Dodaj do ulubionych

Snobka z miasta

05.03.19, 18:43
Tytuł wątku nie do końca serio, ale mam pytanie natury, powiedzmy że socjologicznej, szczególnie do dziewczyn pochodzących ze wsi i małych miasteczek, a mieszkających teraz w dużych miastach albo za granicą. Jak wyglądają wasze relacje z rodziną, która na tej wsi i w miasteczkach pozostała - dogadujecie się bez problemu, macie wspólne tematy do rozmowy, fajny kontakt? Czy raczej te relacje powoli się rozjeżdżają?
Przyjechałam do dużego miasta na studia lata temu i po ich skończeniu w nim zostałam, mój mąż podobnie, rodzice i rodzeństwo mieszkają wciąż w miejscowościach, z których pochodzimy. Zawsze mi się wydawało, że te opowieści o rozluźnianiu się więzi rodzinnych to przesada, ale zauważyłam ostatnio, że bliżsi są mi przyjaciele i znajomi stad niż na przykład rodzina mojego męża czy część mojej rodziny. Z nimi mam coraz mniej wspólnego, zupełnie różne zainteresowania, inny tryb życia, do tego dochodzi jeszcze to, że nie jestem wierząca, a oni wciąż usiłują mnie - w swoim mniemaniu "sprytnie" - nawracać, co mnie tylko wkurza albo śmieszy. I stąd pytanie - poprzewracało mi się w głowie z tej wielkomiejskości, czy jednak to dość normalne zjawisko?
Edytor zaawansowany
  • mildenhurst 05.03.19, 18:47
    Masz dzieci?
  • santamuerte 05.03.19, 18:59
    Na razie w planach wink
  • mildenhurst 05.03.19, 19:06
    I pewnie z 2 max lata po ślubie. Jak urodzi się Wam dziecko to nawet największa wieśniara, dewotka czyli babcia będzie najodpowiedniejsza.
  • santamuerte 05.03.19, 19:11
    12 lat razem, pudło tongue_out
  • bywalec.hoteli 05.03.19, 21:53
    Właśnie, docenia się rodzinę jak są dzieci i potrzebna pomoc czy ktos ma przyjechać pobyć kilka dni z chorym dzieckiem w domu. Milden głupia nie jest.

    --
    Czy ktoś wie kiedy przyjdzie wiosna 2019?
  • milva24 06.03.19, 06:50
    Ja mam dobre kontakty z rodziną męża od zawsze, z moim rodzeństwem bardzo dobre, z rodzicami poprawne i poza teściową dwa razy nikt nam w opiece nad dziećmi nie pomagał. Jedno nie ma z drugim nic wspólnego.
  • santamuerte 06.03.19, 08:47
    Dzieci niewiele zmienią, bo mieszkamy na tyle daleko, że i tak musimy liczyć na siebie, nikt nam w ich wychowaniu na co dzień nie pomoże. Na dodatek jestem 100% pewna, że jak się okaże, że ich nie zamierzamy chrzcić, to będzie foch stulecia, który może trochę potrwać wink
  • leni6 05.03.19, 19:06
    Moi rodzice tak się przenieśli, ze wsi do dużego miasta i oboje mają bardzo dobry kontakt ze swoimi rodzinami.
  • ga-ti 05.03.19, 21:38
    Myślę, że miejsce zamieszkania nie ma znaczenia, liczy się odległość i częstotliwość kontaktów. Jeśli długo mieszka się poza miejscem 'rodzinnym' to siłą rzeczy ma się zupełnie innych/nowych znajomych, zajęcie, ulubione sklepy, ścieżki spacerowe, swój sposób na czas wolny, swoją drogę do pracy, swoją organizację dnia... budujesz swoje życie w miejscu, w którym mieszkasz, powoli oddalając się od miejsca poprzedniego. To naturalne. Jeśli z rodziną widzisz się ze trzy razy w roku, a ze znajomymi trzy razy w tygodniu no to nie ma bata, by nie mieć bliższych relacji ze znajomymi. Jeśli potrzebujesz pomocy, wsparcia, wygadania, coś pożyczyć, z kimś się pośmiać... to na wyciągnięcie ręki masz znajomych, przyjaciół, rodzinie możesz telefonicznie tylko.
    Pewnie, jeśli na kimś Ci bardzo zależy to pielęgnujecie więzi telefonicznie, podobnie jeśli Ci palma wielkomiejska odbije to się może okazać, że zapominasz, jak do ciotki z Pcimia dojechać.
  • muchy_w_nosie 05.03.19, 22:03
    Nie wiem bo jestem drugim pokoleniem mieszkającym z dala od ojcowizny.
    Kocham swoje ciotki i babcię, tam jest mój drugi dom.
    Nikt mnie nie nawraca, mamy o czym mówić, nawet z zagranicą rozmawiamy jak dobrzy znajomi - moje najbliższe kuzynostwo jest rozsiane po europie.
    Może za często jeździsz?
    Ja 2 razy w roku na tydzień.
    Dbam o to żeby moje dziecko też tam miało swój drugi dom i mi wychodzi.
  • milamala 05.03.19, 23:44
    Ja z duzego miasta przeprowadzilam sie za granice. Ale zawsze mialam i nadal mam dobry kontakt z moja dalsza rodzina na wsi. Pewnie , ze sie od siebie roznimy, ale albo nie za bardzo, albo do roznic jestesmy przyzwyczajeni i przestalismy je zauwazac. Moja rodzina ze wsi nigdy nie miala najmniejszego problemu z zaakceptowanie mojego cudzoziemskiego meza. Jak tak zaczelam myslec, to oni po prostu sa mega otwarci, prowadza otwarte domy, nie wazne kto do nich wchodzi, zawsze jest mile widziany, nawet jak sie go niewiele rozumie, a nawet jak nie jest czlowiekiem. Kazdy zostanie przytulony.
  • milva24 06.03.19, 06:55
    Też tak mam, większość rodziny męża też mieszka na wsi. Rozmawiamy przez telefon, widujemy się po kilka-kilkanaście razy w roku. Ani oni mnie nie próbują nawracać ani ja ich. Jakie mieliście kontakty wcześniej?
  • cauliflowerpl 06.03.19, 08:56
    Nie wiem, czy znaczenie ma zamiana wsi na miasto czy bardziej zmiana kraju.
    Jakies tam pranie mozgu przejdziesz tak czy siak wink

    Rodziny nie zmienisz, wykorzystaj to, ze mieszkasz daleko i kontakt masz glownie przez telefon. Jak zaczynaja truc o chrzcinach to Ci sie kotlety przypalaja i "ojej, musisz leciec, zadzwonisz na dniach".

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka