Dodaj do ulubionych

Co jest najtrudniejsze w byciu samotną matką?

08.03.19, 07:24
Kiedyś myślałam , ba nawet doświadczyłam, że samemu jest dużo gorzej finansowo, ale się ogarnęła i teraz zarabiam tyle co mój ex😊 najgorsze jest jak taka matka zachoruje i nie koniecznie mam na myśli raka, ale wiecie upierdliwe przeziębienie czy zatrucie pokarmowe. Dwa dni temu złapał mnie jakiś wirus. Boli mnie gardło, mięśnie, całą noc miałam dreszcze. Daję radę jakoś funkcjonować, łykam apteczne medykamenty, wczoraj po pracy poszłam spać. No i tak najlepiej jakbym przez weekend się doleczyła, ale nie mogę. Dzisiaj muszę iść z synem do lekarza, wizyta, której nie możemy odwołać, jutro muszę wstać i zawieść córkę na zajęcia, bo tam żaden autobus nie dojeżdża, obiad też sam się nie gotuję. Sprzatanie chaty mogę odpuścić, ale psa wyprowadzić trzeba, dzieciaki nie zawsze mogą. Chciałabym żeby ktoś mnie odciazyl i porozwozil dzieciaki, albo je zabrał a ja bym weekend spędziła w łóżku ale się nie da. Ojciec dzieci spotyka się z nimi kiedy on chcę, jak zadzwoniłabym żeby jutro rano zawiózł córkę to z satysfakcją przypomianalby mi, że to ja chciałam rozwodu. Znacie ten stan, nie chcę mi się z nikim gadać i wszystko mnie wkurza. Wiem, za kilka dni mi przejdzie, wyżalic się chciałam.
Edytor zaawansowany
  • ela.dzi 08.03.19, 07:34
    Serdecznie współczuję. Zdarzało mi się być 'samotną matką' przez kilka dni i ten stres, że nic nie może mi się stać w tym okresie był naprawdę dobijający.
  • frey.a86 08.03.19, 07:46
    Moim zdaniem są sprawy ważne i ważniejsze. Jak jesteś tak chora, że aż masz dreszcze w nocy i bóle mięśni, to odpuszczamy zajęcia dodatkowe a na obiad zamawiamy pizzę. Niedoleczone przeziębienie może się przerodzić w coś znacznie gorszego i wtedy dopiero będzie problem.
  • kafana 09.03.19, 00:17
    Dokładnie! A do lekarza po najmmiejszej linii oporu czyli najlepiej Taxi spod domu do gabinetu i z powrotem. Zapuść towarzystwu jakieś bajki, zamów pizzę i do wyra!
  • nangaparbat3 08.03.19, 07:48
    Czy na pewno nie ma nikogo, kto mógłby Ci choć w części pomóc?


