Dodaj do ulubionych

Syn nie ma żadnego kontaktu z innymi dziećmi

03.06.19, 18:11
Podpowiedzcie co robić sad Przeprowadziliśmy się we trójkę do nowego domu pod miasto. Syn 12 lat poszedł do nowej szkoły. Zawsze był nieśmiały i samotny, ale w nowym miejscu, a mija już rok, nie nawiązał dosłownie żadnej relacji. Nie ma numeru żadnego kolegi czy koleżanki. Sieci społecznościowych w ogóle nie używa, więc nie jest tak, że ma inny kontakt. Poza szkołą nigdzie nie chodzi i nikt jego nie odwiedza. Do szkoły jest 12 kilometrów, przystanek gminnego autobusu jest 300 metrów od domu, więc z transportem problemu nie ma. Mieszkamy w pięknej, zacisznej okolicy, gdzie mamy wymarzony spokój, ale tu nie ma żadnego towarzystwa. Mamy sześciu sąsiadów dookoła nas, a w promieniu trzech kilometrów nie ma innych domów poza naszymi. (Wszyscy kupili działki od jednego gospodarza, który odrolnił ziemię). Sąsiedzi to albo emeryci, albo młode małżeństwo (ona dopiero w ciąży), albo dorośli ludzie, których dzieci są już samodzielne i z nimi nie mieszkają. Nasz syn jest jedyny w przedziale 0-26 lat w tym miejscu. On też lubi spokój, naturę, świeże powietrze i przestrzeń, ale martwimy się, że nie ma kompletnie żadnego kontaktu z innymi dziećmi. W szkole uczy się dobrze, wychowawczyni mówi, że problemów nie sprawia, faktycznie konfliktowy nie jest. Byliśmy u psychologa prywatnie, pani powiedziała nam, że po prostu taki typ osobowości i na pewno, żeby go nie przymuszać do zawierania kontaktów, czego byśmy i tak nie zrobili. Poza nauką, w domu całe dnie spędza w ciepłe dni na ogrodzie z książką lub laptopem - ogląda filmy i seriale, spaceruje, dużo jeździ na rowerze po okolicy, łowi ryby. W sezonie zimnym częściej jest w domu i wtedy w zasadzie tylko książki i laptop. Czy powinniśmy się martwić, czy po prostu pogodzić się trzeba, że "ten typ tak ma"? My pracujemy głównie w domu, jesteśmy na stałe, prowadzimy wspólną firmę (tłumaczenia, redakcja tekstów). Jak uważacie?
Edytor zaawansowany
  • brenya78 03.06.19, 18:14
    "Zawsze był nieśmiały i samotny, ale w nowym miejscu, a mija już rok"

    I nie dalo sie tego przewidziec zanim uszczesliwiliscie syna nowym domem pod miastem i zmiana szkoly?
  • saszanasza 04.06.19, 09:23
    brenya78 napisała:

    > "Zawsze był nieśmiały i samotny, ale w nowym miejscu, a mija już rok"
    >
    > I nie dalo sie tego przewidziec zanim uszczesliwiliscie syna nowym domem pod mi
    > astem i zmiana szkoly?


    Ten sam wniosek mi się nasunął😏

    --
    Chciałabym się kiedyś wyspać na tyle, żeby rano poczuć, że się budzę a nie zmartwychwstaję.
  • panna_lila 05.06.19, 07:55
    a skąd przypuszczenie, że w poprzednim miejscu byłoby inaczej niż teraz? Jeśli ten "typ tak ma", to i w kilkumilionowym mieście wiódłby życie samotnika.
  • triss_merigold6 05.06.19, 08:04
    Ty też z frakcji, że 12-latek czy młodsze dziecko ma być całkowicie samodzielny w zakresie kompetencji społecznych?
  • triss_merigold6 03.06.19, 18:14
    Czemu zrobiliście nastolatkowi coś tak potwornego jak wyprowadzka w jakąś dzicz, nikt biedaka nawet nie może odwiedzić, z imprez będzie wykluczony, w ogóle z życia towarzyskiego będzie wykluczony, do głupiego kina się nie umówi, bo jak. Dramat, bardzo mu współczuję.
  • anahera 04.06.19, 00:40
    Ok, ale jak dlugo podporzadkowywac swoja wygode pod potrzeby nastalatkow? Pytam powaznie. Mieszkam na obrzezach ponad 4-ro milionowego miasta ktorego zaczynam szczerze nienawidziec, glownie za wszechobecne korki i tlumy. Mam na stanie 18 i 15 latkow. Starszy z koncem roku zdaje mature, mlodszemu zostalo 3 lata. Jeszcze te 3 lata jakos w miescie wytrzymam, ale co dalej? Wykopac mlodych z domu bo mnie ciagnie do malego miasteczka/na wies? Czy sie dusic kolejne X lat az beda na swoim?
  • saszanasza 04.06.19, 09:37
    anahera napisał(a):

    > Ok, ale jak dlugo podporzadkowywac swoja wygode pod potrzeby nastalatkow? Pyta
    > m powaznie. Mieszkam na obrzezach ponad 4-ro milionowego miasta ktorego zaczyn
    > am szczerze nienawidziec, glownie za wszechobecne korki i tlumy. Mam na stanie
    > 18 i 15 latkow. Starszy z koncem roku zdaje mature, mlodszemu zostalo 3 lata.
    > Jeszcze te 3 lata jakos w miescie wytrzymam, ale co dalej? Wykopac mlodych z
    > domu bo mnie ciagnie do malego miasteczka/na wies? Czy sie dusic kolejne X la
    > t az beda na swoim?


    18 i 15 latkowie są już na tyle mobilni, że bez problemu do towarzystwa sobie dojadą. Poza tym mają jeszcze siebie. Syn autorki wątku ma lat 12 i nie ma rodzeństwa.

    --
    Chciałabym się kiedyś wyspać na tyle, żeby rano poczuć, że się budzę a nie zmartwychwstaję.
  • kornelia_sowa 04.06.19, 11:40
    Tobie zazdrośc w mózg wali chyba.
    Siedzisz w klicie, prawda?
  • zlota.ptaszyna 03.06.19, 18:15
    Mieszkamy w pięknej, zacisznej okolicy, gdzie mamy wymarzony spokój,


    Serio 12 latek marzyl o spokoju????
  • triss_merigold6 03.06.19, 18:19
    Każda, jak pragnę zdrowia, każda bezrobotna lub prowadząca firmę wannabe, fanatyczka kawy na tarasie i świeżego powietrza, będzie w kółko mielić zalety chałupy daleko od szosy, które może są atrakcyjne dla trzylatka, ale nastolatkowi niszczą życie.
  • mamaaspiama 03.06.19, 19:27
    "które może są atrakcyjne dla trzylatka, ale nastolatkowi niszczą życie"
    A nie histeryzuj może.
    Wychowałam się daleko od szosy, jakoś życia mi to nie zniszczyło.
    Moje dzieci dostały propozycję przeprowadzki do miasta, to mnie wyśmiały. Młodszy ma bardzo dobre relacje z rówieśnikami, starszy z powodu ZA mniej, ale ma dwóch kolegów, których odwiedza i którzy do nas przyjeżdżają, łącznie z noclegiem.
  • kornelia_sowa 04.06.19, 11:45
    Ale certolisz.
    Niszczy zycie mieszkanie z daleka od blokoeiska?
    Ha, ha, cudne.
    Bo ty chyba tak szczescie rozumiesz.

    Mieszkam na wsi.
    Fakt, szkola blisko.

    Ale inne rozrywki?
    Moj ma 11 lat dopiero, ale ciagle dzieciaki tu gdzies sie umawiaja.
    Jest cos takiego jak autobus, zawsze ktorys rodzic porozwozi towarzystwo.
    Ognisko , grill, park, rowery, rolki.
    Caly czas w tej wsi cos te dzieci robia, spotykaja sie.
    Tak, do galerii tez jezdza,. Jakos mi sie wydaje, ze bez tej galerii wielu mueszczuchow sobie rozrywki nie wyobraza.
    Mozna.
    A galerii coraz wiecej, na obrzezach tez juz budują.

    No, Mac g..wna we wsi nie ma i oby jak najdluzej.

  • triss_merigold6 04.06.19, 11:50
    Ci nic z tych rzeczy nie robią, w razie gdybys zauważyła odpowiedzi autorki trollo wątku.
  • kornelia_sowa 04.06.19, 12:04
    Zauważylam.
    Odnosze sie tylko do twojego blednego przekonania, ze zycie z dala od wielkiej plyty to z automatu towarzyska nędza i gwarant deprechy dla biduli pozbawionych galerii.

    Nie, niekoniecznie.

    I zdecydowanie intensywnosc zycia towarzyskiego zalezy najbardziej od osobnika a nie jego meldunku
  • ciszej.tam 04.06.19, 12:31
    to są tylko dwie opcje? chałupa 20 km od najbliższego kolegi albo blokowisko? LOL

    "Niszczy zycie mieszkanie z daleka od blokoeiska?
    Ha, ha, cudne."
  • kornelia_sowa 05.06.19, 11:45
    "to są tylko dwie opcje? chałupa 20 km od najbliższego kolegi albo blokowisko? LOL"

    Nie, nie, skad. Opcja jest tylko jedna : mieszkać nie w mieście przy galerii, to znaczy odludzie, banicja, samotność, dramat i nękanie psychiczne nastoletnich obywateli. By triss, naturalnie

  • ciszej.tam 15.06.19, 11:54
    no ale tu sa uprawiane dwa ekstrema.

    btw ja jestem za tym by nastolatek licealista mial latwy I szybki dostep do hipsterskich kafejek, duzych bibliotek (jednak narodowa czy koszykowa to troche co innego niz biblioteka na obrzezach obrzezy) galerii sztuki nie tylko handlowych etc
  • ciszej.tam 15.06.19, 11:57
    Mialam w liceum kolezanke ktorej rodzice wybudowali wymarzony dom gdzies pod miastem. odmowila I zostala w mieszkaniu w miescie. Z tego co wiem wyklada na UW wiec tak kompletnie sie chyba nie zdemoralizowala LOL
  • heca7 03.06.19, 21:19
    12 kilometrów do podstawówki...fiu fiu. A ile do najbliższego liceum? Ten dzieciak nie ma ani jednych zajęć pozalekcyjnych?
    Nawet ja uważam, że to przegięcie 3 kilometry do najbliższej osady, nawet do sklepiku dojechać trudno. Zresztą ja bym dzieciaka bezludziem nie chciała puszczać. Koledzy szkolni najwyraźniej mieszkają bliżej i nikomu się nie chce popylać taki kawał żeby zobaczyć tego jednego skoro inni pewnie mieszkają w tej samej wiosce. Do tego 12 lat to 5-6 klasa i przyjaźnie dawno się w niej skrytstalizowały.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • bardzo-dobry-kochanek 03.06.19, 18:23
    lesnotka napisała:
    Nie ma numeru żadnego kolegi czy koleżanki. Sieci społecznościowych w ogóle nie używa,
    > więc nie jest tak, że ma inny kontakt. Poza szkołą nigdzie nie chodzi i nikt je
    > go nie odwiedza.

    A ty byś wolała żeby cały czas siedział z nosem w telefonie na jakichś portalach społecznościowych? I urządzała mu kinderbale w domu?
    Widocznie nie widzi potrzeby nawiązywania bliższych znajomości z kolegami i koleżankami.

    Ja bym tylko sprawdził czy powodem tego nie jest gnębienie go w szkole przez inne dzieci.


  • triss_merigold6 03.06.19, 18:23
    Serio, jako nastolatka i studentka wolałabym skoczyć z okna niż zostać zmuszona do wyprowadzki pod Warszawę, bo rodzice uroili sobie naturę i przestrzeń w domu daleko od wszystkiego i z jednym pks-em dziennie.
  • daniela34 03.06.19, 18:35
    Moja bliska koleżanka była w takiej sytuacji- i to nawet nie była wyprowadzka ma wieś tylko na przedmieścia, ale autobus częściej nie jeździł niż jeździł. Nie zazdroszczę dziecku, zwłaszcza że za 3 lata pójdzie do LO. Poza tym ten brak numeru do choćby 1 kolegi jest niepokojący. Nawet podczas mojego najbardziej samotniczego etapu w życiu (właśnie 11- 15 lat) tę 1 dobrą koleżankę i kilka numerówdo innych jednak miałam ( a był to okres tel.stacjonarnych)
  • triss_merigold6 03.06.19, 18:36
    Serio, to jakiś koszmar. Jak można coś takiego zafundować dzieciakowi, i to na parę ładnych lat.
  • hanusinamama 04.06.19, 12:00
    Ja bym poczekała az dzieciak pójdzie do LO. Bedzie bardziej mobilny. I tak musi smile zmienic szkołe. A tak nie dosc ze dziecko niesmiałe musiało zmienic towarzystwo to jeszcze w głusze go zabrali. MOja znajoma chce sie wyprowadzić...poczeka 3 lata az córka do LO pójdzie. Bo teraz masa kolezanek z podstawówki obok mieszka.
  • livia.kalina 03.06.19, 18:52
    Akurat student, dla własnego i rodziny zdrowia psychicznego, tudzież prawidłowego rozwoju, powinien mieszkać osobno. W innym mieście. I faktycznie tam, gdzie mu najbardziej odpowiada.

