Dodaj do ulubionych

Śmierć i niezałatwiona sprawa

07.06.19, 18:52
Wczoraj zmarł mój dawny przyjaciel. Nie miałam z nim kontaktu od ponad roku, nasza znajomość zakończyła się dziwnie. Teraz już nigdy nie dowiem się, co zepsuło nasze relacje (a na pewno nie z pierwszej ręki...). Opiszę to w paru zdaniach, może któraś z Was miała podobną sytuację i coś mi podpowie? Nie chcę się tym znowu gryźć, a po tej strasznej wiadomości na to się zapowiada.

Kilka lat temu trafiłam do firmy, w której atmosfera była sztywna i mało przyjazna. Dużo znacznie starszych ode mnie pracowników, którzy znali się od lat, tworzyli jakieś kółka wzajemnej adoracji i nie byli przychylni dla nowych osób. Wiem, że sporo plotkowano, ja na pewno również byłam na językach, nowy pracownik zawsze czuje te spojrzenia i słyszy milknące rozmowy. Nie czułam się dobrze i nawet myślałam o szukaniu czegoś innego (tylko przez atmosferę, praca początkowo była ok). Ale poznałam Tomka, starszego ode mnie o jakieś 10 lat pracownika o wysokim stopniu niepełnosprawności. Jeździł na wózku, miał też inne problemy zdrowotne. Pracował od wielu lat w tym miejscu, wszyscy go bardzo lubili i szanowali (zmagał się naprawdę z ciężkimi przypadłościami, a mimo to pracował świetnie i chciał to robić). Szybko stał się moim wsparciem. Wprowadził mnie w konfiguracje towarzyskie, przestrzegał lub zachęcał do jakichś znajomości biurowych, opowiadał "pracowe" historyjki, dzięki niemu poczułam się tam bardziej swojsko. Codziennie przed pracą zaczynałam od wizyty w jego pokoju, ot tak, pogadać chwilkę, czasem przynosiłam mu pączki, czasem on czekał z kawą, a potem przez cały dzień mieliśmy prywatny kontakt mailowy. Po kilku miesiącach wiedzieliśmy o sobie tak dużo, że znajomość można było śmiało nazwać przyjaźnią. Poznałam jego żonę i dzieci, nie raz i nie dwa widywałam się z nimi na jakichś firmowych okazjach. Żona mnie nie lubiła i to jawnie, była zresztą zaprzyjaźniona z naszymi biurowymi starszymi plotkarami, znała je od lat. Ale nie miało to wpływu na moją przyjaźń z Tomkiem, gadaliśmy cały czas tak samo. Po około dwóch latach w tej pracy zmieniono mi bezpośredniego przełożonego, który od początku nie ukrywał, że nie jest mu ze mną po drodze i ma kogoś na moje miejsce. Zaczęło się robić pod górkę, nowy szef zaczął stosować regularny mobbing, próbował mnie wystraszyć i wymusić na mnie rezygnację. I wtedy stało się coś z moją relacją z Tomkiem. Z dnia na dzień przestał ze mną rozmawiać, ciągle był zajęty. Odpisywał coraz rzadziej, a gdy do niego zaglądałam, zbywał mnie. Z nim byłoby mi łatwiej znosić złośliwości i abstrakcyjne zlecenia nowego szefa, pytałam go w smsach, co robić, jak się zachowywać, czy walczyć o tę umowę, czy odpuścić i oszczędzić nerwy. Zaczął mnie całkowicie ignorować (po prawie dwóch latach nieustającego kontaktu!), raz tylko powiedział: "przepraszam, nie pogadamy". Moje odchodzenie z pracy wiązało się z bardzo trudnymi dla mnie chwilami - rozmowami z szefostwem na samej górze, odpieraniu jakichś kłamstw szefa na temat mojej pracy, udowadnianiu, ze nie jestem wielbłądem. Były łzy, nieprzespane z nerwów noce, leki uspokajające. Było już tak źle, że zaczęłam tego mojego mobbera nagrywać, ale bez jakiegokolwiek wsparcia odpuściłam i ostatecznie zrezygnowałam z pracy na jego zasadach. W dniu odejścia pogadałam chwilę z przyjaźniejszymi koleżankami, zabrałam rzeczy i wyszłam. Tomek nie pożegnał się ze mną, a na smsa, że wychodzę już na stałe, nie odpisał, choć był u siebie.
Znalazłam inną pracę, zresztą lepszą pod każdym względem, jestem w niej do dziś i jest bardzo ok. Tamte klimaty odchorowałam, a do Tomka miałam ogromny żal za porzucenie mnie w momencie, gdy najbardziej go potrzebowałam. Nie naapisałam już do niego nigdy, ale kilka razy planowałam zapytać "kiedyś tam" co się takiego stało, czym sobie zasłużyłam. A wczoraj zmarł, nie wiem jeszcze jak, ale pewnie coś związanego z jego chorobami. I już nie zapytam. I tak sobie ryczę jednocześnie za dawnym przyjacielem i z powodu tamtej traumy ostatnich samotnych tygodni w pracy.
Czy ktoś ma pomysł, co się mogło stać? Żadne z nas nie romansowało z nikim z biura, on miał rodzinę, ja byłam sama z malutką córeczką i nie w głowie mi byli faceci, więc jakikolwiek motyw erotyczny można odrzucić. Choć wiem, że nie był szczęśliwy (dłuuugie opowieści o jego sytuacji), ale to już bez związku.
Smutno mi. Nie wiem nawet, czy iść na pogrzeb, będzie tam szef mobber i wredne plotkary. Zresztą terminu pogrzebu jeszcze nie znam i może nie poznam (chyba że z gazety) sad
Edytor zaawansowany
  • pade 07.06.19, 18:58
    Opcja nr 1 - szantaż ze strony żony
    Opcja nr 2 - szantaż ze strony Twojego przełożonego
    Opcja nr 3 - ktoś puścił na Wasz temat obrzydliwą i nieco prawdopodobną plotkę

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • wibrysy 07.06.19, 19:01
    Czy któraś z tych opcji wyklucza napisanie mi jednego, skromnego smsa typu: "Magda, strasznie mi przykro, trzymaj się"? On się nawet nie pożegnał po 2 latach pracy w jednym biurze i nigdy już nie napisał, choć temat wspólnej pracy wygasł rok temu...
  • pade 07.06.19, 19:11
    Nie wyklucza.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • miss_fahrenheit 07.06.19, 19:11
    wibrysy napisała:

    > Czy któraś z tych opcji wyklucza napisanie mi jednego, skromnego smsa typu: "Ma
    > gda, strasznie mi przykro, trzymaj się"?

    Każda, jeśli doszły do tego np. dodatkowe okoliczności w postaci ciężkiej depresji.
  • wibrysy 07.06.19, 19:16
    On miał depresję, leczył się. Trudno jej nie mieć w jego sytuacji. To nie był temat tabu między nami, starałam się go wspierać, ale to trudne, gdy ktoś jest niepełnosprawny i to się już nigdy nie zmieni.
  • sirella 07.06.19, 19:21
    Widać byłaś zbyt namolna a jego delikatne sugestie do ciebie nie docierały.
  • wibrysy 07.06.19, 19:30
    Przez dwa lata pisał do mnie i dzwonił, pytał co u mnie i opowiadał co u niego. Prawie codziennie, z jakimiś przerwami na urlopy - choć i wtedy słał mi zdjęcia dzieci czy morza. Nie wiem dlaczego tak mnie atakujesz.
  • zlota.ptaszyna 07.06.19, 19:34
    ale tak po kryjomu w tajemnicy?
    moze zona mu przejrzala telefon i spuscila mu manto? kazda kobieta by to zrobla
  • basiastel 08.06.19, 11:17
    I dziwisz się, że żona jawnie Ciebie nie lubiła?
  • wibrysy 08.06.19, 12:17
    Nie dziwię, ale skoro kazał mi się nie przejmować, to się nie przejmowałam - więcej o żonie gdzieś wyżej w drzewku.
  • mrs.solis 07.06.19, 19:00
    Ktos wyzej odcial cie od wsparcia zeby sie ciebie pozbyc, albo pan sie zauroczyl i zona postawila ultimatum. Pogrzeb sobie odpusc.

    --
    http://s17.rimg.info/94f1aa849ae7d6fc1cd7782d5aa29dac.gif
  • wibrysy 07.06.19, 19:20
    Na razie myślę, żeby odpuścić i iść na grób z kwiatami za jakiś czas. Tylko nie będę wiedzieć gdzie ten grób.
  • zlota.ptaszyna 07.06.19, 19:23
    z kwiatami????

    lepiej kup cos sobie
  • katja.katja 07.06.19, 20:18
    Możesz zapytać grabarzy. Zwykle się nudzą w oczekiwaniu na kolejny pogrzeb i są chętni do rozmowy oraz oczywiście obeznani gdzie kto.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • agonyaunt 07.06.19, 20:56
    A kancelarie mają zakaz udzielania informacji?
  • katja.katja 07.06.19, 21:07
    Nie wiadomo czy to cmentarz parafialny.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • agonyaunt 07.06.19, 21:10
    Każdy cmentarz ma jakiegoś zarządcę.
  • marusia.00 07.06.19, 21:18
    W moim mieście na stronie internetowej cmentarza są wszystkie nekrologi z terminami i godz pogrzebów.
    Jest też strona nekrologi.net
  • zlota.ptaszyna 07.06.19, 19:11
    przyjaciel?
    musze sprawdzic w wikipedii definicje tego slowa bo myslalam ze opisujesz kogos kto cie wykorzystal...
  • wibrysy 07.06.19, 19:18
    A nie ja jego? To on był potrzebny mnie, a nie ja jemu. Chyba.
  • zlota.ptaszyna 07.06.19, 19:23


    porzucenie mnie w momencie, gdy najbardziej go potrzebowałam.

  • basiastel 08.06.19, 11:20
    Nie rozumiesz, że rujnowałaś mu życie rodzinne? Wiedziałaś, że żonie wasza bliskość przeszkadzała, ale się tym w ogóle nie przejmowałaś.
  • wibrysy 08.06.19, 12:16
    Ja jemu rujnowałam? Jeśli już, to oni sobie wzajemnie. Gdybym była facetem, jego kumplem, któremu mówiłby to, co opowiadał mnie, też bym mu to życie rujnował(a)? Tomek był inwalidą, a żona miała swoje przygody, ich układy ich sprawa, ale on z tym szczęśliwy nie był. Jeśli żona była o mnie zazdrosna, to na pewno nie w kategoriach damsko-męskich. O czas też raczej nie, bo 99 proc naszych kontaktów odbywała się w czasie pracy. Nie lubiła mnie głównie przez zażyłość z babami z biura, to były stare wyjadaczki 50+ od 30 lat na tych stołkach, na każdym wakacie w biurze widzące już swoje koleżanki lub ich dorosłe dzieci. Gdy przychodził ktoś młody z zewnątrz, ziały pogardą. Obserwowałam to potem przy jeszcze nowszych pracownikach (płci żeńskiej, chłopaków lubiły). Żona Tomka lubiła się z nimi, znały się z imprez i spotkań, dzwoniły do siebie. Pewnie naopowiadały jej, że się z Tomkiem przyjaźnię, że nas razem widują w kuchni. On mówił, żebym się tym nie przejmowała, bo ona ma swoje życie o którym on wie, więc jemu należy się chociaż przyjaciółka. Miałam zerwać znajomość z kimś, kto jest w tak ciężkiej sytuacji i jeszcze go tym dobić? Serio?
  • basiastel 08.06.19, 12:46
    Dobrze wiesz, że wasza zażyłość była powodem kłótni między małżonkami, więc tak, rujnowałaś mu życie rodzinne.
  • wibrysy 08.06.19, 12:53
    Nie wiem tego, mówił tylko tyle, że żona mnie nie lubi, ale żebym się nie przejmowała, bo ona mało kogo lubi. Dopiero w tym wątku parę osób zaczęło sugerować zazdrość i kłótnie na mój temat, ja nigdy o tym ani nie słyszałam, ani nie widziałam. Z żoną miałam normalne relacje, gdy się widywałyśmy (rzadko), raz nawet zostawiła mi do pilnowania młodsze dziecko. Dramatu więc nie było, ja tej wielkiej niechęci nawet nie widziałam, a jeśli była to cóż, nie każdy musi nas lubić. Ja tam zawsze byłam uprzejma.
  • basiastel 08.06.19, 15:22
    Chyba żartujesz sobie, napisałaś jasno, że czułaś jej nieskrywaną niechęć i kłótnie były. I musisz sobie zdawać sprawę, że przyjaciółka męża kondycji związku nie poprawia, tak eufemistycznie to ujmując. Ciebie to trzeba kijem po grzbiecie, byś zrozumiała, że w czyimś związku jesteś niemile widziana.
  • wibrysy 08.06.19, 19:20
    Gdzie ja napisałam że kłóciłam się z żoną, zwariowałaś? Parę razy widziałam, że plotkowała z babkami, patrzyła na mnie krzywo i wymieniała z nimi uwagi, uznałam że mnie nie lubi, a Tomek powiedział, żebym olała. Rozumiem, że twoje emocje wynikają z jakichś doświadczeń z partnerem, jego zdrad czy czegoś takiego, ale weź nie przenoś tego na obcych ludzi, którzy nawet nie mieli z nikim romansu. Niech dorośli ludzie sami decydują, z kim i jak się chcą przyjaźnić, a nie dostosowywać się do odpowiedniej płci czy wieku.
    Chcesz się powyżywać na obcych kochankach, idź na forum kochanki, ja nie przekroczyłam żadnej granicy. Dziś mam przyjaciółkę, z którą jestem w podobnej relacji, ale to już nikogo nie dziwi i nie denerwuje, bo płeć się zgadza. Bez sensu.
  • sirella 07.06.19, 19:19
    Chcesz powiedzieć, że z kaleki, obciążonemu mnóstwem chorób, w tym śmiertelnych - ty usilnie starałaś się zrobić kubeł na swoje frustracje związane z pracą i powiernika problemów w ktrych to on ma cię wspierać?
    bo on c był potrzebny żeby ciebie wspierać? żeby TOBIE było łatwiej?
    Facet śmiertelnie chory próbuje z optymizmem radzić sobie z życiem pomimo choroby a ty do niego się przyssałaś i oczekiwałaś pocieszeń i rad bo ci szef jakieś wąty robił? brrrrrrr
  • wibrysy 07.06.19, 19:23
    sad((
    Nie był śmiertelnie chory... Był niepełnosprawny, jeździł na wózku, miał też jakieś choroby sprzężone, ale absolutnie nie śmiertelne. Ale to była wesoła, bardo lubiana osoba. Jeździł tym wózkiem żwawo i z obrotami smile Przez dwa lata rozmawialiśmy o wszystkim, ale przede wszystkim o jego problemach - depresji związanej z niepełnosprawnością, trudnej relacji z żoną, problemach codziennych. Moje problemy zaczęły się po dwóch latach bliskiej znajomości, to dziwne, że zwróciłam się o pomoc do osoby, która sama wzięła mnie "pod opiekę" w tej firmie? Nie miałam tam nikogo bliższego, w ogóle nie miałam w tamtym okresie nikogo bliższego, poza rodziną.
  • zlota.ptaszyna 07.06.19, 19:24
    ale mial czas i ochote potraktowac cie jak zabawke
  • wibrysy 07.06.19, 19:26
    Przyssałaś się... bardzo Ci dziękuję, zwłaszcza dziś to dość bolesne.
  • zlota.ptaszyna 07.06.19, 19:33
    no ty sie przyssalas, ale bez obaw, nie kopne cie w tylek jak twoj " przyjaciel"
  • sirella 07.06.19, 19:27
    nie był wcale śmiertelnie chory, ot tak sobie umarł, przez przypadek.
    tak strasznie z nim byłas blisko że jedyne co o nim wiesz to to że jego żona jest "be", nie to co ty. Naprawdę musiałaś być dla niego baardzo wspierająca.
  • taki-sobie-nick 07.06.19, 22:16
    Nie był wcale śmiertelnie chory, ot tak sobie umarł, przez przypadek

    Zdarza się, wiesz, że niepełnosprawni NIE SĄ śmiertelnie chorzy i umierają z przyczyn niezwiązanych z chorobą.


    Zazwyczaj nie umiera się na (przykładowo): całkowitą niepełnosprawność narządu wzroku/słuchu, niepełnosprawność intelektualną, zespół Downa.

    Nie umiera się też na "wózkowość", więc owszem, JEST MOŻLIWE, że facet chorował na chorobę śmiertelną, ale mógł również zginąć w wypadku.

    Zresztą jeśli wózkowicz zapada na nowotwór, NIE MUSI być on związany z jego "wózkowiczowstwem".
  • cruella_demon 07.06.19, 22:21
    Nie musiał ginąć w wypadku, wystarczy, że dostał zwykłego zawału.
  • agonyaunt 07.06.19, 20:49
    A może to on sam skorzystał na tej relacji, bo w końcu mógł przejąć rolę tego mocniejszego, lepiej zorientowanego, bardziej pomocnego? Jeśli niepełnosprawny schorowany człowiek całe życie jest traktowany jak kruche szkło, to relacja, w której staje się czyimś mentorem mogła mu dać bardzo dużo bardzo dobrego.

  • tol8 07.06.19, 19:37
    Dostał inf, że za zadawanie się z Tobą, również wyleci?

    --
    W weekendy ematka staje się matką.
  • karme-lowa 07.06.19, 19:39
    Albo ktoś mu powiedział, że Ty się w nim kochasz.
    Facet nie chciał robić problemu.
  • wibrysy 07.06.19, 19:41
    Nie sądzę - był w tej robocie już wiele lat i sprawdzał się doskonale. W dodatku jako osoba niepełnosprawna miał inny typ zatrudnienia, opłacał się firmie jak nikt inny i często mi mówił, że jest bezpieczny jak u mamy pod spódnicą i w związku z tym może sobie na wiele pozwalać.
  • pade 07.06.19, 19:50
    Dwa nicki w tym wątku to trolle, jedna często jest agresywna, daj sobie spokój z czytaniem odpowiedzi, przynajmniej dzisiaj.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • wibrysy 07.06.19, 19:55
    Dziękuję za info. Zastanawiam się już, czy forumki zaczęłyby jechać podobnie np. po osobie, która opłakuje śmierć dziecka czy męża. I jaki to miałoby na nią wpływ.
  • cruella_demon 07.06.19, 19:59
    Porównujesz śmierć dawno niewidzianego kolegi z pracy do śmierci dziecka czy męża?!
    Pogrzało cię?
  • pade 07.06.19, 20:05
    Ona go traktowała jak przyjaciela. Jedynego przyjaciela. A teraz jego śmierć obudziła w niej różne emocje związane z sytuacją z pracy. Czy to takie dziwne, że przeżywa?


    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • cruella_demon 07.06.19, 20:25
    Przeżywa w jakiś niezdrowy, nazbyt egzaltowany sposób.
    To nie był mąż, nie było dziecko. Widocznie zbyt zaangażowała się w tą relację i faceta zaczęło to uwierać.
  • pade 07.06.19, 20:40
    Nie zgadzam się.
    Każdy człowiek lepiej się czuje, jak ma pewne sprawy domknięte, wyjaśnione. Póki facet żył, mogła się łudzić, że kiedyś się dowie dlaczego nagle zamilkł. A tak zostaje z "niedommkniętą figurą" (to z gestalt).
    Poza tym, nie Tobie oceniać, czy ktoś przeżywa za słabo, czy za mocno.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • bergamotka77 07.06.19, 20:25
    Przypadkowa, losowa.
    Forumki nie lubią gdy inne się za bardzo zbliżają do mężczyzn zonatych i szukają u nich pocieszenia.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • gama2003 07.06.19, 20:35
    A Ty byś lubiła swojego męża w roli takiego właśnie przyjaciela, pocieszyciela ? Co o każdej porze dnia i nocy będzie służył choć smsowym wsparciem ?
  • bergamotka77 07.06.19, 20:46
    A czy ja napisałam że się z tym nie zgadzam? Też nie cierpię pocieszycielek albo szukających pocieszenia.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • zlota.ptaszyna 07.06.19, 20:41
    No właśnie.
    Mężowie i synowie foremek nie zniosą nawet telefonu od mężczyzn
  • zlota.ptaszyna 07.06.19, 20:40
    Ale ty nie opłakujesz tylko filozofujesz zamiast olać bo on się bardzo nieładnie zachować
  • cruella_demon 07.06.19, 19:58
    Stałaś się zbyt namolna.
    Zapewne żonie nie pasowała ta znajomość i zresztą miała rację, też bym się wkurzyła gdyby jakaś randomowa dziunia z pracy męża zawracała mu głowę na urlopie. Oprócz tego sam kolega mógł się czuć osaczony.
    Porzucił cię? Wtf?
    Tak to się pisze o partnerze a nie o koledze z pracy.
  • wibrysy 07.06.19, 20:12
    Nieprawda, porzucić może rodzic, partner, przyjaciel - każdy, kto wcześniej był blisko i zapewniał, że chce tam być, a potem nagle urywa kontakt. Człowiek porzuca psa, pracę, kolegów. Normalne słowo, niekoniecznie nacechowane erotycznie, serio.
    Powtarzam, ze nie byłam namolna. Przez dwa lata znajomość była równa, choć on ją zainicjował. Potem to on mnie zapraszał do siebie na parter na kawę, wysyłał mi smsy rano żebym zajrzała po drodze itd. Z powodu naszych sytuacji rodzinnych oraz jego poważnej niepełnosprawności nasza relacja była zupełnie jednowymiarowa, przyjacielska, obustronna. Żadne z nas nie szukało przygód, nie było dwuznaczności, gestów, potajemnych telefonów. Jakie: zawracała głowę na urlopie? To on, jak gdzieś był, wysyłał mi fotki rodziny smsem i tyle, ja odpisywałam: fajnie, bawcie się dobrze. I tyle.
    A potem nagle z dnia na dzień nowy szef i w tył zwrot osoby, która była mi bliska od dwóch lat. Bez wyjaśnień. To było dla mnie zaskoczeniem, więc pisałam, pytałam, ale też bez przesady, skoro przestał się kontaktować. A jakby do Ciebie nagle brat przestał pisać i myślałabyś, że się o coś obraził, nie pytałabyś, co się dzieje? Albo koleżanka? Nie zapytasz, co się stało, nie zapukasz, żeby pogadać w cztery oczy? Parę razy spróbowałam i dałam sobie spokój.
  • mrs.solis 07.06.19, 20:58
    Mysle, ze jednak zona dala mu ultimatum i zagrozila konsenkwencjami. W pracy tez sie nie odzywal ,bo jak sama pisalas zona znala sie z pracowymi plotkarami, ktore pewnie od razu by jej doniosly, ze mezus nadal sie z toba przyjazni. Ja sama nie bylabym zadowolona gdyby moj maz znalazl sobie taka kolezanke i nie chodzi tu tylko o seks, ale o uwage. Pewnie pan troche "zeswirowal" na twoim punkcie i zonie sie w koncu ulalo.

    --
    http://s17.rimg.info/94f1aa849ae7d6fc1cd7782d5aa29dac.gif
  • bombalska 07.06.19, 22:52
    mrs.solis napisała:

    > Mysle, ze jednak zona dala mu ultimatum i zagrozila konsenkwencjami. W pracy te
    > z sie nie odzywal ,bo jak sama pisalas zona znala sie z pracowymi plotkarami, k
    > tore pewnie od razu by jej doniosly, ze mezus nadal sie z toba przyjazni. Ja sa
    > ma nie bylabym zadowolona gdyby moj maz znalazl sobie taka kolezanke i nie chod
    > zi tu tylko o seks, ale o uwage. Pewnie pan troche "zeswirowal" na twoim punkci
    > e i zonie sie w koncu ulalo.
    >

    Tez tak uwazam. Przyjazn mesko-damska nie istnieje... chyba ze pani podoba sie panu wink


    --
    Kazdy ma swojego trupa w szafie
  • katja.katja 07.06.19, 20:13
    Co znaczy randomowa?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • cruella_demon 07.06.19, 20:22
    pierwsza lepsza, z przypadku
  • katja.katja 07.06.19, 20:26
    Aha.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • aguar 07.06.19, 20:00
    Osoby niepełnosprawne są bardziej zależne od innychsad Skoro w pracy czuł się pewnie, to może mu żona postawiła takie ultimatum, że nie miał za bardzo wyjścia (mogła nawet zażądać dostępu do telefonu, laptopa, tak, że nie mógł nic napisać od serca). Ewentualnie może uwierzył w jakąś plotkę o Tobie. Ale to by jednak źle o nim świadczyło, że tego nie zweryfikował...A może jednak był świnią.
  • kachaa17 07.06.19, 20:10
    Nie umiem powiedzieć co było przyczyną zerwania kontaktu przez niego ale jak dla mnie jest nie do przyjęcia tak bliska zażyłość z żonatym facetem. Jak czytałam początek Twojej opowieści to myślałam, że facet jest kawalerem.
    Piszesz: "potem przez cały dzień mieliśmy prywatny kontakt mailowy" - sorry ale to jest przesada. W pracy i po cały czas kontakt mailowy? Myślę, że to za duża zażyłość. Ja bym się wnerwiła na miejscu żony. I to w dodatku z samotną kobietą.
  • wibrysy 07.06.19, 20:19
    Zwyczajnie - mieliśmy taki pracowy komunikator, cały czas włączony na jednym z monitorów. Pisał tam kto chciał, taka wewnętrzna poczta, niekontrolowana (on był tym od sieci, więc bezpiecznie). No i co jakiś czas coś tam klepaliśmy w wolnych chwilach, takie typowe koleżeńskie bzdety. Jakieś linki do zabawek dla dzieci, gadka o książkach czy filmach. Praca nie wymagała uwagi non stop, zwłaszcza jego była dość luźna, nudził się często i dawał temu wyraz.
  • sirella 08.06.19, 00:39
    czyli rację miał szef że cię z roboty wywalił bo wisiałaś ciągle na poczcie romansując z żonatym pracownikiem zamiast się robotą zająć.
  • zlota.ptaszyna 08.06.19, 11:19
    ale przeciez siedzieli tam jak u mamy pod spodnica
  • kalina_lin 07.06.19, 20:13
    Wiesz, poznałam kiedys chlopaka z MPD. Studiował na mom kierunku, rok wyzej. Poruszał się samodzielnie, tylko w charakterystyczny sposob stawiał nogi. Kiedys zagadnął mnie w autobusie, później kilkakrotnie tozmawialismy jadąc tą samą trasą, a za pewien czas kompletnie przestał mnie zauważać. Nawet cześć nie mówił. Dziwne to było bardzo.
  • katja.katja 07.06.19, 20:16
    Może się zakochał, a nie chciał bardziej cierpień bo nie czarujmy się E-mamy są tolerancyjne do momentu gdy nie wymaga to większych poświęceń niż datek i pyszczenie na forum w obronie uciśnionych (prawdziwych i fałszywych), więc doskonale wiedział, że nie ma u Ciebie jako chłopak żadnych szans, więc wolał Cię unikać w ogóle.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • bombalska 07.06.19, 22:55
    Tez tak to widze

    --
    Kazdy ma swojego trupa w szafie
  • katja.katja 07.06.19, 20:14
    Moim zdaniem ze względu na całą sytuację raczej nie powinnaś być na pogrzebie, a jak już to trzymać się z daleka od rodziny np. na końcu, ale raczej bym nie szła.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • wibrysy 07.06.19, 20:21
    Nie idę, dzięki za opinię bez bluzgów.
  • gama2003 07.06.19, 20:33
    Tak jak dziewczyny piszą - wybrał swój związek, albo status w pracy. Choć stawiam na to pierwsze. Pożegnaj go w myślach i tyle. Smutne, że odszedł młody człowiek a wasza znajomość wbrew temu co piszesz nie była symetryczna.
  • agonyaunt 07.06.19, 20:53
    A gdyby nie był niepełnosprawny i schorowany to co byś o nim myślała?

    Dla mnie facet zachował się nie fair, a ja takich zachowań nie zapominam, w ogóle bym sobie nim nie zawracała głowy. Nie, nie poszłabym na pogrzeb, nie, nie szukałabym grobu. I zastanowiłabym się, czy nasza relacja była rzeczywiście tym, czym mi się wydawała.
  • wibrysy 07.06.19, 21:09
    Gdyby był zdrowy i nie podobałby mi się fizycznie (jak jakieś 95 proc. facetów, więc spora szansa) myślałabym to samo - że to kolega, który chce mnie wciągnąć w biurowe środowisko i dać wsparcie w trudnym początku. A potem po prostu polubił z wzajemnością. Gdyby mi się podobał, nie zaprzyjaźniłabym się tam mocno, bo był zajęty i nie chciałabym żadnych chorych akcji w pracy (ani poza). Jego niepełnosprawność rzutowała natomiast na jego relacje z kobietami, dawała mi pewność, że to znajomość platoniczna i taka pozostanie, ale w szczegóły nie chcę się dziś zagłębiać.
    Tak, zaczynam się zastanawiać, jak ta znajomość wyglądała z jego strony. Wcześniej byłam pewna, że po prostu się lubiliśmy i nagle coś się stało, może obraził się albo czymś go zawiodłam. Nie wiedziałam czym. To trudny moment dla mnie, bo ta śmierć mnie bardzo zaskoczyła. Nie myślałam o nim bardzo długo, nie wspominałam ani nie dumałam nad tą sprawą od dobrych kilku miesięcy. Sądziłam, że kiedyś w przyszłości być może gdzieś na siebie wpadniemy i może pogadamy. Dziś wiem, że nie, stąd te emocje, które niektórych tu chyba obrażają.
  • agonyaunt 07.06.19, 21:21
    Chodziło mi o to co byś sobie pomyślała kiedy wystawiłby Cię zdrowy facet. Czy wtedy nie potraktowałabyś jego ówczesnego zachowania trochę surowiej.

    Rozumiem żal, ale IMO nie warto tracić czasu na rozkminianie co się wtedy popsuło, bo za moment zaczniesz się zastanawiać co Ty zrobiłaś nie tak, a pewnie nie zrobiłaś nic. Prawdziwy przyjaciel nie wypina się jak jesteś w potrzebie, nie przestaje odzywać z dnia na dzień bez wyjaśnienia. Gdyby faktycznie ktoś mu czymś zagroził, gdyby się znudziło - prawdziwy przyjaciel by tak tego nie zostawił. Ba, prawdziwy w ogóle by się nie dał zaszantażować.

    Przykro mi, że Tobie jest przykro. Strata to strata, ma prawo boleć, zwłaszcza że definitywnie zamknęła coś, co jeszcze chciałaś zrobić. Posmuć się za tym, i za kolegą, ale nie za długo, żeby Cię nie zjadło. Bo facet, niezależnie od okoliczności, zachował się jak dupek.

    Trzymaj się!
  • wibrysy 07.06.19, 21:24
    Dziękuję.
  • feniks_4 07.06.19, 23:09
    Mnie tez jest przykro z powodu śmierci Twojego dawnego przyjaciela.
    Skoro jak wspomniałaś, nie był szczęśliwy w małżeństwie, to całkiem prawdopodobne, że jednak się w Tobie trochę podkochiwał. Żona mogła to zauważyć i np. zażądać od niego zerwania kontaktu.
    To oczywiście tylko jedno z możliwych wytłumaczeń jego zachowania, mogło to być coś zupelnie innego.
    Może po prostu był niedojrzałym człowiekiem i nie dbał o to, że rani kogoś swoim zachowaniem.
    Czasem wydaje nam się, ze znamy kogoś bardzo dobrze i wiemy, czego możemy się po nim spodziewać, ale życie nas często zaskakuje.
    Może trochę go idealizowałaś, bo wspierał cię w pracy przez długi czas, kiedy tego bardzo potrzebowałaś?
    Niestety już raczej się nie dowiesz, dlaczego zerwał wasza znajomość.





  • marusia.00 07.06.19, 21:44
    Na te wielce oburzone nie zwracaj uwagi.
    Ta Wasza znajomość mocno wybiegala poza normy. Mam przyjaciółkę, kiedyś miałam przyjaciela ale nigdy nie było między nami takiej ścisłej relacji, codziennej. U Was to było specyficzne uzależnienie, nawet jeśli bez podtekstu erotycznego, to było to wypełnienie jakiejś pustki w życiu.
    Popularna sprawa w dobie komunikatorów.
    Moim zdaniem ten facet uciął tą znajomość pod wpływem żony (słusznie) po prostu oprzytomniał, i poszedł "na odwyk" od tej relacji. Dlatego tak definitywnie to uciął.
    Raczej nie doszukiwalabym się powodów typu - szef mu zakazał itd.
  • taki-sobie-nick 07.06.19, 22:19
    Jego niepełnosprawność rzutowała natomiast na jego relacje z kobietami, dawała mi pewność, że to znajomość platoniczna i taka pozostanie

    Jesteś pewna, że wózkowicz nie może być atrakcyjny?
  • wibrysy 07.06.19, 22:33
    Nie, jak najbardziej może. Ale mogą o tym decydować inne aspekty powiązane z niepełnosprawnością. Ale to nie na dziś i nie na to forum.
  • taki-sobie-nick 07.06.19, 22:35
    Inne aspekty mogą. Zgodnie z sugestią na tym kończę podwątek.
  • bombalska 07.06.19, 23:04
    >Jego niepełnosprawność rzutowała natomiast na jego relacje z kobietami, dawała mi pewność, że to znajomość platoniczna i taka pozostanie,

    No wlasnie to takie niedojrzale z twojej strony. On sie ewidentnie zaangazowal emocjonalnie. A ty zalozylas, ze to niemozliwe, bo jezdzi na wozku wiec dla kobiet jest skreslony. Pewnie bylas druga kobieta (po zonie), z ktora wszedl w bliska relacje. Nie dziwie sie jego zonie, ze cie nie lubila. Bez dwoch zdan postawila mu ultimatum: albo ona, albo ty.

    --
    Kazdy ma swojego trupa w szafie
  • qs.ibidem 07.06.19, 21:36
    Skojarzyło mi się z pewną sytuacją z mojego życia.
    Miałam w pracy przyjaciółkę. Spotkania.wyszły nawet poza biuro (fitnes, sauna, piwo, kawa...) W pewnym momencie odeszłam na macierzyński i wychowawczy. Koleżanka przejęła część moich obowiązków, bardzo jej na tym zależało (i finansowo i prestiżowo było to dla niej korzystne) a ja cieszyłam się, że moja praca będzie kontynuowana. Później wróciłam, w międzyczasie zmieniła się główna szefowa. "Przyjaciółka" nie dość, że zdążyła obrobić mi przysłowiowy tyłek, ale też zaczęła unikać i traktować bardzo formalnie. Nie mówiąc o tym, że zatrzymała sobie moje projekty.
    Po latach myślę, że zaspokajałam jej różne życiowe potrzeby, a potem już mnie nie potrzebowała, ot tak. I przy nowym kierownictwie trzymała na dystans (skoro już tak krytykowała...)
    Pomijając aspekt jakichś zaburzeń (pamięci?!) - przyjacień nie znika bez słowa wyjaśnienia.
  • tryggia 07.06.19, 23:05
    Faktycznie szkoda, że się nie dowiesz bezpośrednio...
    A my, cóż, znamy tylko twoją historię.
    Wiem, że pewnie pojadę taką najgorszą ematką,którą zawsze znajdzie powód by się doczepic, ale...
    W tej historii powtarza się motyw "inni przeciwko mnie". Grupa pracownikow, żona Tomka, psychiczny szef, w końcu Tomek.
    Z twojej strony może być, że tak to widziałaś, a my nie wiemy jaka jesteś, jak traktujesz innych, jak siebie. Na razie - wszyscy zrobili ci świństwo. Nie wiem jaki powód do takiego dystansu, bez wyjaśnienia mógł mieć otwarty, życzliwy i z opisu autentyczny, naturalny człowiek. Plotki czy szantaż raczej zgłosiłby również tobie. On miał osobisty powód, związany z tym jak ciebie odbierał, moim zdaniem.

    --
    Hope
  • simply_z 07.06.19, 23:20
    Nie sądzę. Czasami trafi się paskudne środowisko pracowe, zwłaszcza typowo urzędowo-biurowe, ciepłe posadki, które są stabilne i są świetnym źródłem plotek. Moim zdaniem, szefostwo dało ultimatum albo wzieło go na rozmowę i po prostu powiedzieli wprost, że nie podoba im się wasza zażyłość i Tomek ma pilnować roboty, nie wdawać się w zbytnie kontakty z tobą ( a ty jako czołowa buntowniczka itp wybitnie przyczyniasz się do rozwalenia sytuacji w firmie itd.), bo inaczej wyleci. A nie ukrywajmy jako człowiek schorowany ale posiadający rodzinę, pewnie miałby problemy ze znalezieniem czegoś równie stabilnego i pewnego jak dotychczasowego zajęcie. Mozliwe, że też puścili jakąś brzydką plotkę na twój temat, typu intrygi za plecami Tomka i gość w to uwierzył...
  • tryggia 07.06.19, 23:49
    Być może. Odnoszę się nieco do mojej znajomej, która ciągle czuła się ofiarą swoich koleżanek, szefowej, męża, a w końcu nawrzucala i mi, że nie dbam należycie o naszą przyjaźń. A ja nawet nie wiedziałam, że się przyjaźnimy.

    --
    Hope
  • yuka12 08.06.19, 20:11
    Ja w mojej pracy też czułam się szykanowana i dlatego odeszłam. Ci, którzy mnie mobbingowali, teraz przez znajomych pytają, czy nie chciałabym wrócić do pracy. Ale wiem, że moje odczucia nie były wyjątkowe, bo przed mną i po mnie wiele osób odeszło przez atmosferę w pracy.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • ajrisz.ka 07.06.19, 23:16
    On był Twoim przyjacielem. Był - nie udawanym ale prawdziwym.
    Być może dowiedział się o czymś i po prostu nie był w stanie/nie chciał, Cię niepokoić.? Diagnoza jakaś może... Współczuję.
  • smillla 08.06.19, 07:02
    Moim zdaniem wytłumaczenie jest takie:
    Tomek był człowiekiem schorowanym. To często (nie zawsze) wiąże się ze słabą pewnością siebie i poczuciem bezpieczeństwa (bo własne ciało zawodzi). Jego małżeństwo nie było jego największym oparciem i sukcesem. To, co kochał, skąd czerpał satysfakcję, to była jego praca.
    W momencie, gdy stałaś się "persona non grata", Tomek po prostu wystraszył się, że jeśli stanie przy tobie, będzie kojarzony z tobą, stanie się następnym do odstrzału. Mając wybór pomiędzy przyjaźnią a praca, wybrał pracę, która stanowiła jego życiową dumę i sukces. Nie czuł się na tyle silny, by cię wesprzeć. Wycofał się, wstydząc się tego, co tym bardziej kazało mu się izolować od kontaktu z Tobą.
    Tomek nie był dzielnym rycerzem, ale jeśli przez całe życie było się inwalidą, często nie ma się w sobie natury ryzykanta-bohatera, a bardziej nastawienie na przetrwanie. Jednak był to dobry człowiek - w takim zakresie, na jaki pozwalały mu jego uwarunkowania. Oswoił cię z firma, długo był życzliwy. Potem tez ci nie szkodził, tylko po cichu się odsunął. Pamiętaj dobre, a na pogrzeb idź i nie bój się szefa-mobbera. Pięknie wyglądaj i szybko się ewakuuj, nie rozmawiaj z pracową wredotą. To już jest za tobą.
  • wibrysy 08.06.19, 12:02
    Dziękuję. Ale pogrzeb raczej sobie odpuszczę. Jeśli rzeczywiście byłam powodem jakichś jego kłótni z żoną, jak wiele osób tu sugeruje, to lepiej jej się pokazywać na pogrzebie jej męża.
  • ras.szamra 08.06.19, 17:16
    Taaaaaa. Wyszykowac się, by ,,pięknie wyglądać" powinno być zawsze najwazniejsze podczas pogrzebu....
  • basiastel 08.06.19, 11:14
    Mógł się czuć zagrożony utratą rodziny. Żona z pewnością miała mu za złe Twoją z nim zażyłość.
  • lilia.z.doliny 08.06.19, 11:43
    poniewaz z calego serca nie znosze takich lotow i fosiastego zakonczenia relacji (oraz bez slowa wyjasnienia), po prostu uznalabym faceta za ostatniego kmiota, zazylosc za sprawe niebyla, a pogrzeb za... po prostu czyjs pogrzeb. Olej.

    --
    Nazwanie stolicy nazwiskiem: Nursułtan, jest tak samo durne jak nazwanie stolicy nazwiskiem: Waschington.
  • lauren6 08.06.19, 16:03
    Facet wystawił Cię do wiatru w najgorszych chwilach. Nie był żadnym przyjacielem. Nie masz kogo opłakiwać.
  • alpepe 08.06.19, 17:28
    Jeśli jesteś wierząca, po prostu pomódl się za niego. Ja sądzę, że ona zdradzał żonę z tobą, a ty tego nie byłaś świadoma.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • ajrisz.ka 08.06.19, 19:25
    alpepe napisała:

    > Jeśli jesteś wierząca, po prostu pomódl się za niego. Ja sądzę, że ona zdradzał
    > żonę z tobą, a ty tego nie byłaś świadoma.

    A to w ogóle możliwe? Napisz mi proszę, jakim cudem?
  • wibrysy 08.06.19, 19:26
    Nie jestem.
    Nikt nikogo ze mną nie zdradzał, w ich związku to ona była tą z potrzebami i życiem zewnętrznym.
    No chyba że masz na myśli poświęcenie czasu, uwagi i ew. jakieś ukryte platoniczne uczucia. Tego nie wiem, ale nie wyglądało na to.
  • znowu.to.samo 08.06.19, 19:40
    Alpepe, czasem napiszesz coś z sensem, ale teraz to bredzisz

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • chatgris01 08.06.19, 20:11
    A czy Alpepe nie chodziło o zdradę emocjonalną? Tak to w każdym razie odebrałam...

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • katja.katja 08.06.19, 19:33
    Nie przejmuj się tym, zakończ całkowicie rozdział związany z byłą pracą i tym człowiekiem. Nie ma co rozpamiętywać.


    --
    Nie dam się wygasić!
  • wibrysy 08.06.19, 19:51
    Dziś już emocje trochę opadły i tak własnie zrobię. Dziękuję.
  • znowu.to.samo 08.06.19, 19:38
    Nie widze tu żadnej twojej winy

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.