    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • jak_matrioszka 08.03.19, 12:02
    O, a dla mnie właśnie to było najgorsze w byciu samotna matka. Każde takie "czy na pewno nie ma nikogo, kto mógłby Ci choć w części pomóc?" od obcych mi ludzi, kiedy musiałam sie przyznać do samotnego macierzyństwa, bo właśnie natykałam sie na jego konsekwencje. Dużo sytuacji jakoś rozwiazywałam sama, naprawde dużo pomagali mi wtedy przyjaciele, ale czasem nie mogłam czegoś zrobić i to pytanie mnie dobijało. Nie, naprawde nie ma nikogo, kto mógłby mi akurat teraz pomóc, ale w pełnych rodzinach chyba też nie ma planu wykonanego w 100% i też bywa cieżko, wiec sie prosze mnie nie czepiać. Może i to pytanie bywa podyktowane troska, ale ja cześciej odbierałam je jako krytyke lub źle skierowane współczucie, a tego nie potrzebowałam i mnie denerwowało.
  • memphis90 09.03.19, 07:58
    Ale nie chodzi o krytykę, ale naprawdę - czy nie ma kto pomoc? Czasem wystarczy zapytać. Do mnie raz zadzwoniła matka innego dziecka z klasy, że ma taką sytuację, ze nie może wyjść z domu i odbierać córki ze szkoły, więc może bym przywiozła. Przywiozłam. Ostatnio znajomy, że auto mu się rozkraczylo, więc czy mogę zabrać jego córki do szkoły. Zabrałam. Raz wzięłam na nockę dzieci znajomych, bo mieli bilety do teatru czy coś, a im opiekunka się w ostatniej chwili rozchorowala. Wzięłam.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • aguar 09.03.19, 08:26
    To daj nr telefonusmile
  • berdebul 09.03.19, 10:07
    Tez mnie to zastanawia. Bawiłam już dzieci, zwierzątka, robiłam zakupy starszej pani (bo był jakiś problem i nikt nie mógł dotrzeć), wnosiłam zakupy (blok bez windy), czy wyrzucałam śmieci. Nie jestem towarzyska, relacje z sąsiadami mam ciut powyżej „dzień dobry”, ale kurczę bądźmy ludzmi!
  • nangaparbat3 09.03.19, 08:16
    Wiesz, liczyłam się z takim odbiorem i długo zastanawiałam, nim to napisałam. Trochę prowokacyjnie.
    Bo widzę, że jednym z największych problemów jest postanowienie samotnych rodziców "poradzę sobie sam/sama", mężczyzn to też dotyczy. A dziecka się nie wychowa w pojedynkę, bez pomocy czasem chociaż innych osób, po pierwsze się nie da w zupełnie fizycznym czasem znaczeniu tego słowa, po drugie to nie jest dobre dla nikogo. Sama piszesz, że dużo Ci pomagali przyjaciele - i super, i dobrze, to potrzebne i rodzicowi, i dziecku.
    I jeszcze - tu na forum panuje taki kult samodzielności, zrywania często zbyt łatwego z matką, siostrą, bratową - a podobno typową dla kobiet reakcją na zagrożenie jest szukanie sojuszników wink
    I tak przy okazji - zaskoczyło mnie, że piszesz o "przyznaniu się" do samotnego macierzyństwa.

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • triss_merigold6 08.03.19, 07:58
    Samotność w odpowiedzialności za dziecko i każdy element funkcjonowania domu.
    W wypadku choroby, nie odwozilabym na żadne zajęcia dodatkowe, a na obiad zamówiła cokolwiek z baru/pizzerii/wysłała dziecko pod blok po gotowce.
  • nangaparbat3 09.03.19, 08:18
    triss_merigold6 napisała:

    > Samotność w odpowiedzialności za dziecko i każdy element funkcjonowania domu.

    O własnie, potwierdzam. Jednoosobowa odpowiedzialność za wszystko.




    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • alba27 08.03.19, 09:30
    Mam cudownego szefa, powiedział że mam iść do domu😀 wskakuje do łóżka.
  • 3-mamuska 11.03.19, 16:14
    alba27 napisała:

    > Mam cudownego szefa, powiedział że mam iść do domu😀 wskakuje do łóżka.


    Nie cudownego a myślącego.
    Zarazisz reszte personelu oni swoje dzieci. I problem potem.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • maly_fiolek 08.03.19, 09:41
    Miałam podobnie gdy mój mąż wyjechał w delegację. Sąsiadki pomogły smile.
    Nie wyobrażam sobie życia w pojedynkę na dłuższą metę, zwłaszcza z małym dzieckiem.
    We dwoje jest raźniej i da się wszystko zrobić.
  • atoness 08.03.19, 11:22
    Zgadzam się. Właśnie to jest najgorsze. Ja się postarałam o wioskę i naprawdę miał mi kto pomóc. Musiałam też oczywiście wkładać w wioskę swój wkład. Ale odpowiedzialnością nie miałam - i nie mam - się z kim podzielić.
  • asfiksja 08.03.19, 11:31
    Najtrudniej jest nie nienawidzić ojca dziecka i nie pogardzać nim. Albo przynajmniej dobrze to ukrywać przed dzieckiem. Dla wielu osób jest to niewykonalne i takie dzieci są potem bardzo pokiereszowane psychicznie.
  • dziennik-niecodziennik 08.03.19, 11:37
    dzieci sa pokiereszowane nie wtedy kiedy rodzice sie nie lubią, ale wtedy kiedy rodzice próbują zaszczepic swoją niechęć w dziecku.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • alba27 08.03.19, 11:47
    Z tym akurat nie mam problemu, wkurza mnie czasami, ale nienawiści daleko.
  • madame_edith 08.03.19, 11:34
    Dla mnie najgorsze jest wychowywanie w pojedynkę. Że każdy kłopot, problem, dylemat jest tylko mój i tylko mnie obchodzi, sama muszę zdecydować jak rozwiązać. Oczywiście nie dotyczy kobiet, gdzie ojciec jest obecny na miejscu i pełni rolę ojca, a nie kumpla od wygłupów. Niestety nie mam tyle szczęścia.
    Plus oczywiście codzienność, wszystkie sprawy domowe na mojej głowie.
  • dziennik-niecodziennik 08.03.19, 11:35
    no własnie ta jednoosobowa odpowiedzialnosc za wszystko. pal szesc ze za dom, za dziecko, za siebie. jestes jeszcze odpowiedzialna za zapewnienie dziecku kontaktów z ojcem (nawet jak ojciec sie wcale nie pali) i odwiecznie społecznie odpowiedzialna za to ze tak sobie chlopa wybralas i teraz dziecko przez to cierpi...

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • hanusinamama 08.03.19, 11:37
    Ja współczuje. Jak byłam ostatnio chora to mąz pracował z domu. Nie wiem jak ograniac dzieci jak sie samemu po scianach chodzi. Duzo zdrowia zyczę
  • jola-kotka 08.03.19, 11:50
    Obiad mozna zamowic a jak nie obiad to pizze lub zjesc cos z lodowki. Isc do Mc od tego przez dwa dni sie nie umiera a zdrowie matki wazniejsze.Ile ta corka ma lat? Taxi istnieje .
  • zamyslona_ona02 08.03.19, 12:26
    Jakie to wszystko proste jak się nie jest w podobnej sytuacji.
  • jola-kotka 08.03.19, 12:28
    Nie jest proste absolutnie natomiast te dwe kwestie da sie rozwiazac latwo.
  • princesswhitewolf 08.03.19, 13:16
    >Jakie to wszystko proste jak się nie jest w podobnej sytuacji.

    no stara sie jakos radzic przeciez i nie pisze ze latwe. Lepiej dzialac cos wymyslac niz siedziec i zalamywac rece.
  • 3-mamuska 11.03.19, 16:20
    jola-kotka napisała:

    > Obiad mozna zamowic a jak nie obiad to pizze lub zjesc cos z lodowki. Isc do Mc
    > od tego przez dwa dni sie nie umiera a zdrowie matki wazniejsze.Ile ta corka m
    > a lat? Taxi istnieje .

    Ta jasne samotna matka ma kasę , żeby kupować gotowce i rozbijać się taxi.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • zona_mi 08.03.19, 11:53
    Samotność. Pewna konieczność bycia dzielną. Odpowiedzialność za wszystko związane z domem, finansami, dziećmi itd.
    To wszystko jest do ogarnięcia oczywiście i da się normalnie funkcjonować, ale powyższe uważam za największą trudność i nieprzyjemność.
  • nangaparbat3 09.03.19, 08:22
    zona_mi napisała:

    > Samotność. Pewna konieczność bycia dzielną.

    Po paru pierwszych latach samotnego macierzyństwa bliska koleżanka powiedziała mi, że jestem bardzo dzielna, i wtedy się rozpłakałam, pierwszy raz od rozstania z mężem, i szlochałam głośno jak małe dziecko przez kwadrans chyba.



    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • zona_mi 09.03.19, 19:48
    Długo nie mogłam znieść określenia: dzielna w stosunku do siebie.
  • mikams75 08.03.19, 12:55
    zdrowka zycze;
    na obiad zrob cokolwiek - z gotowca, polgotowca czy z czegos tam co masz gotowe w zamrazalniku (zawsze cos mam zamrozone na "trudne" dni i polecam te metode) a zajecia dziecka - nic sie pewnie nie stanie jak odpuscicie, choc zazwyczaj mozna spytac o pomoc kogos, z kim dziecko chadza na te zajecia, wzajemna pomoc jest przydatna w takich sytuacjach.
    Nie powinnas sie krepowac zadzwonic do kogos i spytac, czy ci nie zabierze dziecka na te zajecia, bo ty ledwo zyjesz. Jesli dzieci sa wieksze a odleglosc znosna, to moga jechac tasowka.
    A na psa dzeci powinny miec czas w weekend. To tyle z praktycznych porad.
    Poza tym mysle, ze w samotnym macierzynstwie najtrudniejsze jest poczucie odpowiedzialnosci, ktora nie ma sie z kim podzielic.
  • princesswhitewolf 08.03.19, 13:13
    Wszystko zalezy od konkretnego przypadku.

    Sa samotne matki z zangazowana rodzina: babcie, dziadkowie byli tescie, byle tesciowe, i od czasu do czasu ciotki, wujkowie.
    Sa samotne matki ktore nie sa z ojcem dziecka ale ojciec dziecka to nie kanalia i angazuje sie czyli przychodzi regularnie plus gdy jest to konieczne.

    Sa samotne matki dobrze zarabiajace i stac je na opieke gdy potrzeba

    Sa samotne matki ktora maja kilka elementow ty wyzej wymienionych lub jeden


    Przechlapane maja te ktore ani nie zarabiaja na tyle by moc wynajac opieke, ani pomocy ojca dzieci, ani pomocy rodziny. Wspolczuje i sciskam. Powinny dostawac 1500 plus pomocy takie
  • karen_ann 10.03.19, 12:23
    Fajnie to podzielilaś. Tak jest ze mozna być samotną mamą i tego nie odczuwać bo za ścianą babcua a ojciec dziecka poczuwa się do opieki.
    Najgorzej jest kiedy brak tego wsparcia i zistajesz sama ze wszystkim i jest się samotną mamą prawdziwą, gdzie wyjście do fryzjera bywa problemem bo trzeba dziecko zaopiekować a znajomi uciekają bo a nóż będziesz ich prosić o przysługę..nie ma systemowej pomocy matkom czy środowiskowej. Jakze lzej byłoby gdyby ktoś czasem pomógł w razie choroby.
    Moze ktoś z forum blisko mieszka i moze kolezance pomóc w chorobie?
  • princesswhitewolf 08.03.19, 13:14
    >Dwa dni temu złapał mnie jakiś wirus. Boli mnie gardło, mięśnie, całą noc miałam dreszcze. Daję radę jakoś >funkcjonować, łykam apteczne medykamenty, wczoraj po pracy poszłam spać. No i tak najlepiej jakbym przez weekend >się doleczyła, ale nie mogę. Dzisiaj muszę iść z synem do lekarza, wizyta, której nie możemy odwołać, jutro muszę wstać i >zawieść córkę na zajęcia, bo tam żaden autobus nie dojeżdża, obiad też sam się nie gotuję. Sprzatanie chaty mogę odpuścić, ale psa wyprowadzić trzeba, dzieciaki nie zawsze mogą. Chciałabym żeby ktoś mnie odciazyl i porozwozil >dzieciaki, albo je zabrał a ja bym weekend spędziła w łóżku ale się nie da.

    przyjaciolk, sasiadki?


  • princesswhitewolf 08.03.19, 13:15
    mama innego dziecka z klasy?
  • alba27 08.03.19, 13:56
    Przyjaciółki pracują, sąsiadki nie bardzo, zajęcia dziecko ma indywidualne, nie ma opcji, żeby się z kimś zabrać. Wiem, że obiad mogę kupić a zajęcia nie są obowiązkowe, ale na 17 mam z synem lekarza, muszę tam być bo długo czekaliśmy na wizytę, O takie rzeczy mi chodzi. Mogę liczyć na mojego tatę, ale to już starszy, czasami nieporadny człowiek. Korzystam z jego pomocy jak trzeba być w domu żeby wpuścić kogoś z administracji lub odebrać paczkę od kuriera. No i antypatyczna jestem, boli mnie gardło i nie chcę mi się z nikim gadać A jak to dzieciaki ciągle o coś pytają czy coś opowiadają 😊 przyszłam wcześniej z pracy i odpoczywam, póki darmozjady nie wrócą ze szkoly
  • princesswhitewolf 08.03.19, 14:02
    a inne matki w klasie? Badz towarzyska bo to sie przydaje. Mi ciagle matki mieszkajace obok mowia: przywiezc ci dzieciaka? Zawsze daj znak itd/
  • purchawkapuknieta 08.03.19, 13:19
    1. odpowiedzialność
    2. bardzo bałam się tego, że jeśli jedno coś sobie zrobi, to do szpitala muszę ciągnąć i to drugie.
    3. kiedyś córka była bardzo chora, syn był malutkim wcześniakiem, po prostu nie miałam siły. Oboje rodzice wtedy jeszcze pracowali, więc pomocy nie miałam. Wciąż nie wiem, jak ja ten tydzień przetrwałam.

    przy małych dzieciach sama nie chorowałam, nie było opcji. teraz sobie odbijam big_grin Ale niewdzięcznicy nawet herbaty nie zrobią ;P

    --
    pbs.twimg.com/media/DGPeID2XgAEPP9J.jpg
  • chocolatemonster 08.03.19, 14:17
    Bylam 'samotna matka' przez 3 lata. Na szczescie nie byly to przedszkolaki (rodzenstwo nastoletnie a sama mialam 24 lata). Najbardziej stresujaca byla odpowiedzialnosc i strach , ze Mlodym cos sie stanie (zle towarzystwo, gwalt itd bo wczesniej jako beztroska siostra-studentka az takich obaw nie mialam). Logistyke ogarnialismy sprawnie ale ciezko bylo, rowniez finansowo.
    Zdrowiej i zaopiekuj sie soba!
  • mayaalex 08.03.19, 14:28
    Jeszcze tylko pare godzin do weekendu, wytrzymaj jakos - a w weekend dzieci nich ogarniaja psa a jedzenie zamow.
    Ja jestem prawie samotna matka (bo maz przyjezdza na weekendy ale nie zawsze) i dla mnie najgorsze sa wlasnie momenty jak jestem chora ale najpierw, zeby w ogole ba chwile sie polozyc, musze wywiezc towarzystwo do szkoly. I to poczucie, ze za wszystko jestem odpowiedzialna, wszystko na moich barkach - i jeszcze jak dzieci maja jakikolwiek problem to moja wina.
    Ale dasz rade smile Po weekendzie bedzie lepiej.
    Choc swoja droga te rady, zeby sobie zbudowac system wsparcia, sa bardzo dobre (choc ja sama nie za bardzo umiem je wprowadzic w zycie).
    Trzymaj sie!
  • danaide 08.03.19, 18:39
    Na spokojnie alba. Makaron też obiad.

    Podpisuję się pod wszystkimi wypowiedziami. Mnie szczególnym lękiem napawała choroba typu długotrwałe unieruchomienie albo że coś mi się stanie, a malutkie dziecko będzie samo w domu z matką w agoniiwink Przeżyłam, ale byłam długotrwale unieruchomiona. Na szczęście córka miała wtedy 6 lat, a i znaleźli się ludzie, którzy podeszli do sprawy zadaniowo i mi pomogli - przede wszystkim mężczyźni, muszę to z bólem podkreślić, nie dlatego, że tak nienawidzę mężczyzn tylko dlatego, że moja budowana przeze mnie wioska samotnych matek okazała się wydmuszką. No i przyjaciółka jedna. I córka była dzielna straszniewink, biedulka większość lata przesiedziała ze mną w 4 ścianach!
  • mid.week 08.03.19, 22:17
    Mnie tylko brak kasy doskwiera. Tak poza tym lubie byc samotną matką.
  • danaide 09.03.19, 10:26
    Ale za to masz chyba fajne powietrze, ładną przestrzeń wokół i sporo wewnętrznej przestrzeni. Nie czytuję Której godziny, ale tak jakoś mi się kojarzysz. Zawsze można wywrócić sobie życie do nogami i uderzyć do "korpo".
  • mid.week 09.03.19, 14:59
    Fajne powietrze to może i mam, ale metaforycznie, bo Wrocek goni Kraków w bitwie o największe stężenie smogu w atmosferze wink
  • kafana 09.03.19, 00:21
    Absolutnie najgorsza noc w moim życiu to niemowlak na cycku i grypa żołądkowa.
  • stephanie.plum 09.03.19, 00:37
    bywałam "słomianą" samotną matką.

    kiedyś zmógł minie nagły wirus grypy żołądkowej - rzygałam dalej, niż widziałam, przemieszczałam się na czworaka.

    w domu pod lasem tylko ja i dwulatek; sąsiadów bliskich brak.

    po fakcie z przerażeniem pomyślałam sobie, co by było, jakbym straciła przytomność albo na zawał padła.

    rodzina (w tym nieobecny mąż - telefonofob) może by się po trzech dniach zorientowała, że coś jest nie tak...

    --
    idę tam, gdzie idę
  • memphis90 09.03.19, 08:04
    Ja raz wpadłam nogą w dziurę w stropie na strychu - wisiałam na belkach na rękach, noga w dziurze, no - utknelam. Darlam się z tego strychu i darłam, żeby mi ktoś pomógł i gucio. Cała rodzina (z chłopem) w domu i nikt "nie słyszał". Pewnie by się po tygodniu zorientowali, jakby gaci czystych zabrakło uncertain

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • berdebul 09.03.19, 10:11
    My się nauczyliśmy chodzić z telefonem wszędzie, a robiąc niebezpieczne rzeczy (strych, przycinanie drzew, czyszczenie rynny itd) ze słuchawką z opcją połączenia głosem. Nasza sąsiadka poszła kiedyś przycinać drzewko, mąż w domu i spory ogrod. Spadła, złamała kręgosłup, krzyczała aż ją znalazł. Pół wsi nosi telefony po tym wydarzeniu.
  • nangaparbat3 09.03.19, 08:26
    Kiedy córka miała jakieś cztery miesiące zdarzyło jej się ryczeć przez pół godziny chyba - jakoś nie umiałam się połapać, o co jej chodzi, i płakała bardzo, i nagle dzwonek do drzwi - sąsiadka: Dziecko tak długo płacze, wystraszyłam się, że coś się pani stało. Jejku, jaka zaopiekowana się poczułam!

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • alba27 09.03.19, 09:41
    Wczoraj większość dnia przelezalam łóżku , usnęłam ok 21:30. W nocy dostałam krwotoku z nosa, na czworakach dowlokłam się do łazienki. Telefon miałam przy sobie, bo nie byłam pewna czy nie skończy się to wezwaniem pogotowia. Teraz już jest lepiej, nie mam gorączki. Uprzedzilam dzieciaki, że maja ogarnąć psa a na obiad zjedzą frytki z piekarnika, bo mam w zamrażarce. .
  • danaide 09.03.19, 10:23
    Wezwaniem pogotowia do krwotoku z nosa? Wolne żarty! Jak raz do mnie przyjechał ktoś z nocej wyjazdowej - sami zaproponowali - to byłam szczerze zdziwiona. Za to latami dzwoniłam na pogotowie w byle pierdole dotyczącej mnie czy dziecka. Często dostawałam opieprz, czasem krótką, fachową poradę - i wtedy wiedziałam że jest i dociągnę do rana, a dziecko nie obudzi się koło trupabig_grin
  • ira_08 10.03.19, 12:49
    >Wezwaniem pogotowia do krwotoku z nosa? Wolne żarty!

    Jeśli nie można by go było zatamować, to co byś zrobiła, wykrwawiła się?
  • danaide 10.03.19, 13:56
    Ironii się nie dopatrzyłaś? A, znów emotki zabrakło...
    Nie, polazłabym na sor brocząc krwią po chodnikach z dzieckiem u boku. Dzień jak co dzieńbig_grin
    Jak zerwałam achillesa to też sama chciałam jechać, ale akurat byłam w rzeczywistości równoległej (czyli na wakacjach poza Wawąwink i jakiś facet momentalnie kazał mi siedzieć i poszedł po kluczyki do auta. Za to znajomy dajmy na to z turnusu dwa-trzy dni potem zapił, miał zapaść i pogotowie w trymiga było. Tak że tego.
    Zadajesz pytanie osobie, która lęk o to co będzie jeśli nie dostąpi zaszczytu bycia przetransportowaną przez pogotowie zdążyła przepracować i zamienić w żarty.
  • jola-kotka 10.03.19, 12:50
    Nie jedni przez takie podejscie pogotowia czy lekarzy na izbach przyjec nie docisgneli do rana takze nie ufalabym im az tak bardzo. Krwotok krwotokowi tez nierowny.
  • iberka 09.03.19, 09:50
    Samotność, odpowiedzialność za wszystko - nie lubię bycia samotną mamą sad

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka