sąd przyznaje władzę jednemu z rodziców, drugiemu ogranicza. Aktualnie nie ma takiej korelacji. W braku porozumienia orzeka po prostu sąd.
    A w mojej rodzinie jest sytuacja, w której matka nie zgadzała się na opiekę naprzemienną, a mimo to sąd ją ustalił w związku z tym, że dzieci były emocjonalnie związane z obojgiem rodziców.
  • mikams75 06.02.19, 01:39
    i dokad ma sie wyprowadzic kobieta z dziecmi majac resztek kasy ze sprzedazy?
  • mamaaspiama 06.02.19, 07:11
    "i dokad ma sie wyprowadzic kobieta z dziecmi"

    A dlaczego "kobieta z dziećmi"? Po pierwsze może z ojcem zostawić dzieci. Po drugie przy podziale 50/50 kobieta jest z dziećmi tak samo jak mężczyzna.
  • mikams75 06.02.19, 10:38
    dlaczego? bo facet juz sam zdecydowal, ze chce zostawic dom matce i dzieciom.
    Poza tym - owszem, moze zostawic z ojcem dzieci, ale zazwyczaj ani ojciec, ani matka, ani dzieci tego nie chca. Podzial 50/50 sensu dla dzieci nie ma, przewinelo sie w tym watku juz duzo argumentow, wiec nie bede powtarzac.

    Ale jesli sie tak bardzo upierasz przy zaproponowanym 50/50 plus sprzedaz domu, to napisz jak sobie wyobrazasz ich zycie i warunki lokalowe?

  • mamaaspiama 06.02.19, 10:44
    "50/50 sensu dla dzieci nie ma, przewinelo sie w tym watku juz duzo argumentow, wiec nie bede powtarzac."

    Przewinęły się też argumenty za takim rozwiązanie. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że nikt nikogo nie przekona, jest to czysto akademicka dyskusja.

    "Ale jesli sie tak bardzo upierasz przy zaproponowanym 50/50 plus sprzedaz domu, to napisz jak sobie wyobrazasz ich zycie i warunki lokalowe? "

    Dom sprzedają, każde bierze połowę i organizuje sobie lokum na miarę swoich możliwości. Oboje są dorośli i odpowiadają za siebie oraz dzieci.
  • mikams75 06.02.19, 10:53
    i splacaja jeszcze kredyt za dom, zostaje niewiele, kazde sobie organizuje (cokolwiek to znaczy) male mieszkanie (o ile maja zdolnosc kredytowa, bo jak nie to wynajem) i dzieci sa zmuszone do gniezdzenia sie na zmiane w dwoch malutkich mieszkaniach. Po komforcie zycia w domu, stresie zwiazanym z rozwodem rodzicow, dodatkowo pogarszaja sie im bardzo warunki zycia. A podobno dobro dzieci najwazniejsze uncertain
  • mamaaspiama 06.02.19, 11:36
    Mikams75, ależ przecież jedno z rodziców może spłacić drugie pozostając w domu, nie widzę przeciwwskazań.
    Można też rozwiązać to w sposób taki, ze jedno z rodziców przepisuje swoją część bezpośrednio na dzieci i traktuje spłatę kredytu jako udział w alimentacji. Są rozwiązania, które będą sprawiedliwe dla obojga.
    Przy czym te rozwiązania wykluczają sytuację preferowaną przez dużą część pań, czyli:
    pani zostaje z dziećmi w domu, za który raty płaci pan, który musi się z tego domu wyprowadzić, zorganizować sobie nowe mieszkanie i dodatkowo płacić alimenty na dzieci, w związku z czym nie stać go na sensowne warunki umożliwiające czasowe nawet zamieszkiwanie dzieci z nim, w związku z czym musi płacić wyższe alimenty, bo dzieci spędzają z nim mniej czasu.
    Ja wiem, że jest to doskonała metoda na zapewnienie pani komfortu finansowego oraz psychicznego oraz jednoczesne sprowadzenie faceta na glebę. I to tyle. Bo dzieciom też nie służy taka sytuacja. A jeśli już ze związku są chłopcy, ich chęć zawarcia małżeństwa w przyszłości i posiadania dzieci maleje wprost proporcjonalnie do poziomu dokopywania ich ojcu.
  • mikams75 06.02.19, 15:29
    opcji jest kilka i moze sie drzewko rozjechalo, ale ja sie odnioslam moim pierwszym wpisem do propozycji sprzedazy domu i wyniesieniu sie wszystkich z niego.
  • grru 06.02.19, 11:44
    Dlaczego zakładasz, że dla tych konkretnych dzieci podział nie ma sensu? Są dzieci, które chciałyby właśnie czegoś takiego.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mikams75 06.02.19, 15:30
    zakladam tak, bo trudno mi sobie w praktyce wyobrazic taka sytuacje jako komfortowa i stabilna dla dzieci. Ja nawet bedac w wieku doroslym i pomieszkujac to tu, to tam, bylam tym zmeczona, a co dopiero dzieci.
  • grru 06.02.19, 15:38
    Ty byłaś zmęczona, ja kiedyś żyłam na dwa domy i mnie to nie męczyło. Mój pasierb zazdrości koledze, który mieszka tydzień z mamą i tydzień z tatą i też by tak chciał, bo mu kontakty z matką na zasadzie jakiegoś weekendu czy popołudnia nie wystarczają.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • boo-boo 28.02.19, 12:12
    A dziecko w tym wszystkim jak komoda- z miejsca na miejsce przenoszona. Do d...z takim dzieciństwem.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • szalona-matematyczka 28.02.19, 18:44
    Tez bym tak nie chciala. Jakby sie rodzice rozwiedli, to niech sami kombinuja jak sie ze mna spotkac. Niech oni sie tluka pociagami, czy nocuja w hotelach, by mnie spotkac. A ja mam swoj jeden pokoj, znajomych i to moja ostoja.
  • mary_lu 04.02.19, 17:26
    Iść do prawnika i zaloźyć sprawę w sądzie, bo z panem się nie dogada.
  • saskia44 04.02.19, 17:32
    Pan to dobry ojciec, chce sie zajmowac wlasnymi dziecmi.
  • mary_lu 04.02.19, 17:36
    Albo obudził się przy rozwodzie, bo wydaje mu się, że dzięki temu uniknie D awania kasy do ręki strasznej eksiarze.
  • no_easy_way_out 04.02.19, 17:50
    ..albo Pani calemu swiatu wmawiala jak to ona poswieca wiekszosc czasu dzieciom i ze to szalenie trudne zajecie, tez straszny maz nie docenia. Teraz kiedy ten straszny maz jest calkiem chetny zajac sie dziecmi w tym samym stopniu co ona, ona przerazona jest wizja, ze choc beda sie dzielili opieka po rowno, to ona nie bedzie otrzymywala ponadto pieniazkow.

    Tak naprawde wiele nie wiemy ani o niej ani o nim. Rozne scenariusze mozemy sobie sami dopisywac, ale to bedzie tylko spekulacja.
  • mary_lu 04.02.19, 20:26
    Tia, jak mój malźonek - przed dzieckiem do czterech lat wręcz uciekał, bo go denerwowało, następnie depresja, potem nowa absorbująca praca, a potem bloga o swoim genialnym ojcostwie założył. I oczywiście, dziecko by uwielbiało non stop przejeżdżać między domami, zakup czegokolwiek dla dziecka też żaden problem, każdy będzie kupował wszystko jak dziecko będzie u niego (w domyśle -matka wyda każdy swoj grosz, a resztę zasponsoruje dziadek)

    Na szczęście sędziowie też znają sposoby z dzielnego taty i na takie historyjki się nie łapią.
  • no_easy_way_out 04.02.19, 20:56
    >I oczywiście, dziecko by uwielbiało non stop przejeżdżać między domami, zakup czegokolwiek dla dziecka też żaden >problem, każdy będzie kupował wszystko jak dziecko będzie u niego

    Moja corka raz spedza czas z matka, raz ze mna. Z nia 2/3 czasu, ze na 1/3 (mniej wiecej).
    Corka ma u mnie poduszke, koldre, lozko, szafe, kredki, kartki, ksiazki, zabawki, pizame, ciuchy, szczoteczke do zebow, ma co jesc, ma co pisc, ma ogrzewanie, wode...
    Myslisz, ze to powyzej to jakas anomalia? Ze jesli jakies dziecko spedza czas u ojca to nie ma nic?

    Dokonalas tragicznie zlego wyboru kiedys co do ojca dziecka - i teraz w imie tego chcesz, aby uznac, ze w przypadku taty i mamy nie mieszkajacych razem matki wszelkie sa lepsze, ojcowie sa zli. I zaslaniasz te chec zemsty dobrem dziecka. Tak to wyglada.
    Ja dokonalem kiedys tragicznego wyboru co do matki dziecka - i jakos nie uwazam, ze sprawiedliwosc dziejowa by sie wydarzyla, gdyby matkom odbierano masowo dzieci.
    Tak wynika z tego, co do tej pory przeczytalem.
    Uciesze sie, jesli sie myle.
  • mary_lu 04.02.19, 21:10
    U mnie jest taki sam podział opieki, żadnego odbierania dzieci nie postuluję, nawet przez kilka lat woziłam syna do eksa, jak biedak domu nie opuszczał i samochodu nie miał. Jednak dziecko od urodzenia aż do końca przedszkola było moją sprawą, moim obciążeniem, ulubionym sposobem na ud.pianie mnie, bo wszystko zniosę i interesuje mńie tylko dziecko. A potem okazało się, że przez lata przyzwyczaiłam go do niepłacenia na dziecko i jak przyszło do rozwodu, to było bredzenie o opiece naprzemiennej. Żeby mnie upodlić przy rozwodzie posunął się do oskarżeń o pobicia, kradzieże, pokazywanie pornografii dziecku, szkalował całą moją rodzinę. Więc nie ględź tutaj o zemście, zemścić się za cuda, które nawywijał nie mam szans i nawet o tym nie myślę. Ze względu na syna nie będzie nigdy nic mniej niż „szerokie kontakty”. Ale dalej mam walkę o alimenty, szczegóły opieki. Za miesiąc kolejna sprawa w sądzie apelacyjnym, od dzisiaj dzielny tata wypisuje do mnie smsy z symulowaniem współpracy, nawet do kina mnie zaprasza z synem. Pół roku temu wrzeszczał ze mnie wsadzi do więzienia.
  • grru 04.02.19, 21:22
    A jak to, że Twój ex jest dupkiem wiąże się z sytuacją z postu startowego?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mary_lu 04.02.19, 21:31
    To jest ostatnio modny schemat, nawet niedawno na konferencji mówiła o tym nasza przewodnicząca sądu - wśród ojców jest teraz popularne podnoszenie opieki naprzemiennej podczas rozwodu (w sytuacji, gdy w czasie trwania małżeństwa dziećmi zajmowała się głównie matka) oraz twierdzenie, że nie musi wtedy pkacić almentów. Do tego twierdzenia, że matka przehula kasę (a do tej pory nie było obiektywnie zastrzeżeń co do gospodarowania przez nią pieniędzmi).

    To jest moda lansowana przez dzielnego tatę, jakby tego nie było, to dalej by brnął w stare schematy: że jestem puszczalska i stroję się do pracy, a mój ojciec to pedofil. Ale w trakcie rozstania było widać moment, kiedy zaczął grzebać w internecie i na dzielnych ojców trafił.
  • grru 04.02.19, 21:34
    Wcześniej był modny schemat, że najgorsza matka zawsze jest lepszym rodzicem i dzieci powinny być z nią.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mary_lu 04.02.19, 21:40
    Mój malźonek dalej to wykrzykuje. Chora psychicznie, ofiara pedofilii, złodziejka, przemocowa a dziecko jej sąd przyznał suspicious
  • grru 04.02.19, 21:44
    To, że sąd komuś przyznaje dzieci nie oznacza automatycznie, że ta osoba jest zdrowa na umyśle i nie jest przemocowa. To nei jest przytyk do Ciebie tylko odniesienie do działania naszych sądów.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mary_lu 04.02.19, 21:50
    Wiem jak wyglądała moja rozprawa i wiem jakie są zasady. Dziecko idzie tam, gdzie było do tej pory, z kim jest związane, prognozowanie za to kto moźe być lepszym rodzicem jest omylne. Jak się ojcom przypomina przy rozwodzie, że była jest wariatką i nie trzeba było od urodzenia aż do teraz powierzać jej niemal w 100% opieki nad dziećmi, to mają problem.

    Tak wygląda polskie rodzicielstwo - dzieci są głównie sprawą matek, więc trudno, źeby sądy orzekały inaczej.
  • umi 05.02.19, 06:25
    "Tak wygląda polskie rodzicielstwo - dzieci są głównie sprawą matek, więc trudno, źeby sądy orzekały inaczej" - 100/100.
  • triss_merigold6 05.02.19, 06:29
    Ale bierzesz pod uwagę, że nikt może nie być zainteresowany opieką naprzemienną z uwagi na np. warunki mieszkaniowe po rozwodzie, rodzaj pracy, logistykę okołodziecięcą.
  • umi 05.02.19, 06:37
    Biorę.
  • saskia44 05.02.19, 09:45
    triss_merigold6 napisała:

    > Ale bierzesz pod uwagę, że nikt może nie być zainteresowany opieką naprzemienną
    > z uwagi na np. warunki mieszkaniowe po rozwodzie, rodzaj pracy, logistykę okoł
    > odziecięcą.

    A bierzesz pod uwage ze jednak ktos moze byc zaintwresowany pomimo tej strasznej logistyki? Nie mozna poprostu przyznac ze chodzi o kase i uzywanie dziecka zeby dopiec ex.
  • saskia44 04.02.19, 21:44
    mary_lu napisała:

    > Mój malźonek dalej to wykrzykuje. Chora psychicznie, ofiara pedofilii, złodziej
    > ka, przemocowa a dziecko jej sąd przyznał suspicious

    Uwazasz wiec ze kazdy facet jest jak ojciec twojego dziecka?
  • no_easy_way_out 04.02.19, 21:51
    Ewidentnie zyje konkretnie swoja sprawa.
    Mozna to zrozumiec, ze jest rozemocjonowana - bo to pewnie teraz prawie jej cale zycie. Logiczne.
    Ale moglaby nie wypowiadac sie tak, jakby jej doswiadczenia byly jedymi nadrzednymi.
  • mary_lu 04.02.19, 21:58
    Ewidentnie wyłapuję dzielnego tatę po krótkim opisie. Nie przypominam sobie, żebym np. pochwaliła głupie zachowania Twojej byłej i radziła Tobie, żebyś się nie wtrącał do dziecka.
  • taki-sobie-nick 05.02.19, 00:49
    mary_lu napisała:

    > Mój malźonek dalej to wykrzykuje. Chora psychicznie, ofiara pedofilii, złodziej
    > ka, przemocowa a dziecko jej sąd przyznał suspicious
  • saskia44 04.02.19, 21:43
    mary_lu napisała:

    > To jest ostatnio modny schemat,

    To nie moda a swiadomosc swoich praw jako rodzica, bo ojcowie to tez sa rodzice a redukowanie ich praw do placenia alimentow jest nie ok, bardzo nie ok. Matki tez bywaja rozne, nie wszystkie to kochajace i oddane dzieciom osoby, sa tez wyrachowane i uzywajace dzieci do odgrywania sie na bylych partnerach. Sady nie powinny z automatu stawiac praw matek na urzywilejowanej pozycji a rozwazac argumenty obu stron kierujac sie faktami a nie plcia. Niestety w polskich sadach nadal tak to nie dziala niestety.
  • daniela34 04.02.19, 21:54
    Ojcowie dzielą się na 3 grupy:
    1) ojców dobrych, dla których liczy się dobro dziecka i kierujących się nim przy wnioskowaniu o pieczę I kontakty (a tu rozwiązanie najlepsze zależy od konkretnego przypadku i realiów konkretnej sprawy, nie da się tego uogólnić, czasem to będzie naprzemienna czasem -szerokie kontakty )
    2) ojców uciekających gdzie pieprz rośnie na myśl o tym, że dziecko miałoby być pod ich opieką i ograniczających kontakty do minimum
    3) ojców z kategorii Dzielny tata- walczących o opiekę naprzemienną tylko po to, żeby nie płacić alimentów i oskarżających byłe żony o wszystkie zbrodnie tego swiata (hitem było wnioskowanie o opiekę naprzemienną w przypadku kilkumiesięcznego dziecka)
    Odpowiedniki tych grup wyróżniam też wśród matek
  • no_easy_way_out 04.02.19, 21:29
    Sluchaj - jesli to tylko Ty wozilas dziecko do eksa i z powrotem, on nie placil, nie znalazl nawet roboty - no to coz - zlamasem jest.
    Nie bede Ci tlumaczyl jak na miedzy jak masakrycznie blednego wyboru partnera dokonalas, bo o tym pewnie dobrze wiesz. I nie w tym rzecz.
    Ale nadal - nie win za zalosnosc Twojego, wybranego kiedys blednie przez Ciebie eksa, wszystkich mezczyzn -w tym byc moze rowniez tych, ktorzy Cie kiedys adorowali, ale Ty ich odrzucilas wybierajac tego, z ktorym teraz sie tak zresz. Nie win wszystkich facetow za swoj zly wybor z przeszlosci i terazniejsze konsekwencje.
    Co nie zmienia faktu, ze akurat ten egzemplarz o ktorym mowisz, jesli to prawda i tylko prawda, jest wyjatkowo felerny.
  • mary_lu 04.02.19, 21:37
    Sorry, ale zagrywania opieką naprzemienna przy ustalaniu alimentów i twierdzenie, że sam będzie na coś konkretnie przelewać kasę, bo matka trójki dzieci alimenty przehula, to rzeczy obiektywne i nijak się obronić nie dają. To zagrania kretyna. Jak para się rozstaje, to gdzieś dzieci muszą zamieszkać i ktoś musi dysponować budżetem.
  • grru 04.02.19, 21:42
    Przy opiece naprzemiennej stosuje się rozwiązanie bez alimentów i nie ma to nic wspólnego z przehulaniem kasy.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • morekac 04.02.19, 21:52
    >Przy opiece naprzemiennej stosuje się rozwiązanie bez alimentów i nie ma to nic wspólnego z przehulaniem kasy.

