Dodaj do ulubionych

małżonek się uczy, a ja mam już dość

23.05.19, 09:31
Wiecie wstyd się przyznać, ale mam dość jego tzw.rozwoju. Wcześniej były drugie studia (zaocznie) ,bo tak sobie zechciał. Nie związane w żadnym stopniu z tym, czym zajmuje się zawodowo. W tym czasie mieliśmy już na stanie jedno dziecko, za duże nie było,więc opieka była głównie na mojej głowie. Jak kończył te studia, to byłam w drugiej ciąży i prosiłam go,żeby szybko się uwinął z zakończeniem tych studiów, bo wiadomo miało pojawić się drugie dziecko. Tak się starał,że magisterkę pisał jak Młoda się urodziła sad Dwa lata temu wymyślił sobie,że będzie zdawał egzamin związany bezpośrednio z tym, co robi. W sumie super. I znów zaczął się horror i trwa 2 lata. Najpierw zdane egzaminy pisemne, potem niezdane ustne i znów zabawa zaczęła się od nowa. Znów musiał od nowa zdawać pisemne i znów pierwszy ustny znów oblany . Dla wytłumaczenia- od napisania pozytywnie pisemnej części w ciągu jednego roku trzeba zdać ustny (łącznie to ok.5 prób wychodzi). Niby to dużo, ale materiału jest bardzo dużo i zdawalność słaba.
I strasznie mi głupio, ale mam dość. On na pewno też, bo i praca i nauka, ale mam wrażenie,że w tej całej zabawie nikt nie pomyślał, jak to wygląda z mojej strony. Poniedziałek-piątek praca od 8.00 do 16.30. W domu jestem ok. 17.30, jak pozgarniam dzieciaki. Jakiś obiad, zakupy, lekcje u starszego ( a niestety jest średnim uczniem i czasami długo to trwa ). Ogarnięcie domu i inne tego typu rzeczy. Sprzątanie, pranie,gotowanie itd. Wszystko, dosłownie wszystko . Małżonek wpada do domu zjeść obiad,czasami chwilę zostanie, ale zazwyczaj wraca do biura się uczyć, bo w domu przy dzieciakach zero spokoju. Weekendy też w dużej części zajęte przez naukę. Mam wrażenie, że mój tydzień ciągle wygląda tak samo. Jedyną rozrywką stało się wychodzenie z córką na plac zabaw, bo nawet chodzenie na zakupy do pobliskich sklepów spożywczych jest koszmarne ( z absorbującą 4,5 latką, więc czasem myśli nie mogę zebrać na tych zakupach ). Nikt nie pomaga, moi rodzice daleko, teściowie owszem na miejscu, ale już starsi i niekoniecznie mają ochotę się zajmować wnukami, jak nie trzeba ( tzn.przecież jestem w domu, to po co ta opieka ?) . Jest jeszcze szwagierka,ale on mimo,że od zawsze nie pracuje i ma już nastolatków, nigdy nie zaproponowała pomocy, zresztą mam wrażenie, że jakoś nie przepada za moimi dziećmi, więc może to jest przyczyną...
Może się użalam nad sobą, ale mam wrażenie, że wpadłam w jakiś pieprzony kołowrotek i naprawdę nie mam pomysłu na wyplątanie...
Edytor zaawansowany
  • profes79 23.05.19, 09:36
    "Jest jeszcze szwagierka,ale on mimo,że od zawsze nie pracuje i ma już nastolatków, nigdy nie zaproponowała pomocy"
    Bo odchowała swoje dzieci (pomijając fakt, że nastolatki nie oznaczają mniej kłopotów) i niekoniecznie ma ochotę na powtórkę z rozrywki.

    Natomiast pytanie, czy ta nauka nie jest po prostu ucieczką przed domowym życiem, na który nie ma ochoty..(i nie mam tu na myśli kogoś na boku a po prostu chęć urwania się z domu). Akurat pisanie magisterki to żaden wysiłek chyba, że się weźmie jakiś ambitny temat ale z reguły jak ktoś bierze ambitny temat to i orientację w nim ma na tyle dużą, że sobie radzi. Natomiast egzaminy branżowe (a formuła wskazuje na uzyskiwanie jakichś uprawnień) to inna para kaloszy.

    --
    Witoldzbazin i Big_news - mała (na szczęście) wesoła gromadka trolli FŁ
  • martishia7 23.05.19, 09:58
    > Natomiast pytanie, czy ta nauka nie jest po prostu ucieczką przed domowym życiem, na który nie ma ochoty...

    Zamiast "być może" dajemy "z pewnością" i od gis.
  • cauliflowerpl 23.05.19, 11:13
    Dokladnie. Mam w pracy kolege, ma 5 dzieci. I podczas gdy w pracujace soboty wszyscy trzymaja kciuki "zeby tylko nie bylo problemow i nie trzeba bylo jechac do fabryki", tak kolega w fabryce stawial sie o 6 rano. I do 14 przegladal internet. Dluzej nie mogl, bo w soboty jest tylko poranna zmiana, potem zamykaja.
  • ravny 23.05.19, 11:21
    mnie się zawsze podobały dni przedświąteczne i wigilie w pracy. kobiety brały specjalny urlop żeby w domu jak najwięcej zrobić a panowie siedzieli do oporu, grali na kompie, a jak żony dzwoniły to zawsze była gadka "o jaki zarobiony jestem nie wiem kiedy wyjdę bo tyle roboty"
  • profes79 23.05.19, 11:24
    Taak...mnie też się podoba "panie idą o 12 do domu a panowie siedzą, bo ktoś musi pracować".

    --
    Witoldzbazin i Big_news - mała (na szczęście) wesoła gromadka trolli FŁ
  • pade 23.05.19, 11:28
    Jasne, panie idą do domu o 12 poprawić makijaż...
    U Ciebie w pracy Profes, jest dyskryminacja ze względu na płeć? Wiesz, że możesz to zgłosić do IP?

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • daniela34 23.05.19, 11:29
    Mój ojciec osiągnął wyższy poziom wtajemniczenia kiedy raz zorganizował w Wigilię do południa naradę służbową u nas w mieszkaniu. Czyli był w domu, a jakoby go nie było, a do tego było kilku współpracowników, którzy chętnie uciekli z własnych domów i omawiali Bardzo Ważne Tematy przez kilka godzin jedząc świąteczne ciasta i popijając kawę za kawą, Ale to był pierwszy i ostatni taki jego wyskok.
  • fil.lo 23.05.19, 14:50
    OMG. Zabiłabym jako żona.
  • daniela34 23.05.19, 14:53
    Znaczy- chyba przy gościach mamusia się ciut krępowała męża zabić, a potem najwyraźniej jakoś ją przebłagał. Ale więcej takich pomysłów nie miał
  • amast 23.05.19, 15:35
    Ale w sensie, że wigilijne ważne pracowe sprawy zaczął omawiać z kolegami na mieście, czy ważne pracowe sprawy przestały być ważne akurat w Wigilię, a tatuś włączył się w przygotowywanie świąt w następnych latach?
  • daniela34 23.05.19, 16:00
    Wigilia do tej pory jest w Polsce dniem roboczym, więc do pracy chodził w kolejnych latach, narad już w domu nie urządzał. Wtedy faktycznie coś tam się działo w pracy. O ile pamietam inżynierowie mogli wtedy być w domu ale musieli być pod telefonem, bo coś tam. Więc byli- wszyscy razem u nas w domu smile Pomysł był oczywiście z gruntu głupi, już by lepiej w pracy siedzieli. Co do włączania się- ojciec gotował i gotuje do dziś i poza pierogami (lepienie) i ciastami "włącza" się w przygotowania.
  • ck2 23.05.19, 22:13
    O - to, to. Ja zazwyczaj pracuję w wigilię i przed, żeby koleżanki mogły wziąć urlopy i zapierdzielać w domu i w kuchni. A później one pracują w sylwestra, żebym mogła się bawić lub obijać w pieleszach. Panowie przed swietami oczywiście zarobieni, chętnie po godzinach by zostali.
  • bei 23.05.19, 09:37
    Może teraz Ty podnieś kwalifikacje, urwiesz się z domu na kurs czy zaoczne studia a mąż niech posiedzi w domu.
  • triss_merigold6 23.05.19, 09:42
    A dzieci komu, hm... sąsiadom?
    Autorka ma pracę pełnoetatową i małe dzieci, nie potrzebuje urywania się z domu na jakieś kursy, a jej urwanie się nie spowoduje, że mąż zacznie normalnie dbać o rodzinę.
  • bei 23.05.19, 10:05
    - a mąż niech posiedzi w domu ( czyli zamiana)
  • 3-mamuska 23.05.19, 22:34
    bei napisała:

