Dodaj do ulubionych

Dzieci bardziej i mniej inteligentne?

21.03.19, 10:24
Tak trochę w nawiązaniu do wątku o dynamicznych chłopcach i grzecznych dziewczynkach.
Taki eksperyment:
" Profesor psychologii na uniwersytecie kalifornijskim przeprowadził serię eksperymentów poświęconych wpływowi oczekiwań nauczycieli na poziom wiedzy i umiejętności uczniów. Psychologowie przeprowadzili specjalne testy i na podstawie wyników podzielili dzieci na dwie grupy: dzieci mniej i bardziej inteligentne. Informacje przekazali nauczycielom.

Po roku psychologowie wrócili do placówki, znów zbadali dzieci i okazało się, że grupa "bardziej inteligentna" ma lepsze wyniki, a grupa "mniej inteligentna" gorsze
Eksperyment był od początku czystą manipulacją - dzieci losowo przydzielono do obydwu grup. Chciano sprawdzić, jak taka wiedza wpłynie na podejście nauczycieli do wychowanków.
Kiedy nauczyciele wiedzieli, że dane dzieci mają większy potencjał, poświęcali im więcej uwagi, dawali trudniejsze zadania i w efekcie doprowadzili do tego, że dzieci te miały później lepsze wyniki."
Tu akurat manipulowano posługując się argumentem autorytetu naukowca.
Ale generalnie wnioski były takie, że, w zależności od tego, jak traktuje się dzieci, takie one są…



Edytor zaawansowany
  • milva24 21.03.19, 10:29

    > Ale generalnie wnioski były takie, że, w zależności od tego, jak traktuje się d
    > zieci, takie one są…
    >
    >

    Wniosek mam jeden, wszystkie te dzieci miały podobne warunki wyjściowe.
  • janja11 21.03.19, 10:40
    milva24 napisała:

    > >
    >
    > Wniosek mam jeden, wszystkie te dzieci miały podobne warunki wyjściowe.

    Ale zostały , na zasadzie losowej , zakwalifikowane do grup o większym, bądź mniejszym potencjale intelektualnym.
    Sama sugestia poparta rzekomym autorytetem naukowym wystarczyła, aby jedne z nich były traktowane przez nauczycieli lepiej,a inne gorzej.
  • milamala 21.03.19, 10:45
    janja11 napisał(a):

    > Ale zostały , na zasadzie losowej , zakwalifikowane do grup o większym, bądź m
    > niejszym potencjale intelektualnym.
    > Sama sugestia poparta rzekomym autorytetem naukowym wystarczyła, aby jedne z ni
    > ch były traktowane przez nauczycieli lepiej,a inne gorzej.

    Nauczyciele wpadli w pulapke. Gdy dostali dzieci "szczegolnie inteligentne" a potem na lekcjach okazywalo sie, ze dziecko takie nie jest, to nauczyciel szukal winy w sobie (chyba zle poprowadzilem lekcje skoro taki zdolniacha nie pojal) i szukal sposobu aby lepiej uczyc. I uczyl lepiej, co skutkowalo automatycznie tym, ze przecietne dzieci lepiej rozumialy temat, lepiej sie uczyly i stawaly sie … bardziej inteligentne.
    Jak wiemy o kims, ze jest przecietny, to wiele nie oczekujemy, ale juz dla wyjatkowego jestesmy w stanie duzo wiecej zrobic.
  • nangaparbat3 22.03.19, 07:42
    Aż się zagotowałam.
    Sytuację, w której nauczyciel szuka sposobów, by jak najlepiej uczyć dzieci, nazywasz "wpadnięciem w pułapkę"?


    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • milamala 22.03.19, 08:43
    nangaparbat3 napisała:

    > Aż się zagotowałam.
    > Sytuację, w której nauczyciel szuka sposobów, by jak najlepiej uczyć dzieci, na
    > zywasz "wpadnięciem w pułapkę"?

    Powiem krotko, nic a nic nie zrozumialas z mojego wpisu. Nie gotuj sie, nie ma powodu, po prostu nic nie zrozumialas. I tyle
  • janja11 22.03.19, 08:58
    "Wpadnięcie w pułapkę" , bo nauczyciel był bardziej chętny do pomocy tym dzieciom, które fałszywe testy zakwalifikowały jako inteligentniejsze.
    Dzieci losowo zakwalifikowane do grupy "mniej inteligentnych" takiego wsparcia nie otrzymywały.
    Pułapka, bo to nauczyciel chciał sam siebie przekonać, że nie jest miernotą, która nie potrafi nauczyć dzieciaka o ponadprzeciętnej inteligencji.
  • taki-sobie-nick 21.03.19, 23:29
    poparta rzekomym autorytetem naukowym

    Poparcie autorytetem naukowym (autorytet był prawdziwy, to dane o dzieciach rzekome) daje powalające efekty. U mnie, u ciebie i u szerokich mas.
  • taki-sobie-nick 21.03.19, 23:27

    > Wniosek mam jeden, wszystkie te dzieci miały podobne warunki wyjściowe.

    Ubiegłaś mnie.
  • milamala 21.03.19, 10:42
    Znany i bardzo ciekawy eksperyment, ktory pokazuje jak nasze dzieci sa plastyczne, jak latwo wywindowac przecietne dziecko a ze szczegolnie uzdolnionego zobic kupke nieszczescia. Tak to prawda, dzialamy stereotypowo, i skoro raz uslyszymy, ze ktos jest taki i owaki, to duzo wody w Wisle uplynie zanim jestesmy zdolni zmienic zdanie.
  • makurokurosek 21.03.19, 10:54
    Zostało wykonanych wiele eksperymentów , większość z nich dość niemoralnych, wykazujących że nasz podejście do dzieci ma ogromny wpływ
    - eksperyment Wendella Johnsona- wywołujący jąkanie się u dzieci
    - eksperyment " Mały Albert"- jak wywołać u dziecka fobie i lęki
    i wiele innych,
  • mokka39 21.03.19, 11:03
    A co chcesz przez to przekazać ?Kwestionujesz istnienie różnic w poziomie inteligencji? Że wszyscy mają taką samą, tylko są różnie traktowani, i z tego wynikają te gorsze wyniki? Że każdy może zrobić doktorat, a jeśli nie, to znaczy, że nie był odpowiednio traktowany na etapie edukacji? Albo, że można "nadrobić" inteligencję? Do jakiegoś niewielkiego stopnia tak, ale nie łudźmy się, różnice i tak pozostaną. Jeżeli to jest zamiarem, to jest to bardzo krzywdzące założenie. Widziałam w szkole dzieci na granicy normy intelektualnej, a i z upośledzeniem lekkim a nawet umiarkowanym (!), które rodzice na siłę wypychali do liceum i marzyli o studiach, bywało, że np. medycznych dla swoich pociech. I nie dawało się wytłumaczyć, że lepsza byłaby inna ścieżka edukacyjna, a dzieci były sfrustrowane i nieszczęśliwe, bo widziały, że nie są w stanie założeń rodziców zrealizować. Podejście było właśnie taki, że każdy może, nie ma czegoś takiego jak niska inteligencja, a nawet jak jest, to można ją rozwinąć do dowolnego poziomu, to tylko kwestia sposobu nauczania i podejścia szkoły.
  • milamala 21.03.19, 11:08
    mokka39 napisała:
    "> A co chcesz przez to przekazać ?Kwestionujesz istnienie różnic w poziomie intel
    > igencji? Że wszyscy mają taką samą, tylko są różnie traktowani, i z tego wynika
    > ją te gorsze wyniki? Ż
    Podejście było właśnie taki, że każdy może, nie ma czegoś takiego jak ni
    > ska inteligencja, a nawet jak jest, to można ją rozwinąć do dowolnego poziomu,
    > to tylko kwestia sposobu nauczania i podejścia szkoły. "

    Mysle, ze nie o to chodzilo. Chodzilo o to, zeby unaocznic ludziom, ktorzy maja wplyw na rozwoj dziecka, jak wielki maja wplyw. Ze z dzieckiem mozna wiele osiagnac pod warunkiem indywidualnego spojrzenia. Zupelnie nie chodzi o to, ze kazdy moze wszystko. Tylko niech u kazdego jego potencjal zostanie odkryty. Przez olewczy stosunek do mniej inteligentnych, takie dzieci nie maja szans na uzyskanie wynikow, ktorych przy wlasciwym podejsciu mogliby osiagnac. Nie chodzi o to, zeby dzieciak na granicy normy szedl na studia czy robil doktorat, ale zeby go nei spisywac na straty tylko aktywnie szukac jego potencjalu.
  • lacunalegis 21.03.19, 11:45
    milamala napisała:

    > Mysle, ze nie o to chodzilo. Chodzilo o to, zeby unaocznic ludziom, ktorzy maja
    > wplyw na rozwoj dziecka, jak wielki maja wplyw. Ze z dzieckiem mozna wiele osi
    > agnac pod warunkiem indywidualnego spojrzenia.

    Niekonicznie. Żeby potwierdzić tę tezę, trzeba by było sprawdzić, na ile odmienne traktowanie wpłynęło na dziecko, a na ile tylko na jego stopnie. Jeżeli nauczyciel głęboko wierzy, że Kazio jest mądry, a Czesio głupi, może stawiać im inne oceny za podobne odpowiedzi. Ale sam Kazio niekoniecznie od tego zmądrzeje.
  • milamala 21.03.19, 12:00
    lacunalegis napisała:

    "Jeżeli nauc
    > zyciel głęboko wierzy, że Kazio jest mądry, a Czesio głupi, może stawiać im inn
    > e oceny za podobne odpowiedzi. Ale sam Kazio niekoniecznie od tego zmądrzeje."

    Jest takie zjawisko "samospolniajace sie proroctwo". Jesli mamy okreslone oczekiwania co do czegos/kogos, to ma to wplyw na tego czlowieka lub rzecz w ten sposob, ze zdarza sie to akurat czego oczekujemy. Jesli nauczyciel wierzy, ze przecietny Kazio jest madry, to ta wiara moze spowodowac, ze Kazio siegnie na wyzyny swoich miejetnosci i mozliwosci. Zas rownie przecietny Czesio, ktoremu nauczyciel przypisze glupote i ten w to uwierzy, nie bedzie sie staral niczego osiagnac, bo po co skoro jest glupi i rzeczywiscie bedzie funkcjonowal znacznie ponizej swoich mozliwosci. A jak dobrze uwierzy to taki sie tez stanie.
  • janja11 21.03.19, 12:07
    Takie opinie wypowiadane przez nauczyciela powodują nie tylko, że Kazio i Czesio odpowiednio, mniej lub bardziej zaczynają wierzyć w swoje możliwości, ale też wpływają na to jak Kazia i Czesia postrzegają inne osoby.
    To jest szczególnie widoczne wśród młodszych dzieci, które mają tendencję do traktowania nauczyciela jako autorytetu niekwestionowanego.
  • lacunalegis 21.03.19, 17:40
    milamala napisała:

    > Jest takie zjawisko "samospolniajace sie proroctwo".

    Nie neguję istnienia zjawiska. To zresztą łatwo zaobserwować też u dorosłych. Jeżeli powiesz koleżance, że pięknie dziś wygląda, ona uśmiechnie się, wyprostuje, rozluźni i poczuje pewniej. Dlatego będzie wyglądać atrakcyjniej. Ale ten efekt będzie nietrwały, pojedyncza opinia koleżanki nie ma decydującego wpływu na jej pewność siebie.

    Tak samo w tym przypadku. Dzieci przystąpiły do eksperymentu wychodząc z konkretnego domu, środowiska, mając za sobą mnóstwo zajęć, podczas których były oceniane przez różne osoby. Opinia pojedynczego nauczyciela, na dodatek chyba wprost niezakomunikowana samym badanym uczniom, mogła nie mieć na nie żadnego wpływu.

    Stąd moja teza, że być może eksperyment zmierzył raczej podatność nauczycieli na manipulację (powiedzieli mi, że Kazio jest mądry, więc podświadomie Kazia lepiej oceniali) niż dzieci.
  • milamala 21.03.19, 23:25
    lacunalegis napisała:

    To zresztą łatwo zaobserwować też u dorosłych. J
    > eżeli powiesz koleżance, że pięknie dziś wygląda, ona uśmiechnie się, wyprostuj
    > e, rozluźni i poczuje pewniej. Dlatego będzie wyglądać atrakcyjniej. Ale ten ef
    > ekt będzie nietrwały, pojedyncza opinia koleżanki nie ma decydującego wpływu na
    > jej pewność siebie.

    Ale jakby jej tak mowilo wiele osob, albo nawet jedna ale taka z ktorej opinia kolezanka sie liczy, i mowila jej to co dnia, to wierz mi kolezanka stalaby sie piekna, a po pewnym czasie wierzylaby w swoja atrakcyjnosc nawet bez komplementow. Czasem wystarczy.
  • nangaparbat3 22.03.19, 07:52
    Taki eksperyment też był. Studenci nieatrakcyjną koleżankę zaczęli traktować jakby była niezmiernie piękna i pociągająca - chyba po dwóch tygodniach stała się taka.

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • milamala 22.03.19, 08:44
    nangaparbat3 napisała:

    > Taki eksperyment też był. Studenci nieatrakcyjną koleżankę zaczęli traktować ja
    > kby była niezmiernie piękna i pociągająca - chyba po dwóch tygodniach stała się
    > taka.

    To niesamowite, ale tak jest.
  • nangaparbat3 22.03.19, 07:49
    To nie jest tylko kwestia stawiania takich czy inych zadań, ale cała emocjonalna sfera wokół dziecka i uczenia go. Tego nawet chyba nie zbadano, bo trudno. Ale wiadomo, że dziecko (dorosły też) odpytywane przez kogoś, od kogo czuje niechęć czy choćby obojętność, wypadnie o wiele słabiej niż przy życzliwym, wierzącym w niego nauczycielu. Dziecko życzliwiej traktowane da z siebie więcej, będzie zadawać więcej pytań, lepiej wykorzysta posiadaną wiedzę i umiejętności. A oczywiście dziecko z etykietką "zdolnego" dostanie tej życzliwości więcej niż dziecko z etykietką "przeciętniak".

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • milamala 22.03.19, 08:46
    nangaparbat3 napisała:

    > To nie jest tylko kwestia stawiania takich czy inych zadań, ale cała emocjonaln
    > a sfera wokół dziecka i uczenia go. Tego nawet chyba nie zbadano, bo trudno. Al
    > e wiadomo, że dziecko (dorosły też) odpytywane przez kogoś, od kogo czuje niech
    > ęć czy choćby obojętność, wypadnie o wiele słabiej niż przy życzliwym, wierzący
    > m w niego nauczycielu. Dziecko życzliwiej traktowane da z siebie więcej, będzie
    > zadawać więcej pytań, lepiej wykorzysta posiadaną wiedzę i umiejętności. A ocz
    > ywiście dziecko z etykietką "zdolnego" dostanie tej życzliwości więcej niż dzie
    > cko z etykietką "przeciętniak".

    Dokladnie tak, dziecko dobrze wyczuwa taka atmosfere w kolo niego zbudowana, dziecko wie czasem lepiej niz my dorosli. I wierzy w to co czuje.
    >
  • janja11 21.03.19, 11:22
    Ale ten eksperyment nie kwestionuje różnic w poziomie inteligencji, stąd losowy podział na grupy.
    Dzieci z teoretycznie podobnym potencjałem intelektualnym ( indywidualnie mniejszym lub większym), zostały potraktowane całościowo jako grupy obdarzone konkretnymi cechami.
    W konsekwencji ci przypadkowi członkowie grup (mniej bardziej inteligentni) byli lepiej , bądź gorzej traktowani, a kryterium była przynależność do grupy ( a nie faktyczny poziom intelektu i zdolności).
  • lacunalegis 21.03.19, 11:39
    W "Mikołajku" (w tym dużym tomie opowiadań wydanych kilkanaście lat temu) była historia zajęć z nową nauczycielką, która, nie znając układu w klasie, błędnie założyła, że najlepszym uczniem jest klasowy nygus Kleofas, a największym łobuzem i nieukiem prymus Ananiasz. Wtedy po raz pierwszy w historii Ananiasz bawił się na przerwach zamiast się uczyć, a Kleofas powtarzał lekcje zamiast się bawić. Klasyczna samospełniająca się przepowiednia. A tak poważnie, to "jechanie na opinii" jest znaną metodą na radzenie sobie w szkole. Sprawienie wrażenia jest zresztą dosyć istotną umiejętnością społeczną, pewnie ważniejszą w dorosłym życiu niż znajomość szczegółów rozmnażania pantofelka albo dopływy Orinoko.

    W tym eksperymencie, o którym rozmawiamy, przypadek był o tyle nienaturalny, że wrażenie zastąpiono opinią autorytetów (trochę jak w eksperymencie Milgrama). Skutkiem badania jest zatem tylko potwierdzenie tezy, że badanie "inteligencji" i "umiejętności" dzieci na wczesnym etapie edukacji, kiedy ich wiedza i zdolności są pochodną sytuacji w domu, nie ma większego sensu. Taki pogląd był przecież uzasadnieniem reformy edukacji wprowadzającej rejonizowane gimnazja. Argumentowano wtedy, że moment podziału uczniów na "uniwersyteckich" i "zawodowych" należy opóźnić o rok, żeby dać szansę dzieciom z mniej uprzywilejowanych domów (inna rzecz, jak ostatecznie to wyszło, gdy zaczęły powstawać elitarne gimnazja i podział się de facto przyspieszył).

    Bo z eksperymentu nie wynika przecież bynajmniej, że różnice w poziomie inteligencji i innych zdolności nie istnieją i że podział uczniów na "piątkowych" i "dwójkowych" jest z założenia sztuczny.
  • 45rtg 21.03.19, 11:52
    lacunalegis napisała:

    > Bo z eksperymentu nie wynika przecież bynajmniej, że różnice w poziomie intelig
    > encji i innych zdolności nie istnieją i że podział uczniów na "piątkowych" i "d
    > wójkowych" jest z założenia sztuczny.

    Nie wynika, ale brak wynikania jeszcze nikogo nie powstrzymał przed wyciągnięciem wniosku, jeżeli tylko ten wniosek pasowałby mu do linii ideologicznej.
  • nangaparbat3 22.03.19, 07:55
    A konkretnie?

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • bei 21.03.19, 12:20
    I to tłumaczy, dlaczego niektóre dzieci ze słabymi ocenami w szkole podstawowej dały sobie świetnie radę w szkołach gimnazjalnych, ponadgimnazjalnych i na studiach. Mam znajomych, którzy im wyższy szczebel w edukacji szkolnej tym lepiej uczyli się, na studiach mieli nagrody dziekana i stypendium, a w podstawówce byli trójkowi-czasami czwórka. Zjazdy w odwrotną stronę są równie częste- świetny uczeń a później coraz słabiej...
  • szeera 21.03.19, 16:53
    "I to tłumaczy, dlaczego niektóre dzieci ze słabymi ocenami w szkole podstawowej dały sobie świetnie radę w szkołach gimnazjalnych, ponadgimnazjalnych i na studiach."

    Tu zachodzi jeszcze inne zjawisko - testy na inteligencje dziecka zanim zostanie nastolatkiem nie są zbyt miarodajne, tzn. nie przewidują dobrze IQ tej osoby gdy dorośnie. Dlatego np. rekrutacja do programów "gifted, talented" dzieci 5-7 na podstawie wyniku IQ jest słabym pomysłem.
  • lacunalegis 21.03.19, 17:54
    szeera napisała:

    > Tu zachodzi jeszcze inne zjawisko - testy na inteligencje dziecka zanim zostani
    > e nastolatkiem nie są zbyt miarodajne, tzn. nie przewidują dobrze IQ tej osoby
    > gdy dorośnie.

    I, na dodatek, jeszcze jedno zjawisko - grzeczne, staranne, pracowite dzieci, którym w domu powiedziano, że trzeba mieć dobre stopnie za wszelką cenę, długo mogą mieć bardzo dobre oceny, nawet jeżeli są mało zdolne.
  • nangaparbat3 22.03.19, 08:01
    Na dodatek to jest jeszcze dużo innych zjawisk. Oprócz tej sfetyszyzowanej "inteligencji", jest jeszcze na przykłąd nierozpoznana i nieleczona choroba somatyczna, sytuacja rodzinno-domowa, podatność na stres, poziom lęku, wreszcie prosty fakt, że dzieci, nawet nastolatki jeszcze, rozwijają się w różnym tempie. Cała masa najróżniejszych czynników, które mogą blokować czy osłabiać rzeczywisty potencjał dziecka.
    A nauczyciele - Bogu dzięki nie wszyscy - potrafią powiedzieć: on jest słaby. Kropka.


    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • milamala 22.03.19, 08:49
    nangaparbat3 napisała:

    > Na dodatek to jest jeszcze dużo innych zjawisk. Oprócz tej sfetyszyzowanej "int
    > eligencji", jest jeszcze na przykłąd nierozpoznana i nieleczona choroba somatyc
    > zna, sytuacja rodzinno-domowa, podatność na stres, poziom lęku, wreszcie prosty
    > fakt, że dzieci, nawet nastolatki jeszcze, rozwijają się w różnym tempie. Cała
    > masa najróżniejszych czynników, które mogą blokować czy osłabiać rzeczywisty p
    > otencjał dziecka.
    > A nauczyciele - Bogu dzięki nie wszyscy - potrafią powiedzieć: on jest słaby. K
    > ropka.

    Pieknie to dostrzeglas. Dokladnie tak jest. Dziecko w rodzinie meza slabo sie uczylo, prochu nie wymysli itp. a wystarczylo pol roku spokojnego zycia (bez choroby w rodzinie, strachu, ciaglych szpitali siostry) a tu nagle okazalo sie, ze dziecko swietnie sobie radzi.
    >
  • fawiarina 22.03.19, 10:58
    To mój przypadek. Całą szkołę podstawową i średnią miałam bardzo przeciętne oceny. W liceum większość moich ocen to dwóje. A maturę zdałam na 6, do szkoły średniej dostałam się dzięki wygranej olimpiadzie językowej, na studia przyjęto mnie z wyróżnieniem, skończyłam je jako jedna z lepszych. Ale przez całą szkołę miałam bardzo kiepską średnią...
  • betty_bum 21.03.19, 12:40
    Inteligencja nie koreluje raczej z tym czy ktoś jest grzeczny-niegrzeczny, spokojny-dynamiczny, to kwestia temperamentu i wychowania. Tak samo jak bycie pyskatym nie oznacza posiadania własnego zdania czy większej niezależności.
    Lepsze wyniki w szkole wcale nie musiały oznaczać, że wiedza tych dwóch grup się różniła. Lepiej oceniane są też dzieci ładne i grzeczne.
  • katja.katja 21.03.19, 14:45
    Niestety to prawda, w podstawówce dostawałam za podobną odpowiedź niższe oceny niż zamożniejsze koleżanki. Zawsze byłam dobra w wypracowaniach (same wiecie jak piszę), reakcja nauczycielki? Okazało się, że po pierwszym moim wypracowaniu kilka razy pytała czy napisałam to sama, a później jak się dowiedziałam dopytywała (na osobności) klasowej prymuski czy jest możliwe, żebym ściągała. Ta akurat wyjątkowo uczciwie odpowiedziała, że nie.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • milamala 21.03.19, 23:27
    katja.katja napisała:

    > Niestety to prawda, w podstawówce dostawałam za podobną odpowiedź niższe oceny
    > niż zamożniejsze koleżanki. Zawsze byłam dobra w wypracowaniach (same wiecie ja
    > k piszę), reakcja nauczycielki? Okazało się, że po pierwszym moim wypracowaniu
    > kilka razy pytała czy napisałam to sama, a później jak się dowiedziałam dopytyw
    > ała (na osobności) klasowej prymuski czy jest możliwe, żebym ściągała. Ta akura
    > t wyjątkowo uczciwie odpowiedziała, że nie.

    Musialo cie to mocno sfrustrowac.
    >
  • katja.katja 22.03.19, 08:12
    Jako dziecko nawet nie, gdyż miałam straszną sytuację rodzinną w domu, więc sprawy szkolne nie były tak ważne. Dopiero po latach zrozumiałam jakimi k...wami byli nauczyciele z mojej szkoły.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • milamala 22.03.19, 08:51
    katja.katja napisała:

    > Jako dziecko nawet nie, gdyż miałam straszną sytuację rodzinną w domu, więc spr
    > awy szkolne nie były tak ważne. Dopiero po latach zrozumiałam jakimi k...wami b
    > yli nauczyciele z mojej szkoły.

    To prawda, wtedy nauczyciele i w ogole dorosli jak teraz oceniam z perspektywy byli jacys jakby mniej emocjonalnie dorosli. Nie wiem jak to wytlumaczyc, popelniali taki kardynalne bledy wobec dzieci, ze az nie przystoi doroslym ludziom.
  • katja.katja 22.03.19, 09:03
    U mnie co najmniej dwóch nauczycieli kwalifikowało się do szpitala psychiatrycznego. Stosowali terror i mobbing, wyżywali się na uczniach w różny sposób. Niezrównoważony psychicznie nauczyciel potrafił w ciągu lekcji zrobić wielką awanturę z krzykami bo np. podczas lekcji spadł koledze piórniki na podłogę. Innego wypchnął dosłownie za bety za drzwi bo ten się spóźnił na lekcję. Kolejnego wyszarpał z ławki za kołnierz bo w tym dniu był apel, a kolega jego zdaniem nie był ubrany "na galowo". Innego (również powodem był brak galowego stroju) kilka razy popchnął na ścianę.
    Może któryś z dziennikarzy będzie kiedyś robił jakiś reportaż o nauczycielach z dzikich lat 80-tych chętnie opowiem to i owo uncertain

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • milamala 22.03.19, 09:16
    katja.katja napisała:

    > Może któryś z dziennikarzy będzie kiedyś robił jakiś reportaż o nauczycielach z
    > dzikich lat 80-tych chętnie opowiem to i owo uncertain

    Oj duzo by bylo opowiadac. Ja akurat bylam z tej czesci uznanej przez nauczycieli za "bardziej inteligentne" i bylam traktowana dobrze, co nie znaczy, ze nie wiedzialam, co robili innym. I najsmieszniejsze jest to, ze teraz takie dorosle dzieci zle traktowane czesto wypisuja memy na roznych fejsbokach jak to kiedys bylo w latach 80tych fajnie, dzieci sluchaly autorytetow, nauczyciele potrafili uczyc itp. Zachodze w glowe, bo pamietam dobrze jak byl taki traktowany przez tych nauczycieli, a wyglada jakby ktos mu rozum odebral po drodze miedzy dziecinswem a dorosloscia.
  • memphis90 21.03.19, 16:28
    Widzę to w szkole moich dzieci. Jedno dziecko mam nauczycielsko "zdolne", drugie nauczycielsko "kiepskie". Oceny mają w zasadzie bardzo podobne... I nie wiem za bardzo jak mam to drugie wspierać, żeby się nie czuło gorsze, bo siostra za podobne oceny dostaje nagrody i wyróżnienia, a ono nie...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • la_mujer75 21.03.19, 17:56
    Czytałam o bardzo podobnym eksperymencie*, tylko na grupie studentów.
    Zrobiono im testy i jednym powiedziano, ze wypadli super, innym, że beznadziejnie. Plus była jeszcze próba kontrolna.
    Po pół roku - zauważono, że ci, którzy rzekomo wypadli super, mocno się podciągnęłi w swych wynikach (lepiej zdawali egzaminny, sami zglaszali się do projektów, itd). Natomiast ci, którym powiedziano, że są słabi , mocno opuścili się w nauce- przestali brać bardziej ambitne fakultety, gorzej zaczęli zdawać egzaminy, itd.
    Ten eksperyment pokazywał, jak istotne jest poczucie własnej wartości.
    I dlarego tak ważne jest, aby np. pomagać dzieciakom z dysleksją, czy innymi trudnościami w procesie nauki.
    Jeżeli takie dziecko od zawsze słyszy, jak brzydko pisze, jak niestarannie robi szlaczki, jak ciągle robi błędy ortograficzne ( a przecież szympans by się nauczył), itd.- utwierdza się w przekonaniu,, że jest kretynem, więc przestaje się starać, bo ma poczucie, że do niczego się nie nadaje, skoro zawsze Ala pięknie rysuje, Staś super recytuje wierszyki, Józio świetnie gra w piłkę, Ania jest genialna z matematyki, Krzyś ładnie czyta i nie robi błędów, a on -w przeciwieństwie do wyżej wymienionych dzieci- jest słąby ze wszystkiego.Po jakimś czasie - dziecko nabiera przekonania, że jest do niczego, więc przestaje się starać...

    *eksperyment był przeprowadzony zgodnie z calą metodologią
  • memphis90 22.03.19, 07:41
    No właśnie - tylko JAK pomoc temu, który nie jest tak dobry jak Ania, Staś czy Krzyś i wydaje się być słaby ze wszystkiego...?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • nangaparbat3 22.03.19, 08:06
    NIc nie wiemy o tym dziecku. Ale jest sposób uniwersalny - znaleźć coś, co dziecku jest bliskie, i w czym będzie naprawdę dobre, wyróżni się dzięki temu pozytywnie.

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • memphis90 22.03.19, 08:24
    Tja, szukam tego czegoś od kilku lat 😛.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • katja.katja 22.03.19, 08:11
    Jeżeli przechodzi z klasy do klasy, a niskie wyniki nie są spowodowane lenistwem to zaakceptować. Zawsze byli pracowici słabsi uczniowie. I uczyć go jak próbować przeżyć w społeczeństwie sukcesu - od kolebki aż po grób. Jak media manipulują i zakłamują. I że życie nie jest sprawiedliwe.

    --
    Proszę o wpłatę na naprawdę ubogą samotną matkę, z nieuleczalnie chorym dzieckiem, oboje są brzydcy więc nie wzbudzają współczucia ani medialnego zainteresowania, życie jest podłe: dzieciom.pl/podopieczni/4405
  • milamala 22.03.19, 08:53
    la_mujer75 napisała:


    > I dlarego tak ważne jest, aby np. pomagać dzieciakom z dysleksją, czy innymi tr
    > udnościami w procesie nauki.

    Dokladnie ,caly ten eksperyment to wlasnie dobitnie ujawnil o czym piszesz. Pewnosc siebie, taka gleboka, niezachwiana, ktora dzieci czerpia od nauczycieli i rodzicow to podstawa ich sukcesu.
  • heavy_metal_thunder 22.03.19, 07:35
    Jak ja chodziłem do szkoły, to przeciwko niektórym uczniom były wręcz zmowy.
  • janja11 22.03.19, 08:16
    A żebyś wiedział, że wystarczy np. nieodpowiednie starsze rodzeństwo, aby w szkole dostać na dzień dobry etykietę ucznia który sprawia " trudności wychowawcze".
  • mama_kotula 22.03.19, 08:24
    >A żebyś wiedział, że wystarczy np. nieodpowiednie starsze rodzeństwo, aby w szkole dostać na dzień dobry etykietę ucznia który sprawia " trudności wychowawcze".

    I na odwrót. Tylko że tu czasem jest jeszcze inaczej - dochodzi pułapka porównywania, więc jeśli starsze rodzeństwo się w czymś wybijało, to generalnie masz przerypane, też się musisz wybijać. Najlepiej w tym samym.

    U mnie w szkole średniej było z tym dość zabawnie - akurat, jak ja szłam do pierwszej klasy, moja siostra była po maturze. W pierwszym tygodniu lekcji przyszedł do naszej klasy wicedyrektor i zapytał, czy w klasie jestem ja. No jestem. Ok, chodź ze mną. Okazało się, że moja siostra przez ostatnie 4 lata wypisywała plan lekcji dla całej szkoły, taki duży, który wieszano w gablotce na korytarzu. Bowiem siostra miała piękny charakter pisma. Więc pan dyrektor stwierdził, że teraz ja będę wypisywać, bowiem... no właśnie big_grin.
  • milamala 22.03.19, 08:55
    Ha ha ha, dobra, a niby powinien byc inteligentny taki dyrektor szkoly, a nie wie tego co juz dzieci wiedza, ze kazdy (nawet rodzenstwo) jest inny.
  • janja11 22.03.19, 09:08
    Ale to jest standard, że rodzeństwo ocenia się przez pryzmat brata/ siostry.
    Oczekuje się od nich podobnych zdolności i umiejętności.
  • milamala 22.03.19, 09:17
    janja11 napisał(a):

    > Ale to jest standard, że rodzeństwo ocenia się przez pryzmat brata/ siostry.
    > Oczekuje się od nich podobnych zdolności i umiejętności.

    Wiem, wiem, tylko jakie to niewyobrazalnie glupie.
  • mama_kotula 22.03.19, 13:12
    milamala napisała:
    > > Ale to jest standard, że rodzeństwo ocenia się przez pryzmat brata/ siost
    > ry.
    > > Oczekuje się od nich podobnych zdolności i umiejętności.
    >
    > Wiem, wiem, tylko jakie to niewyobrazalnie glupie.

    Nie do końca jest takie głupie w sumie, myślę, ze w grę wchodzi taki tok myślenia:
    Jest spore prawdopodobieństwo, że rodzeństwo wychowywane w odpowiedniej atmosferze intelektualnej wynosi z domu mniej więcej te same podstawy i przychodzi do szkoły z podobnymi fundamentami. O ile starsze dziecko nie jest autentycznym geniuszem, a jego sukcesy wynikają przede wszystkim z tzw. "zaopiekowania", o tyle można się spodziewać, że młodsze też będzie osiągać sukcesy, bo rodzice tak samo docisną, by ryło do konkursików, nawet jeśli jest mniej zdolne czy zdolne w innej dziedzinie.
  • klaramara33 22.03.19, 10:12
    Udowodniono również, że nadmierna wiara w umiejętności decka nie służy jemu rozwojowi.
  • milamala 22.03.19, 13:24
    klaramara33 napisała:

    > Udowodniono również, że nadmierna wiara w umiejętności decka nie służy jemu roz
    > wojowi.

    Nic takiego nie udowodniono. Mysle, ze mowisz o nadmiernych oczekiwaniach niewspolmiernych do mozliwosci, parcie na sukces, na osiagniecia. Tak, cos takiego nie sprzyja rozwojowi, ale wiara, ze dziecko sobie poradzi, bedzie potrafilo powoli osiagac coraz to wyzsze pulapy (dla siebie) jest bardzo pozadana w rozwoju dziecka.
  • klaramara33 22.03.19, 14:22
    Nie o to chodzi. Nie o parcie. Udowodniono, że nadmierne chwalenie, nie krytykowanie może pozbawić ambicji. Rowniez chwalenie za efekty np. Ty jesteś taki zdolny , a nie za wysiłek powoduje, że dzieci rozleniwiają się. Uważam, że to jest przyczyną nadmiernej wiary w dziecko.
  • kosmos_pierzasty 22.03.19, 13:25
    No tak...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.