    Przy opiece naprzemiennej wypadałoby jednakowoż ustalić, w jakim trybie zakupi się dziecku buty, przybory szkolne i opłaci wycieczki etc. A to najczęściej panom "nie będę płacił alimentów przy opiece naprzemiennej" umyka.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • bigzaganiacz 04.02.19, 22:07
    ednakowoż ustalić, w jakim trybie zakupi się dziecku buty, przybory szkolne i opłaci wycieczki etc. A


    Jak trzeba trybu zeby kupic buty to moze rozwiazaniem bylo by rzucenie po 50 czy 100 zeta co miesiac i z tego kupowanie buty czy kredki no ale rozumiem ze babie by mozg popalilo gdyby to ona po polowie a nie bankomat w calosci mial finansowac
  • mary_lu 04.02.19, 22:10
    O, proszę. Rzucić 50 czy 100 złotych na kredki i buty, babie mózg popali, facet bankomat.

    Jak typowy Seba widzi alimenty.
  • bigzaganiacz 04.02.19, 22:20
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • mary_lu 04.02.19, 22:24
    Tia, kasy nie dostaje, ale bezczelna żąda! Alimenciara!

    A potem zdziwienie, że osoba, która wie ile kosztuje utrzymanie dziecka i od zawsze zabezpiecza wszystkie jego potrzeby, dostaje i opiekę, i zasadzone alimenty. Normalnie SPISEG.
  • morekac 04.02.19, 22:24
    Obawiam się, że przy braku ustalenia takich przyziemnych dupereli, dziecię będzie popylało do szkoły boso, w przykrótkich portkach i bez zeszytów.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • mary_lu 04.02.19, 22:26
    Nie, jeden z rodziców zawsze będzie tym, który nie wytrzyma i wszystko kupi. Na pewno statystycznie najczęściej byłby to ojciec suspicious
  • bigzaganiacz 04.02.19, 22:28
    No to ci podalem ustalenie
    Co ci sie w nim nie podoba?
  • mary_lu 04.02.19, 22:34
    Ależ bardzo mi się podoba, bez Twojego głosu musiałabym dalej udowadniać, że są durnie, którzy NAPRAWDĘ tak rozumują. A tutaj proszę, podane na tacy. Dziękuję.
  • bigzaganiacz 04.02.19, 22:43
    Opinia tego twojego bylego o tobie wydaje sie calkiem sluszna
  • mary_lu 04.02.19, 22:57
    Wszyscy koledzy z dzielnego taty tak twierdzą. Jutro pójdę załatwiać sobie psychiatryk, ojcu wiezienie, dziecku rodzinę zastępczą a byłemu zapłacę za wszystkie lata cierpień w gotowce.
  • grru 05.02.19, 12:51
    Ależ panie też się nie rwą do płacenia alimentów przy opiece naprzemiennej wink
    I owszem, ustala się w jakim trybie to jest. Między innymi dlatego opieka naprzemienna działa, jak rodzice nie są skonfliktowani. U znajomych jest odrębne konto, na które oboje wpłacają ustaloną kwotę co miesiąc + wpływają tam pieniądze z wynajmu mieszkania, które jest majątkiem córki. Z tego pokrywane są wydatki na rzeczy tzw. trwałe, zajęcia dodatkowe, wycieczki, obozy itp. Każdy oczywiście finansuje bieżące potrzeby dziecka, jak ma je pod opieką, samodzielnie wyposaża pokój itp. I u nich to działa bardzo sprawnie. Pewnie nie bez znaczenia jest to, że rozstali się raczej z powodu wypalenia się związku (klasyka gatunku: chodzili ze sobą od pierwszej klasy liceum, w połowie studiów wzięli siłą rozpędu ślub, potem dziecko, a potem się rozlazło), a nie zdrad, świństw, awantur.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • bigzaganiacz 05.02.19, 13:15
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • grru 05.02.19, 13:19
    Nie ma znaczenia czy pan czy pani. Dziwnym trafem rodzic alimentujący bez względu na płeć nagle stwierdza, że 500 zł to jest ogromna suma, która na wszystko wystarcza.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • bigzaganiacz 05.02.19, 13:28
    Nie ma znaczenia czy pan czy pani. Dziwnym trafem rodzic alimentujący bez względu na płeć nagle stwierdza, że 500 zł to jest ogromna suma, która na wszystko wystarcza.

    jedna strona 500 , druga strona 500 i juz jest 1000
    a nie pani sie poswieca wychowaniu powiedzmy nastolatka wiec placic nie musi
  • grru 05.02.19, 13:35
    Jedna strona 500 i druga 500 pod warunkiem, ze jedna strona 50 proc. czasu i druga strona 50 proc. czasu.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • bigzaganiacz 05.02.19, 14:41
    Jedna strona 500 i druga 500 pod warunkiem, ze jedna strona 50 proc. czasu i druga strona 50 proc. czasu.

    jesli ojciec ma checi i warunki do wspodzielenia sie opieka nad dzieckiem a cytuje

    "Normalnie, w sądzie. Powodka nie wyraża zgody na opiekę naprzemienna i wnosi o ustalenie kontaktów dzieci z ojcem w wymiarze X, podział świąt, ferii i wakacji oraz alimenty w wysokości"

    no trudno nie miec wrazenia ze zalezy jej wylacznie na pieniadzach a nie dobru dziecka
    i trudno spodziewac sie jakiejkolwiek innej reakcji niz opor do placenia polaczone z brakiem kontaktu z dzieckiem bo to jest kpina i jawna niesprawiedliwosc
  • iwoniaw 05.02.19, 15:52
    trudno spodziewac sie jakiejkolwiek innej reakcji niz opor do placenia polaczone z brakiem kontaktu z dzieckiem

    No tak, nie może się dogadać z beznadziejną matką dziecka, więc zerwie z tym dzieckiem wszelkie kontakty, pozostawiając je na pastwę tej złej kobiety i będzie się migał od finansowania choćby części utrzymania dziecka. big_grin Zaiste kochający i odpowiedzialny tatuś, któremu zależy na dziecku i nic a nic nie napędza go nienawiść do eks, a sama troska o potomka, no doprawdy, na jakiej podstawie sądy uznają, że tacy się nie nadają do sprawowania stałej lub dzielonej 50/50 opieki, oto zagadka wszechświata big_grin


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • bigzaganiacz 05.02.19, 16:00
    eznadziejną matką dziecka, więc zerwie z tym dzieckiem wszelkie kontakty,

    izolowanie i brak umozliwienia kontaktow to nie to samo co zerwie z tym dzieckiem wszelkie kontakty


    j złej kobiety i będzie się migał od finansowania choćby części utrzymania dziecka

    fiansowanie dziecka a przeznaczanie kasy na potrzeby dziecka to dwie rozne sprawy
    baba chce kase a czy wyda ja na dziecko czy na tipsy fajkii wode to przeciej jest jest sprawa


    doprawdy, na jakiej podstawie sądy uznają, że tacy się nie nadają do sprawowania stałej lub dzielonej 50/50 opieki, oto zagadka wszechświata big_grin


    to co sie dzieje w polskich sadach rodzinnych , nie ma nic wspolnego ze sprawiedliwoscia i dobrem dziecka
    nie powolywalbym sie na ich orzeczenia bo to jest granda
  • grru 05.02.19, 18:08
    Jednocześnie te same sądy uznają, że migająca się przez kilka lat od płacenia mamusia może jednak nadaje się do sprawowania stałej opieki i warto by jej dać szansę.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • grru 05.02.19, 18:07
    Rodzic, któremu zależy na dziecku będzie ponad jakiekolwiek głupoty wymyślane przez byłego małżonka i nigdy nie zerwie kontaktów z dzieckiem.
    Swoją drogą z alimentami 500 zl to się nie da wyjść na plus mając dziecko pod opieką. Coś o tym wiem, bo matka moich pasierbów płaci po 500 na dziecko. Na nastolatka w dużym mieście to jest naprawdę niewiele.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • bigzaganiacz 05.02.19, 18:17
    Rodzic, któremu zależy na dziecku będzie ponad jakiekolwiek głupoty wymyślane przez byłego małżonka i nigdy nie zerwie kontaktów z dzieckiem.

    no jakas tu jedna ostatnio wyprowadzila sie 300 km zabierajac dzieci
    podaj pare przykladow ,jak ma ten ojciec dbac o kontakty
  • grru 05.02.19, 18:40
    Choćby spędzać z dzieckiem wakacje i ferie.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • bigzaganiacz 05.02.19, 20:46
    Tydzien kontaktu co pol roku?
    Wybacz ale osmieszasz sie ta propozycja
    Masz cos lepszego?
  • grru 05.02.19, 21:05
    A dlaczego ja? Czy ja wyglądam na zbawiciela ludzkości? Na rozwiązywacza każdego życiowego problemu?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • bigzaganiacz 05.02.19, 21:09
    Twierdzisz

    Rodzic, któremu zależy na dziecku będzie ponad jakiekolwiek głupoty wymyślane przez byłego małżonka i nigdy nie zerwie kontaktów z dzieckiem.


    To ja sie pytam jak ma byc ponad jakiekolwiek glupoty gdy matka wywozi dzieci 300km dalej
  • grru 05.02.19, 21:14
    Jak w piłce - gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Po pierwsze - wywalczenie kontaktów w sądzie. Na przykład zobowiązanie matki do przywożenia dziecka na jeden weekend w miesiącu. Po drugie - korzystanie ze wszystkich opcji długich weekendów. Nie zgadzać się na żadne dwa tygodnie wakacji, tylko w związku z odległością na sześć tygodni. Zresztą wszystko zależy też od wieku dziecka, bo co innego przedszkolak, a co innego nastolatek. Wszystko jest lepsze od podejścia: jak mamusia tak, to ja teraz cię nie znam i nie będziemy się w ogóle kontaktować.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • bigzaganiacz 05.02.19, 21:25

    Jak w piłce - gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Po pierwsze - wywalczenie kontaktów w sądzie.


    No to pare lat sie zejdzie






    Na przykład zobowiązanie matki do przywożenia dziecka na jeden weekend w miesiącu. Po


    Pomijajac juz ze to sie nie uda
    Zatroskana manusia zazadala by +2000 na taksowke bo sie boi jezdzic bo nie ma prawka bo nie ma czasu

    weekendów. Nie zgadzać się na żadne dwa tygodnie wakacji, tylko w związku z odległością na sześć tygodni



    To jest wprost genialna mysl tyle ze urlopu w roku jest 4 , 5 tygodni



    Czyli jednak piepszysz i jak baba sie uprze ojciec zostaje sprowadzoby do pozycji bankomatu z opcja widzenia godzine na pol roku
  • grru 05.02.19, 21:44
    To nie zapładniajcie takich bab i będzie po problemie. Sądy działają idiotycznie, to fakt, ale zamiast płakać w kąciku trzeba przynajmniej próbować. A nie wierzyć na etapie rozwodu, że będzie miło i fajnie.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • bigzaganiacz 05.02.19, 23:27
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • grru 06.02.19, 09:36
    Zmienia, zmienia. Najgorzej wychodzą ci, co wierzą, że "jakoś się dogadamy". I "przecież mówiła/przecież mówił". Od początku wszystko w sądzie i na papierze - dotyczy i facetów i kobiet. Przede wszystkim na starcie składać wniosek o przyznanie opieki nad dziećmi. Przecież podstawowa zasada negocjacji - startować z wysoka, żeby mieć z czego schodzić. Poza tym po odrzuceniu takiego wniosku sąd musi dać uzasadnienie. A nie ma, że pan nie dostał, bo nie chciał.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mamaaspiama 06.02.19, 09:51
    "Przede wszystkim na starcie składać wniosek o przyznanie opieki nad dziećmi. Przecież podstawowa zasada negocjacji - startować z wysoka, żeby mieć z czego schodzić. Poza tym po odrzuceniu takiego wniosku sąd musi dać uzasadnienie. A nie ma, że pan nie dostał, bo nie chciał. "

    Dokładnie smile
    Tylko wiesz, znalezienie prawnika, który na to pójdzie... Ciężko. Nie mówiąc już o całych stadach znajomych i rodziny królika, którzy z potępieniem będą syczeć "matce chcesz dzieci odebrać, kanalio!" wink
  • grru 06.02.19, 09:54
    Dlatego piszę, że trzeba wiedzieć, czego się chce, a nie pękać przed presją społeczną i potem płakać w kąciku. A prawnik i tak dostaje kasę, więc co mu za różnica?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mamaaspiama 06.02.19, 10:22
    "A prawnik i tak dostaje kasę, więc co mu za różnica?"

    Różnica taka, że prawnik patrzy też na statystyki wygranych spraw. Jak facet wystąpi o "kontakty", to sprawa prosta i może odfajkować "sukces". W przypadku ubiegania się o opiekę wyłączna, wiadomo jakie szanse są, więc będzie musiał/a wziąć na klatę porażkę.
    Ale generalnie jestem zwolenniczką wysokiej piłki w negocjacjach i uważam, że każdy ojciec powinien w przypadkach spornych występować o wyłączną opiekę nad dziećmi i od tego punktu zaczynać dyskusję.
  • grru 06.02.19, 11:41
    Jeden nie weźmie, to inny weźmie. Można też wystąpić bez prawnika - ważne, że po złożeniu takiego wniosku sąd musi go wziąć pod uwagę.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mamaaspiama 06.02.19, 11:48
    Grru, masz pełną rację smile Ja też tak uważam i za każdym razem, kiedy mój znajomy rozpoczyna "przygodę z rozwodem" mówię, że tak powinien zrobić, czyli wnioskować o wyłączną opiekę nad dziećmi.
    Potem chłop taki przychodzi i mówi, że matka (jego) na niego naskoczyła, że jest świnia, a prawnik postukał się w głowę, że przecież to nierealne i co on ma robić.
    "Siedzieć i płakać" - mówię. A potem mówię, że ma składać wniosek. Chyba, że ma ochotę zasilić statystyki pt. "ojcowie nie chcą wychowywać dzieci", to proszę bardzo. Tylko wówczas ma do mnie nie dzwonić z płaczem, że ma kontakty, alimenty i ex wywiozła dzieci na drugą stronę kraju, bo akurat przyjaciel dostał tam lepszą pracę.
    W ogóle faceci w tych tematach to jakieś kluchy takie...
  • iwoniaw 06.02.19, 12:47
    Nie zgadzać się na żadne dwa tygodnie wakacji, tylko w związku z odl
    > egłością na sześć tygodni
    >
    >
    >
    > To jest wprost genialna mysl tyle ze urlopu w roku jest 4 , 5 tygodni


    big_grin No co ty nie powiesz? big_grin Czyżby jednak ta wredna eks utracjuszka rzeczywiście w takiej sytuacji (6 tygodni w roku wyłącznej opieki dla tatusia to za dużo) potrzebowała jakiejś kasy na opiekę/rozrywki dla dziecka mającego 10 tygodni wakacji letnich, 2 tygodnie zimowych, tydzień świąt wielkanocnych i tydzień BN? Skoro sama ma urlopu "w roku 4, 5 tygodni"? big_grin

    Zaprawdę, zadziwiające, że sądy nie przyznają masowo opieki naprzemiennej ludziom, którzy uważają, że 6 tygodni sprawowania opieki nad dzieckiem w wakacje to mission impossible big_grin



    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • dorotal4 08.02.19, 10:34
    bigzaganiacz napisał(a):


    >
    > weekendów. Nie zgadzać się na żadne dwa tygodnie wakacji, tylko w związku z odl
    > egłością na sześć tygodni
    >
    > To jest wprost genialna mysl tyle ze urlopu w roku jest 4 , 5 tygodni
    >

    hahaha, no widzisz, misiu nie nadajesz się na ojca bo masz za mało urlopu big_grin
    Ale oczywiście chciałbyś, bardzo byś chciał się dzieckiem zająć, tylko "widzicie państwo, nie mogę. Bo urlopu nie mam."
  • katja.katja 06.02.19, 12:15
    Oprócz ceny nieruchomości co jest droższe w dużym mieście od małego miasta? Spożywka ma te same ceny w tej samej sieci sklepów, a nawet gorzej w małych miastach bo nie ma takiego wyboru np. dyskontów lub trzeba podjechać 20 km. Tak samo ubrania, prąd, gaz, net.



    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 06.02.19, 12:24
    Koszt zapewnienia dachu nad głową to akurat bardzo poważna pozycja w budżecie. Droższe są wszystkie usługi, zajęcia dodatkowe, lekarz, jeśli potrzeba prywatnie. Mieszkałam przez pewien czas w niedużym mieście i widziałam znaczące różnice w wydatkach. W zasadzie łatwiej powiedzieć, co kosztuje tyle samo - towar w supermarketach i sieciówkach. Ale już np. zrobienie okularów było tam zdecydowanie tańsze niż w Warszawie.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mary_lu 04.02.19, 21:54
    I dlatego można mieć opiekę naprzemienną tylko przy idealnej zgodzie i zaufaniu co do intencji i finansów. Ale w takich przypadkach ludzie rzadko się rozwodzą.

  • umi 05.02.19, 06:36
    Ja mam inne wnioski. Opiekę naprzemienna powinni przyznawac włąsnie tym rodzicom głównie, ktorzy nijak nie umieja się dogadac i nic na nich nie działa, a dobro dziecka maja w dudzie. Obie strony z sądownie zatwierdzonym planem finansowania dziecka i życie dziecka na walizkach do pełnoletnosci (czyli z "plecaczkiem" wink ). Tylko wtedy uniknęłoby się odcinania kontaktu jednego rodzica od drugiego. Lepiej się tułać ale miec oboje rodziców, niż potem braki emocjonalne.
  • triss_merigold6 05.02.19, 06:40
    Upiorne. Sąd sobie może zatwierdzać różne plany, wyegzekwować trudniej vide ściągalnosc alimentów.
  • umi 05.02.19, 06:54
    Owszem. Ale im więcej danych spraw, tym lepsze mechanizmy są wypracowane, więc nie koniecznie musiałoby byc tak źle.
  • babcia.stefa 06.02.19, 11:24
    Bycie przerzucanym jak paczka między niedogadującymi się rodzicami, zajefajny pomysł doprawdy.

    --
    "Dobrze ze dzieki PiS zostałaś zmuszona zeby zacząć szanować bliskich"
    asmarabis
  • mamaaspiama 06.02.19, 11:28
    "Bycie przerzucanym jak paczka"

    Co ludzie z tymi paczkami?? Serio...
    A teraz poproszę o wyjaśnienie co zyskuje dziecko będąc pozbawionym stałego kontaktu z jednym z rodziców lub mając ten kontakt ograniczony do "wizyt", nie biorąc udziału w życiu rodzica. Zakładamy cały czas, że rodzic jest wydolny, nie jest przemocowy i dziecko jest związane emocjonalnie z obojgiem rodziców.
  • katja.katja 06.02.19, 12:18
    Rodzic może spędzać ten sam czas tylko bez nocy z dzieckiem bez przerzucania go jak bagaż (skoro paczki Ci nie pasują). Może przecież zaraz z rana pojawić się u niego by zjeść śniadanie, potem podwieźć do szkoły i na sam wieczór odwieźć do domu. W nocy duże dziecko i tak się nie wybudza więc ma taki sam "kontakt" z rodzicami.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • iwoniaw 06.02.19, 12:57
    Otóż to. Jaki problem, by to rodzice krążyli wymieniając się w mieszkaniu dziecka (niechby jeden spał tam jedną noc i podawał śniadanie oraz odwoził do szkoły, drugi odbierał ze szkoły, podawał obiad, woził na zajęcia, pomagał w lekcjach i układał do snu, rano podawał śniadanie i odwoził do szkoły, skąd znów odbierałby ten pierwszy, który podałby obiad, obskoczył zajęcia dodatkowe, lekcje, sen, śniadanie - i znów zamiana. W weekendy mogliby na zmianę zabierać dziecko dokąd uznają za stosowne)? Że to niewygodne dla rodziców? No oczywiście. A dziecko wożone raz tu, raz tam i nie mające stałego miejsca zamieszkania, to oczywiście ma cudowne życie i nie jest "paczką", no gdzieżby big_grin


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • dorotal4 06.02.19, 12:59
    100% racji!
    Jakoś nikt z rodziców nie bierze pod uwagę przenoszenia się z mieszkania do mieszkania co kilka dni, ale dziecko można przerzucać. Przypomnę że to rodzice są odpowiedzialni za rozwód, więc dlaczego kosztami obarczają dziecko?
  • mamaaspiama 06.02.19, 13:20
    " Przypomnę że to rodzice są odpowiedzialni za rozwód, więc dlaczego kosztami obarczają dziecko?"
    Myślenie, że dziecko nie będzie ponosiło kosztów rozwodu, niezależnie od systemu opieki jest... nawet nie naiwnością, po prostu ograniczeniem intelektualnym. Nie trzeba być geniuszem żeby domyślić się, że dziecko rozwodu rodziców nie chce (poza sytuacjami skrajnymi) i jest to dla niego krzywda sama w sobie.

    "Jakoś nikt z rodziców nie bierze pod uwagę przenoszenia się z mieszkania do mieszkania co kilka dni, ale dziecko można przerzucać."

    Retoryka z "przerzucaniem dziecka" - obojętnie czy użyjemy słowa paczka, walizka, wszystko jedno, jest mniej więcej tego samego poziomu, co wmawianie kobietom, ze aborcja zawsze oznacza traumę i cierpienie po kres życia, bo "mordują dzieciątko pod serduszkiem mamusi".
    Używane są pewne sformułowania, które mają na celu wywołanie określonych emocji. Normalnie mnie samej robi się żal tych "przerzucanych jak paczki dzieci"... poza tym, że ciągle czytam pĄczki, może dlatego, że jestem głodna tongue_out
    A przenoszenie się rodziców jest dobrym pomysłem dopóki nie wejdą w nowe związki. Wtedy przestaje mieć to sens, zwłaszcza jeśli pojawia się kolejne dziecko. I chciałaby zaznaczyć, że dotyczy to tak samo matek jak i ojców. Oczekiwanie, że kobieta zrezygnuje z ułożenia sobie życia jest co najmniej okrutne, zwłaszcza, że dziecko w wieku lat nastu przestaje potrzebować rodziców wiszących nad nim.

    Wiecie co, ja rozumiem, że można podać każdy dowolny argument żeby status quo zostało zachowane. Wasze prawo.
    Moje prawo uważać to za bredzenie zestrachanych madek, które potencjalnie straciłyby kartę przetargową wink
  • dorotal4 06.02.19, 13:42
    mamaaspiama napisała:

    > " Przypomnę że to rodzice są odpowiedzialni za rozwód, więc dlaczego kosztami o
    > barczają dziecko?"
    > Myślenie, że dziecko nie będzie ponosiło kosztów rozwodu, niezależnie od system
    > u opieki jest... nawet nie naiwnością, po prostu ograniczeniem intelektualnym.
    > Nie trzeba być geniuszem żeby domyślić się, że dziecko rozwodu rodziców nie chc
    > e (poza sytuacjami skrajnymi) i jest to dla niego krzywda sama w sobie.

    Ograniczeniem intelektualnym jest dopisanie do mojego postu tego co powyżej.
    Oczywiście, że dziecko zawsze odczuje rozwód rodziców. Tyle tylko że przerzucanie go, bo tak rodzicom wygodniej jest dodatkowym kosztem. Kosztem którego rodzice sami nie chcą ponieść.



  • mamaaspiama 06.02.19, 13:59
    "Ograniczeniem intelektualnym jest dopisanie do mojego postu tego co powyżej."

    Myślę, że niepotrzebnie tak osobiście to odebrałaś

    "Tyle tylko że przerzucanie go, bo tak rodzicom wygodniej jest dodatkowym kosztem. "

    Marginalizacja jednego z rodziców jest niewspółmiernie większym kosztem, a jednak tysiące matek codziennie każą dziecku ten koszt ponosić i śpią spokojnie.
  • dorotal4 06.02.19, 14:22
    mamaaspiama napisała:

    > "Ograniczeniem intelektualnym jest dopisanie do mojego postu tego co powyżej."
    >
    > Myślę, że niepotrzebnie tak osobiście to odebrałaś
    >
    > "Tyle tylko że przerzucanie go, bo tak rodzicom wygodniej jest dodatkowym koszt
    > em. "
    >
    > Marginalizacja jednego z rodziców jest niewspółmiernie większym kosztem, a jedn
    > ak tysiące matek codziennie każą dziecku ten koszt ponosić i śpią spokojnie.

    Tylko ja nie piszę o marginalizacji życia jednego z rodziców tylko o opiece nad dzieckiem w jednym domu. Albowiem odpisuję na ten post:

    "Otóż to. Jaki problem, by to rodzice krążyli wymieniając się w mieszkaniu dziecka (niechby jeden spał tam jedną noc i podawał śniadanie oraz odwoził do szkoły, drugi odbierał ze szkoły, podawał obiad, woził na zajęcia, pomagał w lekcjach i układał do snu, rano podawał śniadanie i odwoził do szkoły, skąd znów odbierałby ten pierwszy, który podałby obiad, obskoczył zajęcia dodatkowe, lekcje, sen, śniadanie - i znów zamiana. W weekendy mogliby na zmianę zabierać dziecko dokąd uznają za stosowne)? Że to niewygodne dla rodziców? No oczywiście. "

    Jakoś to w przyrodzie nie występuje. Ciekawe dlaczego.
  • mamaaspiama 06.02.19, 14:44
    "Jakoś to w przyrodzie nie występuje. Ciekawe dlaczego. "

    Przecież już na to odpisałam. Taki model, może nie zmiany z dnia na dzień (nikt przy zdrowych zmysłach nie realizuje opieki naprzemiennej w takim kształcie, że dziecko codziennie jest w innym domu!), ale z częstotliwością co kilka dni jest praktykowany (moim zdaniem ma to sens) jednak jest możliwy tylko przez krótki czas zaraz po rozwodzi. Na dłuższą metę jest nie do obronienia, ponieważ zakłada absolutne, 100% budowanie swojego świata wokół dziecka, wyklucza wejście w relację partnerską z kimkolwiek i zbudowanie nowej rodziny przez oboje rodziców. Jest to postawa niezdrowa, która czyni więcej szkód niż pożytku.
  • grru 06.02.19, 13:03
    Wymyśliłaś sobie, że dziecko jest nieszczęśliwe i czuje się jak paczka. Nie bierzesz pod uwagę, że są dziec, które właśnie tak by chciały?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mamaaspiama 06.02.19, 13:08
    "Nie bierzesz pod uwagę, że są dziec, które właśnie tak by chciały?"

    Sądzę, że w ogóle nie wchodzi to w zakres zainteresowań.
    Tu jest stanowisko:
    "ja jestem MATKĄ proszę pana" i olew całkowity tego, czego chce dziecko. Bo przecież jakiś tam obcy facet w ogóle nie ma znaczenia.
  • dorotal4 06.02.19, 13:46
    mamaaspiama napisała:

    > "Nie bierzesz pod uwagę, że są dziec, które właśnie tak by chciały?"
    >
    > Sądzę, że w ogóle nie wchodzi to w zakres zainteresowań.
    > Tu jest stanowisko:
    > "ja jestem MATKĄ proszę pana" i olew całkowity tego, czego chce dziecko. Bo prz
    > ecież jakiś tam obcy facet w ogóle nie ma znaczenia.

    To że ty masz dzieci z obcym facetem to jest twój prywatny problem.
    Przypomnę że rozważamy tu dwie sytuacje: dziecko mieszka w jednym domu a zmieniają się rodzice vs rodzice mają swoje domy a dziecko się przeprowadza co tydzień.
  • mamaaspiama 06.02.19, 14:06
    "To że ty masz dzieci z obcym facetem to jest twój prywatny problem."

    Oj big_grin Ty naprawdę powinnaś mniej osobiście odbierać posty.

    "Przypomnę że rozważamy tu dwie sytuacje:dziecko mieszka w jednym domu a zmieniają się rodzice vs rodzice mają swoje domy a dziecko się przeprowadza co tydzień. "

    Przypomnę, że sama sobie ewidentnie narzuciłaś jedną formę opieki naprzemiennej, ale to już kwestia Twojej wizji rzeczywistości.
    Opieka naprzemienna wcale nie oznacza przeprowadzki co tydzień a porównywalny czas spędzany przez dziecko z każdym z rodziców. Jak sobie to wszyscy określą to już wewnętrzna sprawa każdej rodziny.
    A jak przestaniesz się ekscytować dyskusją i pomyślisz trzeźwo, zobaczysz, że znacznie mniejszym problemem jest stworzenie dziecku warunków w domu każdego rodzica niż przeprowadzka każdego z rodziców w momencie, kiedy choć jedno z nich wchodzi w związek. I może dotrze do Ciebie, że także matka ma prawo do nowego związku i urodzenia kolejnego dziecka, a w tej sytuacji przemieszczanie się tej matki między dwoma domami jest pomysłem z dudy.
    Dodając do tego nieubłagany upływ czasu i fakt, że dzieci rosną (wiem, szok i niedowierzanie wink ) i coraz mniej czasu spędzają z rodzicami, w tym, o zgrozo, z mamusią, a w pewnym momencie po prostu wyprowadzają się z domu, budowanie przez rodziców świata wokół dziecka jest mało sensowne. Prowadzi bardzo często do uwieszenia się na dziecku (dziwnym trafem zazwyczaj uwiesza się matka) i zrobienia mu z życia piekła.
    I strasznie szkoda, ze tego wszystkiego nie dostrzegasz i nie rozumiesz, bo do tej pory z Twoich postów wyłaniała się myśląca kobieta.
  • dorotal4 06.02.19, 14:20
    Po prostu niepotrzebnie się unosisz i wszędzie wtykasz te agresywne wtręty o "madkach" i "ograniczeniu intelektualnym". Biorąc pod uwagę powyższe, a także fakt, że nie widzisz na co odpisywałam sprawia że ciężko się z tobą dyskutuje.
  • mamaaspiama 06.02.19, 14:39
    " Biorąc pod uwagę powyższe, a także fakt, że nie widzisz na co odpisywałam sprawia że ciężko się z tobą dyskutuje. "

    Agresywne? Odnoszę się do pewnej postawy, która wyrządza ogromną szkodę. A mimo to jest powszechnie akceptowalna. Nie wiem dlaczego.
    Odnoszę się do bardzo konkretnych słów, które cytuję.
  • aandzia43 06.02.19, 14:17
    umi napisała:

    > Ja mam inne wnioski. Opiekę naprzemienna powinni przyznawac włąsnie tym rodzico
    > m głównie, ktorzy nijak nie umieja się dogadac i nic na nich nie działa, a dobr
    > o dziecka maja w dudzie. Obie strony z sądownie zatwierdzonym planem finansowan
    > ia dziecka i życie dziecka na walizkach do pełnoletnosci (czyli z "plecaczkiem"
    > wink ).

    O rany, ty tak serio?! Jeden z głupszych pomysłów z jakimi się ostatnio zektkęłam. Już widzę niedorozwiniętych emocjonalnie i społecznie tatusia lub mamusię sprawnie wpisujących się w ten model big_grin Przestrzegających zasad, współpracujących, mających na względzie dobro dziecka. Buhaha. Uszczęśliwianie dzieci czymś takim zakrawa na znęcanie się nad nimi w obliczu prawa przez jaśnie nieoświecony wysoki sąd.




    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • umi 06.02.19, 16:48
    "O rany, ty tak serio?!" - Tak.

    "Już widzę niedorozwiniętych emocjonalnie i społecznie tatusia lub mamusię" - nie piszę o osobach niedorozwiniętych emocjonalnie (chociaz może cos w tym jest, ze osoba dorosła przedkladajaca własny egoizm nad dobro dziecka jest niedorozwinieta emocjonalnie) tylko o sytacji kiedy jeden rodzic tak nienawidzi drugiego, ze mu rzuca kłody pod nogi w kontaktach z dzieckiem. Uważam, że wtedy prawny "zamordyzm" ma sens, bo dziecko ma szansę mieć oboje rodziców i miec z nimi kontakt.

    Natomiast nie widzę sensu opieki naprzemiennej (ze zmianą domów i stałymi przeprowadzkami) u normalnych ludzi, którzy się umieja dogadac. Takim ludziom wystarczy empatii, by wiedziec że dziecko jest słabsze od nich i w sytuacji kiedy juz mu sie rodzina rozwala, to schozofreniczne dwie rzeczywistosci sa naparwde bardzo słabym pomysłem. Poza tym sa dzieci, które nie powiedzą, ze im ciezko, zeby nie sprawic przykrosci rodziców. Jesli nie ma dosc sprawnej babci czy ewentualnie jakiejs cioci, do której sie mozna przeniesc nie będąc posądzonym o "niekochanie" drugiej strony, to dzieciak jest między młotem a kowadłem. Normale osoby moga sie wiec dogadac bez szopki z wędrówkami dzieci.

    Ja mam swoje zdanie i je wyrazam w dyskusji, kazdy moze miec przeciez swoje. Jak dla mnie inni moga swoje dzieci nawet zaraz po urodzeniu izolowac od matek i wysyłac obcym na wychowanie, mnie nic do tego. O ile zbyt duzo takich dzieci nie będzie się potem leczyc psychologicznie na koszt podatników, nie mam przeciwskazan.
  • aandzia43 07.02.19, 11:51
    Umi, jeśli para nie może dogadać się w sądzie w sprawie opieki nad dziećmi to albo z obydwojgiem, albo przynajmniej z jednym jest coś nie teges. Orzekanie opieki naprzemiennej w takiej sytuacji "żeby się jakoś dogadali" czy ewentualnie dotarli w praniu czyli w szarpaninie, to eksperyment na zywym organizmie czyli na dziecku, czyli szarpanie dzieckiem większe niż do tej pory. Dla zasady bo z każdym rodzicem ma spędzić ono dokładnie tyle samo czasu? Gra niewarta swieczki, za wysoka cena ze strony dziecka. Opieka naprzemienna jest dla OBYDWOJGA dojrzałych i normalnych ludzi. Inaczej robi się koszmar dla dziecka.

    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • umi 07.02.19, 13:53
    Ja rozumiem Twoje argumenty, ale widzisz, wg mnie opieka naprzemienna jest w ogóle złym rozwiązaniem. Uważam, że normalni, dojrzali dorośli potrafią w sytuacji rozwodu przedłozyć dobro dziecka nad własne. Bo o ile dorosły po rozstaniu się pozbiera, zwłaszcza kiedy pozna nowego partnera, to dla dziecka jest to tragedia. Dziecku sie rozpada rodzina i dlatego nalezy mu zapewnic maksymalny komfort i poczucie bezpieczeństwa. Według mnie. I według mnie i z mojej wiedzy i doświadczenia, opieka naprzemienna temu nie służy. Dwa domy nie są naturalne dla małego człowieka, ludzie się od zawsze wychowywali w jednym. To jest moje zdanie, jeśli ktos uwaza opieke naprzemienna za dobre rozwiązanie, to ja to szanuję, po prostu sama tak nie uwazam.

    Natomiast w sytuacji, kiedy przynajniej jeden z rodziców rozgrywa dzieckiem jest do wyboru: albo zła według mnie opieka naprzemienna, albo dorastanie w jednym domu, ale w atmosferze wojny obojga rodziców, połaczone z jakimś nastawianiem jednego dziecka przeciw którejs ze stron. W takiej sytuacji wydaje mi się, ze majac dwoch idiotów bijacych się o misia (kazdy musi miec misia u siebie) trzeba tym idiotom misia dac (o ile nie sa patologią) bo to jest po prostu mniejsze zło.