    --
    super_hetero_dyna:
    "Stalin, choć ludobójca, był jednak człowiekiem dużego formatu."
  • triss_merigold6 03.06.19, 18:55
    Jasne, jak nie ma innego wyjścia tylko akademik czy jakiś pokój przy staruszce, bo chyba nie oczekujesz, że student I roku utrzyma się poza rodzinnym domem całkowicie samodzielnie.
    Jak jest z dużego miasta, w którym studiuje, to po huk ma się wyprowadzać już zaraz? Strata kasy.
  • cosmetic.wipes 03.06.19, 19:01
    Trias, jesteś jakieś 25 lat do tyłu ze zwyczajami mieszkaniowymi studentów.

    --
    niepokalaność przebiśniegów jest faktem
    natura brzydzi się dogmatem jak nikt
  • kornelia_sowa 04.06.19, 11:48
    Nie.
    Mieszka w klitce wiec grana jest melodia:
    Mieszkanie w domu to udreka i niszczenie zycia dzieciom

    Z drugiej strony uwaza ze mieszkanie ponad 20 latka z mamusia jest super.

  • berdebul 03.06.19, 19:14
    Ty, a ja byłabym pierwsza spakowana i ze szpadlem w dłoni. wink Ludzie są rozni, nawet jak mają 12 lat.
  • z_lasu 04.06.19, 12:47
    Ja jako nastolatka i jeszcze nie studentka (przed egzaminami wstępnymi) całkowicie świadomie i dobrowolnie wyprowadziłam się do głuszy bez rodziców. Mieszkałam tak całe studia (dojeżdżając 40 km bez samochodu, w razie potrzeby waletując w akademiku) i mieszkam do dziś. Co nie przeszkadzało mi prowadzić w młodości bujnego życia towarzyskiego. Wolałabym skoczyć z okna niż mieszkać w tłumie, smrodzie i hałasie miasta. Tak, że co kto lubi smile
  • jehanette 04.06.19, 15:46
    "swiadomie i dobrowolnie", dwa słowa-klucze.

    --
    Error 404
  • z_lasu 04.06.19, 16:06
    Tak, ale wiele osób tu udowadnia, że dla nastolatka to absolutnie i zawsze jest kanał. Otóż nie, to zależy od nastolatka.
  • jehanette 05.06.19, 08:33
    Dla nastolatka, który został przeniesiony, a nie sam zdecydował.

    --
    Error 404
  • z_lasu 05.06.19, 09:17
    Ale chodzi Ci o samą kwestię braku decyzyjności? Uważam to samo w sobie za koszmar dzieciństwa, ale akurat nie tego dotyczy dyskusja. Dziecko ma ograniczoną decyzyjność w każdą stronę - gdyby nastolatek chciał się przeprowadzić do lasu, a rodzice nie chcieli to byłoby lepiej? Ja tylko próbuję Wam uświadomić, że dzieci też są różne i mają różne potrzeby i nie każde dziecko potrzebuje tłumów, żeby się dobrze bawić. Ja nie potrzebowałam i najczęściej bawiłam się sama chociaż nie mieszkałam na odludziu. A jak już uzyskałam decyzyjność (wciąż będąc nastolatką) to się natychmiast na odludzie przeprowadziłam, bo nie dla każdego odludzie jest koszmarem.
  • zwierzakowa13 03.06.19, 18:30
    Skoro już mieszkacie gdzie mieszkacie to może chociaż jakieś zajęcia 1-2 razy w tygodniu? Jakiś sport lub inne jak programowanie, szachy itp. Nie każdy potrzebuje otaczać się tłumami ale ten jeden kolega by się przydał.

    Czasem też dobrze "wyjść do ludzi" i zapoznać się z innymi rodzicami z klasy syna (jak się da). Jeśli syn jest nieśmiały ale akceptowany to takie spotkania dorosłych integrują też dzieci.
  • 21mada 03.06.19, 18:30
    Ten typ tak ma. Jak ktoś jest towarzyski to nawet w głuszy znajdzie sobie znajomych na pęczki. Zresztą przecież chodzi do szkoły więc ma kontakt z ludźmi i może taka doza kontaktów mu wystarczy. W końcu sami woleliście pracować w domu niż być częścią wielkiej korporacyjnej rodziny - dlaczego więc martwi was taki sam charakter u syna?
  • triss_merigold6 03.06.19, 18:33
    ktoś jest towarzyski to nawet w głuszy znajdzie sobie znajomych na pęczki
    Bzdura.
    Dzieciom, które nie mają na dzień dobry osobowości akwizytora, rodzice powinni umożliwić kontakt z różnymi kręgami rówieśników, bo to, żeby nabywały umiejętności społecznych, trenowały je.
  • daniela34 03.06.19, 18:41
    Nie musi mieć znajomych na pęczki, ale jeśli autorka nie przesadza to on nie ma nikogo poza rodzicami. I to nie jest dobre.
  • 21mada 03.06.19, 18:44
    Bzdura. Charakteru nie da się ukształtować, człowiek się z nim rodzi. Ja wychowałam się na typowym blokowisku, a wolałam siedzieć w domu i czytać książki zamiast szaleć z rówieśnikami całe dnie po dworze jak wszystkie inne ematki.
    Dziecko autorki ma kontakt z rówieśnikami w szkole.
  • mgla_jedwabna 03.06.19, 18:54
    Charakteru nie ukształtujesz, ale umiejętności społeczne to jest coś, co jak najbardziej można i należy kształcić.
  • triss_merigold6 03.06.19, 18:56
    Tak, trzeba jeszcze mieć z kim je kształcić, minimum realnych, fizycznych możliwości. Potem wyrastają takie nerdy, które nie potrafią do dziewczyny zagadać nie przez shitbooka czy innego tindera.
  • simply_z 03.06.19, 21:21
    akurat takie mamy czasy..wyjrzyj przez okno, widujesz nastolatki grające w piłkę, albo latające po podwórku?
    po prostu nowe technologie zaburzają społeczne relacje. Wystarczy zajrzeć na wykop i inne portaliki tego typu.
  • triss_merigold6 03.06.19, 21:36
    Widuję nastolatki, jednak umawiają się czasem na rowery, basen, do kina czy nawet wspólnie pograć.
    Boższsz... nastolatek z takiej dziczy nawet nie ma szans na to, żeby móc koleżankę poodprowadzać po lekcjach, bo mu ucieknie jedyny popołudniowy autosan.
    Btw, skoro nowe technologie i tak zaburzają realne kontakty, to tym bardziej trzeba dbać o możliwość interakcji rówieśniczych poza netem i telefonem. Da się, ciężko nad tym pracowałam wiele lat i mam bdb. efekty.
  • rosapulchra-0 03.06.19, 23:16
    Przestań histeryzować.

    --
    A to nie wiesz, że jak kobieta "rozkłada nogi", to jej się otwiera taka czarna dziura, co zasysa z niespotykaną siłą wszystkie samce jak leci, aż po horyzont zdarzeń...? by memphis90
  • mamaaspiama 04.06.19, 06:16
    "Boższsz... nastolatek z takiej dziczy nawet nie ma szans na to, żeby móc koleżankę poodprowadzać po lekcjach, bo mu ucieknie jedyny popołudniowy autosan."

    Ty tak wszystko na poważnie???
    Czy po prostu masz imperatyw wewnętrzny żeby zademonstrować swoją wyższość Warszawianki?
    Ludzie mieszkają i wychowują dzieci poza miastem, wyobraź sobie. Te dzieci mają życie towarzyskie, kulturalne, chodzą do szkoły, kończą studia. I nie mają traumy. Serio, jest możliwe życie poza miastem 😉 Przestań więc histeryzować i snuć apokaliptyczne wizje o biednych "wieśniakach" usychających z braku towarzystwa i dostępu do kina, bo są po prostu bzdurne.
  • triss_merigold6 04.06.19, 06:54
    Ten nie ma. Nie dość, że jest nowy, to mieszka na odludziu, a rodzice uważają, że jak przyjadą znajomi z sześciolatkiem, to wystarczy za towarzystwo.
    Co innego dziecko urodzone na wsi i wychowywane w puszczy, a co innego nastolatek wywieziony tam siłą i uwięziony.
    Była tu taka na forum, co nastolatka z Warszawy wywiozla na dramatyczne zadupie na wybrzeżu, na treningi nagle chłopak zaczął mieć 40 km zamiast 4 przystanki spod bloku. Pani się pensjonat uroil, a chłopak przeżywał dramat.
  • mamaaspiama 04.06.19, 08:31
    " a co innego nastolatek wywieziony tam siłą i uwięziony."

    I dalej histeryzujesz oraz parabolizujesz. Masz w tym jakiś cel, czy po prostu chcesz się poczuć lepiej.
    Nie masz ŻADNEJ wiedzy jak ten konkretny chłopiec się czuje, wyłącznie swoje urojenia. Jest wypowiedź matki, która ma obawy. Koniec. A Ty dorabiasz do tego jakąś martyrologię niemalże. Weź się opanuj.
  • katja.katja 04.06.19, 08:42
    Pamiętam.
    To była Czaj Bajry. Lubiłam ją i też odradzałam ten wyjazd.
    Szkoda, że już nie pisze.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kornelia_sowa 04.06.19, 11:50
    No, akurat na wsi warunki na rower nie sa bardziej niesprzyjajace niz w miescie.
  • heca7 04.06.19, 12:03
    Raczej nie ma szans aby z siedliska pod lasem jakie opisuje autorka wątku prowadziła do najbliższej osady ścieżka rowerowa suspicious Więc ten dwunastolatek na rowerze jeśli już jedzie to po drodze, 12 km w jedną stronę. Do miasta jest 40km.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • kornelia_sowa 05.06.19, 11:49
    Jesli to osada pod lasem, na odludziu, bez kontaktu, w kompletnej dziczy, jak to przedstawiają niektórzy, to zapewniam cię, ze jazda rowerem po tej drodze do najblizszej osady (LOL) będzie bardzo bezpieczna.
    Wiesz, nikt inny tą drogą nie pojedzie po prostu. Bo i gdzie?

    Do domu tego chłopca?
    Nie, to by oznaczało że mają jakieś kontakty towarzyskie, a teraz grana jest melodia, ze nie mają i zniszczyli dziecku życie,.

    No, chyba ze zagramy inny kawałek: na pewno między osadą a odludną chatą grasuje pedofil. Pewnikiem ksiądz.



  • katja.katja 04.06.19, 08:40
    Na podwórku może nie, ale w parku jak najbardziej. Na deskorolkach, rowerach, idące gdzieś w grupie.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • jehanette 04.06.19, 12:15
    simply_z napisała:

    > akurat takie mamy czasy..wyjrzyj przez okno, widujesz nastolatki grające w piłk
    > ę, albo latające po podwórku?
    > po prostu nowe technologie zaburzają społeczne relacje. Wystarczy zajrzeć na wy
    > kop i inne portaliki tego typu.

    Jak się mieszka w miejscu gdzie jest infrastruktura (i mam na myśli li i jedynie równe chodniki, jakiś park, drogę rowerową, ulice o bezpiecznej skali, no i może kilka "celów" typu boisko, kawiarnia, basen, kino) to bez trudu spotka się stada dzieciaków młodszych i starszych spędzających razem czas.
    --
    Error 404
  • katja.katja 04.06.19, 08:38
    Ja też.
    Najbardziej towarzyska i imprezowa dziewczyna jaką znałam mieszkała dosłownie na wsi zabitej dechami, nawet bez PKS-u, kursowały dość nieregularnie busy.


    --
    Nie dam się wygasić!
  • ponis1990 04.06.19, 09:27
    też taka byłm, więc wyrzucali mnie na podwórko siłą ,,bo jak to tak nie biegać po podwórku" do grupy nieznanych mi dzieci, mnie paraliżował strach , bo od zawsze byłam w stanie nawiązać kontakt gdy byłam jeden na jeden, ale grupa już mnie przerażała.. więc tyle z tego że i tak się ikt ze mną nie bawił ;p

    --
    Lubię placki
  • jehanette 04.06.19, 12:18
    Współczuję. Moja córka też lubi kontakt jeden na jeden, albo w małej grupie. I wiesz co robię? Wychodzę razem z nią, poznałam przez forum osiedla ludzi z dziećmi pasującymi wiekowo i voila! jest pierwsza znajomość na osiedlu. A dziecko wszak spokojne i introwertyczne. Na wsi by zdziczała.

    --
    Error 404
  • margotka28 14.06.19, 17:49
    i mieszkanie w blokowisku to zapewni? Wszystko zależy od rodziców.
  • bo_gna 03.06.19, 18:39
    Facetów często łączy sport, może ktoś z jego klasy chodzi na jakieś dodatkowe zajęcia piłki nożnej, siatki, pływania, podpytać może chłopak wie co i gdzie i go tam zapisać. A jak nie sport to próbować z językiem obcym, ale również tak żeby ktoś z klasy też chodził.
  • beneficia 03.06.19, 18:45
    Młodzież używa mediów społecznościowych również do spraw szkolnych. Tworzą grupy klasowe, gdzie np. udostępniają sobie zadane lekcje, jeśli ktoś jest chory.
    Czasem też mają projekty kilkuosobowe, więc też muszą się jakoś kontaktować poza szkołą.
    Albo zmyślasz, albo syn sobie utrudnia życie.
  • triss_merigold6 03.06.19, 18:50
    11-latki nie muszą używać mediów społecznościowych do kontaktów związanych z zadaniami szkolnymi i żaden nauczyciel nie ma prawa od nich tego wymagać.
    Biedne dziecko fizycznie nie ma z nikim kontaktu, bo rodzice mieszkają w głuszy, daleko od szkoły i ludzi.
  • beneficia 03.06.19, 19:01
    On ma 12 lat a korzystanie z med. społ. i telefonu bardzo ułatwia ogarnięcie spraw szkolnych. Jak choruje to co? Siedzi tydzień w domu w głuszy bez kontaktu ze światem a potem nadrabia hurtem?
    Dlatego nie wiem, czy autorka nie zmyśla, bo nawet w czasach bez telefonów stacjonarnych jakimś cudem chodziło się z zeszytami do chorych kolegów.
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:09
    Tak, chodziło się, dwa bloki dalej, a nie 12 km przez lasy i bagno.
  • beneficia 03.06.19, 20:09
    No tak, jesteśmy z miasta. Kuźwa, zawsze pochodzenie wyjdzie smile
  • mgla_jedwabna 03.06.19, 20:25
    Nauczyciel nie ma prawa wymagać, ale to jednak fajnie móc zapytać "co było z matmy, bo zapomniałem zapisać".
  • kornelia_sowa 05.06.19, 11:51
    No, nie to co twój-niebawem-student.
    Będzie mieszkał z tobą. Koledzy będą pękać z zazdrości a dziewczyny się o niego bić
  • z_pokladu_idy 03.06.19, 19:00
    Moi rodzice też mnie tak 'uszczęśliwili', gdy miałam 11 lat. Paskudny wiek na zmianę otoczenia. W starej szkole, choć cicha i najmniejsza w klasie byłam lubiana, w nowej był dramat. Odważne i kontaktowe dziecko sobie poradzi, ale to ciche może mieć ogromny problem z wejściem do nowej grupy. Ma kontakt z kolegami z poprzedniej szkoły? Może jakieś dodatkowe zajęcia.
  • mildenhurst 03.06.19, 19:05
    A Wy jako rodzice macie znajomych, przyjaciół, z którymi się często spotyjacie?
  • zwyczajnamatka 03.06.19, 19:09
    Biedny sad tych mediów społecznościowych to nie używa, bo mu nie pozwalacie? czy nie chce? Ma fb? Messenger? Jeśli nie to namów go żeby sobie założył. Dzieciaki tworzą grupy i rozmawiają na nich. Głównie o głupotach, ale tak to już jest w tym wieku. Nawet jeśli na początku nie będzie nic pisał, tylko czytał, to inne dzieci będą widziały, że jest obecny na grupie. Może z czasem też coś napisze, albo chociaż wyśle emotkę. Poza tym dziewczyny dobrze piszą - zapiszcie go na jakieś zajęcia dodatkowe. Cokolwiek. Sport, szachy, angielski, żeby poznał inne dzieci poza szkołą.
    U córki w klasie(6 kl) też jest taki chłopczyk, który "nie mówi" i "jest dziwny". Słowa córki. Bardzo dobrze się uczy i jest bardzo grzeczny, ale chyba doskwiera mu brak towarzystwa, bo ostatnio wyszedł razem z dziećmi z klasy do galerii handlowej. Słyszał jak się umawiali po szkole i po prostu dołączył. Dalej nic nie mówił, ale był z dziećmi, a one go nie odrzuciły. Przyjęły go takiego nie mówiącego i razem wszędzie łazili, a on jak zwykle się nie odzywał. Mam nadzieję, że po trochu zacznie się odzywać. Takie dzieci są i myślę, że mimo wszystko chcą towarzystwa. Trzeba im pomóc wyjść do ludzi/dzieci.
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:11
    Gdzie ten biedak pójdzie do galerii handlowej? To dla dzieci z miasta, które mają jakiś kontakt z cywilizacją i galerię przystanek od szkoły.
  • zwyczajnamatka 03.06.19, 19:12
    Może podjechać autobusem
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:13
    12 km jakimś pks-em, który pewnie jeździ raz dziennie i nie będzie miał dzieciak jak wrócić?
  • zwyczajnamatka 03.06.19, 19:16
    oj tam, wszystko się da rozwiązać. mogą pójść prosto ze szkoły, a rodzice po niego przyjadą. w końcu nie pracują na etacie.
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:21
    Da się, tylko jakim kosztem. I za każdym razem jak biedny dzieciak będzie chciał gdzieś iść po lekcjach, będzie musiał umawiać się co do minuty z rodzicami, nie mówiąc o np. nastolatkowych spotkaniach za 2-3 lata w weekend czy bardziej wieczorem.uncertain
  • zwyczajnamatka 03.06.19, 19:25
    Lepsze to niż siedzieć samemu. Jak się rodzice wyprowadzili na wiochę, to teraz niech służą jako taxi na zawołanie. Ja uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych i wszystko się da zorganizować, a szczególnie takiemu dziecku dałabym serce na dłoni, żeby tylko pomóc. Nikt nie chce być sam.
    Jeszcze mam taki pomysł, żeby jakąś imprezę zorganizować na zakończenie roku dla całej klasy. Grill w ogrodzie czy coś takiego. Roboty dużo, ale chyba warto, tym bardziej, że zakończenie roku jest przed Bożym Ciałem, nikt na drugi dzień nie wstaje rano do pracy. Można zaprosić też rodziców. Może kilkoro przyjdzie.
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:26
    Dokładnie. Rodzice nie powinni słuchac jakiejś kretynki psycholog z Bożej łaski, tylko realnie pomóc dziecku nawiązać kontakty i wykształcać umiejętności społeczne.
  • majenkir 03.06.19, 19:47
    triss_merigold6 napisała:
    > Da się, tylko jakim kosztem. I za każdym razem jak biedny dzieciak będzie chcia
    > ł gdzieś iść po lekcjach, będzie musiał umawiać się co do minuty z rodzicami, n
    > ie mówiąc o np. nastolatkowych spotkaniach za 2-3 lata w weekend czy bardziej w
    > ieczorem.uncertain

    To wszystko jest do ogarniecia. My tak wlasnie robilismy dopoki dzieci nie mialy prawa jazdy.



    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • danaide 03.06.19, 21:57
    Czemu się nakręcasz? 12 km to nie 120 km. 10 km jest z Ratusza do Ikei Targówek, spokojnie można dojechać autobusem więc i te 12 km do miasta jak trzeba to można zrobić.
  • triss_merigold6 03.06.19, 22:02
    Z Ratusza do Ikei autobusy są co 10 minut.
  • klamkas 03.06.19, 19:19
    A masz jakiekolwiek propozycje, czy lepiej dziecku od razu ukręcić głowę? A może lepiej wszystkim dzieciom, które "nie są z miasta"?
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:24
    Jak się urodziły poza miastem to zdążyły przywyknąć, tu zdaje się mowa o dziecku, które mieszkało normalnie, a teraz cierpi z powodu fantazji rodziców.
    Mam propozycję - najpierw przeprosić dziecko za taki paskudny numer, pozapraszać kolegów i koleżanki z klasy na weekendy, wozić na zajęcia dodatkowe, warsztaty, harcerstwo, przywozić jesli umówi się z kimś po lekcjach.
  • agonyaunt 03.06.19, 19:34
    Najpierw to trzeba się upewnić, że dziecko faktycznie cierpi, bo na razie to mamy matkę zmartwioną, a nie narzekającego małolata. 12 lat to już wystarczająco dużo, żeby o własne kontakty zadbać samemu, a nie czekać aż rodzice coś zorganizują. Naprawdę nie każdy małolat potrzebuje do szczęścia wielkiej grupy rówieśników i spacerów po galerii handlowej.
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:36
    Biedne dziecko, pewnie nie chce martwić rodziców, którzy się jarają ciszą, spokojem i świeżym powietrzem. Empatyczne i wrażliwe dzieci nie chcą rodzicom stwarzać problemów, intuicyjnie czują, czego ci woleliby nie słyszeć.
  • agonyaunt 03.06.19, 19:40
    Nie mierz wszystkich swoją miarą.
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:43
    Nie mierzę, wręcz przeciwnie. Ja na miejscu tego 12-latka bym się cięła i robiła awantury z wrzaskami i wyrzutami. On jest pewnie empatyczny i wrażliwy więc cierpi w milczeniu, schodząc rodzicom z oczu.
  • agonyaunt 03.06.19, 19:47
    No właśnie mierzysz. Nie dopuszczasz myśli, że istnieją 12-latki, które lubią spędzać czas same i którym nie brakuje obecności rówieśników.
  • malia 03.06.19, 20:59
    Nie o to chodzi, że on cierpi czy nie. Gdyby dziecka nikt nie uczył i mu nie pokazywał mogłoby jeść palcami z talerza i byłoby szczęśliwe, nie brakowałoby mu widelca i noża.
    Rodzic jest od tego, by pokazać dziecku świat i nauczyć rzeczy przydatnych w społeczeństwie. Umiejętność nawiązywania kontaktów z innymi przydaje się bardzo. Samo zamieszkanie na wsi nie powinno zamykać dziecku możliwości, ale rodzice powinni włożyć w to więcej wysiłku, jeździć na zajęcia dodatkowe, zapraszać rodzinę czy znajomych z dziećmi, anie opowiadać , że on łowi ryby.
    Czy rodzice chodzą z chłopcem, tam, gdzie bywają rówieśnicy? Czy mieli okazję zaobserwować, co dziecko wtedy robi, jak się zachowuje?
  • ponis1990 04.06.19, 09:34
    No właśnie. Ja bym wtedy była przeszczęśliwa, jakbym mieszkała w takiej głuszy, też wystarczały mi kontakty w szkole, a dziś niewiele się zmieniło - wystarczają mi kontakty z ludźmi w pracy, po to ja chcę mieć święty spokójtongue_out Umawiam siez koleżankami, ale średnio raz na dwa, trzy tygodnie na kawę, i to są wciąż koleżanki z lat szkolnych - dosłownie trzy . Też się co niektórzy martwili czemu ja taki dziwoląg, a ja tak mam i tyle

    --
    Lubię placki
  • jehanette 04.06.19, 11:57
    agonyaunt napisała:

    > No właśnie mierzysz. Nie dopuszczasz myśli, że istnieją 12-latki, które lubią s
    > pędzać czas same i którym nie brakuje obecności rówieśników.

    Też lubiłam spędzać czas sama i zgadzałam się z moimi rodzicami w wielu kwestiach dotyczących stylu życia. Z brakiem umiejętności społecznych i żalem, że nie mam żadnych znajomości z dzieciństwa i młodości, które by przetrwały, zmagam się do dziś. Mój brat jest w mojej opinii totalnym dzikusem. Nie mieliśmy aż tak ekstremalnej sytuacji jak przedstawiona w wątku - do szkoły 2km, do liceum można było dojechać pociągiem co jest pewniejsze i bardziej komfortowe niż PKS, ale i tak byliśmy wykluczeni z życia towarzyskiego i społecznego przez to, że mieszkaliśmy "nie w tę stronę" co reszta dzieciaków, pod lasem, a z nastolatkowych spotkań zawsze musieliśmy się zrywać żeby zdążyć na pociąg - albo co gorsza musieli po nas rodzice przyjeżdżać...
    Także dziecko może się nie skarżyć, może wydawać się zadowolone ze swojej sytuacji, ale braki jakie taka izolacja powoduje, są nie do nadrobienia. Tzn. można wykształcić umiejętności społeczne, obyć się w towarzystwie, nawiązać nowe relacje, ale jednak czegoś brakuje. To wychodzi później po prostu. Rodzice powinni dbać o to, żeby dziecko miało możliwość rozwijania się społecznie, stwarzać warunki, wspierać, dyskretnie pomagać.




    --
    Error 404
  • majenkir 03.06.19, 19:49
    triss_merigold6 napisała:
    > On jest pewnie empatyczny i wrażliwy więc c
    > ierpi w milczeniu, schodząc rodzicom z oczu.


    Ale to juz sobie sama dospiewalas wink.


    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • klamkas 03.06.19, 20:16
    I (dzisiaj) wylądowałabyś w szpitalu, albo na terapii z metką przylepioną na kawał życia (albo jako "bohaterka" dzieciaków, którym imponują dziwadła - dzieci czytające książki takim nie imponują).

    Czy ci się to podoba, czy nie, istnieją introwertycy. I czy ci się to podoba czy nie, można wychować szczęśliwe i normalne dzieci (które nie chcą się ciąć) w głuszy.

    Trochę (chyba) rozumiem jakie są twoje motywacje, ale sposób w jakim o tym piszesz jest wg mnie bardzo szkodliwy i ciężko z niego te dobre motywacje odczytać.
  • zwyczajnamatka 03.06.19, 19:37
    ale nikt nie chce być sam! nikt tu nie mówi o gromadzie małolatów pętających się dniem i nocą po centrum handlowym, domu i ogrodzie. ważne, żeby chłopak miał kilku, a nawet tylko jednego kolegę/koleżankę.
  • agonyaunt 03.06.19, 19:44
    Chłopak nie jest sam, ma kolegów z klasy i ze szkoły. Ma się z nimi zaprzyjaźnić na siłę, nawet jeśli nie są tego warci, bo parę osób z netu uważa, że dzieci nie powinny bawić się same? No nie, sorry, tak to nie działa, są ludzie, którzy wybiorą samotność z książką zamiast przygód w nudnym, acz licznym towarzystwie.
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:45
    No, właśnie nie ma kolegów, przebywanie z kimś w jednym pomieszczeniu przez kilka godzin jeszcze nie buduje koleżeństwa.
    W wypadku 12-latka wywiezionego siłą w głuszę trudno mówić o wyborze, po prostu nie ma innych alternatyw.
  • agonyaunt 03.06.19, 19:49
    Nie zauważyłaś, że chłopak zawsze był samotnikiem? Wiesz, że on w tej głuszy może być szczęśliwszy niż byłby w mieście, bo w mieście nie ma gdzie od ludzi uciec?
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:54
    Nieśmiały i samotny. Nigdzie nie pisze, że był taki z wyboru, a teraz jeszcze rodzice mu dokopali, wrzucając w zupełnie nowe towarzystwo i zostawiając samego sobie.
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:55
    Samotny to nie to samo co samotnik.
  • jehanette 04.06.19, 12:07
    Jeśli ktoś w mieście cierpi, bo są ludzie naokoło, to nie jest introwertykiem tylko zmierza w stronę jakichś zaburzeń. Jestem introwertyczką, trochę o tym czytałam. Introwertyk także potrzebuje relacji z ludźmi. Różnica w stosunku do ekstrawertyka jest w intensywności, liczbie osób, sposobu nawiązywania relacji, ale tak czy siak człowiek to zwierzę społeczne. Czytałam badania, z których wynika, że starsi ludzie, którzy mają samą możliwość wyjścia z domu i spędzenia czasu w miejscu, gdzie są inni, są w lepszej kondycji psychicznej niż ci którzy nie wychodzą (bo np. nieprzyjazna infrastruktura im to uniemożliwia). Samo wyjście na spacer do parku, posiedzenie na ławce i popatrzenie na ludzi, daje człowiekowi korzyści z uczestniczenia w życiu społecznym.

    Jako introwertyczka lubię mieszkać w mieście. Nie jestem osobą, która widząc potańcówkę w parku przyłączy się do niej, ale lubię towarzyszyć takim wydarzeniom, obserwować ludzi, pogadać z przypadkowo spotkaną znajomą osobą. Cieszę się że są ludzie wokół mnie, a mieszkanie zapewnia mi bezpieczną przystań.

    Introwertyczne dziecko "w głuszy" ma bardzo mało okazji do uczestniczenia w życiu społecznym, i łatwo wpadnie w izolację. W mieście choćby na tym głupim rowerze mogłoby wpaść na kolegę z klasy który też się nie odzywa na przerwie za dużo, i jeździ sam - szansa na relację. Czytałby na ławce w parku, zaczepiłaby go koleżanka na rolkach - szansa na relację. Poznałby przez neta ludzi fascynujących się tym samym - szansa na łatwe wyjście w real. I tak dalej. Jak siedzi w lesie to faktycznie może tylko wędkować sad

    --
    Error 404
  • lauren6 04.06.19, 12:49
    > Jeśli ktoś w mieście cierpi, bo są ludzie naokoło, to nie jest introwertykiem tylko zmierza w stronę jakichś zaburzeń.

    Tak: autyzmu.

    Jeżeli dziecko nie miałoby żadnych potrzeb kontaktu z rówieśnikami to jest to bardzo zły znak i wypadałoby zbadać temat, a nie opierać się na opinii jakiejś domorosłej psycholog: ten typ tak ma. Dziecko może stronić od rówieśników, bo jest np ofiarą przemocy w szkole (bardzo prawdopodobne jeżeli mówimy o "miastowym" chłopaku wrzuconym do wiejskiej szkoły w samym środku edukacji). Jeżeli tak jest to rodzice zaraz będą mieli kolejne problemy z serii: moje dziecko chodzi na wagary.
    Jest też jakieś prawdopodobieństwo, że chłopak jest wysokofunkcjonującym autystą. Takiemu dziecku też należy pomóc, bo dzisiejsze problemy z rówieśnikami będą rzutować na jego kolejne relacje: na studiach, w pracy, z kobietami.
  • zwyczajnamatka 03.06.19, 19:47
    nudne i liczne towarzystwo? przecież on nie ma nawet jednego kolegi!
  • agonyaunt 03.06.19, 19:50
    Gdyby chciał, to by miał. To jest 12-latek, nie maluch stawiający pierwsze kroki w piaskownicy.
  • zwyczajnamatka 03.06.19, 19:52
    nie zgadzam się! może chce, ale nie umie? wstydzi się? może myśli, że dzieci go nie lubią? skąd wiesz?
  • agonyaunt 03.06.19, 19:59
    Nie wiem. Tak samo jak Ty czy Triss nie wiecie czy dzieciak rzeczywiście jest nieszczęśliwy ale jednak nie przeszkadza Wam to załamywać rąk nad jego niedolą i psioczyć na samolubstwo rodziców.
  • zwyczajnamatka 03.06.19, 20:06
    Jestem matką. Nie mogę nie załamywać rąk nad samotnym dzieckiem. Gdyby rodzice nie widzieli problemu, to nie ciągnęliby go do psychologa. Nie wiadomo co to za psycholog, może beznadziejny? Skąd wiesz? Nie mówię, żeby stał się duszą towarzystwa, ale żeby miał choć jednego kolegę.
  • sylwiastka 03.06.19, 19:36
    Dokladnie, przeprowadzka z miasta na wioche jest strata dla nastolatka. Nie tylko jesli chodzi o znajomych ale takze oferte zajec i rozrywek.
    Ja przeprowadzilam sie do podwarszawskiego miasta w liceum. I pamietam ranne wstawanie i stanie w korkach (liceum w centrum Warszawy), zycie wg rozkladu autobusow podmiejskich (ostatni o 23), przygody w nocnych. Na szczescie mialam przyjaciolke, ktora nocowala mnie po imprezach i mame, ktora mi na to pozwalala. Prawko zrobilam kilka dni po 18 urodzinach i bylo lepiej. Na 2 rok studiow przeprowadzilam sie do centrum Warszawy. I tak nie wyprowadza sie nastolatka poza krag znajomych.
  • dzidzia_ch 03.06.19, 19:37
    Uwierz mi jak młodzież chce się spotkać to się spotka i nieważne ile kilometrów ją dzieli.
    U nas dzieciaki radzą sobie przeróżnie ,od jeżdżenia do kolegów gimbusem (wsiadają po lekcjach),autobus podmiejski ,rower,czasem podwożą rodzice no i spotykają się u tych co mieszkają najbliżej szkoły bo po lekcjach idą do nich na piechotę.


    --
    Aniołek (5.X.2009)
    Oleńka
    Antos
  • zwyczajnamatka 03.06.19, 19:39
    oczywiście, że tak jest, ale najpierw trzeba się zaprzyjaźnić
  • bovirag 03.06.19, 19:28
    Jedno z moich dzieci ma lat 11,5. Mieszkamy w ogromnym mieście. Telefon ma OD dwóch miesięcy, żadnych mediów społecznościowych nie ma. Chyba bym zemdlala jakby mi powiedziała, że czas wolny będzie spędzać z koleżankami w galerii handlowej.
    Nie ma tam w tej szkole żadnych zajęć poza lekcyjnych? Klubów? Nie można by jakiegoś kolegi z matką zaprosić na kawe/piknik? A może wziąć kogoś do kina czy paintball? Jak młody lubi ryby łowić, to może zaprosić kogoś, żeby wspólnie polowili? Może spanie w ogrodzie pod namiotem? Wspólne jeżdżenie na rowerze? No nie wiem, malowanie, kapanie się w rzece? Chryste, 1000 rzeczy można robić z dziećmi i ich kolegami.
  • zwyczajnamatka 03.06.19, 19:33
    Bovirag bardzo dobre pomysły! Tylko to wszystko wymaga wkłady pracy rodziców i ich zaangażowania! Rodzice muszą zrezygnować ze swojego komfortu ciszy i spokoju na rzecz uspołecznienia syna!
  • bovirag 03.06.19, 19:38
    No ale to chyba oczywiste, że rodzice muszą się zaangażować? Moja córka ma 3 przyjaciolki- jest ich więc razem 4. Co 4-5 mam je wszystkie u siebie na weekend. W między czasie bierzemy ja do kina/nad morze/muzeum i jeszcze gdzie tylko można. Inni rodzice robią to samo. Albo spotykamy się z matkami razem i spędzamy czas z dziewczynami- tzn one spędzają, my plotkujemy i pijemy kawe/wino.
    Dla mnie angazowan8e się w życie społeczne mojego dz8ecka jest tak samo ważne jak karmienie czy ubieranie go.
  • zwyczajnamatka 03.06.19, 19:40
    widać nie dla wszystkich jest to takie ważne
    ja też cuda robiłam i woziłam (i wożę) dzieciaki, byle tylko miały radość i spędzały fajnie czas ze sobą
  • kosmos_pierzasty 03.06.19, 19:47
    bovirag napisała:

    > No ale to chyba oczywiste, że rodzice muszą się zaangażować?

    My często zapraszamy dzieci na cały lub część weekendu, przy okazji można pogadać z rodzicami, jak przyjeżdżają - kurczę, imo nie jest źle wiedzieć, z jakich rodzin pochodzą najbliżsi znajomi dziecka. Dodam, że w większości z bardzo sympatycznych smile
  • mildenhurst 03.06.19, 19:28
    Internat? Jakby syn zareagował.
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:30
    Dwunastolatek do internatu, oczadziałaś chyba.
  • nenia1 03.06.19, 19:33
    Szkoda, że tam nie ma żadnych dzieci, zabawy w naturze są piękne, sama najlepiej wspominam właśnie całodzienne włóczęgi na polach, lasach, kontakt ze zwierzętami, ogniska, gry w piłkę i pluskanie się w rzece, ale biegaliśmy jednak całą gromadą. A może kogoś zaprosicie? Moje koleżanki ze szkoły, które nie miały rodziny na wsi bardzo chętnie jeździły ze mną do mojej babci i wracały zachwycone, jedna to nawet zawsze płakała jak musiałyśmy wracać.
  • kosmos_pierzasty 03.06.19, 19:36
    Twój syn z opisu wydaje mi się bardzo fajnym dzieckiem. Gratuluję smile

    Drążyłabym, jak wyglądają jego relacje w nowej szkole, delikatnie. Może ma problem z nawiązaniem znajomości? Pewnie nie jest duszą towarzystwa - nie każdy jest i świetnie - ale faktycznie takie całkowite odizolowanie jest niepokojące. Jak ktoś wyżej napisał - jeden, dwóch kolegów by wystarczyło.
    Pytanie, czy on naprawdę chce aż tyle czasu spędzać sam, czy może nie ma śmiałości, czy brak mu umiejętności społecznych, żeby nawiązać jakieś znajomości. Na to szukałabym odpowiedzi. Tu bym kopała, żeby się dokopać prawdy i ewentualnie interweniować.
    Czy utrzymuje kontakty z kimś ze starej szkoły? Bo może by można takie dziecko zaprosić np. na tydzień w wakacje?

    My też mieszkamy daleko od cywilizacji, ale moje dziecko zdecydowanie towarzyskie. Ma koleżanki zarówno na miejscu, jak i zaprasza regularnie te z miasta. Poza tym wisi na mediach społecznościowych. Jak ja bym chciała, żeby więcej czasu spędzała np. na rowerze! Albo z książką. Tak więc nie dogodzisz rodzicom big_grin I jak widzisz miejsce zamieszkania nie ma tu aż takiego znaczenia, jak niektórzy twierdzą.
  • dzidzia_ch 03.06.19, 19:39
    Dokładnie.
    Jak ktoś jest towarzyski to spędzanie czasu z rówieśnikami nawet na zadupiu nie jest żadnym problemem.
    Napisałam wyżej jak u nas sobie radzi młodzież

    --
    Aniołek (5.X.2009)
    Oleńka
    Antos
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:42
    Pod warunkiem, że na tym zadupiu są jakieś dzieci, ktoś mieszka w pobliżu, no i jest się lokalesem. Tu chłopiec jest nowy i mieszka bardzo daleko od szkoły.
  • kosmos_pierzasty 03.06.19, 19:44
    Też dlatego, że nowy, to trzeba mu pomóc, a nie rwać włosy z głowy, że rodzice nie dostosowali się w 100% do wyobrażonych oczekiwań uśrednionego nastolatka.
    Moje dziecko do miejscowych koleżanek też jeździ rowerem, bo za daleko, żeby iść pieszo - myślisz, że to w czymś przeszkadza? Że jak nie ma znajomych w bloku obok, to kiła i mogiła? tongue_out No jednak nie tak to wygląda.
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:46
    To rola rodziców, żeby mu pomóc.
  • kosmos_pierzasty 03.06.19, 19:48
    Oczywiście. A skoro mamy niniejszy watek, to chyba jednak rodzice - przynajmniej jeden rodzic smile - interesują się tematem.
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:50
    Na tyle, żeby łyknąć uspokajającą odpowiedź jakiejś wannebe psycholog.
  • kokosowy15 03.06.19, 21:03
    Nie tylko o odległość chodzi. Jedni są i zawsze byli towarzyscy, łatwo nawiązujący kontakty, nie mogący żyć bez grupy. Inni są samotnikami, którym towarzystwo nie jest niezbędne dla komfortu psychicznego. Jeszcze inni zmieniają się pod wpływem przeżyć, okoliczności, konieczności. Moi wnukowie nigdy nie mieli bardzo szerokiego kręgu kolegów, ale jeździli na obozy, trenowali, spotykali się czasem po szkole. Stres spowodowany sytuacja rodzinna, a potem życie w niedostatku wykluczył ich całkowicie z grup towarzyskich. Nie chcieli wychodzić z domu, nie proponowali przyjścia komukolwiek. Spotkanie się w mieście, kino, pizza i inne wydatki były wykluczone. Nie wydaje mi się, że będzie to rzutowalo na ich dalsze życie, bo na razie sobie radzą, każdy w swoim zakresie.
  • dzidzia_ch 03.06.19, 19:47
    Chłopiec chodzi do szkoły i 12km to nie jest jakoś strasznie daleko na warunki wiejskie 😃.
    Moje dzieci tez przeprowadzone z miasta na wies i przyjaźnie nawiązały w szkole.
    I tak jak pisałam odległość nie jest problemem jak ktoś chce się spotkać.

    --
    Aniołek (5.X.2009)
    Oleńka
    Antos
  • triss_merigold6 03.06.19, 19:49
    Nienienie. To niedaleko w Warszawie, wsiadasz w metro albo E coś tam czy inny przyspieszony i jedziesz. Na wsi z jednym pks-em dziennie to upiornie daleko, zwłaszcza jesienią i zimą.
  • jehanette 04.06.19, 11:31
    triss_merigold6 napisała:

    > Nienienie. To niedaleko w Warszawie, wsiadasz w metro albo E coś tam czy inny p
    > rzyspieszony i jedziesz. Na wsi z jednym pks-em dziennie to upiornie daleko, zw
    > łaszcza jesienią i zimą.

    Ano... ciemności od 15 po południu do 8 rano, błoto, kałuże... mnie jako dzieciaka rodzice nie puszczali samej "przez las", wiecznie byłam zależna od podwózki. Jechać gdzieś wieczornym kursem prawie psutego autobusu też nie jest za fajnie.


    --
    Error 404
  • mildenhurst 03.06.19, 19:48
    My się produkujemy, a Ty milczysz. Nie jest tak, że wszystko się zbiegło, że syn jest zaplanowanym jedynakuem, że oboje z mężem pracujecie zdała od grupy, że wie wyprowadziliście na odludzie? Może takie charaktery macie z mężem, takie usposobieniesamotników i odludków a syn je jedynie powiela bo nie ma innych możliwości. Ponawiam pyranue: jak często sami spotkacie się że swoimi znajomymi, jak często wychodzić ie do kina, na basen?
  • thaures 03.06.19, 20:02
    Nie przejmuj się komentarzami... Ja też przeprowadzając się nie pytałam 10-latka, ani 4-latka o zdanie. A widzę, że to tu norma.
    Też miałam wizję, że dzieci będą spędzać czas na dworze, a tu nic z tego. Mimo dzieci na osiedlu siedzieli w domu Mój starszy syn był typem samotnika, ale trenował między 10 a 15 rokiem życia, więc trochę czasu z rówieśnikami spędził. Za to całe liceum przesiedział w domu. Drugi syn miał kolegów w szkole, ale też się nie spotykali po. Za to jak wyszedł na imprezę w wieku 17 lat, to śmieję się, że do tej pory na niej jest....( Ma prawie 20 lat)
    Może spróbujcie coś znaleźć, sportowego czy związanego z czymś co syna wciągnie. Z drugiej strony jak nie będzie chciał? Jak nie cierpi, to zmuszać też go nie ma co.
  • mildenhurst 03.06.19, 20:06
    20 latek od 3 lat na gigancie. Faktycznie, musi mu być dobrze na tej wsi.
  • rosapulchra-0 04.06.19, 10:10
    Lepiej dobrze przypilnuj swojego dziubdziulka, bo jak się w końcu wyrwie spod twoich kwoczych ramion, to będzie mieć balangę z życia.

    --
    Głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi by Vaikiria
  • triss_merigold6 04.06.19, 10:20
    Nie trzymam biedaka w dziczy, nad stawem z rybami, gdzie internet dostarczają w wiaderkach.
  • rosapulchra-0 04.06.19, 11:50
    To nie było do ciebie.
    Jednak osobiście uważam, że jesteś najlepszym przykładem dziczy mentalnej.

    --
    Głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi. by Vaikiria
  • margotka28 14.06.19, 18:07
    triss z całym szacunkiem do ciebie, ale wieś to nie jest zaścianek rodem z 19 wieku. Sama z miasta przeprowadziłam się na wieś wraz z o zgrozo dwójką dzieci w wieku wówczas 6 lat. I nie, nie jeździ u nas jeden pekaes na cały dzień. Co max 40 minut jest autobus. Owszem metra nie mamy, ale oczywiście nie mieszkam pod Warszawą (wyobraź sobie, że 90 procent społeczeństwa nie mieszka w Warszawie). Moje dzieci chodziły na piłkę nożną, na basen, na różnorakie inne spotkania. Teraz mają 17 lat i absolutnie nie są wykluczone ze społeczeństwa. Mają przyjaciół, mają kolegów, mają swoje zainteresowania. Aha - mam wifi bez limitu z bardzo fajną prędkością. Bardzo sobie to cenimy, że nikt nam tego internetu w wiaderkach nie dostarcza. Reasumując: jedyna wieś, jaką widziałaś to chyba było bardzo dawno temu albo w tych twoich ulubionych bieszczadach.
  • bistian 14.06.19, 19:34
    margotka28 napisała:

    > triss z całym szacunkiem do ciebie, ale wieś to nie jest zaścianek rodem z 19 w
    > ieku. Sama z miasta przeprowadziłam się na wieś wraz z o zgrozo dwójką dzieci w
    > wieku wówczas 6 lat.

    Fajny wątek, szkoda, że go przegapiłem. Triss, ze swoimi lękami. wink Musi zorganizować dziecku wszystko od A do Z, zapełnić cały czas, inaczej będzie cały czas chodzić, jak student przed salą egzaminacyjną. A przecież są jeszcze fachowcy, z którymi można przepracować swoje fobie.

    Co do internetu, jest dużo wiosek, w których wielu rzeczy nie ma, ale światłowody są, była większa akcja w ramach wyrównywania szans.

    Ja też żyłem, jak ten chłopak, zapraszany na popijawy z rówieśnikami, odmawiałem, wolałem nocki na rybach w towarzystwie jeleni.

    Rodzice zawsze mogą skierować chłopaka na fajne obozy, oferta jest szeroka przez obozy żeglarskie, kursy przewodników górskich, grypy fotografujące czy odnawiające zapomniane zabytki. Każdy coś dla siebie znajdzie.
  • triss_merigold6 14.06.19, 19:48
    Czyli miałaś diametralnie inną sytuację od tej, w której żyje imaginowany syn trolloautorki. W każdym szczególe odmienną.
    .
  • bistian 14.06.19, 20:18
    triss_merigold6 napisała:

    > Czyli miałaś diametralnie inną sytuację od tej, w której żyje imaginowany syn t
    > rolloautorki.

    Trzeba mieć IQ poziomu buraka cukrowego, żeby nie rozumieć, że ludzie są bardzo różni, dorośli, dzieci również, mają inne potrzeby, inne sposoby spędzania wolnego czasu, inne hobby. Być może można tam zrobić małą korektę, ale niekoniecznie Twoją metodą wink

    Osobiście nie chodzę do Maca, dla mnie to taka jadalnia dworcowa pozbawiona ciekawego wyjazdu pociągiem. Szanuję to, że ktoś lubi, mogę pójść do towarzystwa, ale mnie to nie rusza i nie cieszy nic, oprócz towarzystwa i czystej toalety. Ale wiem, że są osoby, które to lubią. Ja ich nie wyzywam w związku z tym i nie nazywam trollem.
  • jehanette 04.06.19, 11:28
    Ja swojej 5 latki też nie pytałam o zdanie, jak kupowaliśmy mieszkanie, ale braliśmy pod uwagę jakie potrzeby ma i będzie mieć jako 7, 10, 12, 16 latka... dlatego wybraliśmy osiedle, na którym toczy się życie, szkoła oraz różnoraka infrastruktura rekreacyjno-kulturalno-sportowa są w bliskim zasięgu, a i powrót taksówką z imprezy nie zabije finansowo, gdy nadejdzie na to czas.

    --
    Error 404
  • uomo_dos 03.06.19, 20:03
    No niestety, ale jak chce się coś mieć tutaj towarzystwo dla dziecka, to trzeba coś dać. O ile dla dorosłych domek w głuszy może być spełnieniem potrzeb, o tyle dla nieśmiałego młodziaka stał się powodem wykluczenia towarzyskiego, ale to nie tragedia, bo można mu pomóc nawiązać relacje, co nie oznacza zmuszać. Dlatego ja bym zrezygnowała ze swojego komfortu i spróbowała nawiązać relacje w najbliższym otoczeniu, żeby dzieciak mógł zobaczyć, że rodzice to nie odludki i świat nie kończy się na książkach i laptopie a oprócz wędkowania są jeszcze inne sporty. Na wywiadówce trzeba się rozejrzeć za kimś sensownym i spróbować podpytać, co robią dzieciaki klasowe i czy można się przyłączyć. Prawie w każdej klasie są tacy rodzice, którzy animują życie pozaszkolne dzieciaków, żeby miały trochę więcej możliwości niż tylko życie w sieci. Tacy, co to gdzieś jeżdżą z dzieciarnią, uczestniczą w życiu miejscowej wspólnoty, mają jakieś pasje. Często są to tacy zapaleńcy, że i cudze dzieci są w stanie przygarnąć, moje dzieci miały takich kolegów, których rodzicom chciało się chcieć, urządzali nocowanki, imprezy plenerowe, wyjścia do swoich firm i na wydarzenia kulturalne. Nie zliczę, gdzie były moje dzieci dzięki takim rodzicom, dokąd zwykli śmiertelnicy wejścia nie mają. No tyle, że i ja się zawsze w nowym miejscu angażuję i cudze dzieciaki potrafię przyciągnąć, zaopiekować, coś ciekawego zaoferować. Macie dom na odludziu? Zaproście całą klasę z rodzicami i wychowawcą na wspólne ognisko z okazji zakończenia roku szkolnego. Podpowiedzcie synowi, żeby zaprosił kolegów na noc do siebie, niech wybierze co sobie obejrzą, niech naszykuje coś do jedzenia a jeszcze lepiej zapowiedz, ze to impra składkowa. Po tym, co zaproszeni przyniosą, rozpoznacie, który rodzic sensowny i zorganizował dziecku coś rozsądnego, żeby mogło przynieść idąc w gości, a który dzieciak mało zaopiekowany i może być potencjalnym źródłem głupich tzn. stosownych do wieku pomysłów. Skoro jeździ na rowerze, zorganizowałabym jakąś objazdówkę po okolicy i zaprosiła znajome dzieci na mały rajd. Albo podpytałabym wśród rodziców dzieci z klasy, czy jeżdżą albo gdzie proponują po okolicy pojeździć. Miałam takiego sąsiada prowadzącego dg w swoim mieszkaniu, który mnie tak rowerowo uświadomił, że miałam gdzie jeździć przez wiele miesięcy, a z 12-latkami to już naprawdę można nawet weedendowy wypadzik z nocowaniem albo z ogniskiem zorganizować tylko jak się nie ruszycie, to ten dzieciak urządzi sobie w końcu życie w sieci i będzie jeszcze jeszcze bardziej wyautowany z reala.
    A na wakacje trzeba się rozejrzeć, gdzie w okolicy są organizowane jakieś "lata w mieście" czy "lata na wsi", żeby dziecko zapisać, może tak kogoś pozna.
  • mildenhurst 03.06.19, 20:09
    Ciekawi mnie też jeszcze czy autorka wyjeżdża na wakacje, taki typowy 2 tygodniowy urlop poza domem. Coś mi mówi, że nie.
  • majenkir 03.06.19, 20:13
    Kiedy ja bylam w wieku tego chlopca, wakacyjne wyjazdy to byla dla mnie KATORGA wink.

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • mildenhurst 03.06.19, 20:35
    Bo do babci na wieś jeździliście?
  • majenkir 03.06.19, 20:43
    Nie, nie mialam rodziny na wsi i bardzo zazdroscilam tym, ktorzy mieli. MUSIALAM jezdzic na wczasy z rodzicami i na kolonie.

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • hanusinamama 03.06.19, 20:48
    A ja mogłabym całe wakacje na koloniach spedzić...kochałam wrecz kolonie i obozy.
  • profes79 04.06.19, 08:52
    Kolonie tak; wyjazdy z rodzicami już niekoniecznie...

    --
    Witoldzbazin i Big_news - mała (na szczęście) wesoła gromadka trolli FŁ
  • hanusinamama 04.06.19, 13:09
    NO mowie kolonie i obozy. Od klasy podstawówki. Moj brat za to uwielbiał z rodzicami smile
  • kryzys_wieku_sredniego 03.06.19, 20:10
    Mój syn też jest nieśmiały, też nie zabiegał o kontakty z rówieśnikami ale jakoś tak wyszło że najpierw jeden kolega, później drugi teraz doszedł trzeci i tak latają bandą.
    Ale mój syn to oaza spokoju, do szkoły by nie chodził gdyby mógł.
    Jak są możliwości to się człowiek rozkręca, otwiera, nawet największy gbur będzie miał towarzysza - wiem, bo miałam koleżankę do której chodziłam nagminnie ona do nikogo. Jak nie ma możliwości bo są tylko ograniczenia to się nie rozwiniemy w tym kierunku.
    Zapisz dziecko na jakieś fajne zajęcia gdzie będą organizowane wyjazdy, żagle czy coś podobnego.
  • kryzys_wieku_sredniego 03.06.19, 20:17
    A też mieszkam na wsi pod lasem i wożę dziecię na karate, na basen a szkołę ma na miejscu i aż troje dzieci z klasy we wsi ;P
  • hanusinamama 03.06.19, 20:46
    Nikt nie pomyślała, ze ten wymarzony spokój i cisza...to masakra dla dzieckaka? My jak szukalismy miejsca na dom to mielismy na oku kilka ikenych działek w dziczy...ale wiedziałam, ze dziecko znajomych miec ta nie bedzie. Zbudowalismy sie tzw przedmiesciach, wkoło masa domków, niedaleko szkoła, sporo dzieci. Szczerze nie wiem co zrobic. Moze poznać sie z kilkoma rodzicami i powiedzieć wprost, ze syn nie moze sie wbić w towarzystwo...moze sie w ten sposob uda.
  • berdebul 03.06.19, 21:26
    Dzieci są rozne. Niektóre po 8 godzinach w szkole mają rówieśników po korek.
  • hanusinamama 04.06.19, 12:03
    NO to trzeba dziecka dopytać. MOja starsza jest niesmiała ale moglaby sie z dzieciakami bawic od rana do wieczora. Poza tym pytanie czy w szkole ma kontakt z rówieśnikami. Zmiana szkoły w tym wieku jest bardzo trudna, tym bardziej dla nieśmiałego dziecka. Znajoma ma niesmiałą córkę. Mieli sie przenosić..ale postanowili poczekać az skonczy podstawówke.
  • pani07 03.06.19, 20:47
    Taką wyprowadzkę rozumiem w momencie, gdy ma się dzieci-studentów i taki wybór mieszkania dla siebie rozumiem, ale zafundować coś takiego dziecku? Zadziwiające.
  • panterarei 03.06.19, 21:09
    Czy ja wiem?Już tyłu miłośników mitycznej kawy na tarasie poznałam. Nie przeszkadza im codzienny powrót ponadgodzinny na włości, ani to, że dzieci do lekcji siadają o 20, ani ciężka logistyka zajęć polekcyjnych z dwugodzinnym okienkiem, weekendy spędzane na koszeniu i plewieniu, za to metraż i widoki są fajne, tylko umęczeni jakoś

    --
    "Natenczas onegdaj azaliż plwasz waść do strawy pozostawionej w holu?"
  • dzidzia_ch 03.06.19, 21:25
    A w mieście to wszyscy mieszkają 5 minut od pracy 😃.
    Mój màż ze słynnego warszawskiego mordoru dojeżdżał do domu 1,5 godziny.Po przeprowadzce 30 minut.
    Dzieci chodzą do miejscowej szkoły i 3/4 klasy są to rodziny przeprowadzone z miasta .Jezdzi gimbus który zawodzi do i ze szkoły.
    Całe weekendy na koszeniu i pieleniu?no chyba ze ktoś ma ogromna działkę.Mojemu mężowi koszenie zajmuje godzinę raz na dwa tygodnie.Jak ktoś nie lubi pielić to nue robi rabat i problem z głowy 😃.



    --
    Aniołek (5.X.2009)
    Oleńka
    Antos
  • hanusinamama 04.06.19, 12:05
    O przepraszam ja jestem miłośniczką kawy na tarasie...tyle ze z tarasu widzę dom sąsiada. Nie tak blisko ale jest...nawet kilka. Maz do pracy jedzie 20-25 minut. Dziecie do szkoły ma 2 przystanki autobusem i mase dzieci wkoło...nie kazdy dom jest na odludziu...
  • inguszetia_2006 03.06.19, 21:01
    Witam
    Namawiałabym (o tempora!) na korzystanie z sieci społecznościowych. Nieśmiały jest, ale oczytany, więc może będzie mu łatwiej pisać (np. na grupie klasowej) niż mówić z kimś w cztery oczy. A poza tym - za mało danych, żeby doradzać.
    Pzdr.
    Ing
  • lesnotka 03.06.19, 21:16
    Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zdążyli już ze mnie zrobić najgorszą matkę roku i patologicznego przemocowca, triss_merigold6 wiedzie tu prym w obrażaniu ludzi, fantazjowaniu na temat tego, jak bardzo są podli i jak bardzo zależy im na krzywdzie własnych dzieci. Szok po prostu, jak tacy ludzie oceniają innych, nie znając sytuacji.
    A sytuacja jest taka. Mieszkanie pod lasem było zawsze marzeniem moim i męża, jeszcze z lat wczesno-studenckich. Tak się życie potoczyło, że on dostał mieszkanie po rodzicach, ja po dziadkach. Przez kilka lat odkładaliśmy też pieniądze na kupno własnego mieszkania, a raczej na wkład własny do kredytu. Te dwa mieszkania spadły nam z nieba w ciągu roku. Decyzja była prosta, sprzedaż póki nieruchomości drogie i realizacja marzenia. Działkę celowo znaleźliśmy w głuszy. Na skraju wielkiego lasu (rezerwatu), oddaloną od najbliższych domostw, 40 km od większego miasta, 12 km od większej wsi. Oprócz nas znalazło się jeszcze 6 takich "desperatów", którzy wymarzyli sobie dom pod lasem. Mamy sąsiadów, ale nie jesteśmy na nich skazani. Działki są duże (od 3000 do 7000 m2, nasza ma 3500), ludzie cenią swoją prywatność. Od trzech lat pracowaliśmy w zasadzie wyłącznie zdalnie, więc mieszkanie z dala od koszmarnego miasta, całego tego syfu, korków, spalin, pogoni za pieniędzmi, było naturalną konsekwencją. Na którą mogliśmy sobie pozwolić. I tak bez kredytów udało nam się kupić naprawdę w dobrej cenie ziemię i postawić duży dla nas dom (270 m2), przy wsparciu zresztą obu naszych rodzin. I to był strzał w dziesiątkę. Jesteśmy po prostu zachwyceni otoczeniem, domem, ogrodem, lasem, powietrzem, naturą... Każdy dzień jak na wakacjach, każda pora roku ma swoje bajkowe oblicze, np. w zimę przy kominku i na ganku w ciepłym kocu smile Oczywiście ciężko pracujemy, ale ta praca w takich warunkach ma zupełnie inny wymiar. Tak że zrobiliśmy to, o czym marzyliśmy i żyjemy w tej naszej bajce. A nasz syn jest jej nieodzowną częścią. Żebyście wiedziały, ile osób z rodziny i naszych znajomych, którzy nas odwiedzają nam zazdroszczą. I piszę tu o osobach znacznie lepiej od nas sytuowanych. A żyjemy skromnie, z jednym 12letnim 4x4 i małą 250 (motocykl). Do miasta jeździmy raz na 3-4 tygodnie po wielkie zakupy. I nie, nie jesteśmy samotnikami, co tydzień praktycznie ktoś u nas bywa. Moi lub męża znajomi, często wspólni, często rodzina. Jesteśmy towarzyscy.
    A co do syna, to tak, dbamy o niego i angażujemy się w jego hobby. Ma dwa rowery, w tym jeden droższy od motocykla - elektryczny. Ma kolekcję wędek i osprzętu do łowienia ryb. Wystarczy jego słowo, a zamawiamy mu książki jakie chce, elektroniczne lub tradycyjne. Telewizji nie uznajemy, nie mamy, nie chcemy. Mamy za to radio, kolekcję dobrej muzyki i trzy laptopy, każdy własny. Internet działa wolno, ale do pracy i kontaktu e-mail nam wystarczy. Pytaliśmy syna czy chce założyć te głupie fejsy, instagramy i twitery, bo jeśli tak, to my nie mamy nic przeciwko, nie chciał.
    Nasze tempo życia jest inne, gonitwą i miastem po prostu się brzydzimy. Ale nasze dziecko to odrębna osoba i zdajemy sobie sprawę, że nie wszystko musi mu odpowiadać. Dlatego o wszystkim z nim rozmawiamy i pytamy czy jest szczęśliwy. Zapewnia nas, że tak. Zajęcia dodatkowe proponowaliśmy, poza językowymi - uzgodniliśmy, że pójdzie w nasze ślady i zostanie tłumaczem - inne go nie interesują. A języków obcych uczymy go my.
    Nie mamy się czego wstydzić, wokół nas są ludzie, odwiedzają nas, nie jesteśmy bogaci, ale na wszystko nas stać. Na wyjazdy 2 razy w roku, w tym na narty również. Na pójście z synem do teatru, opery czy do filharmonii również. Na pójście do dobrej restauracji raz w miesiącu też. Nie ma mowy o skąpstwie czy odmawianiu sobie konsumpcji dóbr kultury.
    Martwi nas, że syn jest mniej towarzyski od nas, ale przecież różni są ludzie. Pani psycholog powiedziała, że jest typowym introwertykiem, który nie znosi wymuszania zachowań społecznych i że jest mu z nami dobrze. Chcielibyśmy, żeby miał znajomych, ale na pewno nie z patologii i na pewno nie na siłę. Może zresztą to jeszcze za wcześnie dla niego.
    Rozważaliśmy oddanie go do internatu, gdy pójdzie do LO, ale też nie jesteśmy tego pewni. Na pewno z nim to uzgodnimy, ale wybór będzie miał prosty: najbliższe słabe liceum jest ponad 20 km stąd. Najbliższe w miarę dobre prawie 40. My na pewno 15-16-latka wozić codziennie nie będziemy. Tak że chyba na ten internat jest skazany, o ile nie wykaże wystarczającej determinacji, żeby codziennie spędzać 2,5-3,5 godziny w podróży (w obie strony). Na szczęście jeszcze jest trochę czasu.
    Dziękuję za szeroki odzew i Wasze sugestie. Czytam, analizuję, biorę pod uwagę.
  • simply_z 03.06.19, 21:26
    Jezu... myślałam, że Triss przesadza ale..to brzmi trochę jak z powieści Kinga albo innego horroru..tyle, że u Kinga chłopak miałby się z kim bawić...12 km od większej wsi..?
    *uzgodniliśmy, że pójdzie w nasze ślady i zostanie tłumaczem - inne go nie interesują. A języków obcych uczymy go my.
    za 10 lat to ta profesja może zniknąć..
  • triss_merigold6 03.06.19, 21:31
    Dlaczego miałabym przesadzać, od razu wiedziałam, że to wariaci. Coś jak sekta, nawet gorzej, bo w sekcie zwykle są jakieś dzieci.
    Aczkolwiek, po tym spuszczaniu się nad cudami poranka i kominkiem, mam nadzieję, że to troll.
  • simply_z 03.06.19, 21:40
    tak brzmią ..pachnie trollem
  • agonyaunt 03.06.19, 21:33
    Nie jak z Kinga, King robi lepszy research.
  • simply_z 03.06.19, 21:41
    Faktbig_grin ale głęboki las, polanki itd. kojarzy mi się z dziećmi na rowerkach znajdującymi zwłoki itd. klimaty E. T,
  • triss_merigold6 03.06.19, 21:44
    Riverdale, Stranger Things itp. kocham amerykańskie seriale dla młodzieży w klimacie późnych lat 80-tych.
  • majenkir 03.06.19, 22:11
    simply_z napisała:
    > Faktbig_grin ale głęboki las, polanki itd. kojarzy mi się z dziećmi na rowerkach znaj
    > dującymi zwłoki itd.


    Hahahah, polecam "Stand by me" na podstawie noweli S.Kinga big_grin.


    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • hanusinamama 04.06.19, 12:16
    POza tym jak mozna uzgodnic kim bedzie 12 latek??? Czyli nawet na przysłowiowy angielski nie jedzie gdzies tylko w domu??? Szkoda dziecka...ale tak to jest jak sie dziecko uwaza za małego klona "mnie". Tez mi sie marzyła głusza, z własnym kurnikiem, sadem i wielkim warzywnikiem...ale miałam juz małe dziecko. Wiesz wybudowalismy dom na przedmiesciach małe miasta, tuz przy granicy duzego. Dzieci masa wkoło (ale sasiedów tez mam sporo, nago po poranku po ogródku biegać nie moge...). Maz do pracy ma blisko, szkoła blisko, 2 przystanki blisko. NO trudno moze na emeryturze bede miec kury i sad.
  • triss_merigold6 03.06.19, 21:27
    Czyli zrealizowaliście wasze marzenie kosztem dziecka.
    Was odwiedzają znajomi, a nastolatka? tacy jego znajomi, rówieśnicy, a nie starsi ludzie, którzy lubią wędkować.
    O czym ten biedny dzieciak ma rozmawiać z rówieśnikami, skoro nie ma kontaktu z popkulturą i jest rozpaczliwie wyoutowany przez brak normalnego internetu?
    Jest mniej towarzyski, bo nie daliście mu szansy na rozwinięcie kompetencji społecznych.
    Konsumpcja dóbr kultury? Na litość boską, 12-latek w mieście chodzi do kina na Marvele z rówieśnikami, a nie do filharmonii z rodzicami, a od dobrej restauracji woli czasem shitpożywienie w centrum handlowym.
  • lesnotka 03.06.19, 21:39
    W każdej chwili - a było to mu zakomunikowane w formie bezpośredniej wielokrotnie - syn może przyprowadzić znajomych do domu. Nie musi pytać o pozwolenie, nie musi prosić. Nie wiem na jakiej podstawie tak pogardliwie wypowiadasz się o wędkowaniu? Ja też nie lubię tego hobby, podobnie jak mój mąż, ale np. mój starszy brat je uwielbia, podobnie jak nasz syn. O rybach wie chyba wszystko. I to go relaksuje, a przy tym, z czego jestem potwornie dumna, potrafi sam złapaną rybę oprawić i przyrządzić, w czym moja zasługa, bo nauczyłam go gotować.
    Błagam Cię, nie zmuszaj innych do konsumowania syfiastej popkultury, tych wszystkich badziewnych marveli, a w sferze kulinarnej kało-żarcia zwanego dla niepoznaki "fast food'em". Nie każdy ma śmieciowy gust, nie każdy chce stołować się na wysypisku, czy słuchać odgłosów śmieciarek (dźwięk nierozróżnialny od współczesnej popmuzyki). Nie, nie, nie - na śmieciowy styl zgody być nie może.
    Normalny internet jest, pisałam o tym. Spokojnie można pisać i odbierać emaile, dokonywać zakupów on-line, korzystać ze słowników na stronach, czytać elektroniczne wydania gazet, czy nawet posłuchać internetowego radia. Filmów ściągać się nie ma, ale problemu nie ma - biblioteka szkolna jest wyjątkowo dobrze zaopatrzona w nośniki DVD, które bez problemu można odtworzyć na laptopie, co syn z przyjemnością robi.
    Dlaczego na siłę usiłujesz stworzyć nasz wizerunek, jako rodziny patologicznej, podczas gdy sama prezentujesz co najmniej dyskusyjny gust w wielu sprawach, tego pojąć nie mogę...
  • triss_merigold6 03.06.19, 21:43
    Najpierw by musiał mieć tych znajomych, no i pytanie jak ci biedacy wrócą z tej głuszy. Chyba nie sądzisz, że rodzice ich puszczą, żeby wracali po zmroku na piechotę wzdłuż jakieś drogi siedemnastej kategorii odśnieżania.

    Aha, na śmieciowy styl nie ma zgody, czyli świadomie izolujecie biedne dziecko od nawet szczątków tematów, które pozwalają nawiązać rozmowę z rówieśnikami. Chłopak musi czuć się jakby wokół mówili po chińsku.
    Skoro filmów ściągac nie można, to znaczy, że internet zamula jak w prehistorii przez modem i telefon. W wiaderkach wam dostarczają, czy jak?
  • tairo 03.06.19, 22:02
    Czyli świadomie izolujesz dziecko od praktycznie wszystkiego, czym żyją nastolatki, bo "śmieciowy tryb życia". Brawo.
  • zwierzakowa13 04.06.19, 00:08
    A na jakiej podstawie ty tak pogardliwie wypowiadasz się na temat Marvela, a tym samym o wszystkich którym się podoba ten gatunek???

    Po pierwszym twoim poście byłam całkiem pozytywnie do Ciebie nastawiona- od po prostu osoba która chce żyć po swojemu.
    Z kolejnych twoich postów bije natomiast taka pogarda do ludzi, którzy chcą żyć inaczej niż ty, że się aż niedobrze robi.
  • hanusinamama 04.06.19, 12:18
    I nie bierzepod uwage ze syn moze chciec inaczej..
  • jehanette 04.06.19, 11:15
    lesnotka napisała:


    > Błagam Cię, nie zmuszaj innych do konsumowania syfiastej popkultury, tych wszys
    > tkich badziewnych marveli, a w sferze kulinarnej kało-żarcia zwanego dla niepoz
    > naki "fast food'em". Nie każdy ma śmieciowy gust, nie każdy chce stołować się n
    > a wysypisku, czy słuchać odgłosów śmieciarek (dźwięk nierozróżnialny od współcz
    > esnej popmuzyki). Nie, nie, nie - na śmieciowy styl zgody być nie może.

    Czy nie nazywacie się przypadkiem Borejko?

    Mam nadzieję, że jesteś trollem sad


    --
    Error 404
  • joasia33 04.06.19, 12:57
    Właśnie! To samo przyszło mi do głowy: Borejkowie!
    Straszne to jest. Biedne dziecko.

    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,joasia33.html
  • malia 03.06.19, 21:28
    Zapraszasz znajomych z dziećmi, lub rodzinę z dziećmi? Chodzisz z synem tam, gzie może spotkać rówieśników? Uprawia jakiś sport oprócz wedkarstwa?
  • lesnotka 03.06.19, 21:41
    Tak. Bywają u nas rodziny z dziećmi. Oczywiście. Syn zawsze te kilka słów zamieni i 5-10 minut spędzi czas w towarzystwie, z samej grzeczności, bo większość dzieci naszych znajomych czy rodziny go nie interesuje. Inna sprawa, że tam albo o 5-6 lat młodsi, albo prawie pełnoletni, chociaż ci rzadko przyjeżdżają. Oczywiście, że uprawia sport. Pisałam, że dużo jeździ na rowerze. Jest szczupły, wysportowany.
  • triss_merigold6 03.06.19, 21:48
    Czyli nie bywają. 11-latek nie ma o czym gadać z 7-latkiem, a niemal pełnoletni są z normalnego świata, pełnego pizzy na telefon, paintballa, nastoletniej czarownicy Sabriny i kwejka.
  • lesnotka 03.06.19, 21:49
    To nie jest nasz świat.
    Swoją drogą ciekawa jestem, jakby zareagowali rodzice tych dzieci, gdyby dowiedzieli się, w jaki sposób oceniłaś ich potomstwo. Myślę, że raczej niezbyt pozytywnie.
  • 71tosia 03.06.19, 22:10
    lu znasz nastolatkow ktorzy rozkminiaja konstrukcje gramatyczne w starozytnej grece, uwielbiaja sluchac Griga i dyskutują o rybach przydennych? Sorry ale wasz syn nie ma o czym rozmawiac z kolegami i to tez moze byc problem. Moze jednak warto zejsc troche z tych chmur, bo wychowujecie kogos kto ma duza szanase albo byc bardzo samotna osoba albo tak sie kiedys zbuntwac ze go wiecej nie zobaczycie.
  • ponis1990 04.06.19, 20:58
    Noo to se tam sprowadźcie Borejków na tą dzicz, jesteście chyba równie realni i podobny odlot big_grin

    --
    Lubię placki
  • panterarei 04.06.19, 08:41
    Daj spokój, to troll. Tak prowadzi narrację, żeby jatka była

    --
    "Natenczas onegdaj azaliż plwasz waść do strawy pozostawionej w holu?"
  • malia 03.06.19, 21:57
    Chodziło mi o sport zorganizowany, nie dlatego, że tylko taka forma jest właściwa, ale była by nadzieja, że tam spotka innych młodych ludzi. Dlaczego nie zapraszasz osób z dziecmi w wieku twojego syna ?
  • tairo 03.06.19, 22:02
    Czyli z jego punktu widzenia równie dobrze mógłby nikt nie bywać, bo dla niego korzyść towarzyska z tych wizyt jest żadna.
    Zauważyłaś to w ogóle?
  • berdebul 03.06.19, 21:30
    Czyli wyprowadziliście się na wieś, ale syn ma sobie sam załatwić transport, albo mieszkać w internacie. Rewelacja. uncertain
    Domek na wsi jest super, bycie nietowarzyskim jest ok, ale to jest słabe.
  • agonyaunt 03.06.19, 21:30
    LOL, OJP, znowu dałam się wkręcić w trollwątek. Ale gratulacje, początek był zacny, jakbyś nie poleciała nieuznawaniem telewizji, głupotą fejsa i zaplanowaną karierą dla syna to pewnie wierzyłabym dalej.

    Tłumacz z wolnym internetem w kwadrans wróciłby do miasta, bo bez tego nie da się normalnie pracować, ale kituj dalej.
  • heca7 03.06.19, 21:34
    Już zaplanowaliście synowi karierę zawodową? Dwunastolatkowi?! I tak lekko mówicie o tym, że 15-latek ma iść do internatu w liceum. Zdajecie sobie sprawę z tego, że taki internat to nie willa z pokojami w amerykańskiej lidze bluszczowej tylko bardziej taki motel? I zostaniecie sami w tej 270 metrowej chałupie.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • malgo21 03.06.19, 21:39
    To musi być prowokacja
  • 71tosia 03.06.19, 21:59
    'uzgodniliśmy, że pójdzie w nasze ślady i zostanie tłumaczem' ... dobrze bym sie zastanowiła czy rzeczywiście jest to wybor dziecka? Czy wasze dziecko chociaz raz się probowalo zbuntowac i powiedziec nie? To wazna umiejetnosc społeczna.
    O ile to ze dziecko nie ma znajomych można jeszcze tłumaczyć nieśmiałością i trudnościami jakie spowodowała przeprowadzka to to ze dziecko nie ma ochoty ich zawierać jest niepokojące. Moze warto skonsultować z innym psychologiem?
    Takim osobom jak twoj syn zawieranie internetowych znajomości przychodzi łatwiej niz w realu, moze warto jednak zachecac go do tego by zaczął korzystać z facebooka? Moze zrobic to pod pretekstem ćwiczenia języków? Sa specjalnie sieci w internecie gdzie mozna sobie znalezc osoby do gadania tylko po to by ćwiczyć jezyk. Moze warto spróbować tego z synem?
    ps jako rodzicom mozna zazdrościć takiego malo kłopotliwego dziecka jako dziecku chyba jednak nie ma czego wink
  • tairo 03.06.19, 22:04
    > Pani psycholog powiedziała, że jest typowym introwertykiem, który nie znosi wymuszania zachowań społecznych
    > i że jest mu z nami dobrze.

    Zmień panią psycholog na taką, która odróżnia introwertyzm od socjopatii i izolacji od rówieśników.
  • nickbezznaczenia 03.06.19, 22:16
    Nic nie bierzesz pod uwagę, bo gdyby było tak super, nie założyłabyś wątku.
  • triss_merigold6 03.06.19, 22:23
    Bo to troll, ale przynajmniej świeży.
  • iberka 03.06.19, 22:30
    Przerażające sad
  • kosmos_pierzasty 03.06.19, 23:40
    Co jak co, ale ton w jakim wypowiadasz się o osobach, mających inne upodobania niż Wasze, nie brzmi szczególnie dobrze.
    Taki Eco na przykład nie brzydził się popkulturą tak jak Ty... Zapewne nie był równie wyrafinowany.
    kulturaliberalna.pl/2010/05/11/jasina-recenzja-umberto-eco-apokaliptycy-dostosowani/

    A powyższy wpis rzuca nowe światło na sytuację Waszego syna... Cóż... To Wasze dziecko, róbcie jak uważacie.
  • bubba_13 04.06.19, 06:40
    hmm, dopóki nie udzieliłaś odpowiedzi - oceniałam reakcje za przesadzone. po przeczytaniu Twojej odpowiedzi serdecznie współczuję Twojemu dziecku....
  • z_lasu 04.06.19, 08:47
    Mnie ten wpis przekonał, że to jednak troll.
  • saszanasza 04.06.19, 09:54
    Ja przepraszam, ale całkowicie zdominowaliście pod każdym względem swojego syna. Ustaliliśmy to, ustaliliśmy tamto, w nasze ślady, nasz tok myślenia, my, nas, wspólnie.....z drugiej strony innych od razu szufladkujecie jako „patologię”. Wasze dziecko nie nigdy przyprowadzi do domu kolegi, bo zwyczajnie bedzie się bało, że przyprowadziło „patologię”.
    Wasz syn jest waszym więźniem, więźniem waszych ambicji i waszego stylu życia. Teatr? A dlaczego nie kino! Droga restauracja? A dlaczego nie tania kawiarnia? Piszecie że nie jesteście bogaci a z drugiej strony aż epatuje od was „wyższość”, „poziom”, poczucie, że jesteście lepsi od innych. To dziecko jest tak zdominowane, że albo nie chce się wam postawić, albo rzeczywiście nie ma własnego zdania. W jednym i drugim przypadku to bardzo niebezpieczne, ponieważ takie „wychowanie” powoduje, że w przyszłości syna będzie bardzo łatwo zmanipulować. Zindoktrynowaliście go wlasna wizją życia.

    --
    Chciałabym się kiedyś wyspać na tyle, żeby rano poczuć, że się budzę a nie zmartwychwstaję.
  • triss_merigold6 04.06.19, 10:22
    Trollowa wersja Borejkow.
  • jehanette 04.06.19, 11:10
    > Pytaliśmy syna czy chce założyć te głupie fejsy, instagramy i twitery, bo jeśli tak, to my nie mamy nic przeciwko, nie chciał.

    O jeżu kolczasty! Introwertyczny 12latek, który jak widać jest mocno związany z rodzicami, chyba by zdechł zanim by na takie pytanie odpowiedział inaczej niż "Nie pani matko, oczywiście że gardzę tymi głupimi zabawkami dla plebsu!". Jeszcze nie wszedł w nastoletni wiek buntu, więc Wasza opinia jest dla niego ważna...

    > Rozważaliśmy oddanie go do internatu, gdy pójdzie do LO, ale też nie jesteśmy tego pewni. Na pewno z nim to
    > uzgodnimy, ale wybór będzie miał prosty: najbliższe słabe liceum jest ponad 20 km stąd. Najbliższe w miarę dobre
    > prawie 40. My na pewno 15-16-latka wozić codziennie nie będziemy. Tak że chyba na ten internat jest skazany, o ile nie
    > wykaże wystarczającej determinacji, żeby codziennie spędzać 2,5-3,5 godziny w podróży (w obie strony).

    Wyprowadziliście się egoistycznie w miejsce, z którego nie ma przyzwoitego dojazdu do przyzwoitej szkoły? A jednocześnie macie aspiracje, by syn pracował intelektualnie, czyli musi się kształcić. I ma upiorną alternatywę: internat albo dojazd 3 godziny, bo Wy zrealizowaliście swoje "marzenie" i macie w nosie życie swojego syna. Współczuję mu i życzę, aby odnalazł się mimo wszystko

    --
    Error 404
  • jehanette 04.06.19, 11:11
    w edukacji, i zaraz po osiągnięciu możliwości samodzielnego zarobkowania wyprowadził się "na swoje"...

    --
    Error 404
  • brenya78 04.06.19, 15:07
    "A sytuacja jest taka. Mieszkanie pod lasem było zawsze marzeniem moim i męża, jeszcze z lat wczesno-studenckich" Ciach.

    Mam na to jedno slowo. Przerazajace.
  • janja11 03.06.19, 21:18
    Wygląda, że decyzja o zrealizowaniu marzenia o domku na tzw. (kolokwialnie mówiąc) zadupiu,była wyjkkątkowo egoistyczna i mocno skrzywdziła waszego dzieciaka.
    Nie ma opcji, aby dzieciak chodził do starej szkoły?

    I tak to już po roku inni ludzie będą, ale skoro tam czuł się lepiej to woziłabym go nawet do innego miasta.
    Spróbuj zachęcić dzieciaka do udziału w jakiś zajęciach pozaszkolnych, na które uczęszczają koledzy.

    Charakter ma znaczenia, ale akceptacja otoczenia jest naprawdę ważna , szczególnie dla nastolatka.

  • karme-lowa 03.06.19, 21:36
    Trochę poraża Twój ostatni wpis.
    Nawet studia mu wybraliście, a ma dopiero 12 lat..
    Informację o oddaniu do internatu przemilczę.
  • triss_merigold6 03.06.19, 21:38
    Świetny pomysł dla osamotnionego i nieśmiałego nastolatka, któremu rodzice nie dali szansy na nauczenie się interakcji z ludźmi. Pierwszego dnia go wytypują na ofiarę.
  • simply_z 03.06.19, 22:04
    nie wiadomo..może odetchnie z ulgąsmile
  • bovirag 03.06.19, 21:40
    Nie No, to jest jakaś masakra! Opcja po prostu po moim trupie. Biedne dziecko. Rówieśników Nie, internetu nie, telewizora nie. Za to filharmonia i opera. O czym on ma gadac z rówieśnikami? W rym wieku to zaczyna się chodzić z kumplami do kina na gwiezdne wojny czy inne awatary czy Matrixy. Je się hamburgery w Mcdonalds czy lody w Creams. W życiu bym tego nie zrobiła żadnemu z moich dzieci! W życiu!
  • hanusinamama 04.06.19, 13:17
    Ale ona nawet jezyków uczy go w domu...na syfiasty tryb życia nie pozwala. Takiego małego-starego sobie hoduje.
  • finaejeri 03.06.19, 21:46
    Troche obok tematu moze, ale po przeczytaniu opisu syna przypomnial mi sie jeden z ostatnich tekstów Jana Maciejewskiego w Plusie Minusie:
    "A na samym dole znajdują się samotnicy. Dopiero oni przekraczają granice zaniepokojenia. Ich milczenie i osobność są alarmujące, domagają się interwencji, natychmiastowego leczenia. Ci, którzy głośno łamią reguły, pewnie wreszcie kiedyś dadzą się oswoić, a przede wszystkim od razu wiadomo, czego można się po nich spodziewać. Ich obecność od początku znajduje się w obszarze społecznego oddziaływania, kary i przestrogi. Stają się elementami rozmowy, prowadzącej na końcu do upragnionego efektu – uległości wobec grupy i jej praw.

    Ale co zrobić z tymi, za których to ich natura wybrała los obcego? Z tymi, którzy nie łamią wspólnych reguł, tylko przesuwają się obok nich, kierowani innym od powszechnie obowiązującego prawem ciążenia. Koniecznie, już teraz, trzeba ich wciągnąć w orbitę wspólnych myśli i zasad, snów i niepokojów. Szybko, zanim będzie za późno. Tylko że tam, gdzie profesjonaliści, macherzy od szczęśliwego dzieciństwa i bezpiecznego rozwoju dostrzegają zaburzenie i dysfunkcję, nie potrafię przestać widzieć niepewnej nadziei i trudnego zadania. Zamiast wskazywanego przez nich powodu do niepokoju, obserwacji i interwencji, dostrzegam obietnicę przygody. Niebezpiecznej, bo prowadzącej drogą trudniejszą, mniej wydeptaną od tej, którą podąża statystyczna większość podróży.

    Boję się świata bez samotników; pozbawionego tych, którzy zawczasu zostali wyleczeni ze swojej obcości, pełnego autostrad łączących największe miasta, a pozbawionego ścieżek, prowadzących w nieznane. Bo tylko ci, którzy mają problemy z chodzeniem, mogą nauczyć się latać. Taka jest cena i przywilej podlegania własnemu prawu ciążenia."


  • triss_merigold6 03.06.19, 21:49
    12-latek nie jest samotnikiem z wyboru, jest osamotniony i wyizolowany przez rodziców-wariatów, a to różnica.
  • uomo_dos 03.06.19, 22:53
    To nie są wariaci tylko normalni ludzie i rodzice, którzy mają wszelkie środki ku temu, aby wychować dziecko. Wariat nie prosiłby o pomoc w rozwiązaniu problemu. Wariat w ogóle być może nie zauważyłby problemu, a tu mamy myślącego rodzica, który zastanawia się, czy to, co jest, jest dobre, czy może jakoś to zmienić, aby wyszło dziecku na dobre.
    Dlatego punkt pierwszy do przepracowania: jesteście wspaniałymi rodzicami, którzy są w stanie zaopiekować dziecko totalnie, ale nie na tym polega dojrzewanie. Moje dziecko w podobnym wieku, co chłopiec wątkowy "przerobiło" już mentalnie 3 różne zawody przy czym czas wytrwania w jednym zawodzie na zasadzie "będę strażakiem" wynosił jakieś 4 lata, 2 lata i rok, przepracowało sobie mentalnie również zawód jednego z rodziców, ale wiem, że to dopiero początek. To nie ja mam zaprojektować temu dziecku przyszłość, ja tylko muszę mu pokazać, jakie ma możliwości i skontaktować z innymi ludźmi, żeby na własną rękę potwierdzało bądź rewidowało swoje - nie moje marzenia i wizje. Nie mogę ograniczać horyzontu jego marzeń. Mogę tylko podpowiadać, co moim zdaniem jest realne, a co kosmiczne.

    Ale rodzic to tylko jeden z filarów rozwoju, widać to z postów w tym wątku, że kolejnym niezbędnym NIEZBĘDNYM filarem są rówieśnicy. Młodziak musi mieć szanse nawiązać relacje z ludźmi w podobnym wieku i samodzielnie je przepracować. Niestety człowiek uczy się głównie przez naśladowanie, a ten młody człowiek z postu nie ma nawet rodzeństwa, które mogłoby być jakimś innym punktem odniesienia w jego życiu niż rodzice, dlatego obecnoość rodziców jest totalna i on - póki co - całkowicie się z tym rodzicom oddaje, nie umie jeszcze na własną rękę czegoś sobie zorganizować z innymi ludźmi. Na nieszczęście dzieciaki typu digital natives mają pod ręką internet i czasami kompensują sobie brak kontaktów w realu eksploracją sieci, bo to jedyny obszar, gdzie mogą się odpępowić. Dlatego trzeba pozwolić mu pobyć wśród różnych ludzi już teraz i to stopniowo, zanim za 2 czy 3 lata stanie przed koniecznością wyboru szkoły ponadpodstawowej i internat będzie musiał wziąć pod uwagę. A to w jego sytuacji będzie skok na głęboką wodę, bo nagle skończy mu się bezpieczny i poukładany świat rodziców i trafi do ludzkiego buszu. Już teraz nieśmiały i samotny może mieć trudności w odnalezieniu się w nowej szkole, z dala od domu. Ja też mogę nauczyć moje dziecko języków i uczę, ale sensem nauczenia się języka jest używanie go we własnych celach niekoniecznie od razu do pracy zarobkowej. I dlatego wypuszczam moje szczęście na obóz językowy na kilka tygodni zagranicę nie tylko po to, żeby szlifowało język, ale przede wszystkim po to, żeby zamieszkało w akademiku lub u rodziny goszczącej i zobaczyło zanim zda maturę, jak to jest mniej więcej być studentem, radzić sobie na uczelni, żyć w obcym domu albo wśród rówieśników w akademiku. Mam nadzieję, że później, gdy już rzeczywiście będzie tym studentem, lepiej ogarnie się w nowej rzeczywistości. Mam też nadzieję, że nie będzie się bał oderwać od ciepełka maminego i może pojedzie na studia za granicę, choć oczywiście może też zostać w moim domu w swoim pokoju, ale to musi być jego decyzja, ja mu tylko pomogę zrealizować, co sobie wymyśli. Tyle, że on to zrealizuje poza domem z innymi ludźmi, nie mogę go od tych ludzi oddzielać. Dlatego takie modne obecnie są nocowanki, bo pozwalają młodziakom zobaczyć, jak się mieszka w innym domu u innych rodziców. Moi znajomi, szczególnie rodzice jedynaków, bardzo sobie cenią ten sposób integrowania dzieci. Ja mam w domu dwoje, które już same ze sobą wchodza w szereg interakcji, jakie będą przydatne w dorosłym zyciu, poza tym mają kuzynów w podobnym wieku, co zaspokaja jakoś ich potrzeby w zakresie odkrywania świata rówieśniczego, jedynakowi trzeba takie kontakty jakoś umożliwić. Ma szanse wyjechać ze swoją klasą na zieloną szkołę?
  • kosmos_pierzasty 03.06.19, 23:45
    uomo_dos napisał:

    > To nie są wariaci tylko normalni ludzie i rodzice, którzy mają wszelkie środki
    > ku temu, aby wychować dziecko. Wariat nie prosiłby o pomoc w rozwiązaniu proble
    > mu. Wariat w ogóle być może nie zauważyłby problemu, a tu mamy myślącego rodzic
    > a, który zastanawia się, czy to, co jest, jest dobre, czy może jakoś to zmienić
    > , aby wyszło dziecku na dobre.

    No nie wiem... Jeśli to nie troll, to raczej mamy apoteozę samotniczego bytowania na wyżynach, a nie poszukiwanie wsparcia dla nastolatka, który być może ma problemy w relacjach z rówieśnikami. Autorka skupia się raczej na tym, jaka jej rodzina i znajomi są wspaniali, w kontraście do całego syfu miasta i kultury masowej. Serio uważasz, że to normalne? A piszę to ja, która także woli las i łąkę od miasta i która dawno wypisała się z tzw. wyścigu szczurów.
  • uomo_dos 04.06.19, 08:48
    Uważam, ze to wszystko jest normalne, bo znam masę ludzi w podobnej sytuacji. To samo dzieje się przecież na zamkniętych osiedlach. Ludzie sie izolują płotami, ochroną, domofonami i w tych klatkach-mieszkaniach siedzą też zamknięte dzieci wożone na tylnym siedzeniu samochodu i realizujące się społecznie tylko w sieci, bo rodzice boją się że w realu to trafi na patologię a oni by chcieli, żeby integrowało się, ale z kimś wartościowym. Uwazam nawet, że to narastające zjawisko. Miałam znajomą mamę jedynaka, która dopiero na przełomie liceum/studia swojego syna odkryła ze zdziwieniem, że on na wakacyjne wyjazdy chce jeździć tylko z rodzicami, nie z rówieśnikami. Żadne zielone szkoły, obozy sportowe, wyjazdy językowe - nic, z rodzicami wszędzie, bez rodziców nic, bo on może czytać książki godzinami, postanowił pójść w ślady rodziców i wykonywać ich zawód i sam sie tak wyautował, że oni byli dla niego jedynymi autorytetami, z którymi chciał rozmawiać, a rówieśnicy nie warci zainteresowania i uwagi, bo zawsze mniej atrakcyjni od rodziców. Ci rodzice może i późno zauważyli, co sie dzieje z ich dzieckiem, ale zauważyli i ogarnęli sytuację. Układ, kiedy dziecko będzie wykonywało zawód rodziców ma swoje bardzo duże plusy i wielkie minusy. Trzeba wyważyć. Poza tym wychowanie jedynaka to jest wyzwanie w każdych okolicznościach, a w Polsce ponad 40% jest jedynakami. Często są dobrze zaopatrzone materialnie a brakuje im relacji rówieśniczych, które dzieci z rodzin wielodzietnych mają codziennie a często nawet w nadmiarze. A młodziak wątkowy ma wszystko, czego mu trzeba. Ma dom i chodzi do szkoły, w której są rówieśnicy. Wystarczy tylko zejść ze swoich wyżyn i zauważyć, ze w tej szkole to nie sama patologia tylko zwykłe dzieciaki, wśród których młody i tak jest codziennie i jest milion możliwości, żeby z kimś się skumplować choćby poprzez siedzenie w jednej ławce. Nie wiem, czy w zdeformowanej szkole są jeszcze projekty, które dzieciaki wykonują grupowo po lekcjach, ale gdy my się przeprowadzaliśmy, moje dzieci właśnie dzięki projektom mogły się zintegrować z rówieśnikami, bo na wykonanie zadanie często wieloetapowego trzeba sie było umawiać po szkole i dzieci mogły przebywać u siebie pod pretekstem wykonywania projektu a w praktyce większość czasu spędzały na zabawie. No wiadomo, ze dla rodzica to wyzwanie, kiedy zamiast swojego ułożonego jedynaka do domu złazi się cała grupa i nie ma bata, przy czymś takim musza być straty smile Ale są i bonusy, tylko nie wiem, czy projekty jeszcze sie w szkole organizuje, kiedyś jeden projekt musiał być musowo wykonany przez uczniów w gimnazjum.
  • lot.ti 15.06.19, 13:36
    "dzieci wożone na tylnym siedzeniu samochodu i realizujące się społecznie tylko w sieci"

    tymczasem gówniarz w postu tego trolla w ogóle się społecznie nie realizuje
    BTW młody musi mieć 100% frekwencje w szkole, skąd by wiedział co jest zadane jak do nikogo nawet telefonu nie ma
  • ciszej.tam 15.06.19, 14:26
    nie realizuje sie ale mu nie zaszkodzi. Bo nie istnieje. na szczescie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.