Dodaj do ulubionych

Uzytecznosc kobiet. I mezczyzn. Instrumentalizacja

17.03.19, 22:41
Przekopiowuje posta, ktorego wypocilem w watku o tym, gdzie autorka nie chce seksu z mezem, zaczyna go wrecz nienawidzic (ten forum.gazeta.pl/forum/w,567,167798797,167798797,Powoli_zaczynam_nienawidziec_swojego_meza.html) .
Skrot skrotow taki, ze tam bylo ze no ona nie chce seksu z mezem, on chce. On wiec przestal zajmowac sie roznymi rzeczami, np. nie pomaga jej juz przy aucie. Pomijam zupelnie dyskusje tam,
Bo ja nie o niej ani o nim.
Chodzi o ogolniejsze oczekiwania - gdzie kobieta od mezczyzny i odwrotnie, oczekuje, ze jak najbardziej "powinna" robic to czy tamto. Ze w sumie o to tez chodzi w zwiazku. Ze - mowiac nieladnie, szorstko, bezdusznie - ale zgodnie z realiami - obie strony chca miec pewne korzysci.
Czyli? I dla mezczyzn i dla kobiet, liczy sie uzytecznosc tej drugiej osoby.
Traktuja te druga osobe instrumentalnie.
Niekoniecznie mnie to jakos raduje; stwierdzam, ze tak troche wlasnie jest.

Instrumentalizacja kobiet - o tym mowi sie. Duuzo. Od dekad. Przez wieki kobieta byla instrumentalizowana. Nadal nieraz jest. To podle i zle.
Prasa, TV, szkoly, media wszelakie, wszedzie.
Instrumentalizowana, czyli ze co sie dzieje? w gruncie rzeczy chodzi o to, ze ma byc uzyteczna. Nie wystarczy, zeby byla. A czego facet szuka u kobiety? Jaka ma byc?
No stereotypy tu sie klaniaja:
- obiekt seksualny - ma byc ladna, talia osy, duze te te do oddychania, lepiej mlodsza niz starsza
- lubiec seks i dostarczac go mezczyznie - ale tez jednoczesnie nie byc ZBYT wyzwolona
- dbac o jego samopoczucie - chwalic, doceniac,
- w szczegolnosci ma dbac o domostwo - tj. gotowac, sprzatac, prasowac, wychowywac dzieci

W ten sposob jest ona "uzyteczna".

Wspolczesny sposob myslenia, pod co mocno podpiely sie sztandardy feminizmu - wytoczyly dziala. Z duza moca, bardzo ostro sie z tym powyzszym podejsciem rozprawia sie, walczy od lat.
Wyglad kobiety NIE MOZE byc najwazniejszy (w ocenianiu jej jako wartosciowego czlowieka oczywiscie, ze nie powinien),
kobieta nie moze byc sprowadzana do uslugujacej kucharki, praczki, niani, kochanki na zawolanie, sprzataczki .. itd.. no sluzacej.
Nie mozna jej mowic - ba, sugerowac - co ma robic ze swoim zyciem, jak je wykorzystac. Jesli facet jakis by to jej chcial dyktowac - patriarchalny szowinista, instrumentalizujacy, wykorzystujacy kobiete, traktujacy ja jako wlasnosc.
Jezeli kobieta mowi temu wszystkiemu "nie!" = jest to triumf kobiecosci. Sila kobiet.
No generalnie taki instrumentalizm, szukanie "uzytku" z kobiety to ochydztwo.

Jednoczesnie czego oczekuje sie od mezczyzny? Nie, nie dokladnie tego samego jesli chodzi o szczegoly, lecz...
Tez sie go instrumentalizuje.
Tez ma byc uzyteczny. Nie zaszkodzi jesli przy okazji dla spoleczentwa, lecz przede wszystkim dla kobiet. Przeciez nie wystarczy, ze "jest" - i juz.
Ma byc zaradny, pracowity. Nie, nie musi byc bogaczem- ale niezle zarabiac powinien i przynosic do domu pieniadze. By zylo sie dobrze nie tyle jemu (to jego sprawa), co im, jej. Ma (jej) pomagac. Nie byc psychicznie zalezny od rodzicow, tzn. ma niezaleznie dzialac i byc gotowy spelniac kobiety rozmaite potrzeby w pierwszej kolejnosci, przed innymi. Ma umiec instalowac kontakt, pomagac przy wymianie klockow, oleju, oponach w aucie, przymocowac szafke w kuchni, ma dostarczac jej pozytywnych emocji (byc romantyczny, organizowac niespodzianki, wyjscia itd). Musi byc ambitny. Dążyć do rozwoju, a nie tylko zadowalać się tym co ma. Musi mieć plan na przyszłość, pewną wizję, którą stale udoskonala. Nie może osiąść na laurach i zachowywać status quo.
Bezposrednio albo przynajmniej posrednio chodzi o to , ze ma stale dazyc do poprawiania ich/jej bytu. Docelowo dzieci, ktore beda jej (i przy okazji jego).
Ma dbac o jej ego, samopoczucie - chwalic, doceniac, motywowac, komplementowac.
W razie zagrozenia jej nadstawic swoja piers jak dawniej, bronic jej czci, itd. Dobrze, gdy ma dobry, lub minimum jakotaki status w odpowiednich kregach. Ma rozne zadania brac na klate, nie marudzic. Byc kochajacy, wrazliwy, ale meski i twardy.
Jakiegostam wygladu tez sie od niego oczekuje (nacisk mniejszy, ale tez jest).

