Dodaj do ulubionych

Dzieciaki tułają się, a rodzice nie chcą pomóc.

01.06.19, 17:07
Moja ciotka mieszka z mężem i teściową w 3 piętrowym, przeszło 300 m domu na wsi. Na weekendy i święta przyjeżdża ich syn, który uczy się w średniej szkole. Ciotka ma jeszcze kilkoro starszych dzieci, z których najstarsza córka urodziła właśnie swoje pierwsze dziecko. Do tej pory mieszkali z mężem u jego mamy, samotnej 50 latki w słupku z lat 80tych, do którego wprowadziła się po skończonych studiach jej. córka i musieli się wyprowadzić. Ona przed porodem pracowała jako ekspedientka on pracuje w branży budowlanej. Bardzo spadł im poziom finansowy, zwłaszcza po opłaceniu wynajmu mieszkania. Rodzice kuzynki nie zgodzili się by córka wprowadziła się do ich domu tłumacząc tym, że jak syn się ozeni to będzie za ciasno, syn ma 17 lat i w planach ma przejąć gospodarstwo. Kuzynka chciała wprowadzić się do momentu aż dziecko nie pójdzie do przedszkola a ona wróci do pracy. Żłobka nie ma, na nianię taz marne szanse bo mieszkają na totalnej wsi. Nikt mnie o zdanie nie pytał więc przemyśleniami dzielę się wyłącznie tutaj: uważam, że rodzice kuzynki mogliby podzielić się na te 4 lata domem, w którym i tak 2 piętra nie są w ogóle wykorzystywane, stoją puste choć są wykończone. A Wy jak byście postąpiły? Dopisze, że kuzynka jest normalną, sympatyczną 26 latką, mąż również.
Edytor zaawansowany
  • profes79 01.06.19, 17:10
    Kolejny przypadek, gdzie najwygodniej dzieli się cudzym majątkiem?

    --
    Witoldzbazin i Big_news - mała (na szczęście) wesoła gromadka trolli FŁ
  • mildenhurst 01.06.19, 17:15
    Mnie nie o majątek chodzi, a o pomoc dzieciom i wnukowie zwłaszcza kiedy można to zrobić żadnym kosztem finansowym. Bobacia wnuczki niańczyć nie będzie a mogłaby sama uzyskać pomoc od córki.
  • hanusinamama 01.06.19, 17:14
    Obie rodziny jakieś dziwne. W jednej syn musi sie wyprowadzić, bo ze studiów wraca córka (jego siostra), w drugiej dom trzymany dla młodszego syna wiec wara innym dzieciom...Zeby sie nie okazało, ze młodszy syn wymnie sie na gospodarstwo, pojdzie zyc i pracować do miasta i rodzice zostaną sami z domem 300metrowym...
  • mildenhurst 01.06.19, 17:17
    Dokładnie. Poza tym ciekawi mnie jak będzie wyglądać akceptacja synowej skoro córki własnej nie przygarnęli.
  • default 01.06.19, 18:49
    A może to o zięcia chodzi - może tak go nie lubią, ze nie wyobrażają sobie żeby u nich mieszkał. Znam taka historie - córka wyszła za faceta, którego rodzice nie znosili od pierwszego wejrzenia. Zamieszkała z mężem osobno, ale - podobnie - pojawiło się drugie dziecko, podupadli finansowo - chcieli zamieszkać u rodziców (piętro domu puste). I matka powiedziała do córki: "ty z dziećmi - proszę bardzo. On - nigdy".
  • mildenhurst 01.06.19, 18:52
    Absolutnie. Facet bardzo ok. Nie więc co sobie jego teściowa myśli, ale jako małżeństwo kuzynka jest szczęśliwa.
  • default 01.06.19, 19:46
    Facet może być ok dla wszystkich, a i tak teściowa może go nie trawic. Bo tak ! wink.
  • bardzo-dobry-kochanek 01.06.19, 17:24
    Jeśli ktoś stawia ponad trzystumetrowy dom na wsi, to chyba po to, żeby i dorosłe dzieci z rodzinami mogły też w nim mieszkać.
  • mildenhurst 01.06.19, 17:39
    W dawnych czasach w tym domu mieszkało 9 osób, w tym 5 dzieci. Z czasem, tj. od rozpoczęcia szkoły średniej dzieciaki wyprowadza się do internatu, zmarł dziadek i została 3 choć babcia swoje lata ma i bardzo wspierała pomysł z wprowadzką wnuczki.
  • bardzo-dobry-kochanek 01.06.19, 19:00
    mildenhurst napisała:
    > W dawnych czasach w tym domu mieszkało 9 osób, w tym 5 dzieci. Z czasem, tj. od
    > rozpoczęcia szkoły średniej dzieciaki wyprowadza się do internatu, zmarł dziad
    > ek i została 3 choć babcia swoje lata ma i bardzo wspierała pomysł z wprowadzką
    > wnuczki.

    Czyli był to tak zwany dom wielopokoleniowy.
    No ale teraz to już niemodne.
  • mildenhurst 01.06.19, 19:05
    Jak to na wsi, że gospodarstwo przejmuje najstarszy syn. Pecha wujostwo miało, że ten jedyny syn urodził się jako ostatni, po 4 córkach.
  • brenya78 01.06.19, 17:36
    Może trzeba było się wstrzymać z tym dzieckiem... Zamiast teraz sobie rościć.
  • mildenhurst 01.06.19, 17:41
    Nikt niczego nie rości poza kątem na kilka lat. Przecież by partycypowali w kosztach utrzymania domu tak jak mieszkając u teściowej.
  • brenya78 01.06.19, 18:06
    "Nikt niczego nie rości poza kątem na kilka lat. "

    No właśnie widzę że żadne roszczenia...

    "Przecież by partycypowali w kosztach utrzymania domu tak jak mieszkając u teściowej."

    I co z tego? Może matka nie lubi zięcia? Z jakiej paki ma mieszkać z kimś z kim nie chce mieszkać?
  • mildenhurst 01.06.19, 18:51
    A, ok. Faktycznie subiektywne antypatie wobec człowieka, z którym córka jest szczęśliwa wykluczają pomoc polegająca na udostępnieniu pustostanu. Będziesz wspaniałą matką i babcią.
  • cruella_demon 01.06.19, 18:58
    Będziesz wspa
    > niałą matką i babcią.

    Jak widać natura wie co robi.
  • cruella_demon 01.06.19, 17:42
    Nie wyobrażam sobie nie pomóc własnemu dziecku.
  • agrypina6 01.06.19, 17:44
    Może rodzice mają obawy, że córka dorobi się jeszcze jakichś dzieci i nie będzie się chciała wyprowadzić? Dla mnie historia nieprawdopodobna, ja bym pomogła. Ale może nie wiemy wszystkiego?
  • mildenhurst 01.06.19, 17:51
    Ciotka sama ma 5 dzieci i jaki synowa przyszła do męża. Z pomocą teściów wybudowali ten dom i do tej pory uprawiają gospodarkę, którą przejął jej mąż. Sama w sumie dostała wszystko, a córce nie chce nic dać. Wszystko dla syna. Pozostałe dzieci same się utrzymują.
  • aaa-aaa-pl 01.06.19, 18:19
    Ale powiwdzieli dlaczego nie chcą pomóc ?
  • mildenhurst 01.06.19, 18:53
    Tak, na początku napisałam.
  • aaa-aaa-pl 01.06.19, 19:32
    Chodzi mi o prawdziwy powód.Syn ma 17 lat, jeszcze trochę czasu minie, zanim przejmie gospodarstwo.A pomoc jest potrzebna dzis
  • mildenhurst 01.06.19, 19:35
    To był powód.
  • aaa-aaa-pl 01.06.19, 19:40
    Trudno uwierzyć.
  • amast 01.06.19, 20:14
    Wcale nie trudno. Są w Polsce takie tradycyjne patriarchalne rodziny, które córek nie uznają za "swoje" czy też warte jakiejkolwiek pomocy. Tylko synowie się liczą. Tak bywa. Mam w otoczeniu kilka takich rodzin, a i w mojej rodzinie też by się znalazło odpryski takiego myślenia.
  • amast 01.06.19, 20:22
    Aha, żeby było śmieszniej. Takie myślenie obejmuje też dość oczywisty "podział" w życiu: córki powinny się starymi rodzicami zająć, a synowie powinni odziedziczyć wszystko po rodzicach. Oczywiście abstrahując od stanu prawnego. I co więcej znam co najmniej jedną taką sytuację, kiedy faktycznie córka (mieszkająca kilkadziesiąt kilometrów dalej) zajmowała się schorowaną matką do śmierci, a dom i gospodarkę odziedziczył syn mieszkający przez ścianę z matką. Córka nigdy się nie upomniała o swój udział, wszyscy uznali to za oczywiste, sprawiedliwe i jedynie słuszne rozwiązanie.
  • lacunalegis 01.06.19, 20:32
    Właśnie, jak na moje doświadczenie, ta sytuacja opisana w głównym poście jest dosyć nietypowa. Rodzice, zwłaszcza starzejący się, raczej inwestują w emocjonalną relacje z córkami niż synami. To nie znaczy, że córki nie bywają gorzej traktowane w kwestiach majątkowych (bo to różnie bywa), ale zwykle to córkom się pomaga przy dzieciach, z nimi się spędza czas, u nich się woli na starość mieszkać. Jeżeli dziadkowie jednemu wnukowi kupują komputer a drugiemu paczkę krówek, to krówki dostaną raczej dzieci syna. Nie mówię, że córki się kocha bardziej, nie o to chodzi, tylko instynkt pcha zwykle w tę relację, z której więcej się wyciągnie. A schorowanej matce pieluchy będzie zmieniać raczej córka niż syn (tak się uważa i tak często jest).

    Dlatego ostentacyjne wypięcie się na córkę i wnuki ze strony córki raczej brzmi jakby tam chodziło o coś więcej niż tylko ochronę majątku przed podzieleniem lub wpadnięciem w ręce noszące inne nazwisko.
  • amast 01.06.19, 20:51
    No widzisz, to nie jest takie proste. Z moich obserwacji wynika, że często (nie że zawsze, ale dość często) córki się właśnie wypycha z domu, synów hołubi, po czym na starość od córek wymaga opieki, a synów nadal hołubi (w sensie przekazywania schedy). Możliwe, że to takie wiejsko-tradycyjne podejście, bo w takich właśnie środowiskach obserwuję tego typu zachowania. "Miejskie" rodziny rzeczywiście bardziej inwestują w relacje z córkami.
  • pruszynkaaa 01.06.19, 23:23
    bardzo często tak jest, że na wsiach gospodarkę wraz z domem przejmuje najstarszy syn - i w wielu znanych mi przypadkach tenże syn spłąca resztę rodzeństwa wedle uznania swojego. czy to sprawiedliwe czy nie, nie mi sądzić.
  • szalona-matematyczka 01.06.19, 18:29
    Ja bym na miejscu ciotki pomogla corce, ale to ja. Nie wyobrazam sobie takiego podzialu majarku, ze jedno dziecko dostaje wszystko, a drugie nawet na krotko nie moze sie wprowadzic, gdy ma klopoty.
  • szalona-matematyczka 01.06.19, 18:29
    *majatku
  • lacunalegis 01.06.19, 19:05
    Gdybym miała całkowitą pewność, że sytuacja wygląda właśnie tak, zapewne wspomniałabym, niby mimochodem, że przepisanie całego majątku na jedno dziecko jest praktycznie niewykonalne. To znaczy jest wykonalne, ale wydziedziczyć można tylko w uzasadnionych przypadkach - starsze dzieci musiałby bez powodu zerwać kontakty i odmówić pomocy w potrzebie, okraść, okaleczyć albo zabić.

    A to znaczy, że rodzeństwo ukochanego beniaminka na pewno będzie miało prawo do zachowku. A zatem, skoro rodzicom naprawdę zależy na powierzeniu gospodarstwa akurat temu synowi, powinni skupić się na budowaniu dobrych relacji między rodzeństwem. Tak, żeby starsze dzieci nie walczyły w sądzie o zachowki. A potem bym zasugerowała, że dawanie starszym dzieciom tak jasno do zrozumienia, że są niemile widziani, raczej nie służy założonemu celowi. Mogą być w zasadzie pewni, że najmłodszy syn po ich śmierci będzie musiał sprzedać gospodarstwo, żeby spłacić rodzeństwo.
  • mildenhurst 01.06.19, 19:11
    Strasznie wybiegasz w przyszłość. Wujostwo jest jeszcze młode i sporo pociągnie, nie wiadomo jak im decyzja się zmieni lub nie. Na dzisiaj ścieżka jest prosta- 17 letni syn. Pozostałe dziewczyny niczego nie oczekują. To są takie sprawy trochę delikatne. Wspomnę jedynie, że po 18 tce rodzice nie partycypowali w ich utrzymaniu.
  • lacunalegis 01.06.19, 19:28
    Nie no, ja nie wybiegam. Rozumiem natomiast, że wybiegają rodzice zakładając, że gospodarstwo jest dla syna i jego żony (jak rozumiem, chodzi o żonę ewentualną, jeszcze nieznaną i być może nigdy nieziszczoną). Taka decyzja, bez pełnego poparcia pozostałych dzieci, po prostu nie ma sensu i pytanie, czy rodzice to wiedzą i rozumieją konsekwencje.
  • mildenhurst 01.06.19, 19:41
    Majątkiem decydują rodzice. Dlaczego uważasz, że pozostałe dzieci powinny przedstawić projekt testamentu. Najpewniej nigdy to nie nastąpi bo wujostwo nie są tymi rolnikami z dużym zasobem ziemskim, a po podziale ziemi to nikt by nie wygrał. I wazne: dzieci między sobą w ogóle się nie kłócą. Dziewczyny wiedziały, że i tak nic nie dostaną więc dochodziły do wszystkiego same, z lepszym i gorszym skutkiem.
  • lacunalegis 01.06.19, 19:49
    mildenhurst napisała:

    > Majątkiem decydują rodzice.

    Niezupełnie. Rodzice mogą działać tylko w granicach prawa. A zgodnie z prawem, nie mogą wydziedziczyć starszych dzieci (tak jak pisałam, teoretycznie by mogli, ale musieliby naprawdę mieć powód, samo "wolimy" i "chcemy" nie wystarczy). Dzieci nie muszą przedstawiać żadnych projektów testamentów, robi to za nich Kodeks Cywilny.

    A to, że teraz starsze dzieci mówią, że pogodziły się z sytuacją to akurat najmniej znaczy. Wystarczy, żeby któreś po śmierci rodziców nagle poczuło się oszukane albo tak zmieniła mu się życiowa sytuacja, że ten dom po rodzicach okaże się potrzebny na leczenie dziecka, spłatę długów albo bezpieczną starość. Albo pojawi się zięć/synowa/dziecko/kolega z pracy, które przekona, że tylko frajer nie walczy o swoje.

    I rodzice powinni to brać pod uwagę i, skoro nie chcą dzielić gospodarstwa (co rozumiem), to powinno im zależeć na dobrych relacjach w rodzinie.
  • scarlett74 02.06.19, 07:28
    Słuchaj, jeżeli się nie znasz to nie pisz głupot i nie wprowadzaj zamętu...🤢
    O majątku decydują rodzice i mogą przeznaczyć go wg własnych widzimisie. Co nie oznacza , że reszta nie może wystąpić o zachowek .
  • jeanny1986 01.06.19, 19:44
    Wystarczy niestety umowa dożywocia i już po zachowku. A jak syn ma tam mieszkać to tym łatwiej taką umowę zrobić.
  • lacunalegis 01.06.19, 19:53
    jeanny1986 napisała:

    > Wystarczy niestety umowa dożywocia i już po zachowku. A jak syn ma tam mieszkać
    > to tym łatwiej taką umowę zrobić.

    To doradzałabym synowi, w takiej sytuacji, z tym, że wyjaśniając mu najpierw, że to w praktyce oznacza zwolnienie rodzeństwa z kosztów i trudów utrzymania i udzielenia wszelkiej pomocy rodzicom na starość. Czyli że jest to "coś za coś", a nie taka jakby darowizna.
  • kurt.wallander 01.06.19, 21:35
    Widać, ze w tej rodzinie liczy się tylko lub głównie potomstwo płci męskiej.
  • scarlett74 02.06.19, 07:34
    Niefajna sytuacja.Albo jest drugie dna tej historii🤔.
    Ja w każdym bądź razie jak najbardziej wzięłaby córę pod skrzydła. Mieszkanie i dorzucanie się do rachunków. Nie zgodziłabym się tylko, na chęć zmian w zajmowanych pomieszczeniach ( typu urządzamy po swojemu i kładziemy deskę dębową , a w łazience włoski gres...), co by uniknąć nieporozumień w przyszłości...😛

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.