    > - a mąż niech posiedzi w domu ( czyli zamiana)


    I co przywiąże go do krzesła?

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • kosmos_pierzasty 23.05.19, 14:17
    Świetny pomysł, Bei.
  • triss_merigold6 23.05.19, 09:39
    Uderz pana męża w głowę celem przypomnienia priorytetów rodzinnych.
  • araceli 23.05.19, 09:44
    triss_merigold6 napisała:
    > Uderz pana męża w głowę celem przypomnienia priorytetów rodzinnych.

    No to akurat dochodzi kwestia jak dodatkowe uprawnienia przełożą się na pensję a tym samym na sytuację rodziny.


    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • triss_merigold6 23.05.19, 09:49
    Na razie pan ich nie ma, a koszty czasowe i organizacyjne swojej fanaberii od lat przerzuca na żonę.
  • araceli 23.05.19, 10:08
    triss_merigold6 napisała:
    > Na razie pan ich nie ma, a koszty czasowe i organizacyjne swojej fanaberii od l
    > at przerzuca na żonę.

    Żona uczestnicząc w kosztach ma prawo do przyszłych korzyści wink


    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • triss_merigold6 23.05.19, 10:11
    O ile się wcześniej nie rozwiodą, jak okaże się, że w ramach tych niby studiów pan się radośnie bawi z koleżankami.
  • volta2 23.05.19, 14:27
    Od kiedy zmieniłaś front?
  • 3-mamuska 23.05.19, 22:40
    araceli napisała:

    > triss_merigold6 napisała:
    > > Na razie pan ich nie ma, a koszty czasowe i organizacyjne swojej fanaberi
    > i od l
    > > at przerzuca na żonę.
    >
    > Żona uczestnicząc w kosztach ma prawo do przyszłych korzyści wink
    >
    >


    Ta jasne narazie to z pana nauki nic nie wynika młodsze dziecko ma 4.5 roku plus ciąża czyli sporo czasu na naukę a pan ma wymówkę żeby w domu jeść i spać.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • och_och 23.05.19, 10:12
    tja, trzeba brać czas, który może zaoferować. mało to "dzielnych,samotnych" madek? "samorozwojowiec" uzyteczniejszy jednak. Pilnować by nie uciekł.
  • triss_merigold6 23.05.19, 10:17
    Uzyteczniejszy w czym? Na razie pan od lat nie oferuje żadnego czasu, ani w ogóle konkretnej wartości dodanej.
  • fomica 23.05.19, 10:19
    Pan oferuje potencjał smile No wiesz, los na loterię to też tylko głupi świstek papieru...
  • kosmos_pierzasty 23.05.19, 14:18
    Ale jest już w wieku i z takim doświadczeniem, że ten potencjał powinien przynajmniej zacząć realizować, a nie radośnie go mieć i tyle.
  • hrabina_niczyja 23.05.19, 19:35
    Taaa, mój były też oferował potencjał, latami. Tylko jak już ten potencjał zaczynał przynosić korzyści to te korzyści wydawał na kochanice. Czas najwyższy, żeby i u tego z wątku zaczęły być jakieś korzyści, bo na razie to żona i dzieci karmią się potencjałem tylko korzyści nie widzą.
  • fawiarina 24.05.19, 14:22
    Och, u mnie dokładnie tak samo. Mój też się latami samorozwijał, a ja robiłam etat w pracy, etat w domu, jeszcze potem doszedł etat matka. Na końcu usłyszałam, że nie mam ambicji i się nie rozwijam. Zakochał się w takiej, która miała czas się rozwijać, bo jej mąż siedział z dzieckiem w tym czasie u dziadków.
    Mam od tej pory alergię na samorozwój.
  • pani-nick 24.05.19, 14:47
    I na co ci praca była? wink trzeba było się rozwijać, a utrzymanie rodziny zostawic mężowi tongue_out
  • lauren6 23.05.19, 09:41
    > Jest jeszcze szwagierka,ale on mimo,że od zawsze nie pracuje i ma już nastolatków, nigdy nie zaproponowała pomocy

    A wy zaproponowaliście jej wynagrodzenie w zamian za opiekę nad dziećmi, czy szukacie jelenia, który w czynie społecznym zostanie darmową nianią?
  • triss_merigold6 23.05.19, 09:42
    Udziału w życiu rodzinnym autorka powinna wymagać od męża, a nie od szwagierki.
  • lauren6 23.05.19, 10:00
    No co Ty, od mężczyzny? Lepiej mieć focha na szwagierkę. Obija się u siebie w domu, a mogłaby niańczyć dzieci autorki.
  • araceli 23.05.19, 09:42
    Płatna pomoc - sprzątanie, opieka nad dzieckiem po południu.

    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • zwierzakowa13 23.05.19, 09:52
    Niepotrzebnie jest Ci wstyd i słusznie czujesz ale wykorzystywana.

    Podnoszenie kwalifikacji to dobra rzecz ale nie można olac całej reszty.

    Tak szczerze to uważam że małżonek miga się od obowiązków tym sposobem.

    Znam trochę osób które robia studia podyplomowe (w tym ja) i takie które zdobywają uprawnienia z bardzo ciężkimi egzaminami do zdania, ale żadna z tych osób nie potrzebuje się uczyć 5 dni w tygodniu przez cały czas trwania studiów. Przysiadaja miesiąc dwa przed egzaminem codziennie i zdają.

    Zdaje się że musisz wyraźnie wyartykulowac, że ci to nie pasuje i się na przeciąganie takiej sytuacji nie godzisz.
  • ravny 23.05.19, 09:53
    Zapytaj męża ile więcej będzie zarabiał po zdaniu egzaminów, póki co niech wykłada równowartość tych przyszłych zyskow na opiekunkę/gosposie i nie zgadzaj sie na to że przychodzi się nażreć i zwiewa niby-sie-uczyć.
    Może odbierać dzieci tak samo jak ty, może się nimi zając po pracy i zrobić zakupy i przygotować jedzenie i ogarnąć mieszkanie. Jak to zrobi to ty możesz uśpić dzieci a on może się uczyć. Absolutnie bym sie nie zgadzała na codzienne jego zwiewanie od rodziny. Jeśli egzaminów już kolejny raz nie zdał to znaczy że ucieka a nie że się uczy.
  • ravny 23.05.19, 09:57
    I uważaj żeby się nie okazało, że te jego zaoczne i uczenie się w biurze to tylko przykrywka do innych rozrywek (gry na kompie, siedzenie w necie, meczyk, nałogi, kochanka,..)
  • krisdevalnor 23.05.19, 18:40
    ravny napisał:

    > Zapytaj męża ile więcej będzie zarabiał po zdaniu egzaminów, póki co niech wyk
    > łada równowartość tych przyszłych zyskow na opiekunkę/gosposie i nie zgadzaj si
    > e na to że przychodzi się nażreć i zwiewa niby-sie-uczyć.
    > Może odbierać dzieci tak samo jak ty, może się nimi zając po pracy i zrobić zak
    > upy i przygotować jedzenie i ogarnąć mieszkanie. Jak to zrobi to ty możesz uśp
    > ić dzieci a on może się uczyć. Absolutnie bym sie nie zgadzała na codzienne
    > jego zwiewanie od rodziny. Jeśli egzaminów już kolejny raz nie zdał to znaczy
    > że ucieka a nie że się uczy.
    Zgadzam sie w 100%
  • aqua48 23.05.19, 09:55
    Porozmawiaj z mężem SPOKOJNIE o obowiązkach domowych o Twoim prawie do wolnego czasu, o rozrywkach, o prawie do Twojego odpoczynku BEZ DZIECI, o tym że masz już dość i po prostu nie zgadzasz się na dalsze spełnianie zachcianek męża bo cierpi na tym cała rodzina.
    Jeśli musi się realizować, to niech opłaci opiekę do dzieci, oraz pomoc domową.
  • triss_merigold6 23.05.19, 10:02
    A może niech porozmawia o obowiązkach OJCA? Bo jednak prawo pani/pana do czasu wolnego jest mniej istotne od potrzeb dzieci.
  • pade 23.05.19, 10:09
    Zgadzam się. Najpierw, po przeczytaniu postu jeden raz, pomyślałam, że mowa o weekendowym tatusiu. Potem doczytałam, że nie, dzieci taty w weekendy też nie mają. To jest niedopuszczalne.
    Ale matce odpoczynek po tym kilkuletnim kieracie się należy. Jak psu buda.
    ps. też bym się wolała uczyć, zamiast zajmować nudnymi obowiązkami

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • berdebul 23.05.19, 10:03
    Biedny żuczek, praca i nauka. Współczujmy panu, bo od lat zajmuje się sobą, podczas gdy Ty pracujesz, ogarniasz dzieci i rzeczywistość, żeby Piotruś Pan mógł kończyć kolejne studia. uncertain
  • malgo21 23.05.19, 10:06
    Dlaczego ci głupio? Niech się rozwija, ale swoją część obowiązków może wykonywać osobiście albo wykombinować to tak żeby były zrobione (zapłacić komuś i zorganizować to od początku do końca).

    To wygląda w ogóle na permanentny sposób na ucieczkę z domu. Ja teraz jestem w ciąży i pozamykałam pewne sprawy (doktorat) w czasie który wiele osób (i ja sama jeszcze rok temu) uznałoby za niemożliwy. Ale to dlatego że za miesiąc rodzę i wiedziałam że muszę to skończyć, bo nikt mi dziecka nie zabierze po porodzie na pół roku żebym ja sobie w spokoju mogła ogarnąć swój rozwój. Twój mąż nie musi się sprężać, bo wie że ty staniesz na rzęsach i jakoś ogarniesz rodzinę, kiedy on będzie miał spokój.

    Mój znajomy też napisał doktorat z dwójką małych dzieci w domu, przez miesiąc żył tak jak twój mąż (czyli po pracy obiad a potem spadał do nauki), zarywał noce, wziął dłuższy urlop na koniec i przez miesiąc skończył to co miał skończyć. Teraz on siedzi z dzieciakami a żona wpada na obiad, bo robi specjalizację.

    Twój mąż się buja od dwóch lat (plus wcześniejsze studia) i to nawet bez efektów. To po prostu jego styl życia a nie jakiś przejściowy układ.
  • malgo21 23.05.19, 10:07
    A, nie mówiąc oczywiście o tym, że nie chodzi o same obowiązki, ale też o chęć spędzenia czasu z własnymi dziećmi.
  • pade 23.05.19, 10:06
    Ojojoj...
    Kochana, dlaczego Tobie jest głupio? Możesz odpowiedzieć?
    Fajnie, że mąż się dokształca, oczywiście, ale jego nauka nie ma prawa odbić się na Waszym życiu rodzinnym. Jeśli już, to chwilowo, a nie przez lata.
    Ja bym na Twoim miejscu przeprowadziła poważną rozmowę z mężem, w której oznajmiłabym, że dalej tak być, jak jest, nie może. Że ma tydzień na nadrobienie zaległości, czy nauczenie się na zapas, a od następnego on wychodzi z dziećmi na plac zabaw 3 razy w tygodniu, Ty w tym czasie siedzisz w wannie, albo czytasz książkę, uczestniczy we wszystkich obowiązkach domowych, jeden dzień z weekendu w całości poświęca rodzinie, a jak chce się uczyć w biurze, to może iść do niego po ułożeniu dzieci do snu.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • fomica 23.05.19, 10:13
    Ja bym ustaliła jakiś deadline - np. ma na to jeszcze 2 miesiące. I jak zda to super, jak nie zda - trudno, wraca na ziemię. Z naciskiem na potrzeby dzieci i spędzanie czasu z nimi. Nie może być tak że nie ma nawet z grubsza określonych ram, taki układ można ciągnąć latami. I tego bym nie odpuściła.
  • dziennik-niecodziennik 23.05.19, 10:17
    no to powiedz mu że juz wystarczy tego dobrego i ze jak nei zdał do tej pory to trzeba sobie zrobic przerwe. i niech działa w rodzinie.


    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • asia.pelasia 23.05.19, 10:17
    Egzamin jest naprawdę trudny do zdania, co do tego nie mam wątpliwości, bo czasami śledzę wypowiedzi ludzi na forum dotyczącym tego egzaminu i jest trudno,naprawdę. Zwłaszcza,że po 40 wiedza się tak nie przyswaja jak za młodu. Wiem też, że pewnie się to przełoży na wyższe zarobki, wszystko wiem. Wiem też, że to dla niego też żadna frajda ta nauka.
    Tylko teraz dopadł mnie kryzys, mam już dość, też chciałabym coś zrobić dla siebie,podciągnąć angielski, pójść na normalne zakupy SAMA...
    Aha, i nie oczekuję od nikogo,że będzie zajmował się moimi dziećmi na full, myślałam raczej o 1-2 razach w miesiącu. Ale skoro moja szwagierka przez 11 lat nie pofatygowała się i nie zaproponowała żadnej pomocy, to raczej przestałam na coś liczyć. Szkoda,że zapomniała,że jak jej dzieci były małe to nie raz zostawaliśmy z nimi, a i kilka nocy też się zdarzało. Szwagierka nigdy nie pracowała i miała też na miejscu do pomocy swoją mamę, a i tak zdarzało się,że my zostawaliśmy z dzieciakami, ba sami proponowaliśmy, bo uważałam, że wypada. Więc chyba miło byłoby się kilka razy w roku zrewanżować ?
  • triss_merigold6 23.05.19, 10:20
    Nie interesuj się szwagierka, dzieci potrzebują obecności i uwagi ojca, a nie ciotki.
  • malgo21 23.05.19, 10:21
    cóż, nieś zatem swój krzyż, tylko nie oczekuj że szwagierka ci pomoże, bo ona nie ma nic do tego.
  • dziennik-niecodziennik 23.05.19, 10:25
    ale Ty masz żal do meża czy do szwagierki? bo wychodzi ze bardziej do szwagierki, co jest ciut bez sensu. to nie ona ma obowiązek opiekowac sie waszymi dziecmi. pewnie, fajnie by było gdyby sie zrewanżowała - prosiłaś ją o to?


    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • afro.ninja 23.05.19, 10:27
    Serio, uważasz, że brak rewanżu że strony szwagierka to twój największy problem?!
  • pade 23.05.19, 10:30
    asia.pelasia napisała:

    > Egzamin jest naprawdę trudny do zdania, co do tego nie mam wątpliwości, bo czas
    > ami śledzę wypowiedzi ludzi na forum dotyczącym tego egzaminu i jest trudno,nap
    > rawdę. Zwłaszcza,że po 40 wiedza się tak nie przyswaja jak za młodu. Wiem też,
    > że pewnie się to przełoży na wyższe zarobki, wszystko wiem. Wiem też, że to dla
    > niego też żadna frajda ta nauka.

    Jesteś pewna? Dałabyś sobie rękę uciąć za to, że nie jest to dla męża frajda?
    Czy to od niego wiesz, jak mu jest strasznie ciężko i jakie to trudne?

    > Tylko teraz dopadł mnie kryzys, mam już dość, też chciałabym coś zrobić dla sie
    > bie,podciągnąć angielski, pójść na normalne zakupy SAMA...

    Te potrzeby są BARDZO ważne, nie zaniedbuj ich. Im dużej będziesz miała dom i dzieci wyłącznie na swojej głowie, tym mniej Twój mąż będzie się udzielał, bo po prostu się do tego przyzwyczaił.

    > Aha, i nie oczekuję od nikogo,że będzie zajmował się moimi dziećmi na full, myś
    > lałam raczej o 1-2 razach w miesiącu.

    A powinnaś, i to nie od szwagierki a od męża. Nie zastanowiłaś się nigdy, dlaczego on o Tobie w ogóle nie myśli? Nie widzi Twojego zmęczenia i obciążenia obowiązkami?
    Dlaczego nie zależy mu by spędzić czas z WŁASNYMI dziećmi?

    Ale skoro moja szwagierka przez 11 lat ni
    > e pofatygowała się i nie zaproponowała żadnej pomocy, to raczej przestałam na c
    > oś liczyć. Szkoda,że zapomniała,że jak jej dzieci były małe to nie raz zostawal
    > iśmy z nimi, a i kilka nocy też się zdarzało. Szwagierka nigdy nie pracowała i
    > miała też na miejscu do pomocy swoją mamę, a i tak zdarzało się,że my zostawali
    > śmy z dzieciakami, ba sami proponowaliśmy, bo uważałam, że wypada. Więc chyba m
    > iło byłoby się kilka razy w roku zrewanżować ?

    Zawsze, jak komuś coś dajesz z własnej inicjatywy, albo proponujesz pomoc, oczekujesz rewanżu?


    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • ravny 23.05.19, 11:07
    Ty chyba jesteś z gatunku cierpiętnic "ja niosę swój krzyż i płaczę ale ty się sam domyśl że mi tak strasznie ciężko!"

    Do tego wyraźnie widać, że TO TY masz wbite do głowy przekonania że dom i dzieci to jest odpowiedzialność KOBIET a nie mężczyzn. Stąd gloryfikowanie rozwoju męża kosztem siebie samej, stąd pretensje do szwagierki.

    Lepiej dorośnij, bo jak sobie wychowałaś męża na takiego, że twoje potrzeby nie są równie ważne jak jego, to zaraz sobie znajdzie babę która o siebie umie zadbać i bez problemu ciebie i dzieci porzuci. Na razie porzucił was dla "nauki".
    I pomyśl o przykładzie dla dzieci - córka kontynuuje wzór kobiety która się nie szanuje tylko zaiwania w pozie podporządkowanej potrzebom Pana męża. Oj nie podziękuje ci ona za to.

    Kolejna sprawa - chcesz zaangażować szwagierkę? To czemu mężowi o tym nie powiesz żeby ją poprosił by go zastąpiła wtedy gdy idzie się uczyć? i uzgodni z nią co jaj da w zamian. to jego siostra, niech chłop załatwia z nią interesy tak, żeby dzieci i ty miały wygodnie.

    Zastanawiałaś się też dlaczego ty się roztkliwiasz nad ciężkimi egzaminami męża i śledzisz wypowiedzi o tym, a on nawet nie pomyśli o tym że ty byś na kurs językowy chodziła i zdanie x poziomu by było trudne?

    Ustawiłaś się w roli kobiety podległej panu. Pan może się rozwijać a ty musisz go wspierać, nie możesz myśleć o swoich potrzebach i rozwoju. To pan ma prawa ty obowiązki.
    Uświadom sobie, że to są TWOJE PRZEKONANIA WEWNĘTRZNE które właśnie realizujesz i widzisz ich realne skutki.

    Więc po prostu PRZESTAŃ NIEŚĆ SWÓJ KRZYŻ I ZRÓB COŚ Z SOBĄ.



    Ale nadal -
  • kosmos_pierzasty 23.05.19, 14:24
    Ravny, zgadzam się z każdym słowem.
  • cruella_demon 23.05.19, 12:33
    > Egzamin jest naprawdę trudny do zdania, co do tego nie mam wątpliwości, bo czas
    > ami śledzę wypowiedzi ludzi na forum dotyczącym tego egzaminu i jest trudno,nap
    > rawdę. Zwłaszcza,że po 40 wiedza się tak nie przyswaja jak za młodu.

    Albo twój mąż jest tępy jak noga stołowa albo robi cię w bambuko.
    Mam w bliskim otoczeniu osoby zdające egzamin na specjalizację z trudnych dziedzin medycyny. Naprawdę, prawdziwe kobyły. Nikt nie przepierdzielił bezsensownie dwóch lat na "naukę" bo na pewno nie naukę.
  • miedzymorze 23.05.19, 13:06
    >Zwłaszcza,że po 40 wiedza się tak nie przyswaja jak za młodu
    bzdura. Nie ma żadnego (pomijając wypadki, udary i inne nieszczęćia) raptownego spadku mocy mózgowych po przekroczeniu 40 roku życia.
    >Wiem też, że to dla niego też żadna frajda ta nauka
    I TO JEST PRZYCZYNA PROBLEMU wink
    gośc się zmusza, odwleka, przpieprza czas który powinien spędzić na nauce na wuj wie co. Itak mu leci roczek za roczkiem.
    Jeśli to dla nie go żadna frajna - niech sobie odpuści, bo tylko marnuje czas, i prawdopodobnie pieniądze - bo nie sądze żeby te egzaminy to za darmo byly.
    Albo to zrobi w tym podejściu albo wcale.
    W najbliższą niedzielę jest dzien matki i niedziela handlowa. Juz dzis powiedz mezowi, ze wychodzisz z domu i musi zostac.
    Nie proś!!! To Twoje święto wink
    >Więc chyba miło byłoby się kilka razy w roku zrewanżować ?
    Odpuść to sobie, szwagierka nic nie musi, hodujesz sobie bez sensu kwasy na nią.
    pozdr,
    mi

    ps. i zapisz się na angielski, bez pytania o pozwolenie.
  • brenya78 23.05.19, 13:15
    "Zwłaszcza,że po 40 wiedza się tak nie przyswaja jak za młodu. "

    Skonczylam trudne studia w wieku prawie 40 lat. Nigdy nie przyswajalam lepiej.
  • czarniejszaalineczka 23.05.19, 15:08
    szwagierka ci dzieci nie zrobila

    --
    "Emocje, ciepło, tęsknota... wtf? Facet to nie kot, nie trzeba miziac. "
  • obrus_w_paski 23.05.19, 19:41
    Jezu co ty a ta szwagierka. Moje siostry tez miały swego czasu zapędy zeby własne dzieci mi podrzucać podczas moich krótkich i intensywnych wizyt w Polsce, gdzie chce się spotkać z rodzina znajomymi, odpoczac. Nie mam swoich dzieci to jeszcze mam tracić cenny czas w kraju ojczystym na niańczenie cudzych? Jeszcze nie zwiariowalam. Zeby nie było- jak siostra rodziła trzecie i maz był w delegacji to kupiłam bilet do polski z dnia na dzień (!), zeby siedzieć z dwojka mlodych, jak któreś w szpitalu itp to tez przyjeżdżałam z Hiszpanii tylko zeby pomoc, w końcu rodzine kochane a i dzieci fajne. Ale w ramach regularnej pomocy bo „nie mam dzieci ergo mam mnóstwo wolnego czasu”? Jeszcze nie upadłam na głowę.
  • daniela34 23.05.19, 10:19
    Wiesz co, nie bardzo wierzę w te egzaminy zawodowe wymagające aż tak długiego przygotowania i siedzenia w biurze zamiast w domu- w moim otoczeniu są ludzie, którzy zdawali egzaminy na doradcę podatkowego, egzamin adwokacki, radcowski, sędziowski i przez ten czas opiekowali się dziećmi. Znajoma zdawała (i zdała) egzamin adwokacki mając kilkumiesięczne niemowlę (karmiła piersią wychodząc z egzaminu), więc łagodnie mówiąc mam wątpliwości, czy aż taki nakład nauki jest aby na pewno niezbędny i czy na pewno mąż od 2 lat nie może się zajmować dziećmi po pracy...
  • triss_merigold6 23.05.19, 10:21
    Dokładnie.
  • martishia7 23.05.19, 10:35
    Podzielam.
  • ichi51e 23.05.19, 13:28
    Tez mi sie tak wydaje sad

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • sacea 23.05.19, 15:25
    My z mężem akurat na zmianę zdawaliśmy różne egzaminy, dzieci bardzo rozpraszają, to raz, a dwa, przynajmniej ja lubię mieć materiały rozłożone, wiem co przerobione, co jeszcze przerobić. Trzy. Przy dzieciach sprawdzają się zatyczki do uszu. Ma się na je oku, ale można się skupić.
    Przez jakiś czas rozważaliśmy wynajęcie mieszkania dodatkowego, tylko do nauki.
    Obowiązki podzieliliśmy w ten sposób, że jedno się uczy a drugie zajmuje domem i dziećmi.
    Z mężem trzeba porozmawiać, nie jest możliwa efektywna nauka przez tyle godzin, wiem z doświadczenia, jak przychodzi zmęczenie to się brednie w necie ogląda.
  • och_och 23.05.19, 10:23
    Dlatego sensowniej jest kiedy żona nie pracuje. Ewentualnie jak już musi/chce/potrzebuje, to warto przemyśleć, czy nie lepiej było wyjść za mąż za kogoś, kto wykonuje proste prace, nie wymagające podnoszenia kwalifikacji po godzinach i mógłby siedzieć.
    Oczywiście też nie rozumiem faceta, który nie chce spędzać czasu z własnymi dziećmi i być dla nich Mistrzem. Bywa, ze trudno żongluje czasem. Sam też się edukuję i nie jest to prosta sprawa, zwłaszcza gdy staram się przynajmniej 1-2 godziny dziennie spędzić z dzieciakami oraz niedzielę.
  • triss_merigold6 23.05.19, 10:26
    Buhaha, a potem takie panie supportujace karierę męża zostają z ręką w nocniku, jako te bezrobotne bez własnych dochodów i praw do świadczeń.
  • och_och 23.05.19, 10:46
    No chyba u Ciebie smile Mnie żona wspiera, bo w budżetówce trudno dla niej o karierę, a pensje są żałosne. Na tę chwilę jest na wychowawczym mimo iż dzieci posyłamy do przedszkoli, żłobków. Dzięki temu, może nie tylko zadbać o dom, ale i sama się edukować oraz społecznie angażować. Możliwe, że karta się odwróci i kiedyś to u mnie wyschnie źródło i będzie niezbędna zamiana ról - grunt to być wspólnie zorientowanym na cele. Rodzina jest jak przedsiębiorstwo, trzeba patrzeć jak optymalnie gospodarować czasem i umiejętnościami i dopasowywać się, zmieniać role, gdy ma to sens.
  • malgo21 23.05.19, 10:51
    żona cię wspiera żebyś miał czas buszować po babskim forum?
  • och_och 23.05.19, 11:01
    Nie wiem czy babskie - po prostu przeglądam gazeta.pl w pracy i zaciekawił mnie link, z uwagi na to, że sam się dokształcam właśnie. Choć nie w biurze tylko w domu. Może autorka posta powinna zaproponować mężowi zmianę mieszkania na większe, jeśli nie ma w obecnym miejsca do nauki.
  • piekna_remedios4 23.05.19, 17:56
    Rzeczywiście, nazwa „emama” jest bardzo myląca, mogłeś nie zorientować się, że to babskie forum.
  • bazia8 23.05.19, 20:47
    😂

    --
    www.fundacjaavalon.pl/
  • umi 23.05.19, 22:52
    big_grin big_grin big_grin
  • dziennik-niecodziennik 23.05.19, 11:13
    "Możliwe, że karta się odwróci i kiedyś to u mnie wyschnie źródło i będzie niezbędna zamiana ról - grunt to być wspólnie zorientowanym na cele.'

    i serio liczysz ze wtedy żona - po paroletniej nieobecnosci na rynku pracy - znajdzie szybko pracę w ktorej zarobi tyle zeby was wszystkich utrzymac?...
    nie chce Cie martwic, wiec - oby Ci nic nigdy nie wyschło...


    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • och_och 23.05.19, 11:19
    Teraz może edukować się na wychowawczym i to robi. A źródełko może jednak wyschnąć - krach i kryzys to kwestia 1-3 lat. Staramy się przeciwdziałać temu czy podnosząc kwalifikacje, czy dywersyfikując majątek i racjonalnie gospodarząc nim. Możliwe że dzięki działaniom dziś, za parę lat przynajmniej nie będzie tragedii.
  • simply_z 23.05.19, 11:26
    jestes naiwny jesli sadzisz, ze kolejne kursy uchronia cie przed kryzysem..nie ma takiej opcji, Ciecia beda w kazdej branzy. Och och
  • dziennik-niecodziennik 23.05.19, 12:25
    oraz ze edukacja na wychowawczym przy paroletnim braku doswiadczenia zawodowego cokolwiek poprawia.


    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • triss_merigold6 23.05.19, 12:28
    Lepiej panią trzymać w chałupie i opowiadać jej bajki. big_grin
    Były tu już takie poszukujące pracy po kilkuletniej wyrwie w ciągłości pracy zawodowej.
  • pani-nick 23.05.19, 12:52
    Jesteś przepełniona strachem. O swoją przyszłość między innymi. Stać paniczna potrzeba kontroli i wew przymus pracy na etacie.
    Nie lękaj się wink
    Jesteś fajna babka. Bez gaci w domu tez dasz radę 😘😘😘
  • umi 23.05.19, 22:31
    1000/100
  • cauliflowerpl 23.05.19, 11:15
    O, zapachnialo BS big_grin
  • pani-nick 23.05.19, 11:56
    Tak, o wiele sensowniej. Wtedy nie dość, ze jest kołowrotek w chacie, to jest i w pracy 😂👍
    Nie. Sensownie to jest jak się mąż angażuje w życie rodzinne i jak żona również może oznajmic, ze idzie na jakiś kurs, do spa, na studia itp. I nie spotyka się z reakcja typu wybuch śmiechu czy tekstem „chyba o...piałaś”.
  • stwory_z_mchu 23.05.19, 10:33
    Mam nadzieję, że uda Ci się dogadać z mężem, popieram wpisy powyżej co do zmotywowania męża do współpracy.
    Ale chciałam tylko napisać, że szczerze podziwiam Twoją wytrwałość. Ja też jestem z mężem sama, bez pomocy rodziny (są na tyle daleko, że nie bardzo to wchodzi w grę), a od niecałych trzech miesięcy mam dwójkę dzieci i bez pomocy męża chyba spakowałabym się i wyniosła gdziekolwiek (bahamy, grenlandia, byle dalej). No dwa razy Twój wpis przeczytałam i dalej nie mogę ochłonąć.


    --
    Aby zrozumieć rekurencję należy najpierw zrozumieć rekurencję.
  • beauty_agadir 23.05.19, 11:00
    Dokładnie to samo pomyślałam - to jest wymówka aby nie angażować się w dom.Wspolczuje Ci musisz być naprawdę przemęczona.To też jego dzieci powinien spędzać z nimi czas.
  • simply_z 23.05.19, 11:27
    Zastanowilabym sie tez, czy Pan powinien po raz kolejny zdawac egzamin Jesli sobie nie radzi, to widac studia nie sa dla niego. Stary chlop, a uczy sie po nocach i bez efektow.
  • pani-nick 23.05.19, 11:51
    Żyje w podobnym kołowrotku, tylko zamiast studiować mąż jedzie na kilka właściwie etatów i ma czasowo angażujące hobby. W tym miesiącu to będzie jedyny weekend, który spędzimy razem. I to w sumie bardziej z litości (bo miał plany związane z hobby), bo go cały tydzień nie będzie w domu. Przyzwyczaiłam się.
    Z tym ze mój spędza maks możliwego czasu z dziećmi. I faktycznie się angażuje w życie rodzinne. W sensie jest na bieżąco - czasem bardziej, niż ja.
  • amast 23.05.19, 12:19
    > to będzie jedyny weekend, który spędzimy razem. I to w sumie bardziej z litości

    Nie wiem, czy to pomogło autorce wątku...
  • triss_merigold6 23.05.19, 12:25
    Mnie pomogło. Utwierdziłam się w przekonaniu, że wolę pracować i mieć faceta aktywnego jako rodzica niż siedzieć jako ten garkotluk w domu i żebrać o wspólny weekend.
  • pani-nick 23.05.19, 12:43
    Obrażasz autorkę wątku. Co ci zrobiła? Bo jeśli o mnie chodzi, wypowiedziałam się wyżej. Ja za nic w świecie nie chciałabym być tobą.
    Ja lubię moje życie, moje możliwości i moja rodzine. Ty nie lubisz niczego i nikogo. Nawet samej siebie.
  • tak_to_nowy_nick 23.05.19, 18:52
    pani-nick napisała:

    > Ja lubię moje życie, moje możliwości i moja rodzine.

    I dlatego co jakiś czas tworzysz nowe nicki i zakładasz wątki z płaczem jak ci źle?
  • pani-nick 23.05.19, 19:44
    A płacze w tych nowych wątkach?
  • pani-nick 23.05.19, 12:44
    Cytuje sama siebie: „Sensownie to jest jak się mąż angażuje w życie rodzinne i jak żona również może oznajmic, ze idzie na jakiś kurs, do spa, na studia itp. I nie spotyka się z reakcja typu wybuch śmiechu czy tekstem „chyba o...piałaś”.”
    Kiedy ostatnio robiłaś coś tylko dla siebie?...
  • volta2 23.05.19, 14:50
    Ty wolisz pracować? Ty nie masz przecież żadngo wyboru. Jeden ledwo na alimenta i to nie na ciebie bynajmniej wyrabia a drugi no cóż, jedyne czym może wesprzeć to opieka nad dziećmi i słoikami.

    Jedyne co możesz sobie woleć to odreagowywanie na niepracujących.
  • 3-mamuska 23.05.19, 23:43
    triss_merigold6 napisała:

    > Mnie pomogło. Utwierdziłam się w przekonaniu, że wolę pracować i mieć faceta ak
    > tywnego jako rodzica niż siedzieć jako ten garkotluk w domu i żebrać o wspólny
    > weekend.

    A CZY KTÓRAŚ Z PAŃ SIEDZĄ JAKO GARKOTLUKI?

    Panie są aktywne zawodów co wcale nie przekłada się na wspólne wychowanie z ojcem w takich przypadkach często obecność matki byłby jakaś rekompensatą.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • martishia7 23.05.19, 12:32
    Myślę, że pomogło. Autorka przyszła po potwierdzenie, że inne też tak mają i ma nieść swój krzyżyk, oraz że szwagierka to zołza. W kwestii drugiej nie poszło za bardzo, ale w pierwszej pani-nick odpowiedziała na jej potrzeby. Można wrócić do codzienności w poczuciu, że to normalne.
  • amast 23.05.19, 12:48
    No tak, jak spojrzeć na to w ten sposób, to faktycznie mogło pomóc.
  • pani-nick 23.05.19, 12:50
    smile może nie do końca normalne. Warto zastanowić się tez nad motywacja pana męża do tej nauki. Bo o ile praca jest motywowana dochodami / zarabianiem na lepsze i wygodniejsze życie rodziny i niesie wymierne korzyści, o tyle wieloletnie dokształcanie się samo w sobie już nie niesie nic poza dobrym samopoczuciem i spełnieniem osobistych ambicji męża. Plus pewnie jest kosztogenne.
    Widzę w związku autorki brak równowagi między zaspokajaniem potrzeby realizacji jej i męża. I niekoniecznie realizacja musi odbywać się na umowie o prace wink
  • krisdevalnor 23.05.19, 18:57
    pani-nick napisała:

    > Żyje w podobnym kołowrotku, tylko zamiast studiować mąż jedzie na kilka właściw
    > ie etatów i ma czasowo angażujące hobby. W tym miesiącu to będzie jedyny weeken
    > d, który spędzimy razem. I to w sumie bardziej z litości (bo miał plany związan
    > e z hobby), bo go cały tydzień nie będzie w domu. Przyzwyczaiłam się.
    > Z tym ze mój spędza maks możliwego czasu z dziećmi. I faktycznie się angażuje w
    > życie rodzinne. W sensie jest na bieżąco - czasem bardziej, niż ja.
    Nie rozumiem. Pierwsza czesc wypowiedzi zaprzecza drugiej. Jezeli meza ciagle nie ma i mozecie spedzic tylko 1 weekend w miesiacu razem to kiedy on sie angazuje w to zycie rodzinne i jest "na biezaco"? Maks mozliwy czas spedzany z dziecmi to ile to? Jeden wieczor w tygodniu?
  • pani-nick 23.05.19, 19:46
    Po pracy i w weekendy, w które jest w domu. Organizuje dzieciom czas wolny, odciąża mnie kiedy tylko jest okazja. Na bieżąco można być telefonicznie i przez skype. Uwierz, są ojcowie którzy wracają do domu o 16, otwierają piwo i siadają przed tv. Są w domu. Fakt. Tylko jak się angażują? ...
  • alicia033 23.05.19, 19:59
    a twój mąż to o której wraca z pracy?
    Zanim odpowiesz, uprzejmie przypominam, że popełnilaś w tym temacie już raz wątek wyżalny, dotyczył wprawdzie odprowadzania córki rano do szkoły ale jasno wynikało z niego, że na powroty o 16 do domu to twój mąż nie ma szans.
  • pani-nick 23.05.19, 20:29
    17.30 -18.
    Wątek dotyczył kołowrotka rano. Tego, ze musiałam mu prasować koszule i przygotowywać posiłki, szykować dziecko do przedszkola i dzieci do szkoły, a on spał do ostatniej minuty.
    I zmieniło się. Teraz mąż zawozi dziecko do przedszkola, koszule oddaje do pralni do prasowania, a ja rano tylko szykuje posiłki. Najmłodszemu i mężowi. Starsze dzieci chodzą na 7.30 i wstają same i same szykują sobie śniadania. Ja wstaje, kiedy one wychodzą (7.15).

    Tak wiec rozumiem autorkę. Przyszła tu po radę. Tak jak ja wtedy. Uswiadomilyscie mi, ze sama sobie narzucam za dużo, a za mało oczekuje. I wprowadziliśmy zmiany.

  • bazia8 23.05.19, 20:48
    Wytłumacz proszę jak to możliwe, skoro jest nieobecny.

    --
    www.fundacjaavalon.pl/
  • pani-nick 23.05.19, 21:19
    Jest obecny. W tygodniu, kiedy wraca z pracy zajmuje się dziećmi. Wtedy ja mam czas dla siebie. On ogarnia trudne rozmowy ze starszymi i on bawi się z młodym. Zdarza się często, ze jeśli jestem na dworze z młodym, to on wysiada z auta i z młodym zostaje na dworze, nawet nie wchodząc do domu, a ja idę do domu, czasem zostajemy razem.
    Dzieci chodzą spać 20.30 - 21.00. Wczoraj na przykład robił z najstarszym jakieś tabelki w excelu na informatykę. Przedwczoraj miał pogadankę na temat relacji między starszymi.
    Dzień zaczyna od sprawdzenia dziennika elektronicznego. W weekend starsze maja zajęcia dodatkowe. Jeśli jest wolny w weekend, siedzi tam z nimi i najmłodszego przy okazji zabiera, przez bite 2,5 godziny. Jeśli ma weekend zajęty hobby, to zawozi młodzież, żebym mogła pospać i ja ich odbieram po tych 2,5 godzinach.
    Załatwia różne sprawy związane z edukacja dzieci, na wizyty do lekarzy specjalistów jeździmy razem. Pamięta i przypomina, ze pies musi mieć szczepienie, zawsze jest obecny na tych wszystkich durnych przedstawieniach w przedszkolu, przeżywa każdy rysunek, wierszyk, zna kolegów dzieci, wie które co i kogo lubi.
    Wyszukuje różne wydarzenia, które mogłyby zainteresować dzieci i mnie.
    Chodzi z nimi do kina, na wycieczki.
    Wiec naprawdę jest mi łatwiej znieść jego angażujące czasowo hobby (często jadę do niego z dziećmi, a ostatnio nawet koledzy dzieci chcą z nami jeździć ) żeby go wspierać w tym hobby, nie jęczę na informacje o kolejnym wyjeździe służbowym, bo rozumiem. W zamian dostaje to co powyżej, plus wdzięczność, plus dumne z ojca dzieci.
  • pani-nick 23.05.19, 21:21
    Są tatusiowie, którzy mimo ze wracają 2 godziny wcześniej, maja wyrąbane na rodzine. I musza odpocząć po ciężkiej pracy wink
  • 3-mamuska 24.05.19, 00:11
    bazia8 napisała:

    > Wytłumacz proszę jak to możliwe, skoro jest nieobecny.
    >


    Czepiliście się .
    To ze nie spędzają czasu razem nie oznacza ze pana nie ma w domu i ze nie zajmuje się dziećmi.
    Mogą spędzić 1 weekend razem 1 on sam 1 ona, jeden gdzieś pomiędzy.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • cruella_demon 23.05.19, 12:08
    Mąż się wysr@ał na rodzinę, bo mu się ewidentnie zabawa w dom znudziła, a ty masz pretensje, ze szwagierka nie chce ci dzieci popilnować?
    Paradne big_grin
    Ty się lepiej zainteresuj co on w tym czasie faktycznie robi, bo skoro od dwóch lat jednego egzaminu nie może zdać, to niekoniecznie się tak pilnie uczy, jak chciałabyś wierzyć.
  • asia.pelasia 23.05.19, 12:28
    Postanowiłam porozmawiać z małżonkiem na spokojnie w weekend. Wiem,że tym razem jego nauka ma sens pod względem praktycznym (czyli finansowym), ale ja już też jestem na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego. Oczywiście, mogłabym np. zrezygnować z pracy i zająć się na spokojnie domem, pieniędzy na pewno by wystarczyło, może byłby bez szału,ale bez przesady,że jemy suchy chleb z masłem. Ale ja też mam fajną pracę, przyzwoite zarobki i poczucie, że gdyby ewentualnie zabrakło męża z różnych powodów to jestem samowystarczalna.
    I też uważam, że to oczywiści mąż przede wszystkim zajmować się własnymi dziećmi, ale obserwuję u siebie w pracy,że rodzina sobie tak po ludzku sobie pomaga w takich sytuacjach i jakoś nie widzę, że ktoś kogoś bardzo prosi. Naprawdę miło się na to patrzy. Ja nie oczekuję żadnych rewanży, uważam że fajnie jest jak rodzina sobie po prostu pomaga. Napisałam,że opiekowałam się czasami jej dzieciakami, żeby nie było przytyczków, że ja też nic nie robiłam i jej nie pomagałam.
    Zwłaszcza, że tu naprawdę nie byłby żadnego poświęcenia, tak jak pisałam, jest to osoba zdrowa, niepracująca z dużymi już dziećmi. Aha, i nie mam do niej pretensji, najwyraźniej pomoc rodzinna to dla niej abstrakcja. Ale jaka rodzina, przecież mój mąż to dla nie tylko szwagier, czyli nie rodzina D)
    Postanowiłam, że pomogę mu się “bawić” w naukę do końca ważności egzaminu pisemnego, czyli do przyszłego roku. Wiem,że to dużo, ale chyba jeszcze tyle zdołam wytrzymać. Oczywiście już nie w takim zakresie, jak ostatnio. Trudno, najwyżej nie będę miała super domu z ogródkiem wink
  • araceli 23.05.19, 12:38
    asia.pelasia napisała:
    > Postanowiłam porozmawiać z małżonkiem na spokojnie w weekend. Wiem,że tym razem
    > jego nauka ma sens pod względem praktycznym (czyli finansowym), ale ja już też
    > jestem na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego. Oczywiście, mogłabym n
    > p. zrezygnować z pracy i zająć się na spokojnie domem, pieniędzy na pewno by wy
    > starczyło, może byłby bez szału,ale bez przesady,że jemy suchy chleb z masłem.
    > Ale ja też mam fajną pracę, przyzwoite zarobki i poczucie, że gdyby ewentualnie
    > zabrakło męża z różnych powodów to jestem samowystarczalna.

    Skoro pieniądze nie są problemem to czemu nie weźmiecie kogoś do pomocy - sprzątania, opieki nad dzieckiem jak ty jesteś na kursie językowym itp.?




    --
    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
  • frey.a86 23.05.19, 13:00
    Daj już spokój tej szwagierce. Wystarczy, że nie lubi dzieci, wtedy siedzenie z nimi jest wystarczająco męczące, że mieści się w kategoriach "poświęcenia". Zresztą pisałaś na początku, że ona chyba za twoimi nie przepada. No cóż, bywa, nie każdy musi lubić dzieci. Naprawdę zależy ci, żeby z twoimi dziećmi siedział ktoś, kto ich nie lubi? Dla zasady?
  • 3-mamuska 24.05.19, 00:15
    frey.a86 napisała:

    > Daj już spokój tej szwagierce. Wystarczy, że nie lubi dzieci, wtedy siedzenie z
    > nimi jest wystarczająco męczące, że mieści się w kategoriach "poświęcenia". Zr
    > esztą pisałaś na początku, że ona chyba za twoimi nie przepada. No cóż, bywa, n
    > ie każdy musi lubić dzieci. Naprawdę zależy ci, żeby z twoimi dziećmi siedział
    > ktoś, kto ich nie lubi? Dla zasady?


    Wiesz jak się zajmowało czyimś dziećmi to się na iskierkę nadziei ze ktoś ci pomoże od czai do czasu jak ty będziesz potrzebować.
    Jednak widać ze autorka trafiła na rodzinę biorca a nie dająca nic w zamian jak i mąż tak i jego siostrunia.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • ravny 23.05.19, 13:03
    Ale czemu ty ciągle szwagierce zaglądasz do ogródka?? i oceniasz że nic nie robi wiec powinna się twoimi dziecmi zająć? to jej dzieci? jej mąż zwiewa z domu żeby się dziećmi nie zajmować? ona jest winna że sobie nie umiesz męża ustawić??

    Może ona codziennie bardzo intensywnie medytuje i jest tym tak bardzo zajęta jak ty i mąż razem wzięci. i uważa "dlaczego oni mnie nie wspierają jak ja tyle tutaj robię by osiągnąć stan zen do potęgi!"
    Nie może? oczywiście że może. i to nie twoja sprawa jak ona dzień ma wypełniony.

    Co ją obchodzi że twojemu mężowi się zachciało robić jakieś kursy i rozwleka je na kilka lat bo mimo tak wielkiej nauki że rodziny nie widuje, to jakoś egzaminów zdać nie umie, więc niekoniecznie szkoli się w nauce jak go nie ma albo zwyczajnie jest za cienki by ro zdać.
    Wy kasy macie wystarczająco dużo, żeby zatrudnić opiekunkę lub pomoc domową, ale ty wolisz napierdzielać na szwagierkę... nieźle toksyczna jesteś. Taka klasyka - wziąć sobie męża który ma wywalone na rodzinę, usprawiedliwiać wszelkie jego olewactwo i zabawy kosztem rodziny, a pretensje mieć do innych kobiet w otoczeniu, że nie dają na siebie przerzucić męża obowiązków.
  • joaaa83 23.05.19, 13:30
    Uspokój się z tą szwagierką. Ja też bym nie poszła zajmować się dziećmi brata, tylko dlatego że on się uczy i dokształca. A co mnie to obchodzi? Co innego jakby był poważnie chory i nie mógł się zajmować dziećmi. Jeśli miałabym wybierać samorealizację brata czy swój fitness/książkę, wybrałabym to drugie.
  • malgo21 23.05.19, 13:38
    Przecież ta szwagierka nawet nie wie że ktoś oczekuje od niej pomocy. Asi wystarczy że "się nawet nie zapyta czy pomóc". Ot, znalazła sobie zewnętrznego "wroga" na którego może przelać frustrację żeby się nie złościć na męża.
  • joaaa83 23.05.19, 13:40
    A to też prawda.
  • 3-mamuska 24.05.19, 00:16
    joaaa83 napisała:

    > Uspokój się z tą szwagierką. Ja też bym nie poszła zajmować się dziećmi brata,
    > tylko dlatego że on się uczy i dokształca. A co mnie to obchodzi? Co innego jak
    > by był poważnie chory i nie mógł się zajmować dziećmi. Jeśli miałabym wybierać
    > samorealizację brata czy swój fitness/książkę, wybrałabym to drugie.



    Ale jak szwagierka latała po imprezach to jej z dziećmi siedzieli. Nie tylko choroba wymaga pomocy.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • tairo 23.05.19, 19:09
    > Oczywiście, mogłabym np. zrezygnować z pracy i zająć się na spokojnie domem, pieniędzy
    > na pewno by wystarczyło, może byłby bez szału,ale bez przesady,że jemy suchy chleb z masłem.

    Czyli równie dobrze mąż może zrezygnować z bezproduktywnej "nauki" i zająć się domem.

    > I też uważam, że to oczywiści mąż przede wszystkim zajmować się własnymi dziećmi, ale
    > obserwuję u siebie w pracy,że rodzina sobie tak po ludzku sobie pomaga w takich sytuacjach
    > i jakoś nie widzę, że ktoś kogoś bardzo prosi.

    Odczep się od szwagierki, to nie ona wasze dzieci zrobiła. Swoje już odchowała i nie ma obowiązku się angażować w cudze. Do jej męża jakoś pretensji nie masz.

    > Postanowiłam, że pomogę mu się “bawić” w naukę do końca ważności egzaminu pisemnego,
    > czyli do przyszłego roku. Wiem,że to dużo, ale chyba jeszcze tyle zdołam wytrzymać.

    Mhm, a potem jeszcze do przyszłego roku zdołasz wytrzymać, potem jeszcze rok i jeszcze następny, aż cię emerytura zastanie, a super domu z ogródkiem i tak nie będzie, bo mąż wieczny student wciąż będzie się do czegoś uczył, zamiast brać udział w życiu rodziny.
  • makurokurosek 23.05.19, 12:33
    To co opisujesz dla mnie wygląda jak ucieczka męża od obowiązków domowych, ot takie świetne alibi ma zrobienie sobie z domu hotelu.

    "Może się użalam nad sobą, ale mam wrażenie, że wpadłam w jakiś pieprzony kołowrotek i naprawdę nie mam pomysłu na wyplątanie..."

    Jak dla mnie nie użalasz się nad sobą tylko tkwisz w związku pozbawionym jakiejkolwiek więzi gdzie każdy żyje swoim życiem.
  • homohominilupus 23.05.19, 12:43
    Przepraszam za osobiste pytanie, ale to była Wasza wspólna decyzja o posiadaniu dwójki dzieci?

    --
    Early to bed and early to rise makes a man wealthy and healthy and wise wink
  • princy-mincy 23.05.19, 12:48
    Mam wśród znajomych podobną parę i ona też ma dość nauki męża.
    Mąż wiecznie w delegacji albo się uczy.
    Ona dwoje dzieci, jedno żłobkowe, sama ogarnia, młodsze żłobkowe często chore, oczywiście tatuś wziąć wolnego nie może.

    Powiedziała mu, że do czerwca ma skończyć te swoje studia bo ona tej nauki ma już po dziurki w nosie, zwłaszcza jak się na 2 tygodnie wyniósł do hotelu, by się pouczyć na egzaminy.
  • swinka-morska 23.05.19, 12:57
    Zaangażowania w sprawy rodzinne należy oczekiwać (i wymagać) od męża a nie od szwagierki.
    Uczenie się wieczorami i przez całe weekendy, miesiącami i latami - sorry, ale raczej nie ma takich egzaminów...
    Pan mąż coś sobie załatwia na boku, w najlepszym przypadku chodzi o ucieczkę od domowej jatki i lenistwo.
    Doraźnie ułatwiaj sobie życie jak się da: zamawiaj zakupy w necie z dostawą, weź płatną pomoc do dzieci i sprzątania.
    Bez żadnych skrupułów w sprawie obciążania domowego budżetu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.