    Z Toba chyba nie rozmawiałam, wiec napisze to jeszcze raz (w jedenej dyskusji juz pisalam). Przy rozwodzie moim zdaniem najwazniejsze jest dziecko, nie rodzice. I ja patrze z punktu widzenia dziecka. Nowe pomysły wychowania (z opieka naprzemienna na czele) uwazam za eksperymenty na zywym organiźmie. O ile mozna zmieniac jakies utarte stereotypy i ograniczenia kulturowe (jak dawny zakaz dla kobiet nauki na uczelniach), to biologii się według mnie nie obejdzie. To w ostatnich latach, z nowymi modelami rodziny mamy tyle chorób psychicznych wśród dzieci i młodziezy. I ta liczba stale rośnie. Według mnie człowiek nie bez powodu ma dwie płcie, które w niektórych sytacjach reaguja nieco inaczej i nie bez powodu małego ssaka naszego gatunku od zawsze wychowywała matka. Dawniej dzieciom nic sie nie działo nawet jeśli ojcowie częsciej byli w pracy niz w domu. I te dzieci miały jeden dom. Po prostu psychika cżłowieka jest taka a nie inna i najkorzystneijsze jest rozwiazanie jak najnaturalniejsze.

    Ale to jest moje zdanie, kazdy moze mieć inne smile
  • bigzaganiacz 07.02.19, 14:47
    . Według mnie. I według mnie i z mojej wiedzy i doświadczenia, opieka naprzemienna temu nie służy. Dw

    z czego wynika twoja wiedza
    ile opracowan naukkowych przeczytalas
    a moze sama prowadzilas badania
    jak duza byla grupa badawcza

    www.theguardian.com/lifeandstyle/2016/jan/24/sharing-custody-childrens-mental-health-divorce-separation
  • umi 07.02.19, 22:16
    "Według mnie" - A jak mam pisać??? Ex cathedra głosić jedyną słuszną prawdę??? To jest forum, a ja piszę swoje poglądy, dyskutujac z ludzmi o innych pogladach. I podkreslam, że te sa moje. Mam pisac jakąś prawdę objawioną, czy jak??? Jesli nie zauwazyłes, wszyscy tutaj piszą własne poglądy. Więc czemu się czepiasz?

    Nie występuję tu pod własnym nazwiskiem, nie daję autoryzowanych porad czy to prawnych, czy psychologicznych, czy jakichkolwiek innych. W dodatku mam ograniczoną ilość znaków, nie mogę pisac wypracowan pod kazdym postem, kto by to czytał? W takiej sytacji uzywa się np. skrótów myslowych. A skrót moze byc źle zrozumiany. Nie mam zamiaru brac na sumienie kogokolwiek, kto mnie źle zrozumie i nie dopyta, a zacznie stosować. Próbke juz miałąm, na szczescie wyszedł z tego tylko jeden watek o nietrafionym tytule.

    Rozumiem, ze Wy tu wszyscy jestescie stali bywalcy, ale ja jestem nowa. Pisze na forum publicznym, ludzie nie tylko z forum to czytaja. Więc nie czepiaj się, ze robię klauzurę bezpieczenstwa, zeby nikogo nie uszkodzić jesli ja sie pomyle, albo ktos mnie źle zinterpretuje.
  • bigzaganiacz 07.02.19, 22:29
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • umi 07.02.19, 22:44
    Wybacz, ale ja nie rozumiem co Ty do mnie piszesz. Napisz to normalnie.
  • umi 07.02.19, 22:47
    "Wybacz, ale ja nie rozumiem co Ty do mnie piszesz. Napisz to normalnie" - tzn. to jest do bigzaganiacza.
  • grru 07.02.19, 21:22
    Ale wszystko się właśnie o to rozbija. Naprawdę ludzie decydują się na opiekę naprzemienną nie dlatego, że sobie myślą; dokopiemy dziecku źle mu to mu jeszcze dodatkowo zaburzymy bezpieczeństwo. Nie. Decydują się dlatego, że są przekonani, że właśnie taka forma zapewni dziecku najlepszą realizację jego potrzeb w sytuacji rozpadu rodziny.

    To co piszesz o "nowych modelach rodziny" nie ma oparcia w wiedzy historycznej. Prawdopodobnie odwołujesz się do modelu "starego", który jest tak naprawdę modelem z połowy XX wieku z krajów europejskich.
    Historycznie modle rodziny były bardzo różne. Weźmy choćby naszą część świata. W Polsce jeszcze po wojnie nikogo nie dziwiło, że dzieci się "oddawało" np. do krewnych. Żadna adopcja, nikt tego nie pilnował. Masa dzieci wychowywała się np. z dziadkami na wsi, rodzice zabierali dopiero jak dziecko maiło iść do szkoły. Z powodu śmiertelności kobiet wychowywanie się bez matki też nie było niczym zaskakującym. Sieroctwo czy półsieroctwo było jeszcze na początku XX wieku dość spotykanym zjawiskiem. W wyższych sferach normą były mamki, a potem cedowanie całego procesu opiekuńczo - wychowawczego na wykwalifikowany personel. W biednych dla odmiany oddawanie dzieci "do terminu" czy do pracy. 13-latki normalnie zasuwały jako służące. Zresztą poczytaj choćby "Historię dzieciństwa".
    A co do chorób psychicznych - zwiększona liczba diagnoz nie oznacza, że chorób psychicznych jest więcej. Oznacza to tylko tyle, ze dziś diagnozujemy i leczymy dziecko, które kiedyś było "głupim Jasiem", "debilkiem" i było trzymane w zamknięciu.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • umi 07.02.19, 22:42
    "Ale wszystko (...) dodatkowo zaburzymy bezpieczeństwo." - I mnie właśnie o to chodzi. Znam kilka osob, które są dorosłymi dziećmi rodziców działających w takiej dobrej wierze. Rozwiązanie nie było dobre, ale wiadomo to dopiero po latach. Zdaję sobie sprawę, że to jest dowód anegdotyczny i nie musisz (a nawet nie powinans bez sprawdzenia) mi wierzyć. Natomiast ja mam podstawy, żeby tym osobom wierzyc. Stąd moje stanowisko i dlatego o tym piszę. Chociazby po to, zeby ludzie nie szli slepo za trendem, tylko patrzyli na własne dzieci i na to, co tym dzieciom naprawdę jest potrzebne. Natomiast nie wykluczam, że jakies dziecko może takiej opieki chciec samo z siebie i wtedy jak najbardziej uważam, że to jest OK.

    "To co piszesz o "nowych modelach rodziny" (...)" - Może za ogólnie napisałam. Niezależnie od tych wszystkich wariantów, które wymienilaś, a które sa kulturowe i tak jak piszesz, różne, baza jest ta sama. Ja o tej bazie pisalam. Czyli o tym, że dzieci były wychowywane przez kobiety a mężczyźni do pewnego wieku mieli raczej ograniczony udział w tym wychowaniu i nikomu to nie szkodziło. Co więcej, jest to wspolne dla więkoszosci kultur. Nawet jesli dzieci nie były wychowywane przez matkę, to były przez jakąś kobietę. I im wychowanie przez kobiety nie szkodziło. Nie pisze tego żeby teraz polemizowac z sensownoscią udziału ojca w wychowaniu dziecka, tylko odnosząc się do histerycznych zachowan niektórych panów głoszących, ze jak dziecko nie będzie z nimi 50/50 to coś mu sie stanie. Nie stanie. Nasz gatunek tak "działa", ze dzieci u nas wychowywały kobiety. Gdybysmy sie mieli od tego zdegenerować, to to juz by sie stało, a jednak cywilizacja idzie stale do przodu. Jeszcze raz to podkresle, ja nie pisze o kulturze, a jedynie o biologii. I to na bardzo podstawowym poziomie.

    "13-latki normalnie zasuwały jako służące" - tak, ale według tamtego wychowania to nie były dzieci. W ogóle pojęcie dziecinstwa takie jak teraz znamy jest stosunkowo nowe. Kiedys dzieci bardzo wczesnie wchodziły w dorosłe zycie, bo taka była konieczność.

    "Oznacza to tylko tyle, ze dziś diagnozujemy i leczymy dziecko, które kiedyś było "głupim Jasiem", "debilkiem" i było trzymane w zamknięciu" - Ja nie o tym. Głupi Jaś, czy debilek to dziecko opóźnione w rozwoju. Ja miałam na mysli głównie depresję i próby samobójcze coraz mlodszych dzieci.
  • grru 08.02.19, 08:51
    Ależ trend jest taki, że dziecko jest z matką, a ojciec ma dwa weekendy w miesiącu i ewentualnie jedno popołudnie w tygodniu. I mnóstwo ludzi idzie ślepo za tym trendem. Opieka naprzemienna jest zdecydowanie wbrew trendom.
    Wychowanie przez kobietę dotyczyło wczesnego okresu w życiu dziecka. Nikt tu nie postuluje, żeby dziecko karmione piersią odrywać od matki i dzielić czas pół na pół z ojcem. Często rozwodzą się ludzie dzieci w wieku szkolnym i to jest zupełnie inna sytuacja. Zresztą gdybyśmy mieli patrzeć historycznie, to od 7 lat w górę syn powinien zostawać z ojcem, a córka z matką.
    Depresji nie diagnozowano i u dorosłych, co nie znaczy, że nie występowała.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • triss_merigold6 08.02.19, 09:48
    Ależ nie ma cienia powodów, żeby na sztywno ograniczać kontakt ojca z dziećmi do ww. Pan może i powinien brać zwolnienia na dzieci, zwalniać się z pracy, żeby zdążyć na przedstawienie o 15, chodzić na szczepienia i bilanse, zapewniać opiekę w część wakacji i połowę ferii. Oczywiście dzieci po weekendzie u ojca powinny wracać z odrobionymi lekcjami i czyste.
  • iwoniaw 08.02.19, 09:57
    No właśnie ja też nie rozumiem, w czym problem. Naprawdę w życiu nie spotkałam się z sytuacją, w której matka zabrania ojcu wozić dziecko na wszystkie zajęcia dodatkowe, brać zwolnienie na chorego potomka czy pomagać w lekcjach. Tudzież zapewniać rozrywki w ferie, rozwiązywać problemy egzystencjalne, chodzić na wywiadówki i interesować się, jak tam było na urodzinach u kolegi.
    Ale dzielnytata powyżej już napisał - on chce opieki "dzielonej", ale jak się okazuje, że 6 tygodni wakacji by na niego miało przypadać (co nie stanowi nawet połowy wolnego w roku szkolnym), to wielce oburzony, że przecież "on ma tylko 4-5 tygodni urlopu" big_grin No ale eks uważająca, że w zw. z tym przynajmniej na czas wolnego w szkole, gdy ona urlopu nie ma, potrzebna jest kasa na wyjazd zorganizowany/płatną opiekę oczywiście jest pazerna i naciąga wydatki big_grin W sumie to dobrze, że niektórzy tu piszą - ładnie wychodzi, jakie mają pojęcie o kosztach utrzymania dziecka i o co naprawdę im chodzi (i nie, nie jest to dobro dziecka ani chęć spędzania z nim czasu).


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • droch 08.02.19, 10:56
    > Naprawdę w życiu nie spotkałam się z sytuacją, w której matka zabrania ojcu wozić dziecko na
    > wszystkie zajęcia dodatkowe, brać zwolnienie na chorego potomka czy pomagać w lekcjach

    Naprawdę nie spotkałaś się z sytuacją, a której rodzic (często przy wsparciu rodziny) za wszelką cenę utrudnia jakikolwiek kontakt drugiego rodzica z dzieckiem?
  • iwoniaw 08.02.19, 11:21
    Owszem, nigdy się z taka sytuacją nie spotkałam. Wprost przeciwnie - często się spotykałam z sytuacją, gdy dziecko czekało na zasądzone kontakty, a rodzicowi co i rusz coś "wypadało", albo opiekę w weekend rozumiał tak, że odbiera dziecko niemal w południe w sobotę i odwozi z powrotem przed obiadem w niedzielę, a o przybyciu na jakieś szkolne przedstawienie czy inne wręczenie dyplomów to w ogóle mowy nie było. Sugestię, by może zawoził dziecko np. raz w tygodniu po lekcjach na zajęcia dodatkowe kwitowali tacy często już tu cytowanym "ja CI dziecka wozić nie będę".


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • triss_merigold6 08.02.19, 11:33
    O toto. Raczej słyszałam o panach, on biedny, chory, nie ma pieniędzy, nie ma urlopu, musiałby jechać przez pół miasta, już się umówił na weekend, ma plany, nie bedzie się zwalnial na 2 godziny, ma drewnianą nogę, po poludniu mu nie pasuje etc.
  • mamaaspiama 08.02.19, 11:52
    "Owszem, nigdy się z taka sytuacją nie spotkałam. Wprost przeciwnie "

    A ja spotkałam się z jedynymi o drugimi przypadkami.
    Spotkałam się też z sytuacjami, kiedy matka pazurami i zębami walczyła żeby dziecko było z nią, ojciec kontakty co 2 tygodnie po kilka godzin. Po czym po uprawomocnieniu się wyroku dziecko lądowało u dziadków bądź u ojca, który zajmował się dzieckiem, oczywiście nadal płacił alimenty.
    Znam nawet sytuację, kiedy dziecko uciekło od matki do ojca, po kilku miesiącach sąd klepnął zmianę miejsca zamieszkania, ale facet nadal miał płacić alimenty na dziecko na ręce ex. Albowiem opieka, miejsce zamieszkania i alimenty to osobne sprawy, których nie rozpatruje się jednocześnie.
    Facet złożył wniosek do sądu o umorzenie mu alimentów i o alimenty od ex. Wniosek leżał nierozpatrzony jakiś czas, facet musiał wybrać na kogo płaci - ex czy syna. Wybrał syna. Ex zgłosiła sprawę do komornika i, uwaga, dostawała przez 3 lata pieniądze z Funduszu Alimentacyjnego smile
    Da się?
  • beataj1 08.02.19, 11:04
    To jest zadziwiająco powtarzająca się sytuacja. Znajomi się rozwodzili - na etapie rozwodu były szumne deklaracje ojca o głębokiej potrzebie opieki naprzemiennej. Bo tak kocha.
    No to się matka zgodziła.
    Usiedli do ustalania szczegółów. Okazało się że to dla ojca oznacza rzeczywiste przejęcie połowy opieki i połowy czasu spędzanego z dzieckiem.
    Facet sobie to policzył i okazało się że on po prostu fizycznie nie da rady tego zrobić. Bo urlopu mało, bo nowa pani też chce życia zaznać itd. Migusiem się z opieki naprzemiennej wycofał. Teraz po paru latach od rozwodu z trudem udaje mu się wygenerować dwa weekendy w miesiącu i dwa tygodnie w wakacje. Na szczęście jego mama może to za niego odrabiać.

    --
    Życie jest jak striptiz transwestyty. Wszystko ładnie, pięknie aż tu nagle...
  • bigzaganiacz 08.02.19, 11:27
    Ale dzielnytata powyżej już napisał - on chce opieki "dzielonej", ale jak się okazuje, że 6 tygodni wakacji by na niego miało przypadać (co nie stanowi nawet połowy wolnego w roku szkolnym), to wielce oburzony, że przecież "on ma tylko 4-5 tygodni urlopu" big_grin No ale eks uważająca, że w zw. z tym przynajmniej na czas wolnego w szkole, gdy ona urlopu nie ma, potrzebna jest kasa na wyjazd zorganizowany/płatną opiekę oczywiście jest pazerna i naciąga wydatk



    odpowiedz dodyczyla sytuacji gdzie dziecko zostaje wywiezione kilkaset kilometrow i te 6 tygodni to mialo byc nie wiem czym , rekompensata za nie widzenie przez pol roku to albo czyms takim,
    jak nie rozumiesz tego co czytasz to sie chociaz nie osmieszaj tymi swoimi wywodami


  • iwoniaw 08.02.19, 11:33
    Pogrążaj się dalej big_grin No to z czym ma ten dzielnytata problem, że aż 6 tygodni z 52 w roku nie jest w stanie wykroić dla własnego dziecka? big_grin


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • bigzaganiacz 08.02.19, 11:39
    no to jak ma wykroic 6 tygodni skoro ma 4-5 tygodnu urlopu
    czekam na propozycje
  • iwoniaw 08.02.19, 11:47
    Zapytaj matki, która też ma 4-5 tygodni urlopu, jak sobie radzi z opieką nad dzieckiem mającym w szkole wolnych rocznie tygodni 14 plus pojedyncze dni. Ani chybi opłaca nianię/wyjazdy na obozy z tych 500 zł alimentów, co to za nie jeszcze za nie jeździ do spa i do fryzjera big_grin


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • bigzaganiacz 08.02.19, 11:50
    jesli dobrze rozumiem twoja pokretna logike
    to ma nie widziec dziecka pol roku
    "wziasc" na 6 tygodni , a na cztery wyslac na oboz albo brac opiekunke , to jest twoja odpowiedz na budowanie wiezi dziecka z ojcem ?
  • dorotal4 08.02.19, 11:52
    Ale wiesz, że dziecko nie istnieje tylko w tych krótkich momentach kiedy ty masz akurat czas żeby z nim więź zbudować?
  • iwoniaw 08.02.19, 11:55
    Ależ skąd! Toż od początku postuluję, żeby oboje rodziców brało czynny udział w codziennym życiu dziecka. Oprócz tego każde z nich może (i powinno!) na 7 tygodni w roku, gdy nie ma szkoły zapewnić dziecku opiekę i zajęcie (10 tyg. wakacji letnich + 2 tyg. zimowych + 1 tydzień na BN + 1 tydzień na Wielkanoc = 14. 14:2=7). Oprócz tego w kilka innych pojedynczych dni roboczych, gdy nie ma lekcji (majowe i listopadowe długie weekendy, piątek po Bożym Ciele, Dzień Nauczyciela itd.) Zdaje się, że wyżej miałeś jakiś problem nawet nie z 7, a z 6 tygodniami - ergo nie dasz rady przejąć połowy opieki, q.e.d.