Eksperyment. Odwracamy takiego pana i tworzymy niechcianego pana (Specjalnie nie tworze skrajnego obrazu nedzy i rozpaczy, jednak kogos na minusowej skali)
Facet ogolnie bojazliwy. Tlusty i oblesny nie jest, lecz sportu, ruchu unika. Nie jest bezrobotny, ale ma slaba prace, zarabia gorzej niz przecietny. Nie jest pracus, tylko co najwyzej zwykly pod tym wzgledem. Wyglada gorzej niz przecietny. Raczej maruda. Nie przykreci szafki, nie pomaluje pokoju, nie wie jak wymienic akumulator. Nie ma "gestu", w razie randki pilnuje, zeby kobieta zaplacila swoja polowe.
Gdy wchodzi z kobieta w gosci i ma do wyboru fotel wygodny i sredni - wybierze wygodny, sredni zostawiajac kobiecie.
Nie zamierza chwalic kobiety za jej sukcesy, za urode - sama powinna sie domyslic tego, a jak nie to jej problem.
Jesli mamy takiego faceta nie mowimy o triumfie meskosci. Mowi sie o kryzysie meskosci. O tym "gdzie sie podziali prawdziwi mezczyzni"?

Jak Ci sie jawi taki facet? Chetnie bys sie z nim spotkala? Czy tez nie za bardzo - gdyz jest za za malo uzyteczny dla niej? nie pokochasz go takiego jaki jest, po prostu za to, ze taki jest?
Bo nie jest taki, jaki TY bys chciala?

Tu wiele sie nie zmienilo. Tak jak bylo lat temu 5, 10 czy 20, tak jest tez teraz.
Facet ma bc odpowiednio uzyteczny - robic/ nie robic tego tamtego siamtego. Jesli kobieta ma oczekiwania - jej pelne prawo, zna swoja wartosc.
Jezeli od kobiety oczekuje sie tego i tamtego - instrumentalizacja kobiet, wykorzytywanie.

Teoria z ta uzytecznoscia moze brzmiec dosc radykalnie - ale nie jest jedynie moja. Wlasciwie rekonstruuje ja. Z uwaga sie w nia wsluchalem wiele lat temu, przegladajac youtube'a. Smutna, ale widze tu duzo prawdy. Nie mam teraz linka, ale autorka byla Karen Straughan - Kanadyjka. Ma ostre zdanie na niektore tematy. Mowi niezwykle elokwentnie. Tak przedstawia niektore kwestie, ze naprawde dala mi nieraz do myslenia. Ale zwraca uwage na to, co sie przemilcza a nie jest w mainstreamowym nurcie mysli.

I na sam koniec, to juz bardziej ode mnie.
Nie przeszkadza mi w ogole to, ze kobieta ma oczekiwania od mezczyzny. Naprawde. Z spora czescia przykladow powyzszych oczekiwac sie po prostu zgadzam. Facet dla kobiety powinien te uzyteczne cechy wykazywac. Nie wszystkie, ale wiekszosc. To takiego zycze mojej siostrze, w przyszlosci mojej corce.
Ale - doprawdy. Oczami przewracam wtedy, kiedy te oczekiwania sa uznane za zupelnie zasadne, PODCZAS gdy jednoczesnie ta sama kobieta oczekuje, ze ma byc uwielbiana, kochana za to, ze po prostu jest. Za to ze daje do zwiazku az "siebie".
A ona to nic nie musi. Tradycyjne wymagania do mezczyzny pozostaja liczne, podczas gdy ona z tradycyjnych wymagan co do kobiet wszystkie sa przestarzale i oznaka minionej epoki.
A jak nie, to niepartnersko.
Nie dajmy sie zwariowac w tej nieraz niezrozumiale dziwnie pojetej "rownosci".
Edytor zaawansowany
  • princesswhitewolf 17.03.19, 22:43
    jak to mozliwe ze system pozwolil ci wysmarowac tak dlugi post? oj poleci ten watek, oj poleci. I nie za kontrowersyjnosc tematu czy cos, ale za ilosc bo to ubiega sie o tytul spamowania tudziez grafomani.
  • no_easy_way_out 17.03.19, 22:50
    no wlasnie widze ile tego mi sie napisalo
    dopiero zobaczylem po wyslaniu,
    nawet mi sie nie chce calego czytac tongue_out

    proponuje czytaj co drugi wyraz wink
  • ichi51e 18.03.19, 11:47
    Zgadzam sie TLDR czy ktos stresci?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • dziennik-niecodziennik 18.03.19, 11:58
    generalnie autor dokonał zaskakujacego odkrycia ze nikt nie wchodzi w zwiazek po to zeby byc "na minusie". i ze zawsze sie od drugiej osoby czegos oczekuje.
    nie wiem co go tak zdziwiło.


