Dodaj do ulubionych

Szkoła nie uczy odpowiedzialności

29.04.19, 18:18
Według mnie jest to jedna z bolączek obecnego systemu edukacji. W wielu szkołach, być może oprócz tych najlepszych i renomowanych, powszechnym zjawiskiem jest młodzież spóźniająca się, wchodząca w połowie lekcji, w dodatku często bez "dzień dobry" i "przepraszam". W technikum, w którym uczyłam, uczniów, którzy nie mieli żadnych, lub mieli pojedyncze godziny nieusprawiedliwione można było policzyć na palcach jednej ręki. U większości było to kilkadziesiąt w semestrze, bywali oczywiście i tacy, którzy mieli kilkaset. W zasadzie, żadnych konsekwencji się za owe spóźnienia i nieobecności nie ponosi, to są nic nie znaczące kreseczki w dzienniku bo ocena z zachowania nie ma wpływu na nic. Co roku były sytuacje, kiedy uczniowie byli wyrzucani przez pracodawców z praktyk, bo np. mieli przyjść na 8, a byli na 10, tłumacząc, że nie mogli wstać i "w sumie co za różnica". Tak samo jest na ustnych maturach, bardzo częste są przypadki kiedy maturzysta nie pojawia się o wyznaczonej godzinie, a egzamin bynajmniej nie przepada - to dyrekcja do niego rozpaczliwie wydzwania, po czym okazuje się, że np. zaspał i będzie dopiero za godzinę. Dyrekcja naciska na promocję wagarujących, bo np. trzeba będzie łączyć klasy, organ prowadzący irytuje się, że wydawał pieniądze na ucznia, a tu on nie zdaje lub nie daj boże zmienia szkołę. Sugestie odgórne, od samorządów i kuratoriów są typu żeby "wychodzić do dziecka" i specjalnie takich zachowań nie punktować, skutecznych narzędzi systemowych też w zasadzie brak. Tak sobie czytam o zwyczajach w szkołach w różnych krajach,np. zamykaniu szkoły o godzinie, o której zaczynają się lekcje, spóźnialscy nie wchodzą, kary finansowe dla rodziców za nieusprawiedliwione godziny, brak możliwości poprawiania w nieskończoność (typu uczeń oddaje po raz piąty pustą kartkę, bo ponoć nie był w stanie nauczyć się np. teorii z fizyki, chociaż to już tylko czysta pamięciówka i żadnej filozofii i zdolności nie wymaga), bardzo poważnych konsekwencjach za ściąganie i zastanawiam się dlaczego w Polsce tych kwestii nigdy się w zasadzie nie podnosi i nie dyskutuje o nich przy okazji kolejnych pseudoreform systemu edukacji. W końcu nikt nie chce chyba w przyszłości trafiać na np. fryzjerkę, która spóźnia się albo nie przychodzi wcale, kuriera, który nie dostarczył przesyłki, bo wolał sobie skończyć pracę wcześniej itp., a taki przekaz i przyzwolenie na te zachowania dostaje się ze współczesnej szkoły. Hm, a może to ja przesadzam i jestem nadmiernie wyczulona na kwestie punktualności, rzetelności, dotrzymywania słowa i w sumie nie jest to aż tak istotne. Co o tym myślicie?



www.perfumanka.pl
Edytor zaawansowany
  • triss_merigold6 29.04.19, 18:40
    Myślę, że szkoła powinna dysponować instrumentem pt. "zawieszenie w prawach ucznia" i stosować od I klasy szkoły podstawowej za łamanie regulaminu szkolnego, w tym za notoryczne spóźnianie się. Istnieje szansa, że jak jedna z drugą Karyna czy Sebix raz, drugi, trzeci będą musieli zostać z dzieciakiem w domu, to nauczą się przyprowadzać dziecko punktualnie <tak, druga szkoła i wciąż trwający problem z tymi samymi spóźniającymi się dziećmi>.
    Szkoła, w tym rejonowa, powinna mieć również prawo po fenastu ostrzeżeniach, wdrożeniu działań etc. relegować ucznia, znakomicie wpłynęłoby to na motywację rodziców do wychowywania swoich nieletnich wariatów i słodkich łobuziaczków z ADHD czy inną wadą zachowania.
  • grru 29.04.19, 19:54
    Szkoły nie rejonowe mogą relegować bez trudu ale jakoś nie korzystają z tego.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • triss_merigold6 29.04.19, 19:57
    Ależ korzystają, przynajmniej w Warszawie, tylko odbywa się to bardziej polubownie.
  • milamala 29.04.19, 18:56
    Cos ty sie przejmujesz, pojdzie do pracy, raz drugi trzeci zostanie wywalony to za czwartym sie opamieta. Znajomi maja taka roztrzepotana corke. Znalazla sobie kiedys fajna prace noi wylano ja w konc za spoznianie sie. Bardzo to przezyla, bo wreszcie robila to co chce robic. Kolejna prace jaka dostala juz sobie szanowala.
  • beneficia 29.04.19, 19:27
    Znałam taką dziewczynę. Wszędzie się spóźniała "bo ona tak ma".
    Dostała doskonałą pracę, raz się spóźniła -ostrzeżenie, drugi raz też, za trzecim ją wywalili. W następnej już zawsze była na czas.
  • oqoq74 29.04.19, 19:01
    Szkoła może i nie uczy, ale takie rzeczy to się z domu wynosi. Syn nauczył się od nas nie spóźniać. Zawsze wychodzi odpowiednio wcześniej, żeby zdążyć na czas. Przez całą podstawówkę nie spóźnił się ani razu na lekcje.
    Z drugiej strony mam koleżankę, ona zawsze wszędzie się spóźnia, do pracy, na spotkanie, na imprezę. Dla mnie to brak szacunku do innych osób.
  • turzyca 29.04.19, 19:45
    >Szkoła może i nie uczy, ale takie rzeczy to się z domu wynosi. Syn nauczył się od nas nie spóźniać. Zawsze wychodzi odpowiednio wcześniej, żeby zdążyć na czas. Przez całą podstawówkę nie spóźnił się ani razu na lekcje.

    A co z tymi, których dom nie nauczy? Nie każdy ma takie szczęście jak Twój syn i rodziców, którzy umieją nauczyć prawidłowego zarządzania czasem.
    Ja się nauczyłam dopiero od któregoś chłopaka, Niemca zresztą, i dla mnie to było odkrycie na miarę maszyny parowej. I teraz umiem, choć kosztuje mnie to nieproporcjonalnie dużo energii, tym co się nauczyli w dzieciństwie przychodzi to naturalnie.
    Przy czym ja mam to szczęście, że mam mnóstwo umiejętności, które kompensują brak punktualności, więc nie straciłam np pracy, choć wiem, że mojego pierwszego szefa kosztowało to mnóstwo cierpliwości. Dla kogoś bez takiego zaplecza ten brak treningu w młodości może skutkować wylotem na margines społeczny - straci pierwszą robotę, z kolejną będzie problem, rodzina finansowo nie wesprze, pójdzie w drobną przestępczość, więzienie, większe przestępstwa, stoczyć się łatwo. A przecież edukacja powinna wyrównywać szanse.

    --
    Wróżenie z fusów.
  • oqoq74 29.04.19, 20:03
    Owszem, uważam, że przede wszystkim takich rzeczy uczy się w domu. Mam świadomość, że różnie różni ludzie do tego podchodzą. Wielokrotnie się o tym przekonałam.
    Ale jeśli rodzice samo się wszędzie spóźniają, to szkoła może stanąć na głowie, a dziecko i tak się nie zmieni.
  • turzyca 29.04.19, 21:29
    >Ale jeśli rodzice samo się wszędzie spóźniają, to szkoła może stanąć na głowie, a dziecko i tak się nie zmieni.

    Wiesz, mój anegdotyczny przykład mówi, że jak szkoła przykłada wagę, to owszem to wpływa na postawy uczniów.
    A jak człowiek przez kilka lat ćwiczy punktualność, to zaczyna mu to coraz lepiej wychodzić. Dlaczego ma to ćwiczyć dopiero w dorosłym życiu,.a nie w warunkach szkolnych?

    --
    Entropia i chaos dnia codziennego
  • oqoq74 29.04.19, 22:07
    Ty się nie nauczyłaś w szkole tylko od chłopaka. A w szkole może ćwiczyć. Pytanie co z tego zostanie w życiu i zachowaniu.
  • oqoq74 29.04.19, 22:08
    *
    nie w szkole
  • turzyca 29.04.19, 23:39
    Ja się nauczyłam od chłopaka, bo nie miałam w życiu ani wzorca ani impulsu wcześniej - ani rodzina, ani szkoła, ani studia. Moja siostra trafiła do innego liceum i na inne studia, gdzie punktualność była bardzo oczekiwana, i wyrobiła sobie punktualność znacznie wcześniej i to taką, że umie skompensować niepunktualność otoczenia. Ja nie umiem.
    I jak rozmawiam z ludźmi o zarządzaniu czasem, to wiele osób mówi, że punktualności nauczyło ich środowisko pozarodzinne, często zawodowe, ale w wielu wypadkach widać też wpływ szkoły. W niektórych szkołach to był element programu szkolnego, np. kolega z Berlina opowiadał, że w podstawówce mieli określone godziny w ciągu dnia na zrobienie zadań dawanych aż w tygodniu - po oddaniu zadania można było zająć się czymś w jednym z kącików hobbystycznych. To go nauczyło, żeby robić zadania jak najszybciej, bo potem jest czas na przyjemności. Znam dość szkół, które premiują robienie na ostatnią chwilę.

    --
    Entropia i chaos dnia codziennego
  • oqoq74 30.04.19, 21:07
    Czyli szkołą była tylko jednym z elementów. Owszem szkoła mogłaby być bardziej konsekwentna w egzekwowaniu różnych zasad. No ale, to nie jest jedyny problem obecnej szkoły.
  • saszanasza 29.04.19, 21:50
    oqoq74 napisał(a):

    > Szkoła może i nie uczy, ale takie rzeczy to się z domu wynosi.
    Syn nauczył się
    > od nas nie spóźniać.

    Zarówno ja jak i mąż nigdy się nie spóźniamy, syn 17 lat notorycznie i ani groźby ani prośby....

    Ja często przeklinam, syn absolutnie nie, bo to jego zdaniem obciach, także te „wyniesienia” z domu to niekoniecznie reguła




    --
    Chciałabym się kiedyś wyspać na tyle, żeby rano poczuć, że się budzę a nie zmartwychwstaję.
  • 35wcieniu 29.04.19, 19:17
    Nie wiem. Tzn. z jednej strony racja- tak właśnie jest, z drugiej - naprawdę trudno się dziwić że ktoś nie dokłada starań żeby pieczołowicie i odpowiedzialnie wykonywać rzeczy, których nie lubi, i za niewykonanie których nic mu nie grozi.
    A takich praktykantów o jakich piszesz ostatnio widziałam w autobusie, zrozumiałam że jadą na praktyki w jakimś warsztacie. Byli spóźnieni, jeden wyraźnie zaniepokojony, pozostali na luzie - "stoisz tam jak ten ch... i sie gapisz na ten kanał godzinami, co ci za różnica o której przyjdziesz?". No mozna się niby oburzać ale trochę racji miał. wink
  • mokka39 29.04.19, 19:35
    ja wiem czy miał? Nie chciałabym potem trafić na takiego mechanika, który w szkole ledwo się prześlizgiwał z przedmiotów zawodowych, na praktykach nie bywał i nic nie umie, bo "bez sensu gapienie się w kanał".

    --
    www.perfumanka.pl
  • 35wcieniu 29.04.19, 21:55
    Przecież ja nie o tym. Ja o tym że praktyki to farsa w większości przypadków. Fryzjerki, które myją głowy i nigdy w czasie praktyk nie wzięły do ręki nożyczek, mechanicy, którzy stoją i się tępo gapią, ewentualnie podają klucz. Tak to wgląda w ogromnej większości przypadków. Mnie nijak nie dziwi że do takich praktyk nikt się nie przykłada i nie drze szat jak mu się akurat autobus spóźni.
  • kokosowy15 30.04.19, 08:31
    Widocznie nie masz szczęścia żeby trafić na normalne praktyki. U mojego starszego praktyki w warsztacie samochodowym to była normalna praca, najpierw pod kierunkiem właściciela, później tylko szef sprawdzał efekty pracy. Gorzej wyglądały praktyki z Erazmusa w Portugalii, tam pracowali ci, co coś umieli, reszta sprzatala. Zaowocowało to niezła praca po maturze, za 12 funtów na godzinę. Ani mój syn, ani wnukowie nigdy i nigdzie się nie spozniaja. Ja byłem w pracy pół godziny przed jej rozpoczęciem, mogłem spokojnie zebrać dane z drugiej i trzeciej zmiany, zaplanować pracę usterkowe. Denerwują mnie spoznialscy.
  • 35wcieniu 30.04.19, 09:40
    Nie musze miec szczescia bo zadne praktyki nie sa mi potrzebne.
    Jezeli sa dobrze prowadzone to nie ma tematu-dobrze ze i takie sie zdarzaja.
    Ale jezeli polegaja na staniu, zamiataniu scietych wlosow albo wycieraniu smaru to naprawde nie widze powodu do zdziwienia ze ktos ma je gdzies.
  • male_a_cieszy 30.04.19, 10:39
    Ale często to wygląda tak, że młodzież na praktykach nie chce się niczego nauczyć i potem tylko narzekają, że na praktykach nic się nie dzieje. W mojej poprzedniej pracy mieliśmy 4 praktykantów w jednym czasie. Dwóch z nich chciało się uczyć i wykonywało powierzone zadania sumiennie, a dwóch miało wszystko gdzieś, nawet jak dostali zadanie to wykonywali je po łebkach. W końcu osoby które uczyły praktykantów większą energie wkładały w te dwie osoby którym się chciało, a pozostała dwójka dostawała mało absorbującą pracę. Po zakończeniu praktyk obaj chłopcy wykazujący chęć nauki dostali celujące oceny i poszedł list pochwalny do dyrekcji, a na prośbę jednego z nich, został on zatrudniony na czas wakacji (to była już pełnoletnia młodzież) i znakomicie sobie poradził.
    Wszyscy zaczynali z jednego pułapu (od zadań najprostszych i czasem nudnych), ale nie wszyscy z szansy skorzystali.
  • 35wcieniu 30.04.19, 11:22
    Nie pisze o takim przypadku.
  • mokka39 30.04.19, 09:38
    niekoniecznie. Wielu moich uczniów było bardzo zadowolnych z praktyk i uważali, że dużo im dały. Zresztą, może jestem dziwna, ale uważam, że jak się na coś umawiamy (przyjście na konkretną godzinę np.), to należałoby słowa dotrzymać. Praca też często może być nudna i nierozwijająca, ale jednak wypadałoby się wywiązywać ze swoich obowiązków.

    --
    www.perfumanka.pl
  • 35wcieniu 30.04.19, 09:47
    Oczywiscie, tylko ze o prace dbasz bo z niej zyjesz. Zmusic prawie doroslych ludzi, zeby sie przykladali do praktyk, na ktorych sa traktowani jako darmowi sprzatacze i nic z niej nie maja jest rzecza niewykonalna. I bezsensowna. "Jak sie na cos umawiamy"- ok. Wiec umawiajmy sie obustronnie. Niech praktyki beda prowadzone tak zeby cos tym ludziom dawaly. Niech sie czegos konkretnego naucza, niech widza sens. Gdybym sie miala telepac autobusem z drugiego konca miasta po to zeby powycierac olej, popatrzyc na samochody i wrocic tez bym nie byla zaangazowana.
  • flegma_tyczka 30.04.19, 10:31
    Dokładnie Kochana.
    Ja mam bardzo nudną pracę, czasem (robię ją w domu) niemal płaczę bo jestem typem kreatywnym, ale zrobić ją trzeba i to do pewnej ustalonej daty. Nikogo nie obchodzą moje odczucia.

    --
    Wolność wypowiedzi - dla każdego.
  • janja11 30.04.19, 09:54
    35wcieniu napisał(a):

    > Przecież ja nie o tym. Ja o tym że praktyki to farsa w większości przypadków. F
    > ryzjerki, które myją głowy i nigdy w czasie praktyk nie wzięły do ręki nożyczek
    > , mechanicy, którzy stoją i się tępo gapią, ewentualnie podają klucz. Tak to wg
    > ląda w ogromnej większości przypadków. Mnie nijak nie dziwi że do takich prakty
    > k nikt się nie przykłada i nie drze szat jak mu się akurat autobus spóźni.

    No to "tępo się gapią" to jest jakieś wyjaśnienie.
    Serio pozwoliłabyś osobie, która tylko tępo się gapi, aby np. ostrzygła klientkę Twojego zakładu fryzjerskiego?
    Albo manipulowali przy aucie, którym ktoś wyjedzie na drogę?

    To jest polska szkoła, która od pierwszych klas uczy bierności, braku zaangażowania i zabija ciekawość.
    Pytań dzieciak ma nie zadawać, bo pani nauczycielka dwa razy powtarzać nie będzie.

    No to potem też nie zadają pytań i tylko biernie czekają na polecenia.
  • grru 29.04.19, 19:19
    Pisałam tu kiedyś o tym, że szkoła nie tylko nie wychowuje ale wręcz demoralizuje na każdym kroku pokazując, że zasady są dla frajerów. Np. jedna z byłych już nauczycielek chwaliła się, że uczennica olewała cały semestr, a ona już po terminie poprawek zrobiła dla niej kolejną z łatwiutkimi pytaniami. A cały wątek dotyczył tego, że uczniowie i rodzice nie szanują nauczycieli. No jak mają szanować kogoś, kto nie wyznacza żadnych granic i niczego nie egzekwuje?
    Co do ściągania to powinna być od razu obniżka zachowania, a w przypadku szkoły innej niż rejonowa usunięcie z placówki. No ale nauczyciele wolą się cackać.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • mokka39 29.04.19, 19:33
    nauczyciele często nie wolą, tylko jest im to narzucane przez dyrekcję, kuratorium itd. U nas był przykaz od pani dyr. że każdy ma prawo poprawiać do skutku, na radach pedagogicznych postulaty, żeby dać kolejną, 150 szansę, wręcz żeby dzwonić po rodzicach, żeby pełnoletni uczeń raczył przyjść na dziesiątą poprawę. To nie wynikało zresztą z jej dobrego serca, bo to była osoba bezwględna i mająca kilka pozwów o mobbing, tylko chęci uniknięcia ingerencji rodziców, kuratoriów itd. Taki jest odgórny przekaz, wszystko "dla dziecka", "ku dziecku", niczego nie wymagać, bo to stresujące itd. Teraz w szkole specjalnej, też jest zresztą taki uczeń, 8 latek, który nie zdołał utrzymać się w żadnej szkole, bo bił i wyzywał dzieci, nauczycieli, nie stosował się do żadnych norm i reguł. U nas też drze każdą kartę pracy, opluwa i wyzywa terapeutów, raz musiałam go trzymać przez pół lekcji, bo gdy tylko puściłam kopał z całej siły innego chłopca (po twarzy też). Najciekawsze, że rodzice są zachwyceni jego zachowaniem i uważają, że to super, że jest taki "ekspansywny", bo nie da sobie w życiu w kaszę dmuchać. Wina jest psychologów "bo nie mają charyzmy", nauczycieli, "bo sobie nie radzą" rodziców innych dzieci itd. Rodzice żadna patologia, dobrze sytuowani, wyższe wykształcenie.





    --
    www.perfumanka.pl
  • triss_merigold6 29.04.19, 19:48
    Zgłaszać do opieki społecznej - możesz, szkoła ma taki instrument. Dostaje ataku furii i jest bardzo agresywny? Karetka + policja, wzywać do skutku, aż rodzice ustawią dziecko lekami.
  • flegma_tyczka 29.04.19, 20:52
    Dziecko? Jakie dziecko. To s...syn, a nie dziecko!

    --
    Wolność wypowiedzi - dla każdego.
  • grru 29.04.19, 19:53
    Nie mówię o szkole specjalnej. Natomiast potwierdzasz to, co napisałam - szkoła zamiast wychowywać demoralizuje. Taka postawa nie jest normalna.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • aankaa 29.04.19, 20:11
    od wychowywania są rodzice, dom
    szkoła ma przekazywać wiedzę

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • grru 29.04.19, 20:18
    Niestety, szkoła również wychowuje, choćby dlatego, że jeśli dziecko spędza w niej tyle czasu to przekazywane wzory i wartości mają na nie wpływ.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • aankaa 29.04.19, 20:24
    ale te "wzory i wartości" przekazują chyba (?) nauczyciele

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • grru 29.04.19, 21:56
    Owszem i postępując w taki a nie inny sposób pokazują, że reguły nie mają znaczenia, że można oszukiwać i nie dotrzymywać terminów, że jedno się mówi, a drugie robi.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • oqoq74 29.04.19, 20:07
    To o czym piszesz jest pokłosiem błędnego podejścia do wychowania dzieci (mam tu na myśli działania dyrekcji). I błędnego myślenia co jest patologią. Bo jak ktoś ma kasę, wykształcenie to nie może być patologią.
  • brenya78 29.04.19, 19:38
    W UK są kary finansowe (wysokie!) dla rodziców za nieobecność dziecka. Bo to nie szkoła jest od nauczenia podstawowych zasad, ale RODZICE. Niestety, nie orientuje się do jakiego wieku to działa.
  • mama303 29.04.19, 19:42
    ale nauczyciele się sami spóźniają, nie oddaja np.na czas sprawdzianów, łamię regulamin itd. itp.

    --
    nie kradnę, nie zabijam, nie wierzę...
  • iimpala 29.04.19, 19:47
    a dlaczego szkola ma uczyć odpowiedzialnosci?
    szkola jest od uczenia przedmiotowego, tzn. matematyki, polskiego czy tam materiałoznawstwa (w twoim technikum).
    Od uczenia kultury jest dom i mamusia oraz tatuś.
    Szkola nie uczy także podcierania tyłka...i tym podobnych rzeczy.
    Jesli Jasio nie nauczył sie w domku przychodzenia punktualnie do pracy, to zycie szybciutko to zweryfikuje. Podobnie twoją fryzjerkę, do której więcej już nie przyjdziesz.
    Tak, że spoko...pani "nauczycielko".
    I nieprawda, że za nieobecności konsekwencji sie nie ponosi.
    Przynajmniej z czasów kiedy sama sie uczyłam - ileś tam nieobecności = brak klasyfikacji do nastepnej klasy.
    A szatnia (zewn. wejscie do niej) była zamykana 8.05. No ale wtedy nie uczylismy sie na 10 zmian i lekcje zaczynały sie o 8.00 więc łatwo było ogarnąc...
  • mokka39 29.04.19, 20:21
    Cóż, generalnie się zgadzam, że dom, ale nie tego się w tej chwili wymaga od szkoły - piszemy plany i sprawozdania z pracy wychowawczej, jest godzina z wychowawcą itd. Podejście kuratorium i organu prowadzącego jest zwykle w stylu - Jaś się nie uczy - nauczyciel go nie zmotywował, wagaruje- bo nauczyciel nudno prowadzi lekcje, jest arogancki, wulgarny - bo nauczyciel nie umie "wpłynąć", rodzice nie współpracują - nauczyciel nie umie do nich dotrzeć . Czasem może to i prawda, ale często nie.
    Hm, a dlaczego nauczycielko w cudzysłowie i tak protekcjonalnie? Nie znasz mnie, to po co takie wrogie nastawienie. W czasach kiedy ty czy ja chodziłyśmy do szkoły było inaczej, więc trudno to porównywać.