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • dorotal4 08.02.19, 11:51
    bigzaganiacz napisał(a):

    > no to jak ma wykroic 6 tygodni skoro ma 4-5 tygodnu urlopu
    > czekam na propozycje

    Koniecznie powiedz to w sądzie. Wtedy matka, która musi wykroić 12 tygodni wolnego w roku będzie mogła powiedzieć: ok, to ja się muszę zwolnić z pracy i przejść na utrzymanie z alimentów big_grin

    Ale jeśli naprawdę nie wiesz jak zapewnić dziecku opiekę w wakacje (bo nigdy nie musiałeś sobie zaprzątać tym głowy) to służę pomysłami: półkolonie, kolonie, wyjazd do babci, opiekunka. Tylko wiesz, to trzeba samemu zorganizować, a nie czekać aż matka znajdzie sposób opieki który ty z radością skrytykujesz.
  • bigzaganiacz 08.02.19, 11:59
    oniecznie powiedz to w sądzie. Wtedy matka, która musi wykroić 12 tygodni wolnego w roku będzie mogła powiedzieć: ok, to ja się muszę zwolnić z pracy i przejść na utrzymanie z alimentów big_grin

    przy opiece naprzemiennej to akurat jej sprawa jak wykroi czas i z czego sie utrzymuje
  • dorotal4 08.02.19, 12:00
    Ale o jakieś opiece naprzemiennej mowa, skoro ty nawet 6 tygodni opieki nie jesteś w stanie zapewnić?
  • arwena_11 08.02.19, 12:46
    Ale to jednak ciut bez sensu. Ojciec powinien zapewnić 6 tygodni w wakacje, pod warunkiem, że one trwają 12 tygodni. A chyba tak nie ma.
    Nawet jeżeli miałoby tak być - to wtedy nie powinno być ujętych kosztów wakacji w alimentach.

    I tak znam przypadek, gdzie facet płacił w alimenty na wakacje ( wliczone były dwa obozy wakacyjne po ok 2500-3000 i jeden na ferie ). Kiedyś dziecko z pretensjami do ojca wyskoczyło, że obiecywał mu obóz za granicą. Ojciec zdziwiony, że przecież płaci kasę na taki obóz. No i okazało się, że matka za tą kasę wysłała dwoje dzieci na obozy w Polsce ( drugie dziecko z drugiego małżeństwa ). Potem jeszcze wyszło, że matka narobiła długów w prywatnej szkole ( czesne było w alimentach ). Ojciec spłacił zadłużenie i wywalczył w sądzie obniżenie alimentów płaconych matce do ręki o czesne i wakacje - w zamian miał płacić do szkoły i opłacać te 3 obozy w roku.
    Matka szczęśliwa nie była - za to dziecko już tak smile
  • iwoniaw 08.02.19, 12:51
    Ojciec powinien zapewnić 6 tygodni w wakacje, pod
    > warunkiem, że one trwają 12 tygodni. A chyba tak nie ma.


    A jak jest, arwenko? big_grin 10 bitych tygodni trwają wakacje letnie, 2 tygodnie ferie zimowe. Dolicz dwie przerwy świąteczne (tydzień na Wielkanoc i tydzień do półtora na BN) i masz PONAD 14 tygodni. Plus różne tam "długie weekendy" big_grin


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • arwena_11 08.02.19, 15:02
    Może trzeba korzystać z opieki w szkole? Bo szkoła ma obowiązek zorganizować opiekę na dni wolne ( nie mówię o feriach i wakacjach )
  • triss_merigold6 08.02.19, 15:17
    Może trzeba. Niemniej, na zimę w mieście i lato w mieście należy dzieci: a - zapisać, b - (młodsze) odprowadzać. Tatuś na tydzien ferii i 2 tygodnie wakacji może zabrać dzieci do siebie i od siebie organizować im ww. formę opieki.
  • bigzaganiacz 08.02.19, 15:44
    Niemniej, na zimę w mieście i lato w mieście należy dzieci: a - zapisać, b - (młodsze) odprowadzać.

    widze ze koncepcja wywiezienia dzieci, odciecia od ojca przerasta wasze umysly

    pomysly zeby brac na 6 tygodni jak sie ma 4-5 tygodni urlopu bardzo okazaly sie zabawne

    wyskakuja pomysly z no przeciez moe zapisac na zajecia , ale zajecia sa dla dzieci z gminy

    "Lato w Mieście - Wakacje 2018 z KDK" potrwa od 2 lipca do 31 sierpnia. ... a pierwszeństwo w zapisach mają mieszkańcy gminy Kozienic

    2 tygodnie wakacji może zabrać dzieci do siebie i od siebie organizować im ww. formę opieki

    bo zorganizowanie opieki ad hoc na dwa tygodnie w roku to pstrykniecie palcami
    zreszta nie o opike chodzi ale o kontakt

    ale koncze ten watek bo to was przerasta
  • dorotal4 08.02.19, 12:52
    Fakt, wakacje nie trwają 12 tygodni tylko 10/11. Do tego dochodzą 2 tygodnie ferii, wolne naokoło świąt i długie weekendy.

    Nie wiem co ma twoja znajoma okradająca dzieci do faktu, że bigzaganiacz wzdryga się na wieść że miałby zapewnić opiekę przez bite 6 tygodni.
  • arwena_11 08.02.19, 14:01
    To jak napisałam - wszystko ok, ale nie wliczamy kosztów wakacji w alimenty. Jedna i druga strona ma zapewnić opiekę. A jak to zrobi to już jej sprawa. Czyli nie ma znaczenia czy osobiście, czy wykupi obóz czy wyśle do babci/cioci/kuzyna na wieś itd.
  • arwena_11 08.02.19, 14:02
    Jeżeli ma wliczone "wakacje" w alimenty - to się nie dziwię. Jeżeli nie ma - to rzeczywiście dziwne.
  • triss_merigold6 08.02.19, 13:02
    Ach ci bezrobotni, jak zwykle problemy z liczeniem. Wakacje trwają ponad 9 tygodni, ferie 2 tygodnie, do tego okres przed świętami BN i po Sylwestrze, ferie wielkanocne, okolice weekendu majowego. Wychodzi ponad 12 tygodni.
  • dorotal4 08.02.19, 11:33
    Co nie zmienia faktu, że na propozycję zabrania dziecka na 6 tygodni odpowiedziałeś, że przecież masz tylko 4-5 tygodni urlopu. Wyszło szydło z worka.
  • grru 08.02.19, 12:30
    Pytanie do dziecka, w czym widzi problem, że chciałoby opieki naprzemiennej. I nie, to że matka pójdzie na szczepienie nie realizuje najwyraźniej potrzeby bycia z nią.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • juuuu7 04.02.19, 21:44
    Ale ma swoj pokoj u Ciebie czy tylko te przedmioty?
  • no_easy_way_out 04.02.19, 21:49
    Ma, a co?
  • juuuu7 04.02.19, 21:51
    Dopytuje bo nie wspomniales o tym
  • no_easy_way_out 04.02.19, 21:56
    Bo chcialem przedstawic szerzej, jak to zazwyczaj wyglada - nie tylko u mnie.
    Ciezko mi sobie wyobrazic, ze dziecko nie ma lozka, poscieli, zabawek, dostepu do wody, jedzenia, picia, toalety itd. A poprzedniczka napisala tak, jakby temu dziecku wszystkiego brakowalo u ojca, tak to zabrzmialo.
    Mysle, ze to co wymienilem to standard.
    Pokoj pewnie tez, ale to u tych, ktorych na to stac.
    Potrafie sobie wyobrazic sytuacje, gdzie jakis ojciec ma np. pokoj, ktory jest w polowie jego, w polowie dziecka. Z reszta dziecko do pewnego wieku nie wymaga jeszcze osobnego pokoju.
    Mnostwo pelnych rodzin typu 2+2 czy 2+3 mieszka w 2-3 pokojowych mieszkaniach. To sa nieidealne warunki, ale przeciez to nie jest rzadkosc ani patologia.
  • saskia44 04.02.19, 22:08
    Moja kolezanka i jej ex wychowuja wspolnie syna. Dziecko ma u ojca swoj pokoj, zabawki, instrument muzyczny na ktorym cwiczy (drugi ma u matki a kupil go ojciec) ma rower (drugi u matki i tez kupil ojciec) ubrania itd. U ojca spedza srednio 3-4 dni w tygodniu i u matki podobnie. Gdy jest u ojca to ona zawozi go do szkoly bo akurat ta jest blisko domu matki i z ten szkoly go zabiera. Zbiera go na wakacje, matka tez. Chlopiec odwiedza i rodzine matki i ojca. Kolezanka nie znosi ex ale dla dziecka oboje sie komunikuja w cywilizowany sposob. Da sie tylko trzeba chciec.
  • no_easy_way_out 04.02.19, 22:11
    > Da sie tylko trzeba chciec.

    Obie strony musza chciec. Chciec wspolpracowac. Przeciez nie musza sie przyjaznic.
    I wtedy zwykle da sie.
  • saskia44 04.02.19, 22:31
    no_easy_way_out napisał:

    > > Da sie tylko trzeba chciec.
    >
    > Obie strony musza chciec. Chciec wspolpracowac. Przeciez nie musza sie przyjazn
    > ic.
    > I wtedy zwykle da sie.

    Zgadza sie. Zwiazki rozpadaja sie z konkretnych powodow I ludzie zazwyczaj sympatii do siebie nie czuja,,gdy dzieci nie ma wystarczy odejsc ale gdy sa sytuacja jest zupelnie inna, wlasciwie zawsze w jakis sposob bedzie sie z ex zwiazanym a gdy dzieci sa nieletnie trzeba wspolpracowac a nie odcinac i utrudniac. Celowe odcinanie ex od dziecka przez drugiego rodzica jest paskudnym zachowaniem, trudno mowic tu o dobru dziecka, jesli w dodatku sad robi cos takiego to jest to jeszcze gorsze. Oczywiscie sa rodzice ktorzy nie moga miec kontaktow z dziecmi ale nie o takich sytuacjach mowa.
  • katja.katja 05.02.19, 11:37
    Jak paczka tarmoszona tam i nazad. Takie przeprowadzki po 10 razy w miesiącu nawet dla psa byłyby szkodliwe.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • szalona-matematyczka 05.02.19, 11:51
    Katja, akurat tu pr zyznaje ci racje. Jak paczka. Ja bym nie chciala jako dziecko byc tarmoszona w ta i z powrote m.
  • katja.katja 05.02.19, 12:00
    Są dorośli ludzie, którzy nie lubią się pakować na wycieczki 2 razy w roku, a tu nieszczęsne dziecko musi pakować się po kilka razy w miesiącu, bo jednak na nowe miejsce zawsze trzeba coś zabrać.
    Niemniej jednak dorośli to fajnie wymyślili - oni (i ojciec i matka) zawsze są u siebie, a dzieciak jak piłeczka ping-pongowa. No i mając pół miesiąca wolną chatę można poszaleć z kolejnymi konkubentami/konkubinami, bachor nie plącze się ciągle po kątach.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • no_easy_way_out 05.02.19, 13:42
    o czym Ty gadasz?
    Corka gdy jedzie do mnie (co oznacza, ze nastepnego dnia zabieram ja do szkoly), bierze rzeczy do szkoly, kurtke i wio - gotowe.

    To taszczenie dziecka jak paczke jest tak samo straszne, jak taszczenie siebie jak paczke w aucie do pracy i z.
  • szalona-matematyczka 05.02.19, 19:12
    Tak ci sie wydaje, ze dla corki to takie proste i splywa po niej jak po kaczce. Po owocac h ich poznacie... Jak.corka dorosnie, to zobaczysz jakie to bedzie mialo negatywne skutki . P.S. Mowie to jako corka aroganckich rodzicow, ktorzy prueprowadzali na mnie postepowe eksperymenty, skutecznie mieszajac mi w lebku i zyciu.
  • grru 05.02.19, 19:17
    A odcięcie od jednego rodzica nie jest eksperymentem mającym negatywne skutki?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • szalona-matematyczka 05.02.19, 19:25
    Przez tysiaclecie ludzie wychowywani byli bez ojcow, bo ci gineli na wojnie, albo szli na 20 lat do armii carskiej, albo sobie olewali , wiec bez przesady. Grozniejszym dla mnie jest fakt, ze sa przypadki odbierania niemowlat/malych dzieci matkom (czesto jeszcze karmiacym). Coraz bardziej sa to rozwiazania systemowe, nie tylko w Niemczech, ale i w Polsce. Ja tego nie wymyslilam, wiec sie nie wsciekaj, ale to kobiety nosza dziecko w ciazy, karmia piersia, wiec sila natury dziecko ma silniejsza wiez z matka , tak automatycznie. Mezczyzna tego nie ma z automatu, to "obcy" czlowiek. Tylko zeby ci zylka nie pekla...
  • grru 05.02.19, 19:28
    Bez matek też się wychowywali. Dawało się bachora do mamki albo gdzieś tam do pociotków i tyle. Zresztą matki też często nie przeżywały porodu albo połogu, sieroctwo było normalne.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • bigzaganiacz 05.02.19, 20:49
    Nie bachor byl razem z mezczyznami
  • katja.katja 06.02.19, 12:20
    I szansa przeżycia dzieciństwa drastycznie malała gdy to matka była tym zmarłym rodzicem.


    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • bigzaganiacz 05.02.19, 20:49
    Przez tysiaclecie ludzie wychowywani byli bez ojcow, bo ci gineli na wojnie, albo szli na 20 lat do armii


    Przez tysiaclecia mlodzi chlopcy wchodzili w grupe mezczyzn
  • umi 06.02.19, 14:48
    1000/100
  • umi 06.02.19, 14:49
    Tzn. "Przez tysiaclecie (...) 1000/100 smile
  • szalona-matematyczka 05.02.19, 19:27
    Odpowiedzialam wyzej. Mysle, ze szczegolnie negatywne skutki ma w przypadku gatunk u ludzkiego odciecie od matki.
  • bigzaganiacz 05.02.19, 20:57
    . P.S. Mowie to jako corka aroganckich rodzicow, ktorzy prueprowadzali na mnie postepowe eksperymenty, skutecznie mieszajac mi w lebku i zyciu


    No niestety to widac
    Mam wiec nadzieje ze rizumiesz ze to co piszesz to brednie wyssane z brudnego palucha
  • szalona-matematyczka 06.02.19, 14:23
    Nie, to nie sa brednie. To sa udowodnione fakty, ze niemowlak i male dziecko potrzebuje przede wszystkim matki. A teraz moze ci zylka peknac, mizoginie.
  • bigzaganiacz 06.02.19, 14:54

    proces wychowania to od 0 do zalozmy 18

    To sa udowodnione fakty, ze niemowlak i male dziecko potrzebuje przede wszystkim matki

    no tak od 0 do 4

    powyzej tego wieku potrzebuje rownie mocno obojga rodzicow
    i co ci teraz peknie ?


  • szalona-matematyczka 07.02.19, 19:30
    18-latka chcesz wychowywac?!?😂 Ty trollu, do tego kompletnie sie nie znasz. Peknie to mi brzuch, ze smiechu,trollu.😸
  • umi 06.02.19, 14:56
    "Mowie to jako corka (..) " - ja nie jestem taką osobą, ale znam blisko kogoś w podobnej sytacji, czyli dziecko rodziców "testujących" (co prawda w dobrej wierze, ale ze szkoda dla dziecka) mało znane w tamtych czasach rozwiązanie w postaci opieki naprzemiennej. Rodzice wykrztałceni i dobrze zarabiajacy, rozwiązanie przywieźli ze Stanów i wcale sąd go nie przyklepywał, sami sobie wprowadzili. Dziecko nie miało babci czy dziadka do których mogłoby zwiać na stałe, a rodzice jedynacy. Skończyło się bardzo wczesnym wejściem w poważny związek i wyprowadzką do przyszlych tesciów dosłownie kilka dni po 18. Na maturę odwoziła tą osobę przyszła teściowa, nie rodzice. Ta sytacja plus kilka innych (osób mniej bliskich) i nikt mi nie przetłumaczy, że to dobre dla dziecka. Jedyny wyjątek jaki widze, to sytacja gdyby rodzice tak się nienawidizli, ze jedno miałoby utrudniac kontakty z drugim.
  • szalona-matematyczka 07.02.19, 19:31
    Umi, no wlasnie. Eksperymenty na dzieciach, bo rodzicom odbija.
  • mikams75 06.02.19, 15:46
    ale tak logistycznie to jak to wyglada? bo poza tym, co wymieniles, dziecko idac np. do ciebie po szkole musi spakowac - fefnascie rzeczy na projekt szkolny potrzebny na poniedzialek, ksiazki do nauki tego czy tamtego na za 3 dni, 3 ksazki do biblioteki, ktore musi jutro oddac, prezent urodzinowy dla kolezanki i mnostwo innych rzeczy, ktore posiada w pojedynczych ilosciach i jesczze musi pamietac o tym, co jej w czasie pobytu u taty bedzie potrzebne.
  • iberka 04.02.19, 20:46
    Dobry Pan, dobry.....
  • iwoniaw 04.02.19, 18:03
    Alimentow płacić nie chce (twierdzi że żona je przehula)

    I takiej utracjuszce, którą podejrzewa o chęć przehulania środków, które dzieci dostaną od ojca na utrzymanie, chce zostawić opiekę nad dziećmi przez 50% czasu? big_grin


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • grru 04.02.19, 20:36
    Jedna strona formułuje pozew ze swoim stanowiskiem, druga ze swoim - sąd rozstrzygnie. Przy czym opieka naprzemienna rzadko jest zasądzana w sytuacji, gdy rodzice nie są w tej kwestii jednomyślni, dlatego panu bardziej się opłaca składać pozew o przyznanie mu opieki nad dziećmi.


    --
    Nadal jem gluten smile
  • bi_scotti 04.02.19, 20:49
    Nawet zakladajac, ze sie jakos dogadaja w kwestii custody i alimentow, jak bedzie wygladac kwestia ownership tego domu? Skoro on bedzie dalej placil po rozwodzie, to gdy juz splaci w 100%, bedzie mogl te swoaj ex poprosic o wyprowadzenie sie? Albo beda liczyc wstecz co, ile, kiedy razem a co, ile, kiedy on osobno, potem dzielic, sprzedawac? Chyba za duzo complications na przyszlosc, tak mi sie wydaje. Ja bym dom sprzedala albo jedno powinno drugie splacic niezaleznie od tematu alimentow & custody. Tak na moj rozum to bez sprzedazy/podzialu domu, ta historia sie dobrze nie skonczy uncertain Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • xperia80 05.02.19, 16:19
    Czemu ty speak trochę polish trochę english?
  • mamaaspiama 05.02.19, 21:15
    "dlatego panu bardziej się opłaca składać pozew o przyznanie mu opieki nad dziećmi. "

    I na jego miejscu tak bym zrobiła, łaskawie zezwalając ex żonie na alimentację w postaci opłat za dom. Żeby nie było, że przehulam żywą gotówkę.
  • asia_i_p 04.02.19, 21:03
    Mnie się opieka naprzemienna wydaje w takiej sytuacji trudna. W przypadku trójki dzieci oznacza to, że dwoje ludzi, którzy utrzymywali dotąd mieszkanie/dom odpowiedni dla piątki osób, mają nagle utrzymać dwa mieszkania/domy odpowiednie dla czwórki osób każdy. I to raczej w pobliżu siebie, ze względu na szkołę dzieci. To jest kosztowne rozwiązanie w polskich realiach.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • inguszetia_2006 04.02.19, 21:46
    Witam
    Nie podejmuję się wcielać w rolę adwokata. Jedyne, co mogę doradzić to ubezpieczenie kredytu na wypadek śmierci kredytobiorcy. Nie takie grupowe, z banku, tylko indywidualne, żeby w razie śmierci kredytobiorcy ubezpieczyciel spłacił kredyt chociaż w 50%.
    Pzdr.
    Ing
  • verydry 04.02.19, 21:55
    Nie chciałabym w tej sytuacji domu.
    Kredyt dziś pan spłaca, jutro może mu się odwidzieć.
  • martishia7 05.02.19, 09:15
    Nie mieszać dzielenia majątku z alimentami, bo z tego zazwyczaj nic dobrego nie wychodzi.
  • koronka2012 05.02.19, 10:26
    Chce zostawić dom - tzn. co? przepisać go na nią, czy po prostu pozostać współwłaścicielem i spłacać kredyt? jeśli to drugie, to po rozwodzie raty idą na jego "konto" i niejako powiększa swój udział, tzn. spłacone raty są do rozliczenia przy ewentualnym podziale, który kiedyś pewnie nastąpi.

    Co do drugiej części - zapala mi się lampka ostrzegawcza, jak słyszę, że pan domaga się opieki naprzemiennej + twierdzi że żona przehula alimenty. Opieka naprzemienna nie znosi alimentów, nadal są zasądzane na pokrycie kosztów stałych.
    W praktyce wygląda to identycznie z "podziałem czasu" - tzn. zapis i tak stanowi, ze dzieci mieszkają z matką, tyle, że spotkania z ojcem są po prostu ustalane częściej. Opieka naprzemienna nie oznacza też wcale, że oboje rodzice tak samo się angażują. Zazwyczaj facet zabiera dzieci oprane i ogarnięte, nie on robi zakupy ubraniowe, nie on chodzi do lekarza, na zebrania i nie on załatwia korepetycje itd. On się co najwyżej lekcje odrobi i podwiezie gdzieś na zajęcia. U ojca dzieci i tak są zazwyczaj na prawach gościa.

    Pytanie zasadnicze: co dzieci na to, tzn. na pomysł opieki naprzemiennej i przenoszenia się z domu do domu przez x lat?

    Opieka naprzemienna jest dobra dla rodziców, nie dla dzieci. I nie postuluję ograniczonego kontaktu z ojcem, ale nie obarczanie dzieci wożeniem się w tę i wewtę, bo na dłuższą metę jest to piekielnie męczące dla dzieci.

    Co do samych alimentów - trzeba policzyć koszty (odejmując koszty rachunków domowych, jedzenia i wakacji, które się znoszą wzajemnie) i po prostu o nie wystąpić.
  • martishia7 05.02.19, 10:32
    - zapala mi się lampka ostrzegawcza, jak słyszę, że pan domaga się opieki naprzemiennej + twierdzi że żona przehula alimenty

    Żona, która jak napisała autorka na wstępie, utrzymuje tenże dom.
  • no_easy_way_out 05.02.19, 10:56
    Ale co.
    Utrzymywanie domu (czyli spojrzmy prawdzie w oczy - po prostu mieszkanie w nim) oznacza niemoznosc przehulania pieniedzy przez mieszkajacego w nim?
    Kazdy, kto mieszka w jakims domu, ktory utrzymuje, wysmienicie zarzadza pieniedzmi?

    Nie znasz zadnego faceta badz kobiety, ktorzy nie wydaja zbyt madrze pieniedzy, a jednoczesnie mieszkaja w jakims domu?
    Przeciez jedno nie wyklucza drugiego.
  • martishia7 05.02.19, 11:15
    Absolutnie jest to możliwe. Dopóki jednak zaspokaja potrzeby "domu" w niezbędnym zakresie, to nie ma sensu o tym rozmawiać. Zakładam, z tego co napisała autorka, że państwo mieli taki podział wydatków w domu, że pan kredyt, pani utrzymanie. Dla mnie trochę egzotyka w małżeństwie, ale ludzie tak miewają. I jak rozumiem, pani ogarniała "utrzymanie domu", cokolwiek to znaczy, w taki sposób, że nikt im nie odciął prądu, w lodówce było tylko światło, a do jedzenia chleb smarowany nożem, bo pani wolała kupić fafnaste buty (wstaw dowolne). Tak zakładam, bo gdyby było inaczej, to należałoby chyba o "aktach nieodpowiedzialności" napisać w poście startowym. Jeżeli pani zaś to, co do niej należało, czyli potrzeby "domu" zaspokajała adekwatnie, to chyba można przyjąć, że dzieci też nie puści na mróz w łapciach z łyka (skąd by je z resztą wzięła?).
  • no_easy_way_out 05.02.19, 13:46
    Wlasnie.
    Post startowy to wszystko co wiemy - a postodajka prawdopodobnie jest strona, albo przynajmniej jest zwiazana z jedna ze stron. Wiec male szanse, ze mamy megaobiektywny oglad sprawy, na przyklad dotyczacy tego jak nalezycie rozporzadzane sa srodki przez te pania.
    Po prostu zarowno jedna opcja jak i druga jest mozliwa, sa takie i takie przypadki.

    Sama ocena, ze ktos uwaza, ze inna osoba zle wyda jego pieniadze - nie jest tu rozstrzygajaca. To opinia jednej strony. Moze sie miec nijak do rzeczywistosci, a moze byc zgodna z prawda. Nie wiemy.
  • hanusinamama 06.02.19, 09:43
    NO ja znam jednak sytuacje kiedy tata oprocz alimentów powiedział ze bedzie płacic za zajecia dodatkowe dawac na ubrania sezonowe itd...i dawał. A potem musiał dawac jeszcze raz. Raz jak 4 razy dawał na wycieczke a ona nie została opłacona i dzieciak nie pojechał ustalił inne warunki i ja sie nie dziwie. Pani wszystkie 4 wpłaty na wycieczke przeznaczyła na swoja szafe. Dziewczyna jest fajna, dobra mama ale jak pojdzie na zakupy to całą swoją pensje potrafi na ciuchy wydać (majac garderobe wielkosci mojego garazu). Teraz tata sam opłaca zajecia dodatkowe, wycieczki, jezdzi z dziecmi i im kupuje ubrania, plecaki czasami zakupy zywnosciowe....ja wiem ze wy znacie tylko cwanych tatusiów ale są tez takie kobiety.
  • martishia7 06.02.19, 12:06
    Ale ja wierzę, absolutnie wierzę. I w takiej sytuacji całkowicie popieram rozsądne rozwiązania. Tylko z postu startowego widzę, że kobieta "utrzymywała" dom. Nie "miała utrzymywać, ale przehulała i koniec końców mąż musiał płacić za wszystko". Wiem też, że mąż nie chce płacić alimentów, bo "pani przehula". Chciałabym wiedzieć z jakich przesłanek wynika takie stanowisko. Bo jednak jakieś powinny być poza "bo tak".
  • arwena_11 06.02.19, 12:14
    Znam podobny przypadek. Tylko pani nie opłaciła 4 miesięcy szkoły prywatnej, a w ferie dziecko pojechało do Polski, mimo iż w alimenty był wliczony narciarski obóz za granicę. Potem okazało się, że pani wysłała za te pieniądze dwoje dzieci ( drugie z drugiego związku ). Inaczej nie byłoby jej stać na wyjazd drugiego dziecka.

    Pan spłacił zadłużenie w szkole i wystąpił do sądu o zmniejszenie alimentów. W zamian za to zobowiązał się opłacać dodatkowo szkołę i wyjazdy dziecka ( wycieczki szkolne i dwa obozy w wakacje i jeden w zimie ). Sąd to klepną.
  • lena.113 05.02.19, 18:30
    hehe jasne ze chciałby spłacać kredyt zamiast alimentów,rozwod to nie podział majątku,a ten zapewne nastapi i wtedy , a jakze pan stwierdzi : dzieci już dorosły połowa domu moja wszak spłacałem , a po rozwodzie to już nawet całe raty sa jego nakładem, sprytne

    alimenty być musza i zapewne zostaną zasadzone, jasne kobieta przechula, jakoś dom utrzymuje i dzieci głodne nie chodza…

    pan sobie może nie chcieć płacić ,ale i tak bedzie
  • szalona-matematyczka 05.02.19, 19:30
    Oni czesto kombinuja jak kon pod gorke, jeszcze udaja biedne ofiary zlych kobiet. Nic nowego.
  • iberka 05.02.19, 21:52
    Czytam wątek i zastanawiam się gdzie w tym wszystkim jest dziecko? Czy ktokolwiek pyta z kim ono chce mieszkać? Gdzie czuję się bezpiecznie? Ile czasu chcę spędzać z rodzicem jednym i drugim?
  • grru 05.02.19, 21:56
    Dla dziecka sytuacja w stylu: a teraz powiedz z kim chcesz mieszkać może być okrutnym testem lojalności wobec rodziców. Zdanie dziecka jest ważne, ale trzeba tu bardzo delikatnie działać.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • no_easy_way_out 05.02.19, 22:04
    Do tego nietrudno sobie wyobrazic sytuacje, ze ogolnie dziecko kocha/dobrze sie czuje w towarzystwie obojga rodzicow razem i z osobna.
    A jednak, zwlaszcza jesli jest troche mlodsze, w ostatnim okresie, przypuscmy 2-3 tygodnie,
    - rodzic nr 1 zauwazyl, ze dziecko opuscilo sie w nauce, ma twarde, ale konsekwentne zasady - pilnuje zeby zadanie domowe bylo zrobione, bo ostatnio sie w nauce opuscilo - nie ma lodow czy deserku z rana jesli nie ma zjedzonego sniadania, ma limit na komorke/tablet (powiedzmy 1 godzine)
    - rodzic nr 2 olewa sprawe zadan domowych, lody rano zamiast sniadania, dziecko spac moze kiedy chce (ale potem jest niedospane nastepnego dnia, slabiej sie uczy), moze siedziec na tabletach / smerfonach ile dusza zapragnie

    Dziecko wybiera nr 2, bo mu sie fajnie kojarzy

    Tak lepiej dla dziecka?
    To hipotetyczne, ale chce wskazac na to czemu z wnioskami trzeba ostroznie.
  • grru 05.02.19, 22:07
    Dlatego taką rozmowę powinien prowadzić specjalista, a nie rodzice.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • iberka 05.02.19, 23:22
    Nie każde dziecko. Moje nie chce jeździć do taty, a jeśli już musi ( tak, namawiam aby jednak czasami się spotkali) to tylko kilka h i do domu. Potrafi powiedzieć co jej nie pasuje, z czym czuje się źle i dlaczego woli spać w swoim łóżku niż na kanapie przed tv w innym domu.
    Przeraża mnie to jak łatwo żongluje się życiem dziecka uncertain patrząc tylko na to aby każdy rodzic miał po równo i czuł się sprawiedliwie potraktowany.
  • bigzaganiacz 05.02.19, 23:30
    Nie każde dziecko. Moje nie chce jeździć do taty, a jeśli już musi ( tak


    Po latach rycia glowy dziecku jak to ten ham i swinia skrzywdzil biedna mamusie...


    Potrafi powiedzieć co jej nie pasuje, z czym czuje się źle i dlaczego woli spać w swoim łóżku niż na kanapie przed tv w innym domu


    A jak ma swoj pokoj swoje lozko to tez nie dobrze?


    Przeraża mnie to jak łatwo żongluje się życiem dziecka uncertain patrząc tylko na to aby każdy rodzic miał po równo i czuł się sprawiedliwie potraktowany.


    Anie przeraza jak okciec jest kopniety w dupe i sprowadzony do roli nankomatu
  • iberka 05.02.19, 23:36
    Nie w naszym przypadku. U nas nie jest "nawet" bankomatem 😂
  • mamaaspiama 06.02.19, 08:07
    "Nie w naszym przypadku. U nas nie jest "nawet" bankomatem 😂 "

    Chyba nie ma się czym chwalić... Ale to raczej jego wybór. Chyba, że to efekt Twojego działania? Wówczas tym bardziej nie ma się czym chwalić...
  • triss_merigold6 06.02.19, 08:22
    Sprawdź sobie ilu jest dłużników alimentacyjnych, pochodzą z każdego kręgu społecznego, reprezentują wszystkie opcje polityczne i każdy status finansowy. To setki tysięcy facetów okradających własne dzieci.
  • mamaaspiama 06.02.19, 08:31
    "Sprawdź sobie ilu "

    Sprawdź sobie jaki procent prostytutek jest wśród kobiet i mężczyzn. Setki tysięcy kobiet prostytuuje się, także w zamian za dragi i alkohol. Idąc Twoim tokiem rozumowania, każdą kobietę należy traktować jak potencjalną prostytutkę.
  • triss_merigold6 06.02.19, 08:34
    Nie, zupełnie nie należy iść tym tokiem, albowiem uchylanie się od płacenia alimentów jest karalne, a prostytucja- aczkolwiek naganna - karalne nie jest.
  • mamaaspiama 06.02.19, 09:03
    Triss, udajesz idiotkę? Chodzi o zasadę traktowania ludzi. Skoro na podstawie iluś tam alimenciarzy traktujesz KAŻDEGO rozwodzącego się ojca jak potencjalnego oszusta olewającego swoje dzieci, tak sapo, na podstawie iluś tam prostytutek powinnaś KAŻDĄ kobietę traktować jak potencjalną dzi*kę.
  • katja.katja 06.02.19, 12:23
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • iberka 06.02.19, 13:37
    U nas jest tak, że przypominam tacie o dziecku, a dziecko nakłaniam do spotkań. Niemniej jednak siłą jej nie wypchnę smile
  • grru 06.02.19, 09:38
    Rodzice potrafią odwalać takie akcje, że dziecko samo nie chce kontaktów, tak też się zdarza.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • grru 06.02.19, 09:37
    Oczywiście, że nie każde. A czy my przypadkiem nie piszemy o tym, żeby zdanie dziecka uwzględniać?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • krysiasor 27.02.19, 22:00
    U mnie to tak wyglada ,wpajam dziecku zasady które rujnuje ojciec dokładnie tak jak napisałaś /eś, do tego jeszcze gra gta i prezenty chłopiec ma 7 lat juz nie chce nic robic tylko grac a nie tak dawno budował super rzeczy z klocków lego .w opini ozss jestem wyrodną matką ktora ma czelnosc powiedziec ze ojciec demoralizuje dziecko .nie wzieto pod uwage jego alkoholizmu ,jazdy po alkoholu ,ważne że poszedł na 5 już terapię i od momentu wniesienia o alimenty jest bardzo kochającym ojcem ktory mowi matce ze znajdzie sobie kogos kto pomoże jej wychowac dziecko. Dużo by tu pisać.
  • mamaaspiama 06.02.19, 07:55
    "a teraz powiedz z kim chcesz mieszkać"

    Aha, no i sławetne "kogo bardziej kochasz, mamusię czy tatusia".
    Na pewno dziecko jest w stanie to określić, na bak wink
  • hanusinamama 06.02.19, 09:38
    NO tak ale mieszkanie od poniedziałku do srodyu mamy a od czwartku do niedzieli u taty tez nie halo....
  • grru 06.02.19, 11:54
    Niehalo, bo...? Przecież wszystko zależy od konkretnej sytuacji. W znanych mi przypadkach opieki naprzemiennej w jednym jest tydzień z ojcem i tydzień z matką, w drugim teoretycznie podobnie, ale bardziej elastycznie - ojciec ma bardziej unormowany tryb życia, matka pracę z nocnymi dyżurami, więc stara się w te tygodnie, kiedy córka jest z ojcem brać nocki, ale czasami mają jakieś przesunięcia. Ogólnie jest elastycznie, bo mieszkają blisko siebie, więc to też nie jest tak, że jak jest "tydzień mamy" to córka nie widuje ojca i odwrotnie.
    Znam też sytuację, gdzie opieka nie jest formalnie naprzemienna, bo ojciec mieszka w domu pod miastem, więc byłby problem ze szkołą, za to zabiera córki na wszystkie weekendy od piątku do niedzieli wieczorem - dziewczyny mają tam w okolicy stadninę, gdzie jeżdżą, mają dziadków i znajomych, bo wcześniej tam mieszkały. Za to matka ma pracę z opcją brania weekendowych dni i odbierania w tygodniu, więc ma dzięki temu więcej czasu dla córek na co dzień. Każda rodzina wypracowuje taki model, jaki im pasuje, nie ma sensu narzucać odgórnego schematu.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • hanusinamama 06.02.19, 12:00
    Nie przekonasz mnie ze brak stałego domu, swojego kąta i takie miotanie sie jest ok. Nikomu sie nie wtracam ale uwaam ze to szkodliwe dla dzieci. Chcociaz w sytuacji rozwodu nie ma dobrych rozwiązan...jakos trzeba sobie id zieciom zycie ułożyć.
  • katja.katja 06.02.19, 12:03
    Też tak uważam, rodzice mają wygodnie - bo mają stały kąt (matka u siebie, ojciec u siebie), a dziecko jak piłeczka przerzucane z kąta w kąt.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • mamaaspiama 06.02.19, 12:52
    "rodzice mają wygodnie"

    A wręcz przeciwnie. Wygodnie to ma matka ze stałym miejsce zamieszkania dziecka ze sobą, bo dyktuje warunki i ma możliwość zorganizowania wszystkiego tak, by podporządkować system działania (kontakty dzieci z ojcem) swojej sytuacji.
    W przypadku opieki naprzemiennej rodzice mają masę logistyki, konieczność dostosowywania się nie tylko do potrzeb dziecka (szkoła, wyjazdy, zajęcia dodatkowe, środowisko rówieśnicze, potrzeby bycia akurat w tym momencie z mamą lub tatą, itd.), ale też do siebie (bo jedno chore, to drugie bierze dzieci "poza terminem", bo jedno ma nagły wyjazd albo sytuację awaryjną, to drugie przejmuje opiekę, chociaż to nie jego/jej termin).
    Rozumiem, że jeśli jedno z rodziców nie chce lub nie potrafi zająć się właściwie dziećmi (np. nie dostrzega potrzeby kupowania dziecku butów, pójścia do lekarza, itd.) to jest totalnie idiotycznym rozwiązaniem wciąganie tego rodzica w opiekę naprzemienną, bo rodzic ewidentnie nie nadaje się do tego. Pytanie po co robić sobie dzieci z takim człowiekiem... no ale różnie bywa. Swoją drogą, znam całkiem sporo matek, które w ten sposób postępują, a jakoś sądy przyznają im opiekę wyłączną...
    Natomiast jeśli oboje rodzice są normalnymi, odpowiedzialnymi osobami, nie ma absolutnie żadnej przesłanki żeby jedno z nich marginalizować w życiu dziecka. A marginalizacja jest nieuchronna w przypadku jeśli dziecko nie spędza z rodzicem przynajmniej 1/3 czasu i ma sztuczny, wyizolowany z naturalnego życia obraz rodzica.
    Dzieci, które nie widzą taty w domu gotującego, sprzątającego, mającego nowy związek, które spotykają się z tatą na mieście i za każdym razem muszą mieć "atrakcje" zaczynają tego ojca widzieć jako dostawcę rozrywki, animatora, a nie rodzica. Nie widzą jego potrzeb, nie znają go tak naprawdę. To strasznie smutne jest przecież. I krzywdzące dla dziecka.
  • katja.katja 06.02.19, 12:56
    No to dziecko po szkole jest odbierane przez tatę i cały dzień aż do wieczora z nim spędza. Tato w tym czasie może gotować i piec, a nawet prasować. Gdy tato znajdzie nową Panią wtedy i ona dołącza. W czym problem? W tym, że koło 20.00 tatuś zabiera dziecko samochodem do jego domu i dziecko śpi w jednym miejscu?Łili?

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • mamaaspiama 06.02.19, 12:59
    "No to dziecko po szkole jest odbierane przez tatę i cały dzień aż do wieczora z nim spędza"

    Super, to teraz wyjaśnij jaką krzywdą byłoby dla dziecka gdyby zostało u taty na noc żeby tato mógł poczytać bajkę przed snem na przykład.
    Bo jest w tym totalny brak logiki - cały dzień może być u ojca, ale SPAĆ ma u matki, bo??? Bioprądy jakieś lepsze czy jak? Rozumiem, że dziecko u dziadków też nie może nocować? Ani u kolegów / koleżanek. Ani na kolonie / obozy nie może jechać, bo SPAĆ ma w jedynym właściwym łóżku - u matki.
  • katja.katja 06.02.19, 13:02
    Od czasu do czasu np. w co drugi weekend może spać i u ojca.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • mamaaspiama 06.02.19, 13:05
    "Od czasu do czasu np. w co drugi weekend może spać i u ojca."

    Serio? A dlaczego co drugi weekend? A dlaczego nie co weekend? Jakieś badania potwierdzające większą korzyść nocowania u ojca co 2 weekend?
    Co 2 weekend, bo tak sądy (na wniosek matek najczęściej) zasądzają?
    To właśnie jest bredzenie nie poparte niczym poza własnym widzimisię i ewentualnie zastałą sytuacją, "bo kiedyś tak było".
  • grru 06.02.19, 13:09
    Mam dziwne wrażenie, że jakby ten co drugi weekend miałby być u matki nie u ojca to nagle by się okazało, że to jest za mało i że kontakt ważniejszy niż jedno łóżko wink

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mamaaspiama 06.02.19, 13:25
    "Mam dziwne wrażenie, że jakby ten co drugi weekend miałby być u matki nie u ojca to nagle by się okazało, że to jest za mało i że kontakt ważniejszy niż jedno łóżko"

    Ależ oczywiście. Mnie to też za każdym razem zaskakuje jak zmienia się punkt widzenia pani matki kiedy to ona ma kontakty i alimenty wink Nagle okazuje się, że co drugi weekend to skandal i krzywdzenie dzieci, a 500 zł to bajońska kwota big_grin
    Jak to mówią - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia big_grin
  • katja.katja 06.02.19, 13:10
    Może też być co pierwszy weekend plus każda niedziela handlowa, kwestia ustalenia między rodzicami.
    Moja koleżanka np. miała dodatkowy jeden dzień w tygodniu, dzięki czemu w tygodniu roboczym miała jeden dzień "bezdzietnego" luzu z którego się cieszyła.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • mamaaspiama 06.02.19, 13:26
    "Moja koleżanka np. miała dodatkowy jeden dzień w tygodniu, dzięki czemu w tygodniu roboczym miała jeden dzień "bezdzietnego" luzu z którego się cieszyła."

    Właśnie pięknie pokazałaś o kogo tak naprawdę w tej awanturze chodzi...
  • katja.katja 08.02.19, 09:24
    O dobrostan (na tyle na ile to możliwe po rozwodzie) całej trójki, nie tylko dziecka.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • mamaaspiama 08.02.19, 10:40
    " dobrostan (na tyle na ile to możliwe po rozwodzie) całej trójki, nie tylko dziecka. "

    Oł rili? Pokaż mi w tej układance dobrostan dziecka i ojca. W tym momencie uwzględniasz wyłącznie dobrostan koleżanki, która miała kontrolę plus jedno popołudnie wolne dla siebie. Nie ma słowa o tym czy ojciec był zadowolony i czy dziecko było zadowolone.
    Oczywiście napiszesz, ze wszyscy wprost kwiczeli ze szczęścia w takim układzie. Ale czy na pewno? Czy dziecko nie wolało być częściej / rzadziej z tatą? Czy ojciec nie wolał mieć dziecka u siebie częściej / rzadziej? Nie wiesz i nie napiszesz. Koleżanka była zadowolona, ot i clue całej sprawy.
  • katja.katja 08.02.19, 18:57
    Ojciec chyba też skoro nie wnosił o opiekę naprzemienną lub częstsze kontakty big_grin

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • katja.katja 08.02.19, 09:22
    Nie wiem na czyj wniosek, ale jakoś niezwykle rzadko ojcowie faktycznie walczą o częstszy kontakt, ciekawe dlaczego...

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • mamaaspiama 06.02.19, 13:02
    "W czym problem? W tym, że koło 20.00 tatuś zabiera dziecko samochodem do jego domu i dziecko śpi w jednym miejscu?"

    Dla dziecka znacznie większym stresem jest konieczność skończenia "wizyty" o określonej godzinie niż spanie u taty. Większym stresem jest konieczność porzucenia rzeczy, które w danym momencie robi (zabawa, wspólne gotowanie, rozmowa) niż zmiana łóżka. Spotkanie, które MUSI skończyć się o określonej porze nie ma w sobie niczego naturalnego ani zdrowego, bo wszyscy są spięci, pilnują godziny i mają w głowie, że "za chwilę trzeba będzie jechać". Uważasz, że to jest dla dziecka dobre? Wspaniale...
  • katja.katja 06.02.19, 13:06
    Każde dziecko w wieku starszym niż żłobkowe musi mieć dyscyplinę (jak i dorośli). Zajęcia w szkole też zaczynają się o określonej porze i kończą, przerwa też.
    Nawet dziecko nierozwiedzionych rodziców jest wyganiane do łóżka o stałej porze i z niego ściągane w dzień roboczy bo najczęściej szkoła zaczyna się wcześnie rano.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 06.02.19, 13:10
    Nie każda rodzina funkcjonuje jak wojsko. W większości jednak nie przerywa się np. ważnej rozmowy, bo właśnie wybiła 20.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • katja.katja 06.02.19, 13:20
    Nikt nie mówi o przerywaniu, ale spaniu we własnym łóżku w stałym miejscu zamieszkania.
    Zawsze można ustalić margines spóźnienia na wypadek "ważnych rozmów" czy konieczności wrócenia się po coś do domu/korka na drodze etc.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • grru 06.02.19, 13:08
    Tatuś może nie mieć samochodu...
    Widocznie dzieci jakiś problem widzą. U nas na przykład zawsze czekają na dłuższe okresy abstynencji u matki, żeby móc u niej zostać na noc, a nie zwijać się za każdym razem do domu. Czyli jednak jest w tym coś fajnego i dla nich ważnego.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mamaaspiama 06.02.19, 13:27
    "Czyli jednak jest w tym coś fajnego i dla nich ważnego. "

    Oczywiście, że jest! To rodzic, jaki by nie był. Kochany przez dzieci bezwarunkowo. Część nich samych.
  • grru 06.02.19, 12:26
    Ok to jest pełna i szczęśliwa rodzina, potem to się zaczyna mniejsze zło.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • hanusinamama 06.02.19, 09:37
    A nie mozna ustalic np ze Pan płaci za zajecia dodatkow, czy tam obiady w szkole, kupuje kurtki i buty zimowe itd? MOi znajomi tak robili. Kase maja sporą ale dziewczyna potrafi przebimbać kilka tysiecy na zakupach odziezowych. Tata opłaca zajecia dodatkowe, obiady i wycieczki szkolne. Kupuje ubrania dzieciom
  • triss_merigold6 06.02.19, 10:03
    Ależ można ustalić, wszystko można ustalić. Mam nadzieję, że dostrzegasz różnicę między ustalić a uzyskać.
  • koronka2012 06.02.19, 11:44
    hanusinamama napisała:

    > A nie mozna ustalic np ze Pan płaci za zajecia dodatkow, czy tam obiady w szkol
    > e, kupuje kurtki i buty zimowe itd?

    W teorii - jeśli rozwiedzeni rodzice się dogadują - świetne rozwiązanie. Tyle, że z reguły ludzie po rozwodzie nie dogadują się świetnie, szczególnie w aspekcie finansowym...

    W praktyce - jeśli pojawi się problem - takie ustalenia są nie do wyegzekwowania. Komornik może ściągnąć należne alimenty, ale nie ma żadnego mechanizmu prawnego, który by pozwolił na wyegzekwowanie opłacenia obiadów w szkole.
  • mamaaspiama 06.02.19, 12:39
    "ale nie ma żadnego mechanizmu prawnego"

    Oczywiście, że jest. W momencie rozwodu spisuje się dokument potwierdzony prawnie - notariusz lub sąd - w którym określone są obowiązku każdego z rodziców.
    Jeśli któreś z rodziców nie wywiązuje się, to droga sądowa do ustalenia nowych zasad jest otwarta. I w przypadku tatusia, który olewa ustalenia jest naprawdę krótka piłka żeby ustalić wysokość alimentów. Z mamusią gorzej wink
  • koronka2012 06.02.19, 14:13
    mamaaspiama napisała:

    > Jeśli któreś z rodziców nie wywiązuje się, to droga sądowa do ustalenia nowych
    > zasad jest otwarta.

    Ale co komu po nowych ustaleniach, które zapadną jak dobrze pójdzie za parę miesięcy? nie zasądza się alimentów wstecz, więc zapobiegawczo lepiej mieć ustaloną kwotę a nie zakres zakupów, żeby nie musieć kombinować ad hoc.

    Załóżmy, że ojciec zobowiązał się do opłacania zajęć pozalekcyjnych czy zakupu kurtki i butów. Przestał płacić i już. Komornik nie wyegzekwuje takiego zapisu i nie nakaże mu zapłaty tu i teraz, kiedy te rzeczy są potrzebne. Alimenty by mógł, dlatego nie dziwię się, że ludzie unikają takich układów.
  • sliwka_fioletowa 07.02.19, 09:55
    No właśnie w tym jest problem.
    Dziś pan twiedzi, że zapłaci za wszystko, gdy dzieci będą u niego, że każdy wydatek można podzielić na pół itp.

    W praktyce wyglądało to tak, że wcześniej nigdy nie widział potrzeby zakupu nowej kurtki, czy butów, nie wiedział czy dzieci mają zeszyty, książki, obiady, czy potrzebują wizyty lekarskiej albo dentysty. Wszystkie praktyczne aspekty ogarniała matka, bo ojciec kompletnie się tym nie interesował. Czy nagle ma się to po rozwodzie zmienić? Szczerze mówiąc - nie sądzę.

    Więc ponawiam pytanie: Jak to załatwić? Jaka część kredytu za dom powinna wejść ewentualnie w koszt alimentów?
    Czy lepiej dzielić kredyt na pół - połowę matka i połowę ojciec , ale co wtedy z kosztami wszystkich rachunków, remontów i utrzymania domu? Jakoś to dzielić?
    Matka jest "normalna" - w sensie nie rozwala kasy, zarabia dobrze, wydaje na dzieci sporo więc pan nie ma pojęcia ile kosztuje utrzymanie dzieci na co dzień.
    Jest jakieś wyjście z tej sytuacji?
  • koronka2012 07.02.19, 11:36
    sliwka_fioletowa napisała:

    > W praktyce wyglądało to tak, że wcześniej nigdy nie widział potrzeby zakupu now
    > ej kurtki, czy butów, nie wiedział czy dzieci mają zeszyty, książki, obiady, cz
    > y potrzebują wizyty lekarskiej albo dentysty.

    I właśnie dlatego sceptycznie podchodzę do męskich żądań opieki naprzemiennej. Tak to właśnie wyglądało u znajomych - ojciec potrafił przetrzymać chore dziecko póki nie przypadły dni matki, bo szkoda mu było na lekarza i leki (facet zarabiał grubo ponad 10 tys).

    Dobra rada: z kimś tak ograniczonym nie osiągnie się żadnego consensusu, więc szkoda strzępić sobie język na próżno, trzeba zostawić sprawę do roztrzygnięcia sądowi. Nawet przy opiece naprzemiennej alimenty też są ustalane.

    > Więc ponawiam pytanie: Jak to załatwić? Jaka część kredytu za dom powinna wejść
    > ewentualnie w koszt alimentów?

    ŻADNA. Spłacając kredyt pan pomnaża swój własny majątek, nie dzieci. Kredyt jest wyłącznie sprawą rodziców, nie jest brany pod uwagę przy alimentach. Zresztą, dla żony nie jest to dla niej długofalowo dobre rozwiązanie (pan sobie kiedyś policzy że spłacił o x % wartości domu więcej i o tyle wystąpi dodatkowo przy podziale). Żona nic (albo niewiele) zyskuje na takim układzie.

    > Czy lepiej dzielić kredyt na pół - połowę matka i połowę ojciec , ale co wtedy
    > z kosztami wszystkich rachunków, remontów i utrzymania domu?

    Do alimentów wlicza się tylko bieżące rachunki (część przypadająca na dzieci). Rachunki płaci ten, kto mieszka.

    Reszta jest sprawą między rodzicami. Koszty kredytu - oboje rodzice (ułatwi to późniejszy podział), remonty - w zależności od zakresu, czyli np. malowanie robi ten kto mieszka, ale już remonty trwale podnoszące wartość domu (np. wymiana pieca) - do rozliczenia, albo na bieżąco albo przy podziale majątku.
  • dorotal4 07.02.19, 12:07
    Jedynym rozsądnym wyjściem jest udanie się do prawnika.
  • mamaaspiama 07.02.19, 18:56
    "nie zasądza się alimentów wstecz, "

    Oczywiście, że się zasadza. Można otrzymać alimenty liczone od dnia złożenia pozwu.
    A tak poza tym to wydaje mi się, że po prostu inaczej patrzę, bo większość znanych mi ojców to normalnie mężczyźni, którzy nie mają problemu z płaceniem za utrzymanie, edukację i leczenie swoich dzieci. I uważam, że traktowanie takich ludzi przy rozwodzie jak potencjalnych oszustów jest strasznym świństwem.
  • koronka2012 07.02.19, 19:10
    mamaaspiama napisała:

    > "nie zasądza się alimentów wstecz, "

    > Oczywiście, że się zasadza. Można otrzymać alimenty liczone od dnia złożenia po
    > zwu.

    Ale od dnia złożenia pozwu - to nie jest żadne "wstecz". Wstecz oznaczałoby zwrot za wcześniej poniesione koszty a to jest możliwe w nielicznych przypadkach. Jeśli ojciec przestałby się wywiązywać z dobrowolnych ustaleń, to matka byłaby mocno w plecy - na rozprawę czeka się w tym kraju i parę miesięcy. Więc lepiej na zimne dmuchać i nie użerać się z dyskusjami czy potrzebne były nowe adidasy czy nie. Naprawdę nie po to się ludzie rozwodzą, żeby musieć być w stałym kontakcie ze sobą.

    > A tak poza tym to wydaje mi się, że po prostu inaczej patrzę, bo większość znan
    > ych mi ojców to normalnie mężczyźni, którzy nie mają problemu z płaceniem za ut
    > rzymanie, edukację i leczenie swoich dzieci.

    Fajnie, tyle, że to niestety nie jest norma. Poczytaj braci samców, otworzysz oczy na inne oblicze ojcostwa.

    >I uważam, że traktowanie takich ludzi przy rozwodzie jak potencjalnych oszustów jest strasznym świństwem.

    Przesadzasz, to tylko zwykłym pragmatyzm i zwykła wygoda (dla obu stron).
  • grru 07.02.19, 21:24
    O tym byciu w stałym kontakcie to trzeba było myśleć, jak się dziecko płodziło. Bo niestety to oznacza potrzebę kontaktu do momentu, kiedy dziecko będzie dorosłe.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mamaaspiama 07.02.19, 22:18
    "Jeśli ojciec przestałby się wywiązywać z dobrowolnych ustaleń, to matka byłaby mocno w plecy "

    Mówimy o rodzicu (matce) utrzymującej własne dziecko. Czasem mam wrażenie, że mowa o opłatach za usługę. Owszem, oboje rodzice powinni łożyć na dzieci. Ale doskonale wiemy, że nawet w pełnych rozmiarach bywają dysproporcje. A to ktoś straci pracę, a to ktoś jest chory, a to ktoś ma wstręt do pracy, itd.
    I trudno, trzeba SWOJE dzieci utrzymywać.

    "Naprawdę nie po to się ludzie rozwodzą, żeby musieć być w stałym kontakcie ze sobą."

    Jeśli ma się WSPÓLNE dzieci, niestety, jest się skazanym na stały kontakt. Chyba, że wyznaje się zasady, że jedne rodzic jest bardziej rodzicem, a drugi ma po prostu wyskakiwać z kasy i nie dyskutować.

    "Poczytaj braci samców, otworzysz oczy na inne oblicze ojcostwa."

    Nie muszę. Wiem, że są. Dla odmiany polecam lekturę grup na FB typu "zasiłki, alimenty".
    Poziom kur**stwa level master. 10001 sposobów na wydymanie faceta i podatnika.

    "zwykła wygoda (dla obu stron)."

    Chyba żartujesz. Co jest wygodnego w nakazie płacenia określonych kwot, niezależnie od realnych zarobków, których wydatkowania nie można w żaden sposób kontrolować?
    To jak z ZUSem od przedsiębiorców. Uważasz, że to wygoda? Naprawdę?
  • mamaaspiama 07.02.19, 22:22
    *nawet w pełnych rozmiarach

    Pełnych rodzinach.
  • koronka2012 08.02.19, 13:42
    mamaaspiama napisała:

    > Owszem, oboje rodzice powinni łożyć na dzieci. Ale doskonale wiemy, że nawet w pełnych rozmiarach bywają dysproporcje.
    > I trudno, trzeba SWOJE dzieci utrzymywać.

    O co ci chodzi właściwie? dyskutujemy o tym dlaczego wygodniejsza jest forma alimentów niż alimenty "w naturze" czyli dogadywanie każdego wydatku i podział rachunków.

    dziwi cię, że po rozstaniu, kiedy mowa o 2 odrębnych gospodarstwach domowych ktoś żywi niechęć do ryzyka opłacania wszystkiego samodzielnie przez X miesięcy zanim załatwi w sądzie możliwość ściągnięcia tego przez komornika w sytuacji, kiedy ktoś się na dżentelmeńskie ustalenia wypiął?
    przypomnę - nie każdego stać na to, żeby powiedzieć " TRUDNO", bo temu komuś może zabraknąć na ratę kredytu hipotecznego.

    > Jeśli ma się WSPÓLNE dzieci, niestety, jest się skazanym na stały kontakt.

    A skąd ten kuriozalny pomysł? Kontakty mogą ograniczać się do sms-a "będę po Kasię o 17". Natomiast konieczność ustalania wydatków na bieżąco wymaga znacznie większej iterakcji i jest zwyczajnie męcząca, stresująca, konfliktogenna - i przez to całkowicie zbędna.

    > Chyba żartujesz. Co jest wygodnego w nakazie płacenia określonych kwot, niezale
    > żnie od realnych zarobków, których wydatkowania nie można w żaden sposób kontro
    > lować?

    Przewidywalność to zaleta. Jedno i drugie może zaplanować swój budżet i wydatki bez użerania się co miesiąc/dwa tygodnie o coś tam. Mniej stresu, mniej wrzodów. Czułabyś się komfortowo musząc negocjować co miesiąc z wrogą sobie osobą kwotę którą otrzymasz?

    Ludzie po rozwodzie naprawdę nie czerpią przyjemności z kontaktu z byłymi. Po co masochistycznie zmuszać się do niekomfortowych sytuacji?
    Z eksem spędzaliśmy razem święta i mieliśmy bardzo poprawne kontakty - to były one poprawne głównie dlatego, że NIE MUSIELIŚMY zbyt często ze sobą gadać.
  • mamaaspiama 08.02.19, 14:51
    "O co ci chodzi właściwie? "
    O brak symetrii.

    "przypomnę - nie każdego stać na to, żeby powiedzieć " TRUDNO", bo temu komuś może zabraknąć na ratę kredytu hipotecznego."

    Problem w tym, że w przypadku alimentów sprawa jest dość skomplikowana i zależy wyłącznie od poziomu draństwa każdej ze stron.
    W przypadku normalnych ludzi nie ma w ogóle potrzeby sądownego ustalania alimentów.
    W przypadku alimentującego - drania (płci dowolnej) opcji wyegzekwowania, nawet przy "dobrej zmianie" przepisów, nie ma absolutnie żadnych. Nadal alimenciarze mają w pompce, sprawy sądowe trwają, a kara w postaci prac społecznych jest po prostu rozczulająca.
    W przypadku osoby pobierającej alimenty w imieniu dziecka - drania (płci dowolnej) osoba płacąca może w ciągu 3 miesięcy wylądować z łatką "alimenciarza". Jest to nader proste, instrukcje znajdują się na wielu grupach "pomocowych", można je także dostać ustawiając się w kolejce w MCŚ - naprawdę, bank pomysłów.
    Do tego sam pomysł żeby normalnego ojca czy normalną matkę ustawiać w pozycji podejrzanego/podejrzanej o oszustwo o działanie na szkodę własnego potomstwa jest dla mnie po prostu bulwersujący.

    "Czułabyś się komfortowo musząc negocjować co miesiąc z wrogą sobie osobą kwotę którą otrzymasz? "

    Ponownie patrzysz tylko z jednej strony - osoby biorącej (czyli np. ZUSu). Co jest bardziej komfortowe, wiedzieć, że możesz dać tyle, na ile Cię stać, że w przypadku spadku dochodu możesz negocjować czy mieć bata nad sobą w postaci aktu prawnego? Na ZUS muszę płacić prowadząc DG czy mam dochody, czy nie. Jak nie mam dochodów w związku z chorobą czy utratą kluczowego klienta (zdarza się), ZUS ma w odwłoku moje problemy, mogę zdychać z głodu, składkę mam zapłacić.
    W przeciwieństwie do DG, dzieci nie można zawiesić. Ale też w pełnych rodzinach są różne sytuacje i nikt wówczas nie biegnie do komornika, nie wszczyna postępowania sądowego przeciwko osobie, która śmiała stracić pracę czy mieć obniżone dochody.

    " Po co masochistycznie zmuszać się do niekomfortowych sytuacji? "

    W takim razie albo nie należy robić sobie dzieci z nieodpowiednimi ludźmi, albo się nie rozwodzić z osobą, z którą ma się dziecko. Wtedy będzie 0 niekomfortowych sytuacji.

    "Z eksem spędzaliśmy razem święta i mieliśmy bardzo poprawne kontakty - to były one poprawne głównie dlatego, że NIE MUSIELIŚMY zbyt często ze sobą gadać. "

    No widzisz, a ja z exem zamiast spędzać święta wolałabym konstruktywną dyskusję o WSPÓLNYM dziecku.
    I oczywiście, można sobie wysyłać suche smsy o jakich piszesz. Tylko co to ma wspólnego ze wspólnym wychowywaniem dzieci?
    Ponownie - występujesz z pozycji siły - ja decyduję, a ojciec ma płacić i nie dyskutować.
    Zawsze zastanawiam się czy kobiety z takim podejściem mają synów...

    Wiesz, od lat 90tych ubiegłego wieku wiele spraw poszło do przodu. Spojrzenie na wychowanie dzieci też. Odkryto, co może wydawać Ci się egzotyczne, że dzieci potrzebują dwojga rodziców (tak, wiem, szok i niedowierzanie, ojcowie TEŻ są potrzebni i to bardzo!) , którzy, niezależnie od konfiguracji związkowej, współpracują ze sobą.
    Mam wrażenie, że większość naszego społeczeństwa zatrzymała się w czasach, kiedy facet po pracy zasiadał przed TV lub z gazetą w ręce, a kobieta ogarniała dom i dzieci. Fakt, taki model "tatusia" można śmiało wysłać w kosmos. Ale mężczyźni zmieniają się w tym zakresie. Ich udział w wychowaniu dzieci rośnie i są to skoki rzędu 30-40% w ostatniej dekadzie. Ojcowie biorą urlopy ojcowskie, zwolnienia kiedy dziecko choruje. Robią to od dawna, ale coraz liczniejszą grupą.
    I teraz takiemu ojcu, który wziął ojcowski, brał L4, jeździł do lekarza, chodził na plac zabaw, kąpał, przewijał, karmił, bawił się, pokazywał świat, Ty po rozwodzie mówisz "spieprzaj dziadu, kontakty możesz mieć, jak Ci zależy, będziesz warował na moim progu i był na każde skinienie, bo jak nie, to nie jesteś dla mnie ojcem i dziecko się o tym natychmiast dowie, no i płać alimenty, bo JA nie mam ochoty kombinować, zastanawiać się i chcę w razie czego móc cię sądem postraszyć".
    Oczywiście to hiperbola. Mimo wszystko... to jest po prostu cholernie niesprawiedliwe.

    Kobiety żądają równouprawnienia, takiej samej pensji za pracę wykonywaną, dostępu do wszystkich stanowisk. Chcą w życiu gospodarczym być równe mężczyznom. I bardzo słusznie, bo zasługują na to.
    A jednocześnie te same kobiety w kwestiach społecznych i rodzinnych tkwią w pierwszej połowie XX wieku i nawet nie myślą ruszyć naprzód, zauważyć, że jeśli jedno się zmienia, pociąga za sobą zmiany w innym obszarze. I jednocześnie (co stanowi dla mnie podwód do nieustannego zdumienia) te same kobiety złorzeczą facetom, że ci nie mają ochoty się angażować w wychowanie dzieci.
    Jestem kobietą, ale mój mózg tego nie ogarnia.

    Ja wiem, że masz swój punkt widzenia, swoją najmjsza prawdę i nic, co napiszę nie przekona Cię, że traktowanie faceta a priori jak śmiecia nie przyniesie nic pozytywnego. Już napisała Triss - czy lubisz kiedy jakiś "brat samiec" wszystkie kobiety traktuje jak podłe szmaty i interesowne dzi*ki? Nie uwierzę, że nie budzi to Twojej złości, sprzeciwu. Bo tak to działa, chcesz być traktowana indywidualnie, jako TY, jako jednostka. Bo znasz mnóstwo wspaniałych kobiet.
    To działa w każdym aspekcie życia. Jeśli hasło "ojciec po rozwodzie" kojarzy Ci się wyłącznie z jeleniem płacącym i nie dyskutującym lub dzielnym tatą-debilem, to popełniasz nadużycie, nakręcasz konflikt i działasz przeciwko dzieciom. Swoim także. Pogarda dla człowieka, którego nie znasz, ale którego oceniasz na podstawie stereotypów lub własnych złych doświadczeń jest złem, które jest wdrukowywane Twoim dzieciom. Bierzesz udział w sztafecie pokoleń przekazując tę pogardę dalej.

    Aha, nie mówię TY personalnie, bo nie wiem jakie masz w sumie poglądy. To tylko taka forma.
  • mamaaspiama 08.02.19, 14:54
    *napisała Triss
    napisałam, ja napisałam odpowiadając Triss, żeby nie było, że ona coś wink
  • triss_merigold6 08.02.19, 15:23
    Jedna malutka uwaga: po rozwodzie nie ma już pełnej rodziny i lojalności względem siebie, zwłaszcza finansowej, więc porównywanie do układów i ustalen w małżeństwie jest kompletnie nietrafione.
  • mamaaspiama 08.02.19, 18:24
    "rozwodzie nie ma już pełnej rodziny i lojalności względem siebie, zwłaszcza finansowej, "

    Owszem. Ale jeśli dokopujesz rodzicowi swojego dziecka, olewasz trudną sytuację, w jakiś się ta osoba znalazła, kim jesteś? I czego uczysz swoje dziecko?
  • koronka2012 08.02.19, 17:10
    mamaaspiama napisała:

    > W przypadku normalnych ludzi nie ma w ogóle potrzeby sądownego ustalania alimen
    > tów.

    Utopia. "Normalni" czytaj: "zgodni" ludzie się nie rozwodzą. Rozwodzą się ci, między którymi jest duży i trwały konflikt. Nie po to się rozwodzą, żeby parę razy w tygodniu mieć ze sobą kontakt.


    > Do tego sam pomysł żeby normalnego ojca czy normalną matkę ustawiać w pozycji p
    > odejrzanego/podejrzanej o oszustwo o działanie na szkodę własnego potomstwa jes
    > t dla mnie po prostu bulwersujący.

    Nie widzę powodu do bulwersacji, naprawdę. To nie jest żadne ustawianie rodzica w pozycji oszusta, tylko najzwyklejsze w świecie planowanie budżetu. Masz mieszkanie = musisz opłacić czynsz, masz dziecko = musisz ponosić koszty utrzymania. Proste.

    Jasno spisana umowa (dowolna) ma to do siebie, że upraszcza życie obu stronom, bo obie wiedzą na czym stoją.

    Przekladając twój tryb myślenia na biznes - po co komu umowy, skoro można się dogadać na gębę? spisanie umowy nie oznacza, że traktujesz kontrahenta jak potencjalnego złodzieja tylko że masz czarno na białym co i jak.


    > Ale też w pełnych rodzinach są różne sytuacje i nikt wówczas nie biegnie do komornika, nie wszczyna postępowania sądowego przeciwko osobie, która śmiała stracić pracę czy mieć obniżone dochody.

    A ktoś broni negocjacji? eksowi zawiesiłam alimenty na długie miesiące, kiedy nie miał pracy.
    Wtedy zachowywał się przyzwoicie, więc machnęłam na nie ręką, ale nie każdy może sobie na to pozwolić. I takie osoby muszą mieć kwit, żeby np. móc wystapić do FA, bo dla nich brak określonej kwoty przez miesiąc powoduje zbyt daleko idące skutki, żeby reagować dopiero przy wsypie i dopiero wtedy załatwiać sprawy sądownie.

    W biznesie też tak nie robisz.
    Trudno, żeby dopiero przy kłopotach zaczynać załatwiać formalizmy, spisywać umowę, lecieć do sądu po nakaz zapłaty i wtedy czekać kit wie ile na pieniądze, bo położyłoby ci to firmę.
    A taki właśnie scenariusz proponujesz.

    > " Po co masochistycznie zmuszać się do niekomfortowych sytuacji? "

    > No widzisz, a ja z exem zamiast spędzać święta wolałabym konstruktywną dyskusję
    > o WSPÓLNYM dziecku.

    A ja nie, bo nie po to się z nim rozwiodłam, żeby sobie ucinać z nim pogawędki. Brak kontaktu służył nam obojgu, wierz mi.

    Po pierwsze - narrację eksa wytrzymywałam bez uszczerbku na zdrowiu ca 15 minut, potem podnosił mi ciśnienie; po drugie - nie widzę zupełnie potrzeby dyskusji o wspólnym dziecku, bo i co tu omawiać poza wizytami? przekazywałam konkretne informacje o ile były mu potrzebne - typu "z weekendu nici bo ma anginę/w lipcu jedzie na obóz itd. O resztę jakoś się nie dopytywał, więc co? miałam mu zawracać głowę informacją, że w środę jest kartkówka z matmy, co go guzik obchodziło? (już pominę, że sama nie miałam pojęcia o takich bzdetach)

    > I oczywiście, można sobie wysyłać suche smsy o jakich piszesz. Tylko co to ma w
    > spólnego ze wspólnym wychowywaniem dzieci?

    A skąd kuriozalny pomysł, że ludzie po rozwodzie wychowują dziecko WSPÓLNIE? nawet w pełnych rodzinach rzadko rodzice mają w 100% tę samą wizję wychowawczą. Każdy wychowuje dziecko we własnym zakresie i wg własnej koncepcji.

    > Oczywiście to hiperbola. Mimo wszystko... to jest po prostu cholernie niesprawi
    > edliwe.

    Zostaw na boku emocje, będzie ci łatwiej.

    Ja tu nie widzę nic niesprawiedliwego, niepotrzebnie mieszasz do tego jakiś uczuciowy podtekst, który nie ma żadnego związku z tym, że trzeba ponosić pewne koszty.

    To jest po prostu mechanizm zapewnienia środków na utrzymanie dziecka - lepszego nie wynaleziono w sytuacji kiedy rodzice z założenia się nie dogadują. Ba - nawet ci, którzy się dogadują - i tak ustalają to na papierze, i paczpani - jakoś im to nie przeszkadza.
  • mamaaspiama 08.02.19, 18:35
    "Każdy wychowuje dziecko we własnym zakresie i wg własnej koncepcji"

    Może stąd problemy dzieci rozwiedzionych rodziców?

Popularne wątki