Dodaj do ulubionych

Jedenaste: z chorym na raka, rozmawiaj.

16.04.19, 22:10
Poruszyła mnie koleżanka ze świeższym doświadczeniem choroby niż moje pytaniem, czy ‘do mnie też zaczął telefon mniej dzwonić, kiedy zachorowałam’. Nie była pierwsza – to samo usłyszałam wcześniej od innej, że ludzie wydawałoby się jej bliscy – nagle zamilkli i zniknęli.

Więc pomyślałam, że napiszę - wyłącznie za siebie i od siebie.

Wiem, że jest, kurde, trudno. Że nie wiadomo co powiedzieć. Że poczucie winy, że się cieszę, że to nie mnie spotkało. Że chciałoby się coś zrobić, jakoś pomóc, no ale nie wiadomo jak – a przecież co będzie, jak mnie ta pomoc przerośnie? Pewnie każdy ma swoją listę.

Wiem też, jak jest po drugiej, chorującej stronie. Jest szok i syf. Świat się zapada – wczoraj był taki jak zawsze, swojski i bezpieczny, dziś jest ale głuchy. I nie wiadomo, czy będzie jutro.

Co pomaga przejść, to poczucie, że ty owszem jesteś chora, ale ten świat z wczoraj cały czas gdzieś jest. I jutro też będzie.

Ten świat z wczoraj to ludzie, których w nim znałaś. Władni zbudować arkę - twoją własną. Jak? Bardzo prosto. Wystarczy, że nie znikną. Że będą jak zawsze. Sącząc pewność, że choroba jak przyszła, tak pójdzie.

Pewnie, czasem przydaje się coś więcej. Zrobić zastrzyk, przynieść zakupy, zawieźć na chemię, ugotować zupę, ogolić głowę, zawiązać buty. Zwykłe, ocalające rzeczy.

Ale najistotniejszy jest sam kontakt. Choćby telefon. Choćby żeby powiedzieć, że się nie wie co powiedzieć.

Bo ostatecznie nie wiadomo, co leczy i co okaże się ważne. Dla mnie na przykład zaskakująco ważne okazało się to, co usłyszałam od przyjaciółki, że po moim telefonie z wynikiem biopsji stała i ryczała w przymierzalni, gdzie ją akurat ten telefon zastał.

Nie umiem sobie dziś wyobrazić, jakie byłoby moje leczenie, jeśli zamiast tego wszystkiego co dostałam, od przyjaciółek/koleżanek/sąsiadek, dostałabym ciszę. Nie umiem powiedzieć, czy one dbały o swoje samopoczucie. O mnie - tak. Co piszę z wdzięcznością.

I mam ochotę napisać: odwagi, siostry.
Edytor zaawansowany
  • mamablue 16.04.19, 22:18
    To ważne, co piszesz. Ja się boję, że te moje codzienności są dla chorego nieistotne, nawet drażniące. Że zwykły świat jest nie na miejscu, zbyt przyziemny.
    Dobrze, że napisałaś tego posta.
  • malcriada 16.04.19, 23:48
    Choroba nowotworowa to tysiące przyziemności: że się trudno dowlec po zakupy, że papier się w kiblu skończył, a do Rossmana daleko, że imbir pomaga na mdłości, ale nie ma kogo wysłać, że kota trzeba odwieźć do weterynarza, że rachunki niepopłacone, że trudno zrobić pedicure. Jedna ogromna przyziemność, w której najprostszy gest pomocy i życzliwości pomaga trwać i jest ważniejszy od setek wspólnie przeimprezowanych wieczorów. Chory nie oczekuje rozwiązania TEGO problemu, potrzebuje rozwiązania problemu z papierem w kiblu.
  • lalkaika 19.06.19, 13:21
    <3
  • lalkaika 19.06.19, 13:23
    az sie kuzwa prawie poplakalam ,a jestem cyniczna i przyziemna jak gips. Dzieki ,ze to napisalas.
  • tinywee 23.06.19, 22:32
    „az sie kuzwa prawie poplakalam ,a jestem cyniczna i przyziemna jak gips.”

    Ja czytając malcriadę też.

  • crea.tura 16.04.19, 22:58
    ja również dziękuję Ci za napisanie tego posta, jest bardzo ważny.
  • roks30 19.06.19, 01:29
    Bardzo potrzebny post. Dziękuję. Wiem, że to banal, ale zdrowia życzę.
  • makurokurosek 16.04.19, 23:01
    Uważam, że twój post jest bardzo cenny. Wielu z nas ma wśród znajomych lub w rodzinie osoby chore na raka i naprawdę trudno jest odnaleźć się w takiej sytuacji, nie wiemy co powiedzieć i jak właściwie powinniśmy zareagować tak by nie zdołować jeszcze bardziej osoby chorej.
  • malcriada 16.04.19, 23:37
    Pewnie mój post się nikomu nie spodoba, ale choruję już tak długo, że nie chce mi się chodzić na palcach wokół delikatnych uczuć ludzi, którzy "nie wiedzą co powiedzieć", więc znikają w sinej mgle; może zaliczą jakiś bohaterski telefon z bezsensownym "wszystko będzie dobrze". Nie, to nie im jest trudno się odnaleźć; trudno jest chorym, którzy właśnie dostali legitymację klubu, do którego nigdy nie chcieli się zapisać. Co na litość boską jest kłopotliwego w pytaniu "jakie ci zrobić zakupy/wyprać ci piżamę/odwieźć cię do szpitala/masz ochotę na marchewkę z groszkiem/skoczyć do apteki/odwieźć papiery do ZUSu/wyprowadzić psa?" To właśnie są rzeczy najważniejsze. To są pytania, które zadaje się bliskim i znajomym w kłopocie. A potem robi się te zakupy, pierze tę piżamę, gotuje coś smacznego. Diagnoza onko finalnie oddziela ziarno od plew. Rzut oka na statystyki zachorowań powinien zadziałać otrzeźwiająco - co najmniej 1 na 4 z nas zachoruje na chorobę nowotworową. Co chciałybyście wtedy usłyszeć?
  • fredzia098 16.04.19, 23:58
    Tak to prawda. Podczas takiej choroby dopiero widać z kim miało się do czynienia, i które znajomości należy bez żalu zakończyć. Szkoda każdej sekundy na znajomość z takimi "ludźmi".
  • aandzia43 19.06.19, 11:34
    Diagnoza onko finalnie oddziela ziarno od plew. Rzut oka na statystyki
    > zachorowań powinien zadziałać otrzeźwiająco - co najmniej 1 na 4 z nas zachoruj
    > e na chorobę nowotworową. Co chciałybyście wtedy usłyszeć?

    Ziarna od plew oddziela każde większe spotykające nas nieszczęście.


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • fredzia098 16.04.19, 23:46
    Podpiszę się. Taki apel powinno się nagłaśniać. Znam kobietę, od której odwróciła się cała rodzina. Rodzice i rodzeństwo. Głucha cisza przez rok. Nikt z najbliższych nie wiedział nawet czy jeszcze żyje. Zostali na placu boju przyjaciele i znajomi. Teraz ( kilka lat po leczeniu) mówi, że nawet diagnoza nie była dla niej takim szokiem, jak to jak zachowała się rodzina. Że to jest dla niej ból nie do przeżycia. Z rodziną zerwała kontakty wyjaśniając dlaczego, zdziwiona rodzina nie miała sobie nic do zarzucenia. Znam też dziecko, które zostało porzucone przez rodziców, gdy zachorowało na raka. Pacjenci mówią, że najważniejsze żeby bliscy byli, interesowali się, dzwonili. To daje niesamowitą siłę do walki. I nieważne że czasem ktoś coś powie nie na miejscu. Gdy bliscy się odwrócą to jest jak dobicie chorego. Cios w samo serce. Na szczęście z moich obserwacji to wyjątkowe przypadki. Z reguły ludzie stają na wysokości zadania. I po prostu są. To co najważniejsze.
    A Tobie dużo zdrowia życzę.
  • malcriada 16.04.19, 23:52
    Nie takie wyjątkowe. Mam... miałam przyjaciela, który był na mojej krótkiej liście pięciu osób, którym najpierw powiedziałam o diagnozie. Powiedział, że oddzwoni, ale... zapomniał. I tak już sześć lat nie pamięta.
  • fredzia098 16.04.19, 23:54
    Przykre... A wcześniej mieliście regularny kontakt?
  • malcriada 17.04.19, 00:10
    Bardzo. Głównie jak załatwiałam rozmaite jego sprawy w instytucji, w której pracowałam. Ale przyjaźniliśmy się i byłam tej przyjaźni pewna. Bardzo przyzwoity człowiek (tzw. osoba publiczna).
  • kafana 17.04.19, 00:01
    O akurat ten wątek mogliby wyciągnąć na główna!
  • arwena_11 19.06.19, 09:41
    ale niestety tego nie zrobią. Nie ma jatki, krew się nie leje. Żadna sensacja.

    A właśnie on powinien trafić do jak największej grupy ludzi. Też dziękuję za te wpisy.
  • lot_w_kosmos 17.04.19, 05:44
    Dziękuję.
  • ajaksiowa 17.04.19, 06:06
    Ja też dziękuję Malcriada 😂
  • olaaa43 17.04.19, 09:08
    Zachorowałam pół roku temu na nowotwór. Nagle zniknęłam z pracy. Szybka operacja,chemia, potem druga operacja, radioterapia ... .

    Rodzina zawsze była ze mną, mąż powiedział, że przejdziemy prze to razem ... pocieszał, łzy ocierał, woził na badania i leczenie, pamiętał o braniu leków, o wizytach kontrolnych, kupował mi smakołyki do jedzenia ... . Kiedy po pierwszej chemii wyszły mi włosy resztkę zgoliłam do zera. Wstydziłam się pokazać z taką ogoloną głową ... prosił żebym mu się pokazała bez czapeczki ... powiedziałam, że wyglądam jak stary łysy chłop ... zdjęłam czapkę ... on mi mówi, że mnie kocha, że jestem piękna i nie wyglądam jak stary chłop tylko jak Sinead O'Connor ... .

    Choroba wzmocniła nasz związek, miłość kwitnie , nie tylko ta duchowa ale i fizyczna ... .

    Natomiast znajomi i koleżanki .... to odrębna historia. Początkowo telefon zamilkł, poza jednym wyjątkiem. Moja koleżanka, mój Anioł, dzwoniła do mnie bardzo często, spotykamy się, ona się nie przestraszyła, że się rakiem ode mnie zarazi. Gadałam z nią o wszystkim, zawsze pytała jak się czuję, ja jej na to że OK, że przechodzę kolejny etap leczenia, rozmawiałyśmy o pracy, o dzieciakach, o pogodzie, śmiałyśmy się, żartowałyśmy. A ona nawet nie zdaje sobie sprawy jak ogromne wsparcie dawała mi i nadal daje ... . Przypominam jej o tym, jak dla mnie jest ważna, a ona traktuje to jak normalne zachowanie smile

    Nie oczekiwałam, ze wszyscy do mnie zadzwonią albo mnie odwiedzą. Wystarczył SMS z treścią ,, jestem z tobą myślami, trzymaj się , modlę się za ciebie, zdrowia życzę" itp. Kilka osób odezwało się po miesiącu, a jedna osoba, którą znam 30 lat, mieszka dwie ulice dalej ,,zgubiła" mój numer telefonu i ,,zapomniała' gdzie mieszkam. Początkowo czułam żal i rozczarowanie. Teraz wiem, że ludzie boją się tej choroby, nie wiedzą co mają powiedzieć ...

    Po miesiącu odezwała się moja przyjaciółka, przepraszała, prosiła o wybaczenie że się przestała odzywać. Wybaczyłam, bo w miłości i przyjaźni należy wybaczać. Nie czuję urazy, spotykamy i odzywamy się dość często.

    Ta choroba weryfikuje przyjaźnie, rozmawiam z chorymi kobietami i one też to potwierdzają, wiele z nich opuściły koleżanki, rodzina , mąż. Jedna z dziewczyn powiedziała mi, że odejście męża odczuła bardziej niż chorobę. Wpadła w depresję po rozwodzie.

    Ja jestem wdzięczna mojemu mężowi i mojemu Aniołowi, że nie pozostawili mnie samej sobie smile

  • ganesza 19.06.19, 00:16
    trzymaj się dziewczyno. masz męża, który kocha Cię taką jaką jesteś teraz. zasługuje na jeszcze wiele lat z kochaną żoną. a Ty na wiele lat z takim facetem. dacie radę. trzymam za was kciuki. przy takim wsparciu, takiej miłości będzie dobrze.


    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • malcriada 17.04.19, 09:56
    Pozwolę sobie dopisać do wątku "z chorym na raka - rozmawiaj" jeden postulat. Jeśli już rozmawiasz, rozmawiaj szczerze. Dzisiaj pani Janka Ochojska podała do publicznej wiadomości, że zdiagnozowano u niej raka piersi, ale nie rezygnuje z kandydowania do PE. Od dobrych, życzliwych ludzi popłynęły wyrazy wsparcia, w większości w tonie "dasz radę, jesteś wielka, podziwiam, jesteś superwoman, pokonasz pryszcza (sic)". Czy ktoś widzi jak bardzo protekcjonalne jest takie traktowanie chorego? Bo nie, to nie jest pryszcz, i nie - nie wiemy czy pokona. Ja sama nigdy nie demonizuję choroby, nie piszę do niej listów, nie nadaję jej pieszczotliwych albo obraźliwych nazw, nie straszę innych chemią czy radioterapią, zawsze mówię, że leczenie jest do zniesienia i nie trzeba się bać. Ale to jednak nie jest bułka z masłem i nawet jeśli pani Janka przejdzie leczenie oszczędzające, jeśli przejdzie je w miarę gładko, to przecież przez jakiś czas nie będzie w formie. Przynajmniej nie w formie, która sprzyja zawodowym rewolucjom i pracy w pocie czoła. Czy nagle silna, dorosła kobieta nie zasługuje według nas na uczciwe, szczere postawienie sprawy? Czy nagle wskutek choroby zwalniamy ją, jak dziecko, z odpowiedzialności wobec wyborców? Nigdy nie namawiałabym nikogo to podjęcia takiej czy innej decyzji w sprawie kierowania swoim życiem w chorobie, ale z pewnością prosiłabym o zastanowienie się nad krokiem, który dotyczy nie tylko jej samej, ale i przecież również innych ludzi, którzy pokładają w niej nadzieję. Być może pani Janka istotnie ma nadprzyrodzoną siłę (oby!), być może leczenie będzie spokojne i skuteczne (oby!), być może jej decyzja będzie dla niej korzystna i pomoże zmagać się z kolejną chorobą - ale czy na pewno jest przemyślana i uczciwa wobec ludzi, których chce reprezentować? Głośny chór zagrzewających do walki głosów pobrzmiewa mi nutą protekcjonalnej - paradoksalnie - obojętności. Choroba daje nam prawo do słabości, być może wyzwala heroizm i pokłady zdumiewającej siły, ale jednocześnie nie zwalnia z odpowiedzialności za podejmowane decyzje, nie czyni dzieckiem, któremu wystarczy powiedzieć "dasz radę". Uczciwość i szacunek w rozmowie każe usiąść i powiedzieć "możesz nie dać rady, przemyśl to jeszcze raz".
  • a.n.i.a.78 17.04.19, 10:22
    w zeszłym roku przechodziliśmy z moim mężem jego chorobę nowotworową, lat 44, dzieci 8 i 5 lat. w sumie to przerzut który pojawił się pół roku po operacji pierwotnego guza. wtedy miało być w porządku, statystycznie wyglądało to nieźle, ale cóż..trafiło się.
    każdy kto miał osobę najbliższą chorą na raka w domu, w najbliższej rodzinie, wie jak wygląda codzienność.
    mój mąż podszedł do choroby zdaniowo, przeszedł trzy cykle ciężkiej 6 dniowej chemioterapii, z dolewkami, potem operacja wycięcia pozostałości, blizna od klatki piersiowej do podbrzusza.
    mój mąż postanowił pracować, z przerwami leżał w szpitalu, widziałam że nie ma siły, ale ta codzienność szpitalna chorobowa w zestawieniu z normalnością dawała mu nadzieję na to, że wszystko się skończy dobrze. jak najbliższa osoba zachoruje to wtedy zaczynasz dostrzegać w internecie ogrom wiadomości o chorujących i zmarłych osobach. wszystko jest tak przerażające, a z drugiej strony trzymasz się myśli, że tylu ludzi dało się wyleczyć.
    było trudno, ale otrzymaliśmy ogromne wsparcie od znajomych, moich koleżanek, które pomagały mi przy dzieciach, kiedy musiałam jechać do szpitala, zabierały do siebie, odebrały ze szkoły czy przedszkola, zajmowały im czas, bo dla nich to też było ciężkie przeżycie. dostaliśmy ogromne wsparcie w pracy, mi naprawdę przez ten okres sporo odpuszczono, mogłam wyjść wcześniej, żeby do męża do szpitala pojechać. koledzy męża przywieźli i rozłożyli drewno na zimę. takie codzienne sprawy, ale tak jak pisałyście, z tego składa się życie.
    ale rzeczywiście było tak, że częściowo telefony zamilkły, przyjaciel mojego męża jeszcze ze szkoły średniej sam mi powiedział że bał się dzwonić, bo nie wiedział czy ewentualnie poradzi sobie z wiadomością (jego mama zmarła na raka jak miał 16 lat).
    tak jak to zostało napisane w jednej z odpowiedzi, coraz większa liczba osób choruje na nowotwory, dużo ludzi młodych, o czym mogłam się przekonać na oddziale.
    do chwili obecnej nie potrafię sobie poradzić ze strachem przed chorobą, nie wyobrażam sobie co przeżywają rodzice chorych dzieci. nie ma na to uniwersalnej recepty. przerażające.


  • mama.nygusa 17.04.19, 10:25
    Aktualnie na raka chora jest moja szwagierka, w maju czeka ja operacja.Ona przyjela swietna taktyke, nie chowa sie, tylko opowiada wszystkim(ktorzy chca sluchac) co sie teraz u niej dzieje.Wczoraj np. dostalam sms-podejrzewam ze wyslany do wiekszej ilosci osob, bo byl bezosobowy, z informacjami po wizycie w onkologii.Skoro ona tak otwarcie o tym mowi, to my tez sie bedziemy sie zamykac, i nie bedziemy traktowac jej jak "tredowatej".

    --
    bip.inowroclaw.pl/?cid=72759&bip_id=8677
    78,954,90zl tyle zarabia nauczyciel.
  • tinywee 18.06.19, 23:45
    Mogę tylko zgodzić się z malcriadą – tak właśnie jest, jak piszesz – przynajmniej w moim doświadczeniu.

    Z jednym wyjątkiem: czuję opór wobec zdania, że „Diagnoza onko finalnie oddziela ziarno od plew.” Bo takie stwierdzenie sugeruje raczej sąd ostateczny smile, a tu, na Ziemi, wolę jednak o świętym Piotrze pamiętać (który się zaparł i podniósł), a tego rodzaju czynności, o których piszesz, zostawić odnośnym czynnikom na, że tak powiem, Day of Reckoning. Innymi słowy – chcę mieć prawo do słabości i niekoniecznie mieć poczucie, że mnie to od razu skreśla. I daję to prawo innym.

    Z żalem to oczywiście inna sprawa.

    A skoro już weszłam na biblijne tereny, to przypomnę Hagar i Izmaela, i to, że to Bóg usłyszał go ‘tam, gdzie on jest”, podczas gdy matka mogła tylko płakać, nie patrzeć (Gen 21:16-17).
    To ‘tam, gdzie on jest’ jest bardzo poruszające. Zobaczyć/usłyszeć drugiego człowieka, potrzebującego bliskiego, ‘tam, gdzie on jest’. Można by powiedzieć, to jest właśnie okazanie prawdziwej bliskości – nie nakrycie sobą i swoim widzeniem, tylko – no właśnie, otwarcie się na doświadczenie drugiego.

    Kto tego nie potrzebuje? Kto potrafi tak być?

    Ten kawałek sugeruje, ze to jest, po ludzku, cholernie jednak trudne.

    Co bym jeszcze dodała do tego, co napisałam na początku, to żeby – przy kontakcie - niekoniecznie brać ‘nie’ za odpowiedź.

  • kosmos_pierzasty 19.06.19, 00:43
    tinywee napisała:

    ‘tam, gdzie on jest”, podczas gdy matka mogła tylko płakać,
    > nie patrzeć (Gen 21:16-17).
    > To ‘tam, gdzie on jest’ jest bardzo poruszające. Zobaczyć/usłyszeć drugiego czł
    > owieka, potrzebującego bliskiego, ‘tam, gdzie on jest’. Można by powiedzieć, to
    > jest właśnie okazanie prawdziwej bliskości – nie nakrycie sobą i swoim widzeni
    > em, tylko – no właśnie, otwarcie się na doświadczenie drugiego.
    >
    > Kto tego nie potrzebuje? Kto potrafi tak być?
    >
    Tak, to rzadka i cenna umiejętność. Nie tylko w tych najtrudniejszych sytuacjach, ale też codziennych. Celnie to ujęłaś.
  • tinywee 23.06.19, 22:34
    „Zobaczyć/usłyszeć drugiego człowieka, potrzebującego bliskiego, ‘tam, gdzie on jest’. Można by powiedzieć, to jest właśnie okazanie prawdziwej bliskości – nie nakrycie sobą i swoim widzeniem, tylko – no właśnie, otwarcie się na doświadczenie drugiego.”

    Zabrakło mi słowa ‘uważność’ tutaj. A historię wzięłam z audycji BBC „Living in the moment” (razem z ‘Who By Fire’ smile

  • anika772 19.06.19, 06:33
    Odwagi, siostro, trzymaj się.
  • bella_roza 19.06.19, 09:25
    bardzo ważny post. to samo spotkało mnie jak zmarł mi ktoś bliski. ludzie boją się, wstydzą itp takich sytuacji. ale trzeba przełamać swoje ograniczenia żeby pomóc komuś choćby rozmową, zainteresowaniem.

    --
    Fryzjer jest wazniejszy niż pasztet, to oczywiste. Przynajmniej do póki nie masz dziecka z własciwym facetem. [by Piepe]
  • konstancja16 19.06.19, 11:22
    byl rak w moim otoczeniu. i bylam troche jak ten palant, nie wiedziałam jak się z tym znaleźć, jak rozmawiać, o co pytac, czego unikac. na szczęście ‘pacjentka’ była madrzejsza ode mnie. do samego końca trzymala się dzielnie, umiala zartowac, wierzyla ze jest cien szansy. rozmawialysmy i o chorobie i dupie maryni. w szpitalu jednak już jej nie odwiedziłam…

    jest dla mnie wzorem i przypomnieniem. rak nie zaraza. to chory jest prawdziwym bohaterem, a telefon czy rozmowa z nim to naprawdę żaden wyczyn. nie badzmy cieniasami, żeby nawet nie umiec sie odezwac. wciąż mi głupio, ze do tego szpitala jednak już nie pojechałam. jasne, praca, male dzieci, ale chodzilo o kogos kogo już nie ma ;-/


    --
    Enjoy yourself. It's later than you think.
  • nenia1 19.06.19, 13:50
    konstancja16 napisała:

    > jest dla mnie wzorem i przypomnieniem. rak nie zaraza. to chory jest prawdziwym
    > bohaterem,

    Czy chory jest bohaterem? Dla mnie niepotrzebne ubieranie w wielkie słowa. Chory jest po prostu tym samym człowiekiem, którym był wczoraj, tylko dzisiaj żyje z diagnozą. Prócz tego to dalej ten sam człowiek, tylko nagle otoczenie zaczyna go zupełnie inaczej traktować. Nikt nie staje się bohaterem bo się przeziębił, podobnie jak nie staje się bohaterem bo ma raka. Bohaterstwo zakłada wybór, tu nie ma wyboru, po prostu jest się chorym. Ale też jest się ciągle tą samą osobą i nagłe unikanie, znikanie, zakłopotanie innych potęguje odczucie wykluczenia. Wydaje mi się, że należy tu unikać jakiś wielkich słów, te wszystkie militarne określenia typu "bohater, walka z chorobą, nie poddawaj się, przegrał z chorobą" itd. nie brzmią najlepiej.
  • alin9 19.06.19, 17:11

    Czy chory jest bohaterem? Dla mnie niepotrzebne ubieranie w wielkie słowa. Chory jest po prostu tym samym człowiekiem, którym był wczoraj, tylko dzisiaj żyje z diagnozą. Prócz tego to dalej ten sam człowiek, tylko nagle otoczenie zaczyna go zupełnie inaczej traktować. Nikt nie staje się bohaterem bo się przeziębił, podobnie jak nie staje się bohaterem bo ma raka.

    Tu się nie zgodzę. Porównywanie przeziębienia i poważnej choroby jest chore.Osoby z przeziębieniem nikt nie izoluje na stałe.Taki pacjent onkologiczny dostaje dwa wyroki w krótkim odstępie czasu.Pierwszy to diagnoza.Gdy się z nią oswoi zaczyna się codzienna walka z codziennością.Wszyscy znamy i powtarzamy zdanie"na dobre i złe".Takie sytuacje pokazują nasze prawdziwe oblicze.Zazwyczaj osoby stosujące tą zasadę w życiu nie wypowiadaja ot tak tego zdania.
  • katja.katja 19.06.19, 22:42
    Zgadzam się z Tobą. A już całkiem nienawidzę: "Przegrała walkę z rakiem".
    A jak ktoś zmarł na zapalenie płuc to jakoś nie piszą "Przegrał walkę z zapaleniem płuc" albo (w przypadku starszych osób) "Przegrała walkę ze starością".


    --
    Nie dam się wygasić!
  • nutella_fan 23.06.19, 22:44
    Dokładnie tak samo uważam. Przegrał walkę z rakiem.... To tylko umacnia raka i nadaje mu nadzwyczajną siłę, tak że nowi chorzy mogą się bać tej "walki", skoro inni przegrywają. ..
  • wapaha 19.06.19, 13:26
    Generalnie- nie potrafimy się zachowac w obliczu tak trudnych sytuacji. Wielu ludzi tez boi się, tak jakby nowotwór mógł zarażac, jakby zaraźliwe było samo wypowiedzenie słowa "rak". Tak samo ludzie boją się"zarazić" doświadczeniem śmierci- nie rozmawia się z ludźmi po smierci bliskiej im osoby, czy też gdy kobieta poroniła - otoczenie nie wie jak ma się zachowywać
  • dzikka 19.06.19, 13:27
    Czy mogę ten apel puścić dalej, na portal spolecznościowy? To bardzo cenne słowa. Każda, z nas, w każdej chwili może znaleźć się po jednej lub drugiej stronie.
  • alin9 19.06.19, 16:49
    Bardzo potrzebny post.Dziękuje,ze go napisałaś.
  • ardiss1 21.06.19, 08:47
    pięknie to napisałaś.
    dobrze ze to napisałaś.
    dla wszystkich dobrze.
    Dziękuję.
    I trzymam kciuki.
  • tinywee 23.06.19, 22:39
    Dzikka – bo rozumiem że pytanie do mnie – jeśli uważasz że ktoś przeczyta i potem może sięgnie po telefon, to spoko.

    Bardzo dziękuję za wszystkie dobre słowa.

    I za wszystkie otwierające wpisy – wiem, że czasem do tego trzeba zatrzymać się, odwrócić, wziąć głęboki oddech i spojrzeć, a to może boleć (choć czasem może to być ból gojący ranę).

    Swoją drogą to ciekawe, że słowo courage/kuraż – odwaga – pochodzi od łacińskiego ‘cor’ – serce.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.