    --
    www.perfumanka.pl
  • iimpala 29.04.19, 21:55
    godziny wychowawcze były zawsze. Z tym, że wtedy nauczyciele (moim) zajmowali sie rzeczywistymi problemami uczniow a nie spoźnieniami. W mlodszych klasach takie rzeczy omawiało sie na wywiadówkach - dzieci gadają, spoźniają się tp. Znam to jako rodzic. I to nie było sto lat temu.
    Natomiast moi wychowawcy baaardzo angażowali sie w sprawy uczniow i ich rzeczywiste problemamy - sprawy sporne z innymi nauczycielami. Albo indywidualne problemy wychowankow np. rodzinne= problem ucznia z nauką, absencja. Wiem, że mój wychowawca bardzo pomógł kilku osobom z mojej klasy w podobnych problemach. I zawsze stał za swoimi uczniami murem.
    Nie protekcjonalnie. Po prostu wydaje mi się, że tak naprawdę nie jestes nauczycielką bo dziwne (sztuczne) jest to, co piszesz, stąd cudzysłów.
  • mokka39 30.04.19, 09:34
    ha! mogę ci wysłać na priv skan świadectwa pracy tudzież potwierdzenia awansu zawodowego, chociaż uważam to za całkiem bez sensu i niepotrzebne. Ale jeżeli informacja czy naprawdę jestem nauczycielem czy tylko się podszywam jest ci bardzo potrzebna, to bardzo proszę smile

    --
    www.perfumanka.pl
  • turzyca 29.04.19, 21:48
    >szkola jest od uczenia przedmiotowego, tzn. matematyki, polskiego czy tam materiałoznawstwa (w twoim technikum).

    A to jest już kwestia tego, jaką mamy wizję szkoły. Wszyscy zgadzają się, że szkoła powinna przygotowywać do dorosłego życia.
    Niektórzy uważają, że powinna uczyć tylko wiedzy, inni uważają, że umiejętności - np. pracy w grupie, odpowiedzialności, solidarności, solidności, wyszukiwania faktów, oceny wiarygodności źródeł.

    --
    Czajniczek Pana R.
  • turzyca 29.04.19, 21:48
    >szkola jest od uczenia przedmiotowego, tzn. matematyki, polskiego czy tam materiałoznawstwa (w twoim technikum).

    A to jest już kwestia tego, jaką mamy wizję szkoły. Wszyscy zgadzają się, że szkoła powinna przygotowywać do dorosłego życia.
    Niektórzy uważają, że powinna uczyć tylko wiedzy, inni uważają, że umiejętności - np. pracy w grupie, odpowiedzialności, solidarności, solidności, wyszukiwania faktów, oceny wiarygodności źródeł.

    --
    Wróżenie z fusów.
  • grru 29.04.19, 21:58
    Szkoła nie może ograniczyć się do uczenia przedmiotowego, bo siłą rzeczy, jeśli dziecko przebywa w niej przez pięć dni w tygodniu po kilka godzin to jest to środowisko, które na nie wpływa.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • aankaa 29.04.19, 20:08
    powszechnym zjawiskiem jest młodzież spóźniająca się, wchodząca w połowie lekcji, w dodatku często bez "dzień dobry" i "przepraszam".

    akurat tego typu zachowania wynosi się z domu

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • ga-ti 29.04.19, 20:11
    Ty się dziwisz, że nie można wywalić dzieciaka za spóźnianie, u nas nie mogli wywalić kolesia za chamstwo, ordynarne odzywki, a nawet zachowania na które interweniowała policja. No nie da się, bo to szkoła rejonowa, a dzieciak gdzieś się uczyć musi. Początkowo stosowano metodę 'przeczekajmy, skończy szkołę i będziemy mieli go z głowy', później, gdy sprawy brnęły coraz dalej, była opieka społeczna, kurator, ale dzieciak wciąż w szkole demoralizuje dzieciaki, bo się nie da.
    U nas są punkty ujemne za spóźnienia, nie wiem ile i za ile, ale nie jest to jakoś dużo, więc mało bolesne.
  • aankaa 29.04.19, 20:23
    takiemu gałganowi to akurat ujemne punkty wiszą

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • mgla_jedwabna 29.04.19, 20:28
    Szkoła? A rodzice gdzie byli, jak dziubdziuś spał zamiast siedzieć w szkolnej ławie? Jak grał cały wieczór na komputerze zamiast się uczyć? Jak dziubdziuś się grzebał na umowioną wizytè do laryngologa, to matka przepraszała za spóźnienie, czy ładowała się na chama do gabinetu, bo co to za różnica?
  • mokka39 29.04.19, 20:33
    jasne. Oczywiście, że to dom wychowuje. Ale może szkoła, gdyby miała narzędzia i rozsądne podejście mogłaby trochę te zaniedbania wychowawcze naprawić.

    --
    www.perfumanka.pl
  • julita165 29.04.19, 20:33
    Masz rację. Szkoła powinna wymagać i stawiać granicę. Na każdym poziomie, od klasy 1, adekwatnie do wieku. To jest absurd, że jedyną metoda na delikwenta jest umoralniająca pogawędka, jeszcze łagodnym tonem ! Sama byłam naocznym świadkiem takiej właśnie reakcji szkolnego pedagoga ( o zgrozo ) na akt ewidentnej agresji ze strony ucznia, ktoremu to się zdarzyło nie po raz pierwszy, był już z takich akcji znany. Na moje pytanie czy ona nie jest zdania, że uczeń notorycznie naruszający już nawet nie jakiś szkolny regulamin ale zwyczajnie podstawowe zasady współżycia społecznego powinien ponieść jakieś konsekwencje. Nie chodzi o kare tylko o uświadomienie, że każde zachowanie, źle i dobre, ma skutek. Złe zachowanie ma przykry skutek. Pani oświadczyła że....dziecka nie wolno karać !!! To o czym tu mówimy. Z nauką to samo. Nauczycielka w klasie 1 urządziła klasówkę. Wielkie słowo,dwie strony A 4 z wydrukowanymi wołami kilkoma poleceniami typu 5+4=..., Przepisz zdanie...., Uzupełnił itp. Kilkoro dzieci wpadło podobno w histerię, więcej klasówek nie ma.
  • homohominilupus 29.04.19, 22:23
    julita165 napisała:

    > Masz rację. Szkoła powinna wymagać i stawiać granicę. Na każdym poziomie, od kl
    > asy 1, adekwatnie do wieku. To jest absurd, że jedyną metoda na delikwenta jest
    > umoralniająca pogawędka, jeszcze łagodnym tonem ! Sama byłam naocznym świadkie
    > m takiej właśnie reakcji szkolnego pedagoga ( o zgrozo ) na akt ewidentnej agre
    > sji ze strony ucznia, ktoremu to się zdarzyło nie po raz pierwszy, był już z ta
    > kich akcji znany. Na moje pytanie czy ona nie jest zdania, że uczeń notorycznie
    > naruszający już nawet nie jakiś szkolny regulamin ale zwyczajnie podstawowe za
    > sady współżycia społecznego powinien ponieść jakieś konsekwencje. Nie chodzi o
    > kare tylko o uświadomienie, że każde zachowanie, źle i dobre, ma skutek. Złe za
    > chowanie ma przykry skutek. Pani oświadczyła że....dziecka nie wolno karać !!!
    > To o czym tu mówimy. Z nauką to samo. Nauczycielka w klasie 1 urządziła klasówk
    > ę. Wielkie słowo,dwie strony A 4 z wydrukowanymi wołami kilkoma poleceniami typ
    > u 5+4=..., Przepisz zdanie...., Uzupełnił itp. Kilkoro dzieci wpadło podobno w
    > histerię, więcej klasówek nie ma.

    Tak, oczywiście, granice. Jak wyobrażasz sobie autorytet nauczyciela, którym pomiataja takie mamusię jak ty? Wszystkie twoje wypowiedzi są pełne pogardyvdla nauczycieli. Twój syn jest jeszcze mały ale ta twoja nienawiścią nasiaka.
    Taki nauczyciel wiecznie przez ciebie ustawiany do pionu, publicznie ochrzaniany, traci jakikolwiek autorytet w oczach uczniów.
    Jesteś najbardziej zawzieta na 'głupich nauczycieli' na tym forum. Oczekując stawiania granic przez szkole wymagasz rzeczy niemożliwej.


    --
    Early to bed and early to rise makes a man wealthy and healthy and wise wink
  • sweet_oxygen 30.04.19, 10:02
    Zgadzam się. Szkoła pracuje na tym, co ma. A największym problemem, niestety, są rodzice. Znam mamę, która w odpowiedzi na kilkukrotne uwagi nauczyciela, że dziecko nie przynosi ołówka, nożyczek itp. i prosi o przypilnowanie tegoż, zrobiła słynny ematkowy dżihad w szkole, że pani uwzięła się na dziubdziusia i go szykanuje, bo jak można uwagę zwracać! I tak dziecko się uczy, że ono jest w porządku, a pani jest głupia...
  • janja11 30.04.19, 10:28
    homohominilupus napisała:


    >
    > Tak, oczywiście, granice. Jak wyobrażasz sobie autorytet nauczyciela, którym po
    > miataja takie mamusię jak ty?

    Ale jak pomiatają? Pytań zadawać nie może rodzic nauczycielowi?
    Konkretne sytuacje autorka opisała. Sytuacje, w których to sam nauczyciel podważa swój autorytet np. nie reagując na nieakceptowalne zachowanie ucznia.
  • paniusiapobuleczki 30.04.19, 09:34
    Szkoła powinna wymagać i stawiać granice... ale tylko innym, prawda? Dopóki zgodnie z przepisami uczeń musi mieć 51% obecności a rodzic może usprawiedliwić każdą nieobecność, praktycznie bez podania przyczyny, zabrać dziecko na wakacje podczas roku szkolnego, szkoła nie będzie miała jakichkolwiek narzędzi i możliwości nauczenia czegokolwiek.
  • grru 30.04.19, 13:08
    A w jaki sposób przepis o frekwencji nie pozwala egzekwować np. terminów poprawek i innych punktów regulaminu?

    --
    Nadal jem gluten smile
  • paniusiapobuleczki 30.04.19, 14:52
    A konkretnie to o co ci chodzi?
    Obecność w szkole jest jednym z aspektów wyrabiania obowiązkowości. Mogłabym podać wiele innych historii z życia szkolnego. Narazie napisałam o mało obowiązkowym podejściu uczniów i rodziców do obecności w szkole.
  • grru 30.04.19, 14:58
    Konkretnie o to " Dopóki zgodnie z przepisami uczeń musi mieć 51% obecności a rodzic może usprawiedliwić każdą nieobecność, praktycznie bez podania przyczyny, zabrać dziecko na wakacje podczas roku szkolnego, szkoła nie będzie miała jakichkolwiek narzędzi i możliwości nauczenia czegokolwiek". Przepisy o frekwencji zmuszają nauczyciela do pobłażliwości dla ściągających? Do mówienia, że poprawki są tego dnia, ale robienia dodatkowego terminu, jak ktoś się nie nauczył?


    --
    Nadal jem gluten smile
  • paniusiapobuleczki 30.04.19, 16:15
    Jezu, co ma jedno wspólnego z drugim. Owszem, ściąganie też jest problemem. A za wyznaczanie dodatkowego terminu przez kogoś tam nie odpowiadam. Frekwencja jest całkiem realnym problemem również i dlatego o tym napisałam.
  • grru 30.04.19, 22:31
    Napisałaś wyraźnie, że dopóki będzie ten przepis szkoła nie ma możliwości nauczenia CZEGOKOLWIEK.

    --
    Nadal jem gluten smile
  • janja11 29.04.19, 20:46
    Szkoła tkwi nadal w XIX wiecznym modelu edukacji stworzonym na potrzeby państwa pruskiego.
    Celem systemu miało być stworzenie bezmyślnych karnych obywateli, biernych, miernych i posłusznych władzy .
    Dzwonki, mundurki, dzieciaki siedzące godzinami w niewygodnych szkolnych ławkach. Wszelkie przejawy samodzielnego myślenia i ciekawości świata szkoła miała wybić z głowy, dyscypliną.
    O czasie po zajęciach szkolnych też pomyślano, obciążając dzieciaki tzw. pracami domowymi.
    Dyscyplinę ( w tym punktualność, szacunek dla nauczyciela itd.) wymuszano karami cielesnymi.

    Szkoła przegapiła rewolucję Marii Montessori i nadal tkwi w pruskim modelu sprzed ponad 200 lat.
    Jedyną modyfikacją jest zniesienie kar cielesnych, które, jak się okazało były fundamentem tego systemu.
    Bez kar system tworzy bezmyślnych, biernych, miernych obywateli, którzy są dodatkowo nieodpowiedzialni.
  • mim_maior 29.04.19, 21:39
    Tak, szkoła w ogóle wygląda nadal jak 200 lat temu, choć świat się nieco zmienił. Ciekawe, że komentując tu, także nauczycielki, w ogóle tego nie zauważyły. To sporo mówi o źródłach problemów w edukacji. Nie niskie zarobki, ale wąskie horyzonty są ich źródłem.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • janja11 30.04.19, 08:39
    mim_maior napisała:

    > Tak, szkoła w ogóle wygląda nadal jak 200 lat temu, choć świat się nieco zmieni
    > ł. Ciekawe, że komentując tu, także nauczycielki, w ogóle tego nie zauważyły. T
    > o sporo mówi o źródłach problemów w edukacji. Nie niskie zarobki, ale wąskie ho
    > ryzonty są ich źródłem.
    >

    Nauczyciele byli kształceni w takim samym skansenie edukacyjnym.
    Taki system sprzyja produkcji odtwórców bez polotu i własnego zdania. I to leniwych odtwórców.

    System szkolny jest przestarzały (mało powiedziane), bo zmiany wymagają zaangażowania i myślenia, a tego w prawie żadnej szkole nie uczą.
    Nauczyciele głównie narzekają i wymyślają rozmaite usprawiedliwienia, jak to nic od nich nie zależy i oni nic nie mogą.

    Mogą, ale im się nie chce.

  • oqoq74 30.04.19, 21:09
    Ale sposób kształcenia nauczycieli się nie zmienia i nie zmieni. Zatem będzie coraz gorzej.
  • zetkaad 29.04.19, 22:53
    nic dodać, nic ująć
  • fomica 29.04.19, 21:57
    Jak zwykle chodzi o pieniądze. Kolejne roczniki młodzieży sa mało liczne, dyrektorzy walczą o przyciągnięcie jak najwięcej uczniów i o niezwalnianie własnej załogi. W takich warunkach wiadomo że wymagania spadają, konkurencja jest niska i każdy uczeń ma zagwarantowane miejsce w jakiejś szkole, cokolwiek by nie zrobił.
    Szkoła cieszy się umiarkowanym szacunkiem uczniów, stąd ich niefrasobliwość. Gwarantuję że na to co dla nich naprawdę ważne (randkę, koncert, może nawet rozmowę o pracę), będą w stanie zdążyć.
  • szafireczek 30.04.19, 10:42
    Szkoła...? Mhmmm.
    Jak dla mnie - najważniejsze, aby wiedza była przekazywana i egzekwowana na optymalnym poziomie. Pozostały formalizm jest tylko dodatkiem.
    Niektórzy koncentrują się na kwestiach pobocznych, gdyż w sferze merytorycznej nie bardzo mają co i nie bardzo wiedzą jak, efektywnie przekazywać uczniom...Poza tym, to nie są czasy drobnomieszczańskiego oglądu swiata (omg - kary finansowe...) - jest kapitalizm XXI wieku i era rewolucji teleinformatycznej w wersji entej.0. Pracodawcy wymagają już innych umiejetności i tworzą warunki, które z punktu widzenia drobnomieszczańskiego konserwatyzmu w głowie się nie mieszczą... np. model funkcjonowania wielu korporacji. Ale "szkoły" to za bardzo nie interesuje, bo szkoła jest celem samym w sobie, a nie drogą prowadzącą do celu. Niestety! Krótkowzroczne.

    Ale rozumiem, że karnym wojskiem łatwiej się rządzi...stąd tęsknoty do potulnych i wymusztrowanych dzieciakówsmile
  • paniusiapobuleczki 30.04.19, 10:56
    No dobrze, piękny wywód, czyli konkretnie jak ta szkoła powinna wyglądać?
  • janja11 30.04.19, 11:15
    Wiesz co, ja wiem, że szkoła nie nauczy za wiele, bo jest ograniczona programem i nauczyciele to też zwykli ludzie (z różnymi kompetencjami i wiedzą), dlatego dla mnie wystarczyłoby, gdyby szkoła nie przeszkadzała dzieciakowi w rozwoju.
    Nie zabijajcie w dzieciach ciekawości (szczególnie w tych najmłodszych w klasach początkowych).
    Pozwólcie zadawać pytania i nie złośćcie się jak nie znacie odpowiedzi (można sprawdzić wspólnie) .
    Nie przypinajcie dzieciom etykiet, bo potraficie tym zrobić wielką krzywdę.

  • zetkaad 30.04.19, 11:29
    Znów 10/10
  • atoness 30.04.19, 11:21
    Szkoła demoralizuje i uczy bycia nieodpowiedzialnym. I psuje to, co udaje się zrobić rodzicom.
    Przecież dzieci widzą, że wszelkie regulaminy i statuty to pic na wodę. Widzą, że nauczyciel zajmuje się na lekcjach stawianiem pasjansów. Że lepsze oceny dostają ulubieńcy. Że zachowanie wzorowe mają ci, którzy w życiu nie odrobili pracy domowej, bo mają od tego ludzi - znam dwa takie przypadki. To przestępstwo, a gadanie na lekcji to nawet nie wykroczenie, ale ocenę obniża gadanie. Statut mówi, że nie wolno używać telefonów i że używającym nauczyciele będą zabierać. I zabierają. Chociaż prawo tego zabrania i takim statutem w zasadzie można się podetrzeć. Z pewnością nie uczy to odpowiedzialności. Oducza też myślenia, a trudno żeby człowiek niemyślący był odpowiedzialny.
    Uczy, że nie chodzi o to, żeby się czegoś nauczyć, tylko o to, żeby kombinować tak, żeby dostać jak najlepszą ocenę (głównie tego uczą testy), i tak, żeby się nie narażać tym, od których coś zależy.
  • simply_z 30.04.19, 14:57
    caly system, rowniez w tym pracowy na tym sie opiera..zreszta wystarczy popatrzec na "elity" w naszym kraju..
  • mari.sol 30.04.19, 22:25
    Szkoły walczą o uczniów i w związku z tym dyrektorzy stają na głowie, żeby zrobić szkołę możliwie najbardziej atrakcyjną. Naciska się nauczycieli na "wyrozumiałość", poprawy sprawdzianów do skutku (jeśli nauczy się za 15 razem to jest sukces, bo w końcu się nauczył), na przymykanie oczu na zachowanie podopiecznych.
    W sytuacji kiedy nauczyciel stawia uczniowi niedostateczny na półrocze lub koniec roku musi złożyć do dyrektora pisemne wyjaśnienie co zrobił, żeby do tego nie doszło. Nie chroni to jednak przed nasłaniem kontroli z kuratorium. Przyjeżdża wizytator, ogląda sprawdziany (które nauczyciel musi przechowywać i jednocześnie przekazywać do wglądu rodzicom) i zazwyczaj zarzuca zbyt surowe ocenianie.
    Na pewnym forum dyrektor szkoły pyta jak ma postąpić w sytuacji, gdy zgodnie ze statutem ukarał ucznia pozbawieniem przywilejów szkolnych i zabronił wyjazdu na wycieczkę, następnie rodzice złożyli skargę w kuratorium, które z kolei uznało to za niegodne z prawem i nakazało umożliwić uczniowi udział w wyjeździe.
    Poza uwagami i naganami nie ma właściwie innych kar w polskiej szkole.
    Najgorzej bywa, kiedy problemowy uczeń ma wpływowych rodziców. Rodzice wywierają wpływ na dyrektora (albo i wyżej), ten na nauczyciela a dzieciak robi co chce. Pozostali uczniowie obserwują sytuację i tracą resztki szacunku dla nauczyciela.
    Jeśli chodzi o frekwencję to od kilku lat mamy z tym ogromny problem. Uczniowie sprawdzają w dzienniku elektronicznym frekwencję na poszczególnych przedmiotach i dbają o to, żeby mieć powyżej 50% żeby nikt się nie przyczepił. Rodzice natomiast usprawiedliwiają wszystko jak leci.
    Przykład: lekcja informatyki w dwóch grupach jednocześnie. W mojej brakuje dwóch uczniów, którzy wcześniej byli na lekcjach, w drugiej grupie też brak dwójki. Pozostali na lekcji uczniowie mimochodem przebąkują, że ekipa pojechała sobie do sąsiedniego miasta żeby zjeść w MacDonald's. Info poszło do wychowawczyni, ta dzwoni do matki chłopaka, który prowadził samochód (bez uprawnień jak się później okazało) a matka na to, że ona o wszystkim wie i o co chodzi? Przecież nic się nie stało. Głodni byli to pojechali. W ekipie był syn dyrektorki, która też zbagatelizowała problem.
    Istnieje również grupa uczniów wyróżniających się w nauce, bardzo inteligentnych, którzy za nic mają nie tylko kolegów, ale również nauczycieli. Od razu wyjaśniam: nie wszyscy. Są uczniowie nad wyraz inteligentni i grzeczni, ale są również tacy, którzy chamskimi, poniżającymi tekstami traktują nie tylko rówieśników, ale również nauczycieli. Taki uczeń zawsze ma wzorowe zachowanie. No bo jak finalistom olimpiad, którzy rozsławiają szkołę w okolicy dać niższe zachowanie? Dyrektor nie pozwoli. Woli z dumą oglądać w lokalnej gazecie zdjęcie swoje ze wspomnianym wyżej laureatem niż przeczytać w internecie komentarz na temat niedoceniania intelektualnych perełek.
    To trudny temat i niestety odpowiadamy za to wszyscy: dyrektorzy, nauczyciele i rodzice.
  • mari.sol 30.04.19, 22:27
    Może nie do końca zgodny z tematem, ale taki film mi się w tej chwili przypomniał:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.