Dodaj do ulubionych

dylemat laureata

14.02.19, 23:07
Co poradzicie? 8-klasista laureat kuratoryjnego (matematyka, angielski, polski - tak się udało i to już w poprzednich latach). Zainteresowania w takiej mniej więcej kolejności, ale poza tym jeszcze biologia i chemia - polski trochę już mniej. Ten uczeń może wybrać sobie dowolną szkołę. Już wiemy, że w naszym mieście w kilkunastu najlepszych liceach popularne profile będą podwojone (czyli i dla GIM, i dla SP). Tylko ten wybór... Udało się zawęzić do 2 opcji. Ale trzeba będzie w końcu wybrać jedną. I tutaj nastolatek ma dylemat.
Opcja nr 1 - klasa biol-chem uniwersytecka (dodatkowe zajęcia w laboratorium na wydziale chemii), LO najlepsze w mieście i w województwie, w pierwszej dziesiątce Perspektyw. Świetne warunki lokalowe i zaplecze sportowe. Zaangażowani nauczyciele. Podwojona ilość klas I dzięki likwidacji gimnazjum przylicealnego. Kółka przedmiotowe i olimpijskie. Zachęty do udziału w najróżniejszych konkursach i olimpiadach. Języki międzyoddziałowe na wielu poziomach. Duża szansa (dla kandydatów będących laureatami konkursów kuratoryjnych) na stypendium na czas nauki w liceum (zwolnienie z comiesięcznych składek na dodatkowe zajęcia plus jeszcze wypłata kieszonkowego). Trochę daleko od domu, ale da radę jednym środkiem lokomocji ok. 40 minut w jedną stronę, wypróbowane, da się siedzieć i czytać, uczyć się, przeglądać internet itd. Lekcje plus kółka trwają do ok. 15.40.
Opcja nr 2 - klasa wstępna do IB. Inne liceum, gorzej stojące w rankingach zwłaszcza gdy chodzi o przedmioty ścisłe. Liceum publiczne. Program IB darmowy poza kosztem podręczników i samej matury międzynarodowej. Nie ma stypendium szkolnego. Trochę bliżej domu, ale wymaga to przesiadki albo przejścia ok. 1 km.
Oprócz tego dziecko chce chodzić do szkoły muzycznej (II stopnia). Zajęcia 2 razy w tygodniu (niestety nie w soboty). Budynek po drodze do domu ze szkoły nr 1. Ale jeśli chodzi o docenianie dodatkowej nauki w szkole artystycznej, to raczej pasowałby program IB.
Co doradzić?
Edytor zaawansowany
  • ga-ti 14.02.19, 23:12
    Gratuluję dziecka! I dziecku smile
    Nie doradzę niestety.
  • niktmadry 14.02.19, 23:18
    Kojarzy mi sie Twoj opis z gdynskim lll Lo i blisko polozona tam szkola muzyczna.
  • szarsz 14.02.19, 23:34
    Opcja numer jeden wymaga odpowiednich predyspozycji psychicznych. Ja nie jestem jej zwolennikiem dla wszystkich, bo taka szkoła może być wyniszczajaca. Ale sama znam jedno już nie dziecko po takim najlepszym liceum w mieście i akurat dla niego to był dobry wybór. Czy dla Twojego też? Nie mam pojęcia.
  • mamtrzykoty 14.02.19, 23:44
    Opcja 1 wygląda znacznie lepiej, według mnie, ale może on ma jakieś sprecyzowane plany na przyszłość, w których IB jest niezbędne?
    Klasy uniwersyteckie zwykle są bardzo dobre, ale czy chemia interesuje go na tyle, aby chciał się z nią związać na stałe?
    Jeśli te zainteresowania to na zasadzie i to lubię, i to, ale jeszcze nie wiem, co chciałbym robić, to może jednak opcja 2 lepsza, bo mniej sprecyzowana?
  • leni6 15.02.19, 00:05
    Z tego opisu zrozumiałam ze dziecko zainteresowane głównie matematyka i angielskim oraz trochę biologia i chemia chce iść do jakieś super klasy "chemicznej" i nie rozumiem po co.
  • mysiaapysia 15.02.19, 00:30
    Nie, to nie jest klasa tylko chemiczna. To jest klasa przygotowująca na medycynę. Laborki są z chemii, bo z tego matura jest mega trudna. Wyniki z matur z biologii, chemii i matematyki (również rozszerzonej) w tym LO są naprawdę wysokie.
    Może niezbyt precyzyjnie wskazałam zainteresowania ucznia. W klasie 6 i 7 dostępne były w tym województwie dla SP konkursy kuratoryjne tylko z 3 podstawowych przedmiotów. Konkursowicz siłą rzeczy na nich się skupiał. Zainteresowania biologiczne były jednak już od 4 klasy. Co roku nagroda w Świetliku. Chemia weszła u wszystkich dopiero w 7 klasie. Od razu się spodobała. W tym roku szkolnym uczeń przystąpił do blokowego konkursu kuratoryjnego biol-chem dla GIM, bo mogli startować w nim też uczniowie SP. Został finalistą z biologii (ok. 40 osób z województwa, poza nim sami gimnazjaliści). Bardzo lubi biologię i chemię. Teraz woli się skupiać na tym niż na polskim. Ale nadal lubi matematykę i angielski (czyta książki w oryginale, ogląda w oryginale filmy itd.).
  • slonko1335 15.02.19, 08:31
    O rany ale egzemplarz zdolny Ci się trafił. Nie dziwię się wcale, że macie dylemat żeby tego potencjału nie zmarnować. Gratulacje! Tak sobie myślę, ze będzie dobrze co byście nie wybrali. Jak dni otwarte? chyba kierowałabym się jakimś ogólnym pozytywnym odbiorem.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • mysiaapysia 15.02.19, 08:50
    No akurat LO z opcji nr 1 uczeń zna, bo ma tam zajęcia w ramach ITN. Szkoła podoba się, zwłaszcza gdy chodzi o zajęcia z biologii i chemii.
  • betty_bum 15.02.19, 06:14
    Przecież dziecko chyba mniej więcej wie w jakiej pracy się widzi i po jakich studiach, wie czy ma szansę na stypendium zagraniczne jeśli jest zainteresowane, a jeśli nie wie to musisz pomoc sprawdzić. Liceum jest tylko środkiem do celu, a nie celem samym w sobie, więc przy podejmowaniu decyzji trzeba patrzeć dalej.
  • moadek 15.02.19, 07:40
    A które woli syn?
  • 35wcieniu 15.02.19, 07:49
    A syn które woli? Bo to chyba kluczowe. I jeżeli jak piszesz "klasa przygotowująca do medycyny" - to czy on na tę medycynę chce iść? Albo jakiś kierunek zbliżony, zgodny z takim profilem? Przecież to najważniejsze - do czego ma mu się taka czy inna klasa przydać, a nie szkoła jako taka, bo rozumiem że na studia się wybiera.
  • mysiaapysia 15.02.19, 09:09
    Dziecko, a właściwie nastolatek, w sumie chciałby właśnie biol-chem plus matematyka, tyle że obawia się, że poziom angielskiego może być taki sobie. Tłumaczymy, że skoro w LO z opcji nr 1 są lekcje angielskiego międzyoddziałowe, to pójdzie na taki poziom, który by odpowiadał możliwościom i chęciom. O ile dobrze rozumiem w tej szkole są też zajęcia z nativ speakerem. Ale to trzeba ustalić dokładnie na jakich zasadach (czy w ramach kółka, czy to w ogóle jakaś firma prywatna).
  • kurt.wallander 15.02.19, 13:22
    mysiaapysia napisała:

    > Dziecko, a właściwie nastolatek, w sumie chciałby właśnie biol-chem plus matema
    > tyka, tyle że obawia się, że poziom angielskiego może być taki sobie. Tłumaczym
    > y, że skoro w LO z opcji nr 1 są lekcje angielskiego międzyoddziałowe, to pójdz
    > ie na taki poziom, który by odpowiadał możliwościom i chęciom.

    Jeśli to jest jego jedyne zastrzeżenie, to polecałabym szkołę nr 1. Chłopak wybitnie uzdolniony powinien świetnie się odnaleźć w takiej szkole, a angielski zawsze może doszlifować poza szkołą, gdyby jednak poziom nawet w najlepszej grupie okazał się za niski.
    Szkołę nr 2 doradzałabym jedynie, gdyby chłopcu wybitnie zależało na tej międzynarodowej maturze, bo planuje studia za granicą. Przy czym ze zwykłą maturą chyba tez droga na studia zagraniczne nie jest zamknięta?
  • mdro 15.02.19, 14:27
    Jeśli chemia, biologia i matematyka to są obszary zainteresowania, lepiej IMO wybrać opcję nr 1 - jeśli kandydat uważa, że sobie poradzi i że nie będzie to dla niego za obciążające. Klasa przygotowująca na medycynę przygotuje dobrze też do studiowania chemii, biologii czy jakichś kierunków pokrewnych.

    Angielski na poziomie ponadgimnazjalnym to głównie kwestia osobistego zaangażowania w naukę - jeśli nawet w szkole będzie nauczanie na niższym poziomie, to spokojnie nadrobi sam, czytając, oglądając filmy i komunikując się po angielsku, choćby via net.

