Dodaj do ulubionych

co robią w domu kobiety domowe, z dużymi dziecmi?

19.02.19, 11:00
To nie jest post przeciwko komukolwiek
jestem w domu, zdrowa, żadnej roboty- tak mi wyszło, trzeci dzień.
przeprowadzam eksperyment- i żyję jak kobieta domowa (?). i za nic nie rozumiem co nalezy w domu robić uncertain jak ten czas zapełnić. podkreślam- z dużymi dziećmi, z małymi- to wiem, że inna bajka
nie przeprowadzam remontów, nie marnuję czasu sprzątając godzinami.
nie odrabiam z młodzieżą lekcji, oczywiście samodzielni

wiem, że są tu takie, których dzieci mają powyżej 10 lat, a one są w domu- oświećcie mnie co wy robicie. I czy daje Wam to satysfakcję, jakies spełnienie uncertain

mój dzien to ok 16 godzin- wstaje o 7, ide spac po 11 (tak naprawdę to bliżej 12, ale na potrzeby tego rachunku niech będzie 11)

- 2 godziny gotowanie (ale to nie jest prawda, bardzo zawyżone- pokrojone, włożone do piekarnika etc, ciasto też zrobione)
- 2 godziny jakies prace "domowe"- składanie, wyciąganie i wkładanie prania- tez mocno zawyżone, ale niech będzie-
- 1 godzina zakupów- podobnie zawyżona
No i teraz reszta, czyli relaks:
- 2 godz siłownia ogólnie
- 2 godziny spacer
- 2 godziny czytania (pewnie więcej, ale nie liczę, czasu np przy gotowaniu)
- obejrzałam jeden film- 2 godziny
- w czasie spaceru wypiłam kawę z koleżanką
Nie liczę czasu na rozmowy z rodziną etc- nie siadamy i patrząc sobie w oczy odbywamy konwersację- odbywa się to "po drodze", np przy posiłkach, których tez nie liczę. Ułożyłam tez włosy,położyłam maseczkę- ale to standard przecież.

Ten relaks bardzo mnie zmęczył swoją bezcelowością....

siłownia na co dzień odpada- wystarczy mi tak jam mam czyli 3-4 razy w tygodniu.
Spacer można połaczyć z zakupami, albo rower czy NW zamiast siłowni....
Filmów na co dzień nie oglądam ale mogłabym mieć czas na czytanie 2 godz- teraz jest to ok 1 godz.
Resztę czasu przebimbałam- na kompie- emama, YT, FB- strasznie frustrujące uncertain
Mam mocne poczucie niepełnienia, zmarnowania tych dni.
Gdybym musiała być w domu, zostałabym jakimś wolontariuszem, albo działaczem społecznym. Ale tak naprawdę nie wiem jaki jest cel takiego życia. I jest to tak męczące....
Bardzo, a to bardzo jestem zmęczona.... Dobrze, że pracuję, teraz bardzo doceniam smile
Edytor zaawansowany
  • kurt.wallander 19.02.19, 11:06
    W sumie to współczuję ci.
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 11:13
    czego dokładnie?
    że nie wiedze celu przekładania, sprzątania etc? że nie oszukuje się? że potrzbuje celu w życiu?
    wyjaśnij.
    to jest temat light- wracam do pracy, i nigdy, a to przenigdy nie mam zamiaru zostać domową. na emeryturę się tez nie wybieram smile
    BTW- bynajmniej nie jestem pracoholiczką, work-life balance mam korzystny smile
  • spanish_fly 19.02.19, 11:19
    Że nie potrafisz sobie znaleźć zajęcia, które uznałabyś za sensowne. Czym się zajmujesz zawodowo? Praca ma sens, bo Ci płacą czy robisz coś o jakimś większym znaczeniu dla ludzkości?
  • allatatevi1 19.02.19, 13:26
    > Praca ma sens, bo Ci płacą czy robisz coś o jakimś większym
    > znaczeniu dla ludzkości?


    Pewnie ani jedno, ani drugie, ale pewnie w pracy pewnie jest otoczona takimi końmi zaprzęgowymi z klapkami na oczach i nie ma czasu na głębsze przemyślenia.
    Ludzie, którzy mają z reguły bardzo nieudane życie, źle znoszą wakacje, weekendy, a nawet zwolnienie chorobowe bo dochodzi do nich pustka ich codzienności.
    Autorka wątku mocno broni się przed takimi nieciekawymi wnioskami na temat własnego życia i po to założyła wątek, żeby uzyskać potwierdzenie, że jej automatyczne życie to najlepsza z możliwych życiowych dróg.
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 14:05
    "Pewnie ani jedno, ani drugie, ale pewnie w pracy pewnie jest otoczona takimi końmi zaprzęgowymi z klapkami na oczach i nie ma czasu na głębsze przemyślenia.
    Ludzie, którzy mają z reguły bardzo nieudane życie, źle znoszą wakacje, weekendy, a nawet zwolnienie chorobowe bo dochodzi do nich pustka ich codzienności."
    wiesz, autorka po prostu musiała skonfrontować przypuszczenie o lekarzach, mechanikach etc big_grin sądząc po odpowiedziach, jadzie- niestety, miała rację big_grin
  • prophetess.pl 19.02.19, 18:59
    Pytałaś to już wiesz - problem jest z tobą. Nie masz pasji, otaczasz się nieodpowiednimi ludźmi, jesteś pracoholiczką i tez masz spore braki w jeśli chodzi o "planowanie" czasu. Powinnaś wstać o 11. Tylko ludzie znerwicowani i z nieudanym życiem wstają o 7 rano. To po pierwsze, potem równie niedobrze - za male czasu na TV - 2 godziny na film? Powinnaś obejrzeć sezon czegokolwiek na Netflix. To nie jest wcale trudne. No i gdzie jest czas na media społecznościowe? Wiadomo ludzie bez pasji nie maja czym się pochwalić, ale jak tych chcesz poznać właściwych ludzi??? I przede wszystkim wysyłasz bardzo zły messege. Wszystkie panie które nie pracują nie ważne czy dziecko nie istnieje, ma 2 miesiące, 2 lata czy 20 są zajęte. Praktycznie nie mają się kiedy położyć, bo tak życie domowe jest absorbujące. A ty co? Obrzydliwy jest ten brak cierpiętnictwa i dobre zorganizowanie. Ogarnęłaś dom na tip top i jeszcze się porządnie wybyczyłaś. Nie wygląd to dobrze wink.
  • iwoniaw 19.02.19, 11:23
    Nie wiem, czego ona ci współczuje, ale mnie też żal takich ludzi, którzy jak im zabrać kołowrotek, to fiksują, bo sobie niczego sensownego do roboty nie potrafią znaleźć.

    BTW- bynajmniej nie jestem pracoholiczką, work-life balance mam korzystny smile

    Dobrze, że to napisałaś, bo z postu startowego ciężko się tego domyślić i stąd zapewne współczucie ludzi, których zwiodłaś nieprawdziwym opisem big_grin


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 11:36
    " też żal takich ludzi, którzy jak im zabrać kołowrotek, to fiksują, bo sobie niczego sensownego do roboty nie potrafią znaleźć."
    big_grin mi bardzo
    przecież napisałam, że byłąbym społecznikiem- dokładnie to zaangażowałabym się w ruchy miejskie (teraz też działam, ale nie intensywnie). i w wolontariat dot. czytania.
    dobrze, że forum się rozrusza, nie? big_grin
  • kornelia_sowa 19.02.19, 16:46
    Ja też ci współczuję.
    Podobno tylko ludzie nudni się nudzą.

    Byłaś w domu 3 dni- nie uziemiona opieką na chorym członkiem rodziny czy zwierzakiem i sama "na chodzie"
    To nie są tygodnie, miesiące czy lata, a juz się znużyłaś sama swoim towarzystwem chyba.
  • slonko1335 19.02.19, 11:06
    serio? mam dzieci powyżej 10 lat i zawsze znajdujemy coś do roboty, nie mam najmniejszego problemu z zapełnieniem dni jak mam wolne w każdym razie...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 11:10
    jak tez znalazłam dużo do roboty- mój dzien był wypełniony. wypełniony bezsensem.... to może być być dzień relaksu, a nie na stałe uncertain
    dzieci mam duże- od 7-16 są w szkole, potem odrabiają lekcje, spotykaja sie z przyjaciółmi, i mają zajęcia pozalekcyjne. o, jeszcze córkę zawiozłam na trening i przewiozłam....
  • slonko1335 19.02.19, 11:17
    to chyba zalezy co dla kogo znaczy bezsens, w wakacje mam 5 tygodni wolnego, jakoś nie mamy czasu się nudzić a raczej zawsze tego czasu brakuje, mi tam na co dzień brakuje czasu na kupę rzeczy, więc mogłabym je realizować...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 3-mamuska 19.02.19, 11:23
    Jezu co twoja córka robi od 7 rano w szkole biedna.

    Ja w sumie byłam w domu 2 dużych jedno młodsze.
    O 9 musiałam zaprowadzić i przyprowadzać o 15.
    Rano zakupy po zaprowadzenia , wstawić pranie ,odkurzanie, pozmywanie. Czasem drugie oranie po południu.
    Swoje śniadanie i najmłodszego, potem playgrupy, i tu różnie była masaż joga, angielski ,trening.
    Obiad ,prasownie, układanie ubrań przy 5 osobowej rodziny sporo tego.
    -3-4 razy w tygodniu zajęcia dodatkowe.
    Od 15 dzieci w domu wiec obiad, lekcje robili sami, no ale jednak najmłodszy był w domu.
    Teraz mam dzieciaki od 12-20 r.z to tak ugotować i wyprać nie ma problemu, zakupy tez. Zrzucone część odowiezkow jak śmieci, zmywarka, odkurzanie, odpadli prasowanie bo odkąd mam suszarkę elektryczna nie prasuje,sprzątnie ogólnie w domu na nich to tak teraz mogłabym powiedzieć ze bym się nudziła. Jednak najmłodszy jest dzieckiem autystycznym wymagającym ciągłego nadzoru wiec trochę inaczej niż u ciebie.
    Poza tym pies spacery, koty.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 11:27
    moje dzieci, ja często w miastach bywa a bedzie gorzej, zaczynają szkołę o 7.30.
    sa na tyle duże, że mają swoje obowiązki, mąż tez jest, nikogo nie wyręczam: odkurzanie się dzieli na 4, podobnie zanoszenie do suszarni i rezkładanie, zmywarka etc.
    z małymi dziećmi to inna sprawa
  • czekoladazkremem 19.02.19, 11:41
    To przykre, kiedy opiekowanie się domem i dziećmi jest bezsensem, natomiast sensem życia jest łażenie jak kuń z klapkami na oczach do roboty - często nudnej i nieciekawej, omówmy się, wąska grupa ludzi zajmuje się tym co naprawdę kocha. Był taki okres w moim życiu, prawie dwuletni, kiedy pewnych względów nie pracowałam. I był to jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Nigdzie się nie spieszyłam - oprócz odwożenia dziecka z i do szkoły. Dogadzałam swoim domownikom szykując pyszne obiady i desery, miałam wysprzątane, wyprane i wyprasowane. Pieliłam w ogrodzie popijając kawkę ze słuchawkami na uszach - podszkoliłam wtedy solidnie języki. Spędzałam mnóstwo czasu z synem (miał wtedy siedem lat) - spacery, kino w środku tygodnia, wspólne zajęcia sportowe (bo sport uwielbiamy oboje), teatr, książki, jeździliśmy na odczyty do domów kultury, wystawy, rozmowy. Zapraszałam syna kolegów na podwieczorki, jeździliśmy na bilard, kręgle, basen. Ale były też tygodnie, że godzinami snuliśmy się po okolicy, wyszukując ciekawych miejsc. W sezonie nie gotowałam obiadów, robiłam codziennie grilla albo ognisko. To był wspaniały czas, spokojny, bez nerwów i pośpiechu. Teraz mam swoją firmę, robię to co lubię, ale gdybym miała taką możliwość zostałabym w domu. Ja mam poczucie marnowania czasu, kiedy wstaję rano i do wieczora latam z wywieszonym ozorem. Nawet realizując się zawodowo.
  • mamaafg 19.02.19, 12:01
    O to to. Podpisuje sie wszystkimi konczynami. Zwlaszcza ostatnie zdania.
  • kropka_kom 28.03.19, 12:34
    coś w tym jest...to marnowanie czasu, chodzenie do pracy tylko dla kasy choć ważna, zaniedbywanie jednak dzieci co by nie było...moja praca nie jest moim hobby...ot urzędnik. Najlepiej jakby była na pół etatu...
  • bookends 19.02.19, 13:08
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • tsaria 19.02.19, 16:53
    Mam podobnie.
    Rok macierzyńskiego i pół roku wychowawczego to był najwspanialszy czas w moim życiu. Nie musiałam się spieszyć, łaziłam z dziećmi na spacery, w lecie nad jezioro, działkę miałam ogarniętą jak nigdy, takie życie bez zegarka w ręku, bez pospiechu...
    Będąc w pracy choć jaką ja lubi mam poczucie, że marnuje swój czas, że ten cały kołowrotek to w sumie bez sensu, dzieci rosną, a ja nie mogę się nimi nacieszyć tak jakbym chciała.
  • 3-mamuska 19.02.19, 22:59
    Dokładnie tez tak myśle.
    Ze zajmowanie się bliskimi to takie bez sensu byle co , ale robota dla obcego to już najważniejsza na świecie.

    Fakt jedynie taki ze nie każda siedząca matka w domu tak dba i spędza czas.
    Owszem zrobi co trzeba. Minimum.
    Jak i wodny tak i z dzieckiem.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • hanusinamama 19.02.19, 11:23
    Ale oa nie pyta co robisz jak masz wolne a co robią kobiety ktora normalnienie prcują a dzieci maja juz duze. Tez sie zastanawiam. NObo jak te dzieci juz duze to tez sprzątania mnie ( nie ukłądać 3 razy dziennie klocków, nie sprzątasz ksiązeczek, nie odkurzasz bo co chwila jakies okruszki pod stołem). Okien codziennie sie nie myje,podłoge mozna codzienie wymyc ale ile to zajmuje. NO ja bym mogła pół dnia siedziec i grzebać w ogródku ale po tygodniu siedzenia codziennie po kilka h to ten ogródek juz nie wymaga pracy codziennie....tez mnie to zastanawia. A dodam ze mam spory dom i spory ogród...
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 11:29
    "NObo jak te dzieci juz duze to tez sprzątania mnie"
    i przede wszystkim - w normalnie rodzinie każdy sprzata po sobie, a obowiązki domowe sie dzieli.
  • spanish_fly 19.02.19, 11:39
    Haftują, szyją, robią na drutach, malują obrazy, piszą bloga, robią zdjęcia, uczą się nowych rzeczy, organizują akcje charytatywne, udzielają się w samorządzie/kole gospodyń wiejskich, trenują do maratonu/zdobycia Kilimandżaro/innych zawodów sportowych, tańczą, śpiewają w chórze, grają w zespole muzycznym, zajmują się wnukami/rodzicami, pomagają w schronisku dla zwierząt, pomagają dzieciom w biznesie, podróżują, tresują psy, papużki, jeżdżą z kotem/psem na wystawy, odnawiają meble, jeżdżą po targach staroci, chodzą na grzyby, robią biżuterię, planują dekoracje na święta, spotykają się ze znajomymi na ploty, itd. itd.
  • slonko1335 19.02.19, 12:03
    otóż tosmile ale jak sie nie ejst w stanie nic innego robić poza praniem rodzinnych gaci to cóż, pozostaje się dziwićsmile

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • hanusinamama 19.02.19, 14:05
    Rodzinne gacie pierze u mnie pralka, suszy suszarka. Wkładamy i wyjmujemy z mezem na zmiane. Pewnie ze bym szyła (bo narazie maszyna stoi i sie kurzy) pieliła i haftowała. Tylko ze mysle ze majac nastolatki bede na to miała czas mimo pracy zawodowej...ale co kto lubi.
  • slonko1335 19.02.19, 14:14
    Rodzinne gacie i te inne rzeczy typu okruszki, okna, miotła, itd o których piszecie robi się czy się pracuje czy nie, na te inne jakby tylko mniej wtedy czasu. Oczywiście jak ktoś nie ma żadnych innych zainteresowań czy pomysłów to pewnie, ze może się nudzić jak nagle dostanie 9 godzin dodatkowo i zajmuje tylko tymi okruszkami i gaciami. Fakt przez 9 godzin nie sposób się tym zajmować , chyba, ze by pałeczkami te okruszki zbierać....tylko po co?

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • hanusinamama 19.02.19, 14:32
    Cyztalas co pisałam. Mam zainteresowania, niektore nawet stoja i sie kurzą. W sumie to bym sie nauczyła 2 jezyków dla przyjemnosci (te co umiem uczyłam sie bo tego rpaca wymaga). Mam znajoma z dziecmi 15+, 3 dzieci. Ma czas po pracy i na ogródek i na joge i na nauke hiszpanskiego...
  • slonko1335 19.02.19, 14:44
    No a wiele osób ma ochotę robić coś więcej lub ma pomysły hobby i zainteresowania które tego czasu generują więcej i nie ma na to czasu po pracy. Nie wszyscy muszą miec tak jak Ty i Twoja znajoma przecież.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • hanusinamama 19.02.19, 14:46
    Tylko nie kumam czemu maz ma tyrać zeby zona miała cały dzien na hobby.
  • verydry 19.02.19, 14:49
    Bo ma ochotę i go stać. Mylisz tyranie z zarabianiem.
  • hanusinamama 19.02.19, 14:52
    Mojego tez by było stać. Zapewne tez by sie na cos takiego zgodził bo z takiego domu wyszedł. Tylko ja nie chce. Teraz rozumiesz? Nie kazda kobieta chce tak zyc?
  • mk1982 19.02.19, 15:05
    Ale tu właśnie chodzi o to żeby każdy zajął się swoim życiem i nie dziwował się że ktoś ma inaczej. Pisząc "nie rozumiem dlaczego mąż ma utrzymywać żonę" nie piszesz o sobie tylko oceniasz innych.
    Mam ciotkę na wiecznym utrzymaniu męża i u nich to gra od 30 lat. Wszyscy zadowoleni, układ u nich się sprawdza, nikt nie jest pokrzywdzony. Ale ematka przewróci wymownie oczami: JA bym tak nie mogła i "nie rozumiem dlaczego żona wisi na mężu". Po co to?
  • verydry 19.02.19, 15:10
    Dokładnie.
  • slonko1335 19.02.19, 15:58
    Nie ma obowiazku. Nie kazda chce zyc tak jak Ty . No I sa osoby które nie pracuje zawodowo a maja dochody czy srodkI na zycie. Mam kuzynke która dnia nie przepracowała o co zadbal jej ojciec wielki zwolennik nieoracowania kobiet. Jego ksiezniczka nie bedzie sobie rak urabiala I nie urabia a dochod pewnie ma lepszy niz kilka razem wzietych specjalistek

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • kornelia_sowa 19.02.19, 16:58
    To się zdecyduje czy ci męża/ów żal czy ty byś tak nie mogła żyć.
    Męzami sie nie przejmuj- skoro nie prostestują to widac ich to nie boli.

    Ja też bym nie musiała pracować- mąż nie "tyrając" spokojnie by utrzymał całą rodzinę. Pracuję, bo lubię. Zarabiam dobrze.
    Mam wolny zawód więc jak mam ochotę to biorę mniej zleceń i sobie poodpoczywam.
    Dzieci 11 lat i 4.
    A jak odpoczywam to tyle robię że nadążyć nie mogę smile Tylko że więcej dla siebie. To zdrowe.

    Mam koleżankę- kiedys pracowała, teraz ma biznes, ale zagląda tylko czasem. Prowadza go inni. Ona ma tyle pasji, ze pół ematki by obdzieliła. Potrafi jechać 300 km na spotkanie z jakimś podróżnikiem, chodzi na zajecia z malarstwa, w domu tez maluje, uczy się języka.
    De facto nie pracuje.
    No i co? Dziewczyna oczytana, spełniona, szczęsliwa,utalentowana że nie stoi przed szefem i nie potakuje, to głupia czy bezproduktywna?
    B co komu przyjdzie z jej obrazu? A co komu przyjdzie z pracy -np ilustratora książki którą kupiło 200 osób i uznało, ze ilustracje słabe. No, ale siadł przy biurku, dziubdział tam jak mróweczka

    Wiesz, to jest temat nie czarno-biały. Zycie życiu nierówne
  • taki-sobie-nick 21.02.19, 00:53
    A co komu przyjdzie z pracy -np ilustratora k
    > siążki którą kupiło 200 osób i uznało, ze ilustracje słabe.

    Co uznało, to uznało, ale kupiło i ilustrator zarobił.
  • kornelia_sowa 21.02.19, 07:56
    No tak, ale chodzilo o co innego.
    Padaly pytania-jaki sens ma to, co robi niepracujaca kobieta.
    Ona sobie maluje obraz, ktory byc moze podoba sie tylko jej. Ilustrator tak samo. Sens jest nadany przez to, ze on za te godziny przy biureczku dostal pieniazki od szefa?
    Ona ma forse z innego źrodla.

    Sens pracy jest wtedy, gdy przydatna jest komus.
    W tym aspekcie raczej sie nie roznia.
    Obstawiam, ze czytelnik by sie obyl bez slabych ilustracjj. Momu one sa potrzebne?
    Albo komu potrzebna jest praca ochroniarza w banku? Toz to w wiekszosci dzuadki-emeryci, mtirzy w razie draki najpierw musza znalezc kule i butle z tlenem. Ma to SENS?
    Raczej bezsens, ze ktos placi manekinowi (bo taka funkcje pelnia).
  • slonko1335 19.02.19, 11:53
    mnie dziwi, ze kobieta która nie pracuje zawodowo widzi się wyłącznie przy garach, miotle, i pieleniu ogródka, nie mam czasu na milion rzeczy które chciałabym robić, nawet nie pracując nie byłabym w stanie zrealizować większości z nich...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • hanusinamama 19.02.19, 14:07
    Ale ze to do mnie? Ja nie pracuje? A to ciekawe. Muszę meza poinformować ze co miesiac wpłaty na konto dokonuje Sw. mikołaj. Nie uwazam ze w domu tylko przy garach mozna stać ale ile mozna sie realizować. I nie wiem czemu miałabym to robic za kase męża. napierw utrzymywał mnie tatuś a potem mąż zebym miała czas na fitnes, haftowanie oraz nauke ....chińskiego?
  • slonko1335 19.02.19, 14:21
    Pisze o tym, że z pozapracowych rzeczy wymienaine są głównie: "NObo jak te dzieci juz duze to tez sprzątania mnie ( nie ukłądać 3 razy dziennie klocków, nie sprzątasz ksiązeczek, nie odkurzasz bo co chwila jakies okruszki pod stołem). Okien codziennie sie nie myje,podłoge mozna codzienie wymyc ale ile to zajmuje. " a przeciez mozna robić milion innych rzeczy gdy ma się tylko na nie czas.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • hanusinamama 19.02.19, 14:33
    INo mozna tylko nie wiem czy bym chciała wiedząc ze na moją "samorealizacje" oraz spedzanie miłego czasu tyra mąż. Nie wiem czemu jedna osoba w zwiazku ma pracować zawodowo a druga ma sie realizować. No jakos tego nie pojmuje
  • slonko1335 19.02.19, 14:39
    "samorealizacja" wcale nie musi być droga a może nawet generować jakieś przychody. No i zostawmy mężowi decyzje na co chce tyrać w tym zwiazku.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • hanusinamama 19.02.19, 14:41
    NO u mnie to jeszcze ja mam głos czy chce byc na utrzymaniu nie tylko mąż.
  • slonko1335 19.02.19, 14:45
    No ale to u Was, u innych to Ci inni mają głos, nie głosujesz za nich..

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • arwena_11 19.02.19, 16:05
    No a u innych ktoś ma głos, że chce być na utrzymaniu męża. Jak obojgu to pasuje - to co ci do tego?
  • kornelia_sowa 19.02.19, 17:03
    Ale bądź sobie na swoim utrzymaniu , ja też jestem. Nawet konta mamy osobne.
    Ale co mi szkodzi, ze inne kobiety się realizują za wypłatę męża? Skoro mężom to nie stoi ością w gardle, to ja mam ujadać? Bez kitu.
  • kurt.wallander 19.02.19, 17:44
    hanusinamama napisała:

    Nie wiem czemu jedna osoba w zwiazku ma pra
    > cować zawodowo a druga ma sie realizować. No jakos tego nie pojmuje

    A przecież te ematki, które nie woybrażają sobie życia bez pracy zawodowej często piszą, że w pracy się realizują. To jak to jest? Żona może się realizować w pracy, a jak mąż pracuje, to tylko tyra? A może też się realizuje?
  • hanusinamama 20.02.19, 10:53
    NO ale tu niepracujące piszą ze im szkoda zycia na tyranie....dlatego pytałam.
  • chatgris01 20.02.19, 11:45
    Może ich praca to było tyranie, a ich mężowie akurat mieli szczęście mieć taką pracę, którą kochają?
  • arwena_11 20.02.19, 11:54
    Nie na tyranie, ale na odbębnianie dupogodzin np. Zrobić swoje i iść do domu - ok. Ale siedzieć w pracy dla samego siedzenia, bo praca już zrobiona - to bez sensu.
  • grru 19.02.19, 12:50
    To pewnie zależy od tego, gdzie się mieszka. W dużym mieście oferta jest taka, że nie da się nudzić.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • hanusinamama 19.02.19, 14:08
    Mi nawet nie chodzi o nude. Zastanawiam sie czemu ja bym miała cały dzien zajmować sie swoimi zainteresowaniami i hobby a maz miałby w tym czasie na dom i na te moije zainteresowania zarabiac? Tak jak nie rozumiem czemu kobieta ma w domu wyrabiac drugi etat (oprocz swojej pracy) sprzatajac i gotując tak nie rozumiem czemu facet ma utrzymywać całe zycie kobiete bo ona sie realizuje...
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 14:16
    "Zastanawiam sie czemu ja bym miała cały dzien zajmować sie swoimi zainteresowaniami i hobby a maz miałby w tym czasie na dom i na te moije zainteresowania zarabiac? "
    a wiesz, że to bardzo mocny argument. niemoralne uncertain
  • hanusinamama 19.02.19, 14:35
    Nie rozpatruje tego jako niemoralne. Mnie nie pasuje. Nie pasowało mi jak byłam na studiach i nadal mieszkałam z rodzicami. Stuiowałam bardzo blisko. Poszłam do dorywczej pracy zby nie brac na dojazdy, ksera, ksiazki, piwo czy ciuchy a na 4 roku dokładałam sie do rachunków. Nie umiałabym chyba zyc całe zycie na koszt męża. Jak dzieci sa bardzo małe 0-4 rozumiem ale potem juz bym tak ne umiała.
  • mk1982 19.02.19, 14:50
    hanusinamama napisała:

    > Mi nawet nie chodzi o nude. Zastanawiam sie czemu ja bym miała cały dzien zajmo
    > wać sie swoimi zainteresowaniami i hobby a maz miałby w tym czasie na dom i na
    > te moije zainteresowania zarabiac? Tak jak nie rozumiem czemu kobieta ma w domu
    > wyrabiac drugi etat (oprocz swojej pracy) sprzatajac i gotując tak nie rozumie
    > m czemu facet ma utrzymywać całe zycie kobiete bo ona sie realizuje...

    A może mąż jest taki jak autorka i też uwielbia pracować i realizuje się w pracy? big_grin
  • hanusinamama 19.02.19, 14:54
    Ja sie w pracy nie realizuje. Prace traktuje jak sposob na zarobek. A i tak bym nie mogla zyc na koszt meza.
  • mk1982 19.02.19, 14:58
    To nie żyj.
  • kornelia_sowa 21.02.19, 10:21
    No widzisz. Praca mojego męża to też jego pasja.
    Ja swoja pracę lubię, nawet bardzo, ale to nie to co u niego.

    A tak na marginesie: traktujesz prace jako żródło utrzymania, bo nie mogłabyś być na garnuszku męża. No i nie wyobrażasz sobie, czym miałabyś wypełnić dzień nie" pracując w pracy ".Zapytam więc-A jak jest taka sytuacja:
    żona pracuje, zarabia, ale ma wolny zawód (tak, tak to o mnie) i np. w ubiegłym miesiącu zarobiłam w ciągu 5 godzin tyle co kiedyś na etacie za miesiąc.
    Czyli de facto pracowałam 5 h w miesiącu.
    Czy to już ok i twoja wyobraźnia wydala?
    Już nie jestem na utrzymaniu, nie żyje z "Tyrania" smile męża, ale jednak pracowąłam tylko 5 h w miesiącu.
    To może pójde jeszcze dobić du..godziny do jakiegoś supermarketu. Fakt, zarobek niewielki ale no ludzie będą widzieć ze wychodze do roboty o 6.00 i wracam po 15.00.

    Ej, zabawna jesteś
  • kosmos_pierzasty 21.02.19, 10:28
    kornelia_sowa napisała:

    zarobiłam w ciągu 5 godzin tyle co kiedyś na etacie za miesiąc.

    > To może pójde jeszcze dobić du..godziny do jakiegoś supermarketu. Fakt, zarobek
    > niewielki ale no ludzie będą widzieć ze wychodze do roboty o 6.00 i wracam po
    > 15.00.

    Mam podobną sytuację. I właśnie odkąd tak pracuję (czyli 10 lat mniej więcej), bardziej doceniam dom i takie domowe, zwykłe życie. Zdecydowanie się w tym odnalazłam i teraz praca jest dodatkiem do życia prywatnego, a nie odwrotnie, jak bywało kiedyś. I spokojnie mogłabym się obejść bez pracy - ambicje z nią związane zrealizowałam już dawno.
  • kosmos_pierzasty 21.02.19, 10:48
    I dodatkowo mąż też pasjonat - dotąd nie musiał nigdy podjąć się pracy, która by go nie ciekawiła. Nudne propozycje po prostu odrzuca.
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 15:07
    hej, to jakaś nadinterpretacja- gdzie ja pisałam, że uwielbiam pracować???
    No dobra, lubię big_grin przyznaję się big_grin
  • mk1982 19.02.19, 15:10
    Ty w ogóle nie wiesz co piszesz.
    "cieszę się że pracuję" nie oznacza dla ciebie że lubisz pracę
    "wymyślałam zajęcia na siłę a resztę czasu przebimbałam aż się zmęczyłam" nie oznacza dla ciebie że się nudziłaś
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 15:23
    ""wymyślałam zajęcia na siłę a resztę czasu przebimbałam aż się zmęczyłam" " tak, przebimbałam czas na ematce- co za dno uncertain zaraz sie wypisuję tongue_out
  • mk1982 19.02.19, 15:32
    wiem, wiem, mnóstwo tu takich zapracowanych co to w ramach ekstremalnego wyjątku i w przelocie pomiędzy baletem a nauką chińskiego natrzaskają 100 postów raptem w 4 godzinki big_grin
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 15:36
    "wiem, wiem, mnóstwo tu takich zapracowanych co to w ramach ekstremalnego wyjątku i w przelocie pomiędzy baletem a nauką chińskiego natrzaskają 100 postów raptem w 4 godzinki big_grin"
    no jak to do mnie- to ja jeszcze tak jutro, ale dziś się z ematki wypiszę big_grin
  • mk1982 19.02.19, 15:37
    wrócisz, zawsze wracają
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 15:40
    no może- na jakąś jatke big_grin
    ale ja już z tego wyrosłam smile
  • mk1982 19.02.19, 16:01
    Właśnie widać jak wyrosłaś smile troll wątek, odpowiedź pod każdym postem żeby mieć ostatnie zdanie.. Tylko usunięcie konta cię na chwilę uratuje, ale i tak do zobaczenia!
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 16:08
    kurde- ratowac forum czy nie? zdecydujcie się!
  • triismegistos 20.02.19, 11:57
    Wypisuj, wypisuj wink Aż do jakiegoś poniedziałkowego poranka, kiedy to nowy nick założy identyczny wateczek wink

    --
    Ostatnie badania wykazały, że 42% Amerykanów ma nadwagę, a 34% jest otyła. Pozostali zjedli ankiety.
  • grru 19.02.19, 17:04
    Ale to jest zupełnie inne zagadnienie. Można mieć pieniądze z innych źródeł. Moja koleżanka jest "domowa", a przychody ma większe niż ja z pracy.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • iberka 19.02.19, 21:16
    Wolne dni, a bycie w domu codziennie, to odrębne kwestie
  • ichi51e 19.02.19, 11:13
    8:30 odprowadzam dziecko do zerowki
    8:40 joga
    10:00 basen
    Przygotowuje sie do niemieckiego /poluje na bilety na zajecia dla dziecka
    13:00 niemiecki
    14:00 odbieram dziecko
    Do 15 musze pojechac do gm bo mi kupon na darmowy build przepadnie wiec laduje dziecko na rower i jedziemy do gm
    16:30 dziecko ma basen gadam sobie z innymi rodzicami albo surfujr
    17:30 jestesmy w domu dziecko domaga sie zabawy
    19:30 ruszamy do ortoptyka na 20
    21:20 trace przytomnosc.

    To dzisiaj. I tak to wyglada z wyjatkiem niedzieli kiedy nic nie robie tylko czytam.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 11:17
    ale ty opisujesz czas z małym dzieckiem. w pierwszej linijce napisałam, że dotyczy to rodziców dużych dzieci/pełnosprawnych dzieci.
    codziennie jedziesz do gm (?)?
    o, ja się tez języka pouczyłam big_grin
  • ichi51e 19.02.19, 12:04
    moje dziecko ma lat 7. Wczorej nie bylam w gm za to poszlam na rower i zalatwilam zus. We wtorki chodze na seniorow w muzeum w czwartki na mamy w muz. spotykam sie z matka (rowniez nie pracuje) ze znajomymi. Wieczorem jeszcze czasem dam rade wyskoczyc do teatru jam mam lzejszy dzien.
    U mnie duzo dziecko zabiera bo trzeba zawiezc na joge/basen/niemiecki/stolarke/zajecia muz/zajecia plastyczne/psychologa/tus itd. czasem jeszcze jezdze na wycieczki miejskie (sladami pisarzy, cmentarze, zaklady pracy). W wolnym czasie czytam.
    Marze o wolnym dniu ale niestety juz sie pozapisywalam wiec treba zasuwac... na emigracji mam nadzieje odpoczne bo nie bede znac jezyka wiec na zadne zajecia sie nie wbije big_grin

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • ichi51e 19.02.19, 12:06
    a mini build jst raz miesiacu.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • hanusinamama 19.02.19, 14:09
    A jak dziecko bedzie miec 16 lat samo pojdzie do szkoły, samo z niej wróci i sobie znowu gdzies wyjscie??? Bo chyba o to chodziło....
  • kosmos_pierzasty 19.02.19, 17:44
    ichi51e napisała:

    > moje dziecko ma lat 7.

    Już siedem? Ale ten czas leci smile pamiętam jak o 3-4-latku pisałaś.
  • piataziuta 19.02.19, 11:17
    Nie trolluj.

    Gdybyś wszystkie przez ciebie wymienione czynności faktycznie zrobiła, to nie zostałoby ci czasu nawet na wzięcie prysznica, nie mówiąc o zjedzeniu tego rzekomo gotowanego przez ciebie obiadu.
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 11:19
    ????? obiad był- piersi kurczaka z warzywami z piekarnika i pomidorowa big_grin
    napisałam ile co trwało- czego nei rozumiesz?
  • mk1982 19.02.19, 11:28
    piataziuta napisała:

    > Nie trolluj.
    >

    To zawsze jakiś sposób na walkę z nudą smile
  • hanusinamama 19.02.19, 14:10
    Jakos te wszystkie czynnosci robia tez ludzie pracujacy zawodowo i czasu im starcza. Niepracujący maja krótszą dobę?
  • verydry 19.02.19, 14:15
    Jak pracowałam, przychodziła sprzątaczka.
    Jak pracowałam, dzieci siedziały na świetlicy / w przedszkolu i w ciągu dnia nie tworzyły bałaganu.
    Obiady tez jadły w placówkach, a ja z mezem w pracy.
    Wiec nie, to się tylko tak mówi, ze etatowiec musi w domu zrobić to samo.
  • hanusinamama 19.02.19, 14:37
    Etatowiec jak ma pare to robi to wspołnie. Pracujemy razem, sprzatamy razem. Fakt ja gotuje bolubie ale juz nie tykam okien czy łaziecek...
  • rosapulchra-0 19.02.19, 19:15
    Dokładnie, verydry. Z powodu stanu zdrowia zdarzało mi się mieć dłuższe przerwy od pracy i jakimś dziwnym sposobem, gdy byłam w domu, to i obiad był codziennie i posprzątane, poprane, poskładane, a i czas na ematkę się znalazł i na obejrzenie filmu. Teraz w ogóle nie gotuję w tygodniu, a i w łykęd wolę, żeby mnie mąż na obiad, gdzieś na miasto zabrał. I nie mam tu na myśli McDonalda, czy chińszczyzny.

    --
    Jeśli cos zdarzyło sie raz- mozliwe, ze zdarzy sie ponownie, ale jesli cos zdarzylo sie juz dwa razy- na pewno zdarzy sie po raz trzeci. by eulalia_bardzo_przecietna
  • zawsze-w-drodze 19.02.19, 11:19
    Brandzlowanie się własną zajebistoś...cią odcinek 1987364.
    Brawo Ty.
    Mnie tam zawsze czasu brakuje po pracy - jakoś nie widzę kłopotu z zagospodarowaniem go jak już definitywnie zakończę przygodę z ksero - czytać! filmy nadrobić! wysypiać się do 09! spokojnie do teatru w tygodniu wyskoczyć! na zakupy/do dentysty/na badania/ przed południem - bez korków! na narty pojechać na luziku na 5 tygodni i - jak sypie - bez wyrzutów sumienia dzień w łóżku/na basenie/w knajpie przebimbać! jeździć na grzyby w środę i czwartek! mieć czas na ogród! na rower! na przedpołudniowy targ!
    O nie. Nudzić się nie będę. I skończy się język na brodzie.
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 11:23
    ale ja nie nudziłam się- gdzie to przeczytałas???
    mój dzien był BEZCELOWY, wypełniony idiotyzmami- bardzo relaksującymi, a co- ale to może być jeden dzień/tydzień/może miesiąc- nie zycie...
    co to za metafora :zakończyć przygodę z ksero" uncertain ?
    na nartach byłam w piątek i sobotę big_grin
    do dentysty jutro- ale to się rzadko zdarza. Domowe robią sobie różne badania
    ale
  • zawsze-w-drodze 19.02.19, 11:33
    A jaki - przepraszam jest dzień CELOWY? Dla kogo celowy? Zapłacony? Czy codziennie w swoim ksero zbawiasz świat?
    Moja praca (metaforycznie zwana przeze mnie "robieniem w ksero") jest źródłem bardzo zacnego przychodu (u siebie pracuję), jest w miarę ciekawa, dynamiczna - ale - umówmy się - świata nią nie zbawiam i jak już obliczę, że to co odłożyłam czy tam zainwestowałam pozwoli mi do końca życia godnie się starzeć, a ostatnie w dzieci zda maturę (co się szczęśliwie i planowo zbiegnie w czasie) - natychmiast zwijam żagle i oddalam się w kierunku oceanów czasu do dowolnego wykorzystania.
    I będę mieć głęboko w rzyci CELOWOŚĆ mojej egzystencji dla świata.
    Pomysłów mam setki.
    A narty w weekend to kicha.
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 11:40
    "A narty w weekend to kicha"
    a nie - fajnie bylo big_grin kolejek niet, tylko trochę niefajny śnieg po południu . pojadę tez w piątek big_grin
    celowy to taki, gdzie poprawiło się świat choć trochę big_grin
    i tak- zarabiając najczęsciej poprawia się byt rodziny.
    układając w szafach rzeczy dużych/dorosłych dzieci- nie
  • zawsze-w-drodze 19.02.19, 11:51
    A jak się już nie musi tego bytu poprawiać? Albo nigdy się nie musiało? A porządek jest fajny. JA lubię mieć.
    Jak posadzisz kwiatki też trochę poprawisz świat. Albo okna umyjesz - ładniejszy będzie. Albo dasz zarobić kosmetyczce, fryzjerce, księgarzowi, pani co sprzedaj szczaw.
    A narty w weekend to kicha. Z prostego powodu - gdzież ty na te narty na weekend dopełzniesz? Do Szczyrku? Na Zieleniec? Na Harendę? Do krynicy? W kolejce na Kasprowy postać?
  • kurt.wallander 19.02.19, 17:55
    szczesliwa_lolla napisał(a):


    > celowy to taki, gdzie poprawiło się świat choć trochę big_grin
    > i tak- zarabiając najczęsciej poprawia się byt rodziny.

    Ok, czyli poprawa bytu rodziny, to poprawianie świata? Noooooo, trzeba tak było od razu - w takim razie ja poprawiam świat codziennie. Np. wstaję rano, żeby moim dużym dzieciom ulżyć w obowiązkach i przygotować śniadanko. Piorę im i segreguję ciuchy. Ze szkoły przychodzą codziennie na świeży obiadek. Mam czas i chęć, żeby pogadać, doradzić, wysłuchać. Przepytam do sprawdzianu, jesli potrzeba, lub pomogę z lekcjami (już coraz rzadziej).
    Mówisz, że jak nie przynoszę żywej gotówki do domu od pracodawcy, to nie poprawiam bytu rodziny?
  • taki-sobie-nick 21.02.19, 00:59

    > układając w szafach rzeczy dużych/dorosłych dzieci- nie

    Poprawiasz byt dzieci pomagając im znaleźć rzeczy w szafie oraz chroniąc ich rzeczy przed zniszczeniem.

    No chyba że to poprawianie musi dawać efekty finansowe.
  • grru 21.02.19, 12:09
    Raczej robisz dzieciom krzywdę, upupiając je koszmarnie.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • hanusinamama 19.02.19, 12:16
    Ale ni chodzi o zbawianie. Na serio uwazasz ze np majac 40 lat moglabys przez kolejne 10 nie pracować, majac juz odchowane dzieci i miałabys co robic? Ja tez pracuje na swoim, swiata tez nie zbawiam. Sama gospodaruje czasem na prace wiec moge np w wakacje pracować mniej i dzieci moje duzo wyjezdzaja ze mną. Ale jakbym miała odchowane dzieci (czytaj takie co to czasu z mamusia juz spedzac nie chcą) i miała isc na wczesniejszą emeryture tak kole 40...to nie wiem co bym robiła. Ok ogród ograneła na błysk i co dalej> Okna myc codziennie? Na basen chodzic tez moge codziennie ale mimo wszystko nie wiem co robic.
  • joanna_poz 19.02.19, 12:32
    ja mam taka sąsiadkę.
    dzieci dorosłe, już wyprowadziły sie z domu.
    mam wrażenie, że ona w kólko myje okna, parapety, w kólko zamiata podjazd i chodnik, od wiosny ciagle robi coś w ogródku (potrafi już od 7 rano). mam wrazenie, że to co statystyczna osoba robi raz na kilka miesięcy ona robi raz na dwa tygodnie.
    nie ma samochodu (mieszkamy na przedmiesciach), wiec nawet na głupie zakupy nie jedzie bez męza (jada zawsze w soboty z samego rana, razem).
    i teraz coś co mnie chyba zdumiewa najbardziej - uprawia to sprzatanie rownież w soboty, a w więc w dni kiedy jej mąż jest w domu i teroretycznie moglaby ten czas wykorzystac inaczej.
  • zawsze-w-drodze 19.02.19, 12:46
    To masz za sąsiadkę niesamodzielną kobiecinę z nerwią natręctw - serio myślisz, że byłaby inna dodatkowo kasując w Lidlu albo sprzątając w szkole?
  • joanna_poz 19.02.19, 12:59
    nie wiem.
    bo w ramach skomplikowania tegoż obrazu dodam, że jest to kobieta wykształcona, elokwentna, z wiedzą na pewne tematy (nie znamy się jakoś szczególnie blisko, ale z racji mieszkania vis-a-vis siebie czasem zatrzymujemy się na chwilę rozmowy).
  • zawsze-w-drodze 19.02.19, 12:43
    mogłabym lekkim twistem.
    Samo opłynięcie tego cdo chce zobaczyć na Pacyfiku zajęłoby mi ze dwa lata. Z przerwami na odwiedziny u dziubdziusiów.
    A gdzie Ameryka Południowa? Gdzie Azja? Gdzie wymarzona włóczęga camperem po Australii?
    Gdybym już była wystarczająco bogata, żeby nie pracować i godnie żyć do śmierci - spokojna głowa - zagospodarowałbym sobie życie.
  • iwoniaw 19.02.19, 12:57
    Gdybym już była wystarczająco bogata, żeby nie pracować i godnie żyć do śmierci
    > - spokojna głowa - zagospodarowałbym sobie życie.


    No dokładnie. W sumie to dziwię się raczej, że ktoś może wpaść na koncept "skoro przetarcie szmatą wszystkich powierzchni płaskich w mieszkaniu zajmuje mi x czasu, to po co mi w sumie więcej niż x czasu w życiu" - jakby sensowne w życiu człowieka oprócz pracy zawodowej było tylko usługiwanie rodzinie, względnie sprzątanie...


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • iwoniaw 19.02.19, 12:51
    Na serio uwazasz ze np majac 40 lat moglabys przez k
    > olejne 10 nie pracować, majac juz odchowane dzieci i miałabys co robic?


    W sumie to ja tak na serio właśnie uważam. Dlaczego niby "nie miałabym co robić"??? Sugerujesz, że czynności do wykonywania jest na świecie skończona ilość i to z limitem czasu na dobę, więc nie przebywając 8h w pracy wyczerpałabym już wszystkie opcje wcześniej? Np. po roku, a potem 9 lat gapienia się w ścianę? czy jak?


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • czekoladazkremem 19.02.19, 11:53
    Twój dzień był BEZCELOWY, bo nie potrafiłaś go inaczej zorganizować.
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 12:15
    ale ja go ZORGANIZOWAŁAM. NIC nie osiągnęłam. Byłam BEZUŻYTECZNA.
    ZORGANIZOWANIE BEZUŻYTECZNA ;D
  • zawsze-w-drodze 19.02.19, 12:44
    Daj definicję "użyteczności" człowieka albo przestań przynudzać.
  • pade 19.02.19, 16:10
    szczesliwa_lolla napisał(a):

    > ale ja go ZORGANIZOWAŁAM. NIC nie osiągnęłam. Byłam BEZUŻYTECZNA.
    > ZORGANIZOWANIE BEZUŻYTECZNA ;D

    Chore myślenie. Bardzo chore.
    Człowiek nie jest maszyną i musi się regenerować. Choćby tym "bezużytecznym" relaksem.
    Wartościowanie siebie poprzez pracę i to tylko i wyłącznie użyteczną się leczy.


    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 16:18
    "Wartościowanie siebie poprzez pracę i to tylko i wyłącznie użyteczną się leczy."
    yhy. siedzenie na forum latami też big_grin
  • grru 19.02.19, 12:55
    Ale zdajesz sobie sprawę, że wypełnienie dnia idiotyzmami to była Twoja decyzja? Mogłaś ten dzień spędzić inaczej.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • hanusinamama 19.02.19, 12:13
    A gdzie przeczytałas ze sie nudziła. Ja przez tydzien czy dwa tez bym wypoczeła. Ale juz cały rok to tez nie wiem co bym robiła...
  • zawsze-w-drodze 19.02.19, 12:48
    Co ja poradzę, że masz ograniczone horyzonty i brak zainteresowań. Widać lepiej się czujesz jak ci ktoś zorganizuje życie i kieracik obowiązków jest de facto bezpiecznym gorsetem.
  • hanusinamama 19.02.19, 14:14
    Nie ja mam poczucie ze za nasz wspolny dom oraz wspolne dzieci a takze moje zainteresowania płacimy wspolnie, czytaj zarabiamy wspolnie. Nie wiem czemu maz miałby tyrac w tym kieracie zebym ja mogła sie całe zycie realizować...serio nie wiem czemu. Moze nie ma we mnie wewnętrznej księzniczki. Tak samo nie rozumiem czemu kobieta pracujaca zawodowo ma odwalac domowe obowiązki. Nie czułabym sie dobrze przechodząc z ukłądu: "na utrzymaniu tatusia" w "na utrzymaniu męzusia'....
  • verydry 19.02.19, 14:34
    A czemu nie myślisz o tym jak o wkładzie w funkcjonowanie domu?
    Kobieta nie na etacie, ma więcej czasu dla dzieci, męża i żeby o to zadbać. O dom, o rodzine. I tego męża odciąża. Psychicznie i fizycznie.
    U nas najtrudniejsze było i najbardziej stresogenne dzielenie się nagłymi obowiązkami, kiedy oboje pracowaliśmy poza domem.
    Bo kto ma jechac na wizytę u ortodonty w środku dnia, skoro i jedno i drugie jest w swojej firmie potrzebne?
    Albo telefon ze szkoły, ze dziecko chore?
    Albo zebranie, a tu nadgodziny, czy delegacja?
    Zajęcia dodatkowe w drugiej wsi, czy w mieście?
    Ile my wtedy mieliśmy spięć!
    Mąż zarabiał kilka razy więcej ode mnie, ale moje pieniądze tez były potrzebne. Do tego miałam okropne kompleksy na punkcie poczucia niezależności i „własnej” kasy.
    Tak, jakby te własne 3 tysiące czyniły ze mnie z automatu kogoś bardziej wartościowego.
    Długo to trwało, zanim zrozumiałam, ze mój mąż bardziej docenia i szanuje mój spokoj, zaopiekowany dom i brak sytuacji podbramkowych.
    Jasne, w sytuacji gdy kredytów sto, mąż słabo zarabia i liczy się każdy dodatkowy grosz, trudno tu mówić o jakichkolwiek watpliwościach. Ale jeśli ma się wybór?
    Najbardziej optymalnym rozwiązaniem jest wg mnie praca na cześć etatu lub własna dg
  • hanusinamama 19.02.19, 14:40
    Dla mnie bardziej stresogenne jest samodzielne utrzymywanie rodziny. Co jak maz straci prace. Znam tez taka rodzine w ktorej pan umarł, nagle. NIby kasa była w domu ale kobieta za jakis czas musiała do pracyjednak isc. W wieku 39 lat, z przepracowanymi 3 latami zaraz po studiach było cięzko. Kazdy zyje jak chce. Tobie pasuje nie pracować. Komus innemu moze to nie pracować.
  • verydry 19.02.19, 14:47
    To samo, co gdybyśmy zostali z moja pensja, nie starczajaca na rate i opłaty za dom.
    Tak, tylko ja potrafię zrozumieć, ze ktoś chce pracować, a ty piszesz z perspektywy „jak tak można, co będzie jeśli..., biedny mąż, utrzymanka”.
  • hanusinamama 19.02.19, 14:56
    Nie. Ja pisze ze nie umiałabym zyc na utrzymaniu meza całe zycie. Ja bym nie umiała. Nikogo nie nazywam utrzymanką bo rozumiem ze maz ma obowiazek zarobic a ty zajac sie domem. A nawet jakbys miała do tego sprzataczke i kucharke oraz nianie to tez twoja broszka i twojego męża. Piszę ze ja nie umiałabym tak zyc. A mam mozliwosc bo maz zarabia duzo.
  • verydry 19.02.19, 14:58
    Mój tez zarabiał dużo, a nie miałam takiej możliwości mimo wszystko wink 😘
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 14:42
    kurcze- ale znów- to nie o dzieciach dużych, prawda?
    bo taki był cel postu.
    podpowiem ci.
    ortodonta po południu - i już. odpowiednio wzvesniej rezerwowany.
    chore dziecko? to już nie duże dziecko, po takie się nie jedzi. równie prawdopodobne co bym jechała po mężą- to jest sytuacja rzadka, i niestandardowa.
    zebranie- dzieli się, wiadomo dużo wczesniej, na poczatku roku, kiedy bedą.
    zajęcia dodatkowe- jeżdża sami, podwozimy tylko kurtuazyjnie, jak mamy czas, oni chcą. uczą sie odpowiedzialności.
    kobieta męża odciąza- rece opadają. czy to 18 wiek? sad
  • hanusinamama 19.02.19, 14:48
    NO wiec własnie. Jak sie ma dzieci powiedzmy 14+ to te dzieci same sie soba zajmują, maz tez sam moze sobie zrobic kolacje jak zona wtedy idzie na joge np. Nie rozumiem oporządzania dorosłych juz prawie dzieci i dorosłego męza.
  • verydry 19.02.19, 14:50
    Wiele rzeczy nie rozumiesz:
    - dlaczego mąż musi tyrać,
    - dlaczego żona musi oporządzac męża
    A muszą?.... czy może tak ci wychodzi, bo sama coś musisz, a nie masz wybór...?
  • hanusinamama 19.02.19, 14:58
    Mam wybór. BO widzę ze ty piszesz z pozycji "mam bogatego męża". Moj maz tez duzo zarabia, ma tez taki zawód ze jakby teraz stracił prace to za 2 dni ma inną. Wyszedł tez z takiego domu gdzie mama nie rpacowała wiec zapewne by sie zgodził na taki układ. Mam taką mozliwosc tylko z niej nie korzystam. Teraz rozumiesz. Bo ty znowu traktujesz pracujące tak "maz mało zarabia to musicie tyrać".
  • verydry 19.02.19, 15:06
    smile nie, już trzeci raz ci napisze, ze wcześniej tez mąż zarabiał duże pieniądze, ale sytuacja była taka, ze musiałam pracować mimo to. Zarówno z powodów ekonomicznych, o których tu pisac nie będę, jak i psychicznych - kompleksy na punkcie bycia niezależna i posiadania własnej kasy.
    Matka mojego męża z kolei pracowała zawsze. Taka kobieta interesu, a mimo to a może przez to, mąż docenia fakt, ze przez jakiś czas byłam „na jego utrzymaniu”. Ten zwrot jest zreszta idiotyczny, bo dzięki temu utrzymywaniu mnie, oszczędzaliśmy na nianiach, pralni, sprzątaczce, obiadach w szkole i w pracy i takie tam...
  • pade 19.02.19, 16:16
    verydry napisała:

    > smile nie, już trzeci raz ci napisze, ze wcześniej tez mąż zarabiał duże pieniądze
    > , ale sytuacja była taka, ze musiałam pracować mimo to. Zarówno z powodów ekono
    > micznych, o których tu pisac nie będę, jak i psychicznych - kompleksy na punkci
    > e bycia niezależna i posiadania własnej kasy.
    > Matka mojego męża z kolei pracowała zawsze. Taka kobieta interesu, a mimo to a
    > może przez to, mąż docenia fakt, ze przez jakiś czas byłam „na jego utrzymaniu”
    > . Ten zwrot jest zreszta idiotyczny, bo dzięki temu utrzymywaniu mnie, oszczędz
    > aliśmy na nianiach, pralni, sprzątaczce, obiadach w szkole i w pracy i takie ta
    > m...

    Oczywiście, że taki zwrot jest idiotyczny.
    Przekładanie papierków czy inna praca na rzecz kogoś obcego jest cenniejsza dla społeczeństwa "chomików" od pracy na rzecz rodziny.



    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • pade 19.02.19, 16:17
    Co jest dla mnie idiotyczne szczerze mówiąc.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • hanusinamama 20.02.19, 10:57
    Tylko ze ty piszesz o czyms innym. Dla mnie co innego to przez jakis czas być w domu bo dzieci małe a co innego całe życie, bo mi szkoda zycia na prace ja sie bede rozwijać emocjonalnie, duchowo i poszerzać horyzonty. Na serio wrzucasz do worka mame ktora zajmuje sie domem i dziecmi powiedzmy do okresu wczesnoszkolnego z mamą ktora ma na wylicie nastolatki? NO jak dla mnie to jest kolosalna róznica.
  • mai-ra3 21.02.19, 10:42
    A myślisz, ze nastolatkom to już nie trzeba poświęcać czasu? Miewają poważniejsze problemy niż 5-latek, uwierz.
  • verydry 19.02.19, 15:09
    I jeszcze jedno. Ja traktuje „siedzenie w domu” jako pracę.
    Wiem, padnie argument, ze etatowiec tez musi to wszystko zrobić, ale:
    Po pierwsze nie, bo wtedy np obiady je się poza domem,
    Większość tu pisze, ze mąż wtedy tez na szmacie jeździ.
    Czyli ze nie robią tego, co niepracująca robi sama wink
  • joanna_poz 19.02.19, 15:17
    Wiem, padnie argument, ze etatowiec tez musi to wszystko zrobić, ale:
    Po pierwsze nie, bo wtedy np obiady je się poza domem,

    większośc znanych mi etatowców je jednak obiady w domu.
    ja jem. mąż moj je. ba, ja je nawet codzień gotujęsmile

    no ale my nie ze stolicysmile może w Warszawie etatowcy jedzą poza domem.
  • verydry 19.02.19, 15:28
    A cześć o mężach? wink
    Trudno jeść obiad w domu o 17, czy 18.
    Bo wtedy mniej więcej lądowałam w domu po pracy do 16 (a najczęściej biura pracują 9-17 cóż, nie wszyscy są nauczycielami tongue_out), odebraniu potomstwa z placówek.
    O tej porze to raczej zaczyna się myśleć o kolacji.
  • joanna_poz 19.02.19, 15:43
    jak się nie pracuje to tak, o tej porze myśli się o kolacji.
    jak się pracuje to się o tej porze je obiad. jak to nazywam raczej obiadokolacja, gwoli formalności.

    (co do czesci o mezach - do jeżdzenia na szmacie - jest sobota)wink
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 15:05
    "A muszą?.... czy może tak ci wychodzi, bo sama coś musisz, a nie masz wybór...?"
    alez shell- z waszych postów wynika, że uważacie, że musicie, że nie ma innego wyjścia.
    wyjść jest wiele, a wasze próby tłumaczenia są mętne.
    BTW- ja pisałam o tym, że wg mnie wymyślanie sobie zajęć, odrabianie podstwowej domowej pańszczyzny kobiety domowej jest JAŁOWE. A wy jak zwykle wykręciłyście kota ogonem.
    ale ok- przynajmniej forum pozyje tongue_out
  • arwena_11 19.02.19, 15:06
    No chyba sobie żartujesz. Syn miał 14 lat, jak zadzwoniła pielęgniarka ze szkoły, że on ma gorączkę i żeby po niego przyjść. Miał do domu 3 minuty drogi, więc powiedziałam, żeby go puściła samego. No i się nie dało - odprowadziła go pod drzwi - ja nie mogłam po niego wyjść, bo leżałam z zapaleniem płuc.

    I zdecydowanie wolę i moja rodzina również, jak wszyscy wracają do domu - jest obiad ( często pierwsze danie dostają po powrocie ze szkoły ), możemy pogadać o tym co się działo w ciągu dnia itd. A nie lecimy z wywieszonym jęzorem i zanim będzie obiad mija godzina od przyjścia.

    Ja teraz pracuję, ale w domu. W między czasie ogarniam mieszkanie, robię obiad, zakupy. Po południu czas jest dla nas. Weekendy na wycieczki - teraz to często już sami z mężem sobie jeździmy.

    Mam hobby, spotykam się z koleżankami, załatwiam dużo spraw mężowi - nie narzekam smile
  • kurt.wallander 19.02.19, 18:06
    szczesliwa_lolla napisał(a):


    > ortodonta po południu - i już. odpowiednio wzvesniej rezerwowany.

    U mnie na wizyte do ortodonty (prywatnego, i nietaniego wcale) czeka się miesiąc na wizytę, a ponieważ przyjmuje chyba tylko 2 lub 3 dni w tygodniu (na zmianę, rano i po południu), to czasem nie bardzo można wybrzydzać z terminami.

    > chore dziecko? to już nie duże dziecko, po takie się nie jedzi.

    Nie wiem w sumie, jak to wygląda w LO, bo jeszcze nie byłam w sytuacji, ze dziecko się źle poczuło w trakcie lekcji, ale z gimnazjum nie wypuszczą dziecka samego, trzeeba je odebrać osobiście.

    równie prawdopo
    > dobne co bym jechała po mężą- to jest sytuacja rzadka, i niestandardowa.

    Jak dzieci jest więcej, to bynajmniej nie aż taka rzadka. Zdarza się, nie nagminnie, ale jednak. I fajnie, jak nie trzeba stawac na głowie, tylko przynajmniej jedno z rodziców jest na tyle dyspozycyjne, ze to dziecko odbierze.


    > zebranie- dzieli się, wiadomo dużo wczesniej, na poczatku roku, kiedy bedą.

    No i? I tak ktos na te zebrania musi pójść. Wygodniej jest, gdy pójdzie ten, kto ma czas i spokojnie zdąży. Nie trzeba lecieć z wywalonym jęzorem z pracy.

    > zajęcia dodatkowe- jeżdża sami, podwozimy tylko kurtuazyjnie, jak mamy czas, on
    > i chcą. uczą sie odpowiedzialności.

    Tak, szczególnie, jeśli trzeba zawieśc do sąsiedniej miejscowości na godzinę 20.00. To ja jednak wolę zawieść.

    > kobieta męża odciąza- rece opadają. czy to 18 wiek? sad

    Oboje się odciążają, ona nie zajmuje się zarabianiem, a on ma mniej do ogarniania w domu. Jeśli wszystkim tak pasuje, to co ciebie boli?
  • zawsze-w-drodze 19.02.19, 14:44
    A gdzież to ja napisałam, ze ktokolwiek ma w czymkolwiek tyrać i być na czyimkolwiek utrzymaniu? Hę?
    Najpierw piszesz, że NIE WIESZ co byś robiła rok bez pracy - a teraz wyjeżdżasz z expose o wspólnocie zobowiązań, dzieci i losów.
    Miotasz się deczko.
  • kropkacom 19.02.19, 11:21
  • kochamruskieileniwe 19.02.19, 11:23
    A ja bym chciała... Bo mam ogród i ciągle za mało czasu, by tam popracować. A żeby mieć taki mój wymarzony ogród, potrzeba mi mnóstwo czasu.
    Ale to moje hobby wink

    --
    siepomaga
    tiny.pl/tmfjn
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 11:24
    no nie mam ogrodu big_grin i nie ciszy mnei grzebania w ziemi
  • kochamruskieileniwe 19.02.19, 11:34
    Rozumiem, bo nie każdy musi to lubić (znaczy grzebanie w ziemi.
    Tyle tylko, że jak masz jakąś pasję, hobby, zainteresowania -to jednak masz dużo mniej czasu na to gdy pracujesz zawodowo. I czujesz niedosyt.
    Weżmy takie ot - zwiedzanie zabytków, odkrywanie historii różnych miejsc, róznych smaczków. To zabiera mnóstwo czasu. Realizacja takiej pasji może byc korzystna nie tylko dla Ciebie. Możesz dzielić się zdobytą wiedzą - srodków/mediów mamy mnóstwo. To tak gwoli uprzedzenia zarzutu, że realizacja swoich pasji jest nieco hmmmm. ... "egoistyczna"

    --
    siepomaga
    tiny.pl/tmfjn
  • zawsze-w-drodze 19.02.19, 11:46
    Nurkowanie. Narty. Grzyby. Ogród. Pieseły i długie z nimi spacery. Kuchnia wietnamska. Reportaże - boziu jakie ja mam zaległości w wydawanych tylko przez "czarne', a gdzie "znak", "karakter", "dowody na istnienie" - ledwo kończę "wyhoduj sobie wolność" a już jest "nie ma". Spędzić parę dobrych tygodni na zwykłym włóczeniu się po lesie. albo po mieście - tu kafejka, tam księgarnia, tu kościół ładny, tam zupa. Przejść drogę do Santiago swoim tempem.
  • kobieta_z_polnocy 19.02.19, 13:08
    "Nurkowanie. Narty. Grzyby. Ogród. Pieseły i długie z nimi spacery. Kuchnia wietnamska. Reportaże - boziu jakie ja mam zaległości w wydawanych tylko przez "czarne', a gdzie "znak", "karakter", "dowody na istnienie" - ledwo kończę "wyhoduj sobie wolność" a już jest "nie ma". Spędzić parę dobrych tygodni na zwykłym włóczeniu się po lesie. albo po mieście - tu kafejka, tam księgarnia, tu kościół ładny, tam zupa. Przejść drogę do Santiago swoim tempem. "

    No, czyli przyjemności smile

    Jak sobie wyobrażę idealne życie, to pewnie, że czasu by nie starczyło na te wszystkie podróże i przeżycia, ale mam wrażenie, że pytanie dotyczyło życia przeciętnych "kobiet domowych z dużymi dziećmi", które nie mają funduszy na dwuletni rejs po Pacyfiku.
  • zawsze-w-drodze 19.02.19, 13:20
    Dlatego właśnie jeszcze wstaję codziennie o stałej mniej więcej godzinie, stoję w korkach, siadam za biurkiem itakdalej. Bo JESZCZE mnie nie stać.
    Ale pracuje nad tym. Zgodnie z założonym planem. Czasem wychodzi lepiej czasem gorzej ale cel jest.
    Inni mogą mieć inne - czytanie, grzyby, praca w ogródku, ludowe wycinanki, bimbanie sobie na kawce w kawiarni do popołudnia, siedzenie w słuchawkach nad Wisłą - specjalnie kosztowne nie są.
  • grru 19.02.19, 13:32
    Te przeciętne pracujące też niekoniecznie każdego dnia zbawiają świat.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • arwena_11 19.02.19, 16:13
    Kiedyś w jakimś wątku o wyższości pracujących nad niepracującymi, usiłowano wytłumaczyć jak to dzięki pracy człowiek się samorealizuje, rozwija itd.
    Nie pamiętam odpowiedzi na pytanie jak się w pracy realizuje i rozwija sprzątaczka - możliwe, ze odpowiedź nie padła big_grin
  • beataj1 19.02.19, 16:25
    Mnie urzekło inna wersja sensu życia tkwiącego w pracy. Że jak coś robisz w domu to nie ma praktycznie wartości - na dobrą sprawę tracisz czas. Wystarczy, że robisz to samo w ramach obowiązków zawodowych - od razu ta praca nabiera sensu. I przy takim myśleniu wystarczy że dwie kobiety zamieniają się miejscami i zatrudniają się nawzajem i od razu ich obowiązki domowe (opieka na dziećmi, sprzątanie, gotowanie etc) nabierają wartości. Kasa idzie z rąk do rąk - w sumie nic to finansowo w ich życiu nie zmienia ale za to sensu i wartości pojawia się całe mnóstwo.

    --
    Moje nowe motto życiowe:
    Mniej dramatu, więcej brokatu!
  • czarniejszaalineczka 19.02.19, 16:39
    big_grin

    --
    słuchaj rózico,
    ona nie słucha...
    za durzo kurzu
    wlajzło jej w ucha.
  • nenia1 19.02.19, 17:28
    beataj1 napisała:

    > Mnie urzekło inna wersja sensu życia tkwiącego w pracy. Że jak coś robisz w dom
    > u to nie ma praktycznie wartości - na dobrą sprawę tracisz czas. Wystarczy, że
    > robisz to samo w ramach obowiązków zawodowych - od razu ta praca nabiera sensu.

    No bo w jakimś stopniu tak jest. Jeśli sprzątasz w domu korzystają z tego wyłącznie domownicy, jeśli sprzątasz zawodowo wykonujesz konkretne czynności na rzecz znacznie większej społeczności, stajesz się jedną ze śrubek w dobrze działającej maszynie. Teraz sobie wyobraź, że od jutra wszyscy rzucają pracę zawodową i lekarz leczy tylko swoją rodzinę, piekarz piecze chleb wyłącznie dla swojej, a elektryk wymienia żarówki tylko we własnym domu.
  • snakelilith 19.02.19, 17:41
    nenia1 napisała:

    Teraz sobie wyobraź, że od jutra wszyscy rzucają pracę zawodową
    > i lekarz leczy tylko swoją rodzinę, piekarz piecze chleb wyłącznie dla swojej,
    > a elektryk wymienia żarówki tylko we własnym domu.

    Ale tak nie będzie, bo ludzie mają jednak różne wyobrażenia o szczęściu. I żadna rozwinięta gospodarka nie potrzebuje też pełnego zatrudnienia, w wielu krajach zresztą już dziś prowadzi się tylko koordynację ludzkim materiałam, którego nikt nie potrzebuje, bo rynek pracy się zmienia, automatyzacja postępuje i miejsc pracy w wielu zawodach ubywa, a tam gdzie się kogoś potrzebuje, znajdziesz zawsze pracownika na globalnym rynku. Dyskusje o gwarantowanym minimum dla każdego z tego przecież wynikają. Chcesz, pracujesz, dokładasz się do maszyny, nie chcesz i potrafisz zaaranżować się z nieco niższym standardem życiowym, też dobrze.
  • nenia1 19.02.19, 17:56
    Ja nie mówię, że tak będzie, to chyba oczywiste przerysowanie, która ma na celu zobrazowanie dlaczego praca w domu wyłącznie na rzecz własnej rodziny to co innego niż praca w fabryce, z której korzysta większa grupa osób i która jest elementem działającego mechanizmu, z którego korzystamy wszyscy.

    W najbardziej rozwiniętych gospodarkach wskaźnik zatrudnienia kobiet jest znacznie większy niż w krajach takich jak Polska.
  • snakelilith 19.02.19, 18:21
    nenia1 napisała:

    > W najbardziej rozwiniętych gospodarkach wskaźnik zatrudnienia kobiet jest znacz
    > nie większy niż w krajach takich jak Polska.

    Nie znam dokładnych liczb, ale zdaje się, że w Niemczech nie jest jakoś wybitnie inaczej, a na gospdoarkę nie ma to większego wpływu. Oczywiście, jeżeli weźmiesz te liczby jako wskaznik kobiecej emencypacji, to kraje z niskim zatrudniem kobiet wypadają faktycznie słabo. Pytanie jednak, czy w nowoczesnym świecie nadal mamy kierować się przestarzałymi kryteriami? W krajach bowiem, że wskaźnik zatrudnienia kobiet jest wysoki, jak na przykład w Skandynawii, wynika on przed wszystkim z tego, że wiele kobiet tam pracuje w mniejszym wymiarze godzin, co nie tylko pozwala łączyć pracą zawodową z domową, ale daje wiele czasu po prostu na życie. I co ciekawe, również mężczyźni tam korzystają z takiego modelu życia, nie z przymusu, a z wyboru. Wielu bowiem widzi swoje spełnienie również w życiu rodzinnym, albo w pielęgnowaniu własnych pasji i hobby. I zresztą już dawno wiadomo, że nie liczba spędzonych w pracy godzin i włożonej w tą pracę energii świadczy o jej wartości, produktywość wynika z czegoś zupełnie innego.
  • nenia1 19.02.19, 18:46
    snakelilith napisała:

    snakelilith napisała:

    > W krajach bowiem, że wskaźnik
    > zatrudnienia kobiet jest wysoki, jak na przykład w Skandynawii, wynika on prze
    > d wszystkim z tego, że wiele kobiet tam pracuje w mniejszym wymiarze godzin, co
    > nie tylko pozwala łączyć pracą zawodową z domową, ale daje wiele czasu po pros
    > tu na życie. I co ciekawe, również mężczyźni tam korzystają z takiego modelu ży
    > cia, nie z przymusu, a z wyboru.

    Model partnerski, moim zdaniem, najbliższy ideału. W większości przypadków najlepiej sprawdza się w życiu równowaga. To jednak zupełnie coś innego niż model, w którym kobiety "z wyboru" opiekują się latami domem i dziećmi, a jedyną pracującą zawodowo na wszystkich osobą jest mężczyzna.
  • snakelilith 19.02.19, 20:18
    nenia1 napisała:

    > Model partnerski, moim zdaniem, najbliższy ideału. W większości przypadków najl
    > epiej sprawdza się w życiu równowaga. To jednak zupełnie coś innego niż model,
    > w którym kobiety "z wyboru" opiekują się latami domem i dziećmi, a jedyną pracu
    > jącą zawodowo na wszystkich osobą jest mężczyzna.

    Owszem, ale do takiego modelu nie wystarczy tylko poprawa sytuacji ekonomicznej tak, by praca na część etatu dawała zabezpieczenie materialne. Do tego potrzeba też zmiany paradigmy, a jeżeli kobiety nadal będą gloryfikować pracę zawodową i czuć się mniej wartościowe wtedy, gdy "siedzą" tylko w domu, to zachętą to dla mężczyzn na pewno nie będzie. W całej tej walce o równouprawnienie za bardzo chciałyśmy się stać częścią męskiego świata, zamiast zrobić ten świat trochę bardziej kobiecym. W ten sposób wiele kobiet wpakowało się w podwójny kierat, zawodowo i tak muszą pracować, bo jedna pensja nie starcza i tego się od nich zresztą oczekuje, skoro mają już wykształcenie, ale w domu ciągle ogarniają do tego większość obowiązków i wychowanie dzieci, dumę odczuwając jednak tylko z tej zawodowej, także w ich oczach, więcej wartej czynności. Nie do końca wiem, czy był to aż tak dobry interes.
  • pade 19.02.19, 20:30
    Nic dodać, nic ująć.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • nenia1 19.02.19, 21:15
    snakelilith napisała:

    > W całej tej walce o równouprawnienie za bard
    > zo chciałyśmy się stać częścią męskiego świata, zamiast zrobić ten świat trochę
    > bardziej kobiecym.

    A co to jest kobiecy świat i męski świat? Kobiety są różne, podobnie jak różni są mężczyźni.

    Kobiety nie gloryfikują pracy zawodowej, to jest właśnie patriarchalny spadek, który tradycyjnie przypisuje kobietom rolę strażniczek domowych i opiekunek dzieci i starszych i dlatego w zdecydowanej większości stroną, która rezygnuje z pracy zawodowej są kobiety. To one mniej zarabiają, to one rezygnują z pracy zawodowej, to one nie zajmują kierowniczych stanowisk, to one wykonują mniej skomplikowane prace w najniżej opłacanych zawodach, to one mają śmieciowe emerytury, obniżone wynagrodzenie z powodu L-4 na dzieci, to one w końcu są ofiarami przemocy ekonomicznej albo są uzależnione finansowe od mężczyzn. To jest dobry interes?

    Sama przecież nieraz dowodzisz i trudno się nie zgodzić, że biedniejsza Polska nie liczy się na światowej arenie. Nie to co bogate Niemcy. Prawda? Podobnie z ludźmi. Pieniądze dają wolność i swobodę wyboru. Kobiety są silne, pracowite, mądre i wykształcone. Nie powinny bać się zarabiać i nazywać to "męskim światem".

  • snakelilith 19.02.19, 21:56
    nenia1 napisała:

    > A co to jest kobiecy świat i męski świat? Kobiety są różne, podobnie jak różni
    > są mężczyźni.
    > A co to jest kobiecy świat i męski świat? Kobiety są różne, podobnie jak różni
    > są mężczyźni.
    >
    > Kobiety nie gloryfikują pracy zawodowej, to jest właśnie patriarchalny spadek,
    > który tradycyjnie przypisuje kobietom rolę strażniczek domowych i opiekunek dzi
    > eci i starszych i dlatego w zdecydowanej większości stroną, która rezygnuje z p
    > racy zawodowej są kobiety.

    Jestem feminstką, więc nie musisz pisać do mnie oczywistości. Jednak nie jestem zwolenniczką urawniłówki, bo różnice pomiędzy płciami istnieją i nie dotyczą tylko tego biologicznego banału, że kobiety rodzą dzieci. Kobiety mają bardzo często inne psychologiczne atrybuty niż mężczyźyni i sprowadzanie naszych społecznych kompetencji tylko i wyłącznie do przez nikogo nie chcianej, więc danej babom roli opiekunki i strażniczki domowej, uważam znowu za patriarchalną arogancję. Znowu stawiasz "męski" świat, czyli ten poza domem ponad ten domowy. A nasze kobiece umiejętności np. empatyczne pielęgnowanie wzajemnych stosunków w najbliższej grupie, mniejsza skłonność do ryzyka i większe poczucie odpowiedzialności, nie muszą ograniczać się tylko do rodziny. Firmy na przykład prowadzone przez kobiety rzadziej plajtują, właśnie dlatego, że kobiety instuitywnie podejmują decyzje dobre dla całej podległej jej społeczności. Wiele kobiet jednak jest zdania, że sukces zapewnić może jej tylko naśladowanie mężczyzn, jakby faceci i ich sposób organizowania świata, to był wzór wyryty w granicie. I oczywiście, że kobiety zarabiają mniej, głównie dlatego, że tzw. kobiece zawody nie są specjalnie doceniane, to co ma skazę tradycjonalnie kobiecego zaajęcia jest ciągle mało warte, ale co bardzo ciekawe, jeżeli jakiś "kobiecy" zawód staje się interesujący dla mężczyzn, to nagle rosną w nim też pensje i czynność awansuje w herachii społecznej. Więc mnie nie chodzi o to, by kobiety godziły się na gorsze traktowanie i niższe pensje, ale by zaczęły doceniać siebie i to co robią, także, gdy wykonują czynności tradycyjnie uznawane za kobiece. Ja chcę by kobieta miała wybór, by mogła na przykład czuć się spełniona jako tylko matka i "kura domowa", a nie tylko jako kierowniczka działu w korporacji. Jeżeli sobie damy bowiem tę szansę, to damy ją też mężczyznom, bo tylko w ten sposób ten rodzinny świat może stać się dla nich interesującym zajęciem, a nie tylko upierdliwymi obowiązkami, o które ciągle jest kłótnia, bo tak naprawdę każdy uważa, że karmienie dzieci i sprzątanie kibla jest mniej warte od monotonnego wklepywania cyferek w biurowy komputer.
  • kosmos_pierzasty 19.02.19, 22:23
    snakelilith napisała:

    Znowu stawiasz "męski" świat, czyli ten poza domem ponad ten domowy. (...) Wiele kobiet jednak jest
    > zdania, że sukces zapewnić może jej tylko naśladowanie mężczyzn, jakby faceci
    > i ich sposób organizowania świata, to był wzór wyryty w granicie. I oczywiści
    > e, że kobiety zarabiają mniej, głównie dlatego, że tzw. kobiece zawody nie są s
    > pecjalnie doceniane, to co ma skazę tradycjonalnie kobiecego zaajęcia jest ciąg
    > le mało warte, ale co bardzo ciekawe, jeżeli jakiś "kobiecy" zawód staje się in
    > teresujący dla mężczyzn, to nagle rosną w nim też pensje i czynność awansuje w
    > herachii społecznej. Więc mnie nie chodzi o to, by kobiety godziły się na gorsz
    > e traktowanie i niższe pensje, ale by zaczęły doceniać siebie i to co robią, ta
    > kże, gdy wykonują czynności tradycyjnie uznawane za kobiece. Ja chcę by kobieta
    > miała wybór, by mogła na przykład czuć się spełniona jako tylko matka i "kura
    > domowa", a nie tylko jako kierowniczka

    Nawet nie wiesz, jak bardzo się z Tobą zgadzam smile
    Napisałaś coś bardzo ważnego.
    I mam na myśli całość, choć zacytowałam część - głównie dla porządku, bo potem się łatwo pogubić, kto na co odpowiada.
  • kobieta_z_polnocy 19.02.19, 22:37
    kosmos_pierzasty napisała:

    > snakelilith napisała:
    Więc mnie nie chodzi o to, by kobiety godziły się na
    > gorsz
    > > e traktowanie i niższe pensje, ale by zaczęły doceniać siebie i to co rob
    > ią, ta
    > > kże, gdy wykonują czynności tradycyjnie uznawane za kobiece. Ja chcę by k
    > obieta
    > > miała wybór, by mogła na przykład czuć się spełniona jako tylko matka i
    > "kura
    > > domowa", a nie tylko jako kierowniczka
    >
    > Nawet nie wiesz, jak bardzo się z Tobą zgadzam smile
    > Napisałaś coś bardzo ważnego.
    > I mam na myśli całość, choć zacytowałam część - głównie dla porządku, bo potem
    > się łatwo pogubić, kto na co odpowiada.

    A tak dla porządku - czy mężczyznom też powinien przysługiwać wybór spełniania się jako ojciec i "kogut domowy", a nie tylko jako kierownik?
  • kosmos_pierzasty 19.02.19, 22:42
    A nie przysługuje?
  • kosmos_pierzasty 19.02.19, 22:45
    I coraz liczniejsi mężczyźni z tego korzystają nawet. Jak masz wątpliwości, to pogooglaj "stay at home dad" - zobaczysz, sporo jest do poczytania.
  • kobieta_z_polnocy 19.02.19, 22:57
    kosmos_pierzasty napisała:

    > I coraz liczniejsi mężczyźni z tego korzystają nawet. Jak masz wątpliwości, to
    > pogooglaj "stay at home dad" - zobaczysz, sporo jest do poczytania.

    Nie no, zjawisko to ja znam i wiem, że jest ich coraz więcej, ale to wciąż jest promil ludzi w skali świata, czy choćby kręgu zachodniego.

    Ja się pytam forumek w kontekście tej akurat dyskusji. Tak się tu opiewa ten wspaniały czas dla siebie, spacery po lesie, jogę i hobby, ale co jeśli mężowie też stwierdzą, że należy im się wypoczynek od kieratu i stresu życia zawodowego? Czy im też prawo do tego przysługuje?
    Znów, nie pytam się o tych mitycznych wąskich specjalistów płci obojga, co już teraz zarabiają kokosy i odłożyli sobie miliony na wesołą emeryturę w wieku 40 lat, lecz o typowych przedstawicieli klasy średniej.
  • nenia1 19.02.19, 23:07
    Ale to są forumowe pierdoły. Świat alternatywny budowany na potrzeby forum.
    W rzeczywistości najczęściej nie pracują kobiety z niższym wykształceniem i niskimi kwalifikacjami zawodowymi, a przyczyną rezygnacji z pracy jest konieczność sprawowania opieki na dziećmi czy osobami starszymi w rodzinie, dyskryminacja płacowa a nie joga i zbieranie grzybów w lesie.
  • kosmos_pierzasty 19.02.19, 23:13
    nenia1 napisała:

    > Ale to są forumowe pierdoły. (...) przyczyną rezygnacji z pracy jest konieczność
    > sprawowania opieki na dziećmi czy osobami starszymi w rodzinie, dyskryminacja
    > płacowa a nie joga i zbieranie grzybów w lesie.
    Jednak dyskutujemy na tym forum i widać doświadczenie "zbierania grzybów w lesie" z wyboru jest forumkom bliższe...
    Żeby podejście zmieniło się w każdym środowisku, to od jakiegoś środowiska ta zmiana musi się zacząć. Chyba tego najbardziej otwartego. Pytanie czy bardziej otwarty jest świat emamy wonskiej specjalistki i jej męża nie szerszego specjalisty, czy ten, gdzie kobieta zajmuje się rodziną, bo nie ma wyboru.
  • nenia1 19.02.19, 23:25
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Jednak dyskutujemy na tym forum i widać doświadczenie "zbierania grzybów w lesi
    > e" z wyboru jest forumkom bliższe...

    Ja nie upieram się, jak wielu, że forum kłamie. Niemniej zauważam, że na określone tematy odpowiadają ludzie, którzy są raczej wyjątkiem niż regułą i nie ma w tym nic dziwnego, bo człowiek ogólnie ma tendencję do pokazywania się z lepszej strony a gorszą przemilcza. Nie sądzę, by to doświadczenie było wszystkim niepracującym forumkom bliższe, natomiast sądzę, że akurat takie forumki z takim doświadczeniem się wypowiadają. Niestety badania dotyczące zjawiska mówiąc jednak coś innego. I teraz pytanie czy mówimy o tym jaka jest rzeczywistość czy koncentrujemy się na niszowych wypowiedziach.
  • grru 19.02.19, 23:28
    Po prostu forum nie jest próbą statystyczną i tyle.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • kosmos_pierzasty 20.02.19, 00:14
    nenia1 napisała:

    pytanie czy mówimy o tym jaka jest rzeczywistość czy konc
    > entrujemy się na niszowych wypowiedziach.

    A może podyskutujmy raczej o pożądanym kierunku zmian i środkach do osiągnięcia zadowalających rezultatów?
    Po prostu nie lubię wpadanie z jednej skrajności w drugą - albo kobieta ma siedzieć w domu (słynne niemieckie KKK), albo ma koniecznie pracować. Kobieta, tak jak i mężczyzna, ma rozum i wolną wolę. Imo należy dążyć do tego, by miała jak najwięcej opcji do wyboru, kiedy układa sobie życie. Nie należy piętnować żadnego z wymienionych modeli życia czy to kobiety czy mężczyzny. Oczywiście warunkiem tego, by kobiety miały wybór, są godne płace, wykształcenie, szacunek, itd. Ale nie zgadzam się na to, by jedna kobieta mówiła drugiej, co jest dla niej najlepsze i jak ma funkcjonować.
  • nenia1 20.02.19, 00:23
    kosmos_pierzasty napisała:

    > zieć w domu (słynne niemieckie KKK), albo ma koniecznie pracować. Kobieta, tak
    > jak i mężczyzna, ma rozum i wolną wolę.

    Żeby mieć wolną wolę obie strony muszą mieć te same warunki. Jeżeli jedna ze stron gorzej zarabia, ma gorszą sytuację na rynku pracy, kulturowo przypisuje się jej zajmowanie się dziećmi i domem to o jakiej ty wolnej woli mówisz?
  • kosmos_pierzasty 20.02.19, 00:29
    nenia1 napisała:

    > Żeby mieć wolną wolę obie strony muszą mieć te same warunki.
    No i to jest pożądany cel zmian. Tu chyba jesteśmy zgodne.

    Jeżeli jedna ze st
    > ron gorzej zarabia, ma gorszą sytuację na rynku pracy, kulturowo przypisuje się
    > jej zajmowanie się dziećmi i domem to o jakiej ty wolnej woli mówisz?
    Czy dobrze rozumiem, że Twoim zdaniem receptą na uleczenie sytuacji jest bez mała przymusowa praca kobiet? Żeby kobiety w pracy wywalczyły sobie szacunek i pozycję, by ewentualnie potem móc dyktować warunki? Imo nie tędy droga. Raczej ważne, żeby już na początku był szacunek i uznanie, takie same - niezależnie, czy kobieta pracuje zawodowo, czy nie (i to samo dotyczy mężczyzny).
  • nenia1 20.02.19, 00:42
    Nie przymusowa praca, ale zrozumienie, że praca zawodowa jest dla en masse kobiet korzystna, lepsze zarobki są korzystne, partnerski podział obowiązków jest korzystny. Truizmy, banały - prawda? Problem w tym, że ciągle o nie ciężko. Ciągle stroną rezygnującą z pracy zawodowej czyli z zarabiania własnych pieniędzy w większości przypadków są kobiety. Ty to nazywasz wolną wolną. A teraz taki przykład z czarnoskórym. Gdyby w 98 przypadkach na 100 to osoba czarnoskóra sprzątała za grosze cudze domy, też byśmy mówili o wolnej woli, wyborze, byciu kowalem własnego losu itd? Czy może jednak pojawiłaby się jakieś ,choćby drobne wątpliwości, jak to się dzieje, że przy podobno wolnym wyborze, równych prawach i takich samych szansach prawie zawsze sprzątającym zostaje czarnoskóry.
  • kosmos_pierzasty 20.02.19, 00:50
    nenia1 napisała:

    > Gdyby w 98 przypadkach na 100 to osoba czarnoskóra sprząt
    > ała za grosze cudze domy,
    Może nie komplikujmy dodatkowymi przykładami. Skąd te dane o 98 proc? I do czego miałyby się odnosić? Jeśli to ma być porównanie do sytuacji kobiet, to na czym się opierasz? Znasz dane? To może wprost o nich napisz.
    Chyba nikt nie poddaje tego w wątpliwość, że opcja pracy zawodowej powinna być oczywistą oczywistością - ale właśnie jako opcja, nie obowiązek. Brak możliwości podjęcia takiej pracy to jest dramat bez względu na płeć.
  • nenia1 20.02.19, 01:00
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Może nie komplikujmy dodatkowymi przykładami. Skąd te dane o 98 proc? I do czeg
    > o miałyby się odnosić?

    Że stroną "wybierającą" rezygnację z pracy, zmniejszenie etatu itd. jest prawie zawsze kobieta.
  • kosmos_pierzasty 19.02.19, 23:09
    >Ja się pytam forumek w kontekście tej akurat dyskusji.

    Wg mnie przekombinowujesz. To jest sprawa do dogadania miedzy małżonkami. Oczywiście, że w jakimś momencie mogą się zamienić rolami, ale przecież nie z dnia na dzień, bo ponowne wejście na rynek pracy wymaga przygotowania i na awans lub rozwój własnej firmy, żeby kobieta utrzymała dom, tak jak wcześniej mężczyzna, też chwili potrzeba.
  • kobieta_z_polnocy 19.02.19, 23:22
    kosmos_pierzasty napisała:

    > >Ja się pytam forumek w kontekście tej akurat dyskusji.
    >
    > Wg mnie przekombinowujesz. To jest sprawa do dogadania miedzy małżonkami. Oczyw
    > iście, że w jakimś momencie mogą się zamienić rolami, ale przecież nie z dnia n
    > a dzień, bo ponowne wejście na rynek pracy wymaga przygotowania i na awans lub
    > rozwój własnej firmy, żeby kobieta utrzymała dom, tak jak wcześniej mężczyzna,
    > też chwili potrzeba.

    Tia jasne.
    Innymi słowy: "mężczyznom też wolno, w końcu jesteśmy równi, ALE...".
    To nie ja komplikuję, tylko wasze rozważania są całkowicie abstrakcyjne, by nie powiedzieć nierealistyczne.
    Bo wychodzi na to, że chcemy wreszcie rzucić wszystko w cholerę, cieszyć się teraźniejszością i zapachem kwiatów w ogrodzie, ale tak naprawdę to jest obarczone dość wysoką ceną, bo zmusza drugą stronę do finansowania naszego samospełniania się i to dłużej niż ta strona mogłaby mieć na to ochotę bądź siły.
  • kosmos_pierzasty 20.02.19, 00:17
    kobieta_z_polnocy napisała:

    >
    >
    > Tia jasne.
    > Innymi słowy: "mężczyznom też wolno, w końcu jesteśmy równi, ALE...".
    Ty chyba jesteś nieco zbyt skoncentrowana na tym, co sama piszesz i nie czytasz uważnie, co piszą inni. Żadnego "ale" nie było. Każda rodzina sama rozstrzyga jaki model życia się w jej przypadku sprawdza. Piszemy o kobietach, bo na emamie głownie siedzą kobiety, ale przecież to samo odnosi się do mężczyzn. Na siłę forsujesz swoje racje i nie przyjmujesz do wiadomości, że można mieć inny punkt widzenia.
  • grru 19.02.19, 23:15
    Przecież ta dyskusja od początku nie dotyczyła tego, skąd brać środki na utrzymanie bez pracy i czy rozsądne jest rezygnować z pracy, jak się nie ma za co żyć. Chodziło o to, co robić zamiast pracy zawodowej.
    Oczywiście, że mój partner mógłby zrezygnować z pracy, gdyby nas było na to stać. Co więcej - oboje z przyjemnością znacząco zredukowalibyśmy zobowiązania zawodowe i nie sądzę, żeby nam brakowało kieratu.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • grru 19.02.19, 22:47
    A nie przysługuje? Każdy ma prawo wybrać sobie model życia, o ile jest on zgodny z prawem.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • nenia1 19.02.19, 22:55
    grru napisał(a):

    > A nie przysługuje? Każdy ma prawo wybrać sobie model życia, o ile jest on zgodn
    > y z prawem.
    >

    Przysługuje. Ale już słowo "wybrać" jest w istniejącej rzeczywistości nadużyciem. Ponieważ w przeważającej ilości przypadków tzw. "wyborów" (cudzysłów celowy) okazuje się, że stroną zostająca w domu jest kobieta.
    Ponieważ to ona gorzej zarabia, ponieważ wychowała się w kulturze gdzie kobiety zostają w domu i wykonują większość prac domowych, ponieważ takie są społeczne oczekiwania, ponieważ to one wpierają karierę męża.
  • grru 19.02.19, 23:17
    Pytanie było o to, czy naszym zdaniem mężczyzna też ma prawo tak wybrać. To napisałam, jak uważam.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • snakelilith 19.02.19, 23:51
    nenia1 napisała:

    > Przysługuje. Ale już słowo "wybrać" jest w istniejącej rzeczywistości nadużycie
    > m. Ponieważ w przeważającej ilości przypadków tzw. "wyborów" (cudzysłów celowy)
    > okazuje się, że stroną zostająca w domu jest kobieta.

    Sorry, ale teraz fantazjujesz. Gdzie ta kobieta zostaje niby w domu? Realia naszego życia są takie, że kobiety pracują, bo każdy grosz się liczy i do tego wykonują tradycjonalne kobiece obowiązki w domu i rodzinie, bo faceci po prostu się migają. Te kobiece prace są dla nich nieatrakcyjne, bo w naszym społeczeństwie są nic warte. A są nic warte, bo nawet kobiety, które teoretycznie mają wybór i chętnie by zostały w domu, stawiają jednak pracę zawodową ponad domową zgodnie ze społeczną hierachią, oddając tę domową płatnym pracownikom. Sprzątaczkom, opiekunkom dla dzieci, gosposiom i innym kobietom. I kręcimy sią ciągle w tym babskim bagnie, faceci ciągle nie biorą praktycznie w tym udziału.
  • danaide 19.02.19, 23:54
    Snake, nie bój się podwójnego przeczenia w polskim: nic niewarte tak ładnie brzmismile
    Fajnie piszesz, choć mam wrażenie, że nenia pisze o tym samym, tylko innymi słowywink
  • nenia1 20.02.19, 00:27
    snakelilith napisała:

    > Sorry, ale teraz fantazjujesz. Gdzie ta kobieta zostaje niby w domu?

    W Polsce? Na 10 pracujących 4 nie pracują. Jeden z najgorszych wskaźników w Europie.
  • nenia1 19.02.19, 22:50
    snakelilith napisała:

    > Więc mnie nie chodzi o to, by kobiety godziły się na gorsz
    > e traktowanie i niższe pensje, ale by zaczęły doceniać siebie i to co robią, ta
    > kże, gdy wykonują czynności tradycyjnie uznawane za kobiece. Ja chcę by kobieta
    > miała wybór, by mogła na przykład czuć się spełniona jako tylko matka i "kura
    > domowa", a nie tylko jako kierowniczka działu w korporacji.

    Ale kobiety ogólnie się nie doceniają. Świat nie wygląda wcale jak piszesz, kierowniczka działu w korporacji też nie jest spełniona bo przecież przedkłada karierę nad bycie matką i pielęgnowanie ogniska domowego. Jeśli różnice między płciami istnieją to nie piszmy tylko o tym jakie jesteśmy empatyczne, bo jesteśmy również pasywnie rywalizujące ze sobą, o wszystko, o to która lepiej rodziła, o długość karmienia, która szybciej wraca do figury po ciąży itd. itd. Te wszystkie konflikty z teściowymi to nie "empatyczne pielęgnowanie wzajemnych stosunków w najbliższej grupie" tylko zwykła rywalizacja o pozycję w rodzinie. Kobiety rywalizuję między sobą, oceniają się, wypominają sobie wygląd, agresywnie zabiegają o pozycję, umniejszają jedna drugą, przecież na tym forum widać to jak na dłoni.

    A obowiązki domowe, jak to nazywasz "drugi etat". Kobiety często same biorą na siebie ten kierat bo "nikt tak jak ja nie posprząta" i "nikt lepiej nie zadba o dzieci". Tu nie ma co mówić o afirmacji prac domowych jako zachęty dla mężczyzn. My już jesteśmy mistrzyniami, faceci nam do pięt nie dorastają. I co ciekawe jakoś nie chcą.

    Na razie żyjemy w świecie, w którym to kobieta rządzi, tyle, że w domu. Uważam, że ogólnie ze szkodą dla siebie. Przeciętna kobieta mniej zarabia, za to pracuje więcej, a i bieda ma częściej kobiecą twarz. Nie o akceptację prac domowych chodzi. One już od dawna należą do nas. My same uważamy się na tym gruncie za mistrzynie.
    I nie o gonienie świata męskiego chodzi. Bo to nie jest męski świat, to jest świat przez nich zawłaszczony.
    Chodzi o zmiany w głowach. Naszych głowach. O troskę o siebie. O zauważanie, że w zarabianiu pieniędzy nie ma niczego złego, a mężczyźni gotujący i sprzątający w domu nie tracą na męskości (vide forumowa jolka) ani nie są w tym od nas gorsi.


  • kobieta_z_polnocy 19.02.19, 23:07
    nenia1 napisała:


    > I nie o gonienie świata męskiego chodzi. Bo to nie jest męski świat, to jest św
    > iat przez nich zawłaszczony.
    > Chodzi o zmiany w głowach. Naszych głowach. O troskę o siebie. O zauważanie, że
    > w zarabianiu pieniędzy nie ma niczego złego, a mężczyźni gotujący i sprzątając
    > y w domu nie tracą na męskości (vide forumowa jolka) ani nie są w tym od nas go
    > rsi.
    >
    >
    nenia, zgadzam się.

  • grru 19.02.19, 23:23
    Przecież te zmiany już od dawna zachodzą. Na pewno wiele zależy od środowiska, ale Jole nie są całym światem. Nie znam w życiu realnym kobiety, która uważa gotowanie i sprzątanie za niemęskie czy uwłaczające facetowi. Nie znam takiej, która uważa zarabianie za coś złego. Jasne, obracam się w środowisku dużego miasta. Ale tak a propos polecam książkę "Co wyście myślały" - nowość, dopiero wyszła, rozmowy z kobietami ze wsi. Też ciekawa perspektywa.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • kosmos_pierzasty 20.02.19, 00:21
    grru napisał(a):

    > Przecież te zmiany już od dawna zachodzą. Na pewno wiele zależy od środowiska,
    > ale Jole nie są całym światem. Nie znam w życiu realnym kobiety, która uważa go
    > towanie i sprzątanie za niemęskie czy uwłaczające facetowi. Nie znam takiej, kt
    > óra uważa zarabianie za coś złego.

    Nie znasz też takiej, która uważa, że być pełnoetatową mamą lub tatą, którzy pozostają na utrzymaniu współmałżonka, to coś złego?
    Oczywiście, że zmiany zachodzą - na całe szczęście, ale imo jesteśmy co najwyżej w połowie drogi.
  • nenia1 20.02.19, 00:33
    grru napisał(a):

    > Przecież te zmiany już od dawna zachodzą. Na pewno wiele zależy od środowiska,
    > ale Jole nie są całym światem. Nie znam w życiu realnym kobiety, która uważa go
    > towanie i sprzątanie za niemęskie czy uwłaczające facetowi. Nie znam takiej, kt
    > óra uważa zarabianie za coś złego.

    Ok, a teraz przejdźmy z krainy fantazji do krainy badań statystycznych i porównajmy stosunek czasu przeznaczanego na prace domowe przez kobiety i mężczyzn.
  • grru 20.02.19, 10:06
    zauważyłaś ze podkreśliłam ze pisze o konkretnym środowisku? więc daruj sobie insynuowanie fantazjowania bo nie sugerowalam nigdzie ze to dane statystyczne

    --
    Nadal jem gluten smile
  • snakelilith 19.02.19, 23:39
    nenia1 napisała:

    > Ale kobiety ogólnie się nie doceniają. Świat nie wygląda wcale jak piszesz, kie
    > rowniczka działu w korporacji też nie jest spełniona bo przecież przedkłada kar
    > ierę nad bycie matką i pielęgnowanie ogniska domowego. Jeśli różnice między płc
    > iami istnieją to nie piszmy tylko o tym jakie jesteśmy empatyczne, bo jesteśmy
    > również pasywnie rywalizujące ze sobą,

    Empatyczne źle wybranie przez mnie słowo, bo sugeruje jakąś bezinteresowną słabość, a nie o to chodzi. Kobiety nie są mniej agresywne od mężczyzn, ale mają mniejszą skonność do ryzyka, co jest raczej cechą pragmatyczną, nastawioną na mniejszez hipotetyczne straty. Dlatego nasza agresja pokazuje się w innej formie, głównie komunikacyjnej, bo w tym akurat jesteśmy genetycznie lepsze od facetów. Pielęgnowanie stosunków wynika też z pragmatyzmu, bo zmuszone byłyśmy ze względu na dzieci na współpracę pomiędzy członkami naszej grupy, dającej nam korzyści. Smutne jest, że to wspaniałe przystosowanie ewulucyjne ciągniesz w błoto pisząc o rywalizacji o pozycję w rodzinie. Byń może z nudów czasem nam odbija, ale w trudnych sytuacjach ciągle posiadamy naszą pragmatyczną siłę, co pokazuje przykład z trzeciego świata, gdzie banki kredyty na małą działaność gospodarczą nie udzielają facetom, ale kobietom. Faceci forsę przepiją, przechuljaą na dziwki, albo zainwestują w poronione pomysły, kobiety jednak mierzą siły na zamiary, inwestują w praktyczne przedsięwzięcia i nie tylko te kredyty spłacają, ale utrzymują przy tym całą rodzinę.



    > A obowiązki domowe, jak to nazywasz "drugi etat". Kobiety często same biorą na
    > siebie ten kierat bo "nikt tak jak ja nie posprząta" i "nikt lepiej nie zadba o
    > dzieci"

    Niefajne, to co piszesz, znowu przerzucasz odpowiedzielaność na te "upierdliwe kobiety", bo w łbach im się przewraca, gdy chcą mieć w domu czysto. Potrzeba estetycznego otoczenia jest jednak prawdziwą potrzebą i to, że faceci mogą żyć w brudzie, nie oznacza, że tak jest lepiej. I kobiety by sobie posprzątały, ale najczęściej po prostu nie mają siły i czasu, bo oczekiwania społeczne naszych czasów są dziś nie takie, że kobieta ma siedzieć w domu, a raczej takie, że powinna pracować zawodowo. A jak nie da rady przy tym wysprzątać sobie gniazdka, to jest sama sobie winna, bo powinna jak faceci czerpać przyjemność z kariery i tak jak facet rzucać skarpety pod kanapę. Głupia baba, mogła urodzić się facetem.


    > I nie o gonienie świata męskiego chodzi. Bo to nie jest męski świat, to jest św
    > iat przez nich zawłaszczony.

    Jak zwał tak zwał, ale to jest świat, w którym królują męskie wartości, docenia się męskie cechy traktując kobiece potrzeby z pogardą. Ok, dajmy tej kobiecie pracować, nawet jej zapłacimy za tę pracę, ale to ciągle jest na naszych męskich warunkach i ja się z tym nie zgadzam. I wiesz co, twoje "w zarabianiu pieniędzy nie ma niczego złego" jest po prostu durne. To mogło dotyczyć maszych babć, ale nawet nasze matki pracę uważały za coś naturalnego i nie sądzę, by dziejsza 40-latka wstydziła się, że dużo zarabia, bo "to takie niekobiece". Jest dokładnie odwrotnie, kobieta MUSI pracować, bo inaczej dostanie po łbie od innych kobiet, często także własnego faceta, a społeczeństwo nazwie ją leniwą babą, nawet jak ma w domu trójkę dzieci i zajęcia po kokardkę. Nazwijmy w końcu pracę domową i wychowanie dzieci wartościowym zajęciem, to może faceci sami zechcą tego spróbować. Podobno w Szwecji czy gdzieś tam, tak właśnie jest, facet idzie na tacierzyński i jest zachwycony, bo otwiera się przed nim nowy świat. Wielu mówi potem, że nie mieli pojęcia jak dużo przyjemności ma się z obcowania cały dzień z dzieckiem i nawet z pracy domowej, bo skąd mieli wiedzieć, gdy kobiety nie mogą się przyznać, że one to też lubią? Ja na przykład lubię gotować, no lubię, nic na to nie poradzę i jedzenie na mieście nie jest dla mnie alternatywą, lubię grzebać w kuchni, nawet jak powinnam w pogoni za karierą siedzieć cały dzień w pracy, jeść lunch w restauracji, a wieczorem dietę pudełkową. No nie chcę tak żyć i już, wolę już zarobić mniej pieniędzy.
  • nenia1 20.02.19, 00:18
    snakelilith napisała:

    > Smutne jest, że to wspaniałe przystosowanie ewulucyjne ciągniesz w błoto p
    > isząc o rywalizacji o pozycję w rodzinie.

    Och uwielbiam te twoja empatyczne kobiece szpileczki, ale to nie ja ciągnę w błoto, tylko kobiety, które tak robią, a że to dość nagminne wystarczy poczytać forum, chociażby z dzisiaj wątek barbibarbi. Walka o tron w kuchni to sytuacje nagminne.

    Co do mniejszej skłonności do ryzyka, to jak wszystko ma swoje plusy i minusy. Nie żyjemy w krajach trzeciego świata i mniejsza skłonność do ryzyka akurat w naszym świecie raczej utrudnia osiągnięcie sukcesu finansowego.

    > Niefajne, to co piszesz, znowu przerzucasz odpowiedzielaność na te "upierdliwe
    > kobiety", bo w łbach im się przewraca, gdy chcą mieć w domu czysto. Potrzeba es
    > tetycznego otoczenia jest jednak prawdziwą potrzebą i to, że faceci mogą żyć w
    > brudzie, nie oznacza, że tak jest lepiej.

    Widzisz, masz dość typowe podejście i od razu sądzisz, że przerzucam odpowiedzialność, oskarżam, że to niefajne. Ja to widzę zupełnie inaczej, właśnie fajne. A dlatego fajne, że mam na to wpływ, mogę to zmienić. Dopóki będę się bronić, udowadniając jaka jestem bez wad, estetyka, no perfekcyjna pani domu po prostu, dopóty wszelkie zmiany jakie będą mogły zaistnieć w mojej sytuacji będą zależały od innych.
    W momencie, w którym zauważę że ja sama nie jestem idealna, że jakaś sytuacja zależy od mojego zachowania, że być może to jaka jestem niezastąpiona i perfekcyjna powoduje, że jestem też nadgorliwa, dopiero wtedy będę mogła równocześnie coś zmienić. A najłatwiej zmienić siebie. Więc pytanie brzmi - co lepsze? Zauważyć mechanizm u siebie czy obruszać się na zły świat.

    A czy faceci mogą żyć w brudzie? Nie żyją, po prostu kobiety za nich sprzątają. Na każdym obozie harcerskim na jakim byłam męskie namioty zawsze wygrywały w konkursach czystości. W domach nie mają z kim rywalizować, bo i tak kobieta jest najlepsza i tak jak ona "nikt nie posprząta" i jeszcze "co wy byście beze mnie zrobili".

    > Jak zwał tak zwał, ale to jest świat, w którym królują męskie wartości, docenia
    > się męskie cechy traktując kobiece potrzeby z pogardą.

    Bzdury, po prostu faceci byli silniejsi, głównie fizycznie i zagarnęli śmietankę dla siebie, spychając kobiety do domów, do zależności i z dala od możliwości zarobkowych. Praca zawodowa, kariera, stanowiska, ambicje, władza to również kobiecy świat, ale z utrudnionym dla nas dostępem.
    Również poprzez stereotypowe przedstawianie kobiet jako opiekuńczych, uległych, miłych, delikatnych. Czy poprzez mówienie, że mężczyźni boją się silnych kobiet, gorzej się czują gdy mniej zarabiają itd.

    > Wielu mówi
    > potem, że nie mieli pojęcia jak dużo przyjemności ma się z obcowania cały dzień
    > z dzieckiem i nawet z pracy domowej, bo skąd mieli wiedzieć, gdy kobiety nie m
    > ogą się przyznać, że one to też lubią?

    Ale co ty opowiadasz, to poczytaj może co się pisze i mówi, gdy kobieta się przyzna, że woli pracę zawodową od zajmowania się dziećmi, albo, że czuje niechęć do dziecka, albo że nie chce karmić piersią. Zobacz sobie te wszystko słodkopierdzące cukierkowe zdjęcia z dziećmi (szczególnie małymi) na FB, te wszystkie ochy i achy a potem napisz jeszcze raz, że kobieta się nie może przyznać, że lubi obcowanie z dziećmi.

  • snakelilith 20.02.19, 01:04
    nenia1 napisała:

    > Widzisz, masz dość typowe podejście i od razu sądzisz, że przerzucam odpowiedzi
    > alność, oskarżam, że to niefajne. Ja to widzę zupełnie inaczej, właśnie fajne.

    Czepiasz się i rozmywasz wyszystko w indywidualnych popierduchach. Naturalnie, że uogólniałam, by było wiadomo, że chodzi mi o jakiś większy zbiór i większy społeczny problem, a nie o moją osobę. I mój facet też nie jest brudasem, piszę o zjawiskach. Ja się osobiście ze schematu wywinęłam nie decydując się na dzieci. Ciach, za jednym zamachem, mam milion problemów mniej i mogę się indywidualnie spełniać jak chcę. Kobiety dzieciate powinny mnie nie obchodzić, a jednak wkurza mnie społeczne deprecjowanie tradycjnych kobiecych ról i jeszcze bardziej mnie wkurza, a raczej smuci, że robią to kobiety. Jakieś przepychanki na temat tego, kto jest lepszy w kuchni nie ma z tym tematem nic wspólnego.


    > Bzdury, po prostu faceci byli silniejsi, głównie fizycznie i zagarnęli śmietank
    > ę dla siebie, spychając kobiety do domów, do zależności i z dala od możliwości
    > zarobkowych.

    Nie. Nie masz racji. Albo przynajmniej nie końca. Kobiety to nie są tylko słabsi męczyźni, kobiety są inne i to potwierdzają naukowe badania. Są inne, ale nie gorsze i pora by zacząć to akceptować. Słowa uległe, delikatne i miłe użyłaś ty, nie ja i dla mnie brzmią jak z noweli dla pensjonarek, dla mnie kobiety nigdy takie nie były. Ja widzę kobiety sfrustrowane, bo życie wymaga od nich za dużo, facet by padł, gdyby musiał ciągnąć tyle co baby. I oczywiście, że są kobiety, które nie sprawdzają się jako matki, sama nie mam tego instynktu macierzyńskiego, ale tak samo jak istnieją kobiety jak ja, istnieją także kobiety z drugiego końca i one też powinny mieć prawo do własnego szczęścia, a nie w imię dziwnie pojętej emancypacji muszą spełniać się także zawodowo i udawać, że potrafią utrzaskać wszystko. Dziwne to wszystko co piszesz jak z innej planety, ja mam bowiem wrażenie, że dziś kobiecie łatwiej przychodzi przyznanie się, że nmacierzyństwo było pomyłką i wolałyby zostać żeńskim Bezosem, niż to, że nie ma ambicji robienia kariery i woli być żoną przy mężu z gromadką dzieciaków.
  • chatgris01 20.02.19, 07:16
    snakelilith napisała:

    > Ja się osobiście ze schematu wywinęłam nie decydując się na dzieci. Ciach, za jednym zamachem, mam milion problemów mniej i mogę się indywidualnie spełniać jak chcę. Kobiety dzieciate powinny mnie nie obchodzić, a jednak wkurza mnie społeczne deprecjonowanie tradycyjnych kobiecych ról i jeszcze bardziej mnie wkurza, a raczej smuci, że robią to kobiety.

    Mogę się pod tym podpisać.
  • grru 20.02.19, 10:09
    A jakich reakcji spodziewasz się na wyznanie mężczyzny ze czuje niechęć do dziecka i żałuję że został ojcem? Takie samo tabu

    --
    Nadal jem gluten smile
  • kosmos_pierzasty 20.02.19, 00:26
    snakelilith napisała:

    \
    >
    > Empatyczne źle wybranie przez mnie słowo, bo sugeruje jakąś bezinteresowną słab
    > ość,

    Ej, bardzo mądrze piszesz, ale tu chyba wpadłaś sama w pułapkę, o której mówisz. Dlaczego emaptia ma być słabością? To chyba z męskiego punktu wodzenia, co najwyżej, i to w teorii, bo w praktyce niejeden korzysta na tym, że partnerka "wyczuje" sytuację i odpowiednio postąpi. Imo empatia jest siłą smile
  • snakelilith 20.02.19, 01:21
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Ej, bardzo mądrze piszesz, ale tu chyba wpadłaś sama w pułapkę, o której mówisz
    > . Dlaczego emaptia ma być słabością? T

    Nie jest, ale tak jest często traktowana. Spychana w kategorię miłej, uległej i słabej kobiety. A empatia to nie słabość, to wielka siła i przewaga. Kobiece cechy nie są słabością, a są tak właśnie w społeczeństwie widziane, dlatego kobiety nie chcą się do nich przyznawać. Kobiecość nie jest w modzie. A ja jestem kobietą, a to oznacza, że mam większą szansę na przetrwanie niemowlęctwa, wcześniej zaczynam mówić, wcześniej chodzić, mam wyższe społeczne kompetencje, lepiej czytam twarze oraz nonwerbalne sygnały, lepiej wyczuwam nastroje, więc mogę szybciej reagować, potrafię lepiej antycypować i czytać pomiędzy wierszami. Mam lepsze oceny w szkole. Mam wprawdzie słabszą wyobraźnię przestrzenną od chłopaków, ale za to lepiej odróżniam kolory i masz szerszy krąg widzenia na boki. Mam mniej testosteronu, więc moja skłonność do ryzyka jest mniejsza, co daje większe szansę przeżycia w okresie dojrzewania, ryzkiem jest dla mnie ciąża i połóg, ale jak przeżyję, to mogę mieć wieloktrotne orgazmy do późnej starości. wink
  • nenia1 20.02.19, 12:06
    snakelilith napisała:

    > Nie jest, ale tak jest często traktowana. Spychana w kategorię miłej, uległej i
    > słabej kobiety. A empatia to nie słabość, to wielka siła i przewaga. Kobiece c
    > echy nie są słabością, a są tak właśnie w społeczeństwie widziane, dlatego kob
    > iety nie chcą się do nich przyznawać.

    Masz swoją wizję świata i dyskutujesz staje z jej pozycji, nie zauważając, że ja nie krytykuję cech kobiecych a SYTUACJĘ w jakiej się znajdują w większości kobiety. To kobiety mają mniejsze zarobki, to kobiety mniej zarabiają, to kobiety mają więcej obowiązków domowych, to kobiety są częściej uzależnione ekonomicznie albo są ofiarami przemocy ekonomicznej, to kobiety mają śmieciowe emerytury, to kobiety zajmują się w domach osobami niepełnosprawnymi, chorymi, starymi i małymi dziećmi, wreszcie to zazwyczaj kobiety rezygnują z pracy na rzecz prowadzenia domu, co skutkuje całkowitą zależności finansową od męża, groszową emeryturą, brakiem zasiłku chorobowego w przypadku choroby czy brakiem prawa do zasiłku dla bezrobotnych.
    I z tym należy coś zrobić, zachwyt kobiecym światem owszem jest na kobiecym forum chwytliwy, ale to plus afirmacja darmowej pracy domowej niczego tu nie zmieni , moim zdaniem to utopia, mężczyźni nie zaczną przejmować domowych obowiązków bo będziemy dowodzić i dowartościowywać, że DARMOWE mycie podłóg i ścieranie kurzy jest takie cool.

    Po prostu przestańmy się bać walczyć o siebie i zacznijmy się cenić. Dlaczego kobiety mają niższe oczekiwania finansowe, dlaczego gdy jedna strona związku rezygnuje z pracy zawodowej to prawie zawsze jest to kobieta, dlaczego kobiety zgadzają się na wykonywanie większej części obowiązków domowych i tracą na to więcej czasu ( to praca darmowa)?

    To co ty postulujesz jest oczywiście dobre, tylko że to wyższy level, dobry w społeczeństwach gdzie już jest wysoki stopień równouprawnienia. Na razie jednak mamy taką rzeczywistość jaką mamy i wskazują na to też wszystkie badania międzykulturowe, kobiety pracujące poza domem są rzadziej narażone na agresję niż te, których praca wiąże się z ciągłą obecnością w domu oraz, że gdy osiągnięcia zawodowe kobiet są w porównaniu z osiągnięciami mężczyzn znacząco
    niskie znacząco wzrasta również ryzyko przemocy.

    Więc wybacz ale nie będę na razie afirmować w wielkim kręgu kobiet porzucania pracy zawodowej na rzecz jogi w domu i pielenia ogródka, bo jak do tej pory kończy się to dla kobiet nie najlepiej.
    Oczywiście nie wykluczam wyjątkowych indywidualnych przypadków, ale w ogólnej analizie większościowej nie ma się tu czym zachwycać.
  • kropkacom 20.02.19, 12:58
    Nenia, a co z decyzjami kobiet, które pracują? Czy pozwalają sobie na tak długą pracę co ich mężowie? Idą na urlop macierzyński? Biorą nadgodziny? Wyjazdy służbowe? Kto będzie siedział z dzieckiem kiedy ono zachoruje? Ugotuje obiad? To wszystko ma wpływ na rynek pracy. Może nawet większy (jeśli chodzi o racę kobiet) niż kobieta, której de facto na tym rynku nie widać.

    > Po prostu przestańmy się bać walczyć o siebie i zacznijmy się cenić. Dlaczego kobiety mają niższe oczekiwania finansowe, > dlaczego gdy jedna strona związku rezygnuje z pracy zawodowej to prawie zawsze jest to kobieta, dlaczego kobiety
    > zgadzają się na wykonywanie większej części obowiązków domowych i tracą na to więcej czasu ( to praca darmowa)?
  • nenia1 20.02.19, 14:31
    Ale ja piszę również o kobietach, które pracują. Ofiarami przemocy ekonomicznej padają przecież również kobiety pracujące, bo najczęściej to kobieta jest stroną mniej/mało zarabiająca, nisko płatne zawody zazwyczaj są zdominowane przez kobiety.
    Nierówny podział obowiązków domowych dotyczy również kobiet pracujących. Ogólnie stwierdzam, że kobiety za mało dbają o siebie, o swoje interesy.
  • snakelilith 20.02.19, 15:47
    nenia1 napisała:

    > Nierówny podział obowiązków domowych dotyczy również kobiet pracujących. Ogólni
    > e stwierdzam, że kobiety za mało dbają o siebie, o swoje interesy.

    Wyważasz moim zdaniem otwarte drzwi, bo nikt tu naprawdę nie neguje, że sytuacja kobiet jest ciągle niewesoła i nie ma mowy o pełnym równouprawieniu na rynku pracy. Ale oprócz frazesów o walce o swoje interesy nie podajesz żadnych rozwiązań i to jest to, w czym się z tobą nie zgadzam. Bo tam gdzie walka powoduje ciągle zbyt duży opór, nie ma co walić głową w ścianę i zmarnować sobie życie. Tam potrzeba inteligentniejszych systemowych rozwiązań i moim zdaniem nie jest to koniecznie jeszcze większe parcie kobiet do atrakcyjnych miejsc, które zajęte są przez mężczyzn, a rewolucja typu soft, czyli podniesienie rangi miejsc pracy (oraz płac), w których spotykamy głównie kobiety. A to da się tylko, jeżeli nie będziemy deprecjonować tradycyjch kobiecych prac, bo pewnych rzeczy nie zmienisz, większość dziewczynek i tak będzie sięgać po lalki, a nie po koparkę, czy samochód, to robią bowiem nawet samiczki małp człekokształtnych, podczas gdy samce wybierają ruszające się, techniczne zabawki. I nie ma w tym nic złego. Tylko nasza kultura traktuje typowo kobiece zainteresowania z pogardą, biologia i ewolucja nie wartościują.
  • nenia1 20.02.19, 17:41
    Ale zauważasz taką drobnostkę, że kobiety pracujące dokładnie na tych samych stanowiskach co mężczyźni i dokładnie w takich samym zawodach zarabiają mniej? I dzieje się tak we wszystkich branżach. Co więc pomoże twoja afirmacja rzekomo tradycyjnych kobiecych prac (tradycyjna kobieca praca - nauczyciel?) skoro w takich samych zawodach w jakich pracują również mężczyźni i tak kobiety zarabiają mniej.
    Nie wiem co to są typowo kobiece zainteresowania, ogólnie znam tak różne kobiety, z tak różnymi zainteresowaniami, że widzę więcej różnic między nimi niż między płciami.


  • danaide 20.02.19, 19:09
    Ostatnio usłyszałam gdzieś, że kobiety gorzej zarabiają, bo mężczyźni częściej i bez ceregieli proszą o podwyżkęwink Przetestowałam ostatnio na sobie - nie odważyłam siębig_grin
  • kobieta_z_polnocy 20.02.19, 22:43
    snakelilith napisała:

    > nenia1 napisała:
    >
    >
    > Wyważasz moim zdaniem otwarte drzwi, bo nikt tu naprawdę nie neguje, że sytuacj
    > a kobiet jest ciągle niewesoła i nie ma mowy o pełnym równouprawieniu na rynku
    > pracy. Ale oprócz frazesów o walce o swoje interesy nie podajesz żadnych rozwią
    > zań i to jest to, w czym się z tobą nie zgadzam. Bo tam gdzie walka powoduje ci
    > ągle zbyt duży opór, nie ma co walić głową w ścianę i zmarnować sobie życie. Ta
    > m potrzeba inteligentniejszych systemowych rozwiązań i moim zdaniem nie jest to
    > koniecznie jeszcze większe parcie kobiet do atrakcyjnych miejsc, które zajęte
    > są przez mężczyzn, a rewolucja typu soft, czyli podniesienie rangi miejsc pracy
    > (oraz płac), w których spotykamy głównie kobiety. A to da się tylko, jeżeli ni
    > e będziemy deprecjonować tradycyjch kobiecych prac, bo pewnych rzeczy nie zmien
    > isz, większość dziewczynek i tak będzie sięgać po lalki, a nie po koparkę, czy
    > samochód, to robią bowiem nawet samiczki małp człekokształtnych, podczas gdy sa
    > mce wybierają ruszające się, techniczne zabawki. I nie ma w tym nic złego. Tylk
    > o nasza kultura traktuje typowo kobiece zainteresowania z pogardą, biologia i e
    > wolucja nie wartościują.

    Ja się za nenię tu nie będę wypowiadać, ale wtrącę swój komentarz.
    Te afirmacje "kobiecych" zainteresowań i profesji to bardzo ładna i potrzebna idea, z którą się jak najbardziej zgadzam, ale...
    ..mam wrażenie, że to właśnie wiele kobiet deprecjonuje te profesje. Choćby żartowaniem nt. tego czym tak naprawdę różni się sprzątanie za pieniądze i sprzątanie we własnym domu. Każdy zdrowo myślący człowiek zdaje sobie sprawę, jak istotne dla funkcjonowania społeczeństwa są te typowo "kobiece" zajęcia, czy to okołorodzinne i okołodomowe, czy te związane z zarabianiem pieniędzy, lecz pieniędzy skandalicznie małych w stosunku do wagi pracy, patrz: pielęgniarki, opiekunki osób chorych, przedszkolanki, nauczycielki, itd. Tu nie chodzi o brak docenienia, a przynajmniej nie brak docenienia jest tu największym problemem. Największym problemem jest to, że tak ważne czynności są w zasadzie oddawane do dyspozycji społeczeństwa za bezcen. I społeczenstwo jest tak skonstruowane, że w przytłaczającej większości przypadków robią to kobiety.

    I to co mnie wydaje się, jeśli nie irytujące, to przynajmniej przygnębiające, to argumenty takie jak twoje padające z ust wolnej i wykształconej kobiety wychowanej w kulturze zachodniej. Nie odważę się krytykować zachowania kobiet żyjących w Afganistanie, czy tradycyjnych społecznościach afrykańskich, ale my - i nie ma tu znaczenia, czy mieszkamy w Polsce, Niemczech czy Szwecji - naprawdę mamy olbrzymie pole manewru. Nie, nie jest idealnie, zgadzam się, ale nie jesteśmy bezbronne. 100 lat samostanowienia, kulturowe tropy afirmujące kobiety i kobiecość, niezliczone inicjatywy mające na celu uświadomienie kobiet (i mężczyzn) nt. wszelakich postępowych idei i... co z tego wynika? Wciąż te same argumenty powtarzane do znudzenia - niedoceniane kobiety, mężczyźni szowiniści, itd., itp. To już przestaje brzmieć jak oskarżenie, a zaczyna raczej przypominać wymówki. Bo w sumie, co jeszcze można zrobić, by nam, kobietom, wreszcie pomóc? Jeszcze więcej inicjatyw? Jeszcze więcej polityki parytetowej? Jeszcze więcej kampanii społecznych? Bo jak czytam niektóre wypowiedzi, to mam wrażenie, że tak naprawdę jedyne, co "chcemy" to święty spokój i czas na jogę, spacery po lesie i afirmację teraźniejszości.
    W samych tych pragnieniach nie ma oczywiście nic złego, ale jak na razie nie mamy jeszcze robotów-niewolników, którzy by wszystkie niewdzięczne prace robiły za ludzi, więc na dzień dzisiejszy ktoś musi na te nasze wygodne życie bez pośpiechu zapracować.

    Przypominam, że założycielski post wyraźnie (choć też prowokacyjnie) precyzował, że chodzi jedynie o niepracujące matki dużych i zdrowych dzieci. A dyskusja błyskawicznie rozszerzyła się na niemal wszystkie niepracujące kobiety - bez i z dziećmi, w różnych sytuacjach życiowych.
  • nenia1 21.02.19, 09:03
    kobieta_z_polnocy napisała:


    > Nie, nie jest idealnie, zgadzam się, ale nie jesteśmy
    > bezbronne. 100 lat samostanowienia, kulturowe tropy afirmujące kobiety i kobie
    > cość, niezliczone inicjatywy mające na celu uświadomienie kobiet (i mężczyzn) n
    > t. wszelakich postępowych idei i... co z tego wynika? Wciąż te same argumenty p
    > owtarzane do znudzenia - niedoceniane kobiety, mężczyźni szowiniści, itd., itp.
    > To już przestaje brzmieć jak oskarżenie, a zaczyna raczej przypominać wymówki.

    No więc właśnie dokładnie o tym mówię. O poczuciu sprawczości własnej, o znalezienia w sobie odwagi i energii, o wierze w siebie, tylko znowu nie w aspekcie oskarżania kobiet, obwiniania ich itd. a bardziej uświadomienia sobie, ale takiego prawdziwego uświadomienia sobie, że od nas samych też coś zależy.
    W domu nie mieszka z nami trójgłowy smok tylko mężczyzna, którego wybrałyśmy na partnera, z którym żyjemy na co dzień, jeśli nawet boimy się prosić w pracy o podwyżkę, to przestańmy na początek traktować facetów jak jajko czy kretynów, którzy nie mogą przejąć obowiązków domowych, bo nie wiedzą jak włączyć pralkę. Nikt tego za nas nie zrobi.
  • kosmos_pierzasty 21.02.19, 10:41
    nenia1 napisała:

    >O poczuciu sprawczości własnej, o znalez
    > ienia w sobie odwagi i energii, o wierze w siebie,

    I to jest fajne podejście, tylko nie rozumiem, czemu uważasz, że Ty, masz te cechy, a kobieta, która wybiera inne życie ich z całą pewnością nie ma. W sytuacjach, o których wcześniej wspominałaś, gdy ten wybór poniekąd wynika z warunków, on nadal jest wyborem - może być kierowany troską, innymi priorytetami, itp. Kurczę, my jako kobiety, nie jesteśmy klonami. Odmawiania poczucia sprawczości kobiecie, tylko dlatego, że żyje inaczej, trochę zalatuje postawą, że moje jest najmojsze. A wiem, że Ty akurat zazwyczaj z takimi rzeczami nie wyskakujesz, więc czemu akurat tutaj?
    Powtórzę, imo by znieść ograniczenia, przez które może część kobiet wybiera opiekę nad bliskimi zamiast pracy zawodowej, potrzebne jest przede wszystkim wydolne państwo, a nie wmawianie, że skoro mają inne priorytety, to brak im poczucia sprawczości i wiary w siebie. Przynajmniej ja tak to widzę.
  • nenia1 21.02.19, 13:41
    kosmos_pierzasty napisała:

    > I to jest fajne podejście, tylko nie rozumiem, czemu uważasz, że Ty, masz te ce
    > chy, a kobieta, która wybiera inne życie ich z całą pewnością nie ma.

    Ale co wybiera? Niższe wynagrodzenie za tą samą pracę? Więcej godzin na prace domowe?
    Wkładania energii w karierę męża zamiast własną, pomimo częstokroć lepszego wykształcenia?
    Rezygnację z pracy by opiekować się chorym dzieckiem albo teściową staruszką, bo kobiety mniej zarabiają i rozsądniej jest nie rezygnować z wyższego wynagrodzenia męża?
    Groszową czy zerową emeryturę?

    > najmojsze. A wiem, że Ty akurat zazwyczaj z takimi rzeczami nie wyskakujesz, wi
    > ęc czemu akurat tutaj?

    Bo akurat tutaj sytuacja kobiet jest zła. Ty patrzysz poprzez jednostkowy pryzmat, swój własny, a ja patrzę poprzez ogólne zjawisko, które w efekcie doprowadza do gorszej sytuacji kobiet, w tym również mojej i mojej córki. Nawet jeśli obie mamy pewne cechy to i tak musimy wydatkować więcej energii, żeby walczyć o swoje. Bo przyjdzie do mojego zawodu jedna z drugą i z wrodzoną nieśmiałością zaniży ceny, a potem ja muszę walczyć czy to z pracodawcą, czy z klientem o wywindowanie jej z powrotem. Albo mama wpoi synkowi, że facet w domu nie pracuje.

    > Powtórzę, imo by znieść ograniczenia, przez które może część kobiet wybiera opi
    > ekę nad bliskimi zamiast pracy zawodowej, potrzebne jest przede wszystkim wydol
    > ne państwo, a nie wmawianie, że skoro mają inne priorytety, to brak im poczucia
    > sprawczości i wiary w siebie.

    No cóż, mam inny charakter i już tłumaczyłam, po pierwsze nie lubię czekać, aż państwo coś mi zorganizuje, bo się mogę nie doczekać, po drugie nie traktuję tego jako wmawianie sobie czy komuś braków, obarczania się winą itd. ale jako diagnozę, bo tylko tak mogę coś zmienić.
    Twierdzisz, że kobiety mają wiarę w siebie? Zobacz, jesteś kolejną osobą, która odbiera moje słowa jak oceny, wmawianie czegoś, ktoś inny pisał też o winieniu kobiet. Choć kolejny raz tłumaczę swój punkt widzenia.
    To nie świadczy o wierze w siebie, ale o przewrażliwieniu.
  • kosmos_pierzasty 21.02.19, 14:00
    Cóż.. Widać różnie to widzimy. Tak, uważam, że można z wyboru zrezygnować z pracy, by opiekować się lub wspierać kogoś bliskiego. Można mieć taki system wartości. I to nie jest coś, co wymaga zmiany, bo nie jest on ani gorszy ani lepszy od innego ustawienia priorytetów.

    Brak równouprawnienia na rynku pracy jest oczywisty. Ale sytuacja się poprawiła, poprawia i mam nadzieję, że w przyszłości poprawi.

    Ja na nic nie czekam. Natomiast, dostrzeganie słabości systemu i szukanie rozwiązań w innym miejscu niż Ty je widzisz świadczy jedynie o innym pomyśle na rozwiązanie problemu i innym podejściu, o niczym więcej.

    Nie wiem też, czemu uważasz, że ja patrzę z perspektywy jednostkowej, a Ty ogólnej. Miałabym przeciwne zdanie smile

    A co do przewrażliwienia - nie odczytujesz swoich postów obiektywnie, z przyczyn oczywistych, więc skoro kolejna osoba zwraca uwagę, że brzmią nie całkiem tak, jak zamierzyłaś, to może jednak mają taki rys, jak piszą inni? Wzięłaś to pod uwagę?
    Stawki... gdy prowadziłam firmę miałam jedne z najwyższych na rynku, teraz też mam b. wysokie. I jestem przekonana, że nie tylko Ty czy ja cenimy swoją pracę. Do kogo więc apelujesz? Jesteś pewna, że akurat tutaj te osoby Twoje nawoływanie odczytają?

    A już diagnozowanie kogokolwiek w kwestii samooceny, bo tak, a nie inaczej odczytuje Twoje wypowiedzi, to... no nie skomentuję, bo Cię lubię smile
  • nenia1 21.02.19, 14:17
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Cóż.. Widać różnie to widzimy. Tak, uważam, że można z wyboru zrezygnować z pra
    > cy, by opiekować się lub wspierać kogoś bliskiego.

    Ale ja też uważam, że można. Zastanawiam się jedynie dlaczego stroną rezygnującą jest prawie zawsze kobieta.

    > Natomiast, dostrzeganie słabości systemu i szukanie rozwi
    > ązań w innym miejscu niż Ty je widzisz świadczy jedynie o innym pomyśle na rozw
    > iązanie problemu i innym podejściu, o niczym więcej

    Zazwyczaj złożony problem, a ten taki jest, rozwiązuje się na różne sposoby niekoniecznie sprzeczne, czy wzajemnie się wykluczające. Przeciwnie, wdrożenie jednego i drugiego sposobu najczęściej przyśpiesza uzyskanie optymalnych efektów.

    > , jak zamierzyłaś, to może jednak mają taki rys, jak piszą inni? Wzięłaś to pod
    > uwagę?

    Zawsze biorę pod uwagę wypowiedzi innych, chyba że są celowo złośliwe, i nie traktuję ich jak wbijania mnie w winę czy szukanie we mnie wad, tylko jako możliwość lepszego wglądu w siebie, wskazówki, które pozwolą mi lepiej trafiać do celu, możliwość rozwoju. Być może wyrażam się nieprecyzyjnie, być może inne kobiety na tym forum zbyt często chcą umniejszać i potem wszystko się kojarzy, ale wydawało mi się, że tłumaczyłam parokrotnie. Ja w ogóle nie traktuję jako coś dobrego wbijania ludzi w winę, ale równocześnie nie lubię udawania, że czegoś nie ma, bo wtedy nie ma szansy się zmienić, lepiej żyć czy działać.

    > Do kogo więc apelujesz? Jesteś pewna, że akurat tutaj te osoby Twoje nawoływa
    > nie odczytają?

    Nie apeluję, pytasz więc odpowiadam. Nie wiem kto to czyta, różne osoby. Nie będziemy chyba teraz udowadniać, że wszystkie kobiety mają b. wysokie stawki, przechodzą do mnie ludzie z innych firm i widzę co się dzieje na rynku. Zresztą mam za sobą doświadczenia pracy na etacie z kobietami i widziałam w praktyce jak to wygląda.
  • kropkacom 20.02.19, 16:03
    Przemoc ekonomiczna to tylko i aż jeden problem. Osobiście nie zgadzam się jednak z odłamem feminizmu, który chce odbierać kobietom wybór. To już było. Podziękuję, postoję. Z czego nadal uważam, że rynek pracy zależy od wyborów kobiet, które już w nim są.
  • pade 20.02.19, 14:17
    Zauważ Neniu, jak wiele osób wyraziło opinię, że chętnie "siedziałoby" w domu ale nie mogą sobie na to pozwolić.
    Zresztą temat wątku dotyczy kobiet domowych, a nie pracujących. I deprecjonowania zajęć domowych i opieki nad dziećmi. A nie pracy zawodowej, którą większość wypowiadających się wykonuje.
    Nikt nie namawia Cię do afirmacji jogi w domu i pielenia ogródka. Nikt Cię do niczego nie namawia. Ty masz swój punkt widzenia, kobieta z dwójką-trójką dzieci, domem i pracą, która niezbyt ją satysfakcjonuje - ma swój.
    Docenienie pracy domowej jest bardzo istotne. Choćby dlatego, że to jest po prostu praca. Wymagająca nierzadko większego wysiłku niż np. praca biurowa i zajmująca czas. A Ty idziesz w kierunku: podzielcie się obowiązkami z mężczyznami i róbcie to, co oni. Co nie zawsze jest możliwe, np. to podzielenie się, albo wykonywanie pracy zawodowej za taką samą pensję co mężczyźni. Dla mnie takie myślenie wywiera na kobiety presję "postarajcie się jeszcze bardziej", albo w depresję "widziały gały co brały" i nie wiem co jest gorsze.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • nenia1 20.02.19, 14:47
    Błędnie to odbierasz, w sumie to dość smutne, że tyle kobiet odbiera to personalnie, jak wyrzut. To nie jest wyrzut, to pewna diagnoza, oczywiście może być błędna, ale mam też pewien wgląd we własne życie i widzę jak to wygląda w praktyce. Ja ogólnie nie mam podejścia, że jak zauważę, że coś nie działa, to jest to moja "wina", albo czyjaś "wina". Nie, to jest tylko diagnoza zjawiska, bo każde zjawisko ma przyczyny. Nie chodzi o obarczanie winą, ale o możliwość zmiany. Zgodzisz się ze mną, że nie zmienia się czegoś doskonale funkcjonującego, bo po co. Ale skoro widzę, czytam, słyszę, że kobiety pracują WIĘCEJ, ale zarabiają MNIEJ, są bardziej przeciążone obowiązkami domowymi, tkwią w toksycznych związkach, są ofiarami przemocy ekonomicznej, mają gorsze emerytury, gorsze pensje, częściej dotyka je bieda, zazwyczaj one rezygnują z pracy - to helloł, no coś chyba nie gra?

    Ja tak działam w życiu, może niesłusznie, nie wiem, ale ogólnie nie narzekam. Jak coś daje kiepskie efekty diagnozuję i zmieniam to. Nikt nie jest ideałem i nie ma ci się obarczać, tu chodzi o sprawne, lepsze funkcjonowanie a to wymaga otwartości na rzeczywistość i na zmiany.
    Lubię czuć sprawczość po swojej stronie, mieć poczucie, że mogę coś zmienić. Dlatego jak nie myślę, w kategoriach o których piszesz "ale jesteś beznadziejna, postaraj się bardziej" a myślę, "gorzej wychodzisz na tym układzie, więc go zmień". Nie wiem dlaczego widzisz w tym depresję, presję i co tam jeszcze. Dla mnie jest tam energia, poczucie mocy i światełko na końcu tunelu. Coś mogę zmienić, ja sama.
    Oczywiście świata nie zmienię, ale już swoją małą rzeczywistość w jakimś stopniu mogę. Chociażby zaczynając od tego, że w domu będzie równy podział obowiązków, a nie jak do tej pory pokazują statystyki, że deklaracje jedno a rzeczywistość drugie i to kobiety zasuwają na drugim etacie w domu.
  • pade 20.02.19, 14:58
    Neniu, ja mam już swoje lata, różne konfiguracje praca-dom za sobą i mogę z swojego punktu widzenia powiedzieć tyle, że rozumiem kobiety, które mają te dwa etaty, bo tak się czasem układa życie, nie ma w tym niczyjej winy, ani męża, ani żony. Wystarczy brak mieszkania na starcie plus kryzys ekonomiczny w państwie, albo zmiana systemu, plus dziecko wymagające czasowo większej opieki i już facet spędza prawie cały dzień w pracy a kobieta po etacie leci z wywieszonym językiem do następnej pracy, tej darmowej. Tylko tyle i aż tyle.
    Oczywiście, młode kobiety warto uświadamiać, warto im mówić, żeby się kształciły, ceniły w pracy, dzieliły obowiązkami z mężczyznami. Zwłaszcza te, które w pracy zawodowej widzą swoje spełnienie.
    Ale są tez takie, które sens swojego życia upatrują gdzie indziej. I to nie oznacza, że z automatu stają się darmowymi służącymi. Bo ich praca, np. na rzecz rodziny, choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość na wartość i sens i nawet podlega wyceniesmile

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • nenia1 20.02.19, 15:07
    pade napisała:

    > Neniu, ja mam już swoje lata, różne konfiguracje praca-dom za sobą i mogę z swo
    > jego punktu widzenia powiedzieć tyle, że rozumiem kobiety, które mają te dwa et
    > aty, bo tak się czasem układa życie, nie ma w tym niczyjej winy, ani męża, ani
    > żony.

    Dwie uwagi do użytych tu słów "tak się czasem układa". Właśnie "czasem", tylko, że tu nie ma "czasem kobieta", "czasem mężczyzna". Tu praktycznie zawsze w gorszej sytuacji jest kobieta. Tu nie można mówić o przypadkowości, która zdarza się czasem. Tu jest ciągle ten same schemat. Kobiety są w gorszej sytuacji materialnej.
    Druga uwaga, moim zdaniem niepotrzebnie skupiasz się na "winie". Powtarzam, to nie chodzi o oskarżenie i winnych, to chodzi o możliwość zmiany. Nie zmienisz się, niczego nie zmienisz, jeśli będziesz sądziła, że wszystko zależy od "świata" a to, że coś chcesz zmienić, jest przyznaniem się do winy.

    > Ale są tez takie, które sens swojego życia upatrują gdzie indziej. I to nie ozn
    > acza, że z automatu stają się darmowymi służącymi. Bo ich praca, np. na rzecz r
    > odziny, choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość na wartość i sens i nawet po
    > dlega wyceniesmile

    Ależ niech widzą, problem jednak powraca jak bumerang - dlaczego tego sensu nie widzą ludzie, tylko prawie wyłącznie kobiety? Które en masse gorzej na tym w efekcie wychodzą.
  • pade 20.02.19, 15:11
    "Ależ niech widzą, problem jednak powraca jak bumerang - dlaczego tego sensu nie widzą ludzie, tylko prawie wyłącznie kobiety? Które en masse gorzej na tym w efekcie wychodzą."
    Kobiety to też ludzie.
    Widać taki dają przekaz mężczyznom i innym kobietom "moja praca jest nic nie warta, nie to co twoja, zawodowa".

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • pade 20.02.19, 15:13
    Wina w tym sensie, że nie zawsze da się zmienić warunki startowe. Nie zawsze ma się wpływ na rzeczywistość. Jest jak jest.
    To jest oczywiście napisane na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał ochotę wrzucić "widziały gały co brały", albo "nie chciało się nosić teczki..", albo "trzeba było..".

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • pade 20.02.19, 15:08
    I jeszcze jedno, ja nie odebrałam tego co piszesz jak wyrzut.
    Tak, kilkanaście lat temu, gdy "siedziałam" z córką w domu (dorabiając, zajmując się domem, HNB, i synem z dysleksją-codzienna praca nad lekcjami) czułam się nierobem i pasożytem czytając podobne wątki na ematce. Czułam się winna, że jestem leniwa, że zamiast iść do pracy "siedzę" w domu z trzyletnią córką. Nikt mi nie powiedział: kobieto! obudź się, zasuwasz jak mały motorek, dom zadbany, dzieci wypieszczone, dopilnowane, nie masz w ogóle czasu dla siebie i ty masz siebie za lenia?? Nie, ja tego nie usłyszałam, za to komentarzy w stylu "to Ty jeszcze w domu siedzisz? a poszłaś już w końcu do pracy?" albo najlepiej, moja teściowa: "nie przyznawaj się babci, ze nie pracujesz", całe mnóstwo. Plus wątki na ematce, w których słowo pasożyt i jego synonimy pojawiały się w takich wątkach regularnie.
    I w takiej rzeczywistości jaką miałam, moja zmiana na lepsze polegałaby nie na pójściu do pracy jak najszybciej, nie na zaangażowaniu męża w obowiązki domowe (po 20 niewiele da się zrobić) ale na przekonaniu, że to, co robię ma dużą wartość. Może nie dla społeczeństwa, ale dla mojej rodziny na pewno. Choć społeczeństwo na dobrze wychowanych i zadbanych dzieciach też skorzystasmile

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • nenia1 20.02.19, 15:17
    pade napisała:

    > Tak, kilkanaście lat temu, gdy "siedziałam" z córką w domu (dorabiając, zajmują
    > c się domem, HNB, i synem z dysleksją-codzienna praca nad lekcjami) czułam się
    > nierobem i pasożytem czytając podobne wątki na ematce. Czułam się winna, że jes
    > tem leniwa, że zamiast iść do pracy "siedzę" w domu z trzyletnią córką.

    No i bardzo źle. Tu jest forum, kobiece forum. Oczywiście możemy sobie teraz ładnie mówić o empatii, dbaniu o dobre relacje, opiekuńczości kobiet, i faktycznie, tak też bywa/jest, ale może faktycznie dla wielu kobiet forum jest jak muszla klozetowa, wreszcie mogą wyrzygać swoje frustracje pokazując innej, że jest gorsza. Dla mnie to coraz bardziej odstręczające od forum zjawisko, mamy wątek o marnowaniu czasu, no więc właśnie dla mnie to jest marnowanie czasu, wykazać komuś, że jego wybór jest do dupy. Ale ok, ludzie mają różne rozrywki, natomiast absolutnie nigdy nie powinnaś się przejmować. A już na pewno nie opiniami w internecie.

    To o czym piszesz jest dla mnie pokłosiem tego o czym ja piszę. Kobiety też mają swoje ambicje, potrzebę władzy, potrzebę znaczenie, ale zredukowano nas trochę, trochę same się redukujemy z różnymi potrzebami, pragnieniami, a potem, zupełnie bez sensu, mścimy się na sobie i zyskujemy lepsze samopoczucie dopeirdalając drugiej.

    Tak, wiem, przeklinam smile Pozdrawiam bo muszę wracać do pracy, a tak się ciekawie rozmawia smile
  • pade 20.02.19, 15:28
    "To o czym piszesz jest dla mnie pokłosiem tego o czym ja piszę. Kobiety też mają swoje ambicje, potrzebę władzy, potrzebę znaczenie, ale zredukowano nas trochę, trochę same się redukujemy z różnymi potrzebami, pragnieniami, a potem, zupełnie bez sensu, mścimy się na sobie i zyskujemy lepsze samopoczucie dopeirdalając drugiej. "
    Zredukowałyśmy się z potrzebami ale też same się redukujemy nawzajem epitetami "kura domowa", leń, pasożyt, a potem się dziwimy, że nikt naszej pracy nie szanuje. No bo jak ma szanować, jak same jej nie szanujemy?
    Miłej pracysmile

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • danaide 20.02.19, 20:01
    Pade - nie miałam teściowej to sobie sprawiłam ematkę...big_grin
  • pade 21.02.19, 10:10
    big_grin

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • chatgris01 20.02.19, 15:23
    nenia1 napisała:

    > Lubię czuć sprawczość po swojej stronie, mieć poczucie, że mogę coś zmienić. Dlatego jak nie myślę, w kategoriach o których piszesz "ale jesteś beznadziejna,
    > postaraj się bardziej" a myślę, "gorzej wychodzisz na tym układzie, więc go zmień".

    Sporo kobiet w Europie zmieniło to sobie w ten sposób, że nie chcą mieć dzieci. Co na dłuższą metę nie jest korzystne dla społeczeństwa, negatywne skutki już są widoczne (z różnym nasileniem w zależności od państw i prowadzonej przez nie polityki w tej dziedzinie), a będzie jeszcze gorzej. O wiele korzystniej by społeczeństwa wyszły na docenieniu (WRESZCIE!) ciężkiej, niewdzięcznej i niedocenianej pracy kobiet dla domu i rodziny (nie tylko dzieci, niedołężnych seniorów również). Bo tak jak jest teraz, to coraz więcej młodych kobiet stwierdza: NIE MA GŁUPICH!
    O.
  • nenia1 20.02.19, 15:32
    Poważnie? Z mojego punktu widzenia ograniczenie przyrostu naturalnego jest jednak bardziej korzystne niż niekorzystne. Ale ja nie jestem zwolennikiem przekonania, że człowiek jest królem wszelkiego stworzenia i ma czynić sobie ziemię poddaną.
    Zresztą akurat we Francji wcale nie jest źle, ma jeden z największych przyrostów naturalnych a jednocześnie wysoki odsetek kobiet pracuje zawodowo.
  • pade 20.02.19, 15:39
    Jeśli w Europie jeszcze bardziej spadnie przyrost naturalny, to nasze wnuki będą miały ciemniejszy niż my kolor skóry. Nie wiem czy to takie korzystne.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kropkacom 20.02.19, 15:59
    Wrócimy do korzeni.
  • pade 20.02.19, 14:34
    "To kobiety mają mniejsze zarobki, to kobiety mniej zarabiają, to kobiety mają więcej obowiązków domowych, to kobiety są częściej uzależnione ekonomicznie albo są ofiarami przemocy ekonomicznej, to kobiety mają śmieciowe emerytury, to kobiety zajmują się w domach osobami niepełnosprawnymi, chorymi, starymi i małymi dziećmi, wreszcie to zazwyczaj kobiety rezygnują z pracy na rzecz prowadzenia domu, co skutkuje całkowitą zależności finansową od męża, groszową emeryturą, brakiem zasiłku chorobowego w przypadku choroby czy brakiem prawa do zasiłku dla bezrobotnych.
    I z tym należy coś zrobić,"
    No własnie. Może należy w końcu mówić o tym, jak wielką wartość ma praca w domu, opiekowanie się niepełnosprawnymi, chorymi, dziećmi itd. Jak bardzo kobiety wyręczają państwo, ile rodzina na tej opiece własnej zaoszczędza.
    Państwo nawet zaczęło to doceniać vide emerytura dla matek z czwórką dzieci.

    "I z tym należy coś zrobić, zachwyt kobiecym światem owszem jest na kobiecym forum chwytliwy, ale to plus afirmacja darmowej pracy domowej niczego tu nie zmieni , moim zdaniem to utopia, mężczyźni nie zaczną przejmować domowych obowiązków bo będziemy dowodzić i dowartościowywać, że DARMOWE mycie podłóg i ścieranie kurzy jest takie cool. "

    W jednym zdaniu piszesz "zacznijmy się cenić", w kolejnym "nie udawajmy, że darmowe ścieranie kurzy jest takie cool". Cóż, właśnie oceniłaś pracę i wysiłek związany z obowiązkami domowymi jako nic nie warte bo darmowe.
    Opieka nad chorym, czy nad małymi dziećmi też jest w takim razie nic nie warta, bo darmowa. Ale jak chorym zaopiekuje się pani Kazia przez cztery godziny dziennie, to jej praca ma wartość, bo jej się płaci, bo ona zarabia. To samo z opiekunką do dziecka, z panią sprzątającą, z ogrodnikiem..

    "Dlaczego kobiety mają niższe oczekiwania finansowe, dlaczego gdy jedna strona związku rezygnuje z pracy zawodowej to prawie zawsze jest to kobieta, dlaczego kobiety zgadzają się na wykonywanie większej części obowiązków domowych i tracą na to więcej czasu ( to praca darmowa)? "
    Nie mają niższych oczekiwań finansowych, dostają tyle ile im chce zapłacić pracodawca, czasami godzą się na bardzo niskie stawki, bo nie mają wyjścia. Gdy jedna ze stron rezygnuje z pracy zawodowej to jest to najczęściej kobieta, która uważa, że będzie bardziej "użyteczna" w domu, niż w niskopłatnej pracy, że dom, rodzina tylko na jej pracy domowej skorzystają, że rodzina będzie zaopiekowana, będzie mniej stresu i pośpiechu w życiu.
    Kobiety biorą na siebie więcej obowiązków domowych, bo mają zazwyczaj wyższe wymagania estetyczne niż mężczyźni, więcej widzą i stawiają sobie poprzeczkę wyżej niż oni. Poza tym, kobiety z ich otoczenia podwyższają im te poprzeczki jeszcze bardziej, deprecjonując obowiązki domowe z jednej strony a z drugiej stawiając im wygórowane wymagania - mąż nie ma wyprasowanej koszuli -wina kobiety, dziecko ma kłopoty w szkole-wina kobiety, nie ma ciepłego obiadu-wina kobiety. Jak dodamy do tego komunikat :"zacznij się w końcu cenić kobieto, zarabiaj tyle co facet" to można się pochlastaćbig_grin

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • grru 20.02.19, 14:38
    Są badania pokazujące, że mają niższe oczekiwania finansowe. To znaczy pytane o to, ile chcą zarabiać na danym stanowisku podają kwotę niższą niż mężczyzna i oczywiście tyle dostają. To nie oznacza, że gdyby podały wyższą stawkę nie dostałyby więcej pieniędzy. Po prostu jak jest budżet na dane stanowisko powiedzmy do 8 tysięcy, a ktoś mówi, że chce 5 to pracodawca się cieszy i korzysta.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • pade 20.02.19, 14:45
    grru napisał(a):

    > Są badania pokazujące, że mają niższe oczekiwania finansowe. To znaczy pytane o
    > to, ile chcą zarabiać na danym stanowisku podają kwotę niższą niż mężczyzna i
    > oczywiście tyle dostają. To nie oznacza, że gdyby podały wyższą stawkę nie dost
    > ałyby więcej pieniędzy. Po prostu jak jest budżet na dane stanowisko powiedzmy
    > do 8 tysięcy, a ktoś mówi, że chce 5 to pracodawca się cieszy i korzysta.
    >

    Z tego co wiem to pensje są utajnione. Mój zawód z kolei wykonują głownie kobiety, niby jak miałabym się dowiedzieć od mężczyzny ile mogłabym zarabiać, gdybym nosiła spodnie?smile


    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kosmos_pierzasty 20.02.19, 14:47
    pade napisała:

    >, to ko
    > biety zajmują się w domach osobami niepełnosprawnymi, chorymi, starymi i małymi
    > dziećmi, wreszcie to zazwyczaj kobiety rezygnują z pracy na rzecz prowadzenia
    > domu,

    Też dla mnie np. krokiem w stronę realnego równouprawnienia na rynku pracy nie jest wyganianie kobie z domów i tłumaczenie, jakie są zacofane, jeśli nie tak wyobrażają sobie swoje życie, a przede wszystkim sprawne i wydolne państwo, gdzie nie ma problemu z opieką nad dziećmi, starszymi czy chorymi. To jest dramat. Bo tu system jest niewydolny. Gdyby był, to pewnie, część z tych pań, które okoliczności zmuszają do zostania w domu, poszłaby do pracy, ale od pozostałych nadal należałoby się odstosunkować i uszanować ich decyzję.
  • nenia1 20.02.19, 15:00
    pade napisała:

    > No własnie. Może należy w końcu mówić o tym, jak wielką wartość ma praca w domu
    > , opiekowanie się niepełnosprawnymi, chorymi, dziećmi itd. Jak bardzo kobiety w
    > yręczają państwo, ile rodzina na tej opiece własnej zaoszczędza.
    > Państwo nawet zaczęło to doceniać vide emerytura dla matek z czwórką dzieci.

    No dobrze, ale dlaczego piszesz kobiety? Powinno być ludzie. I o to chodzi. Tymczasem faktycznie są to prawie zawsze kobiety. Nie wtłaczajmy kobiet w pewne schematy.

    > W jednym zdaniu piszesz "zacznijmy się cenić", w kolejnym "nie udawajmy, że dar
    > mowe ścieranie kurzy jest takie cool". Cóż, właśnie oceniłaś pracę i wysiłek zw
    > iązany z obowiązkami domowymi jako nic nie warte bo darmowe.

    To są proste czynności domowe, każdy je może wykonać, nie chodzi o to by nie szanować pracy, ale dlaczego mają duży potencjał, lepsze wykształcenie, wykonujemy jako płeć najprostsze prace, darmowa albo za niższe pieniądze. Wmawianie panom, jakie to cudowne nie spowoduje nagle, że rzucą się do odkurzacza czy szmatki. Nie tędy droga do zmian.

    > Nie mają niższych oczekiwań finansowych, dostają tyle ile im chce zapłacić prac
    > odawca, czasami godzą się na bardzo niskie stawki, bo nie mają wyjścia.

    No tak jest najprościej, ale to chyba wynika z naszego innego podejścia do życia. Pewnie rozpatrujesz to w kategorii "winy" i chcesz ją przerzucić na świat zewnętrzny. I jakimś stopniu tak, zależymy od świata zewnętrznego, ale też jest prawdą, że same podajemy niższe wynagrodzenie niż mężczyźni, nie sięgamy po wyższe stanowiska, nie upominamy się o podwyżki, a potem leci już konsekwentnie - skoro mniej zarabiamy to my bierzemy opiekę na dzieci, częściej rezygnujemy z pracy itd. itd. koło się zamyka.

    > Kobiety biorą na siebie więcej obowiązków domowych, bo mają zazwyczaj wyższe wy
    > magania estetyczne niż mężczyźni, więcej widzą i stawiają sobie poprzeczkę wyże
    > j niż oni.

    Nie no, żarty...wszyscy moi ulubieni malarze to mężczyźni, a świat mody, rzeźby, architektury, plakatu, fotografii. Już nie mówiąc o tym, że to przecież tradycyjnie za wzrokowców uważa się facetów, i to my malujemy się dla nich, a nie oni dla nas.

  • pade 20.02.19, 15:22
    Nigdy się nie malowałam dla faceta. Mój mąż woli mnie bez makijażu. I on, i mój brat, ojciec sami zgodnie stwierdzają, że NIE WIDZĄ bałaganu czy brudu w miejscach, które ja widzę niejako automatycznie. Znam ich już trochę i ostatnio w końcu uwierzyłam, że to nie lenistwo, a faktycznie wybiórcze, albo ograniczone widzenie. Może jakieś klapki mają na oczach?smile
    Ja mam bardzo dobrą orientację w terenie i wyobraźnię przestrzenną a to jest ponoć "męska" cecha.
    Tak więc, od każdej reguły są wyjątki.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • snakelilith 20.02.19, 15:59
    pade napisała:

    > Ja mam bardzo dobrą orientację w terenie i wyobraźnię przestrzenną a to jest po
    > noć "męska" cecha.

    Jedno z drugim nie ma nic wpólnego, mam znakomitą orientację w terenie, potrafię czytać mapy, nawet te żołnierskie (PO w szkole) i nie zgubię się ani w mieście, ani w lesie, ale wyobraźnię przestrzeną mam (potwierdzone psychologicznym eksperymentem na uniersytecie) poniżej przeciętnej męskiej. Wyobraźnia przestrzenna to jest bowiem to, gdy potrafisz obrócić mentalnie skomplikowaną figurę geometryczną i wiesz, jak będzie ona wtedy wyglądała. I oczywiście, że kobiety też dają sobie z tym radę, ale mężczyźni rozwiążą to szybciej. Tak samo jak mężczyźni mają gorsze wyczucie do różnych odcieni danego koloru. Tu ja mam na przykład maksymalną liczbę punktów, typowo kobieca umiejętność, mężczyźni wypadają o wiele gorzej, co nie znaczy, że nie rózróżniają kolorów, tu chodzi o tzw. niuanse. W normalnym ogarnianiu życia te męskie, czy kobiece wady/zalety nie grają aż tak dużej roli, ale faktem jest, że istnieją.
  • kobieta_z_polnocy 19.02.19, 21:25
    snakelilith napisała:

    > nenia1 napisała:
    >
    > > Model partnerski, moim zdaniem, najbliższy ideału. W większości przypadkó
    > w najl
    > > epiej sprawdza się w życiu równowaga. To jednak zupełnie coś innego niż m
    > odel,
    > > w którym kobiety "z wyboru" opiekują się latami domem i dziećmi, a jedyną
    > pracu
    > > jącą zawodowo na wszystkich osobą jest mężczyzna.
    >
    > Owszem, ale do takiego modelu nie wystarczy tylko poprawa sytuacji ekonomicznej
    > tak, by praca na część etatu dawała zabezpieczenie materialne. Do tego potrzeb
    > a też zmiany paradigmy, a jeżeli kobiety nadal będą gloryfikować pracę zawodową
    > i czuć się mniej wartościowe wtedy, gdy "siedzą" tylko w domu, to zachętą to d
    > la mężczyzn na pewno nie będzie.

    Powołujesz się na Skandynawię, ale tutaj akurat dosyć źle widziane jest siedzenie kobiet w domu. Kobiet świadomie niedecydujących się na pracę zarobkową jest naprawdę niewiele. Raz, nie jest to do końca akceptowane kulturowo. Dwa, przy tak wysokich kosztach życia jak tutaj, jedna pensja często nie wystarcza na wydatki.
  • snakelilith 19.02.19, 22:08
    kobieta_z_polnocy napisała:

    > Powołujesz się na Skandynawię, ale tutaj akurat dosyć źle widziane jest siedzen
    > ie kobiet w domu. Kobiet świadomie niedecydujących się na pracę zarobkową jest
    > naprawdę niewiele. Raz, nie jest to do końca akceptowane kulturowo. Dwa, przy t
    > ak wysokich kosztach życia jak tutaj, jedna pensja często nie wystarcza na wyda
    > tki.


    Jeżeli rynek pracy daje ci możliwość atrakcyjnej pracy na część etatu, to nie musisz "siedzieć w domu". Możesz się spełniać zawodowo ORAZ mieć udział w życiu swoich małych dzieci. I to dotyczy zarówno kobiety jak i mężczyzn na popularnych tam urlopach tacierzyńskich. Wychowanie dzieci, to nie jest więc "siedzenie w domu". Akurat znam Skandynawię i nie sądzę, by ludzie tam to tak pogardliwie oceniali. Do tego socjalne państwo dba tam też o to, by dzieci pracujących rodziców miały odpowiednią opiekę, więc wychowanie dzieci jest tam w pewnym sensie ważnym procesem społecznym.
  • kobieta_z_polnocy 19.02.19, 22:31
    snakelilith napisała:

    > kobieta_z_polnocy napisała:
    >
    > > Powołujesz się na Skandynawię, ale tutaj akurat dosyć źle widziane jest s
    > iedzen
    > > ie kobiet w domu. Kobiet świadomie niedecydujących się na pracę zarobkową
    > jest
    > > naprawdę niewiele. Raz, nie jest to do końca akceptowane kulturowo. Dwa,
    > przy t
    > > ak wysokich kosztach życia jak tutaj, jedna pensja często nie wystarcza n
    > a wyda
    > > tki.
    >
    >
    > Jeżeli rynek pracy daje ci możliwość atrakcyjnej pracy na część etatu, to nie
    > musisz "siedzieć w domu". Możesz się spełniać zawodowo ORAZ mieć udział w życi
    > u swoich małych dzieci. I to dotyczy zarówno kobiety jak i mężczyzn na popularn
    > ych tam urlopach tacierzyńskich. Wychowanie dzieci, to nie jest więc "siedzenie
    > w domu". Akurat znam Skandynawię i nie sądzę, by ludzie tam to tak pogardliwie
    > oceniali. Do tego socjalne państwo dba tam też o to, by dzieci pracujących rod
    > ziców miały odpowiednią opiekę, więc wychowanie dzieci jest tam w pewnym sensie
    > ważnym procesem społecznym.

    Przyznam, że nie za bardzo nadążam za twoją argumentacją w tym i poprzednim poście.
    Mam wrażenie, że tak jak na początku pisałaś o cieszeniu się życiem i "wyrwaniem się z kołowrotka" w kontekście Skandynawii, to teraz stwierdzasz, że model skandynawski jest super, bo pozwala jednocześnie pracować i cieszyć się życiem. Twoje stanowisko jest dla mnie trochę niejasne.

    Ale OK, ja tylko w kontekście tej wspaniałej Skandynawii, bo ten wątek akurat tu wypłynął:

    - tak, tutaj (Dania) panuje ogólnie kultura przyjaznego podejścia do pracownika, choć to też zależy od zawodu. Ale mogę spokojnie stwierdzić, że łatwiej się pracuje tutaj niż w innych państwach, podejście jest bardziej elastyczne, itd.

    - jednocześnie, panuje tutaj bardzo silny etos pracy. Znów, piszę o klasie średniej. Naprawdę źle widziane jest tutaj dobrowolne bezrobocie. To aspekt kulturowy. To naród silnie uspołeczniony, trzeba pokazać, że się wspólnie dokłada cegiełkę do państwa dobrobytu. Pasożytnictwo jest piętnowane, a tak właśnie - zwłaszcza w wielkich miastach - podchodzi się do rezygnacji z pracy kobiet. Zbyt przyjazny jest kobietom/rodzicom małych dzieci tutejszy rynej pracy (choć i tak wypadający blado w porównaniu z choćby szwedzkim), by móc znaleść na siedzenie w domu odpowiednie wytłumaczenie.
    Dwa, aspekt pragmatyczny: bezrobocie się tutaj po prostu nie opłaca. Zbyt wysokie koszty życia.

    A i tak Duńczycy wciąż narzekają na nieustanny stres i brak czasu - aż czasem ma się ochotę zaproponować, by wszyscy odbyli obowiązkowy staż zagranicą i przekonali się, jak bardzo im jest tu dobrze. To jednak temat na odrębną dyskusję smile

  • snakelilith 20.02.19, 00:34
    kobieta_z_polnocy napisała:

    > Ale OK, ja tylko w kontekście tej wspaniałej Skandynawii, bo ten wątek akurat t
    > u wypłynął:

    O Skandynawii sobie nie pogadamy, bo to rozwala rozmiary tego wątku. Napiszę ci tylko jedno, etos pracy jest wspólny dla wszystkich krajów prostestanckich. Ja znam to także z Niemczech. Do tego kraje skandynawskie pielęgnują szczególny, opiekuńczy system społecznny, państwo wiele więc tam daje (np. świadczenia socjalne) ale dużo też wymaga (np. wysokie podatki). Na to istnieje konsens społeczny, choć ludziom z innej kultury może wydawać się pewnego rodzaju przymusem. A naturalnie, że państwo zachęca tam kobietę do pracy zawodowej, ale z drugiej strony zachęca też mężczyzn do przejmowania "kobiecych ról", co widać na przykład w popularnych urlopach tacierzyńskich, albo w sporej ilości facetów w tzw. kobiecych zawodach. Zobacz chociażby w służbie zdrowia, czy na kasie w supermarketach. A tu jesteśmy w Polsce i w innych krajach, że tak napiszę, za murzynami.
  • kobieta_z_polnocy 20.02.19, 12:03
    snakelilith napisała:

    > kobieta_z_polnocy napisała:
    >
    > > Ale OK, ja tylko w kontekście tej wspaniałej Skandynawii, bo ten wątek ak
    > urat t
    > > u wypłynął:
    >
    > O Skandynawii sobie nie pogadamy, bo to rozwala rozmiary tego wątku. Napiszę ci
    > tylko jedno, etos pracy jest wspólny dla wszystkich krajów prostestanckich. Ja
    > znam to także z Niemczech. Do tego kraje skandynawskie pielęgnują szczególny,
    > opiekuńczy system społecznny, państwo wiele więc tam daje (np. świadczenia socj
    > alne) ale dużo też wymaga (np. wysokie podatki). Na to istnieje konsens społecz
    > ny, choć ludziom z innej kultury może wydawać się pewnego rodzaju przymusem. A
    > naturalnie, że państwo zachęca tam kobietę do pracy zawodowej, ale z drugiej st
    > rony zachęca też mężczyzn do przejmowania "kobiecych ról", co widać na przykład
    > w popularnych urlopach tacierzyńskich, albo w sporej ilości facetów w tzw. kob
    > iecych zawodach. Zobacz chociażby w służbie zdrowia, czy na kasie w supermarket
    > ach. A tu jesteśmy w Polsce i w innych krajach, że tak napiszę, za murzynami.

    Sama się powołałaś na Skandynawię, więc podjęłam wątek, ale zgadzam się, to jest bardzo wyjątkowa kropla na oceanie świata. Odmienna pod wieloma względami nie tylko od tradycyjnie "zaściankowych" państw, jak Polska, ale też od pozostałych krajów kręgu zachodniego, czyli też Niemiec, UK, Francji, USA, itd.
  • snakelilith 19.02.19, 17:30
    beataj1 napisała:

    > I przy takim myśleniu wystarczy że dwie kobiety zamieniają się miejscami i zat
    > rudniają się nawzajem i od razu ich obowiązki domowe (opieka na dziećmi, sprząt
    > anie, gotowanie etc) nabierają wartości. Kasa idzie z rąk do rąk - w sumie nic
    > to finansowo w ich życiu nie zmienia ale za to sensu i wartości pojawia się cał
    > e mnóstwo.

    Bardzo dobre. big_grin I tu wychodzi właśnie to o co chodzi, patriarchalny model życia, w którym pracownik, czyli zwykle facet, za pracę poza domem otrzymuje forsę jest ciągle najatrakcyjniejszym modelem życia, teraz także dla kobiety. Nawet jak produkuje absurdy podobne do twojej propozycji.
  • kobieta_z_polnocy 19.02.19, 21:35
    To nie do końca adekwatny przykład, bo sprowadza sytuację do absurdu.

    Tak, rozchodzi się o pieniądze. Jak to się czasem w ekonomii potocznie mówi, "a man marring his housekeeper" oddziaływuje niekorzystnie na gospodarkę. To taki żart oczywiście, ale obrazuje o co chodzi - "housekeeper" to stanowisko pracy, poddane mechanizmom podaży i popytu, itd. przepływ pieniędzy, nakręcanie gospodarki, itp. Ta sama praca wykonywana za darmo nie dość, że "spowalnia" gospodarkę (bo tracimy stanowisko pracy, wpływy z podatków, itd.), to jeszcze sprawia, że wartość tej pracy znacznie spada, skoro są ludzie gotowi wykonywać ją za darmo smile
    To oczywiście tylko model i jak każdy model upraszcza rzeczywistość, ale też obrazuje pewną stronę tego zagadnienia.
  • grru 19.02.19, 21:51
    W ujęciu globalnym masz rację. Ale człowiek jako jednostka nie ma żadnego obowiązku podporządkowywać swojego życia nakręcaniu gospodarki. Nie ma obowiązku podporządkowywać się np. szalonemu konsumowaniu. Ma prawo gotować w domu, zamiast płacić za jedzenie w restauracjach, ma prawo chodzić w tym, co uszyje, zamiast kupować ubrania.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • kobieta_z_polnocy 19.02.19, 23:15
    grru napisał(a):

    > W ujęciu globalnym masz rację. Ale człowiek jako jednostka nie ma żadnego obowi
    > ązku podporządkowywać swojego życia nakręcaniu gospodarki. Nie ma obowiązku pod
    > porządkowywać się np. szalonemu konsumowaniu. Ma prawo gotować w domu, zamiast
    > płacić za jedzenie w restauracjach, ma prawo chodzić w tym, co uszyje, zamiast
    > kupować ubrania.
    >
    Całkowita racja. Ale my tu nie o szalonej konsumpcji, lecz o pracy zarobkowej, która jak na razie, póki roboty nie zaczną nas wyręczać w najgorszych zawodach, wciąż stanowi główne źródło środków finansowych większości ludzi w naszym kręgu kulturowym.
  • grru 19.02.19, 23:18
    I zapewne tak będzie. Tylko moim zdaniem to naprawdę nie musi się wiązać z koniecznością deprecjonowania wyborów mniejszości, która chce żyć inaczej. Musimy się licytowac, czyj model jest lepszy? Po co?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • danaide 19.02.19, 23:19
    Odwracając - jedna z teorii jest taka, że feministki uzyskały wsparcie głównie dlatego, że pomogły wygonić z domu kobiety, dzięki czemu uzyskano dodatkowe wpływy z podatków i przejęto wcześniej kontrolę nad dziećmi, szybciej wdrażając je do systemu.
  • aga_mon_ber 20.02.19, 10:13
    > Nie pamiętam odpowiedzi na pytanie jak się w pracy realizuje i rozwija sprzątac
    > zka - możliwe, ze odpowiedź nie padła big_grin


    Koleżanka kiedyś sprzątała przez jakiś czas. Ta praca nie tylko nie rozwija, ale i kokosów z niej nie miała. Na dodatek nikt jej tam nie szanował. Naśmiewali się z niej itd...
    W końcu dała sobie z tą pracą na spokój.
  • echtom 19.02.19, 11:38
    > i nie cieszy mnie grzebanie w ziemi

    No to już sobie częściowo odpowiedziałaś. Ludzie są różni i różne rzeczy uważają za sensowne i dające satysfakcję. Ja też lubię pracować i źle bym się czuła bez pracy, ale moja przyjaciółka mówi, że chętnie by zrezygnowała z etatu i zajęła się w większym wymiarze rękodziełem, którym teraz zajmuje się tylko w czasie wolnym.

    --
    "Co mówi o naszym społeczeństwie fakt, że generuje ono wybitnie niskie zapotrzebowanie na utalentowanych poetów i muzyków, ale za to nieskończone na prawników korporacyjnych? (Odpowiedź: gdy 1% populacji rozporządza większością bogactwa, to co nazywamy „rynkiem” odzwierciedla to, co ów 1%, i nikt inny, uzna za potrzebne czy ważne.)"
  • hanusinamama 19.02.19, 12:18
    Ja tez mam i to spory. Sasiadka tez. Rok temu miała przymusowy urlop 2 tygodniowy (firma sie przenosiła) dzieci odchowane, po tygodniu sama mi poweidziała ze jak juz go zrobiła na błysk to nie bardzo jest co w nim robic codziennie.
  • kurt.wallander 19.02.19, 18:12
    hanusinamama napisała:

    > Ja tez mam i to spory. Sasiadka tez. Rok temu miała przymusowy urlop 2 tygodnio
    > wy (firma sie przenosiła) dzieci odchowane, po tygodniu sama mi poweidziała ze
    > jak juz go zrobiła na błysk to nie bardzo jest co w nim robic codziennie.

    Dla mnie to jest żałosne, że ktos nie ma pomysłu co zrobić w wolnym czasie, poza sprzątaniem.
  • danaide 19.02.19, 23:59
    Oczywiście, że nie ma. Życia bez kieratu tak samo jak życia w kieracie trzeba się nauczyć. Od przedszkola uczą nas żyć w kieracie - to dlaczego niby miałaby mieć pomysł?
  • hanusinamama 20.02.19, 11:00
    Radze przecyztac o czym ten wątek...o ogrodzie i braku czasu na grzebanie w nim. Dla jasnosci dla niektorych grzebanie w ogrodzie to hobby....
  • hanusinamama 20.02.19, 11:00
    PIsałam o ogrodzie. Pisałam ze mam ogród ktory w zesżłym roku z racji posiadania malego drugie dziecka wygldał jak busz. I ze marzyłam zeby miec codziennie czas na grzebanie w ogrodzie. I sasiadka mi powiedziała ze ona jak juz miała te 2 tygodnie na grzebanie w ogródku to po tygodniu juz nie było co w nim robic....o tym pisałam!!!! A ze ja w wolnej chwili lubie kopać łopatą czy sadzić i siać to co ci do tego? Lubie tez szyć i haftować...aby miec światowe hobby mam to olać i zajać sie malarwem impresjonistycznym oraz jogą o wschodzie słońca?
  • kurt.wallander 20.02.19, 12:30
    hanusinamama napisała:

    I sasiadka mi powiedziała ze ona jak juz miała te 2
    > tygodnie na grzebanie w ogródku to po tygodniu juz nie było co w nim robic....

    To jakiś ma dziwny ogród, bo z mojego doświadczenia, w ogrodzie cały czas (poza głęboką zimą) jest co robić. Chyba, że ten ogród jest zabetonowany/wysypany kamyczkami placyk otoczony tujami (które wystarczy przystrzyc raz na pół roku).
    > o tym pisałam!!!! A ze ja w wolnej chwili lubie kopać łopatą czy sadzić i siać
    > to co ci do tego? Lubie tez szyć i haftować...aby miec światowe hobby mam to ol
    > ać i zajać sie malarwem impresjonistycznym oraz jogą o wschodzie słońca?
  • mai-ra3 21.02.19, 10:46
    Dokładnie, w ogrodzie jest co robić od marca do listopada. No chyba, ze ktoś ma 100 m2 i sporo betonu... to może faktycznie wystarczy godzinka w tygodniu.
  • mk1982 19.02.19, 11:24
    szczesliwa_lolla napisał(a):

    > To nie jest post przeciwko komukolwiek
    ...
    Ale tak naprawdę nie wiem jaki jest cel takiego życia. I jest to tak
    > męczące....
    > Bardzo, a to bardzo jestem zmęczona.... Dobrze, że pracuję, teraz bardzo doceni
    > am smile

    https://i.giphy.com/media/pUeXcg80cO8I8/giphy.webp
  • czarniejszaalineczka 19.02.19, 11:27
    big_grin

    --
    słuchaj rózico,
    ona nie słucha...
    za durzo kurzu
    wlajzło jej w ucha.
  • fornita111 19.02.19, 11:54
    big_grin !
  • stephanie.plum 19.02.19, 11:57
    :~D

    --
    idę tam, gdzie idę
  • xperia80 19.02.19, 11:29
    Wątek pewnie trollowany, ale prawdą jest, że bezrobotne z dużymi dziećmi głównie się opierniczają. Znałam taką jedną, zresztą poznałam ją przez jedno z forów gazety x lat temu. W domu dwoje nastolatków, a ta wciąż tłumaczyła mężowi, że nie może podjąć pracy, bo CZASEM musi dowieźć któreś z dzieci na zajęcia, gdy np. jest jakaś awaria, spóźnienie czy coś. Mówiła (mężowi i mnie) że ma w domu tyle roboty, że nie wie w co ręce wsadzić, ale jako jedyna była na forum dostępna niemal zawsze i w kółko coś gdzieś klepała. I jeszcze zakupy online - ciągle nowe wątki, co i gdzie kupiła, ile mężowskiej kasy w ten sposób "zaoszczędziła", a kupowała przede wszystkim sobie. Kiedyś nie wytrzymałam i zapytałam, gdzie ona w tych wszystkich nowych łachach chodzi, bo chyba tylko na kolejne zakupy? (mąż zawsze w robocie do 21, bo duża rodzina i jak widać z potrzebami). To był początek końca znajomości wink
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 11:31
    "jako jedyna była na forum dostępna niemal zawsze i w kółko coś gdzieś klepała. "
    big_grin ile tu takich big_grin
  • la_mujer75 19.02.19, 13:24
    Ja, kura domowa, mająca stosunkowo duże dzieci (14 i 11 lat) nie mam czasu wchodzić na forum, bo mam tyle rzeczy na głowie. Czekając w samochodzie na dzieci, wpadam na forum.
    I tak- mam non stop cos do roboty, bo wszyscy uważają, że przecież ja mam tyle wolnego czasu, więc żaden problem, jak to, czy tamto zrobię. W zasadzie załatwiam wszystkie domowe sprawy- od zakupów, sprzątania, prac ogrodowych, po sprawy urzędowe. To ja jeżdżę do mechaników, to ja umawiam się z fachowcami, to ja jeżdżę po lekarzach z dziećmi.
    I planuje niedługo pomyśleć o jakimś pójściu do pracy, żeby odpocząć od tego kołchozu i wiecznego poczucia, że wszystko ja muszę załatwić, bo przecież "siedzę w domu i nic nie robię"!
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 13:37
    1. zakupy - raz na tydzien (ja robie częściej, ale ja pracuję....ja partner i syn do tego tongue_out)
    2. sprzątanie- no chyba 11 i 14 latki też sprzątają, nie?
    3. urząd- a to raz na ile jest? bo u mnie tak ze 2 razy na rok, dajmy na to 3...
    4. mechanik- przy dwóch normalnei sprawnych samochodach- 2 razy w roku+2 razy zmiana opon, plus 1- jakas emergency
    5. przy zdrowych dzieciach (napisałam, że małe/niepełnosprawne to coś innego) to 3 razy w roku na dziecko
    6. fachowcy- ja sie nie robi remontu to 2,3 razy do roku?
    A reszta czasu? to co? tongue_out
  • la_mujer75 19.02.19, 13:47
    Mam dzieci z problemami, więc w tygodniu kilka wizyt u specjalistów. Niby mieszczące się w kategorii zdrowych, ale z problemami.
    I niestety- moje dzieci nie są tak zdolne i tak mądre, jak dzieci e-matki. Pilnuję (zwłaszcza Starszego), coby dobrze ogarnął szkolen sprawy (dysleksja i ZA nie ułatwia sprawy).
    Teraz doszły mi jeszcze obowiązki z rodzicami- mam brata, ale w Stanach, więc robię za jedynaczkę.
    Mam jeszcze babcię (niedługo kończy 89 lat),, a że mieszkam najbliżej i jako jedyna wnuczka nie pracuję zawodowo, więc kto nią zajmuje, jak myślisz? Na szczęście nie muszę codziennie !

  • ponis1990 19.02.19, 19:21
    Ja Cię rozumiem. Dzieci z niepełnosprawnościami to co innego. Sama mam dziecko z orzeczeniem - problemy bardziej fizyczne niż psychologiczne, ale - jak był młodszy to co chwilę szpitale, rehabilitacja, logopeda, psycholog, pedagog w ramach rehabilitacji ogólnej.. diagnozowanie, poradnie, szpitale... Teraz jest starszy, wiele z tego odpadło, rehabilitantka chodzi do nas do domu, ale - zatrudniłam się na etat, bo młody i tak wiekszosć dnia w szkole, wizyty u specjalistów ustawiam sobie na dni wolne (pracuję też w weekendy wieć da się ustawić;p) bo... zgłupiałabym w domu skupiając się tylko na nim i jego dysfunkcjach, on i ja;p I jakos się to kręci smile

    --
    Lubię placki
  • zosia_1 19.02.19, 15:04
    la_mujer75 to samo robię co Ty, i jednocześnie pracuję na etacie i jeszcze biorę dodatkowe roboty aha i mam czas wchodzić na forum. doatkowo od roku mamy na głowie chorego teścia na kilka schorzeń, musimy go wozić po różnych lekarzach, szpitalach
  • danaide 19.02.19, 21:48
    Może la mujer jest, jak nick wskazuje, 75, a Ty 85? Pomyślałaś kiedyś o takim niuansie?
  • starczy_tego 19.02.19, 23:24
    Hmmm a co to ma niby zmieniać?
  • itka-julitka 19.02.19, 14:28
    xperia80 napisała:

    > Wątek pewnie trollowany, ale prawdą jest, że bezrobotne z dużymi dziećmi główni
    > e się opierniczają.

    Zgadzam się ! Przez wiele czasu po prostu nie robią nic konkretnego: oglądają seriale, plotkują z koleżankami, chodzą po sklepach, siedzą w internecie, ale co w tym złego ? Nic ! Każdy wybiera takie życie jakie chce, Ty lubisz pracować zawodowo, ktoś inny - robi ze swoim czasem co chce. Tylko ze żadna z obecnych tutaj emam do tego się nie przyzna: wsztskie są zarobione, a w nielicznych wolnych chwilach rozwijają wszelakie hobby, uczą się jezyków obcych, uprawiają sporty, chodzą na wernisaże - nie ma mowy o nicnierobieniu ! Ba - wieczorem lecą z nóg! Ale co jest złego w nicnierobieniu ?? jesli ktoś taki model sobie wybrał i jest szczesciwy, nikomu nic do tego ! Ja ososbiście zazdroszczę możliwości spedzania czasu w taki sposób na jaki mam ochotę.

    Moja niepracująca koleżanka, matka 13-latka, często narzeka, że nie może podjąć pracy, bo kto przywiezie i zawiezie dziecko do / z szkoły ?? Owszem dzieciak uczeszcza do szkoły oddalonej o jakieś 10 km - ale są przeciez autobusy.... Tak więc, jesliby chciała, do pracy by poszła. Nie rozumiem po co jej te wymówki, nikomu nie musi się tlumaczyć !

    Tak więc nie drogie niepracujące mamy nastoletnich ogarnietych i zdrowych nastolatków, nie bójcie się przyznac, że i owszem czasami nic nie robicie, ogladacie seriale, drzemiecie, czytacie "pudelka" czy robicie cokolwiek innego na co macie ochotę i NIE MA W TYM NIC ZŁEGO !! A wręcz przeciwnie tongue_out
  • mildenhurst 19.02.19, 11:34
    Ktoś nabija widownię telenowelom i innym paradokumentom. W godzinach tzw pracy 7-17 praktycznie nie ma przedstawień w teatrach, koncertów, bardzo mało jest ludzi na siłowni, zajęć z fitness też w tych godzinach prawie nie ma. Seanse w kinach świeca pustkami, nawet galerie handlowe są luźniejsze. Cóż innego robią jak nic. Z czasem człowiek się przyzwyczaja do tej beznadziei ale nigdy się do niej nie przyzna.
  • grru 19.02.19, 13:11
    Ale to jest właśnie super, że można iść do kina i obejrzeć film sali, która nie jest zapełniona ludźmi po brzegi. Działają galerie i muzea, brak ludzi na siłowni czy basenie (o le akurat szkoły nie mają lekcji) to też zaleta. Fakt - koncerty i teatry to sprawa na wieczór. Ale w sumie tylko to.
    Przez większą część życia pracowałam w trybie zmianowym i jedną z największych zalet takiego systemu pracy było właśnie to, że mogłam korzystać z różnych rzeczy w nietypowych godzinach, na spokojnie i bez tłumów. Zdecydowanie wolę basen o 10 niż o 18. Nawet możliwość zrobienia zakupów w porze, kiedy ludzi nie ma to zaleta.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • aerra 19.02.19, 11:40
    Czekaj, czyli dzień spędzony w domu (chociaż nie całkiem w domu) załamał cię swoją bezcelowością? Czyli ty cel widzisz wyłącznie w pracy?
    Współczuję.
  • husmus 19.02.19, 11:45
    Jak to co ? Realizują się.............. Dlatego np. jedna z moich niepracujących sąsiadek dla każdego z powracających domowników (troje "dzieci" 20+ i mąż) gotuje z osobna ziemniaki. Nigdy nie pracowała, bo "wychowuje" dzieci.
    Doskonale Cię rozumiem, tez nie wyobrażam sobie takiego życia. Od czasu do czasu jest fajnie pobyć w domu i mieć więcej czasu, ale tak żyć bym nie chciała.
    Mam dwoje dzieci (podstawówka), oboje pracujemy, a mimo tego ja jestem 2 razy w tygodniu na zumbie, mąż na siłowni, prawie każdą z sobót w tym sezonie spędziliśmy na nartach, oglądam filmy, czytam, szlifuję język. Normalnie robimy zakupy i prowadzimy dom. Dzieci mają odrobione lekcje i uczestniczą w zajęciach dodatkowych. Kwestia organizacji. Okazuje się, że wcale nie muszę rzucić pracy, żeby ugotować obiad. Nie powiem, że czasami nie jestem zmęczona, a w domu mógłby być większy porządek, ale ważniejsze jest dla mnie, że każdego dnia idę do pracy, spotykam ludzi, rozwiązuję problemy.
  • mae224 21.02.19, 09:10
    Tu się podpisuję!
  • lioka 19.02.19, 11:48
    Lola, daj spokój z kim ty chcesz dyskutować? Przecież wiadomo, że cię tu zjedzą te które siedzą w domu, bo są za leniwe, żeby pójść do pracy, więc już zaczęły ciebie atakować. Ja cię doskonale rozumiem. Nie mam dzieci, jak byłam na bezrobociu ponad rok to myślałam, że oszaleje. Piersze dni, nawet tak miesiąc to sobie odpoczywałam, wstawałam w południe, trochę posprzątałam, obiad i oglądałam filmy, seriale, przeglądałam internet, wychodziłam po zakupy. Na spacery nie chodziłam, bo nie lubię sama spacerować. I tak leciały dni i w pewnym momencie czułam się tak rozdrażniona, sfrustrowana, dusiłam się w tym domu. Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Z tej bezsilności poszłam do pracy, do której normalnie bym nie poszła, ale w tamtym momencie już było mi wszystko jedno. W pracy pomimo tego, że to nie była praca marzeń to odżyłam. Czułam się tak szczęśliwa. Praca była dwuzmianowa, wracałam o 22 padnięta ale naprawdę szczęśliwa. Wczoraj mój mąż powiedział, jeżeli byś nie pracowała to i tak poradzilibyśmy sobie, ( dostał podwyżkę ) ja bym teraz nas utrzymał. Aż mi ciarki przeszły na samą myśl. Dlatego też nie rozumiem z wyboru niepracujących, mających duże dzieci lub bezdzietnych.
  • 35wcieniu 19.02.19, 12:02
    ?! Przecież nikt nic takiego nie napisał. Po prostu większość się dziwi (ja też) jak można uznać dzień bez pracy za bezcelowy.
  • kochamruskieileniwe 19.02.19, 12:32
    Co więcej... sporo osób pracujących zawodowo stwierdziło, że znalazłoby zajęcie "w domu". Tyle, że trzeba miec jakąś pasję.
    (na którą ciągle za mało czasu, gdy dochodzi "praca na etat/własna dziłalność"

    --
    siepomaga
    tiny.pl/tmfjn
  • hanusinamama 19.02.19, 14:16
    Nie dzien. Ona pisała o kazdym dniu z życia takim. Ja moze i bym miała 1000 zainteresowan bo kocham szyc, haftować i w ogrodzie grzebać. nauczyłabym sie kolejnych 4 jezyków...tylko tez nie wiem czemu za to ma płacic mąz. Nie rozumiem ukłądu partnerskiego- ty tyraj ja bede horyzonty poszerzać. NO sory.
  • stephanie.plum 19.02.19, 11:49
    ja jakoś rozumiem ten punkt widzenia.

    kiedy jestem w domu i nie mam żadnego konkretnego planu dnia, okropnie się męczę traceniem czasu, łażeniem z kąta w kąt i własnym nudnym towarzystwem.
    wtedy robię najgorszy bałagan, wszak posprzątać mogę póóóźniej, i jestem aż obolała od siedzenia bez sensu i zastanawiania się, co robić. a potem zaczyna się przykre uczucie, że zmarnowałam cały dzień.

    na szczęście to się zdarza rzadko.
    kiedy mam zapieprz, czuję się o wiele lepiej, a i tak wtedy tęsknię do tego, by nie musieć nic robić. no nie dogodzisz.

    mój normalny plan dnia:
    6.30 budzik, no ale od czego jest funkcja drzemki;
    6.50 wstaję, śniadanie dla młodego + drugie śniadanie do przedszkola, karmienie zwierzyny, przygotowanie do śniadania dla dziadków, inne poranne miotaniny
    8.30 młody ląduje w przedszkolu, a ja w pracy
    14.00 zwijam się z pracy, odbieram młodego
    zakupy
    14.30 - 15.00 udajemy się w plener na godzinę albo dwie
    16.30 pitraszenie baaardzo późnego obiadu
    17.30 jedzenie, sprzątanie
    19.00 młody dostaje coś na ząb i idzie do wanny, ja szykuję coś na wieczór dla dziadków,
    20.00 (najdalej 21.00) młody w objęciach Morfeusza, ja: na 40 minutową przebieżkę po lesie,
    do 23.00 praca (w domu)
    i spać.

    i teraz tak: jeśli nie gotuję danego dnia, to jadę na szmacie.
    jeśli mam coś do załatwienia, to muszę dłużej pracować wieczorem albo nici z zabawy w plenerze z młodym.
    marzę więc o dniach bez takiego rozkładu jazdy, a jednak takie dni właśnie najbardziej mnie męczą. (no, chyba, że mogłabym po prostu cały dzień pracować w ogrodzie albo, nie wiem, drzewo rąbać, okna myć, ściany malować...)



    --
    idę tam, gdzie idę
  • szczesliwa_lolla 19.02.19, 12:18
    Ale znów- popatrz na tytuł nie małe dziecko
  • stephanie.plum 19.02.19, 12:24
    gdybym miała duże, byłoby chyba podobnie.
    też siedzenie samej w domu by mnie męczyło, nie dlatego, że sens widzę jedynie w pracy, tylko dlatego, że bez bata nad zadkiem nie umiem się zorganizować i męczy mnie własna gnuśna rozlazłość.
    na pewno nie umiałabym się zmobilizować do jakiegoś samorozwoju.

    --
    idę tam, gdzie idę
  • verydry 19.02.19, 11:50
    Masz jedno dziecko w przedszkolu, albo w szkole na świetlicy i jesteś singielką?...
  • ficus_carica 19.02.19, 11:50
    Jak ktoś napisze, że realizuje swoje pasje i się rozwija, to wiedz, że będzie to kobieta domowa 😃

    --
    kiedy dorośnie wtedy on przyniesie wojnę pod twój dom
    i ojca synów i bratu brat stawi naprzeciw pana świat
    nie ma wiary bez niewoli nie ma bólu co nie boli
  • aga_mon_ber 19.02.19, 11:52
    Czyli bycie w domu jest bardziej męczące od "pracowania".
    Gdybyś pracowała, zamiast się obijać w pracy, może byś doceniła te kilka dni wolnego. Chyba nie znam kobiety, która po intensywnej pracy, nie doceniłaby tych trzech dni bycia kobietą domową i nicnierobienia.
  • kobieta_z_polnocy 19.02.19, 11:53
    Zjedzą cię tu, ale sama się o to prosisz :p

    Ja też nie wiem, co się robi w domu, przy dużych samoobsługowych dzieciach. Tzn. domyślam się, że znajduje się właśnie czas na spacery, naukę języków, ogród, siłownię, celebrowanie gotowania, itd. Czyli na przyjemności, na które nie ma czasu przy pełnoetatowej pracy.

    Ale wiesz, ludzki umysł nie znosi nudy, więc zawsze sobie jakieś czynności wynajdzie - a tu trzeba podjechać do konkretnego sklepu, a tu podskoczyć gdzie indziej, teraz wymienić firanki, bo się opatrzyły, namalować obraz, itd. I czas jakoś mija wypełniony różnego rodzaju krzątaniną i w poczuciu, że coś się robi i że jest się bardzo zajętymsmile

  • mildenhurst 19.02.19, 12:02
    Ale na te 5 tygodniowe narty czy kawusie na miejscu ktoś zarabia. Mało jest takich rodzin, w których jedyny zywiciel czyli ojciec zaspokoi potrzeby samorealizacji niepracujacej żony poprzez 5 tygodniowy wyjazd na narty.
  • mamaafg 19.02.19, 11:58
    A napiszesz gdzie pracujesz, ze daje Ci to tyle spelnienia? Ja pracowalam od 18 roku zycia. Teraz mam 2 malych dzieci i w koncu "siedze" w domu. Nie opisze co robie bo pytalas o mamy starszakow, ale generalnie tez troche mi Ciebie zal, skoro spedzanie czasu w domu, z rodzina, lub sama soba jest dla Ciebie tak meczace. Ja teraz mam czas na rozpieszczanie siebie, czytam 50-100 ksiazek rocznie (nie grochole czy coelho), nadrabiam seriale, podrozuje. Nie robie nic wielkiego dla swiata, "marnotrawie sie", coz mamy jedno zycie, i nigdy nie chcialam zeby praca byla jego podstawa. Zazwyczaj praca to niestety smutna koniecznosc. Dla mnie tez kariera jest na ostatnim miejscu. Mozesz nazwac mnie samolubem, leniem, hedonistka, ale kazdy niech sobie przezywa to swoje zycie jak chce. Do pracy wroce jak dzieci podrosna, pewnie nie na caly etat, pewnie tez z radoscia, bo wyjscie do ludzi itd ale na pewno bedzie mi brakowalo tego czasu w domu.
  • mildenhurst 19.02.19, 12:03
    Jak realizuje się Twój pracujący mąż?
  • xperia80 19.02.19, 12:13
    Skoro tak długo pracowała i teraz ma dwójkę małych dzieci, to na bank ma jakiś macierzyński. Więc coś tam do budżetu wnosi. Gorzej z takimi, które się realizują oglądając seriale i są głuche na mniej lub bardziej kategoryczne napomnienia jedynego żywiciela rodziny na temat podjęcia przez nie jakiegoś odpłatnego zajęcia. Najgorszy typ domowego pasożyta.
  • verydry 19.02.19, 12:17
    Jako ojciec rodziny?
    Albo jak "realizujące się w pracy ematki"?

    Przepraszam Milden, ale z twojego postu wynika, że jednak mamaafg ma lepiej niż jej pracujący mąż.
    A tu w tym wątku raczej każda próbuje udowodnić, że siedzenie w domu to dno, nuda, bezsens i one by tak nie chciały i nie mogły.
    Taki malutki dysonans....
  • ponis1990