    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • no_easy_way_out 18.03.19, 12:44
    Zdzwiwilo?
    Zdziwilo nic smile
  • 1matka-polka 17.03.19, 22:50
    "Nie dajmy sie zwariowac w tej nieraz niezrozumiale dziwnie pojetej "rownosci"."
    To jest forum lewackie, panuje tu skrajny feminizm. Rownosc nie jest tu zadna wartoscią.😁

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?
    Fryderyk Nietzsche
  • no_easy_way_out 17.03.19, 23:30
    >panuje tu skrajny feminizm

    Pewne skrzywienie jest, ale z wieloma da sie pogadac.
    Pogadac nie oznacza wcale zgadzac sie. I spoko, nie szkodzi.
  • mokka39 18.03.19, 11:45
    nie panuje tu wcale feminizm. Jest mnóstwo antykobiecych wypowiedzi
  • afro.ninja 19.03.19, 06:55
    Tu panuje kołtuństwo i dulszczyzna w pełnym wymiarze. Feminizm na tym forym- dobre. 😁😁😁😁
  • 1matka-polka 19.03.19, 07:54
    Nie wiem jakie watki odwiedzasz, skoro nie zauwazylas nieustajacej obrony oblezonej twierdzy 3 fali feminizmu...

    --
    "Here is the solution to the American drug problem suggested... by the wife of our President: "Just say no"."
    Kurt Vonnegut
  • 1matka-polka 19.03.19, 08:09
    kołtuneria:
    2. pogard. «grupa ludzi o wstecznych, nietolerancyjnych poglądach»
    sjp.pwn.pl/sjp/koltuneria;2472473.html

    Czym sie rozni koltun od feministki 3 fali? Bynajmniej nie poziomem tolerancji.🙄

    --
    Religia powstała, gdy pierwszy oszust spotkał pierwszego głupca.
    Wolter
  • obrus_w_paski 17.03.19, 22:53
    TLTR (to long to read)
  • obrus_w_paski 17.03.19, 22:54

    *too
    obrus_w_paski napisała:

    > TLTR (to long to read)
  • alpepe 18.03.19, 08:53
    Nie, to.

    --
    Achse des Guten
  • 1matka-polka 17.03.19, 22:54
    "Czyli? I dla mezczyzn i dla kobiet, liczy sie uzytecznosc tej drugiej osoby. Traktuja te druga osobe instrumentalnie. Niekoniecznie mnie to jakos raduje; stwierdzam, ze tak troche wlasnie jest."
    Tak wlasnie jest i wcale mnie to nie raduje. Zycie to orka na ugorze. A potem i tak umieramy. 🙄

    --
    "W lokalnej dyskotece spotykasz szatana - co mówisz? Zareaguj spontanicznie na zadaną sytuację."
    Dorota Masłowska
  • aj.riszka 17.03.19, 23:18
    Szczęśliwi, którzy nie dają / nie dali się, wmanewrować w ten plan, zwany przedłużaniem gatunku wink
    Sami sobie sterem, żeglarzem, okrętem...
  • no_easy_way_out 17.03.19, 23:25
    a Ty sie czasami nie zmanewrowalas ostatnio? suspicious
    czy mi sie z inna ksywa mylisz
    i jesli tak to z jaka. Domagam sie odpowiedzi ;>
  • aj.riszka 17.03.19, 23:33
    Nie, to nie ja.
  • kkalipso 17.03.19, 23:51
    Przeczytałam dawno dawno temu w książce Lecha Starowicza że związek/małżeństwo to takie "szantażowanie" się na co dzień, do tej pory utkwiło w mojej głowie. W tamtym wątku jest to perfidne, i najczęściej jest, ale czy da się tego uniknąć nawet w najzdrowszym związku, czy też długoletnim....


    --
    http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/ludzie/f640x640/38/52/23/012b6d09cf.jpg
  • alpepe 18.03.19, 00:07
    Nie odniosę się do głównego postu/a, bo mi się nie chce, bo faktycznie za długi, ale do twojego, pozwól. Był taki stary aforyzm, nie pamiętam już, czyj, że w małżeństwie są cztery osoby, Pan i Pani, niewolnik i niewolnica. I uważam, że to powinien być wyznacznik relacji związkowych.

    --
    Achse des Guten
  • bialeem 18.03.19, 01:03
    Zasada jest duuużo mniej skomplikowana. Z partnerem ma być łatwiej niż bez partnera. Żeby było łatwiej kobieta nie musi dawać d*py na zawołanie i robić za sprzątaczkę. Praktycznie nikt też od faceta nie wymaga tego wszystkiego. Do tego niektóre kobiety są młode i głupie i się po prostu zakochują w jakimś tłustawym leniwcu.
  • kobieta_z_polnocy 18.03.19, 15:57
    bialeem napisał:

    > Zasada jest duuużo mniej skomplikowana. Z partnerem ma być łatwiej niż bez part
    > nera. Żeby było łatwiej kobieta nie musi dawać d*py na zawołanie i robić za spr
    > zątaczkę. Praktycznie nikt też od faceta nie wymaga tego wszystkiego. Do tego n
    > iektóre kobiety są młode i głupie i się po prostu zakochują w jakimś tłustawym
    > leniwcu.

    Otóż to. Ma być łatwiej, tylko i aż tyle.
    Czego nie należy rozumieć jako prawa do posiadania męża/żony rodem z marzeń. Bo tacy ludzie nie istnieją.


  • cauliflowerpl 18.03.19, 08:29
    Ciekawa jestem, jakby wygladalo to zagadnienie, gdybysmy zyli w idealnym swiecie, gdzie kazdy jest sie w stanie samodzielnie utrzymac z wlasnej pracy na przyzwoitym poziomie.
    Nie wyobrazam sobie "wymagac" od mojego faceta, zeby zmienil mi kolo w samochodzie, gdy (pomijajac fakt, ze zrobie to sama) w warsztacie za rogiem wymienia mi je za kwote, ktora nie wystarczylaby na przecietna kolacje dla jednej osoby w czasie krotszym, niz pobyt w tej restauracji.

    Doszlibysmy pewnie do "uzytecznosci" towarzysko-uczuciowo-seksualnej. Przynajmniej na poziomie klasy sredniej i ludzi, ktorym do szczescia niepotrzebne miliony (ktore powinna zarobic ta druga osoba wink )
  • no_easy_way_out 18.03.19, 09:02
    byly takie badania na myszach.
    Eksperyment Calhouna. Trwal pare lat.
    Myszy dostaly ...wszystko czego potrzebuja do zycia.
    Byly samce i samice. Jedzenia dostatek, odpowiednia temperatura, zadnych zagrozen itd.
    Eksperyment wykazal, ze wszystkie wyginely.
    Cytuje:
    “Okres wymierania – trwał od dnia 560, w którym wskaźnik przyrostu naturalnego stał się ujemny, do dnia 1588, w którym zdechła ostatnia mysz, kończąc tym samym eksperyment. Samice coraz rzadziej zachodziły w ciążę, a w końcowej fazie eksperymentu populacja całkowicie utraciła zdolność reprodukcji. Dnia 600 nastąpiło ostatnie żywe urodzenie. W dniu 920 doszło do ostatniej kopulacji. Była to najdłuższa faza eksperymentu. Wśród myszy nastąpił całkowity zanik zachowań społecznych takich jak obrona własnego terytorium i potomstwa. Ich czynności sprowadzały się do zaspokajania potrzeb naturalnych i dbania o swój wygląd“.
    To moze byc nieco zaskakujace. No i to jednak myszy, trzeba traktowac z przymruzeniem oka.
    Ale nie da sie nie zauwazyc, ze jest prawdidlowosc- ze czesto im spoleczenstwo bogatsze, tym mniejsza dzietnosc. Uzupelnia sie ten brak nieraz poprzez otwarcie tej bogatej grupy na inne, zwykle biedniejsze Spolecznosci (imigracja ).
    Zwroc uwage na Japonie, Niemcy, USA, nawet Polske teraz i nascie lat temu. I porownaj do biednych krajow, zwlaszcza Afryki.
  • maly_fiolek 18.03.19, 09:27
    Takie społeczeństwo wymrze, bo rodzi postawę 'nic nie muszę, wszystko mi się należy'
  • beneficia 18.03.19, 13:34
    >Doszlibysmy pewnie do "uzytecznosci" towarzysko-uczuciowo-seksualnej<

    Jestem aktualnie sama/samodzielna/samowystarczalna i jest tak jak piszesz.
    Ewentualny facet przy boku służyłby do przyjemności, miłego spędzania czasu itd.
    Zresztą nie widzę w tym nic dziwnego ani złego. Przynajmniej miałby pewność, że jestem z nim całkowicie bezinteresownie.
  • cauliflowerpl 18.03.19, 14:48
    No wlasnie z mysla o sobie i moim facecie napisalam.
  • araceli 18.03.19, 14:54
    beneficia napisała:
    > Przynajmniej miałby pewność, że
    > jestem z nim całkowicie bezinteresownie.

    'Bezinteresownie' to jak najbardziej można żyć osobno. Życie razem ma tę oczywistą cechę, że robi się pewne rzeczy razem: taka proza życia jakim jest gotowanie, sprzątanie, pranie czy dbanie o ruchomości typu samochód. W byciu razem występuje podział obowiązków - wtedy pensjonarskie kobiece frajerstwo niestety powoduje, że na "bezinteresowności" wychodzi się na minus wink


    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • beneficia 18.03.19, 17:19
    >'Bezinteresownie' to jak najbardziej można żyć osobno.<

    I otóż ja już sobie nie wyobrażam mieszkać z kimś na stałe.
  • heavy_metal_thunder 18.03.19, 16:23
    Tylko, że jakiś włóczęga bez grosza przy duszy co ma 40 lat, mieszka z mamusią na jej utrzymaniu i dorabia na waciki na pewno nie byłby dla Ciebie seksualnie atrakcyjny.
  • beneficia 18.03.19, 17:14
    Akurat trafiłeśbig_grin
    Spotykałam się z dokładnie takim gościem jakiś czas, bo był właśnie szalenie atrakcyjny seksualnie.
  • heavy_metal_thunder 19.03.19, 08:30
    Ty w ogóle wydajesz się osobą empatyczną, która nie skreśla ludzi ze stereotypowych powodów.
  • heavy_metal_thunder 18.03.19, 16:21
    Tylko, że facet niezaradny i bez ambicji jest niemęski i nie pociąga seksualnie.
  • araceli 18.03.19, 09:50
    No to ja ci napiszę, że gdyby teorię "użyteczności" wbijano młodym ludziom do głowy zamiast idiotycznego, romantycznego "love conquers all" to świat byłby znacznie szczęśliwszy.

    Żeby nie było - uważam, że działa to w dwie strony tak samo.


    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • jehanette 18.03.19, 10:39
    Ja to nazywam w duchu materialistycznym podejściem do związków. Prawdziwa równość i równouprawnienie wymaga niestety myślenia, refleksji nad sobą, nad swoimi oczekiwaniami, potrzebami i możliwościami. Szacunku do drugiej strony i świadomości, że partner/ka jest człowiekiem, a nie maszyną, i też ma swoje potrzeby, oczekiwania i granice możliwości. Że związek to wspólna sprawa, a nie bilans zysków i strat.

    --
    Error 404
  • araceli 18.03.19, 11:20
    jehanette napisała:
    > Że związek to wspólna sprawa, a nie bilans zys
    > ków i strat.

    Zysków i strat to jest rachunek - strony bilansu są sobie zawsze równe.

    Nie ma sensu tkwić w związku, w którym jest ci gorzej niż samemu.



    --
    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
  • bo_gna 18.03.19, 11:01
    Tak, mój mąż chce żebym ładnie wyglądała, żebym patrzyłą na niego maślanymi oczkami, żebym dobrze ugotowała i ładnie posprzątała, żebym miała na niego ochotę wieczorem.
    Tak, ja chcę, aby mój mąż był ambitny i pracowity, aby znał się coś na samochodach i komputerach, aby dbał o higienę, aby mi prawił komplementy i kupował czasem kwiatki.
    Z tego wniosek jest taki, że związek to zawsze interesowna instytucja i że dla mężczyzn seks jest najwyższym dobrem. Wymagania co do kobiet są więc bardzo powierzchowne i tak naprawdę jak kobieta jest brzydka to choćby stanęła na głowie to czasem i tak nic nie da, z kolei facet może być nieurodziwy, ale jeśli popracuje głową i mięśniami to może stać się łakomym kąskiem. Tak więc równości nie ma i nigdy nie będzie, bo biologia każe facetom tak, a nie inaczej, z tego też wniosek, że kołem napędowym do rozwoju ludzkości są kobiety, które mają wobec mężczyzn większe wymagania niż tylko wygląd i ochota na seks. TADAM.
  • dziennik-niecodziennik 18.03.19, 11:56
    generalnie związek ma polegac na tym zeby nam razem było w życiu lepiej i łatwiej niz kazdemu z osobna. i zawsze sie patrzy na to co mozna stracic, a co mozna zyskac. przy czym całkiem indywidualną sprawą jest to co bierzemy do rozpatrywania pod kątem tegoż zyskania. dla niektórych to jest owszem - kasa, dla niektorych seks, a dla niektórych to jest silne wsparcie psychiczno-życiowe, bedace składową miłości.

    btw - ja nie wierzę w związki na ktorych ktos wyłącznie traci. takie co to "bede z nim/nia na przekór całemu swiatu". to prowadzi tylko do nieszczesc.


    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • lellapolella 18.03.19, 12:16
    Zgadzam się w 100%. I nie chciałabym nigdy być w związku, gdzie jedna strona tylko traci- jako żadna ze stron.