    --
    "mam świadomość, że jestem sterowanym botem" - 1elka26 na forum emama
  • berdebul 15.02.19, 08:32
    Potrzebny ten IB? Czy to kwestia wygody (dojazdu, szkoły muzycznej itd)? Co planuje dalej?
  • mysiaapysia 15.02.19, 08:49
    Czy potrzebny IB? W znaczeniu już teraz plany na studnia zagraniczne? Nie, takich planów na razie nie ma. W każdym razie konkretnych planów. Bardziej to IB kusi większą swobodą, chociażby w wyborze przedmiotów (6 zamiast wszystkich). Ale i tak ten wybór dotyczyłby tylko 2 lat (3 i 4 klasa LO), bo przez 2 lata pre-IB i tak chyba trzeba mieć wszystkie wg polskiego systemu (o ile nam wiadomo). Choć z drugiej strony mamy świadomość ilości pracy również w ramach IB. Pewnie porównywalna, a nawet większa niż w polskim systemie.
  • annia_ko 15.02.19, 08:59
    Na studia zagranicą wszyscy znajomi, którzy chcieli się dostać, dostali się bez IB. Osoby z IB (w moim roczniku) miały niekorzystny przelicznik na polskich uczelniach.
  • mysiaapysia 15.02.19, 09:04
    Ale też nie wykluczamy, że kiedyś wyjedzie z Polski. Może na studia, może po studiach. Nauczyciel angielskiego sugeruje, żeby po wakacjach pisać egzamin FCE. Może certyfikat językowy to byłoby rozwiązanie. Chociaż akurat FCE to tylko do UK.
  • arwena_11 15.02.19, 11:05
    W sensie studia w UK? - tylko IELTS. Można zdawać u nas. Kursy i egzaminy organizuje BC
  • jan.nowak.7 15.02.19, 09:24
    Zdecydowanie opcja nr 1. Dla takiego ucznia klasa pre IB to czysta strata czasu. Tam inni będą nadrabiać zaległości. Kasa najlepszym LO z ambicjami olimpijskimi to luksus obcowania z uczniami o podobnych predyspozycjach, z możliwością błyskawicznego rozwoju w wybranych dziedzinach. W klasie IB będzie dużo gorzej. Nie sugerujcie się angielskim – to dziś nie problem. Będzie oglądać filmy, wyjedzie w wakacje i wyjdzie na to samo. A olimpijskie zajęcia z matematyki czy chemii w grupie podobnych sobie rówieśników dostanie tylko w szkole nr 1. To gwarancja, że naukowe pasje pozostaną pasjami na całe życie, a lata licealne nie będą w pełni wykorzystane.
  • jan.nowak.7 15.02.19, 09:43
    Autokorekta - miało być: będą w pełni wykorzystane.
  • arwena_11 15.02.19, 09:33
    A do tej szkoły muzycznej II stopnia już się dostał? I co go tam ciągnie? Instrument czy inne rzeczy?
    Z klasy mojego syna ze szkoły muzycznej I stopnia - dalej poszły 2 osoby. Naprawdę zafiksowane na muzykę. Namawiali mojego syna - ale on lubi grać na pianinie, a nie uczyć się teorii i tracić czas na jakieś zespoły.
    Jego pani profesor od pianina mówiła, że jeżeli nie myśli o studiach na Akademii muzycznej - to szkoła II stopnia mu nie potrzebna. Pianino może rozwijać prywatnie.
  • mysiaapysia 15.02.19, 10:55
    Nabór do II stopnia na początku czerwca, ale szanse duże, gra utwory zaawansowane technicznie, jest laureatem konkursów muzycznych. Teorię lubi, uczy się samo, bo rodzice nie-muzycy i nie mają jak pomóc.
  • arwena_11 15.02.19, 11:09
    Mojemu teoria też bez problemu wchodziła do głowy sama. Też konkursy miał - ale te wszystkie zespoły/chóry - to strata czasu.
    Na dyplomie w szkole I stopnia grał kilka utworów w sumie ok 45 minut. Jeden z cięższych dyplomów. Grał te same utwory, które grały osoby zdające do szkoły II stopnia. Ale to robił dla przyjemności - nie wiąże przyszłości z muzyką.
  • betty_bum 15.02.19, 11:16
    Ma to dziecko jakieś wady? Pytam ze zwykłej zazdrosci i zlośliwości?
    Zgaduję, że napiszesz, że cały wolny czas komputer i koledzy😀
  • mysiaapysia 15.02.19, 11:39
    Nie ma człowieka bez wad. Wiadomo. Ale nie gra w gry komputerowe. Nie lubi. Przegląda youtube, ma ulubionych youtuberów, plus dużo słucha muzyki, głównie poważnej, choć jazzem nie pogardzi. Rysuje, maluje. Według humoru danego dnia. Właściwie nawet w okresie tuż przed jakimś konkursem zostawia sobie czas na luz.
    Trochę żałuje, że nie może dojeżdżać do szkoły rowerem, tak jak do poprzedniej szkoły (do kl. 6 włącznie). Lubi pływanie, ale poza wfem ciężko wygospodarować czas na jakieś dodatkowe treningi.
  • betty_bum 15.02.19, 11:58
    Ciekawe jak na idealne do szpiku kości dziecko reagują rówieśnicy. Pewnie uwielbiają porównania do Jasia, który wszystko wie, wszystko potrafi, gra, śpiewa i recytuje na zawołanie i jeszcze ma czas na hobby.
    Jeśli nie ma w tym haczyka to na sprzedawaniu kombinacji genów zabijecie mająteksmile
  • mysiaapysia 15.02.19, 12:16
    Nie, dwójka dzieci wystarczy, naprawdę. Trochę brakuje nam wsparcia. No w muzycznej to jeszcze trochę wsparcia jest, bo nauczyciele instrumentu zaangażowani, zwłaszcza nauczycielka młodszego dziecka - dodatkowe lekcje itd. Ale zwykła szkoła to średnio. Liczymy na wsparcie starszego dziecka w szkole z opcji nr 1. Nie będąc matematykami ani biologami czy chemikami nie jesteśmy już w stanie pomagać i tłumaczyć wielu zagadnień.
  • betty_bum 15.02.19, 15:48
    Masz bardzo zdolne dziecko, czego oczekujesz? Jest z milion tutoriali na każdy temat, jeśli chce to się nauczy, bo ma potencjał. Oczywiście w idealnym świecie można chciec więcej, ale świat nie jest idealny. Jeśli uważacie, że ma szanse to są fundacje i instytucje, które pomagają zdolnym dzieciom.
  • asfiksja 15.02.19, 09:38
    Masz raczej prostą sytuację, lepiej wygląda klasa uniwersytecka. Piszę to z zazdrością, bo u nas wybór trudniejszy.
  • princesswhitewolf 15.02.19, 09:45
    > Zachęty do udziału w najróżniejszych konkursach i olimpiadach.

    zle to brzmi. Dziecko ma przede wszystkim program szkolny do opanowania + jesli olimpiady i konkursy to z jego " specjalizacji" a nie we wszystkim. Nie przeciazac dziecka.
    Wyglada na szkole ktora chce go by dostawal dla nich nagrody i mogli sie chwalic

    Jesli nie jest geniuszem muzycznym to podaruj sobie
  • tinywee 15.02.19, 09:55
    Jeżeli taki zdolny egzemplarz w dziedzinie eksperymentalnej to może warto jednak pomyśleć o topowych uczelniach zagranicznych - tam raczej łatwiej np. o wykłady z noblistą na pierwszym roku, dostęp do najlepszych specjalistów w danej dziedzinie czy normalną pracę w laboratorium, które robi unikalne czy nowatorskie badania (mam pewne porównanie z jednym czołowym wydziałem w pl i to tak dobrze tutaj nie wygląda).

    Tylko jeśli by to miały być np. usa, to przygotowania należałoby zacząć już, nie tylko szkolne (chociaż szkoła muzyczna jest ok; potem się może okazać że uczelnia ma własną orkiestrę złożoną ze studentów, którzy także są biegli w grze na instrumentach, nie tylko np. w matematyce smile.

    do jana: sorki, ale sprowadzanie IB do angielskiego tylko to raczej słabe jest.
  • jan.nowak.7 15.02.19, 10:07
    Nie sprowadzam IB do angielskiego. Ale sądzę, że klasa pre IB właśnie głównie wyrównuje nierówności w tym zakresie. Raczej nie ma co liczyć, że uczeń, który potrzebuje na prawdę świetnej matematyki (i świetnego nauczyciela) oraz kolegów zakręconych na przygotowania do OM, dostanie to właśnie tam.

    Nauka - późniejsza - w klasie IB ma liczne przewagi nad nauką w przeciętnej klasie dobrego LO. Ale nauka w szkole o aspiracjach olimpijskich (a o takiej mowa w wątku) to inna liga - tam nie ma nudy, ani księżycowych wymagań z trzeciorzędnych przedmiotów, są za to unikalne w polskiej skali warunki by iść wartko do przodu z dziedzin, które ucznia interesują.
  • amast 15.02.19, 10:17
    > Ale nauka w szkole o aspiracjach olimpijskich (a o takiej mowa w wątku) to inna liga - tam nie ma nudy, ani księżycowych wymagań z trzeciorzędnych przedmiotów

    Tu się można nieźle zdziwić.

    >są za to unikalne w polskiej skali warunki by iść wartko do przodu z dziedzin, które ucznia interesują.

    A to prawda i pod tym kątem warto taką szkołę z aspiracjami rozważać.
  • mysiaapysia 15.02.19, 10:58
    A czy np. napisanie matury polskiej z biologii i chemii zamyka drogę przed wyjazdem na zagraniczną uczelnię? Lub np. studia w Polsce z medycyny lub biotechnologii, a potem wyjazd za granicę? I zrobienie w międzyczasie certyfikatu językowego? USA to chyba raczej IELTS, czy może SAT?
  • arwena_11 15.02.19, 11:04
    Do USA chcą matury IB.
    W Europie - IELTS ( jeżeli nie ma to się zdaje język przed przyjęciem na uczelnię u nich ), polska matura wystarcza. W tej chwili mój syn rekrutuje na angielskie uczelnie. Wymagania uczelni różne, ale z tych co wybrał - IELTS minimum 7-7,5 no i średnia z matur min 80% lub min 80-85 centyl z przedmiotów pisemnych. Ale to warunki jakie dostał od Uniwersytetów na które aplikował.
  • dziennik-niecodziennik 15.02.19, 09:57
    no ale to nie chodzi chyba o to ze jednego ucznia pchają do wszystkich konkursów i olimpiad, tylko ze ogolnie są różne konkursy dostępne, nie tylko z polskiego, angielskiego i matematyki.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • mysiaapysia 15.02.19, 10:50
    W LO z opcji nr 1 warunkiem uzyskiwania stypendium jest udział w przynajmniej 1 kółku olimpijskim, około 80% frekwencji, nie trzeba dostać się do finału. Jest dużo rodzajów kółek. Według zainteresowań dziecka to pewnie wchodziłoby w grę kółko z biologii, chemii i angielskiego.
  • anka_z_zielonymi 15.02.19, 11:05
    Ja uważam przeciwnie. Nie brzmi źle. Takie dzieci/ ludzie renesansu, chłonące wszystko i wszechstronne uzdolnione, rzadko bo rzadko, ale się trafiają. W wyborze szkoły na pewno nie sugerowałabym się angielskim. To można podtrzymać prywatnymi lekcjami jeśli będzie taka chęć. Przy takim potencjale szkoła nr 1 brzmi lepiej.
    Pozazdrościć - każda matka chciałaby mieć takie dylematysmile
  • agnieszka_kak 15.02.19, 11:11
    Państwowa szkoła muzyczna to znacznie więcej już zajęcia z instrumentu dwa razy w tygodniu...
  • mysiaapysia 15.02.19, 11:44
    Miałam na myśli 2 razy w tygodniu teoria i w te same dni instrument. O ile się da, bo wiadomo, nie zawsze da się to zgrać. Jest jeszcze chór dla pianistów. Ale może dałoby radę zamiast tego iść na trio fortepianowe. Dziecko ma już doświadczenie w grze z innymi instrumentami, grało na kilku występach z trio, często akompaniuje młodszemu bratu na skrzypcach.
  • mysiaapysia 15.02.19, 11:47
    W sensie - akompaniuje na fortepianie bratu grającemu na skrzypcach.
  • anka_z_zielonymi 15.02.19, 12:07
    Idźcie i rozmnażajcie się! Macie jakieś niesamowite genysmile
  • la_mujer75 15.02.19, 12:03
    Taaaki syn! Wielkie gratulacje i z całego serca zazdroszczę!!!!!!
    To prawdziwy syn e-matki wink
    P.S. rozumiem, że po mamusi taki bystry smile
  • mysiaapysia 15.02.19, 12:20
    No, po mnie to raczej tylko ten angielski. Tatuś umysł ścisły. Ale i tak tłumaczenie pewnych zagadnień z matmy czy chemii wymaga od niego powtórki materiału. Nie jest matematykiem ani chemikiem.
  • gris_gris 15.02.19, 12:07
    Gratuluje Ci syna!

    Moim zdaniem opcja nr 1 + szkola muzyczna. Jezeli ma na to czas i checi, to nie ma znaczenia, czy szkola muzyczna bylaby bardziej doceniona w szkole z opcji 2, bo i tak to by robil dla siebie. Moim zdaniem polaczenie nauk scislych z jezykami i muzyka jest idealne smile
  • dzikka 15.02.19, 12:28
    To zależy co chcecie później. Np medycyna dużo gorzej punktuje maturę IB.
    No i pytanie czy z angielskiego faktycznie taki super i bez problemu sobie poradzi.
  • asfiksja 15.02.19, 15:58
    Jesteś tego pewna?
    Przecież matura IB zdana na maksymalne 7 pkt daje 100% przy rekrutacji na medycynę, przy czym żeby dostać te 7 punktów wystarczy mieć chyba coś koło 75% na egzaminie (to trudniejszy egzamin, ale 7 pkt jest realne). Ja się spotkałam z wręcz odwrotnym twierdzeniem - że IB niesprawiedliwie daje lepszy przelicznik na medycynę.
    Na słabszych uczelniach medycznych można było mieć nawet 90% (6 pkt), z tego co pamiętam.
  • dzikka 15.02.19, 12:36
    A, i oczywiście gratulujęsmile
  • skarolina 15.02.19, 14:06
    Jesteś pewna, że zajęcia w szkole muzycznej dwa razy w tygodniu tylko? Radziłabym to sprawdzić, bo to owszem, możliwe, ale trzeba mieć wyjątkowo dużo szczęścia - wystarczy, że nauczyciel instrumentu jest tylko w dwa dni i to nie zbieżne z przedmiotami teoretycznymi i cztery dni jak w pysk strzelił.

    --
    "To jest tylko smutne miasteczko, ono sobie kiedyś pojedzie" - W.Młynarski
  • mysiaapysia 15.02.19, 14:58
    Tak, mamy świadomość, że nie zawsze da się tak zgrać lekcje teorii i instrumentu. Teraz na I stopniu lekcje są np. środa-sobota (teoria i instrument). I tak jest fajnie. Plus chór w piątki wieczorem (po lekcjach, powrocie do domu i ćwiczeniu na instrumencie). Szkoła II stopnia dotychczas niestety nie miała lekcji w soboty. Ale planu lekcji nie poznamy wcześniej niż pod koniec sierpnia. A rekrutacja jest w czerwcu.
  • arwena_11 15.02.19, 15:04
    Czy ta szkoła muzyczna jest dziecku potrzebna? W sensie chce rekrutować na Akademię muzyczną? Czy po prostu chce grać? Bo może lepiej sam instrument prywatnie? Profesorowie ze szkoły muzycznej zazwyczaj udzielają prywatnych lekcji
  • anka_z_zielonymi 15.02.19, 15:09
    Moja siostrzenica właśnie tak zrobiła. Poszła po muzycznej do normalnego LO, ale popołudniu chodziła do muzycznej do swojego profesora ćwiczyć grę na skrzypcach. Nie miała żadnych innych przedmiotów tylko właśnie instrument. Inaczej nie dałoby się tego pogodzić. Nie wiem jak to zostało załatwione (jakiś indywidualny tok pewnie) oficjalnie, ale nawet nie płaciła za te naukę instrumentu w muzycznej.
  • anka_z_zielonymi 15.02.19, 15:10
    Tak jakby była w dwóch liceach, ale w muzycznym miała tylko te naukę gry na instrumencie.
  • mysiaapysia 15.02.19, 15:21
    Tu akurat jest różnica klas między dzienną szkołą (kl. 8), a szkołą muzyczną (kl. 6) - uczeń poszedł do zwykłej szkoły wcześniej. Był w ognisku muzycznym, ale zaproponowano rekrutację do popołudniowej szkoły muzycznej.
    U nas jest zarówno OSM I i II stopnia (z niskimi wynikami z matury), jak i popołudniowa SM II stopnia.
  • arwena_11 15.02.19, 15:27
    To syn nie ukończył szkoły muzycznej I stopnia?
  • mysiaapysia 15.02.19, 15:34
    Dziecko jest teraz w kl. 8 SP i kl. 6 popołudniowej SM I stopnia. Czyli ma różnicę 2 klas. Dlatego jeśli chce kontynować naukę muzyki (poza wersją prywatnych lekcji), to może iść tylko do popołudniowej SM II stopnia. Ma duże szanse do niej się dostać. Ale plan lekcji w SM poznamy dopiero pod koniec sierpnia.
  • arwena_11 15.02.19, 16:03
    Ja rozumiem. Mój syn skończył szkołę muzyczną I stopnia w 6 klasie ( zaczynał 1 ).
    Chodzi mi głównie o to, czy twój syn wiąże przyszłość z muzyką. W szkole muzycznej syna mówili, że dla osób, które nie planują pójść do AM - szkoła II stopnia nie ma sensu. Położą albo przedmioty muzyczne albo ogólne.
  • mysiaapysia 15.02.19, 15:26
    Ubolewam, że w polskim systemie szkół muzycznym nie ma opcji takiej jak np. w USA. Tam jest np. pre julliard (tak, wiem, że to the best of the best, mi chodzi o przykład), gdzie uczniowie mają lekcje tylko w soboty. Ten kto chce może startować tam potem na studia muzyczne. Ale nie musi i nauka muzyki przez te kilka lat nie blokowała mu czasu na przygotowania z dnia na dzień do szkoły zwykłej (poza codziennym graniem na instrumencie, ale wiadomo, jeden gra na instrumencie, innym na komputerze, a jeszcze inny rysuje czy realizuje inne hobby).
  • kanna 15.02.19, 14:44
    Zabrać dziecko do doradcy zawodowego, niech z nim przegada ścieżkę edukacyjną.

