Dodaj do ulubionych

cyganskie vs chronione

04.04.19, 08:15
w sumie nie wiem jak zatytuowac...
Jak myslicie czy bycie "cyganskim dzieckiem" od malego podrzucanym tu i tam, jezdzacym na kolonie, obozy od 1 dnia zycia paczkuje w doroslosci? Czy takiemu dziecku bedzie w zyciu latwiej lepiej niz zawsze z trzymanemu z rodzicami?
Dlaczego jedne dzieci pakuja plecak i siedza na plecaku a drugie maja lzy w oczach jak byliscie za dlugo w sklepie? Myslicie ze to kwestia przyzwyczajenia czy charakteru? Moze wychowania?


--
wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
Edytor zaawansowany
  • triss_merigold6 04.04.19, 08:32
    Charakter, temperament, poziom wrodzonej towarzyskosci. Jeżdżenie od małego może najwyżej nauczyć dziecko sprawnie radzić sobie w takich sytuacjach.
  • bialeem 04.04.19, 08:34
    Byłam cygańskim dzieckiem, ale z pewną dozą nadzoru zdalnego. Nie wiem czy jest mi w życiu lepiej. Mam wrażenie, że moje życiowe wybory są raczej pokłosiem charakteru a nie wychowania. Jakoś nie wykiełkowało to w wyjątkową samodzielność. Ciągle nienawidzę załatwiać spraw urzędowych, chłop pilnuje takich rzeczy. Nie przepadam za załatwianiem formalności wszelakich. Podróże i brak helikopterowych rodziców chyba nijak się do tego mają. Po prostu lubię własne towarzystwo i podróże (obecnie już wymagam do tego przynajmniej łóżka, a najlepiej jednak hotelu). Nigdy się nie nudzę - nawet jak nic nie robię.
  • daniela34 04.04.19, 08:39
    To nie tylko kwestia przyzwyczajenia - ja bez problemu zostawałam np.z dalszą rodziną czy znajomymi rodziców, mogli spokojnie wychodzić na zakupy, zostawiać mnie na dłużej. Natomiast wyjazd na obóz czy kolonie to byłby dla mnie koszmar - dzieci w liczbie kilkudziesięciu, przez kilkanaście dni, bez przerwy (śpimy, jemy, myjemy się, bawimy się - wszystko to razem, brr...) . Na szczęście dość wcześnie byłam w stanie powiedzieć rodzicom, w czym jest problem i nie zostałam nigdy zmuszona do takiego "wypoczynku." Kilka godzin w szkole czy przedszkolu dziennie to było maksimum moich możliwości towarzyskich. Kwestia usposobienia.
  • heca7 04.04.19, 08:40
    Dla mnie cygańskie dziecko to nie takie , które na siłę gdzieś podrzucano ale takie , które nie ma potrzeby trzymać się domu. I ja mam takie jedno. Córka lat 17. Od zawsze. Żadnego lęku separacyjnego. Malutka siedziała na dywanie i można było powiedzieć- wychodzimy , nawet się nie odwracala. Nie zna praktycznie czegoś takiego jak tęsknota. Mogliśmy być w domu albo ktokolwiek inny z opiekunów- żadnych pytań o mamę i tatę. Taki charakter- do tego nie da się przyzwyczaić. Z tym trzeba się urodzić.
    I nie jest to kwestia trzymania z rodzicami. Te dzieci wyrywają się same przy każdej okazji a inne nawet przy otwartych drzwiach pozostaną. Dwóch młodszych synów jest innych, szczególnie najmłodszy. On tęskni.
    Czy to procentuje w życiu? Na razie mnie irytuje tongue_out

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • ruscello 04.04.19, 09:49
    Hah, odkąd skończyłam jakieś 14 lat, ciągle słyszałam zarzuty, że dom to nie hotel wink
  • sfornarina 05.04.19, 11:20
    > Córka lat 17. Od zawsze. Żadnego lęku separacyjnego. Malutka siedziała na dywanie i można było powiedzieć- wychodzimy , nawet się nie odwracala. Nie zna praktycznie czegoś takiego jak tęsknota. Mogliśmy być w domu albo ktokolwiek inny z opiekunów- żadnych pytań o mamę i tatę. Taki charakter- do tego nie da się przyzwyczaić. Z tym trzeba się urodzić.

    Heca, mamy tak samo. Starszaka można było zostawić z każdym i wszędzie, podrzucić do przechowalni w klubie fitness, zaliczył w swoim życiu dwie nianie, cztery przedszkola, z czego każde w innym kraju (big_grin), i zero problemu, zero łez poza kilkoma tygodniami lęku separacyjnego w okolicach skończenia roku.
    A tak, wręcz przeciwnie, ryk i łzy, gdy przychodziło się go z przedszkola odebrać, bo chciał zostać dłużej.

    Młodszak - całkowite przeciwieństwo. On nie tylko, że nie da się z nikim zostawić. On z miejsca ryczy i chowa się za moją nogą na widok obcej albo rzadko widzianej osoby, nawet na widok sąsiadów i rodziny big_grin
    Zostanie tylko ze mną, mężem i naszą nianią, która z nami już mieszkała, gdy on się urodził; więc to żadna obca dla niego.

    Taki charakter, i nic się z tym nie zrobi.


    --
    It's not about having time. It's about making time.
  • jak_matrioszka 04.04.19, 08:43
    Charakter, i to przynajmniej w 95%. Ja jestem takim cygańskim dzieckiem, co prawda dużo nie jeździłam, ale nigdy nie było problemu mnie z kimś zostawić czy gdzieś wysłać. Nie odczuwam też żadnej niewygody z racji bycia emigrantka, ja sie nawet emigrantka nie czuje, ja wszedzie jestem u siebie. Znam dzieci płaczace za domem na wakacjach i dla mnie to koszmar, bo nie potrafie pomóc ani pocieszyć, bo nie wiem o co im właściwie chodzi. Dla mnie ładny dzień bedzie ładny i w domu i poza domem, czekolada smakuje wszedzie i sa tysiace pozytywów wokół bez wzgledu na położenie geograficzne, a ktoś płacze tylko dlatego, że jest na Bahamach a nie w Radomiu??? W luksusowym hotelu i z rodzicami na wakacjach, a nie na zmywaku i bez możliwości powrotu, żeby było jasne. Psychopaci sa łatwiejsi do zrozumienia niż takie dzieci sad
  • heca7 04.04.19, 09:13
    O rany tak! Przypomniałaś mi pierwsze wakacje ze średnim synem. Miał wtedy 13 miesięcy i spędziliśmy dwa tygodnie nad morzem. To był jakiś koszmar. On jak tylko odkrył, że w tym miejscu zostajemy wył nam codziennie rano i wieczorem, nie chciał jeść, nie dawał sobie zmieniać pieluchy. Nie chciał oglądać morza, nie chciał być ani chwili na plaży. Zupełnie inaczej niż starsza siostra. Przy niej byliśmy przyzwyczajeni do czegoś innego- w przedszkolu nigdy nie płakała tylko witała nas pretensją- dlaczego tak wcześnie po mnie przyszliście?!?

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • jak_matrioszka 04.04.19, 09:37
    Moja starsza "cygańskość" dziedziczy po obojgu rodzicach, co widać (właśnie sie byczy w Belize, a ja tu dwucyfrowych temperatur wygladam jak kania dżdżu!). Młodsza już bardziej "domowa", po tatusiu oczywiście smile Na szczeście nigdy nie płakała na wyjazdach, bo bym chyba oszalała z bezradności, ale wykazuje wieksze przywiazanie do domu.

    Tak wogóle, to cygańskość odnosi sie nie do zaopiekowania, tylko mobilności, tak w moim odczuciu. "Cygańskim" dzieciom też opieka potrzebna, ale maja wieksze (inne?) zdolności przystosowawcze i nie sa mocno zależne od miejsc, a bardziej ludzi. Nie mylić z ekstrawertykami, bo "cygan" może być introwertykiem, tu chodzi o "jakość" a nie "ilość" ludzi smile
  • bei 04.04.19, 08:52
    Najstarszy nigdzie nie chciał sam jechać, nawet jako nastolatek gdy miał wybór to chciał z rodzicami wakacjowac. Średni jeździł, zdawał się być bardzo zżyty z kolegami, ale teraz już jako dorosły powiedział, ze bardzo nie lubił wyjazdów a jeździł bo tak wypada.
    Niebiologiczny przez szkolne lata jeździł, ale nie wspomina wyjazdów dobrze. Najmłodszy wszędzie chce z nami, wycieczki z rówieśnikami to katorga. Ja i mąż tez nie lubiliśmy wyjazdów z kolegami. Synów zachęcamy, ale rzadko dają się namówić.
  • nangaparbat3 04.04.19, 09:01
    Jeśli "cygańskie" potraktujemy dosłownie, to może nie ma bardziej chronionych dzieci big_grin
    Z tego co obserwuję, pewność bliskości rodziców na samym początku życia jest decydująca. Uważam, że warto przez pierwsze miesiące, machnąć ręką na wszystko inne i w pełni oddać się dziecku - można też z nim podróżować, byle wędrowało na plecach/piersiach/brzuchu matki czy ojca - potem nie będzie problemu z podrzucaniem, a z czasem wyjazdami na obozy czy kolonie.


    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • flegma_tyczka 04.04.19, 09:46
    Zwłaszcza chronionych przez obowiązkiem szkolnym, a długofalowo - uczciwą pracą zawodową.

    --
    Wolność wypowiedzi - dla każdego.
  • stephanie.plum 04.04.19, 12:09
    myślę, że masz rację.
    mój pierwsze tygodnie życia przetrwał w samotności - szpital, placówka.

    gdy go dostałam, malutkiego, nie wyobrażałam sobie, że mogę się z nim rozstać chociaż na chwilę. cały czas był ze mną albo z mężem (chusta, nosidło, wspólne spanie...)

    no i co? lęk separacyjny rozmiarów katastrofy, choć "podrzucanie" (do ciotki, babci, przedszkola...) wprowadzałam naprawdę stopniowo.

    nawet teraz, niemal pięcioletni, potrafi się popłakać, że nie chce beze mnie nigdzie iść.

    ciekawy wyjątek: uwielbia chodzić gdzieś zupełnie sam. raz wybrał się sam do wiejskiego sklepu, 300 m drogą od domu, i wycyganił od znajomej sprzedawczyni lizaka.
    kiedy indziej znów byliśmy w lesie, a on sobie poszedł do samochodu, zaparkowanego dobry kilometr dalej, a droga wcale nie była prosta.

    wiem, że ma ochotę na dalsze samotne wycieczki, mimo srogich pogadanek na temat oddalania się bez słowa.
    chyba GPS mu zamontuję...

    --
    idę tam, gdzie idę
  • kosmos_pierzasty 05.04.19, 07:55
    Nie jestem pewna - córkę właśnie wszędzie nosiłam, a na obozy nie chce jechać. Owszem, chętnie spędzi weekend u koleżanki i nie tęskni, ale obóz - nie, ma 10 lat. W wielu 7 nie pojechała na wycieczkę szkolną, bo się dzień wcześniej ze stresu dosłownie rozchorowała, dostała gorączki, oczywiście została w domu, a jak tylko decyzja zapadła, że nie jedzie, gorączka spadła. Do teraz nie lubi, kiedy wychodzę bez niej z domu...
  • nangaparbat3 05.04.19, 08:11
    Ile miał od kiedy jest z Tobą?

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • stephanie.plum 05.04.19, 12:07
    miał dziesięć tygodni.

    --
    idę tam, gdzie idę
  • mgla_jedwabna 04.04.19, 09:14
    To są dwie różne rzeczy - bycie często pod opieką różnych dorosłych, w towarzystwie niewielu dzieci albo i bez, a bycie w dużej grupie rówieśników, gdzie czasem musisz walczyć o swoje. Nieumiejętność tego ostatniego sprawia, że niektóre dzieci mogą mieć łzy w oczach na samą myśl o koloniach.
  • jak_matrioszka 04.04.19, 09:46
    Kolonie maja różne minusy, nie tylko towarzystwo. Spanie w wieloosobowych salach, jedzenie (nie wiem jak teraz, ale jak ja sobie przypomne stołówke szkolna, to też mam łzy w oczach, z kolonijnymi nie mam doświadczenia), zakazy i regulacje (potrzebne w grupie, ale zabrać mnie nad wode i nie pozwolić pływać?), o mobbingu na koloniach to akurat nic nie wiem. Nawet lubiace wyjazdy dzieci moga sie krzywić na kolonie, jeśli minusy sa zbyt uciażliwe.
  • verdana 04.04.19, 12:28
    Moje żłobkowe dziecko, jezdziło na kolonie i obozy od pierwszej klasy - nie narzekało, było zadowolone. Ale aż do dorosłości jego życie towarzyskie było na poziomie -1, tzn w ogóle go nie miał i co wiecej nie chciał mieć. Dopiero jako dorosły polubił towarzystwo.
  • hanusinamama 05.04.19, 12:50
    To po co na kolonie jezdził?> Chciał czy musiał jechać?
  • stephanie.plum 04.04.19, 21:19
    u mnie to była kwestia wieku, do lat dziesięciu nie mogłam bez rodziców, a już rok później, pamiętam, byłam zachwycona wyjeżdżając na miesiąc bez nich, w gronie rówieśników.
    marzyłam nawet, by móc uczyć się w szkole z internatem, wyobrażałam to sobie jako całoroczne kolonie...

    --
    idę tam, gdzie idę
  • kosmos_pierzasty 05.04.19, 07:59
    Rany, ja jeszcze w wieli 14-15 lat tęskniłam za rodzicami, do tego stopnia, że każdy wyjazd grupowy to był nieustający stres. Nie wiem, czemu tak było.
  • mrs.solis 05.04.19, 02:27
    Mysle, ze wychowanie ma tu zdecydowanie najwiekszy wplyw na to jak dziecko zachowuje sie bez matki. Jesli wychowuje sie dziecko w przekonaniu, ze tylko z mamusia jest niezbedna do zycia to potem czemu sie dziwic jak dzieciak bez tej matki nigdzie sie nie ruszy i histeryzuje jak jej nie ma. Ja tam bylam zadowolona jak moglam sie mojego na chwile gdzies pozbyc i ona widzac, ze jestem zadowolona nie wyczuwala zadnego zagrozenia zostajac gdzies z kims innym. Nie wytrzymalabym nerwowo z dzieckiem, ktore byloby bluszczem , ale sa tez matki ktorym taka relacja odpowiada.

    --
    http://s17.rimg.info/94f1aa849ae7d6fc1cd7782d5aa29dac.gif
  • ajaksiowa 05.04.19, 06:30
    To co,maja na siłę dziecko (_brak mi słowa)odzwyczajać od siebie?
  • kosmos_pierzasty 05.04.19, 07:58
    Nonsens. Ja wychodziłam, kiedy tylko mogłam, niestety rzadko mogłam, ale cieszyłam się niewątpliwie na każdą godzinę, kiedy mogłam zająć się sobą, a córka rozpaczała, a jak nauczyła się chodzić, to trzeba było ją odrywać ode mnie, jak chciałam wyjść...
  • nangaparbat3 05.04.19, 08:15
    Dzieci stają się bluszczem wtedy kiedy ich potrzeba bliskości matki nie jest zaspokojona. Małe dziecko, czując się bezpiecznie, odchodzi od matki samo, bo chce eksplorować świat. Odpychane, skupia się na zaspokojeniu potrzeby bliskości i opieki.



    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • nangaparbat3 05.04.19, 08:16
    Są też matki, których relacja z dzieckiem jest bardziej skomplikowana, jednocześnie dziecko odpychają emocjonalnie i uzależniają od siebie kontrolą, nadmierną opieką. Całkiem powszechne.

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • heca7 05.04.19, 08:42
    Mam wrażenie, że jednak potrzeba do "cygańskiego" dziecka odpowiedniego charakteru. Nie wychowania. Nie da się stłumić tej cechy poprzez zachowanie matki. Ani też szczególnie rozwinąć u dziecka bez takiej potrzeby. U mojej zaczęło się jak miała miesiąc/dwa-trudno tu mówić więc o wychowaniu. Spała wyłącznie w wózku lub własnym łóżeczku. Z nami spać nie chciała, kręciła się i stękała dotąd dopóki jej nie odłożyłam a w domu wtedy mieliśmy zdecydowanie chłodno wink Po odłożeniu do łóżeczka rozluźniała się i zasypiała. To samo po karmieniu- odłóż mnie, będę spać, żadnych rąk i noszenia, tylko leżaczek. W wieku 9m i 3 tygodni zaczęła samodzielnie chodzić (jej brat w wieku 13m nie kumał , że nogi trzeba przestawiać wink ) i poszła. Mając 11m brnęła samodzielnie przez śnieg w kombinezonie i zimowych butach. Nie chciała być trzymana za rękę, ciągle gdzieś odchodziła. Jej nie dało się przy sobie zatrzymywać, zawsze się gdzieś wyrywała, nie oglądała się . Nigdy, ani razu w życiu nie płakała ani nie prosiła abyśmy jej gdzieś nie zostawiali albo nie wychodzili (dwa tygodnie po urodzeniu brata spędziła u dziadków, była chora a brat wcześniakiem, nawet nie mogłam się z nią widzieć- zero pretensji). Nawet pierwszego dnia w przedszkolu. Była miesiąc w sanatorium- stęskniła się wyłącznie...za laptopem. Inne dzieci z wyjazdów piszą do rodziców, dzwonią czasem. Ona nie, ja dzwonię bo "przecież gdyby mi się coś stało to by do ciebie zadzwonili albo powiedzieli w tv". Już sobie wybrała studia , żeby tam dotrzeć z Wawy musimy przejechać i przepłynąć ok 1200 km i stracić na to całą dobę.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • hanusinamama 05.04.19, 12:48
    Haha..ja bylam takim dzieckiem. Pojechałam na kolonie majac 7 lat. Na 3 tygodnie. Mama z małym bratem i ciotką jechały przez pół polski maluchem zeby mnie odwiedzic...a ja sie obraziłam, bo dzieci miały isc na pokaz spadochroniarzy a ja z mamą muszę byc. Juz nigdy wiecej mnie nie odwiedzali na koloniach....moj brat wychowywany tak samo jezdzic na obozy nie chciał.I nie wolno dzieciom łamac charaktrów. Ja byłabym nieszczesliwa całe wakacje spedzajac z rodzicami, on spedzajac czas na obozie....
  • hanusinamama 05.04.19, 12:43
    Uuuuuuuu w kazdym wieku?? Bo moja 20 meisieczna ma lek separacyjny, do toalety bez niej isc nie moge. A pracuje w domu, opiekuje sie nia, nadal cycem karmię. Nie ejst dzieckiem nigdzie podrzucanym...i jak to sie ma do twojej teorii?
  • hanusinamama 05.04.19, 12:42
    Hahaha...padłam. A jakbyś miała takie dziecko??? Nie kwestia wychowania a charakteru. Ja mam 2 dzieci. Jedna introwertyczka, ma problem w nowym miejscu, z nowymi ludzmi. Co mam je charakter łamać? Druga ekstrawertyczka, do kazdego pójdzie. MOgłabym napisać ze niektore matki sa wygodne, podrzucają swoje dzieci komu się da zeby miec świety spokoj a tłumaczą to "dobrem dziecka"...ale nie chce być złośliwa wink
  • lot_w_kosmos 05.04.19, 07:04
    Charakter.
    Moje siedzą spakowane na walizce na najmniejszy sygnał krojącej się wyprawy, z nami, czy bez nas.
  • madami 05.04.19, 08:34

    Opisane sytuacje zależą od charakteru dziecka, niektóre same prą ku światu,inne chowają się za rodzicami. Rolą rodzica jest przygotować dziecko do zycia w społeczeństwie, delikatnie odpychać od siebie i popychać ku światu z tym drugim przypadku oraz uczyć więzi w tym pierwszym
  • flegma_tyczka 05.04.19, 10:29
    Drugie są introwertykami i też mają do tego prawo. Podróże i świat są przereklamowane.

    --
    Wolność wypowiedzi - dla każdego.
  • hanusinamama 05.04.19, 12:45
    PIerwszy raz sie z toba zgadzam. Trzeba umiec zaakceptować i docenic (bo taki charakter tez ma duzo pozytywnych cech) introwertyczne dziecko. Trudno jest gd rodzic jest ekstrawertyczny. natomiast nie mozna dizecka "wypychać na świat" ani "łamach mu charakteru". Jaj mam w domu 2 sztuki dzieci: ekstrawestyczka i introwertyczka. Kazda ma inne potrzeby
  • mondovi 05.04.19, 09:58
    Lubiłam jeździć na kolonie, obozy, spędzałam tak wakacje od ósmego roku życia. Mój brat poryczał się, gdy jako piętnastolatek miał pojechać na obóz harcerski. Wychowani jesteśmy tak samo. Kwestia charakteru. Mój syn jest pod tym względem kopią swego wuja. Ma 13 lat i jak twierdzi: nie ma obozowego charakteru.

    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • hanusinamama 05.04.19, 12:40
    Charakter i temperament. Ja nie byłam podrzucana nigdzie ( w sensie babcie , ciocie) bo moi rodzice nie mieli wioski do opieki. Ale po 1 klasie pojechałam na kolonie (3 tygodnie) bo chciałam, podobało mi sie bardzo. Co roku obowiazkowo musiałam jechać a od 5 klasy jezdziłam 2 razy. Moj brat chowany tak samo- nienawidził kolonii i obozów.
  • milamala 05.04.19, 13:17
    Cyganskie dziecko nie bedzie bardziej samodzielne w doroslosci.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.