    --
    <*>
    "Istnieje cel, ale nie ma drogi: to co nazywamy drogą, jest wahaniem." Franz Kafka
  • asfiksja 18.03.19, 13:12
    Popełniasz błąd myślowy stawiając znak równości między instrumentalizacją osoby a jej użytecznością. Człowiek użyteczny dla świata/innych ludzi może jak najbardziej być traktowany podmiotowo przez innych i siebie samego.
    Po drugie - o niegodnie niskich zarobkach nauczycieli też się mówi duużo, od dekad. To chodzi nie tyle o osobogodziny słowotoku tylko o efekty, a te nie są spektakularne. Delikatnie mówiąc.
    Po trzecie, ogólnie, stawiając znak równości między dyskryminacją kobiet a dyskryminacją mężczyzn ośmieszasz się. Ja wiem, że symetryzm jest teraz w modzie, ale nie przesadzajmy już.
  • no_easy_way_out 18.03.19, 16:08
    1. Kwestia semantyki, nazewnictwa. Nie jestem jezykoznawca, podobnie jak malo kto z nas. Tak, spojrzalem na pojecie instrumentalizacji osoby na poziom ogolniejszy - taki, gdzie instrumentalizuje sie kogos, tzn. traktuje te osobe jako instrument / narzedzie do czegos, do jakichs, glownie swoich celow. W tym sensie potraktowalem to jako synonim uzytecznosci, na potrzeby wyjasnienia "oczekiwan" co do drugiej osoby plci odwrotnej.
    2. Nauczyciele - pewnie masz racje, ale ja nie spogladam tu na konkretne jedno polskie podworeczko, pisze ogolniej, o calym swiecie. O miejscach gdzie nauczycielom placi sie duzo lepiej tak samo jak i gdzies indziej. Dlatego tu sie nie mam co odniesc.
    3. Wycieczke osobista o osmieszaniu uwazam za znakomicie zbedna.
    4. Jak juz pisalem to nie jest tylko jakas moja teoria. I o zadna mode tu nie chodzi. Moze akurat taka moda przyszla do Polski, nie wiem. Nawiazalem do pewnej teorii, pewnego mniej jedynie-slusznego spojrzenia, reprezentowanego, jak juz wspomnialem m.in. przez pewna Kanadyjke. Z ktorym owszem, zgadzam sie w duzym stopniu. Rozne aspekty spojrzenia przedstawione sa m.in w tcyh linkach
    www.youtube.com/watch?v=d-N9daqANcw
    www.youtube.com/watch?v=vp8tToFv-bA
    Te przykladowe pochodza z roku 2011 / 2012. Maja wiec 7-8 lat. Nie mogly byc wiec zainteresowane tym co bedzie "modne" w Polsce 7 czy 8 lat temu.
    5. Nie stawiam znaku rownosci miedzy dyskryminacja kobiet i mezczyzn. I jedni i drudzy sa i byli dyskryminowani, inaczej, w innym stopniu w roznych kwestiach.
    Np. wspomniana wyzej Karen mowi w jednym z swoich video (nie wiem czy w jednym z zalinkowanych tez) o tym, ze do teraz wlasciwie pokutuje przeswiadczenie, ze jesli chodzi o wynoszenie ludzi z palacych sie budynkow - to w pierwzej kolejnosci ratuje sie kobiety i dzieci. faceci - na koncu. Bo ich zycie jest najmniej warte.
    I ze takie jest spoleczne oczekiwanie.
    I ze to zadna nowosc.
    Gdy tonal Tytanik, a to juz ponad 100 lat temu, byla ograniczona ilosc lodzi. Mnostwo pasazerow zginelo.
    Gdyby spoleczenstwo dbalo przede wszystkim o mezczyzn, zycie mezczyzn byloby traktowane jako wazniejsze/istotniejsze pod kazdym wzgledem, uratowali by sie glownie mezczyzni. Gdyby na rowni - bylaby mniej wiecej podobna ilosc. CZemu niby mialy by byc trzymane miejsca w lodziach dla kobiet, skoro sa gorsze, mniej istotne ?
    Uratowano jednak okolo 75% kobiet, i tylko 20% mezczyzn.
    www.anesi.com/titanic.htm
    To jedna z rzeczy, na jaka ona zwraca uwage.

    Oczywiscie dyskryminacja kobiet wiadomo, ze tez byla, tez przeciez miala miejsce - w tamtych czasach chociazby w kwestii praw wyborczych. I bukietu innych spraw.

    Wiec nie, znaku rownosci nie stawiam -choc dyskryminacja pewna byla i jest w obie strony.

    Samo to, ze facet chce tego czy owego od kobiety i traktuje ja jako dostarczycielke tych potrzeb jest tak samo dobre badz zle, co kobieta, ktora ma oczekiwania od mezczyzny.
    A narracja powszechna jest taka, ze jesli od kobiety facet czegokolwiek oczekuje, to juz natychmiast od razu patriarchat, szowinizm, utkniecie w zaprzeszlosci. W druga strone, to sila kobiet, girl power.
    Z to to juz jest jak dla mnie slabe.
  • asfiksja 18.03.19, 16:54
    I jedni i
    > drudzy sa i byli dyskryminowani, inaczej, w innym stopniu w roznych kwestiach
    > .
    "Jedne" były i są dyskryminowane w znacznie większym stopniu i w znacznie istotniejszych sprawach niż "drudzy". Jeśli to kwestionujesz - nie rozumiesz istoty dyskryminacji.
    To tak jak by powiedzieć, że, owszem, czarni są dyskryminowani, ale przecież biali też, tylko w innych sytuacjach.
    O nauczycielach to był przykład ilustrujący rozumowanie. Cały czas chodziło o dyskryminację kobiet.

    przeswiadczenie, ze
    > jesli chodzi o wynoszenie ludzi z palacych sie budynkow - to w pierwzej kolejno
    > sci ratuje sie kobiety i dzieci. faceci - na koncu.
    To przeświadczenie jest fałszywe. Ratuje się jak leci, byle szybko, w gryzącym dymie nikt nie rozkminia, kto jest bardziej godny.
  • no_easy_way_out 18.03.19, 17:29
    >"Jedne" były i są dyskryminowane w znacznie większym stopniu i w znacznie istotniejszych sprawach niż "drudzy". Jeśli to >kwestionujesz - nie rozumiesz istoty dyskryminacji.
    >To tak jak by powiedzieć, że, owszem, czarni są dyskryminowani, ale przecież biali też, tylko w innych sytuacjach.
    >O nauczycielach to był przykład ilustrujący rozumowanie. Cały czas chodziło o dyskryminację kobiet.

    Na pewno duzo glosniej, wyrazniej sie mowi od wielu wielu lat o dyskryminacji kobiet na przelomie dziejow. O ile zgadzam sie, ze ogolnie mialy gorzej, to przede wszystkim wedlug mnie w ogole zycie wygladalo kiedys inaczej, tj duzo gorzej niz teraz- dla prawie wszystkich.
    Gdy mowa o tym jak kiedys bylo (mowa o czasach 100 lat wstecz i dawniej), tez bardzo duzy nacisk kladzie sie na to, ze glowna roznica miedzy tym jak kogos zycie kiedys wygladalo, przebiegala wzdluz granicy kobiety - mezczyzni.
    To tez, ale to tylko jakas czesc prawdy.
    Pisalem o tym juz tu pare razy, ale spoko, powtorze. Gdy np. mowa o tak fundamentalnym prawie, jak prawo do glosowania, czy edukacji - owszem, kobiety mialy przekopane. I to dosc powszechnie wiadomo.
    Sek w tym, ze o czym sie mniej mowi, przecietny facet tez mial bardzo niekolorowo. Czesto nie tez nie mial zadnych praw do glosowania, ale te prawde mowiac nie to mu bylo w glowie. Pracowal nascie godzin dziennie w jakiejs 19-wiecznej kopalni na przyklad, smiertelnosc w pracy byla wysoka.
    Od gotowania byly nie tyle zawsze i wszedzie kobiety, co sluzba.
    Tym sposobem choc zycie 100 lat temu przedstawiane nieraz jest jako mezczyzna - Pan, kobieta - sluzaca.
    Tak bywalo. Ale w druga strone owszem tez, a to sie pomija.
    Pani z jakiegos lepszego domu np. zatrudniala chlopaka do uslugiwania.

    To tu przebiegala glownie linia dyskryminacji. Urodzenie, wiezy krwi, klasa spoleczna.
  • rekreativa 18.03.19, 18:15
    "To tu przebiegala glownie linia dyskryminacji. Urodzenie, wiezy krwi, klasa spoleczna."

    Owszem, masz rację co do klasizmu, ale wzbraniasz się zobaczyć, że w poszczególnych klasach to wciąż kobiety stały na gorszej pozycji. Ten styrany chłop, co pracował po 15 godzin dziennie nie miał przecież służby, tylko żonę, która sama tyrała, nierzadko również w jakiejś fabryce, a potem w chałupie. Do tego chodziła w ciąży nieco częściej niż obecnie, a jak to było w tamtych czasach z ciążą, porodami, połogiem i prawami reprodukcyjnymi, to przeczytaj "Ginekologów", to zobaczysz, jakie to "przyjemności" mężczyzn omijały.
    Tak samo było u chłopstwa (Reymonta nie czytałeś? ) i tak samo było w klasie wyższej. Kurtuazja, etykieta, maniery, wersal, ą, ę, ale jak przyszło co do czego, to kobieta miała siedzieć cicho, a różni panowie "udowadniali" pseudonaukowo jej rzekomą słabość umysłową i przypisywali histerię.

    "Od gotowania byly nie tyle zawsze i wszedzie kobiety, co sluzba."

    A kto stanowił tę służbę w kuchni? No kobiety przecież. Mężczyźni rzadko byli kucharzami w prywatnych domach.


    --
    "Życie jest jak taniec transwestyty - wszystko ładnie, pięknie, a tu nagle ch...j"
  • triss_merigold6 19.03.19, 06:39
    A ta służba była bezpłciowa, filozofie wannabe? Poczytaj sobie jak liczna była armia służących w XIX- wiecznej Anglii czy w Polsce międzywojnia. W fabrykach pracowały kobiety, ich średnia długość życia nie była wyższa od męskiej.
  • owmordke 18.03.19, 23:05
    Co to przezywalnosci w katastrofach to jest dokladnie odwrotnie. Najwieksze szanse przezycia ma przede wszystki zaloga, potem ogol mezczyzn, a na koncu kobiety i dzieci.

    “crew members have the highest survival rate, followed by captains and male passengers, whereas the lowest survival rates are observed for women and children. ”

    Zrodlo: www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3421183/
  • kobieta_z_polnocy 18.03.19, 15:49
    Naprawdę nie dało się krócej? wink

    Tak, ludzie mają wymagania wobec (potencjalnych) partnerów. Możesz to nazwać użytecznością jak chcesz. Ale to nie oznacza, że te wymagania zawsze są realistyczne. I naprawdę, NAPRAWDĘ, nie ma obowiązku nawet starać się ich spełniać.

    Nie od dzisiaj świat się śmieje z "nierealnych" oczekiwać kobiet wobec mężczyzn - tych wszystch wyobrażeń o księciu na rumaku, co jednocześnie jest czuły i twardy, i nie ogląda się za innymi kobietami.
    Cóż, podobnie może być - nawiązując do tamtego wątku - z oczekiwaniem mężczyzn wobec kobiet. Że mają być nie tylko seksowne, ale zawsze chętne i pożądające swojego męża, kiedy tylko on ma ochotę.

    Pomarzyć dobra rzecz, ale potem należałoby stawić czoła rzeczywistości i podchodzić realistycznie do swoich oczekiwań. Dotyczy to obu płci.

    A już twoje słowa, że:
    "A ona to nic nie musi. Tradycyjne wymagania do mezczyzny pozostaja liczne, podczas gdy ona z tradycyjnych wymagan co do kobiet wszystkie sa przestarzale i oznaka minionej epoki."
    - to chyba jakiś żart??
    Pierwszy raz słyszę, żeby kobiety nic nie musiały.

    Ile ty masz tak naprawdę lat? Bo piszesz jak nieśmiały dwudziestolatek, a nie dorosły facet.
  • no_easy_way_out 18.03.19, 16:13
    kobieta_z_polnocy napisała:

    > Naprawdę nie dało się krócej? wink

    Dalo smile
    Ale ze tak dlugo, polapalem sie, jak juz sie wyslalo.
    Tu nie ma edycji, wiec juz nie cofne. Mleko sie rozlalo smile

    A niektorym naprawde wydaje sie, ze wystarczy "byc". Nie spotykasz sie z takim podejsciem, z takimi osobami?

    www.youtube.com/watch?v=GhRQMRSB8Mg
    smile
  • anorektycznazdzira 18.03.19, 21:27
    Ale daj spokój. "Użyteczność" to tylko fenotyp poszerzony na cechy niefizyczne. Żeby z kimś być- ten ktoś musi nam się podobać, czyli musi nam odpowiadać to, jaki jest. A to jaki jest, to nie tylko to, jakiego jest wzrostu, figury, jakie ma rysy twarzy, ton głosu czy zapach. To jego/jej sposób bycia, mówienia, ale także ogólnie pojęte poglądy na życie, sposób wychowania dzieci, stosunek do zwierząt, i zylion rzeczy, a także to, czy jest przedsiębiorczy/a, zarabia dużo/mało, sprząta i gotuje lub nie, bzyka się tak często i w taki sposób jak nam to odpowiada czy nie.
    Mamy pewną tolerancję na "brak ideału", ale mamy też swoje bezwzględne minimum, poniżej którego kandydat/ka nam się NIE podoba.
    Osobną sprawą jest, że na nasze preferencje wpływają nasze własne geny, ale nie tylko, bo także wychowanie, presja społeczna, etc- ale wypadkowa jest nadal ta sama: odpowiada nam ten kandydat/ta kandydatka lub nie. KAŻDY musi być użyteczny, czyli musi mieć cechy pożądane, takie czy inne. I nie ma co się irytować jak niektórzy/niektóre wink

    --
    'Na słońcu jest rzeczywiście znacznie mniej cienia, wiesz?' by król Julian
  • anorektycznazdzira 18.03.19, 21:34
    PS. Wszystkiego nie przeczytałam, bo się nie dało, popłynąłeś z długością tego posta
    tongue_out

    --
    'A teraz wzbudzę w was poczucie niższości. Zresztą uzasadnione.' by król Julian
  • smillla 19.03.19, 05:49
    Warto obejrzeć film -dokument "Szwedzka teoria miłości", gdzie ten właśnie temat jest ilustrowany. Komentuje m.in. Zygmunt Bauman. Bardzo ciekawe. Nie chcę nieznąjacym filmu psuć oglądania ujawnianiem szczegółów i konkluzji, ale ten film jest właśnie odpowiedzią "w punkt" na poruszone tutaj dylematy.
  • grru 19.03.19, 08:27
    Podstawowe oczekiwanie jest takie, że człowiekowi w związku ma być lepiej niż bez tego związku. Nie ma ludzi idealnych, ale bilans musi być dodatni, żeby to miało sens. A reszta to już kwestia potrzeb i oczekiwań konkretnych ludzi.

    A sfera seksualna jest ważna i jak ludzie drastycznie się rozmijają w potrzebach i poziomie libido to jest duży problem i to nie ma nic wspólnego z instrumentalizacją. Tylko fochy i próba wymuszenia to nie jest metoda na rozwiązanie.

    A co do doceniania i pozytywnych emocji to uważam, że oboje powinni sobie to oferować, to jest ważne.

    A w dalszej części to już się niebezpiecznie w józkowizm osuwasz wink Nie tylko ludzie wybitni, nieprzeciętnie piękni, przedsiębiorczy, zamożni, czuli i co tam jeszcze wymyślisz tworzą związki. W związkach są także kobiety bez talii osy, kobiety niegotujące, mężczyźni bojaźliwi i niemający pojęcia o wymianie kontaktu.

    Ja np. nie mam takich oczekiwań, jak piszesz i ode mnie też facet nie oczekuje tego, co piszesz. Stereotypy to jedno, a rzeczywistość wygląda często inaczej. Wiesz, co jest dla mnie ważne? Poczucie, że gramy w jednej drużynie i partner jest po mojej stronie, że mogę na niego liczyć, że jak mam chwilę zwątpienia, czy dam radę to on mi kibicuje, a nie podcina skrzydła, żebym przypadkiem za daleko nie odleciała. To jest ważne, a nie wymiana kontaktu czy mocowanie szafek albo wysokie zarobki.
    Ze swojej strony oferuję sto procent lojalności i to, że nie panikuję nawet w najtrudniejszych sytuacjach i można na mnie liczyć. To, że mam szczupłą talię jest przy tym tylko miłym bonusem. Za to nie prasuję i niewiele sprzątam.




    --
    Nadal jem gluten smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.