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • fraudes 15.02.19, 15:27
    No to się wyłamię.
    Gratuluje zdolnego dziecka, jeśli uczy się, bo chce, a nie dlatego, że wy (rodzice) chcecie.
    Ja bym przede wszystkim dała dziecku odpocząć, bo z tego, co widzę, to on nie będzie miał czasu na życie. Nawet dojazd do szkoły rozpatrujesz w kontekście cyt. "da się siedzieć i czytać, uczyć się, przeglądać internet"
    Kolegów ma i jakieś towarzyskie życie?
    Pisze bez złośliwości.
    Moja znajoma, świetna psycholożka kiedyś mi powiedziała, że największy odsetek pacjentów za zaburzeniami psych jets po najlepszych warszawskich liceach...
  • mysiaapysia 15.02.19, 15:40
    No to co robić w autobusie/tramwaju/metrze? Patrzeć przed siebie? Niemal każdy coś tam tam robi - słucha muzyki, czyta książkę, przegląda net. Nie musi to być nauka, szczególnie po południu gdy jest się zmęczonym (ale już rano to czasem nawet lepiej, że jest chwila żeby jeszcze coś powtórzyć, sama z tego korzystałam gdy dojeżdżałam do swojego LO).
    Nie, nie zmuszamy. Pilnujemy harmonogramów, regulaminów, zakresów materiałów. Niestety bez wsparcia szkołu.
    A muzyczną, szczególnie II stopnia, to dziecko samo się uparło i widać, że to lubi.
  • fraudes 15.02.19, 15:48
    To dobrze, że ma hobby.
    Mam nadzieję, ze ma tez czas na nudę. Ktoś kiedyś fajnie powiedział, i jest w tym dużo racji "offline is the new luxury".
    Niech wybierze szkołę, którą woli. Z krótszym czasem dojazdu i fajniejsza towarzysko. Obie są porównywalne.
    Żeby Wam android nie wyszedł. Życie to nie tylko wiedza.
    Kiedyś były badania o dalszych losach życiowych szkolnych prymusów. Do wygooglenia. Poczytaj.
  • mysiaapysia 15.02.19, 19:35
    Ale to nie jest taki hmmm typowy prymus. NIgdy nie było średniej 6,0. Koncentruje się na ciekawych dla siebie przedmiotach. Z innych niekoniecznie wszystko umie na pamięć. W ogóle nie uczy się na pamięć. Stara się rozumieć co czyta. Nie napisze na maksa sprawdzianu jeśli nauczyciel wymaga napisania słowo słowo tekstu z podręcznika.
    Nuda czyli? Jeśli rysuje albo np. coś skleja czy majsterkuje to co? Nie jest to realizowaniem pasji?
  • fraudes 17.02.19, 14:03
    Prymus, to nie średnia 6.0, to podejście do życia i nauki.
    A jak koledzy/koleżanki? Ile razy w tygodniu ma czas na spotaknia z nimi.
    Nuda to nuda - np. snucie się po domu w piżamie smile
  • mysiaapysia 17.02.19, 15:26
    No, akurat ja naokoło słyszę, że prymus to najwyższa średnia. Ale ten dzieciak nie ma parcia na wszystko. Uczy się tego, co jest interesujące wg własnego wyboru.
    Tak, potrafi snuć się po domu w piżamie do południa w weekendy. Owszem, uczy się i ćwiczy na instrumencie, ale w przerwach ogląda youtube i szuka inspiracji do rysunków albo DIY.
    Znajomi to raczej dzieciaki z muzycznej i z ITN. Odwiedzają się na np. na urodzinach i potrafią kilka godzin grać w brydża. Niestety mieszkają daleko od siebie, więc nie odwiedzają się zbyt często.
  • fraudes 17.02.19, 16:37
    a koledzy/koleżanki z klasy? Wiesz takie zwyczajne niearanżowane znajomości? Tak na co dzień, np. godzinka po szkole u kogoś, wypad do kina (nie taki, że rodzice się umówili).
    Bo - poza tym, że masz (jeśli to, co piszesz jest prawdą, a zakładam, że tak) bardzo zdolne i nieprawdopodobnie zdyscyplinowane dziecko, to ono chyba trochę nie ma takiego realnego życia. I moim zdaniem warto to wyrównać. Żeby kiedyś nie postanowiło nadrobić straconych lat.
  • mysiaapysia 17.02.19, 17:04
    Hmmm. Do klasy 6 włącznie dość często spotykały się dzieciaki z klasy, bo mieszkali blisko, odprowadzali się po szkole itd. Niestety po 6 klasie wyrzucili ich do dalej położonej szkoły pogimnazjalnej, tam doszło do przemieszania klas (3 z tej szkoły i 2 z innej szkoły), dodatkowo część dzieciaków poszła do szkół z 2-języcznymi klasami 7, w tym moje. Te klasy 2-języczne od większości uczniów wymagają dojazdów. Tak samo jak popołudniowa szkoła muzyczna. Ciężko się umówić tuż po szkole (zwłaszcza jak muzyczną kończy się np. o 19.30). Pozostają weekendy.
  • gris_gris 17.02.19, 17:13
    A skad ty takie wnioski wyciagasz? Przeciez autorka nie opisuje tu calego zycia swojego dziecka i rodziny. I mam nadzieje, ze sie nie zacznie teraz tlumaczyc.
  • fraudes 17.02.19, 17:42
    A stąd, że dziecko duzo, a nawet bardzo się uczy, w dwóch szkołach. I w czasie wolnym tez się uczy. A autorka zastanawia się, co będzie lepsze dla jej dziecka. To niesmiało zwracam uwagę, że może warto zadbać o pewien balans. Nie chodzi mi o tłumaczenie się autorki. Jej sprawa, jej życie i jej dziecko.
    Tylko czasem tak dociskamy dzieci, że produkujemy pacjentów gabinetów psych. Sprawa dość popularna w Warszawie, część rodziców już zrozumiała, część jeszcze nie.
  • gris_gris 17.02.19, 17:55
    Jestem przekonana, ze autorka wie, jak zadbac o ten balans, a jej prosba jest konkretna. Mysle, ze nie potrzebuje rad jak postepowac z synem, ktorego zdrowie psychiczne nie wydaje sie byc zagrozone...

    --
    Bardzo lubię Afrykę i jej kulturę, świetnie się czuję w towarzystwie Afrykanow. Jako dziewczynka marzyłam o lalce niemowlaku Murzynku i taka dostałam. (bergamotka77)
  • mysiaapysia 17.02.19, 18:00
    Jak rozumiem masz dobre intencje. Tak, jako rodzice dbamy o to, żeby w wolnym czasie dziecko robiło co chce i lubi. Ale skąd wyciągnęłaś wniosek, że dziecko w czasie wolnym się uczy? Pisałam o słuchaniu muzyki, youtubie, rysunku, DIY.
    Jeśli chcesz koniecznie pomóc, to i owszem mogłabym wskazać co najmniej jeden przypadek znany nam z widzenia - dziecko chodzi do dziennej szkoły 2-języcznej, ma popołudniową szkołę muzyczną i jeszcze szkołę baletową 5 razy w tygodniu. Niestety nie widać, aby było zadowolone.
  • fraudes 17.02.19, 18:09
    I OK. Tylko naświetlam problem od innej strony. Może jestem przewrażliwiona, szczególnie teraz, gdy dziecko koleżanki właśnie jest po pierwszej próbie samobójczej. Bo zdało sobie sprawę, jak bardzo jest samotne i jak sobie nie radzi w kontaktach z rówieśnikami. Uczyło (i uczy się) w pewnym bardzo znanym liceum społecznym. Celowało i miało szanse, bo na razie to chyba tylko gap year w Oxford.
  • a23a23 17.02.19, 18:28
    A mnie takie rady naprawde denerwuja - bo jedyne, co rodzicom mam "za zle" to to, ze nie wymagali ode mnie wiecej. Tak, mialam sukcesy - ale przychodzily mi one niejako bez wiekszego wysilku. I jesli bylam najlepsza w roczniku/konczylam szkole jako najlepsza, to rodzice uznawali ze ok, teraz sobie odpocznij - zamiast moze zastanowic sie, czy nie ma innej lepszej szkoly albo moze indywidualny tok (miasto wojewodzkie, szkola w nim najlepsza, ale to nie znaczy, ze nie mozna bylo wiecej). I jak sie zorientowalam, to musialam sporo nadrabiac w stosunku do prawdziwego topu z ktorym zderzylam sie za granica - chociazby przyzwyczaic sie do systematycznej pracy. I wszystkiego juz nie nadrobie - chociazby nie bede az tak swobodnie mowila w obcym jezyku innym niz ang/niem. I tak - czasem sie zastanawiam czy nie bylabym teraz dalej, gdyby w odpowiednim momencie przycisnieto mnie bardziej.
  • fraudes 17.02.19, 18:49
    Wiesz czego przede wszystkim nie zrobili Twoi rodzice, jeśli już masz do nich pretensje? Nie nauczyli Cię cieszyć sie z tego co masz i tego gdzie jesteś, choć prawdopodobnie masz duzo i jesteś całkiem wysoko. Zawsze będziesz chcieć więcej, mocniej, inaczej. Przez to prawdopodobnie nie jesteś szczęśliwa i chyba nigdy nie będziesz, jesli nic się nie zmieni. Masz szansę gonić mniej lub bardziej wyimaginowanego kroliczka przez całe życie. Nie odpowiadaj, czy mam rację, bo to nie o tym wątek.
  • a23a23 17.02.19, 19:17
    Jest roznica miedzy cieszeniem sie z sukcesow, a swiadomoscia, ze gdyby w pore ktos madry mna pokierowal (zanim sama do tego doszlam), pewne rzeczy moglyby wygladac zupelnie inaczej. A jeszcze inne - kosztowalyby mnie duzo mniej wysilku jesli nauczylabym sie ich jako dziecko/nastolatka.
    Bo przede wszystkim - to wg mnie najwazniejsze jest w pore zorientowanie sie, na co dziecko stac. I z jednej strony - pchac coraz dalej, jesli ma ku temu potencjal, wlasnie pokazywac, ze mozna wiecej - a z drugiej, rozwazyc opcje szkolenia zawodowego i nie zmuszac do nauki poza jakims niezbednym minimum jesli glowa nie ta. Plus wszystkie opcje posrednie.
  • a23a23 17.02.19, 18:30
    Wiec, fraudes, prosze - nie mow, ze "odpoczynek" i "luz" to lekarstwo na wszystko. Bo wloczenie sie po galeriach z grupa rozchichotanych kolezaneczek szczegolnie rozwijajaca nie jest.
  • fraudes 17.02.19, 18:43
    Ale miedzy włóczeniem się po galeriach a samotną nauką przez znaczną większość czasu jest milion możliwości.
    To po pierwsze, zas po drugie - ja nigdzie nie na mawiam do tego, aby dziecko wątkodajki zaczęło się włóczyć, czy też zrzuciło naukę, skoro świetnie mu idzie. Tylko naświetlam pewien aspekt balansu W-L. I wątkodajka to rozumie, z tego, co widzę po jej odpowiedziach. A tu widzę palestra rozwija skrzydła...
  • bella_roza 15.02.19, 16:05
    mój syn jest w LO i SM II st, da się to pogodzić ale w szkole robi tyle ile wymagają i nic więcej. SM ma 4x w tyg (jako smyczkowiec jest w orkiestrze + dodatkowy fortepian, być może pianiści mają mniej) a do tego próby zespołu w soboty. do czego zmierzam, szkoła nr 1 wygląda super ale z wielu opcji pewnie syn nie będzie miał czasu skorzystać.

    --
    Fryzjer jest wazniejszy niż pasztet, to oczywiste. Przynajmniej do póki nie masz dziecka z własciwym facetem. [by Piepe]
  • mysiaapysia 15.02.19, 19:36
    A my właśnie wolelibyśmy lekcje w SM w soboty. Tak jest teraz i jest ok.
  • muchy_w_nosie 15.02.19, 16:09
    Poradzimy, żeby mieć opcje nr 2 i 3, bo laureatów może być sporo.
    Moja siostra jak na studia składała papiery to na 30 osób przyjętych wszystkie miały średnią 6.0 i wszystkie były leuratami czegoś, a za nimi kolejnych 15 osób też laureatów też z 6.0 które się nie dostały.
  • muchy_w_nosie 15.02.19, 16:10
    Wiem że to inna sytuacja bo na studia się z całej polski ludzie mieszają ale było i śmiesznie i strasznie.
  • me-lissa 15.02.19, 18:40
    Przy rekrutacji do liceum nie ma to znaczenia. Szkoła musi przyjąć wszystkich chętnych laureatów, jeśli jest ich więcej niż miejsc otwierana jest dodatkowa klasa
  • mysiaapysia 15.02.19, 19:44
    Hmmm. Nie przyjmą kandydata z taką ilością tytułów laureata z wszystkich egzaminacyjnych przedmiotów? Takich uczniów w całym województwie jest chyba z 3 albo 4.
  • cosinuss 15.02.19, 16:18
    Z własnego doświadczenia Ci napiszę smile opcja nr 1. Argumenty, takie jak Ci napisał jan.
    Towarzystwo ludzi podobnych bardzo dobrze wpływa i naukowo i społecznie. Po szkole muzycznej/w szkole muzycznej będzie ponad połowa ludzi w klasie. Serio, jak robia jakieś przedstawienie, to nagle to wychodzi.
    Angielski w I klasie, ale 3 klasowego LO jest a poziomie C1. Zawsze ktoś interesujący wykłada coś po angielsku na Uniwersytecie, więc słownictwo się poszerza. Są międzynarodowe obozy naukowe z danej dziedziny.
    Generalnie dziecko wybitnie uzdolnione ma dość specyficzne dla tej grupy problemy, w liceum akademickim będzie mu po prostu dużo lepiej. Polski i matematyka to spory rozrzut. Za biologię szacun. W liceum pewnie odkryje, że z różnych rzeczy są od niego lepsi i to zaboli. Ale tez odkryje, że nie musi być ze wszystkiego dobry i wreszcie się na coś zdecyduje na maxa.
    Po takim liceum dostanie się na studia do Oxfordu nie są żadnym problemem, zwłaszcza teraz, kiedy przeliczają punkty z matury wg stanin a nie procentów. A 9 stanina to np ok 68% z rozszerzonej matematyki w ub roku. Jak będzie chciał studiować w USA to zawsze zostają mu saty. W IB się zanudzi tymi esejami, które masakrują czasowo. Lepiej ten czas spożytkować na coś, co pokocha najbardziej.
    Dojazd 40 min to bardzo mało. W Warszawie do Staszica ludzie dojeżdżają półtorej godziny.
  • arwena_11 15.02.19, 16:33
    Niezupełnie. Zależy od uczelni.
    Syn właśnie rekrutuje na Angielskie Uniwersytety. Część przysłała mu wymagania w % z matur a część w centylach. Teraz z tych co dostał propozycje musi wybrać 2.
  • mysiaapysia 17.02.19, 17:06
    SAT można zdawać też w Polsce? Wystarczy ta główna część, czy jeszcze muszą być przedmiotowe?
  • cosinuss 17.02.19, 17:54
    Nie wiem, ale w ubiegłym roku koleżanka ze szkoły córki dostała się na Harvard, a w tym roku kolega wlaśnie zdawał saty, bo celuje w MIT. Generalnie ok 25 osób wybywa co roku, głównie do WB. Faktycznie oferta jest zachęcająca pod każdym względem. Są fundacje, które pomagają przejść przez rekrutację - to byli i aktualni studenci czy doktoranci z Polski. No i zdobyć stypendium. Tam pewnie znajdziesz odpowiedź. Moje się do USA nie wybiera, za daleko od mamy smile

  • tinywee 17.02.19, 20:00
    autoerrata:

    Jeżeli taki zdolny egzemplarz w dziedzinie eksperymentalnej to może warto jednak pomyśleć o topowych uczelniach zagranicznych - tam raczej łatwiej np. o wykłady z noblistą już na pierwszym roku (co może być wcale niefajne, jeśli noblista nie umie uczyć, przedmiot trudny, a zaliczyć trzeba smile, dostęp do najlepszych specjalistów w danej dziedzinie czy normalną pracę w laboratorium, które robi unikalne czy nowatorskie badania (mam pewne porównanie z jednym czołowym wydziałem w pl i to tak dobrze tutaj nie wygląda).

    Przy czym przez topowe uczelnie rozumiem te z samej góry arwu czy thes. Tak, wiem, dostać się, zwłaszcza do stanów, prawie niemożliwe, ale – przecież nie całkiem niemożliwe. I, owszem, nie można tego zaplanować (bo jednak wysokie zdanie naszej matury, jedynego kryterium rekrutacyjnego, jakoś zaplanować można). Ale można spróbować. Bo kluczową wg mnie kwestią (pomijając inne względy; przy czym względy finansowe mogą się okazać pomijalne, o dziwo) jest to, czy delikwent chce się uczyć od najlepszych. A raczej, od jakich najlepszych chce się uczyć, lokalnych czy może raczej ponadlokalnych. I jak bardzo jest skłonny spróbować.

    „Nie sprowadzam IB do angielskiego. Ale sądzę, że klasa pre IB właśnie głównie wyrównuje nierówności w tym zakresie. Raczej nie ma co liczyć, że uczeń, który potrzebuje na prawdę świetnej matematyki (i świetnego nauczyciela) oraz kolegów zakręconych na przygotowania do OM, dostanie to właśnie tam.”

    Za czasów osobistego delikwenta preib służyło do polepszenia angielskiego i zrobienia całego programu podstawowego szkoły polskiej, z trzech lat. Moim osobistym zdaniem służy też do nabrania sił, zwłaszcza po wymagającym gimnazjum, do dwóch lat ib. I tak ma więcej godzin, jak słyszę teraz, niż wszystkie inne klasy pierwsze.

    Co do samej matmy, ale już w ib, to oceń proszę, bo mi trudno, czy taki zakres: www.ibo.org/globalassets/publications/recognition/5_mathhl.pdf jest znacząco różny od polskiego? Znam tylko opinię jednego nauczyciela (sprzed reformy), który poziom math HL w systemie polskim uznawał za porównywalny tylko z mateksem.

    „Nauka - późniejsza - w klasie IB ma liczne przewagi nad nauką w przeciętnej klasie dobrego LO. Ale nauka w szkole o aspiracjach olimpijskich (a o takiej mowa w wątku) to inna liga - tam nie ma nudy, ani księżycowych wymagań z trzeciorzędnych przedmiotów, są za to unikalne w polskiej skali warunki by iść wartko do przodu z dziedzin, które ucznia interesują.”

    Ano właśnie. Moim zdaniem jedną z zalet ib jest właśnie ta well-roundedness (jakiś link dałam w wątku o ib). I przedmioty takie jak TOK (www.ibo.org/globalassets/publications/recognition/core_tok.pdf). Czy coś podobnego dostaniesz w klasie olimpijskiej? A chyba to fajne przygotowanie do przyszłych studiów i życia. Podobnie jak wszystkie rygory dotyczące pisania esejów i prac czy robienia eksperymentów.

    Niedawno rozmawiałam z (także wybitnymi) uczniami Staszica – niektórzy rozkminiali, czy aby nie przenieść się do IB… I rozumiałam ich dylemat, zresztą – odwrotny też…
    [Ale żeby było jasne – ja nikogo na nic nie namawiam].

    „SAT można zdawać też w Polsce? Wystarczy ta główna część, czy jeszcze muszą być przedmiotowe?”

    Pewnie że można. I nie jest prawdą, że do usa trzeba ib, chociaż można sądzić, że to daje większe szanse ze względu na uznany rygor akademicki tego programu. A wogle jak chcesz mieć jakiś obraz to poczytaj sobie studentroom czy collegeconfidential.

    „Są fundacje, które pomagają przejść przez rekrutację - to byli i aktualni studenci czy doktoranci z Polski. No i zdobyć stypendium.”

    Z dostępnego mi okienka mogę powiedzieć, że ogarnięci kandydaci sami potrafią wszystko ogarnąć, od satów przez eseje do kwestii finansowych itd. Zresztą kiedyś takich rzeczy wcale nie było, a i pół klasy potrafiło jechać na rozmowy do oxbridge.

  • tinywee 19.02.19, 22:30
    Jeszcze w kwestii języka.

    Zwrócono mi uwagę, że uczenie się przedmiotu ze sporym komponentem terminologicznym w innym języku, np. w IB, to tak naprawdę uczenie się nowego przedmiotu – trzeba sobie zbudować system pojęciowy w oparciu o całkiem inne dane. Pytanie, czy warto taką inwestycję zrobić.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka